woocash84
03.05.11, 21:04
Jesteśmy z żoną po ślubie dwa i pół roku... Mamy małą córeczkę, następną w drodze. Kocham moją żonę, tak jak i córki. Są dla mnie całym życiem. Jest tylko jedno ale... Żona praktycznie od dwóch lat grozi mi rozwodem z byle powodu. Nie traktowałem tego serio. Przynajmniej na początku. Wiadomo- młode małżeństwo, należy się dotrzeć i takie tam...
W moim małżeństwie nie ma sytuacji umiarkowanej, tzn. albo jest bardzo dobrze, albo bardzo źle ostatnio z przewagą tego drugiego... Pracuję na dwie zmiany, jak mam ranki to popołudniami jestem niewyspany. Sporo w tym zasługi mojej córeczki, lecz nie to jest ważne. Gdy mam popołudnia, praktycznie wcale nie widuję się z żoną...
Moja żona twierdzi, a właściwie wykrzykuje mi w twarz, że nie rozmawiamy, że nie ma we mnie oparcia, a później że zmarnowałem jej życie, a ślub ze mną był największą pomyłką jej życia... Coraz częściej się kłócimy, właściwie bez powodu, a raczej ja nie znam tego powodu. To może być cokolwiek. Dzisiaj moja żona wszczęła awanturę, bo chciałem zdrzemnąć się w czasie gdy ona oglądała jakiś serial w telewizji... Nie potrafi mi konkretnie powiedzieć, o co jej właściwie chodzi, czemu się tak awanturuje. Czy to już koniec? Czy to nic nie znaczy, że ją kocham?