koziorozec83
19.12.09, 16:41
Od kilku tygodni jestem sama. Przyszły eks się wyprowadził parenascie tyg temu i czekam na zapowiedziany rozwód. czemu? wg niego nie jesteśmy dla siebie stworzeni. Pierwsze tygodnie były masakrą. płacz, ból serca, itd. pare tygodni temu zachorował Ktoś, kto był dla mnie w tych chwilach wsparciem, mogłam zawsze się tej osobie wypłakać do tel, i choć mieszkała daleko zawsze mogłam na nia liczyć jak i spotkać sie w weekend, wypić kawe i w ogołe. niestety los odebrał mi i tą osobę, ponieważ niedawno zmarła. jestem sama, w mieście gdzie mieszkałam z przyszłym eks, daleko od "domu". właśnie siedze i sie zastanawiam jak sobie poradzic z ...samotnoscia. na poczatku rzucalam sie w wir pracy domowej, teraz nawet nie chce mi sie odkurzacza włączyć, generalnie nic mi sie nie chce i nic mi nie sprawia przyjemnosci. I z tego wszystkiego zaczynam rozmyślać o przyszłym eks. jak ja to bym mu wybaczyła by tylko wrócił i takie tam. Ale ktoś mi powiedział ze choćby sie palilo "mam nie zebrac o jego "milosc"". Jak sobie z tym radzicie jesli jestescie w podobnej sytuacji. niestety nadchodzace swieta spedze sama. ta cała przedswiąteczna atmosfera jeszcze bardziej dobija. do tego dochodzi kupa wspomnien...które wracają jak bumerang, choć tego nie chce.