kasper254
06.08.10, 14:38
Nie chodzi mi o postawy tych, którzy m u s z ą się rozwieść w
sytuacjach ekstremalnych (przemoc, narkomania itd.)Nie mogę
zrozumieć tych, którzy "z innych powodów" opuszczają partnerkę/a i
dzieci (znudzenie, zamiar rozpoczęcia "nowego" życia - samotnie lub
z kimś innym itd.)
Najbliższe, co w związku z tym mi się nasuwa, to - obojętność.
Okrucieństwo może być aktem jednorazowym, wywołującym oczywiście
straszliwe skutki, ale jednak póżniej zagubionym w czasie.
Wspomniana bojętność naznacza piętnem głównie dzieci, ale także
bliskich, a w tym także bliskiego kiedyś człowieka: partnerkę/a.
Jaka etyka pozwala ludziom na przedkładanie swojego "ja" nad
wartości innych ludzi, krzywdzenie słabszych? Co pozwala im na
legitymizaqcję niegodziwych zachowań środkami, znamiennymi dla
tłumaczenia pozytywnej aksjologii?
Od czasu do czasu pojawia się myśl, iż podejmujący decyzję o
rozwodzie może bardziej cierpieć od drugiej strony. Dziwna myśl; to
tak, jakby powiedzieć, iż skaczący w czasie pożaru z okien 5 piętra
jest odważny.