Gość: MMM
IP: 217.153.44.*
02.08.04, 12:46
Dzień 1 – złożenie wniosku o kredyt hipoteczny
Wniosek przyjmuje Pani Kasia. Pani Kasia strasznie się cieszy, że składam
wniosek w najlepszym Multibanku w Polsce. Kartkuje go, kseruje i stwierdza,
że odpowiedź powinna nadejść w ciągu 5 dni, ale Ona już po trzech dniach
postara się ustalić co w trawie piszczy i na pewno zadzwoni. Cieszymy się
wspólnie z nawiązanej współpracy – wzruszam się i roniąc łzy szczęścia
wychodzę z oddziału.
Dzień 4
Pani Kasia nie dzwoni.
Dzień 5
Dzwonię ja. Komórka niestety jest wyłączona, ale jest numer stacjonarny. Już
po dwóch godzinach prób łapię kontakt. Pani Kasia oświadcza, że sprawa się
nieco przedłuża, ale za kolejne 3 dni zadzwoni i już będzie wiedziała
wszystko.
Dzień 8
Pani Kasia nie dzwoni.
Dzień 9
Dzwonię ja. Komórka niestety itd. Stacjonarny odbiera Inna Pani, i oświadcza,
że Pani Kasia (PK) obsługuje klienta (w pracy!), ale ona przekaże i wtedy PK
oddzwoni. PK nie oddzwania.
Dzień 10
Mam fantastyczny plan! Wysyłam emalię do PK.
Dzień 11
Plan ma wadę – PK nie odpisuje.
Dzień 12
Dzwonię. JEEST!!!!! PK przeprasza za zwłokę i oświadcza, że bardzo chciała
się ze mną skontaktować, ale „kontakt jest utrudniony”. Uprzejmie pytam, czy
problem nie jest czasem problemem mentalnościowym, bo moja komórka nie cierpi
na przeciążenie telefonami z mojego ulubionego banku. PK obraża się. Jest nam
bardzo przykro (ale mi chyba bardziej).
Dzień 13
Dzwonię. Opieprzam PK i żądam odpowiedzi w ciągu godziny. Przejąłem się, ale
PK też. ODDZWANIA! ...i informuje, że generalnie wszystko jest OK., ale muszę
dołączyć opinię rzeczoznawcy o lokalu. Rzeczoznawca jest oczywiście na mój
koszt (ok. 900 zł), i w ogóle może to być tylko osobnik wskazany przez bank.
I Ona w swojej dobroci prześle mi ich listę... w ciągu godziny. Pytam, czy na
pewno musi być rzeczoznawca, ale musi.
Dzień 14
Nie ma maila.
Dzień 15
Wciąż nie ma maila.
Dzień 16
Próbuję się powiesić u siebie w mieszkaniu. Niestety, hak od żyrandola jest
za słaby; podłoga wali mnie w twarz..
...I wpadam na kolejny superpomysł!
Dzwonię na infolinię mojego ulubionego banku i mam trzy pokorne prośby: żeby
wyjaśnili mi, jak to jest z tym rzeczoznawcą, żeby dali mi REALNY termin
gorzkiego finału i żeby zabrali PK. (Zacząłem się jej bać.)
Opisuję problem i pan informuje mnie, że spoko, oni sprawdzą sprawę i
(zgodnie z regulaminem, co go nie ma na witrynie internetowej) dadzą mi
oficjalną odpowiedź na skargę. W terminie 30 dni. Robi mi się smutno, bo za
30 dni to już mogę nie żyć przecież.
Ale pan pociesza, że przecież mogę iść do kierownika Oddziału.
No właśnie, mogę!
I nawet mnie umawia na konkretny dzień i godzinę!
A potem przełącza do pani, tytułowanej ekspert ds. nieruchomości, żeby mi
dała tę listę, co to PK nie była w stanie, biedactwo.
Panią Ekspert urzekła moja historia. W zaufaniu mówi mi, że ten cały
rzeczoznawca to bzdura. Nie musi go być, kiedy kredyt jest poniżej 400 000
(JA!), mieszkanie jest jednocześnie zabezpieczeniem (JA!) i z danego terenu
są co najmniej dwie podobne nieruchomości – żeby porównać.
Sprawdzam na Onecie i znajduję 24 porównania. Drukuję sobie stronkę i...
Dzień 18
...wizytuję Pana Kierownika. Jego też urzeka moja historia. Wprawdzie
słowo „przepraszam” nie przechodzi Mu przez usta (możliwe, że na szkoleniu z
obsługi klienta nie było to poruszane), ale (uwaga!) ODSUWA PK OD MOJEJ
SPRAWY!!! Wnioskiem zajmie się Pani Ania (PA).
PA wyraża radość z naszej współpracy i w pierwszych słowach swojego
wystąpienia mówi, że z tym rzeczoznawcą (przypominam: 9 stów!) to jajo i się
obejdzie. I tak, przechodzimy do porządku nad rzeczoznawcą, co to nie było
wyjścia od niego.
PA boi się, że może nie da się porównać tego mieszkania. I wtedy wyciągam
wydruk z Onetu. PA jest wyraźnie przestraszona i pyta co to. Uprzejmie
informuję, że to wydruk z internetu z ofertami. PA jest zachwycona: Onet!
Pierwsze słyszę! Jak to ułatwi mi pracę od teraz!
Patrzę, czy sobie może robi jaja, ale nie: naprawdę uszczęśliwiłem
dziewczynę. Uśmiechamy się do siebie i jest nam razem bardzo dobrze.
PA idzie jeszcze dalej w robieniu mi dobrze – oświadcza, że teraz to potrwa
tylko 3 dni robocze i ona zadzwoni. Albo lepiej puści emalię, bo jest osobą
nowoczesną i woli posługiwać się pocztą elektroniczną. Imponuje mi, ale dla
pewności pytam o komórkę. Noo. Komórkę ma, ale nie lubi. Bo w pracy jest
zajęta a po pracy ją wyłącza, bo jest po pracy. To lepiej email jednak.
Dzień 21
Nie dzwoni i nie pisze. 10 min. przed zamknięciem Oddziału dzwonię ja.
No właśnie miałam do pana zatelefonować! - informuje radośnie PA.
Czyli OK., bo bałem się, że mnie olała. A ona nie – stara się.
Sprawa jest trudna – informuje PA – otóż (ścisza głos, chyba to powinno być
napisane małymi fontami) niektóre osoby w centrali twierdzą, że to powinno
trwać (zgodnie z regulaminem) 10 dni, a nie 3. Ale są inni, co trzymają z nią
sztamę i twierdzą, że jednak 3. I problem – nie wiadomo, co robić! Ale ona
walczy. Jak wygra, zadzwoni.
Zdobycie Wału Pomorskiego trwało krócej, no, ale nie obyło się bez ofiar.
Dzień 24
Wysyłam emalię. PA nie odpisuje. Uświadamiam sobie, że wpadłem w pętlę czasu.
Robię to samo, co Dnia 10-go.
Dzień 25
PA wciąż nie odpisuje – pozostaje być konsekwentnym w pętli czasu: próbuję
się powiesić. Tym razem zrywam karnisz.
Dzień 26
Dzwonię do PA. Przy okazji testuję numer z komórką. Faktycznie - nie odbiera.
Tzn. odbiera, ale jak dzwonię nie ze swojego telefonu.
Intencje mam czyste – po prostu zjechać Ją jak łysą kobyłę (a może nawet jak
burą sukę? – frustracja rodzi agresję przecież, jak mawiał psychoterapauta
Andrzej S.).
PA: O, witam! Właśnie dostałam pańskiego maila...
O kurwa!
Śmieję się. Nie podoba mi się brzmienie mojego śmiechu – brzmi jak śmiech
pracownika Multibanku.
Do widzenia Państwu.
MMM