Dodaj do ulubionych

końca nie widać....

11.06.10, 13:16
Jak zapewne niektórzy pamiętają, od roku mam dziecko przy sobie.
Kosztowało to mnóstwo walki, czasu ale opłacało się jak żadna
inwestycja na świecie. Dwa razy badania w RODK, kilka rozpraw i ....
dziecko ma być znowu badane. Tym razem przez Instytut Ekspertyz
Sądowych w Krakowie!! To w tej chwili propozycja i żądanie mojej
prawie eks. I zamiast skończyć sprawę, zacząć normalnie żyć - jeśli
sąd się zgodzi - następne kilka lat (ok 5 lat czeka się na termin w
IES wg mojego znajomego prawnika) bedę czekał na badanie w IES - a
potem ...? Dzieciak będzie prawie pełnoletni!!smile
Co Wy na to?
Miał ktoś do czynienia z IES w Krakowie?
Obserwuj wątek
    • errormix Re: końca nie widać.... 11.06.10, 21:02
      Na początek... serdeczne wyrazy współczucia smile)

      Muszę uczciwie przyznać, że wszystko to co piszesz, ja przeczuwałem u siebie.
      Wiele moich "przeczuć" się spełniło (może zapeszyłem?), ale wiele na szczęście nie.

      Bo faceci, którzy są zdeterminowani to tego, by dziecko było z nimi, muszą się
      po prostu ubrać w gacie, które na niewymownej części ciała mają blachę grubości
      3 cali.

      U mnie było więc:
      - przesłuchanie na policji
      - zaskarżenie policji (bo uznali że niewinny jestem)
      - później policja zaskarżona do sądu
      - później znowu przesłuchanie na policji (bo sąd zwrócił sprawę do ponownego
      rozpatrzenia)
      - później kolejne odwołanie
      - kolejne przesłuchanie
      - kolejne zaskarżenie do sądu (że niby całą policję mam w kieszeni i się mnie boją)
      - Terenowy Komitet Ochrony Praw Dziecka
      - psycholog
      - pedagog
      - drugi psycholog
      - kurator sądowy (że niby pedofilem jestem)
      - zarzut na sali sądowej podczas rozwodu, że pedofilem nadal jestem i ex odstąpi
      od zarzutów, jeśli tylko odstąpię od żądania opieki...

      A ja wtedy wstałem, podszedłem do wokandy i powiedziałem:

      "Myślę, że to kim jestem i jak się zachowuję w stosunku do dziecka oraz jak
      zachowuje się moja żona najlepiej ocenią psychologowie z RODK".

      Na następnej rozprawie dostałem rozwód, opiekę, alimenty, a ex jeszcze przed
      rozpoczęciem posiedzenia sądu poprosiła, by nie wysyłać dziecka do RODK.

      A po co ja ci to wszystko napisałem. Ano po to byś robił swoje i się nie
      przejmował, bo jak masz czyste sumienie, a dzieciak cię kocha i jest z tobą
      bardziej związany niż z ex, to możesz spać spokojnie.

      Czego ci serdecznie życzę. Dobranoc smile
      • ef.endir Re: końca nie widać.... 12.06.10, 20:17
        Dzięki za wsparcie. Tego trzeba mi było!
        Świadomości, że jednak się udaje i nie ja jeden mam pod górę, gdy okoliczności
        są jasne, proste i przejrzyste...
        Kuratora sądowego poznałem,
        policję i prokuratora też.
        Czasem po prostu bezsilność mnie dopada - co nie ma absolutnie związku z tym, że
        nie wyobrażam sobie życie bez mojego syna tak jak on mieszkania z matką. W tym
        jesteśmy zgodni i zdeterminowani. Ale, qu...a, ile można męczyć swoje dziecko
        tego typu sprawami!!! Przecież można zapytać dwunastolatka a potem powiedzieć,
        np. "dobrze, zawsze będę Cię kochała. Chce żebyś był szczęśliwy". A tak, on się
        boi, przeżywa, że własna matka traktuje go jak głupka itd. Dzieciaka mi żal!
        Jak cholera.....
        Bo ja stary jestem i dam sobie radę.

        • errormix Re: końca nie widać.... 12.06.10, 23:49
          Doskonale cię rozumiem. Moja ex, choć już po rozwodzie, zwraca się do dziecka w
          stylu: "Jak w ciągu godziny nie posprzątasz pokoju, to zadzwonię do pani
          kurator, a ona przyjdzie zobaczy jaki masz syf i zabierze opiekę ojcu i da ją mnie".

          I może tak mówić. Dorosła jest. Kagańca nie nosi. Tylko... no właśnie. Dziecko
          niecałe 11 lat ma. I ja doskonale wiem, że tu nie o dziecko chodzi tylko o mnie.
          Tylko dlaczego ona do tego wykorzystuje swoją córkę? Dziecko, które urodziła,
          przewijała, przytulała?

          Na tym forum wielokrotnie naczytałem się jaki to ja jestem wyrodny i niedojrzały
          ojciec, bo pozwalam na takie zachowania, bo prawdziwy ojciec to by chronił
          dziecko, bo prawdziwy facet to by porozmawiał z żoną, wytłumaczył...

          Ale ty wiesz, że tacy ojcowie jak ty i ja nic nie możemy zrobić. Bo rad udziela
          się bardzo łatwo siedząc sobie w domu, przy komputerze i popijając kawę, albo
          drinka. Bo jak matka się wyprowadza z domu z dzieckiem to znaczy, że ona przed
          tyranem ucieka, a jak facet zabiera dziecko to od razu podpada pod paragraf
          "uprowadzenie", bo zabiera dziecko matce.

          Ja poza tym, że usłyszałem, że jestem pedofilem, złodziejem, przemocowcem,
          usłyszałem też "kwiatek", że jestem psychopatą. Gdy mediatorka zapytała moją
          ówczesną żonę, dlaczego, ona odpowiedziała: "Mąż jest psychopatą, bo chce mi
          zabrać dziecko".

          Więc najwyraźniej ty też jesteś psychopatą. Ale świat na głowie stanął, bo jak
          widać na moim i twoim przykładzie, psychopatom sądy dają jednak opiekę.
          • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 09:47
            smile nieźle! Widzę, że to ta sama linia postępowania mamusi co u mnie: RODK,
            policja, prokurator, kurator, znowu RODK, odwołania od umorzenia itd.
            Ale jak widać po Twoim przykładzie, da się przeżyć. NIe jak pierwszy i chyba nie
            ostatni.... niestety...
            • errormix Re: końca nie widać.... 13.06.10, 10:18
              Od jakiegoś roku mam powiedzenie, które stało się już prawie moim życiowym
              motto: "Tydzień bez listu poleconego w skrzynce, to tydzień stracony".

              Są więc pozwy, wezwania, żądania, skargi, odwołania. Kiedyś tydzień minął bez
              listu w skrzynce. Jezu, jak ja się dziwnie czułem. Zamiast się cieszyć i upajać,
              ja w głowę zachodziłem o co chodzi, dlaczego ta skrzynka pusta i skoro w tym
              tygodniu nic nie ma, to co to będzie za tydzień?

              Ale argumenty i przykłady jaki to ja zły człowiek jestem w końcu zaczęły się
              wyczerpywać. Oczywiście te listy polecone nadal do różnych instytucji wpływały i
              pewnie wpływają, ale instytucje już do mnie coraz rzadziej piszą.

              Bo każdy kij ma dwa końce. Nasłana na mnie pani kurator, po obejrzeniu domu,
              rozmowie z córką, z sąsiadami i po zapoznaniu szczegółowo z sytuacją, wprost
              doradziła mi jak mam się dzieckiem zajmować, co przed sądem powiedzieć i czym
              się przejmować, a co zwyczajnie olać.

