Dodaj do ulubionych

20 lat małżeństwa i plajta!

19.02.10, 23:00
Proszę o pomoc doświadczonych w tym temacie! Jak sobie pomóc? Już trzeci
miesiąc wyję do poduszki za straconymi latami, za przywiązaniem do fałszywej
osoby, za oddaniem mu najlepszych lat, za strach przed przed przyszłością .
Kiedy wreszcie mi to przejdzie???? Kiedy wyjdę z tej traumy?? Dziewczyny,
które mają wiedzę w tym temacie proszę pomóżcie bo faceci raczej delektują się
taką sytuacją!
Obserwuj wątek
    • sinsi Re: 20 lat małżeństwa i plajta! 19.02.10, 23:39
      Dlaczego tak nisko oceniasz "facetów"? z góry ich skreślając? Nie wolisz
      wykorzystać ich odmienności spojrzenia, by co nieco zrozumieć z zachowania męża
      (ex?) i łatwiej się pogodzić z tym co się już stało?

      "Oddałaś" komuś lata życia... sam styl sformułowania... czy "oddawałaś"
      poświęcając się i nic nie dostając w zamian? Nie żyłaś, nie byłaś sobą, nie
      rozwijałas się, tylko "oddawałaś swoje lata"? Czy on Ci równolegle nie "oddawał"
      swoich? Przez wszystkie lata był fałszywy? Byłas z nim ciągle nieszczęśliwa?
      Nic dobrego się przez te lata nie zdarzyło między wami czego by nie warto
      docenić i za co wzajemnie sobie podziękowac?
      Staraj się zmienić schemat myślenia.

      Płacz jak czujesz potrzebę. Trzy miesiące to mało, bywa, że rok, dwa trwa
      "żałoba" po związku, zanim się człowiek z wszystkich żali otrzepie i zacznie
      zauważać ze zdziwieniem, że świat wcale się nie skończył...
      Jeśli bardzo Ci ciężko to może pigułkami się wspomagaj?





    • sauber1 Re: 20 lat małżeństwa i plajta! 20.02.10, 01:05
      zlamana63 napisała:

      > Dziewczyny,które mają wiedzę w tym temacie proszę pomóżcie
      > bo faceci raczej delektują się taką sytuacją!

      Może mało dałaś z siebie, nie stanęłaś na wysokości zadania? Kiedyś to najlepszy
      z pośród milionów, a jak dostrzegła go w tłumie inna kobieta i zaproponowała
      lepszy styl życia to zaraz larum, ratujcie dziewczyny, a tak na serio pewnie nie
      możesz teraz patrzeć na kobiety? Wielkie przedsiębiorstwa plajtują, ludzie na
      bruk idą, a Ty płaczesz z powodu małżeństwa, zawsze można nowy związek stworzyć.
      My tu wszyscy podobnie i nie inaczej przeżywaliśmy, ale już wyciszeni, to i
      Tobie minie, najgorsze te pierwsze 10 lat, potem zapomnisz i też się będziesz
      sama z siebie śmiała...
      I nie to bym tyko z zamiarem pocieszania Ciebie i w tym wątku zagościł, ale
      musiałem ostro i stanowczo zareagować na te ostatnie Twoje słowa ..., a teraz
      niechaj Cię wszystkie bronią wink
      • zlamana63 Re: 20 lat małżeństwa i plajta! 20.02.10, 07:55
        Hmm! Fajnie! dzięki! Bardzo konstruktywna odpowiedź. Daje do myślenia. Serio!
        Ale 10 lat żałoby? Proszę! To przesada!
        Mnie bardziej chodziło o rozjaśnienie w temacie: jaką trzeba mieć duszę, żeby
        będąc z kimś przez ponad 20 lat, rzucić to z dnia na dzień odejść, wymazać,
        zresetować te lata i żyć sobie spokojnie dalej? W tym związku z racji mojej
        pracy między ludźmi to ja byłam podejrzewana o zdrady i taki też był powód jego
        odejścia. Najbardziej boli to, i szlag mnie trafia, że żadnej zdrady nie było.
        Tylko w jego głowie!
        • sauber1 Re: 20 lat małżeństwa i plajta! 20.02.10, 11:25
          zlamana63 napisała:

          > Najbardziej boli to, i szlag mnie trafia, że żadnej zdrady nie było.


          No widzisz i teraz przeanalizuj sobie to wszystko. Zrobisz, nie zrobisz i tak
          na końcu winna ...
        • drambui Re: 20 lat małżeństwa i plajta! 22.02.10, 15:08
          zlamana63 napisała:

          > Hmm! Fajnie! dzięki! Bardzo konstruktywna odpowiedź. Daje do myślenia. Serio!
          > Ale 10 lat żałoby? Proszę! To przesada!

          Nie wiem, czy przesada, ale fakt, u mnie trwało "tylko" 5 lat

          > Mnie bardziej chodziło o rozjaśnienie w temacie: jaką trzeba mieć duszę, żeby
          > będąc z kimś przez ponad 20 lat, rzucić to z dnia na dzień odejść, wymazać,
          > zresetować te lata i żyć sobie spokojnie dalej?

          Sam bym to chciał wiedzieć.
          Jednak jestem przekonany, że nie odszedł zaraz, z dnia na dzień, że proces
          łamania sie jego serca też musiał trwać długo, może nawet kilkanaśie lat, tylko
          Ty niczego nie dostrzegłaś

          W tym związku z racji mojej
          > pracy między ludźmi to ja byłam podejrzewana o zdrady i taki też był powód jego
          > odejścia. Najbardziej boli to, i szlag mnie trafia, że żadnej zdrady nie było.
          > Tylko w jego głowie!

          Gadanie o zdradzie, to bzdury, które najłatwiej wymyślić. Prawdziwa przyczyna
          upadku jest zupełnie inna, kochający człowiek potrafi wybaczyć nawet zdradę,
          jeśli była tylko potknięciem, a zwiąek jest silny i dobry.

    • mayenna Re: 20 lat małżeństwa i plajta! 20.02.10, 02:10
      Mnie pomógł psycholog i leki. Potem zrozumiałam że to nie koniec swiata , no
      może jednego, ale też i początek drugiego życia.
    • marta_51 Re: 20 lat małżeństwa i plajta! 20.02.10, 10:26
      Hej, udalo mi sie wydostac z czarnej psychicznej dziury spowodowanej zdrada w
      ciagu jednej nocy. Spisalam moje doswiadczenia w tekscie "Zrozumiec Casanowe"
      moze Ci sie przydadza? Oto link:
      www.e-book.liiil.pl/viewforum.php?f=1&
      • zlamana63 Re: 20 lat małżeństwa i plajta! 22.02.10, 19:29
        Nie żebym się chciała aż tak bardzo użalać, ale musicie wiedzieć, że jak się
        mieszka na średniej wielkości wsi, gdzie wszyscy się znają do piątego pokolenia
        wstecz, pochodzi się z rodziny społeczników, a mąż jest "obcy-wżeniony" - a w
        najbliższym miasteczku terapeuci i cała służba medyczna zna się od podszewki -
        to oprócz całego "domowego dobrodziejstwa" dodatkowo jeszcze człowiek kuli się
        ze wstydu. Porażająca porażka... Marta_51 zazdroszczę Ci, że jesteś tam anonimowa.
        • annakatarzyna.online Re: 20 lat małżeństwa i plajta! 28.02.10, 14:47
          Witaj zalamanasmile to co ty teraz przezywasz ja przezywalam przez rok ostatni,
          bedac w zwiazku zanim podjelam decyzje rozstaniu. Wylam, plakalam, chcialam sie
          truc...wszystko w zaciszu malzenstwa.rodzina sasiedzi znajomi i inni sa w szoku,
          jak to tak fajnie bylo i...koniec? moj jeszcze maz jest otumaniony mysla ze to
          juz koniec, pyta a nie szkoda ci tych z gora 20 lat? a ja wiem jedno, nie nie
          szkoda mi, oddalam hold mojemu malzenstwu, docenilam to co w nim bylo dobre, ale
          nie chce juz w nim tkwic...byc moze tak jest z twoim mezem, widzi i dostrzega to
          co bylo dobre, ale nie chce w tym tkwic, bo to co bylo zle niestety przewaza. na
          ciebie to spadlo znienacka bo to on podjal ostateczna decyzje(tak jak ja
          podjelam swoja) masz zal, rodzi sie w tobie bunt, za tzw. stracone lata, ale z
          czasem jak ochloniesz unasz ze faktycznie ten czlowiek dal ci druga szanse na to
          aby nie popelnic bledu w przyszlosci, a na teraz aby poznac siebie polubic sie
          sprawdzic sie w nowej sytuacji, to cenne doswiadczenie. ja w tej chwili zmieniam
          swoje zycie o 180 stopni, zmieniam klimat, prace, poznaje nowych ludzi. moj maz
          jeszcze tego nie dostrzega, ktos mi kiedys powiedzial, ze trzeba docenic
          dzialanie czasu i jego zbawienny wplyw na postrzeganie problemow...wrzuc
          tymczasem jakis anons na cafe czy innym podobnym portalu, pobaw sie chocby po to
          aby odreagowac...niekoniecznie kogos znajdziesz ale moze potrzebny ci ktos kto
          pomoe ci uwierzyc we wlasna atrakcyjnosc i fakt ze mozesz swoja obecnoscia
          sprawic komus radosc pozdrawiam cie i mam nadzieje ze choc troche pomoglam ci
          zrozumiec emocje ktore sa po stronie osoby odchodzacej ze zwiazku, ze to nie
          jest tak ze to potwor bez serca, ale ze to czlowiek ktory mial odwage podjac
          decyzje, byc moze zla byc moze dobra, ale podjal ja w imie lepszej przyszlosci
          za was obydwoje
    • plujeczka Re: 20 lat małżeństwa i plajta! 21.02.10, 08:28
      oj nie bedę Ci pomocna dla mnie rozwód był ybawieniem i nigdy go nie
      przezywałam, po zniknieciu exa musiałam zjać sie utrzymaniem domu i
      dziecka a to naprawde zajeło mi troche czasu i sie udało.Nie
      rozpaczałam bo nie było za kim, cieszyłam sie ,ze znalazła się
      gupsza ode mnie i wzieła sobie alkoholika na włany garb.NIe chciałam
      rozpaczac bo za kim? i po co?zycie jest zbyt krótkie aby ylewc łzy
      za kimś kto na to nie zasługuje.Jest cos takiego jak abmicja , ja ją
      zawsze miałam i to ona sterowała moim postepowaniem.nie nalezę do
      kobiet słabych wrecz przeciwnie jestem silna, stanowcza i to
      determinuje moje postepowanie.
      Jesli sobie nie radzisz zz emocjami idź do psychologa ,podejmij
      terapie ale naprawde uwierz ,że człpek jest sam dla sibie najlepszym
      lekarzem. Wyjdź z domu a po drugie do tej pory yłaś wpatrzona tylko
      w partbnera? co z twoimi marzeniami? co z przyjaciółmi? co z
      rzeczami , które lubisz robic a do tej pory nie miałaś na to czasu?
      rozwin skrzydła, zajmij sie soba i jeszcze jedno...nie wpominaj tego
      dobrego co było wex kartke napiz po jednej stronie pozytywy a po
      drugiej stronie negatywy waszego zwiazku zobacz jaki wyjdzie bilans.
      Nie ma sensu uzalanie sie nad soba bo co to daje? powoduje stres,
      traume i wieczny płacz a po co?......zycze ci wiecej optymizmu,
      odwagi i konretnych stanowczych decyzji.
    • demonsbaby złamana 21.02.10, 09:59
      kierunek: fachowiec. Pogadaj sobie z psychologiem, z tego co piszesz i tak
      funkcjonujesz w depresji, stąd lepiej, żeby ten stan podlegał kontroli.
      Najgorsze co nas łamie, choćbyśmy się zarzekali, to moment kiedy nas ludzie
      zawodzą, ba, kiedy zawodzą nas najbliżsi i mimo, że brzmi to banalnie - tak
      właśnie jest. Rozstanie po długoletnim związku zawsze boli i rządzi się swoimi
      prawami, dając nam niejednokrotnie takiego kopa, że nie potrafimy się podnieść.
      Ważne jednak, żeby powoli stawiać sobie, nawet małostkowe, cele. Przede
      wszystkim z pozycji leżącej podnieść się do kolan. Na pewno grono przyjaciół,
      koleżanek nie zastąpi Ci męża i nie jeden raz zapłaczesz jeszcze poduszkę, ale
      nie pozwól sobie na to, żeby ogarniało Cię poczucie beznadziejności. Zrób coś,
      czego nigdy nie zrobiłaś, bo nie miałaś na to będąc w związku np. czasu.
      Poświęć się jakiejś inicjatywie, choćby społecznej, być może to wypełni w innym
      wymiarze pustkę w twoim życiu. Mojej osobie pomogła praca z psami obronnymi,
      udział w szkoleniach, udział w akcjach na rzecz opieki nad zwierzętami, itp jako
      dodatkowe zajęcia oprócz pracy zawodowej i opieki nad dzieckiem. Innymi słowy -
      coś co odciągało mnie od przygnębiających myśli, a i nawiązywanie nowych
      znajomości w nowych środowiskach miało swój "leczniczy wpływ".
      Jednak zacznij od uszata i kontroli twojego obecnego stanu, a potem powoli
      małymi kroczkami do przodu, nawet na kolanach.
      Trzymaj się!
      • zlamana63 Re: złamana 21.02.10, 12:50
        Dziękuję Wam wszystkim - Wasze doświadczenia mi bardzo pomagają. Właściwie to wyję za brakiem osi, wokół której kręciło się całe moje życie. Nie mam teraz punktu odniesienia. Pustka. U podstawy takiego zachowania leży być może wychowanie pięścią i stan, w którym zawsze trzeba do kogoś należeć. W skrytości ducha liczę, że poradzę sobie z Waszą pomocą... bez angażowania fachowca...
        • demonsbaby Re: złamana 21.02.10, 13:03
          zaangażowanie fachowca jest raczej postrzegane jako umiejętność rozpoznawania
          własnych potrzeb i pielęgnacja zdrowia psychicznego nie jest niczym złym.
          Podobnie negowałam potrzebę udziału osoby bezstronnej, myliłam się. To właśnie
          fachowiec pomógł mi się szybko dźwignąć z kolan. Nie musisz się kierować
          prywatnymi praktykami. Przy ośrodkach kryzysowych funkcjonują również
          instytucje, które i psychicznie i prawnie wspierają ludzi w ciężkich
          przeżyciach. Poszukaj podobnych u siebie, nikt cię nie potraktuje jak patologię
          czy niedojrzałą, głupią babę wink ułoży się wszystko, zobaczysz. Daj sobie czas i
          pozwól sobie pomóc.
        • czarne_wino Re: złamana 21.02.10, 17:25
          Ja juz od trzech lat pomagam sobie sama.Czytam poradniki, wchodze na
          specjalistyczne portale.Wiem juz duzo o sobie, malo tego,zmienilam sie
          na lepsze i zaczynam inaczej widziec moj zwiazek, a tez minelo nam 20
          lat.
          Polecam www.mus.com.pl

          zlamana63 napisała:

          > Dziękuję Wam wszystkim - Wasze doświadczenia mi bardzo pomagają.
          Właściwie to
          > wyję za brakiem osi, wokół której kręciło się całe moje życie. Nie
          mam teraz pu
          > nktu odniesienia. Pustka. U podstawy takiego zachowania leży być może
          wychowani
          > e pięścią i stan, w którym zawsze trzeba do kogoś należeć. W
          skrytości ducha li
          > czę, że poradzę sobie z Waszą pomocą... bez angażowania fachowca...
    • adela38 Re: 20 lat małżeństwa i plajta! 21.02.10, 23:37
      Nic nie stracilas.Co "uzylas" to twoje.Zycie sie zmienia, plynie dalej.Masz za
      soba pewna jego czesc, przed soba szanse na cos nowego. To tylko ty decydujesz
      jak twoje zycie bedzie wygladalo.Teraz mozesz spokojnie zastanawiac sie na co
      masz ochote, a potem- jak to cos osiagnac...Zycze powodzenia...
    • aga999929 Re: 20 lat małżeństwa i plajta! 28.02.10, 00:54
      Dla mnie to też było olbrzymie poczucie straty. Przeszłość przestała
      być tym czym była. To co miało być na zawsze straciło sens. Bardzo
      kochałam mojego męża i byłam szczęśliwa. Zwróciłam się do
      specjalistów ale tylko ze względu na dzieci. Spełniłam swoje
      marzenia o hobby i to niejednym. Teraz bardziej mam siebie i
      otworzyłam się na innych ludzi. Jestem lubiana i dla nich ważna.
      Daję im coś z siebie. To całkiem nowy rozdział w moim życiu. Dobrze
      jest to wypłakać i dać sobie czas na żałobę. Mam szczęście bo
      znalazł się ktoś kto mnie w to wprowadził i nie jest moim partnerem.
      Jeszcze czeka mnie nowy trzeci rozdział w życiu i tym razem będę w
      niego wchodzić z dobrymi wspomnieniami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka