Dodaj do ulubionych

przemyślenia

29.08.10, 22:26
Dnia 26 sierpnia otrzymaliśmy z mężem (już byłym) rozwód. Oczywiście rozwód za
porozumieniem stron, wypowiedział się świadek na okoliczność sytuacji naszego
2-letniego dziecka, wszystko odbyło się cywilizowanie, dostarczyliśmy
4-stronicowy plan opieki nad małym czcionką 12. Wszystko trwało może 20 minut,
30 minut? To była PIERWSZA ROZPRAWA i jak się okazuje jedyna. I co ten papier
z USC był warty, skoro tak szybko można go było obrócić w niwecz... 20
minut... Cieszę się nową sytuacją, nie wyszło nam, ale ...mam takie myśli na
temat beznadziei tej instytucji jaką jest małżeństwo...MARRIAGE? NEVER AGAIN...
Obserwuj wątek
    • mola1971 Re: przemyślenia 29.08.10, 23:08
      Kicia, chyba większość ludzi po rozwodzie ma podobne przemyślenia smile
      Jedni z czasem zmieniają zdanie i zawierają kolejne małżeństwa a inni nie potrafią odzyskać zaufania do tej instytucji.
      Ja jestem tak pośrodku wink Tzn rozwód nie odebrał mi wiary w miłość i drugiego człowieka, ale małżeństwo jako takie uważam za nic niedającą instytucję. Choć może kiedyś zmienię zdanie smile
      • kiciabeauty Re: przemyślenia 29.08.10, 23:27
        Mola, na pewno nie utraciłam wiary w miłośćsmile i to nawet tę najbardziej
        romantyczną z romantycznychsmilesmilesmileI to jest budujące. Ale do małżeństwa to się
        raczej nie nadaję, sprawdziłamsmile A może to nie był ten jedyny?smilesmilesmileOczywiście
        robię sobie żarty z "tego jedynego", ale może coś w tym jest...
        • mola1971 Re: przemyślenia 29.08.10, 23:40
          Kocha się raz... Potem drugi i trzeci i znów... smile
    • kajda28 Re: przemyślenia 30.08.10, 09:08

      I co ten papier
      > z USC był warty, skoro tak szybko można go było obrócić w
      niwecz... 20
      > minut...

      Z tego co kiedyś sprawdziałam to w USC wszystko trwa 12 min, więc
      znacznie krócej. Już nie mówiąc o tym że mało kto dostaje rozwód na
      pierwszej sprawie. Jednak mimo wszystko trudniej jest uzyskać rozwód
      niż wziąć ślub.


      --

      Nie podcinaj gałęzi na której siedzisz, chyba że chcą cię na niej
      powiesić.
    • tully.makker Re: przemyślenia 30.08.10, 10:08
      Aletrwalo tak krotko, bo tak naprawde sami, bez posrednictwa sadu
      rozwiazaliscie wasze malzenstwo, sad tylko przyklepal wasza decyzje.
      Dodaj do czasu spedzone w sadzie czas poswiecony na rozmyslania,
      decyzje, negocjacje, a przekonasz sie, ze wcale nie bylo latwo
      rozwiazac malzenstwo.
    • esteraj Miłość przez wielkie M 30.08.10, 11:43
      Ciągle czytam te zapytania czy wierzycie jeszcze w miłość. Ale czym jest ta
      wielka Miłość?
      Jeżeli ma być to wiara, że partner pozostanie nam wierny i będzie nas kochał,
      to chyba najpierw należałoby zapytać siebie czy jestem na tyle doskonała/y, żeby
      partner się nami nie znudził, że mogę stać się dla niego źródłem szczęścia, że
      mam w sobie to coś, co będzie sprawiało, że będzie chciał ze mną być.

      Zwykle za rozpad związku obwiniamy drugą stronę, ale czy nie jest to jednak
      nasza osobista porażka?
      • tully.makker Re: Miłość przez wielkie M 30.08.10, 12:22
        Czyli co - ktos przestal mnie kochac, bo jestem do dupy? Bardziej to
        chyba skomplikowane.

        Faktem jest, ze nie umiemy dbac o zwiazki. Wydaje sie nam, ze udane
        malzenstwo przyjdzie dsamo. Ja mam 40 lat i dopiero sie tego ucze,
        nikt w rodzinie nie potrafil mi przekazac tej zyciowej madrosci
        przykladem. Moja matka miala szczescie, ze trafila na faceta -
        monogamiste z natury, ktory przez 45 lat kocha ja i tylko ja mimo
        jej wyskokow. To rzadko spotykane zjawisko.

        Ale czesto jest tak, ze popelniamy blad wyboru i chocbysmy staneli
        na glowie, to nic z tego nie bedzie. Dlatego Milosc przez wielkie M
        jest IMHO konieczna, by z druf=gim czlowiekiem wytrzymac - ale na
        pewno nie wystarczy.
        • mola1971 Re: Miłość przez wielkie M 30.08.10, 12:33
          Przede wszystkim to strać się muszą dwie osoby bo jedna choćby się skichała nic
          nie osiągnie. Małżeństwo czy w ogóle związek dwojga ludzi to taka instytucja,
          której sukces zależy od obojga. Od ich starań, dbania, doświadczenia,
          dojrzałości etc.
          I masz rację - nikt nas tego nie uczył. Sami się uczymy, czasami metodą prób i
          błędów i stąd wpadki.
          Grunt by każdy kolejny związek był lepszy od poprzedniego. To już wg mnie duży
          sukces bo świadczy o rozwoju człowieka.
          • tully.makker Re: Miłość przez wielkie M 30.08.10, 14:15
            I masz rację - nikt nas tego nie uczył. Sami się uczymy, czasami
            metodą prób i
            > błędów i stąd wpadki

            No wlasnie sie zastanawiam, co sie stalo z ta madroscia zyciowa
            ponoc przekazywana przez pokolenia... Ja sie staram synom przekazac
            taka wiedze zyciowa, prosta, ze jak to, to bedzie tamto. Wiem, ze na
            razie nie sluchaja, ale moze kiedys beda pamietac, ze uslyszeli. bo
            mi nikt nawet takich prostych rzeczy nie mowil.
            • mola1971 Re: Miłość przez wielkie M 30.08.10, 14:19
              Czasy się zmieniają. Teraz więcej się rozmawia z dziećmi, również na trudne tematy.
              Ale czy nasz ględzenie uchroni dzieci przed popełnieniem błędów? Może chociaż
              odrobinkę...
              Ja swoim wbijam do łebków, że nie ma problemów, których nie da się rozwiązać i
              że zawsze mogą na mnie liczyć. Nawet gdy to oni narozrabiają. Dostaną opiernicz,
              ale też wsparcie.
              Ale nie liczę na to, że moje doświadczenia uchronią dzieciaki przed popełnieniem
              błędów. Inne są czasy, inna rzeczywistość no i oni nie są mną.
              • tully.makker Re: Miłość przez wielkie M 30.08.10, 16:22
                Inne są czasy, inna rzeczywistość

                Ale natura ludzka nie zmienila sie chyba za bardzo? Ja wierze, ze sa
                pewne uniwersalne zasady powalajace zyc w harmonii z soba i z
                innymi...
                • mola1971 Re: Miłość przez wielkie M 30.08.10, 16:45
                  Takie uniwersalne zasady wymyślone już dawno temu. Niczym innym jak właśnie takim zestawem uniwersalnych zasad jest Dekalog.
                  • tully.makker Re: Miłość przez wielkie M 31.08.10, 10:13
                    Hmmm, ja mialam na mysli cos bardziej przyziemnego. np to czego ucze
                    swojego pieciolatka - ze jesli sie czegos chce, to trzeba miec
                    argumenty przemawiajace za tym, trzeba byc dla osoby od ktorej sie
                    czegos chce milym, a nie plakac i awanturowac sie.

                    Umiejetnosc wspolzycia z ludzmi w atmosferze szczerosci ale i
                    zyczliwosci, co jest kluczem do udanego zwiazku.

                    Umiejetnosc oceny charakteru i wybierania na przyjaciol i partnerow
                    ludzi, na ktorych mozna bedzie polegac przez lata.

                    A co do dekalogu - np Czcij ojca swego i matke swoja - a ilu
                    rodzicow tak naprawde na ten szacunek zasluguje?
                    • mola1971 Re: Miłość przez wielkie M 31.08.10, 10:29
                      Co do Dekalogu i wszystkich jego przykazań to po prostu jest jaki jest i nie dyskutuje się z nim tylko wypełnia jego wytyczne smile Choć oczywiście nie jest to obowiązkowe. Kwestia wyboru. Ja tylko podałam, że jest taki zestaw uniwersalnych zasad.

                      Natomiast jeśli chodzi o wychowanie dzieci to gdy moje były małe wyznawałam zasadę (i nadal wyznaję), że uczę je i wychowuję dając przykład. Na nic nasze gadanie jeśli sami będziemy się zachowywali sprzecznie do tego co głosimy. Dzieciaki w mig to wychwytuję i tracą zaufanie. Jeśli będziemy kłaść dziecku do głowy, że mamę trzeba szanować a sami źle traktujemy własną matkę to na nic nasze gadanie.
                      Zasada walizki - co włożysz to wyjmiesz.
                      Innej skutecznej metody wychowawczej nie znam smile
                      W sprawach związkowych myślę, że też to obowiązuje - dzieci uczą się od nas jak być partnerem/partnerką.
                      • tully.makker Re: Miłość przez wielkie M 31.08.10, 12:29
                        A ja uwazam, ze sam przyklad nie wystarczy. Jest wazny - inaczej
                        jest sie hipokryta - ale tez warto zeby dziecko widzialo, ze kazdy
                        moze popelniac bledy, byle umiec sie do nich przyznac i je
                        naprawic. Perfekcyjny rodzic moze dziecku niezle napmieszac w
                        glowie.

                        Warto zyc swiadomie i pomagac dziecinm to robic nie tylko postepujac
                        slusznie, ale i tlumaczac, dlaczego tak sie powinno i dlaczego tak
                        jest dobrze.
                        • mola1971 Re: Miłość przez wielkie M 31.08.10, 12:43
                          No ale umiejętność przyznawania się do błędów jest niczym innym jak właśnie dawaniem dobrego przykładu smile
                          To, że trzeba tłumaczyć to prawda. Chodziło mi tylko o to, że na nic nasze tłumaczenie jeśli sami robimy inaczej niż mówimy.
                          • tully.makker Re: Miłość przez wielkie M 31.08.10, 15:56
                            Ale czasami zly przyklad tez moze byc pouczajacy wink) w odwrotna
                            strone.
    • esteraj Ale czym jest ta miłość przez wielkie M 30.08.10, 13:42
      Co znaczy dla Was Miłość? Jak można ją zdefiniować? Co wpływa na nasze uczucia i
      od czego to zależy, że kogoś kochamy, że chcemy z tym kimś być, że właśnie ta
      jedna, jedyna osoba staje się dla nas najważniejsza?

      Czy jest to możliwe, że ktoś zaspokoi wszystkie nasze potrzeby i my będziemy w
      stanie zaspokoić potrzeby tej drugiej osoby?

      Kiedy się zakochujemy, to jest to zwykle fascynacja drugim człowiekiem. Na
      przykład: poznaję faceta, który świetnie tańczy, podobają mi się jego ruchy,
      jego wygląd, a co najważniejsze on chce nauczyć mnie tańczyć, porywa mnie więc
      na parkiet i zaczynam czuć z nim jedność, bo on jest ważny dla mnie, a ja dla niego.

      Ktoś inny, czyli inny mężczyzna zafascynuje mnie swoją mądrością życiową.
      Zaczynamy rozmawiać, on wyraża swoje poglądy, a ja swoje... Nawiązuje się między
      nami więź, stajemy się dla siebie wzajemną inspiracją... Czujemy, że chcemy ze
      sobą przebywać jak najwięcej..., że chcemy wzajemnie się poznawać... Odczuwamy
      stan zakochania (czyli jednak fascynacji).

      Ktoś inny jeszcze wykaże się wielkim szaleństwem i będzie to dla mnie
      fascynujące, bo pokaże inny sposób na życie...

      Takich przykładów można by przedstawić wiele.
      Jedno co chcę powiedzieć, to chyba nie jest to możliwe, żeby w jednej osobie
      znaleźć to wszystko. I my sami też nie jesteśmy aż taką "pełnią", żeby móc
      zaspokoić wszystkie potrzeby jednej osoby.

      Stąd też moje pytanie: Czym jest miłość?
      • mola1971 Re: Ale czym jest ta miłość przez wielkie M 30.08.10, 13:50
        Przede wszystkim drugi człowiek nie jest od tego by zaspokajać nasze wszystkie potrzeby.
        Od tego jesteśmy my sami. Najpierw my sami musimy nauczyć się kochać siebie i zaspokajać swoje potrzeby a dopiero potem możemy się brać za kochanie drugiego człowieka.
        I czy to ważne czy miłość jest przez "m" czy "M"? Jak zwał tak zwał dla mnie miłość to taki stan, w którym życie z tym drugim człowiekiem jest lepsze od życia w samotności.
        • esteraj Re: Ale czym jest ta miłość przez wielkie M 30.08.10, 14:02
          No właśnie Mola, masz rację
          >Najpierw my sami musimy nauczyć się kochać siebie i
          > zaspokajać swoje potrzeby a dopiero potem możemy się brać za kochanie drugiego
          człowieka.

          Tak więc w odpowiedzi, czy wierzymy jeszcze w miłość, należałoby odpowiedzieć
          sobie czy wierzymy jeszcze w siebie.
          • mola1971 Re: Ale czym jest ta miłość przez wielkie M 30.08.10, 14:11
            esteraj napisała:
            > Tak więc w odpowiedzi, czy wierzymy jeszcze w miłość, należałoby odpowiedzieć
            > sobie czy wierzymy jeszcze w siebie.

            Dokładnie tak. Jeśli nie wierzymy to dobrze by było odpowiedzieć sobie dlaczego i nad tym popracować. Nie można uzależniać miłości własnej i poczucia własnej wartości od drugiego człowieka.
      • tully.makker Re: Ale czym jest ta miłość przez wielkie M 30.08.10, 14:21
        Jedno co chcę powiedzieć, to chyba nie jest to możliwe, żeby w
        jednej osobie
        > znaleźć to wszystko. I my sami też nie jesteśmy aż taką "pełnią",
        żeby móc
        > zaspokoić wszystkie potrzeby jednej osoby.

        No chyba to juz wszyscy wiedza, i nikt takich aspiracji nie ma, by
        zaspokajac wszystkie potrzeby jakiejs osoby. Stad w zyciu miejsca i
        dla dzieci, i dalsdzej rodziny, i bliskich przyjaciol, i dalszych
        znajomych, i obcowania z geniuszem ludzkim przez nauke i sztuke...

        Ale warunkiem udanego zwiazku jest, IMHO, by wybrana osoba
        zaspokajala potrzeby, nazwijmy to, erotyczne, nie mylic z
        seksualnymi, choc i tu wylacznosc jest przez wiekzosc ludzi
        wymagana. Chodzi mi o istnienie takiego specyficznego napiecia,
        ktore sprawwia, ze jakkolwiek by moj chlop mnie nie wkurzal, to jest
        on dla mnie TYM wlasnie mezczyzna, ktorego potrzebuje i o innych nie
        mysle na dluzej czy na powazniej. I wiem, ze dla niego wlasnie
        jestesm ousobieniem kobiety, wszystkiego tego, czego on w kobiecie
        szuka. Wszystkiego, albo przynjemniej wiekszosci.

        Co nie znaczy, ze sa rzeczy, ktorych ja mu nie daje, bo daja mu to
        dzieci, rodzice, koledzy...
    • esteraj Chęć doświadczeń 30.08.10, 14:38
      Jasne już jest, że musimy być pełnią sami w sobie, ale wiadomo jest, że nie
      jesteśmy...
      Musimy nauczyć się >zaspokajać swoje potrzeby<

      Jeżeli ktoś zaspokaja swoje potrzeby gdzie indziej niż w związku, pojawia się
      zazdrość i oddalanie.
      Związek to układ na wyłączność i trudno jest pogodzić się, że partner będzie
      czerpał radość poza naszą osobą...
      Przykład:
      Facet ma pasję jazdy na rowerze. Kobieta nie jest zainteresowana takim sportem.
      On spędza czas poza domem, wraca szczęśliwy, ale poczucie szczęścia nie wywołała
      ona, tylko co innego...
      Zaczynają się pretensje. Ona ma żal, że on już nie potrafi się cieszyć z jej
      obecności... Rodzi się w niej potrzeba bycia ważną, docenianą i zaczyna szukać
      tego również poza związkiem. Może być to również jakaś inna pasja, której on nie
      będzie podzielał...

      Jak zatem można utworzyć szczęśliwy związek i utrzymywać uczucie miłości?
      • mola1971 Re: Chęć doświadczeń 30.08.10, 15:27
        Kiedyś wpadł mi w ręce ciekawy artykuł na temat miłości i dodałam sobie do ulubionych.
        Tu link do całego artykułu. Niby nic odkrywczego, ale jednak warto przeczytać.

        Mnie osobiście najbardziej spodobało się to:

        Cechy miłości dojrzałej

        * Zaufanie i otwartość
        * Pozostawienie partnerowi swobody ruchów i rozwoju
        * Różne zainteresowania partnerów
        * Podtrzymywanie innych ważnych relacji z ludźmi (niezamykanie się we własnym świecie)
        * Obopólne poszanowanie swojej autonomii i niezależności
        * Wzajemne zachęcanie się do realizowania swoich planów życiowych i podtrzymywanie w partnerze przekonania o własnej wartości
        * Swoboda poszukiwania, odkrywania i wyrażania uczuć, zarówno w związku jak i poza nim
        * Umiejętność rozmawiania z sobą
        * Umiejętność cieszenia się samotnością
      • nangaparbat3 Re: Chęć doświadczeń 30.08.10, 15:46
        > Związek to układ na wyłączność i trudno jest pogodzić się, że partner będzie
        > czerpał radość poza naszą osobą...

        Jeśli nie można się z tym pogodzic, to mozna zniszczyc nawet najlepszy związek.
        Jeśli na przykład mąz czerpie radosc z pracy - mam cierpiec z tego powodu? Czy
        raczej cieszyc się jego radością?
        Czy jeśli żona trenuje kung-fu, a mąż yogę, to któreś z nich musi porzucic swoją
        pasję, czy może lepiej od razu oboje?
        Czy może ja Cie zupełnie opacznie zrozumiałam (tak podejrzewam jednak, więc
        proszę, dojaśnij).
      • tully.makker Re: Chęć doświadczeń 30.08.10, 16:16
        Dla mnie przyklad ktory podalas jest zupelnie niezrozumialy.
        oczywiste jest, ze ludzie maja pasje i zainteresowania poza
        zwiazkiem, coz to za powod do pretensji czy oddalenia sie od siebie?
        Nie ma mozliwosci kompromisu, sprobowania polubienia tego, co lubi
        partner, znalezienia sobie wlasnych zajec czy zainteresowan?

        Przyklad z mojego wlasnego zwiazku: moj chlop pasjonuje sie
        motocyklami. Jest to temat, ktory dla mnie jest nader
        nieinteresujacy, ale korona mi z glowy nie spada, gdy poswiecam
        czasami 2 godziny w weekend by isc z nim na targi motocyklowe, czy
        gdy jade z nim na zjazd harleyowcow albo fanow zabytkowych
        motocykli, albo co tam on ma na tapecie w danym momencie. Widze, ze
        jego cieszy, gdy sie z nim wybieram, i to jest dla mnie
        wystarczajacy powod.

        Z 2 sttrony, gdy nie mam akurat nastroju na motocykle, to nie ide
        czy nie jade i nie mamy z tego powodu specjalnego problemu. Gdyby on
        mi robil sceny, bo ide pocwiczyc, to te daleko bysmy nie zajechali.
    • esteraj Re: przemyślenia 30.08.10, 23:22
      Dzięki za wyjaśnienia.
      Tak mi przyszło do głowy, bo mąż mojej koleżanki tak bardzo zajął się rozwojem
      swojej pasji, że zaczął zapominać np. o jej urodzinach, lub nawet przedłożył
      swoich kolegów i hobby nad spędzanie z nią czasu. Ona teraz ma żal do siebie, że
      na zbyt dużo mu pozwoliła.
      Cudownie byłoby, gdyby wszyscy byli tacy wyrozumiali i potrafili zrozumieć
      drugiego człowieka.
      • tully.makker Re: przemyślenia 31.08.10, 10:08
        zaczął zapominać np. o jej urodzinach,

        No przykre, ale kazdemu sie to moze zdarzyc. Moj chlop tez zapomnial
        o moich urodzinach, za to z kolei bez okazji kupil mi samochod. Moze
        dlatego, ze nie wypominalam i nie czepialam sie?

        nawet przedłożył
        > swoich kolegów i hobby nad spędzanie z nią czasu. Ona teraz ma żal
        do siebie, ż
        > e
        > na zbyt dużo mu pozwoliła.

        A jak mogla zabronic? IMHO najlepszym sposobem na to, by mezczyzna
        pragnal z nami przebywac jest bycie kobieta interesujaca i zajeta
        fajnymi sprawami. Nie da sie nokogo przekonac, czy kazac mu, by
        chcial spedzac z nami czas. Trzeba uczynic sibie i czas spedzany
        razem wartosciowym i cennym przywilejem, a nie nudnym obowiazkiem.
    • esteraj To jeszcze jedno pytanie 31.08.10, 11:54
      Ok., jeżeli ktoś ma swoje pasje i czuje się dzięki temu szczęśliwszy jest to do
      zaakceptowania, a co jeżeli znajdzie się ktoś, kto wpływa na nasz rozwój i
      zaczyna nas fascynować?
      Rozumiem, że we wszystkim musi być zachowany umiar. Mam tu na myśli sytuację,
      gdy sprawia nam przyjemność spotkanie z dawno nie widzianym kumplem. Czy jest to
      już swego rodzaju zdrada? Bo może nie zawsze będziemy mieli dość odwagi, by
      powiedzieć o tym swojemu partnerowi, boimy się, że on może tego nie
      zaakceptować. My z kolei wiemy, że nie wpływa to negatywnie na nasz związek, a
      nawet inne spojrzenie może wpłynąć na jego rozwój.

      Łatwiej jest partnerowi zaakceptować spotkania z przyjaciółką, ale w żadnym
      wypadku nie może być to osoba odmiennej płci.

      Czy jest to już zdrada emocjonalna i gdzie są te granice?
      • mola1971 Re: To jeszcze jedno pytanie 31.08.10, 12:22
        esteraj napisała:
        > Czy jest to już zdrada emocjonalna i gdzie są te granice?

        Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Takie zasady ludzie w związku ustalają indywidualnie. W jednym związku jest to norma a w innym nie do pomyślenia. Grunt by oboje się na to zgadzali i ustalenia akceptowali. Wg mnie zdradą jest po prostu złamanie ustalonych reguł.
    • kama.38 a czy mozesz napisac jak podzieliliscie opieke 07.09.10, 23:29
      nad dzieckiem? u kogo bedzie mieszkalo? twoj ex nie walczyl by bylo z nim? dziecko ma 2 lata?
    • crazyrabbit Re: przemyślenia 08.09.10, 23:31
      Nigdy nie mów NIGDY... smile))
      Pozdro
      Królik
    • plujeczka Re: przemyślenia 09.09.10, 07:22
      moje przemyslenia na temat małżeństwa sa nastepujace: dzisiaj gdybym wiedziala przez co ptrzejde nie zdecyfowałabym sie na slub, wiedzac jakie skutki finansowe rodzi ta instytucja czego nawet rozwód nie zalatwi poeiwdziałabym NIGDY , owszem dziecko tak bo daje satysfakcje, radośc ale mąż NIE bo to tylko kłopoty, chowanie własnych ambicji do kieseni, ograniczenia w każdej dziecnie, humory Jasnie Pana i wieczne niezadowolenia.
      Teraz preferuję luźne zwiazki, które nie osaczają człowieka finansowo, mentalnie, kulturowo.
      Rozwód nie traktuje jako porazki zyciowej natomiast wybór przez mnie idioty na ojca mojego dziecka jest moim wielkim zyciowym niepowodzneiem i najwiekszy zal mam własnie do siebie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka