Pieniądze a miłość:D

28.02.11, 14:29
Nie będę przepraszać za to co zaraz napiszę ale czytam to forum od jakiegoś czasu, od jakiego to łatwo można się domyślećbig_grin
Dziwi mnie jedna rzecz, dlaczego często kobiety w trakcie rozwodu zostają na lodzie...bez mieszkania, bez godziwych zarobków, bez perspektyw na dobre życie po.
Nie piszcie mi proszę o stereotypach pt: matka polka wychowująca dzieci, mąż zarabający na rodzinę itp itd. Dlaczego tak wiele kobiet pozwoliło sobie na takie coś? Ja rozumiem, ze wychowanie dzieci wymaga poświęceń, czasu itd ale można mieć równoległe życie zawodowe, realizując się gdzieś poza tym domem, rodziną i niańczeniem dzieci i mężów.
Czytam i czytam i okazuje się, że dramatem rozwodu nie jest brak partnera tylko pogorszenie sytuacji materialnej kobiety (bo już nie żony) z dziećmi.
Trzeba mieć dużo optymizmu i ślepej - tak tak ślepej wiary w ludzi, żeby pozwolić sobie na uzależnienie finansowe od kogokolwiek.
Ja sobie tego nie wyobrażam.
    • pandora81 Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 14:50
      Ja nie pracowałam od urodzenia dziecka, bo moje dziecko nie nadawało się do przedszkola, próbowałam posłać, ale lekarze kazali zabrać. Byłam kilka razy w ciąży i traciłam dzieci. Teraz dorabiam w domu, jak dzieci śpią. Starszy od września w szkole będzie, młodszy w przedszkolu (dla maluchów od 1,5 roku) a ja w końcu mogę iść do normalnej pracy big_grin Skaczę do góry z radości. Nie zawsze można choć się chce. Ja mało fisia nie dostałam od siedzenia w domu i uzależnienia finansowego.
    • zmeczona100 Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 14:50

      Dla niektórych małżeństwo jest na zawsze, a praca domowa ma taki sam wymiar, jak praca za pieniądze- to słowa paru mężczyzn mojego otoczenia, którzy od 14-41 lat tworzą szczęśliwe związki małżeńskie. Mało tego- ci mężczyźni mimo ciężkiej harówy, aby utrzymać rodzinę, biorą udział w wychowaniu dzieci, bo wiedzą, że w zdecydowanej większości wychowanie dzieci to nie czysta przyjemność ochy i achy, ale po prostu pańszczyzna. No i wiedzą, że praca przy wychowywaniu dzieci to po prostu relaks. Ale ktoś to musi robić, aby wychować pokolenie, które potrafi odczuwać.

      pozwo
      > lić sobie na uzależnienie finansowe od kogokolwiek.

      Przemoc finansowa może dotyczyć kobiet pracujących, które muszą się przed mężem rozliczać z każdej wydanej złotówki.
      Np. moja bratowa nie pracuje, ale nie narzeka na przemoc finansową; ma dostęp do konta, własną kartę i może sobie kupić co tylko chce. Tyle tylko, że między nimi jest zaufanie i szacunek.
      • zmeczona100 Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 15:07
        No i wiedzą, że praca zawodowa przy wychowywaniu dzieci
        > to po prostu relaks.
    • tautschinsky Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 14:54
      pampleluna napisała:

      > Trzeba mieć dużo optymizmu i ślepej - tak tak ślepej wiary w ludzi, żeby pozwo
      > lić sobie na uzależnienie finansowe od kogokolwiek.



      Optymizm poparty obserwacjami sióstr, koleżanek, które nie hańbią
      się pracą a żyją sobie całkiem, całkiem. Nie każda wygrywa los na loterii,
      i nie każda z tych wygrywających trafia szóstkę. Przykład: on - robociarz,
      pracujący po 12 h na dobę, ona - matka-polka, jedno dziecko w wieku
      9 lat. Jej wykształcenie: sprzedawczyni. I ma teraz wybór: siedzę z kawą
      w łapię, robię jakiś obiad albo zamawiam pizzę albo robię jakiś obiad lub
      zamawiam pizzę, ale do tego wstaję codziennie rano o 5.00 czy 6.00 i
      wlokę się, mróz czy śnieg - do pracy za 800 zeta na rękę. Czasami tak się
      jej nudzi, koleżanki nie zawsze mają czas wpaść do niej, że sobie myśli:
      a co mi tam, czasami fajnie byłoby pobyć między ludźmi, i zarobić trochę
      własnego grosza. Wybija godzina dwunasta w południe, hmmm.... może
      wstanę.... - przeciąga się. Około drugiej wchodzi do miejscowego spożywczego i widzi zasuwające od wielu godzin swoje koleżanki po fachu. I sobie myśli: za nic! Chyba jakaś mara na nią padła podczas tego przedpołudniowego snu, brrrrrrrrr! Misia po pracy tego dnia poklepie i poczęstuje jakimś komplementem, że ma taaakiego mężczyznę i kiedy nie będzie widział złośliwie uśmiechnie się pod nosem. Tylko frajerki pracują big_grin
    • altz Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 15:19
      Ja zostałem na lodzie. Jak się pobieraliśmy zostawiłem mieszkanie służbowe, chociaż nadal tam pracuję, gdzie pracowałem. Do tego momentu już bym miał wykupione na własność.
      Po rozwodzie straciłem "wspólne" mieszkanie, pieniądze mam marne, nic za to się nie kupi, straciłem dzieci i pracę, mam alimenty. Czyli zostało mi zaczynanie wszystkiego od zera.
      Co ciekawe, żona uważa się za pokrzywdzoną, a jest w zupełnie dobrej sytuacji. smile
      Mój błąd, nie trzeba traktować wszystkiego, co powie kobieta, na serio.
      • tully.makker To zdecyduj sie, czy masz prace, czy nie: 28.02.11, 16:10
        Ja zostałem na lodzie. Jak się pobieraliśmy zostawiłem mieszkanie służbowe, cho
        > ciaż nadal tam pracuję, gdzie pracowałem.
        Do tego momentu już bym miał wykupion
        > e na własność.
        > Po rozwodzie straciłem "wspólne" mieszkanie, pieniądze mam marne, nic za to się
        > nie kupi, straciłem dzieci i pracę, mam alimenty. Czyli zostało mi zaczynanie
        > wszystkiego od zera.
        • ro35 pani porucznik Colombo 28.02.11, 17:17
          mało ważne w tym temacie,
          a dlaczego zostają na lodzie ?
          - postawa roszczeniowa typu "bo mi się należy" nie dopuszcza do zwojów myślowych fakt np. podziału majątku po rozwodzie, przecież koleżanki powiedziały, że wystarczy wykopać misia i będzie miło... suspicious
        • tautschinsky Re: To zdecyduj sie, czy masz prace, czy nie: 28.02.11, 17:18
          tully.makker napisała:

          > Ja zostałem na lodzie. Jak się pobieraliśmy zostawiłem mieszkanie służbowe, [b
          > ]cho
          > > ciaż nadal tam pracuję, gdzie pracowałem.[/b]



          Jasno napisał, że pracuję w tym samym miejscu, z którego
          przydzielono mu służbowe mieszkanie, a on, głupi (bez obrazy! smile)
          scedował je na rzecz ex czyli zrzekł się konkretnej korzyści płynącej
          z pracy na korzyść wroga (co by nie pisać, tak to właśnie jest).

          Najpierw tworzy się spółkę cywilną na różnych warunkach, teoretycznie
          na równych. W rzeczywistości różnie to bywa. Bo co to za równość,
          skoro on zasuwa jak wół po naście godzin, a ona pasie się w domu?
          A gdy przychodzi do rozwodu rzeczą: dzielimy teraz spółkę na pół! big_grin
          I gdy dochodzi do tego podziału, trzeba mieć świadomość, iż dobre
          czasy mamy dawno już za sobą. Do rozwodu dochodzi nie przecież
          dlatego, że spółka ma się dobrze, jest wręcz przeciwnie. Każdy z uczestników spółki, zwanej małżeństwem, będzie chciało ugrać jak najwięcej. Są tacy, którzy na przyszłość nie baczą i myślą - jakoś to będzie. A zwykle nie jest. I zazwyczaj pozostają jeszcze zobowiązania mimo iż spółeczka dawno przestała istnieć. Mówią, że trzeba kredytować czyjś żywot. Zwykle jest to mniejsze od nas i stanowi biologiczną część jego i jej. Niekiedy jednak ex partner, a raczej należałoby powiedzieć ex partnerka nadal chce żyć na twój koszt mimo rozwiązanej spółki big_grin albo formalnie otrzymywać wsparcie na utrzymanie biologizmu , który to ma nadal hodować, a który sądownie jej powierzono, ale żeby to się opłacało (bo miłość miłością, lecz nie da się nią wyżywić, nawet jeśli to miłość matki do dziecka), trzeba tyle utargować comiesięcznego haraczu, by już samej nie trudzić się zdobywaniem jadła dla siebie.



        • altz Re: To zdecyduj sie, czy masz prace, czy nie: 28.02.11, 17:58
          Jestem jeszcze na urlopie, to cała zagadka, a po urlopie na bruk.
          • szizumami Re: altz 28.02.11, 23:05
            jezu ..a jak ci niezle dowaliłam w innym miejscu--to ,tam to ŻART
            nie przejmuj sie
            na pewno dsz sobie rade

            • altz Re: altz 01.03.11, 08:19
              Sytuacja jest na tyle skomplikowana, że już nie mam siły się denerwować "że coś nie wyjdzie", tylko się będę cieszył "że cokolwiek wyjdzie."
              Jest taki poziom niepowodzenia, że można się już tylko śmiać.
              A jakieś złośliwostki mnie nie ruszają, więc spokojnie.
              • tully.makker Re: altz 01.03.11, 09:38
                Dobra, to juz niech ci bedzie, dorabiaj na tych myszach. ;-P
      • noboru_terao Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 15:50
        Niestety musze sie zgodzic. Mam podobnie. Moja ex juz dlugo przed odejsciem wszystko szykowala. Odkladala sobie pieniadze, zrobila prawo jazdy, kazala sobie kupic samochod. Wynajela mieszkanie, odeszla, zostawila mnie z dnia na dzien z niczym. Zostalem bez ukochanej corki, z alimentami, z kredytem. Przezylem juz polowe swojego zycia (oby) i jestem na starcie, a czuje sie nawet jakby cofneli mnie o pare oczek od startu. Nie wiem skad te mity o tym ze kobieta odchodzi w niedoli i tula sie gdzies po przytulach a pan i wladca ociekajac w dobra bawi sie w najlepsze.
        Taki sam chyba jak i mit matki-polki i zdradzajacego chama przed sedzinami w polskich sadach.
        • zmeczona100 Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 16:42
          noboru_terao napisał:

          . Moja ex juz dlugo przed odejsciem wsz
          > ystko szykowala. Odkladala sobie pieniadze, zrobila prawo jazdy, kazala sobie k
          > upic samochod.

          A to k.rwa jedna. Przecież wszystko powinna zostawić.

          Nie wiem skad te mity o tym ze kobieta odchodzi w n
          > iedoli i tula sie gdzies po przytulach a pan i wladca ociekajac w dobra bawi si
          > e w najlepsze.

          Bo to są te kobiety, które w swej naiwności zastanawiają się np., czy mogą wziąć z konta pieniądze, bo planują rozwód, czy nie- no bo uczciwość itp. Albo te, od których odszedł pan i władca, pokazując na koniec na co go stać.

          Tak, NT, są kobiety, które umieją mysleć, analizować i przewidywać. Na Twoje nieszczęście jest wśród nich i Twoja ex.
    • tully.makker Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 16:14
      Mi matka wbila do glowy, ze kobieta musi byc samodzielna finasowo, i wzielam to sobie do serca. Pisalam nie raz o mojej babci, ktora przed wojna prowadzila donm, czyli zarzadzala niania i gosposia, a po smierci dziadka i zawaleniu sie kamienicy w Powstaniu zostala gola i bosa. Pisalam tez chyba o kolezance, ktorej maz po wypadku zostal roslina, a ona zostala bez zawodu i doswiadczenia, za to z dwojka dzieci i niepelnosprawnym do opieki.

      A poza tym uwazam, ze dzieci wychowuja oboje rodzice, i na szczescie za drugim razem zmadrzalam o tyle, ze wybralam mezczyzne, ktoremu nie uwlacza opieka nad wlasnym potomstwem, i ktory jest w pelni samoobslugowy pod innymi wzgledami.
    • mankatoja Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 19:10
      problem jak problem, tez wazny smile

      wg mnie nie ma schematu, sa rozne sytuacje, rozne gry malzenskie i ustalenia....a potem, jak zawsze, tego konsekwencje smile
      zasadniczo malzenstwo nie jest oparte na pieniadzach, prawda? no wiem, bywa roznie, tez to z czasem odczulam, ale o tym potem....

      w moim odczuciu bycie li tylko gospodynia domowa nie jest rozsadne z zadnego punktu widzenia, niekoniecznie wylacznie finansowego w przypadku rozwodu....
      bo kobieta ktora przyjmujee roli gosposi i zony w jednym rezyygnujac z wszystkiego innego z czasem jest nawet sama dla siebie nudna...
      tym bardziej jesli zamiast rownoczesnie utrzymywac kolezenskie znajomosci czy przyjaznie zamyka sie w swiecie rodziny....
      ba, potem ma pretensje i zale ze poswiecila wszystko dla domu, dzieci i meza....

      przeciez to nie tak ma byc, ze ktos cos poswieca dla innych, nie taka jest idea malzenstwa przeciez....
      w kazdym zwiazku trzeba ustalic - co, kto i jak. a przede wszystkim jak pewne zadania beda wpsolnie realizowane.
      obie storny musza miec czas na swoje hobby, kawe z kolezanka albo piwo z kumplem
      bo inaczej z czasem skocza sobie do oczu w pretensjach kto ile poswiecil !

      co kto dostanie potem , kiedy jednak zwiazek peknie tez powinno byc uczciwe....niektorzy zachowuja sie honorowo i oddaja wszystko zone/mezowi
      tylko mnie osobiscie rozowd nauczcl ze filantropia tego typu ma niemile konsekwencje bo apetyt eks malzonka rosnie z czasem i w moim przypadku skonczylo sie o tyle dobrze, ze juz po 5 latach rzucil prace na rzecz rozrywek i alkoholu upomnial sie o alimenty, a wiec po czasie ....
      jak to jest w powiedzonku : sa ludzie i parapety.....



      i jeszcze jedno - dzieci zas z tym z kim chca byc.....w koncu to dla ich dobra wybiera sie rodzica w mysl kodeksu
      ha,no wlasnie....
      • mayenna Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 20:46
        Jeśli ktoś jest nudny to będzie nim nawet mając niesamowicie ciekawą pracę zawodowa.Oprócz plotek o koleżankach nic z niej nie wyniesie.
        Moim zdaniem to jaki ktoś jest wynika z osobowości, a nie zawodu.
        • mankatoja Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 20:54
          zapewne bo nie tylko praca daje satysfakcje, ale siedzenie w domu calymi latami bez jakis alternatyw nikomu nie sluzy
          scieranie kurzy i robienie plackow zapewne moze byc ekscytujace ale z tego co wiem dla niewielu kobiet jest jedynym marzeniem
          kazda kobieta powinna cos robic dla siebie, realizowac sie w czyms wiecej niz prace domowe
          aktywnosc, bycie wsrod ludzi, to nic zlego a tylko moze pomoc zwiazkowi
          i samej kobiecie czuc sie potrzebna, atrakcyjna i niezalezna - tak , tak! bo to tez wazne !
          • mayenna Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 21:16
            Jak ktos ogranicza sie do roli robota to wszędzie będzie funkcjonował jak robot. Panie we wszelkich urzędach rozwijają sie plotkując, przeglądając prasę typu: Viva lub katalogi Avonu.
            Rozwijjanie sie, odnajdywannie ciekawych rzeczy w zyciu to kwestia ciekawości swiata, osobowości.
            Wychowanie człowieka jest 100 razy bardziej rozwijającym zajęciem niz księgowość smile Na dokładke kazdy człowiek wymaga innych metod, podejścia. Jak masz dwoje dzieci to jest to dopiero rozwojowe.
            Ale garkotłuk pozostanie nim nawet na posadzie ministra.
            • mankatoja Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 21:20

              Bogu dziekowac garkotlukiem nie jestem big_grin
              i zeby bylo uczciwei dodam ze ministrem tez nie, za "dramatyczne" obie role big_grin
    • mayenna Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 20:39
      Moim zdaniem każdy sam decyduje o priorytetach w życiu.
      Nie da się wychować dziecka bez obecności rodzica, przynajmniej jednego w domu. można oddać do żłobka, zatrudnić nianię, babcię ale Twoje dziecko wychowuje obca osoba. Do 8 roku życia kształtuje się 50% naszej osobowości. Obecność jednego z rodziców lub obojga na zmianę jest konieczna.
      moim zdaniem najlepiej gdy oboje rodzice w tym uczestniczą, ale tak się często składa, że mężczyzna lepiej zarabia i dlatego wychowaniem zajmuje się kobieta.
      • tully.makker Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 20:42
        Nie wiem jak u ciebie, ale u mnie babcia to jedna z najblizszych osob, absolutnie nie obca.
        • maheda Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 20:43
          Nie każdy ma takie szczęście, Tully.
          Chociaż ja od kilku miesięcy mam (mam w domu już jednak nastolatkę, a nie malutkie dziecko).
          • tully.makker Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 09:43
            No ja wiem, ze kazdy ma fajna babcia, chetna babcie, albo w ogole babcie. Ja blogoslawie moja rodzine po wielokroc, choc oczywiscie jest za to cena, jak za wszystko. Ale tez z 2 srtrony - moja matka miala pomoc ze strony baci, teraz ona ona pomaga mi, ja wiem, ze bede pomagac swoim dzieciom - w koncu dlatego wpieprzylam sie w kredyt, zeby zapewnic dzieciakom na start mieszkania, choc moglabym za to jezdzic do cieplych krajow 2 razy do roku i mnostwo innych rzeczy. Takie mamy w rodzinie podejscie do wzajemnego wspierania sie i to jest dobro, ktore trzeba pielegnowac nawet kosztem pewnych kompromisow wychowawczych.
            • maheda Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 13:46
              To, że nie miałam pomocy babci, jak miałam niemowlę w domu, nie oznacza automatycznie, że u nas w rodzinie jest do pomocy wzajemnej inny stosunek, niż u Ciebie wink
              • tully.makker Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 14:28
                spoko, nie upieram sie, wydawalo mi sie, ze pobrxzmiewa w tobie lekka gorycz z powodu braku wsparcia, ale jesli zle zinterpretowalam, to przepraszam.
        • mayenna Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 20:51
          Nie jest obca ale często świat wartości i przekonania babci nie pokrywają się z tym co chcą osiągnąć rodzice. Bywasz na e-mamie to zdajesz sobie sprawę jak czasem wygląda opieka babci. Poza tym teraz babcie nie bardzo maja ochotę zajmować się wnukami bo sa jeszcze aktywne towarzysko i zawodowo.Czasem dopiero na emeryturze maja czas dla siebie bo swoje dzieci juz wychowały.
          To ja mam dzieci i jest to wyłącznie mój obowiązek i mojego męża a nie babci.
          • mankatoja Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 20:58
            sama napisalas ze kazdy ma swoje priorytety, tak wiec..... i prawo do wlasnego zdania
            dziecko potrzebuje rodzicow ale tez babci, dziadka, ciotek i kuzynostwa, tak samo jak kontaktu z dziecmi z podworka, bo dzieki temu buduje pierwsze realcje spoleczne

            jedne babcie sa fajne a inne nie, tak samo jak rodzice, bo i tu bywa roznie
            niekiedy mniej destrukcyjna jest babcia wlasnie smile
            • mayenna Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 21:10
              Dokładnie.
              Ale ja pisze o proporcjach: caly dzień z babcia to nie to samo co dzień z rodzicami. Jeśli mam mieć wpływ na to kim i jakie moje dziecko będzie to muszę z nim być. Znać jego świat.

              W ostatnich Wysokich Obcasach jest artykuł o wyrwie jaka niesie za soba odsuniecie ojca. Dokładnie to samo dotyczy codziennego braku rodziców. Babcia ma być tylko babcia i nikt nie zastąpi mamy i taty w ich rolach.
              • mankatoja Re: Pieniądze a miłość:D 28.02.11, 21:13
                nikt nikogo nie jest w stanie zastapic- w zwiazku, w malzenstwie, w relacji z dzieckiem
                dlatego , zgadzam sie, wazne sa proporcje
                ale takze w tym ze kobieta poza poswiecaniem sie domowi, ma swoj swiat poza domem - przyjaciolki, hobby, prace itp
                • malgolkab Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 09:40
                  mankatoja napisała:

                  > ale takze w tym ze kobieta poza poswiecaniem sie domowi, ma swoj swiat poza dom
                  > em - przyjaciolki, hobby, prace itp
                  faktsmile Tylko jak masz np. dziecko roczne (które śpi średnio 10-14 godzin na dobę), to wybacz, ale pracując zawodowo (liczmy 8 godzin), mając hobby (niech bedzie godzina dziennie) i kawę z przyjaciółkami, jakoś tak dla tego dziecka czasu nie za wielesmile niestety, do 3 roku życia albo rodzice się zmieniają (np. praca w różnych godzinach) albo jeden z nich z pracy (lub przynajmniej części tej pracy rezygnuje).
                  Dziecko raz jest małe i jak się chce mieć dzieci to trzeba z czegoś zrezygnować.
                  A kobiety mające małe dzieci (mówię cały czas o wieku przed przedszkolnym), pracujące w pełnych wymiarze, pędzące co 2 dni na taniec, aerobik, basen itd. plus zawsze mające czas na kawkę z koleżanką, a do tego błysk w domu i obiad z 3 dań to tylko w Modzie na Sukceswink
                  • mankatoja Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 09:52
                    fakt ale tez zeby miec ten czas i blysk w oku potrzebny jest odpowiedni maz smile
                    • malgolkab Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 10:15
                      mankatoja napisała:

                      > fakt ale tez zeby miec ten czas i blysk w oku potrzebny jest odpowiedni maz smile
                      w 2 strony to działawink
                      • mankatoja Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 16:53
                        wiem, napisalam ze swojego punktu widzenia - maz
                        bo co ja bym z zona robila wink
                        • malgolkab Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 22:32
                          mankatoja napisała:


                          > bo co ja bym z zona robila wink
                          smile)))))))))
                • tully.makker Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 13:35
                  ale takze w tym ze kobieta poza poswiecaniem sie domowi, ma swoj swiat poza dom
                  > em - przyjaciolki, hobby, prace itp

                  No agol - jesli praca jest powaznie traktowana, a i dziecko tez o o hobby i przyjaciolkach mowy juz raczej nie ma, no chyba ze chodzi o hobby uprawiane z dziecmi, czy spotklania z dzieciatymi przyjaciolmi w obecnosci dzieci. Cos za cos.
                  • zmeczona100 Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 13:49
                    tully.makker napisała:

                    > No agol - jesli praca jest powaznie traktowana, a i dziecko tez o o hobby i prz
                    > yjaciolkach mowy juz raczej nie ma, no chyba ze chodzi o hobby uprawiane z dzie
                    > cmi, czy spotklania z dzieciatymi przyjaciolmi w obecnosci dzieci. Cos za cos.

                    Łetam, wszystko się da. A jak się nie da, to znaczy, że nie jesteś zorganizowana- i już. Ale jest na to recepta- "Dobre Rady" czy jakieś tam insze kolorowe pierdy.

                    wink
                    • mankatoja Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 16:54
                      prawda smile
              • malgolkab Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 09:19
                mayenna napisała:

                > Dokładnie.
                > Ale ja pisze o proporcjach: caly dzień z babcia to nie to samo co dzień z rodzi
                > cami. Jeśli mam mieć wpływ na to kim i jakie moje dziecko będzie to muszę z nim
                > być. Znać jego świat.
                Dokładnie taksmile Idealnie jest gdy do 3 roku życia dziecko spędza większość czasu z mamą lub tatą. Dziadkowie - jak najbardziej- ale moim zdaniem od wychowywania są rodzice. Za to kompletnie nie wyobrażam sobie nie pracować kiedy mam już większe dzieci - w przedszkolu np.
                A jak słyszę, że "nie liczy się ilość tylko jakość" od znajomych, którzy mają 2 dzieci w wieku przedprzedszkolnym i oboje wychodzą do pracy po 7, a wracają po 18, to tak się zastanawiam- kiedy ta jakoś, skoro dzieci o 20 już śpią?wink
          • kosm.aty Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 06:51
            > Nie jest obca ale często świat wartości i przekonania babci nie pokrywają się z tym co chcą osiągnąć rodzice.

            Ale mimo wszystko prędzej pokrywają się z tymi babci niż z tymi obcej przedszkolanki czy opiekunki. I motywacja jakby większa (bo to własny wnuk, a nie dziecko pracodawcy)
    • coppermind Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 07:44
      prawda jest taka, że kobiety nawet jak mają wykształcenie to i tak niewiele potrafią
      oprócz strzelania fochów i szantażu emocjonalnego i dawania doopy.

      dlatego po kilku latach ujawniania swojej bezsensowności zastają najczęściej z połową
      niezasłużonego i niezarobionego majątku męża (kradzież w majestacie prawa), którą
      i tak postrzegają jako upokorzenie, bo są głupsze od własnych butów.

      Konfucjusz mawiał, że kobieta to kaleki intelektualnie i emocjonalnie człowiek i jest to prawda
      niezależnie od strony świata.
      • maheda Jak to leciało?... 01.03.11, 07:52
        A...
        "Unikaj głośnych i napastliwych..."

        A ja nie wytrzymałam, jak widać tongue_out
        • coppermind Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 07:58
          tu mamy egzemplifikację jak bardzo jajniki się szamocą gdy wejdą w kontakt
          z bolesną prawdą - nie mają rzeczowych argumentów, więc tylko szamotanie zostaje wink
          • szizumami Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 09:16
            kolego człowieku--
            einstein mawiał--że łatwiej jest rozbic atom niż zniszczyć przesąd...
            a ponieważ był nie tylko naukowcem ale i filozofem łaczył w sobie i materie i ducha na wysokim poziomie--podkreslał gdzie tylko był.że ludzie są sobie równi...

            jesli gardzisz kobieta---znaczyc to tylko może , że sie jej boisz!
            a to oznacza że po czesci boisz sie samego siebie

            teraz wez laurke--wygryzmol cytat i daj MAMIE

          • maheda Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 13:50
            A jaki może być racjonalny argument na hasło "wszyscy faceci to świnie"?
            Żaden, prawda? Bo osoba wypowiadająca powyższy frazes jest albo idiotą, albo mówi to pod wpływem emocji. Z emocjami się nie dyskutuje, z idiotą też nie ma sensu.

            Dokładnie taka sama sytuacja zachodzi, gdy ktoś wysuwa tezę "wszystkie kobiety to głupie dziwki", jak raczyłeś powiedzieć.
        • noname2002 Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 09:03
          Po prostu nie ma dobrych rozwiązań dla kobiet. Z jednej strony lepiej dla dziecka być z rodzicem w domu do dwóch, trzech lat, z drugiej niezależność finansowa jest ważna(zwłaszcza jak się poczyta na Forum Rodzinnym jak się potrafią zmieniać mężowie od których żona jest całkowicie zależna).
          • tully.makker Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 13:57
            Po prostu nie ma dobrych rozwiązań dla kobiet. Z jednej strony lepiej dla dzie
            > cka być z rodzicem w domu do dwóch, trzech lat,
            Dziwne, ze piszesz o rodzicach, ale uwazasz to za wybor kobiety. a co z ojcem, mezczyzna?

            Mnie lektura takich forow jak emama, oraz okazjonalne obserwacje na placach zabaw poczuczaja, ze nie ma nic najlepszego w przebywaniu dziecka z rodzicem, czy, jak implikujesz, z matka. Lektura emamy poucza, ze wiekszosc czasu na urlopie wychowawczym owe matki spedzaja sprzatajac, gotujac, prasujac itp, a dzieci najlepiej jak zajmuja sie same soba - o ile np nie polykaja np baterii - vide ostatnia historia na forum emama - bo matka przeciez nie mzoe caly czas pilnowac dziecka, bo WSZAK MUSI GOTOWAC OBIAD.
            jakos nie slyszymy o tym, zeby roczniak plknal baterie w zlobku, prawda?

            Pomijajm juz fakt, ze kwalifijkacje niektorych matek do zapewnienia dzieciom harmonijnego rozwoju sa co najmniej watpliwe - same widze, ze mimo wyksztalcenia itp daje moim dzieciom mniej, niz np moja ciotka, ktora oprocz wyksztalcenia ma jeszcze switne podejscie i duzo wiecej cierpliwosci niz ja. Nie uwazam sie za zla matke, mam dobry kontakt z dziecmi, a ze starsze ma juz 18 lat, to juz i troche doswiadczenia, i wiem, ze trzeba znac wlasne deficyty i zapewnic dzieciom takie srodowisko - poprzez babcie, nianie, klubiki dzieciece, nawet zlobek - w ktorym deficyty rodzicow zostana wyrownane.
            Zwroc tez uwage na fakt, do jakiedo srodowiska ewolucyjnie sa przystosowane ludzkie dzieci - nie, nie do siedzenia z matka w domu. W czasach, gdy uksztaltowala sie natura czlowieka, dzieci wychowywaly sie w grupie spokrewnionych kobiet, ktore nawzajem dzielily sie doswiadczenia z macierzynstwa, wyreczaly sie nawzajem w opiece, a i ojcowiei inni mescy krewni tzw polujacy spedzali z dziecmi duzo wiecej czasu, niz dzisiaj. badania plemion ktore wciaz prowadza lowiecko-zbieracki tryb zycia wykazaly, ze ich czlonkowie spedzaja na pracy srednio 2 godziny dziennie. Nie mowiac juz o tym, ze w takich spoklecznosciach - z jakich wszak wywodzi sie nasz gatunek, gros pozywienia zdobywaja kobiety, a upolowane - a czesciej nie upolowane - miecho to tylko dodatek to roslinnej diety. Myslisz, ze zdobywaja to pozywienie, zajmujac sie osobiscie dziecmi, czy tez dziela opieke miedzy siebie?
            • altz Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 14:17
              Znam takie sytuacje niebezpieczne, gdy matka zajmując się porządkami, zapomniała o dziecku i przykładowo dziecko nałykało się kreta do udrażniania rur. Miało szczęście i przeżyło.
              Jest bardzo dużo wypadków na wsi. Ile wypadnięć przez okno, gdy mama wyszła na zakupy.
              Często opieka dziecka przez nianię, babcię, żłobek, przedszkole,... jest bezpieczniejsze dla dziecka. Dziecko ładnie się rozwija w towarzystwie, widać to ładnie już od 6. miesiąca życia.
              Kontakt z innymi ludźmi, w tym z dziećmi, jest nie do przecenienia.
              • zmeczona100 Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 14:30
                Jakie wnioski w związku z tym?


                PS Kreta to ty w życiu nie używałes.
            • zmeczona100 Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 14:28
              tully.makker napisała:

              matka przeciez nie mzoe caly czas pilnowac dz
              > iecka, bo WSZAK MUSI GOTOWAC OBIAD.

              No a co- siedzi w domu, to niech przynajmniej obiad ugotuje.

              wink
            • noname2002 Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 15:10
              "> Dziwne, ze piszesz o rodzicach, ale uwazasz to za wybor kobiety. a co z ojcem,
              > mezczyzna?"
              Wyraźnie napisałam "Z RODZICEM", nie zdążyłam dopisać, że mężczyźni rzadko zostają w domu z dzieckiem, zwykle są to matki.
              I nie ma się co oszukiwać, dziecku do 2-3 lat, najlepiej w domu z kochającą go osobą, rówieśnicy nie są mu potrzebni, zresztą wystarczą mu kontakty np na placu zabaw.
              Nie każdy może sobie na takie rozwiązanie pozwolić z powodów finansowych ale nie dorabiajmy ideologii.
              • tully.makker Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 15:19
                > I nie ma się co oszukiwać, dziecku do 2-3 lat, najlepiej w domu z kochającą go
                > osobą, rówieśnicy nie są mu potrzebni, zresztą wystarczą mu kontakty np na plac
                > u zabaw.
                > Nie każdy może sobie na takie rozwiązanie pozwolić z powodów finansowych ale ni
                > e dorabiajmy ideologii.

                To twoj poglad. dzieci sa rozne, niektore maja b. silna potrzebe kontaktow z rowiesnikami. Na razie widze ciekawe zjawisko mporjekcji - to ty powzielas jakis poglad, a nastepnie na sile starasz sie dorobic do neigo ideologie, nie majac zadnych konkretow na popracie swojego pogladu.
                • noname2002 Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 16:57
                  "> To twoj poglad. dzieci sa rozne, niektore maja b. silna potrzebe kontaktow z ro
                  > wiesnikami."
                  W wieku np. 6 miesięcy? Bo urlop macierzyński trwa 5 miesięcy. Naprawdę uważasz, że niemowlęciu niezbędne są kontakty z rówieśnikami?
                  • noname2002 Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 17:11
                    I zgadzam się, że dzieci są różne, niektóre w wieku 2 lat mogą być spragnione kontaktów z innymi dziećmi i być szczęśliwe w żłobku. Ale są takie które w wieku 4 lat idąc do przedszkola nabawią się nerwicy.
                    • zmeczona100 Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 17:19
                      noname2002 napisała:

                      Ale są takie które w wieku
                      > 4 lat idąc do przedszkola nabawią się nerwicy.

                      Pewnie dlatego, że przez 4 lata trzymały się maminej spódnicy, która dostała pieluszkowego zapalenia mózgu i nie wysłała dzieciaka do żłobka wink
                      • malgolkab Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 22:45
                        zmeczona100 napisała:


                        >
                        > Pewnie dlatego, że przez 4 lata trzymały się maminej spódnicy, która dostała pi
                        > eluszkowego zapalenia mózgu i nie wysłała dzieciaka do żłobka wink

                        myślę, że tym właśnie się tłumaczą rodzice pracujący całymi dniami i wsadzający kilkumiesięczne dziecko do żłobka, Ci co zatrudniają opiekunkę już nie- bo ona to nie rówieśnikwink
                    • altz Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 17:23
                      > Ale są takie które w wieku
                      > 4 lat idąc do przedszkola nabawią się nerwicy.
                      To może źle świadczyć o opiekunach, ale czasami się nie daje inaczej, ja to rozumiem.
                      Dziecko nie miało dostatecznych kontaktów z rówieśnikami wcześniej.
                      To się daje wyprostować, rok, dwa i dziecko powinno się wyrównać.
                      • zmeczona100 Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 17:31

                        To już nie jest śmieszne ani żałosne, ale przerażające.
                      • noname2002 Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 19:28
                        "> > Ale są takie które w wieku
                        > > 4 lat idąc do przedszkola nabawią się nerwicy.
                        > To może źle świadczyć o opiekunach, ale czasami się nie daje inaczej, ja to roz
                        > umiem.
                        > Dziecko nie miało dostatecznych kontaktów z rówieśnikami wcześniej.
                        > To się daje wyprostować, rok, dwa i dziecko powinno się wyrównać."
                        Ręce mi trochę opadają. Znam dziewczynkę, która mimo posiadania półtora roku młodszej siostry i bardzo częstych kontaktów z kuzynami w swoim wieku nie nadawała się do przedszkola wcześniej niż w wieku 5 lat. Młodsza siostra poszła w wieku lat 3 i nie było problemów, a ma tych samych rodziców i te same przedszkolanki. Jesteś w stanie przyjąć do wiadomości, że są dzieci bardzo nieśmiałe i nerwowe? I nie można nic wyrównać na siłę, bo Ci się dziecko poważnie rozchoruje.
                        • zmeczona100 Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 19:48
                          noname2002 napisała:

                          Jesteś w stanie przyjąć do wiadomości, że są dzieci bardzo nieśmiałe i nerwo
                          > we? I nie można nic wyrównać na siłę, bo Ci się dziecko poważnie rozchoruje.

                          Do 4. roku życia całkiem normalne w rozwoju jest to, że dzieci źle reagują na rozstanie z głównym swoim opiekunem. Jedne radzą sobie z tym dobrze wcześniej, inne w okolicach 4 r.ż., ale to jest norma. No ale o tym można się dowiedzieć, jeśli kogoś interesuje rozwój własnego dziecka, a nie posługiwanie się własnymi doświadczeniami i odnoszenie sie do nich jako pewników (to nie do Ciebie wink ).
                          • tully.makker Re: Jak to leciało?... 02.03.11, 11:35
                            > Jesteś w stanie przyjąć do wiadomości, że są dzieci bardzo nieśmiałe i nerwo
                            > > we? I nie można nic wyrównać na siłę, bo Ci się dziecko poważnie rozchoru
                            > je.
                            >
                            > Do 4. roku życia całkiem normalne w rozwoju jest to, że dzieci źle reagują na r
                            > ozstanie z głównym swoim opiekunem. Jedne radzą sobie z tym dobrze wcześniej, i
                            > nne w okolicach 4 r.ż., ale to jest norma.

                            A jeszcze inne pozbniej - np moj starszy syn nie radzil sobie w przedszkolu jako trzylatek i zdecydowalam sie go zabrac i odczekac. Tylko czego to dowodzi - ze dzieci sa rozne?
                            • zmeczona100 Re: Jak to leciało?... 02.03.11, 14:17
                              Tylko czego to dowodzi - z
                              > e dzieci sa rozne?

                              Że dzieci są różne i nie jest to wina matek wink
                        • altz Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 19:54
                          Wiem, że są takie, które dłużej chodzą z pieluchami.
                          A skąd ta nerwica u tak małego dziecka?
                          • zmeczona100 Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 20:11
                            altz napisał:


                            > A skąd ta nerwica u tak małego dziecka?

                            Altz, napisz, że miałeś ciężki uraz głowy i pozostały ci po nim konsekwencje i że to z tego powodu jesteś na zwolnieniu, a później przechodzisz na rentę.
                            Wtedy ci odpuszczę.
                • malgolkab Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 22:51
                  tully.makker napisała:


                  > To twoj poglad. dzieci sa rozne, niektore maja b. silna potrzebe kontaktow z ro
                  > wiesnikami. Na razie widze ciekawe zjawisko mporjekcji - to ty powzielas jakis
                  > poglad, a nastepnie na sile starasz sie dorobic do neigo ideologie, nie majac z
                  > adnych konkretow na popracie swojego pogladu.
                  >
                  >
                  a co to na urlopie wychowawczym nie można zapewnić dziecku codziennego konatktu z rówieśnikami (plac zabaw, bawilandie, wizyty u innych dzieci)? I chcesz powiedzieć, że z tego powodu ludzie dają kilku miesięczne dziecko do żłobka. Bo ono zasugerowało, że ma potrzebę kontaktu z rówieśnikami? Akurat żłobki są małym procentem teraz, większość zostawia z opiekunką, która może zapewnić tyle samo kontaktu z rówieśnikami co rodzic na wychowawczymsmile
                  Z moich obserwacji, oprócz kilku procentów, których nie stać finansowo na 2-3 lata z dzieckiem, większość ludzi nie chce po prostu siedzieć cały dzień z własnym dzieckiem.
              • altz Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 15:21
                noname2002 napisała:
                > I nie ma się co oszukiwać, dziecku do 2-3 lat, najlepiej w domu z kochającą go
                > osobą, rówieśnicy nie są mu potrzebni, zresztą wystarczą mu kontakty np na plac
                > u zabaw.
                Nie wiem, skąd ta wiedza? smile
                Dziecko 2-letnie (a nawet młodsze!) to już społeczna istotna, bardzo dobrze, gdy ma kontakt z młodszymi i z trochę starszymi dziećmi, to jest z korzyścią dla wszystkich, dla tych starszych również.

                Myślę, że jeśli mama siedzi w domu z dzieckiem, a lubi dzieci, to warto wziąć jeszcze jedno, dwoje dzieci dla towarzystwa. Można sobie dorobić, a dziecko będzie szczęśliwsze.

                Znam dziecko z rozbitej rodziny, rok wspólnych zabaw bardzo podciągnął to dziecko. Nie do uwierzenia, jak się dziecko rozwinęło, pomimo bardzo trudnej sytuacji rodzinnej i jestem pewien, że to dzięki pobytowi u niani i kontaktowi z innymi dziećmi, bo w domu rodzinnym dziecku się nie poprawiło.
                • zmeczona100 Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 16:23
                  altz napisał:


                  > Nie wiem, skąd ta wiedza? smile
                  wi z innym
                  > i dziećmi, bo w domu rodzinnym dziecku się nie poprawiło.

                  Wystarczy znać okresy rozwojowe dziecka i ich charakterystykę.
              • malgolkab Re: Jak to leciało?... 01.03.11, 22:36
                noname2002 napisała:


                > I nie ma się co oszukiwać, dziecku do 2-3 lat, najlepiej w domu z kochającą go
                > osobą, rówieśnicy nie są mu potrzebni, zresztą wystarczą mu kontakty np na plac
                > u zabaw.
                > Nie każdy może sobie na takie rozwiązanie pozwolić z powodów finansowych ale ni
                > e dorabiajmy ideologii.
                zgadzam się w 100 %, z resztą można te kontakty dziecku zapewnić, nawet codzienne.
      • altz Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 08:15
        Pieprzysz kolego bez sensu.
        Kobieta, jeśli w domu pracuje przy dzieciach, pomaga mężowi, to się ta połowa dorobionego majątku należy uczciwie i nie ma co płakać.
        Kwestia ustawienia się jeszcze w taki sposób, żeby ona też miała czas wolny i koniecznie czas na kształcenie. Niech się uczy choćby w technikum czy podyplomowo szkole i koniecznie języka. Żeby ten czas nie był dla niej zmarnowany.
        Małżeństwo to też odpowiedzialność o partnera i takie ustawienie życia, żeby nawet po nagłej śmierci mężczyzny, kobieta miała pracę, którą lubi i dała sobie radę.

        A jeśli ktoś bierze kobietę głupszą od butów, to już jego problem. wink
        • mankatoja Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 08:56
          artz, maddry i rozsadny facet jestes , naprawde.
          masz calkowita racje - malzenstwo to tez odpowiedzialnosc za partnera....niewazne czy za zone czy meza, dlatego trzeba myslec o wszystkim, takze o tym co bedzie kiedy cos sie zdarzy na przyklad nam...szczegolnie gdy sama zostaje kobieta to wazne.
    • beata-12345 Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 08:45
      Z moich obserwacji wynika, że jest wręcz przeciwnie - kobieta zostaje z dziećmi w mieszkaniu, a facet musi zaczynać od nowa. A że ta kobieta nie pracuje albo zarabia mniej - to nie jest wina faceta. Nie żyjemy w niewolnictwie i to, czy kobieta wróci do pracy po urodzeniu dziecka czy nie - to tylko od niej zależy
      • mankatoja Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 08:58
        czy zalezy od niej, polemizowalabym, bo nic jedynie on nas samych nie zalezy gdy juz jestemsy w zwiazku, bo wtedy licza sie potrzeby wspolne i w wielu kwestiach idzie sie na kompromis. ale racja ze jesli kobieta i mezczyzna sie kochaja to ow kompromis znajda smile
        • tully.makker Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 09:46
          gd
          > y juz jestemsy w zwiazku, bo wtedy licza sie potrzeby wspolne i w wielu kwestia
          > ch idzie sie na kompromis. ale racja ze jesli kobieta i mezczyzna sie kochaja t
          > o ow kompromis znajda smile

          Znaczy w wiekszosci rodzin ten kompromis polega na tym, ze ona zasuwa na etacie, potem na 2 etacie w domu, a chlop ktory wszak musi odpoczywac po pracy, ma pretensje, ze nie dosc na blysk zrobione. Trudno naprawde przeskoczyc wychowanie i stereotypy spoleczne, nie dziwie sie, ze niektore kobiety decyduja sie na opcje niekorzystna dla nich, bo zwyczajnie nie daja rady.
          • mankatoja Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 09:57
            no niestety , do wszystkiego potrzeba dwojga - takich ktorym sie chce pojsc na kompromis i rozumiejacych wzajemne potrzeby
            nielatwe, neistety - to wiem....
            znam ludzi ktorym sie to udaje, mnie niestety nie.....jakis czas musialam przyjac do wiadomosci ze z czasem ludziom nie chce sie chciec i zrozumialam ze niestety kazdy zwiazke rozwala lenistwo- kazde......
          • altz Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 10:04
            > Znaczy w wiekszosci rodzin ten kompromis polega na tym, ze ona zasuwa na etacie
            > , potem na 2 etacie w domu, a chlop ktory wszak musi odpoczywac po pracy

            Ano musi odpocząć, ona też.
            Dobrze, gdy oboje usiądą na chwilę i porozmawiają, posłuchają siebie.
            Niech to będzie choćby 15 minut, bo inaczej to jest spotkanie dwóch robotów.

            A z tą pomocą to też różnie bywa.
            Mojej mamie nie warto było pomagać, bo za chwilę znajdowała inne zajęcie.
            Jakby się solidnie nie pracowało, to i tak znalazła pracę. W domu posprzątane na błysk? To może pójdziemy na ogródek? AUTODESTRUKCJA WŁĄCZONA! smile

            Nie wierzę, że takich kobiet już nie ma.
            Nie ma czasu porozmawiać, bo trzeba zapieprzać.
            Traci na tym porozumienie między małżonkami, a to przecież najważniejsze.
            Czy nie można normalnie zaplanować? Powiedzieć, że chcę zjeść obiad, posprzątać kuchnię i łazienkę, a potem poleżeć z godzinkę i porozmawiać, poczytać, gdy dzieci pójdą na podwórko.

            Dzieci są wciskane w taki sam schemat. Matka wraca, dziecko mówi: Mamo, idę na podwórko! - A lekcje zrobiłeś?
            Kiedy takie dziecko ma odpocząć? Jak ma mieć dobre wyniki, jeśli jest przepracowane?
            Gdzie miejsce na zdrowie psychiczne?
            • tully.makker Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 13:09
              Na szczescie ja jestem wychowana zupelnie inaczej, zwlaszcza ze juz malzestwo moich rodzicow bylo 100% partnerskie, co w owych czasach bylo naprawde ewenementem. Ale tez ich wiez opiera sie w duzej mierze na tym, ze wiekszosc rzeczy robia razem - np wspolnie gotuja codziennie obiad w miare mozliwosci, a jesli sie nie da, to prztynajmniej w weekendy.

              Aczkolwiek jest to tez wyuczalne - moj chlop wywodzi sie z domu, w ktorym tesc jest obslugiwany, a jednak potepia ten model i sam uczestniczy w pracach domowych na ogol z wlasnej inicjatywy.
              • altz Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 13:21
                Ale nie chodzi zupełnie o partnerstwo, tylko symptom mrówki.
                Osoba się sama nie wyłączy, bo jest czas działania po pracy od 15:30 do 19:30 i nie wolno usiąść w tym czasie.
                Jak ktoś chce jej pomóc, choćby było to 10 osób, znajdzie im wszystkim zajęcie. Jak się skończy praca, to się rozejrzy wokoło i pomyśli o umyciu okien, choćby były jeszcze czyste.
                • tully.makker Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 13:59
                  No slyszalam o takich przypadkach, aczkolwiek sa kompletnie obce mojemu doswiadczeniu, wiec trudno mi nawet wyobrazic sobie, ze ktos moze przedkladac sprzatanie nad lekture czy sex.
                  • zmeczona100 Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 14:34
                    Akurat takie zachowanie nie ma nic wspólnego z porządkami; dotyczy kobiet, które żyją w związkach, gdzie kobieta nie ma prawa do odpoczynku, bo przecież nie pracuje zawodowo, więc może się przynajmniej zająć domem. No i trzeba wykazać, że jest się przydatną i że jest tyle roboty, żeby pan nie odszedł do innej, zostawiając darmozjada.
                  • altz Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 15:31
                    Ja znam osobiście takie przypadki.
                    Podejrzewam, że to są jakieś nerwicowe zachowania, takie kompulsywne sprzątanie.
                    Osoba siada przy kawie i zaczyna się rozglądać wokoło, czy nie ma czegoś do zrobienia.
                    Odpuszcza sobie dopiero w poważnej chorobie, ale i wtedy ma pretensje do siebie, że obciąża innych. wink
                    Widziałem raz jednego faceta tak się zachowującego, zazwyczaj to schorzenie kobiet.

                    Co ciekawe, nie są to osoby szanowane, nawet w rodzinie. Nie ma się co dziwić, życie z taką osobą nie jest łatwe. W pracy to idealny pracownik, wszystko ma w porządeczku, zawsze można zrobić kontrolę. wink
                    • tully.makker Re: Pieniądze a miłość:D 02.03.11, 14:25
                      Widziałem raz jednego faceta tak się zachowującego, zazwyczaj to schorzenie kob
                      > iet.

                      A ja nie widzialam lodowca, ale czy to dowodzi ich nieistnienia?

                      Zywym egzemplum krzatawicy sa moi tesciowie, przy czym u niego wystepuje to w natezeniu wrecz chorobliwym.
      • altz Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 09:40
        Facet zazwyczaj ma więcej doświadczenia zawodowego.
        Jeśli zna kobietę i widzi, jakie ta ma predyspozycje, to może coś sensownego podpowiedzieć.
        Sam znam taką kobietę, w domu zajmowała się dokumentami, rozliczeniami i dobrze sobie z tym radziła.
        Sama zdecydowała i zrobiła sobie uprawnienia księgowej, zupełnie od zera, po wielu latach przebywania w domu. Teraz to ona więcej zarabia od męża.

        Mam kobietę z odzysku i mam ten sam problem. Widzę potencjał, jaki ona posiada, mam duże doświadczenie zawodowe i wiem jakie są potrzebne kwalifikacje i ile potrzeba czasu, żeby się do tego czy tamtego przygotować. Proponuję konkretne kierunki poszukiwania pracy, ale jest mi ciężko ją przekonać, pomimo że jestem pewien, że da sobie radę i będzie zadowolona. Widocznie musi to trwać? wink
        • mankatoja Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 09:54
          podobno wszystko ma swoj czas wink
          powoli, jak sie sama do tego przekona to ...zobaczysz, rach ciach i znajdzie cos do jej satysfakcje, pieniadze i samorozwoj smile
    • scindapsus dali na głowną ;) 01.03.11, 09:04
      Zaraz się wszystkie trolle z okolicy zlecą.
      • maheda łomatko... n/t 01.03.11, 13:52

      • altz Re: dali na głowną ;) 01.03.11, 14:19
        > Zaraz się wszystkie trolle z okolicy zlecą.
        Już się zmęczona pojawiła. wink
    • iamhier Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 10:16
      1) Kobieta po rozwodzie jest nieodpowiedzialna i nierozgarnięta życiowo.Zazwyczaj mało pracowita (wybrała sobie inną drogę ,a potem zaczęła myśleć o karierze?? nonsens bez szans na happy and).Nie nadaje się do pewnych profesji.Dlaczego? Bo ułożenie sobie życia wymaga IQ,które w pewnych dziedzinach życia jest jest niezbędne.

      2) A co cie tak boli w kobietach,które mają kasę,faceta ,miłość i rodzinę? Może wiedza ,ze żadnej wielkiej kariery nie zrobia i postawiły na dobra karte .A ty zapewne nie masz ani jednego ani drugiego? Są realistkami .Zycie to nie bajka.Trzeba bylo celowac w bogatego faceta,a nie zazdrosc.
      • iamhier Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 10:18
        a co do rozwodek to wiedzie im sie lepiej niz żonom.I to jest smutne!
        • tully.makker Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 13:11
          > a co do rozwodek to wiedzie im sie lepiej niz żonom.I to jest smutne!

          A co z konkubinami, ktorym sie swietnie wiedzie?
      • altz Re: Pieniądze a miłość:D 01.03.11, 11:38
        > Zbadaj IQ.Bo masz reakcje nieadekwatne do cudzego posta i obrażasz innych.Polem
        > izowanie z opinią cię widac przerasta.
        Przeczytaj lepiej jeszcze raz swój post, jesteście warci siebie. big_grin
        Sugerowanie komuś, że jest głupi, więc sobie nie radzi, jednocześnie nie znając tej osoby, jest co najmniej nie na miejscu.

        Znasz pewno krzywą Gaussa, wynika z niej, że większość osób ma inteligencję na zadowalającym poziomie.
        Czego więc brakuje osobie po rozwodzie uwikłanej przez lata w pieluchy?
        1) wiary w siebie
        2) doświadczenia
        3) wsparcia rodziny na początku
        a IQ jest gdzieś na 10 pozycji.
        • tully.makker Nie moge sie powstrzymac 01.03.11, 13:15
          > Znasz pewno krzywą Gaussa, wynika z niej, że większość osób ma inteligencję na
          > zadowalającym poziomie.

          Zadowalajaca kogo? Je same? To raczej nie dziwne, ale smutne, smutne wink
          • errormix Re: Nie moge sie powstrzymac 02.03.11, 13:02
            "Pieniądze a miłość". Świetny temat. Zawsze wydawało mi się, że jedno jest niezależne od drugiego, że może być miłość, ale pieniędzy nie musi być. Myliłem się. Muszą być. Nawet w minimalnym wymiarze, ale muszą.

            Swego czasu chodziłem do kobiety psychologa. Opowiadałem jej jak mi ciężko, jak nie mogę się poskładać do kupy, jak trudno mi rano obudzić się i pójść do pracy. Bo był wtedy okres, że przestało mi na niej zależeć. Nie myślałem o pieniądzach, o tym, że muszę za coś jedzenie kupić, jakieś rachunki zapłacić. Ja chciałem owej miłości, nie pieniędzy.

            Ale wtedy pani psycholog powiedziała mi coś, co teraz często innym powtarzam. A leciało to mniej więcej tak: "Error, pieniądze dobrze mieć. Bo jak je masz, to odpada ci przynajmniej jeden problem z głowy". I to była święta racja.

            Kochałem moją ex bezgraniczne. Często powtarzałem, że dziwię się facetom, którzy narzekają na swoje niepracujące żony. Moja pracowała, ale wiedziałem, że gdyby tej pracy nie miała moja miłość do niej wcale nie byłaby mniejsza.

            I wydawało mi się, że ona tak samo patrzy na świat i na mnie. Że się kochamy i to jest najważniejsze. Ale było tak tylko do czasu.

            Pewnego dnia, pracując normalnie na etacie, zachciało mi się dodatkowo otworzyć firmę. Wstawałem w środku nocy, siadałem przy komputerze i coś w nim dłubałem. Pierwszy raz zdziwiłem się, gdy po trzech miesiącach moja ex, niby od niechcenia, zapytała :To kiedy z tego będą w końcu jakieś pieniądze?" To było dziwne pytanie, bo we dwoje zarabialiśmy i tak dość dużo, więc nawet gdyby "biznes" nie wypalił, to nasza stopa życiowa by się nie zmieniła na gorsze.

            W kolejnych miesiącach takich pytań było jednak coraz więcej. Wtedy już coś mi świtało w głowie na temat owej "miłości i pieniędzy". Ale jeszcze się łudziłem, że przecież u mnie tak nie jest, bo my żyjemy miłością.

            Ale pewnego dnia wystawiłem w końcu swoją pierwszą fakturę. Na 6 tysięcy. I wiecie co? Nigdy nie zapomnę jak ona wtedy te pieniądze zobaczyła i jak mnie wtedy... pocałowała. Miałem nieoparte wrażenie, że kocha mnie 6 tysięcy razy mocniej niż jeszcze dzień wcześniej. Jedyne słowo, jakie mi się nasuwa, to "euforia", bo ona właśnie w takim stanie była chyba jeszcze przez jakiś tydzień.

            Nigdy później, gdy faktury były na mniejsze kwoty, już tego w niej nie zauważyłem.
            • malgolkab Re: Nie moge sie powstrzymac 02.03.11, 13:48
              nie bez powodu mówi się - jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądzesmile ewentualnie o sex
            • argentusa Re: Nie moge sie powstrzymac 02.03.11, 13:58
              Error, abstrahując od zachowania Twojej Eks, ewentualnie od Twojego odbioru tego zachowania.
              Mnie porażają takie teksty:
              > Kochałem moją ex bezgraniczne
              i
              Ale jeszcze się łudziłem,
              > bo my żyjemy miłością.
              • errormix Re: Nie moge sie powstrzymac 02.03.11, 14:13
                Nie wiem czy dobrze cię zrozumiałem. Chodzi ci o to, że "bezgraniczna miłość" stoi w sprzeczności z tym, że "się łudziłem"?

                Jeśli tak, to masz rację. Ale tę rację mogę przyznać tobie i sobie dopiero dzisiaj, gdy jestem już "na zewnątrz" tego wszystkiego, gdy na spokojnie mogę ogarnąć pewne rzeczy.

                Ale wtedy - i to również mówię z perspektywy czasu - ja lubiłem się oszukiwać. Sam siebie. Dziś widzę, jak wiele rzeczy nie pasowało, widzę jak w mojej głowie zapalały się "żarówki", ale wtedy to było co innego. Wtedy tłumaczyłem sobie na wszelkie sposoby, że może ma zły dzień, albo okres się zbliża, albo po prostu że źle ją zrozumiałem, albo że dałem zwyczajnie plamę.

                Dzisiaj pisząc, że kochałem ją bezgranicznie a jednocześnie łudziłem się, piszę to przypominając sobie tamte, jakby nie było już dość odległe czasy, a jednocześnie interpretuję to według moich dzisiejszych standardów myślowych. Być może stąd te wątpliwości.
            • tully.makker Re: Nie moge sie powstrzymac 02.03.11, 14:19
              Kochałem moją ex bezgraniczne. Często powtarzałem, że dziwię się facetom, którz
              > y narzekają na swoje niepracujące żony. Moja pracowała, ale wiedziałem, że gdyb
              > y tej pracy nie miała moja miłość do niej wcale nie byłaby mniejsza.

              Eeee, czy myle cie z kims, czy to ty w pierwszym swoim watku na tym forum opisywales patologiczna wiez zony z kolezanka ze szczegolnym uwzglednieniem zakladania wlasnej, nie przynoszacej dochodow firmy i swoje pretensje w zwiazku z tym, czy myle cie z kims innym?
            • zmeczona100 Okiem Zmęczonej ;) 02.03.11, 14:24
              errormix napisał:


              > Pewnego dnia, pracując normalnie na etacie, zachciało mi się dodatkowo otworzyć
              > firmę. Wstawałem w środku nocy, siadałem przy komputerze i coś w nim dłubałem.
              > Pierwszy raz zdziwiłem się, gdy po trzech miesiącach moja ex, niby od niechcen
              > ia, zapytała :To kiedy z tego będą w końcu jakieś pieniądze?" To było dziwne py
              > tanie, bo we dwoje zarabialiśmy i tak dość dużo, więc nawet gdyby "biznes" nie
              > wypalił, to nasza stopa życiowa by się nie zmieniła na gorsze.

              Żadne dziwne, tylko naturalne pytanie. Przecież biznes zakłada się po to, aby czerpać zyski. Inaczej nazywa się to hobby.
              >
              > W kolejnych miesiącach takich pytań było jednak coraz więcej.

              Była zainteresowana, jak jej mężczyźnie idzie, jak sobie radzi.



              > Ale pewnego dnia wystawiłem w końcu swoją pierwszą fakturę. Na 6 tysięcy. I wie
              > cie co? Nigdy nie zapomnę jak ona wtedy te pieniądze zobaczyła i jak mnie wtedy
              > ... pocałowała.

              Też skakałabym z radości, jak obrotnego, zaradnego i wspaniałego mam faceta.


              > Nigdy później, gdy faktury były na mniejsze kwoty, już tego w niej nie zauważył
              > em.

              Stały się codziennością.

              PS Sytuacja niczym z Tullowym facetem i tym, jak go "załatwiła" fachowcem wink
              • errormix Re: Okiem Zmęczonej ;) 02.03.11, 14:35
                zmeczona100 napisała:


                > Żadne dziwne, tylko naturalne pytanie. Przecież biznes zakłada się po to, aby c
                > zerpać zyski. Inaczej nazywa się to hobby.

                To było hobby. Nie było tak, że najpierw powstała firma, a dopiero później oczekiwanie na pierwsze pieniądze. Było odwrotnie.


                > Była zainteresowana, jak jej mężczyźnie idzie, jak sobie radzi.

                Zainteresowanie można okazywać na różne sposoby. To było nacechowane w szczególny sposób na kasę i dlaczego jej jeszcze nie ma.


                > Też skakałabym z radości, jak obrotnego, zaradnego i wspaniałego mam faceta.

                Dziękuję za komplement.


                > Stały się codziennością.

                No właśnie. A nie powinny.


                > PS Sytuacja niczym z Tullowym facetem i tym, jak go "załatwiła" fachowcem wink

                Na ten temat mam nieco inne zdanie, ale to nie jest właściwy wątek, a do tego Tullowego nie chce mi się wracać.
                • zmeczona100 Re: Okiem Zmęczonej ;) 02.03.11, 14:50
                  errormix napisał:

                  >
                  > To było hobby. Nie było tak, że najpierw powstała firma, a dopiero później ocze
                  > kiwanie na pierwsze pieniądze. Było odwrotnie.

                  No moment- po hobby nie oczekuje się pieniędzy. Przy rozkręcaniu biznesu nieprzespane noce to normalka i że na drugi dzień jest się zmęczonym (=mniej wydolnym) też; oczekuje się jednak od biznesu tego, że w końcu to poświęcenie (bo jak nie dosypiałeś, byłeś zmęczony, coś zaniedbywałeś itp.) przyniesie efekty.

                  >
                  > Zainteresowanie można okazywać na różne sposoby. To było nacechowane w szczegól
                  > ny sposób na kasę i dlaczego jej jeszcze nie ma.

                  A to już Twoja interpretacja wink Ktoś, kto nigdy nie zakładał własnego biznesu najnormalniej w świecie może nie wiedzieć (bo skąd?), że na zyski trzeba jednak poczekać- czasami bardzo długo. Wtedy takie oczekiwanie, przy ciągle zarywanych nocach (i zaniedbaniu innych spraw) może może dawać zniecierpliwienie.>

                  > > Stały się codziennością.
                  >
                  > No właśnie. A nie powinny.

                  No moment. Otworzyłeś biznes, zaczął przynosić zyski, a nie miał?? Tzn. oczekiwałeś święta po każdej wystawionej fakturze, bo nie jarzę?
                  >
                  > Na ten temat mam nieco inne zdanie, ale to nie jest właściwy wątek, a do tego T
                  > ullowego nie chce mi się wracać.


                  Chodzi po prostu o doszukiwanie się drugiego dna wtedy, gdy go absolutnie nie ma wink O odczytywanie intencji drugiej osoby wink
                  • errormix Re: Okiem Zmęczonej ;) 02.03.11, 15:09
                    zmeczona100 napisała:


                    >
                    > No moment- po hobby nie oczekuje się pieniędzy. Przy rozkręcaniu biznesu nieprz
                    > espane noce to normalka i że na drugi dzień jest się zmęczonym (=mniej wydolnym
                    > ) też; oczekuje się jednak od biznesu tego, że w końcu to poświęcenie (bo jak n
                    > ie dosypiałeś, byłeś zmęczony, coś zaniedbywałeś itp.) przyniesie efekty.

                    Dam może hipotetyczny przykład. Załóżmy, że lubisz sobie dziergać wieczorami. Fajnie ci to wychodzi. Gdy cały dzień pracujesz w fabryce przy taśmie, lubisz usiąść w fotelu, gdy wszyscy w domu już śpią i wziąć szydełko albo druty. Nagle okazuje się, że masz kupców na to co robisz. Pojawiają się pieniądze, które trzeba w końcu jakoś zalegalizować. Otwierasz więc firmę "Zmęczona - Drutex". Czy uważasz, że twój mąż ma od teraz już zawsze wymagać od ciebie, byś po powrocie do domu z pracy siedziała przy tych drutach? Bo się przyzwyczaił?

                    Ktoś, kto nigdy nie zakładał własnego biznesu n
                    > ajnormalniej w świecie może nie wiedzieć (bo skąd?), że na zyski trzeba jednak
                    > poczekać- czasami bardzo długo. Wtedy takie oczekiwanie, przy ciągle zarywanych
                    > nocach (i zaniedbaniu innych spraw) może może dawać zniecierpliwienie.>

                    A to, to już twoja nadinterpretacja. Czy uważasz, że dziergając wieczorami, a nawet nocą zaniedbujesz kogoś czy coś? Czy twój mąż może okazywać ci zniecierpliwienie?


                    >
                    > No moment. Otworzyłeś biznes, zaczął przynosić zyski, a nie miał?? Tzn. oczekiw
                    > ałeś święta po każdej wystawionej fakturze, bo nie jarzę?

                    >
                    > Chodzi po prostu o doszukiwanie się drugiego dna wtedy, gdy go absolutnie nie m
                    > a wink O odczytywanie intencji drugiej osoby wink
                    >
                    Pamiętam ten wpis Tully, ale nie pamiętam, gdzie on był. Dlatego się nie dopisałem.
                    • zmeczona100 Re: Okiem Zmęczonej ;) 02.03.11, 15:29
                      errormix napisał:

                      Otwierasz więc firmę "Zmęczona - Drutex". Czy u
                      > ważasz, że twój mąż ma od teraz już zawsze wymagać od ciebie, byś po powrocie d
                      > o domu z pracy siedziała przy tych drutach? Bo się przyzwyczaił?

                      To zależy, co uzgodniliśmy wspólnie w tej kwestii przed otwarciem firmy.

                      > A to, to już twoja nadinterpretacja. Czy uważasz, że dziergając wieczorami, a n
                      > awet nocą zaniedbujesz kogoś czy coś?

                      Tak, bo np. nie będę mogła wyjść do znajomych z mężem, albo z dziećmi do kina.
                      A noc jest potrzebna do odpoczynku, więc skoro je zarywam, to kolejnego dnia nie jestem efektywna, jak zwykle. Stąd moje przekonanie, że biznes ma te sytuacje niejako wynagrodzić- np. odkładamy na wspólny, 2 tyg. wyjazd pod palmy czy na narty. Bo po coś sie ten biznes chyba otwiera wink

                      Czy twój mąż może okazywać ci zniecierpli
                      > wienie?

                      No tak- o ile z planu rozwoju firmy wynikało, kiedy i jakie mogą być pierwsze zyski, a ja, mimo braku osiągnięcia tego etapu i mimo wszelkich znaków na niebie i ziemi, wskazujących na porażkę, dalej upierałabym się przy inwestowaniu.
                      Albo wtedy, gdyby nie miał żadnych doświadczeń w zakładaniu biznesu, a ja nie widziałabym zasadności przedstawienia mu biznesplanu (= kłopoty w związku).
                      • errormix Re: Okiem Zmęczonej ;) 02.03.11, 15:46
                        zmeczona100 napisała:


                        > To zależy, co uzgodniliśmy wspólnie w tej kwestii przed otwarciem firmy.

                        Eeeee. Przecież twój mąż wie, że w ciągu dnia pracujesz przy tej taśmie, a to dzierganie to twoja pasja, ale nie konieczność. Nie było końca świata, gdy nie dziergałaś za pieniądze i nie będzie gdy przestaniesz. Rozumiem więc, że jeśli uzgodniliście, że będziesz miała "Zmęczona-Drutex", a w jakimś miesiącu sprzedasz tylko dwie serwetki, to twój mąż ma prawo być zniecierpliwiony, a ty ze spuszczoną głową przyznasz mu rację i walniesz się w piersi?


                        > Tak, bo np. nie będę mogła wyjść do znajomych z mężem, albo z dziećmi do kina.
                        > A noc jest potrzebna do odpoczynku, więc skoro je zarywam, to kolejnego dnia ni
                        > e jestem efektywna, jak zwykle. Stąd moje przekonanie, że biznes ma te sytuacje
                        > niejako wynagrodzić- np. odkładamy na wspólny, 2 tyg. wyjazd pod palmy czy na
                        > narty. Bo po coś sie ten biznes chyba otwiera wink

                        Dzierganie to twoje hobby. Nikt nie mówi o zarywaniu całych nocy. Przecież wystarczy ci na to góra 3 godziny i to nawet nie codziennie. Nie myśl o "firmie" w kategorii przedsiębiorstwa, pomyśl o niej właśnie jako hobby, przy okazji którego masz dodatkowe pieniądze.


                        > No tak- o ile z planu rozwoju firmy wynikało, kiedy i jakie mogą być pierwsze z
                        > yski, a ja, mimo braku osiągnięcia tego etapu i mimo wszelkich znaków na niebie
                        > i ziemi, wskazujących na porażkę, dalej upierałabym się przy inwestowaniu.
                        > Albo wtedy, gdyby nie miał żadnych doświadczeń w zakładaniu biznesu, a ja nie w
                        > idziałabym zasadności przedstawienia mu biznesplanu (= kłopoty w związku).
                        >

                        Nie żartuj. Chcesz przygotowywać biznesplan dotyczący dziergania serwetek? Twoim narzędziem pracy są druty po babci i cała masa wełny, która zalega ci w szafie od niepamiętnych lat. Moim był komputer, który i tak stał w domu. Działalność nie wiązała się z żadnymi inwestycjami.
                        • pampleluna . 02.03.11, 16:30
                          Stanęłam w łopocie, że tak powiem w terminologii żeglarskiej, przeczytałam swój własny wątek i zgubiłam wąteksmile
                          Nie wiem skąd przemyślenia jakiegoś Pana, że jestem rozwódką o IQ w wysokości temperatury pokojowej, która nie trafiła 6 w totka bo się nie wydała bogato za mąż.
                          Hm, dziwne to forumbig_grin
                          Napiszę delikatne sporostowanie więc, że chodziło mi bardziej o to, że ludzie zgadzają się na pewien układ dobry w danym momencie pt: mąż pracuje, kobieta dba o dzieci i dom. Układ jest ok dopóki się myśli optymistycznie, ze będzie trwał wiecznie. Warunki jednak się zmieniają, mąż odchodzi, odchodzi żona, dzieci rosną, zdarza się rozwód i wtedy niepracująca zawodowo kobieta znajduje się w dość trudnej sytuacji, startowanie z karierą zawodową po odchowaniu dzieci jest ciężkie, alimenty są na dzieci, niekoniecznie na żony...mnie tylko zdumiało, że kobiety, które się zgodziły na taki układ tym samym zgodziły się na zależność finansową od swojego męża i po rozwodzie przestało być miło. Ja wiem, że jak jest dobrze to się nie myśli negatywnie o przyszłości ale życie to nie tylko rodzina i dom. Uważam, że lepiej mieć i swój własny budżet i swój własny świat - hobby, praca...inne zajęcia, które pozwoli każdemu żyć godnie. I tylko tyle.
                          • hwast1 Re: . 02.03.11, 17:31
                            Pampeluna. Ameryki nie odkryłaś. Powinno byc tak jak piszesz i jakby w związku na początku nie było, każdy powinien się liczyć z tym, że kiedys może byc gorzej.

                            Dlaczego się wobec tego dzieje tak jak to opisujesz ? To proste.
                            Wiekszośc kobiet jeśli ma do wyboru lenistwo, nazywane eufemistycznie " utrzymaniem domu" a pracą na etacie , wybiera to pierwsze, pomimo tego, że co w poniektórych blond- główkach zakołacze się czasami myśl..........a co to będzie za 15 lat.

                            Ale ryzyk- fizyk, myslą sobie.....a nuż się uda.
                            • pampleluna Re: . 02.03.11, 19:11
                              Zajmowanie się domem i dziećmi to też wcale nielekka robota natomiast nie przynosi ona bezpośrednio dochodu. Nie sądze abym wybrała kiedykolwiek taki układ, zbyt cenie sobie niezależność, w tym finansową, żeby żyć właśnie tak. Siedzę i się dziwię naprawdę. Może jestem dziwolągiem ale dla mnie to nienormalne zjawisko. Prać, sprzątać może i facet i baba i mąż i żona i wychowywac dzieci tak samo, nie rozumiem czemu kobiety zgadzają się na samodzielne wychowywanie potomstwa będąc w małżeństwie "partnerskim". Sama sprowadzają się do roli nianiek, kucharek i sprzątaczek a potem nastepuje faza zdziwienia dlaczego reszta świata tak je postrzega. I nikt jeszcze nie docenia i nie chce za to płacić. Kosmos.
                              • zmeczona100 Re: . 02.03.11, 19:29
                                pampleluna napisała:

                                Sama sprowadzają się do roli nianiek, kuc
                                > harek i sprzątaczek

                                Niektóre po prostu nie chcą z tego rezygnować- tak samo, jak niektóre z pracy zawodowej.
                                Uwielbiają i czują sie szczęsliwe, gdy mogą zrobić i podać pyszne śniadanie męzowi i wymyślne kanapeczki do pracy, a na obiad przygotować ulubione danie i deser. Czują się szczęsliwe, że mimo cięzkiego dnia w pracy mąż będzie mógł sobie odpocząć chocby przy tych swoich ulubiono- niespodziankowych posiłkach. A mężczyzna docenia kobietę, że stara mu się uprzyjemnić ciężki dzień.
                                Naprawdę nigdy nie chciałaś partnerowi zrobić tak dla przyjemności coś pysznego do jedzenia?

                                a potem nastepuje faza zdziwienia dlaczego reszta świata ta
                                > k je postrzega.

                                Takich dziwiących się to ja nie znam wink Bo ich zdanie innych nie interesuje po prostu- dla nich wazna jest opinia ich męża, bo to z nim żyją. A ten je po prostu docenia, szanuje.

                                > I nikt jeszcze nie docenia i nie chce za to płacić. Kosmos.

                                Są tacy mężowie, którzy to doceniają, a kobieta w żaden sposób nie jest pozbawiona dostępu do wspólnych pieniędzy (choć zarobionych tylko przez męża).

                                Czy naprawdę myslisz, że problemem jest to, iz kobiety nie pracują i są kurami domowymi?
                                To przejrzyj choćby to forum. Są tu np. takie wzorowe matki i jednocześnie pracujące żony, od których odszedł mąż do tipsiary.

                                Problemem jest cos całkiem innego- brak docenienia pracy domowej (patrz posty hwasta czy tałczyńskiego) i przekształcanie się w społeczeństwo, w którym małżeństwo jest czasowe.
                          • zmeczona100 Re: . 02.03.11, 19:59
                            pampleluna napisała:


                            > Napiszę delikatne sporostowanie więc, że chodziło mi bardziej o to, że ludzie z
                            > gadzają się na pewien układ dobry w danym momencie pt: mąż pracuje, kobieta dba
                            > o dzieci i dom. Układ jest ok dopóki się myśli optymistycznie, ze będzie trwał
                            > wiecznie.

                            Po co więc w ogóle wchodzić w układ czasowy?


                            Warunki jednak się zmieniają, mąż odchodzi, odchodzi żona, dzieci ro
                            > sną, zdarza się rozwód i wtedy niepracująca zawodowo kobieta znajduje się w doś
                            > ć trudnej sytuacji, startowanie z karierą zawodową po odchowaniu dzieci jest ci
                            > ężkie, alimenty są na dzieci, niekoniecznie na żony...

                            Ależ Twoje podejście kupy sie nie trzyma. Nadal najczęściej jest tak, iz dzieci rodzą sie głównie w małżeństwie, a to małżeństwo zawierane jest na zawsze. Czyż nie? Skoro ktoś obiecał mi coś tak waznego, to dlaczego mam to traktować z przymrużeniem oka i żyć tak, jakby tej obietnicy w ogóle nigdy nie było? Bo schemat jest prosty: obietnica ---> wzajemne docieranie sie i ustalanie ról -
                        • zmeczona100 Re: Okiem Zmęczonej ;) 02.03.11, 19:17
                          errormix napisał:


                          > Eeeee. Przecież twój mąż wie, że w ciągu dnia pracujesz przy tej taśmie, a to d
                          > zierganie to twoja pasja, ale nie konieczność.

                          Pasja to coś, czym "nie zaniedbuję" rodziny i co robię wtedy, kiedy mam wolną chwilę.

                          Rozumiem więc, że jeśli u
                          > zgodniliście, że będziesz miała "Zmęczona-Drutex", a w jakimś miesiącu sprzedas
                          > z tylko dwie serwetki, to twój mąż ma prawo być zniecierpliwiony, a ty ze spusz
                          > czoną głową przyznasz mu rację i walniesz się w piersi?

                          W takim celu żadnego drutexu by nie było, bo gra nie warta byłaby świeczki. Tzn. nie zakładałabym wtedy żadnego biznesu, tylko dalej sobie dziergała, kiedy byłby czas i natchnienie.

                          >
                          > Dzierganie to twoje hobby.

                          No trudno- dla mnie hobby to jednak inna para kaloszy, niż biznes wink


                          > Nie żartuj. Chcesz przygotowywać biznesplan dotyczący dziergania serwetek?

                          No skoro wiele nocy nad nimi siedziałam, to jednak nie jest komplet serwetek na Boże Narodzenie dla 3 osobowej rodziny.

                          Twoi
                          > m narzędziem pracy są druty po babci i cała masa wełny, która zalega ci w szafi
                          > e od niepamiętnych lat. Moim był komputer, który i tak stał w domu. Działalność
                          > nie wiązała się z żadnymi inwestycjami.
                          >

                          No to nie dziwię się, że po pierwszej fakturze wzrósł apetyt. W końcu tylko głupcy nie wykorzystują nadarzających się możliwości i koniunktury wink
                          • errormix Re: Okiem Zmęczonej ;) 02.03.11, 19:45
                            zmeczona100 napisała:


                            > W takim celu żadnego drutexu by nie było, bo gra nie warta byłaby świeczki. Tzn
                            > . nie zakładałabym wtedy żadnego biznesu, tylko dalej sobie dziergała, kiedy by
                            > łby czas i natchnienie.
                            >
                            > >

                            a po chwili dodała:

                            > No to nie dziwię się, że po pierwszej fakturze wzrósł apetyt. W końcu tylko głu
                            > pcy nie wykorzystują nadarzających się możliwości i koniunktury wink
                            >

                            Wychodzi więc na to, że ty byś swojego hobby na firmę nie zamieniła, bo wg. ciebie za dużo z tym wszystkim problemów. Ale jednocześnie nie miałabyś nic przeciwko temu, by twój mąż taką firmę miał, bo "ten apetyt" u ciebie by rósł, a on by był głupi, gdyby nie wykorzystał okazji smile)

                            Jak tu nie mówić, że kobiety postrzegają jednak facetów z perspektywy portfela?

                            Tak czy inaczej, bardzo dziękuję ci za rozmowę. Rzadko kiedy jest tu okazja, by choćby na chwilę "przystanąć" w jakimś wątku i nawet teoretycznie wymienić się argumentami w stylu "co by było gdyby".

                            Jako, że wcześniej wyznałaś mi miłość, wpisuję cię niniejszym na początek mojej listy i przy pierwszej nadarzającej się okazji w realu upiję cię do nieprzytomności. Pozdrawiam.
                            • zmeczona100 Re: Okiem Zmęczonej ;) 02.03.11, 20:19
                              Moment wink


                              >
                              > Wychodzi więc na to, że ty byś swojego hobby na firmę nie zamieniła, bo wg. cie
                              > bie za dużo z tym wszystkim problemów.

                              Zamieniłabym- gdyby miało to przynieść wymierne zyski. Bo po to zakłada się biznes.

                              Ale jednocześnie nie miałabyś nic przeci
                              > wko temu, by twój mąż taką firmę miał, bo "ten apetyt" u ciebie by rósł, a on b
                              > y był głupi, gdyby nie wykorzystał okazji smile)

                              A skąd tu sie pojawił mąż w roli prywaciarza? wink
                              Ja tam tylko twierdzę, że skoro mam mozliwości i mogę na nich zarobić, to je wykorzystuję. W imię czego niby miałabym rezygnować w takiej sytuacji z zysków? Przecież wszędzie czyha konkurencja, więc idylla trwać wiecznie i tak nie będzie.

                              >
                              > Jak tu nie mówić, że kobiety postrzegają jednak facetów z perspektywy portfela?

                              Ja tam mogę mówić za siebie- kobiety są bardziej praktyczne i jak już coś robią, albo na coś sie godzą, to ma to przynosić korzyści wink Zauważ zresztą, jaka to motywacja dla facetów wink
                              No i nie zapominaj, że wszystko ustalam z mężem wink
                              >
                              > Tak czy inaczej, bardzo dziękuję ci za rozmowę. Rzadko kiedy jest tu okazja, by
                              > choćby na chwilę "przystanąć" w jakimś wątku i nawet teoretycznie wymienić się
                              > argumentami w stylu "co by było gdyby".

                              Wzajemnie wink

                              >
                              > Jako, że wcześniej wyznałaś mi miłość, wpisuję cię niniejszym na początek mojej
                              > listy i

                              <oblała się rumieńcem>

                              przy pierwszej nadarzającej się okazji w realu upiję cię do nieprzytom
                              > ności. Pozdrawiam.
                              >
                              To chociaż samochód wtedy zostaw przy domu wink

                              PS Na zdrowie piwo
Pełna wersja