Dodaj do ulubionych

Jak się rozwodzę

11.05.10, 17:13
Bądźcie ze mną w trakcie mojej rozwodowej jazdy. Bo ciężko samej.
Pierwszą sprawę mam 12 maja, ale pewnie nic się specjalnego nie
wydarzy.
Sprawę założył mąż. Punkt dla mnie. Bo do niego należeć będzie
pierwszy ruch. Ja bedę miała komfory zwrócenia się do sądu o przerwe
w rozprawie do zastanowienia się i zebrania wniosków dowodowych. Tym
bardziej, że mój kochany w swej nieporadności małżonek nie napomknął
w pozwie, z czyjej winy ma zapaść rozwód. Nie wskazał też świadków,
którzy z uwagi na małoletnie dziecko poświadczyliby, że nastapił
całkowity rozkład pożycia. Czyżby miał z tym problem? I liczył na
moją inicjatywę w tym względzie?
Dopóki nie podpisze ze mną podziału majątku i nie zabezpieczy
interesu dzieci (14 i 21 lat), dopóki formalnie nie ustali
alimentów, to zamierzam nie wyrażać zgody na rozwód, a jesli juz to
udowadniać wyłaczną winę męża.
Piszę jak zimna suka... Ale to pozory... Umierałam i wciąż są
chwile, kiedy umierałam z żalu, rozpaczy, miłości... chorej miłości
do mojego M.
Pół roku zwolnienia z powodu depresji, utrata pozycji zawodowej i
przejście z całego na 0,5 etatu i najgorsze to stres dzieci, które
straciło nie jednego, ale dwoje rodziców.
Powód kryzysu jest prozaiczny - ta trzecia. Młodsza ode mnie o
podobno 15 lat. A może więcej? Po ponad 2 latach seperacji natknęłam
sie na nich na ulicy, bo po raz pierwszy przyjechala, aby dopilnować
złożenia pozwu. Oj zwlekał mój małzy małżonek z tym, zwlekał. Wydała
mi się młodsza... A na marginesie całkiem fajna. Wcale nie żadna
lalunia. Taki wybór meża rozdrapał nieco zagajoną ranę. Łatwiej by
mi było, gdyby mnie odrzucało na kilomatr od jego wybranki... Oj
łatwiej...
Na dziś dość!
Obserwuj wątek
    • zmeczona100 Re: Jak się rozwodzę 11.05.10, 17:21
      Wystarczy, że powiesz, że kochasz, że widzisz szansę dla Waszego
      małżeństwa smile Wtedy będzie musiał wnieść o Twoją winę. No i świadków na
      Ciebie znaleźć smile W każdym razie może to go otrzeźwi i podpisze podział?

      Hm... Będę Ci kibicować, bo mam podobnie- najpierw ma być podział, a potem
      o rozwodzie możemy gadać.
    • mayenna Re: Jak się rozwodzę 12.05.10, 07:27
      Pomyślę dziś o Tobie najżyczliwiej jak umiem. Możesz pisać jak milion wrednych
      suk, i tak wiemy, że rozwód nie jest niczym przyjemnym.
      Trzymaj sięsmile
      Powodzenia.
    • ciociacesia oj 12.05.10, 08:15
      wysyłam wirtualne wsparcie.
      mój tez zawsze wybiera fajne dziewczyny smile tylko ja mu sie jakas taka nie do
      konca fajna trafiłam smile ta dla której mnie zostawil była młodsza tylko 5 lat.
      ale za to 7 kg lzejsza. w 2 tygodnie prawie doszłam do jej wagi smile stres = dieta
      cud smile
    • plujeczka Re: Jak się rozwodzę 12.05.10, 08:36
      bedę z tobą wirtualnie= pociesz się tym ,że i ona (kochanka) bedzie
      się starzeć i moze ją spotkac podobny los skoro utraci w oczach
      twojego meza atrakcyjnośc. A ty- staraj się w tym momencie jak
      nawiecej wywalczyć dla siebie TO DOBRY MOMENT BO FACET BEDZIE
      CHCIAŁ SZYBKI UDAC SIĘ DO SWOJEJ "POŁOWICy" , poźniej taka sytuacja
      moze się nie powtórzyć,Pozdrawiam Cię serdecznie
    • mayenna Re: Jak się rozwodzę 12.05.10, 11:56
      Dziewczyny, przecież doskonale wiecie że to nie o lata i kilogramy chodzi w
      zdradzie. Wada nie jest w zdradzonej kobiecie. Wadliwy jest facet,który zdradza.
      To on ma skazę i jest wybrakowany bo nie umie być wierny.Nie ma osób idealnych i
      my wiemy jakie wady miał nasz małżonek. On nimi obdarzy i tę następną. Zapominał
      o rocznicach? Nadal to będzie robił. Wolał wieczory spędzać z kolegami? Po
      pewnym czasie wróci do tego. Zaniedbał się? Po okresie tokowania wróci do
      starych nawyków...Zdradził? Zdradzi i tę kolejną bo świat jest pełen młodszych i
      szczuplejszych... Tak można długosmileNastępczyni
      dostanie ten sam model faceta, który my miałyśmy. Ja swojej nie zazdroszczę.
      Niech się cieszy i wychowuje go jeśli potrafi, lubi i o tym marzyłasmile
    • bozka45 Re: Jak się rozwodzę 12.05.10, 13:55
      Wielkie dzięki za cieplutkie wsparcie! Jakież to miłe... i silne!
      Jeszcze zanim weszłam na neta poczułam je! Jest lepiej! Czuję, że
      jak nie spadam biezwiednie w dół, to jakieś jasne siły ciągną mnie w
      górę. Wczoraj spotkałam się z dwoma rozwódkami. U nich przyczyną był
      alkohol i psychoprzemoc. Ale tak jak u mnie mężowie, ciskają w nie
      nienawiścią, aby bronić wyidealizowanego poczucia swojej wartości.
      Muszę odciąć sie od bólu, który sama tworzę, bo wciąż nie umiem olać
      gada, konsekwentnie niczego nie oczekiwać, nawet jako od ojca, nic -
      kompletnie nic. Olać i z dystansem życzyc mu dobrze, słac mu
      życzliwość osoby, która jest ponad tym, w czym on tkwi...
      Jak uda mi sie zwlecieć wyżej, ponad żal, złosc do niego i
      oczekiwanie, że może kiedyś nasze relacje poprawia sie dla dobra
      dzieci, to świat pcha mi się sam do rąk, zdarzaja się miłe
      przypadki, odkrywam ciepło i ciekawe, nowe oblicza ludzi, których
      znam od 20 lat...
      A to trafiam na okazję odkupienia perkusji dla mojej córki (taka
      pasję sobie znalazła. Super! aby tylko wypełnic jej pustke po ojcu),
      a to znajoma zaprasza mjie na autorski wypad do Florencji, a nie
      miałam pomysłu na wakacje...
      Jeszcze raz dzieki za wsparcie! Obudziła sie we mnie lwica, która
      z determinacja będzie bronic gniazda swoich małych i ... kocha
      życie!
      • inbluesky Re: Jak się rozwodzę 12.05.10, 23:15
        Lwico dzielna, cieszę się że masz tyle sił smile

        I dziękuję Ci za słowa: olać gada, konsekwentnie niczego nie oczekiwać, nawet
        jako od ojca, nic - kompletnie nic. Zapomniałam o tym jakoś a teraz zrobiło mi
        się lepiej.
      • armia55 Re: Jak się rozwodzę 13.05.10, 09:56
        Tak trzymaj smile i powtórze tu juz dana ci wczesniej rade;

        A ty- staraj się w tym momencie jak
        nawiecej wywalczyć dla siebie TO DOBRY MOMENT BO FACET BEDZIE
        CHCIAŁ SZYBKI UDAC SIĘ DO SWOJEJ "POŁOWICy" , poźniej taka sytuacja
        moze się nie powtórzyć
      • taitaa Re: Jak się rozwodzę 14.06.10, 19:45
        Witam smile jestem przed rozwodem ... czytam to forum z wypiekami na twarzy i łzami
        w oczach ... och jak chciałabym być już taka silna jak TY smile pozdrawiam
        serdecznie Bożena ...
    • bozka45 Re: Jak się rozwodzę 13.05.10, 13:54

