Dodaj do ulubionych

Dychotomia (?)

07.01.10, 22:16
Chciałbym podzielić się pewną rozterką. Zastanawiam się kiedy można
stwierdzić, że jest się gotowym na nową znajomość. Do pewnego
momentu wiadomo, że nie, ale przychodzi moment, ze stary związek
wydaje się już być zamknięty na tyle, że wydaje się , że już
znacząco nie jest w stanie rzutować na emocje, przyszłość itd.
Celowo napisałem nowa znajomość, a nie związek, bo do tego daleka
droga. Ale jak to stwierdzić. Niby znajomości nie są zobowiązujące,
ale jednak... Ja od rozstania nieco się wyizolowałem, myślę, że
dobrze mi to zrobiło, ale może już wystarczy. Myślę o realnych
znajomościach z kobietami. Trochę się boję i jednocześnie chciałbym,
ale nie wiem czy to nie za wcześnie (jestem prawie rok po
rozstaniu). W sferze uczuciowej nie mam wielkich obaw, jeśli sie
pojawi - ok. Jednocześnie jest pewien problem. Bardzo zacząłem cenić
swoją niezależność, swobodę, to że mieszkam sam. Nie potrafię sobie
wyobrazić np. zamieszkania z kimś, choć mógłbym się z kimś widywać.
Czy to jest sprzeczność? Czy są to dwie rzeczy, które wykluczają się?
Czy to oznacza, że tak naprawdę, to wcale nie jestem gotów na żadne
znajomości ani związki, że nie dojrzałem jeszcze do tego?
Ciekawi mnie jakie są wasze prywatne odczucia w tych kwestiach oraz
pogląd na mój dylemat.
Obserwuj wątek
    • to.ja.kas Re: Dychotomia (?) 07.01.10, 22:24
      Skoro zastanawiasz sie nad tym czy nie czas wyruszyc ku nowym znajomościom...to
      pewnie czas ku temu sie zbliża wink

      Czy to, że cenisz sobie niezależność i samodzielnosc jest przeciwwskazaniem do
      tego by sie spotykać?
      Ja uważam, że nie. Sama tak mam juz wiele lat i tak mi dobrze. Jak mi kiedys się
      odmieni to zdecyduje sie z kimś zamieszkać.

      Twoje poczucie komfortu w nowej sytuacji jest wyznacznikiem tego czy jestes gotów.smile
    • anbale Re: Dychotomia (?) 07.01.10, 22:53
      Myślę, że jak najbardziej możesz się spotykać z jakąś kobietą, jeśli Ci tego
      brak, ale będąc szczery i otwarcie jej mówić o swej aktualnej sytuacji
      emocjonalnej, dokładnie tak jak piszesz tutaj.
      Jeśli to będzie mądra kobieta, to na pewno zrozumie i wrzuci luz smile
    • enesta Re: Dychotomia (?) 07.01.10, 23:14
      cold.wind.blows napisał:
      Trochę się boję i jednocześnie chciałbym,
      > ale nie wiem czy to nie za wcześnie

      Jak przestaniesz się bać mieć obawy
      jak będzie ci dobrze samemu ze sobą, a jednocześnie zacznie brakować
      ci drugiej osoby
      jak będziesz czuł że możesz już komuś coś ofiarować
      i oczywiście będziesz pewien że poprzedni związek jest emocjonalnie
      zakończony
      jak pewna muzyka znów cię rozmarzy (ale to chyba dotyczy kobiet)
      jak znowu będziesz miał ochotę na seks- właśnie i tylko z tą osobą (
      może to też dotyczy tylko kobiet?)

    • zabelina Re: Dychotomia (?) 07.01.10, 23:27
      Hej Cold-wind-blowssmile
      wszyscy piszą o byciu "gotowym", o otwarciu się na drugiego człowieka...To się
      nie dzieje ot tak...Najpierw trzeba kilka osób (kobietwink poznać, potem
      zaprzyjaźnić, oswoić a dopiero potem okazuje się czasem, że któraś z tych osób
      staje się na tyle ważna i ekscytująca, że dni bez niej staja się szare...I wtedy
      sam zapragniesz budzić się obok niej i pić wspólnie poranną kawę...
      Najlepiej nie zakładać niczego z góry...
    • duzamimbla Re: Dychotomia (?) 07.01.10, 23:27
      Można być ze sobą, dając sobie przestrzeń. a do zamieszkania razem
      długa droga.

      To bliski mi temat, bo też się tego boję. Byłam sama 3 lata, w
      związku od 4 miesięcy. Uczucie się pięknie rozwija, widujemy się
      często, a tęsknota i tak chwilami ogarnia… ale mam i tak, że po
      wspólnie spędzonym weekendzie z przyjemnością wracam do siebie i
      cieszę się, że mogę pobyć sama ze sobą. wyobrażam sobie czasem
      zamieszkanie razem, ale nie chcę tego przyspieszać.

      Mam poczucie, że bycie razem to delikatna rzecz i jestem bardzo
      ostrożna. Dostałam klucze do jego mieszkania i trochę się nawet
      przestraszyłam, że to za szybko... Chociaż bardziej się jednak
      ucieszyłam. Ale to chyba musi tak być, że jest i radość, i obawa.
      chciałabym mieć pewność, że to już będzie na dobre i na złe. Ale jak
      być pewnym, nie angażując się?

      Na początek umów się z jakąś miłą panią i sprawdź, jak się z tym
      czujesz. I nie myśl o takich sprawach jak wspólne mieszkanie,
      jeszcze zdążysz się o to pomartwić smile
      • canan_13 Re: Dychotomia (?) 07.01.10, 23:59
        Dobry temat. Też ostatnio się nad tym zastanawiałam. Ile czasu musi
        upłynąć, żeby ze zdrowymi emocjami wejść w nowy związek? To kwestia
        bardzo indywidualna. Każdy z nas wyznacza sobie swoją granicę.
        Dlatego mogę napisać tylko o sobie. Od sześciu miesięcy jestem sama.
        Mieszkaliśmy razem dwa lata. Teraz wróciłam do siebie. Mimo tego, że
        nasz związek jest już definitywnie zakończony, to przyznaję, że
        czasami jeszcze o nim myślę. Są to różnie wspomnienia, i te dobre, i
        te złe. Sytuację komplikuje fakt, że on często do mnie dzwoni i
        nadal w jakimś sensie mamy ze sobą kontakt. Nie był to toksyczny
        związek, ale jakoś nie wierzę w teorię o przyjaźni byłych. Ostatnio,
        na lodowisku poznałam całkiem sympatycznego mężczyznę. Kiedy
        zaproponował gorącą czekoladę, stchórzyłam. Zachowałam się jak
        dzikuska, albo nieśmiała nastolatka. Chyba nie jestem jeszcze
        gotowa. A jeśli chodzi o niezależność, wynikającą chociażby z
        samotnego pomieszkiwania, to jest to argument zaliczany do plusów
        samotności. Oczywiście, spotykając się z kimś, nie trzeba od razu
        wprowadzać się ze swoją szczoteczką i komputerem, ale prędzej czy
        później to i tak do tego prowadzi. Przynajmniej w moim przypadku.smile
    • nangaparbat3 Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 00:17
      A czemu Ty sie dziwisz?
      Po przejsciach, nawet najlagodniejszych, juz sie wie, co znaczy codziennośc pod
      wspolnym dachem, a najtrudniej podejmowac decyzje najbardziej świadome.
      Zresztą - rok po rozstaniu to rzeczywiście niewiele, za to czas w sam raz na
      luźniejsze spotykanie się, sądzę, bo u mnie to szlo duuuuzo wolniej.
      (A przy okazji: mialeś rację, do WASPa pilam wink
    • chalsia Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 01:37
      > ale jednak... Ja od rozstania nieco się wyizolowałem, myślę, że
      > dobrze mi to zrobiło, ale może już wystarczy. Myślę o realnych
      > znajomościach z kobietami. Trochę się boję i jednocześnie chciałbym,
      > ale nie wiem czy to nie za wcześnie (jestem prawie rok po
      > rozstaniu). W sferze uczuciowej nie mam wielkich obaw, jeśli sie
      > pojawi - ok. Jednocześnie jest pewien problem. Bardzo zacząłem cenić
      > swoją niezależność, swobodę, to że mieszkam sam. Nie potrafię sobie
      > wyobrazić np. zamieszkania z kimś, choć mógłbym się z kimś widywać.
      > Czy to jest sprzeczność?

