Gość: fifa2000 co to jest ten artykuł??? IP: *.e-wro.net.pl 13.02.11, 15:16 Śmierdzi na odległość. Kolo niby sam nie ma nic przeciwka podania go z imienia i nazwiska oraz foty, co jest chyba marzeniem dziennikarza przy takim artykule, ale nie dobry GWniany pismak woli użyć pseudonimu i kadru z filmu. Odpowiedz Link Zgłoś
z_uk Jaki jest sens zamieszczania artykulow zmyslonych? 13.02.11, 15:19 Do kazdego zadania, jesli ma byc wykonane dobrze, nalezy sie przygotowac. Ten artykul to sa jakies brednie i bajki dla ludzi wierzacych, ze oto objawiono sposob na przeksztalcenie sie z pucybuta w milionera. Artykul o czlowieku ktory ma swoj mikrooscylator?!?! Prosze o troche powagi. Gdzie w tym artykule pokazana jest dzialalnosc przynoszaca jakiekolwiek rozsadne pieniadze? Jedyna operacja to zagranie ze 100K EUR, reszta to rzeczywiscie tylko na lunch starczy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Leonidas dlatego "Rodzina na swoim" jest chora!! IP: *.multi-play.net.pl 13.02.11, 15:21 Rozumie i nawet podziwiam faceta, dobry jest. Ale to kolejny przykład choroby naszego państwa. Program Rodzina na swoim nie tylko daje zarobić deweloperom (dlatego niektórzy go nazywają "Deweloper na swoim"), ale właśnie na pewno jest dużo ludzi z możliwościami finansowymi tak jak ten facet: biorą kredyt, który przez 8 lat kosztuje ich dwa razy mniej, niż biorą z lokaty. Nie mam nic do faceta, ale dlaczego społeczeństwo, które płaci podatki, także mniej zamożni i biedniejsi ludzie, mają finansować zyski bogatszym?? Chyba to nie po to zostało stworzone?! Albo po to... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Autor Re: dlatego "Rodzina na swoim" jest chora!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.11, 18:05 ale z drugiej strony tacy goście to promil korzystających, trzeba po prostu wliczać to w koszty, opracować taki system, który pozwoli aby kombinatorów było 3% a nie dążyć do takiego co będzie idealny, bo koszty jego stworzenia, kontroli będą 1000 razy większe niż potencjalne nadużycia... to jest ogromny problem.. ostatnio premier ogłosił, że nie będzie możliwości odliczenia VAT od auta z kratą, bo boli go, że po kraju jeździ kilkadziesiąt porshe cayene z kratą, a zapomina już o dziesiątkach tysięcy 'legalnych' właścicieli firm, którzy pracują zwykłymi autami... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rotuA biedny frajer, do tego mitoman IP: *.dynamic.chello.pl 13.02.11, 15:37 no chyba, że redaktorek go zmyślił Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lukas "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne finans... IP: *.dynamic.chello.pl 13.02.11, 15:50 Jest troche w tym prawdy co gosc pisze. Mialem troche podobna historie. Mam karte kredytowa z limitem 39tys i w ogole interesuje sie finansami. Jak kazdy wie transakcje gotowkowe sa liczone z automatu ze trzeba placic odsetki od pierwszego dnia zadluzenia plus prowizje. Testowalem moje karte i zrobilem przelew na 100 do innej instytucji finasowej(nie bank) i bylo to policzone jako transakcja bezgotowkowa,zaplacilem tylko 1,5 za przelew. Nastepnym miesiacach juz lecialem do limitu i jeszcze wciagnelem w to moja dziewczyne i w sumie mielismy ponad 75tys limitu i nieoprocentowanego kredytu na 56 dni.Po wplacie na konto i zaksiegowaniu przelewalem pieniadze z powrotem i od razu na konto oszczednosciowe na 6.60% w stosunku rocznym w wiec 90000*(6.6/365)*50 dni=846 zysku za ten okres a oprocz tego punkty okolo 15500 Frequent Flyer bo byl limit,uzbieralismy ponad 200tys punktow ale sie skapowali i potem od kazdej transacji chcieli 1.8% od przelewu i to juz sie nie oplacalo. Inny przyklad pazerosci bankow Ostatio mialem sporo waluty do sprzedania i oplacalo sie ja wyslac do innego kraju zeby wrocila z powrotem do Polski juz jako zlotowki bo roznica byla 6 groszy na dolarze. Teraz wlasnie testuje 2 bank ktore mam na oku zobaczymy co z tego wyjdzie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kolec "Codziennie mam nową historię". IP: 178.73.49.