mała rzecz

18.11.10, 01:11
Przyjaciel, rozwiedziony, mała córeczka, byli w mieście, poszli do księgarni, kupił jej książkę z obrazkami - ona chciała z disneyowskimi, on przekonywał, że lepiej inną, wybrał jakąś pięknie ilustrowaną (zna się na tym), choć nie w guście córki.
Po dwóch dniach dowiedział się, że babcia małej poszła do księgarni i wymieniła książkę na inną, disneyowską.
Jest bardzo i zły, i rozżalony - czy słusznie?
    • maniasza Re: mała rzecz 18.11.10, 05:23
      Słusznie.
      Raz, że rodzic ma prawo kształtować gust dziecka w kierunku jaki uważa za słuszny, dwa, babcia nie ma prawa podważać autorytetu rodzica w oczach dziecka. A właśnie to zrobiła i to celowo, bo jak by nie, to kupiłaby tamtą książeczkę dodatkowo, zamiast ją wymieniać.
      Pewnie na jego miejscu nie tylko byłabym rozżalona, to jeszcze nawtykałabym takiej babci.
      • sonia_30 Re: mała rzecz 18.11.10, 09:17
        Pełna zgodność.
    • plujeczka Re: mała rzecz 18.11.10, 05:25
      babcia pewnie z tych , które kiedy wnuczce nie będą się w przyszłości podobały podpaski pójdzie wymienić w markecie. Na babcie nie ma rady trzeba odpuścić bo to naprawdę szkoda robić z "igły widły" Są w zyciu o wiele wazniejsze problemy egzystencjonalne niz zakupiona bajka. Moze z babcią nie zadzierać? a może pojawi się wilki i pozre babcię jak to byo w pewnej bajce...zawsze jest jakaś szansa na rowiązanie problemu "bajkowego"
      • eutherpe Re: mała rzecz 18.11.10, 07:51
        Słusznie.
    • zmeczona100 Re: mała rzecz 18.11.10, 09:48
      Niesłusznie. Babcia wymieniła, bo kto miał to zrobić? Ojciec, który kupił książeczkę pod własne widzimisie?
      Skoro babcia wymieniła, to chyba nie tak sama z siebie, tylko jednak doszło do rozmowy, w której wnuczka przedstawiła fakty.

      Ojcu przydałoby się myśleć więcej o potrzebach córki, a nie kierować się własnymi gustami. Nawet zakup tak prostej rzeczy mógł być okazją, w której dziecko mogło wykazać się samodzielnością w podejmowaniu decyzji. Pomijam choćby aspekt budowania w dziecku przekonania o tym, że jej zdanie jest ważne. Skoro treści obu książeczek były dostosowane do dzieci, to nie widzę sensu, aby to dorosły decydował o tym, co kupić dziecku.

      W wychowaniu mojego syna od początku stosuję metodę, która nazwałam "wybór pozorny", tj. syn wybierał sam, co chciał, aby było zakupione dla niego. Dotyczyło to nie tylko zabawek, ale też np. ubrania czy czegoś do jedzenia. Cały "myk" polega na tym, aby kupić to, co faktycznie powinno być zakupione, ale sprawiając wrażenie, że to wybór dziecka- po to, aby czuło się ważne i wiedziało, że z jego zdaniem też się liczę. Dla mnie wielkiego znaczenia nie miał np. kolor kurtki- ważne, aby kupić kurtkę odpowiednią. Wystarczy stosować pewne triki, np. od razu zwrócić uwagę na tę kurtkę, że jest super, wskazać, co ma "fajnego", wskazać jeszcze 1-2, które spełniają nasze kryteria i w ten sposób umożliwić dziecku wybór właśnie spośród tych, o które nam chodzi. To samo dotyczyło choćby codziennego wyboru ubioru do przedszkola czy szkoły, w którym dziecko ma iść.

      Z czasem to się oczywiście zmienia- na rzecz samodzielnego decydowania syna o zakupie. I tak- teraz np. ubrania kupujemy wspólnie, ale moja rola ogranicza się w zasadzie już tylko do wyrażenia swojego zdania na temat wskazanych przez syna propozycji oraz do zapłacenia rachunku. Syn szuka najczęściej wcześniej sam tego, co by mu pasowało, znając limit kwoty, którą mogę wydać oraz dodatkowe sugestie- np. przy zakupie kurtki chodzi o to, aby była dłuższa, tj. zakrywała mu tyłek i nerki.

      Uważam, że taki sposób postępowania nauczył syna nie tylko tego, na co zwracać uwagę przy zakupach, ale także dał mu poczucie, że sam o sobie może decydować, a ja mu pomogę- o ile tej pomocy potrzebuje. Syn ma teraz lat 13 i od dłuższego czasu sam sobie kupuje choćby skarpety, slipy czy artykuły piśmiennicze do szkoły i ten asortyment stale się poszerza, bo uważam, że dziecko trzeba usamodzielniać tak szybko, jak to jest tylko możliwe. Nie znaczy to, że syn dokonywał do tej pory tylko samych trafionych zakupów, ale to jest normalny element zdobywania doświadczenia.
      • z_mazur Re: mała rzecz 18.11.10, 09:55
        No, po aferze z wyjściem w góry syna z ojcem, to mnie Twoje zdanie nie dziwi.

        Zgadzam się z przedpiszcami, że jeśli babci tak zależało, to powinna sama kupić książeczkę nie podważać autorytet ojca.

        Rodzic ma prawo kształtować gust dziecka.

        Dziwne, że jakoś dzieci z rodzin nazwijmy je inteligenckich, mają przeważnie lepszy gust literacki, czy filmowy. Pewnie to dlatego, że Ci beznadziejni rodzice karmili je trochę wyższą kulturą w dzieciństwie. Nosz biedne te dzieci.
        • zmeczona100 Re: mała rzecz 18.11.10, 10:06
          Kupowanie kolejnej książeczki nie byłoby odebrane przez forumowiczów w kategoriach rywalizacji? Nie wierze wink

          Owszem, gusta kształtuje się od dzieciństwa. Zwróć jednak uwagę na to, że ojciec był świadomy, że jego córka ma inne gusta. Wiem, wiem, ojciec jest ambitny i nie chciał, aby córka wychowywała się na śmieciu. Jest tylko jeden problem- musiałby wychowywać córkę w takim środowisku, gdzie nie ma dostępu do tego, co się ojcu nie podoba, bo póki co nie tylko rodzice kształtują te gusta. Wpływ rówieśników, reklam w TV, wystaw sklepowych jest większy, niż rodziców- do pewnego wieku i nie ma co z tym walczyć. Dopiero wraz z wiekiem to się zmienia.


          PS Nie byłam świadoma, że brak odpowiedzialności dorosłego za (także moje) dziecko nie zasługuje na moją uwagę.
          • zmeczona100 Re: mała rzecz 18.11.10, 10:10
            Zakup drugiej książeczki oczywiście spowodowałby i tak, że to taty książeczka będzie kształtować gusta dziewczynki? smile W pozycji stojącej na półeczce wink
          • eutherpe Re: mała rzecz 18.11.10, 10:14
            W sumie co znaczy śmieć?Disney też pod takowy jest zaliczany?>Przecież małą dziewczynkę będzie pasjonował bardzie kaczor donald i myszka miki niż poczytna opowieść w stylu braci Grimm( tylko dla wrażliwców o mocnych nerwach). Może Mała ubejtała babcię i ta postanowiła wymienić książeczkę dostosowując ją właśnie do potrzeb dziecka.Może nie zachowała się całkiem prowychowawczo ale ludzie...Są inne problemy!
            • zmeczona100 Re: mała rzecz 18.11.10, 10:21

              Powinnam napisać "śmieć' wink Chodziło mi o to, że ojciec dziecka uznał, iż książeczka disneyowska nie jest zgodna z jego gustem i był to jedyny argument, aby jej nie kupować wink

              Osobiście nie mam nic przeciwko disneyowskim filmom, książeczkom itp. wręcz przeciwnie smile Uważam, że nie ma co przerzucać na dzieci własnych ambicji,tylko umiejętnie z nimi pracować, biorąc pod uwagę to wszystko, z czym styka się mały człowiek na co dzień, przebywając w różnych miejscach i z różnymi osobami.
            • ciociacesia ty widzialas nowe produkcje disneya? 18.11.10, 10:51
              po tym co zrobili z kubusiem puchatkiem ja ich po prostu bojkotuje. smiec i bełkot
          • z_mazur Re: mała rzecz 18.11.10, 10:22
            > Jest tylko jeden problem- musiałby wychowywać córkę w takim środowisku, gdzie nie ma dostępu do tego, co się ojcu nie podoba, bo póki co nie tylko rodzice kształtują te gusta.

            Od zawsze ludzi otacza sztuka wyższa i bezguście.

            Zawsze wydawało mi się, że rolą dobrego rodzica jest wskazywanie dziecku co jest czym.
            Że to czasem syzyfowa praca? A kto powiedział, że rodzicielstwo to same pasmo sukcesów?

            I wydaje mi się, że właśnie w wieku dziecięcym nałatwiej uwrażliwić dziecko na to, że reklama to wciskanie kitu, że to co błyszczące i pozornie ładne, może być puste w środku (wiele pięknych, dobrze ilustrowanych, tradycyjnych bajek o tym mówi). Później nie mamy już za bardzo na to wpływu.

            Pamiętam jak moja może 3 letnia córcia, będąc na wizycie u babci, na jej tekst, po obejrzeniu reklamy jakieś "cudownego" środka czyszczącego, że musi go zakupić, zareagowała ironicznym: "Babcia, ty wierzysz w reklamę?".
            • zmeczona100 Re: mała rzecz 18.11.10, 10:34

              No to nie wiem, czym się różnią nasze wypowiedzi; toż ja dokładnie o tym samym.

              Dziecko wychowuje również środowisko przedszkolne, gdzie rówieśnicy mają także wpływ na gusty dzieci. Jako rodzic masz opcję- albo nie kupujesz tego, co mają wszystkie dzieci w przedszkolu, bo to niezgodne z twoją linią wychowawczą, czym narażasz dziecko na wyobcowanie, albo kupujesz i pracujesz nad nim po swojemu. Ja zazwyczaj wybierałam opcję nr 2- do pewnego wieku, oczywiście, bo później te "wymagania' grupowe na szczęście się zmieniają.

              Reklamy większego wpływu nie mają na nastolatka, bo cóż dla tej grupy reklamują oprócz chipsów wink , ale na młodsze dzieci- jak najbardziej tak, co zresztą bezlitośnie wykorzystują marketingowcy (podobnie, jak wykorzystują kobiety wink.

              Dzieciństwo ma się tylko jedno smile
          • sonia_30 Re: mała rzecz 18.11.10, 10:24
            To zależy w jaki sposób babcia by do tego zakupu podeszła. Gdyby wyrwała do sklepu jak poparzona, by natychmiast dostarczyc dziecku to co sobie wymarzyło, a czego tatuś kupić nie chciał (o matko i córko jak on mógł!!!), to z całą pewnością by było. Wszystko można załatwić na parę odmiennych sposobów.
      • maniasza Re: mała rzecz 18.11.10, 18:08
        zmeczona100 napisała:

        > Skoro babcia wymieniła, to chyba nie tak sama z siebie, tylko jednak doszło do
        > rozmowy, w której wnuczka przedstawiła fakty.

        Paroletnie dziecko przedstawiło fakty?!

        >
        > Ojcu przydałoby się myśleć więcej o potrzebach córki, a nie kierować się własny
        > mi gustami. Nawet zakup tak prostej rzeczy mógł być okazją, w której dziecko mo
        > gło wykazać się samodzielnością w podejmowaniu decyzji. Pomijam choćby aspekt b
        > udowania w dziecku przekonania o tym, że jej zdanie jest ważne. Skoro treści ob
        > u książeczek były dostosowane do dzieci, to nie widzę sensu, aby to dorosły dec
        > ydował o tym, co kupić dziecku.