      nie

      > Czy są to dwie rzeczy, które wykluczają się?

      nie

      > Czy to oznacza, że tak naprawdę, to wcale nie jestem gotów na żadne
      > znajomości ani związki, że nie dojrzałem jeszcze do tego?

      nie
    • kicia031 Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 10:21
      Zabelina dobrze napisala. Otworz sie na nowe znajomosci - jesli
      zaprosisz kogod do kina, na kawe, czy na lyzwy, to przeciez nie
      romans od razu - az pewnego dnia poznasz kogos, kogo chetnie
      wpuscisz w kazda sfre swojego zycia.

      Chociaz ja wciaz mam duza potrzebe samotnosci i neizaleznosci i
      dlatego wybralam sobei faceta, ktory przynajmniej 2 - 3 dni w
      tygodniu spedza na wyjazdach sluzbowych, co pozwala mi odetchnac i
      zabrac wiatru z zagle - moze jakas czesto wyjezdzajaca pani to opcja
      dla ciebie?
      • kasiapfk Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 10:42
        Albo wychowująca dzieci zp oprzedniego związku i mająca trochę mniej
        czasu dla Was niż taka, co to świata poza tobą nie zobaczy?
        powodzenia smile)))
        Optymistyczna
        • vella84 Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 11:15
          dobrze ktoś napisał,że będziesz poznawał i pewnie pojawi się ktoś i
          już.. także nad tym to się nie zastanawiajsmile ważniejsze jest to,żeby
          jak już się "ktoś" pojawi włączyć zastanowianio-sprawdzanie bardziej
          niż emocje co by dobrze wybrać..
        • wiosenka.pl Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 11:27
          kasiapfk napisała:

          > Albo wychowująca dzieci zp oprzedniego związku i mająca trochę mniej
          > czasu dla Was niż taka, co to świata poza tobą nie zobaczy?
          > powodzenia smile)))

