03.06.11, 22:15
Witam,

stoje na rozdrożu. Mój swiat który myslalem ze jest w maire rozsadnie poukladany, zachwial sie jak sie prawie nie rozsypal.

od prawie 7 lat jesteśmy malzenstwem ponad 10 lat sie znamy, mamy dwójke dzieci 5 i 2 latka, wspolnosc majatkowa, mieszkanie na kredyt.

Popelnilem jako maz wiele bledów: głownie egoizm, nie traktowanie poważnie zony, nie dostrzeganie potrzeb, lekcewazenie, nieangazowanie sie w codzienne zycie - prowadzenie gospodarstwa domowego, zwykle obowiazki, nie spedzenie czynne wraz z zoną i dziecmi,... egoizm ... sad
Z drugiej strony staralem sie zapewnic godny byt rodzinie chwytajac sie kazdej roboty, czesto kosztem równiez rzadkiego bycia w domu, zarobienia na mieszkanie ktore mamy od dwoch lat. Wiem ze to nie wszystko! dziś sad... Z jednej strony wdala sie w nasz zwiazek chyba tak czesto powszechna rutyna, a ja na czas nie zadbalem aby moja kobieta czula sie ze mna najlepiej. Miewałem w pewnych momentach pytania czy tak naprawde kocham zone ? czy pociaga mnie fizycznie... nigdy jej tego nie mowilem, nie poruszalismy tematy czy nasz zwiazek jest okej, ona wielokrotnie zglaszala uwagi, chciala poruszac problemy jakie drecza ją w naszym zwiazku, ale ja czesto nie sluchalem... lekcewazylem.... jednoczenie nie bylem do konca zadawolony z calosci zwiazku, cos brakowalo.... ale nie szukalem innej, nie zdradzałem tkwilem w wygodnym zwiazku obaj pracujac , lecz z wiekszym zangazowaniem zony w zycie codzinnie, obowiazki domowe i rodzicielskie, niz moimsad

Do pierwszej zdrady zony doszlo w 2008 jak sie okazuje z kolega w nowej pracy kiedy to pierwszy raz wjyjechalem z dzieckiem na wakacje, a zona musiala zostac sama , nie mogla dostac urlopu..
Do drugiej poznanym przez internet facetem i za pare dni trzeciej zdrady jeszcze z innym i pewniej bylo by nascie gdybym w pore wszystkiego nie dostrzegł co sie dzieje... w styczniu tego roku. Jak sie okazalo fotka.pl to swietny portal dla zmeczonych zyciem kobiet, malzenstwem, drugim wykanczajacym fizycznie i psychicznie rodzicielstwem ... cos stalo by sie dalej ? nie wiem...

Nie rozumiem albo nie chcem zrozumiec dlaczego... tlumaczyla ze nie wie dlaczego tak postepowala, ....ja dokladnie znalem wiekszosc tresci rozmow, maile, przesylane zdjecia, teksty na moj temat (przy pomocy zainstalowanego po pewnych ale niestety nie na czas! programu szpiegujacego w komputerze), wiem wszystko prawie na temat tych facetów z ktorymi sie spotkala...gdzie pracuja co robia gdzie mieszkaja nr telefonow etc.

chyba od razu trzezwo myslacy facet powiedzial odchodze to nie jest kobieta dla mnie ... to KONIEC..

Mimo walki, tj chodzenia do psychologów, psychoterapeutow, leczenia prochami swojej deprechy, czestszymi rozmowami z zona, zmiana o 180 stopni swojego zachowania wzgledem calej rodziny... . w zasadzie powiedzialem ze jej wybaczam, i ze ja nadal kocham. mysle ze jednak nie da rady.... sad Ona staje na uszach, prowadzi dom na maxa, daje mi luzy, mowi ze mnie kocha, nie tyka komputera zeby nawet nie dawac mi powodow... Tlumaczy swoje zachowanie jak zlapanie drugiego oddechu, nie szukala zmiany partnera a poprostu andrenaliny, nowych baterii bo juz nie dawala rady...w zwiazku z ciezka pracą , wychowywaniem mlodszego dziecka, brakiem jak to powiedziala zainteresowaniem z mojej strony, dostrzeganiem jej potrzeb..

Zaraz po tych zajsciach bylo bardzo zle ze mna i w stosunku do zony. ... przez pare dni potrafiłem byc opanowy i spokojny ale czasami mnie nachodzi taka zlosc ze tkwie w tym zwiazku, jestem zlosliwy dokuczliwy, wyzywam sie na niej swiadomie nie mogac sie zahamowac , orbrazilem ją wiele razy i to nawet najgorszymi slowami , robie rozne rzeczy zeby sie na niej zemscic, odpalaja mi jakies dziwne pomsly jak wariat.. sledzilem tych facetów itp. wiem ze prawie swoim szalonym zachowaniem moglem jej zrobic krzywde na psychice... nie wiem ile ona to wytrzyma.... teraz od kilku tygodni jest spokojnie ale czasami mam zly humor, depresje, czasami cos mnie tknie i jej dotnę itp.

nie wiem ile juz wytrzymam.... mysle coraz czesciej o rozwodzie gdyz nie moge zyc w zwiazku z kobieta , ktora zdradzila mnie fizycznie i psychicznie , ktora wypowiadala sie na moj temat w oszczerczy sposob. ... nie wiem co myslec... Druga strona to to...ze nie jest zdrowe, aby nasze dzieci byly wychowywane w "patalogicznym" zwiazku ...to jest takim gdzie nie wszystko jest porzadku miedzy mezem i zona, gdzie brak prawdziwego uczucia i wiezi, zaufania ...itd. Narazie ich żadne wydarzenia nie dotknely, mam nadzieje ze nie odkryło nic, zwlaszcza starsze dziecko, jak naprawde jest w naszym zwiazku.... ale z czasem moze to sie zmienic...

co radzicie co robic ... czy da sie wyleczyc taki zwiazek... ? komus sie udalo? jak dlugo probowal? uraz ktory tkwi w glowie wydaje sie byc nie do zaleczenia...

dzieki za wszelkie uwagi spostrzezenia, komenatrze z własnego doswiadczenia...
przepraszam za dosc chaotyczną wypowiedz ale starlem sie aby nie powstał elaborat...

dzieki i pozdrawiam.

Obserwuj wątek
    • tesknotazabija Re: rozwód 03.06.11, 22:31
      Jak przykro czytać takie historie sad Dosłownie łzy zakręciły mi się w oczach. Chyba mnie coś dzisiaj łapie sad

      Z mojego punktu widzenia - nie da się takiej rany zaleczyć. Można próbować, ja też próbowałam, moim zdaniem się nie da, ale jeśli masz siłę i czujesz, że bardzo kochasz to walcz. Ludzie są różni. Ja w otoczeniu nie znam nikogo kto po zdradzie potrafił uratować związek. Nie znaczy to jednak, że takich par nie ma. Pewnie gdzieś są ...
      Życzę Ci dużo siły, bo doskonale wiem co czujesz.