        Nonsensowny argument. Ojciec pomyślał o potrzebach córki, o których ona sama jeszcze nie wie. Idąc Twoim tokiem rozumowania, pozwalasz, aby reklama Disneya decydowała o kształtowaniu gustow dziecka, a nie ojca perswazja.
        Super.
        Aspekt samodzielności natomiast jest najsłabszym punktem w tym programie. Będzie samodzielna, jak będzie zarabiała na książki , które lubi. W innym przypadku, dziecko wejdzie do sklepu, i jak mu nie kupisz jajka z niepodzianką, to rzuci się na ziemię i będzie tłuc glową w podłogę, bo ty mu nie pozwalasz na samodzielność!
        >
        > Z czasem to się oczywiście zmienia- na rzecz samodzielnego decydowania syna o z
        > akupie. I tak- teraz np. ubrania kupujemy wspólnie, ale moja rola ogranicza si
        > ę w zasadzie już tylko do wyrażenia swojego zdania na temat wskazanych przez sy
        > na propozycji oraz do zapłacenia rachunku. Syn szuka najczęściej wcześniej sam
        > tego, co by mu pasowało, znając limit kwoty, którą mogę wydać oraz dodatkowe su
        > gestie- np. przy zakupie kurtki chodzi o to, aby była dłuższa, tj. zakrywała mu
        > tyłek i nerki.

        Zbyt daleka analogia, bo tu mowa , jak rozumiem, o paroletnim dziecku.
        Tym niemniej, Ty, zgadzając się na kurtkę wybraną przez syna, selekcjonujesz jego wybory poprzez m.in. "aby była dłuższa, tj. zakrywała mu
        > tyłek i nerki. ".

        Dokładnie to samo zrobil ojciec. Tylko chodzilo o intelekt dziewczynki, a nie o to by rosła na różową pozbawioną rozumu cizię.

        Tyle tylko, że metody sa inne jeśli chodzi o dziecko bardzo małe, małe, wieksze, duże, nastolatka itp. Chyba czaisz różnicę?

        Bez dwóch zdan babcia dała ciala na całej linii, a ojciec ma prawy być zły i rozżalony w takiej sytuacji.


        • zmeczona100 Maniasza 18.11.10, 21:48

          maniasza napisała:


          >
          > Paroletnie dziecko przedstawiło fakty?!

          Podobała mi się fajna książka
          Tato jednak kupił mi inną

          Dwa fakty- na miarę kilkuletniego dziecka i potrzeb tej sprawy.


          >
          > Nonsensowny argument. Ojciec pomyślał o potrzebach córki, o których ona sama je
          > szcze nie wie.

          Potrzeba, o której się nie wie? Hm...

          Idąc Twoim tokiem rozumowania, pozwalasz, aby reklama Disneya de
          > cydowała o kształtowaniu gustow dziecka, a nie ojca perswazja.
          > Super.

          Tak. Teraz właśnie tak to się dzieje i tego nie zmienisz, bo musiałabyś odizolować dziecko od takich bodźców. Dziecko rośnie, a wraz z nim zmieniają się jego potrzeby, upodobania, gusta i zainteresowania. Disney jest obecny od kilkudziesięciu lat i tyleż samo lat ma wpływ na dzieci, jednak w życiu nie widziałam np. 20-letniej dziewczyny, która nadal pielęgnowałaby swego wczesnodziecięcego bzika na tym punkcie.

          > Aspekt samodzielności natomiast jest najsłabszym punktem w tym programie. Będzi
          > e samodzielna, jak będzie zarabiała na książki , które lubi.

          W życiu nie przyszłoby mi do głowy, aby mojemu synowi zabraniać samodzielnego zakupu np. skarpet czy płyt muzycznych - z uwagi na brak jego samodzielności finansowej.

          W innym przypadku,
          > dziecko wejdzie do sklepu, i jak mu nie kupisz jajka z niepodzianką, to rzuci
          > się na ziemię i będzie tłuc glową w podłogę, bo ty mu nie pozwalasz na samodzie
          > lność!

          Trafiłaś w sedno sprawy. Z tego powodu mój syn nigdy nie zrobił żadnej sceny, nigdy nie dostał histerii w sklepie. Przecież nie miał powodu- do sklepu nie chodził jako towarzysz, tylko osoba, która mogła sobie kupić to, co jej odpowiadało (wg mojej zasady).


          > Zbyt daleka analogia, bo tu mowa , jak rozumiem, o paroletnim dziecku.

          Nie. Nawet roczne dziecko może sobie wybrać jogurt, który mu się podoba- dla mnie żadna to różnica, czy jest truskawkowy czy taki, jak wybrało dziecko- malinowy (o kryterium wyboru chyba w tym przypadku pisać nie muszę?).


          > Tym niemniej, Ty, zgadzając się na kurtkę wybraną przez syna, selekcjonujesz je
          > go wybory poprzez m.in. "aby była dłuższa, tj. zakrywała mu
          > > tyłek i nerki. ".

          Jaki z tego wniosek? Bo nie rozumiem, o co Ci chodzi. Syn nosi to, co mu się podobało, co sam wybrał. A ja jestem zadowolona, że nerek nie nosi na wierzchu. A przy okazji mam podstawy, by sądzić, że w przyszłości, kiedy będzie sobie kupować kurtkę za własne pieniądze, wybierze też taką "za tyłek", bo będzie świadomy, jak ważne są nerki i jak należy je chronić (bo przecież jako dziecku wyjaśniałam, dlaczego nas interesują własnie takie dłuższe kurtki).

          >
          > Dokładnie to samo zrobil ojciec. Tylko chodzilo o intelekt dziewczynki, a nie o
          > to by rosła na różową pozbawioną rozumu cizię.

          Widziałaś gdzieś np. 10-letnia różową cizię? Nie? Ja też. Ciekawe, dlaczego.

          >
          > Tyle tylko, że metody sa inne jeśli chodzi o dziecko bardzo małe, małe, wieksze
          > , duże, nastolatka itp. Chyba czaisz różnicę?

          Nic je nie różni. Począwszy od pudełka z jogurtem, które wizualnie podoba się roczniakowi, poprzez wybór smakowy tegoż jogurtu czy owocu u dwu latka, szamponu, bluzeczki, książeczki, a na butach czy tornistrach skończywszy.

          >
          > Bez dwóch zdan babcia dała ciala na całej linii, a ojciec ma prawy być zły i ro
          > zżalony w takiej sytuacji.

          Na czym to danie ciała przez babcię polegało- Twoim zdaniem?
          • maniasza Re: Maniasza 18.11.10, 23:42
            zmeczona100 napisała:

            > Podobała mi się fajna książka
            > Tato jednak kupił mi inną
            >Dwa fakty- na miarę kilkuletniego dziecka i potrzeb tej sprawy.

            To są Twoje domysły, a ja nie lubię gadać o domysłach.
            Za to podam Ci "fakt autentyczny" smile

            Dzwoni babcia do moejgo syna (malutki był) i pyta: wnusiu, byłeś na spacerku? Młody: nie, baciku, nie byłem. Babcia: a wczoraj byłeś? Młody: nie, nie byłem.
            Babcia: a dlaczego? Syn: no bo rodzice czasu nie mieli.
            Babcia: a co jadłeś na obiadek, Krzysiu. Młody: nic, babciu nie jadłem. Tylko jogurt na śniadanie. ... i cała rozmowa w tym stylu.
            Oddzwania bacia jeszcze raz, ale juz z awanturą - że znęcamy się nad dzieckiem.
            Biorę młodego w obroty i pytam, coś ty babci nagadał? A ten: no ja po prostu nie pamiętam co jadłem i czy byłem na spacerze, bo babcia za dużo pyatań zadaje.

            To tylko taki drobny przykład na temat "faktów".

            W tej chwili młody ma prawie 14 lat i do tej pory potrafi się uskarżać na babcine smsy, a babcia - na jego odpowiedzi. Babcia się naklepie w klawiaturę z kilkanaście zdań, a młody wysyła odpowiedź krótką a zwięzła: OK.

            Znam "skargi" zarówno ze strony babci jak i syna smile Babcia skarży, że napisał jej tylko "ok", a syn, że babcia za dużo pyta.

            > Potrzeba, o której się nie wie? Hm...

            Oczywiście.
            Marketing po to wymyślono, by kształtował potrzeby.
            Ale nie uważam, by marketing w TV i gdziekolwiek na zewnatrz był lepszy jakościowo, niż "marketing", którym ja czy ojciec, czy babcia ( w jakimś zakresie) bombardujemy swoje dziecko. Przecież przekazujesz dziecku jakieś swoje wartości? Nie wstydzisz się tego, że są inne od tych, w reklamach, prawda?


            > Tak. Teraz właśnie tak to się dzieje i tego nie zmienisz, bo musiałabyś odizolo
            > wać dziecko od takich bodźców.


            JW. Nie mam zamiaru oddzielać dziecka od bodźców zewnętrznych. Ale nie uważam, że bodźce którymi ja go pompuję, są gorsze, niż te, które on otrzymuje z zewnatrz.

            >
            > W życiu nie przyszłoby mi do głowy, aby mojemu synowi zabraniać samodzielnego z
            > akupu np. skarpet czy płyt muzycznych - z uwagi na brak jego samodzielności fin
            > ansowej.


            Przekręcasz sens tego, co powiedziałam wczesniej.
            >
            > Trafiłaś w sedno sprawy. Z tego powodu mój syn nigdy nie zrobił żadnej sceny, n
            > igdy nie dostał histerii w sklepie. Przecież nie miał powodu- do sklepu nie cho
            > dził jako towarzysz, tylko osoba, która mogła sobie kupić to, co jej odpowiadał
            > o (wg mojej zasady).

            Mój próbował kiedyś robić sceny, jak parę lat miał.
            Wystarczyła rodzicielska perswazja. I to tak, że teraz już, jak bym nawet chciała wpaść na szybkiego gryza do jakiegoś fast fooda będąc z nim, to zgodzić się zgodzi, ale tak to skomentuje, że w pięty idzie i aż jeść się odechciewa. smile


            > Jaki z tego wniosek? Bo nie rozumiem, o co Ci chodzi.

            No taki wniosek, że dobrze robisz.
            Tak samo, jak tamten ojciec, co zabrał dziecko do księgarni i kupił książke, ale z innej bajki smile

            >
            > Widziałaś gdzieś np. 10-letnia różową cizię? Nie? Ja też. Ciekawe, dlaczego.

            Widziałam. Wystarzą mi też opowieści mojego syna o koleżankach z klasy.


            > Nic je nie różni. Począwszy od pudełka z jogurtem, które wizualnie podoba się r
            > oczniakowi, poprzez wybór smakowy tegoż jogurtu czy owocu u dwu latka, szamponu
            > , bluzeczki, książeczki, a na butach czy tornistrach skończywszy.

            Mówisz o rzeczasz nieszkodliwych. Ale jakby ci wszedł do sklepu i wołała codziennie "chipsy!" anie żaden yogurt, to byś inaczej mówiła.
            I tu własnie oto się rozchodzi, nie oróżnice samków jogurtów, tylko o wybór pomiędzy chipsami a kefirem smile

            > Na czym to danie ciała przez babcię polegało- Twoim zdaniem?

            JW.
            Babcia poszła i kefir wymieniła na chipsy.

            ps. Tłumaczę, tak, jak najprościej potrafię wink
            • zmeczona100 Re: Maniasza 20.11.10, 18:20
              maniasza napisała:


              > To są Twoje domysły, a ja nie lubię gadać o domysłach.

              To zerknij do pierwszego posta w tym wątku- tam domysłów nie ma.


              > Oczywiście.
              > Marketing po to wymyślono, by kształtował potrzeby.
              > Ale nie uważam, by marketing w TV i gdziekolwiek na zewnatrz był lepszy jakości
              > owo, niż "marketing", którym ja czy ojciec, czy babcia ( w jakimś zakresie) bo
              > mbardujemy swoje dziecko. Przecież przekazujesz dziecku jakieś swoje wartości?
              > Nie wstydzisz się tego, że są inne od tych, w reklamach, prawda?

              > JW. Nie mam zamiaru oddzielać dziecka od bodźców zewnętrznych. Ale nie uważam,
              > że bodźce którymi ja go pompuję, są gorsze, niż te, które on otrzymuje z zewnat
              > rz.
              >
              Matkoprzenajświetsza. Toż ja o tym samym- od paru postów.


              >
              > Przekręcasz sens tego, co powiedziałam wczesniej.

              Aspekt samodzielności natomiast jest najsłabszym punktem w tym programie. Będzie samodzielna, jak będzie zarabiała na książki , które lubi.



              > Mój próbował kiedyś robić sceny, jak parę lat miał.
              > Wystarczyła rodzicielska perswazja.

              Rodzicielska perswazja jest ograniczona wzrostem i wagą.

              I to tak, że teraz już, jak bym nawet chcia
              > ła wpaść na szybkiego gryza do jakiegoś fast fooda będąc z nim, to zgodzić się
              > zgodzi, ale tak to skomentuje, że w pięty idzie i aż jeść się odechciewa. smile

              Mój nie mówi niczego, co by mi miało "w pięty pójść", bo umie inaczej bronic swego zdania. A na fastfooda lubimy się wybrać czasami.


              > Widziałam. Wystarzą mi też opowieści mojego syna o koleżankach z klasy.

              Te opowieści a'la fakt autentyczny? Albo żyję na innej planecie, gdzie fascynacja różem kończy się ,mniej więcej w zerówce.
              A w ogóle to nie wiem, w czym problem. Noworodki- dziewczynki już ze szpitala wychodzą "na różowo", więc dlaczego miałyby w ogóle z tego wyrastać?


              >
              > Mówisz o rzeczasz nieszkodliwych. Ale jakby ci wszedł do sklepu i wołała codzie
              > nnie "chipsy!" anie żaden yogurt, to byś inaczej mówiła.

              Pytanie kluczowe- dlaczego nie objada się chipsami, chociaż ma kieszonkowe i sam chodzi do sklepów.

              > I tu własnie oto się rozchodzi, nie oróżnice samków jogurtów, tylko o wybór pom
              > iędzy chipsami a kefirem smile

              Ten wybór kształtujesz w momencie, kiedy wchodzisz z małym dzieckiem do sklepu i od razu zajmujesz mu uwagę jogurtem; wtedy nawet nie zauważa, że są chipsy. A jak starszy, to już jest na tyle świadomy, aby wiedzieć, że na co dzień je się po to, aby zdrowo rosnąć, a słodycze, chipsy i cola są OK od czasu do czasu.


              > Babcia poszła i kefir wymieniła na chipsy.

              Akurat w tym wypadku zamieniła tylko kefir bezsmakowy na smakowy.
              >
              > ps. Tłumaczę, tak, jak najprościej potrafię wink

              Ja też.
      • mayenna Re: mała rzecz 19.11.10, 14:59
        Babcia miała mozliwość kupić wnuczce inna książkę. Prezentu sie nie wymienia. Babcia nie byłaby zadowolona gdyby to jej książkę wymieniono.
    • mediator.org Re: mała rzecz 18.11.10, 10:20
      Kształtowanie gustu, wyczucia estetyki... Tu - może napiszę coś kontrowersyjnego, ale... nie jestem tolerancyjna. Są rzeczy wartościowe i kompletnie pozbawione jakiejkolwiek wartości.
      Gdy moje dziecko, idąc za przykładem innych dzieci zaczęło słuchać pewnej piosenkarki stanowczo się sprzeciwiłam, równocześnie podając alternatywę - na tyle fajną aby dziecko się zainteresowała i na tyle absolutnie inną aby załapało różnicę.

      Tacie owego dziecka radziłabym prowadzenie spokojnych rozmów na temat gustów, kanonów estetycznych , wyjaśnienia dlaczego rzeczy tandetne, uproszczone, trafiają do szerszej grupy odbiorców itp.
      Wszystko na miarę wieku dziecka.
      I... nie negować "rzeczy typu disneyowskiego", zwłaszcza gdy dziecko jest małe.
      Raczej pokazywać różnicę i podkreślać wartość tego, co ma w sobie więcej treści, jest bardziej złożone i wieloznaczne, ciekawsze.

      Nie negować czyjegoś gustu. Raczej pokazać, że istnieją inne, które tata bardziej ceni.
      • sonia_30 Re: mała rzecz 18.11.10, 10:40
        Owszem, tylko w poście gdzie indziej punkt ciężkości tkwi i nie bezpośrednio o kształtowanie gustu dziecka chodzi.
        A co do negacji - nigdzie nie padło stwierdzenie o negowaniu gustu, ojciec zaproponował po prostu inną książkę.
        • zmeczona100 Re: mała rzecz 18.11.10, 10:48
          Pytanie za 100 punktów- dlaczego akurat zakupił tę, a nie inną?
          • z_mazur Re: mała rzecz 18.11.10, 11:09
            A po co się w ogóle dziecku kupuje książki?

            IMHO, po to żeby uczyć i wychowywać, no i przy okazji bawić.
            Więc wybór rodzica w tym względzie powinien spełniać te oczekiwania stawiane książce.
            Pewnie w swojej ocenie rodzicielskiej stwierdził, że akurat ta książka spełni te wymagania najlepiej.

            Ja ze swojego dzieciństwa do tej pory pamiętam bajki z przepięknymi ilustracjami Jana Marcina Szancera.

            Pierwszą "poważniejszą" książką jaką kupiłem córce były wiersze Brzechwy z ilustracjami tego grafika. Na szczęście wtedy nie byłem rozwiedziony, bo znając moją teściową też wymieniłaby te bajki na jakiegoś disney'a albo jeszcze większe barachło.
            • zmeczona100 Re: mała rzecz 18.11.10, 20:54
              A ja pamiętam, jak zaczytywałam się Tomkiem wink Same książki wtedy zdobywało się z wielkim trudem, więc dla mnie było ogromną przyjemnością, kiedy rodzice jakimś cudem zdobywali książki, które w większości znałam tylko z biblioteki. No i, rzecz jasna, tym samym chciałam zarazić syna. Dobrze, że kupiłam tylko jeden tom- do dziś stoi na półce, nieprzeczytany nawet jeden cały rozdział i nie sądzę, aby miało się to zmienić. Zamiast tego, kupowałam to, co wiedziałam, że będzie czytać z zainteresowaniem, tj. wszystkie tomy Harrego Pottera czy wcześniej Mikołajka... Czy mam z tego powodu rwać szaty? Ostatecznie wspierając czytanie myślałam też o korzyściach typu nauka interpunkcji czy ortografii, co -jak mi się wydaje- osiągnęłam. Od dawna nie wybieram synowi książek- robi to sam; jedynym kryterium wyboru jest przeznaczenie dla nastolatków (a nie dla dorosłych).

              Świata nie zmienimy ani nie zmienimy jego biegu i wg mnie moim zadaniem jako rodzica jest zaakceptowanie a nie walka z tymi zmianami, przy jednoczesnym przygotowaniu dziecka do racjonalnych wyborów, które ofiaruje świat. To tak, jak z obecnością telewizji w naszym życiu- pewnie, że można nie kupować telewizora, że ostatecznie mozna nie posiadać jakiegos wypasionego pakietu, a tylko podstawowe stacje. Ale można tez nauczyc dziecko korzystania z tego wynalazku- ku jego pozytkowi.
          • sonia_30 Re: mała rzecz 18.11.10, 11:29
            Może Nanga ma wiedzę dlaczego tę, a nie inną. Wiemy że była pięknie ilustrowana. Może chciał jej pokazać coś innego niż wszechobecny Disney? Można karmić dziecko kolorową papką disneyowską, można też sięgnąć po inne ilustracje, tak by dziecko miało możliwość wyboru.
        • mediator.org ? 18.11.10, 10:55
          Chmm, nie chodzi o kształtowanie gustu dziecka?
          To może wyjaśnij o co chodzi według Ciebie w tym wątku?
          I dlaczego tata tak bardzo chciał kupić właśnie tę książeczkę a nie inna?

          I dlaczego tata tak bardzo przeżywał gdy babcia wymieniła zakupioną przez niego książeczkę( zładnymi, ciekawymi ilustracjami, jak podkreśliła autorka wątku) na disneyowską?

          smile
          • triss_merigold6 Re: ? 18.11.10, 11:40
            Bo tata sobie coś ubzdurał i potraktował kwestię ambicjonalnie.
          • sonia_30 Re: ? 18.11.10, 11:41
            Nie napisałam że nie chodzi o kształtowanie gustu, tylko że nie przede wszystkim.. To różnica.
            Przeczytaj watek, przeczytaj pytanie końcowe - tam jest clue.
            Gdybania dlaczego tata chciał kupić tę a nie inną książeczkę już popełniłam piętro wyżej, choć większego sensu ono nie ma, skoro można spytac autorkę wątku. A przeżywał dlatego że babcia podważyła jego autorytet, jego wybory. Równie dobrze mogła z małą porozmawiać, wyjaśnić że tata chciał jej pokazać coś innego, nowego, etc., ale jeśli bardzo pragnie mieć akurat tę a nie inną książeczkę, może jej tego Disneya kupić, tak by miała dwie bajki z różnymi ilustracjami.
            • mediator.org :) 18.11.10, 11:50
              Soniu, to może ja idąc za Twoim przykładem stylu prowadzenia dyskusji wink zapytam
              - a gdzie jest napisane, że tata przeżywał całą sytuację, "dlatego że babcia podważyła jego autorytet, jego wybory"?
              smile
              • sonia_30 Re: :) 18.11.10, 11:56
                A jakie mogą być inne powody, dla których był i zły i rozżalony, bo może rzeczywiście patrzę za wąsko?
                • mediator.org Re: :) 18.11.10, 12:17
                  Soniu, patrzysz tak, jak każdy z nas czytając ten wątek i nie w tym rzecz.
                  Nie bardzo po prostu rozumiem dlaczego podpinasz się pod moje wypowiedzi
                  koniecznie chcąc uświadomić mi jakiś błąd w rozumowaniu?
                  Słowa skierowane bezpośrednio do mnie typu "nie o to tu chodzi", "przeczytaj uważnie jeszcze raz wątek" itp. - ?

                  Powody rozżalenia taty mogą być oczywiście różne.
                  Natomiast fakt podkreślenia przez autorkę, że "tata się zna" i kupił pięknie ilustrowaną, a babcia wymieniła książeczkę na disneya wskazuje, że chyba jednak chodzi tu o odmienne gusta i że tata prawdopodobnie chciałby mieć wpływ na kształtowanie owych u dziecka.

                  A że zły może być i z powodów ambicjonalnych - pewnie też. smile
                  • sonia_30 Re: :) 18.11.10, 12:51
                    Jak to dlaczego podpinam się pod Twoje wypowiedzi? Podpięłam się raz, rozpoczynając tym samym dialog z Tobą. Nie mam zamiaru wykazywać Ci błędów w rozumowaniu, wskazałam jedynie że punkt ciężkości tkwił WG MNIE gdzie indziej, licząc na rozwój dyskusji nt. możliwości wybrnięcia z sytuacji przez babcię, czy też rozżalenia ojca uzasadnionego bądź nie.
                    Tata chciałby mieć wpływ na kształtowanie gustów dziecka - fakt niezbity. Ale zły jest nie z powodu że dziecko gustu nie podziela (choć może byc mu przykro że książka się nie spodobała), ale z powodu rozegrania sytuacji przez babcię.
                    • mediator.org Re: :) 18.11.10, 13:07
                      Podpięłaś się dwa razy i za każdym (widocznie wbrew sobie wink ) pisząc o moich błędnych wypowiedziach. Ale pomińmy to, widocznie było to niezamierzone.