          To pewnie zależy w jakim wieku ma dzieci. Jeśli małe, to chyba średnio będzie
          zainteresowana na poważnie facetem z doskoku, który myśli w pierwszej kolejności
          o swoich potrzebach (nawet w sensie zdrowego egoizmu); po randce on "wiatr w
          żagle", oddycha pełna parą w samotności, zajmuje sobą, własnymi sprawami,
          zainteresowaniami a ona - wraca do kieratu ...
          • kasiapfk Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 12:52
            Wiosenko, zapewniam,że o takich z doskoku też myslą matki dzeci
            małych. Ja wiem, że to wyjątki, ale kobiety mające: dobrą sytuację
            finansową, więcej niż 1,2 dzieci (w tym w wieku żłobkowym)i
            opiekunkę 2-3 razy w tygodniu popołudniami, eksa zabierajacego
            wszystkie dzieci naraz regularnie, co 2 tygodnie na cały weekend i
            wiele pasji (sport, teatr, książki, itp...) są! Istnieją. U nas.
            Słowo daję, że takie są.
            I mają ochotę poznać mężczyznę, z któym mogą miło spędzić czas.
            A przy tym nieszukają: sponsora, ojca dla swoich dzieci i ogólnie
            kogoś na kim można się uwiesić.
            Z optymistycznym pozdrowieniem smile
            K
            • z_mazur Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 13:02
              Zgadzam się, miałem okazję poznać parę takich kobiet. smile
            • canan_13 Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 13:05
              Tak, ale spotykanie się z kobietą, która ma dzieci to zawsze pewne
              zobowiązanie. Nawet jeśli ma tak komfortową sytuację jak opisałaś.
              Obserwowałam niedawno smutną historię mojej bliskiej znajomej, matki
              2 chłopców, która poznała mężczyznę. Najpierw był to luźny związek,
              kino, spacery, seks. Później zaangażowali się oboje. On zaczął
              odwiedzac ich w domu. Kiedy dzieci go polubiły, a wszystko inne było
              na dobrej drodze, on się wycofał. Oczywiście są różni mężczyźni. Ci
              porządni także. Bardzo w to wierzę.
              • nangaparbat3 Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 13:24
                Sugerujesz, że człowiek "porządny" nie ma prawa się wycofać, jeśli wszystko
                wydaje się "być na dobrej drodze"?
                Związanie się na życie to naprawdę poważna decyzja.
                • canan_13 Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 13:34
                  Jasne, że ma prawo. A to co napisałam odnosiło się do konkretnej
                  sytacji. Pan miał powiedziec, że dzieci to żadna przeszkoda.
                  Oglądali już działki gdzie miał stanac ich wspolny dom. Dzień przed
                  wyjazdem na wspólne wakacje pan poprosił panią o spotkanie i
                  oświadczył, że jednak tego nie udzwignie. Po czym wyciągnął z
                  tylnego siedzenia swojego samochodu fotelik dla dziecka i odjechał w
                  siną dal. I tyle.
                • wiosenka.pl Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 13:37
                  nangaparbat3 napisała:

                  > Sugerujesz, że człowiek "porządny" nie ma prawa się wycofać, jeśli wszystko
                  > wydaje się "być na dobrej drodze"?

                  Wszelkie wycofania, gdy jedna osoba ma nadzieję i mocno się zaangażuje, a
                  drugiej się znudzi (stchórzy?)są bolesne i czasami trudne do moralnej oceny. Bo
                  przecież jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswoiliśmysmile

                  > Związanie się na życie to naprawdę poważna decyzja.
                  Pozostaje ... w ogóle odpuścić przysięgęwink
            • wiosenka.pl Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 13:12
              kasiapfk napisała:

              > małych. Ja wiem, że to wyjątki, ale kobiety mające: dobrą sytuację

              Skoro tak piszeszsmile Jednak stereotypy, skądś się biorą i szukanie opisanej przez
              Ciebie wybranki, może być porównywalne z igłą w stogu siana...

              Mimo wszystko to jednak chyba tez zależy od mentalności kobiety. Ja jakoś
              zupełnie nie widzę możliwości (chociaż w praktyce już tego nie sprawdzę)
              poważnego zaangażowania się emocjonalnego z facetem, który "stoi z boku", nie
              bacząc na moje małe dzieci (choć rozumiem, że to wygodniej, ja też w sumie
              mogłabym "postać z boku", spędzać jedynie miłe chwile, gdybym była wolna, a
              facet miał młode na głowiewink.

              Ale gdy dzieci duże, albo jest się samemu, a sytuacja pozwala na utrzymywanie
              odrębnych gospodarstw domowych, to w pewnym wieku, po przejściach, człowiekowi
              po prostu nie chce się znowu pakować we wspólne gniazdo i taka niezależność,
              ktoś z doskoku jest w sumie wygodna i może być całkowicie satysfakcjonująca.
              • nangaparbat3 Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 13:28
                Ciekawe, że mam dokładnie przeciwne poglądy.
                Ani przez chwilę nie zamierzałam fundować corce obcego (dla niej) pana w domu,
                za to wyobrażam sobie związek na stare lata, kiedy dzieci już samodzielne i ma
                się ewentualne rezerwy do inwestowania w drugą osobę.
                • wiosenka.pl Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 13:34
                  nangaparbat3 napisała:

                  > Ciekawe, że mam dokładnie przeciwne poglądy.
                  Z kim?

                  > Ani przez chwilę nie zamierzałam fundować corce obcego (dla niej) pana w >domu,

                  Ja też.

                  > za to wyobrażam sobie związek na stare lata, kiedy dzieci już samodzielne

                  Czemu nie, jeśli czujesz się gotowa? Ale ja podobnie, jak cold, jestem na etapie
                  niezależności "dachowej"smile

                  > i ma się ewentualne rezerwy do inwestowania w drugą osobę.
                  No, własnie, celne spostrzeżenie ...
              • kasiapfk Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 18:28
                Wiosenko, sama znam ze cztery takie kobiety (a jedną to nawet baaardzo
                dobrze i przez całe życie). Ot po prostu rozwodzą się różni ludzie.
            • kasiapfk Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 18:25
              matko kochana, gdzie ja miałam wzrok pisząc taką ortografią!!!!

              Mazur, a cieszę się, że i takie poznałeś. To znaczy, że jest ich/nas
              więcej smile
    • wiosenka.pl Re: Dychotomia (?) 08.01.10, 11:20
      cold.wind.blows napisał:

      >Jednocześnie jest pewien problem. Bardzo zacząłem cenić
      > swoją niezależność, swobodę, to że mieszkam sam. Nie potrafię sobie
      > wyobrazić np. zamieszkania z kimś, choć mógłbym się z kimś widywać.

      A wiesz, że ja mam tak samo?



    • tricolour Naturalna kolej rzeczy... 08.01.10, 13:03
      ... na razie nie chcesz z kims się wiązać i razem mieszkać, ale
      chcesz już sie widywać. Gdzie? Na dworze całymi latami?

      W końcu zaprosicie się do własnych domów na kawę... a potem na stałe.
      • wiosenka.pl Re: Naturalna kolej rzeczy... 08.01.10, 13:16
        tricolour napisał:


        > W końcu zaprosicie się do własnych domów na kawę... a potem na stałe.

        Może rzeczywiście coś w tym jest? Czyli albo rezygnujemy z całkowitej bliskości
        również emocjonalnej, albo w końcu lądujemy... pod wspólnym dachem?
        Póki co, ja jestem jednak na etapie niezależności i chyba ciężko byłoby mi z
        tego zrezygnować.
        • tricolour Etap niezależności... 08.01.10, 13:25
          ... tak wygląda tylko od wewnątrz. Z zewnątrz odbiór jest zupełnie
          ionny.
          • wiosenka.pl Re: Etap niezależności... 08.01.10, 13:30
            tricolour napisał:

            > ... tak wygląda tylko od wewnątrz. Z zewnątrz odbiór jest zupełnie
            > ionny.

            ???
            • tricolour Ta niezależność nie jest świadomym wyborem... 08.01.10, 13:44
              ... to ładne nazwanie ruin dawnego związku i braku gotowości do
              kolejnego, który jest pożądany, ale poprzez te ruiny niemożliwy do
              zbudowania. To bardziej emocjonalna bezdomność niż niezależność.
              • z_mazur Re: Ta niezależność nie jest świadomym wyborem... 08.01.10, 14:00
                Nie przesadzaj Tri, nie musimy wcale być w związku. Niechęć do życia
                w związku w dojrzałym wieku, to może być kwestia świadomego wyboru.

                To tak samo dobry wybór, jak ten polegający na poszukiwaniu za
                wszelką cenę drugiej połówki.
                • wiosenka.pl Re: Ta niezależność nie jest świadomym wyborem... 08.01.10, 14:03
                  z_mazur napisał:

                  > Nie przesadzaj Tri, nie musimy wcale być w związku. Niechęć do życia
                  > w związku w dojrzałym wieku, to może być kwestia świadomego wyboru.
                  >
                  > To tak samo dobry wybór, jak ten polegający na poszukiwaniu za
                  > wszelką cenę drugiej połówki.

                  Tym razem, to się z Tobą zgadzamsmile
                  >
              • wiosenka.pl Re: Ta niezależność nie jest świadomym wyborem... 08.01.10, 14:02
                tricolour napisał:

                > ... to ładne nazwanie ruin dawnego związku i braku gotowości do
                > kolejnego, który jest pożądany, ale poprzez te ruiny niemożliwy do
                > zbudowania. To bardziej emocjonalna bezdomność niż niezależność.

                Ciekawy pogląd. Może rzeczywiście tak jest? Z drugiej strony - dlaczego związek
                "jest pożądany"? Czy nie dopuszczasz myśli, że można być szczęśliwym bez tej
                drugiej połówki pod jednym dachem? Nie tęsknic do tego? Bo kluczowe chyba, czy
                tęsknimy, a boimy się zaryzykować, czy po prostu nie chcemy (bo tak wygodniej),

                Wiesz, był czas, kiedy czułam się w zgliszczach, zupełnie niegotowa dać z siebie
                cokolwiek ewentualnemu nowemu partnerowi. Teraz wydaje mi się, że jestem prawie
                na prostej; niby nie chcę się angażować, ale, ostatecznie, kiedyś, kto wie, nie
                zarzekam się ... Jednak na zimno kalkuluję za i przeciw wspólnego bytu. I nawet
                jakby się znalazł ideał, cud, miód i w ogóle bajka, to i tak coś we mnie
                szepcze, że takie rzeczy to tylko w "erze"wink, no i nie chce mieć faceta na stałe
                pod wspólnym dachem. Oczywiście piszę o chwili obecnej i w żaden sposób nie
                łączę tego z "emocjonalną bezdomnością" (cokolwiek pod tym pojęciem rozumiesz).

                Wspólna kawa, wyjścia, rozmowy, czy nawet kilkudniowe pomieszkiwanie, może być
                tym, co wielu wystarczy (dopóki nie potrzebują kogoś na stałe, aby szklankę wody
                im podałwink
                • tricolour Dlatego, że... 08.01.10, 14:10
                  ... stan tej niezależności nazywany jest ROZTERKĄ. Nawet w tym wątku
                  używa sie właśnie tego sformułowania, a jeśli wszyscy literalnie, to
                  wyraźnie czuć, że obok pewnej satysfakcji z niezależności jest także
                  dyskomfort. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, to zapraszam do wątków
                  związanych z Bożym Narodzniem, czy Nowym Rokiem, podczas których
                  sprawy duchowe i emocjonalne są szczególnie eksponowane.

                  Rozterki, dyskomfort, tęsknoty nie są świadomym wyborem. Bez
                  uszczerbku na zdrowiu psychicznym nie można świadomie wybierać z
                  obszaru zła.
                  • wiosenka.pl Re: Dlatego, że... 08.01.10, 14:20
                    tricolour napisał:

                    > ... stan tej niezależności nazywany jest ROZTERKĄ.

                    Rozterka towarzyszy i paromsmile

                    > używa sie właśnie tego sformułowania, a jeśli wszyscy literalnie, to
                    > wyraźnie czuć, że obok pewnej satysfakcji z niezależności jest także
                    > dyskomfort. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, to zapraszam do wątków
                    > związanych z Bożym Narodzniem, czy Nowym Rokiem, podczas których
                    > sprawy duchowe i emocjonalne są szczególnie eksponowane.

                    Dlaczego wrzucasz wszystkich do jednego worka? Skąd ten pomysł, że wspólna
                    wigilia z facetem, z którym nie dzielimy wspólnego domu to porażka?

                    > Rozterki, dyskomfort, tęsknoty nie są świadomym wyborem.

                    Każdy stan jest swego rodzaju kompromisem. No bo wiadomo, że najlepiej byc
                    pięknym, ....i..., mieć .... Ale zycie to kwestia wyborów. Odmienny wybór od
                    tego, który ty sugerujesz, nie musi byc większą rozterką, od tej, którą sam
                    przezywasz na co dzień. To tak, jakbyś kapłanowi z powołania sugerował, że
                    błądzi, bo tylko w związku z kobietą, pod jednym dachem pozbędzie się rozterek
                    życiowychsmile

                    >Bez
                    > uszczerbku na zdrowiu psychicznym nie można świadomie wybierać z
                    > obszaru zła.

                    Sorry, tri, kończę dysputę, bo zaczynasz pisać jak nawiedzony.

                    • z_mazur Re: Dlatego, że... 08.01.10, 14:29
                      Jakie podobne wnioski. smile))
                    • tricolour Drobna pomyłka... 08.01.10, 14:29
                      ... napisałem "używa sie właśnie tego sformułowania, a jeśli wszyscy
                      literalnie" a powinienem napisać "używa sie właśnie tego
                      sformułowania, a jeśli NIE wszyscy literalnie".

                      Nie napisałem ani jednego słowa do Ciebie osobiście, a mimo to
                      zostałem posądzony o "nawiedzenie". Taki emocjonalny argument ad
                      personam tylko potwiedza moje zdanie.
                      • z_mazur Re: Drobna pomyłka... 08.01.10, 14:47
                        > Rozterki, dyskomfort, tęsknoty nie są świadomym wyborem. Bez
                        > uszczerbku na zdrowiu psychicznym nie można świadomie wybierać z
                        > obszaru zła.

                        Sorry Tri, ale piszesz tu trochę jak nawiedzony. Jakiego obszaru zła?

                        Może uszanujesz wybory innych ludzi. W tym wątku to Ty oceniasz.
                        Twoje wybory są dobre dla Ciebie (a przynajmniej dobrze, żeby tak
                        było), niekoniecznie muszą być dobre dla innych.

                        Możesz mnie do końca życia przekonywać, że zbieranie znaczków to
                        najlepsze co Cię w życiu spotkało, ale to wcale nie znaczy, że mnie
                        sprawi taką samą przyjemność. smile))
                        • tricolour Ale o co Ci chodzi? 08.01.10, 15:00
                          Może Ty nie przeżywasz rozterek, że jesteś sam. Może Tobie z tym
                          dobrze i nie zamienisz tego stanu na żaden inny. Jeśli tak jest, to
                          nie o Tobie ten wątek i nie do Ciebie moje słowa.

                          Są one do tych, co mają ROZTERKI, dyskomfort, tęsknią za partnerem
                          życiowym, a JEDNOCZEŚNIE piszą o niezależności czy świadomym wyborze
                          samotnego życia. Tego nie da sie pogodzić: świadomego wyboru i
                          jakiegoś cierpienia, które zmusza do pisania o nim na forum.
                          • z_mazur Re: Ale o co Ci chodzi? 08.01.10, 15:04
                            A tu się z Tobą zgodzę. Jeśli ktoś deklaruje, że jest sam z wyboru,
                            ale kiepsko się czuje z tym wyborem, to ma jakiś problem z tym.

                            smile
                            • tricolour :) 08.01.10, 15:08
                          • bramstenga Re: Ale o co Ci chodzi? 08.01.10, 16:22
                            > Może Ty nie przeżywasz rozterek, że jesteś sam.

                            To teraz, Tri, spójrz na całą sprawę z punktu widzenia kobiety z dziećmi.
                            Samotne wychowywanie nastolatków to jazda bez trzymanki, a zapraszanie do tego
                            układu mężczyzny (choćby najlepszego, najbardziej wyrozumiałego) to fundowanie
                            sobie sajgonu. Oczywiście wiem, że dzieci kiedyś opuszczą dom, ale na tym etapie
                            moim zadaniem jest ich wychowanie i już. Osobiście doszłam do wniosku, że
                            zamieszkanie na stałe z mężczyzną nieuchronnie będzie powodem dodatkowych
                            konfliktów, których w interakcjach z dziećmi i tak mam aż nadto. I które to
                            konflikty chcąc nie chcąc skupią się na mojej skromnej osobie, przez co bilans
                            całej operacji będzie ujemny. Dlatego wolę pielęgnować związek na odległość z
                            perspektywą wspólnego zamieszkania po usamodzielnieniu się dzieci (może również
                            z tego powodu, że nie uważam tęsknoty za uczucie ze spektrum zła...)
                            ~bramstenga
                  • z_mazur Re: Dlatego, że... 08.01.10, 14:27
                    Rozbawiłeś mnie teraz Tri.

                    Pokaż mi jakąkolwiek parę, która czasem nie przeżywa rozterek co do
                    kwestii bycia lub niebycia ze sobą.

                    Chwile słabości, rozterki nie są wcale przypisane do osób
                    niebędących w stałych związkach. A po moich doświadczeniach
                    powiedziałbym, że w pewnym wieku, to właśnie te osoby rzadziej
                    przeżywają różnego rodzaju huśtawki emocjonalne. To obserwacje
                    poczynione wśród moich znajomych w moim wieku będących zarówno w
                    związkach jak i nie.

                    Wychodziłoby, że w takim razie bycie z kimś byłoby protezą, która ma
                    zapewnić nam dobre samopoczucie. Ja tam się dobrze czuję sam ze
                    sobą. Święta i inne okazję spędzam najczęściej w gronie najbliższych
                    mi ludzi, ale lubię czasem pobyć sam i to jest świadomy wybór.

                    Pewnie gdybym był o jakieś 15 lat młodszy i bezdzietny, to inaczej
                    bym na to patrzył. Ale w pewnym wieku bycie samemu lub w parze ma
                    tak samo wiele plusów jak i minusów i wybór żadnego z tych stanów
                    nie jest ani lepszy ani gorszy.
                    • tricolour Ja nie przeżywam takich rozterek. 08.01.10, 14:42
                      Czy jedna para wystarczy mając na uwadzę, że nie znam aż tak blisko
                      innych par? Moje obserwacje - w przeciwieństwie do Twoich - opierają
                      się głównie na oglądzie siebie, bo inni raczej dają zobaczyć, co oni
                      chcą pokazać, a nie co Ty chciałbyś zobaczyć.

                      Przyznam, że żadna ze znanych mi par nie objawia mi swoich "huśtawek
                      emocjonalnych"...
                      • z_mazur Re: Ja nie przeżywam takich rozterek. 08.01.10, 14:51
                        Podobno każdy związek przechodzi kryzysy, więc wszystko przed
                        Tobą. smile))

                        Nie jestem terapeutą par, więc pary mi się również nie zwierzają.
                        Jestem za to dobrym słuchaczem i rozmówcą, z dużą doza empatii i
                        zrozumienia dla innych ludzi, więc czasem niektórzy jak mają ochotę
                        się wygadać i trochę pożalić, to robią to, najczęściej
                        indywidualnie. Tak samo często zdarza się to zarówno tym sparowanym
                        jak i nie sparowanym. Powiedziałbym, że tym sparowanym z
                        kilkunastoletnim stażem w związku, zdarza się to nawet częściej. smile))
                        • tricolour Oczywiście, że częściej... 08.01.10, 14:57
                          ... w końcy kłopoty z samochodami mają częściej ich posiadacze niż
                          zagorzali piechurzy.

                          smile
                    • wiosenka.pl z_mazur 08.01.10, 14:42
                      z_mazur napisał:

                      > Rozbawiłeś mnie teraz Tri.
                      >Ale w pewnym wieku wybór żadnego z tych stanów
                      > nie jest ani lepszy ani gorszy.

                      Kiedyś prowadziłam z Tobą zażartą polemikę, a tu popatrz, jaka zbieżność
                      poglądów ! Niczym toto loteksmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka