24.01.10, 18:19
Czuje sie wewnatrz totalnie wypalona, nie ma we mnie
nic,uczuc,mysli,emocji. po 20 latach malzenstwa, w tym 3 spedzonych
na rozmyslaniach o rzekomej zdradzie meza i zmianach w jego
charakterze,nagle - nieumiejetnosci dogadania sie w podstawowych
sprawach, ciszy, przerywanej od czasu do czasu jakas zlosliwa uwaga,
mysle,ze to juz naprawde koniec. Czy tez tak sie czuliscie przed
podjeciem ostatecznej decyzji,czy mieliscie jednak emocje i uczucia?
Jak ten moment rozpoznac?
Obserwuj wątek
    • sbelatka Re: PuStKa 24.01.10, 18:26
      ja tam mialam same emocje i uczucia...

      i gdy ktoś pisze,ze nie czuje i nie mysli - to w ogole nie rozumie o
      czym pisze

      takie unoszenie sie w nicości - kojarzy mi sie co najwyżej z medytacja,
      unoszeniem sie ponad. czyli czyms do czego ludzi dążą...jako do stanu
      idealnego

      a moment czego? chcesz rozpoznac? że czas na rozwód?
      • nanai11 Re: PuStKa 24.01.10, 19:24
        Tak, ale wiem to od niedawna. Wydawało mi się że sie cieszę ale byłam zawieszona
        w próżni.
      • pendzacy_krolik Re: PuStKa 24.01.10, 19:56
        sbelatka napisała:

        > i gdy ktoś pisze,ze nie czuje i nie mysli - to w ogole nie rozumie
        o > czym pisze

        jestem swiadoma siebie i wiem,o czym pisze. jest to stan podobny do
        obojetnosci, ale to nie to samo.a wiec co?
        >
        > a moment czego? chcesz rozpoznac? że czas na rozwód?
        >
        tak
        • sbelatka Re: PuStKa 24.01.10, 20:05
          pendzacy_krolik napisała:

          > sbelatka napisała:
          >
          > > i gdy ktoś pisze,ze nie czuje i nie mysli - to w ogole nie rozumie
          > o > czym pisze
          >
          chciałam napisac, ze JA nie rozumiem - "m" mi uciekłosmile
    • mola1971 Re: PuStKa 24.01.10, 19:53
      Też tak się czułam - jak zawieszona w próżni. Miałam jakieś takie poczucie cholernej tymczasowości. Niby coś jeszcze było, ale tak jakby już tego nie było. Trudno to wytłumaczyć.
      • pendzacy_krolik Re: PuStKa 24.01.10, 19:57
        i pod wplywem tego stanu podjelas decyzje o rozwodzie?
        • mola1971 Re: PuStKa 24.01.10, 20:04
          Gdy byłam w tym stanie ktoś pojawił się w moim życiu a potem to już poszło. Ale
          taką swoją, dla siebie "w głowie" decyzję o rozwodzie właśnie w tym stanie
          podjęłam i ten ktoś na moją decyzję nie miał żadnego wpływu. Może tylko jego
          pojawienie się spowodowało przyspieszenie mojego działania, które prędzej czy
          później i tak bym podjęła.
          A gwoli wyjaśnienia - z tym kimś nie jestem i raczej nigdy nie będę.
    • cold.wind.blows Re: PuStKa 24.01.10, 21:04
      Wypalony to ja również się czułem. Lecz przed podjęciem ostatecznej
      decyzji cały czas miotały mną emocje. Mogę powiedzieć, że zapadła
      ona w czasie uczuciowo-emocjonalnego sztormu. Fakt, że nie ułatwia
      to podjęcia trafnej decyzji, spojrzenia z pewnym dystansem, ale mój
      związek to w ogóle była burza i uczuciowa i emocjonalna, gdzie na
      refleksję nie było za bardzo ani miejsca, ani czasu.
    • plujeczka Re: PuStKa 26.01.10, 13:49
      osobiscie o czym pisałam do decyzji o rozwodzie dojrzewałam wiele
      lat o wiele za długo.A kiedy wyrecytowałam formułke do męza się
      postanowiłam się z nim rozwieśc czułam jak wielki kamień spada mi z
      serca i wówczas po raz pierwszy poczułam jakim wielkim balastem było
      dla mnie to małżenstwo i droga cierniowa jaka w nim musiałam
      przebyc.Ale uczucia ulgi nie zapomne do konca zycia, inna sprawa ,ze
      walka była i jest nadal, nierówna , przeciwnik zaciekły .
      • bun.seki Re: PuStKa 27.01.10, 10:55
        Przed podjęciem decyzji szarpałam się. Z podjęciem decyzji czekałam
        aż będę miała poczucie, że zrobiłam wszystko, by to małżeństwo
        uratować. Gdy nadszedł taki moment, podjęcie decyzji o rozstaniu
        było w zasadzie jedynym wyjściem, więc nie targały mną sprzeczne
        uczucia. Potem już tylko smutek i żal, że nie wykorzystaliśmy
        szansy, by stworzyć udany związek. Smutek, że coś nie wyszło mimo,
        że każde z nas na swój sposób się starało. Zdecydowanie najbardziej
        mnie to wszystko bolało, gdy jeszcze miałam resztki nadziei, że uda
        się nasz związek naprawić. Gdy okazało się, że jednak się nie da
        pozostał smutek i żal, ale też przyszedł spokój, powolne godzenie
        się z tym, że niestety to małżeństwo się nie udało. Teraz czekam na
        czas, gdy będę o tym wszystkim myśleć bez żalu, wspominać całość
        jako kolejne doświadczenie w życiu, i dobre i złe ale nie wywołujące
        już uczucia smutku. Mam nadzieję, że to wreszcie nastąpi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka