Gość: aleks
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.06.06, 20:55
To zadziwające. Kiedy zakłada się konto we współczesnym, polskim banku, tak
zwaną linię debetową (kredytową) dostaje się od razu, na wstępie, bez
dodatkowych poświadczeń poza jednym tylko zapewnienem, że będzie się określoną
kwotę minimalną wpłacało w cyklu miesięcznym. Ale co jeśli postanowimy „z
rozsądku” odłożyć uruchomienie usługi na później? Odpowiedź jest krótka —
zaczną się problemy.
W przypadku mojej małżonki i moim (mamy konto wspólne) okazało się, że nie
wystarczą już dokładne, pisemne oświadczenia — z określeniem danych
pracodawców, z wpisaniem informacji z umów z nimi zawieranych, ani choćby
podpisy złożone na dosłanym osobno formularzu. Kiedy otrzymałem telefon w
wiadomej sprawie, spodziewałem się usłyszeć jedynie potwierdzenie: „Limit
został państwu przyznany”. W końcu, przy rozsądnym gospodarowaniu środkami
przez cztery lata (historię rachunku pracownicy banku mogą przecież
podejrzeć), kwota 2000 złotych nie powalała na kolana. A jednak, zamiast
spodziewanego komunikatu, zażądano ode mnie przedstawienia zaświadczeń od
obydwu pracodawców — mojej małżonki i mojego; co więcej, konieczna stała się
wizyta w placówce banku w celu podpisania umowy.
Skąd rozczarowanie? Rozumiem potrzebę zabezpieczania się, rozumiem troskę o
finanse organizacji, ale żądanie dosyłania dodatkowych zaświadczeń po
czteroletniej współpracy jest zwyczajnie wyrazem braku zaufania do klienta
oraz szacunku dla jego czasu.
Na koniec dodam, że sprawa dotyczy Multibanku z linii BRE. Ku przestrodze, ale
też w nadziei, że ktoś wyciągnie konsekwencje.