dwajezyki
28.07.08, 01:25
My, ludzie. Albo o trywialnych esemesach. Zbliżenie: dostaję czasem
esemesy od kolegi, które są przelaniem wrażenia w krótką formę
pisaną. Ot, relacja z podróży. Nieosobiste. Ale dające wgląd w jego nastrój,
myśli. Zatem jakoś osobiste. Pierwsza myśl - naciska
"wyślij do wszystkich". I konsternacja. Nie chcę być "wszyscy". I
zastanawiało mnie, czy oczekuje odpowiedzi. Od razu napiszę, że
moja nieskromna osoba, tak, odpowiedzi zwykle oczekuje. Piszę konkretnie,
do Ciebie. Brak odpowiedzi da do myślenia.
Czułabym się dość głupio, gdyby esemes trafiłby przed oczy niepowołane.
Post scriptum: czasem jednak nie,
ciekawa jestem oceny postronnego. Gdy piszę dla hecy, poklasku etc.
Ten post także nie jest pisany dlatego, aby nikt nie odpowiedział.
I brak odpowiedzi będzie odczuwalny, niespecjalnie, lecz jednak.
Pomimo świadomości, że oczami dotknie go wiele osób. Powiedzmy sto.
Nie o tym jednak.
Korciło zapytać, jak to właściwie jest. Ile osób oczami dotyka jego
esemesa. Owszem, kilka osób. Jednak nie cała książka telefoniczna.
I czy czeka na odpowiedź. Nie, nie czeka. Wysyła w świat. Rodzaj
prezentu, jak powiedział. Byłam ciekawa, jakie są reakcje. Różne.
Także "jesteś snobem"; bo przecież łatwiej jest pisać, odjechawszy
choćby 100 km od domu. Psychiczny luz oderwania. I dzielenie się
ciekawym. I nieoczekiwanie na reakcję. Zastanawiające... Dodał:
ale ważne jest, jak później ta osoba do mnie się odniesie. Czyli
wyprzedzające kształtowanie własnego wizerunku. I chęć wzbudzenia
jakichś emocji, niechby i negatywnych. "Jesteś egoistą".
"Taki esemes jest jak pocztówka". Rzecz w tym, że kiedyś otrzymując
listy z podróży, interesującej zapewne (Indie) i bardzo starannych
z dowcipnymi już tematami zwykle nie zadawałam sobie trudu,
by dokładnie je odczytać. Nie do mnie wszakże... Do wszystkich,
czyli nikogo. I kto tu jest egoistą?
Jeśli pogmatwane, przepraszam, trochę późno jest.