Tak właśnie rano dziś sie zaczęłam zastanawiac -że jak ktoś przed pewien
(trochę dłuższy) czas jest sam, to ciężko mu się potem przestawić z myslenia
"ja" na "my"...
A wspólne zamieszkanie - to dopiero musi być cieżka próba!! Na przykład
posiłki... Sama wielokrotnie mówiłam, że jestem dosyć zapracowaną osobą - raz,
ze trzeba bedzie zwolnić tempo i się przestawić.
Dwa - właśnie, jedzenie... Moze nie powinnam tego głośno mowić, ale czesto mam
w lodowce tylko jogurt i... jakoś zyje

. Uwielbiam gotować - ale tylko, jak
mam dla kogo. Dla siebie samej... - nie, mija sie z celem. Bo cel to
sprawienie przyjemości drugiej osobie

.
A jesli znow zaczyna sie z kims byc, trzeba wracac wczesniej do domu

i.. no
coz, miło byłoby czasami dla tej drugiej osoby, ktora tez pewnie wroci
niewcześnie, przygotować jakiś ciepły posiłek... Samej będąc zmęczoną i marząc
o tym tylko, zeby juz sie połozyc do cieplego łóżeczka.
Jasne, cudownie jest myslec o tym, ze w tym ciepłym łózeczku bedzie sie do
kogo przytulic!!

, ale pozostają jeszcze te nasze zwyczajne strony
codzienności...