Dodaj do ulubionych

czy jesteśmy normalni?...

21.10.07, 12:00
Wiecie single, niektórzy do bycia samemu, samotnemu podchodzą tak:
integra.xtr.pl/teksty/Przebudzenie/249-56.htm Ciekawe, co o tym
sądzicie?..
Obserwuj wątek
    • jedzoslaw Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 12:14
      Znowu pop-filozofia z new-age'owskim dodatkiem... Zlepek Ericha Fromma, Coelho i
      buddyzmu. Nie przekonuje mnie to. Z jednej strony idee mają swój sens
      • ta_ann Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 12:25
        Puknij się..smile

        Jezuita.

        Kościół katolicki (piszę zupełnie obiektywnie)
        uznaje wartość chrześcijańskiej medytacji. Chociaż
        sensowniej byłoby uznać, że taka medytacja jest i
        może towarzyszyć człowiekowi niezależnie od wyznania.

        Cóż złego w tekstach Fromma?
        Buddyjskich, które z reguły mówią o współczuciu?

        Puknij sięsmile
      • jedzoslaw Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 12:38
        Znowu pop-filozofia z new-age'owskim dodatkiem... Zlepek buddyzmu, manicheizmu i
        Coelho. Nie przekonuje mnie to. Z jednej strony ma to swój sens, ale z drugiej
        to typowy tekst z cyklu "domorośli amerykańscy filozofowie mówią Prawdę".
        Najarali się trawy i przeczytali całą Mahabharatę, spędzili wakacje w Shaolin,
        posłuchali paru amerykańskich kaznodziejów i stwierdzili, że... osiągnęli
        Kosmiczną Mądrość. Żeby sobie wszystko utrwalić obejrzeli porządnie parę razy
        "Gwiezdne Wojny", zawiesili portret Yody nad łóżkiem, założyli sandały i poszli
        nawracać. Z Anthonym de Mello już raz się zetknąłem. Nie wpłynął na mnie ani
        trochę. Gdyby faktycznie zrealizować wszystkie jego postulaty (co jest prawie
        niemożliwe, bo to wymaga wyrzeczenia się praktycznie wszystkiego co w życiu
        najistotniejsze,co w konsekwencji ma przynieść jakiś rodzaj Nirvany) to
        cywilizacja długo by nie pociągnęła. Jesteśmy uwikłani w ten świat tak czy
        inaczej. Chcemy żyć, kochać, mieć nadzieję i coś osiągnąć. A de Mello mówi, że
        jesteśmy więźniami naszych potrzeb, więc trzeba te potrzeby olać. Być może
        wulgaryzuję jego ideologię; nie wątpię, że był człowiekiem inteligentnym i
        wykształconym, ale głosił idee zdecydowanie utopijne. Na pewno dają
        pokrzepienie, ale tylko wówczas, gdy zrealizowane zostają w stu procentach. A to
        udało się nielicznym.
        • ta_ann Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 12:51
          Jakie "olać"? O czym Ty mówisz? Czepnąłeś
          się buddyzmu, a on mi jednak najbliższy, więc -
          "Nie wyrzekaj się, ale i nie przywiązuj się".

          Pokrótce opowiastka o dwóch mnichach. Starszy
          i młodszy wędrowali. Doszli do jeziora, przez
          któe mieli się przeprawić. Na jego brzegu młoda
          kobieta poprosiła ich o przeniesienie na drugi
          brzeg. Starszy po prostu bierze ją przenosi
          i pogodnie wędruje dalej. Kobiety dawno już
          z nimi nie ma, ale młodszego coś gryzie. Przy-
          pomina starszemu, że przecież nie wolno im dotykać
          kobiet. Na to mnich:

          - Przeniosłem ją i już. Ty ją wciąż niesiesz.

          --
          Można żyć, być tu nie będąc uwikłanym. Owszem, żyjąc
          w określonym systemie społeczno-politycznym, ale
          będąc wewnętrznie wolnym. Dla mnie wspaniałe przykłady
          to ludzie, którzy byli w stanie wojennym internowani,
          a mimo to pisali, rozmyślali, B. Labuda praktykowała
          jogę. Wolność ma się w sobie.

          De Mello zakazuje etykietkowania, co mi się bardzo
          podoba. Ten zakaz. Śmieszą ludzie przedstawiający się:
          - Mam na nazwisko dyrektor, doktor, profesor etc.

          Kim jesteś po ściągnięciu wszystkich nalepek, które
          masz na sobie? - niekoniecznie do Ciebie, ale ogólne
          pytanie.

          • jedzoslaw Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 13:42
            Ann, szanuję buddyzm , nie czepiam się go bynajmniej. Czepiam się jedynie tych,
            którzy co nieco go liznęli i połączyli go z równie powierzchowną recepcją innych
            idei, tworząc rzekomą nową jakość. Dlatego nieufnie odnoszę się do domorosłych
            ideologów za oceanem. De Mello jest chlubnym wyjątkiem, to człowiek, który
            najlepiej ze wszystkich rozumiał to, co głosił i w pełni realizował w życiu. O
            buddyzmie pisałem w kontekście domorosłych myślicieli, którym się wydaje, że
            osiągnęli Wiedzę, a do których odnoszę się podejrzliwie. Ludzie ci piszą potem
            różnego rodzaju poradniki życiowe, "skarbnice szczęścia" itp., gdy tymczasem są
            one złudne.
            Sam poznałem buddystów, a nawet manichejczyka (przynajmniej podawali się za
            nich, choć co do manicheizmu to skończył się on w XIV wieku). Darzę ogromnym
            szacunkiem ludzi, którzy w pełni stosują to, w co wierzą. Wspomniałem o
            buddyzmie tylko w kontekście powierzchownego traktowania ideologii- a buddyzm
            był swego czasu b.popularny, chociaż
            mało kto tak naprawdę wtedy realizował w pełni jego zasady.
            "Olać" to zbyt mocne słowo, przyznaję. Kwestia niepowstrzymanych emocji. Wybacz.
            Chodziło mi tylko o całkowite uwolnienie z życiowych uwikłań (z potrzeby miłości
            włącznie), jakie de Mello proponował, a co wydaje mi się niemal niewykonalne.
            Przesłanie przypowieści o dwóch mnichach jest dla mnie oczywiste, ale nie
            zmienia to faktu, że postulaty Anthonego de Mello wymagają i tak wielkiej pracy
            nad sobą. I odwagi. Można osiągnąć wewnętrzną wolność i nie być uwikłanym, ale
            nie jest to łatwe. Dla singla idee Anthonego de Mello mogą być istotnie b.
            pomocne, ale tylko wtedy, gdy odda się im w pełni. A to droga bardzo wyboista.
            Nie etykietkuję się. Nie lubię pustych form.
        • puzzle33 Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 19:36
          jedzoslaw napisał:

          > Z Anthonym de Mello już raz się zetknąłem. Nie wpłynął na mnie ani
          > trochę. Gdyby faktycznie zrealizować wszystkie jego postulaty (co
          jest prawie
          > niemożliwe, bo to wymaga wyrzeczenia się praktycznie wszystkiego
          co w życiu
          > najistotniejsze,co w konsekwencji ma przynieść jakiś rodzaj
          Nirvany) to
          > cywilizacja długo by nie pociągnęła. Jesteśmy uwikłani w ten świat
          tak czy
          > inaczej. Chcemy żyć, kochać, mieć nadzieję i coś osiągnąć. A de
          Mello mówi, że
          > jesteśmy więźniami naszych potrzeb, więc trzeba te potrzeby olać.
          Samotność jako potrzeba jest łakomstwem na drugiego człowieka. Jeśli
          je opanujesz, nie możesz pożreć ani zostać pożartym. Przy takiej
          postawie rodzi się szansa na spotkanie dwojga wolnych ludzi. Według
          mnie to jedyne, co ma sens, bez względu na finał. Wiadomo, bywa
          różnie.
          > głosił idee zdecydowanie utopijne. Na pewno dają
          > pokrzepienie, ale tylko wówczas, gdy zrealizowane zostają w stu
          procentach. A t
          > o
          > udało się nielicznym.
          Skoro już się komuś udało, to brzmi zachęcająco, należy się sytuować
          wobec najlepszych. No bo jak inaczej? Już w założeniu równać do
          przegranych?
    • ta_ann co? 21.10.07, 12:21
      hm. że bliskie jest nam zenowskie pragnienie
      wyciszenia - tak w skrócie.
      dobry tekst. chociaż dopóki nie zorientowałam się,
      że to e-wersja książki, która stoi u mnie dopóty umysł
      żądał jakiegoś streszczenia w trzech zdaniachsmile

      utrata radości z powolnego poznawania, "gotowania
      potraw na wolnym ogniu" to też signum temporis.


      Millleno, nie paiętam gdzie, ale udało mi się przeczytać
      notatkę, że de Mello też tęsknił za ludźmi.
      • jedzoslaw Re: co? 21.10.07, 13:11
        Pukać się nie muszę. Wcześniej Enter zbyt szybko mi się wcisnął. Racz ocenić
        całość mojego tekstu. smile
        Chodzi mi o to, że idee Anthonego de Mello, jakkolwiek ładnie opakowane i
        mające niewątpliwie sens są propozycją nader niepraktyczną. Odnoszę się z
        wielkim dystansem do tzw. wolnej myśli za Oceanem, bo tam każdy może głosić
        każdą Prawdę jaką sobie zamarzy,
        łącznie z wiarą w kosmiczne pochodzenie Elvisa czy w płaską Ziemię. De Mello
        jest chlubnym wyjątkiem, szanuję go, bo naprawdę może wiele powiedzieć o
        treningu duchowym. Jednakże człowiek uformowany w naszej cywilizacji nie może z
        tego zbyt wiele wykorzystać w swoim życiu. To co proponuje de Mello wymaga
        całkowitej rewolucji w myśleniu i sposobie życia. Trening duchowy, owszem, jest
        rzeczą chwalebną, ale aby w pełni osiągnąć to, co osiągnął Anthony trzeba
        tytanicznego trudu. On sam potrzebował na to wielu lat.
        Rzuciłem wcześniej Ericha Fromma nie jako przykład kolejnego błahego
        pop-myśliciela, lecz jako jednego z tych ideologów, którego na tzw. Zachodzie
        czytali wszyscy "oświeceni" kontestatorzy, absolwenci najlepszych college'ów
        (obok Marksa, Freuda i Sartre'a książki Fromma
        obowiązkowo musiały stać na półce). Fromm jest po prostu popularny w niektórych
        kręgach i dlatego trafił do mojego przepisu na "New-Ageowską potrawkę". Ale
        oczywiście de Mello jest tu wyjątkiem, chociaż nie muszę być jego fanem.
        • ta_ann Re: co? 21.10.07, 13:42
          No i co mam ja zrobić dziewczynka z Polski,
          że przychodzi mi czasem do głowy poznać czyjeś
          myśli, niech to sobie będzie Jung np.? A żeby
          odrzucić, jedzosławie, najpierw trzeba choć
          trochę poznać. Tymczasem masz już dwa kroki
          do buddyzmu uczynione: wyrzekasz sięsmile
          Czemu nie.

          Sartre był zdaje się Francuzem, Freud na pewno
          Austriakiem...
          Nie musisz być niczyim fanem, ale najpierw poznaj.
          Sartre był również pisarzem. Może wymień wszystkich,
          których negujesz. Akceptujesz w ogóle jakąś ideę? Stwo-
          rzyłeś coś własnego?

          • jedzoslaw Re: co? 21.10.07, 13:48
            Patrz wyżej smile Neguję powierzchowne spojrzenie, które charakteryzuje niektórych
            życiowych myślicieli za oceanem. De Mello jest wyjątkiem. B.wymagającym od
            odbiorcy jego nauk.
            • ta_ann aha, 21.10.07, 13:51
              pisałeś jednakże o pop-papcesmile chyba musisz
              odszczekaćwink
              • jedzoslaw Re: aha, 21.10.07, 14:02
                ta_ann napisała:

                > pisałeś jednakże o pop-papcesmile chyba musisz
                > odszczekaćwink

                Dla świętego spokoju: hau, hau, hau! smile
                Pop-papką nazwałem wszelkie poradniki życiowe zza oceanu, powstałe wskutek
                zmiksowania popularnych intelektualistów i prądów. I dlatego pisałem o
                pseudo-buddystach, i o pseudo-freudyzmie i o psudo-frommizmie i o
                pseudo-sartryzmie i... Jestem przewrażliwiony, bo jako nastolatek czytywałem
                podobne "złote księgi szczęścia" i traciłem na to czas. Dopiero na studiach,
                poszerzywszy swoją wiedzę ze sfery idei zorientowałem się, skąd domorośli
                amerykańscy kaznodzieje brali swe inspiracje...
                De Mello jest inny, owszem. Ale mnie nie pokrzepia. Tyle na ten temat smile
      • milllena do ta-ann 21.10.07, 13:15
        Masz rację... Przesyłam Ci link do "całego" De Mello
        integra.xtr.pl/teksty/Przebudzenie/249-ind.htm .
        Zaczęłam ten wątek, bo może czasem singlostwo jest jakąś lekcją do odrobienia...
        Czasem trzeba w sobie coś przemeblować, poukładać, zamknąć jedne drzwi, żeby się
        otworzyły drugie...
        A skoro ktoś wspomniał o buddyzmie...
        Buddyzm, szczególnie za zen, jest świetną drogą życia, dla Eurpejczyków czasem
        nie do pojęcia... Polecam "Wolność od znanego" Krishnamurtiego.
        • ta_ann :-) 21.10.07, 13:36
          a ja "Zamiatając skały, czesząc mech" M. Monety-Malewskiej.
          Klasycznego Kapleau też.
          Lekcja do odrobienia? Przed czymś (np. = przed wzajemnym
          obdarzaniem się miłością)? A tak, dla poznania smaku
          samotności? Może...
          • milllena Re: :-) 21.10.07, 13:40
            "Trzy filary zen"...
            Nie, nie dla poznania smaku samotności. Myślę, że raczej dla zbadania tego, co
            ściąga czasem niepowodzenia partnerskie, zaniża samoocenę, co wiążę sie z tym,
            że miewamy poczucie "ważności", a nie "wartości" smile
            • ta_ann Jeśli dobrze rozumiem - 21.10.07, 13:45
              pobycie w samotności* dla poznania samego siebie
              choćby? Wielu ludzi się takiego chwilowego nawet
              wyboru boi.

              * równoznaczne z snglowaniem? lubię słowo "pojedynczy"
              jestem pojedyncza. jedna w znaczeniu jedność.
              • milllena Re: Jeśli dobrze rozumiem - 21.10.07, 13:54
                Posługuję sie tu słowem dla forum kluczowym - single. Natomiast nie jest moim
                ulubionym... Człowiek i tak zawsze jest poniekąd sam, pojedynczy (jako całość
                też smileEgzystencjaliści mają rację...
    • singielka_1976 Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 15:42
      A tak w skrócie o co chodzi?BO mi sie nie chce czytać całegosmile.
      • wenecka Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 16:05
        i to jest najlepsze podsumowanie całego tekstu. rozwaliłąś mnie! :-
        )))
        • puzzle33 Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 19:49
          Też przyłożę reki do Twojego rozpadu. Popatrz, wokół zwykłe życie.
          Możesz dysponować najbardziej mistrnie skonstruowaną teorią, zabije
          Ci mocno serce, leżysz i kwiczysz. Zasób przemyśleń niewątpliwie
          sprawi, że będzie ci łatwiej się uporać z ewentualnym cierpieniem.
          • ta_ann Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 22:46
            Myśli miałyby trzymać w ryzach uczucia?
            Przydatne.
            • puzzle33 Re: czy jesteśmy normalni?... 22.10.07, 06:41
              To takie naturalne. Rozum buduje odwody/obwody. Nie sztuka wygrać
              bitwę, wygubiwszy armię. Błędem strategicznym byłoby jednak zbyt
              długo się czaić, gdy zdobyte przyczółki. Tam przecież często
              niewinni żolnierze, co mają w d..e wszelką politykę i wielkim głosem
              wołają: Ratunku! Jedną z najgorszych rzeczy brak zaufania, że
              przyjdą z odsieczą. Zawsze wychodził z okopów ktoś w oficerskich
              butach, a jeśli zbrakło? Kto umiał i chciał.
              • ta_ann Re: czy jesteśmy normalni?... 22.10.07, 09:49
                ja tak brdziej po prostu. po szekspirowsku:
                świat jest tragedią gdy czujesz, komedią zaś
                gdy myślisz.
    • kalina_k Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 19:07
      Zdecydowanie nie jesteśmy normalni. Bo co to znaczy być w normie?
      Czy są jakieś sztywne wzorce? Nawet dziecko rozwijając się odbiega
      od podręcznikowych sztywnych norm. Wszędzie powinien być jakiś
      margines na inność.

      Czy singielstwo może czegoś uczyć? Czasami tak, czasami nie.
      Zwłaszcza gdy trwa za długo.
      • sorrento_8 Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 19:10
        kalina_k napisała:

        > Zdecydowanie nie jesteśmy normalni. Bo co to znaczy być w normie?

        zdecydowanie, baa, jeszcze się z tym nie kryjemy smile
        tylko kto tworzy te normy?
        • kalina_k Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 19:14
          sorrento_8 napisała:

          > kalina_k napisała:
          >
          > > Zdecydowanie nie jesteśmy normalni. Bo co to znaczy być w
          normie?
          >
          > zdecydowanie, baa, jeszcze się z tym nie kryjemy smile
          > tylko kto tworzy te normy?
          >
          > My sami - lubujemy się we wszelkich tabelarycznych zestawieniach i
          statystykach smile Nie lubię być szufladkowana, ale ze wstydem
          przyznaję czasami wkładam w jakąś przegródkę kogoś. Bardzo
          niesprawiedliwe postępowanie, zwłaszcza że zdaję sobie z tego sprawę
          gdy stanie się.
        • puzzle33 Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 19:57
          W swojej ocenie jestem całkowicie normalna. Potrzebuję szerokiego
          marginesu wolności. Często muszę zwracać uwagę na normy współżycia
          społecznego. Chcąc żyć wśród ludzi, trzeba używać ich kodu dostępu.
          Męczy mnie to, ale akceptuję "dobre obyczaje". Coś za coś, rezygnuję
          z części wolności w zmian za uczestnictwo w stadzie.
      • puzzle33 Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 19:51
        kalina_k napisała:

        > Czy singielstwo może czegoś uczyć? Czasami tak, czasami nie.
        > Zwłaszcza gdy trwa za długo.
        Rodzi się czasem syndrom okopania na pozycjach. Decyduje wygoda,
        mniejsza o wartości.
        • kalina_k Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 19:54
          puzzle33 napisała:

          > kalina_k napisała:
          >
          > > Czy singielstwo może czegoś uczyć? Czasami tak, czasami nie.
          > > Zwłaszcza gdy trwa za długo.
          > Rodzi się czasem syndrom okopania na pozycjach. Decyduje wygoda,
          > mniejsza o wartości.

          I wygoda, i brak chęci. Do wszystkiego człowiek przyzwyczaja się sad
          Nawet gdy nie czuję się z tym szczęśliwy, boi się coś zmienić. Bo
          kto zagwarantuje, że będzie to zmiana na lepsze sad
          • puzzle33 Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 19:58
            Można jedynie odpowiedzieć: Zaryzykuj!
            Gwarancję każdy ma jedynie na śmierć.
            • kalina_k Re: czy jesteśmy normalni?... 21.10.07, 20:01
              puzzle33 napisała:

              > Można jedynie odpowiedzieć: Zaryzykuj!
              > Gwarancję każdy ma jedynie na śmierć.

              smile))) Ba kiedy ryzyko obce mej naturze. Kwestia wychowania.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka