do wątku ankary

12.03.10, 10:22
wątek rozwinął się chyba nie w tym kierunku. Rozumię co miałaś na myśli pisząc o tych wewnętrznych konfliktach. I tu nie chodzi o usprawiedliwianie siebie. Mój "przyjaciel" też ma żonę i ja często o tym myślę, stawiam się w jej sytuacji i nie czuję się z tym dobrze. Kiedy dowiedziała się o tym, że utrzymujemy kontakt telefoniczny i rozmawiałyśmy było mi jej naprawdę szkoda. Naprawdę nie chcę jej skrzywdzić i jest mi jej bardzo żal, ale stawaiam sobie pytanie: czy moje szczęście jest mniej ważne niż jej? Przeciez taki układ to decyzja dwoje ludzi a nie jednego. Nasz związek jest bardziej w sferze emocjonalnej, spotykamy się bardzo rzadko. Jednak to co wtedy nas łączy jest piękne. Nie widzieliśmy się od pół roku. Mieszkamy daleko od siebie. Jednak mimo kilku prób nie umiemy z tego zrezygnować. Ja powtórze tu to co już kiedyś na tym forum napisałam: człowiek szuka poza swoim związkiem tego czego mu brakuje w związku. Jeżeli masz to co jest ci potrzebne nie szukasz tego. Ja nie raz mówiłam mężowi czego potrzebuje. on to zbywał śmiechem. Kiedy złożyłam pozew rozwodowy, był zdziwiony. Twierdzi że go zdradziłam. Ale to on był przyczyną rozpadu małżeństwa bo nie próbował nawet cokolwiek zmienić, bo jak twierdził jemu tak było dobrze. W związku mojego "przyjaciela" było podobnie. Choć teraz potrafiła się zmienić, być czuła i miła. I dlatego jest mi jeszcze trudnij.
Bez względu na to wszystko dla mnie teraz najważniejsze jest doprowadzić rozwód do końca. Być może kiedy będę wolna wtedy spróbuje ułożyć sobie życie SAMA.

Ankara jak chcesz napisz prywatnie
    • esteraj Re: do wątku ankary 12.03.10, 13:46
      nie.ta napisała

      Naprawdę nie chcę
      > jej skrzywdzić i jest mi jej bardzo żal, ale stawaiam sobie pytanie: czy moje
      > szczęście jest mniej ważne niż jej?

      A w przykazaniach jest wyraźnie powiedziane:
      NIE POŻĄDAJ ŻONY BLIŹNIEGO SWEGO, ANI ŻADNEJ RZECZY, KTÓRA JEGO JEST

      No tak, ale jeśli nie wierzy się w Boga, to hulaj duszo...

      Poza tym mowa o żonie, a nie o mężu.
      Zawsze można znaleźć wytłumaczenie...
      • nowel1 Re: do wątku ankary 12.03.10, 13:49
        > No tak, ale jeśli nie wierzy się w Boga, to hulaj duszo...

        Hm, czy dla Ciebie jedynym systemem etycznym jest chrześcijaństwo?
        I tylko wiara w Boga może spowodować, że człowiek postępuje właściwie?
        • esteraj Re: do wątku ankary 12.03.10, 14:04
          Przekonałam się, że wartości chrześcijańskie są ponadczasowe i warto się ich
          trzymać.
          Ale popieram również buddyzm, choć znam go dość ogólnikowo.
          Nie potępiam ateistów, którzy potrafią żyć etycznie, choć etyka w tym wypadku to
          pojęcie względne, każdy wyznaje inne wartości.
          • aneta-skarpeta Re: do wątku ankary 12.03.10, 14:18
            no , a katolicy oczywiscie wierza w Boga i nie zdradzająsmile
            • esteraj Re: do wątku ankary 12.03.10, 14:29
              aneta-skarpeta napisała:

              > no , a katolicy oczywiscie wierza w Boga i nie zdradzająsmile

              Zdradzają, gdy ich wiara się chwieje. Wiara to tylko wiara a nie prawda absolutna.
              • aneta-skarpeta Re: do wątku ankary 12.03.10, 14:39
                własnie. wiara to tylko wiara i nie wszystko tylko od niej zalezy

                czyli można miec surowe normy moralne, bez wiary-> nie zdradzać
                • esteraj Re: do wątku ankary 12.03.10, 14:41
                  Jak najbardziej.
                  • krezzzz100 Re: do wątku ankary 12.03.10, 14:43
                    No właśnie. Ale jaki sens ma w takim razie Twoja poprzednia wypowiedź?
                  • aneta-skarpeta Re: do wątku ankary 12.03.10, 14:45
                    czyli w zdradach nie chodzi o to, ze "Boga w sercu nie ma" tylko o
                    cos innego
                    • krezzzz100 Re: do wątku ankary 12.03.10, 15:38
                      Oczywiście. Ale to Ty podałas ten trop )))
      • krezzzz100 Re: do wątku ankary 12.03.10, 14:00
        No, ja nie wierzę....
        I co z tego wynika?
        • esteraj Re: do wątku ankary 12.03.10, 14:06
          I żyjesz tak jak chcesz. Ty jesteś sobie sterem i żeglarzem. Dokąd dopłyniesz,
          sama się o tym przekonasz.
          • krezzzz100 Re: do wątku ankary 12.03.10, 14:40
            Jako i każdy wierzący.
            Tylko nadal: co z tego wynika?
    • kasiapfk Re: do wątku ankary 12.03.10, 14:30
      Bardzo pięknie tłumaczysz romanse szukaniem tego, czego nie ma w
      ziwązku.
      Tylko jest jedno "ale". Jest tylko JEDEN związek, który zaspokaja
      nasze WSZYSTKIE potrzeby. Związek płodu z matką. Wszyskie inne, to z
      zasady związki, w któych nieraz ścierają się sprzeczne interesy
      ludzi i niezaspakające wszystkich naszych potrzeb. I co wtedy?
      Wszyscy mają szukać poza?
      tak dla refleksji.
      Bo ja też szukałam "poza" - nie żebym się na świętą kreowała. Tylko
      dojście do prawdy zajęło mi o wiele za długo i przyniosło wiele
      niepotrzebnego bólu i mi i osobom zaangażowanym.
      • krezzzz100 Re: do wątku ankary 12.03.10, 14:42
        wychodzi na to, że powinnaś związać się na stałe z matką. Pardon, ale takie
        rozumowanie musi prowadzić na manowce.

        Z tego, że się osiągnie coś lepszego, choć nie całkiem doskonałego, nei wynika
        by nie iść ku temu lepszemu. To by oznacząło stagnację we wszystkich wymiarach.
        • nangaparbat3 Re: do wątku ankary 12.03.10, 17:51
          krezzzz100 napisała:

          >
          > Z tego, że się osiągnie coś lepszego, choć nie całkiem doskonałego, nei wynika
          > by nie iść ku temu lepszemu. To by oznacząło stagnację we wszystkich wymiarach.
          >


          Ale chyba nie masz na mysli przechodzenia od czlowieka do człowieka?
          Dla mnie, jak sie już jest w związku, "isc ku lepszemu" trzeba razem.
          Kłopot jest, kiedy tylko jedna strona chce isc, a druga jej w tym przeszkadza.
          Albo stawia bierny opor. Mijaja sie nie tyle oczekiwania, co potrzeby zwiazane z
          rozwojem (w znaczeniu zmiany bedacej odpowiedzia na wyzwania stawiane przez zycie).
          • krezzzz100 Re: do wątku ankary 12.03.10, 20:00
            Tak, to jedna z większych tragedii, kiedy drogi rozwoju obu się rozmijają, kiedy
            w wyniku tego rozmijania się kurczy się wspólnota.

            Oczywiście, najlepiej jest, kiedy para nie rozmija się aż tak, by nowe (jako
            lepsze) mogło zagrozić wspólnocie. Ale zdarza się, że drogi aż tak się
            rozchodzą, że nowe lepsze staje się REALNE. JA tego doświadczyłam. Wtedy trzeba
            sobie odpowiedzieć na wiele ważnych pytań.

            Niestety, to także mam na myśli. Tak bywa, że tym nowym, ku czemu się idzie,
            jest inny człowiek.
            • nangaparbat3 Re: do wątku ankary 13.03.10, 00:36
              Wiesz, ja rozumiem ze tak sie moze zdarzyc. Ale nie powinno sie chyba z góry
              zakładac takiej możliwosci.
              Zresztą - coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, ze nasz model rodziny
              jest absolutnie bez sensu.
              Ponieważ dowiedzialam się własnie, ze u naczelnych to samice decydują, jaki
              model zycia rodzinnego zostanie przyjety, proponuję model Mosuo, po raz trzeci
              (proponuje).
              • lampka_witoszowska Re: do wątku ankary 13.03.10, 01:11
                żeby nei szukać daleko - psychologia dawno odkryła, że trwalsze i
                spokojniejsze są rodziny, w których rolę decydenta sprawuje kobieta

                - podaję za wypowiedzią w "Życ w tym świecie i przetrwać" Skynner i
                Cleese
        • kasiapfk Re: do wątku ankary 12.03.10, 19:28
          Pragnę zauważyć, że płodem nie jestem od momentu narodzin. Subtelna
          różnica.
    • luna67 Re: do wątku ankary 12.03.10, 17:50
      nie.ta napisała:

      "....Naprawdę nie chcę jej skrzywdzić i jest mi jej bardzo żal"

      To tak jakbys kopala lezacego i plakala nad bolem jaki mu zadajeszsmile

      "....ale stawaiam sobie pytanie: czy moje szczęście jest mniej ważne niż jej?"

      Tak, jej szczescie jest wazniejsze, gdyz to ona pierwsza go zbudowala z tym
      mezczyzna, a ze sa kryzysy w malzenstwie, kazde dziecko o tym wie.
      Taki mezczyzna/kobieta w kryzysie nie ma szansy na pokonanie niego, bo sa za
      leniwi, bo "naprawa" bardzo duzo wysilku kosztuje, wiec lepiej po prostej, tak
      latwiej, najlepiej odciac sie od tych uciazliwych spraw.

      "Przeciez taki układ to decyzja dwoje ludzi a nie jednego."

      Tak, jest decyzja obojga, ale ta/ten kochanka/kochanek wykorzystal niestabilna
      sytuacje w malzenstwie. Wiem o czym mowie, gdyz moj Ex po rozwodzie mi plakal,
      ze ta kur...a (kochanka) wykorzystala nasz kryzys, a on byl za leniwy.....,
      nieznane go pociagalo.....smile.

      Ja moge rzucac te KAMIENIE, gdyz to ja pierwsza wnioslam o rozwod (jak mu "niby"
      przebaczylam), a zrobilam tak a nie inaczej, bo "zachcialo" mi sie innego
      chlopasmile.

      Dla mnie zwiazek/malzenstwo jest swiete (obojetnie jakie ono jest), gdyz zeby
      utworzyc zwiazek/malzenstwo potrzeba dwie osoby, i to wlasnie te osoby sa tez za
      siebie nawzajem MORALNIE odpowiedzialne (obojetnie czy sie w dalszym ciagu
      kochaja czy nie).

      Dla mnie miec kochanka/kochanke bazuje na tchorzostwie i wygodnictwie; o
      cholercia co zrobie jak sie nie uda? albo zaslania sie "dobrem" dzieci.

      Czyli wchodzac w zwiazek z kochankiem/a robi sie to powoli z premedytacja, nie
      ma milosci, bo milosc rozwija sie powoli, jest tylko zauroczenie, ktore mija po
      1-2 latach, dajemy sobie czas na poznaie tej osoby. Jak taki zwiazek nie moralny
      przetrwa 2 lata, to tez nie daje gwarancji na dalsze szczescie, gdyz nie znaja
      slowa: monotonia, codziennosc, odpowiedzialnosc, zaufanie....itd. (bo byli w
      "powijakowym" zwiazku oddalonym od rzeczywistosci)). Czesto szwankuje taki
      zwiazek jak dopanie ich dzien powszechny.

      Jezeli nie bylo by nawet tej iskierki milosci ze strony zdadzajacego, to chyba
      by juz dawno odszedl? a jezeli sleczy w takim nieudanym zwiazku, to wygodnis i
      tchorz, a z takim nie chcialabym sie zwiazac.

      Jestem w drugim zwiazku i wiem, ze najpierw odejde, jak bedzie mi zle.........,
      i nie czepie sie faceta bedacego w zwiazku (a mialam nie jedna okazje) i niech
      kazdy robi tak, zeby nie "plakal" nad kopana przez siebie ofiara jak tysmile

    • ania7718 Re: do wątku ankary 12.03.10, 20:53
      Mój ex mąż wybrał sobie panią na tym samym poziomie wykształcenia
      ale ona akurat miała i ma pracę (jest nauczycielką) a ja wtedy nie
      miałam, ma prawo jazdy i dziecko co oznacza, że ma możliwości
      (rozrodcze) bo on uważa że z nim jest wszystko ok.
    • esteraj Re: do wątku ankary 12.03.10, 22:50
      Gdyby kochanki nie uważały się za lepsze od żon tych facetów, nie byłyby kochankami.
      • luna67 Re: do wątku ankary 12.03.10, 23:10
        esteraj napisała:

        > Gdyby kochanki nie uważały się za lepsze od żon tych facetów, nie byłyby
        kochankami.

        Nie Esteraj, te kobiety sa tak zdesperowane, ze w glodzie milosci, rzucaja sie
        nawet na faceta urzywanegosmile))

        I nikt mi nie powie, ze facet "urzywany" to rarytas (nawet jakby byl ze zlota),
        bo on jest z poteznym bagazem na cale zycie, czesto z dziecmi, a pozniej z
        wnukami i ich matka na karku, nie mowiac o czasie i finansachsmile)))

        Wlasnie, i tu jest ten szkopul, ze kochanki tylko tak mysla, ze sa lepsze, bo
        rzeczywistosc wychodzi pozniej w praniu.

        Kobieta, ktora ma swoja godnosc nigdy nie bedzie kochanka, i ja sie nie nadajesmile

        • esteraj Re: do wątku ankary 12.03.10, 23:23
          luna67 napisała:
          > Nie Esteraj, te kobiety sa tak zdesperowane, ze w glodzie milosci, rzucaja sie
          > nawet na faceta urzywanegosmile))

          To nie tak, że kobiety są tak zdesperowane, że rzucają się na używanego faceta,
          one czują się lepsze i lubią wyzwania.
          W ten sposób sprawdzają, czy są na tyle dobre, że taki facet im ulegnie.
          Poczucie dowartościowania wzmacnia ich ego i tworzy się iluzja prawdziwej miłości.

          A, że potem są opłakane konsekwencje, to już inna sprawa.
          Potem trzeba udowodnić, że MIŁOŚĆ wszystko zwycięży.
          • luna67 Re: do wątku ankary 12.03.10, 23:51
            Esteraj napisala:

            "> W ten sposób sprawdzają, czy są na tyle dobre, że taki facet im ulegnie.
            Poczucie dowartościowania wzmacnia ich ego i tworzy się iluzja prawdziwej miłości."

            Powiedz mi, jakie jest to wezwanie (sprawdzenie) i dowartosciowanie?, urzywajac
            do tego celu zdesperowanego, zyjacego w kryzysie malzenskim faceta?

            Mnie by to nie zadowolilo, moje wezwanie i sprawdzenie ma duzo wyzsza
            poprzeczke; odbylo by sie na wolnym, przystojnym i inteligentnym facecie (jakbym
            sama tez byla wolna).

            Czyli sa jednak zdesperowane i szukaja latwego lupu, nie mowiac o tej iluzji
            milosci (z iluzja jest pelno ludzi w klinikach psychiatrycznychsmile

            "MIŁOŚĆ wszystko zwycięży", tak, ale prawdziwa, czczera, dojrzala, na ktorej nie
            zbudowanie jest cierpienie innych.
      • lampka_witoszowska Re: do wątku ankary 13.03.10, 01:14
        sądzę, że to raczej mężczyzna uwaza kochankę w pewnej waznej dla
        niego sprawie za lepszą od wybranej sobie żony
        kochanka może zyć chyba całkowicie w oderwaniu od porównywania się z
        żoną - acz może to być dla niej trudne
        • luna67 Re: do wątku ankary 13.03.10, 02:08
          ampka_witoszowska napisała:

          > sądzę, że to raczej mężczyzna uwaza kochankę w pewnej waznej dla
          > niego sprawie za lepszą od wybranej sobie żony.

          Kochanka dla mezczyzny to oderwanie sie tymczasowe od problemow, akumulator dla
          zwiazku malzenskiego. Jezeli by byla lepsza od zony, nie byla by nia dlugosmile
          facet postawil by ja na pierwszym miejscu a zone na drugim (rozwod).

          A jednak tak nie jest, bo czytam ze kochanki czekaja jak dzieci tych mezow
          podrosnasmile)))))(granica u mnie miesiacsmile)))

          "> kochanka może zyć chyba całkowicie w oderwaniu od porównywania się z żoną -
          acz może to być dla niej trudne"

          Przyznam, ze nie zrozumialam, ale chyba wiem co masz na mysli.

          Zazwyczaj zona nie wie o kochance, a kochanka o zonie wie, i nie wyobrazam sobie
          jako kobieta orgazmu z facetem, o ktorym wiem, ze bzyka inna kobiete (zone)!!!!
          Ochyda i jakies zboczenie.

          A z drugiej strony mezczyzni, zeby "zatrzymac" kochanke, ten "akumulator"
          malzenski (zeby byc w dobrym nastroju i zonie dogodzic) opowiadaja rozne
          niestworzone rzeczy o zonach, ktore z prawda sie nie pokrywaja, a mysla co innegosmile
          • lampka_witoszowska Re: do wątku ankary 13.03.10, 10:01
            czasem stosuję takie skróty myslowe, że aż ... smile))

            chodziło mi o to, że nie zawsze kochanka porównuje się moim zdaniem
            z żoną - ale moze być dla niej trudnym uczciwe porównanie się z
            druga kobieta, której przeceż własnie nei zna, ale zna relację
            ukochanego - z reguły negatywną... a i kompleksy własne moga
            zwycieżać i można się pokusić o pójście na łatwiznę - "jestem po
            prostu lepsza"
            a i można unikać porównywania się i nie zajmować się tym tematem
            wcale - bo w końcu gdyby temat tej nieszczęsnej (a może i
            szczęsnej?) żony by przeważał czy był znaczący, to romans straciłby
            na swoim uroku baaaardzo mocno
Inne wątki na temat:
Pełna wersja