              Pani policjanta, która mnie dwa razy przesłuchiwała kiedyś na ulicy mnie
              spotkała. Ona była z dziećmi, ja z córką. Sama mnie poznała i zagadnęła.
              Zapytała jak tam w domu, jak żona, jak zdrowie. Pogadaliśmy, ponarzekaliśmy na
              świat okrutny, a na końcu dostałem od niej radę: "Ja, na pana miejscu, bym się
              jednak rozwiodła".

              Pani mediator kwiatka już po rozwodzie zaniosłem. Za to, że do serca sobie słowa
              mojej ex wzięła, że ja pedofilem rzekomo jestem i w efekcie trzy dni później w
              moim domu nieoczekiwanie kurator sądowy się pojawił, żeby tego pedofila, czyli
              mnie, bez matek, przyłapać. A ja akurat pomidorówkę robiłem i to na dodatek
              majtkach.

              I teraz coraz częściej tygodnie bez listu poleconego upływają, ale tak się jakoś
              złożyło, że coraz więcej do mojej ex ich przychodzi - z banków, od komorników, z
              ZUSu, Urzędu Skarbowego.

              Ale takie jest życie.
              • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 11:06
                Cholera....
                to jakby ktoś jeden (podobny) scenariusz dla nas obu napisał!!smile
                i z tymi komornikami, listami poleconymi równieżsmile
                Mnie jeszcze czeka podział majątku, bo chociaż rozwodu nie mam, to rozdzielność
                majątkową udało się przeprowadzić szybko.
                I może to, tak sobie czasem myślę, będzie jakąś kartą przetargową w sprawie o
                opiekę nad dzieckiem. Ale z drugiej strony..... parę groszy by się przydałosmile
                Zobaczymy co będzie po wyznaczeniu terminu.
                • errormix Re: końca nie widać.... 13.06.10, 11:21
                  ef.endir napisał:

                  > Mnie jeszcze czeka podział majątku, bo chociaż rozwodu nie mam, to
                  rozdzielność majątkową udało się przeprowadzić szybko.

                  Ja już po rozwodzie i rozdzielność dawno mam, ale... cholera... też przed
                  podziałem majątku smile

                  Ale jak to już gdzieś wcześniej napisałem, żadnego majątku nie chcę, bo jak tak
                  dalej pójdzie i ex nadal alimentów płacić nie będzie, to wcześniej czy później i
                  tak cały ten majątek dostanę. Bez kłótni, bez rzeczoznawców, bez spraw w sądach.

                  Ot tak. Od komornika.
                  • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 11:38
                    Kilka miesięcy temu, mój syn, po powrocie od matki oznajmił: z ironią na jaką
                    stać dwunastolatka: "Dowiedziałem się, że podobno chcesz, żebym z tobą mieszkał
                    dla pieniędzy. Ale dla jakich pieniędzy to się nie dowiedziałem!"
                    Więc może te pieniądze są w tej mojej sprawie ważne? O alimenty nie
                    występowałem. Zobaczymy co będzie dalej. Chociaż już parę groszy moja ex powinna
                    mi oddać za niesłusznie pobrane alimenty ode mniesmile I to mam w postanowieniu.
                    Tylko podobno ona oddała a poza to komornik źle swoją pracę wykonał. Czekam na
                    papier, który komornik przyśle do sądu na jego żądanie.
                    Im dłużej piszę o tych pieniądzach, tym bardziej wydają mi się one ważne w tej
                    całej sprawie...smile Ciekawe dlaczegosmile
                    • errormix Re: końca nie widać.... 13.06.10, 12:55
                      ef.endir napisał:

                      > Im dłużej piszę o tych pieniądzach, tym bardziej wydają mi się one ważne w tej
                      całej sprawie...smile Ciekawe dlaczegosmile

                      Tu chyba najprostsze wyjaśnienie jest najlepsze. Bo powoli mijają emocje, a do
                      głosu zaczyna dochodzić zdrowy rozsądek.

                      A, jak powiedziała moja znajoma pani psycholog: "Pieniądze dobrze mieć. One w
                      niczym nie przeszkadzają. Przeszkadza za to ich brak".

                      Bo w końcu skończą się spory, rozprawy, przesłuchania, a zacznie normalne życie.
                      Z wydatkami na ubrania, na tornister, na książki do szkoły, na prezenty
                      urodzinowe dla kolegów i koleżanek, na nową pralkę, na biurko dla dziecka.

                      A jeśli nawet takie uzasadnienie kogoś nie przekonuje to ja mam jeszcze jedno.
                      Takie dla facetów jak ty i ja. W specyficznym położeniu. A brzmi ono mniej
                      więcej tak:

                      "Bo ona na twoim miejscu nie miałyby litości. Nie zawahałaby się nawet przed
                      tym, żebyś bezdomnym został, żebyś pod mostem musiał spać. Bo gdybyś się jeden
                      miesiąc z alimentami spóźnił, następnego dnia obudziłbyś się nawet bez tego
                      mostu. Bo jego też by ci komornik zabrał.
                      • adaria38 Re: końca nie widać.... 13.06.10, 13:03
                        > "Bo ona na twoim miejscu nie miałyby litości. Nie zawahałaby się nawet przed
                        > tym, żebyś bezdomnym został, żebyś pod mostem musiał spać. Bo gdybyś się jeden
                        > miesiąc z alimentami spóźnił, następnego dnia obudziłbyś się nawet bez tego
                        > mostu. Bo jego też by ci komornik zabrał.


                        To kwestia wyjścia z przemocowego związku w którym się było w roli uległej
                        ofiary. Dokładnie ten sam schemat zachowań, te same słowa klarowalam znajomej
                        która uciekała od męza dręczyciela a on ją gnębił na wiele sposobów.
                        Trzeba sobie uzmysłowić, że ta druga strona, mimo ze był/a małżonkiem wiele lat,
                        nie jest człowiekiem zdrowym ale zaburzonym. I nie ma co liczyć na zdrowe
                        odruchy, zdrowe relacje, poczucie przyzwoitości. Tylko odciąć się i patrzeć jak
                        na wariata, nie angażując w to emocji a co najwyżej zabezpieczające,
                        konsekwentne środki prawne.
                        • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 13:12
                          > To kwestia wyjścia z przemocowego związku w którym się było w roli uległej
                          > ofiary.

                          Racja. Ale skoro się pewnych rzeczy nie dostrzegało przez kilkanaście lat
                          wspólnego życia - nie było takich wydarzeń, żeby żonę/męża zobaczyć w podobnej
                          sytuacji - to trudno teraz zrozumieć skąd u tej drugiej strony takie zachowania.
                          A najlepsze, że już nie trzeba rozumieć. I zgadzam się, że popatrzenie jak na
                          wariata daje dużo radoścismile i zadanie kilku prostych pytań: Dlaczego? Po co?smile
                          Ale to chyba o mnie dobrze nie świadczysmile
                          • adaria38 Re: końca nie widać.... 13.06.10, 13:31
                            Przypuszczam, że był milion takich sytuacji podczas małżeństwa, gdy druga osoba
                            pokazywała się własnie taką jaką ją widzisz teraz:idącą po trupach, bezwzględną,
                            bez szacunku do ciebie, nie liczącą się z dzieckiem,
                            tylko wtedy miałeś inne-współuzaleznione okulary na oczach.
                            Dzieci są często mniej zmanipulowane, dlatego syn poszedł za Tobą, bo więcej i
                            prawdziwiej Widział.
                            • errormix Re: końca nie widać.... 13.06.10, 13:49
                              Słuchaj tego co mówi przedmówczyni. Bo prawdę mówi.

                              Bo i w twoim małżeństwie były takie momenty, kiedy zachowanie tej drugiej strony
                              na pewno cię zastanawiało. Ale starałeś się nie zauważać, nie przejmować. Bo
                              może ciebie akurat to nie dotyczyło, może tłumaczyłeś to sobie jej humorami,
                              albo zwykłym stwierdzeniem w stylu: "Co zrobić. Ona już po prostu taka czasami
                              jest".

                              Bo te klapki miałeś. I one ci te trupy przysłaniały.
                      • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 13:05
                        > "Bo ona na twoim miejscu nie miałyby litości. Nie zawahałaby się nawet przed
                        > tym, żebyś bezdomnym został, żebyś pod mostem musiał spać. Bo gdybyś się jeden
                        > miesiąc z alimentami spóźnił, następnego dnia obudziłbyś się nawet bez tego
                        > mostu. Bo jego też by ci komornik zabrał.
                        >


                        Znam to z doświadczenia. Alimenty płatne do 10, 14 komornik siedzi mi na koncie,
                        a dziecko już u mnie.... I tak przez 5 miesięcy. (Ciekawe tylko na kogo te
                        alimenty były? Nie dowiedziałem się do dzisiaj. Wytłumaczeniem było, że "... sąd
                        zasądził, to muszę płacić!" Śmieszne?smile
                        Teraz tak...smile
      • tautschinsky Re: końca nie widać.... 13.06.10, 14:52
        To co errormix wyliczasz to niestety proza niemal każdego ojca, który postanowił zawalczyć o swoje prawo - bycia z dzieckiem na co dzień. To, co matki mają na dzień dobry ojcowie muszą wydzierać i udowadniać choćby to, że nie chcą dzieci wychowywać tylko po to, by niecnie wykorzystywać. Co z tego, że - jak w twoim przypadku - policja sprawę zamyka, sąd też, kuratorzy nawet jeśli są to kobiety nie znajdują żadnych podstaw itd. Na koniec w sądzie możesz usłyszeć od sędziny, że jesteś wspaniałym ojcem itd. Ale co z tym, co się stało? Czy twoja była poniosła karę za te wszystkie pomówienia? Dopóki będą bezkarne, dopóty będą oskarżać. A już można przeczytać na tym forum, że facetom nie chce się starać o opiekę, bo to takie wygodne. Mając takie "przygody" w perspektywie, które negatywnie odbijają się również NA DZIECIACH zwyczajnie ci ojcowie nie podejmują się tej wali - dla wyższego dobra. To błąd. Ale ja to rozumiem - naprawdę dużo się płaci i trzeba liczyć się z latami łajna wylewanego na ciebie i dziecko (bo w końcu taka kochająca matka widząc, że dziecko woli być z ojcem uznaje, że dziecko jest zdrajcą i niegodne jej starań, bo przecież te wszystkie podłości, których się dopuszcza wobec ojca dziecka a w końcu samego dziecka - bo dziecko też zaczyna być na lewo i prawo przesłuchiwane i musi się tłumaczyć z sytuacji rodem z kosmosu albo mrocznej baśni). A wszystko: "bo ja je urodziłam i jest moje", "sam sobie urodzisz to będziesz miał", "prędzej gn..u zdechnę niż zapłacę na to gó.." złotówkę!" - to g. to dziecko o które tak zażarcie walczy "z miłości".
        • errormix Re: końca nie widać.... 13.06.10, 14:59
          Hahaha. Ubawiłem się. Przyznaję. Nie żeby z całości, z ogółu tego co napisałeś,
          ale z tego ostatniego akapitu.

          Bo przypomniałem sobie, co bodajże Sauber tutaj na forum kiedyś o alimentach
          napisał: "Zobaczysz alimenty, jak świnia niebo".
          • errormix Re: końca nie widać.... 13.06.10, 15:04
            >cryingbo w końcu taka kochająca matka widząc, że dziecko woli być z ojcem uznaje, że
            dziecko jest zdrajcą i niegodne jej starań.

            I jeszcze z tym się w pełni zgadzam. Chociaż tutaj już mi nie do śmiechu. Bo to
            prawda.
            • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 15:09
              errormix napisał:

              > >cryingbo w końcu taka kochająca matka widząc, że dziecko woli być z ojcem uznaj
              > e, że
              > dziecko jest zdrajcą i niegodne jej starań.
              >
              > I jeszcze z tym się w pełni zgadzam. Chociaż tutaj już mi nie do śmiechu. Bo to
              > prawda.
              >

              Albo dziecko zapyta któregoś dnia: "dlaczego traktuje mnie jak głupka? Dlaczego
              jestem głupi?" tego doświadczyłem. Boli gdy, wtedy jedenastolatek, zadaje takie
              pytanie...
              • errormix Re: końca nie widać.... 13.06.10, 15:24
                ef.endir napisał:

                > Albo dziecko zapyta któregoś dnia: "dlaczego traktuje mnie jak głupka?
                Dlaczego jestem głupi?" tego doświadczyłem.

                Nie wiem, w jakim kontekście padło u ciebie pytanie "czy jestem głupi", ale ja
                miałem podobne pytania, gdy ex zaczęła ciągać córkę po psychologach i pedagogach.

                "Tato, dlaczego mam tam iść? Przecież dobrze się uczę, jestem grzeczna, nie
                mówię brzydkich słów. A u nas w klasie pani każe do psychologa chodzić tym, co
                są najgorsi i źle się zachowują".

                No więc wytłumaczyłem dlaczego, towarzyszyłem córce przy pierwszej wizycie u
                psychologa, i przy drugiej, ale przy żądaniu trzeciej powiedziałem krótko, ale
                zdecydowanie "Dość!".

                Zaparłem się. Jak osioł zwyczajnie. Bo miałem tego naprawdę dość. A jak ja,
                stary chłop już nie mogłem tego ścierpieć to co tu mówić o dziecku?

                No więc zaczęły groźby, straszenie, mediacje, prośby. A ja słuchałem, kiwałem
                głową i na końcu znowu mówiłem "Dość!". Nawet gdy tak naprawdę nie miałem
                podstaw, by się sprzeciwić, bo mediatorki jasno mi wytłumaczyły, że ówczesna
                żona moja ma pełne prawa rodzicielskie i może bez mojej zgody brać dziecko do
                psychologa. Ja się wtedy uśmiechałem i znowu - jak mantrę - mówiłem "Dość".

                Nawet gdy mnie wysłano do psychologa. Tam też to powiedziałem.

                Bo dziecko to nie zabawka. Nie można z nim biegać po psychologach, sądach,
                policjach tylko po to, by dorośli mogli sobie coś udowodnić.

                Ale ja miałem jeszcze jedną kartę przetargową, dzięki której to moje "Dość!"
                było skuteczne.

                Mówiłem "Dość", ale zaraz dodawałem: Zgodzę się na rozmowę dziecka z
                psychologiem, ale tylko w RODK.
                • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 15:32
                  Matka: To gdzie w końcu chcesz mieszkać?
                  Dzieciak: z tatą
                  Matka: Rozumiem, że chcesz z nim często przebywać?
                  Dziecko: Tak.
                  Matka: Więc poproś tatę żeby przyjechał.
                  Więc przyjeżdżałem. W tym czasie matka wywoziła dziecko np. do kolegi bo mówiła
                  mu, że coś mnie zatrzymało, zmieniłem termin wizyty lub inne kłamstwo.
                  Potem, przy nim, albo w sądzie przytaczała tylko wyrwane z kontekstu zdanie i
                  cyrk się zaczynał. A że dzieciak nie przywykł do manipulacji...
                  Potem to już się zmieniło. Odpowiadał całymi zdaniami, żeby wątpliwości nie było.
                  • errormix Re: końca nie widać.... 13.06.10, 15:44
                    Widzisz..., bo mi się wydaje, że te nasze ex, to co robią, robią z bezsilności.
                    I to już jest chyba ostatnie stadium tej bezsilności. Bo przecież one też
                    dorosłe są, doświadczone, swoje wiedzą i rozumieją. Bo aż nie chce mi się
                    wierzyć, że kobieta, matka może nie wiedzieć kiedy przekracza tę magiczną
                    barierę i zaczyna ranić własne dziecko.

                    Ale im już chyba brakuje zwyczajnie argumentów przeciwko nam - dorosłym. Do tego
                    dochodzi też to co napisała daria, czyli to nienormalne, wręcz chorobliwe
                    zachowanie trwające już od długiego czasu, ale jakoś niezauważane i to co dodał
                    Tauczyński, że one widząc jak dzieci związane są z ojcami zaczynają je
                    postrzegać jako drugiego wroga. Bo nie bardzo wiedzą już czego się złapać, by to
                    zmienić.

                    No więc możemy sobie tu dywagować i analizować poszczególne zachowania, ale
                    prawda jest taka, że trzeba być cierpliwym. Inne określenie i rada nie
                    przychodzą mi do głowy.
                    • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 15:52
                      Masz rację. Szczególnie, że takie zastanawianie się na dłuższą metę męczy. Nie
                      warto tracić czasu na te rozważania, tym bardziej, że jak sami piszecie są to
                      ostatnie próby (czegoś)
                      Tak też czuję.
                      Dzięki
                      • errormix Re: końca nie widać.... 13.06.10, 16:07
                        Ktoś mi tu kiedyś napisał: "Jeśli chcesz wiedzieć do czego może być zdolna kobieta, pozwij ją o alimenty".

                        I przynajmniej u mnie to się sprawdziło w 100%. Bo mojej ex nie chodziło o opiekę, o dziecko, o psychologów. Chodziło o... łatkę. Łatkę, którą będzie nosić do końca życia. Łatkę tzw. wyrodnej matki. Bo co ma powiedzieć kobieta z normalnego środowiska (nie mówię o patologiach), wykształcona, zadbana, z własną firmą, ugruntowaną pozycją zawodową na pytanie: "A były mąż to płaci alimenty?".
                        • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 17:47
                          > Ktoś mi tu kiedyś napisał: "Jeśli chcesz wiedzieć do czego może być zdolna
                          kobieta, pozwij ją o alimenty".


                          mocne!
                          o alimenty nie wystąpiłem bo.... bo po wszystkich tekstach typu ojciec chce
                          żebyś z nim mieszkał ze względu na kasę, jakoś trudno, dziwnie, nieswojo
                          powiedzieć małemu - to pieniądze od mamy.
                          Ale ostatnio zapytał mnie - przecież wiedział, że ojciec konto ma zablokowane(!)
                          czy mama oddała mi już pieniądzesmile
                          A z tymi alimentami... ja to dopiero zobaczę do czego jest zdolna. Właśnie
                          podliczyłem wartość wspólnego majątku, którego się dorobiliśmy. Propozycja, z
                          którą wyszła moja prawie ex spłaty to ok 0,75% wartości wg moich szacunków. Więc
                          będzie przyczyna do wojny....
        • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 15:06
          walczy "z miłości"

          smutne ale prawdziwe. Bo niby jak mam ją rozliczyć z tego co się do tej pory
          stało naszym udziałem - moim i mojego dziecka? Tylko on ja rozliczy, gdy już
          będzie mógł powiedzieć bez strachu co czuł i czuje.
          A może lepiej niech nie rozlicza...
    • virtual_moth Re: końca nie widać.... 13.06.10, 01:35
      Nie mam pojęcia gdzie ci faceci żyją. Zbiorowa paranoja?

      - sądy obecnie są "proojcowskie", chętniej orzekają na korzysc ojców (o ile są chętni, o co trudno)
      - jesli masz dziecko przy sobie i w najgorszym razie 5 lat do następnej sprawy to nie wiem jaki masz problem (o ile masz jakikolwiek problem)
      - jesli nie masz problemu to daj spokój, prowokujesz tylko goscia, który miał nieszczęscie spotkac debilkę do kolejnego wyliczania jak bardzo się starał, by przyznanu mu dziecko, mimo że kobieta nie miała najmniejszych szans, byc dziecko zatrzymac.
      Wszelkie procedury sądowe, rodki i inne wynalazki przechodzą obie strony, takze dzieci oczywiście, nawet gdy tatus nie jest tak naprawdę zainteresowany, czyli w zdecydowanej większosci przypadków. To są tylko sprawy techniczne, dotyczace wszystkich rodziców, którzy nie sa w stanie dojść do porozumienia. Faceci narzekają,że byłe posądzają ich o molestowanie dziecka, babki, że były posądza je o utrudnianie kontaktów, mimo że same o to proszą. Mam jednak wrażenie, ze babki jakoś mniej płaczą, mimo przewagi liczebnej na forum.
      • errormix Re: końca nie widać.... 13.06.10, 08:05
        No proszę. Jeden mail i już wszystko wiadomo. Że nasze ex to debilki, że my to
        mazgaje, że ja to perfidny typ, bo od początku wiedziałem, że dziecko ze mną
        zostanie, a ty to paranoik, bo miejsce na forum zajmujesz, a 5 spokojnych lat
        masz przed sobą.

        Ahahaa. Jakże mi tej atmosfery tutaj brakowało smile
      • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 09:38
        To nie chodzi o płakanie. Tu chodzi o to, co matka, jak matka może "zatruć" (nie
        wiem czy to dobre słowo), życie dziecku, swojemu dziecku! A w imię czego? Chorej
        ambicji dowalenia swojemu ex??? Pokazania koleżankom, że to ona jest ta
        pokrzywdzona, a on to po układach wszystko załatwia? Już usłyszałem, że dyrekcja
        szkoły, szefostwo RODK, policjanci, protokolantka w sądzie, komornik to wszystko
        moi znajomi, którzy nie robią nic innego tylko mi pomagają.
        A skutki są dwa: dzieciak, który nie chce jechać na weekend do matki i jego
        niepewność czy wróci i jakiej nowej prawdy dowie się nt. ojca.
        5 lat czekania na kolejną sprawę to 5 następnych lat nieuregulowanej sytuacji
        pod względem prawnym (nie mam rozwodu, syna przyznano mi do czasu zakończenia
        sprawy) A jak ktoś nie chce, to i tak prosta sprawa jak meldunek!! jest nie do
        przeskoczenia! O innych poważniejszych nawet nie warto myśleć.
    • plujeczka Re: końca nie widać.... 13.06.10, 08:51
      jestem kobietę więc----moje gratulacje i pełen podziw dla ojca,
      który z taka determinacja walczy o prawo do sowjego dziecka bo
      przeciez tak naprawde takich własnie ojców jest naprawdę
      niewielu.Zycze Ci wtrwałości, duzo uporu i determinacji bo zapewne
      tego bedzie Ci potrzeba.Coz prZeszłam przez ex meża przez policje,
      prokurature i killa lat jestem w sadach ale wciąz wierze naiwnie ,ze
      to wszystko ma jakiś głęboki zyciowy sens.Jeszcze raz gratulacje za
      odwazna postawę i godne naśladowania zachowanie. Ojcowie tez maja
      prawo do wychowywania dzieci i nie mozna z góry powiedzieć ,że tylko
      matka zrobi to najlepiej ty i kilku ojców na tym forum w tym Sauber
      pokazujecie ,ze jest własnie inaczej.
      • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 09:53
        Dzięki za dobre słowo, ale gratulacje z powodu postawy?
        Normalnym facetem jestem, z którym chce mieszkać jego syn. Reszta to tylko
        udowadnianie, że nie jestem wielbłądem. A że niektórym potrzeba dowodów w
        niespotykanej ilości, to i ciągnie się to tyle.
        A najbardziej denerwuje podejście drugiej strony. Nie mam pomysłu jak je nazwać
        i jak uzasadnić. I stąd czasem ręce opadają i pojawia się pytanie jak długo
        jeszcze i po co to wszystko? Determinacji nam nie zabrakniesmile
        • adaria38 Re: końca nie widać.... 13.06.10, 10:20
          Cóż, mąż znajomej usiłował w sądzie udowadniać np, ze syn jest narkomanem "przez
          matkę". Gdy brał dzieci na spacer to odstawiał je po 10 minutach z awanturą, że
          dzieci go nie słuchają i to "wina matki"smile. Gdy ją pobił to złożył zawiadomienie
          na policji że ona go pobiła. Dziećmi nie chciał i nie chce się zajmować, ale
          próbuje nimi udowodnić, ze żona jest "zła", to mu poprawia chore samopoczucie,
          bo dzieci są ostatnią łączącą ich sprawą więc tego się trzyma pazurami, ze
          szkodą dla dzieci.
          Nie trać energii na denerwowanie się tym co wyrabia druga strona, po prostu
          konsekwentnie rób swoje, bo jak ktoś jest zaburzony to nie myśli zdrowymi
          regułami i nie przekonasz go do zmiany postępowania. Pozostaje się zabezpieczyć
          przed skutkami, spokój, konsekwencja, zapewnienie dziecku normalnych warunków na
          swoim terenie. Jak pokazesz, że nie spalasz się na tym, jesteś stabilny, to
          dziecko będzie mniej skołowane między wami dwojgiem i emocjonalnie sobie da
          rady, a sądy...mają swoje tryby które trzeba przeżyć.
        • plujeczka Re: końca nie widać.... 13.06.10, 10:26
          to ze jsteś normalnym facetem to widać le jednak tacy normalni sa w
          mniejszości chocby mój ex maz jest tego przykładem, dziecka nie
          widział od ponad 5 lat wiec przyznasz sam ze to "dziwna" postawa
          wobec dziecka.A jesli Ci nie zabraknie determinacji to uwierz ,ze
          masz sznasę sprawę wygrac i choć wiem jakie to szarpanie w sądzie to
          jednak zawsze trzeba mieć nadzieję ,ze żelazne argumnety zwycięzą
          noi ciesz się ,ze nie jesteś z mojego miasta u nas sprawy o
          przyznanie opiki ojcu nie sa takie różowe ".....walcz o swoje prawo
          skoro syn chce być z Toba to znaczy ze jest mu lepiej u Ciebie niż u
          matki a na to musiałeś solidnie i zepewne całe lata ciezko
          pracowac.Będe trzymała kciuku za Ciebie ...pozdrawiam
          • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 11:02
            taaa.... nie widzieć dziecka przez 5 lat, dziwne to mało powiedziane. Ciężko
            pracowałem żeby chciał ze mną być? Raczej to normalne życie było. Tak sobie
            wyobrażałem obowiązki ojca wobec swojego dziecka. Widać to wystarczyło.
            Dzięki za trzymanie kciukówsmile
            • to.ja.kas Re: końca nie widać.... 13.06.10, 14:11
              Efendir, kiedyś nazwałam Errora "świętym człowiekiem" i Ty też na to miano
              zasługujesz. I nie, nie dlatego, że zajmujesz się synem. W końcu normalny rodzic
              jesteś. Ale dlatego, że jeszcze obecnej żony gołymi ręcyma nie udusiłeś wink Mój
              eks małzonek, ojciec mojej córki lat 18, którego ona nazywa "dawcą spermy" nie
              widziałyśmy od roku 2000, poza dwiema chwilami w sądzie w tym na odebraniu praw
              rodzicielskich dwa lata temu (bo ile fikcje można utrzymywać? A chciałam czekac
              aż Młoda sama zrozumie dlaczego to robię i jej będzie na tym zależeć). BYł
              przemocowcem, ale jakby robił takie jazdy mojej córce jak Twoja i Errora żona to
              bym go utłukła albo ruska mafię wynajęła, bo ja mam ograniczoną cierpliwość i o
              ile mi można zaleźć za skórę dość bezkarnie, to od Młodej wara bo mogę kopac.
              No, ulało mi się. Także podziwiam Was obu i kilku innych facetów oraz całkiem
              spore grono pań na tym forum za opanowanie w stosunku do eksów. Ja mam
              nadzieję, że bycie "świętym człowiekiem" popłaca i w końcu osiągniesz cel.
              Zastanawiam się czy jak dziecko skończy magiczne 13 lat nie bedzie mogło samo
              zeznawać w sądzie z kim chce zostać i dlaczego.

              I narzekajcie chłopaki do bólu. Po to jest to forum. Możemy narzekac my kobiety,
              możecie i Wy. Gdxieś ulać się musi. Lepiej na forum niż eksiową w przypływie
              szału udusić wink
              • errormix Re: końca nie widać.... 13.06.10, 14:23
                to.ja.kas napisała:


                > Zastanawiam się czy jak dziecko skończy magiczne 13 lat bedzie mogło samo
                zeznawać w sądzie z kim chce zostać i dlaczego.

                No tu mnie odrobinę zaskoczyłaś. Adwokat mi mówił, że dziecko musi mieć 12 a nie
                13 lat żeby samo mogło powiedzieć z kim chce być.
                • to.ja.kas Re: końca nie widać.... 13.06.10, 14:35
                  Error, jeśli masz do wyboru wierzyć w to co mówię ja a w to co mówi adwokat - to
                  wierzyłabym adwokatowi wink
                  Moje dziecie nie miało dylematu, a ja w związku z tym nie do końca interesowałam
                  się tym co by było gdyby.
                  Więc może to jest "magiczne 12 lat" wink

                  Tak czy owak, wcześniej niż przed pełnoletnością Twoja córka i syn Efendira mogą
                  chyba zeznawać i deklarować swoje chciejstwo w zakresie tego kto ma nad nimi
                  sprawować pieczę ? Jeśli tak, może (i życzę Wam obu z całego serca) konflikty z
                  eksiami się zakończą....chociaz znająć upierdliwośc niektórych ludzi różnie z
                  tym może być...ot, tak optymistycznie kończę wink
                  • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 14:51
                    po pierwsze - jeszcze raz mi młody przyprowadzi bandę brudasów i zeżrą
                    truskawki, czereśnie i 3 pudełka paluszków rybnych święty być przestanę!
                    a po drugie - już raz prosiłem sąd o przesłuchanie młodego. Sam chciał wystąpić
                    bo opowieści matki, których się nasłuchał delikatnie mówiąc mijały się z prawdą.
                    Ale.... żeby, tak przypuszczam, nie stresować dziecka, naraża się go na stres
                    inny. Dziwne.
                    A poza tym RDOK! Skoro raz uznał, że się nad dzieckiem nie znęcałem psychicznie,
                    drugi raz powiedział, że dzieciak u mnie ma mieszkać, to po co jeszcze IES??
                    Zobaczymy co sąd orzeknie...
                    • to.ja.kas Re: końca nie widać.... 13.06.10, 15:08
                      Na Twoje problemy z obżarstwem Młodego i jego ferajny znam tylko jeden,
                      wypróbowany przeze mnie sposób wielce skuteczny...musisz sam PRZED Młodym pożreć
                      swoją część(większą , boś większy). W nosie miej wszelkie humanitarne rady, że
                      to tylko dziecie, że rośnie i mu się należy...urośnie i bez Twojej części
                      czereśni i truskawek a w końcu Duży też ma prawo do przyjemności i dostarczania
                      swoim kubkom smakowym doznań erotycznych wink))) Tyczy się to także (i głównie)
                      słodyczy. W końcu słodycze są niezdrowe w związku z tym pożeranie tego
                      cholerstwa samemu jest oznaką bycia odpowiedzialnym i dobrym rodzicem smile))

                      Że Sąd nie postępuje zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, to przestało mnie dziwić już
                      dawno. Sąd to tylko Sąd. Jedno jest pewne...Ty wychowujesz syna. Za pięć lat on
                      będzie praktycznie pełnoletni, więc będzie mógł w owej szacownej instytucji
                      powiedziec "gońcie się, ja wiem z kim chcę być". Póki brak rozwodu nie bedzie Ci
                      przeszkadzał z powodów osobistych, bo może poznasz jakąś fajną Panią Efendir nr
                      2 i zechcesz zalegalizować ją w swoim życiu, to...olej to. Żyj jak żyjesz, rób
                      swoje, staraj się nie myślec o babie bo po co masz sobie psuć humor i wpadac w
                      desperację? (wiem, niełatwe to). Pociesz się, że kobita dopiero musi cierpieć
                      skoro chwyta sie każdego sposobu by nie zniknąć z Waszego życia.

                      I jak tak czytam Ciebie i Errora to myślę, że mój eks nie jest taki do końca
                      zły. On chociaż nie zatruwał nam życia a po prostu zniknął. Bo czasem to lepsze
                      niż uparte niszczenie kogoś w imię własnego prawa rodzica.

                      Trzymam za Was kciuki.
                      • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 15:15
                        Na panią nr 2 się nie zanosi więc do tego mi rozwód nie jest potrzebny.
                        Ale... do dzisiaj nie mam jak zameldować dzieciak bo nie jest wymeldowany a
                        tylko mamusia to może, a w związku z tym .... szkoła, kasa chorych itp. Ale mimo
                        to i dzięki przychylności paru osób radę dajemy.
                        A Twój sposób na słodycze jest super!
                        Rano nic nie znajdzie! Cała noc przede mną!smile
                        Oczywiście dla jego dobrasmile
                        • to.ja.kas Re: końca nie widać.... 13.06.10, 15:27
                          No tak, nie pomyślałam, że to może być problem. Takie kwestie formalne. Nie ma
                          innego sposobu? Nie wiem, uregulować te kwestie przez sąd? (zameldowanie, kasa
                          chorych itp).
                          Kiedyś meldowałam Młodą w nowym mieszkaniu. ja jestem właścicielką ale nie
                          zamierzałam się tam meldować, natomiast postanowiłam, że zamelduję tam 16 letnia
                          Młodą, czyli ja na tymczas we własnym mieszkaniu, Młoda na stałe. No i Pani się
                          mnie pyta o wyrok i postanowienie rozwodowe, czy mam pełnie praw, bo jak nie moj
                          eks musi zgode wyrazic. Eks miał wtedy ograniczone tylko prawa, a ja nie miałam
                          wyroku, bo w ferworze przeprowadzek gdzieś go zgubiłam. Spojrzałam, na panią ze
                          zdziwieniem i powiedziałam, że ja ojca dziecka nie znam, w związku z czym
                          niestety nie dostarczę zgody ojca na dopełnienie formalności. Pani okazała
                          głośno zdziwienie, ja wzruszyłam ramionami i powiedziałam "wie pani, mam prawo
                          do tego by nie być pewną i nie posiadać wiedzy co do tego" kto jest ojcem mego
                          dziecka". Pani nie chciała wnikac czy ta niewiedza wynika z mojego hulaszczego
                          trybu życia czy też może np. z zapłodnienia in vitro niechcący przy badaniu
                          cytologicznym smile)))). Tym sposobem udało mi się Młodą zameldować w moim
                          mieszkaniu jako jedyną na stałe.
                          No tak, ale Ciebie zapłodnić niechcący byłoby trudno, wiec mój sposób na panią w
                          urzędzie nie jest dla Ciebie przydatny. Musisz wymyslec jakiś mądry swój własny
                          i jakby co wrzuć na forum smile))))

                          Mam wiele fajnych sposobów na życie. Serio ! Wszystkie niezawodne i
                          przetestowane. Z Moją Młodą meczymy się w związku już 18 lat więc by nie zginąć
                          trzeba było wymyslać jakieś sposoby na przetrwanie wink)))

                          Pani Efendir nr 2 życzę Ci z całego serca. Może niekoniecznie oficjalną i
                          zarejestrowaną w USC. Ale mimo wszytsko Ci życzę (Errorowi , panią Error nr 2
                          też zycze i oby nie okazała się błędem wink ) bo w wieku 37 lat doszłam do tego,
                          że faceci bez kobiet DZIWACZEJĄ ! Teraz, po tych doświadczeniach będziecie
                          wybierać rozsądniej ... miejmy nadzieję wink)))
                          • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 15:42
                            no tak ja mam trudniej z udowodnieniem, że matki dziecka nie znam.smile
                            Ale jakoś dajemy radę. Póki co, jest jakaś część spotkanych ludzi, którzy dość
                            przychylnie patrzą na faceta z dzieckiem. Szkoda, że nie normalnie bo wtedy może
                            mniej byłoby ludzi, którzy patrzą na mnie jak na zbrodniarza, któremu sąd oddał
                            dziecko dzięki jego kłamstwom i oszustwomsmile
                            A co do sposobów na życie, to chętnie o nich poczytamsmile Przypuszczam, że w ciągu
                            naszego życia też będziemy musieli jakichś sposobów dopracować się razemsmile
                            Masz jakiś sposób na ubrania, na które nie możesz patrzeć a Twoja latorośl z
                            upodobaniem wyciąga z szafy?smile
                            To, że brudne nie przeszkadza! Sprawdziłemsmile
                            Chyba gdzieś zgubię jak pojedziemy na jakiś wyjazdsmile
                            • to.ja.kas Re: końca nie widać.... 13.06.10, 15:51
                              To nie jest proste. Na sporo ciuchów mojej Młodej patrzeć nie mogę np. swojego
                              czasu nosiła dżinsy rurki i tylko takie. Ja nie lubię dżinsów a już takich w
                              szczególności, Miałam wrażenie, że ona nie może się w nich normalnie ruszać,
                              albo przy schylaniu pękną jej na tyłku. Tu pomogły mi trendy w modzie. Od roku
                              modne sa spodnie takie a'la sindbadki. I Młoda z rurek wyskoczyła sama.

                              Miała też kiedyś taki sweter w paski, który uparcie nosiła mimo iż był
                              zmechacony i jak szła gdzieś ze mną w tym swetrzysku dostawałam z nerwów gęsiej
                              skórki. Jako, że Młoda ma po mnie oblewanie się wszystkim co jej sie da do picia
                              czy jedzenia kiedyś dałam jej pierogi z jagodami jak była w owym swetrze w domu.
                              Resztę sobie dopowiedz smile)))))).

                              Młoda jest płci pieknej więc brudnego nie założy. Sposobu na to jak dziecie
                              nauczyc ze z plamą na tyłku nie wypada iśc do szkoły czy do miasta nie znam. Za
                              to fakt iz ona musi miec wszystko czyste wykorzystałam do tego by Młoda zaczęła
                              sama prać...ja po prostu nie prałam. wink

                              A i mam jeszcze sposób na "mamoooo, głodna jestem". Ja zawsze mówie "ja też,
                              zrób mi kanapke z pasztetem" wink
                              Teraz Młoda jak głodna to rzadko się tym chwali by więcej roboty nie mieć, po
                              prostu korzysta z lodówki. W przypływie dobrych uczuć sama, bez pytania, od razu
                              robi dwie kanapki więcej...dla mnie wink
                        • vero_nique Re: końca nie widać.... 14.06.10, 22:37
                          masz postanowienie o kazdorazowym pobycie dziecka w Twoim miejscu zamieszkania?
                          • ef.endir Re: końca nie widać.... 16.06.10, 08:25
                            To do mnie pytanie?
                            Nie. Sąd, do zakończenia sprawy, wyznaczył miejsce pobytu dziecka ze
                            mną
                            • vero_nique Re: końca nie widać.... 17.06.10, 19:37
                              to mozesz na tej podstawie /okazujac papier z zabezpieczeniem/ na czas procesu
                              /termin zakonczenia blizej nieokreslony/ zameldowac na okres tymczasowy dziecię
                              u siebie.
                              • ef.endir Re: końca nie widać.... 18.06.10, 10:11
                                Mogę. Ale w inny sposób daję sobie radę. Szkoła? Za każdego dziciaka
                                szkoła dostaje kasę więc w ich interesie jest, żeby było ich jak
                                najwięcej. Lekarz - podobnie. Ale np. już paszportu nie zrobię, żeby
                                pojechac na wakacje...
                                Zresztą, problem jest ale znowu nie taki, żeby się nad nim
                                rozczulaćsmile Ot, mała niedogodnośćsmile
                                • vero_nique Re: końca nie widać.... 18.06.10, 13:17
                                  paszport/dowod tymczasowy - obawiam sie ze przez sad - dziecko ma konstytucyjne
                                  prawo do posiadania owego dokumentu i rodzic nie moze zabronic wink- wiec skladaj
                                  wniosek. Tylko najpierw meldunek tymczasowy.
            • plujeczka Re: końca nie widać.... 13.06.10, 17:58
              widzisz osobiście przestałam się już dziwić temu ,że mozna własnego
              dziecka przez tyle lat nie widzieć.Dzisiaj to już dorosła osoba ,ZA
              CHWILĘ ku radości exa rozpocznie karierę zawodową i ...wyjedzie z
              naszego miasta wiec i mój kontakt bedzie pewnie tylko telefoniczny i
              spotkania na święta więć tatuś nawet nie bedzie wiedział ,że mu
              dziecko tak "wydoroslało" ej. byłabym niesprawiedliwa dla ex w koncu
              jednak się z "zatroszczył" miesiac temu komornika przysłał dziecku
              wezwanie aby w ciagu 7 dni dostarczyła zaświadczenie czy się uczy bo
              tatuś jakoś tak to sformułował ,że cyt."...proszę ustalić czy
              dziecko się uczy i w jakiej szkole ..."hi,hi szkołę ukończyło
              ładnych parę lat temu .
              A ty masz sznasę być ojcem nie tylko w metryce urodzenia ale
              również na codzień i piękny to będzie dzień w którym syn podziękuje
              Ci za to ,że stworzyłeś mu warunki do godnego i spokojnego zycia.
              • ef.endir Re: końca nie widać.... 13.06.10, 18:20
                Zdaję sobie sprawę, że i mnie to nie minie - i że kiedyś mały nie będzie już
                taki mały i pójdzie gdzieś w świat. Ale samo to, że mogę uczestniczyć w jego
                stawaniu się "dużym" to dla mnie radość niesamowita.
                A potem, mam nadzieję, że starego ojca czasem odwiedzi!
              • tautschinsky Re: końca nie widać.... 14.06.10, 23:01
                plujeczka napisała:

                > byłabym niesprawiedliwa dla ex w koncu
                > jednak się z "zatroszczył" miesiac temu komornika przysłał dziecku
                > wezwanie aby w ciagu 7 dni dostarczyła zaświadczenie czy się uczy bo
                > tatuś jakoś tak to sformułował ,że cyt."...proszę ustalić czy
                > dziecko się uczy i w jakiej szkole ..."hi,hi szkołę ukończyło
                > ładnych parę lat temu .



                Hi, hi smile Hi, hi smile czyli przez parę lat pobierałaś czy dziecko pobierało bezprawnie alimenty od ojca? Czy czepiasz się sformułowania "szkoła" w kontekście studiów. Donoszę, że wielu tak zwanych studentów ma świadomość, że "robi szkołę" i nie nazywa swojego uczenia się przycinania skórek i piłowania paznokci w wyższej szkole kosmetologii stosowanej praktycznie studiami smile Hi, hi smile Hi, hi smile
                • plujeczka Re: końca nie widać.... 15.06.10, 13:31
                  wiesz ty jakiś dziwny jesteś i zionies nienawiścią do dzieci i
                  kobiet , jesteś gejem???? -wyobraż sobie ,że studia dzienne trwają
                  5 lat i nie jest to wydział kosmetologii ale ciezki kierunek
                  ekonomiczny .A "amenzja" tatusia wynika z tego ,że jeszcze znikł z
                  zycia ziecka w szkole średniej ot wszystko ale dlaa Ciebie to bedzie
                  za trudne do zrozumienia wiec daruj sobie dalsze uszczypliwości.
                  Dziecko nie pobierało alimentów niesłusznie chcąć wyzyłowac tatusia
                  tylko podjelo edukację i konczy ją z bardzo dobrym wynikiem. Więc
                  nie wiem kto jest żałowsny ojciec czy też dziecko, kto
                  beszczelniejszty tatuś czy dziecko , które smie się bardzo dobrze
                  uczyć i tak długo bo aż przepisowych 5 lat nigdy nie oblewajac
                  żadnego egzaminu i niejednokrotnie zaliczając przedmioty w podejściu
                  zerowym.Tatusiowi to my zyczy wszystkiego dobrego, znakomitego snu w
                  oparach alkoholowych ,ponoc zdrowy i nieżle regeneruje zwłaszcza
                  watrobę tylko na Boga nie kaz mi pisac i tłumaczyc co to jest
                  watroba.
                • a1ma Re: końca nie widać.... 15.06.10, 14:13
                  tautschinsky napisał:

                  > plujeczka napisała:
                  >
                  > > byłabym niesprawiedliwa dla ex w koncu
                  > > jednak się z "zatroszczył" miesiac temu komornika przysłał dziecku
                  > > wezwanie aby w ciagu 7 dni dostarczyła zaświadczenie czy się uczy bo
                  > > tatuś jakoś tak to sformułował ,że cyt."...proszę ustalić czy
                  > > dziecko się uczy i w jakiej szkole ..."hi,hi szkołę ukończyło
                  > > ładnych parę lat temu .
                  >
                  >
                  >
                  > Hi, hi smile Hi, hi smile czyli przez parę lat pobierałaś czy dziecko pobierało bez
                  > prawnie alimenty od ojca? Czy czepiasz się sformułowania "szkoła" w kontekście
                  > studiów. Donoszę, że wielu tak zwanych studentów ma świadomość, że "robi szkołę
                  > " i nie nazywa swojego uczenia się przycinania skórek i piłowania paznokci w wy
                  > ższej szkole kosmetologii stosowanej praktycznie studiami smile Hi, hi smile Hi, hi
                  > smile
                  >


                  A może (hi, hi) czepia się faktu, że ojciec NIE WIE, w jakiej szkole uczy się
                  jego dziecko?
                  Nie sądzisz, że to patologiczna sytuacja?
                  • tautschinsky Re: końca nie widać.... 15.06.10, 14:41
                    a1ma napisała:

                    > A może (hi, hi) czepia się faktu, że ojciec NIE WIE, w jakiej szkole uczy się
                    > jego dziecko?
                    > Nie sądzisz, że to patologiczna sytuacja?



                    Bo może dziecko "uczy się" czyli widnieje na liście
                    uczniów raz tu, raz tam, raz siam smile Byle alymenta brać - ilu to takich? Pochwal się więc, jeśli to nie tajemnica, jaką to elitarną szkołę dziecię skończyło to wtedy będzie można zastanawiać się nad "haniebną" niewiedzą ojca.

                    I jak w końcu - pobierałaś przez te lata nieprawnie
                    alimenty? smile
                    • a1ma Re: końca nie widać.... 15.06.10, 14:55
                      Napisała przecież, że dziecko 5 lat na jednym kierunku, wszystkie egzaminy w
                      terminie, właśnie kończy.
                      5 lat to mało, żeby zorientować się, w jakiej szkole uczy się / studiuje dziecko?

                      A skoro studiuje - to o jakim nieprawnym pobieraniu alimentów mowa?
                      • tautschinsky Re: końca nie widać.... 15.06.10, 15:07
                        a1ma napisała:

                        > Napisała przecież, że dziecko 5 lat na jednym kierunku, wszystkie egzaminy w
                        > terminie, właśnie kończy.


                        To napisała ciut później.



                        > A skoro studiuje - to o jakim nieprawnym pobieraniu alimentów mowa?


                        Niewolnictwo również było prawnie zalegalizowane.

                        Poza tym zwróciłem uwagę, że jednocześnie gardzi
                        ona i to dziecko ojcem-alkoholikiem, ale pieniądze
                        od niego, za które te studia skończył, bynajmniej
                        już nie śmierdziały smile
                        • a1ma Re: końca nie widać.... 15.06.10, 15:12
                          > > A skoro studiuje - to o jakim nieprawnym pobieraniu alimentów mowa?
                          >
                          >
                          > Niewolnictwo również było prawnie zalegalizowane.

                          Ale Ty zdaje się pytałeś o BEZPRAWNE pobieranie alimentów, nie o niuanse moralne.
                          Rodzice alkoholicy Twoim zdaniem nie mają obowiązku utrzymania swoich dzieci?
                          • tautschinsky Re: końca nie widać.... 15.06.10, 15:18
                            a1ma napisała:

                            > Ale Ty zdaje się pytałeś o BEZPRAWNE pobieranie alimentów, nie o niuanse moraln
                            > e.


                            O to też pytałem i otrzymałem odpowiedź.
                            Jedno nie wyklucza drugiego.



                            > Rodzice alkoholicy Twoim zdaniem nie mają obowiązku utrzymania swoich dzieci?


                            Mówimy o dorosłym człowieku, który skończył studia,
                            więc o JAKIM dziecku mowa? smileTakim, co broda mu
                            rośnie lub już dawno mógł mogła być ojcem, matką
                            i UCZCIWIE pracować, by siebie utrzymać miast żerować
                            na chorym (alkoholizm to choroba, naprawdę) ojcu, którym jednocześnie się pogardza.
                            • a1ma Re: końca nie widać.... 15.06.10, 15:23
                              > > Rodzice alkoholicy Twoim zdaniem nie mają obowiązku utrzymania swoich dzieci?
                              >
                              >
                              > Mówimy o dorosłym człowieku, który skończył studia,
                              > więc o JAKIM dziecku mowa? smileTakim, co broda mu
                              > rośnie lub już dawno mógł mogła być ojcem, matką
                              > i UCZCIWIE pracować, by siebie utrzymać miast żerować
                              > na chorym (alkoholizm to choroba, naprawdę) ojcu, którym jednocześnie się
                              pogardza.

                              No tak, ale to Twoja opinia i pewnie temat na odrębny, obszerny wątek. Tylko nie
                              naciągaj swoim zwyczajem faktów - studiów nie SKOŃCZYŁA, tylko KOŃCZY. Jak
                              SKOŃCZY, to skończą się alimenty.

                              Nie tylko dzieciom przysługują alimenty - przysługują też rodzicom od tychże
                              dzieci, jeśli znajdą się w niedostatku - więc kryterium wieku jest tutaj
                              bezzasadne. Tak skonstruowane jest polskie prawo, moim zdaniem w całkiem
                              cywilizowany sposób. Są kraje, gdzie rodzice nie mają żadnych obowiązków wobec
                              dzieci, ani odwrotnie - i ośmiolatki pracują tam w fabrykach, a starzy ludzie
                              żebrzą na ulicach o chleb, ale wydaje mi się, że nie chciałbyś mieszkać w tak
                              "liberalnym" społeczeństwie.
                              • tautschinsky Re: końca nie widać.... 16.06.10, 13:10
                                a1ma napisała:

                                Tylko ni
                                > e
                                > naciągaj swoim zwyczajem faktów - studiów nie SKOŃCZYŁA, tylko KOŃCZY. Jak
                                > SKOŃCZY, to skończą się alimenty.




                                plujeczka napisała:

                                "hi,hi szkołę ukończyło
                                > ładnych parę lat temu .



                                Czyli jednak CHYBA skończyła. I to parę
                                lat temu.
                  • tautschinsky Re: końca nie widać.... 15.06.10, 14:46
                    O, plujeczka odpowiedziała, że co dziecię skończyło za szkołę ZA PIENIĄDZE pogardzanego ojca, bo to jest chyba pogardliwe, kiedy pisze o alkoholiku tonącym w oparach alkoholu? Widać pieniądze nie śmierdzą - nawet od takiego alkoholika smile
              • plujeczka Re: końca nie widać.... 15.06.10, 13:38
                i jeszcze jedno przepraszam wszystkich gejów , znam to srodowisko i
                mam kilku znajomych w własnie tejze orientacji to ludzie wspaniali
                i naprawdę zdecydowanie mają łagodniejsze i liberalne poglady na
                kobiety i dzieci niz ty.Z ciebie jak ze smoka zionie nienawiśc i
                polemizowanie z Toba staję się męką a nie przyjemnościątak jak ma to
                miejsce w przypafku setek ludzi na tym forum, którzy czynnie
                udzielają się tutaj od lat. Coz zal starej ekipy gdzie mądrość, chec
                pomocy przede wszystki dominowała nad tym by komuś dokopac.Ze
                smutkiem czytam twoje wypowiedzi.
                • plujeczka Re: końca nie widać.... 15.06.10, 15:51
                  wiesz co to nie jest pogarda ojca bo na pogardę trzeba sobie
                  solennie zasłuzyć a nie przy pominam sobie aby moje dziecko pojawiło
                  się na świecie tylko i wyłącznie z mojego udziału .Skoro ktoś się
                  decyduje na dzieci to nieststey bierz również na woje barki ciezar
                  zwiazany z ich utrzymaniem ...a limenty nie są fanaberią tylko
                  przewidzianą prawem kwotą od ojców lub matek ,które z róznych
                  powodów "zwijają żagle i znikaja"Załosny jestes mój drogi i naprawde
                  nie dziwię się ,że twoja ex miała Cię dosyć ale też wyobrażam sobie
                  jakie piekło jej stworzyłeś i pewnie płaciłeś setki tysięcy na
                  utrzymanie dziecka, o ty biedaku jak mi Cię szkoda.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka