Dodaj do ulubionych

Dziewczyny pomózcie mi to przetrwać...

23.10.09, 20:57
Od soboty moje małżeństwo nie istnieje,a ja sobie nie daję z tym
rady...płacze,załamuje się,analizuje wszystko itp.jak te pierwsze
dni przetrwać?
Kochałam go ale i chyba nadal kocham mimo,ze wcześniej wydawało mi
się inaczej.To ja chce rozwodu i mimo że skoro sama chce powinnam
się cieszyć,że poczyniłam pierwsze kroki to ja podle się czuje.Mąż
był dla mnie obojętny,nie bił,ale był
opryskliwy,wybuchowy,wulgarny,nie pamiętał o
rocznicach,imeninach,urodzinach moich i naszych dwóch córek,nie
miałam w nim pełnego wsparcia,borykałam się z każdym problemem
sama,albo mówiłam do niego bo chciałam rady i wyrzucenia problemu z
siebie ale jak do zimnej ściany,a najgorsze że siedział na
czatach,żadko bo żadko ale jak siadł to siedział do 2-4h nad ranem w
zamkniętnym pokoju (nie na klucz) i to mnie najbardziej
bolało...cholernie bolało.Wiele razy rozmawialiśmy na ten
temat,zresztą sam chciał tej rozmowy,przepraszał i obiecywał że już
się będzie starał,będzie się pilnował,ograniczał w piciu kazał
blokować czaty ale potem przyszła chwila,moment i gdy wypił siadał i
łamał nawet kody.To siedzenie było sporadyczne bo raz na 2-3 tyg.a
nawet na miesiąc ale bolało bo obiecywał i przysięgał.Ja już nie
wytrzymałam bo te obietnice i proszenie z mojej strony aby przestał
trwały 4 lata i pękłam.Zawiadomiłam ośrodek wczesnej
interwencji.Była w domu Pani z tego ośrodka z Policją,wszczęłam
separację a teraz się z tym gryze bo mi go chyba szkoda,uświadomiłam
sobie że go kocham.Owszem...chciał rozmowy,mimo że nie przeprosił za
dwie noce na czacie,ale ja już nie chciałam z nim gadać bo o czym o
kolejnej obietnicy której nie dotrzyma,o tym ze moze przeprosi ale
co mi z przeprosin jak to są tylko słowa a on nadal tak będzie robić.
Dziewczyny...proszę napiszcie coś,ocencie a może wycofać wszystko z
Ośrodka Wczesnej Interwencji ale on gdyby był za rodziną i nas
kochał to zabiegałby za nami,prosiłby o zdodę,przyszedłby z kwiataki
teraz kiedy widzi że już nie ma żartów a on nic-jest zupełnie
obojętny-nie kocha nas???
Chyba boli to mnie że ja teraz kiedy zrobił mi tyle przykrości
uświadamism sobie,że mimo wielu tych przykrych chwil były i te
spędzone z rodziną na wakacjach i poza domem.
Boże co robić...jak sobie pomóc psychicznie...sobie albo tej
sprawie!!!
Obserwuj wątek
    • mayenna Re: Dziewczyny pomózcie mi to przetrwać... 23.10.09, 21:22
      nie wiem co masz robić. Mogę napisać o sobie, bo miałam bardzo
      podobną sytuację. U mnie takie myślenie to był początek depresji.
      Poszłam do psychologa, psychiatry - w tajemnicy, zeby nie wyszło to
      przy sprawie rozwodowej - i zaczęłam leczenie. Pozwoliło mi to w
      miarę normalnie przejść przez rozwód, a psychoterapia pomogła
      polubić siebie. Nauczyłam się dbać o siebie, jestem pewniejsza, a
      dzięki temu moje dzieci też zyskały. Mogłam być im oparciem a nie
      dokładać stresu.
      Nauczyłam się, że prawdą o nas są nasze odczucia. Jeśli czujesz się
      zle z tym co robisz to poczekaj aż będziesz pewna tej decyzji.
      Rozwód nie cieszy - mnie cieszy, że to oznacza koniec pewnego etapu
      w moim życiu.
      Decyzje podejmujesz Ty i tylko Ty bo masz pełnię wiedzy na ten
      temat. Rozciągałam wszystko w czasie aby być naprawdę pewną że
      dobrze robię. Tej pewności i Tobie życzę. Trzymam kciukismile
    • pisklatko12 Re: Dziewczyny pomózcie mi to przetrwać... 23.10.09, 23:29
      Wytrwaj w swojej decyzji bo nie warto zatruwać sobie życia kimś takim...
      u mnie było podobnie nie pił nie bił za to zero urodzin dni kobiet dziecka itp.
      za to psychiczne gadki były podłe...
      daj sobie spokuj pójdź do psychologa - ale nie obnoś się z tym on ci pomoże
      (psycholog) nawet nie przypuszczasz jak bardzo!!
      trzymam kciuki
      • madziaaa2004 Re: Dziewczyny pomózcie mi to przetrwać... 24.10.09, 10:28
        Dziewczyny bardzo Wam dziękuję za słowa wsparcia i oparcia.Jest mi
        cholernie ciężko,raz wiem że dobrze zrobiłam i cieszę się że droga
        idzie ku lepszemu,a za chwilę mam ochotę iść do niego,wziąć go za
        bety i chodzić z nim do psychologa,psychiatry i na inne terapie.
        • nadia3008 Re: Dziewczyny pomózcie mi to przetrwać... 24.10.09, 10:46
          Jeśli małzonek nie chce iść na terapię, to nie ma sensu ciągnąć go
          na siłę, znam to z autopsji. Musisz zacząć myśleć o sobie. Ja w
          poniedziałek składam pozew, mimo, ze nadal go kocham, ale wiem, że
          to toksyczny związek, a ja nie chce dać sie wykończyć psychicznie do
          końca. Trzymaj się. Buźki.
          • madziaaa2004 Re: Dziewczyny pomózcie mi to przetrwać... 24.10.09, 12:31
            Ja od kilku miesięcy czy nawet lat przygotowywałam się do
            tego,między czasie było dobrze na 2-3 tyg.i od nowa zle i tak w
            koło.Nie ufałam mu od dawna,wydawało mi się ze nawet go juz nie
            kochałam,wiele razy mówiłam o rozwodzie,wiele nocy i dni
            przepłakałam.Ostatnio było dobrze,moze nie idelnie bo tak być nigdy
            nie może,uwierzyłam chyba przez te trzy tyg.ze może w końcu się
            uda,chyba tak mocno tego chciałam-wierzyłam,chyba gdzieś pojawiła
            się iskierka nadzieji i zatliła miłość,wspólny fajny wieczór,owszem
            przytulił mnie,było miło mimo ze wypił i nagle niespodziewane BUM
            złamał to co wcześniej obiecywał,zresztą nie pierwszy raz,ja już nie
            wytrzymałam i powiedziałam DOŚĆ,a teraz bije się z myślami czy
            dobrze zrobiłam,czy wyczerpałam wszystkie mozliwości i sposoby i
            chyba zdałam sobie sprawę,że nadal go kocham.Boli ta decyzja,bo
            spadła nagle kiedy pojawiła się iskierka nadzieji na lepszą
            przyszłość.
            Czy to normalna reakcja,a może ta decyzja nigdy nie da mi już
            spokoju.
            • nadia3008 Re: Dziewczyny pomózcie mi to przetrwać... 24.10.09, 12:41
              Zadaj sobie pytanie, ile jeszcze możesz znieść? Co musi się stać,
              żebyś definitywnie powiedziała dość? Czy musiałby Cię zdradzić,
              pobić? U mnie też były cudowne chwile, ale to właśnie były chwile, a
              codzienność niestety nie wygladało jak sielanka. To Twoje zycie,
              pamiętaj jednak, że nikt drugiego życia nam nie da i trzeba robić
              tak, aby było nam dobrze. Może potrzebujesz więcej czasu...
              • madziaaa2004 Re: do: nadia3008 24.10.09, 12:49
                Nadia sęk w tym,ze nie mam czasu bo nasza sprawa jest w
                Urzędzie,wiedzą teściowie,moi rodzice i Policja,głupio się wycofać
                ale tez zadaję sobie pytanie-a jeśli się wycofam i będzie jeszcze
                gorzej i potem od nowa to trzeba przeżywać i
                rozdrapywać.Boze...trzemu to jest takie trudne!!!
                • nadia3008 Re: do: nadia3008 24.10.09, 14:39
                  Powiem Ci tak ja zawsze postępowałam tak jak dyktowało mi serce i
                  zawsze źle na tym wychodziłam, zawsze pierwsza wyciągałam rękę do
                  m... on to wykorzystywał. Kiedy straciłam dziecko-ciążę, on nawet
                  nie raczył przeprowadzić się do mnie od mamusi, jak twierdził nie
                  wiedział jak się zachować. Teraz składam pozew, pierwszy raz myślę
                  rozsądkiem, może będę kochać do końca życia, ale przynajmniej nikt
                  nie będzie mnie poniżał jednego dnia a drugiegio udawał, że wszystko
                  jest w porządku. Nie chcę być popyhadłem ani alternatywą, gdy znudzi
                  mu się obecne życie. Długo nad tym myślałam, podjęcie decyzji zajęło
                  mi miesiąc, innym zajmuje to lata. Musisz sama wiedzieć, czego
                  chcesz od życia. Ja chcę być kiedyś szczęśliwa, a jeśli to
                  niemożliwe, to wieść chociaż NORMALNE życie. Ściskam Cię. Nie daj
                  się.
                • shadout_mapes madziaaa2004 24.10.09, 14:52
                  powiem tak...

                  zastanów się, czy Ty jeszcze tego człowieka kochasz, czy to jest tylko
                  uzależnienie od niego..
                  zrób sobie ten psychotest:
                  www.kobieceserca.pl/psychotesty-czy_jestem_%20kobieta_%20ktora_%20kocha_%20za_%20bardzo.html.html
                  zastanów się też co lepsze - kilka trudnych miesięcy i potem szansa na lepsze
                  życie, czy całe życie zepsute przez gada...

    • variacja Re: Dziewczyny pomózcie mi to przetrwać... 31.10.09, 23:11
      Kochana,

      jakbym czytała o sobie...tylko u mnie z tymi chatami było bardziej
      extremalnie...

      Niestety mój ponad 12 letni związek, w tym 6 lat małżeństwa dobiega
      konca. Była wielka miłość - on emigrant po zawodówce nie umiał ani
      słowa po polsku- ja tuż po maturze. Jak w Bajce - poznaliśmy się nad
      polskim morzem. Przyjechał dla mnie do Polski. Juz przed ślubem
      nakryłam go na podejrzanych dziłaniach w Interc=necie - podrywal
      nastolatki. Rzuciłam mu tymi mailami w twarz, przepraszał, błagał,
      aby go nie skreslać, ze to nie tak...... Pomogłam mu się dostac na
      studia, napisąłam obie prace dyplomowe (ale idiotka ze mnie), ślub,
      dziecko ,,,,wspaniała córeczka.
      Wtedy jego niedojrzalość i uzaleznienie od netu sięgnęło zenitu.
      Podrywał online nastolatki, umówił się z jedną z nich (14 lat) -
      okazło się, zet o prowokacja policji. Zeznawałam, wyciąnęłam go z
      tego. Policja przeszukała nam mieszkanie w poszukiwaniu pornografii
      dziecięc ej...uwierzycie...
      Wybaczyłam, tłumaczył, że to ciekawość i glupia zabawa, płakał
      prosił, Teraz jak dziecko ma 4 lata nakryłam go na SMSach do jego
      kolezanki z pracy, której córeczka rpzyjaźni się z naszą. SMSy,
      które ewidentnie wskazywały na chęć przelecenia jej. Ona się w nich
      wzbraniała, ale flirotwała z nim.

      Kazalam mu się wynosić. Na poczatku histeryzował, ale na drugi dzien
      zaangazowal swoich znajomych do szukania lokum. Teraz zyje peknia
      zycia w wynajetej kawalerce i wpada do dziecka jak gosc. Powiedzial,
      ze mnie nie kocha...

      To tylko tak w skrócie, wątków jest dużo wiecej, ale nie umiem się
      pozbierać. tyle szans, tyle poswiecenia, tyle pomocy z mojej strony
      i rodziny...On jest szczesliwy, ze moze teraz imprezowac z
      kuplami... A co z naszym malzenstwem? Powiedzial, ze teraz zaczyna
      zyc od nowa. Udalo mi sie zrobic rozdzielnosc majatkowa. Proszę,
      zeby zlozyl pozew o rozwod, bo ja nie jestem w stanie...niestety
      ciagle darze go uczuciem... I jak aptrze, ze dziecko cieszy sie na
      jego przyjscie to wymiekam, a potem placze po jego wyjsciu.

      Chcialabym odciac go na jkis czas od nas, ale boje sie ze wscieknie
      sie,z e chce ograniczyc mu kontak z dzieckiem.
      Finansowo na szczescie zarabaim duzow wiecej od niego...ale ta
      bezsilnosc i swiadomosc, ze ktos kto kochal przez tlye lat nage mowi
      NIE KOCHAM jest piorunujaca.
      • cleer13 Re: Dziewczyny pomózcie mi to przetrwać... 01.11.09, 00:05
        Wiem o czym piszesz. Czaty erotyczne stały się przyczyną rozstania -
        po 14 latach. Nie wierz ,że sam z tego wyjdzie.
        Pierwszy raz zorientowalam sie do czego sluży mu komp kilka lat
        temu. Nie było mnie przez weekend w domu. Twierdzil, że to taka
        jednorazowa zabawa, był sam, chciał zobaczyc jak to jest, wypił za
        dużo. Bolało , ale uwierzyłam. Został mi tylko nawyk sprawdzania od
        czasu do czasu komp. I okazało się że przez wiele lat to robi.
        Zostawiał takie slady,że zorientowalam się jakiego ma nika. Kiedys
        weszłam na te czaty. I jak zobaczyłam co on potrafi tam wypisywac,
        to po prostu obrzydzenie, litośc nawet.
        Zrozumialam,że nie ma już tego faceta ,ktorego podziwiałam,
        szanowalam, z którym chciałam byc. Żałosne. Proby rozmowy to
        najpierw wypieranie się, udawanie,że to nie on, że ja mam chorą
        wyobraźnie. Latami szukalam dowodow, żeby miec pewnośc, ze dobrze
        robię. To były zmarnowane lata. Kiedy już zaczął korzystac z
        kamerki - nie było watpliwości. Zaproponowalam pójście do
        specjalisty. Bo uważam,że to uzaleznienie. Kupił sobie laptopa, z
        którym chodził do pracy i tam tez siedzial na czatach. Wykorzystywał
        każdą chwile kiedy nie było mnie w pokoju - nie potrafił się
        powstrzymac. Oczywiście odmnówil leczenia. Wybral panienki z czatów.
        Wyprowadził się. Myślę ze jest szczęsliwy,że może spędzac tam caly
        czas.
        I wiem ,że to nie tylko na czatach się kończyło. Wymienial się
        numerami telefonów, mial druga karte do telefonu, pewnie się
        spotykał.
        Po jego wyprowadzeniu się tez biłam się z myslami, czy zrobiłam
        wszystko, że może to moja wina, bo może przestałam by dla niego
        atrakcyjna. Naczytałam się sporo na ten temat. I już wiem,że nie
        było innego wyjscia. Dzis po kilku miesiącach jestem coraz
        spokojniejsza. Zasypiam bez nasłuchiwania czy słychac stukot
        klawiszy. Tobie też mini ten żal. Tylko czasu trzeba. I możesz by
        pewna, ze na czatach się nie kończy i bez tego on już życ nie
        potrafi.
    • julinka601 To nic,ze bije ale ja go i tak kocham.... 01.11.09, 19:59
      ....chcialoby sie powiedzieć.To nie milość tylko uzależnienie.
      Nie łudż się.Wiej od tego faceta jaknajszybciej.
      Znam to z autopsji.Zmarnowałam 30 lat tłumacząc go przed sobą i
      swiatem.Dzieliłam życie z mistrzem manipulacji a przecież nie
      bił ,nie pił i na baby nie chodził /do czasu kiedy pochłonęła go
      wirtualna rzeczywistość/.
      O takich kobietach jak ja i Ty mówi sie ,ze kochają za
      bardzo /polecam ksiązkę pod tym tytułem/.
      Ja bym chyba nie zdecydowała sie odejść /mimo tych psychicznych
      szturchańców/ .Zrobił to on i...chwała mu za to.Wreszcie wiem co to
      równowaga wewnętrzna...Ale swoje przeszłam.Nie chciałam
      zyć,korzystałam z psychoterapii ,wreszcie stwierdziłam,że skoro nie
      umiera sie na zawołanie to...trzeba żyć a jak żyć to szczęśliwie.I
      tak jest!
      Dziś wiem ,ze to ja jestem górą i to co wydawało mi sie tragedia nie
      do przeżycia stalo sie początkiem lepszego.I tak będzie u Ciebie,
      czego Ci z całego serca zyczę.
      • variacja Re: To nic,ze bije ale ja go i tak kocham.... 02.11.09, 09:44

        Boze dziewczyny, jak ja Wam dziękuję!
        Stał się dziwnym świrem...
        Dziś po ustaleniach cudem (bez sieci w domu) został z nasza
        córeczką, bo jest chora, a ja mam nową prace i nie mogę na razie
        wziąć więcej wolnego. Traktuje mnie lodowato i bez szacunku. W
        kazdej wolnej chwili pisze coś na komorce, moze tam sprawdza maile.
        To szokujace, ale on wczoraj jak kompletny idiota stwierdził, ze
        ANAKIN z filmu GWIEZDNE WOJNY tez przeszedł na czarną stronę mocy,
        Boze, czy dorosły facet mający wspaniałą córeczkę i zonę,
        która "kochała za mocno" moze wygadywac takie bzdury.
        Chcę mu zakazac przychodzeia do nas, bo za dużo mnie to kosztuje
        nerwów. Mieszkanie jest wyłącznie moje. Córeczkę mogę na odwiedziny
        przywieźć do niego lub moze odwiedzić ją u moich rodziców.
        Powiedział, ze w jego wynajmowanej kawalerce nie ma warunkow, a do
        rodzicow po prostu wstyd mu przyjść, czego nie przyzna.

        znow całą noc przepłakałam, kiedy powiedział mi, ze ma pustkę w
        sercu i nie chce na mnie patrzec. A ja glupia zgodzilam sie, zeby
        (ze wzgledu na dziecko) przenocowal na kanapie w duzym pokoju.

        Musze byc silna, dziewczyny dziękuję za sowa otuchy!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka