tak tu sobie smarujemy o naszych oczekiwaniach wobec potencjalnego partnera,
wymarzonych jego/jej cechach, snujemy dzikie wizje, których szanse realizacji
równe są niemal zeru - a życie i tak pokazuje nam figę
osobiście nie znoszę, gdy kobieta pali, co wcale nie przeszkodziło mi stracić
głowy dla kobiety palącej. NIe przepadałem za makijażem, co wcale nie
przeszkodziło mi zaakceptować całej jej baterii kosmetyków i akrylowych
tipsów. Z drugiej mańki, kobiety z którymi byłem deklarowały, że nie lubią
"kosmatych" facetów, po czym z upodobaniem tarmosiły fiterko, którym jestem
porośnięty...
przykłady możnaby mnożyć - ale nie o to tu chodzi.
Zadziwiające jest to, jak życie rewiduje nasze oczekiwania i pragnienia; jak
relatywne stają się te "nienaruszalne zasady"...