    • kalpa Re: rozwód 03.06.11, 22:36
      Trive, "zdrada", czyli sex z innym facetem wcale nie musi oznaczać, że żona cie nie kochała, że wszystko przepadło. Jak na to spojrzeć z boku, to... chyba coś aż tak strasznego się nie stało...
      Mówię z pozycji kobiety, którą mąż "zdradził". Po pierwszym razie, kiedy wrócił do mnie- zapomniałam o wyskoku, zamknęłam za tym drzwi i udało nam się stworzyć fajną rodzinkę, powołaliśmy do życia dzieci. Problemy pojawiły się dużo później i ... pojawiły się w jego życiu inne kobiety, aż w końcu ta najważniejsza. Ale to była konsekwencja naszego niedobrania w pewnej sferze, a nie tego, ze przespał się z inna kobietą, serio.
      Natomiast ja -kiedy zostałam sama- tez spotkałam się z kilkoma mężczyznami. i choć było miło, to... nie pozostawiło to jakiś wielkich śladów i mojej psychice. Dlatego- jako kobieta- mowie ci, ze czasem ta "odlotowa randka" nie wiele znaczy w porównaniu z uczuciem do swojego mężczyzny. \i bardzo możliwe, ze twoja zona najbardziej ciebie pragnie i kocha a tamci mężczyźni, byli jedynie rozpaczliwa próba zmienienia czegoś w swoim życiu. I nie zdziwię sie, jeśli nawet nie pamięta ich twarzy. Dla mnie mąż były mąż był- gdzieś głęboko w sercu najważniejszy a moja dusza wciąż płakała za nim, mimo, ze spałam w ramionach innego mężczyzny. Może daj zonie szanse i sobie tez, bo szkoda by było stracić coś ważnego tylko z powodu ego...
      pozdrawiam ciepło.
      • zatracony72 Re: rozwód 04.06.11, 19:39
        kalpa napisała:


        > zy a moja dusza wciąż płakała za nim, mimo, ze spałam w ramionach innego mężczy
        > zny.

        Nie no, po tym to dopiero zrobiło mi się smutno... a raczej abstrakcyjnie i absurdalnie
    • plujeczka Re: rozwód 03.06.11, 22:39
      widzisz tak łatwo traci się rodzinę, dzieci,zonę =w pewnym stopniu sam do tego doprowadziłeś, odradzam pochopne decyzje , spróbuj dać wam szansę , postaw się na miejscu zony, poczuj sie tak jak ona ,zaniedbywana, obarczona obowiazkami ponad siły, wieczna nieobecnośc w domu, zapracowany maz niedostrzegajacy małzonki i jej potrzeb.
      Zrozum nie usprawiedliwiam zdrasd ale ta najczęściej jest wina obu stron.
      macie małe dzieci, dom ,doskonałe warunki do zycia.Poromawiaj z zoną, skorzystajcie z pomocy terapeuty, psychologa, zrób coś aby ta sytuacje zmienic.
      ale jesli wybaczysz to nie wracaj nigdy do tego tematu, odgrzebywanie starych ran boli bardziej niz śiweża rana.
      Popatrz ile jest ns na forum ( parę tysiecy0 osób , którym posypały sięrodziny, chceszdo nas dołaczyć? kiedyś kochalicie sie szaleńczą miłością, przysiegaliście w kosciele wierni u i ufni ,ze zycie do późnej starości spędzicie razem i co? co zostało z waszych marzeń?Nie rujnu wszystkiego, rozwód to nie lekarstwo to naprade ostateczna decyzja, Wasze dzieci dołącza do grona fzieci z rozbitychdomów a przeciez miały miec szczesliwe dzieciństo i oboje rodziców bawiacyhc sie na trawie przed własnym domem.Spróbuj wybaczyć choc wiem ,że to trudne ale niejednym to sie udalo .Kryzysy sa po to aby je przezwyciezac , nikt nie mówił ,ze bedzie łatwo. Zyczę wam aby tasytacja was nie przerosla, walczcie o wasz zwiazek ale to wymagaod was obojga ogromnej pracy i wytrwałosci, wierze ,że wam się uda a ty znikniesz z tego forum bo to jeszcze i oby nigdy =nie jest miejscem dla Ciebie.Powodzenia.
      • zatracony72 Re: rozwód 04.06.11, 19:44
        Wiele razy nie zgadzałem się z Plujeczką a i pojeździła sobie po mnie swego czasu ale nie sposób nie zgodzić się z tym co napisała. Jeśli masz tyle samozaparcia i chęć żony.... próbuj.
    • rubarom Owszem 03.06.11, 22:49
      Tak, udało się. Po obopólnych zdradach (potem właściwie już zamierzonych, więc nie do końca będących zdradami), po całych miesiącach wzajemnego psychicznego dręczenia się (było szczególnie okrutne ze względu na wspólne zamieszkiwanie - wyszukanie i kupienie mieszkania trochę trwa), patrzenia na męczarnię dziecka, które potwornie to przeżywało... I mimo praktycznie rozpoczętego rozwodu. I nagle zwrot.
      A że minęły już cztery lata, to wiem, co mówię.

      Jest to więc jak najbardziej możliwe, po Twoim opisie i stosunku żony do Ciebie (i odwrotnie) wnoszę, że jest to możliwe i u Ciebie.
    • altz Re: rozwód 04.06.11, 06:14
      Piszesz o swojej winie, a winy żony nie było? W końcu, żeby się spotykać z innymi facetami, musiała się jakoś zorganizować i nie mogła być aż tak obciążona. Zdaję sobie sprawę, ile pracy jest przy dwójce małych dzieci w różnym wieku, jak u was.

      Zamiast rozmawiać ze sobą, były wizyty u psychologa, to chyba teraz takie modne.
      Myślę, że żona zdradzać będzie, to taki typ. Przełamała się i w razie nowych problemów będzie szukać kogoś na boku i chyba już nigdy nie będziecie sobie ufać na 100%, a bez pełnego zaufania związek jest bardzo trudny.

      Najbardziej mnie martwi to, że jesteś teraz złośliwy wobec żony i chyba nie widzisz w niej w pełni człowieka. Jeśli się nie uda Ci się tego jakoś zmienić, to na pewno wam się nie uda.
      A co do dzieci, to się trochę dziwię temu optymizmowi, że niby dziecko nie odczuło niczego. Dziecko więcej widzi, niż się nam wydaje. Nie wierzę, że dziecko nic nie zauważyło i że nie ma z tym problemu. Myślę, że masz po prostu za mały kontakt z dziećmi, dlatego tak myślisz.
      • malgolkab Re: rozwód 07.06.11, 09:53
        altz napisał:

        >

        > Myślę, że żona zdradzać będzie, to taki typ. Przełamała się i w razie nowych pr
        > oblemów będzie szukać kogoś na boku i chyba już nigdy nie będziecie sobie ufać
        > na 100%, a bez pełnego zaufania związek jest bardzo trudny.
        Zgadzam się w 100 %. To nie był jednarazowy skok w bok pod wpływem chwili, tylko kilka dłuższych relacji... Ja takiej osobie już bym nie zaufała. W związku są różne momenty i jak byłyby gorsze okresy to myślałabym o tym czy 2 strona znowu nie skoczyła w bokuncertain
        > A co do dzieci, to się trochę dziwię temu optymizmowi, że niby dziecko nie odcz
        > uło niczego. Dziecko więcej widzi, niż się nam wydaje. Nie wierzę, że dziecko n
        > ic nie zauważyło i że nie ma z tym problemu.
        Też nie wierzę. Rozeszłam się z exem jak syn miał 3,5 roku i rozumiał dużo. Teraz ma prawie 5,5 i nie ma szans ukryc przed nim np. swojego stanu emocjonalnego, problemów w pracy, od razu widzi, że cos jest nie tak. Po prostu nie wszystkie dzieci o tym mówią, co nie znaczy, że nie widzą...
    • podroznie ... 04.06.11, 07:37
      Trudno coś dodać po słowach piszącego Altza; sensownie napisane
      można tylko w Twoje sensory emocjonalne uderzyć.
      Duże prawdopodobieństwo, że będziesz jeszcze nie raz zdradzany i musisz
      być z tym pogodzony jeśli chcesz pozostać w małżeństwie,
      być na co dzień uśmiechniętym, pogodnym nie bojąc się że znowu to nastąpi.
      Trudne, nie.

      Nie jesteś małym chłopcem i wiesz ze każdy jest zdolny do najgorszego zła
      i wielkiego poświecenia równocześnie. Księżki, poezja, sztuka, takie tam...
      Dzisiaj dziwka jutro święta. Bądź na odwrót.

      Przy NCK (Centrum Kultury w Nowej Hucie) są zamieszczone na sztalugach zdjęcia
      z lat ok 1900-1945, z reguły pamiątkowe, rocznicowe, pełen przekrój społeczny.
      Masa twarzy, często kurwiki, szaleństwo w oczach które przetrwało do dzisiaj.
      Ale równocześnie odczucie, że to nie ma zupełnie znaczenia.
      Wszystko stonowane, w sepii...

      Tyle, dobrego dnia
      • nangaparbat3 :) 04.06.11, 10:02
        Przy NCK (Centrum Kultury w Nowej Hucie) są zamieszczone na sztalugach zdjęcia
        z lat ok 1900-1945, z reguły pamiątkowe, rocznicowe, pełen przekrój społeczny.
        Masa twarzy, często kurwiki, szaleństwo w oczach które przetrwało do dzisiaj.
        Ale równocześnie odczucie, że to nie ma zupełnie znaczenia.


        Zachwyciłeś mnie.
        Ale chyba trzeba trochę pożyć, żeby to odczuć sad
    • danielsst Re: rozwód 04.06.11, 08:23
      Cześć miałem niedawno podobnie , szaleństwa ,awantury ,domysły ,Wszystko zależy od tego co zamierzasz dalej ,przemyśl sobie na spokojnie wszystko.Czasem lepszy '' chleb z wodą z kochaną osobą '' niż przysmaki z ''wrogiem'' O waszym życiu decydujcie sami , w spokojnej rozmowie.Powodzenia
    • milostka.live Re: rozwód 04.06.11, 10:16
      Witaj, przeczytałam Twoją wypowiedź i muszę przyznać, żejesteś jednym z niewielu facetów, którzy potrafią się przyznać do błędu... Moje małżeństwo wygląda podobnie. Mąż całymi dniami pracuje, nie poświęca czasu ani uwagi mnie... I musze przyznać, że podobnie jak Twoja zona też go zdradziłam... Więc śmiało mogę powiedzieć Ci, że zdrada Twojej żony wynikała z faktu niedowarościowania... Ona po prostu chciała się poczuć znów kobietą, chciała aby ktoś dostrzegł w niej piękno, aby ktoś o nią zabiegał. Wiem, że zdadę wybaczyć jest ciężko, ale postaraj się walczyc o swoje małżeństwo. To zapewne był tylko seks, który w dzisiejszym świecie jest tak powszechny... Postaraj się odbudować więź emocjonalną ze swoją żoną, spraw aby poczuła się pożądana i kochana... I uwierz mi, jeśli Twoja żona nie kochałaby Cię na pewno już dawno by odeszła, a nie starała sie o Ciebie jak pisałeś. Pamiętaj że każdy z nas zasługuję na drugą szansę. Życzę Ci sukcesu i trzymam kciuki. Powodzenia
      • motylewbrzuchu123 Re: rozwód 04.06.11, 11:07
        No tak, jak zwykle mężczyzna sam był sobie winien. Czy naprawdę jedyne co można zrobić w związku, który się nie układa, to szybciutko znaleźć sobie pocieszyciela na boku? A dokładnie trzech pocieszycieli?
        • nangaparbat3 Re: rozwód 04.06.11, 11:15
          A dlaczego piszesz, że "szybciutko"? Autor wątku wspomina, że żona chciała rozmawiać o ich problemach, a on odmawiał.
          Jego w tym małżeństwie nie było.
          Utrzymywać rodzinę można równie dobrze za pomocą alimentów.
          Fajnie, ze to widzi i otwarcie przyznaje.
          I nie, zebym usprawiedliwiała zdradę - ale warto przemysleć różne możliwości, zanim sie osądzi, że skoro zdradzała, to już zawsze będzie to robić.
          • motylewbrzuchu123 Re: rozwód 04.06.11, 11:23
            A skąd można wiedzieć czy gdyby był lepszym mężem, to żona by go nie zdradzała, ot tak dla dreszczyka emocji i dowartościowania się? Sama znam taką kobietę, otwarcie przyznaje, że mąż jest "za dobry" i nudny, potrzebny jej jest tylko jako dostarczyciel pieniędzy i darmowa niańka do dziecka(zaznaczam, że nie mam nic wspólnego z jej mężem, ona jest moją znajomą, właściwie byłą znajomą, bo nie mam ochoty tego wszystkiego słuchać i służyć jako alibi).
            • ewela1_1 Re: rozwód 04.06.11, 11:26

              Wnisek z tego taki, ze ludzie nie powinni łączyć się w pary...uncertain
              • motylewbrzuchu123 Re: rozwód 04.06.11, 11:28
                Ewela, NIEKTÓRZY ludzie nie powinni łączyć się w parysmile
                • ewela1_1 Re: rozwód 04.06.11, 11:32

                  No jakieś 80%, ewentualnie tylko na 4 lata smile
            • nangaparbat3 Re: rozwód 04.06.11, 11:33
              Nie ma pewności, w życiu nigdy nie ma żadnej pewności.
              Ale to:
              Z jednej strony wdala sie w nasz zwiazek chyba tak czesto powszechna rutyna, a ja na czas nie zadbalem aby moja kobieta czula sie ze mna najlepiej. Miewałem w pewnych momentach pytania czy tak naprawde kocham zone ? czy pociaga mnie fizycznie... nigdy jej tego nie mowilem, nie poruszalismy tematy czy nasz zwiazek jest okej, ona wielokrotnie zglaszala uwagi, chciala poruszac problemy jakie drecza ją w naszym zwiazku, ale ja czesto nie sluchalem... lekcewazylem.... jednoczenie nie bylem do konca zadawolony z calosci zwiazku, cos brakowalo.... ale nie szukalem innej, nie zdradzałem tkwilem w wygodnym zwiazku obaj pracujac , lecz z wiekszym zangazowaniem zony w zycie codzinnie, obowiazki domowe i rodzicielskie, niz moim
              i to:
              Ona staje na uszach, prowadzi dom na maxa, daje mi luzy, mowi ze mnie kocha, nie tyka komputera zeby nawet nie dawac mi powodow...
              pozwala mieć nadzieję.
          • malgolkab Re: rozwód 07.06.11, 10:28
            nangaparbat3 napisała:

            > A dlaczego piszesz, że "szybciutko"? Autor wątku wspomina, że żona chciała rozm
            > awiać o ich problemach, a on odmawiał.
            > Jego w tym małżeństwie nie było.
            > Utrzymywać rodzinę można równie dobrze za pomocą alimentów.
            Nic prostszego- rozwieść się... a potem sobie sypiać nawet z 3 w ciągu jednego dniasmile tylko wiadomo, że alimentów nie dostałaby wysokości wypłaty jaką mąż przynosił.
            ale warto przemysleć różne możliwości, z
            > anim sie osądzi, że skoro zdradzała, to już zawsze będzie to robić.
            >
            Poniekąd się zgodzę, ale gdyby chodziło o jednorazowy wyskok, a nie 3 relacje (o ile nie więcej)...
      • ewela1_1 Re: rozwód 04.06.11, 11:12

        "To był tylko seks"?....to jak mnie facet zdradzi, bo poczuł sie niedowartościowany np. tym, ze zajmuje sie dziecmi i praca na etat i wlasna dzialaność to tak sobie wlasnie bede to tlumaczyc, że:

        -On tylko poszedł z nią do lóżka, tylko się położył na niej i tylko uprawiał z nią seks. Tylko było mu przyjemnie i tylko szeptał jej miłe słowa, tylko dotykał jej piersi i tylko ja pieścił i tylko tyle. Dla mnie to obrzydliwe, nie polzoyłabym się z takim wiecej do wspolnego łoża.

        Juz wole,zeby sie zakochał i mnie zostawił....
        • nangaparbat3 Re: rozwód 04.06.11, 11:38
          > -On tylko poszedł z nią do lóżka, tylko się położył na niej i tylko upra
          > wiał z nią seks. Tylko było mu przyjemnie i tylko szeptał jej miłe słowa, tylko
          > dotykał jej piersi i tylko ja pieścił


          Nie lepiej opanować umysł i nie wyobrażać sobie?
          • ewela1_1 Re: rozwód 04.06.11, 11:51

            A da się tak? Proszę Cię.
            • nangaparbat3 Re: rozwód 04.06.11, 11:53
              Da się, chociaż nie mam pojęcia, od czego zalezy, czy da się, czy nie.
              • ewela1_1 Re: rozwód 04.06.11, 12:07

                Dla mnie "tylko seks", to AŻ seks. Najintymniejsza sfera partnerstwa, która zostaje zerwana z kims innym już tą wspolną sferą nigdy nie będzie i nie wierze, ze te demony z przeszłości nigdy nie powracają(nawet jeśli się partnerzy zejdą i zdrada zostanie wybaczona).
                • jarkoni Re: rozwód 04.06.11, 14:35
                  Ależ solidarność jajników zadziałała. Gratuluję!
                  Zdradziła, i to z kilkoma, bo była niedowartościowana w małżeństwie? Nie tylko to boli, mnie ruszyło coś innego.. Przeczytane uwagi na swój temat w korespondencji z tymi innymi. Dobrze, że nie były cytowane..
                  To nie tylko zdrada fizyczna, i to kilkukrotna, to bym może przeżył (chociaż kilka razy na pewno nie), ale jak się na mój temat, delikatnie nazwijmy, negatywnie wyraża pisząc do swoich hmm.. przydupasów.. Oj, tego bym nie darował..
                  • ewela1_1 Re: rozwód 04.06.11, 14:39

                    Jarkoni gdzie Ty zauważyłeś solidarność jajników?smile, pytam z babskiej ciekawości, bo podpisałeś się pode mną.
                  • zmeczona100 Re: rozwód 04.06.11, 14:40
                    jarkoni napisał:

                    Nie tylko
                    > to boli, mnie ruszyło coś innego.. Przeczytane uwagi na swój temat w koresponde
                    > ncji z tymi innymi. Dobrze, że nie były cytowane..
                    > To nie tylko zdrada fizyczna, i to kilkukrotna, to bym może przeżył (chociaż ki
                    > lka razy na pewno nie), ale jak się na mój temat, delikatnie nazwijmy, negatywn
                    > ie wyraża pisząc do swoich hmm.. przydupasów.. Oj, tego bym nie darował..

                    Hm.... Czyli mogę być ostatnią szmatą, byleby tylko inni tego nie wiedzieli, a żona nie piskała nikomu??
                    • jarkoni Re: rozwód 04.06.11, 17:22
                      zmeczona100 napisała:
                      Hm.... Czyli mogę być ostatnią szmatą, byleby tylko inni tego nie wiedzieli, a
                      > żona nie piskała nikomu??

                      Źle mnie chyba zrozumiałaś.. Tzw "kurwienie się" jednorazowe, może być wybaczalne, obu płci to dotyczy, wielokrotne już mniej.. A wypisywanie brzydkich rzeczy o mężu do aktualnych łóżkowych znajomych nie mieści się w moim postrzeganiu świata..Czyli chłopskim językiem: jesteś k.., no jesteś, ale dlaczego jeszcze mnie opluwasz?
                      • malgolkab Re: rozwód 07.06.11, 10:36
                        jarkoni napisał:

                        >
                        > Źle mnie chyba zrozumiałaś.. Tzw "kurwienie się" jednorazowe, może być wybaczal
                        > ne, obu płci to dotyczy, wielokrotne już mniej.. A wypisywanie brzydkich rzeczy
                        > o mężu do aktualnych łóżkowych znajomych nie mieści się w moim postrzeganiu św
                        > iata..Czyli chłopskim językiem: jesteś k.., no jesteś, ale dlaczego jeszcze mni
                        > e opluwasz?
                        dobrze napisane...
          • altz Re: rozwód 04.06.11, 14:34
            nangaparbat3 napisała:
            > Nie lepiej opanować umysł i nie wyobrażać sobie?
            A jak się nie da, to może operacyjnie jakoś temu zaradzić? wink
            Byle tylko nie rozbijać kobiecie małżeństwa. smile
            • nangaparbat3 Re: rozwód 04.06.11, 15:22

              To akurat pisałam do Eweli. I owszem, uważam, że dobrze jest panować nad wyobraźnią, i nie nurzać się w wizjach ukochanej/ukochanego w cudzych objęciach. Że instynkt samozachowawczy powinien krzyczeć STOP!
              Zdradzonym kobietom też często doradzam chwilę namysłu.
              Wielokrotnie pisałam, że zdrada seksualna nie jest najgorsza (podobnie jak obgadywanie).
              Że nie jest - często - warta rozwalenia rodziny.
              • malgolkab Re: rozwód 07.06.11, 10:39
                nangaparbat3 napisała:

                > Wielokrotnie pisałam, że zdrada seksualna nie jest najgorsza (podobnie jak obga
                > dywanie).
                > Że nie jest - często - warta rozwalenia rodziny.
                jedna może i nie. kilka - wg mnie już tak. Do tego żalenie się na partnera do tej "trzeciej" osoby, pokazuje, że to nie tylko jednorazowy sex - tylko jakaś bliższa relacja... i to już nie jest zdrada tylko fizyczna, ale i emocjonalna moim zdaniem
      • altz Re: rozwód 04.06.11, 14:28
        milostka.live napisała:
        > Pamiętaj że każdy z nas zasługuję na drugą szansę.
        A niektórzy potrzebują nawet cztery szanse. smile

        Ja bym sugerował zapracowanemu panu, żeby znalazł czas i się dobrze zbadał, może już ma jakąś chorobę, którą wspaniałomyślnie otrzymał od żonusi. wink
        • jarkoni Re: rozwód 04.06.11, 14:36
          Altz, na podobnych falach nadajemy.. Bo już jajniki zaczęły bronić tej jaśnie pani..
          • zmeczona100 Re: rozwód 04.06.11, 14:39
            Hm... Jarkoni, po Tobie ostatnim spodziewałabym sie tekstu o jajnikach...
            • errormix Re: rozwód 04.06.11, 15:19
              Zawsze podziwiałem ludzi, którzy potrafili wybaczyć zdradę. Albo przynajmniej tak mówili. Bo zdrada to właśnie ta ostatnia granica - zaufania, szacunku, miłości, wierności. A czy można odbudować coś co tak naprawdę nie ma już granic? Czy w takim małżeństwie jest jeszcze taka strefa, która jest ważniejsza niż wierność, by można było powiedzieć - wybaczę jej/jemu, bo....?

              W takiej sytuacji aż pcha się na usta słowo: "Bo ją/jego kocham". Ale to tylko złudzenie. Bo to granica, której to my nie chcemy przekroczyć odchodząc, rozwodząc się, czy tracąc to co było dla nas najważniejsze, a więc miłość i szacunek. A tu przecież chodzi o granicę, którą przekroczyło to drugie.

              Sprawa wybaczenia zdrady, to wg, mnie nie kwestia zapomnienia, czy zrozumienia. To kwestia myślenia. I tego jak sobie ktoś z tym myśleniem radzi. A niewielu znam takich, którzy sobie poradzili. Zwłaszcza facetów. Bo tego nie można wymazać. To wraca, bo musi wracać. I co gorsza, wraca w najgorszych momentach, kiedy świadomość, że jednak mnie zdradził/a dopełnia czary goryczy.

              Podziwiam osoby, których miłość do drugiej osoby jest tak wielka, że gotowe są wybaczyć zdradę.

              Ja bym nie wybaczył. Nigdy.
              • zmeczona100 Re: rozwód 04.06.11, 15:37
                Myśle, że wybaczyć można, tj. da się wybaczyć naprawdę- tylko pamięć jednak płata figla i to raczej ją "obwiniałabym" za niemożność normalnego, szczęsliwego życia razem po zdradzie.

                Nie wiem, czy wybaczyłabym; na pewno nie potrafiłabym zapomnieć.
              • jarkoni Re: rozwód 04.06.11, 17:30
                errormix napisał:

                > Zawsze podziwiałem ludzi, którzy potrafili wybaczyć zdradę.
                • errormix Re: rozwód 04.06.11, 17:44
                  To prawda. Zrozumiałem to w momencie, kiedy dotarło do mnie, że ważniejsze w związku od wzajemnej miłości jest... szacunek.

                  A wbrew pozorom, jedno i drugie nie zawsze idą ze sobą w parze.
                  • mola1971 Re: rozwód 04.06.11, 18:16
                    Dla mnie w zdradzie najgorsze wcale nie była zdrada sama w sobie, czyli zdrada fizyczna.
                    Dużo gorsze były towarzyszące temu kłamstwa, krętactwa.
                    Utracone zaufanie bardzo trudno odbudować a niekiedy ta odbudowa w ogóle nie jest możliwa.

                    Ja wiem, że zdrady nie wybaczę. Próbowałam i dziś wiem, że niepotrzebnie straciłam czas na próbę wybaczenia. Jeśli mam żyć pod jednym dachem z kimś, komu nie ufam to wolę być sama. Dla mnie dziś, po latach doświadczenia, zdrada równa się rozstanie.
                  • zatracony72 Re: rozwód 04.06.11, 20:09
                    errormix napisał:

                    ważniejsze w związku od wzajemnej miłości jest... szacunek.
                    >
                    > A wbrew pozorom, jedno i drugie nie zawsze idą ze sobą w parze.

                    rozwaliłeś mnie,
                    Czy można w oczy mówić partnerowi, że nie zasługuje na szacunek i jednocześnie go kochać?
                    Znów parę lat za późno i w plecy.....................................

                • mayenna Re: rozwód 04.06.11, 20:05
                  Przewrotnie powiem, Jarkoni, że już Ordonka śpiewała: miłość tak pięknie tłumaczy zdradę, i kłamstwo, i grzech...
                  Czytałamc niedawno elaborat na temat tego, co ludzie tolerują w związku ze zdrada. Do pewnych umiejętności jesteśmy wychowywani. ja wyniosłam przekonanie, i co za tym idzie, skłonność do tolerowania męskiej zdrady, a jednocześnie wiem, ze norma moralna to jednak stanowcze jej wykluczenie i tę normę do siebie stosuję. Tylko ode mnie to wymagało podeptania mojej godności osobistej.
          • ap_u Re: rozwód 04.06.11, 15:18
            A solidaryzowanie się z panem mężem nie jest "solidarnością plemników"? czy może jedyną, słuszną i niepodważalną racją?
            • altz Re: rozwód 04.06.11, 17:08
              Jakie solidaryzowanie się? Ja proponowałem tylko solidne badania, serio to piszę. Może już teraz facet ma jakąś kiłę, HIV czy choćby zwykłą żółtaczkę. Ryzyko jest duże.

              Przemyślałem to, babka zdradzała, pisała, robiła to z wyrachowania.
              Myślę, że zrobiła kalkulację przychodów i doszła do wniosku, że potrzebuje męża, a przede wszystkim jego pieniędzy.
          • nangaparbat3 Re: rozwód 04.06.11, 15:23
            O, widzę, że jądra się skrzykują.
            • jarkoni Re: rozwód 04.06.11, 17:36
              Nango, bez żartów..
              Postaraj się wytłumaczyć kobietę wielokrotnie zdradzającą i hmm mówiącą brzydkie rzeczy o mężu. Jakich argumentów użyjesz?
              Że zapracowana robiąc obiad? Że ją hmm coś swędziało a mąż był w pracy i zarabiał na jej waciki?
              • altz Re: rozwód 04.06.11, 17:48
                Pasuje tylko jeden argument, ten z dowcipu.

                - Dlaczego kobieta w ciąży słodzi dwa razy herbatę?
                - Bo tak!

                Zawsze się wystrzegałem przed porównywaniem partnerek, żadna nie wie o wyczynach łóżkowych, sprawach higienicznych czy innych intymnych sprawach ode mnie. Kobiety nalegały, ale w końcu dawały sobie spokój. Mam tę satysfakcję, że nie zdradziłem, bo to też jest zdrada.
                Dlatego mnie załamało, gdy się dowiedziałem, jak mnie partnerka na forum opisywała ze szczegółami i paskudnie sugerując jakieś głupoty. To też jest zdrada. Ale niektóre kobiety mają inne zdanie na ten temat. Po czymś takim traci się zaufanie na zawsze.
                • nangaparbat3 Re: rozwód 04.06.11, 21:11
                  Oczywiście że to jest straszne chamstwo i powód, żeby raz na zawsze zerwać relacje. Widać nie doceniłam terminu \"obgadywanie" sad
              • zatracony72 Re: rozwód 04.06.11, 20:13
                I tak wyjdzie, że to wina faceta a kobieta co by nie zrobiła to jest ofiarą
              • plain.dad Re: rozwód 04.06.11, 20:43
                jarkoni napisał:

                > Nango, bez żartów..
                > Postaraj się wytłumaczyć kobietę wielokrotnie zdradzającą i hmm mówiącą brzydki
                > e rzeczy o mężu. Jakich argumentów użyjesz?
                > Że zapracowana robiąc obiad? Że ją hmm coś swędziało a mąż był w pracy i zarabi
                > ał na jej waciki?
                Niestety ci którzy przeżyli zdradę na pewno patrz na tą kwestię inaczej niż ci którzy jej nie przeżyli.
                Jak mozna mówić, ze ktoś zdradził kilkakrotnie to jeszcze kocha.... Nie po prostu nadal chce spokojnego życia przy boku mężą/żony
              • nangaparbat3 Re: rozwód 04.06.11, 21:09
                Że czuła się niekochana, niechciana, niepotrzebna. Automatycznie - nieatrakcyjna, niewiele warta.
                Czasem kobiety mówią, że czują się jak sprzęt. Mężczyźni też tak czasem mówią (raczej: bankomat), i też w takiej sytuacji zdradzają.
                Zawsze powtarzam, że zdrada seksualna nie jest najgorszą zdradą. Najgorszą jest dla mnie odmowa pomocy, współdziałania czy chocby zwykłego zrozumienia czy współczucia w trudnej dla tej drugiej osoby sytuacji.
                • jarkoni Re: rozwód 05.06.11, 11:39
                  O tym też mówiłem, zdrada fizyczna nie jest najgorszą rzeczą. Prawdziwym upodleniem, nie do wybaczenia, jest opluwanie i wyśmiewanie męża przed innymi facetami. Tego się nie wybacza..
                  • nangaparbat3 Re: rozwód 05.06.11, 11:50
                    No ale Autor wątku o wyśmiewaniu i opluwaniu nie pisał. pisał o oszczerstwach - też bardzo niefajnie, ale nie ma w sobie aż takiego ładunku emocjonalnego, imoże wynikać z innego punktu widzenia niż mężowski.
                  • zatracony72 Re: rozwód 05.06.11, 20:27
                    Potwierdzam, nic tak nie boli
          • fikcyjne-konto jak to się dzieje że takie teksty 07.06.11, 11:39
            jarkoni napisał:

            > Altz, na podobnych falach nadajemy.. Bo już jajniki zaczęły bronić tej jaśnie p
            > ani..


            wypisuje facet który zdradzał żonę jak się patrzy a usprawiedliwiał to tym, że żona seku nie lubiła?
      • malgolkab Re: rozwód 07.06.11, 09:57
        milostka.live napisała:

        I uwierz mi, jeśli Twoja żona
        > nie kochałaby Cię na pewno już dawno by odeszła, a nie starała sie o Ciebie ja
        > k pisałeś.
        Nie do końca- może po prostu zorientowała się, że utrzymać siebie i 2 dzieci nie będzie proste... wiele kobiet jest z mężem po prostu z wygody i ze strachu, że sobie nie poradzi. Smutne lecz prawdziwe...
    • zatracony72 Re: rozwód 04.06.11, 19:35
      Dzięki Trve. Teraz wiem jak by wyglądało moje życie gdyby moja ex jednak wróciła. Na szczęście wiedziała, że to się nie uda. Zresztą wcale nie chciała wracać. Tutaj jest jedyna różnica między naszymi sytuacjami, Twoja stara się naprawić wyrządzone zło. Czy to możliwe?
      Nasz związek na szczęście się zakończył i nie muszę tego analizować, wciąż i wciąż ........
    • wendd Re: rozwód 04.06.11, 19:44
      A od kiedy zdrada to sposób na poprawę relacji w małżeństwie?
      Jeśli ktoś jest niezadowolony i nieszczęśliwy, a wszelkie próby rozmów i terapii zawodzą, to może raczej uczciwiej byłoby zaproponować rozstanie? Niż zdradzać i roztrząsać swoje żale z kolejnymi facetami.
      Ta pani raczej próbuje trzymać wszystkie sroki za ogon - zachować męża, dobre imię w swoim środowisku i stabilizację finansową oraz jednocześnie nie rezygnować z zabawy i seksu poza związkiem.
      • jarkoni Re: rozwód 05.06.11, 11:43
        Nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko.. Nie i już..
    • ula-bak Re: rozwód 05.06.11, 11:42
      trochę inny punkt widzenia bo z perspektywy zdradzanej żony mogę Ci napisać tak,kurestwo ma się we krwi i nie wierzę,że wielokrotna zdrada nie powtorzy się już nigdy.wielokrotnie wybaczałam różne rzeczy i za każdym razem eks posuwał się o krok dalej bo zwyczajnie wiedział,że mu wybaczę. nie warto rezygnować z siebie,z szacunku do siebie,do swoich wartości.owszem może wybaczysz ale nie zapomnisz bo to zawsze wraca.twoja żona wiedziala co robi,więc wiedziała też co może stracić.jeśli znajdziesz w sobie dość sił to próbuj,trzymam kciuki ale nie za wszelką cenę.nic nie jest warte utraty szacunku do samego siebie.powodzenia
      zobaczyć świat w ziarenku piasku i raj w dzikim kwiecie,zmieścić nieskończoność w dłoni i wieczność w godzinie..william blake
    • becia101 Re: rozwód 06.06.11, 01:52
      jestem w trakcie rozwodu. Zdradę fizyczną potrafiłabym pewnie wybaczyć zdradę nie tylko męża ale przyjaciela- nie. zresztą to mąż po roku wykańczania mnie na wszystkie możliwe sposoby złożył pozew o rozwód. Ja chyba bym się długo jeszcze się zastanawiała, pomimo tego, że nie chciałam z nim mieszkać . Powiem ci co ostatnio powiedziała była żona mojego kolegi, że nie potrafiłaby sypiać z dwoma mężczyznami naraz. Kiedy sie domyślił o co chodzi jeszcze walczył. Teraz jest 2 miesiące po rozwodzie i żałuje,że tak długo z tym zwlekał, ze względu na dziecko. Teraz po prostu chce mu zorganizować spokojne życie w dwóch domach. Na pewno dużo jest twojej winy, ale chyba ratunkiem nie jest zdrada i to nie jedna. Nie oceniam Twojej żony ale wątpię czy potrafisz jej wybaczyć i chyba nie warto walczyć o dom bez miłości i zaufania.
      • rozaliab Re: rozwód 06.06.11, 13:29
        W odpowiedzi są dwa wątki- Ci którym się udało zostać razem piszą ''spróbujcie'', Ci, którym się nie udało zostać razem piszą ''nie nie uda wam się, nie warto''. Tyle z internetowych porad. Niestety problemy z partnerami leżą w naszym odczuciu - jeśli ktoś jest opiekuńczy przeniesie to na dzieci i partnera (i takiego będzie szukał). A jeśli, ktoś lubi się poddawać cudzej woli poszuka partnera dominującego (lub zmieni swoim zachowaniem partnera tak, że będzie on dominował).
    • i.rys Re: rozwód 07.06.11, 11:16
      Wiesz... miałam przed laty taki cudowny i bezpieczny związek z kimś pierwszym od pierwszego pocałunku po pierwszą łyżeczkę wniesioną do pustego mieszkania. I był to mężczyzna, który był dobrym człowiekiem (z tzw. kręgosłupem moralnym co nie jest częste) i za którego (jak mówiłam i myślałam) dałabym sobie rękę uciąć... I pewnego dnia gdyby ktoś te zapewnienia potraktował na serio tę rękę bym straciła sad
      Oczywiście zanim do tego doszło oddaliliśmy się podobnie jak Ty z żoną (nie mieliśmy jednak dzieci więc to inna jakość obciążeń w związku).
      Kiedy to się stało On z dnia na dzień odszedł nie podając przekonywującego mnie powodu. Podczas okresu separacji temat ujrzał światło dzienne i zrozumiałam, że pewna jest tylko śmierć a wszystko inne jest względne...
      Czas zawieszenia trwał ok 2 mies. i wróciliśmy do siebie ale zbity dzban zawsze będzie zbity. Pozwoliłam mu wrócić, ba nawet zabiegałam o to by wrócił, bo chciałam odzyskać swoją wiarę w człowieka... w to, że jest to człowiek, którego warto było tak kochać...
      Trwałam w tym jeszcze dwa lata lecz to już nie cieszyło... stopniowo oddalałam się coraz bardziej... Z perspektywy czasu nie żal mi tych dwóch lat. Żal mi jednak kolejnego rozczarowania, które nastąpiło po tym czasie… i ten drugi zawód niestety bolał równie mocno!

      Podsumowując – wyszłam z tego związku z przekonaniem, że zrobiłam wszystko co mogłam by ratować swoją miłość… lecz nie da się tego zrobić za wszelką cenę… za kogoś… tylko dla kogoś… i jeśli to nie jest miłość a tylko lęk przed zmianą jakości życia jaka następuje po rozstaniu.
      Warto dać szansę i sobie i tej drugiej stronie i szukać światła w tunelu o ile nie niszczymy po drodze siebie nawzajem.
    • argentusa Re: rozwód 07.06.11, 11:32
      Powrót do sibie po zdradzie wymaga o wiele więcej dojrzałości i determinacji od osoby zdradzonej niż od zdradzającego. A pewna to jest (jak pisał ktoś powyżej) tylko smierć.

      • trve Re: rozwód 12.06.11, 09:51
        jedyne lekarstwo na polepsze samopoczucia i zapomnienie co ona zrobila, to sie dobrze zabawic... co niniejszym wcielilem w zycie... wracajac do zony ma sie wyrzuty sumienia ale pedzilem do niej ile sil w nogach bo ona to ona a nie tamta inna... moze jest szansa moze nie wszystko stracone czuje milosc i jestem pewien ze ona tez czuje mamy naladowane baterie po tzw. 7 latach i czas realizowac kolejne etapy zycia... a zaufanie? czy bede roztrzasal co robi zona kiedy nie jest ze mna ? czy bede ja kontrolowal? nie wiem... czas pokaze, moze jednak i to przechodzi z czasem...

        dzieki za piekny cytat powyzej, w oryginale brzmi lepiejsmilesmile

        To see a World in a Grain of Sand
        And A Heaven in a Wild Flower,
        Hold Infinity in the palm of your hand
        And Eternity in an Hour.