      Tak trzymać! Jest ok. Tak trzymać! I zamiast szukać, co jest złe w
      mężu,penetrować, co jest dobre we mnie!
      Do pierwszej rozprawy zostało tydzień! Czuje sie na fali i niech
      tak zostanie! Tylko ja mogę pozbawić się swojej siły... Więc
      wspieram się jak mogę!
      Żeby tylko relacje z córkami były lepsze. Ubolewam, bo mam
      wrażenie, że jadą na mnie jak na starej kobyle. I kiepsko mi z tym,
      bo nadopiekuńczą matka byłam... jako i moja matka.... I teraz nie
      wiem jak to koło odwrócić. Na razie "widzę" korzyści, jakie by z
      tego były... Jak wy radzicie sobie ze zmianą relacji w rozpadającej
      sie rodzinie?
    • bozka45 Re: Jak się rozwodzę 18.05.10, 17:28
      Najgorsza ta chwiejnośc nastrojów. Kryzys po zdradzie męza, który
      skutkuje sprawą rozwodową to już 2 lata. I ciagle mnie dopada ból,
      nadzieja na nie wiem już co, bo czego cud może dotyczyć??? Jakąś
      równo pochrzanioną muszę mieć osobowość...
      Co robicie ze złością? Już nawet nie na męża, rodzimnę, i innych
      ludzi, ale na to, co Was spotkało? Nie mszczę się, nie wyzywam, nie
      ścigam kochanki. Zachowuję sie z klasą, ale człowiekiem jestem! I
      złośc na to, co spotkało moje córki, na odrzucenie ich przez ojca,
      reguje złością, t to jaką!!! Bieganie nie pomaga! Wyrysowanie też
      niezbyt! Czasem mam wrażenie, że eksploduję!!!
      • mankatoja Re: Jak się rozwodzę 18.05.10, 17:55
        boli i nie wiadomo co z bolem zrobic, nie pomaga wiele, masz racje,
        bo taki bol musi sie sam porozkladac na male bole...na wspomnienia,
        na zdjecia, na miejsca....
        wiem, bo to przerabialam, zdrade tez.
        do dzis czasem msle o tym, dlaczego podobno swietna babka, madra
        kobieta i niezla laska czyli ja trafilam w zyciu na dwoch facetow
        ktorzy potraktowalii mnie jak rzecz.
        Pierwsza milosc byla do wybaczenia, bylam mloda i zakochana, mlody
        czlowiek widzi na rozowo.
        Bylo malzenstwo i byl rozwod.
        Kilka lat ukladanai emocji i ....znow sie zakochaalm. ale okazalo
        sie ze niektorzy faceci sa wielkimi ....klamcami.
        uwierzylam komus kto mnie oszukal...Mialam prawie 40stke na karku i
        nco z tego, skoro sie zakochalam. I co najgorsze , momo ze bylismy
        bez slubu, zabolalalo duzo bardziej.

        mija czas i wiem, ze ten czlowiek nie byl wart milosci\teraz zmienia
        panny jak rekawiczki, widac ma kryzys wieku sredniego i musi sobie
        udawadniac ze....


        dasz rade, pzowol sobie na bol i slabosci, masz dzieci i dla nich
        wstawaj z nadzieja kazdego dnia, korzysttaj z tego ze daja Ci milosc
        i oparciem, ze daja Ci cieplo...
        ja dzieci nie mam i dlatego czasem mi do teraz cholernie trudno....

        dasz rade, bol minie, zobaczysz.
        trzymam kciuki
        -
        internetbezchamstwa.pl
    • amar86 Re: Jak się rozwodzę 18.05.10, 23:46
      witaj.pozdrawiam Cię ponownie-patrz moj wątek z 13.05.to Twoj wpis
      dodał mi odwagi do napisania co przeżywam.bylas tak zdecydowana,a ja
      wtedy rozklejałam się nad sobą.ja tez piszę jak zimna suka....ale to
      też pozory.ta trzecia u mnie jest o 20 lat młodsza.jak było na
      sprawie?służę wsparciem.przejdziemy przez to razem .
      • bozka45 Re: Jak się rozwodzę 19.05.10, 15:59
        Sprawa w piątek. Tak jak pisałam - pewnie nic sie nie wydarzy...
        Tylko nie wiem jak mi przezgardło przejdzie ta ściema, że chcę
        ratować związek. Chyba postawię akcent na mój stan zdrowia
        (depresja) i nie zgodę na porzucenie mnie i dziecka (złamanie norm
        współżycia społecznego w kodeksie). Połowa mnie wciaż Go kocha
        (podejrzewam, że własne złudzenia o nim, a druga połowa chce wiać
        jak najdalej...
        Od roku wiem, że tworzyliśmy toksyczny związek, a one uzalezniają
        mocniej od koki.
        amar86 wysyłam
        Ci na priva mojego maila. Skąd jesteś?
        • tylkotroche Re: Jak się rozwodzę 20.05.10, 11:17
          "i nie zgodę na porzucenie"

          Niestety nie masz zadnego wpływu na to co robi twój mąż. Nie musisz
          wyrażac zgody i tak zrobi jak chce, bez względu na to ile komu
          cierpień tym przysporzy.
          Jedyne na co masz wpływ to na SWOJE postepowanie.
          Możesz oczywiście spróbować szantażu i presji - dziećmi i swoim
          zdrowiem, czasami skutkuje. Zależy na kogo sie trafi.

          Twoj mąż również tak naprawde to nie ma wpływu na twoje
          postepowanie - chyba, ze ty mu na to pozwolisz. Widocznie on tobie
          nie pozwala wpływać na siebie.
          Np. moj mąż ma wpływ na moje postepowanie tylko na tyle na ile JA mu
          POZWALAM. Myslę , ze to zdrowo.
          • bozka45 Książkowo się zgadza... 20.05.10, 14:10
            Tylkotrochę!

            Trudno nie zgodzić sie z ta książkową prawdą! Idąc tym tokiem
            rozumowania to
            mogę tylko tyle, aby publicznie, przed sądem zaoponować wobec
            postępowania męża, który chce rozwdu po 22 latach małżeństwa, w
            pozwie nie wnosi z kim maja być dzieci, ani nie składa propozycji
            podziału majatku. Zachowuje się jak zombi i moimo pozytywnych
            sygnałów z mojej strony, które sa zaproszeniem do kulturalnego
            rozstania się przy jak najmniejszych stratach dzieci,unika dialogu z
            miną skrzywdzonego, obrażonego...
            Jak się w tej sytuacji zachować? W relacji z kimś takim tak trudno
            zachować godność i klasę. Owszem. Można ustąpić... Ale lwica
            broniąca gniazda mi na to nie pozwoli!!!
            Piszesz o szantażu z mojej strony. Czasem jak chce się wygrać,
            trzeba prowadzić pojedynek na poziomie przeciwnika. To trudne!
            Zwłaszcza, że lezy wbrew mojej naturze. Nie wiem jak ja się mogłam
            wpakować z układ z takim człowiekiem...
            • tylkotroche Re: Książkowo się zgadza... 21.05.10, 11:08
              Ktos na forum miał taka sygnaturkę :
              "Nie kłóć sie z idiotą. Najpierw sporowadzi cie do swojego poziomu,
              a później pokona doświadczeniem..."
              • anart59 Re: Książkowo się zgadza... 21.05.10, 11:47
                tylkotroche napisała:

                > "Nie kłóć sie z idiotą. Najpierw sporowadzi cie do swojego poziomu,
                > a później pokona doświadczeniem..."
                Święte słowa,nic dodać.
            • bozka45 Tak trzymać! 21.05.10, 17:44
              Rozprawy nie było. W związku z tym, że mąż zdeklarował się, że
              dokona notarialnego podziału majątku, jego adwokat (za moją zgodą)
              poprosił o odroczenie rozprawy. Termin 18 czerwca godz. 9.00. Mąż ma
              zjawić sie w naszym mieście wcześniej, aby dopełnić wszystkich
              formalności. Muszę pamiętać o przepisaniu mediów na mnie i
              wymeldowaniu się. Oby się tylko udało! Pozostaje mi wierzyć, że maz
              sie nie wycofa, nie odwinie kota ogonem. I zero rozmyślania na ten
              temat.
              Przeszłam przez tę bytnosc z nim w sądzie, u notariusza i na kawie
              (całkowity niewypał!)przebojowo. Teraz zeszło ze mnie powietrze i
              jestem całkiem wypluta...
              Nie żal mi tego małżeństwa, jak poprzebywałam z moim jeszcze nie ex.
              Boże, aniołowie, wszyscy święci i moi opiekunowie wspierajcie, aby w
              czerwcu za niecsały miesiąc było po wszystkim. Niech się jego
              panienka tuli do niego słodko, niech go otacza miłością i słodzi
              skutecznie... Niech wieje do niej i dłużej sie nie waha, bo ta
              zamrażalka pod nazwą nieformalna separacja trwa ponad 2 lata. Chcę,
              aby sie przełamało. Potrzeba tego też moim dziewczynom.

              I jeszcze jedno! Jestem z siebie zadowolona! Wyglądałam dobrze.
              Byłam spokojna, uśmiechnięta, to ja przyciągałam życzliwe
              spojrzenia. Czułam sie pewna. A jemu .... a on mnie nie obchodzi i
              niech tak zostanie! 2 lata umierania, chorej miłości, uzaleznienia
              od niego i bycia z nim w układzie.... Boże!? Czyzby mi sie udało?
              Nie ma nic. Ani złości, ani żalu, ani checi pomagania mu, zajmowania
              sie nim, bycia przy nim... Pustka. wolność. I chęć ruszenia w droge.
              W swoja drogę!
              • tylkotroche Re: Tak trzymać! 21.05.10, 19:22
                Boże!? Czyzby mi sie udało?
                Nie ma nic. Ani złości, ani żalu, ani checi pomagania mu, zajmowania
                sie nim, bycia przy nim... Pustka. wolność. I chęć ruszenia w droge.
                W swoja drogę!

                POWODZENIA!!!!
                jak to szło... ? "Szczęśliwej drogi już czas ...!" smile
                • bozka45 Re: Tak trzymać! 21.05.10, 23:14

                  Dziękuję Boże za to, co mi dałeś, za to co mi zabrałeś i za to
                  czego mi oszczędziłeś....
    • bozka45 Re: Jak się rozwodzę 24.05.10, 18:11
      Euforia po spotkaniu w sądzie minęła. Płakać mi się chce... Tak rwie
      mnie w sercu, a łzy nie płyną.
      Bie dawał mi szczęścia, był przykry, taki toporny ... zdradził,
      oszukał ... ale kocham go nadal... miłością bezwarunkową. Nawet
      gdyby wrócił, choć nic na to nie wskazuje i tak nie będzie, to nie
      chiałabym być z nim - z czystego rozsądku. Wiem, że to
      uzaleznienie... szkodzi, rujunuje... a tak bardzo irracjoinalnie
      przytsłania inne potrzeby i obowiązki. Wiem. Kontrola myśli.
      Zerwanie więzów toksycznego związku.
      Czym jest miłość????
      • nadia3008 Re: Jak się rozwodzę 24.05.10, 21:30
        Przeczytaj tę książkę: "Dlaczego on nie kocha a ona za nim szaleje"
        S. Forward, mnie bardzo pomogła. CIężko jest wyjść z toksycznego
        związku, wiem, bo sama nadal chodze na terapię, ale jest to mozliwe.
        Wierzę, ze Ci sie uda, zróbi krok do przodu-tylko nie dopuść, by
        jego osoba do konca zdominowała twoje zycie i spokój. Ściskam.
        • bozka45 Re: Jak się rozwodzę 24.05.10, 22:33
          Dzięki za tytuł ksiązki. Jestem po lekturze "Kobiety, które kochają
          za bardzo..." Wiem, że nie chcę żyć z takim, jakim teraz jest i
          jakim perwnie był cały czas tylko.... tylko ja tego nie widziałam,
          żyłam złudzeniem, wyidealizowanym jego wizerunkiem, który on pom,ógł
          mi stworzyć.
          Musze siąść i wypisać jego cechy, które mnie mierzwią, których nie
          jestem w stanie zaakceptować... To mi pomoże. Wypisać sytuacje,
          kiedy zachował się nie tak, traktował mnie przedmiotowo.... Będzie
          tego trochę...
          Też chodzę na terapię od roku. Pracę nad soba uczyniłam
          najważniejszą sprawą w życiu. Odbudowuję poczucie własnej wartości,
          wróciłam do dzieciństwa. Przez rok przepracowałam relacje z tego
          okresu. Jestem dorosłym dzieckiem alkoholika, co miało - jak sie
          okazuje - duże znaczenie i obciążenie w małżeństwie. Mój mąż też był
          DDA, jego zranienia i silna nerwica wynikały z tego, że w domu była
          też przemoc. Bita była jego matka i on jako dziecko. Ale nie o nim
          chciałam....
          Przeczytam tę ksiazkę, to może mi otworzy cos nowego. Bo mam
          nawroty uzaleznienia emocjonalnego od meza. Wraca zajmowanie sie
          nim, a nie sobą. Problem współuzależnienia jest b. silny.
          Napisz gdzie chodzisz na terapię...
          • nadia3008 Re: Jak się rozwodzę 25.05.10, 08:26
            kochana ja też jestem dda, mój mąż również, do tego on jest
            alkoholikiem-od 2 lat trzeźwym. Takze mase problemów nałozyło sie na
            siebie. Chodzę na terapię indywidualna ponad rok, u mnie w miescie
            nie ma terapii dla dda a szkoda. Mój ex znalzał juz sobie kolejna
            ofiarę, teraz jej pisze teksty na gg typu taka miłość jest jedna
            itp... a jeszcze pól roku temu mi to mówił. To człowiek bardzo
            zaburzony emocjonalnie, ja jestem uzalezniona od niego i
            wspóluzalezniona jesli chodzi o alkoholizm jego. On ma ojca
            alkoholika. Mam jednak nadzieje, ze wyjde z tego, zycie jest za
            krótkie, by sie zadręczać. Książke polecam gorąco. Trzymaj sie i nos
            do góry.
    • anka_spiewak Re: Jak się rozwodzę 24.05.10, 23:22
      Dorwałam w końcu ksiązkę:"Dawcy i biorcy". Polecam.
      autorów nie pamietam. Było ich dwoje.
      sadze, ze wchodzimy w toksyczne zwiazki z powodu zaniżonego poczucia
      własnej wartości i braku odpowiednio wysokich oczekiwań oraz z braku
      odpowiedniego punktu odniesienia: jesli rodzice odnosili się do
      siebie źle to skradnie Twe serce kazdy mężczyzna, ktory choć
      odrobinę będzie odbiegał od tego wykresu związku, jaki w Twojej
      glowie wytworzyli Twoi rodzice.
      Troche to nie stylistycznie sformułowałam ale myślę że wiesz, o co
      chodzi. Oczywiście powodów jest całe mnóstwo. te dwa najbardziej
      rzucają mi się w oczy . Pomiędzy nimi wszystkimi placze sie równiez
      desperacki głód miłości, stad nieumiejętność wyjścia z toksycznej
      relacji. Bierzemy co jest smile

      Co do kochanki.
      Kochanka mojego szanownego małzonka jest miłą osobą, ciepłą i chyba
      generalnie dobrą. tyle że taka sama jak ja: uzaleznioną od Milości.
      a klient ja urobił, jak mnie kiedys. I tyle.
      I teraz on nie spieszy się z rozwodem, więc chyba zadzwonie do niej
      i poprosze ja co by go troche cholera zmotywowała: to równiez w jej
      interesie. No nie? smile matko i córko. Żebym to ja jego kochanke
      musiala prosić o pomoc. Przeciez z tego komedie trzeba zrobić.
    • bozka45 Re: Jak się rozwodzę 25.05.10, 09:42
      Aniu!

      Na złożenie pozwu przez męża czekałam 2 lata. Też mnie rzucało z
      niecierpliwości. Już miałam skladać ja. Do łepetyny też przychodziły
      pomysły, aby pogadać z "ta trzecią" (miałam nr telefonu z komórki
      męża może byłby aktualny?). Ale w końcu doczekałam się. On złożył. I
      to wielki plus dla mnie. On jest pod pręgierzem, a ja - ta pozwana,
      która może dyktować warunki, ma kilka możliwości ruchu i pozycje
      tej, z którą należy sie jednak liczyć, aby dała rozwód...
      Doczekałam sie swoich 5 minut. I wykorzystuje je dla
      zabezpieczenia dzieci, ale nie bezlitośnie i nie bez zemsty.
      Jeśli cie nosi, to pooddychaj, pomódl się, włacz innym sposobem
      hamulec. I wytrzymaj - z klasa i godnością! To co od ciebie płynie -
      jest Twoje! I będzie z Tobą przez reszte zycia. Warto zachować
      klasę.
      Nie wierzyłam, że oni miękną przed salą sądową, aby tylko nie
      orzekać ich winy, aby nie swiecic oczami. Nie wierzyłam, że mój mąż
      tez tak będzie miał. Ale tak ze zdradzaczami jest...

      Pomysł z kolaborowaniem z kochanką uważam za fatalny, choć nie
      znam Waszej sytuacji. Sory, jeśli wyrywam sie z Rada za bardzo... To
      rozzłości tylko niepotrzebnie Twojego męża. Jeśli nie możesz czekac,
      jeśli rozwód Ci bardzo potrzebny, to sama złóż pozew - z
      najostrzejszym stanowiskiem. Zawsze możesz je zmienić w tarkcie
      rozprawy, Adwokat meza będzie namawiał do na dogadanie sie z Tobą,
      aby nie prac brudów...

      W kwestii naszych uwarunkować psychologicznych - w zupełności się
      zgadzam. Polecana przez Ciebie książkę też wkładam na listę lektur,
      po które muszę siebnąć. Muszę czytać i czytac, aby wyrwać się z
      emocjonalnego uzalezniania się od innych ludzi.
      • bozka45 podział majatku 28.05.10, 15:05
        No i naszły mnie dzis watpliwości, czy nie byłam zbyt szczodra przy
        podziale naszego majątku. Mąż niby gra łaskawcę, ale jednoczesnie
        chce wyciagnąc jak najwięcej. Troche pochopnie zgodziłam sie
        wstepnie na jego propozycję. Ale umowa przedrozwodowa jeszcze nie
        podpisana... Z drugiej strony nie chcę go wystraszyć i spłoszyć. Od
        2 lat dzieli i nie dzieli nasz majatek. I zachowuje się jak
        upiór.... emocjonalny. Zaskakujące, że jakaś kobitka chce sie z nim
        wiązać. ale zdetermoinowanych, do mnie dawnej podobnych, troche
        chodzi po tym świecie...
    • bozka45 Samotność ukłuła... 30.05.10, 12:55

      Weekend mam zaplanowany, jak zawsze. W sobotę - praca w ogrodzie,
      bo trawa rosnie jak głupia... Wieczorem zabrała moja 14 -latke i jej
      koleżanki do auta i pojechałyśmy na koncert plenerowy Happysad do
      sąsiedniego miasta. One pobiegły na wesołe miasteczko i pod scene,
      aby potańczyć, a ja szwedałam się sama. dopadła mnie, jak nigdy,
      samotność. Wokół młode, poprzytulane pary, i starsze - też za rączkę
      lub wtulone w siebie. Mam taki głód miłości, czułości... Mojemu
      byłemu jest pod tym względem łatwiej, bo odszedł do kobitki, która
      go kocha. Ich związek trwa już prawie 3 lata. Po raz pierwszy im
      zwyczajnie zazdroszczę. Co nie znaczy, że bgym się zamieniła
      na "ich" bagaż - kłamstwa, grzechu i krzywdy jaka zrobili naszym
      córkom, bólu...
      Smutno mi, że on zdołał to przeskoczyć, bo z córkami nie
      rozmawiał, spotykał sie sporadycznie. To na mnie odreagowywały złośc
      na niego, na to, co sie stało... Cieszę sie, że byłam na tyle madra,
      że trwałam przy nich, pozwalałam odreagować i zachować na tyle dobry
      obraz ojca, na ile to było możliwe... Ale ciężkie to wszystko... I
      bunt się rodzi, dlaczego ja... Stąd te mysli, aby wywalczyć choć
      finansowe zaplecze na przyszłość.
      • sbelatka Re: Samotność ukłuła... 30.05.10, 14:32
        witajsmile i nie tłumacz sie z tego, ze chcesz zadbac o siebie i
        dziewczynki.

        moj ex (zreszta zdaje sie, ze inaczej niż więskszość exów, o kt. tu
        piszemy - w zasadzie w porzosmile ) wydawało mi sie, ze postapilo
        honorowo; zostawil mi dom (chybasmile ) , zaproponowal przywoite
        alimenty - i jakiez było moje zdziwienie gdy okazalo sie, ze jakims
        sposobem udalo mu sie wykiwac mnie finansowo.

        machnęłam na to ręką - bo ... bo mi sie nie hcce wszczynac burd.. i
        niech tam se ma.

        ja sobie radze - i coś mi sie zdaje, ze będe sobie rADZIĆ CORAZ
        LEPIEJ I LEPIEJsmile.. a co? jak to mówią : nie stać mnie?

        piszesz tez o zmieniających Ci sie anstrojach... Hm.. To chyba
        klasyka gatunku jest.

        ja naprawde jestem uwolniona od exa i uczuć do niego
        ale (ponieważ nadal jestem sama sama) robi mi się żal, ze nie ma w
        moim żcyiu czułości, bliskości i milości..
        i nadal żałuję, ze moje małżeństwo, moja rodzina sie rozpadła...

        i NIE dlatego, ze mi brakuje drugiego konia do ciągnięcia woza..
        ale dlatego, ze - co by sie nie zdarzylo w moim życiu jeszcze
        DOIBREGO - to juz NIGDY nie będzie to tak proste, tak oczywiste, tak
        normalne jak w małżeństwie... pierwszymsmile

        chyba z tym trzeba sie spotkać, skonfrontować ... ; zaprzeczanie
        nie ma sensu...

        oczywiście ja mówię z perspektywy - w moim odczuciu - udanych 20
        lat smile
        więc tym bardziej mi żal...

        a co do książek - to i ja miałam taka, ktora pzrez kilka miesięcy
        pozwalała mi trzymać głowe nad powierzchnią - Barbara de
        Angelis "Poradnik dla wrażliwych". Tytuł debilnysmile ale książka -
        dla mnie bombasmile

        Ja podobnie do Ciebie w "tym" czasie czytałam wszystko to co mogło
        mi pomóc. Sięgałam po rózne odjechane metody.
        I wiem, ze to był dobry trop.

        Więc polecam Ci jeszcze - "Radyklane wybaczanie". Colin Tipping. Nie
        wiem dlaczego to działa - ale działasmile. Choc wygląda na jakiś
        odjazd nie z tej ziemi i bzdurę.

        No to podrawiam Cię w niedzielną porę obiadową.
        I dbaj o siebie.
        Ale moim zdaniem nie ma co liczyć na to, ze w naszej duszy nie
        będzie sie odzywać tęsknota za tym co było...
        i może nawet słuszne i sprawiedliwe jest - aby tak bylosmile
        • bozka45 Czas zakochać się w sobie! 30.05.10, 16:02

          Już mi lepiej. Córka gotuje, druga na studiach, z góry leci
          Ordonówna i inne nienatopie kawałki, jakie lubimy (ex-owi zawsze nie
          podobało się to, co nam...) Jak dobrze bez jego niepokoju, bez jego
          chronicznej złości, napastliwości, dorosłego ADHD... bo nie umiał
          usiedzieć w miejscu.
          Tylko strata i tak boli. Choć teraz i tu mniej. To takie falowania
          i spadanie. Wierzę, że się unormuje. TaK BĘDZIE, GDY SIĘ ZCALĘ. Bo
          jeszcze jestem niepewnymi siebie fragmentami psychojestestwa.

          Piszesz, że nic nie będzie tak proste... Na jakiejś płaszczyźnie
          tak. Ale zycie z moim ex też nie było proste, oj nie było. Wszyscy
          mi mówią, że 10 lat mi odeszło, że cera, spojrzenie, uśmiech.
          Wszystko inne... I ja też czuję się lepiej! Czas zakochać się w
          sobie!
    • bozka45 Re: Jak się rozwodzę 08.06.10, 23:38
      I będzie kolejny odcinek serialu "Mój rozwód".
      Może ostatni?
      Mąż pojawił się w rodzinnym mieście. Zobaczyłam jego auto przed
      domem kumpla - sąsiada. Do młodszej córki się nie odezwał.
      Cisza w eterze. Staram się spokojnie czekać na jego ruch. Mamy
      trochę spraw urzedowych do pozałatwiania przed 18 czerwca.
      Ale wczesniej będą moje 45 urodzinki. Jadę z córkami do
      teatru "Kamienica" i może na dobra kolacje. Tak uczczę te okragła
      liczbę lat. A co!
    • bozka45 Re: Twój czas juz minął! Wiertarka w dłoniach! 10.06.10, 14:10

      Wczorajszy dzień był dla mnie fatalny. Dzis wiem, że ociężałość i
      skwaszenie to był skutek napięcia przedmiesiaczkowego. Cały dzień w
      pracy, bezproduktywny (a swoje trzeba zrobić i z pretensją do siebie
      samej tez sie uporać)... Wieczorem, gdy trochę zrobiło się chłodniej
      postanowiłam przełamać niemoc. Wzięłam wietrarke i zaczełam
      nawiercać dziury w betonowym słupki przy furtce, aby wyjąć resztki
      starych śrób. Sąsiad zaraz wziął na smycz swojego pudla i naparł na
      mnie:
      - I widzi Pani, do czego doprowadziły Panią feministki i
      sufrarzystki...
      - Czy ja narzekam? Super zajęcie - wiercenie odstersowuje, jak mało
      co - podzieliłam się wnioskiem, do którego doszłam autentycznie.

      Potem nadjechał chłopak córki. I zaczeliśmy tak sobie lukać na
      dziury i mocowanie elektromagnesu.
      No i....
      Nadjechał mój "prawie były...", którego chyba telepatycznie
      zmusiłam., aby trzeciego dnia kręcenia się po okolicy zadzwonił do
      córki. Właśnie podwiózł ja po0 spotkaniu.
      Ala wysiadła i pobiefła do domu, a jego skoda nie odjeżdżała. W
      końcu wysiadł podszedł. Bez dziedobry i przywitania.
      Zaczął tłumaczyc jak to "trzeba "zrobić". I rzucił - Mogę sie tym
      zająć.
      A we mnie zburzyła sie złość. Bo furtka nawalała od kilku lat.
      Od niespełna roku do domu wchodzimy bramą na auto, bo się
      notorycznie zatrzaskuje. Pourywane śróby tkwiły w słupku, a "prawie
      były" wkręcał kolejne - krzywo, na odwal. a teraz wymadrzać sie
      zaczął, że trzeba nowy uchwyt metalowy i on sie może tym zająć...
      Nie wiem kiedy wypsnęło mi się

      - Twój czas juz minął!

      Odparł ok.

      Córki skoczyły na mnie, że niepotrzebnie zareagowałam
      emocjonalnie. One od dawna potulne są względem ojca. Że tez on ma
      coś takiego w sobie... Ale to dłuzsza opowieść...

      Więc zostałam z ta wyrazona złością. I daję sobie do tego prawo.
      Nie łatwo sie przyjmuje miły gest od kogoś,kto nienawiścia reagował
      przez dwa lata...
      Wiem, że mam prawo sie chronic i zachowywać dystans. I naprawdę
      nie chcę, aby mi pomagał. Narazie. Jest we mnie ten gadzi mózg,
      który zapamiętał, że od niego nic dobrego mnie nie spotyka.

      Czy wasi byli tez po przełamaniu sie rozwodowej kwestii, po
      prozwodzie spuszczali z tonu złóości i nienawiści...?
      Chcę mieć z nim w przyszłości normalne kontakty, takie fahr.
      Przecież bedziemy rodzicami zawsze...
      Troche boli mnie, że córki wiecej wymagaja oce mnie niz od
      niego... Infantylne to z mojej strony. Fakt.
      • malwa200 Re: Twój czas juz minął! Wiertarka w dłoniach! 10.06.10, 14:22
        a jak skonczyło się to spotkanie? mąż wszedł do domu? a moze on sie
        przystawia do powrotu?
      • bkilki Re: Twój czas juz minął! Wiertarka w dłoniach! 10.06.10, 14:46
        Z exem po rozstaniu nie utrzymywałam kontaktów. Nie chciałam. Wiedziałam , ze
        traktuje mnie jako "swoją" i najchętniej to chciałby miec udział w moim życiu
        ale nie musieć za mną być. A ja chciałam albo pełnego związku albo do-widzenia.
        On nie przyszedł porozmawiac wprost, ale lubił mnie zaczepiać mailami, smsmi.
        Widywałam go w ciągu 3 lat od rozstania z innymi panienkami. Wtedy zawsze się
        peszył, szybko gdzieś znikał, ledwo cześć rzucił albo i nie. A we mnie rosła
        złość za te gówniarskie zachowania. Jego zachowanie, nie liczenie się ze mną,
        tylko jego "chcę", przekreśliło możliwość poprawnych relacji po rozstaniu.
        Kiedyś spotkałam go gdy był akurat sam, bez innej dziewczyny u boku, ja też
        byłam sama. I co? Facet jak gdyby nigdy nic startuje do mnie, łazi za mną,
        zagaduje, komplementuje, chce dotykać. Wkurzyłam się. Bezczelność. To, że kiedyś
        byliśmy razem, to że jestem sama, nie oznacza, że on ma prawo się wtrącać w
        moje życie i wchodzić a wręcz się wpychać w moja osobistą przestrezń bez mojego
        pozwolenia! Jeśli się otworzę na niego znowu mi zrobi rozpierduchę z życia a ja
        na to już nie mam ochoty! Ex jest przemiłym...egoistą, bawiacym się kobietami.
        Chcę czuć do niego złość, ona mnie przed nim chroni. Jeśli ma być gdzieś w
        pobliżu mnie, to tylko na moich zasadach.
      • malgolkab Re: Twój czas juz minął! Wiertarka w dłoniach! 15.06.10, 09:18
        tak, moj pan jeszczemaz po kilku miesiacach wyzywania i rzucania mi
        sluchawka tez ma takie akcjesmile z pomocy nie korzystam, bo poki co
        nie wiem czy to faktycznie mu sie odmienilo i chce po prostu miec
        dobre stosunki czy to jakis kolejny chwyt przez rozprawa... ale
        jestem na takim etapie, ze zawsze mowie "nie, dziękuję, radze
        sobiesmile" wiem, że to ciężkie do zrealizowania, ale da sięsmile a widok
        zaskoczenia na jego twarzy - bezcenny. a dzieci zawsze więcej
        wymagają od osoby, z którą są na codzień - przyzwyczaisz sięsmile
    • bozka45 Re: A jednak ciężko... 16.06.10, 13:25


      Dziś jeździłam z prawie byłym przepisać na mnie umowy. wszędzie
      mówi, że dom bedzie nalezał jutro wyłacznie do mnie... Choć to
      nieprawda, bo połowę przepisuje na dzieci, bo tak sama
      zasugerowałam. On zawsze był taki nieetastyczny...
      Jak było? Grzecznie, spokojnie, milcząco...
      Gdzieś znikła jego złość i nienawiść... A może schował ja
      głęboko, bo zalezy bu bbbbbardzo na rozwodzie. Tak czuje, że chce to
      wszystko zamknąć i nieć z głowy. Jak to facet.

      A ja?!!! Głupia, bo.... miłość do niego tłucze sie w moim sercu.
      Bezwarunkowa. Nielogiczna. Nie słuchająca sie rozumu ani mojej woli.
      Kiedy to minie? dlaczego te 2 lata seperacji i 3 lata jego związku
      z "tą trzecią" nie usunęły tej miłości z mojej podświadomości????
      Dlaczego ta więź mnie z nim jest silniejsza ode mnie??? Od mojego
      popczucia godności??? Przed światem sie trzymam, ale przed soba -
      nie!
      To rozdarcie jest nie do wytrzymania. Wiem, że nie wpuszczę go do
      swojego zycia, czuje smak pogardy do tego jak postapił z nami, smak
      krzywdy... Ale więź łaczy mnie z nim!
      Od poniedziałku moje ciało jest tak spięte, że boli mnie cały
      kregosłup, że trudno mi się schylać. Spiete ledźwia, nogi, plecy,
      barki. Jakbym kogoś mocno zatrzymywała, trzymała na siłe, nie
      chciała puścić. Mam silną podświadomość i w tym moje przekleństwo.
      Czy moje anioły chciały mi pomóc. Nie wiem, ale w tym moim
      obłędnym spięciu coś kazało mi wejść na profil siostrzenic mojego
      męża i znalazłam profil "tej trzeciej". Wiecej fotek było na naszej
      klasie, gdzie trafiłam juz po jej nazwisku.
      Wiem, że uruchomiło mi sie nałogowe zachowanie, z tym szukaniem.
      ale to - tak naprawdę - zrobiło się samo i zajęło raptem 10 min.
      Zgadza się wiele. Włosy, postura... imie, wiek, rejon
      zamieszkania i pobytu...
      Patrzyłam na tę 32-latkę i jedyne co czułam to uczucie bezsensu
      tego, co sie stało...
      Choc jest o 15 lat młodsza, to mniej atrakcyjna ode mnie. Taka
      szara myszka, sierotka z oczami bez blasku i siły...
      Dla niej mój prawie były zostawił rodzinę, dom, w którego
      budowe włozył wiele pracy... Bez sensu. Diabelska sprawka.
      Ale to spotkanie dało mi złość - nawet nie na tę kobietę,
      ale na bezsens tego co sie stało...
      Ja temu wszystkiemu pokażę! Nie dam się! Zwyciężę! Będzie
      ze mnie laska! Ja im pokażę! Tej złości mi było trzeba, bo ze złości
      płynie siła!
      • bozka45 Re: A jednak ciężko... 16.06.10, 13:28

        A jutro umowa przed adwokatem i notariusz. W piatek - sprawa w
        sądzie. I hajda w nowe zycie. Tylko serce boli, gniecie tak jakoś i
        w gardle ściska...
        Gdyby teraz staneli oboje przede mna, to bym pejczej waliła nie
        patrząc... Chyba sobie taki pejcz sprawię!
        Ale z tego mojego męża głupek! Wstyd mi normalnie, że
        go kocham! Co mam zrobic z ta miłością?
        • zapominajka5 Re: A jednak ciężko... 16.06.10, 21:19
          Czytam to co piszesz i czuję jak ktoś moje myśli ubiera w słowa...

          Wszyscy mówią: jaka Ty silna, ja bym nie dała rady... I ja też nie
          daję, na szczęście jest pare osób przed którymi mogę się szczerze
          wypłakać i okazać słabość. Inaczej eksplodowałabym.
          Dzidzia śpi, on pewnie siedzi u niej a ja czytam, piszę i płaczę. I
          zadaję pytanie, które pewnie każdy z nas na tym forum zadał już milion
          razy: "dlaczego?"

          Najgorsze jest to, że ja do "tej trzeciej" mam numer telefonu i nawet
          do niej napisałam kiedyś. Wiem, że źle zrobiłam, ale zrobiłam.
          Nie ma profilu na NK, ale tak się składa, że paru znajomych zna ją z
          widzenia, albo to koleżanka kolegi itd. Mówią, nie jest piękna (nie
          wiadomo czemu, ale pociesza mnie to), ale bardzo sympatyczna i mądra
          (doktorat robi). No i mój mąż po prostu oszalał na jej punkcie. Do
          tego stopnia, że zamiast cieszyć się trzymiesięczną kruszynką - siedzi
          u niej. Znaczy nie, żeby nie zajmował się wcale dzieckiem, skłamałabym
          gdybym tak powiedziała, odwiedza ją. Ale jak to w ogóle brzmi:
          odwiedzać takie maleństwo ...

          Boli bardzo... a boleć pewnie będzie jeszcze bardziej bo jesteśmy na
          początku drogi zwanej rozwodem. Nie mamy ani rozdzielności, ani
          podziału, ani nic zupełnie. Ja czekam na jego ruch, i oczywiście
          ciągle ta głupia nadzieja, że może jeszcze ...
          • bozka45 Re: A jednak ciężko... 16.06.10, 23:13
            U mnie koniec drogi rozwodowej... Jutro ostateczny podział
            majątku...W piatek - sprawa, na której raczej zostanie orzeczony
            rozwód. Właśnie wyszła moja koleżanka i zarazem matka koleżanki
            mojej 14-letniej córki. Zgadałysmy sie, że kolezanki naszych córek
            juz robia lody chłopakom. A ja jestem sama w procesie wychowawczym,
            bo tatuś i mąż ... się zakochał i się ze mna rozwodzi...
            Mówie sobie, że niewiele by mi w tym wszytskim pomógł, bo
            chłopiec z niego był i tyle. Zawsze. Bał sie podejmowania decyzji.
            Odsuwał się w cień. Uciekał.

            Mówię sobie tez inne rzeczy... Że nie wart mnie, że głupi, że
            wieczny dzieciuch, że ja kochajaca za bardezo, że obsesyjna i
            uzależniona od niego... A nadzieja, że czas da się cofnąć, że będzie
            z nami wciąż nie umiera... \
            Patrzyłam w łagodne oczy jego przyszłej, "tej trzeciej" i czułam
            bezsens tegoi, co się stało. Ani on ani ona nie będą szczęśliwi.
            Zobaczyłam to w oczach męża, który przeszywał ukradkiem oczu nasz
            ogródek. Jego serce lgnie do naszego domu. Boże! Wciąż go kocham
            irracjonalna miłością. Taką pierwotną, karmiczną, starszą odemnie...
            wieczną chyba.
            I boję się, że rozwód w tym nic nie zmieni. Że wciąż będę z nim
            połączona... Czy doprawdy zasłużyłam na takie cierpienie?
    • bozka45 Re: Prawie po wszystkim... 17.06.10, 18:31

      Dziś z pomocą adwokata zawarliśmy ugodę w sprawie alimentów i
      sprawowania opieki nad nieletnią córką oraz kontaktów ojca z nią.
      Trzy godziny później u notariusza podzieliliśmy nieruchomości. Jutro
      sprawa rozwodowa. Pierwsza i ostatnia.
      A więc koniec. Koniec. Serce drży. Głupie. Jeszcze się nie
      przystosowało... jeszcze się nie przyzwyczaiło. Trudności
      adapatacyjne. He,He... A może współuzaleznienie od osoby karmiącej
      się negatywnymi emocjami. Mechanizm podobny do współuzaleznienia od
      alkoholika.
      Wyszliśmy we troje od notariusza. Ja, on i nasza 20-letnia córka.
      Po dość napietej sytuacji jaką mąż stwarzał w gabineciku u
      notariusz, zrobiło się tak z oddechem, luźno, normalnie... prawie
      normalnie. Wszyscy na powietrzu złapaliśmy oddech. On swobodny.
      Chyba pogodzony z tym, że zostawia za sobą niemal cały dorobek
      życia. Poniekąd podziwiam jego siłę, destrukcyjną, ale jednak siłę.
      Bo mi było i jest wciąż żal. Nie żebym oglądała się wstecz. Czuję,
      że to minie... Ale żal się tli, boli poczucie straty. Szliśmy kilka
      metrów razem. I było to tak normalne... Skręciłyśmy w lewo.
      Pożegnałam sie - Do jutra! On poszedł do swojego auta. Ja do
      swojego. I serce zakłuło, bo chiało, abym poszła tam gdzie on...
      Rozóm jednak decydował, trzymał lejce...
    • zapominajka5 Trzymam kciuki 18.06.10, 10:16
      Napisz potem jak było
      • bozka45 Re: Trzymam kciuki 18.06.10, 10:45
        Po wszystkim! Poszło samo. Gładko. Z klasą. Mówiłam tak jak czułam.
        Spokojnie. Prawdziwie. Bez wstydu. W zgodzie ze sobą. Czułam się
        rozumiana przez sąd (kobiety) i nawet przez adwokata męża (to się
        czuje we wzroku).
        Napiszę więcej wieczorem, bo teraz muszę pracusiać!
        • bozka45 Re: Jestem "po" 20.06.10, 14:39

          W środę przepisaliśmy ostatnią umowę na dostarczenie mediów do
          domu. W czwartek - ugodę w kancelarii adwokackiej w sprawie
          sprawowania opieki rodzicielskiej, wysokości alimentów i sposobu
          orzekania rozwodu (bez winy. Tego samego dnia umowę darowizny jego
          połowy domu na córki i podziału majatku, w którym on otrzymuje
          nieruchomość z rozpoczętą budową domu, a ja - samochód wart 10 tys.
          Oszczędności zostały u mnie jako nadpłata alimentów do końca 2014
          roku.
          Jeszcze wioruje to wszystko we mnie, choć poszło gładko.
          Banalnie gładko. Wręcz popisowo! Jego adwokat podkreślał, że
          należeliśmy do nielicznego procentu par, które potrafia się dogadać.
          W mojej postawie podkreślił szlachetność, że mimo zdrady i
          poprzucenia, które wywołały u mnie depresję, załamanie nerwowe,
          odnoszę do do męża z szacunkiem, deklaruję chęć współp[racy w
          wychowaniu dzieci i utrzymywania z nim dobrych relacji...
          Wskazywał, że mój były maz też wykazał się honorem, bo zostawił
          dzieciom dom rodzinny i zabezpieczył alimenty na 4 lata dla młodszej
          oraz pieniadze na kształcenie starszej.
          Wyszliśmy z sądu. Ex z wyraźna ulgą głośno wypuścił powietrze.
          Odwróciłam sie do niego. Podałam rekę. Powiedziałam, że zyczę mu
          szczęścia. Uśmiechnął sie jak chłopiec. I nic. Przed schodami
          dopadła mnie jego siostra, która grała role bowiązkowego świadka.
          - Życzę Ci wszystkiego dobrego. Żebyś też ułożyła sobie życie...
          Trochę mnie zatkało. Jakie zycie mamsobie układać? Jak mam życie?
          Mam dom, mam dzieci, przyjaciół, pracę... Jeśli na te łajbę zechce
          wsiąść ktoś, to moja sprawa...
          Dla mnie to ona bardziej zyczyła swojemu bratu, abym szybko znalazła
          sobie faceta, bo to ukoiło by jego i całej jego rodziny wyrzuty
          sumienia. Bo oni juz przyjeli do familii "tę trzecią", pewnie mówi
          się o ich ślubie i szczęściu, które ona da jemu... Od niego niczego
          sie nie wymaga. On jest biorca i taki uklad jest akceptowany...

          Sala sądowa była dla mnie chwila sprawiedliwości. Ale o tym
          napiszę przy nastepnym wejściu. W końcu ktos obiektywny spojrzał na
          naszą historie, na to, co przeszłam ja i moje córki. Ktos ze
          zrozumieniem zatrzymał się nad naszą krzywdą, miesiącami
          upokorzenjia, izolacji.
          Poważnie rozważam wystąpienie o alimenty od męza. Mam podstawy i
          przesłanki. Nie chodzi mi tylko kase. Bardziej o wyźwiek
          terapeutyczny, sposób zerwania okowów zdrady, zadbania o soebie,
          zawalczenia o siebie... Jakis głos wewnetrzny mi to karze zrobić...
          Ale nic pochopnie.
          • tautschinsky frajerów nie brak, jak widać :-) 20.06.10, 15:50
            Jak dla mnie z twojego byłego to klasyczny jeleń. Ty na forum swoim pisaniem o sprawie wykazałaś, w co grasz - tobie się należy, on zaś jest osobą, którą łatwo manipulować.

            Teraz ciekaw jestem, czy ty okażesz się kobietą z honorem - patrz choćby nadpłata alimentów na najbliższe 4 lata. Czy w tym czasie lub niewiele później nie polecisz golić go z dalszej kasy. Czas pokaże.

            Ale... ale, już uprzedzasz fakty - TO,CO JA WIEDZIAŁEM od początku - już piszesz o alimentach na siebie!!! I nie chodzi o oczywiście o pieniądze, a z tym "wewnętrznym głosem, którzy ci każe" (nie "karze") to już pojechałaś na całego smile

            Jarkoni - czy to nie ty byłeś takie "honorowy" i wyszedłeś na frajera?
            • bozka45 Re: frajerów nie brak, jak widać :-) 20.06.10, 16:03

              I powiem Ci tałczyński, że jeśli to zrobię, to ... także dla innych
              kobiet! Aby pokazać, że można nakopać dupkom w dupę, że myslenie
              fiutem nie popłaca! I jesli dostane choć 50 zł alimentów, to to
              nagłosnie, aby inne kobiety uwieżyły, że dobro i uczciwośc moga sie
              bronić!
              W jednym sie zgadzamy... Mąz zachował sie jak rasowy jeleń, ale
              nie wtedy, gdy dzielił sie z dziećmi i matka swoich dzieci
              majatkiem, ale gdy podjał ucieczkę przed konsekwencjami zwojego
              grzechu i krzywdy jaka wyrzadził trzem kobietom, które go kochały.
              • bozka45 Re: frajerów nie brak, jak widać :-) 20.06.10, 16:04
                a za "karze i każe" przepraszam. Popełniłam błąd.
              • tautschinsky Re: frajerów nie brak, jak widać :-) 20.06.10, 18:31
                bozka45 napisała:

                > I powiem Ci tałczyński, że jeśli to zrobię, to ... także dla innych
                > kobiet!



                Gdybym cię nie znał z tego, co dotąd napisałaś - a z tego jasno wynika, że tylko FORSA ci w głowie - pomyśleć bym mógł, że chcesz jakąś misję prowadzić przeciw komuś, a mnie o to posądzano smile

                Nie, nie zrobisz tego dla innych kobiet, a WYŁĄCZNIE DLA SIEBIE. Innymi kobietami się nie zasłaniaj. Pisałem o tym i tu to powtórzę, bo jesteś wspaniałym przykładem, iż ile by facet pieniędzy nie dał, babie zawsze za mało będzie. DLATEGO mężczyźni, myślcie! To jest walka o kasę. Od początku trzeba z kobietami niestety kręcić, udawać, ukrywać dochody, dowodzić, że nie ma się dwóch rąk i dwóch nóg, bo jeśli tego się nie zrobi, to choćbyś pracował i zabierali ci całą pensję niemal, to i tak będzie za mało i jakaś kolejna max cię pozwie do sądu. Z kobietami NIE MOŻNA być uczciwym, bo taka uczciwość jest traktowana jako SŁABOŚĆ.




                Aby pokazać, że można nakopać dupkom w dupę, że myslenie
                > fiutem nie popłaca! I jesli dostane choć 50 zł alimentów, to to
                > nagłosnie, aby inne kobiety uwieżyły, że dobro i uczciwośc moga sie
                > bronić!



                UwieRZyły (nie "uwieżyły")- nie dupkom, ale frajerom, którzy przepisują swoją własność tym, którzy za chwilę będą zdzierać z nich ostatnią koszulę w sądzie. A głupków mi generalnie nie żal. Dla mnie kto tak pochopnie oddaje pieniądze wrogowi (bo to, że jesteś jego wrogiem to nie ma wątpliwości - strony z automatu są wrogami - a twoja postawa w sądzie i to, jak go "urobiłaś" tego dowodzi aż nadto! smilejest sam sobie winien.

                Cóż, trzeba ci przyznać, że dobrze go ograłaś. Może przy następnej już nie będzie taki naiwny. Swoją drogą taka refleksja - jeśli mogłaś z nim tak perfidnie postąpić nie dziwię, że uciekł w ramiona innej smile
                • errormix Re: frajerów nie brak, jak widać :-) 20.06.10, 18:51
                  bozka45 napisała:

                  > W mojej postawie podkreślił szlachetność, że mimo zdrady i
                  porzucenia, które wywołały u mnie depresję, załamanie nerwowe,
                  odnoszę do do męża z szacunkiem, deklaruję chęć współpracy w
                  wychowaniu dzieci i utrzymywania z nim dobrych relacji...

                  A za chwilę bozka45 napisała:
                  > Poważnie rozważam wystąpienie o alimenty od męza. Mam podstawy i
                  przesłanki.

                  Muszę przyznać, że trochę się dziwnie poczułem. Facet daje połowę domu,
                  pieniądze na alimenty, samochód. Zgadza się na ugodę. Nie ciąga po sądach, nie
                  ukrywa dochodów, nie mówi, że jest biedny i nie może płacić na dzieci.

                  Autorka z kolei pisze o tym z jakim szacunkiem odnosi się do męża i w następnym
                  zdaniu zapowiada, że chyba pozwie go o alimenty na siebie, bo cyt. "myślał
                  fiutem i jest dupkiem".

                  Nie wiem co ty tam u tego adwokata naopowiadałaś, że z szacunkiem to ty do męża
                  się na pewno nie odnosisz.
                  • errormix Re: frajerów nie brak, jak widać :-) 20.06.10, 19:01
                    bozka45 napisała:
                    >Chyba pogodzony z tym, że zostawia za sobą niemal cały dorobek
                    życia.

                    No i w tym momencie też mi dziwnie. Autorka jest świadoma tego ile kosztował
                    rozwód jej exa, że oddał prawie wszystko, ale mimo tego w głowie pojawiła się
                    myśl: "Jeszcze alimenty na mnie".

                    To mi strasznym rewanżyzmem i zemstą pachnie. I dobrze. Bo to chyba uwalnianiem
                    się negatywnych emocji nazywa. Ale lepiej by było, gdybyś od początku mówiła, że
                    to drań, łajdak, łobuz co to tym... no... o już wiem... "fiutem myśli", niż
                    rozpisywać się jak bardzo go szanujesz.
                    • bozka45 Re: frajerów nie brak, jak widać :-) 20.06.10, 19:19

                      Och solidarność plemników zadziałała!

                      A moja złośc na exa i szacunek do niego nie sa żadnym fałszem.
                      Jest we mnie i jedno i drugie. I czasem mam wrażenie, że eksploduję,
                      czasem jednegop jest wiecej, czasem drugiego... Tak jest ze strona
                      zranioną, porzuconą... Ponosi ona wieksze koszty, zużywa wiecej
                      energii na powrót do równowagi emocjonalnej.

                      Nie szykam tu na forum aprobaty. Bardziej mi zalezy, aby
                      być prawdziwa. Wobec siebie i własnych uczyć zwłaszcza...

                      • panda_zielona Re: frajerów nie brak, jak widać :-) 02.07.10, 19:03
                        Wiesz Bożka45,poczułam się jako kobieta głupio przeczytawszy,że
                        mąż,jak sama piszesz,zostawił Ci cały dorobek,a Ty chcesz go jeszcze
                        pozwać o alimenty dla siebie w imię zemsty.Jak dla mnie to zwykła
                        pazernośc jest.Muszę przyznać rację Ettorowi i Tauyschinskemu
                        niestety.
                        • panda_zielona Re: frajerów nie brak, jak widać :-) 02.07.10, 19:53
                          Errormix,najmocniej Cię przepraszam błędny nick,wybaczysz?

                        • panda_zielona Re: frajerów nie brak, jak widać :-) 02.07.10, 20:06
                          Oczywiście powinno być Errorowi,za pomyłkę przepraszam
                    • vero_nique Re: frajerów nie brak, jak widać :-) 20.06.10, 19:22
                      Errormix wink, blagam Cie....jesli facet jest twardy w bronieniu swojego majatku
                      - to alez owszem - konsekwentny, tak trzymac, brawo i nalezy mu sie Nobel! - w
                      koncu to JEGO krwawica idzie pod mlotek i to gdzie ma trafic... do wlasnych
                      dzieci? Hanba. Jesli zas kobieta jest konsekwentna - to zemstna s.uka bezczelna
                      prawda? I jaka roszczeniowa jeszcze. Na stos z nia i od razu popiol nad oceanem
                      rozsypac!

                      wink))




                      • errormix Re: frajerów nie brak, jak widać :-) 20.06.10, 19:35
                        To nie tak, że "zemstna" i że "suka". Po prostu sporo tu niekonsekwencji.
                        Przyzwyczajony jestem do tego, że jak tu już "suki" przychodzą, to od razu walą
                        prosto w mordę i krzyczą, że aż echo się niesie smile)

                        Jedno widzę natomiast wyraźnie. Bożena ewidentnie jeszcze się nie odkochała,
                        jeszcze zdradza objawy uzależnienia. Z jednej strony "wybacza, rozumie,
                        szanuje", a z drugiej te "fiuty, alimenty i dupki". I stąd ta niekonsekwencja.

                        Ale to ja tak sobie myślę, bo miałem dokładnie takie same objawy. A to czy
                        akurat szanowałem ex czy chciałem ją wdeptać w ziemię zależało od zupełnie
                        błahych powodów takich jak pogoda, humor czy to jaką nogą akurat rano wstałem.

                        Przeczytałem wszystkie posty Bożeny we wszystkich wątkach. Wyłania się z nich
                        wielka rozpacz, żal po tym, że nie ma już rodziny, nie ma tego "dupka", nie ma
                        się z kim śmiać i na kogo pokrzyczeć. I to jest smutne. I to jest prawdziwe.
                        Widzę też, że dziewczyna ewidentnie nad sobą pracuje, bierze sobie do serca i do
                        głowy to co mówi/mówił psycholog. Pociesza się publicznie i publicznie płacze.

                        I jak znam życie to też jej przejdzie. Czego jej z całego serca życzę dziękując
                        jednocześnie za troskę o moje plemniki smile)
                      • ef.endir Re: frajerów nie brak, jak widać :-) 20.06.10, 19:37
                        a mi się wydaje, że to nie faceta czy kobietę chodzi ale o człowieka. Pracował
                        człowiek całe życie (jego połówka wie ile go to kosztowało) a teraz to oddaje.
                        Jakieś uczucia? Szacunek? Dlaczego Za to jaki jest, że sobie i innym zycie
                        rozwalił? A może dlatego, że bez walki oddał? A czy szanowne panie by oddały
                        jeśli w ich życiu coś takiego by się przydarzyło? Niejeden facet i niejedna
                        kobieta by nie oddała. Ale są tacy co oddają poczuwają się w jakimś stopniu do
                        winy. I ich wola i prawo. Ale żeby od razu jakąś ideologię do tego tworzyć? Po co?
                        Inny pytanie postawić należy: Czy krzywda tego zranionego wymaga oddania całego
                        dorobku życia? Wam będzie lepiej jak odda? Mi by nie było. Nic to nie zmienia w
                        moim stosunku do winowajcy.
                      • bozka45 Re: frajerów nie brak, jak widać :-) 20.06.10, 19:39

                        Na Boga! Wcale nie uważam, abym została z całym majątkiem, a on -
                        poszedł z torbami.
                        Przez 2 lata separacji nie płacił alimentów (okragła sumka została
                        mu w kieszeni). Nie będzie płacił też do końca 2014 roku. Jest
                        włascicielem nieruchomości, która jest warta ok 100 tys. zł, jak
                        zdoła ją mądrze sprzedać...
                        I zyskuje jeszcze cos. Może mówić, że zostawił mi wszystko, aby
                        sie tylko uwolnioć od podłej baby. Taki podział majatkowy jakże go
                        uwarygadnia i podnosi jego image. Jak każdej osobie o niskim
                        poczuciu własnej wartości i mocującej się ze bolesnymi wytrzutami
                        sumienia bardzo zależy, aby przed innymi wyglądać w dobrym
                        świetle...
                        Ja podeszłam do rozliczenia z nim, korzystając ze znajomości jego
                        psychiki, mechanizmów, które nim rzadzą... I - nie kryję -czuję smak
                        zwycistwa.
                        Nie zmienia to faktu, iz przykro mi, że w ukladzie z meżczyzną,
                        którego kochałam latami bardziej niz siebie, musiałam wybietrać
                        pomiedzy rola wygranej i przegranej. Doprawy nie ja narzuciłam ten
                        scenariusz...
                        • bozka45 Re: do errormix i innych 20.06.10, 19:56
                          z errormix

                          "Przeczytałem wszystkie posty Bożeny we wszystkich wątkach. Wyłania
                          się z nich
                          wielka rozpacz, żal po tym, że nie ma już rodziny, nie ma
                          tego "dupka", nie ma
                          się z kim śmiać i na kogo pokrzyczeć. I to jest smutne. I to jest
                          prawdziwe.
                          Widzę też, że dziewczyna ewidentnie nad sobą pracuje, bierze sobie
                          do serca i do
                          głowy to co mówi/mówił psycholog. Pociesza się publicznie i
                          publicznie płacze."

                          Dziękuję. Zwyczajnie sie popłakałam po przeczytaniu tego...
                          Strzał w "10". I wzruszyło mnie, że ktoś poświęcił mi tyle uwagi, że
                          przeczytał moje wpisy sercem... Nie wiem, co napisać. Dzieki.
    • bozka45 Re: Do ef.endir 20.06.10, 20:05

      Jasne, że zostawienie domu i zaliczki na alimenty niewiele zmienia.
      Choć na pewno jestem wdzieczna, że mąz nie pozbawił córek ich
      ro9dzinnego domu, który jest symbolem siły naszej rodziny. Owocem
      lat, kiedy nasza rodzina była sila miłością, pędem tworzenia. Moja
      córka pisząc wypracowanie pt "z czego jestem domna" napisała, że z
      naszego domu, który nie jest wielki, ani ekskluzywny, ale to jej
      miejsce na ziemi, że ważne jest, że zbudował to dla niej jej
      ojciec... że tu sie urodsziła, że zwycxzajnie go kocha...
      Ex musiałby być ostatnim draniem, gdyby doprowadził do sprzedazy.
      Przede mną i córkami zadanie utrzymania domu w należytym stanie.
      • zielonazielona1 Re: Do ef.endir 02.07.10, 16:59
        bozka45, przeczytałam wszystko i podziwiam cię za postawę w tej
        okropnej sytuacji. nie za to , że wydębiłaś od mężusia pieniądze ale
        za słowa otuchy dla innych. u mnie pewnie tak nie będzie, nie jestem
        tak mocna jak ty. moje dzieci stracą rodzinny dom, bezpieczeństwo,
        fajną rodzinę. jeszcze w to nie wierzę , ale to już. przepełniło się
        naczynie goryczy , nie pozwolę na takie życie dalej. będę tu
        zaglądać pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka