lawyer9
16.09.07, 17:14
Hej!!
Chciałem się z wami podzielić swoimi problemami z pracy. Otóż od
jakiegoś czasu dokuczaja mi koleżaki z pracy i jeden kolega. Jestem
samotnym trzydziestolatkiem, mieszkam z rodzicami, pracuję w
Urzędzie jako prawnik bez aplikacji. Zaczęło sie w pewnym momencie
od komentarzy na mój temat ze strony jednej z koleżanek z mojego
pokoju; dotyczyło żartów (we współ z kolegą) z takich co "się żadko
bzykają" to są nie wyrzyci i są z nimi problemy w pracy i
towarzyskie. Zaprotestowałem wtedy, rozmawialiśmy nawet z
dyrektorem. W między czasie koleżanka (wcześniej jej nie było w moim
pokoju była na urlopie wychowawczym), toczyłą, w mojej obecnosci
liczne rozmowy z naszą drugą współlokatorką. Niektóre dość
krępujące: o laktacji, o tym, że sie nie zorientowała jak zaszła w
ciążę, dotyczące alkowy (jednej facet chrapie w nocy i ją budzi), że
jej mąż był jej pierwszym i jedynym facetem w łóżku.
Zaprotestowałem, wieć dowiedziałem się od jednej z nich, że
powiniem udawać, żę mnie nie ma w pokoju podczas tych rozmów.
Uznałem to za bezszczelność....
Niestety jedna z nich namówiła koleżanki do poinformowania dyrektora
o tym, że je molestuje spojrzeniami.... tzn.: nie dotykam i nie
składam propozycji, ale tak na nie patrzę.... Stwierdziłem, że to
pomówienie i zażądałem dowodów. Skończyło sie jednak na tym, iż to
ja sam "poprosiłem" o przeniesienie do innego pokoju. Odpowiedź jest
jak dotad taka, iż nikt nie chce mi pomóc w przeprowadzce, a
ten "nowy" pokój był dotychczas składem staroci (stare dokumnety,
zamortyzowane komputery). Nie wiem co teraz robić, a w mom przypadku
trudno jest znaleść inną pracę w zawodzie. Po za tym bierze mnie
wściekłość, bo dlaczego to ja mam odejść skoro, gdyby nie dokuczanie
było by mi tu dobrze... Napiszcie prosze co o tym myślicie. Piszę na
forum o singlach bo myślę, że to, że ja jestem jedynym singlem w
Biurze jest jakimś powodem opinii czarnej owcy...Może ktoś z was ma
podobne problemy...