Witam,
stoje na rozdrożu. Mój swiat który myslalem ze jest w maire rozsadnie poukladany, zachwial sie jak sie prawie nie rozsypal.
od prawie 7 lat jesteśmy malzenstwem ponad 10 lat sie znamy, mamy dwójke dzieci 5 i 2 latka, wspolnosc majatkowa, mieszkanie na kredyt.
Popelnilem jako maz wiele bledów: głownie egoizm, nie traktowanie poważnie zony, nie dostrzeganie potrzeb, lekcewazenie, nieangazowanie sie w codzienne zycie - prowadzenie gospodarstwa domowego, zwykle obowiazki, nie spedzenie czynne wraz z zoną i dziecmi,... egoizm ...

Z drugiej strony staralem sie zapewnic godny byt rodzinie chwytajac sie kazdej roboty, czesto kosztem równiez rzadkiego bycia w domu, zarobienia na mieszkanie ktore mamy od dwoch lat. Wiem ze to nie wszystko! dziś

... Z jednej strony wdala sie w nasz zwiazek chyba tak czesto powszechna rutyna, a ja na czas nie zadbalem aby moja kobieta czula sie ze mna najlepiej. Miewałem w pewnych momentach pytania czy tak naprawde kocham zone ? czy pociaga mnie fizycznie... nigdy jej tego nie mowilem, nie poruszalismy tematy czy nasz zwiazek jest okej, ona wielokrotnie zglaszala uwagi, chciala poruszac problemy jakie drecza ją w naszym zwiazku, ale ja czesto nie sluchalem... lekcewazylem.... jednoczenie nie bylem do konca zadawolony z calosci zwiazku, cos brakowalo.... ale nie szukalem innej, nie zdradzałem tkwilem w wygodnym zwiazku obaj pracujac , lecz z wiekszym zangazowaniem zony w zycie codzinnie, obowiazki domowe i rodzicielskie, niz moim
Do pierwszej zdrady zony doszlo w 2008 jak sie okazuje z kolega w nowej pracy kiedy to pierwszy raz wjyjechalem z dzieckiem na wakacje, a zona musiala zostac sama , nie mogla dostac urlopu..
Do drugiej poznanym przez internet facetem i za pare dni trzeciej zdrady jeszcze z innym i pewniej bylo by nascie gdybym w pore wszystkiego nie dostrzegł co sie dzieje... w styczniu tego roku. Jak sie okazalo fotka.pl to swietny portal dla zmeczonych zyciem kobiet, malzenstwem, drugim wykanczajacym fizycznie i psychicznie rodzicielstwem ... cos stalo by sie dalej ? nie wiem...
Nie rozumiem albo nie chcem zrozumiec dlaczego... tlumaczyla ze nie wie dlaczego tak postepowala, ....ja dokladnie znalem wiekszosc tresci rozmow, maile, przesylane zdjecia, teksty na moj temat (przy pomocy zainstalowanego po pewnych ale niestety nie na czas! programu szpiegujacego w komputerze), wiem wszystko prawie na temat tych facetów z ktorymi sie spotkala...gdzie pracuja co robia gdzie mieszkaja nr telefonow etc.
chyba od razu trzezwo myslacy facet powiedzial odchodze to nie jest kobieta dla mnie ... to KONIEC..
Mimo walki, tj chodzenia do psychologów, psychoterapeutow, leczenia prochami swojej deprechy, czestszymi rozmowami z zona, zmiana o 180 stopni swojego zachowania wzgledem calej rodziny... . w zasadzie powiedzialem ze jej wybaczam, i ze ja nadal kocham. mysle ze jednak nie da rady....

Ona staje na uszach, prowadzi dom na maxa, daje mi luzy, mowi ze mnie kocha, nie tyka komputera zeby nawet nie dawac mi powodow... Tlumaczy swoje zachowanie jak zlapanie drugiego oddechu, nie szukala zmiany partnera a poprostu andrenaliny, nowych baterii bo juz nie dawala rady...w zwiazku z ciezka pracą , wychowywaniem mlodszego dziecka, brakiem jak to powiedziala zainteresowaniem z mojej strony, dostrzeganiem jej potrzeb..
Zaraz po tych zajsciach bylo bardzo zle ze mna i w stosunku do zony. ... przez pare dni potrafiłem byc opanowy i spokojny ale czasami mnie nachodzi taka zlosc ze tkwie w tym zwiazku, jestem zlosliwy dokuczliwy, wyzywam sie na niej swiadomie nie mogac sie zahamowac , orbrazilem ją wiele razy i to nawet najgorszymi slowami , robie rozne rzeczy zeby sie na niej zemscic, odpalaja mi jakies dziwne pomsly jak wariat.. sledzilem tych facetów itp. wiem ze prawie swoim szalonym zachowaniem moglem jej zrobic krzywde na psychice... nie wiem ile ona to wytrzyma.... teraz od kilku tygodni jest spokojnie ale czasami mam zly humor, depresje, czasami cos mnie tknie i jej dotnę itp.
nie wiem ile juz wytrzymam.... mysle coraz czesciej o rozwodzie gdyz nie moge zyc w zwiazku z kobieta , ktora zdradzila mnie fizycznie i psychicznie , ktora wypowiadala sie na moj temat w oszczerczy sposob. ... nie wiem co myslec... Druga strona to to...ze nie jest zdrowe, aby nasze dzieci byly wychowywane w "patalogicznym" zwiazku ...to jest takim gdzie nie wszystko jest porzadku miedzy mezem i zona, gdzie brak prawdziwego uczucia i wiezi, zaufania ...itd. Narazie ich żadne wydarzenia nie dotknely, mam nadzieje ze nie odkryło nic, zwlaszcza starsze dziecko, jak naprawde jest w naszym zwiazku.... ale z czasem moze to sie zmienic...
co radzicie co robic ... czy da sie wyleczyc taki zwiazek... ? komus sie udalo? jak dlugo probowal? uraz ktory tkwi w glowie wydaje sie byc nie do zaleczenia...
dzieki za wszelkie uwagi spostrzezenia, komenatrze z własnego doswiadczenia...
przepraszam za dosc chaotyczną wypowiedz ale starlem sie aby nie powstał elaborat...
dzieki i pozdrawiam.