                      "Ale z
                      > ły jest nie z powodu że dziecko gustu nie podziela (choć może byc mu przykro że
                      > książka się nie spodobała), ale z powodu rozegrania sytuacji przez babcię. "

                      Tak, zły, rozżalony jest z powodu tego, że babcia oddała książeczkę.
                      Co za tym idzie uniemożliwia mu (świadomie bądź nie) kształtowanie preferencji czytelniczych? estetycznych? jakichkolwiek bądź u jego dziecka.
                      Rodzic, który nie mieszka z dzieckiem (jak w tym przypadku) może się obawiać, że jego wpływ na wychowanie dziecka może być ograniczany i to nie przez owego rodzica zaniedbania. I tu rodzi się rozżalenie, złość, niemoc. Zwłaszcza przy tego typu sytuacjach jak opisana.
                      Czy słusznie? Każdy pewnie odpowie inaczej...

                      Przy okazji należałoby wyjaśnić sytuację, zapytać kto chciał książeczkę oddać - dziecko czy jednak nie ono. Jaki był powód wymiany książki?

                      Na pociechę dla taty - na jednej książeczce świat się nie kończy, wychowywanie i urabianie gustów to proces a nie jednorazowa sprawa. smile
    • triss_merigold6 Niesłusznie 18.11.10, 10:58
      Niesłusznie.
      Jesli nie mógł lub nie chciał kupić dwóch - jednej zgodnie ze swoim gustem, a drugiej zgodnie z gustem córki - powinien był kupić taką jaka podoba się dziecku. Z etapu disnejowskiego dzieci wyrastają.
      Tatuś chciał zrobić przyjemność SOBIE.
      • malgolkab Re: Niesłusznie 18.11.10, 11:09
        w kwestii kupienia książeczki przez uważam tak jak trisssmile
        z 2 strony, babcia jesli chciała powinna kupić tę drugą książeczkę dodatkowo, a nie wymieniać tę od ojca.
        • triss_merigold6 Re: Niesłusznie 18.11.10, 11:16
          Też mogła. Ale ojciec nie powinien strzelać focha.
          Rodzice kształtują gust dziecka tylko w pewnym zakresie i muszą sie pogodzić z tym, że dzieci - zwłaszcza małe - mają inne preferencje estetyczne.
      • z_mazur Re: Niesłusznie 18.11.10, 11:16
        Tia, a rodzic na kolację powinien dziecku dawać ciastka popijane colą, bo dziecko też pewnie woli to na kolację od chleba z szynką.
        • triss_merigold6 A co to ma do rzeczy? 18.11.10, 11:28
          A co to ma do rzeczy?
          Chyba po to kupował książkę, żeby dziecku zrobić przyjemność, zwłaszcza, że najpierw pozwolił małej wybrać, a dopiero potem uznał, że jego wybór jest lepszy.
          Wiesz, jesli kupuję lekturę, którą uznałam za stosowną dla dziecka z różnych powodów, to nie pytam dziecka wczesniej czy ją chce i czy mu się podoba, tylko pokazuję dopiero w domu.
          • z_mazur Re: A co to ma do rzeczy? 18.11.10, 11:40
            Kupował po to żeby zrobić przyjemność i przy okazji osiągnąć inne cele wychowawcze.

            Gdzie jest napisane, że prosił ją żeby wybrała?

            Nikt nie powiedział również, że książeczka jej się nie podobała, tylko, że wolała disneya.

            Ale jak się chce, to wszędzie można się doszukiwać dowodów na złą postawę ojca.

            Pytanie, czy takie widzenie rzeczywistości, nie jest w jakiś sposób powiązane z jej obserwatorem?
            • triss_merigold6 Re: A co to ma do rzeczy? 18.11.10, 11:55
              Zawsze jest powiązane z obserwatorem, pełny obiektywizm nie istnieje.
              W sumie mi to lotto, moje dziecko zarówno ma bajki z ilustracjami Szancera jak i Disnejowskie, nie widzę powodów do upierania się przez rodzica akurat przy jednym wzorze estetycznym. Mojemu dziecku Bakugany (cokolwiek to jest) kupują jego ojciec i mój partner, Bakugany uważam za głupie bezdennie, ale się nie wcinam.
              • z_mazur Re: A co to ma do rzeczy? 18.11.10, 12:48
                No ale właśnie tu teściowa się ewidentnie wcięła.
                Nie kupiła drugiej książeczki, tylko wymieniła tą kupioną przez ojca.

                Ale pewnie i tak nie przyznasz, że zastrzeżenia ojca są słuszne.
                • fikcyjne-konto Re: A co to ma do rzeczy? 18.11.10, 14:51
                  A może ojciec się wciął wcześniej, odmawiając dziecku dania w prezencie czegoś co dziecko chciało(a mu nie szkodzi na zdrowie, wpisuję od razu bo za chwilę zaczniesz o coli się rozpisywać), w zamian za narzucanie dziecku czegoś czego ono nie chciało.
                  Ojciec zrobił przyjemność SOBIE wybierając dziecku książkę. Pominął gusta dziecka.
                  Może i intencje miał słuszne ale wykonanie do dupy jeśli dziecko nie zostało do ksiązki przekonane przez niego wystarczająco mocno, by chciało ją zachować w domu.

                  Ojciec powinien o sytuacji porozmawiac z dzieckiem i dowiedzeć się dlaczego dziecko w księgarni się zgodziło a w domu zmieniło zdanie. By sytuacja się nie powtarzała a dziecko czuło się słuchane i wiedziało, że może ojcu odmawiać jeśli czegoś naprawdę nie chce.
                  Bo jeśli wywarł na dziecko presję na tyle silną, że się dziecko bało odmówić to jest to jego błąd wychowawczy. Albo się z dzieckiem dogada i uzgodnią własne potrezby z szacunkiem dla odmiennych w danej chwili zapatrywań, albo dziecko na razie będzie się wyręczać babcią, a jak nauczy się obsługiwac allegro to jego prezenty będzie sprzedawac godzinę po otrzymaniu.

                  Jak ojciec nie chce zobaczyć swojego udziału a woli wszcząć awanturę z babcią i matką dziecka to już jego wybór. Bo dużo łatwiej, niż znaleźć sposób na prawidłową pełną komunikację z córką, jest powiedzieć "to wszystko wina ex- ja jestem wspaniały i mam świetny gust!".
                  • sonia_30 Re: A co to ma do rzeczy? 18.11.10, 15:08
                    A w wersji hardcore było tak: Ojciec kilka tygodnił drążył jaką dziecko chce książkę. Jak już się utwierdził w przekonaniu że za Disneya da się pokroić, zaprowadził małą do księgarni, podczas drogi uśmiechając się błogo i niewinnie oraz sugerując że czeka ją niespodzianka. Na miejscu pozwolił dziewczynce wziąć wymarzoną książkę, po czym przy kasie czarujący uśmiech zamienił się we wściekły grymas, a spomiędzy zaciśniętych warg wydobył się złowrogi szept 'a właśnie że ci nie kupię Jelonka Bambi'. Całość skwitował szyderczym uśmiechem...
                    • fikcyjne-konto Re: A co to ma do rzeczy? 18.11.10, 15:23
                      O swoim ojcu mówisz? Wyrazy współczucia.... to teraz dużo rozumiem ztwoich tekstów.
                      • sonia_30 Re: A co to ma do rzeczy? 18.11.10, 15:28
                        Co jest, inwencja Ci się w tym temacie skończyła i czujesz potrzebę stworzenia kolejnej uroczej story o okrutnych ojcach? Dawaj chętnie poczytam w towarzystwie najukochańszego Taty pod słońcem smile
                      • nangaparbat3 Re: A co to ma do rzeczy? 18.11.10, 15:30
                        Zdawało mi się, że ona sobie dworuje sad
                        • fikcyjne-konto Re: A co to ma do rzeczy? 18.11.10, 15:34
                          Ja myślę, że raczej nie ma gdzie jadu spuścić i z kim się pokłócićsmile) Szuka maglownismile)
                          • sonia_30 Re: A co to ma do rzeczy? 18.11.10, 17:14
                            Staram się dotrzymać kroku fikcyjnej mistrzyni smile
      • sonia_30 Re: Niesłusznie 18.11.10, 11:52
        Jest to rozwiązanie, aczkolwiek nie wiem czy słuszne, skoro jak widać jest w rodzinie przynajmniej jedna osoba, która zachcianki dziecka realizuje. Może gdyby mała miała zestaw różnej literatury, poczynając od Disney'a przez Beatrix Potter, na ilustracjach Butenki kończąc, ojciec nie naciskałby na zakup innej książki.
    • tully.makker Re: mała rzecz 18.11.10, 12:14
      Jedna z rzeczy, ktorych najbardziej nienawidze w wykonaniu babc, cioc i exa sa ciagle ponawiane proby, by dziecko urobic po swojemu kosztem przyjemnosci i satysfakcji dziecka. jesli chodzi o ksiazki i zabawki, gdy dziecko majac okazje zapoznac sie z alternatywami stanowczo domaga sie mimo wszystko tej konkretnej rzeczy ( oczywiscie zakladajac, ze jest nieszkodliwa wychowawczo i porwnywalna cenowo) zawsze ide za glosem dziecka. nie stac mnie bowiem, zarowno finasowo, jak i w kwestii posiadanego miejsca w domu, na kupowanie rzeczy, ktore nie beda uzywane i trafia do pojemnika pck wczesniej czy pozniej.

      Ojciec zachowal sie jak snobistyczny, nieliczacy sie z dzieckiem idiota. Doczeka sie tego, czego doczekal sie moj ex - ze jego syn nawet nie otwiera prezentow od ojca, bo i tak wie, ze beda bezuzyteczne.
      • z_mazur Re: mała rzecz 18.11.10, 12:51
        Nie uważasz, że to problem ojca?

        A może nie do przyjęcia jest myśl, że dziecko "urobione" przez ojca właśnie na jego prezenty będzie czekać z utęsknieniem, właśnie ze względu na ich wyjątkowość.
        • tully.makker Re: mała rzecz 18.11.10, 13:44
          > Nie uważasz, że to problem ojca?

          Gdyby ojciec to bezuzyteczne cudo trzymal we wlasnym domu, to pewnie bym tak uznala. Jednak z opowiscie wnosze, ze ojciec dokonal nietrafionego zakupu, po czym odszedl w sina dal, a konsekwencjami jego decyzji musiala sie uzerac babcia.

          oczywiscie, istnieje tez inny aspekt sprawy - finasowy. ja do biednych nie naleze, to hyba ty wlasnie mi wyrzucales, ze nza duzo wydaje na jedzenie. jednak moje zasoby sa ograniczone i wizja wyrzucania kasy na rzeczy bezuzyteczne, kiedy mozna by ja spozytkowac na cos, czego dziecko rzeczywiscie potrzebuje napawa mnie smutkiem. Nie lubie marnotrastwa - ludzi, rzeeczy i innych zasobow.
          • nangaparbat3 Re: mała rzecz 18.11.10, 15:33
            Matka dziecka dostaje na dójkę 2000, sama zarabia przyzwoicie, dziadkowie też.
            • fikcyjne-konto Re: mała rzecz 18.11.10, 15:53
              Rodzice się między sobą niedogadują więc kasa tu nieistotna.

              Albo ojciec zbuduje z córką porozumienie (długookresowy wysiłek słowno-wychowawczy z jego strony w kierunku córki) i osiągnie taki poziom, że to córka sama powie babci lub matce "nie rusz tej książki bo to od taty i ja chcę ją zachować"
              albo ojciec się będzie skupiał na kontynuacji wojny z rodziną ex i ciągłym tłumaczeniu swojego braku porozumienia z córką podłymi zagrywkami ex (wygodne, ale krótkotrwałe i nie pomaga dobrze wychowac córki)
            • tully.makker Re: mała rzecz 18.11.10, 15:58
              No ja dostaje podobna sume na dziecko, tez zarabiam przyzwoicie, ale jakos drazni mnie wyrzucanie kasy w bloto.
              • nangaparbat3 Re: mała rzecz 18.11.10, 18:39
                Dla mnie dobre (a ta była dobra) ksiązki to nigdy nie jest wyrzucanie kasy w błoto - książka stoi na półce i czeka, jest cierpliwa.
                • tully.makker Re: mała rzecz 19.11.10, 12:47
                  Dla mnie dobre (a ta była dobra) ksiązki to nigdy nie jest wyrzucanie kasy w bł
                  > oto - książka stoi na półce i czeka, jest cierpliwa.

                  No tak, nawet bardzo cierpliwa. Prezenty od dziadka ze strony exa przeczekaly brak zaintteresowania starsz3ego syna na polce, teraz przeczekuja brak zainteresowania mlodszego. To ksiazki tak circa about tha 4 - letkow, a mlodszy ma juz 5, wiec pewnie sie nie doczekaja. Moze moje wnuki beda to czytac.

                  Ja uwazam, ze ksiazka nieczytana cierpi, jak niekochany czlowiek. Dlatego kupuje takie, ktore beda przyjaciolmi na lata. Ale mozna tez uznac, ze ksiazka sluzy po to, by stac na polce.
    • fikcyjne-konto A może było tak 18.11.10, 13:13
      Dziecko bardzo chciało książeczkę z obrazkami disneya. Ojciec dziecka nie słuchał dziecka tylko tak długo truł w księgarni córce, że co innego jest lepsze i co innego ma jej sprawiać przyjemność, że córka, żeby nie robić mu przykrości w końcu zaakceptowała jego wybór. Wróciła do domu i od progu ryk i płacz, że tata jej kupił nie to co ona chciała, że ta książka jej się nie podoba i ona przeciez chciała disneya a tata jej nie chciał słuchać. Babcia mając dość jej szlochów, i oburzona takim traktowaniem dziecka przez ojca poszła tę książkę wymienić.
      Efekt: ojciec wkurzony na babcię, babcia i matka wkurzona na ojca, córka skołowana i uczona 1.że jej gusta się nie liczą(ojciec), 2. że zdanie rodzica się nie liczy(babcia) 3.że można dużo ugrać na konflikcie między rodzicami którzy się z sobą nie komunikują(córka)

      Ojciec mógł córce kupić tego disneya o którym marzyła i podarować jej też książkę od siebie "na wyższym poziomie". Ale niech raczej nie liczy, że córka będzie wolała słuchać Brahmsa zamiast Kukulskiej.
    • nangaparbat3 Re: mała rzecz 18.11.10, 15:58
      Trochę jestem zaskoczona, ale może to kwestia perspektywy, historię znam z opowieści ojca małej, więc oczywiście przedstawioną stronniczo.
      Z tego co wiem, raczej ulega gustom córki - młoda chodzi od stóp do głów na różowo, na przykład. Tu się uparł - cóż, dziecko ma mnóstwo książeczek i zabawek. Tu się zreszta otwiera cała przestrzeń pytania o prezenty - pytać? zgadywać? obdarowywać zawsze zgodnie z zainteresowaniami obdarowywanej, czy dać czasem coś, co nam samym sprawiłoby wielką radość, obdarowywany nigdy by sobie tego sam nie kupił, a tak - może prezent otworzy przed nim jakis nowy kawałek świata? Ja tak dostałam - wbrew mojej woli, na przekór niej i wszelkim moim wyobrażeniom - mój pierwszy samochód, który potem odmienił moje zycie otwierając nowe horyzonty.
      Na miejscu tego pana kupiłabym dziecku obie książki.
      Na miejscu babci kupiłabym tę disneyowską. Ale na pewno nie oddawałabym książki kupionej przez ojca (czy jakąkolwiek inną ważną w życiu dziecka osobę), zwłaszcza ojca mieszkającego osobno. Wymienić prezent to jakby go wyrzucić, więc i trochę odrzucić ofiarodawcę. Chyba o to mu poszło.
      • maniasza Re: mała rzecz 18.11.10, 16:59
        Póxniej mi tez przyszlo do głowy, że ojciec obserwuje, że jego córkę hoduje sie na różową lalę i dlatego chcial nieco przełamać te "barwy".
        Co do książki, dziecko wybralo disneya dlatego, że go zna i nie zna nic innego. Więc skoro nie zna, to zadaniem rodzica jest pokazać, że istnieje coś innego, oprócz tego co dzieciak już zna.
        I kwitowanie przez przedmówczyni zachowania ojca z przekąsem jako ambitne, uważam że jest nie na miejscu. Książeczka, bardziej niz disneyowska - ambitna, w odpowiedni sposob zapodana dziecku, na pewno temu dziecku krzywdy nie zrobi.
        Mnie tez zdarzyło sie parę lat temu oddać wypasiony prezent - iPoda , ktory otrzymał mój syn (nie od ojca, ale od osoby spokrewnionej powiedzmy), który to prezent po prostu oddałam innemu dziecku. Ale zrobiłam to raz, że ze względu na zdrowie swojego dziecka, bo nie dopuszczam, aby moje dziecko używało słuchawek, dwa, nienawidzę szpanerstwa i gadżeciarstwa. Na zdrowie psychiczne i fizyczne wyszło to mojemu dziecku.

        Na miejscu ojca kupiłabym taką sama książkę jeszcze raz i zostawiła u siebie w domu przy kolejnych gościnach corki starałabym się dziecko zainteresowac tą książka. Kilka takich akcji rozciągniętych w czasie, i z dużym prawdopodobieństwiem dziewczynka jeśli nie zmieniłaby, to poszerzyła przynajmniej swoje zainteresowania. A tak klops, dziecko nadal żyje na różowo zawalone zabawkami i książeczkami z reklamy.
        • altz Re: mała rzecz 18.11.10, 19:15
          U mnie nawet roczne dziecko miało możliwość wyboru, w końcu ono ma być zadowolone.
          Kładzie się kilka rzeczy, w tym jakieś lubiane przez dziecko i dziecko wybiera, a jak się chce dać co innego, to trzeba kupić samemu drugą książeczkę i później nią dziecko zainteresować.
          Rodzice kształtują gust przede wszystkim przez przykład.
          A babcia powinna sama kupić drugą książeczkę i byłoby wszystko w porządku.
          Też przeszliśmy fazę bakuganów, trochę to kosztowało, ale to szybko mija.
          Dziecko rozumie konkretne argumenty, że to jest drogie i kupimy na urodziny, albo że teraz nie mamy pieniędzy i żeby wybrało sobie coś tańszego. Dziecko powinno dostawać kieszonkowe, nawet zupełnie malutkie, ale żeby miało swoje pieniądze, którymi powinno w miarę swobodnie dysponować (wyłączająć np. papierosy i wódkę, niektóre gazetki).
        • fikcyjne-konto Re: mała rzecz 18.11.10, 20:12
          Śmieszy mnie wybieranie sobie na matkę dzieci "różowych lal" a potem narzekanie, że dziecko nie ma super artystycznego wychowania po tatusiu tylko różowe rajtuzki po mamusi. I jeszcze oczekiwanie by po rozwodzie matka krzewiła dziecku gusta ojca a porzuciła własne jako te gorsze. Może warto prawa jej zabrać za ten róż? Tak samo osłabia wybieranie na ojca swojego dziecka chłopaka, który żadnej książki poza lekturą szkolną nie tknął i narzekanie potem, że on dziecku nie kupuje intelektualnych prezentów i książek do snu nie czyta tylko woli mecz puścić.
          • nangaparbat3 Re: mała rzecz 18.11.10, 20:40
            Ale jedziesz - mama tej małej absolutnie nie jest "różową lalą" i gust ma raczej taki jak ten pan.
    • xciekawax Re: mała rzecz 18.11.10, 20:36
      Boze, ale ludzie maja problemy!!!!!

      a mnie bardziej interesuje, kim ta corka sie stanie, gdy juz od malego nie ma glosu wyboru w waznych dla siebie decyzjiach, tylko jakis facet nakazuje jej co ma lubic!

      Nie chodzi mi aby dzieci decydowaly o szkole, jedzeniu czy w ktorym pokoju maja spac - ALE swoj swiat maja i powinno dzieciom sie pozwolic decydowac w tak dla nich waznych sprawach jak wybor misia, ksiazki, czy soczku.

      Teraz, ona jest uczona ze jej zdanie sie nie liczy, ze facet decyduje i wie lepiej, a ona musi to zaakceptowac. Jak myslisz ona w przyszlosci sie zachowa gdy juz jako kobieta bedzie chciala kupic swoj pierwszy samochod koloru czerwonego - a jej chlopak wysmieje i powie ze niebieski jest lepszy, a tak w ogole to powinna kupic innej firmy, i innego ksztaltu.

      Masz racjie, niby mala rzecz!
      • nangaparbat3 Re: mała rzecz 18.11.10, 20:43
        Dlatego uważam, że powinien był kupić obie książki. Natomiast mnie interesuje postępowanie babci i stosunek do prezentu od rozwiedzionego taty.
        • xciekawax Re: mała rzecz 18.11.10, 20:48
          Mysle ze przyklada za duzo uwagi na to co sie stalo - i robi z tego jakies symboliczne gesty.

          Co sie stalo? babcia zamienila ksiazeczke na inna, bo dziewczynce sie nie podobala.

          Facet natomiast robi widly z igly, i uwaza ze babcia wyszla z nim na wojne, ze kwestjionuje jego role w zyciu corki, ze manipuluje corka, podwaza autorytet i bla bla bla....

          On robi wieksza szkode corce w ogole zaprzatajac sobie tym glowe, niz to wszystko jest warte. Ale jak ktos chce sie przyczepic to znajdzie kazdy pretekst.
          • nangaparbat3 Re: mała rzecz 18.11.10, 22:30
            > Facet natomiast robi widly z igly, i uwaza ze babcia wyszla z nim na wojne, ze
            > kwestjionuje jego role w zyciu corki, ze manipuluje corka, podwaza autorytet i
            > bla bla bla....
            >

            Facet jest zły i rozżalony - jak go znam, przy córce tego nie okaże.
            Pzrzypisujesz mu poglądy wypowiedziane na tym forum przez osoby, które wiedzą tyle co napisałam, a resztę wymyślają - dobrze by żebys miała świadomość, że fantazje i przypuszczenia forowiczów to tylko fantazje i przypuszczenia.
        • triss_merigold6 Re: mała rzecz 18.11.10, 21:05
          Babcia mogła w ogóle nie brać pod uwage od kogo jest prezent tylko wymieniła książkę na taką jaką chciało dziecko. Pan podszedł ambicjonalnie i strzela focha.
          • z_mazur Re: mała rzecz 19.11.10, 00:40
            > Babcia mogła w ogóle nie brać pod uwage od kogo jest prezent tylko wymieniła ks
            > iążkę na taką jaką chciało dziecko. Pan podszedł ambicjonalnie i strzela focha.

            Oczywiście mogła i jak widać nie wzięła, a powinna wziąć.
            • nangaparbat3 Re: mała rzecz 19.11.10, 00:53
              Równie dobrze mogła wiedzieć. Nie znoszą się.
    • satelitka1 Re: mała rzecz 18.11.10, 21:15
      a komu on ten prezent zrobił - sobie czy dziecku? cieszyłoby nas - dorosłych, gdyby ktoś na siłę próbował uszczęśliwić nas - tym co mu sie podoba - a nie nam? raczej nie. Widać to zwłaszcza w okresie poświątecznym - gdzie do sklepów wracają tony nietrafionych prezentów. Może następnym razem twój przyjaciel zrobi radość dziecku, posłucha jego życzenia - w końcu książeczka miała być dla malucha... Jest zły i rozżalony, że dziecko nie doceniło gustu taty? Czy dlatego, że babcia zaradziła sytuacji "po swojemu"?
      • maniasza Re: mała rzecz 18.11.10, 21:39
        satelitka1 napisała:

        > a komu on ten prezent zrobił - sobie czy dziecku? cieszyłoby nas - dorosłych, g
        > dyby ktoś na siłę próbował uszczęśliwić nas - tym co mu sie podoba - a nie nam?
        > raczej nie. Widać to zwłaszcza w okresie poświątecznym - gdzie do sklepów wrac
        > ają tony nietrafionych prezentów. Może następnym razem twój przyjaciel zrobi ra
        > dość dziecku, posłucha jego życzenia - w końcu książeczka miała być dla malucha
        > ... Jest zły i rozżalony, że dziecko nie doceniło gustu taty? Czy dlatego, że b
        > abcia zaradziła sytuacji "po swojemu"?

        Ty chyba , jak i większośc tu, czegoś nie rozumiecie.
        Jesli człowiek płaci 2 tys alimentów na dziecko, to kupując mu książeczkę za 20-30 zł nie traktuje tego jako prezent, coś wyjatkowego, tylko jako coś wychowawczego, jako próbę przedstawienia innego punktu widzenia świata, niż disneyland.
        A bacia sprowadziła wszystko dosłownie do polskiego typowego dysneylandu, na zasadzie, kupię pięćdziesięciokilkocalowy telewizor przed meczem i oddam za parę tygodni. Albo, kupię meble jak goście przyjadą, a jak wyjadą - to oddam. Mentalnośc ludzi jeżdzących na wycieczki do Egiptu all inclusive last minute i rozpowszechiajacych zdjecia z tych last minute na każdym portalu.
        To jest mentalność ludzi będących na ciągłym dorobku, próbujących "awansować" społęcznie i sr... wyżej, niż d.. mają. To jest nie znają swojego miejsca. Zrobią wszystko, co każe reklama, tylko i wyłącznie ze względu na innych, a nie na własne potrzeby, co ich osdtatecznie gubi, i skazuje zamiast na wymarzony awans, na ekstremalny margines.
        Siły na zamiary, jak poeta rzekł, i słusznie.
        Bo gdyby babcia nie należała do tej grupy, to poszłaby i kupiła ten disney.
        Taka "mała" rzecz ... ta mentalność.
        • zmeczona100 Re: mała rzecz 18.11.10, 21:52

          No cóż... Niektórzy maja problem, aby się dostosować do zmieniających się warunków...

          PS Jeżdżę do Egiptu i w inne miejsca, wersja all inc. oczywiście- zawsze smile Bo jadę wypocząć smile
        • fikcyjne-konto Re: mała rzecz 19.11.10, 10:03
          Uwielbiam bufonki, które uważają się za lepsze od "plebsu" bo nie jeżdzą na last minute do Egiptu, wiedzą co to theatr i dostają schizy gdy widzą różowe ubranie na dziecku koleżanki- od razu jej palną kazanie jakie tho nie threndy i phe.
          > To jest mentalność ludzi będących na ciągłym dorobku, próbujących "awansować" s
          > połęcznie i sr... wyżej, niż d.. mają.
          Ten cytat do nich pasuje.
        • satelitka1 Re: mała rzecz 19.11.10, 19:59
          to ty chyba czegoś nie rozumiesz... Parafrazując twoją wypowiedź - jeśli człowiek chce "podjąć próbę przedstawienia maluchowi innego świata niż disneyowski" - nie powinien chyba zaczynać od wymuszania na nim uznania własnego gustu. Chyba raczej powinien się skupić na tym, by na tyle dziecko zainspirować "tym innym światem" - by potrafiło się cieszyć z prezentu "ten inny świat " obrazującego. Jeżeli dziecko odrzuciło takową wymuszoną "inspirację" - to pozwólmy mu być dzieckiem. Kiedyś dorośnie i może nawet doceni twórczość Picassa czy muzykę klasyczną wink Siły na zamiary wink
          Dalej - nie wiadomo czym kierowała się babcia czyniąc "podmiankę" książeczek. Pewnie nie zastanowiła się nad odczuciami ojca - tylko dziecka. Summa summarum - dziecko ma wymarzoną disneyowską książeczkę wink de facto od taty.
          • z_mazur Re: mała rzecz 20.11.10, 10:16
            Nanga nie pisała nic o tym, czy książeczka się dziecku podobała czy nie. Napisała tylko, że w księgarni WOLAŁA disneyowską.

            Napisała natomiast, że teściowa NIE LUBI ojca.

            Nawet jeśli ojcu udało się przekonać dziecko do zakupu, a jest duża szansa, że ta mogło być, to w domu po prostu mogło dziecko zwyczajnie opowiedzieć historię zakupów "chciałam disneya, ale tatuś namówił mnie na tą bajkę". Przy niechęci babci do ojca, to już mógł być wystarczający powód do wymiany.

            W tym wątku widać wyraźnie, jak na pewne historie nakładamy własne kalki.
      • nangaparbat3 Re: mała rzecz 18.11.10, 22:33
        Jest zły i rozżalony na babcię.
    • nangaparbat3 Re: mała rzecz 19.11.10, 00:58
      Tak jeszcze myślę o aspekcie estetyczno-decyzyjnym.
      Że dla tego konkretnego pana ograniczanie dziecka do książeczek typu disneyowskiego to jak dla w miarę przytomnej matki żywienie go stałe w McDonaldzie. No kurczę - chciałoby się, zeby wreszcie zjadło coś porządnego - nawet jeśli protestuje.
      • fikcyjne-konto Re: mała rzecz 19.11.10, 09:58
        A ojciec ma zakaz spotkań z dzieckiem czy jak? Ex Ogranicza mu przyznane dni/godziny?

        KTO OJCU ZABRANIA MIEĆ U SIEBIE KSIĄŻECZKI LEPSZE i zachęcać do nich dziecko tak aby chciało takie książeczki mieć? Kto mu zabrania nauczyć dziecko, że u ojca ma ten "wyższy" świat wartości w którym zawsze może uczestniczyć jak je znudzi disney?
        Wyżej napisałaś, że matka nie jest różową lalą tylko też ma dobry gust, więc skąd wniosek, że dziecko ma w domu tylko disneya?
        Kto ojcu zabrania brać czynnie udział w wychowaniu dziecka gdy się z nim widuje? Dlaczego ojciec uważa, że jego wizje wychowawcze mają realizować za niego inni a on ma tylko pełnic funkcję nadzorcy?

        Z tego co napisałaś fakt jest tylko jeden, że facet się żre z teściową z wzajemnością i możliwe, że kontynuują swoją wojnę po rozwodzie. Ojciec zamiast zacząć samemu aktywnie dziecko wychowywać w czasie gdy dziecko z nim jest, i czuć się odpowiedzialnym za swój nakład pracy nad dzieckiem, swoją "działkę" do odpracowania, woli w najprostszy sposób chceć zostawić odpowiedzialność za codzienne wychowanie w rodzinie ex, a samemu postawić się w "tej lepszej opozycji", bo książkę przeciez kupił tylko oni źli ją wyrzucili... Kupienie książki to nie jest wystarczający wkład w wychowanie dziecka i nie wystarczy by ukształtowac dziecku świetny gust. Trzeba z tym dzieckiem nad tą książką posiedzieć, poczytać, zachęćić, wprowadzić, pokazać jej zalety.
        Jak facet woli się skupiac na wojnie z teściową i urażonej ambicji- to jego wybór.
        Nie masz pełnych danych do tego tematu, bo nie wiesz dlaczego babcia książkę wymieniła i kto w tym układzie co torpeduje.
        Doświadczenie wystarczająco często udowadniało, że sprawy opowiedziane przez dwie nie lubiące się osoby - brzmią diametralnie różne.


        > Że dla tego konkretnego pana ograniczanie dziecka do książeczek typu disneyowsk
        > iego to jak dla w miarę przytomnej matki żywienie go stałe w McDonaldzie. No ku
        > rczę - chciałoby się, zeby wreszcie zjadło coś porządnego - nawet jeśli protest
        > uje.

        Ten pan chce by córka zjadła łososia w warzywach bo uważa, że to czym dziecko jest żywione jest złe. Kupił łososia, warzywa i zaniósł do domu ex by matka/babcia to ugotowały. A powinien ugotowac sam i dziecku podać. Musi zrozumieć, że ciężar wychowania dziecka przykładem spoczywa też na nim. Bo samo się nie zrobi. Skupianie się na swoich żalach do teściowej tego problemu nie rozwiąże ale pogłębi.
        • fikcyjne-konto Re: mała rzecz 19.11.10, 10:11
          I jeszcze pytanie od kogo się o wymianie ksiązki dowiedział, jak na to zareagował. Czy rozmawiał o tym problemie spokojnie z matką dziecka- twierdzisz, że kobieta ma podobny gust jak on.
          • nangaparbat3 Re: mała rzecz 19.11.10, 13:08
            A niby dlaczego ma rozmawiać z matką? Czy matka jest odpowiedzialna za czyny swojej matki?
            A z babcią raczej nie ma kontaktu.
            Nie sądzę też, żeby w jakikolwiek sposób naruszający autorytet babci komentował to przy córce. To nie w jego stylu.
            A że mnie się wyżalił, to chyba od tego (też) są przyjaciele, nie?
            • fikcyjne-konto Re: mała rzecz 19.11.10, 13:20
              > A niby dlaczego ma rozmawiać z matką?

              Ano dlatego, że on jest ojcem a matka jest matką i mają wspólne dziecko ktore mają wspólnie wychować. Mogą oddać babci przywództwo w wychowywaniu ich dziecka ale to będzie ich własny wybór i niech potem nie płaczą, że babcia podważa przy dziecku ich decyzje.
        • sonia_30 Re: mała rzecz 19.11.10, 10:14
          " Nie masz pełnych danych do tego tematu..."
          Podobnie jak Ty nie masz, co nie przeszkadza Ci czytać pomiędzy wierszami i wypisywać nieistniejące historie. Różnica pomiędzy łososiem a książką jest taka, że książkę można konsumować wielokrotnie. Jeśli ją dziecku kupił, to chciał by ją miała ma wyciągnięcie ręki, a nie tylko u niego w domu.
        • nangaparbat3 Re: mała rzecz 19.11.10, 13:05
          Dobry masz nick - Fikcyjne konto - bo masz wyjątkową łatwość tworzenia fikcji. No Wielki Brat się znalazł, czy raczej Wielka Siostra.
          Akurat ten pan czynnie uczestniczy w wychowaniu dzieci, nie mam cienia wątpliwości, ze jest w czołówce rozwiedzionych ojców. Tym bardziej że matka dzieci nie tylko mu tego nie utrudnia, ale wręcz wymaga.
          Wg mnie (a jednak mam wiekszą wiedzę niż Ty, prawda?) on się dowiedział o wymienieniu książki właśnie wtedy, gdy chciał ją z córką poczytać.
          • fikcyjne-konto Re: mała rzecz 19.11.10, 13:25
            Jeśli masz gotowe odpowiedzi i ugruntowane zdanie na to, że to pan jest super i tylko jakoś nie wiadomo czemu córka nie chce zatrzymac od niego książek tylko pozwala babci odnieść je do sklepu, to po co przychodzisz na forum z tym pytaniem? Poujeżdżać na złą babcię? Gdyby przekonał córkę do tego, że książka jest fajna i od ukochanego tatusia czyli wyjątkowo cenna to dziecko by żadnej babci ani innej osobie nie dało jej palcem tknąć, taki wrzask by podniosło i ryczało póki książki by z powrotem nie miało.
            • nangaparbat3 Re: mała rzecz 19.11.10, 13:41
              A jak mam zdanie to już nie mogę być ciekawa innych? Zauważ, że nie ciskam się na tych, co mają inną opinię niż ja - ale na Ciebie, bo budujesz cały wielki fikcyjny świat, bez podstaw, bez świadomości, że to Twoje fantazje jedynie. W necie to nie jest wielki kłopot, ale w realu to się nazywa urojenia.
              • pacio Re: mała rzecz 19.11.10, 13:49
                i 82 dwa posty wink
                Jest czas na książeczkę jaką sobie córka wybierze, jest czas na książeczkę wybraną przez ojca. A jak babcia wie lepiej to niech zawalczy o prawa opieki nad dzieckiem a nie podważa decyzje ojca.
                • fikcyjne-konto Re: mała rzecz 19.11.10, 13:57
                  A któż babci dał to prawo do decydowania jak nie rodzice tego dziecka ?? smile)))
                  Ale wyżej Nangaparbat się oburza, żeby ojciec miał z matką dziecka o tym problemie rozmawiać i wspólny front ustalić. Bo i po co. Lepiej za plecami gadać jaka zła teściowa i nic z tym nie robić. Widać tak wygodniej.
                  • nangaparbat3 Re: mała rzecz 19.11.10, 14:03
                    Ja nie znoszę takich trójkątów - wstawiała mnie w nie kiedyś babcia i uważam, ze to jedna z paskudniejszych metod manipulacji: Powiedz mamie, że. Albo: Twoja mama zachowała się nie fair. Piekne: wytłumacz mamie, że nie powinna. Ja takie teksty słyszałam kierowane do mnie i nikomu ich polecać nie będę. .
                    To jest sprawa miedzy zięciem za teściową i jeśli już, to oni powinni to między sobą załatwić, a nie obciążać nią matkę.
                    • fikcyjne-konto Re: mała rzecz 19.11.10, 14:21
                      1. Nie do tego namawiam. Rodzice powinni trzymac wspólny front w wychowaniu dziecka. Mają niby podobne gusta, niby się oboje dobrze dzieckiem zajmują. To skąd tam tyle decyzyjności babci? KTO jej dał prawo do decydowania o rodzaju książek dla dzeicka jeśli nie matka i ojciec tego dziecka dotychczasowym zachowaniem? Gdyby matka z ojcem mieli lepszy kontakt to by oboje wiedzieli, że dziecko ma za dużo różoplastiku i pora wprowadzac literaturę wyższych lotów, uzgodnili by to bo wizja wychowawcza by była spólna. Wtedy babcia i nawet jej umyślne złośliwości automatycznie ą marginizowane i zanikają bo stają się bezowocne.
                      Czym innym jest praca z exżoną by zbudować silny system "rodzice mają decydujący głos w sprawie dziecka, konsultujmy sprawy my dwoje"(jesli żona mieszka z teściową to duża częśc problemu i przyzwolenia jest generowana miądzy nimi), a czym innym gówniarskie skarżenie exżonie na niedobrą teściową.

                      2. Gdyby moja matka wtrącała się w prezenty, które moje dziecko dostaje od swojego ojca(nawet te byle jakie) to moja reakcja by była natychmiastowa i wskazana granica. To są rzeczy dziecka i od decydowania są rodzice. Ale moi rodzice w życiu by się do czegoś takiego nie posunęli.

                      3. Facet żre się z teściową. Czy żre się też z exżoną i najważniejsza w ich trójkącie + dziecko zawsze będzie babcia?
                      • nangaparbat3 Re: mała rzecz 19.11.10, 14:44
                        1. > 1. Nie do tego namawiam. Rodzice powinni trzymac wspólny front w wychowaniu dzi
                        > ecka.
                        Wychowanie to nie wojna.
                        Wolę, żeby rodzice umieli rożnić się pieknie, i przy różnicach traktować się nawzajem z szacunkiem.
                        Ale obie rzeczy w ogóle są trudne, a po rozwodzie zwłaszcza.
                        > 2. Gdyby moja matka wtrącała się w prezenty, które moje dziecko dostaje od swoj
                        > ego ojca(nawet te byle jakie) to moja reakcja by była natychmiastowa i wskaza
                        > na granica. To są rzeczy dziecka i od decydowania są rodzice. Ale moi rodzice
                        > w życiu by się do czegoś takiego nie posunęli.
                        >
                        Moi też by tego nie zrobili.
                        Nie wiem, czy matka dziecka wie, co się stało, nie mam pojęcia, czy zareagowała.
                        Nie wykluczam, ale przecież mieszać się w to ani chcę, ani powinnam, ani mogę.
                        3.
                        Nie wiem.
              • fikcyjne-konto Re: mała rzecz 19.11.10, 13:50
                Pan kolega przyszedł ci się poskarżyć na złą teściową więc ulżyłas sobie na forum od początku mając wizję, że pan jest fajny(bo kolega) a babcia beznadziejna. Nie wiesz jak ta sytuacja wyglądała od strony ex i teściowej i dziecka i dlaczego właściwie do niej doszło. Nic nie wiesz oprócz tego co ci rozżalony pan w rękaw wypłakał. Więc winę szybko przydzieliłaś, winnych i niewinnych wskazałaś. Tylko dlatego, że to kolega. Nie dziewię się bo to popularny schemat, ale zwracam uwagę że o przyczynach tej sytuacji KAŻDY tu fantazjuje, z twoją, stronniczą bo po znajomości fantazją na czele.
                • nangaparbat3 Re: mała rzecz 19.11.10, 13:56
                  Gazeta?
                  • fikcyjne-konto Re: mała rzecz 19.11.10, 13:59
                    Paranoja?
                    • nangaparbat3 Re: mała rzecz 19.11.10, 14:04
                      Nie, podobieństwo stylu.
                      • fikcyjne-konto Re: mała rzecz 19.11.10, 14:22
                        A może obsesja i za dużo wirtualnego życia i polowań na czarownice?
                        • nangaparbat3 Re: mała rzecz 19.11.10, 14:45
                          Ja akurat nie liczę ludziom nicków, są lepsi (lepsze) w te klocki.
                          • alinawk Re: mała rzecz 19.11.10, 15:01
                            > Ja akurat nie liczę ludziom nicków

                            No właśnie zaczęłaś smile Przykład powyżej.
                            • jarkoni Re: mała rzecz 19.11.10, 15:12
                              Może mam i ja z racji gorączki obsesję, ale zapachniało stylem Gazety...
                              • fikcyjne-konto Re: mała rzecz 19.11.10, 15:19
                                Nie liczcie na to, że będę latac po forach i sprawdzać co wam takiego strasznego Gazeta zrobiła, że z wypiekami śledzicie jej prawdopodobne ślady w każdym nicku. To w końcu wasz problem a nie mój, lubicie takie paranoje to w nich tkwijcie smilesmile))
                                • nangaparbat3 Re: mała rzecz 19.11.10, 15:23
                                  Mnie nic nie zrobił (bo to raczej on), sądzę, że Jarkoniemu podobnie. Zapachniało stylem - i tyle.
                                  • fikcyjne-konto Re: mała rzecz 19.11.10, 15:35
                                    > - i tyle.

                                    I to bardzo istotne dla tego wątku. Tak?
                                    A moze bardziej dla zdyskredytowania rozmówcy.
                                  • akne57 Re: mała rzecz 20.11.10, 14:47
                                    nangaparbat3 napisała:

                                    > Zapachnia
                                    > ło stylem - i tyle.

                                    Oj tak smile.
                            • nangaparbat3 Re: mała rzecz 19.11.10, 15:19
                              alinawk napisała:


                              >
                              > No właśnie zaczęłaś smile
                              Raczej się zderzyłam sad
                              >
                              • to.ja.kas Re: mała rzecz 19.11.10, 21:40
                                Tradycyjnie odwrócę sytuację...
                                Kupujecie dziecku zabawkę, taka jak uważacie iż powinna mieć. Młode idzie do taty a po weekendzie wraca z inną ale bez tej od was.
                                Pytasz sie gdzie jest zabawka i dowiadujesz sie, ze mała powiedziała, ze wolałaby inną wasza eks teściowa poszła do sklepu, oddała wasza a kupiła w to miejsce inną.
                                I nie wierzę, że szlag was nie trafi smile)))

                                Jest coś takiego jak SZACUNEK do roli rodzica i nie rusza sie czegoś za co samemu sie nie zapłaciło ani grosza. Żal było babci wnuczki, ze nie ma Disneya? Mogła iść i kupić. Od tego za co nie zapłaciła powinna sie trzymac z daleka. I tyle.

                                Poza tym mnie uczono, że prezentów, zwłaszcza książek sie nie zwraca, nie wyrzuca i nie okazuje niezadowolenia z podarku. Nawet w szkole. Chyba w takiej książce o Bułeczce i zezowatym koniku dla kuzynki....tongue_out
                                • zmeczona100 Re: mała rzecz 19.11.10, 23:43
                                  to.ja.kas napisała:


                                  >
                                  > Poza tym mnie uczono, że prezentów, zwłaszcza książek sie nie zwraca, nie wyrzu
                                  > ca i nie okazuje niezadowolenia z podarku.

                                  Młode dziewczynki uczono "od maleńkości", że mają być strażniczkami ogniska domowego, że mężczyźni czasami maja panie na boku, ale to nic wielkiego, no i jak sobie wypiją, to świadczy tylko o tym, że są prawdziwymi facetami.

                                  Chłopców z kolei uczono, że nie wypada im się mazgaić jak baby, bo prawdziwy mężczyzna nie płacze.

                                  Kas, dlaczego nie mamy prawa czuć tego, że prezent jest nietrafiony? Dorośli umieją udawać w tej kwestii doskonale; dzieci- nie, bo z natury są po prostu szczere. Dlaczego mamy uczyć dzieci, że to, co czują, nie jest dobre i że należy udawać (kłamać)? Przecież my wszyscy mamy prawo do naszych uczuć, a uczucia są niezależne od nas.

                                  Dziecko ma skłamać, żeby ojciec czuł się dobrze? Naprawdę o to chodzi? A dlaczego to ojciec ma do tego prawo, a dziecko nie?
                                  • to.ja.kas Re: mała rzecz 19.11.10, 23:59
                                    Ano dlatego, że poza moimi własnymi uczuciami liczą się tez uczucia innych. Dlatego jak ktoś mi bliski sprawia prezent to nawet jeśli nie skaczę radości, ba nawet jak podoba mi się naprawdę srednio i nawet jak jest mało przydatny to sprawia mi to WIELKĄ radość. Bo prezent to nie tylko zysk w postaci tego, że przybywa nam coś, prezent to też specjalna chwila kiedy ktoś mówi przez to - mam coś dla ciebie. Albo - chce sie z tobą podzielić kawąłkiem mojego świata i uczuć. Albo - jesteś dla mnie wazna. Albo - chcę byś zrozumiała dlaczego to mi się tak podoba...id itp.
                                    DLATEGO prezentu ie określa się TYLKO przez pryzma wartości i przydatnosci. I dlatego moja mama ma jakies zupełnie nieprzydatne pierdoły które kupowałam lub smarowałam jako dziecko, dlatego u mnie w domu znajdziesz pewne koszmarki - tanie, nieprzydatne i może nawet w złym guście....ale są WAŻNE bo od ważnych osób.

                                    Nie chciałabym nigdy miec zobowiązania do obdarowania ciebie czy twojego dziecka. Naprawdę.

                                    Poza tym podkreślę, wytłuszczę i napiszę wielkimi literami jeszcze raz skoro nie zrozumiałas za pierwszym razem:
                                    JEŚLI BABCI BYŁO ZAL, ZE DZIECIE NIE MA KSIAZECZKI DISNEYA MOGŁA ISC I JA KUPIC A NIE ROZPORZADZAC SIE CZYMS ZA CO NIE ZAPŁACIŁA. NIE MIAŁA DO TEGO PRAWA. MIAŁA PRAWO USZCZESLIWIC WNUCZKE PREZENTEM OD SIEBIE - DLA ODMIANY TAKIM JAKIM WG NIEJ BYŁ LEPSZY. CZAISZ?

                                    Masz okropną manierę cytowania całego postu a i tak odniesiesz sie tylko do tej czesci która jest dla Ciebie wygodna.
                                    • zmeczona100 Re: mała rzecz 20.11.10, 00:11

                                      Kas, ja cytuje całe posty?? No proszę Cię...

                                      Zobowiązanie do obradowania kogokolwiek?? Kas, uważasz, że taki obowiązek w ogóle istnieje?? Ja uważam, że obdarowywać to cudna rzecz- o ile wiesz, z czego obdarowany autentycznie się ucieszy, a nie będzie to wymuszone "bo tak wypada".

                                      Podziwiam, że wiesz, jaką motywacją kierowała się babcia, wymieniając książeczkę.
                                      • nangaparbat3 Re: mała rzecz 20.11.10, 00:36
                                        Czasem nie wiesz, z czego obdarowany sie ucieszy. Internet jest pełnen kretyńskich wątków: jaki prezent dla pięciolatka? JAki prezent dla sześciolatki? Jaki prezent na trzydzieste urodziny?
                                        Etc.
                                        CZasem coś widzisz i wiesz, że to jest dla kogoś. Mam tak za każdym razem, kiedy widze płytę/książkę Cohena albo Wysockiego - chcę wejść i kupić koleżance, która od 30 lat nie żyje. Najpierw jest impuls: to dla Hani - a potem mysl: przecież jej nie ma.
                                        Ale czasem coś dajesz - i pudło. Jedna z moich przyjaciółek wygarnęła mi kiedyś, że dostała ode mnie prezent z Taniej KSiążki - fakt. To była jedna z najlepszych polskich powojennych pozycji, właśnie ją odkryłam i byłam szczęsliwa, że mogę się nią z przyjaciółką podzielić - a tu niewypał i obraza. To zreszta była szczególna historia - ta pani ma gust literacki jak najlepszy, ale przeniosła cenę (niewysoką, fakt, choć też ja byłam na wychowawczym, a wtedy -mąż startował w zawodzie, i przędliśmy wyjątkowo cienko).
                                        Wreszcie zadrza się, że musimy cos podarować, bo zbliża się okazja - a nie mamy pojecia co.Można spytać, można ryzykować.
                                        W mojej rodzinie panuje zasada przywołana przez KAs - i robienie prezentów sprawia mi przyjemność, ewentualnym pudłem się specjalnie nie przejmuję. Myśl, że nie wstrzelę się w upodobania czy potrzeby obdarowywanego nie paraliżuje mnie - a na przykład exa paraliżowała, bo w jego rodzinie zasada nie obowiązywała.
                                        Wreszcie na koniec: obdarowywanie jest jednym z najbardziej podstawowych zachowań społecznych. Dostałam kiedys od chłopaka kawałek papieru oddartego z plakatu wiszącego na słupie, mały chłopczyk podszedł kiedys do mojej dwuletniej wtedy córki i wręczył jej podniesiony z trawnika kamyk - i ona była szczesliwa, miała dwa lata i rozumiała, czy raczej odbierała znaczenie symboliczne daru.
                                        Dziwię sie i szczerze mówiąc troche martwię, że to znaczenie symboliczne często chyba umyka.
                                        Wracając do konkretnej sytuacji - ta książka nie była prezentem sensu stricto - była po prostu
                                        przedmiotem kupionym dziecku przez ojca, ojciec chciał, życzył sobie, żeby dziecko cos takiego miało. Mało tego - w jakims sensie kupił ją dla siebie, żeby ją z dzieckiem czytać. I tutaj rację ma Mania - wymieniając książkę babcia wypowiedziała się przeciw autorytetowi taty.
                                        • to.ja.kas Re: mała rzecz 20.11.10, 01:49
                                          ja ciągle uważam, że babcia nie miała prawa dysponowac czymś co nie było jej.
                                          Proste.
                                          Miała prawo obdarować wnuczkę - nie ujmuje tego prawa babci, sama mam mame która rozpieszcza moją młodą niemożebnie.
                                        • zmeczona100 Re: mała rzecz 20.11.10, 13:47
                                          nangaparbat3 napisała:

                                          > W mojej rodzinie panuje zasada przywołana przez KAs - i robienie prezentów spra
                                          > wia mi przyjemność, ewentualnym pudłem się specjalnie nie przejmuję.

                                          No zaraz, ale ja chyba nie pisałam nigdzie o tym, że robienie prezentów komuś nie jest przyjemnością?? Przecież cały "problem" z prezentami to ten, aby poznać osobe, którą chcesz obdarować, bo wtedy wiesz, z czego sie ucieszy- jak z wspomniana przez Ciebie Hanią.

                                          W świcie dorosłych jest łatwiej- nie dostałas trafionego prezentu, to trudno- na pewno z tego powodu wyrzutów czynic nie będziesz, bo jesteś dorosła i panujesz nad emocjami. Ale dziecko to inna para kaloszy.

                                          W opisywanej w wątku sytuacji mogło dojśc po jakims czasie choćby do takiego dialogu między ojcem a dziewczynką:

                                          - I jak- podoba Ci się książeczka?
                                          - No taaak...
                                          - A co ci się najbardziej podobało?
                                          - No... wszystko...
                                          - Co tak dziwnie odpowiadasz? Podoba Ci się w ogóle ta książeczka, czy nie?
                                          - Taka sobie, ale babcia mi mówiła, żeby ci nie mówic o tym, bo ja wolałam tamtą.

                                          Dalej nie wiadomo, czym sie kierowała babcia, wymieniając książkę- dla mnie jest to akurat kwestia podstawowa. Czy zrobiła na złość ojcu, czy chciała uszczęsliwić małą (wg mnie najmniej prawdopodobne), czy wreszcie tym, że szkoda, aby zajmowała pólke, bo dziecko i tak by jej nie używało (przyszłość nie jest znana- także zainteresowania dziecka), czy może jakies inne powody.

                                          Jeśli ojciec sobie życzył, aby mała miała tę książkę, to ciśnie mi się na usta pytanie- dlaczego? Bo może w przyszłości jej się spodoba? Jeśli tak, to wtedy bym jej kupiła.
                                          • nangaparbat3 Re: mała rzecz 20.11.10, 14:43
                                            Chyba niejasno napisałam: chodziło mi o to, że w mojej rodzinie cieszymy się z faktu bycia obdarowanym/obdarowaną, a wartość uzytkowa czy estetyczna czy wreszcie cena prezentu ma znaczenie drugorzędne, może zwiększyć zadowolenie, które i tak jest, choc z nietrafionego prezentu zapewne mniejsze. Nie trzeba niczego udawać.

                                            No a babcia, chcąc uszczęsliwiać wnuczkę, może przecież kupić jej jeszcze dziesięć książeczek disneyowskich, stać ją na to - nie musi w tym celu wyprowadzać z domu ksiązki kupionej przez tatę.
                                      • to.ja.kas Re: mała rzecz 20.11.10, 01:52
                                        Zmęczona - ja nie pisze o motywacji babci, ja pisze o jej czynie.
                                        Wytłusciłam, podkresliłam, wielkimi literami napisałam, a Ty jak nie rozumiesz tak nie rozumiesz. prosciej nie potrafie, sprawdziłam na mojej Młodej czy zrozumiała o co mi biega....pojęła. Więc chyba po chińsku nie napisałam.

                                        Babcia za książkę NIE PŁACIŁA, wiec nie miała prawa jej ruszyc, mogła kupić dziecku ksiazke jaka chce od siebie.
                                        Nie wiem jak Ci wytłumaczyc to prosciej byś pojęła....Dla mnie koniec dyskusji, bo dalej bedzie po prostu jałowa. O tym, że nie cenisz daru a jego wartość to już wiem.

                                        Dobranoc.
                                        • zmeczona100 Re: mała rzecz 20.11.10, 14:32
                                          to.ja.kas napisała:

                                          > Zmęczona - ja nie pisze o motywacji babci, ja pisze o jej czynie.

                                          Przecież widzę, tylko nie rozumiesz, że do oceny czynu potrzebuję znać motywy działania babci- dla mnie ma znaczenie przy tej ocenie, czy babcia chciała zrobić na złość tacie, czy poprosiła ja o to dziewczynka. Trudno mi przyjąć, że babcia sama wyszła z taką inicjatywą, a nie zaczęło się od tego, że dziecko wyraziło niezadowolenie z zakupu tej konkretnej książeczki, chociaż tato wiedział, że podobała jej się inna.

                                          > Wytłusciłam, podkresliłam, wielkimi literami napisałam, a Ty jak nie rozumiesz
                                          > tak nie rozumiesz.

                                          No trudno. Tępa jestem i nic na to nie poradzisz.


                                          > Nie wiem jak Ci wytłumaczyc to prosciej byś pojęła....

                                          Nie tłumacz, bo wychodzimy od innego problemu.

                                          Dla mnie koniec dyskusji,
                                          > bo dalej bedzie po prostu jałowa.

                                          Pełna zgoda

                                          O tym, że nie cenisz daru a jego wartość to
                                          > już wiem.

                                          Skąd ten wniosek?

                                          kas, zdaję sobie sprawę, że w wielu kwestiach bardzo odstaję od pewnych utartych schematów. Ani mnie to ziebi, ani grzeje. Pisałam tu kiedyś np. o tym, że wywaliłabym za drzwi faceta, który przytargałby dla mnie wielki bukiet kwiatów- jeśli byłby to początek znajomości to dlatego, że nie widzę powodu, aby być obdarowana w ten sposób (nie o takie wrażenie mi chodzi), a jeśli po dłuższej znajomości- ze względu na to, że byłoby to niezgodne z moimi oczekiwaniami i potrzebami (kocham kwiaty, ale pojedyncze tongue_out A do tego z jakiejś szczególnej okazji).

                                          Nie tak dawno na imieniny znajoma przyniosła mi 2 cidery. Ktoś z boku popukałby sie w czoło. A mnie prezencik bardzo uszczęśliwił, bo bardzo przeżywałam to, że zupełnie zapomniałam o przywiezieniu go z Wysp, aby go wypróbować własnie w jej towarzystwie. Pewnie, że mogłam sobie kupić na miejscu, ale to nie byłoby TO. No to mnie zaskoczyła bardzo, bo dawno o tym moim zapominalstwie przestałam ględzic. A tu proszę- ktoś z jej znajomych wybywał na konferencję w Londynie, więc poprosiła o cidera.

                                          Parę lat temu, po pewnym leczeniu, miałam fatalne wyniki i kiepskie samopoczucie, więc lekarz kazał mi łykac jakies witaminki. Dostałam wtedy od siostry... Geriavit Pharmaton smile Siostra znała mój antypatyczny stosunek do wszelkiej maści suplementów, zestawów witamin i - ogólnie- cudownych wynalazków tego typu, więc miała podstawy podejrzewać, że pewnie sama sobie nic takiego nie kupię. A geriavit kupiła, bo akurat on wtedy miał najlepsze opinie, jeśli chodzi o wchłanialność witamin smile Mój mąż obraziłby się śmiertelnie, gdyby jemu ktoś to podarował smile

                                          Kiedyś, od znajomych, którzy cały miesiąc spędzili w Meksyku, dostałam przepiękny przewodnik po Mexico City. Mój mąż tylko skwitował- Po co ci to, przecież i tak tam nie pojedziesz. No nie pojadę. Tyle tylko, że przewodniki (państw, miast) to genialny pomysł na prezent dla mnie. Mam ich do tej pory kilkanascie, większośc dostałam od tych, którzy zwiedzali tamte miejsca i chociaż najprawdopodobniej nie odwiedzę nawet 1/4 tych miejsc, to nie znaczy, że są dla mnie bezużyteczne- wręcz przeciwnie, bo nie czytam Coelho czy Grocholi, za to wiele godzin potrafię spędzać, studiując te właśnie przewodniki (kopalnia wiedzy smile )

                                          Uwielbiam wszelkiego rodzaju i koloru apaszki, płyty zespołów z lat 80-tych, magnesy na lodówkę (byleby nie made in China wink ) Prezent nie musi byc orginalny, aby był tym wymarzonym wink


                                          PS No i vajecne likiery od południowych sąsiadów !!!

                                          big_grin
      • satelitka1 Re: mała rzecz 20.11.10, 20:24
        nangaparbat3 napisała:

        > Tak jeszcze myślę o aspekcie estetyczno-decyzyjnym.
        > Że dla tego konkretnego pana ograniczanie dziecka do książeczek typu disneyowsk
        > iego to jak dla w miarę przytomnej matki żywienie go stałe w McDonaldzie. No ku
        > rczę - chciałoby się, zeby wreszcie zjadło coś porządnego - nawet jeśli protest
        > uje.
        >
        Zgodzę się w 100% wink ale nawet gdy chcemy dziecko właściwie odżywiać - nie wpychamy mu do gardła wartościowych produktów wink perswadujemy, namawiamy, pokazujemy, że coś innego też może smakować wink sama jako dziecko siedziałam kiedyś 3 godziny przy stole kuchennym (bo tato z żelazną konsekwencją chciał mnie przekonać do jedzenia właściwych produktów wink i nic z tego nie wyszło. Na wszystko przyjdzie właściwy czas... pozdrawiam
Pełna wersja