* 13.02.11, 15:58 przypadek najaranego kredytowego karciarza. i ja mam sie tym podniecac ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yuppie "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne finans... IP: 95.154.230.* 13.02.11, 16:03 Staż zacząłem od pracy na mopie, później po dwóch tygodniach dostawałem już bardziej odpowiedzialne zadania: mycie okien, przecieranie szmatką poręczy od schodów i klamek od drzwi. Aż w końcu pewnego dnia (pamiętam to jak dziś, to był piękny lipcowy poranek, a ja w moim eleganckim garniturku z wyprzedaży w Galerii Centrum za 300 zł, pędziłem co koń wyskoczy do świątyni współczesnych finansów - siedziby Citka na Senatorskiej). Otóż, gdy już się zbliżałem do budynku zobaczyłem śniadego mężczyznę w turbanie. Tak, to był on - nasz nowy Dyrektor ds. Obsługi Klientów Korporacyjnych. Widziałem od kolegów, że jest hindusem. Podszedł do mnie i łamaną polszczyzną powiedział, żebym przyszedł do niego po południu, jak skończę robotę na mopie, bo ma dla mnie "zadanie specjalne". Aż się nogi pode mną ugięły. Byłem tak przejęty, że nie mogłem się zupełnie skupić na pracy, nawet dwa razy wylałem wodę z kubła na podłogę. W końcu o 14:30 wszedłem do sekretariatu Dyrektora. Sekretarki nie było. Czekałem prawie dziesięć minut, ale ona sie nie pojawiała. W końcu pomyślałem sobie "moja kariera jest w moich rękach, muszę działać, taka okazja może się drugi raz nie powtórzyć". Zapukałem do drzwi Dyrektora i nacisnąłem na klamkę. Wszedłem do środka. On siedział w majestatycznej pozie za biurkiem, pochylony nad jakimiś papierami. Gdy mnie zobaczył wstał, podszedł do mnie, uścisnął moją dłoń i wskazał mi wygodną skórzaną kanapę. Usiadłem, a on zamknął drzwi. Podzsedł do mnie usiadł obok mnie i rozpiął rozporek. Moim oczom ukazała się wielka, stercząca śniada knaga. Dyrektor powiedział do mnie: "Chyba wiesz co masz robić"? Pokiwałem głową i wziąłem sie do roboty. Wszystko trwało jakieś 10 min. Na szzęście udało mi się nie uronić żadnej kropelki. Hindus wstał, zapiął rozporek, podał mi szklankę z wodą mineralną i powiedział, żebym popił. Następnie usiadł za biurkiem i powiedział "zwalnia sie stanowisko kierownika serwisu sprzątającego w banku. Myślę, że będziesz się nadawał do tej roboty". Z radości aż podskoczyłem do góry. Gdy wyszedłem z pokoju zacisnąłem ręce w geście trimfu i pomyślałem "warto było męczyć się przez te 5 lat na SGH-u". Od tego czasu moja kariera nabrała zawrotnego tempa. Pan Svhi Dolupte Goulvahre osobiście zajął się pchaniem mnie po szczeblach korporacyjnej kariery - niestety oprócz tego zajmował się również pchaniem mojego kakalca. Ale warto było znieść te niedogodności. Po 3 miesiącach stać mnie było na to, żeby mie kupować koszul i krawatów w promocjach Tesco za 9,99 (wiecie o co chodzi - wielkie kosze a w nich koszule z krawatami) i przerzucić się na półkę, gdzie koszule leżą na półkach. Moja samoocena, jak również szacunek współpracowików od razu wzrosły. Po jakimś czasie Pan Goulvahre powiedział: "Wykazujesz się doskonale, myślę, że czas, żebyś poznał naprawdę ważnych ludzi. Oni mogą pomóc ci przejść do działu >>Private Asset Management<<" (to tam trzymamy pieniądze Jasia K. zanim znajdą się w dyskretnym banku na wyspie Man i inwestujemy je w amerykańskie fundusze hedgingowe). Aż podskoczyłem z radości. Szef zaprosił mnie na "firmową kolację w małym gronie" w restauracji hinduskiej, której nazwy wam nie podam, bo takich leszczy jak wy nie byłoby stać tam na szatniarza. Ubrany w mój nowy garnitur z najnowszej kolekcji produkowanej pod własną marką przez Galerię Centrum oraz poliesterowy krawat z Tesco ( z tych najdroższych, 39,99) w najmodniejszym w tym sezonie kolorze bladego różu, pewenym siebie krokiem (tak jak nas uczyli na treningu z asertywności) wszedłem do małej salki, wynajętej jak się okazało tylko dla nas. Czekali na mnie - John - szef działu, do którego miałem przejść, żwawy 60-latek, znany wam Svhi oraz - Henri - przedstawiciel centrali na Europę. Po kurtuazyjnych powitaniach, zagaił John (oczywiście po angielsku leszczyny): "Svhi has told us that you are really briliant, boy. Show us what u can". Nie trzeba było mi powtarzać: najpierw erotyczny taniec na stole (miałem skórzane majtki z sex-shopu ze specjalną klapą na dupie - kosztowały pół mojej pensji, ale wiedziałem że to dobra inwestycja), potem self-performance z wibratorem przyniesionym w mojej skajowej teczce potem siorbanie pindoli a na koniec mój numer popisowy - obsługa trzech na raz - jeden w kakalcu, drugi w dziobie, trzeci ręką - oczywiście z 3 zmianami, tak żeby każdy miał możność skosztowania wszystkiego. Gdy było po wszystkim, a ja wycierałem usta z nasienia i wydłubywałem spomiędzy zębów włosy łonowe Johna, ten powiedział "Shvi was right, your performance was outstanding, congratulations boy! From now on, you are Key Customer Junior Manager at Private Asset Management!". I tak zostałem managerem... Muszę jednak zaznaczyć, że taka błyskotliwa kariera to trudny kawałek chleba. Aby dalej utrzymywać się na szczycie musiałem pracować w pocie czoła, często po normalnych godzinach pracy zostawać w banku. Pan Svhi pomagał mi, ale jak się pewnie domyślacie nic za darmo. Przede wszystkim regularnie raz w tygodniu musiałem świadczyc mu usługi seksualne i to full service. Ponieważ jego oczekiwania wobec mnie systematycznie rosły, zostałem skierowany na specjalne szkolenie orgaanizowane w hotelu Gołębiewski. Zajęcia prowadzili doswadczeni instruktorzy z najlepszych agencji towarzyskich w Warszawie. Szkolenie trwało trzy dni i było podzielone na kilka bloków tematycznych: 1. Robienie loda. Najpierw była krótki wykład teoretyczny z pokazem slajdów i kilku scen z filmów XXX. Na tej podstawie instruktor (czarny, wielki hebanowy murzyn) swoim potoczystym angielskim profesjonalnie objaśniał: jakich błędów unikać i na co zwracać szczególną uwagę. Później mieliśmy dobrać się w pary i każdy miał zrobić koledze z pary "laskę". Instruktor chodził po sali i na bieżąco korygował nasze błędy. 2. Sex analny. Na początek wszyscy uczestnicy szkolenia dostali od organizatorów butelki Coca Coli 1l. Kiedy juz siedzieliśmy "na nich" rozpoczął sie wykład na temat anatomii i fizjologii odbytu. 3. Spotkanie z proktologiem omawiające tematy radzenia sobie z przykrymi dolegliwościami. Między innymi, jak ćwiczyć mięśnie zwieracza itp. Po powrocie ze szkolenia Dyrektor od razu postanowił sprawdzić ile na nim sie nauczyłem. sądząc po jego minie był chyba zadowolony. Po dwóch miesiącach awansowałem na stanowisko Key Account Manager i zostałem wysłany na trzymiesięczne szkolenie do centrali w Nowym Jorku. Gdy wiadmość o awansie i szkoleniu w NY do mnie dotarła za pośrednictwem służbowego intranetu popadłem w dziką radość. Czułem, że moja kariera nabrała prędkości, której nawet ja nie kontroluję - niestety czasem nie kontrolowałem również stolca, choć ta niedogodność stanowiła niską cenę za prestiż i poczucie zawodowego spełnienia, jakie stały się mym udziałem, a VIPowska karta Medicovera jaką dostałem wraz z ostatnim awansem uprawniała mnie do bezpłatnych konsultacji u światowej sławy proktolog prof. Kaban-Czop. Terapia laserem i drobna korekta plastyczna sprawiły że dolegliwości minęły a mój kakalec stał się tak ciasny, ze Svhi mawiał "Boy, your ass is so tight, that I'm cumming too fast!" Ale do rzeczy, był pochmurny nowojorski poranek, gdy Concorde specjalnie wyczarterowany dla kadry zarządzającej naszego banku dotknął kołami ziemi. Program wzmacniania więzi miedzy pracownikami (Team Spirit Developement Programm) zakładał, że każdy zostanie zakwaterowany u osoby, której stanowisko odpowiada stanowisku jego szefa w kraju, z którego przybył. To oznaczało, że miałem zamieszkać u Pana Mbwewe d'Armagnack. Z jego biogramu, który miałem w służbowym folderze dowiedziałem się, że pochodzi z Nowego Orleanu, ale jego ojciec był szamanem w wiosce połozonej w okolicach Ghany. Nie miałem czasu doczytać reszty, gdy w hali odpraw zobaczyłem ogromnego murzyna w doskonale skrojonym garniaku (potem miałem się dowiedzieć, że uszył go dla niego sam wielki Karl), po chwili półmetrowa łapa walnęła mnie w plery z taką siłą, że wpadłem na jakąś starą japonkę, która zaczęła się drze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne finans... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.11, 16:07 Jezeli facet w pracy nie robu nic innego tylko pilnuje swoich 50-ciu kont to należałoby go natychmiast wyp.... z pracy. Wiem teraz dlaczego na decyzję kredytowa trzeba czekać miesiąc. Odpowiedz Link Zgłoś
mocten "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne finans... 13.02.11, 16:08 Stek bzdur, szkoda się wysilać na głębszy komentarz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: i.l Re: "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne fina IP: *.centertel.pl 13.02.11, 16:33 .....a za 30 lat będę miał jeszcze colę do lunchu ..... drobny ciułacz, zero pomysłu i inwencji... to ja , a to moja chałupa i moja żona i moje dzieci i wszystko to tymi palcyma. ech życie... życie, no gdzie ty?? Odpowiedz Link Zgłoś
tanebo Re: "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne fina 13.02.11, 17:11 Drobny ciułacz? 20 tys to drobne? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxxx Niestety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.11, 01:59 np. dla mnie to jak dla ciebie 2000 PLN. To co ten koles odstawia to cyrk i strata czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mama72 facet ma rację. i jaja, żeby robic cos więcej niż IP: *.toya.net.pl 13.02.11, 16:58 większość z nas. My częściowo też tak robimy, nie na taką skalę bo nie mamy czasu. Ale szukamy ofert, sprawdzamy, testujemy. I piszemy kilometry reklamacji. I nawet jak nie przyznają banki racji formalnie to i tak oddają kasę lub akceptują stan rzeczy. Ale szczytem braku kompetencji przy ogromnych aspiracjach jest Alior Bank. Jak zaczęliśmy ich sprawdzać to wyszło już kilka skarg do KNF, UOKiK, rzecznika praw konsumenta i wiele reklamacji. Ten bank ma tak niejasne oferty, że zawsze oszwabi klienta. Bo klient jedyne na co ma wpływ to na wysłanie kasy. A kiedy i jak zostanie zaksięgowana i na jakich warunkach to już słodka tajemnica Aiora. Tak wielka, że nawet jej wyjawić nie chcą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wiesiek Re: facet ma rację. i jaja, żeby robic cos więcej IP: *.183.234.222.dsl.dynamic.eranet.pl 13.02.11, 20:19 > większość z nas. My częściowo też tak robimy, nie na taką skalę bo nie mamy czasu. he he he. Możecie zarobic 20 tys. /mies. na operacjach bankowych, ale po prostu nie macie czasu. Ciekawe co robicie w czasie, w którym możecie zarobic 20 tys. Najwyraźniej coś znacznie ciekawszego niż zarabianie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna Re: "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne fina IP: *.63.rigop.com 13.02.11, 17:12 GW traktuje czytelników tak jak na to zasługuje i jak ich sobie wychowała - czyli jak kompletnych idiotów. Jej zbójeckie prawo. Chamówa jednak zaczyna przekraczać dopuszczalne granice no ale cóż, skoro 90% czytających to lemingi. A o co Wyborczej chodzi? Otóż od pewnego czasu lansowane jest usilnie wprowadzenie obrotu bezgotówkowego i tylko temu podporządkowany jest ten artykuł i po to wymyślony został Alex. Alex, gdyby istniał naprawdę i miał choćby część wiedzy przeciętnego Kowalskiego, który inwestuje swoje środki, to wiedziałby, że pomnaża siępieniądze na forex a nie kupuje fizyczną walutę namawiając znajomych by rezygnowali ze spreadu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MałpaWCzerwonym "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne finans... IP: *.centertel.pl 13.02.11, 17:45 To nie jest zarabianie tylko gra a facet nie jest rozsądnym finansistą tylko hazardzistą. Nie należy brać z niego przykładu bo można utopić wszystko. Odpowiedz Link Zgłoś
ggrdl Czy ktoś w to uwierzył? 13.02.11, 17:49 Ciekaw jestem skąd ten artykuł - czy pan redaktor sam wszystko wymyślił, czy faktycznie wysłuchał jakiegoś mitomana. Oczywiście jak w każdej historii o perpetuum mobile brakuje tylko wyjaśnienia zasady działania. Jest za to mnóstwo informacji wokół tematu. Zamiast bełkotu o oscylatorach i 50 kontach można było napisać kilka tyleż prostych, co oczywistych porad, np: 1. Minimalizuj prowizje - wybierz tani bank, przeczytaj uważnie jego ofertę (czy aby na pewno jest tani!). Korzystaj tylko z tych usług, których faktycznie potrzebujesz. 2. Staraj się nie angażować pracowników banku. Operacje samoobsługowe są tanie/ lub za darmo, wykonanie operacji w oddziale, czy przez telefon KOSZTUJE. Właśnie po to, żebyś robił to sam. 3. Unikaj kredytów, kredyty konsumpcyjne (telewizor, pralka, pecet) to już czysta rozrzutność. 4. Jeśli masz nadwyżki to je lokuj, sprawdzaj oferty. Jeśli nie lubisz ryzyka - masz lokaty, ew. obligacje, jeśli dopuszczasz ryzyko jest giełda. Wszystko to są sposoby pozwalające na zachowanie dużej płynności - spieniężenie lokat, czy akcji trwa niemal z dnia na dzień. Jeśli zainwestujesz np. w nieruchomość, to musisz się liczyć z tym, że nie od razu ją sprzedasz w razie potrzeby. 5. Używaj karty debetowej, a nie kredytowej. Zazwyczaj wychodzi taniej i prościej. 6. MYŚL! To nie boli, chociaż zajmuje czas. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: x Re: "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne fina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.11, 17:50 Dupek nie bankowiec... nawet nie wie, że Open Finance to spółka córka Noble Bank... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Autor Re: "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne fina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.11, 18:20 a co to Noble Bank? nie ma czegoś takiego... skoro już wytykasz błędy to powinieneś wiedzieć, że jest za to Getin Noble Bank SA - z dniem 4 stycznia 2010 roku następuje prawne połączenie Noble Banku i GETIN Banku Odpowiedz Link Zgłoś
tomekjot Re: "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne fina 13.02.11, 19:09 Czy ten gość ma jakieś inne życie poza śledzeniem 50 rachunków bankowych. Gdyby dla przykłady wszedł w obligacje korporacyjne miałby taki sam zarobek a ile czasu wolnego Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prawdziwybankowiec Ale brednie ... IP: *.play-internet.pl 13.02.11, 18:04 Gołym okiem widać, że to brednie i tekst sponsorowany, zachęcający do zakładania kont w sugerowanych bankach, braniu kredytów i kart bankomatowych. Najlepiej przez wymienione agencje pośredniczące. ... Śmierdzi kryptoreklamą na kilometr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: janek warszawa Mitoman? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.11, 18:05 Utargował 800 zł na projektorze, jak wspomina, zamiast właściciel sklepu miałby płacić prowizję bankowi w wysokości 1,5 % dogadali się o obniżkę 1 %. 1 % to jest od kwoty z 80 tys. to aż taki drogi projektor? Odpowiedz Link Zgłoś
vexi "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne finans... 13.02.11, 18:12 Prawie uwierzylem, ale ten fragment polozyl mnie na lopatki: "Hm, wiosna 2009. Euro po 4,7 zł. Najlepszy moment na kredyt - pomyślałem i wystąpiłem o 100 tys. euro, by natychmiast odsprzedać je bankowi" jak to mozliwe, aby pracownik banku zajmujacy sie instrumentami pochodnymi nie wiedzial, ze istnieje cos takiego jak forex i bierze 100K EUR kredytu aby natachmiast odsprzedac EUR bankowi. Sorry, ale to czysty kretynizm. Jak chcial grac na zmiane kursu zlotego, to powinien zajac odpowiednia pozycje na rynku FX i czekac, a nie ladowac sie w jakies kredyty, gdzie koszty udzielenia kredytu i prowizja na wymianie walut sa astronomiczne w porownaniu z kosztami na FX. Artykul nieprawdziwy i totalna lipa, bo wlasciwie, to o co chodzi? V. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: smyk "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne finans... IP: *.238.64.27.ip.abpl.pl 13.02.11, 18:29 Hm- a według mnie bohater artykułu- mimo że fachowiec w swojej dziedzinie - rozdrabnia sie - musi wykonac wiele operacji niz osiągnie zysk - i to chyba niezbyt imponujący. lepiej by było jakby w jednej dziedzinie był naprawde dobry - zysk większy, pewniejszy a roboty mniej. Ja np znam ludzi którzy w jego wieku mają w domu pokój z 6 monitorami i obserwują kursy walut i spekulując na kontraktach zarabiają 20-25 000 miesięcznie, i na dodatek grają za swoje a nie za pożyczone- i to jest coś. Odpowiedz Link Zgłoś
1stanczyk Lepiej pozno niz wcale ..ale 13.02.11, 19:56 GW robi to co powinno być robione w mediach na szeroka skale 20 lat temu. Wtedy kiedy bank był dla nielicznych i najczęściej związany z kontem $-owym, kiedy czeki, karta bankowa, pożyczka bankowa czy hipoteczna były synonimami zachodniej prosperity, zachodniego "style of live", który tak zauroczył nasz odmóżdżony półświatek półinteligencji (i nie tylko), że gotowi byli i sa nadal gotowi przepłacać, niejednokrotnie trzykrotnie, wszelkie usługi bankowe. Za sprawa Balcerowicza te pieniądze płyną jak manna z nieba do kieszeni błogosławionych przez naszych postokrągłostołowych pajaców "zachodnich inwestorów" Z takim odmóżdżonym "refleksem" naszych postokrągłostołowych wszystkowiedzących "bohaterów" gonić możemy co najwyżej ich własne "patriotyczne" urojenia półgłówków, którymi od dwudziestu lat już nie tyle nawet skutecznie paraliżują dzisiaj nasz kraj co tradycyjnie pogrążają kolejne pokolenia w finansowaniu ich paraliżu umysłowego. "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne finans... Odpowiedz Link Zgłoś
magdalaena1977 "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne finans... 13.02.11, 20:07 Taki krezus a jeździ autobusem .... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wiesiek Re: "Codziennie mam darmowy lunch". Prywatne fina IP: *.183.234.222.dsl.dynamic.eranet.pl 13.02.11, 20:28 magdalaena1977 napisała: > Taki krezus a jeździ autobusem .... może faktycznie był w Londynie i tam przekonał się do komunikacji miejskiej. to akurat policzyłbym mu na plus :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fac Ten niby-artykuł to chyba jakiś dowcip... IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.02.11, 21:15 Co to ma być? Taki koleś ura-bura, milion cashflow na sekundę, a idzie do aliora żeby założyć konto, bo dają 100zł. Skoro jest taki cwaniak, to w tym czasie co siedział w aliorze zarobiłby 10 razy tyle. PIC NA WODĘ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tora Tora Tora Analfabeci na forum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.11, 07:55 Gość portalu: fac napisał(a): > Co to ma być? > Taki koleś ura-bura, milion cashflow na sekundę, a idzie do aliora żeby założyć > konto, bo dają 100zł. > Przecież napisane jest, że facet startował od zera. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fac Hm, a może jednak jest tu drugie dno... IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.02.11, 21:20 Przeczytałem kilka postów na chybił trafił i jakoś wszyscy zgodnie zachwalają forex :) A może to nie artykuł jest sponsorowany, tylko komentarze pod nim... Może artykuł został specjalnie napisany "jak dla idiotów" żeby potem móc się wylansować z forexem w komentarzach. A może to tylko moja paranoja :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bla bla bla to jego hobby - nie zawód IP: *.dynamic.chello.pl 16.02.11, 00:24 ciekawe jak długo bedzie mu się chciało Odpowiedz Link Zgłoś
floress Dwie ściemy tego artykułu 16.02.11, 11:21 Dwa największe kłamstwa w tym artykule to: "Mimo że mój rozmówca nie miał nic przeciwko publikacji swego nazwiska i wizerunku, wolałem poprzestać na przezwisku. Na zdjęciu Charlie Sheen jako Bud Fox, filmowe alter ego Alexa" Dziennikarz sam z siebie nie ujawnia danych bohatera, mimo, że ten daje zgodę?? Bajka. "A wracając do kredytów, mam trzy duże w trzech walutach. Złotówkowy to oczywiście "Rodzina na swoim"." Rodzina na swoim ma swoje wymagania. Facet, który ma dobrze płatną pracę i jeszcze tyle zarabia dodatkowo na tych grach finansowych, nie kupi mieszkania, które wpisywałoby się w program. Raczej będzie szukał czegoś poza tymi ramami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dziennikarz Re: Dwie ściemy tego artykułu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.11, 15:48 floress napisała: > Dziennikarz sam z siebie nie ujawnia danych bohatera, mimo, że ten daje zgodę?? > Bajka. Ta, bo wiadomo, ze dziennikarz to najgorsze ścierwo, któremu obojętny jest los rozmówcy. > Facet, który ma dobrze płatną pracę i jesz > cze tyle zarabia dodatkowo na tych grach finansowych, nie kupi mieszkania, któr > e wpisywałoby się w program. Raczej będzie szukał czegoś poza tymi ramami. Ten facet zaczynał od zera, parę lat temu nie miał nic. Stoi w tekście Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aspa Re: Dwie ściemy tego artykułu IP: 62.40.35.* 18.02.11, 14:10 Dziennikarzu! Dziennikarz ma być WIARYGODNY. Nie jest jego sprawą dobre samopoczucie rozmówcy, zwłaszcza jeśli rozmówca nie ma nic przeciwko ujawnieniu swoich danych. Przecież facet nie łamie prawa, czyż nie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dziennikarz Re: Dwie ściemy tego artykułu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.11, 18:22 Gość portalu: Aspa napisał(a): > Dziennikarzu! Dziennikarz ma być WIARYGODNY. Wiarygodny czyli jaki? Taki, którego zdanie ci się spodoba? Ilu jest wiarygodnych dziennikarzy GW dla czytelników ND? > Nie jest jego sprawą dobre samopoc > zucie rozmówcy, zwłaszcza jeśli rozmówca nie ma nic przeciwko ujawnieniu swoich > danych. Można być w jednych sprawach biegły, a w innych naiwny. Zwłaszcza jak się ma 30 lat. Dziennikarz zachował się ok. > Przecież facet nie łamie prawa, czyż nie? Gdzie ty żyjesz? Ludzie w tym kraju wylatują z pracy za inne poglądy polityczne, wcale nie muszą łamać prawa. Przykład pierwszy z brzegu - TVP. Jak myślisz, ile popracowałbyś w koncernie tytoniowym, gdybyś na lewo i prawo trąbił, jak to palenie szkodzi? I ze trzeba rzucić palenie? A tu gość pracujący w banku pokazuje, że banki zarabiają na ludzkiej naiwności bez skrupułów i bez wyjątków. Przecież wiadomo, że za coś takiego wyleciałby pod byle pretekstem. Odpowiedz Link Zgłoś
apas13 Re: Dwie ściemy tego artykułu 19.02.11, 01:32 Raz jeszcze - dziennikarz ma być wiarygodny. Wiarygodnosć nie polega na tym, że czytelnicy mojego tytułu i ci, którzy go nienawidzą - wszyscy zawsze zgadzają się z moimi publikowanymi opiniami. Wiarygodność dziennikarza to jest jego warsztat, rzetelność w weryfikowaniu informacji, staranność argumentacji i trzymanie się własnych poglądów (bo dziennikarz ma prawo mieć poglądy). Jeśli dziennikarz uzna, że wbrew woli rozmówcy zatai jego dane, bo doświadczenie mu podpowiada, iż publikacja mogłaby narazić informatora na ryzyko - nie powinien o tym informować czytelników, tylko samego zainteresowanego. CZytelnik winien się tylko dowiedzieć, że dane bohatera zostały zmienione. Ukrycie tożsamości i mruganie do czytelnika: "patrzcie, jaki jestem wspaniały - mogłem mieć hiciora z nazwiskiem, ale żal mi tego przygłupiego debila, mojego rozmówcy, bo on jest niedorozwinięty i nie dostrzega zagrożenia, które ja widzę mym sokolim wzrokiem" - to jest brak profesjonalizmu, to jest dziecinada. Przepracowałem w mediach w Polsce i poza nią większy kawałek życia. Wiele razy zdobywałem ciekawe informacje off the record. I nigdy - NIGDY! - nie napisałem: pewien minister tego rządu powiedział mi coś w tajemnicy, ale to sekret, więc teraz nie napisze co to jest, ale jak bedzie w najbliższym czasie afera to wiedzcie, że ja o tym wiedziałem pierwszy! Nie, off the record to jest sugestia, podpowiedź, impuls do dalszej pracy, szukania, sprawdzania, pytania... Trzymanie się podstawowywych zasad warsztatu sprawia, że dziennikarz jest wiarygodny. Kreowanie SIEBIE w tekście (no, może poza felietonem) - tę wiarygodność podważa. Teraz jasne? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dziennikarz Kolejny forumowy autorytet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 12:30 Tak, teraz jasne, dzięki. Wszystko wyjaśnia ten akapit; > Ukrycie tożsamośc > i i mruganie do czytelnika: "patrzcie, jaki jestem wspaniały - mogłem mieć hici > ora z nazwiskiem, ale żal mi tego przygłupiego debila, mojego rozmówcy, bo on j > est niedorozwinięty i nie dostrzega zagrożenia, które ja widzę mym sokolim wzro > kiem" - to jest brak profesjonalizmu, to jest dziecinada. a zwlaszcza ta jego część > żal mi tego przygłupiego debila, mojego rozmówcy, bo on j > est niedorozwinięty Myślę, że to projekcja twoich relacji względem innych. Współczuje tobie i współczuje tym innym. Coś takiego nie rodzi się w zdrowym umyśle. I jeszcze to: > Przepracowałem w mediach w Polsce i poza nią większy kawałek życia. Wiele razy > zdobywałem ciekawe informacje off the record. I nigdy - NIGDY! - nie napisałem: > pewien minister tego rządu powiedział mi coś w tajemnicy, ale to sekret, więc > teraz nie napisze co to jest, ale jak bedzie w najbliższym czasie afera to wied > zcie, że ja o tym wiedziałem pierwszy! Nie, off the record to jest sugestia, po > dpowiedź, impuls do dalszej pracy, szukania, sprawdzania, pytania... Jeśli dla ciebie te dwie sytuacje są porównywalne to... cóż, dobrze że już w mediach nie pracujesz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aspa Re: Kolejny forumowy autorytet IP: 62.40.35.* 21.02.11, 21:18 > Tak, teraz jasne, dzięki. Nie ma za co, lubię nieśc kaganek oświaty... > Wszystko wyjaśnia ten akapit; (...) a zwlaszcza ta jego część Skoro wyrwałeś to z kontekstu mojej wypowiedzi, pomijając jej sedno, to jednak nadal chyba nic dla ciebie nie jest jasne... > Myślę, że to projekcja twoich relacji względem innych. To źle myślisz, obawiam się... > Coś takiego nie rodzi się w zdrowym umyśle. Rozumiem, że jesteś psychologiem, może psychiatrą i stawiasz diagnozy dotyczące zdrowia psychicznego nieznanych ci osób na podstwaie pojedyńczej wypowiedzi na forum internetowym, spojrzenia, koloru koszuli... I uważasz, ze z takim podejściem do relacji międzyludzkich to właśnie ty masz... zdrowy umysł?! Chyba muszę cię rozczarować... > Jeśli dla ciebie te dwie sytuacje są porównywalne A, rozumiem, że dla ciebie całkiem naturalne jest, że standardy twojej pracy, zachowania, uczciwości zmieniają się zależnie od okoliczności? Szanujesz tylko ludzi z dochodem powyżej 75 tysięcy złotych rocznie i wykonujesz dobrze swoją pracę jedynie w czwartki i pierwsze wtorki miesięcy nieparzystych, tak? Powodzenia, mnie nauczono, że standardy zawodowe i osobiste należy zachować zawsze, nieważne, czy rozmawia się z prezydentem, bankowcem o dziwnych poglądach czy narkomanem z ulicy... Nie ma porównywania sytuacji, standardy i poglądy należy zachowywać, niezależnie od sytuacji. Poglądy można czasem zmienić, jeśli ktoś mnie przekona do swoich, standardy - jedynie na wyższe. > to... cóż, dobrze że już w mediach nie pracujesz. To też wiesz po jednym poście?! A może się mylisz? Odpowiedz Link Zgłoś