        pozdrawiam! wink
    • wendd Re: rozwód 12.06.11, 11:15
      brawosmile najważniejsze to dobrać odpowiednią metodę do człowiekasmile

      jednym słowem jesteście siebie warci i pewnie będziecie żyć długo i "szczęśliwie"smile
    • grzegorz961 Re: rozwód 01.07.11, 23:35
      Przezylem zdrade przed wielu laty w malzenstwie i niestety mam duzo sceptycyzmu co od ratowania zwiazku. Nam sie w sumie nie udalo, nigdy juz nie bylo normalnie. Do tego ja zaplacilem zdrowiem, bezsennsocia itd. Mnostwo na ten temat myslalem. Wniosek jest wg mnie jeden. NA TO NIE MA RADY. czyli tutaj pracuje podswiadomosc, na ktora nie mamy wplywu. Znam ludzi ktorzy tak jak ja powiedzieli ze wybaczają bo kochaja. Ale trzeba odroznic zachowania zewnetrzne od tego co w srodku, co POD. Te pary byly raem ale juz OBOK siebie.
      My nie jestemy calkowitymi panami naszych uczuc i zachowan ( o tym napisano wiele ksiazek). I to jest wlasnie PROBLEM. Ze nie wystarczy wrocic i wybaczyc, ze pracuje cos co oddala ludzi od siebie. I nawet nie chodzi o zaufanie, bo to wyswiechtane pojecie. Pierwsza umiera CZULOSC, nie da sie jej przywrocic. Pęka najpierw cos co jest najdelikatniejsze, i przez to zaczyna sie oddalanie. Ale to nie znaczy ze nie moze sie udac. Wg mnie udac sie moze powrot wtedy gdy wbrew pozorom z obu stron bylo kiepsko i to jest WSTRZAS, ktory zmusza do decyzji. Ale jesli byla milosc, to rana bedzie krwawic, i nic tu nie pomoga porady, zeby wrocic, zapomniec itd. To sprawa gleboko intymna i na ogol te zwiazki za potem zimne i zyja ludzie obok siebie. Ja to ciwczylem i kosztowalo mnie to pol zdrowia, kariere itd. Tez czulem sie winny ze nie bylem dobrym mezem itd. Ale to pracowalo, cos pękło i mimo zycia razem, juz nie bylo czaru i chemii.

      Reasumujac - to sa sprawy na kltore niestety nie mamy wpływu. Jesli to bedzie u kogos pracowac latami to nic nie poradzi. Chyba ze tak kocha te osobe ze woli byc z nia na zimno niz ja utracic. To tez jakies wyjscie jednak jest. Ale nie ludzilbym sie ze mozna to wymazac i ze nie bedzie mialo wplywu na zwiazek.
      • der1974 Re: rozwód 02.07.11, 00:01
        Święte słowa. Po zdradzie juz naprawde nie warto sie meczyć ze sobą. Mnie się nie chciało parę lat temu i nie żałuję nic a nic.
        • szizumami Re: rozwód 02.07.11, 11:00
          --chłopaki zaanalizujcie to od innej strony
          i niemniej wązne--wezcie pod uwage--czy daliście powody by poszła w ramiona innego-
          okoliczności...
          zdrada bardzo dotyka ego
          inaczej jest -gdy niedbający o nas notoryczny latawiec..resydywista kłamstw zdradza
          a co innego jesli byliśmy mocno obok partnera..nie dostrzegaliśmy jego potrzeb,a nawet wołania --no i ..ktoś był w pobliżu
          co innego jesli mamy do czynienia z 1 razowym błedem i partner robi wszystko żeby to naprawić
          -co innego-jesli ktoś to lubi--bo dreszcz emocji itd
          znałam taki przypadek--gdzie zona notorycznie sciagała faceta z panienki,za każdym rtazem innej
          u niego to był nałóg,,poza tym był wg niej bez zarzutu---wiec można
          czy warto--nie wiem
          myśle,że trzeba maksymalnie wczuć sie w sytuacje osoby,KTÓRĄ ZANIEDBAŁEŚ.. i odpowiedzieć sobie na pytanie-czy gdybym to ja nie dostał tego czego mi tak bardzo brak--a byłoby to obok--w zasiegu ręki--w dodatkuproszące sie...chetnie do dania mi tego
          --jaka byłaby moja rekcja?
          nie mówcie mi że jesteście z żelaza
          bo ono tez w odpow.okolicznosciach kruszeje
          co było przedtem?...dlaczego?..jakie to ma znaczenia ,po--dla niej?
          to wszystko jest ważne
          można sie [przepraszam za dosłownośc]--bzyknąc ..a na drugi dzień zrzygac--myslac o tej osobie

          można tez nabrać takiego samego odrzutu do partnera ziejącego obojętnościa, jak po zdradzie--
          można zdradzac fizycznie i emocjonalnie
          i własnie zalezy od okolicznosci--co bardziej boli

          wy-męzczyżni macie ego pod tym wzgledem,bardziej czułe--wiązecie to ze swoją meskościa bezpośrednio
          jesli was ktoś raz zawiódł -nie wybaczacie--macie to niejako w naturze
          my--wiadomo z czego--nadal mamy przewage w wybaczaniu[ale coraz mniejsza]

          jesli chcesz wybaczyć--musisz umieć kochać bezwarunkowo--inaczej jak piszesz bedziesz miał to w środku,,a to bedzie wychodziło na wierzch i rzadziło twoim zachowaniem
          a bezwarunkowo--to znaczy mieć ujarzmione ego--
          mało kto to potrafi
          i są to wbrew pozorom ludzie niepozorni
          ale da sie
          bo nie uzalezniasz swojego bezpieczntwa od innej osoby
          bo sam potrafisz być szczęsliwy..kochac ,szanowac siebie
          bo masz zdrowy dystans do siebie i jednocześnie
          doskonale widzisz swoje wady,swoje błedy

          jesli ktoś próbował to należy mu sie podziw--mimo że stracił mnóstwo zdrowia przy tym
          są przeciez dzieci
          warto choć troche









          • grzegorz961 Re: rozwód 02.07.11, 17:32
            Ale przeciez mowimy o 2 roznych rzeczach. Ja uwazam ze to nie jets sprawa podejcia i WYTRENOWANIA. To tak jakby wmawiac sobie ze sie lubi chamstwo, a wczesniej nie lubialo i ze to kwestia nastawienia i przekonania. Ja mysle ze to jest w duzej mierze poza nami. I nie znaczenia czy to raz czy kilka, czy ktos pisla na forach czy nie. To tak jakby namawiac do uczucia, do kochania. NIE MA SZANS, w jednym to gra, w innym nie. Na ogol to sie nie udaje.
            Zreszta bez wymadrzania sie, badania psychologoiczne mowia ze ze zdrada jest jak z aborcja. Ludzie usuwaja ciaze i nie widza powiazania, ze cos sie sypie pozniej, to samo ze zdrada. Sa sprawy poza nami i nie mamy na to duzego wplywu, czesto zadnego.
            Dla pewnych ludzi to koniec zwiazku i nie maja znaczenia argumenty, tak samo jak ktos odchodzi ze zwiazki i nie ma znaczenia czyjes blaganie o pozostanie. Emocje dzialaja i koniec.

            Wiec uwazam ze ten problem jest w wiekszosci poza nami, nic nie pomoga porady. PO prostu.
            Nie da sie nikogo namowic do milosci i nie da sie przekonac do niej, jesli w emocjach cos sie zawalilo. Wszelkie porady sa tutaj nic niewarte.


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka