michszyb
03.03.10, 09:18
Zainspirowany postawą tylko.tato i ostatnią rozmową z sąsiadem postanowiłem
skreślić ten wątek.
Tyle mówi się na temat dobra dziecka w sytuacji gdy postawa ex jest
nieprzejednana i ograniczająca kontakty. jak wtedy postąpić? Są przynajmniej 2
możliwości.
1. postawa miękka - zgadzać się na wszystko co zarządzi ex i eskalować
konfliktu. Efektem krótkoterminowym jest wyraźne ograniczenie kontaktów
dziecka z ojcem. Długoterminowe? Też 2 możliwości. Jedna to wygaśniecie
konfliktu i unormowanie opieki nad dziećmi. Drugi to utrata dziecka. Taką
historię opowiedział mi sąsiad. Działo się ok 15 lat temu. Matka nie pozwoliła
na kontakty. Wsparł ją ojciec policjant a usankcjonował sąd przyznając 2
godziny raz na 2 tygodnie w miejscu zamieszkania dziecka. Było nastawianie
przeciw ojcu. Efekt jest taki że syn nie chce znać swojego ojca i faktycznie
go nie zna, a ojciec w imię "dobra" też odpuścił sobie wysiłki.
2. postawa twarda- nie zgadzanie się na organicznie kontaktu na każdym etapie.
Aktywna postawa. Efekty? Krótkoterminowe? Więcej kontaktów dziecka z ojcem?
Mniej kontaktów? Eskalacja konfliktu? Większy bajzel niewątpliwie. Efekty
długoterminowe? Tu przypominają mi sie historie jeszcze 2 sąsiadów rozwodników
(w ogóle sami rozwodnicy - straszne). Obaj byli oskarżenie przez swoje ex o
pedofilie - przez co przez wiele miesięcy mieli widzenia z dzieckiem z
kuratorem. Tak wiec są kobiety które nie mają skrupułów.
Czy dobry ojciec nie powinien podjąć wszystkich możliwych starań, aby utrzymać
więź ze swoimi potomkami?
Jak ograniczyć możliwość utraty dziecka? Być ustępliwym, czy nieustępliwym?
Czy macie jakieś doświadczenia, albo słyszeliście o takowych?