Dodaj do ulubionych

Refleksja nad codziennoscia

30.04.10, 19:36
W wywiadzie Gali z Kimga Rusin znalazlam taki fragment:
"Często trudno jest znaleźć siłę, a bez niej nie pójdziemy dalej. Największym
kryzysem, który dał mi bardzo dużo do myślenia, była dla mnie śmierć ojca.
Odszedł w najmniej oczekiwanym momencie. Wtedy, kiedy ogromnie go
potrzebowałam, kiedy potrzebny był mi mężczyzna, który bezgranicznie mnie
kocha i we mnie wierzy. To był moment takiej głębokiej refleksji – „co
dalej?”, zadania sobie wielu pytań.

Tak naprawde powiedziala dokladnie to co sama czuje.
Wczesniej byl rozwod i wtedy mialam oparcie w ojcu. Ale teraz nie mam w nikim
oparcia dosc, zeby w taki weekend jak ten nie plakac

Znow naszly mnei smutki i nie potrafie sobie z nimi poradzic. W tygodniu duzo
pracowalam, to pozwala nie czuc i ni emyslec. Ale dzis, kiedy wrocilam do
pustego domu ,m zrobilo mi sie cholernie smutno
...a za dwa dni rocznica Taty.
Obserwuj wątek
    • sama-19 Re: Refleksja nad codziennoscia 30.04.10, 19:49
      tszymaj się wiem że jest ci ciężko pozdrawiam
      • mankatoja Re: Refleksja nad codziennoscia 30.04.10, 21:05
        Dziekuje, pozdraiwam serdecznie. Tak, ciezko, prawda....
    • evela1982 Re: Refleksja nad codziennoscia 30.04.10, 23:25
      Bliscy odchodzą, ale zyją w naszych sercach. W takich chwilach
      zwątpienia ważna jest modlitwa i wiara w to, ze bliscy chociaż,ze
      juz ich nie ma wsrod żywych wciąż spogladają na nas z góry. Mnie ona
      zawsze pomaga, właśnie uśmiecham się do bratasmile sad Pozdrawiam!
    • plujeczka Re: Refleksja nad codziennoscia 01.05.10, 07:01
      pewnie ,że kiedy odchodza bliscy człowiek czuje sie jakby mu zwalił
      się na głowe czały swiat, wiem co czujesz poniewaz od wielu lat nie
      żyje moja mama .W zasadzie niczego nie doczekała odeszła w wielku 40
      lat-bardzo brakowało mi jej kiedy wybierałam szkołę srednią, pożniej
      kiedy zdawałam mature , nie doczekała slubu ani nie było jej dane
      doczekać wnuczki i...mojego rozwodu.W tych chwilachh byłam wściekła
      na Pana Boga ,ze odebrał mi kogos kto mógłby byc dla mnie wsparcie i
      może dlatego stałąm się silną kobietą.Rozwód mnie nie załałam a
      dodał skrzydeł, otworzył nowe lepsze zycie, zahartował mój charakter
      i ukształtował mnie jako matkę i żonę "wojowniczkę"==moze tak miało
      być?osobiacie na codzień nie czuje sie samotna, praca, pomaganie
      innym, tysiace spraw do załatwienia nie daja mi odsapnać.Uwierz ,ze
      samotnośc to trochę nasz wybór,to czasami ucieczka od problemó i
      izolacja, którą sami stwarzamy.Włąsnie stałam , pije kawę i jade na
      cmentarz do mamy troche pogawedzic, opiwedzieć co u nas słychać i
      pwenie uronic łżę ale wiem ,ze ona nie chciałabym bym płakała i była
      mazgajem...trzymaj sie cieplutko i uwierz zycie po rozwodzie
      naprawdę może byc fajne aprzede wszystkim godne bo wówczas wszystko
      juz zależy od nas samych.
    • enesta Re: Refleksja nad codziennoscia 01.05.10, 19:19
      U mnie śmierć Babci- chyba najbliższej mi osoby, zbiegła się w
      czasie z pierwszym rozwodem. To było dla mnie potwornie ciężkie
      doświadcznie.
      Trzeba szukać siły w sobie i chyba cieszyć się tym, że dla kogoś
      możesz być tak ważna i tak bliska jak kiedyś Ktoś był dla Ciebie.
      Utrata bliskiej, zaufanej, cieszącej się autorytetem osoby to
      duchowa bolesna samotność..Pozdrawiam Mankatoja..
    • mankatoja Re: Refleksja nad codziennoscia 02.05.10, 00:24

      Bardzo dziekuję wam za te wszystkie madre i dobre slowa.Pomogly przetrwac ten
      dzien... Sciskam Was mocno.


      internetbezchamstwa.pl
    • anka_spiewak Re: Refleksja nad codziennoscia 02.05.10, 18:21
      Ja nigdy nie miałam oparcia w rodzicach.
      Moi rodzice zyja.
      Psychicznie nie pomogli mi, gdy podjęłam decyzje o rozwodzie.
      Czasem odnosze wrażenie, ze to ja opiekuje się nimi.
      Pomagaja mi finansowo, zawsze to cos, za to jestem im niozmiernie wdzięczna smile
      Zrozumiałam, ze mam sama siebie.
      Zaczęlam rozmawiac sama z soba, szukać w sobie tej drugiej, Dużej Anki, która sie mna zaopiekuje. Tego własnie oczekiwałam - że ktos się w końcu mną zaopiekuje. tego szukałam tez w każdym mężczyźnie (i nie było to chyba zdrowe oczekiwanie...)
      I odezwała się ta moja 'dorosła" czesć mnie, ze spokojem stwierdzając, ze jest, ze sie mną przeciez opiekuje, ze moge byc spokojna.
      Uspokoiłam sie, zaczełam poznawac odpowiednich mężczyzn, dbać o siebie, dbać o zdrowie, rozpieszczać siebie, czego prawie nigdy nie robiłam.
      Brakowało mi wiecznie jakiegoś "opiekuna/-ki", szukałam tego bezskutecznie w moich partnerach ale to nie jest droga, bo mozna sie uzależnić od bycia z kimś i nie potrafić zyć samemu, życie samemu w takim przypadku to wieczne poczucie zagrożenia.
      ale jesli mam ze sobą sama siebie, moja opiekunkę, bo to część mnie, jakby podświadomość - czuję sie bezpiecznie, nieważne z kim jestem. I przy okazji tak choro nie uzalezniam sie od męzczyzn.

      może to brzmi jak rozdwojenie jaźni, moze wkraczam na tematy psychologiczne, które nie wszyscy trawią i uwazają że jestem pomylona ... smile
      ale mi to pomogło.
      duża Anka opiekuje sie ta mała, zagubiona, poraniona Anią.
      Moi znajomo też sie mna w jakims tam stopniu opiekują. ale to, czego nie dostałam od rodziców musiałam wytworzyć w sobie sama, żeby nie zwariować.
      I zapewniam Was, że można tak życ i być szczęśliwym.
      Jesli tylko ufamy sobie i wiemy, ze opiekujemy sie sami sobą.
      • enesta Re: Refleksja nad codziennoscia 02.05.10, 23:55
        Przeczytałam Anka, .. i doszłam do wniosku że chyba nie umiem
        zaopiekować się sobą. Robię to dopiero wtedy gdy ktoś mnie już
        niszczy.
        Pocieszające że potrafię zaopiekować się, zatroszczyć się o kogoś.
        Właściwie to sama nie wiem czy to pocieszającesmile
        Jeśli Tobie to się udaje to gratuluję.
        Ja chyba potwornie potrzebuję uwielbiania, rozpieszczania, noszenia
        na rękach, potrebuję tego uczucia non-stop od drugiej strony i bez
        tego nie potrafię funkcjonować w związku. A samotnie nie jest źle,
        życie wypełniają inne ważne sprawy, które dają satysfakcję.
      • mankatoja Re: Refleksja nad codziennoscia 03.05.10, 10:57
        Mysle ze znalazlas doskonale wyjscie ktorego ja ni epotrafie zastosowac. Umiem
        troszczyc sie o innych, zdecydowanie, o siebie niewiele, choc sie nauczylam i tak.
        W domu, szczegolnie dla matki, bylam tym gorszym niemadrym i niewdziecznym
        dzieckiem, moj brat zas dzieckiem idealnym, totez zawsze robilam wszystko aby byc
        kochana przez rodzicow, ktorzy nie za bardzo potrafili dac mi milosc. Tata
        probowal, pochwalil, potrafil cos zasugerowac jak robilam zle, w taki sposob ze
        nie czulam sie upokorzona. ale w domu rzadzila mama, od niej tata uciekal w
        prace . A ja w ksiazki. W szkole tylko zbieralam laury. I ze nie bylam taka glupia
        jak wmawiala mi matka, osiagnelam bardzoo wiele. Tyle ze za malo lubie siebie. za
        malo w siebiewierze. Dlatego potrzebuje duzo milosci od innych. nie uzalezniam sie
        od partnera, zaden mi nigdy nie zarzucil tego, raczej jestem przyjacielem,
        kumplem anizeli bluszczem. Tyle ze za malo wymagam, tak to byl zarzut. I cos w tym
        jest. Tak czy siak jestem czlowiekiem stadnym i nie lubie ciszy.
        • piotrek_pomorze Re: Refleksja nad codziennoscia 04.05.10, 21:19
          mankatoja, świetlana przyszłość przed Tobą, uszy do góry smile Najważniejsze, że
          wiesz gdzie leży problem - brak wiary w samą siebie i w swoje możliwości.
          Uwierz, że możesz wiele, a czasami nawet wszystko (zależnie od tego jak na to
          popatrzeć...). Jeśli zaczniesz sobie stawiać cele, wierzyć w ich realizację i je
          osiągać to sprawi to Tobie wielką frajdę. To mogą być różne rzeczy, czy w życiu
          zawodowym czy prywatnym, małe czy duże. Nie walcz ze sobą, tylko siebie
          zaakceptuj, polub siebie więcej i spraw by to co robisz sprawiało Ci
          przyjemność. By codziennie rano pozytywnie myśleć co nas czeka.
          Pozdrawiam i życzę powodzenia smile
          • mankatoja Re: Refleksja nad codziennoscia 04.05.10, 21:30
            Dziekuje, masz racje, potrzeba wierzyc w siebie, nie watpic w siebie
            nawet gdy ciezko jest.
            Postaram sie smile
          • enesta Re: Refleksja nad codziennoscia 05.05.10, 23:32
            Nie jestem przekonana czy chodzi tu o brak wiary w siebie.
            Myślę że to raczej tęsknota za kimś bardzo bliskim, wspierającym,
            godnym zaufania i kochającym zawsze.
            Lubię siebie, realizuje cele które sobie stawiam, daje mi to
            satysakcję, nigdy nie byłam krytykowana pzez rodziców, jako dziecko
            uwielbiana i uwielbiająca ojca, zawsze słyszałam że sobie poradzę..
            a tak bardzo brak mi tej najbliższej osoby,.. którą dla mnie była
            właśnie babcia
    • czarne_wino Re: Refleksja nad codziennoscia 04.05.10, 20:41
      jesli sile odnajduje sie w ktoryms z rodzicow , a po jego smierci
      czuje sie osieroconym to oznacza,ze bylo sie caly czas zrosnietym
      pepowina z tym rodzicem. to nie jest dobre. wyszlo na to,ze Rusion w
      zwiazku byla caly czas dziewczynka swojego tatusia , a nie partnerka
      dla meza. to samo jest z facetami uzalznionymi od
      matek.zazwyczaj,kiedy te matki umieraja oni zostaja tak napawde
      mezami i partnerami swoich kobiet.tylko,ze b.czesto jest to
      juz "musztarda po obiedzie",bo te zony zmeczone maminsynkiem
      odchodza duzo wczesniej niz ich matki.
      • mankatoja Re: Refleksja nad codziennoscia 04.05.10, 21:29


        Hm...dzieki za opinie, ale nie masz racji. nie mieszkalam z
        rodzicami od 20 lat, nie bylam zwiazana z pepowina tylko wiezia jaka
        jest naturalna dla rodzica i dziecka. ojciec nie holubil mnie,
        wymagal ale byl sprawiedliwy i pootrafil rozmawiac, w
        przeciwienstwie do mamy- wiecznie niezadowolonej.
        mysle ze istotnie wiezii w stylu mamisynek sa niedobre i dorosle
        dziecko zle funkcjonuje w zwiazku , tyle ze w mojej rodzini epredzej
        mamysynkiem byl moj brat niz ja taty corcia. a rusin wg mnie tez
        miala relacje zdrowe i normalne bo madry rodzc, wspierajacy to cos
        wyjatkowego.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka