Dodaj do ulubionych

Chore dzieci

25.02.10, 13:45
Jestem lekarzem. Żona nie pozwala mi ich zabierać od jakiegoś czasu bo jak
twierdzi są chore. Nie liczy się oczywiście z moją opinią. No bo i po co.

Co mam zrobić gdy wiem że dzieci można do mnie przetransportowac i z powrotem
(5 min jazdy),a ona się nie zgadza.

No bo są ferie i siedzi cały czas w domu i nudziłaby sie sama.
Obserwuj wątek
    • eutherpe Re: Chore dzieci 25.02.10, 14:15
      A w jakim celu mają do Ciebie jechać, w momencie kiedy załóżmy są chore?>Chcesz
      je z panią wspólnie doglądać?
      • michszyb Re: Chore dzieci 25.02.10, 14:19
        A w jakim celu mają zostać u mamy? Żeby ona je doglądała?

        Mam nadzieje że udało mi się dostosowac kretyńskość odpowiedzi do twojego pytania.
        • eutherpe Re: Chore dzieci 25.02.10, 14:23
          Sam wybacz jesteś kretynem i nijak nie mogę uwierzyć,że jesteś Medykiem.Wybacz
          nie rozumie celu i sensu przewożenia chorych dzieci do Ciebie. A szacunku do
          kobiet to Ty nie masz za grosz. I teraz rozumiem postepowanie Twojej żony.
          • michszyb Re: Chore dzieci 25.02.10, 14:41
            No pokrzycz sobie to ci może czarnej żółci upuści.

            I tak a'propos nie nazwałem ciebie kretynka tylko pytanie tak oceniłem, więc
            proszę postaraj się przynajmniej udawać kulturalną osobę.

            A jeśli chodzi o szacunek to ty sie zajmij swoim do mężczyzn a ja będę swoim do
            kobiet.
          • sbelatka eutherpe 25.02.10, 18:43
            ja jako kobieta się Cię pytam - eutherpe- skąd masz dane ws. szacunku
            Micha do kobiet???

            i co tu jakby szacunek wyżej wspomniany ma do rzeczy??/
            bo nie nadążam...
            choc pzryznaję - Medykiem smile nie jestem...
      • eutherpe Re: Chore dzieci 26.02.10, 13:32
        Ależ dziękuję za propozycję fotografiismile.Powieszę nad łożem!A kogo mi
        przypominasz?>hm...Koguta?
    • plujeczka Re: Chore dzieci 25.02.10, 14:29
      ładna polemika, nie czytam historii twoich wpisów ale jako matka
      wiem ,że przewożenie dziecka chorego (załózmy ,że tak jest) jest
      niecelowe. Dziecko chore ma lezeć w łózku ,ma mieć zapewnioną opiekę
      i leki oraz posiłki na czas. To wszystko-jesli jesteś lekarzem to
      idź do przychodzni rodzinnej i jako ojciec u lekarza rodzinnego
      powinieneś uzyskac informacje o stanie zdrowia swoich dzieci o ile
      masz pełne prawa jako ojciec.
      A twoja zona pracuje? bo dlaczego miałaby nudzić się w czasie ferii?
      kobiety pracujace ,majace na głowie utrzymanie domu, chore dzieci
      itp. raczej nie maja czadu na nudy.Czuje tutaj miedzy wami walke ale
      nie mnie osądzac kto ma rację=co do chorego dziecka zdania nie
      zmieniam.
      • michszyb Re: Chore dzieci 25.02.10, 14:39
        No jasne jasne jak dziecko jest obłożnie chore to byłoby co najmniej dziwne
        przewożenie go.

        Ja mówie o sytuacji gdy dziecko trochę gorączkuje, pokasłuje i biega w ubraniach
        po domu i nie leży w żadnym łóżeczku.

        Nie wspomne, że bywało tak że było chore dla taty a mam zabierała je potem
        gdzieśtam.

        No i przychodzi tata, który w poradni przyjmuje x takich dzieci i chce zabrac a
        nie może.
      • sbelatka Re: Chore dzieci 25.02.10, 18:47
        odpowiadm polemicznie,plujeczko

        nie raz i nie dwa zawoziłam "chore" dzieci do babci - chore na tyle, ze
        nie chcialam ich posyłać do placówek wszelakich..
        ale nie na tyle - by przejście do i z samochodu moglo im zaszkodować..

        o wiekszych dzieciach nie wspomne - pozwalam nie iśc do szkoły - ale
        ojcu przyjeżdzającemu pod drzwi wydaję bez mrugniecia okiem;
        szczególnie, ze mlode chcą...

        toteż może nie dajmy sie zwariować...
    • tully.makker Re: Chore dzieci 25.02.10, 14:31
      Tez nie rozumiem 2 rzeczy:

      1. po co ciagac chore dzieci z jednego pmiejsca w drugie - to nie 5
      minut - trzeba je ubrac, przetransportowac do samochodu, zanim sie w
      nowym miejscu poloza do lozek, jednym slowem, cala operacja, ktora
      komu przepraszam ma sluzyc, bo chyba nie dzieciom?
      2. dlaczego nie mozesz chorych dzieci odwiedzic w ich domu, tylko
      musisz ciagnac je do siebie?
      • eutherpe Re: Chore dzieci 25.02.10, 14:34
        Bo Pan Michszyb tak chce i już.Szkoda mi tej zony i dzieci. Naprawdę.
      • triss_merigold6 Re: Chore dzieci 25.02.10, 14:45
        Się podpiszę. Też nie widzę sensu ciągania gdziekolwiek chorych
        dzieci, można się z nimi spotkać w domu.
        • nowel1 Re: Chore dzieci 25.02.10, 16:49
          Oj dajcie już spokój, naprawdę popadłyście w skrajność jeśli chodzi o
          Micha.
          Małe dziecko z drobną infekcją w łóżku nie leży, każdy rodzic to wie.
          jakiż to problem przewieźć je do ojca, który na nimi tęskni, a one za
          nim? Komu by to zaszkodzilo?
          Żona Michala zapętla się w pogrywaniu dziećmi, a Wy to wciąż
          sankcjonujecie.
          • triss_merigold6 Re: Chore dzieci 25.02.10, 17:32
            Nie o treść chodzi, a o melodię.
            Facet upiera się przy kontaktach z dziecmi w takiej formie i w takim
            czasie jaki mu pasuje, bez liczenia się z byłą żoną. W praktyce
            chciałby dzieci miec na gwizdek na dowolnie długo. Kwestia postawy,
            rozumiesz?
            • nowel1 Re: Chore dzieci 25.02.10, 17:41
              Wiem triss, czytalam poprzednie wątki i masz rację; teraz jednak żona
              zerwala mediacje i ewidentnie nie chce współpracować.
              Dla mnie to zmienia postać rzeczy.
              Ewidentnie chce odegrać się na Michu za jego odejście używając do tego
              celu dzieci. O ile pierwsza reakcja tego typu jest dla mnie zrozumiała
              - szok, poczucie zranienia, rozgoryczenie- to po kilku miesiącach
              powinna jednak zadbać o dobro synów.
            • sbelatka Re: Chore dzieci 25.02.10, 18:51
              triss_merigold6 napisała:

              > Nie o treść chodzi, a o melodię.
              > Facet upiera się przy kontaktach z dziecmi w takiej formie i w takim
              > czasie jaki mu pasuje, bez liczenia się z byłą żoną. W praktyce
              > chciałby dzieci miec na gwizdek na dowolnie długo. Kwestia postawy,
              > rozumiesz?

              otóż to!
              kwestia postawy..
              rozumie, ze Twoja postawa d sie ubrac w słowa: "cokolwiek powie i/lub
              zrobi Mich nalezy to storpedowac jako z definicji bez sensu, obłożone na
              dodatek złymi intencjami onego"..
              noo... to postawa jest
            • z_mazur Re: Chore dzieci 26.02.10, 08:25
              No tak, matka nie chce pozwolić na spotkanie ojca z dziećmi kolejny
              tydzień pod pretekstem choroby, ale to oczywiście ojciec nie liczy
              się z nią. A z kim liczy się matka? Z dziećmi?

              Im dłużej czytam posty Michszyba, tym bardziej zaczynam się
              przekonywać do jego racji.

              Zraniona mamuśka nie cofa się przed niczym, żeby odegrać się na
              ojcu, nie potrafi oddzielić swoich emocji od dobra swoich dzieci.

              Mijają kolejne miesiące, a ona nadal nie potrafi się wznieść ponad
              własne poczucie zranienia. Ale zły oczywiście jest w tej sytuacji
              ojciec, bo zamiast olać dzieci i zniknąć matce z oczu chce się z
              nimi spotykać. No rzeczywiście beznadziejny jest.
              • lu_zak Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:03

                z_mazur napisał:

                > No tak, matka nie chce pozwolić na spotkanie ojca z dziećmi
                kolejny
                > tydzień pod pretekstem choroby, ale to oczywiście ojciec nie liczy
                > się z nią. A z kim liczy się matka? Z dziećmi?
                >
                > Im dłużej czytam posty Michszyba, tym bardziej zaczynam się
                > przekonywać do jego racji.
                >
                > Zraniona mamuśka nie cofa się przed niczym, żeby odegrać się na
                > ojcu, nie potrafi oddzielić swoich emocji od dobra swoich dzieci.
                >
                > Mijają kolejne miesiące, a ona nadal nie potrafi się wznieść ponad
                > własne poczucie zranienia. Ale zły oczywiście jest w tej sytuacji
                > ojciec, bo zamiast olać dzieci i zniknąć matce z oczu chce się z
                > nimi spotykać. No rzeczywiście beznadziejny jest.
                >
                ... jak by tak zniknął z życia dzieci to szanowna mamuśka
                wniosłaby do sądu ograniczenie władzy rodzicielskie - zapewniem Cię
                • aneta-skarpeta Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:38
                  jak ojciec znika z zycia swoich dzieci to znaczy ze nie wypełnia
                  zobowiazań wobec-> ograniczenie praw rodzicielskich

                  nie chcesz byc rodzicem to nie jestes- sprawa prosta jak drut

                  to samo tyczy sie matek porzucających swoje dzieci
                  • lu_zak Re: Chore dzieci 26.02.10, 10:24
                    nie musisz mi tego tłumaczyć ja to wiem
                    • aneta-skarpeta Re: Chore dzieci 26.02.10, 10:27
                      myslałam, ze w lekcewazący sposób wypowiadasz sie o mamuskachsmile
            • michszyb Re: Chore dzieci 26.02.10, 13:03
              Facet upiera się przy kontaktach z dziecmi w takiej formie i w takim
              > czasie jaki mu pasuje, bez liczenia się z byłą żoną. W praktyce
              > chciałby dzieci miec na gwizdek na dowolnie długo. Kwestia postawy,
              > rozumiesz?

              Wymyślasz. Wymyślasz bo tak ci wygodnie.

              To był termin jaki wspólnie na mediacjach ustaliliśmy kiedy miałem dzieci zabrać
              do siebie.
              Kropka.
              Nie wymyślaj.
    • bozenak12 Re: Chore dzieci 25.02.10, 15:21
      Aż tak dlugo dzieci chorują? Ferii jest dwa tygodnie.
    • sonia_30 Re: Chore dzieci 25.02.10, 16:15
      A odwiedzać też ich nie możesz?
      • sbelatka Re: Chore dzieci 25.02.10, 18:55
        a Ty naprawde spnia myslisz, ze to będzie miła dla KOGOKOLWIEK ( w tym
        dzieci) wizyta????

        założe sie, ze mama będzie nadęta lub zła lub obrazona lub zimna ryba/
        lub smutna lub jakaś inna...
        daleka wszakże od ciepłej i współpracującej...

        ale może nagle zacznie panowac nad swoimi emocjami? chocby na tyle by
        ich przy dzieciach nie okazywac..
        to, ze ja w to wątpię - nie ma większego znaczenia..
        ale obawiam sie, ze i bez moich wątpliwości jej humory w sytaucji "Mich
        w dom z łapami przy dzieciach" sa raczej łatwe do pzrewidzenia...
        • sonia_30 Re: Chore dzieci 25.02.10, 19:32
          Ex Michszyba na ich wizytę u ojca się nie zgadza, bo dzieci chore i
          przewozić nie można, z drugiej strony wizyta Michszyba jest niemiła
          dla wszystkich, czyli jesteśmy w pacie. Wniosek: Michszyb dzieci nie
          widuje, chyba że żona postanowi inaczej... tak?
    • kobieta306 Re: Chore dzieci 25.02.10, 20:30
      W zdrowej w miarę sytuacji powinno być tak, że chore dzieci zostają w domu.
      Jeśli żona wyrazi zgodę to je odwiedzasz u niej. Jeśli nie to czekasz aż
      wyzdrowieją.
      Ty musisz zrozumieć, że rozwód oznacza rezygnację z czegoś na rzecz czegoś
      innego. Nie można zjeść cukierka i mieć cukierka wink Rozwiodłeś się-ponosisz
      konsekwencje. Pogarsza się status majątkowy albo relacje z dziećmi albo człowiek
      jest samotny - po prostu nie ma nic w życiu za darmo.
      • kobieta306 Re: Chore dzieci 25.02.10, 20:32
        ps. a Ty michu chciałbyś mieć wszystko sad
        Musisz się zacząć godzić z faktem, że jednak coś Cię w życiu ominie sad
        • sbelatka Re: Chore dzieci 25.02.10, 22:59
          może i COS go w życiu ominie - ale akurat nie musi to dotyczyc jego
          relacji z dziećmi..

          bez względu na to czy ktokolwiek z nas uważą, ze POWINIEN ponieść KARĘ
          za swoje zachowanie wobez zony - czy teZ nie

          a skąd pomysł, ze chce mieć wszytsko?
          może zreszta chce..
          ale nie pisze tu o WSZYSTKIM - TYLKO o kontakcie z dziećmi

          więc ... znowu zbyt daleko idące wyobrażenia, fantazje, skojarzenia...
          Twoje kobieto... NIE Micha...
          • maza15 Re: Chore dzieci 26.02.10, 00:01
            sbelatka napisała:


            " bez względu na to czy ktokolwiek z nas uważą, ze POWINIEN ponieść
            KARĘ
            za swoje zachowanie wobez zony - czy teZ nie

            a skąd pomysł, ze chce mieć wszytsko?
            może zreszta chce..
            ale nie pisze tu o WSZYSTKIM - TYLKO o kontakcie z dziećmi

            więc ... znowu zbyt daleko idące wyobrażenia, fantazje,
            skojarzenia...
            Twoje kobieto... NIE Micha..."

            Sbelatko,myślę,że za bardzo przejęłaś się rolą obrońcy Micha i stad
            kąsasz wszystkich,co mają odmienne zdanie.
            Nikt tu nie pisze o karze jaką ma ponieść za swoje zachowanie wobec
            żony.
            Mich powinien zrozumiec,że po rozstaniu,po wyprowadzce kontakty z
            dziećmi zawsze będą w jakiś sposób ograniczone,z różnych powodów.
            Nawet zachowując najlepsze relacje z matką dzieci nigdy nie bedzie
            już tak samo.
            Trzeba się dogadać,porozumieć,iść na pewne ustępstwa,wykazać
            zrozumienie i dobrą wolę.Po tym co On wypusuje na forum od jakiegoś
            czasu widać,że nie zdaje sobie z tego sprawy.
            On CHCE i już! Tak ma być i koniec!Nic z tego.
            Dobrze,że chce kontaktu z dziećmi,ale nie tędy droga.
            Wiele osób już mu to pisało,oby zdał sobie z tego sprawę jak
            najprędzej.
            Często na tym forum można przeczytać:"takiego faceta wybrałas na
            ojca swoich dzieci","takiego faceta wybrałaś na męża"...cóż
            Mich...wiedziałeś jaką kobietę wybierasz na matkę swojego
            potomstwa,a teraz,gdy juz jej nie chcesz,gdy ci przeszkadza chcesz
            ją do wiezienia wsadzić?smile nieładnie

            • eutherpe Re: Chore dzieci 26.02.10, 07:52
              Reasumując temat-Michszyb.Czy zamierzasz tutaj osiągnąć rolę forumowego
              gwiazdora i narcyza, którego co niektóre Panie opłakują i bronią jak lwice
              młodych. DZIWIĘ SIĘ DROGIE PANIE.I myślę,że jako inteligentne osoby powinnyście
              już wyciągnąć wnioski z wielu, bardzo wielu wypowiedzi na ten temat. Michszyb
              nie daje zupełnie kobiecie ochłnonąc po tym co się wydarzyło-i ja jako kobieta i
              człowiek też rozumiem ją , przynajmniej staram się zrozumieć. I nie wierzę w
              żadne jego miłe gesty analizując sposoby jego wypowiedzi, przyjęty ton i
              oczekiwania. I możecie mnie teraz oblać wiadrem pomyj włącznie z Michszybem.
              Myślę,że pan Michszyb pamięta jak w jednej wypowiedzi obraził mnie myśląc ,że
              nie jestem kobietą.Ale nawet gdybym nią nie była i wypowiadającemu mężczyźnie
              nie należy się szacunek?Bo zdanie jest odmienne??
              Cokolwiek żona zrobi, nie zrobi-źle, wsadzić do więzienia, znaleźć odpowiedni
              paragraf, poniżyć, pokrzyczeć.Człowieku Medyku-zrozum wreszcie,że ktoś również
              przeżywa indywidualnie swoje emocje. Może zbyt "teatralnie" ale Ty jesteś za to
              po części odpowiedzialny.Może usiądź wygodnie w fotelu, krześle, na podłodze,
              weź do ręki kubek gorącej kawy, herbaty, czekolady, wycisz telefon i przemyśl
              jak pomóc oswoić swoje i jej emocje, jak dotrzeć do kobiety, którą zdradziłeś i
              oszukałeś. Spróbuj na chwilę być Panią żoną....
              Amen.
              • lu_zak Re: Chore dzieci 26.02.10, 08:08
                ..bez roztrzasania winy Michszyba, jego żony, głupszej kobiety nie
                ma która karze swoje dzieci za niepowodzenia swoje i swojego męża.
                • z_mazur Re: Chore dzieci 26.02.10, 08:17
                  E tam, nie potrafisz się wczuć.

                  Przecież ona tak cierpi. Taka wrażliwa kobieta. Mijają kolejne
                  miesiące, a ona biedulka ciągle się nie może pozbierać i co z tego,
                  że dzieci cierpią kolejny miesiąc. Wszyscy muszą ją zrozumieć.

                  Ojciec chce mediacji, ale ona przecież cierpi, więc nie będzie
                  mediować.

                  Ktoś czasem przypomni, że dla dzieci kontakt z ojcem jest istotny,
                  to mu po oczach cierpieniem żony. No po prostu zero empatii, że jej
                  zrozumieć nie potrafisz.
                  • to.ja.kas Re: Chore dzieci 26.02.10, 08:30
                    Michszyb, ja Ci powiem krótko...może Ty i zdrajca podły...ale na
                    żonę to Ty sobie zupełna idiotkę i wredna babę wybrałeś.
                    Sama bym ją w cholerę rzuciła.
                    • nowel1 Re: Chore dzieci 26.02.10, 13:42
                      to.ja.kas napisała:

                      > Michszyb, ja Ci powiem krótko...może Ty i zdrajca podły...ale na
                      > żonę to Ty sobie zupełna idiotkę i wredna babę wybrałeś.
                      > Sama bym ją w cholerę rzuciła.

                      A no własnie; podpisuję się obiema ręcyma wink
                      • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:42
                        nowel1 napisała:

                        > to.ja.kas napisała:
                        >
                        > > Michszyb, ja Ci powiem krótko...może Ty i zdrajca podły...ale na
                        > > żonę to Ty sobie zupełna idiotkę i wredna babę wybrałeś.
                        > > Sama bym ją w cholerę rzuciła.
                        >

                        a ja przy całym wspieraniu Micha - tak daleko w obrzucaniu żony bym sie
                        nie posuwała..

                        może nie być ani wredna ze swej istoty
                        ani tym bardziej idiotka być nie musi
                        możliwe, ze sobie nie radzi po prostu z tą sytuacja - i nie potrafi?/nie
                        chce? znaleźć pomocy
                        > A no własnie; podpisuję się obiema ręcyma wink
                  • lu_zak Re: Chore dzieci 26.02.10, 08:31
                    jeśli w grę wchodzi dobro dzieci to fakt brak mi empatii
                  • eutherpe Re: Chore dzieci 26.02.10, 08:31
                    No to słucham-gdzie było uczucie do dzieci, kiedy szedł do łóżka drugiej
                    pani?Zaraz zaatakujecie-BO ZAKOCHANY BYŁ.Szkoda,że nie myśli się wcześniej.
                    • z_mazur Re: Chore dzieci 26.02.10, 08:37
                      Nigdy w życiu nie zdarzyło Ci się popełnić błędu?

                      Skoro już błąd został popełniony, to czy najlepsza nie jest czasem
                      minimalizacja konsekwencji tego błędu?
                      • to.ja.kas Re: Chore dzieci 26.02.10, 08:41
                        A po co Mazur...a ukarac sk...syna za to że podlec odszedł...a że
                        kosztem dzieci? Matka MA PRAWO BO TO MATKA !

                        Żałosne.
                      • maza15 Re: Chore dzieci 26.02.10, 08:45
                        z_mazur napisał:

                        > Nigdy w życiu nie zdarzyło Ci się popełnić błędu?
                        >
                        > Skoro już błąd został popełniony, to czy najlepsza nie jest czasem
                        > minimalizacja konsekwencji tego błędu?
                        >
                        Jest.I jeśli na tym skupi się Michszyb będzie OK.
                        Ale z tego co pisze można wywnioskować,że walczy na oślep.
                        Jak widać,bez rezultatu.
                    • lu_zak Re: Chore dzieci 26.02.10, 08:43
                      nie potrafisz rozgraniczyć ze żona to zupełnie inny temat niż dzieci?
                      • to.ja.kas Re: Chore dzieci 26.02.10, 08:51
                        Nie da sie rozgraniczyc...ŻONA to MATKA a MATKA to PRAWO i ONA MOŻE
                        bo to MATKA !

                        dzięki bogu jestem kobietą. Jakby mi sie kiedyś taka zona
                        trafiła...to sama bym ja zdradziła.
                        • kasiapfk Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:01
                          Ja chybatreż, KAs.
                          A tak na marginesie, j Mich, za głupotę się płaci. Za durnotę i
                          idiotyzm życiowy. (to w kontekście wypowiedzi Kas o idiotce.)
                          Ale ad rem:
                          Powinno byc tak: dziec bardzo chore: w domu. I Mich czeka aż
                          wyzdrowieją.
                          Jak dzieciaki pokasłująco, kataralno-lekko gorączkujące ale nie
                          łóżkowe, to do Micha a mamuśka ma radośc, że choć trochę odsapnie od
                          marudzących młodych i zrobi cóś dla się.
                          Nie mam pojęcia jakie jest najlepsze wyjście w tej sytuacji. No
                          bezradna jestem. Chociać mam świadomosć, że na takie ukłądy I Mich i
                          jego żona sobie pięknie zapracowali. Tylko młodych żal, bo to w
                          całkowitej niechęci rodziców zyją.
                          I dlatego jestem zwolenniczką jasnych sytuacji: najpierw rozwód
                          potem nowa dupcia/gach wink. Prościej wtedy, nieprawdaż?
                          • to.ja.kas Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:05
                            Nie. Ja mysle, że niestety albo ma sie tak podły charakter, że gra
                            sie dziecmi albo nie.
                            I gach, doopa, powód rozwodu nieważny.
                            Albo sie dziecmi pogrywa albo nie.
                            Sprawy dorosłych to sprawy dorosłych, dzieci to dzieci.
                            I niestety jak widze wiekszośc pań tego ni cholery nie jest w stanie
                            pojąć....jednocześnie wołając o dobru dzieci.
                            • lu_zak Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:14
                              to.ja.kas napisała:

                              > Nie. Ja mysle, że niestety albo ma sie tak podły charakter, że gra
                              > sie dziecmi albo nie.
                              > I gach, doopa, powód rozwodu nieważny.
                              > Albo sie dziecmi pogrywa albo nie.
                              > Sprawy dorosłych to sprawy dorosłych, dzieci to dzieci.
                              > I niestety jak widze wiekszośc pań tego ni cholery nie jest w
                              stanie
                              > pojąć....jednocześnie wołając o dobru dzieci.

                              bo wiekszosc pań nie ma pojęcia o psychice dzieci i nie wie ze
                              dzieci postrzegają rodziców jako jedność , wiec lepiej ich swiat
                              zburzyć aby tylko szanownej zony ego pozostało nienaruszone
                              • to.ja.kas Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:17
                                śmiesz twierdzić, że dobro dzieci jest ważniejsze niż EGO matki?
                                Szalona wink
                                • lu_zak Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:22
                                  kobieta ktora swiadomie krzywdzi swoje dzieci jest głupia
                              • eutherpe Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:19
                                "bo wiekszosc pań nie ma pojęcia o psychice dzieci i nie wie ze
                                dzieci postrzegają rodziców jako jedność , wiec lepiej ich swiat
                                zburzyć aby tylko szanownej zony ego pozostało nienaruszone "

                                I to żona burzy ten świat jedności?Haha.Przecież to wasz kochany Michu go
                                zburzył, bo sobie jak dobrze czytam nowy model odszukał.
                                • lu_zak Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:28
                                  jego żona sobie poradzi jest duza ,ale dzieci potrzebują ojca w
                                  jakim wieku by nie były
                                  • aneta-skarpeta Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:54
                                    lu_zak napisał:

                                    > jego żona sobie poradzi jest duza ,ale dzieci potrzebują ojca w
                                    > jakim wieku by nie były


                                    szkoda, ze tata o tym wczesniej nie pomyslał. zanim rozwalił rodzine
                                    dzieciom
                                • la.danseuse Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:27
                                  Tak, Michu zburzył ten świat. Ale to już się stało i nie odstanie. A
                                  teraz jest teraz i w zaistniałej sytuacji trzeba zrobić wszystko,
                                  żeby dzieci jak najmniej to odczuły. Wymaga to zmiany postępowania z
                                  obu stron. Żona bardziej elastyczna i zdystansowana (wiem, wiem, to
                                  boli...), mąż bardziej empatyczny i mniej roszczeniowy!
                              • aneta-skarpeta Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:43
                                > bo wiekszosc pań nie ma pojęcia o psychice dzieci i nie wie ze
                                > dzieci postrzegają rodziców jako jedność ,

                                Mich chyba tez tego nie wiesmile

                                jakby nie zdradzał zony to by łatwiej było ta jedność zapewnic

                            • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:22
                              i z tą wypowiedzią Kas zgadzam sie całkowicie;

                              bo Co ma spotykanie sie moich dzieci z ich wlasnym ojciem wspólnego z
                              faktem jego zdrady, ktorej dokonał na mnie?

                              on i dzieci - to raz
                              ja i on - to dwa...
                              to naprawde może być proste...

                              a nieustające rozważania o tym ktore mleko, kto i kiedy wylał - i
                              wracanie do tego po miesiącach.. nie wiem czemu ma słuzyć

                              także w tym wątku;
                              zdradził - juz wiemy
                              lepiej zakończyc jeden związek zanim.. itd.. - wiemy;
                              to może już - wiedząc i pamiętając o tym - zajmijmy sie tym co PRZED
                              nimi...
                              • eutherpe Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:24
                                Proponuję zakończyć ten temat.
                                • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:31
                                  ja tam uwielbiam wątki Micha i wręcz przeciwnie - wzywam do podtrzymania
                                  dyskusjismile
                              • aneta-skarpeta Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:53
                                > on i dzieci - to raz
                                > ja i on - to dwa...
                                > to naprawde może być proste...

                                moze byc jesli rozstajemy sie "jak ludzie"
                                niestety Mich rozwalił rodzine, takze dzieciom
                                zniszczył zycie zonie i dzieciom, bo był zmeczony dotychczasowym

                                niestety robiąc takie swinstwo rodzinie nie robimy go TYLKO zonie,
                                robimy je takze dzieciom. Zdradził zone i dzieci- bo stwierdził, że
                                chce miec teraz nowy dom,z nowa panią- a to co dzieci mają jest dla
                                niego bez znaczenia

                                inaczej jest jak ludzie nie potrafią sie dogadac i w koncu sie
                                rozstają. Oboje zawalili, ale przynajmniej byli wobec siebie fair,
                                wobec dzieci takze- po prostu sie nie udało. wtedy łatwo
                                współpracować po rozwodzie i dzieci naprawdę mogą ccałkiem dobrze to
                                zniesc

                                niestety prawda jest taka, ze robiąc krzywde matce, robi poniekąd
                                krzywde dzieciom ( uczucia matki oddciałowują na dzieci) dla żony
                                zdrada ( romans) jest strasznym ciosem. Pamietajmy takze, że nie
                                wiemy jakim mężem był MIch

                                moze jakby jego zona tu przyszła to by napisała ksiązke o tym jak on
                                nie chciał jej zrozumiec, wspierac, jak jej było xle, jaka czuła sie
                                samotna w związku

                                łatwo osadzac tego, który nie może sie bronic

                                • eutherpe Re: Chore dzieci 26.02.10, 10:02
                                  I dziw bierze, kiedy niektóre panie piszą peany na cześć naszego bożka
                                  forumowego, który swoim problemem zapełnił umysły tak szerokiego spektrum odbiorców.
                                  • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 10:14
                                    eutherpe napisała:

                                    > I dziw bierze, kiedy niektóre panie piszą peany na cześć naszego bożka
                                    > forumowego, który swoim problemem zapełnił umysły tak szerokiego
                                    spektrum odbio
                                    > rców.

                                    a mogłabys zacytować jakis pean?
                                    chętnie poczytam...
                                    oczywiście NA CZEŚĆ Twojego bożka forumowego (domniemywam, ze Micha?)

                                    pisze - Twojego - bo moim bożkiem jest

                                    proponuję żebyś sięgneła do jakiejś literatury i poczytała o tym czym
                                    sie różni ocenianie kogoś od oceniania czyjegoś zachowania...

                                    róznica może sie wydawać subtelna - ale ejst zasadniczna
                                • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 10:09
                                  No i właśnie -
                                  mój ex rozwalił rodzinę mnie i moim dzieciom

                                  więc wiem co mówię;

                                  i krzywda jaka ex wyrządził MNIE - to MOja krzywda

                                  dzieci do tego nie mieszam

                                  to naprawdę tak trudno pojąć????
                                  że dzieci nie są mną - a ja nimi

                                  że MOJE uczucia i emocje - są MOJE?
                                  i ja nie infekuję nimi moich dzieci??

                                  ze względu na nie!
                                  na ich dobro...

                                  docelowo także dla swojego dobra działam : dobry kontakt dzieci z ojcem
                                  załatwia wiele spraw z obszaru problemów emocjonalnych/psychicznych
                                  dzieci - w przyszlości
                                  a na bieżąco - mam czas dla siebiesmile

                                  ale ja nigdy nie miałam parcia do umartwiania sie - w celu udowdnienia
                                  komus czegoś...
                                  odwetowe dzialania tez są mi obce..

                                  faktem jednak jest - że tak mam w ogóle; więc i wobec ex działam tak jak
                                  działam zazwyczaj..smile

                                  mozna jednak inaczej...
                                  i rozumiem, ze niektore z nas nie potrafią sie wzbic ponad wlasne
                                  bolesne dusze...

                                  i niestety najczęsciej to naprawde jest : nie potrafią;
                                  nie mylić z : nie chcą..
                                  • eutherpe Re: Chore dzieci 26.02.10, 10:15
                                    No widzisz SBELATKO-Ty jesteś taka a żona Michasia inna. Każdy z nas ma różny
                                    próg wytrzymałości bólowej,radzenia sobie w problemami, nagromadzonymi emocjami.
                                    Chroni swoje dzieci jak lwica, bo już coś utraciła. Aż tak trudno Ją
                                    zrozumieć?Kobiecie?Matce?Zonie kopniętej w tyłek, bo nie sprostała oczekiwaniom
                                    Pana?Nie znamy jej strony, nie znamy jej motywów, nie znamy w końcu jej własnego
                                    rozgoryczenia.Na Boga-to są jeszcze malutkie dzieci.Chcą równoczesnie i ojca i
                                    matki-niech przychodzi do nich, spędza z nimi czas, stara się nawiązać nową
                                    relację z żoną. Wszak to wszystko jest świeże. Przecież od tego człowieka boje
                                    narcyzmem i egoizmem?>Nikt nie wyczywa?JA JA JA.
                                    • lu_zak Re: Chore dzieci 26.02.10, 10:22
                                      ukamienujcie michszyba jego żonie postawcie pomnik i bedzie good
                                    • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 10:23
                                      idealogicznie i poglądowo jest mi do Ciebie niebywale daleko EutH - i
                                      sądze, ze pzrekonywanie Cie do moich poglądów jest bezcelowe..

                                      Ty mnie do swoich nie przekonasz też

                                      i taie nasze prawo -zeby zostać pzry swoich pzrekonaniach

                                      ja uważam, ze trzeba sie wzbic nad wlasne bolesności duszy - dla dobra
                                      dzieci
                                      Ty sie skupiasz nad bolesnością duszy michowej zony - i tym
                                      usprawiedliwiasz jej postepwanie

                                      co oznacza ( z logicznego punktu widzenia) to, ze TRZEBA jej
                                      postępowanie usprawiedliwiać...

                                      i w sprawie języka - bardzo nie podoba mi sie okreslenie "żonie
                                      kopniętej w tyłek"; rozumiem, ze to metafora ... ale jakaś niesmaczna mi
                                      sie wydaje
                                    • aneta-skarpeta Re: Chore dzieci 26.02.10, 10:25
                                      dodatkowo, z tego co Mich pisał to zona go elegancko pod patoflem
                                      trzymała, wiec chyba sie spodziewał ze lekko nie bedzie?

                                      czy jej zachowanie jest dla niego zaskoczeniem?
                                      • eutherpe Re: Chore dzieci 26.02.10, 10:35
                                        Tak daleko nam światopoglądowo Sbelatko ale też nie będę analizowała zachowań
                                        Misia ani jego zony, mając własne problemy i życie.Ale staram się przynajmniej
                                        zrozumieć jej zachowanie i reakcje na wydarzenia, które spadły dosyć
                                        nieoczekiwanie ale już wiedziała o jego podwójnym życiu. I nijak nie potrafię
                                        wyrobić współczucia dla Pana.Razi Cię kopnięcie w tyłek?EJ.Wszak gorzej można
                                        nazwać jej eksmisję z jego życia?Nieprawdaż?
                                        • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 10:40
                                          eutherpe napisała:

                                          > Razi Cię kopnięcie w tyłek?

                                          Tak, razi mnie.
                                          Żona Micha została zdradzona i porzucona.
                                          Kropka.
                                          • eutherpe Re: Chore dzieci 26.02.10, 11:15
                                            Na jedno wychodzi Sbelatko. Chyba ,że wolisz-rażona piorunem?Dostała obuchem w
                                            głowę?Podobne uczucie ale chyba wiesz jak to jest, prawda?
                                            • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 13:01
                                              eutherpe napisała:

                                              > Na jedno wychodzi Sbelatko. Chyba ,że wolisz-rażona piorunem?Dostała
                                              obuchem w
                                              > głowę?Podobne uczucie ale chyba wiesz jak to jest, prawda?


                                              nie
                                              moim zdaniem pewne określenia i zachowania są nacechowane szczególnie
                                              dużą dawką np.lekceważenia człowieka do ktorego sa kierowane

                                              uważam za takie np.uderzanie w twarz
                                              kopanie w tyłek

                                              oczywiście kogoś może nie czuć różnicy między
                                              "być kopniętym w tyłek" i "być rażonym piorunem"
                                              ja czuję

                                              i jesli pytasz mnie - o moje emcoje i uczucia to odpowiadam
                                              Nie, nie poczułam sie kopnięta w tyłek przez mojego exa
                                              ale poczułam sie ogłuszona

                                              kopnieta w tyłek nie poczułam sie z tego powodu, ze jego zakochanie sie
                                              nie bylo wymierzone przeciwko mnie czy dzieciom
                                              się zakochał

                                              nie zrobił tego PO TO żeby mnie zgnoić, zrobić mi na złośc, udowodnić
                                              czy co tam

                                              ale tak, poczułam sie ogłuszona
                                        • michszyb Re: Chore dzieci 26.02.10, 13:25
                                          To trochę zaczyna być dziwne. Nazywasz mnie bożkiem, idolem, Misiem i
                                          jednocześnie skaczesz mi do gardła.
                                          Może chcesz jakies moje fajne zdjęcie z gołym torsem i autografem.

                                          Kogo ja ci przypominam?
                                          • eutherpe Re: Chore dzieci 26.02.10, 13:29
                                            Inteligentny jesteś, wszak ponoć skończyłeś medycynę więc sam sobie odpowiedz.
                                            • michszyb Re: Chore dzieci 26.02.10, 13:39
                                              Tatuś co nie był monogamiczny i mamusia płakała?
                                              Wujek co sadzał na kolankach i mocno przytulał drapiąc wąsami?
                                              Chłopak co mówił że kocha, zerwał wianek i zostawił?
                                              Mąż co nie mógł wytrzymać i schamiał żeby nie zwariować?

                                              No nie wiem.
                              • nangaparbat3 Re: Chore dzieci 26.02.10, 14:16
                                sbelatka napisała:

                                > i z tą wypowiedzią Kas zgadzam sie całkowicie;
                                >
                                > bo Co ma spotykanie sie moich dzieci z ich wlasnym ojciem wspólnego z
                                > faktem jego zdrady, ktorej dokonał na mnie?
                                >
                                > on i dzieci - to raz
                                > ja i on - to dwa...
                                > to naprawde może być proste...
                                >
                                Nieprawda.
                                Jeśli się zdradza/porzuca matkę swoich dzieci, to w jakiś sposób zdradza
                                się/porzuca i te dzieci. No niestety to jest handel wiazany, na bardzo
                                podstawowym, może wręcz genetycznym poziomie.
                                Dawniej samotna kobieta z dziećmi była na samym dnie ówczesnych społeczeństw.
                                Dzieci miały dużą szansę nie przeżyć (czy raczej: miały jeszcze o wiele mniejsze
                                szanse na przeżycie) czy zostać niewolnikami, jeśli ich matka nie miała męskiego
                                "opiekuna", który by też opiekował się jej dziećmi.
                                Tak było przez jakieś co najmniej 3 tysiące lat, pewnie dłużej, to jedna z
                                rozkoszy partiarchatu. Tak już nie jest - ale przez te tysiace lat zdążyło nam
                                się zakodować, że tak może być.
                                Porzucenie żony w taki sposób, by nie wpadła w panikę, by wierzyła w dobre
                                intencje ojca jej dzieci wobec tych dzieci, by ufała, ze mu się za chwilę nie
                                odmieni, etc, to wielka sztuka. I oczywiście wiele zależy od kobiety - jej
                                poczucia własnej wartości, kompetencji, po prostu charakteru nawet. Oraz od
                                tego, na ile sprawdzał się pan ZANIM porzucił.
                                I nie oszukujmy się - w momencie kiedy ktoś decyduje się na rozwód, wyprowadza
                                się z domu, rozwala rodzinę - to ją rozwala. I żadne artefakty w stylu opieki
                                naprzemiennej tego nie zmienią. Już nie będzie wspólnego domu i obojga rodziców
                                na co dzien, obojga rodziców jako stałych, oczywistych, niezmiennych, pewnych
                                elementów codzienności, którym nie poświęca się wcale jakiejś szczególnej uwagi,
                                którzy po prostu są - a tak chyba powinno być.

                                To automatyzm myśl że porzucenie matki odczytuje ona jako porzucenie i dzieci i
                                najzupełniej realne zagrożenie ich bytu. Może nawet nie mieć takich mysli, ale
                                emocje takim własnie myślom odpowiadają, i nie ma się co dziwić. Trzeba się
                                zdrowo napracować, nastarać, by upewnić i dzieci, i ich matkę (a jeśli dzieci są
                                malutkie, jak u Micha, to niestety najpierw matkę) że porzucenie jest "tylko
                                częściowe".
                                • michszyb Re: Chore dzieci 26.02.10, 14:48
                                  Twój tok rozumowania wiele wyjaśnia i mógłby być odpowiedzią na to skąd w tej
                                  chwili ten konflikt.
                                  Piszesz wiec że facet odchodząc od matki porzuca jakby z automatu też dzieci. I
                                  to jest naturalna tego odejścia konsekwencja. I to jest akceptowalne i
                                  zrozumiałe. Ale co zrobić gdy facet odchodzi i porzuca, ale nadal chce się
                                  kontaktować z dziećmi. Co tam kontaktować, chce mieć realny wpływ na ich
                                  wychowanie. To burzy ten wygodny i zrozumiały schemat. Wprowadza dodatkowy zamęt
                                  w i tak już skomplikowana i trudną sytuację. I to nie powinno dziwić że takie
                                  niejednoznaczne i egoistyczne podejście faceta musi budzić negatywne emocje
                                  kobiety. I temu powinniśmy się głośno przeciwstawić. Czarne powinno być czarne a
                                  nie jakieś szare. Jak facet odchodzi to porzuca dzieci. A wszelkie próby
                                  relatywizowania tej sytuacji są zbędne i niebezpieczne. Mogą one doprowadzić do
                                  takiego zagmatwania ze może nie być jasnym czy czarne jest czarne i gdzie jest
                                  białe i dlaczego jest szare. Stąd zrozumiałe reakcje wielu kobiet, które
                                  przeciwstawiają się jak tylko mogą negatywnym skutkom porzucania częściowego i
                                  starają się aby porzucenie stało się porzuceniem całkowitym i możliwie
                                  stabilnym. Niepokojem jednakże napawa fakt, że ostatnimi czasy składy orzekające
                                  sadów rodzinnych niesprawiedliwie traktują kobiety zaangażowane zupełnie
                                  przecież mimochodem i w proceder porzucenia i rozpadu rodziny, sankcjonując stan
                                  porzucenia jako częściowy. Pozostaje jednak liczyć na to ze tendencja ta jest
                                  przejściowa i zgniłe i imperialistyczne zapisy oopiece naprzemiennej nigdy nie
                                  zawitają do naszego ustawodawstwa.
                                  • nangaparbat3 Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:44
                                    W ogole nie zrozumiałeś co napisalam, a i ja nie rozumiem co w Twopim poscie
                                    jest Twoimi wlasnymi przemyśleniami, a co interpretacja moich.
                                    I jeszcze jedno: kazdy, kto sie wyprowadza od kogos bliskiego, w jakis sposób go
                                    porzuca. W kazdym razie porzuca relacje na dotychczasowych zasadach. Proste?
                                • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:24
                                  nangaparbat3 napisała:

                                  > > Dawniej samotna kobieta z dziećmi była na samym dnie ówczesnych
                                  społeczeństw.
                                  > Dzieci miały dużą szansę nie przeżyć (czy raczej: miały jeszcze o
                                  wiele mniejsz
                                  > e
                                  > szanse na przeżycie) czy zostać niewolnikami, jeśli ich matka nie
                                  miała męskieg
                                  > o
                                  > "opiekuna", który by też opiekował się jej dziećmi.
                                  > Tak było przez jakieś co najmniej 3 tysiące lat, pewnie dłużej, to
                                  jedna z
                                  > rozkoszy partiarchatu.

                                  nanga, nie chcę zbyt polemicznie - bo nie mam peweności jaki mam
                                  stosunek do tego co napisałaś; musiałabym to bardzo porządnie
                                  przemyśleć.. a nie mam mocy terasmile

                                  ale argument o 3 tysiącach lat letko mi się wydaje chybiony...

                                  bo przez te 3 tysiące lat - jako kobiety nie miałysmy prawa glosu,
                                  samodecydowania, noszenia biustonoszy i te de...

                                  wszelkie argumnety zwolenników utzrymania "owego" stanu rzeczy w postaci
                                  dyskryminacji kobiet toredujemy z wielkim hukiem
                                  więc... konsekwentnie nie powołujmy sie nań w żadnych innych
                                  okolicznościach

                                  a poza wszystkim innym to chyba wiesz, ze niektorych osób (kobiety i
                                  mężczyzn) nie przekona NIC...
                                  z powodu ich osobistych granic, blokad i tego wszytskiego co ogranicza
                                  zdolnośc od patrzenia z dystnasu na to co dzieje sie w ich życiu..

                                  z jednej strony to INNI robią coś za lub przeciw człowiekowi
                                  ale z drugiej - NIKT nie jest w stanie ZAMIAST nas samych zadbać o
                                  spokój wewnętrzny...
                                  i - w gruncie rzeczy - nikt nie a takiego obowiązku...
                                  • nangaparbat3 Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:41
                                    Alez ja nie mam najmniejszego zamiaru powracania do "tamtego" stanu rzeczy -
                                    mowie tylko, ze "tamten stan rzeczy" uksztaltowal w nas mechanizmy, ktore teraz
                                    wciaz dzialają, choc nie są niezbedne. Nie są często racjonalnie uzasadnione -
                                    ale na poziomie emocji bardzo silnie sie odzywają. Wiec tez dobrze by bylo brac
                                    je pod uwagę i nie miec pretensji do porzucanej zony, ze czuje co czuje - a
                                    często czuje rozpacz, i strach, który przechodzi we wscieklosc na odchodzącego,
                                    oczywiscie, ale nie moze byc inaczej.
                                    A co do relacji miedzy rodzicami malutkich dzieci to owszem, uwazam ze maja
                                    obowiązek na tyle, na ile to mozliwe, dbac wzajemnie o swoj wewnętrzny spokoj.
                                    Przynajmniej w takim zakresie w jakim jest to mozliwe dzieki zwyklemu
                                    przyzwoitemu zachowaniu sie na co dzień.
                                    • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:52
                                      zasadniczo sie z Toba zgadzam
                                      jednak z uwzględnieniem "na ile to jest mozliwe"..
                                      • nangaparbat3 Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:56
                                        sbelatka napisała:

                                        > zasadniczo sie z Toba zgadzam
                                        > jednak z uwzględnieniem "na ile to jest mozliwe"..
                                        >

                                        Taż wiem smile))
                                        • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 16:01
                                          nangaparbat3 napisała:

                                          > sbelatka napisała:
                                          >
                                          > > zasadniczo sie z Toba zgadzam
                                          > > jednak z uwzględnieniem "na ile to jest mozliwe"..
                                          > >
                                          >
                                          > Taż wiem smile))

                                          Taż wiem, ze TY wiesz..smile
                                          • nangaparbat3 Re: Chore dzieci 26.02.10, 16:08
                                            Napiłabym sie wina na tarasie... Albo chociaż kawy wink
                                            • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 16:19
                                              smile
    • karolina33331 Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:01
      Ja też mam takie dylematy. Mam dwie córki chore na astmę, 2 latkę i
      13 latkę i wierzcie mi kiedy mają zaostrzenia,słucham mojej lekarki,
      ona wystawia stosowne zaświadczenia i nie pozwalam na wyjzdy do
      tatusia. tatus też uważa, mnie za przewrażliwioną idiotkę (bo on top
      manager na stanowisku) i uważa, ze moja troska o zdrowie dzieci to
      fanaberie. Michszyb ty się lecz z zacietrzewienia, bo uważam, że tak
      naprawdę to zalezy ci na jednym:dowalić żonie tak, zeby wyszło na
      Twoje.
      • eutherpe Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:13
        Ale gdzie jest w tym momencie dobro dzieci?Może dobro tatusia?Bo On chce akurat
        je widzieć kiedy są chore.I w ogóle jakoś nagle to "chciejstwo" przyszło kiedy
        rozstał się z żoną. Ale zaraz mnie zacznie wyzywać od kretynek.(Przecież ta żona
        to zołza jedna a On biedny....). Ludzie!Ludzie!Ludzie!Facet-złożyłeś juz ten
        pozew?Bo jak na razie walczysz i w sumie nie wiadomo o co Ci chodzi.
        • sonia_30 Re: Chore dzieci 26.02.10, 13:32
          A może one też chcą widzieć tatusia jak są chore, hmm? Skąd wniosek
          że chciejstwo przyszło nagle? Do niedawna dzieci miał na co dzień i
          z tego co pisał miał chyba niezły kontakt...teraz też chciałby być
          jak najczęściej? Źle?
          Od złożenia pozwu do ostatecznych rozstrzygnięć trochę czasu minie..
          Ma w tym czasie nie mieć kontaktów z dziećmi? Czekać na lepszy
          moment ich mamy? Co ma zrobić Eutherpe?
          • eutherpe Re: Chore dzieci 26.02.10, 13:39
            A próbował porozmawiać z żoną sam na sam?Bez mediatorów, babci, dzieci?Zaprosić
            na kawę?Przecież nawet wrogowie kiedyś mogą podać sobie dłoń.
            • michszyb Re: Chore dzieci 26.02.10, 14:30
              Wczoraj próbowałem rozmawiać o wakacjach bo to już czas żeby rezerwować.
              Znalazłem takie fajne miejsce. Agroturystyka. Aktywnosci dla dzieci, dogladanie
              zwierztek z gospodarzem, dojenie krówki, plac zabaw, jeziorko, ognisko i inne.
              Wiec pytam czy ma jakieś plany, bo trzeba się określić.
              No więc plany są takie że dzieci nigdzie z tą k....ą nie pojadą.
              Koniec rozmowy.
              • ekscytujacemaleliterki Re: Chore dzieci 26.02.10, 14:40
                21 wiek a mentalność średniowiecza.
                Chłop zdradził, poszedł do innej, nie chce widywac dzieci, nie
                płaci - gnój.
                Chłop zdradził, poszedł do innej, chce widywać dzieci, płaci też
                gnój!

                Własne żale biorą górę nad zdrowym rozsądkiem, nad dobrem własnych
                dzieci.

                Ciekawe, jakby tak dajmy na to, za 20 lat zapytać dzieci Michszyba
                czy z ich punktu widzenia lepiej mieć tatę, choćby naprzemiennie czy
                lepiej w ogóle nie mieć taty, to co by odpowiedziały?

                Michszyb,
                Twoj żona NIE MA racji. Nie postępuje tak jak powinna! Zgadza się!
                Ale doradzę Ci tak :
                dopóki nie ochłonie, dopóki Twoja zdrada będzie w niej tak żywa nie
                świeć jej nową partnerką przed oczami.
                Wiem, masz pełne prawo dziś być z kim chcesz ale zrób to dla
                własnych dzieci.
                Czasem jest tak, że trzeba dla większego dobra pójśc na kompromis
                nawet jeśli sie tego nie chce.
                • tylko.tata Re: Chore dzieci 26.02.10, 17:38
                  ekscytujacemaleliterki napisała:

                  > 21 wiek a mentalność średniowiecza.
                  > Chłop zdradził, poszedł do innej, nie chce widywac dzieci, nie
                  > płaci - gnój.
                  > Chłop zdradził, poszedł do innej, chce widywać dzieci, płaci też
                  > gnój!
                  >
                  > Własne żale biorą górę nad zdrowym rozsądkiem, nad dobrem własnych
                  > dzieci.
                  >
                  I oby więcej takiego nastawienia. Może pomoże to przejrzeć na oczy nie którym
                  osobom. Życzę tego przede wszystkim mojej ukochanej żonie jak i innym Paniom i
                  Panom. Nie traktujmy własnych dzieci jak zabawki czy karty przetargowe. Tyczy
                  się to tak samo rozgoryczonych Pań jak i Panów.
              • ulkar Re: Chore dzieci 26.02.10, 14:50
                Wcale się żonie nie dziwię, biorąc pod uwagę cały przebieg zdarzeń.
                Więc jeśli chcesz być z dziećmi w tym gospodarstwie to dla dobra
                dzieci pojedź z nimi sam. Nowa pani nie jest tam chyba przynajmniej
                na razie potrzebna. Przecież przez pare dni, tydzień poradzisz sobie
                z dzieciakami sam.
                • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:14
                  pomijając dziwienie się i/lub nie zony - ja też uważam, że (nawet jesli
                  już mieszkacie razem i dzieci sie kolegują z next) spędzenie kilka dni
                  tylko z dziecmi może być ze wszech miar dobrym doświadczeniem..

                  bo jednak domniemywam, ze w jakiś spsoób obecnośc nowej kobiety wpływa
                  na to JAK reagujesz na zachowania dzieci...

                  to jest oczywista oczywistośc...

                  poświęć czas tylko imsmile

                  pzry okazji żona nie będzie się czuła "pobudzona" do walki..

                  widzę same korzyści
              • aneta-skarpeta Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:38
                powinienes sam pojechac z dziecmi!

                za wczesnie na zabieranie dzieci z kochanką, na Boga!
                powinieneś powiedziec

                pojade sam z chłopakami na tydzien, 2 na wczasy- mozesz byc pewna,
                ze bedziemy sami, nikt do mnie nie przyjedzie ( w sensie kochanicy)

                to jest czas tylko dla mnie i dzieci

                nie masz nawet minimalnego wyczucia wobec swojej ex żony

                sad
                • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:57
                  aneta-skarpeta napisała:

                  mozesz byc pewna,
                  > ze bedziemy sami, nikt do mnie nie przyjedzie ( w sensie kochanicy)
                  >


                  sugeruję wyważone posługiwanie się słowem
                  "kochanica" jest bardzo nie na miejscu..
                  bo może to ejst konkubina? hę?

                  ile z nas tutaj jest/było/ będzie konkubinami?

                  roziemiem, ze podniesie sie larum - ale on sie nie rozwiódł...

                  skoro sie zdecydowal odejśc i odszedł - to tak JAKBY sie rozwiódł
                  • bramstenga Re: Chore dzieci 26.02.10, 16:17
                    > bo może to ejst konkubina? hę?

                    Konkubina to będzie po ewentualnie rozwodzie.
                    ~bramstenga
                    • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 16:20
                      bramstenga napisała:

                      > > bo może to ejst konkubina? hę?
                      >
                      > Konkubina to będzie po ewentualnie rozwodzie.
                      > ~bramstenga

                      konwenanse i stereotypy
                      • bramstenga Re: Chore dzieci 27.02.10, 07:29
                        > konwenanse i stereotypy

                        Jaaasne, co tam się przejmować jakimś ciemnogrodzkim małżeństwem... ~bramstenga
                  • aneta-skarpeta Re: Chore dzieci 01.03.10, 13:32
                    ale sie jeszcze nie rozwiodl wiec to nie konkubina, tylko kochanica

                    mozna tez powiedziec kochanka
              • la.danseuse Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:44
                To pojedź z nimi sam... Czy dla ciebie koniecznym warunkiem
                spędzenia wakacji z dziećmi jest obecność Twojej nowej kobiety? A
                jeśli żona się nie zgodzi, to zrezygnujesz z wyjazdu z dziećmi? Nie
                sądzisz, że w ten sposób sam pozbawiasz się kontaktu z nimi? Nie
                masz wyboru pomiędzy jechać z dziećmi i nową panią albo wcale.
                Możesz jechać z nimi sam. Albo wcale...Co jest lepsze dla twoich
                dzieci (nie dla ciebie, nie dla twojej nowej pani i nie dla matki
                dzieci, tylko właśnie dla nich!) - jechac z tobą na wakacje czy zeby
                spędziły je z dala od ciebie?
                Żeby nie było, moja córka od początku spotykała się z nową partnerką
                exa, a po jakimś czasie nawet ja się z nią zaprzyjaźniłam. I ta
                przyjaźń trwa do dziś, mimo że ex nie jest już z nią. Ale fakt, nie
                zostałam porzucona, byłam natomiast zdradzana. Decyzja o rozstaniu
                była wspólna.
              • chalsia Re: Chore dzieci 27.02.10, 01:04
                michszyb napisał:

                > Wczoraj próbowałem rozmawiać o wakacjach bo to już czas żeby rezerwować.
                > Znalazłem takie fajne miejsce. Agroturystyka. Aktywnosci dla dzieci, dogladanie
                > zwierztek z gospodarzem, dojenie krówki, plac zabaw, jeziorko, ognisko i inne.
                > Wiec pytam czy ma jakieś plany, bo trzeba się określić.
                > No więc plany są takie że dzieci nigdzie z tą k....ą nie pojadą.
                > Koniec rozmowy.

                proste pytanie o priorytety AKTUALNE - na czym Ci bardziej zależy?
                Na tym, by pojechac z dziecmi na wakacje czy na tym by pojechac na wakacje z nexią?
                Bo jesli to pierwsze - to chyba prosta sprawa do przedyskutowania z obiema
                "Twoimi paniami".
      • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:26
        Karolina; Ty masz chore dzieci na astmę, a Twoj ex to magister

        dzieci Micha są zdrowe (w sensie chorób przewlekłych) a on to doktores

        to może jednak nie bardzo widać analogię??
      • michszyb Re: Chore dzieci 26.02.10, 13:27
        Zaostrzenie astmy to dużo bardziej poważne schorzenie niż kaszelek. Ale
        odpowiednio leczone nie wymaga więzienia w czterech ścianach przez cały okres
        kuracji.
    • eutherpe Re: Chore dzieci 26.02.10, 09:29
      Słucham więc-dobro dzieci to odwiedzanie ich zatem w ich własnym domu(tak się
      zastanawiam jak On też właściwie zachowuje się podczas wizyty u dzieci:jest
      miły?uśmiechnięty?usiłuje rozmawiać z żoną? czy też"burczy?ma skwaszoną
      miną?reaguje złością?-to drogie panie tez bardzi istotne odnośnie obecnych
      reakcji jego żony ale może się mylę)czy też powinien zabierać małe dzieci do
      swojego domku gdzie czeka na nich zawsze uśmiechnęta, radosna"gospodarna i
      łaknąca towarzystwa dzieci, nowa "mamusia"?
      Może usiedliby na kawie razem z żoną, kiedy choć troszkę opadną emocje( nie
      sądzę ,że tak prędko po zdradzie) i spróbują sobie na uwolnienie ich?Nie
      wierzę!!!!!!w okropieństwo żony Pana Lekarza.
      • michszyb Dzieci wyleczone 26.02.10, 13:32
        Dzieci były tak ciężko chore że następnego dnia gdy przyjechałem je nielegalnie
        jak stwierdziła żona odwiedzić to ich nie zastałem bo były na spacerku u
        sąsiadki z mamą.
        Nie muszę dodawać że krew mnie zalała i było nieprzyjemnie.

        A w odpowiedzi na twoje pytanie. Zazwyczaj staramy sie schodzić sobie z drogi.
        Czasem niestety robi się nieprzyjemnie i wtedy niestety dzieci maja kolejne
        przedstawienie. Min nie robię, nie mówie nic złego dzieciom na ich natke jak
        kąrze im coś zrobić to nie podwazam jej autorytetu
        • eutherpe Re: Dzieci wyleczone 26.02.10, 13:35
          A próbowałeś porozmawiać z Nią sam na sam>?zaprosiłeś na kawę?Może warto pokazać
          się od strony dojrzałego mężczyzny a nie pieniacza i "domagacza".
        • kasper254 Re: Dzieci wyleczone 27.02.10, 15:33
          Wydaje się, Michszyb, jakbyś nic nie rozumiał, jakbyś kreował jakąś
          wirtualną rzeczywistość.
          Nie wiem, co robiłeś na studiach, ale też nie zamierzam Cię obrażać.
          Co do zawodów, czasem nazywanych genetycznymi, salonowymi, mam takie
          oto zdanie, iż deprawują człowieka na tyle, że staje się tylko homo
          eoconomicus. Czasem to się ma także do tych starych zgredów, którzy
          w młodości nie byli socjalistami. Nie uczono Cię z przysięgi
          Hipokratesa o zasadach etycznych? Nie czytałeś swojego kodeksu
          etycznego? No, a przysięga małżeńska?
          Zdeptałeś wszystkie wartości, jakie wiążą się z domem
          rodzinnym,ukradłeś bezpieczeństwo własnych dzieci, a teraz, jak
          złodziej,wracasz na miejsce przestępstwa ijeszcze chcesz dyktować
          warunki. Na drobiazgach budujesz dowodzenie, wątłe i kruche - pewnie
          jak Twoja subiektwna "etyka".
          W sferze prawnej ETPC i nasz SN niejednokrotnie wskazywał, iż nie
          może powoływać się na zasady moralne ten, kto sam ich nie
          przestrzega. Oczywiście, sentencja ta jest stara, jak świat;
          spotykamy ją w konfucjaniżmie, hinduizmie, w judaiżmie. To jak Ty
          robiłeś medycynę, że tego nie znasz? Uczyłeś się oddzielać ciało - i
          wracam do początku - wirtualne?
          Gdyby moja żona odeszła, nie umiałbym żyć ze świadomością, że moja
          cudowna, ukochana córeczka, jest z innym facetem ("ojcem")na
          wczasach. Gdyby była dorosła - to co innego.
          • sbelatka Re: Dzieci wyleczone 27.02.10, 17:20
            no właśnie Kasper TY nie umiałbyś żyć ze śwaidomością, ze Twoja cudowna
            coreczka i tak dalej...

            ale Twoja córka - to NIE TY

            i kochając kogoś- czasem trzeba zrezygnować ze "swojego"

            a ten konkretny Mich - jest tylko przyczynkiem do dyskusji - co i z
            jakiego powodu robimy i/lub nie...

            TY Kasper - czego być może nawet nie dostrzegasz - myślisz TYLKO i
            wyłącznie o SOBIE
            o tym czego TY nie mozesz znieśc...
            • kasper254 Re: Dzieci wyleczone 27.02.10, 20:54
              Sbelatko - jesteś narowista, dynamiczna, jak 20. Oby zostało Ci to
              na całe życie - ten behawioralizm...ale obok tego i coś innego by
              się przydało. To tak trochę żartem, bo widzę, że porządne z Ciebie
              dziewczę. Chcesz dobrze. Gorzej, jakbyś chciała żle, a i tak by nie
              wychodziło.
              Przedstawiając siebie - spróbowałem wejść w świat żony naszego
              bohatera; jej splątanych myśli, gwałtownych emocji, sytuacji
              rozbitka na krze.
              Legitymizując działania Mich utwierdzasz coś, co on zwie zasadami i
              wartościami moralnymi, przy czym one tym nie są.Być lekarzem - to
              przecież brzmi dumnie. Gdy Mich wszystko pojmie, gdy przeszłość
              ujmie w karby serca, a nie tylko "szkiełka i oka", pewnie gorzko
              zapłacze. Ciekawy jestem, co z tym zrobi?
              Nie znasz mnie, a tak kategorycznie mówisz, że myślę tylko o sobie.
              • sbelatka Re: Dzieci wyleczone 27.02.10, 21:34
                reaguję li i jedynie na Towją wypowiex;
                i to - co tu kryć - na jakis jej fragment..

                o moich poglądach pisałm nie raz a ze sto więc peweni wiesz o co sie tu
                kopie z ludem
                NIE o to, ze ludzie maja prawo ranić innych, zdradzać i te de
                ale o to, ze ...
                i tu mogłabym długo
                ale mam wrażenie, ze to glos wołającego na puszczy...

                a meritum jest proste dla mnie-
                dla dzieci Micha JUZ teraz nie jest ważne co zrobił i jak odszedł od ich
                matki
                jesli Mich nie ejst jednostka psychopatyczna - to kontakt z nim jest jak
                najbardziej dla dzieci wskazany
                NAWET jesli ich matke potraktowal podle..

                moj ex tez mnie potraktowal podle - bo se poszedl do oblubienicy
                ale z moich ust dzieci tego nie sułyszały, nie słysza i NIE usłyszą!

                sprawy moje z exem - nie są dla dzieci

                a ex nie jest żadnym popaprańcem - wiec ma do dzieci dokładnie takie
                samo prawo jak i ja

                moj ex nie walczy ze mna - bo piłka sie nie odbija od ściany z gąbki...
                to opór rodzi opór...

                co prawda ja jako mądra baba wiem, ze opór trzeba obejśc - a nie pruć
                go..
                Ale mIch nie jest mądrą babą..

                i raczej uważam, ze łatwiej byłoby go przekonac do czegoś w drodze
                perswazji przyjaznej - niz gnojenia go ciagle i ciągle i ciągle..

                to wynika z mojej znajomości ludzi

                a czy Mich kest doktoresem czy urzednikiem - nie ma większego znaczenia;
                w szeregach jednych i drugich są zarówno ludzie jak i gady, bystrzaki i
                miernoty..

                a to jak sie czuje żona Micha - wiem zapewne lepiej od Ciebie..
                choc pewnie az tak podle sie nie czulam - bo jednak jestem o kilka lat
                mądrzejsza i nie bylam w ciązy..

                mozliwe ze to to jak zareagujesz w jakiejś sytuacji to kwestia
                dojrzalości, siły wewnętrznej, wsparcia - splotu wszytskiego..

                jej mlodośc, ciąża ite de - moga być okolicznością łagodzącą w sprawie z
                synami..
                ale nie sprawią, ze przestanie być "winna" utrudniania kontaktow..

                przy czym jak zwykle zakładam, ze moge sie mylić najbardziej na świecie
                i że Mich wpuścił mnie w maliny ...

                ale raczej ufam ludziom, nooo.. tak mam....
                i nie mam zamiaru tego zmieniać
    • la.danseuse Re: Chore dzieci 26.02.10, 13:00
      Jestem po jednym rozwodzie, w trakcie drugiego. Dzieci z obydwu
      związków. Dobre kontakty dzieci z ojcami udało się zachować przy
      naprawdę niewielkim wkładzie dobrej woli z obu stron, pod warunkiem,
      że dobro dzieci obie strony stawiają na pierwszym miejscu i
      oddzielają je od całej reszty okołorozwodowego zamieszania, co
      zresztą jest dla mnie oczywiste. I tak sobie myślę, co bym zrobiła w
      sytuacji żony Michszyba. Otóż prosta piłka: dzieci chore - tata
      odwiedza je w moim domu - a ja, jeśli nie mam ochoty kolegować się z
      byłym, wychodzę, odwiedzam znajomych, idę do kina czy na zakupy!
      • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 13:11
        mądrze gadasz
        pod warunkiem wszakże, ze dzieci są faktycznie chore
        i że nie ma w tym układzie ciagnącej sie zabawy w "nie-dam-dzieci"..

        gadasz po prostu jak babka, ktora zauważa subtelną granicę między soba i
        dziećmi

        i ja rozumiem co piszesz - bo w trakcie urodzin dzieciątek przy jednym
        stole spotykamy sie z exem i wszystkimi babciami i sobie konwersujemy
        zgodzie w "białych rękawiczkach"

        i moj ex może sobie brać dzieci, przychodzić do nich i co tam tylko - i
        kiedy chce

        ale niestety takie podejście do dzieci (one to one - a ja to ja) nie
        jest powszechne

        u zony Micha prawdopodobne jest myslenie "królestwo to ja"
    • eutherpe Re: Chore dzieci 26.02.10, 13:10
      Chyba jeszcze mało dostałaś od życia proszę Pani Sbelatko. Ale życzę Ci dużo
      dobrego. I nie martw się o mój umysł.Zdrowy i najbardziej za dziećmi w tej
      sytuacji.Może tak z Michem się poznacie?
      • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 13:19
        tak, faktycznie nie dostałam od zycia w doope
        i powiem więcej - nie dostanęsmile

        bo ja kocham życie i wiem, ze ono mnie też...

        i się we dwech traktujemy przychylnie

        a czy poznanie z Michem jest mi do czegoś potrzebne? a do czego?
        chyba,ze świetnie tańczy....
        ooooo, to wtedy chetnie puszczę się w tan, bo tańczyc uwielbiam
        okrutniesmile
        • mamaadama4 Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:01
          Nie czytałam wszystkiego - jeżeli miałabys możliwość być z dziecmi
          cały dzień, to z taką chorobą ja bym ci je dała. Natomiast co do
          wakacji - naprawdę w pierwsze wakacje po odejściu z domu musisz na
          wspólne wakacje z dziećmi brać swoją nową panią? Nie lepiej być
          tylko z nimi?
          • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:31
            nim gościa zaszczujemy - pragnę zwrócić uwagę, ze chyba nie napisał, ze
            sie wybiera z dziećmi i next...

            narazie to nasze domniemanie - albo czegos nie doczytałam...

            sama jestem ciekawa..
            • mamaadama4 Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:36
              Ależ ja nikogo nie mam zamiaru zaszczuć. Napisałam chyba, że nie
              czytałam wszystkiego, z jednego postu wynikało, że tak.
              • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:40
                no nie wiem; mi jakoś bezpośrednio nie wynikalo
                ale ja bardzo "śledcza" nie jestem..
            • aneta-skarpeta Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:44
              napisał
              "No więc plany są takie że dzieci nigdzie z tą k....ą nie pojadą.
              Koniec rozmowy. "

              czyli ta k*wa to chyba jego next_> ta dla której odszedł od żony
              • aneta-skarpeta Re: Chore dzieci 26.02.10, 15:50
                ja naprawde wielokrotnie z sympatia próbowałam rozmawiac z
                MIchszybem, choc mam wiele zastrzeżeń do jego postepowania, ale
                doceniam checi dot dzieci

                ale niestety, jak juz sie zaczynam przekonywac do Micha, ze moze
                faktycznie ta jego zona to jakas stara wariatka to on pisze cos, co
                utwierdza mnie w przekonaniu, ze on kompletnie, ale to kompletnie,
                nawet za grosz nie próbuje postawic sie na miejscu jego zony i ta
                zona musi miec jakis koszmar z nim w tej chwili



                nie wiem jak bardzo trzeba byc nieczuły, zeby zaproponowac cos
                takiego porzuconej kilka miesiecy temu , zdradzanej zonie

                • sbelatka Re: Chore dzieci 26.02.10, 19:41
                  no i widzisz
                  klopot z Michem to byłby gdyby żone swoją bił
                  stawał pod drzwiami i lomotał w celu np.straszenia jej i wykonywal
                  czynnie akty wymierzone PRZECIWKO niej

                  teraz Mich chce się zając swoim życiem - a zona nie daje rady ze SWOIMI
                  emocjami
                  z tym, ze nie wyrabia bo została porzuona
                  bo Mich ma nowa kobiete i chyba jakies dziecko 'w drodze" (?)

                  to jest naprawde trudna sytaucja do żony i jest mi jej prywatnie żal
                  ale tylko ona sama może sobie poradzić ze SWOIMI emocjami..

                  Mich - spodziewam się, ze nawet gdyby zechcial - to nic nie da rady w
                  aktualnej sytaucji zrobić
                  zdradzil
                  odszedł
                  mieszka z nową kobietą, kt. chyba (?) jest w w ciązy

                  mógłby pojechac sam z dziecmi na wakacje ( i mam nadzieje,ze właśnie
                  taką decyzje podejmie) i pzez chwilę żona sobie odetchnie..
                  jej oddech będzie trwał dokładnie tyle czasu ile on będzie z tymi
                  dziecmi sam na tych wakacjach

                  i to wszystko..

                  zresztą mysle, ze prolem w takich razach polega na tym, ze każda ze
                  skonfliktowanych sron GDY zrobi jakiś gest w strone tej drugiej
                  oczekuje, ze z miejsca, od razu TO zosatnie docenione i w niepamięc
                  pójdzie wszytsko..

                  tak sie nie dzieje.. co oczywiste

                  druga strona la odmiany nie docenia jednego gestu - i w swoim poczcuiu
                  krzywdy sobie siedzi i oczekuje ciągle i ciągle aktów skruchy..

                  nie do pogodzenia..

                  dopóki każde z nich czuje sie ofiarą ( w różnym sensie oczywiście) - się
                  nie dogadają...

                  bo obydwoje oczekują, że ta druga strona.. COS..

                  przy czym w sprawie dzieci uważam, ze słusznośc jest po stronie Micha...
                  • sonia_30 Re: Chore dzieci 27.02.10, 19:04
                    "zdradzil
                    odszedł
                    mieszka z nową kobietą, kt. chyba (?) jest w w ciązy"

                    W ciąży??? Historia Michszyba zaczyna żyć własnym życiem, czy coś
                    przegapiłam???
                    • sbelatka Re: Chore dzieci 27.02.10, 21:36
                      ja tam nie wiem!!!
                      takie mam wrażenie... ale mogę sie mylić..
                      żeby nie bylo, ze to ja roznoszęp lotki!!!

                      jest? czy nie?
    • tully.makker Chcialam cos powiedziec 27.02.10, 10:09
      Jestem cala za tym, zeby dzieci mialy normalny, codzienny kontakt z
      ojcem. Sama zaiwestowalam mnostwo energii, zeby taki kontakt
      zapewnic, kosztem swojego czasu i swojej psychiki.

      Popieralam michszyba, kiedy zlozyl pozew o zabezpieczneie kontaktow,
      bo uwazam, ze jesli nie ma mozliwosci dogadania sie, to trzeba
      sprawy uregulowac urzedowo i bedzie jasne co sie komu nalezy.

      Ale...

      Powiem uczciwie, ze jak czytam posty michszyba, to flaki mi sie
      wywracaja. Czasami zastanawiam sie, czy on nie jest jakostam
      uposledzony, moze jakas odmiana Zespolu Aspergera? jego kompletna,
      absolutna nieumiejetnosc prowadzenia negocjacji, wczucia sie w
      sytuacje innej osoby, brak empatii, a takze niestety norm moralnych
      sprawia, ze sekunduje jego zonie, mimo ze nie uwazam, by dziala dla
      dobra dzieci, ktorym kontakt z ojcen jest potrzebny.
      Sek w tym, ze taka wizja kontaktu jaka prezentuje autor watku jest
      oparta wylacznie na jego potrzebach i jego uczuciach , i dazeniu po
      trupach do zapewnienia mu tego, czego on chce.
      Mialam to szczescie, ze ojcowie obu moich dzieci na ogol szanowali
      mnie jako matke, brali pod uwage moje poglady na ich wychowanie ( a
      nawet korzystaja z moich porad przy wychowywaniu dzieci, ktore maja
      z innymi kobietami wink). Dzieki temu z kolei ja nie musialam nigdy
      okopywac swojego terytorium, bo moglam im ufac, ze chca sie dogadac
      dla dobra dzieci.

      Szkoda mi tych maluchow, szkoda mi tez zony michszyba, bo wiem, ze
      ta kobieta przezywa pieklo.
      • nangaparbat3 Re: Chcialam cos powiedziec 27.02.10, 10:45
        A ja się długo zastanawiałam i podejrzewam, ze zona Micha jest równie pozbawiona
        empatii i niezdolna do negocjacji, kompromisu i w ogóle komunikowania się jak on
        sam.
        W tle tkwi moje mniej czy bardziej słuszne przeświadczenie, ze łączą się w pary
        ludzie jakos do siebie podobni.
        • sbelatka Re: Chcialam cos powiedziec 27.02.10, 11:16
          nie mam pewności..; nie pisze o Michu jeno w sensie ogólnym..

          czy raczej nie dobieramy sie według "potrzeb".. oczywiście rzadko
          uświadmomionych
          • nangaparbat3 Re: Chcialam cos powiedziec 27.02.10, 11:29
            A to nie wychodzi na jedno? Jednak?
            Podobno dobieramy sie wg deficytow rozwojowych - to by oznaczalo podobne
            potrzeby - i w ogóle podobieństwo.
            • sbelatka Re: Chcialam cos powiedziec 27.02.10, 14:02
              w sprawie deficytów- zgodasmile

              ale nie wykluczone, ze zorientowanych w przeciwnych kierunkach (nadiar -
              niedomiar)
        • tully.makker Nandzia ;-P 27.02.10, 15:33
          problem w tym, ze zona micha zostala bardzo skrzywdzona. Ja z czyms
          mniej drastycznym - ex zdradzal, ale nie odszedl do innej, sama do
          wyrzucilam - dochodzilam do ladu przez 8 lat.

          My mielismy to szczescie, ze ex odrzucil na poczatku moje proby
          dogadania sie i wyladowalismy w sadzie, na dlugo przed rozwodem. Tam
          przegral sromotnie, wyrok dyktowal mu duzo wyzsze alimenty nic te,
          ktorych polubownie nie chcial placic. To wdrukowalo mu w glowe, ze
          zawsze lepiej jest sie dogadac i tak sie dogadujemy juz od prawie 15
          lat.

          Gdyby ex po tym co zroil, stawial jeszcze zadania, awanturowal sie,
          urzadzal sceny z gatunku cyrkowych - to ja tez nie bylabym sklonna
          do wspolpracy.

          Dla mnie nie istnieja prawa ojca badz matki. Pierwszenstwo maja
          prawa dziecka i obowiazki rodzicow. Dlatego nie umiem wspolczuc
          michszybowi, ktory nie myslal o dzieciach, kiedy nawiazywal romans,
          czy kiedy odchodzil z domu, a teraz domaga sie, by respektowano jego
          prawa. Takie ma prawa, jak wypelnial swoje obowiazki.

          ja tez miewalalm w zyciu okazje do zdrady, czasem i chec. Ale wizja
          zafi=undowania nie tylko partnerowi, sobie, ale przede wszystkim
          dzieciom cyrku, jaki wiaze sie ze zdrada i wynikajacymz niej
          rozpadem rodziny - nie, na to to ja moje dzieci za bardzo kocham.

          A gdzie byly potrzeby dzieci michszyba, kiedy on dmuchal panienke na
          boku, zamiast byc przy nich?
          • sbelatka Re: Nandzia ;-P 27.02.10, 17:25
            tully.makker napisała:

            >> Dla mnie nie istnieja prawa ojca badz matki. Pierwszenstwo maja
            > prawa dziecka i obowiazki rodzicow.

            i tu się zgadzamy
            dzieci Micha mają prawo do bliskich kontaktów/relacji z ojcem i matką
            a rodzice mają obowiązek o to zadbać

            oboje!
            • nangaparbat3 Re: Nandzia ;-P 27.02.10, 18:26
              To prawda, ze oboje, ale Bóg mi świadkiem - z tego co czytuje (fakt, że z
              doskoku)Mich od żony żąda, wymaga, domaga się - a naprawdę nie widac, ze zrobił
              jakis krok w strone dogadania się, porozumienia, zrozumienia zony czy po prostu
              najzwyklejszego okazania jej szacunku. Myśle, ze gdyby mnie ex tak traktował jak
              Michu swą żone, nie byłoby cienia szansy na przyzwoity układ. Co wiecej -
              trzymaj sie mocno - o to samo podejrzewam Ciebie smile
              Wiec ja zakladam wersje dla niego najkorzystniejszą - ze są z zoną godni siebie.
              Ale to jest oczywiscie hipoteza w ciemno.
              • sbelatka Re: Nandzia ;-P 27.02.10, 21:40
                ja w sprawie podejrzeń..

                odpowiadam zgodnie z tym co czuje: nie mam pojęcia czy pogrywałabym
                dziećmi wobec wrednego exa...

                mysle jednak, ze gdyby byl w porządku dla i wobec dzieci - to nie...

                ale ja mam znacznie większe dzieci...

                i nie mam pewności; mam tylko "domniemanie" smile
                • nangaparbat3 Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 01:59
                  Czy jest w porzadku wobec dzieci męzczyzna, ktory powaznie romansuje, kiedy
                  matka tych dzieci jest w ciazy?
                  Dla mnie nie.
                  • sbelatka Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 11:41
                    jasne, że nie - i to jest poza dyskusją

                    ale popełnianie błędów, upadanie itd. jest rzeczą ludzką
                    i nie przekreśla refleksji nad soba, chęci zmiany, bycia w ostatecznym
                    rozrachunku porządnym czlowiekiem..
                    wiesz..upadł ale wstał..smile
                    • nangaparbat3 Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 11:45
                      sbelatka napisała:


                      > ale popełnianie błędów, upadanie itd. jest rzeczą ludzką
                      > i nie przekreśla refleksji nad soba, chęci zmiany, bycia w ostatecznym
                      > rozrachunku porządnym czlowiekiem..

                      oczywiscie. Ale - byc omoze za przyczyna pobieznosci, z jaka czytuje forum, nie
                      wykluczam - własnie tego: refleksji nad SOBĄ, checi zmiany, checi zmiany i bycia
                      w ostatecznym rozrachunku porzadnym czlowiekiem - w postach tego konkretnego
                      pana jakos doszukac sie nie mogę.
                      >
                      >
                      >
                      • sbelatka Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 11:51
                        i to znowu nie ejst takie proste..
                        odkąd poznałam "spiralę konfliktu" juz wiem, że sprawy wymykają sie
                        ludziom spod kontroli i sam konflikt żyje własnym żcyiem... autorów w
                        najgoszym scenariuszu doprowadzając do samozagłady

                        wczoraj zdaje sie był w jakiejs TV "Wojna państwa Rose".. Idealna
                        ilustracja...

                        ja tam dosluchuje sie w tym co pisze Michu przejawów autorefleksjismile
                        • michszyb Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 12:11
                          No właśnie spirala konfliktu.

                          Ale jak przerwać ten mechanizm. Wczoraj odwiozłem dzieci i żona przez okno mówi
                          mi że na wakacja z dziećmi nie pojadę. Bo alimenty (płacone dobrowolnie) płacę
                          nieregularnie, bo nie umiem sie zająć dziećmi. A potem, zę zrobi wszystko żeby
                          mi kontakty ograniczyć, że ma dowody, ze manipuluję dziećmi, że znajdzie inny
                          wzorzec męski dla dzieci i to wszystko z cynicznym uśmieszkiem. Prawie wlazłem
                          przez to okno do środka.
                          I ja mam wrażenie że nawet jak ja odpuszczam i staram sie normalnie rozmawiać to
                          tylko na tym tracę. Bo muszę coś odpuścić a w zamian ona okopuje sie na oddanych
                          pozycjach i uważa że jest ok. Puki to gadanie to mam to gdzieś. Ale jeśli przed
                          sądem zacznie wyciagac jakieś kłamstwa i oszczerstwa i będę musiał przechodzić
                          udowadnianie ze nie jestem alkoholikiem, narkomanem, pedofilem to byłoby z mojej
                          strony chyba idiotyzmem gdybym na to spokojnie pozwolił.
                          • sbelatka Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 12:36
                            no co Ci ma napisac?..

                            że JEDNAK jesli nie odpuścisz i sam nie zmienisz swojego zachowania - to
                            NIC sie nie zmieni???

                            nie wiem na ile ejsteś zdeterminowany - czyli gotów do zrobienia czegoś
                            co pozwoli Ci osiągnąc cel..
                            tylko czy wiesz jaki masz cel? dokładnie?

                            porady jakie możesz uzyskac od nas na forum - moim zdaniem - nie sa
                            wystarczające

                            proponowałabym żebyś sie zastanowił na TSR (terapia soncentrowana na
                            rozwizaniu); ardzo fajna
                            praca z teraputą nie skupia sie na rozgrzebywanie powodów, przyczyn i te
                            de - ale na szukaniu rozwiązania konkretnej sytaucji, ktora dla klienta
                            jest utrudniająca satysfakcjonujące funkcjonowanie
                            ale jednak trzeba poczynić jakby zalożenie MIchu, ze zmiana jest po
                            MOJEJ (czyli Twojejsmile stronie..

                            facet w Warszawie, ktorego moge zdecydowanie polecić nazywa sie Tomasz
                            Świtek

                            rozważ mozliwość skorzystania z pomocy w rozwiązaniu swojego problemu...
                            za pomocą SIEBIEsmile

                            jak sie nad tym zastanowić - to sami sobie możemy pomóc najbradziej;
                            czasem tylko ktos musi nam pomóc sobie pomóc

                            skorzystasz z mojej sugestii - albo nie - to juz Twoja decyzja; ja Cie
                            namawiam
                          • tylko.tata Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 13:33
                            Skąd ja to znam...
                            Brakuje jeszcze zdania, które ja usłyszałem, że to wszystko dla dobra dziecka...
                          • tully.makker Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 10:42
                            Bo alimenty (płacone dobrowolnie) płacę
                            > nieregularnie

                            Nie placisz chlopie dobrowolnie, bo to jest twoj zasrany obowiazek!
                            Normalni ludzie - np ja i moj ex dogaduja sie w tej sprawie bez
                            udzialu sadu, co nie znaczy, ze moj ex robi mi laske placac alimenty
                            na swojego syna.
                            I wiesz co, on placi w terminie, od 16 prawie lat 10 dnia kazdego
                            miesiaca jak w zegarku. Mozna?
                            • michszyb Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 11:21
                              Zasrany obowiązek

                              Jak ja lubie te agresywne złośliwości. Tak jakbym żonę słyszał.

                              Napisałem że dobrowolnie płacę alimenty, bo z formalnego punktu widzenia nie mam
                              zasądzonych alimentów. Płacę też dobrowolnie niemałe pieniądze na dom i kilka
                              innych rzeczy.

                              Wiesz to jest wlasnie kwestia emocji i oceniania różnych faktów. Płace
                              dobrowolnie i nie oczekuję bynajmniej żeby ktoś mi za to dziękował czy chwalił.
                              Ale koorwa mnie bierze jak w sytuacji kiedy przecież płace ktoś mi mówi przez
                              zaciśniete zęby że to mój zasrany obowiązek.
                            • michszyb Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 11:25
                              A co do regularności to łatwo jest byc regularnym jak się ma pensję przelewaną
                              co miesiąc tego samego dnia. Ja mam nieregularne dochody i robię przelew
                              nastepnegoi dnia jak dostanę kasę. To co jak dostanę pieniadze powiedzmy 5 dnia
                              to mam czekać do 15 bo tak będzie regularnie? Tak powinienem robić żeby zasłużyć
                              na miano normalnego? No zastanów się zanim skreślisz kolejnego głupiego posta.
                              • tully.makker Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 11:30
                                Moj ex od lat jest na kontraktach menedzerskich i ma nieregularne
                                dochody, a bywalo, ze byl bez pracy kilka miesiecy, co nie wplynelo
                                na regularnosc wplat. Ani na wysokosc, ustalona dobrowolnie.

                                Mozna? Mozna.

                                A ja nie mam zwyczaju zaciskania zebow, mylisz mnie z kims innym.
                                • michszyb Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 11:36
                                  No a co by się stało gdyby zrobił przelew 1 zamiast 10? Przestępstwo? Albo 15?

                                  • maza15 Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 11:42
                                    No i to jest właśnie tok rozumowania Michszyba: "robie tak jak MI pasuje".
                                    • michszyb Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 11:55
                                      Czy byłabyś tak łaskawa i wskazała gdzie z tego co napisałem robię tak jak chcę.

                                      Zdarta płyta?
                                      • maza15 Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 12:11
                                        "No a co by się stało gdyby zrobił przelew 1 zamiast 10? Przestępstwo? Albo 15?"

                                        Pieniądze na dzieci mają wpłynąć na konto do określonego dnia,a nie jak Tobie
                                        się podoba.
                                        Zdarta płyta? Tak z Twojej strony.
                                        Nie zniżę się do poziomu dyskusji z Tobą.
                                        Jednak swoje zdanie na publicznym forum do każdego postu dopisać mogę.
                                        Nie interesuje mnie,czy sobie tego życzysz,czy nie.
                                        • michszyb Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 12:19
                                          Nie zniżysz się do mojego poziomu? Kolejna "urocza" "kobieta".

                                          Pieniądze mają wpłynąć określonego dnia. A jak ich nie ma na koncie to co wtedy?

                                          Może jednak łaskawie się zniżysz na moment do mnie maluczkiego i pomożesz
                                          biednej mojej żonie i zagłodzonym dzieciom i podpowiesz mi co wtedy?
                                          • maza15 Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 12:23
                                            Przesadzasz - nie nazwałam Cię maluczkim.
                                            Jednak poziom dyskusji z Tobą mi nie odpowiada.
                                  • tricolour To by się stało... 01.03.10, 11:45
                                    ... że raz za alimenty trzeba żyć dni piętnaście (od 15 do 1) a za innym razem
                                    dni 45 (od 1 do 15 kolejnego miesiąca) co stwarza stan niepewności poprzez
                                    nieregularność. Czy to tak trudno zrozumieć i trzeba publicznie szukać
                                    odpowiedzi na tak prostą rzecz?
                                    • michszyb Re: To by się stało... 01.03.10, 12:04
                                      A skąd ma przelać jak mam puste konto? Mam zrobic sobie bufor? Tylko jak jak
                                      wydaję więcej niż zarabiam a juz więcej w pracy nie moge siedzieć? A szanowną
                                      małżonke nie obchodzą żadne opłaty związane z domem, podatkami i wszystko na
                                      mojej głowie. I jeszcze odlicza sobie w PITie oboje dzieci. Dostaje ogromne
                                      pieniądze i w takiej sytuacji narzekanie na nieregularność jest delikatnie
                                      mówiąc nie na miejscu. Proszę bardzo niech idzie do dodatkowe pracy i znajdzie
                                      pieniądze na bufor.
                                      Ja w marcu pracuje 425 godzin. To daje 94 godz tygodniowo i 19 godzin dziennie
                                      nie licząc weekendów.
                                      • michszyb Re: To by się stało... 01.03.10, 12:07
                                        a przez ostatnie 5 miesięcy dostała na wszystko ponad 23 tyś PLN.

                                        NIEREGULARNIE.
                                        • maza15 Re: To by się stało... 01.03.10, 12:12
                                          michszyb napisał:

                                          > a przez ostatnie 5 miesięcy dostała na wszystko ponad 23 tyś PLN.
                                          >
                                          > NIEREGULARNIE.


                                          Mogę się tylko domyślać ile razy jej to wypomniałeś.
                                          Żenujące.
                                        • aneta-skarpeta Re: To by się stało... 01.03.10, 14:17
                                          4600 / mc

                                          w tym kredyt, oplaty i alimenty?
                                      • sonia_30 Re: To by się stało... 01.03.10, 12:11
                                        No to intensywnie... I dasz radę 50 godzin tygodniowo na dzieci
                                        wykroić?
                                        • michszyb Re: To by się stało... 01.03.10, 12:16
                                          Jasne że nie dam. Żona i tak nie pozwala na więcej niż 13 godzin, a resztę czasu
                                          spędzam w pracy.

                                          na szczęście od kwietnia zaczynam prace w szpitalu. Zarobię uczciwie 3500
                                          brutto. 8 godzin dziennie. wtedy będe płacił regularne 1500 zł alementów z czego
                                          1000 złoty będę potrącał na połowę kredytu.
                                          • maza15 Re: To by się stało... 01.03.10, 12:21
                                            W sumie szkoda,że wyleciał post na odpowiedź Tri...wiele mówił o Tobie - Michszyb.
                                            • sonia_30 Re: To by się stało... 01.03.10, 13:03
                                              Też żałuję.. kwintesencja Michszyba
                                          • tricolour Niczego nie potrącisz... 01.03.10, 12:27
                                            ... bo komornik i tak wyrówna.

                                            Już pisałem kilka miesięcy temu, że żona, kochanka, alimenty oraz kredyt to za
                                            dużo. Pisałem, że się przewrócisz finansowo - już jesteś krok od tego. Spłacasz
                                            wspólny dom, ale połowa z każdej złotówki pójdzie do kieszeni żony po podziale
                                            majątku - jest więc normalne, że żona nie płaci nic za dom, bo sama sobie nie
                                            będzie płaciła.

                                            Alimenty zasądzi sąd i pewnie będzie to z 1500zł na dwójkę dzieci. Nic sobie nie
                                            wyrównasz z kredytu, bo komornik prędko zajmie lekarskie wynagrodzenie.

                                            Dalej otwarcie piszę, że masz wielki bałagan w swoich sprawach, prawie nic nie
                                            załatwiłeś, a masz wielkie oczekiwania od żony i innych. Jednak powoli życie
                                            zaczyna iść za plecami. Na razie klepią cie po plecach finanse...
                                            • michszyb Re: Niczego nie potrącisz... 01.03.10, 12:38
                                              Ok, tą Amerykę już odkryłem sam.

                                              Masz jakąś dla mnie konstruktywną radę, czy chcesz mieć tylko satysfakcję z
                                              powodu moich problemów?
                                              • eutherpe Re: Niczego nie potrącisz... 01.03.10, 12:48
                                                Słuchaj Chłopie-tysiące postów przewinęło się przez to forum a tylko z jednego
                                                powodu- TWOJEGO.Zachowujesz się jak zbuntowany dwulatek.Zadam Ci tylko jedno
                                                pytanie:Jak wyglądało do tej pory TWOJE najmilsze zachowanie wobec swojej
                                                żony?Może jakieś zaproszenie na kawę?
                                              • tricolour KONSTRUKTYWNIE... 01.03.10, 16:30
                                                ... to należy zacząć od świadomości swojego położenia.

                                                Jest kiepskie głównie z jednego powodu: szczujesz żonę kochanką. To
                                                najbardziej kretyńskie, co do tej poru wymyśliłeś. Nie dość, że
                                                porzuciłeś żonę z małymi dziećmi, to jeszcze narzucasz się z
                                                kochanką, co wkurza żonę na maksa.

                                                Ja Ci już dawno pisałem, że żona zrezygnuje z pracy mając możliwość
                                                alimentacji na siebie. Ty, przelewając 23 tysiące w 5 miesięcy,
                                                dałeś dowód, że możesz płacić 4000 miesięcznie. Jeśli żona ma
                                                bankowe kwity na te przelewy (nie dawałes do ręki) to masz ciepło:
                                                Twoje możliwości zarobkowe to 4000zł do płacenia na byłą rodzinę, a
                                                nie 3500 brutto. Masz się czym dzielić.

                                                Wniosek: skończ głupią wojnę z żoną, zabierz od niej kochankę, które
                                                kłuje w oczy. Spróbuj sie dogadać w sprawach finansowych, bo - jeśli
                                                żona zachce - zarżniesz się w pracy, a kochanką zrezygnuje z
                                                gołodupca płacącego alimenty na zonę, dzieci i kredyt.

                                                Twoja żona bez trudu udowodni w sądzie, że jej poziom życia sie
                                                obniżył na skutek rozwodu więc - jeśli zachce - dostanie alimenty i
                                                na siebie. Więc policz: alimenty na dzieci + alimenty na zonę +
                                                kredyt. Ile tak pociągniesz?

                                                Konstruktywna rada ode mnie: jeśli zniszczyłeś swoje małżeństwo, to
                                                zrób krok w stronę zony i postaraj się W POKOJU zamknąć sprawy
                                                finansowe oraz wychowawcze dzieci. Potem zajmij sie kochanką i
                                                przyszłą rodziną.
                                          • sonia_30 Re: To by się stało... 01.03.10, 12:59
                                            Jeśli nie dasz, to wnioskuj o tyle ile dasz.. może prościej będzie
                                            Ci się porozumieć jeśli oczekiwania będą mniej sufitologiczne.
                                            Potrącać z alimentów owszem możesz, ale ze świadomością że
                                            komornik 'potrąci' resztę + swoje koszty z Twojego wynagrodzenia.
                                            Nie opłaca się.. naprawdę.
                                          • aneta-skarpeta Re: To by się stało... 01.03.10, 14:22
                                            no i uczciwie kochajacy tatus placił bedzie 500 zł na 2 synówsuspicious
                                      • tricolour Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 12:14
                                        ... bo zostawiłeś ją samą z dwójką dzieci, którą się musi opiekować.
                                        Jeżeli masz co do tego wątpliwości, to sam zostań z dwójką dzieci, a zobaczysz
                                        ile czasu spędzisz na zwolnieniach lekarskich. Fakt, że jest nauczycielką, to
                                        dla niej najlepsze rozwiązanie - gdyby prawowała "prywatnie" to by dawno z tej
                                        pracy wyleciała.

                                        Poza tym pisałem Ci, że to normalne, że żona nie utrzymuje domu, bo to Ty na
                                        siebie wziąłeś ten obowiązek zakładając rodzinę i płodząc dzieci. Zasada jest
                                        prosta: matka z domu z małymi dzieci, ojciec pracuje na dom. Twoja żona
                                        konsekwentnie realizuje ten plan, bo nie ma innego.

                                        Jeśli to w końcu zrozumiesz, to zaczniesz działać metodycznie.
                                        • michszyb Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 12:23
                                          Tri plan był taki jak mówisz do momentu gdy dzicko młodsze nie skończy 3 lat.
                                          Zaraz kończy, żona planuje zrezygnowanie jeszcze w większym wymiarze z pracy.
                                          Plan był taki, ale się zmienia - rozwodzimy się. Nie mam zamiaru zarabiać na jej
                                          wygodne życie tylko na dzieci.
                                          Owszem może iść do pracy, bo wtedy dziećmi mógłbym zająć się ja. Nie chce iść do
                                          pracy bo wtedy dziećmi mógłbym zająć się ja.
                                          • tricolour Też o tym pisałem... 01.03.10, 12:31
                                            ... pamiętasz? Ze 3 miechy temu?

                                            Że żona jak zechce, to puści Ciebie z torbami? Ja Ci tego nie życzę, uprzedzam
                                            jedynie, że masz za dużo bałaganu na swoich barkach: żona + kochanka, alimenty,
                                            wspólny z żoną kredyt na dom oraz wojną z żoną.

                                            Jeśli nie chcesz przegrać, to zacznij planować ruchy, a nie wal na oślep.
                                            • peoplecanfly Re: Też o tym pisałem... 01.03.10, 14:16
                                              Jak puści z torbami?! Chłopie! Jeśli Michszyb ma kredyt razem z żona to tak samo
                                              on jak i ona za ten kredyt biorą odpowiedzialność. Nie może być tak, że tylko
                                              Michszyb płaci ten kredyt. Żona też solidarnie musi brać za to zobowiązanie
                                              odpowiedzialność.

                                              Michu, najlepiej gdybyś po prostu płacił połowę raty za kredyt. Zbieraj na to
                                              papier. Druga połowa to zobowiązanie żony. Gdy raz czy dwa nie zapłaci i bank
                                              się do niej odezwie to może spokornieje trochę i już się tak sarkastycznie nie
                                              będzie uśmiechała przez okienko.
                                              • sonia_30 Re: Też o tym pisałem... 01.03.10, 14:28
                                                Jak już się bank będzie odzywał to Michszyba z pewnością nie pominie
                                                i nikt wnikał nie będzie kto wpłacił połowę raty. A wypowiedzeniem
                                                kredytu ryzykować nie ma co... nieprawdaż?
                                                • peoplecanfly Re: Też o tym pisałem... 01.03.10, 14:36
                                                  Jeśli będzie miał papiery że płaci regularnie połowę zobowiązań to jest w
                                                  korzystniejszej sytuacji. Zawsze to można jakoś wykorzystać przy podziale
                                                  majątku. Bank zawsze może skontaktować się z żoną Michszyba i zakomunikować jej
                                                  że mąż płaci a ona nie. Więc może to ją ruszy to jakiegoś kompromisu. Bo z tego
                                                  co czytam to kobieta jest nieskora do kompromisu za żadne skarby. Rozłożyła
                                                  parasol nad dziećmi i jest przekonana, że tym zaszantażuje Michszyba. Dzieci to
                                                  jedno. A kredyt to drugie. Gdy się go podpisuje razem to tez razem trzeba spłacać.
                                                  • tarantula007 Re: Też o tym pisałem... 01.03.10, 14:39
                                                    Najadłeś się blekotu czy co? Mają wspólnotę majatkową póki co. Guzik
                                                    bank obchodzi w tej chwilib to co piszesz, sąd zresztą też będzie
                                                    guzik obchodziło bo jak na razie to płacą z majątku wspólnego
                                                    ustawowo. Koniec kropka. I nie wprowadzaj gościa w błąd bo mu
                                                    niedźwiedzią przysługe robisz.
                                                  • peoplecanfly Re: Też o tym pisałem... 01.03.10, 15:25
                                                    No to co w tej sytuacji ma zrobic? Płacić całe raty, nie mieszkac w domu
                                                    (mieszkaniu) za które płaci?! Przecież to chore. Tak to może tkwić jeszcze
                                                    bardzo długo płacąc wszystko a nie mieć nic. Jeśli zapłaci połowę i bank się
                                                    odezwie to może to jakoś zmobilizuje żonę że nie ma żartów. Jak ma zmobilizować
                                                    żonę do płacenia jej doli. Fakt nie mają rozdzielności i banku to nie
                                                    interesuje. Ale co, facet jest armią zbawienia, że ma płacić kredyt za żonę z
                                                    którą już nie chce być? No co ma zrobić?! Jestem świadomy, że pierwsze co to
                                                    powienien znieść wspólnotę majątkową i ustalić co dalej ze spłatą kredytu. Jeśli
                                                    płaci za wszystko i nic z tego nie będzie miał to jest po prostu frajerstwo.
                                                  • tarantula007 Re: Też o tym pisałem... 01.03.10, 15:29
                                                    No co może zrobić? Sprzedac dom, spłacic kredyt. Resztę kasy
                                                    podzielić miedzy współmałzonków. Jedyne wyjście smile
                                                  • sonia_30 Re: Też o tym pisałem... 01.03.10, 15:38
                                                    Pod warunkiem że szanowna małżonka zgodę wyrazi.
                                                  • sonia_30 Re: Też o tym pisałem... 01.03.10, 15:37
                                                    Chore nie chore, nie bez kozery niektórzy twierdzą że kredyty wiążą
                                                    ściślej niż przysięga małżeńska.
                                                    Wspólnotę majątkową znieśli, ale dom jest wspólny, kredyt też.
                                                    Sytuacja trudna, szczególnie przy braku współpracy z drugiej strony.
                                                    Należałoby pewnie pomyśleć o podziale majątku, ze świadomością że
                                                    kredyt jest sprawą zupełnie odrębną.
                                                  • morekac Re: Też o tym pisałem... 01.03.10, 17:19
                                                    Już pisałam: banku to absolutnie nie obchodzi. Bank z jednej strony
                                                    będzie miał eks z jej dochodami nauczycielki i michszyba z jego
                                                    dochodami - chyba wyższymi... Wiadomo, że nie może zająć całej
                                                    pensji - więc będzie zajmował maksymalne możliwe kwoty. Siłą rzeczy
                                                    więcej weźmie od tego, kto więcej zarabia.

                                                    >Ale co, facet jest armią zbawienia, że ma płacić kredyt za żonę z
                                                    > którą już nie chce być?
                                                    Nie jest armią zbawienia. Ale póki co nie ma rozwodu, podział
                                                    majątku (w tym długów) nie został dokonany - więc wypadałoby
                                                    najpierw to załatwić. Mieszkanie z hipoteką można sprzedać, zamienic
                                                    na mniejsze itp -ale trzeba coś robić w tym celu. Problemy nie
                                                    rozwiązują się same - a michszyb jest raczej dorosłym metrykalnie
                                                    facetem i jako taki ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje i swoje
                                                    postępowanie. Ktoś mu kazał brać kredyt razem z tą wstrętną żoną?
                                                    Jak wziął - trzeba albo spłacać albo liczyć się z konsekwencjami
                                                    niespłacenia. Kochankę ma od dłuższego czasu - czyli od dłuższego
                                                    juz czasu liczył się z rozwodem. Miał wystarczająco dużo czasu na
                                                    uporządkowanie swoich spraw, nie jest dzieckiem.
                                                  • sonia_30 Re: Też o tym pisałem... 01.03.10, 14:44
                                                    Bzdura. Jeśli bank przestanie dostawać kasę w pełnej wymaganej
                                                    wysokości, może wypowiedzieć umowę, naliczyć odsetki od
                                                    przeterminowania, no i w końcu windykować. Z pensji jednej, jeżeli
                                                    nie wystarczy również z drugiej, a jeśli to kredyt na dom, ma pewnie
                                                    też hipotekę. Nikogo nie interesuje czy spłaca mąż czy żona i
                                                    sprawiedliwości dochodził nie będzie.
                                                    Przy podziale majątku też wykorzystać nie można, bo sąd długów nie
                                                    dzieli.
                                                  • morekac Re: Też o tym pisałem... 01.03.10, 14:56
                                                    Poczytaj sobie przepisy prawa- banki zasadniczo mają gdzieś, kto
                                                    płaci - byle kasa się zgadzała. W przypadku niepłacenia na czas bank
                                                    wystawia sobie tytuł egzekucyjny itp - i ściąga. Wiadomo, że
                                                    ściągnie więcej i szybciej z tego, kto więcej zarabia, bo też nie
                                                    można zająć całości wynagrodzenia za pracę. Więc jak sądzisz - z
                                                    kogo bank będzie ściągał w pierwszej kolejności? wink
                                                    Bank nie będzie się kontaktował z żoną michszyba, co by jej
                                                    oznajmić, że ona swojej części nie płaci - bank sobie zajmie
                                                    wynagrodzenie męża/żony/obojga do możliwej kwoty. W ostateczności
                                                    ściągnie też z żyrantów itp.
                                                    Odpowiedzialność w takich przypadkach jest solidarna - co oznacza,
                                                    że wierzyciel ściąga z tego, z kogo łatwiej. Stosunki i sposoby
                                                    rozliczenia pomiędzy dłuznikami nie leżą w jego sferze zainteresowań.
                                                    Więc naprawdę nie pisz takich rad, bo wcielając je w życie można
                                                    sobie zaszkodzić.
                                                    Druga sprawa to taka, ze sąd wcale nie musi stwierdzić, że
                                                    zobowiązanie obciąża ich po połowie...
                                                  • morekac Re: Też o tym pisałem... 01.03.10, 15:04
                                                    Jeśli będzie miał papiery że płaci regularnie połowę zobowiązań to
                                                    jest w
                                                    korzystniejszej sytuacji.
                                                    Jeśli już, to wyłacznie przed sądem rodzinnym (o ile wogóle: kredyt
                                                    był brany w zupełnie innej sytuacji niż obecnie panująca) a nie
                                                    przed bankiem.
                                              • morekac Re: Też o tym pisałem... 01.03.10, 14:33
                                                Banku nie będzie interesowało, kto czyją połowę
                                                zapłacił/niezapłacił. Dłużnicy odpowiadają solidarnie - co nie
                                                oznacza, że po równo.
                                                Bank ściągnie z tego, który więcej zarabia - w tym przypadku z
                                                michszyba. Dlatego odradzam podążanie za tą radą, bo głupia.
                                          • tully.makker Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 12:48
                                            Nie mam zamiaru zarabiać na je
                                            > j
                                            > wygodne życie tylko na dzieci.

                                            Te zamiary trzeba bylo przemyslec, zanim bzyknales panienke.
                                            Niestety masz spore szanse na orzeczenie rozwodu z twojej winy i
                                            dozywotnie lozenie na zone i jej wygodne zycie.

                                            Tak to bywa, gdy mysli sie fiutem a nie glowa.
                                            • eutherpe Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 12:52
                                              Tully , masz uściskismile). Może do Micha tak trzeba!
                                              • michszyb Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 13:00
                                                Boszee

                                                Wy sie tym autentycznie podniecacie.

                                                Możecie być spokojne słodziutkie. Orzeczenia o winie nie będzie, utrzymywania też.

                                                Ja się nie dziwie waszym chłopom że wzięli nogi za pas.
                                                • nangaparbat3 Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 19:56
                                                  michszyb napisał:

                                                  >
                                                  > Możecie być spokojne słodziutkie. Orzeczenia o winie nie będzie,


                                                  A Ty skad wiesz? I jakim cudem?
                                              • michszyb Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 13:01
                                                A gdyby faceci czasem fiutami nie mysleli to musiałybyście słodziutkie się na
                                                wibratory przestawić.

                                                Serio.
                                                • scarlet.secret.sky Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 13:04
                                                  Wszystko co piszemy świadczy tylko o nas.
                                                  Przesadzasz.
                                            • peoplecanfly Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 14:18
                                              Co za brednie! Facet mógł sobie ułożyć życie jak chciał! Miał już dość żony to
                                              od niej odszedł. Nie musi tego brzemienia dzwigać przez całe życie. Grunt to się
                                              dogadać na płaszczyźnie wychowania i opieki nad dziećmi oraz podziału majątku.
                                              Reszta, czyli to z czyjej winy doszło do rozpadu małżeństwa tak naprawdę nie ma
                                              znaczenia.
                                              • tarantula007 Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 14:23
                                                No nie ma znaczenia dla ciebie i michszyba... można dzieciom
                                                spieporzyć dzieciństwo ot tak z miłości do nich ... wszystko mozna
                                                jak sie jest doopkiem do kwadratu smile Tylko, że rachunki za to będą
                                                wystawione i michszyb ju,ż je zaczyna płacić a to dopiero początek.
                                                Najgorzej, że rachunki za osobowość ojca płaci też dwóch malutkich
                                                chłopców. Ale co tam, tatuś ma prawo bo tak chce i wolno mu! A
                                                co! ....
                                                • peoplecanfly Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 14:31
                                                  A może nie miał już wyjścia?! Może nie mógł emocjonalnie wytrzymać z taką żoną?!
                                                  Przecież z tego co pisze to jego partnerka jest na wskroś przesiąknięta cynizmem
                                                  i wolą odwetu. Jak miał w czymś takim tkwić to zrobił to co zrobił. Może nie
                                                  chciał by dzieci dorastały w jakiejś a'normalnej sytuacji. Wybrał inną kobietę.
                                                  Liczył zapewne, że żona podejdzie do tego z należytym rozsądkiem. Nie mówię o
                                                  akceptacji ale o tym, że nie będzie uważała dzieci za swoją własność. Liczył
                                                  pewnie, że żona zrozumie ze jest tylko jednym z dwojga rodziców jakie mają ich
                                                  dzieci. Ale cóż w tym kraju to kobiety trzeba wyzwolić z przekonania, że dziecko
                                                  ma dwoje rodziców. Po rozwodzie czy rozstaniu dzieci powinny mieć taki sam
                                                  dostęp do mamy jak i taty. Nie mówię oczywiście o jakiś patologiach.
                                                  • tarantula007 Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 14:36
                                                    No nie mógł wytrzymać i z tej niemocy parę (sic!!!!) miesięcy
                                                    wcześniej tej wstrętnej i cynicznej żonie z nienawiśći spłodził
                                                    dziecko po czym odwórcił kite i pobigł do lepszej pani smile No poprosu
                                                    wszystko jasne jak słońce - to zła kobieta był i biedak tak się
                                                    póxno zorientował, że w popłochu musiał wyrywać zostawiając matkę
                                                    dwójki już wtedy swoich dzieci w połogu będącą... biedaczek chlip
                                                    chlip ...
                                                  • peoplecanfly Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 14:40
                                                    Ludzie się dość mocno zmieniają w trakcie trwania związku. Inaczej to zawsze
                                                    wygląda przed ślubem a inaczej już po. Trwanie w związku też zmienia ludzi. Nie
                                                    mów mi, ze Michszyb opuścił te samą kobietę z którą się pobierał (w sensie
                                                    charakteru). Daję głowę, że po latach małżeństwa jest to już inna osoba.
                                                  • z_mazur Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 14:42
                                                    Młodsze dziecko ma 3 lata.
                                                    Jeśli doliczyć do tego 9 miesięcy ciązy, to wychodzi, że od
                                                    spłodzenia dziecka do aktualnego stanu minęlo ponad 3,5 roku.

                                                    W relacjach międzyludzkich, to całkiem spory przedział czasowy.
                                                  • tarantula007 Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 14:45
                                                    Tylko, że kochanka o ile pamiętam pojawiła się bardzo szybko po
                                                    narodzinach dziecka młodszego albo nawet przed. Myle się?

                                                    Zresztą teraz to juz nieistotne bo i tak po herbacie jest. Można
                                                    michszybowi radzic co ma zrobić teraz, żeby było lepiej tylko nie
                                                    gadac, że biedy mis i go wszyscy biją. Sam se strzelił gola swoim
                                                    sposobem prowadzenia swoich spraw.
                                                  • z_mazur Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 14:50
                                                    Nie wiem, kiedy się pojawiła i dla mnie to jest nieistotne.

                                                    > Zresztą teraz to juz nieistotne bo i tak po herbacie jest.

                                                    To dlaczego ten argument przywołujesz w dyskusji?

                                                    > Można michszybowi radzic co ma zrobić teraz

                                                    Można, szkoda tylko, że panie (łącznie z Tobą) tak rzadko tu stosują
                                                    się do tego założenia.
                                                  • tarantula007 Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 14:57
                                                    A pisze jako odpowiedź jakiegoś pana placantego czy jak mu tam, bo
                                                    użalać się zaczął nad biednym michszybem.
                                                    A sposób odejścia i postepowania wobec byłego partnera rzutuje na
                                                    sytuację jaką się ma teraz. Proste. Dla ciebie mazurze może to być
                                                    nieistotne ale dla żony michszyba jest istotne. Czemu trudno się
                                                    dziwić. dziwi raczej to, że michszyb nie rozumie skąd się bierze
                                                    takie a ni inne traktowanie go przez jszcze żonę. Wystarczy trochę
                                                    wyobraźni przecież.
                                                    I na szczęście na publicznym watku jeśli nie używam słów uwazanych
                                                    powszechnie za obraźliwe mogę sobie swoje opinie wygłaszac do woli.
                                                    Również w kwestii postępowania wcześniejszego jak i obecnego. ;P
                                                  • z_mazur Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 15:06
                                                    > I na szczęście na publicznym watku jeśli nie używam słów uwazanych
                                                    > powszechnie za obraźliwe mogę sobie swoje opinie wygłaszac do
                                                    woli.
                                                    > Również w kwestii postępowania wcześniejszego jak i obecnego. ;P

                                                    Ależ oczywiście możesz. Dajesz świadectwo swojemu sposobowi
                                                    dyskutowania i argumentacji, co może innych uczestników forum
                                                    zachęcać lub zniechęcać do dyskusji z Tobą.
                                                  • peoplecanfly Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 15:27
                                                    tarantula007 napisała:

                                                    Nie jakiegoś pana placantego tylko peoplecanfly. Czas uczyć się języków!
                                                  • tarantula007 Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 15:32
                                                    Placanty - moim daniem tak jest zdecydowanie ładniej. Zmień nicka smile
                                                    A o moje języki radziłabym się nie martwić smile Mógłbyś się zdziwić smile
                                                    PLACANTY smileqrcze jak mi się ładnie wymyśliło smile
                                                  • peoplecanfly Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 15:43
                                                    Nicka to może sobie sama zmień. Ja nie zamierzam jest mi z nim dobrze. A jeśli
                                                    masz wenę twórczą to pisz wiersze albo szydełkuj a nie wprowadzaj szumu białego
                                                    do dyskusji.
                                                  • aneta-skarpeta Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 15:49
                                                    matko- to TYLKO nick

                                                  • sonia_30 Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 14:49
                                                    3 lata dopiero skończy, Michszyb wyprowadził się od żony parę
                                                    miesięcy temu, parę miesięcy też woził się z decyzją, a romans
                                                    nawiązał sporo wcześniej... jeśli już mamy być skrupulatni. Tak więc
                                                    sądzę że kości zostały rzucone chwilę po urodzinach drugiego z synów.
                                                  • z_mazur Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 14:55
                                                    Sporo to pojęcie mało precyzyjne.

                                                    Dla mnie sporo, to już kilka miesięcy. W takim przypadku i tak
                                                    zostaje "sporo" czasu od chwili narodzenia dziecka, a gdzie jeszcze
                                                    okres ciąży?
                                                  • sonia_30 Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 15:04
                                                    Nie znam w szczegółach historii Michszyba więc używam określeń
                                                    małoprecyzyjnych. 3,5 roku brzmi konkretnie, tyle że wg mnie obraz
                                                    zaciemnia. To tyle w temacie.
                                                  • eutherpe Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 03.03.10, 12:00
                                                    Osobiście bałabym się być jego pacjentką. Brrrrr.Nie masz niestety szacunku
                                                    człowieku i trzeba się z tym, pogodzić albo ćwiczyć charakter.
                                                  • michszyb Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 03.03.10, 12:16
                                                    Mylisz kolejne pojęcia. Bycie dobrym lekarzem nie koliduje nijak z brakiem
                                                    szacunku, czy wręcz chamstwem.

                                                    Osobiście uważam że jestem jednym z bardziej kulturalnych lekarzy jakich znam.
                                                    Lekarze często, to fakt, bywają bardzo opryskliwi w stosunku do swoich pacjentów.

                                                    Osobiście jak będę miał zawał, albo raka to chciałbym żeby mnie leczył
                                                    specjalista w swoim fachu a nie wymuskany goguś.
                                                  • zmeczona100 Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 03.03.10, 12:59
                                                    Nie dość, że buc, gbur i cham, to jeszcze narcyz big_grin

                                                    Dobry lekarz to człowiek plus przygotowanie zawodowe. O tym ostatnim z
                                                    wiadomych względów nie można się wypowiadać, a to drugie- to już znamy smile
                                                    Michszyb, jak to robisz, że jesteś idealnym ojcem, idealnym kochankiem,
                                                    idealnym lekarzem i jeszcze masz czas na prowadzenie bloga i płodzenie
                                                    kolejnych wątków na forum?
                                                    Normalnie CzakNoris big_grin
                                                  • z_mazur Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 03.03.10, 13:56
                                                    > Nie dość, że buc, gbur i cham, to jeszcze narcyz big_grin

                                                    Oglądając Dr House'a jakoś nie ma to dla mnie wpływu na ocenę
                                                    fachowości lekarza. smile)))
                                                  • aneta-skarpeta Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 03.03.10, 14:00
                                                    No tak
                                                    michszyb to 2-gi dr housebig_grinbig_grinbig_grin
                                                  • lampka_witoszowska Re: hehe :) 02.03.10, 01:52
                                                    a od paru miesięcy to inny michszyb pisuje? no, no... smile))))
                                                    widać, problem z logiką czy stronniczością... smile
                                                  • morekac Re: Twoje żona nie może iść do pracy... 01.03.10, 15:06
                                                    To tym bardziej wskazany jest pośpiech i starnność przy załatwianiu
                                                    swoich spraw finansowych. Od dłuższego już czasu michszyb wyżala się
                                                    na forum, jak to mu źle i niedobrze - a niewiele robi, aby sprawy
                                                    uporządkować.
                                  • tully.makker Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 12:43
                                    Ustalilismy ze alimenty sa platne do 10 i jesli przelew nie wplynie,
                                    to 11 pozew bedzie w sadzie.a pozew bedzie w sadzie. Jak
                                    wspomnialam, nie ma zwyczaju zaciskania zebow i moj ex swietnie to
                                    wie.
                                    • michszyb Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 12:49
                                      No faktycznie jęśli to bez zaciskania zębów to gratuluje wyrachowania.

                                      Gdyby mi żona powiedziała, że niezależnie od przyczyny po jednodniowym
                                      opóźnieniu pozwała by mnie do sądu to dostałaby najbliższe alimenty jakby mnie
                                      po wszystkich rozprawach i apelacjach komornik dopadł.

                                      Z tego wynika że twój były taki punktualny, bo go zaszantarzowałaś a on się boi.

                                      Żałosne.

                                      To co ty napisałaś i ja powyżej to dokładnie jest zaprzeczenie normalności,
                                      którą się tak prze chwilą szczyciłaś.

                                      Jest normalny, bo płaci z lufą przy skroni.

                                      Naprawdę żałosne.
                                      • tully.makker Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 13:01
                                        > Z tego wynika że twój były taki punktualny, bo go zaszantarzowałaś
                                        a on się boi
                                        > .
                                        >
                                        > Żałosne.

                                        A co zalosnego w tym, ze jesli sie nie wywiazuje z umow, to ponosi
                                        sie konsekwencje? Moj ex jest managerem z gornej polki i wie, co
                                        grozi w cywilizowanym swiecie za niewywiazywanie sie z zobowiazan.

                                        Po za tym, kocha swojego syna i chce, zeby dziecko mialo zapewnione
                                        wszystko, czego potrzebuje. Dodam, ze do tego przelewa synowi
                                        kieszonkowe na konto, zupelnie dobrowolnie - i wiesz co - tez
                                        punktualnie tego samego dnia od 3,5 lat - odkad Babelek ma konto
                                        bankowe.

                                        Twoja zona jest swieta, ze ci pozwala tak fikac, ale wczesniej czy
                                        pozniej pojdzie po rozum do glowy.
                                      • sonia_30 Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 13:02
                                        Na złość mamie odmrożę sobie uszy? Raz jeszcze powtarzam Michszyb -
                                        nie opłaca się... chyba że chciałbyś dofinasować jakiegoś komornika.
                                      • tully.makker Ujawnil sie kochajacy i troskliwy tatus 01.03.10, 13:02
                                        Gdyby mi żona powiedziała, że niezależnie od przyczyny po
                                        jednodniowym
                                        > opóźnieniu pozwała by mnie do sądu to dostałaby najbliższe
                                        alimenty jakby mnie
                                        > po wszystkich rozprawach i apelacjach komornik dopadł.

                                        Doprawdy komentarz jest tu zbedny.
                                        • michszyb Re: Ujawnil sie kochajacy i troskliwy tatus 01.03.10, 13:23
                                          Wiedziałem że wyciągniesz ten fragment z kontekstu.

                                          To dowodzi poziomu dyskutanta, a właściwie pieniacza, którego jedynym celem jest
                                          oplucie przeciwnika.

                                          Wiesz co myślę że będzie lepiej jeśli zajmiesz się swoim doskonałym życiem i
                                          doskonałym (byłym -sic!) męzem i może doskonałą obecna i przyszłą sytuacją. a
                                          jak masz ochotę się wyżyć to polecam dobry seks, albo jakiś sport.

                                          To tyle. EOT
                                          • eutherpe Re: Ujawnil sie kochajacy i troskliwy tatus 01.03.10, 13:32
                                            Czy każdą odmienną opinię na swój temat uważasz za rodzaj wyżycia się?>Wiesz,
                                            nie każdy musi w ten sposób pozbyć się negatywnych emocji.A dobry seks?Czyżbyś
                                            składał ofertę?Wszak chyba jesteś w tym specjalistą?( czytaj w seksie, nie
                                            wiadomo czy dobrym).
                                          • tully.makker Re: Ujawnil sie kochajacy i troskliwy tatus 01.03.10, 13:40
                                            jedynym celem jes
                                            > t
                                            > oplucie przeciwnika.

                                            Chlopie, ty nie potrzebujesz pomocy w opluwaniu sie, sam to robisz z
                                            wielka wprawa.

                                            Nie wiedzialam jeszcze na tym forum czlowieka, ktory by rownie
                                            skutecznie robil sobie zly PR, co ty.
                                            • michszyb Re: Ujawnil sie kochajacy i troskliwy tatus 01.03.10, 14:07
                                              Nie wiem jak ty ale ja nie jestem tu dla PRu.

                                              Jestem tu chyba po to żeby się dowiedzieć kim stanie sie moja żona za czas jakiś.

                                              No i w sumie juz wiem.
                                              • eutherpe Re: Ujawnil sie kochajacy i troskliwy tatus 01.03.10, 14:14
                                                A dlaczego Ty martwisz się swoją żoną?Ważne kim już obecnie jest z Twojego
                                                powodu. Popatrz kim Ty już jesteś-dla samego siebie. Usiądź kiedyś wygodnie i
                                                przemyśl sobie to na spokojnie.
                                                • sbelatka oooo 01.03.10, 19:10
                                                  eutherpe napisała:

                                                  > A dlaczego Ty martwisz się swoją żoną?Ważne kim już obecnie jest z
                                                  Twojego
                                                  > powodu.

                                                  owszem, zupełnie się nie zgadzam

                                                  ja jestem tym kim jestem - i sama za to odpowiadam

                                                  mój ex może sobie być dowolnie jakis - ale to JA i tak ostatecznie
                                                  decyduję czy jestem sfrustrowaną, zgorzkniałą, złą na świat kobietą -
                                                  czy wręcz przeciwnie

                                                  jasne, czasem tzreba włożyc w bycie po jasnej stronie cienia - więcej
                                                  wysiłku
                                                  • nangaparbat3 Re: oooo 01.03.10, 20:56
                                                    ale moze ona nie jest zła na świat - tylko na Micha?
                                                  • sbelatka Re: oooo 01.03.10, 21:45
                                                    dyskutuję nie w sprawie Micha - tylko ze stwierdzeniem, ze ktoś może z
                                                    kogos cos/kogos zrobic..

                                                    otóż NIE może; tak twierdzi moja osobasmile


                                                    rzecz w tym, ze jedni w tych samych okolicznościach "podpisywali" a inni
                                                    nie...

                                                    i o tym mówie - a nie o żonie Micha, ktora na pewno na Micha jest
                                                    wqrwiona - i zupelnie ją rozumiem
                                              • tully.makker Re: Ujawnil sie kochajacy i troskliwy tatus 01.03.10, 14:22
                                                Nic nie wiesz. Moj ex ma klase, a ty nie. To zasadnicza roznica.
                                    • peoplecanfly Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 14:25
                                      Żeby była jasność na początku. Środki na utrzymanie dzieci są obowiązkiem
                                      rodzica, który nie uczestniczy w codziennym wychowaniu. Trzeba łożyć na swoje
                                      dzieci i koniec! Ale czytając te wypowiedzi dopada mnie refleksja jak kobiety do
                                      tego podchodzą. Ta wypowiedź tylko dowodzi tego, że większość kobiet po
                                      rozwodzie traktuje alimenty jako bicz na byłego partnera i formę szantażu.
                                    • sbelatka Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 19:15
                                      tully.makker napisała:

                                      > Ustalilismy ze alimenty sa platne do 10 i jesli przelew nie wplynie,
                                      > to 11 pozew bedzie w sadzie.a pozew bedzie w sadzie.

                                      jeżeli TO co zacytowałas powyżej jest przykładem "klasy" - Twojej i/lub
                                      exa (bo rozumiem, ze musiałaś użyć tego argumnetusmile ) albo DOGADYWANIA
                                      się... to żal....

                                      i pomijajać życie na pograniczu ubóstwa - naprawde sądzisz, ze śledzę z
                                      dokładnością do dnia datę wpływu alimentów na moje konto?

                                      moj ex punktualnie płaci w terminie, ktory dla niego był
                                      najwygodniejszy - ale do glowy nie pzryszłoby mi go starszyć SĄDEM gdyby
                                      sie o dzień czy nawet 10 dni spóźnił..

                                      mowiąc szczerzez nawet bym tego nie zauważyła

                                      Ty - jak domniemywam - też nie... więc?
                              • tricolour Tak właśnie trzeba robić... 01.03.10, 11:41
                                ... ustalić z żoną (bo ty masz jeszcze żonę) że alimenty wpływają do dnia np 15.
                                I tego dnia najpóźniej mają być na koncie bez względu na fakt nieregularnych
                                twoich zarobków. Poza tym masz mieć bufor finansowy na wypadek gdyby w jakimś
                                miesiącu nie było dochodów, bo dzieci mają mieć co jeść bez względu na twoje
                                zawirowania.

                                A tak na marginesie - twoje dylematy są już tak śmieszne w swoim prymitywizmie,
                                że aż żałosne: dzieci chore gdy masz odwiedziny, termin przelewania opłat,
                                "dobrowolność" alimentów, opis mediacji.

                                Chłopczyk z piaskownicy jesteś.
                                • sbelatka Re: Tak właśnie trzeba robić... 01.03.10, 19:17
                                  tricolour napisał:

                                  > > Chłopczyk z piaskownicy jesteś.

                                  A Ty, mój ulubiony TRi - to wychodzisz na jakiegoś super-faceta...bez
                                  skazy pierworodnej
                        • nangaparbat3 Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 12:16
                          sbelatka napisała:

                          >
                          > ja tam dosluchuje sie w tym co pisze Michu przejawów autorefleksjismile
                          >
                          No tak, mnie juz słuch coraz slabiej sluzy sad
          • nangaparbat3 Re: Nandzia ;-P 27.02.10, 18:29
            tully.makker napisała:


            > A gdzie byly potrzeby dzieci michszyba, kiedy on dmuchal panienke na
            > boku, zamiast byc przy nich?

            I to też jest dobre pytanie.
            • sbelatka Re: Nandzia ;-P 27.02.10, 21:41
              a jakie to ma DLA DZIECI znaczenie????
              • nangaparbat3 Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 02:01
                Zasadnicze. "Chcesz byc dobrym dla dziecka, bądź dobry dla jego matki." Nie
                pamiętam, kto to powiedzial, ale madrze powiedzial. Oczywiscie ta zaleznośc jest
                tym prawdziwsza, im mlodsze dziecko. Kiedy kobieta jest w ciazy - to jedno i to
                samo.
            • tylko.tata Re: Nandzia ;-P 27.02.10, 22:06
              Ludzie popełniają błędy, zdradzaj tak samo kobiety jak i mężczyźni.
              Zawsze ta sytuacja doprowadza do ciężkiej traumy u dzieci. Sam popełniłem ten
              błąd w życiu i bardzo tego żałuje... W tej chwili toczy się sprawa rozwodowa...
              Zostałem w krótkim na poczet sprawy rozwodowej, narkomanem
              alkoholikiem...zobaczymy co dalej. Skutecznie się przed tym bronię...
              Konsekwencją tego jest, że w tej chwili nie mogę być z synkiem ponieważ jest
              chory a "kochana" teściowa nie pozwala wchodzić do swojego domu. I po 7 dniach
              choroby ma nadal chorować, generalnie po to abym nie mógł się z nim widywać.
              Synka słyszę 2 razy dziennie przez tel. ponieważ moja żona postanowiła zemścić
              się za moją odpowiedź na pozew. Nawet nie wolno mi do lekarza pójść z żoną i z
              synkiem... to też zabronione... W ciągu ostatnich 4 miesięcy widziałem synka
              może w sumie z 12 razy... zawsze na dworze lub w supermarkecie. Nie mogę go
              wykąpać, położyć spać nie mogę nic co zawsze robiliśmy wspólnie... I to wszystko
              jak Twierdzi żona w imię dobra dziecka...
              Pomimo tego wszystkiego, rozumiem ze to moja forma kary. Kocham moją żonę bardzo
              i bardzo chcę naprawić nasze małżeństwo...Mam nadzieje ze się uda i gdy padną
              emocje...uda nam się. Bardzo w to wierze.
              • kasiapfk Re: Nandzia ;-P 27.02.10, 22:51
                Cholera jasna!!!! (ciśnie mi się)
                Qrdę, dlaczego, pytam, dlaczego zdradzający NIE MYŚLĄ wcześniej???
                (Tylko tato, to nie osobiście do Ciebie, tylko tak w ogóle w ramach
                refleksji..... nasunęło mi się po przeczytaniu Twojego postu.
                I po wypowiedzi mojego znajomego, który twierdzi: a po cholere sobie
                tak komplikować życie ?! - co jest dowodem, że nie wszycy nie myślą,
                i nie wszystkich zakochanie porywa...
                CZasem mam wrażenie, że porywa tych mniej dojrzałych..
                ech zycie
                żeby nie było, aniołem niewinności nie jestem...
                • sbelatka Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 00:27
                  nie czyniąc tutaj ze zdrady czy odchodzenia od żony/męża czynu godnego
                  pochwały - ogłaszam, że nie jestem pewna, czy to dotyka tych mniej
                  dojrzałych..

                  tak by sie chciało - żeby tak było...

                  postawiłam tutaj w jednym szeregu zdradzających i odchodzących bez
                  zdrady - ale z punktu widzenia finału - efekt jest ten sam; rodzina
                  przestaje istniec w jej najlepszym kształcie

                  więc...
                  czy odchodzenie od męża/żony jest domeną tych mniej dojrzałych?
                  a może jest właśnie przejawem dojrzałości..? albo odruchem instynktu
                  samozachowawczego..?
                  albo jeszcze czymś innym...

                  jasne - jest jasne co jest moralne a co nie, co jest ok. a co nie...

                  ale wydaje się (mojej osobie się tak wydaje), ze człowiek jest nieco
                  bardziej zlożony i poplątany niż może i dobrze by było żeby był...

                  jasne, dzieci rozwiedzionych rodziców maja w plecy
                  jak i dzieci alkoholików, narkomanów, psychopatów, bezrobotnych,
                  pracoholików, ..
                  oczywiście różnie te dysfunkcje wpływają na młode - ale .. cóż ...

                  to co ja mogę zrobić dla moich mlodych - to dbac o siebie, swoją MOC,
                  pomagać im w byciu w bliskości z tatą i jego rodziną, uczyć siły i wiary
                  w siebie...
                  no i kochać; pamiętając, ze oni sa niezależnymi bytami ode mnie (choć są
                  zależni)
                  i dawac im prawo do popełniania własnych błędów i ponoszenia
                  konsekwencji... kochając mimo...

                  ale to trudne jest - dawać im wolność...wyboru...kochania...działania..
                  nie działania....

                  a po co ja to wszytsko piszę?
                  pewnie po to żeby przekonać kogoś może - że nie o to chodzi by szukac
                  winnych i ich piętnować
                  ale by pomagać exom płci obijga być rodzicami wspierającycmi rozwój
                  swoich dzieci

                  tylko że żeby móc tego dokonac - trzeba sie zająć sie najpierw sobą ..

                  i tak, jestem przekonana, ze Mich ma w tej sprawie wiele do zrobienia..
                  i go do tego zachęcam mam nadzieję smile

                  zony nam sie nie uda zachęcic do niczego - mam jendnak nadzieje, ze za
                  doradców "robią" u niej jakies mądre, dojrzałe kobiety
                  a nie szczujące ją na Micha rozdygotane i żądne krwi i zemsty kobiety z
                  własną "złą" historią..
                  • tylko.tata Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 01:54
                    Odpowiem po Twoim poście, ponieważ dyskusja tak się ułożyła.
                    Może to dość osobiste co teraz opowiem, może nie powinienem ale spróbuje
                    przedstawić następstwa sytuacji, które nie skłoniły mnie do romansu ale były
                    następstwem tego co się wydarzyło.
                    Wrzesień roku 2008 dowiedziałem się, że moja żona poroniła parę tygodni
                    wcześniej. Znów dowiedziałem się ostatni i nie od mojej żony.
                    Pojawiła się osoba (kobieta...niestety) , która była mi przyjacielem (wtedy tak
                    myślałem). Byłem zły na żonę, że znów odsunęła mnie od tak ważnej informacji w
                    naszym życiu. Kobieta z którą rozmawiałem (typ modliszki jak się później
                    okazało) starała się ode mnie "wyciągnąć" mnóstwo informacji by potem
                    wykorzystać je pokazując mi, że moja żona nie jest nic warta, że można żyć
                    inaczej. Później utwierdzało mnie to bardziej w przekonaniu, że może mieć racje.
                    Zaczęły się nagrywania wszystkiego co się dało... Teściowa stała się częstszym
                    gościem w domu niż na to pozwalały wszelkie normy... po co ?? A po to ponieważ
                    to ona miała MP3... W końcu po kilku sprzeczkach i "nakryciu" mojej żony z
                    nazwijmy to "kochanka" po wyjściu z teatru wyprowadziłem się. Bilety zostawiłem
                    w domu tak widoczne, że małe dziecko by potrafiło je znaleść. Na co liczyłem ...
                    na to, że żona tam będzie i zawalczy... Była ale poza tym ze wyzwała kobietę nic
                    nie zrobiła zupełnie nic. Wyprowadziłem się już po 14 dniach były to
                    walentynki... chciałem wrócić. Usłyszałem, że może to i dobrze może to nam jest
                    potrzebne. W kwietniu się opamiętałem wróciłem, ale to był początek. Za namową
                    psychologa przyznałem się, że zdradziłem żonę. Nie opowiedziałem szczegółów
                    ponieważ nie chciałem aby to mocno przeżywała i to był największy błąd który
                    popełniłem. Zamiast naprawić sytuację pogorszyłem ją. Kwiecień, maj...
                    wyjeżdżaliśmy starałem się aby wszystko wróciło do normy ... Żona nawet udała
                    się do rodziców tej kobiety aby przekonali ją, aby dała mi spokój... NIe pomogło
                    taka kobieta nie odpuszcza... Czerwiec, żona sie wyprowadziła za namową naszej
                    "niani". Prosiłem wróciła cały czerwiec było super... Koniec czerwca znów błąd
                    tym razem moja żona powiedziała mi, że nasza niania wszystko przekazywała jej,
                    że to ona pomogła się jej wyprowadzić. Szlag mnie jasny trafił, powiedziałem
                    niani, że od tej chwili traktuje ja tylko jako pracownika nic więcej.
                    Zadzwoniłem do tej kobiety chciałem się wyżalić. Mieliśmy być tylko
                    przyjaciółmi. Ona układała sobie "życie" tzn wróciła do zabawiania się jeden
                    facet dziś jutro inny. Przespaliśmy się tego dnia... Pamiętny dzień kiedy
                    powiedziałem jej definitywnie, że to koniec. Niestety takich kobiet się nie
                    zostawia. Rok wcześniej ta sama kobieta robiła jedno małżeństwo. Na szczęście
                    ludzie po roku od rozwodu zeszli się ze sobą i są razem. W sierpniu powiadomiła
                    mnie,że jest w ciąży. Powiedziałem,że muszę o tym powiedzieć żonie, że to
                    poważna sprawa, stwierdziła że to może nie być moje, że może być kogoś innego.
                    Lipiec, sierpień wrzesień cały czas byłem z moja cudowną żona i synkiem.
                    Październik...15-go... Telefon, że chce załatwić sprawę polubownie bo jednak
                    chce pieniędzy. Powiedziałem, abyśmy zrobili badania DNA nie zgodziła się.
                    Dostałem pismo od jej prawnika, że żąda 10 tys złotych... Gdy to nie
                    poskutkowało poszła do mojej żony. Od wizyty i rozmowy z tą kobietą minęło 6 dni
                    kiedy żyliśmy razem z żona, spędzaliśmy czas, spaliśmy w jednym łóżku,
                    kochaliśmy się... Po 6 dniach wyprowadziła się znów do mamy. Wróg wcześniejszy
                    stał się jej najlepszym przyjacielem (ta kobieta potrafi manipulować ludźmi). Na
                    tę chwile moja żona wręcz przyjaźni się z tą kobietą, ba nawet zeznają wspólnie
                    na sprawach które mam (rozwodowa i zabezpieczenie alimentów). Paradoksem tego
                    wszystkiego jest to, że dla mojej żony ta kobieta stała się ważniejsza niż
                    cokolwiek innego. Wiadomości, czy rozmowy o których wiem sprowadzają się do
                    cytuje "dowalimy skur... żadnej litości" itd... W siągu sekundy stałem się
                    alkoholikiem, narkomanem, człowiekiem który nie potrafi zająć się własnym
                    dzieckiem. Ja walczę o żonę i nie przestanę ponieważ wiem że to największy skarb
                    w moim życiu, który bardzo zraniłem. Przyznałem się do romansu przed sądem.
                    Najgorsze jest jednak to,że moja żona stała się marionetką tej kobiety daje sobą
                    manipulować a ona śmieje się z niej za plecami. Jak najprościej sprawić, żeby
                    facet cierpiał ? Odsunąć go od syna, byliśmy związani strasznie mocno, wygłupy,
                    wspólne filmy, modelarstwo, walki Power Rangers smile)) Ryby... w tym roku sam
                    złowił z 4 płotki ze 2 uklejki i kilka okoni... a miał skończone 3 latka...
                    Możecie mnie ocenić jak chcecie, przyjmę każda krytykę ponieważ uważam, że to
                    pomaga ludziom. I wiem też ze ludzie potrafią żałować swoich błędów i chcą dać z
                    siebie wszystko aby ich więcej nie popełniać. Ja jestem takim człowiekem...Nie
                    potrafie racjonalnie wytłumaczyć swojego zachowania... jedynie co teraz
                    przychodzi mi na myśl to dlaczego byłem taki głupi i dałem się tak
                    zmanipulować...Ale jest już za późno czasu nie da się cofnąć.
                    Pozostaje mi tylko walczyć dalej o moją kochaną żonę i starać się odbudować to
                    co zepsułem.
                    Kochanie jeśli to czytasz, a pewnie tak. Wiec, że bardzo Cię Kocham i bardzo
                    żałuje tego co się stało. Zrobię wszystko aby Cię odzyskać.
                    Bardzo Cie Kocham.
                    • nangaparbat3 Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 02:13
                      jeszcze dziesiec dni temu nie uwierzylabym Ci. Ale w ostatnich dniach obserwuję
                      z bardzo bliska sytuacje, ktora jest niemal identyczna - kobieta-manipulantka,
                      ktorą kolejne osoby darzą zaufaniem, a ona rozwala cale ich dotychczasowe zycie.
                      Niewiarygodna, jak z kiepskiego filmu - i rzeczywiste.
                      Bardzo Ci współczuję.
                      Z takimi osobami wlasciwie nie ma jak walczyc. Chyba tylko czekac aż ten, kogo
                      omamily, samodzielnie przekona się, z kim ma do czynienia. Wierzę, ze Twoja żona
                      się przekona.
                      • tylko.tata Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 02:22
                        nangaparbat3 napisała:
                        > Bardzo Ci współczuję.
                        > Z takimi osobami wlasciwie nie ma jak walczyc. Chyba tylko czekac aż ten, kogo
                        > omamily, samodzielnie przekona się, z kim ma do czynienia. Wierzę, ze Twoja żon
                        > a
                        > się przekona.
                        Ja też w to bardzo wierzę...
                        • kasiapfk Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 17:11
                          Tylko.tato,
                          nie chciałam, by mój post był przyczynkiem do Twojego "wyznania
                          win". Jesli sprowokowałam, przepraszam.
                          Ja tylko tak, jakoś musiałam frustrację swoją wyeksponować.
                          Tylko.tato, życzę powodzenia. Cokolwiek się stanie w Twoim życiu.
                          Ja, odnosze wrażeie, że jestem już na prostej, stąd coraz rzadziej
                          zabieram głos i przyznaję coraz rzadziej czytam forum. Ale historii
                          Michszyba, nie odmówię sobie. Jedyna w swoim rodzaju wink.

                          Sbelatko, przepraszam, ale nie chcę się wdawać w dyskusje z Tobą.
                          No, nie po drodze nam zupełnie, chociaz ja tolerancyjna iwyrozumiała
                          jestem. Zatem pozostawię Twoja odpowiedź bez odzewu z mojej strony.
                          • tylko.tata Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 16:11
                            > Tylko.tato,
                            > nie chciałam, by mój post był przyczynkiem do Twojego "wyznania
                            > win". Jesli sprowokowałam, przepraszam.
                            Nic się nie stało...
                            > Tylko.tato, życzę powodzenia. Cokolwiek się stanie w Twoim życiu.
                            > Ja, odnosze wrażeie, że jestem już na prostej, stąd coraz rzadziej
                            > zabieram głos i przyznaję coraz rzadziej czytam forum.
                            Dziękuję mam nadzieję, że odzyskam moją cudowną myszkę...
                            Na prostej od pojednania ? Czy raczej do rozpadu ?
                            • sbelatka Tato 01.03.10, 19:28
                              tylko.tata napisał:

                              > >
                              > Dziękuję mam nadzieję, że odzyskam moją cudowną myszkę...


                              ja tam nie rzucam w nikogo koamieniem.. tak na wszelki wypadek..
                              ale po szczerej opowieści o swoich skokach w co najmniej 2 odslonach -
                              podaruj sobie hasła "moja cudowna myszka" - bo "moich cudownych myszek"
                              sie nie zdradza..tato...

                              to takie jakby letko niesmaczne było...

                              zresztą wyznania swej miłości na końcu "wyznaniowego" posta - raczej
                              też...
                              • very_blondi Re: Tato 01.03.10, 21:06
                                sbelatka napisała:

                                > ja tam nie rzucam w nikogo koamieniem.. tak na wszelki wypadek..


                                Ale na wszelki wypadek rzucasz, mimo deklaracji.
                                To tu, to tam.
                                • sbelatka Re: Tato 01.03.10, 21:55
                                  very_blondi napisała:

                                  > sbelatka napisała:
                                  >
                                  > > ja tam nie rzucam w nikogo koamieniem.. tak na wszelki wypadek..
                                  >
                                  >
                                  > Ale na wszelki wypadek rzucasz, mimo deklaracji.
                                  > To tu, to tam.


                                  powinnam rzec - nie rzucam kamieniem w zdradzających...;
                                  tak na wszelki wypadek... bo tylko bogi wiedzą co mi jeszcze w życiu
                                  pisane...
                              • tylko.tata Re: Tato 01.03.10, 21:16
                                > ja tam nie rzucam w nikogo koamieniem.. tak na wszelki wypadek..
                                > ale po szczerej opowieści o swoich skokach w co najmniej 2 odslonach -
                                > podaruj sobie hasła "moja cudowna myszka" - bo "moich cudownych myszek"
                                > sie nie zdradza..tato...

                                Ludzie popełniają błędy ja swoich bardzo żałuje. Ale sytuacja nie była
                                czarno-biała jak Tobie się wydaje.

                                > zresztą wyznania swej miłości na końcu "wyznaniowego" posta - raczej
                                > też...

                                Wyzywanie ? Chyba nie mój post czytałaś. Ja tylko mówię, że tamta kobieta moją
                                żoną manipuluje i nigdzie w poście żony nie wyzwałem.
                                Może zacznij czytać ze zrozumieniem...
                                • sbelatka Re: Tato 01.03.10, 21:52
                                  tylko.tata napisał:

                                  > > .
                                  >
                                  > > zresztą wyznania swej miłości na końcu "wyznaniowego" posta - raczej
                                  > > też...
                                  >
                                  > Wyzywanie ? Chyba nie mój post czytałaś. Ja tylko mówię, że tamta
                                  kobieta moją
                                  > żoną manipuluje i nigdzie w poście żony nie wyzwałem.
                                  > Może zacznij czytać ze zrozumieniem...

                                  WYZNANIE, Tato - wyznanie - a NIE wyzwanie..

                                  to może jednak Ty zacznij czytac ze zrozumieniem??? Hę?
                                  • tylko.tata Re: Tato 01.03.10, 22:33
                                    > WYZNANIE, Tato - wyznanie - a NIE wyzwanie..
                                    >
                                    > to może jednak Ty zacznij czytać ze zrozumieniem??? Hę?
                                    Przepraszam, złe przeczytałem.
                                    Czy było niesmaczne ? Nie sądzę od 4 miesięcy (gdy ta kobieta pojawiła się u
                                    mojej żony) cały czas przepraszam i mówię jak bardzo mi przykro. I naprawdę ją
                                    Kocham. Tak jak napisałem to wszystko nie jest czaro-białe tak jak piszesz...


                                    • lampka_witoszowska Re: Tato 02.03.10, 02:06
                                      nie przejmuj się
                                      sbelatka nei zwraca uwagi, jak michszyb swoja żonę bluzga, a
                                      przy "myszce" jej się wrażliwość uruchomiła

                                      tylko Ty decydujesz, jak nazywasz swoją żoną

                                      mam nadzieję, że znajdziecie swoje szczęście, Tylko.tato
                                    • sbelatka Re: Tato 02.03.10, 11:00
                                      czy ja cos pisze w duchu potepiającym Cię? Twoje zdardy?
                                      czy zachęcam do zaniechania waliki o małżeństwo/rodzinę?

                                      nie,
                                      jasne - swiat jest w róznych barwach, nie dość, ze nie czarno-biały
                                      ale i szary
                                      to także pełen barw tęczy..
                                      tak go widzę..

                                      ale czuję dysonans na poziomie - "mojej kochanej myszki" i zdrad...;
                                      nie jednorazowego wyskoku i tego co sie dzieje teraz między Wami


                                      i nie chodzi mi o to jak sobie tam mówisz do żony; myszko - podoba
                                      mi się..

                                      jak juz będziecie miłym stadłem.. w alkowie albo gdzie tam
                                      zechcecie - szepcz do niej myszko kochana...

                                      a tak na marginesie; sądzisz, ze jesli od 4 miesięcy jej powtarzasz,
                                      ze ją kochasz - to nie usłyszała?
                                      czy nie zrozumiała?

                                      powtarzanie tych samych zachowan - i oczekiwanie, ze zmienią sie
                                      reakcje innych na nie - jest z góry skazane na niepowiedzenie..

                                      to Ci tylko tak podpowiadam..
                                      zacznij robic cos innego - bo to co robisz jest nieskuteczne..
                            • kasiapfk Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 21:06
                              Jestem po rozwodzie. I to jest najlepsza sytuacja jaka mogła się
                              zdarzyć, gdy ludzie przestają się kochać.
                              • tylko.tata Re: Nandzia ;-P 01.03.10, 21:31
                                Jeśli oboje to ok, jeśli jedno przynajmniej i jest jakaś iskierka to trzeba walczyć.
                    • bosa.nowa Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 14:03
                      tylko tata... przeczytalam ...powiem tylko jedno ,walcz o
                      zone ,walcz na kolanach ,walcz w kazdy mozliwy sposob bo poki jest
                      cos co si epali warto to podtrzymac.Walka bedzie ciezka ,musisz
                      schowac dume w kieszen ,musisz wierzyc w was i do cholery przestac
                      sie kontaktowac ,utrzymywac kontakt z "tamta" .Wierze ze wam sie
                      uda ,trzymam kciuki i...rozumiem...
                      • tylko.tata Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 14:17
                        Będę walczył nie poddam się.
                        Ja się z "tamtą" nie kontaktuje... wręcz przeciwnie... teraz ona kontaktuje się
                        z moją żona sad I to jest paradoks...

                        Dumę już dawno schowałem...
                    • sbelatka a jednak Tato... 01.03.10, 21:49
                      tylko.tata napisał:

                      > Odpowiem (...)> Wrzesień roku 2008 dowiedziałem się, że moja żona
                      poroniła parę tygodni
                      > wcześniej. Znów dowiedziałem się ostatni i nie od mojej żony.
                      > Pojawiła się osoba (kobieta...niestety) , która była mi przyjacielem
                      (wtedy tak
                      > myślałem). Byłem zły na żonę, że znów odsunęła mnie od tak ważnej
                      informacji w
                      > naszym życiu. Kobieta z którą rozmawiałem (typ modliszki jak się
                      później
                      > okazało) starała się ode mnie "wyciągnąć" mnóstwo informacji by potem
                      > wykorzystać je pokazując mi, że moja żona nie jest nic warta, że można
                      żyć
                      > inaczej.(..)

                      tu wywaliłam cały środek - bo nie rzecz w tym...
                      a potem nastąpiło; co poniżej...


                      > Kochanie jeśli to czytasz, a pewnie tak. Wiec, że bardzo Cię Kocham i
                      bardzo
                      > żałuje tego co się stało. Zrobię wszystko aby Cię odzyskać.
                      > Bardzo Cie Kocham.


                      więc jednak Tato - czytał Twoj postsmile
              • nangaparbat3 Re: Nandzia ;-P 28.02.10, 02:03
                To Twoja sytuacja jest zupelnie inna niz Micha. Gorąco Ci zyczę, żeby Ci sie udalo.
    • zwiatrem Re: Chore dzieci 01.03.10, 19:31
      Michszyb,
      jestes lekarzem. Ok.
      Moje dzieci tez maja lekarza.
      Ten natomiast uwaza i to juz od lat wielu niezmiennie podkresla, ze dziecko
      zupelnie jak czlowiek dorosly przed choroba jak i w jej trakcie traci dobre
      samopoczucie, laknienie, spada zainteresowanie swiatem zewnetrznym.
      Chcesz powiedziec, ze ten pediatra sie myli?
      Czy tez raczej udowodnic, ze zolza zona czy ex zona (przepraszam ale nie czytam
      wszystkiego jak leci) i ubrdala sobie, ze dzieci musza byc w domu, a choroba
      jest udawana.
      Coz.
      Zalozyles watek z premedytacja, zeby dowalac kobietom ogolnie i komus kogo tutaj
      nie ma, bo tak Ci sie chce.
      Uwazam, ze zaden zwiazek nie rozwala sie z winy jednej osoby,takie przypadki sa
      niezmiernie rzadkie.
      Podobnie w tym przypadku, tak wina jak i umowa oraz porozumienie dotyczy obu stron.
      Zapros tutaj druga strone do dyskusji i wtedy szanse na dialog wzrosna. Moze
      nawet beda rowne, ale nie prowadz tego typu zagrywek za plecami kogos, kto nie
      moze sie do nich ustosunkowac.
      Szanuj i bedziesz szanowany.
      • sbelatka Re: Chore dzieci 01.03.10, 19:59
        a o czym Ty piszesz?

        Mich sobie pisze tutaj - jak wielu z nas przedstawiając SWOJE punkty
        widzenia; z zasady nie nawolujemy do przywlekania przed nasz majestat
        drugich połówek

        a poza tym - znowu ktos (tym razem Ty) WIE jakie ktoś ma intencje...;
        czyli mamy do czynienia z kolejną posiadaczką kryształowej kuli..
        • lampka_witoszowska Re: Chore dzieci 02.03.10, 02:15
          nie, tu nikt nei ma pojęcia o intencjach
          wcale tego nei widac z postów
          wcale a wcale big_grinDDD
          • sbelatka Re: Chore dzieci 02.03.10, 10:12
            uwierz mi,
            TWOJA interepetacja czyjegos zachowania jest tylko i wyłącznie
            TWOJA..

            Twoje domniemanie czyichś intencji - także zarówno

            rozumiem, ze trudno to oswoić - ale czy chcemy czy nie - postrzegamy
            pryzmat innych przez SWOJE wyobrażenia, intencje, doświadczenia i te
            de..

            przez SWOJE

            czasem/często nasza interpretacja jest zgodna z intencjami autora
            zachowania/działania

            ale warto wiedziec - że NIE ZAWSZE

            więc jesli ktos pisze, ze mich robi coś po to żeby dowalić kobietam
            albo jak wczesniej - bo nie szanuje kobiet - to to jest domniemanie

            a poza tym...
            co to znaczy SZANUJE kobiety??

            czy ja szanuję?? mężćzyzn???
            jako masę? zbiorowośc??
            zaręczam, ze nie..


            moge szanowac jakiegos mężczyznę - bo coś tam...
            • lampka_witoszowska Re: Chore dzieci 02.03.10, 12:21
              intencje wypływają ze słowa pisanego, chyba że ktoś jest wyjątkowo
              niezborny w kwestii wypowiadania się - podobnie jak z mimiki,
              reakcji na czyjes słowa, wydarzenia, opisywane podejście

              i w koncu pisanie wprost o własnych intencjach

              a że Twoje widzenie świata jest czysto subiektywne - jak każdego -
              to też i dobrze by było, gdybyś o tym po prostu pamiętała


              jesli mich pisze do Tri czy swoich innych adwersarzy, że znowu
              odezwała się kobieta, która chce dopiec mężczyznom - to tu
              zastosowanie mają Twoje słowa - z tym, że kierujesz je do
              niewłasciwej osoby
            • tricolour Jeżeli chodzi o fakty... 02.03.10, 17:23
              ... to Mich zastanawiał sie publicznie czy jego żona jest suką.
              Wielokrotnie pisał obelzywe teksty do kobiet, które miały czelność
              mieć własne zdanie inne niż Mich. Pisał, że dobrze, że mężowie
              zostawili te kobiety - czy to jest wyraz szacunku? Do mnie też pisał
              jakieś kretyństwa, ale o to mniejsza. Zastanawiał się także Mich jak
              wywalić żonę ze wspólnego domu, a matce odebrać dzieci.

              Czy Mich ma szzczere intencje i kieruje sie dobrem dzieci? Czy
              wakacje z dziećmi wspólnie z kochanką są wyrazem troski o dzieci?
              Nie.

              Poza tym szacunek innych wypływa z szacunku do siebie. To jest
              warunek konieczny. Jeśli piszesz, że kogoś szanujesz "bo cos tam",
              to nie jest to szacunek tylko sprzedaż, deal. Sprzedajesz siebie za
              to "coś tam" i tak długo układ kupno-sprzedaż funkcjonuje jak długo
              jesteś zaspokojona, co nazywasz szacunkiem. To jednak nie jest
              szacunek tylko handel.

              Jeśli się nad tym zastanowisz, to może zobaczysz i to, co napisano o
              Tobie w tym watku omawiającym forumowiczów. Pytałaś wtedy czy taka
              jesteś, jak tam napisano. Moim zdaniem to była dobra charakterystyka
              Twojej osoby.
              • sbelatka Re: Jeżeli chodzi o fakty... 02.03.10, 22:53
                Tri, perełko

                nie pytaŁAM CZY TAKA JETSeM
                -TYLKO (O ILE PAMIĘTAM) NAPISAŁAM,ZE MUSZE SIE NAD TYM ZASTANOWIĆ..
                (sorry za caps lock)

                o to jaka jestem - na pewno nie będe pytać "forum" - bo nie forum
                ustanowi prawdę o mnie

                a co do szcunku do kogoś - już wypowiadałam sie w tej sprawie;
                mój szczunek ma ilus tam ludzi dlatego, ze ... niosą w swoich rękach
                cos tam.. ( i nie mam tu na mysli kluczyków do samochodu, od razu
                wyjasniam)

                szacunek jako należne każdemu uważanie wynikające ze zasad dobrego
                wychowania - to raz

                a ten, o ktorym ja mowie - to dwa

                i juz pisalam - nie mam szacunku do facetów jako zbiorowości; więc nie
                oczekuję , ze ktos będzie mial szcunek do kobiet..

                bo niby co to znaczy???

                jakie ma Mich intencje - tego nie wiesz ani Ty ani ja.
                To powtarzam.
                Ja zakładam,ze dobre
                Ty, ze złe ..

                to co czytamy - to opis zachowań; niekoniecznie przystających do
                intencji..
                o tym rozmawiam cały czas

                a w Twojej, mój dtogi tri, tendencji do przykopywania ludziom - naprawde
                nie widzę szacunku dla innych
                nie do końca wiem co to jest - ale szacunek na pewno nie...
              • michszyb Masz absolutnie rację.. 03.03.10, 09:24
                .. to nie jest wyraz szacunku. Nie szanuję wszystkich tylko za to że istnieją.
                Szanuję tylko tych których szanuję. Co w tym niezwykłego? I jesli nie szanuję to
                nie boję sie tego okazać.
                • zmeczona100 Re: Masz absolutnie rację.. 03.03.10, 09:52
                  michszyb napisał:

                  > .. to nie jest wyraz szacunku. Nie szanuję wszystkich tylko za to że
                  istnieją.
                  > Szanuję tylko tych których szanuję. Co w tym niezwykłego?

                  Nie, to nie jest nic nadzwyczajnego.


                  I jesli nie szanuję t
                  > o
                  > nie boję sie tego okazać.

                  Sorry, ale nic bardziej debilnego już dawno na tym forum nie czytałam.
                  No ale tak to jest- kindersztuby się nie nabywa na studiach, stażu,
                  specjalizacjach itp. To wynosi się z domu.Pięęęęękny przykład dla synów,
                  piękny.
                  • sbelatka Re: Masz absolutnie rację.. 03.03.10, 11:09
                    zmęczona
                    Ty to myliśz - "szacunek" okazywany starszej osobie poprzez np.
                    ustąpienie jej miesjca czy przepuszczenie w drzwiach bo kobieta - to
                    kindersztuba i trza ją mieć

                    a "szacun"....aaaa, na to sie "zarabia"... albo i nie

                    od razu mowię - zakladam, ze ja mam szacunek u mojego exa - i ja go
                    szanuję; jako czlowieka.. mimo czynów niektórych, ktore ostatecznie
                    są "punktowe" ...
                    • zmeczona100 Re: Masz absolutnie rację.. 03.03.10, 11:48
                      michszyb napisał:

                      > A co ma kindersztuba do szacunku. Wybacz ale to ty jesteś idiotką jeśli
                      mylisz
                      > te pojęcia.

                      A Ty jesteś idiotą do kwadratu, skoro nie wiesz, że zachowanie wynika z
                      kindersztuby własnie. Okazywanie, że się kogoś nie szanuje, jest
                      ZACHOWANIEM.

                      Wyobraź sobie że można kogoś nie szanować i zachowywać się
                      > kulturalnie wobec tej osoby.

                      A to wiem, wyobraź sobie. Bo rodzice nauczyli mnie kultury i sama wiem,
                      gdzie są granice przyzwoitości.
                      Natomiast Ty napisałes tak:

                      > I jesli nie szanuję to
                      >nie boję sie tego okazać.

                      Np. wyzywasz, bo nie boisz się okazać swojego braku szacunku do osoby.
                      Myślisz, że to cokolwiek ma wspólnego z odwagą? Że wychowany człowiek
                      własnie tak się zachowuje?? Że demonstruje, iż kogoś nie szanuje?
                      >
                      >
                      > A tak w ogóle to łajanie mnie za taki tekst w ten sposób jest przejawem
                      > skrajnego braku szacunku.
                      > Co czyni z ciebie nie tylko idiotkę, ale i hipokrytkę.


                      Wyrażenie opinii o Twojej idiotycznej- wg mnie- wypowiedzi, jest łajaniem?
                      Kolego, czy Ty w ogóle umiesz znieść jakąkolwiek niezbyt przychylną Ci
                      uwagę?
                      Teraz ad persona kompletnie- wcale się nie dziwię, że upadł Twój prywatny
                      biznes. Kto by chciał płacić za wizyty u buca, który okazuje, jak pomiata
                      ludźmi?
                      Sbelatko, teraz wiesz, czy ma coś wspólnego kindersztuba z okazywaniem, że
                      się kogoś nie szanuje?
                      • aneta-skarpeta Re: Masz absolutnie rację.. 03.03.10, 11:57
                        Zmeczona- on i tak tego nie zrozumie
                        ( wiem w tym momencie też zapracowałam sobie na brak szacunkuwink)

                        Michszyb myli brak szacunku ze zwykłym chamstwem

                        osobiscie natomiast uwazam, ze kazdego nalezy w jakis podstawowy
                        sposób szanowac, jako człowieka. Moge powiedziec ( w sposób
                        kulturalny), ze nie akceptuję takiego zachowania, takiej postawy

                        pozatym, tak na chłopski rozum prosze mi wyjasnic
                        -czym mozna sobie zapracowac na szacunek u Ciebie Michszyb?
                        -jak długo trzeba na to pracować? 1 rozmowa? miesiac, rok?
                        - nie szanujesz ludzi, ktorych nie znasz, a np widujesz przelotnie i
                        wyglądają na porzadnych ludzi?
                        • michszyb Re: Masz absolutnie rację.. 03.03.10, 12:09
                          Nie nie mylę chamstwa z brakiem szacunku. To co pisze zmęczona jest emanacją
                          chamstwa wynikającego z braku szacunku. Do mnie.

                          Jak zapracować na szacunek?

                          No na pewno wyrzyganie się emocjonalne na moje buty nie pomaga.

                          Proszę jakie wy święte jesteście. takie kulturalne i szanujace ludzi. A to co do
                          mnie piszecie to tylko taka dyskusja i wyrażanie opinii.
                          Nie drogie panie to przejaw braku szacunki, stereotypowego myślenia,, projekcji
                          własnych problemów i słabości i na koniec zwykłaego chamstwa na które sobie tu
                          anonimowo pozwalacie bo formuła forum pozwala wyładować swoje frustracje na
                          obcych bez konieczności obnażania swojego prawdziwego ja.
                          • eutherpe Re: Masz absolutnie rację.. 03.03.10, 12:11
                            Aaaaa to piszesz również o sobie?Przecież nie ma tutaj większego frustrata.
                            • michszyb Re: Masz absolutnie rację.. 03.03.10, 12:22
                              Jasne, z jakiegoś powodu tu jestem i nie ukrywam swoich przekonań i problemów.

                              A Wy drogie Panie, to co? Wpadacie tu, bo ksiadz w ramach pokuty nakazał nieść
                              kaganek oświaty i miłości do ludzi na forum?

                              Oj nie. Jesteście tu bo macie gigantyczne problemy z którymi sobie nie radzicie
                              a tu kreujecie sie na spokojne, opanowane i takie wyrozumiałe alfy i omegi.

                              Moze temu forum dobrze by zrobiło gdyby z tych wyidealizowanych wypowiedzi
                              zdrapać warstwę picu i pokazać swoje prawdziwe ja.
                              Kreujecie się na inne niż jesteście, żeby samemu w to potem uwierzyć. A ja was
                              wkooorwiam bo przy mnie tracicie ciśnienie i wychodzi to co prawdziwe.
                              • aneta-skarpeta Re: Masz absolutnie rację.. 03.03.10, 12:25
                                > A Wy drogie Panie, to co? Wpadacie tu, bo ksiadz w ramach pokuty
                                nakazał nieść
                                > kaganek oświaty i miłości do ludzi na forum?
                                >


                                nie. Bo to niezła lekturasmile tylko i aż tyle

                                • eutherpe Re: Masz absolutnie rację.. 03.03.10, 12:27
                                  A Ty co człowieku robisz ze siebie na tym forum. Pośmiewisko. Wskaż mi
                                  człowieka, który nie ma problemów emocjonalnych a ucałuję Ci stopy!
                                  • tully.makker ja bym bardzo chciala 03.03.10, 12:32
                                    zeby zona michszyba sobie wydrukowala jego wypowiedzi z tego watku.
                                    lacznie z ta usunieta - moze ja moderator przywroci? Dla dobra
                                    dzieci, please!
                                    Ograniczenie praw rodzicielskich mialaby jak w banku.
                                    • zmeczona100 Re: ja bym bardzo chciala 03.03.10, 13:05
                                      Tu jest zakamuflowany ten post:
                                      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,107850129,108143333,Re_Masz_absolutnie_racje_.html?wv.x=2
                                      smile
                                    • aneta-skarpeta Re: ja bym bardzo chciala 03.03.10, 13:32
                                      a co on tam napisał? bo mnie to ominelosmile
                                • zmeczona100 Re: Masz absolutnie rację.. 03.03.10, 12:55
                                  I w dodatku można tu spotkać różnej maści pajaców, których np. w realu nigdy
                                  bym nie spotkała smile
                              • lu_zak Re: Masz absolutnie rację.. 03.03.10, 13:16
                                ja jestem wredna jeśli chodzi o mojego pana kolegę byłego męża i
                                nie mam zamiaru zmieniać tego.
                          • aneta-skarpeta Re: Masz absolutnie rację.. 03.03.10, 12:14
                            o losiebig_grin
                            ale sie dowiedziałyśmybig_grin
                      • michszyb Czysta 100% hipokryzja 03.03.10, 12:04
                        > Teraz ad persona kompletnie- wcale się nie dziwię, że upadł Twój prywatny
                        > biznes. Kto by chciał płacić za wizyty u buca, który okazuje, jak pomiata
                        > ludźmi?

                        Piszesz jak to kulturalna jesteś i szanująca ludzi a potem taki tekst. Zlituj
                        się się bo to jakby słuchać komunisty o prawach jednostki, albo księdza o
                        cnotliwym życiu.

                        A biznes miałem na studiach i nie miał nic wspólnego z medycyną.
                        • zmeczona100 Re: Czysta 100% hipokryzja 03.03.10, 13:14
                          michszyb napisał:

                          >
                          >
                          > Piszesz jak to kulturalna jesteś

                          Słowo "buc" świadczy o tym, że nie jestem kulturalna? Hm... No wybacz, ale
                          w takim razie nie znajduję słów, które opisałyby Ciebie i jednocześnie- w
                          Twoim mniemaniu- były kulturalne wink

                          >i szanująca ludzi a potem taki tekst.

                          Moment. A z czego wnioskujesz, że szanuję WSZYSTKICH ludzi? Na pewno nie
                          okazuję, że kogoś nie szanuję. Natomiast szacunkiem obdarzam tych, którzy
                          na to zasługują. Mam nadzieję, że siebie do tej ostatniej grupy nie
                          wliczyłeś?

                          Zlituj
                          > się się bo to jakby słuchać komunisty o prawach jednostki, albo księdza
                          o
                          > cnotliwym życiu.

                          Tiaaaa... Albo onkologa, który sam nie chorował na nowotwory smile
                          >
                          > A biznes miałem na studiach i nie miał nic wspólnego z medycyną.

                          No to bogacz byłeś już na tych studiach. I żonaty nawet. Skoro
                          rozdzielność majątkową podpisaliście.
                          BTW, mając nawet tylko aukcje na Allegro jako jedyne źródło dochodu,
                          trzeba się wykazać kulturą osobistą.
                  • michszyb .. 03.03.10, 11:57
                    A co ma kindersztuba do szacunku. Wybacz ale to ty jesteś idiotką jeśli mylisz
                    te pojęcia. Wyobraź sobie że można kogoś nie szanować i zachowywać się
                    kulturalnie wobec tej osoby.


                    A tak w ogóle to łajanie mnie za taki tekst w ten sposób jest przejawem
                    skrajnego braku szacunku.
                    Co czyni z ciebie hipokrytkę.
                    • zmeczona100 Re: .. 03.03.10, 12:02
                      Już Ci na to odpowiedziałam:
                      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,107850129,108143333,Re_Masz_absolutnie_racje_.html?wv.x=2

                      Moderatorzy, nie kasujcie jego/ naszych postów, plizzzzzzzzzz....
                    • aneta-skarpeta Re: .. 03.03.10, 12:04
                      A mozna kogos szanowac i byc wobec niego chamskim?
                      • eutherpe Re: .. 03.03.10, 12:08
                        Można kogoś szanować i zachowywać się wobec niego asertywnie, w kulturalny
                        sposób szanując racje rozmówcy i swoje. A Michszyb jest chamski.
                      • michszyb Re: .. 03.03.10, 12:12
                        Dużo częściej brak szacunku jest maskowany kulturalnym zachowaniem.

                        Uważam że dużo bardziej autentyczne i prawdziwe jest chamskie zachowanie w
                        stosunku do osoby którą się mimo wszystko szanuje.
                        • aneta-skarpeta Re: .. 03.03.10, 12:23
                          jak mozesz byc chamski wobec osoby którą szanujesz? wytłumacz mi, bo
                          nie łapię

                          • michszyb Re: .. 03.03.10, 12:30
                            Wyobraź sobie osobę którą szanujesz z powodu np jej wiedzy, doświadczenia, ale
                            mającą jednocześnie trudny charakter. Ty masz słabszy dzień. Dochodzi do
                            zcięcia, padają różne słowa. Tama puszcza i zachowujesz się po chamsku?

                            Może tak być?
                            • aneta-skarpeta Re: .. 03.03.10, 12:53
                              moze dojsc do ściecia, mozemy sie nawet ostro pokłocic, ale jesli
                              kogos cenie to nie mam potrzeby wyzywania się, ponizania

                              potrafiłam powiedziec za duzo i bez sensu swojemu exowi- ale do
                              niego szacunku nie mam- na co sobie zapracował- wtedy umiem byc
                              chamska



                              generalnie jak pomysle to ja sie w zasadzie nie kłoce z nikim,
                              czasem z chlopem o bzdurysmile- exa pomijam, bo przyjelam taktyke
                              olewania, nie wdawania sie w dyskusje ( bo to nic nie przynosi
                              dobrego)

                              tak jakos zostalam wychowana, kiedys myslalam ze to duza wada-
                              bo "nie walcze", teraz wiem, ze to unikam konfliktów powoduje, ze
                              mam mniej porblemów.

                              jak mam gorszy dzien to troche warcze, ale do ponizania drugiej
                              osoby, chmastwa jest bardzo daleko

                              naprawde trzeba mi zaleśc za skórę, zebym musiała pokazac "prostacka
                              strone swojej osobowości"smile

                              a że generalnie mam podejscie do zycia "wisi mi to" to trudno mnie
                              doprowadzic do stanu wrzenia

                              jednoczesnie jak widze ze z kims mi nie lezy kontakt to go unikam

                              w pracy na szczesciem mam dobre kontakty, od 10 lat te samesmile

                              tak więc z osobami, które cenie i szanuje nie zdaza mi sie kłocic

                        • karolina33331 Re: .. 04.03.10, 14:30
                          Michszyb wiesz co Ci powiem.
                          Jesteś cholernie podobny do mojego exa...Mój były mąż zachowywał się
                          tak samo w stosunku do mnie jak Ty traktujesz przedmiotowo swoją
                          żonę i dzieci//Tyle, że w moim mężu po rozprawie na której usłyszał
                          jak ja przez godzinę spokojnym, łagodnym tonem opowiedziałam
                          historię "naszego rozstania" coś w nim pękło...
                          Podziękował mi mailem, poprosił o zabranie dzieci na weekend
                          (zgodziłam się).
                          On chyba zrozumiał, jak ja się czułam kiedy on zostawił mnie po 17
                          latach i że to iż wylewałam wiadra pomyj pod adresem jego kochanki
                          (mojej ex koleżanki), to normalna reakcja na ból, zdradę,
                          porzucenie. Teraz po rozwodzie będzie miał dostep do dzieci tyle ile
                          chce, ale będę wymagać szacunku....Poczytaj trochę o empatii...Może
                          wtedy otworzą Ci się oczy...
    • zmeczona100 Re: Chore dzieci 01.03.10, 20:27
      Omatko, znowu tasiemiec sad
      Sorry, nawet nie chce mi się tego czytać, bo liczba wpisów świadczy o
      tym samym, co zawsze- mich coś sobie wykombinował, tylko zona mu się
      sprzeciwiła. Biedny misiu.
      Zmień płytę, bo to już nudne dawno się zrobiło.
      • eutherpe Re: Chore dzieci 02.03.10, 10:49
        Po raz kolejny wnioskuję o zakończenie wątku.
        • sbelatka Re: Chore dzieci 02.03.10, 11:01
          ale właściwie dlaczego?

          skoro zyje??
          • eutherpe Re: Chore dzieci 02.03.10, 11:11
            Przepraszam ale czy w tym "laniu wody" jest coś sensownego?ŻYĆ można na różne
            sposoby, można już wegetować. Sprawa oczywista-medyk idzie do sądu, tam
            wyznaczają RODK( ma wielkie szansę,że panie uznają jego racje), sędzia
            rozpatruje opinię i koniec małżeństwa.Żona po czasie dziękuje Bogu,że medyk
            odszedł, emocje ulegają rozproszeniu a pan medyk "żyje długo i szczęśliwie " u
            boku kolejnej pani, która:nie pije, nie bije, nie wrzeszczy, nie ma zobowiązań,
            kocha Pana , jest pokorna,kocha jego dzieci i wogóle cud miód.Amen.
            • sbelatka Re: Chore dzieci 02.03.10, 12:03
              ależ możesz oczywiście być znudzona tym wątkiem i widzieć bezsens
              bicia piany w tej samej sprawie

              ale można uznac, ze wątek spełnia jakąs funkcje..
              np. teraputyczną... można sobie odrzygać rózne emocje do
              przeniewierców
              albo do myslących "inaczej"...
              albo można sobie załatwić swoja sprawę przy okazji (patrz tato)
              albo mozna cos tam ..

              gdy przestanie byc potrzebny - to zdechnie; dokładnie tak samo jak i
              inne wątki.. umierają śmiercia naturalną...

              ja tam uważam watki Micha za interesujące z róznych względów i gdy
              jakiegos nie ma
              • eutherpe Re: Chore dzieci 02.03.10, 12:37
                Przepraszam Sbelatko ale nie użyłam sformułowania znudzona, aczkolwiek powiem Ci
                szczerze-zniesmaczona tym wszystkim.Ale widzę pozytyw-Mich nabrał siły i mocy w
                swojej pseudowalce,I WIESZ CO?M.in dzięki Tobie Sbelatko.Więcej poparcia dla
                czynów w stylu Micha a będzie dobrze.
                • sbelatka Re: Chore dzieci 02.03.10, 17:07
                  rzekłaś
              • lu_zak Re: Chore dzieci 03.03.10, 13:14
                ... o dzięki za taką terapię.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka