ania.warszawa
10.07.10, 15:31
Stanęłam przed ścianą, nie wiem, co dalej. Dobrze, że znalazłam Was-
bardzo proszę o radę, co robić?
Mój mąż od 2007 roku do końca maja tego roku pracował legalnie za granicą
na kontrakcie. Przez ten czas bywał regularnie co 3-4 miesiące, przesyłał
też pieniądze na wspólne konto. Pojechał tam, aby zarobić na mieszkanie-
mamy niewielką kawalerkę, gdzie z dwójką dzieci (3 i 6 lat) jest za
ciasno, planowaliśmy kupno 3 pokojowego. W Wielkanoc mąż mówił, że
następne pieniądze przyjdą na nasze konto dopiero w czerwcu, jak się
ostatecznie rozliczy z pracodawcą.
Po powrocie mąż spakował swoje rzeczy, gdy byłam z dziećmi u dziadków, i
się wyniósł. Byłam w szoku. Od jakiegoś czasu wydawało mi się, że
zachowuje się trochę inaczej- dzwonił niezbyt często, nie było tematów do
rozmów, przestał dopytywać o dzieci, a jak przyjeżdżał na kilka dni, to
zawsze miał coś pilnego do załatwienia i nie było go przez połowę pobytu.
Po jego ucieczce zrozumiałam, że pewnie kogoś ma. Nie mogłam się z nim
skontaktować, nie odbierali telefonu też jego rodzice, a kiedy do nich
pojechałam, to mi nie otworzyli drzwi. Byłam w totalnym szoku! Ogołocił
też nasze wspólne konto- zostawił mi tylko kilkaset złotych, a lokaty
zlikwidował!!! Jestem załamana, mam depresję, nie wiem, co robić. Kilka
dni temu przyszła do naszego mieszkania dziewczyna- żona faceta, z którym
mój mąż pracował za granicą, miał jej coś podać przez mojego męża, miał
się z nią skontaktować, ale tego nie zrobił, nie odbierał telefonu, więc
postanowiła przyjść do domu. Ja jej wcześniej nie znałam, wiedziałam
tylko, że faktycznie z kimś pracuje i nawet razem latali.
Od tej dziewczyny dowiedziałam się, że te pieniądze, które przelewał na
wspólne konto mąż, to tylko część zarobku!! Oni tam byli na jednakowych
warunkach, mieli takie same umowy! Tamci planują wybudować dom za te
zarobione pieniądze, a nas nie było stać jeszcze nawet na mieszkanie! No i
mój mąż sam zerwał kontrakt, bo mieli go do końca tego roku, a nie do
końca maja! Od faceta dowiedziałam się, że mój mąż chyba poznał kogoś na
samym początku pracy (Polka), no i że bywał w Polsce 2 razy w miesiącu!!!
Wczoraj zjawił się w domu mąż!!! Podjechał jakimś nowiutkim samochodem pod
blok!!! Chciał zabrać dzieci, ale ich nie było, bo są u dziadków. Wydarł
się na mnie, śmiał mi się prosto w nos, że niedługo dostanę pozew z sądu o
rozwód, że odbierze mi dzieci! Że nie ma żadnych pieniędzy, bo je
przepuścił- miał do tego prawo!
Mimo szoku spisałam numer rejestracyjny samochodu i skontaktowałam się ze
znajomym policjantem- to jest samochód zarejestrowany na jego ojca! A jego
ojciec jest sparaliżowany po wylewie, na rencie!
Wiem, że rozwód jest nieubłagalny, że już wszystko się rozpadło i teraz
muszę myśleć o sobie i dzieciach. Ja pracuję, w opiece nad dziećmi czasami
pomagają mi rodzice.Najgorzej boję się tego, że on gdzieś wszystkie te
pieniądze zarobione na kontrakcie przelał, wypłacił na inne konta i one
nie będą mogły być uwzględnione przy podziale majątku! Jeśli będzie
podział tylko kawalerki- bo tylko to oficjalnie zostało jako nasze- to
zostanę z niczym! Tyle lat wyrzeczeń, kombinowania, jak dzieci chorowały,
a ja musiałam iść do pracy, a ten zabrał pieniądze i będzie miał na lepsze
życie z kochanką!
Powiedzcie mi, czy w tej sytuacji stoję z góry na przegranej pozycji? Czy
można tak bez zgody współmałżonka zarządzać finansami rodziny i je
roztrwonić na niby, żeby ukryć przy podziale?