Dodaj do ulubionych

Zdrada przemocowca

18.02.12, 16:23
Myślę, że na tym forum większość osób zna pojęcie przemocy psychicznej. Większość zgłębiła ten problem w teorii i praktyce.
Zauważyłam taką tendencję: bezpośrednią przyczyną rozwodu z przemocowcem jest jednak najczęściej jego zdrada. To ten przysłowiowy gwóźdź do trumny. Bez tego wiele osób przez jakiś czas się jeszcze łudzi, że współmałżonek się zmieni, szczególnie kobiety są często naiwne, tym bardziej, że przemocowiec najczęściej oprócz okresów agresji bywa też uroczym człowiekiem. Niemniej gdy po wielu latach godzenia się z sytuacją, usilnych a bezowocnych starań o naprawę małżeństwa, wielu wyrzeczeniach, byciu poniżaną i krytykowaną, znoszeniu najgorszych wyzwisk, na koniec taki osobnik jeszcze zdradzi, ofiara wie, że dłużej tego nie może znosić. To ostateczny bodziec do złożenia papierów rozwodowych.
Moje pytanie brzmi tak: ile/ilu z Was rozwiodło się wyłącznie z powodu przemocy psychicznej małżonka? W ilu przypadkach nie było w ogóle mowy o zdradzie, a chodziło o wyzwolenie się z toksycznego małżeństwa z przemocowcem?
Obserwuj wątek
    • mala2012 Re: Zdrada przemocowca 18.02.12, 17:47
      Mój mąż przemocowiec psychiczny, ba, nawet może ta przemoc niejawna tzn nie wyzywa, nie awanturuje się. Raczej mnie nie zdradził... Typ klasycznego mega-bluszcza i pasozyta. Pozew to kwestia 2-3 tygodni. Czekam teraz czy "jeszcze mąż" podpisze plan wychowawczy, który zaproponowałam.

    • pomimo1 Re: Zdrada przemocowca 18.02.12, 17:52
      moj exmaz mnie nie zdradzil, nie chcial rozwodu i jedynym inicjatorem tego rozstania bylam ja sama. stosowal wobec mnei przemoc fizyczna i psychiczna
      • herta_m Re: Zdrada przemocowca 18.02.12, 17:59
        Pomimo, w jakim jesteś wieku i czy przez przemoc fizyczną rozumiesz bicie, takie klasyczne bicie? Czy szarpanie, popychanie?
        Według moich obserwacji bezpośrednią przyczyną składania pozwu na ogól jest zdrada, zaraz za tym bicie przez współmałżonka. Jeśli nie ma jednego z tych dwóch powodów, ofiara znacznie dłużej dochodzi do ściany i podejmuje ostateczną decyzję.
        • pomimo1 Re: Zdrada przemocowca 18.02.12, 18:07
          ale ja wcale szybko do tej sciany nie dochodzilam. o rozwodzie myslalam juz dwa lata po slubie, a rozwiodlam się osiem lat po. mam 36 lat, wtedy mialam 31.
          przemoc w moim zwiazku, to nie byly wybite zeby i obdukcje u lekarza. bylo kopanie ( rowieniz w ciazy), bicie pięścią, popychanie, szarpanie, uderzenie w twarz, popchniecie tak mocno, ze osunęłam się po scianie (przy dziecku), plucie na mnie, rzucanie mną na meble. do tego dochodzila przemoc psychiczna tj:
          - wyzywanie mnie , używanie slow k***, dziw***, popier** idiotka itd itp.
          - wyśmiewanie się ze mnie
          -depreccjonowanie moich pomyslow, osiagniec
          -mowienie mi,z e jestem beznadziejna, ze nikt mnie nie lubi, ze nie daje sobie rady w pracy, że powinni mnie zwolnic, jak tylko się na mnie poznają. wysmiewanie sie z doktoratu, ktory wtedy byl "na tapecie".moich planow
          - karanie mnie naglymi zmianami planow
          - niespedzanie ze mna swiat rodzinnych " za kare"
          - przesadne dbanie o porzadek i zaznaczanie w kazdym czasie, ze nawet doi sprzatania sie nie nadaje.
          calosc tych zachowan ja uwazam za przemoc psychiczna i fizyczna
          • herta_m Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 13:02
            Pomimo1, dziękuję za szczerą i wyczerpującą odpowiedź. U mnie podobnie z wyjątkiem takich poważniejszych aktów przemocy fizycznej, ale opluwanie mnie (dosłowne, nie w przenośni) i szarpanie też się zdarzało. Skończyło się, gdy raz oddałam, wystraszył się, ale wiele razy widzę, jak hamuje się ostatkiem sił, czasami rzuca się w moim kierunku i w ostatniej chwili wymierzona pięść opada.
            Pozostałe punkty niemal identyczne. Z wyjątkiem dbania o porządek. Sam nie uczestniczy prawie w ogóle w porządkach, po latach dotarło do niego, że nie może mieć pretensji, skoro razem pracujemy, a on nie uczestniczy w dbaniu o dom. Kiedyś próbował, wytykał pajęczyny, ale to akurat udało mi się u niego spacyfikowaćsmile
            Oprócz wymienionych przez Ciebie rzeczy były inne, związane z całkowicie odmiennym stosunkiem do wychowywania dzieci (co bywało bardzo bolesne), ale to za długi temat.
    • kami_hope Re: Zdrada przemocowca 18.02.12, 18:03
      A po co Ci taka statystyka? Jeśli większość rozwiodła się, bo zdrada – czy wtedy poczekasz na zdradę swojego męża by złożyć pozew? Jeśli większość rozwiodła się, bo przemoc, ale bez zdrady – uznasz wtedy, że przemoc jest wystarczającym powodem?
      Herta, kręcisz się w kółko. Ciągle oglądasz się na boki a nie tam gdzie powinnaś – wejrzeć w SAMĄ SIEBIE! Tam są odpowiedzi na Twoje pytania. Rób to, czego TY CHCESZ, a nie to, co robią lub nie robią inni. Każdy jest inny i ma różne doświadczenia, i każdy podejmuje decyzje w oparciu o doświadczenia i potrzeby WŁASNE, a nie cudze. To co dobre dla kogoś, nie musi być dobre dla Ciebie, zresztą i tak pewnie by nie było.
      Ciągle uciekasz… Ciągle zastępujesz relacje z żywym człowiekiem (mężem) przez bezpłodne dywagacje na forum albo nałogowe czytanie książek.
      Kolejny temat na bicie piany. Ech!
      • puzzle33 Re: Zdrada przemocowca 18.02.12, 18:13
        kami_hope napisała:

        > A po co Ci taka statystyka?
        Zastanawiam się nad tym od pierwszego postu tego wątku.
        • moniapoz Re: Zdrada przemocowca 18.02.12, 18:51
          oj tam oj tam....jeżeli Hercie takie informacje w czymś pomagają np. w podjęciu wiadomej decyzji to czemu ma nie pisać ?

          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • herta_m Re: Zdrada przemocowca 18.02.12, 18:51
        Boję się rozwodu i chcę zrozumieć, dlaczego. Z jednej strony wiem, że przemoc w czystej postaci, z drugiej czasami myślenie: a może przesadzam, a może nie jest tak strasznie.
        Zazdrość wobec kobiet, ktore potrafiły i próba zrozumienia, dlaczego inne potrafiły, a ja od dwóch lat (zrozumienie 3 lata temu, pragnienie rozwodu od 2) nie mogę się zmobilizować. Skąd wziąć siły, by to zrobić?
        Ciągle zastępujesz relacje z żywym człowiekiem (mężem) p
        > rzez bezpłodne dywagacje na forum
        Relacja z żywym mężem dziś rano: rozmowa w kuchni o planach na weekend. Rano ogarnął trochę kuchnię po swoim śniadaniu, ja podczas rozmowy odruchowo podnoszę klapkę ekspresu, on natychmiast złość, że znowu się czepiam. Wcześniej zwracałam mu uwagę, że skoro tylko on korzysta z ekspresu, to powinien wyrzucać te fusy, bo po kilku dniach robi się pleśń. Dziś nie powiedziałam jednego słowa, tylko podniosłam (nie spojrzałam wymownie, przysięgam), ale to już był afront.
        Rozmowy ciąg dalszy, ja: dlaczego jak ty zwracasz mi uwagę (niedawno tak bylo kilka razy z rzędu), to ja nie traktuję tego jako atak i się dostosowuję, a jak ja zwracam uwagę, to od razu na mnie krzyczysz? On: BO TO ZALEŻY OD SPOSOBU ZWRACANIA UWAGI!!!! Ty to robisz tak, że to denerwuje!!!! Ale ja dzisiaj nie zwróciłam Ci uwagi, nie powiedziałam słowa. ALE ZROBIŁAŚ MINĘ!!!! Dam sobie uciąć wszystkie członki, że nie zrobiłam, ale on często widzi coś, czego nie ma. BO TY JAK JEST DOBRZE (od kilku dni nie było kłótni), TO MUSISZ WSZYSTKO ZEPSUĆ! Zapytałam tylko dlaczego miałoby mi na tym zależeć? BO TWOI RODZICE SIĘ ROZWIEDLI I JUŻ TAKA JESTEŚ! Już nic nie powiedzialam, na tym się skończyło.
        Tak mniej więcej wygląda relacja z moim żywym mężem.
        • puzzle33 Re: Zdrada przemocowca 18.02.12, 19:35
          Można w takich relacjach doczekać wieku emerytalnego, a nawet dalej. To kwestia wyboru smile
          • luciva Re: Zdrada przemocowca 18.02.12, 21:51
            Mala2012 a na czym polegała niejawna przemoc Twego meża? Tzn, że był tym mega bluszczem i pasożytem? Że nie wyzywał, nie poniżał - co robił? Napisz proszę, jeśli możesz.

            Trochę nie rozumiem atakowania Herty, jeśli jej to potrzebne, to czemu nie? Można przecież nie pisać, nie czytać przymusu nie ma. Są osoby, które podejmują decyzję w 3 sekundy, są takie, które nie są pewne, muszą wiele przemielić, przeanalizować na 1000 sposobów, aby podjąc decyzję w 100% zgodzie ze sobą.
            • mala2012 Re: Zdrada przemocowca 23.02.12, 11:06
              - brak bezpieczeństwa finansowego
              - brak bezpieczeństwa fizycznego
              - lekceważenie mnie, moich potrzeb, obietnic danych mi, nagłe zmiany planów, bez informowania mnie,
              - lekceważenie mojego stanu zdrowia (jestem po operacji, grozi mi druga)
              - brak wsparcia, zrozumienia
              - agresja psychiczna, narażanie zdrowia mojego i dziecka poprzez powodowanie zagrożenia
              - zachowania agresywne, nieadekwatne do powodu

              myślę że wystarczy...

        • heksa_2 Re: Zdrada przemocowca 18.02.12, 20:32
          herta_m napisała: Relacja z żywym mężem dziś rano: rozmowa w kuchni o planach na weekend. Rano ogarnął trochę kuchnię po swoim śniadaniu, ja podczas rozmowy odruchowo podnoszę klapkę ekspresu, on natychmiast złość, że znowu się czepiam. Wcześniej zwracałam mu uwagę, że skoro tylko on korzysta z ekspresu, to powinien wyrzucać te fusy, bo po kilku dniach robi się pleśń. Dziś nie powiedziałam jednego słowa, tylko podniosłam (nie spojrzałam wymownie, przysięgam), ale to już był afront.
          Rozmowy ciąg dalszy, ja: dlaczego jak ty zwracasz mi uwagę (niedawno tak bylo kilka razy z rzędu), to ja nie traktuję tego jako atak i się dostosowuję, a jak ja zwracam uwagę, to od razu na mnie krzyczysz? On: BO TO ZALEŻY OD SPOSOBU ZWRACANIA UWAGI!!!! Ty to robisz tak, że to denerwuje!!!! Ale ja dzisiaj nie zwróciłam Ci uwagi, nie powiedziałam słowa. ALE ZROBIŁAŚ MINĘ!!!! Dam sobie uciąć wszystkie członki, że nie zrobiłam, ale on często widzi coś, czego nie ma. BO TY JAK JEST DOBRZE (od kilku dni nie było kłótni), TO MUSISZ WSZYSTKO ZEPSUĆ! Zapytałam tylko dlaczego miałoby mi na tym zależeć? BO TWOI RODZICE SIĘ ROZWIEDLI I JUŻ TAKA JESTEŚ! Już nic nie powiedzialam, na tym się skończyło.
          Tak mniej więcej wygląda relacja z moim żywym mężem.

          Masz rację. To nie wystarcza do podjęcia decyzji o rozwodzie. Nalezy koniecznie poczekac na zdradę.
        • sonia_30 Re: Zdrada przemocowca 18.02.12, 21:15
          "Boję się rozwodu i chcę zrozumieć, dlaczego. Z jednej strony wiem, że przemoc w czystej postaci, z drugiej czasami myślenie: a może przesadzam, a może nie jest tak strasznie".

          A gdyby Cię zdradził stałoby się wystarczająco strasznie? Bo na podstawie lektury Twych wątków śmiem twierdzić, że zdrada stałaby się gwoździem do trumny tylko w przypadku jeśli Twój mąż złożyłby pozew.
        • maciekqbn Re: Zdrada przemocowca 18.02.12, 23:34
          Rozwiedź się jak najszybciej, bo po takich klimatach na dłuższą metę odbije Ci i zaczniesz nienawidzieć facetów albo choćby bać się jakichkolwiek bliższych relacji z nimi. Później ponoć tylko psychoterapia pomaga. Skoro uświadomiłaś sobie, że problem istnieje - działaj.
        • kami_hope Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 17:54
          > Boję się rozwodu i chcę zrozumieć, dlaczego.

          A co tu jest do zrozumienia? Przecież sama doskonale wiesz, o czym już tu zresztą pisałaś, że boisz się życia na własną rękę, że jesteś osobą niesamodzielną, itp. Rozwód, to nie jest rzecz straszna relatywnie do tych wszystkich sytuacji, które przyczyniają się do rozstania. Sprawa sądowa to formalność. Poza tym… w czym Ci pomoże zrozumienie tego lęku? Myślisz, że to podziała jak terapia? Niestety Herta, na wszelkie lęki jedyną (!) skuteczną terapią jest zmierzenie się z nimi. Dopiero jak wygrasz taką batalię, to możesz sobie zrobić retrospektywę i zastanawiać się „dlaczego tak bardzo się bałam?”

          > Z jednej strony wiem, że przemoc w czystej postaci, z drugiej czasami myślenie: a może
          > przesadzam, a może nie jest tak strasznie.


          A jaka jest różnica pomiędzy „przemocą w czystej postaci”, a „przemocą”? Bo dla mnie żadna. Przemoc jest, albo jej nie ma. Próba definiowania - bicie ręką czy szarpanie lub wyzwiska – może mieć znaczenie dla specjalisty, który zajmuje się tym zjawiskiem z tytułu zawodu, a nie dla Ciebie. Bo z Twojego punktu widzenia istotne powinno być to, czy Ty masz poczucie krzywdy, czy nie? Cierpisz, czy nie cierpisz? Czy jeśli ja Tobie powiem, że zwrot typu „całuj mnie w dupę!” to przemoc, wówczas uznasz siebie za ofiarę przemocy, bo ktoś tak do Ciebie mówił?
          Herta, to są bardzo indywidualne sprawy. To Ty wiesz jaką masz sytuację w swoim domu, i tylko Ty masz wgląd do własnego umysłu, serca… Nawet jeśli przesadzasz. To „przesadzasz” Ty, to Ty osądzasz jak strasznie lub nie tak strasznie Ci jest.
          TY JESTEŚ SWOIM WŁASNYM SĘDZIĄ I TO TY WYDAJESZ WERDYKTY.
          To musisz zrozumieć. Tego musisz się nauczyć. Tą trudność musisz pokonać i wtedy możesz mówić o swojej dorosłości. Bo dorosłość, nie określa wiek ani elokwentne wypowiadanie się czy sukcesy zawodowe. Miarą dorosłości jest umiejętność dokonywania wyborów, podejmowania decyzji i ponoszenie konsekwencji tych decyzji.

          Boisz się być DOROSŁĄ, a nie rozwodu.

          Widzisz Herta, ja rozumiem Twój problem. I poprzednie posty jakie do Ciebie pisałam były nie przez złośliwość. Ja po prostu wiem, dlaczego poprzednie próby terapii nie odniosły skutku. Nie powinnam tego pisać, ani sugerować (bo to nieterapeutyczne wink ), wszak do Ciebie należy „wpaść na TEN pomysł”, ale widzę, że niestety... W praktyce to powinno wyglądać mniej więcej tak: przychodzisz do psychiatry, a on wyprasza Cię za drzwi. Bo wie, że przed nim grasz i dopóki grasz, to terapia nie przyniesie skutku. Jednym słowem, strata czasu i energii Was obojga. Na czym polega Twoja gra, to ja wiem (i Ty też, tam po cichu, w zanadrzu) . Dlatego nie mam zamiaru w nią grać (w moim przekonaniu to utwierdzałoby Cię w błędnych przekonaniach, byłoby dla Ciebie bardziej szkodliwe niż pomocne).
          Wejrzyj w samą siebie i wydobyć stamtąd najprawdziwszą prawdę. Jakkolwiek by to nie bolało…
          A potem idź do fachowca po poradę, a w zasadzie na porządną terapię. Zrób to DLA SIEBIE!!!
          … i bądź szczęśliwa
          • herta_m Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 10:00
            Dziękuję Kami. Miałam podziękować wczoraj, ale przez łzy słabo się pisze.
            W większości spraw masz rację, nie we wszystkich. Myślę, że nie gram, a już na pewno nie zależy mi na współczuciu i byciu w centrum uwagi, bo to do niczego nie jest mi potrzebne, nie daje żadnej ulgi, nic nie załatwia. Ale to uwaga akurat nie do Ciebie, tak przy okazji.
            Na pewno w jakimś zakresie nie udało mi się dorosnąć. Z jednej strony w pewnych dziedzinach moje osiągnięcia utwierdzały mnie w przekonaniu, że świetnie sobie radzę, przez co nie widziałam, że w innych jestem wielkim dzieckiem. Potrzebuję szybkiego kursu dorosłości, dojrzałości, decyzyjności.
            Decyzja zapadła, teraz tylko trzeba ją zrealizować i takie postanowienie mam bardzo silne.
            Bardzo ważne rzeczy mi teraz napisałaś, będę je sobie czytać w trudniejszych chwilach, mam nadzieję, że pomogą.
            • xciekawax Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 18:31
              czlowiek staje sie doroslym przez doswiadczenia i przez przechodzenie przez te doswiadczenia ze swiadomoscia.

              siedzenie w domu i gdybanie lub fantazjiowanie nie wprowadzi Cie na droge doroslosci. Przezywanie nowych doswiadczen, borykanie sie z problemami, stawianiu czola niedogodnosciom - to wyzwala sile. wielka sile.

              Opowiem ci o swojej sciezcze. Zawsze bylam dosyc niezalezna patrzac z boku - skonczylam uniwersytet wbrew wszelkim przeszkodom, znajdowalam fajne prace, zawsze dawalam sobie rade finansowo, czyli w sumie potrafilam byc samowystarczalna. Ale psychicznie byla to inna historia. Psychicznie czulam ze bez mojego exa nie poradzilabym sobie. To takie glupie sie wydaje teraz, ale tak bylo.

              Nagle, z dnia na dzien go zabraklo, a ja zostalam z wszystkim na glowie. Poradzilam sobie. A nawet przeszlam swoje wszelkie oczekiwania. Powiem ci tak: robiac nowe rzeczy nauczylam sie myslec za siebie i nie bylam uzalezniona od ex. Stalam sie pewniejsza siebie i pewniejsza swoich wlasnych decyzji. ( i nie przypisywalam mu kredytu za swoje dobre decyzji) Ale to przychodzi z praktyka. To samo nie przyjdzie do Ciebie. Mozesz czekac na to latami - to tak nie dziala.

              I tak, moim gwozdziem do trumny byla zdrada. I cale szczescie. Inaczej bym sie meczyla z tym czlowiekiem jeszcze pewnie z rok, albo dwa, zanim zostalabym w totalnej rozsypce, szczatkiem czlowieka ktorym kiedys bylam.

              Byc samemu nie jest latwo, ale czy teraz naprawde jestez "Z kims"? czy tylko masz malpe na karku?
              • herta_m Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 20:29
                > pewnie z rok, albo dwa, zanim zostalabym w
                > totalnej rozsypce, szczatkiem czlowieka ktorym kiedys bylam.
                >
                > Byc samemu nie jest latwo, ale czy teraz naprawde jestez "Z kims"? czy tylko ma
                > sz malpe na karku?

                No właśnie na tym się łapię, że jestem coraz mniej odporna psychicznie, to kwestia wieku, ale też takiego życia, na jakie się tyle lat godziłam. Mąż wiele razy podkreśla, że jak mnie poznał, byłam taką beztroską, fajną dziewczyną, ale się zmieniłam. Kiedyś myślałam, że ogólnie życie mnie zmieniło, różne problemy, troski, częsta niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa, bo nigdy nie mieliśmy takiej zupełnie ustabilizowanej sytuacji finansowej, córka we wszesnym dzieciństwie poważnie chorowała, potem rok po roku umarli moi rodzice, ale teraz jak to analizuję, uważam, że to jego działania, stosunek do mnie, wspólne z nim życie głównie mnie zmieniły. Przy innych ludziach potrafię się wyluzować, śmiać głośno, cieszyć. Jak fajnie będzie jeszcze kiedyś to czuć.
                • herta_m Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 20:33
                  I jeszcze o tym byciu samemu i tym, że jest trudno. Pamiętam, jak kiedyś mój mąż triumfował, jak na jakimś spotkaniu towarzyskim koleżanka mojej przyjaciółki, bardzo skromna i cicha kobieta, którą znałam kiedyś przelotnie, przyznała w przypływie szczerości, że jest jej samej bardzo ciężko, że choć mąż pił i bił ją i nie żałuje, że się rozwiodła, to ledwo daje radę, była bardzo przegrana. Było mi jej żal, ale dla męża to był argument na to, że lepszy mąż nawet nie najlepszy niż rozwód.
        • ninaa Re: Zdrada przemocowca 19.03.12, 13:27
          Rozmowy ciąg dalszy, ja: dlaczego jak ty zwracasz mi uwagę (niedawno tak bylo k
          > ilka razy z rzędu), to ja nie traktuję tego jako atak i się dostosowuję, a jak
          > ja zwracam uwagę, to od razu na mnie krzyczysz? On: BO TO ZALEŻY OD SPOSOBU ZWR
          > ACANIA UWAGI!!!! Ty to robisz tak, że to denerwuje!!!! Ale ja dzisiaj nie zwróc
          > iłam Ci uwagi, nie powiedziałam słowa. ALE ZROBIŁAŚ MINĘ!!!! Dam sobie uciąć ws
          > zystkie członki, że nie zrobiłam, ale on często widzi coś, czego nie ma. BO TY
          > JAK JEST DOBRZE (od kilku dni nie było kłótni), TO MUSISZ WSZYSTKO ZEPSUĆ! Zap
          > ytałam tylko dlaczego miałoby mi na tym zależeć? BO TWOI RODZICE SIĘ ROZWIEDLI
          > I JUŻ TAKA JESTEŚ! Już nic nie powiedzialam, na tym się skończyło.
          > Tak mniej więcej wygląda relacja z moim żywym mężem.


          Oooo.... wypisz wymaluj jak u Ninki. Bez bicia, bez drastycznego wyzywania .. Mój żywy ma tak samo.
          • herta_m Re: Zdrada przemocowca 19.03.12, 14:14
            Wiem Ninko, jest nas bardzo wiele tak traktowanych. Niby mądrych, silnych, pozbieranych kobiet, które uzależniły się od manipulujących ich poczuciem winy facetów. W innym wątku pisała Elazurek75 o meżu, który gotuje i zajmuje się dziećmi, nawet powiedział na zebraniu, że bez niego żona umarłaby z głodu, a ona czuje się przy nim jak g...no. I Monikuna też o tym pisała. Dziesiątki, setki takich historii podkopywania naszego poczucia własnej wartości, manipulowania, karania fochami. Do doopy z takim związkiemtongue_out
            • to.ja.kas Re: Zdrada przemocowca 23.03.12, 13:51
              I co robisz z tym związkiem poza narzekaniem kolejne miesiace a nawet lata?
    • triss_merigold6 Re: Zdrada przemocowca 18.02.12, 21:29
      Ty chcesz, żeby on Ciebie zostawił najlepiej odchodząc do innej, prawda? Bo miałabyś wtedy pełen komfort psychiczny: - nie Twoja decyzja, - nie Twoja odpowiedzialność, - mogłabyś pławić się we współczuciu jako ofiara, - mogłabyś rozpamiętywać własną cierpliwość, wyrozumiałość i lata starań niedocenionych przez drania.
      • herta_m Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 13:11
        Triss, miałam nadzieję, że znasz mnie już na tyle długo i dobrze, że powinnaś wiedzieć, że nie o poczucie bycia ofiarą u mnie chodzi i nie zależy mi na współczuciu, bo to i tak nic nie daje. Nie jestem w związku bezbronna, szczególnie odkąd uświadomiłam sobie, że to nie burzliwy związek, ale przemoc psychiczna z wszystkimi jej przejawami. Podejmowałam już działania, dzwoniłam nawet na policję, mąż wie, że potrafię sobie bez niego też radzić, że jestem coraz bardziej niezależna.
        To nie chodzi o komfort psychiczny, ja nie czułabym się winna, gdybym złożyła pozew, wiem, że mam ku temu wszelkie dane, ale wciąż nie mogę się na to zdobyć. I podziwiam kobiety, ktore po latach gnojenia i takiego traktowania umiały to zrobić, ale zauważyłam, że często dzieje się tak z powodu zdrady. To jakby wyzwala w kobietach tę ostateczną siłę do zerwania.
        Tak, usprawiedliwiam się, ale czy wszyscy tego w pewnych sytuacjach nie robimy?
        • blue_ania37 Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 13:25
          Herta!
          A jakie to ma znaczenie czy zdradził?
          Tak zostałam też zdradzona.
          Myślisz, że jak byś się dowiedziała, że zdradził to byś poszła złożyć pozew?
          Ja chciałam ratować nawet wtedy....
          A
          • herta_m Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 13:54
            Aniu, masz rację. W takim przypadku to nie ma znaczenia, czy zdradził.
            Ja nie chcę ratować, tu nie ma już czego ratować, za daleko wszystko poszło, narosło za dużo żalu, ale może chcę tego ostatecznego kopa, sama nie wiem. Chcę zrozumieć, dlaczego innym się udaje wystąpić o rozwód, a ja stoję w miejscu i czuję się totalnie bezradna. Zawsze byłam optymistką, ale chyba życie z nim sprawiło, że widzę same czarne scenariusze, że sobie nie poradzę finansowo, że dzieci pozbawię szans na lepszy start, że dom niesprzedawalny, że on utrudni wszystko, jak tylko będzie umiał. Widzę ciemnośćsad
            • blue_ania37 Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 14:08
              Bez przesady...to wszystko się jakoś ułoży.
              Popatrz na mnie, wywala mnie z domu, który nie jest mój, nie mam żadnego majątku, alimenty proponuje śmieszne...a ja wiem, że jakoś się to ułoży.
              Powiedz...skoro wiesz, że nie ma już czego sklejać, to po co dalej się choćby denerwować?
              Męczyć? nie dać sobie szansy choćby na spokój?
              Dzieci masz duże, nawet jak będzie utrudniał podział majątku, to zawsze w końcu sądownie to się załatwi.
              Pozatym myślę, że zupełnie inaczej będzie się twój mąż zachowywać jak to by naprawdę się wydarzyło tzn, byś wystąpiła o rozwód.
              A
        • triss_merigold6 Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 16:56
          Nie jestem w stanie zrozumieć niedecyzyjności.
    • exina Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 00:13
      Masz chyba jakis problem, którego nie potrafisz wyartykułować, bo to oczywiste, że nie ma w Polsce rozwodów z wyłacznej winy z powodu przemocy psychicznej. Ba, bardzo ciezko udowodnic, ze mąż cię lał i był alkoholikiem, a co dopiero, ze mówił, ze cie wykopie, bo jestes od niego zalezna i w ogole nie szanował, szlajał sie z kolegami i nie przytulał do męskiego ramienia. Osobiscie radze znalezc sobie jakies hobby i przestac myslec o ex lub jeszcze mezu. Moze nowe gary do kuchni, moze wyjasnienie dualizmu korpuskularno-falowego, jakas gra komputerowa lub, co dziwne, organizowanie czasu dzeciom - a to moze zająć nie tylko 100% czasu, ale też mysli, o ile chce sie o tym myslec. A warto myslec za dwóch, bo tatus bedzie co najwyzej od święta.
      • herta_m Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 13:18
        Exina, nie mam zamiaru przeprowadzać rozwodu z orzekaniem winy, to zbyt długotrwały i bolesny proces, znam męża, wiem, że użyłby wszelkich sposobów, by mnie zniszczyć, nie cofnął by się przed niczym, na to już kompletnie nie mam siły ani ochoty. Chciałabym przeprowadzić rozwód najprościej i najszybciej, jak to możliwe. Niemniej mimo bycia z tym człowiekiem od tylu lat, nie wiem, jak on zareaguje na pozew. Tej reakcji też się panicznie boję, ale większym przerażeniem napawa myśl o kolejnych takich latach jak do tej pory, zatem ten lęk przezwyciężę.
        Mamy bardzo sporny problem majątkowy, to też rzecz, której się obawiam. Dobrze choć, że dzieci na tyle duże i na tyle rozumiejące sytuację, że przynajmniej z tym problemu nie będzie.
    • calineczka2 Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 00:26
      Ja... w sumie byla tylko przemoc psychiczna, choc kiedys mnie troche poszarpal.
      Tak to bylo:
      -ponizanie
      -deprecjonowanie osiagniec
      -nieprzychylne komentarze dotyczace wygladu i porownywanie z innymi kobietami
      -nadmierny pedantyzm i wieczne pretensje o balagan (nieistniejacy)
      -przemoc ekonomiczna - wydzielanie i kontrola najmniejszych sum pieniedzy
      -lekcewazenie chorob
      -klamstwa, ukrywanie pieniedzy i zrodel dochodow
      -karanie, ogolne stosowanie systemu kara/nagroda, podejscie jak do psa

      Zdrady nie bylo, a przynajmniej sie nie dowiedzialam. Seksu ze mna tez nie bylo, mimo, ze bylismy malzenstwem bardzo krotko (seks kilka razy zaledwie, zero zainteresowania).

      Rozwod byl trudny, nikt z otoczenia mi nie wierzyl, ze zle sie dzieje.
    • nangaparbat3 Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 18:18
      herta_m napisała:

      > Moje pytanie brzmi tak: ile/ilu z Was rozwiodło się wyłącznie z powodu przemocy
      > psychicznej małżonka? W ilu przypadkach nie było w ogóle mowy o zdradzie, a ch
      > odziło o wyzwolenie się z toksycznego małżeństwa z przemocowcem?

      Myślę, że moj ex by sie zgłosił. W każdym razie przez pierwsze lata po rozstaniu, na pewno.
    • moniapoz Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 21:22
      Herta,
      sorry, że to napiszę....ale czy nie bardziej prawdopodobne przy przemocy psychicznej jest, że zdradzi ta strona która jest poniżana, niedoceniana, gnębiona ?
      bardziej prawdopodobne niż zdrada faceta który de facto chce mieć swoją ofiarę, żeby ją gnębić i jak chyba sama pisałaś nie wypuszcza jej tak łatwo ze swoich rąk ?
      a taka ofiara ma przecież zazwyczaj bardzo niskie poczucie własnej wartości więc ....

      może błędnie to interpretuje....?

      ------
      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • to.ja.kas Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 22:51
        Powiem Ci Herta tak, po tym co piszesz i jak piszesz to ...trza mieć do Ciebie anielską cierpliwość. Uffff.....
    • inna_nowa_ja Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 23:16
      mnie:
      -nie bił,
      -nie pluł na mnie,
      ale:
      -zlewał, miał mnie w dupie,
      -szydził i poniżał
      -dręczył wymyślonymi historiami że go zdradzam
      -śmiał mi się w twarz i upokarzał
      -odliczał mój czas powrotu z pracy do domu i jak nie daj Boże byłam 5 minut spóżniona to tekst że się u kochasia zasiedziałam
      Zdrada nie miałaby wpływu na moją decyzje.
    • heksa_2 Re: Zdrada przemocowca 19.02.12, 23:32
      Żal mi herty, ale obstawiam, że żadnego rozwodu nie będzie. Za dużo słów, za mało czynów. Działa coś w rodzaju syndromu sztokholmskiego. A życie już zanalizowane w najdrobniejszym szczególe. I nic z tego nie wynika.
      • scindapsus Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 09:25
        Zgadzam się z Tobą w kwestii tego że rozwodu nie będzie.aAle wydaje mi się że nie chodzi o syndrom sztokholmski tylko o czerpanie korzysci z bycia ofiarą.
        O wyłudzanie wspólczucia, o bycie w centrum zainteresowania.
        Jak na tym forum juz nikt nie da rady wspierac i klepac po pleckach, bo ileż można, to się znajdzie inne, pozniej inne i jeszcze na końcu inne.
        I będzie można do końca dni swoich opisywać z jakim to draniem się zyje i dostawać wspołczucie.
        • herta_m Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 10:18
          Wczoraj powiedziałam otwartym tekstem o rozwodzie. Była karczemna, totalna awantura. Nie dałam się zapędzić w kozi róg, ale też nie czuję, że coś ugrałam. Jak zwykle zresztą. Niemniej myślę, że tym razem może dotarła do niego informacja, że nie zawaham przeprowadzić rozwodu.
          Zależy mi na tym, żeby wszystko przeprowadzić szybko i korzystnie dla mnie i dla dzieci. Wiem, że pisze dużo i rozwlekle, wiem, że osoby, ktore są po zapominają czasami ile czasu i wysiłku kosztowało sfinalizowanie sprawy. Szkoda, że pamięć często jest taka krótka. Zrozumienie dla ludzkich słabości też nie jest mocną stroną pewnych osób, ale trudno. Nie potrzebuję współczucia obcych osób, ono kompletnie niczego nie załatwia, pisząc narażam się też na ataki, czasami niewybredne, po co miałabym oczekiwać współczucia, co ono da w mojej sytuacji?
          Teraz lepiej powiedzcie, skąd wziąć 600 zł?
          • nowel1 Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 10:44
            herta_m napisała:

            > Wczoraj powiedziałam otwartym tekstem o rozwodzie. Była karczemna, totalna awan
            > tura. Nie dałam się zapędzić w kozi róg, ale też nie czuję, że coś ugrałam.

            I tu jest sedno. Herta: CO CHCIAŁAŚ ugrać?
            Osobie, która rzeczywiście chce się rozwieść, nie zależy na ugraniu czegokolwiek przez poinformowanie o swojej decyzji. Zależy jej na rozwodzie i zbudowaniu własnego życia, bo dotychczasowe za bardzo boli.

            > Teraz lepiej powiedzcie, skąd wziąć 600 zł?

            Skąd takie pytanie do forumowiczów? Skąd mamy to wiedzieć?

            • herta_m Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 10:52
              Mówiąc o ugraniu, miałam na myśli wyjście z kłótni z czymś konstruktywnym poza obelgami, wyzwiskami, wylewaniem na mnie wiadra pomyj. Próbowałam przekazać jakieś treści, powiedzieć, co mi nie odpowiada, zaproponować jakieś sensowne rozwiązania, w zamian dostawałam stek inwektyw. Próbowałam powiedzieć, że wystąpię o rozwód bez orzekania - krzyk i wrzask, że musimy porozmawiać, co dalej - wyzwiska. Ugranie = coś konstruktywnego.
              Teraz jaśniej?
              Co do 600 zł, to zapomniałam użyć emotkiona, przepraszam. Choć prawda jest taka, że jestem w dole finansowym, ale oczywiście nie kieruję tego pytania tutaj na poważnie.
              • puzzle33 Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 11:01
                Łudziłaś się, że znajdziesz nić porozumienia? Nadzieję na, no wlaśnie ... na co?
                • herta_m Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 11:19
                  Zaczęłam sensowną rozmowę, bo w sobotę i niedzielę kilka razy o coś się obrażał, chciałam zaproponować jakieś rozwiązanie, ale on od razu zaczął krzyczeć, w końcu zapytał, czego chcę, powiedziałam zgodnie z prawdą, że rozwodu, na to krzyk się wzmógł, ale ja nie chciałam tym razem zastosować taktyki wyjścia, gdy on zaczyna krzyczeć, chciałam mu wreszcie zakomunikować, że dalsze takie życie nie ma sensu i to w interesie nas obojga. Była szansa, żeby pogadać o konkretach, ale on tylko przeklinał i wylewał wszystkie pretensje na mnie, zatem o dyskusji nie było mowy. Na nić porozumienia z nim liczyć już dawno nie mogę.
                  Ale o konkretach związanych z rozwodem kiedyś porozmawiać musimy chyba. Miałam nadzieję, że przed złożeniem pozwu coś ustalimy, po wczorajszej rozmowie wiem, że to niemożliwe, zatem o konkretach porozmawiamy w sądzie.
                  I tego właśnie nie wiem, jeśli się nie dogadamy przed, to sąd zapyta? Mam w pozwie napisać, jak chcę przeprowadzić podział majątku? Jak to właściwie wygląda? Moje rozwiedzione koleżanki uzgadniały szczegóły przed rozwodem, dogadywały się jakoś z mężami, ja nie będę miała takiej szansy.
                  • puzzle33 Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 11:28
                    herta_m napisała:

                    > I tego właśnie nie wiem, jeśli się nie dogadamy przed, to sąd zapyta? Mam w poz
                    > wie napisać, jak chcę przeprowadzić podział majątku? Jak to właściwie wygląda?
                    Może od odpowiedzi na te pytania zacznij swoją drogę?
                  • lampka_witoszowska Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 11:34
                    Herta, jakoś łatwo rozumiem, że chcesz spokojnego ustalania warunków rozwodu i zycia po

                    daj mu czas
                    nie prowokuj awantur, ale i nie daj się zbić z pantałyku, nie jest też ważne, co piszemy
                    Ci na forum, wazne, co Ty czujesz, że będzie dobre dla Was - i czy jesteś do tego przekonana
                    (czy to próba dogadywania się, czy rozstanie)
                    jeśli w głębi serca zdecydowałaś, że rozwód jest najlepszym rozwiązaniem, to czeka Cię trudny czas, ale to minie
                    on tez się pogodzi z faktem, ale to potrwa
                    cierpliwości
                    i jak tylko się da - spokojnie
          • yoma Re: Zdrada przemocowca 21.02.12, 16:43
            > wiem, że osoby, ktore są po zapomina
            > ją czasami ile czasu i wysiłku kosztowało sfinalizowanie sprawy.

            No i patrz, co ty wyprawiasz.

            Już widać, że żadnego rozwodu nie będzie, bo to przecież tyle czasu i wysiłku. Jakiego wysiłku? Piszesz pozew i czekasz na wezwanie. Jakiego czasu? Piszesz pozew, czekasz na wezwanie, a przez ten czas sobie żyjesz według uznania. Ale nie, ty już musisz wymyślać usprawiedliwienia. Eeee, nieeee, bo to tyle czasu i wysiiiiłkuuuu....
            • herta_m Re: Zdrada przemocowca 21.02.12, 22:48
              > Już widać, że żadnego rozwodu nie będzie, bo to przecież tyle czasu i wysiłku.
              > Jakiego wysiłku? Piszesz pozew i czekasz na wezwanie. Jakiego czasu? Piszesz po
              > zew, czekasz na wezwanie, a przez ten czas sobie żyjesz według uznania. Ale nie
              > , ty już musisz wymyślać usprawiedliwienia. Eeee, nieeee, bo to tyle czasu i wy
              > siiiiłkuuuu....

              Po 25 latach małżeństwa decyzja o rozwodzie to jak splunąć. Spacyfikowanie przemocowca, dogadanie się, sprzedaż domu, kupno mieszkania, rozwiązanie wszelkich spraw majątkowo-organizacyjnych to pikuś, drobiazg, szast-prast i po sprawie. Może u Ciebie to był drobiazg, u mnie na pewno to trwa za długo, nie przeczę, ale z tego, co tu czytam, nie każda laska podejmowała decyzję z dnia na dzień, nie każda jest taka hop do przodu jak Ty, Yoma.
              Pytam ponownie, czy to wszystko podnosi Ci jakoś szczególnie samoocenę? Frajdę masz z takiego kopania słabszych??? Dobrze Ci z tym?
              • woda_woda Re: Zdrada przemocowca 21.02.12, 22:58
                herta_m napisała:

                >
                > Pytam ponownie, czy to wszystko podnosi Ci jakoś szczególnie samoocenę? Frajdę
                > masz z takiego kopania słabszych??? Dobrze Ci z tym?

                Yoma cię nie kopie jeno pisze to, co widać gołym okiem: żadnego rozwodu nie będzie. Nie rób z siebie wiecznej ofiary smile


              • heksa_2 Re: Zdrada przemocowca 21.02.12, 23:33
                herta_m napisała:
                Po 25 latach małżeństwa decyzja o rozwodzie to jak splunąć. Spacyfikowanie przemocowca, dogadanie się, sprzedaż domu, kupno mieszkania, rozwiązanie wszelkich spraw majątkowo-organizacyjnych to pikuś, drobiazg, szast-prast i po sprawie. Może u Ciebie to był drobiazg, u mnie na pewno to trwa za długo, nie przeczę, ale z tego, co tu czytam, nie każda laska podejmowała decyzję z dnia na dzień, nie każda jest taka hop do przodu jak Ty, Yoma.
                Pytam ponownie, czy to wszystko podnosi Ci jakoś szczególnie samoocenę? Frajdę masz z takiego kopania słabszych??? Dobrze Ci z tym?

                Nie wiem herta_m, wydaje mi się, że szukasz usprawiedliwień. Mam podobną sytuację, tylko, że 30 lat małżeństwa zamiast 25. Wyprowadziłam się z domu na wsi, na razie nie jest sprzedany, mąż w nim mieszka, czekam na lepszą sytuację na rynku nieruchomości. Wynajęłam sobie mieszkanie w mieście, ciężko na to pracuję. I naprawdę nie było łatwo zostawić 400 m piekny dom i zamienić na 25 m mieszkanie z przemocą za ścianą. Podejmujesz decyzję i realizujesz. Reszta to kwestie techniczne. I zapewniam Cię, że nie jest to łatwe, ale jest to krok w przód. Łatwiej się rozwieść po 25 latach niż wczesniej. Bardziej jesteś pozbawiona złudzeń. I dzieci są dorosłe. Łatwiek dać sobie radę nie będąc obarczoną małymi dziećmi. Ale skoro dreptanie w miejscu ci rajcuje, to twój wybór. Ja nie jestem hop do przodu, zapewniam cię. Ale i tak obstawiam, że nie rozwiedziesz się wcale. Ale to twoje życie i twój wybór. rozwody nie są niczym przyjemnym wink
              • a_ja_zawsze_w_drodze Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 00:01
                kto tak naprawdę jest przemocowcem w twoim domu? bo chyba jednak nie mąż. kto tak naprawdę skrzydził/krzywdzi dzieci? kto jest dumny z wychowania wyrachowanego, samolubnego syna? kto nie widzi cierpienia córki?
                jasne. decyzja o rozwodzie po 5, 10, 15 latach to ot tak splunąc, ale po 25? masz rację to już wyczyn na skalę światową. och, jak cudnie pouczać innych w jakim bagnie tkwią. ale ja? no nie oczywiście, że tkwię w bagnie, ale ja jesten ponad wszystko. nawet ponad rozwód z pzremocowcem (?)
                och, ach, ja jestem ta słabsza, którą wredna Yoma kopie. och.ach. jaka jestem biedna.
                • herta_m Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 11:00
                  a_ja_zawsze_w_drodze napisała:

                  > kto tak naprawdę jest przemocowcem w twoim domu? bo chyba jednak nie mąż. kto t
                  > ak naprawdę skrzydził/krzywdzi dzieci? kto jest dumny z wychowania wyrachowaneg
                  > o, samolubnego syna?

                  Czy możesz mi wytłumaczyć, na jakiej podstawie piszesz takie rzeczy? Czy my się znamy? Czy Ty znasz moją rodzinę? Skąd w Twoje głowie powstała myśl, że wychowałam takiego syna? Dobrze się czujesz?
                  Cierpienia moje córki są spowodowane czym? Moim przemocowym charakterem? Jeśli już, mogę byc współwinna o tyle, że nie rozwiodłam się wcześniej i nie zaoszczędziłam jej jazd tatusia, ale nadal to właśnie jego jazdy są podstawą jej "cierpień", a nie moja przemoc. Czy to może ja krzyczę, wyzywam, stosuję szantaż emocjonalny, poniżam kogoś, opluwam? Bo nie rozumiem?
                  • yoma Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 11:12
                    > stosuję szantaż emocjonalny,

                    Khem, ekhem...
                  • nowel1 Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 11:16
                    Ludzie piszą tak, jak piszą, tylko i wyłącznie na podstawie tego, co Ty sama tu opowiadasz o sobie i swojej rodzinie.
                    Pomyśl o tym, zamiast "odpierać ataki". Wbrew pozorom taka wiedza, jak to wygląda z zewnątrz, może Ci się bardzo przydać, nie odrzucaj tego.
                    Myślę, że mogłoby Ci być jeszcze trudniej, gdybyśmy mogli przeczytać, co o całej sytuacji sądzi Twój mąż.
              • yoma Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 11:09
                Samoocenę mam, Herto, dobrą, chwalić bogów, kopanie słabszych też nie jest jakąś moją szczególną rozrywką. Próbuję natomiast zastosować wobec ciebie metodę sokratejską, czyli doprowadzić do tego, żebyś sama doszła do jakichś konstruktywnych wniosków. Ale ty, zamiast przyznać sama przed sobą: tak, opowiadam wszystkim, że chcę coś zmienić, ale całą energię poświęcam na to, żeby się nic nie zmieniło - zafiksowujesz się na etapie "o, przyszła Yoma/Kami/ktokolwiek/niepotrzebne skreślić i kopie mnie biedną słabszą, to jak ja mogę coś zmienić".

                Można i tak, tylko wobec tego na cholerę to bicie piany w iluś tam wątkach? Co chcesz przez to osiągnąć?
                • herta_m Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 11:33
                  Ale ty, zamiast przyznać sama przed sobą: tak, opowiadam wszystki
                  > m, że chcę coś zmienić, ale całą energię poświęcam na to, żeby się nic nie zmieło.

                  Yoma, przyznałam się wielokrotnie to słabej decyzyjności i braku stanowczości. I takie zarzuty możesz mi stawiać do woli, ale szlag mnie trafia, gdy zarzuca mi się tutaj przemocowość. Bronię się przed przemocą, jak umiem i mogę, stąd czasami moje zachowania też nie są idealne, ale chyba nikt nie będzie wymagał od gnojonej osoby, że będzie zawsze miła i uśmiechnięta w stosunku do agresora.
                  Oczywiście, że jesteśmy już przeczuleni z mężem na swoim punkcie, oczywiście, że mi często nie starcza cierpliwości, ale jak ma się mój brak cierpliwości przejawiający się zwróceniem uwagi o drobiazg do wyzwisk, poniżania, zastraszania, opluwania, karania niewożeniem mnie i przy okazji dzieci do szkoły, bo mama powiedziała coś nieuprzejmie albo nie powiedziała, ale za to jak podniosła brwi!!!! Ośmieliłam się powiedzieć, że jego złośliwa uwaga pod adresem córki (niesprawiedliwa, krzywdząca) mi się nie podoba: jestem najgorsza. NIE JADĘ Z TOBĄ NA ŻADNE WESELE (dwa razy), NA SYLWESTRA (dwa razy), NA POGRZEB (raz) własnie z powodu mojej niezgody na jego krzywdzące zachowania czy słowa. Zawsze potem jechał, na pogrzeb jedynie pojechałam sama, już o tym pisałam. A potem: ZOSTAWIŁAŚ MNIE JAK PSA, choć to on krzyczał, że ze mną nie pojedzie. Rozumiem, że miałam błagać, by jednak pojechał?
                  Jaka jest skala jego reakcji na moje, w jego mniemaniu, niemiłe zachowania? Setki takich akcji? Dodam, że zdarzało się, że sama uznałam, że nie miałam racji reagując na coś w sposób niesprawiedliwy i zawsze za to przepraszałam. W drugą stronę nie działa. W najlepszym przypadku on mówi, że to był taki żart. Na przykład wrzucenie mi do torebki ostrza blendera, bo ośmieliłam się przypomnieć, że miał je umyć. Gołego, ostrego śmigiełka do torebki. Taki żart.
                  Ale to ja jestem przemocowcem, a on ofiarą, jak rozumiem?
                  • yoma Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 11:46
                    Ojeżuuuu... no to rozwiedźże się wreszcie, a nie jęcz.
                    • scindapsus Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 18:38
                      ale wtedy nie będzie współczucia

                      da capo al fine
                      • yoma Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 18:41
                        Mam wrażenie, że początkowe współczucie zmieniło się w zniecierpliwienie.
                        • woda_woda Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 18:52
                          yoma napisała:

                          > Mam wrażenie, że początkowe współczucie zmieniło się w zniecierpliwienie.

                          A postawcie się na miejscu tego męża, któremu żona ciągle o coś rozwlekle dulczy w kółko to samo... i tylko sprzatać, sprzątać, sprzątać...
                          Nie ujmując mu wrednego charakteru, rzecz jasna smile
                          • yoma Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 19:07
                            Już to gdzieś chyba napisałam, choć nie tymi słowami smile
                            • blue_ania37 Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 20:22
                              Widzicie a ja trochę rozumiem Hertę,
                              Można zgłupieć tak, że człowiek nie wie kim jest.
                              I nie umie podjąć decyzji.
                              Przez wiele lat, wierzyłam, że wszystko co złe się dzieje to moja wina, bo nie posprzątałam, bo dostałam smsa, bo nie zrobiłam tego i tamtego.
                              A ja chciałam być idealna i chciałam, żeby było jak kiedyś na początku...
                              Można się pogubić...przemocowiec wypija soki powoli, i nie raz się pukałam w głowę...no przecież ma rację!
                              Ale wtedy brakowało mi ogromnie pewności siebie, wsparcia itp...
                              A byłam od niego uzależniona bo to jest główny motyw związków przemocowych - uzależnienie.
                              Wmówienie tej drugiej osobie, że nie poradzi sobie...
                              Sprawianie wrażenia osoby która mocno stąpa po ziemi...
                              zawsze czułam, że nie dotykam ziemi naprawdęsmile
                              Do tego...potrzeba czasu, łez...ja miałam ogromne wsparcie w "realu" moja rodzina, znajomi zamarli kiedy poznali prawdę o moim małżeństwie.
                              I dlatego ją rozumiemsmile
                              A do Herty!
                              Historia dzisiejszasmile
                              Zatrzymała mnie policja..jechałam za szybko...
                              Kiedyś...bym "umarła"bo on się dowie i okaże się, że jestem krową, która nie umie jeżdzić autem, więc nie potrzebuję auta, a ja bym pewnie przepraszała i bym potulniała no bo ma rację ( to nic, że mam prawo jazdy dłużej od niego o 10 lat i zero punktów), to była tamta Ania.
                              Dziś Ania wyszła z samochodu przeprosiła, bo się śpieszy...i takie tam...głębokie spojrzenie w oczy pana policjantasmile i za nie zapięte pasy i jazdę 110 przy dozwolonych 70 dostałam...za drugie pouczenie..a za pierwsze 3 punkty i 100smile kocham Panów Policjantów.
                              A tobie moja Herto! życzę siły, żebyś mogła kiedyś przyjść kiedyś do domu i uśmiechać się bo coś ty zawojowałaś z lepszym lub gorszym skutkiemsmile
                              Ania
                              • yoma Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 20:34
                                Brawo, Aniu smile

                                No i widzisz, przyszłaś, poradziłaś się i zaczęłaś działać, a nie snułaś się po forum jak Woody Allen po ekranie jęcząc, jaka jesteś biedna i niezrozumiana. O.
                                • blue_ania37 Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 20:39
                                  Yoma, ale ja wiem, że stałam już przy ścianiesmile może herta jeszcze nie "stoi" lub nie wie jeszcze ze tam jestsmile
                                  • yoma Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 20:50
                                    I dlatego pyta o zdrady przemocowców, a następny wątek będzie się zaczynał "mój mąż to łobuz, nie chce mnie zdradzić, może by się rozwieść?" smile

                                    Tobie, powiadam, brawo, a Hercie pierwsza zacznę bić brawo, jak przyjdzie i powie: Zrobiłam coś, bo tego chciałam! albo: Nie zrobiłam czegoś, bo wiedziałam, że tego nie chcę!
                                    • blue_ania37 Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 21:08
                                      Wiem, żeś kochana kobietasmile
                                      Ale ja przyszłam do Was już pewnasmile i dlatego chciałabym żeby Herta też byłasmile
                              • ninaa Re: Zdrada przemocowca 19.03.12, 13:47
                                Widzicie a ja trochę rozumiem Hertę,
                                > Można zgłupieć tak, że człowiek nie wie kim jest.
                                > I nie umie podjąć decyzji.
                                > Przez wiele lat, wierzyłam, że wszystko co złe się dzieje to moja wina, bo nie
                                > posprzątałam, bo dostałam smsa, bo nie zrobiłam tego i tamtego.
                                > A ja chciałam być idealna i chciałam, żeby było jak kiedyś na początku...
                                > Można się pogubić...przemocowiec wypija soki powoli, i nie raz się pukałam w gł
                                > owę...no przecież ma rację!
                                > Ale wtedy brakowało mi ogromnie pewności siebie, wsparcia itp...
                                > A byłam od niego uzależniona bo to jest główny motyw związków przemocowych - uz
                                > ależnienie.
                                > Wmówienie tej drugiej osobie, że nie poradzi sobie...

                                Ja też rozumiem Hertę. Też mam problem z decyzyjnością. I nie jestem wcale jakąś słabizną życiową ! Mam przyjaciół, dobrą pracę, chęci na życie i umiem radzić sobie z policją !! Nie boję się podawać nazwiska kiedy dzwonię na policję skarżyć na sąsiada i nie boję kłócić z sędzią głównym na zawodach !
                                To z "mężem" jest zapętlone piekielnie ! Ja jestem zdecydowana ! Kłócę się, odpieram ataki, mam swoje zdanie ! Ale gdzieś wyczytałam o "pasożycie - bluszczu..." - ja się czuję wplątana w związek bez możliwości wyjścia.. On nawet nie załatwia sobie sam cześci do samochodu !! To ja załatwiam rabaty, dobre dojścia i inne sprawy ! Zaczynam dopiero logicznie myśleć !! Zaczynam ! Dlatego rozumiem Hertę świetnie. Nie chcę już, tak jak nie chce Herta. A mąż ... raz jazgocze jak opętany... a następnego dnia chcę ratować układy między nami... i ma optymistyczne podejście jeszcze ... Masakra. Trzeba zwerbalizować to co się myśli. Koniecznie.
                                Rozumiem Hertę i pozdrawiam.
                          • herta_m Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 22:54
                            woda_woda napisała:
                            > A postawcie się na miejscu tego męża, któremu żona ciągle o coś rozwlekle dulcz
                            > y w kółko to samo... i tylko sprzatać, sprzątać, sprzątać...

                            ciągle coś rozwlekle dulczy???? Litości, dlaczego tak piszecie?!? Skąd wiesz, że rozwlekle? Skąd wiesz, że ciągle??? Zafiksowałyście się na tym moim zwracaniu uwagi, a tak nie jest, mąż nawet jak nie zwrocę uwagi obserwuje i interpretuje moje miny, dopowiada, wmawia mi złe intencje. A zresztą, czy żadna z Was nie znajduje się czasami w sytuacji, kiedy coś Wam przeszkadza? Pytam po raz nie wiem który: dlaczego jak mąż mi zwraca uwagę na coś, i śmiem twierdzić, że nie robi tego rzadziej ode mnie, to ja się o to nie obraża? W codziennym życiu jest sporo takich rzeczy, ktore nam przeszkadzają i korekta tego ani nie wymaga nadludzkiego wysiłku od drugiej strony, ani nie godzi w jej poczucie godności, ani jej nie sprawia przykrości. Liczę się z kimś, dlatego słucham jego próśb. Ja tak robię, Wy nie?


                            • yoma Re: Zdrada przemocowca 23.02.12, 13:32
                              No proszę, nie wmawiaj ludziom, że dulczysz tylko na forum...
                            • woda_woda herto_m, dulczysz, jak sto pięćdziesiąt :) 23.02.12, 16:05
                              herta_m napisała:


                              > ciągle coś rozwlekle dulczy???? Litości, dlaczego tak piszecie?!? Skąd wiesz, ż
                              > e rozwlekle? Skąd wiesz, że ciągle???

                              Przecie widzę to twoje ciągłe rozwlekłe dulczenie i użalanie się nad sobą smile

                              Jak bym miała taką babę w domu, która wciąz i ciągle - jaki to ten mąż niedobry a ja jaka święta - pogoniłam w trymiga uznając, że stosuje na mnie przemoc emocjonalną smile
                              • herta_m Re: herto_m, dulczysz, jak sto pięćdziesiąt :) 23.02.12, 16:33
                                > Jak bym miała taką babę w domu, która wciąz i ciągle - jaki to ten mąż niedobry
                                > a ja jaka święta - pogoniłam w trymiga uznając, że stosuje na mnie przemoc emo
                                > cjonalną smile
                                Oczywiście skoro tutaj dulczę (w odpowiedzi na posty, a nie sobie a muzą), to muszę to robić w domu, tak? Otóż jesteś w błędzie. Próby dulczenia mąż ucina w zarodku, najczęściej z mety na mnie wrzeszcząc, nawet zanim coś powiemsmile Ja tutaj odreagowuję, nie wiedziałaśbig_grin
                                • woda_woda Re: herto_m, dulczysz, jak sto pięćdziesiąt :) 23.02.12, 16:35
                                  herta_m napisała:


                                  > Oczywiście skoro tutaj dulczę (w odpowiedzi na posty, a nie sobie a muzą), to m
                                  > uszę to robić w domu, tak?

                                  Tak, bo taki masz charakter dulczący smile
    • zimaww Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 11:52
      Odeszlam z dwójką malych dzieci od przemocowca. Musialam zmienic wszystko w swoim życiu. Miejsce zamieszkania, pracę, do dziś mam sporo klopotów. Dwa lata już niedlugo miną od tego momentu. Nie bylo zdrady. Zawazyl moment kiedy synek dopiero co zaczynający mówić zacząl go nasladować, krzyczeć rzucać przedmiotami- myślal ze to chyba taka zabawa, a córcia plakala i mowila, że nie chce mieszkać już z tatą i zaczęla sie go bać. Nie bylo raczej przemocy fizycznej, zdarzala się rzadko i bylo to tylko popychanie, szarpanie, ale najgorsze byly wyzwiska, krzyki, rzucanie przedmiotami. Wiele innych spraw o ktorych już tu niektóre z was pisaly. Wiele lat walczylam i probowalam rozmawiać, podejmowac terapię. Skladalam papiery i wycofalam je bo uwierzylam w jego prośby i chęć zmiany. Przyszedl jednak moment, ze stanęlam pod murem i dokonalam wyboru i jak pewnie większość osób wychodzących z takiego związku powiem, że bylo warto, ze to jedna z najmądrzejszych i najlepszych decyzji jakie podjęlam. Wiele lat próbowalam szukac rozwiązań, walczyć, wachalam się i dlatego rozumiem herte że bije się zmyślami, szuka potwierdzenia, ale decyzję musi podjąć sama. Każdy sam dojrzewa do tego.Mocno trzymam za Ciebie kciuki, wierzę, że chociaż bardzo się wachasz to przyjdzie moment kiedy się przebudzisz. Oby tak bylo. Pamiętam jak w mojej glowie pojawialy sie myśli ze odeszlabym gdyby mnie zdradzil, że byloby latwiej, ale to nieprawda. Trzeba dojrzec do tej decyzji i tyle.
      • herta_m Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 13:17
        Dziękuję Zimaww za zrozumienie i za kciukismile Mam wrażenie, że jestem już blisko rozwiązaniabig_grin
    • mama_myszkina Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 19:53
      Ja. Z orzeczeniem o winie męża a powodem była przemoc psychiczna i inne takie. Mój eks nie zdradzał, takie ma zasady. Nie każdy człowiek, który stosuje przemoc psychiczną zdradza.
      • herta_m Re: Zdrada przemocowca 20.02.12, 20:18
        No właśnie to mnie zwiodło, te jego zasady. Bo co do uczciwości zarówno małżeńskiej, jak i takiej ogólnej, nie mogę złego słowa powiedzieć. I z jednej strony to duży plus, z drugiej historia zna wiele przypadków sadystycznych pastorów na przykład i innej swołoczy, która z wielkimi ideałami na ustach bije dzieci dla ich dobra. To rodzaj jakiejś schizofrenii i hipokryzji, jeszcze jedna cecha, ktora tak strasznie mi przeszkadza, oprócz typowo przemocowych zagrań u męża. Tekst w kontekście dorosłej córki, która pojechala do chłopaka: dla mnie jak kobieta jedzie do mężczyzny, to jest szmatą (w kontekście, przy mnie, ale nie przy niej na szczęście). I wiele, wiele tego typu kwiatków.
        • mama_myszkina Re: Zdrada przemocowca 21.02.12, 00:45
          Są mężczyźni, którzy nie są przemocowcami, są świetnymi ojcami i mężami ale nie potrafią się powstrzymać od zdrady. Są też tyrani i przemocowcy, którzy nigdy nie zdradzają. Trzeba się wyzwolić ze stereotypów.
          • maciekqbn Re: Zdrada przemocowca 21.02.12, 08:00
            Dokładnie to samo powiedziałbym o kobietach. Nawet odnoszę wrażenie, że kobiety - te stosujące przemoc psychiczna są bardzo zasadnicze, czy też sztywne w swoich postawach (choć potrafią bardzo dobrze udawać by zmylić otoczenie). Może ten brak elastyczności to jedna z charakterystycznych cech osób stosujących przemoc?
            • blue_ania37 Re: Zdrada przemocowca 21.02.12, 08:27
              Mam Maćku takie samo zdanie, brak elastycznośći, sztywne myślenie, niemożliwość ustąpienia w niczym, bardzo sztywne zasady tak postrzegam osobę stosującą przemoc psychiczną.
              A
              • yoma Re: Zdrada przemocowca 21.02.12, 16:48
                Bogiem a prawdą w tym konkretnym przypadku powstaje pytanie, kto tu stosuje "przemoc". Bo jeśli było raz na zawsze ustalone, że ekspres do kawy jest męża, może sobie wypuścić korzenie i zakwitnąć i nikogo to ma nie obchodzić, a Herta nie może w trakcie rozmowy się oprzeć, żeby nie podłubać w kwitnącym ekspresie...

                Gdyby w trakcie rozmowy mąż, nie wiem, otwierał szafę i wymownie przyglądał się moim skotłowanym swetrom, odebrałabym to jako przemoc.

                tongue_out
                • herta_m Re: Zdrada przemocowca 21.02.12, 20:48
                  I to właśnie jest nadinterpretacja, u osoby, ktorą znam, mogłabym jeszcze zrozumieć, ale kompletnie nieznajomej osobie wpierać coś? Jaki to ma sens?
                  Yoma, byłaś przy tym, że tak piszesz? Czerpiesz z takich żarcików jakąś satysfakcję? Dobrze Ci to robi? Szykowałam śniadanie, kręciłam się, mąż siedział przy stole, ja wśród różnych czynności podniosłam klapkę odruchowo, nie spojrzałam wymownie, nie spojrzałam w stronę męża wcale, nie westchnęłam ciężko.
                  A nawet gdybym przypomniała, że miał to sprzątać, to powód, żeby z mety krzyczeć i wypominać mi, że moi rodzice się rozwiedli? Wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego on może przyjść i powiedzieć, że ma czegoś nie robić, albo przeciwnie coś robić i ja to traktuję normalnie, jak uważam, że nie ma racji, to mu tłumaczę, możemy o tym rozmawiać, natomiast gdy ja o coś poproszę lub przypomnę, za każdym razem jest armagedon i wojna światów w jednym?
                  Klnę się na honor, że klapki nie podniosłam celowo, by pokazać, że filtr jest nieumyty, zrobiłam to odruchowo. Jest to nota bene jedyny sposób na to, by mąż ten filtr umył, ale tym razem nawet nie z tego powodu to zrobiłam. Czy popełniam grzech otwierając klapkę?
                  Jeśli latami probuję różnymi sposobami pokazać, że nie czuję się komfortowo jako służąca, która robi wszystko za wszystkich i to nie działa, sięga się po różne metody perswazji. Gdyby moje prośby choć raz na kilka razy były spełniane, gdyby liczono się z nimi, z pewnością a. nie zawracałabym głowy, b. nie musiała stosować podchodów, c. często nie przejmowałabym się, gdyby z rzadka zdarzyło się przez zapomnienie niezrobienie czegoś, ba, chętnie bym CZASAMI coś zrobiła za kogoś, bo mi korona z głowy nie spadnie, ale nie w sytuacji, kiedy już drugie dziesięciolecie jestem regularnie olewana i lekceważona.
                  Jaśniej już nie mogę.
                  • yoma Re: Zdrada przemocowca 22.02.12, 11:24
                    Herta, zlituj się nad samą sobą, co ja ci wpieram? Bazuję na tym, co sama byłaś łaskawa napisać. A napisałaś ni mniej ni więcej to, że się znowu zaczęła dzika awantura od klapki w ekspresie.

                    Owszem, mąż zapewne zareagował zbyt ostro, ale naprawdę po 25 latach takich "klapek w ekspresie" mogło mu się wyrobić przewrażliwienie na punkcie, nieprawdaż? Ja np. jestem przewrażliwiona na punkcie niewinnego pytania "gdzie jesteś?", wiem o tym i staram się nie ciskać, kiedy je słyszę, ale też, uwaga, moja rodzina wie o tym i stara się go nie zadawać.

                    I patrz, co się znowu dzieje. > Jest to nota bene jedyny sposób na to, by mąż t
                    > en filtr umył, ale tym razem nawet nie z tego powodu to zrobiłam. Czy popełniam
                    > grzech otwierając klapkę?

                    Tak, popełniłaś, tylko sama przed sobą nie chcesz przyznać, po co macałaś klapkę. Było ustalone, że ekspres ma prawo kwitnąć, ale ty musisz macać tę cholerną klapkę, co mąż odbiera "ta zołza znowu się czepia kretyńskiego ekspresu". Łapki cię swędzą? To zajmij się robótkami szydełkiem.

                    > Gdyby moje prośby choć raz na kilka razy były spełniane, gd
                    > yby liczono się z nimi, z pewnością a. nie zawracałabym głowy, b. nie musiała s
                    > tosować podchodów, c. często nie przejmowałabym się, gdyby z rzadka zdarzyło si
                    > ę przez zapomnienie niezrobienie czegoś, ba, chętnie bym CZASAMI coś zrobiła za
                    > kogoś, bo mi korona z głowy nie spadnie, ale nie w sytuacji, kiedy już drugie
                    > dziesięciolecie jestem regularnie olewana i lekceważona.

                    No i znowu biedactwo. "Ja to i nawet bym coś zrobiła, ale nie zrobię, bo wszyscy inni są źli".
            • mama_myszkina Re: Zdrada przemocowca 21.02.12, 16:20
              maciekqbn napisał:

              > Dokładnie to samo powiedziałbym o kobietach. Nawet odnoszę wrażenie, że kobiety
              > - te stosujące przemoc psychiczna są bardzo zasadnicze, czy też sztywne w swoi
              > ch postawach (choć potrafią bardzo dobrze udawać by zmylić otoczenie). Może ten
              > brak elastyczności to jedna z charakterystycznych cech osób stosujących przemo
              > c?
              >

              Dobrze, zgadzam się, ale ten wątek jest o mężczyznach.

              Co do braku elastyczności to jest to cecha wyniesiona z domu, najprawdopodobniej z domu, w którym była przemoc. Takie osoby moga cierpieć na zaburzenia więzi ale nawet jeśli same stosują rpzemoc, nie są psychopatami. Typowy psychopata zas to osoba, która potrafi świetnie wstrzelić się w sytuację i manipulowac ludźmi. Takie osoby sa bardziej niebezpieczne, bo potrafią niszczyć nie używajac przemocy w typowym znaczeniu tego słowa. Np. mój ojczym (nota bene zdiagnozowany jako osobowość narcystyczna czyli blisko psychopatii) nigdy nie uderzył mojej matki ale doprowadziłdo tego, że stała się od niego zalezna na każdym poziomie (pomogła mu w tym jej choroba) i miał nad nią całkowitą władzę. Jednocześnie potrafił być ujmujący zwłaszcza, jeśli musiał zrobić na kimś dobre wrażenie. No i potem był szok i niedowierzanie, że dobry wujek to tak naprawdę tyran. Z takimi osobami jest trudniej wygrac niż z 'klasycznym' przemocowym typem, bo manipulacja nie ejst łatwa do udowodnienia.
              • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 11:13
                Jestem na tym forum od niedawna, wcześniej swój problem przedstawiłam i uzyskałam informacje potrzebne do zdiagnozowania go na innym forum, na którym udzielałam się potem i nadal udzielam dość intensywnie. Tam opisywałam znacznie bardziej szczegółowo swojego czasu mój związek i jedyne z czym się spotkałam oprócz porad, to było zdziwienie, dlaczego jeszcze się nie rozwiodłam. Ważne słowo: "zdziwienie". I jest to dla mnie w stu procentach zrozumiałe, na pewno gdybym była po drugiej stronie, też bym się dziwiła. Niemniej nikt nie stawiał mi tak poważnych zarzutów, z przemocą włącznie, jak na tutejszym forum. Słownie NIKT. Rozumiem, że tam wypowiadają się same mało rozgarnięte i rozumne osoby, które się na mnie nie poznały. Tylko tutaj są tak przemyślne, doświadczone, błyskotliwe osoby, które w mig mnie rozgryzły i udowodniły najgorsze cech mojego charakteru.
                To dziwne, ale nawet Tris, nie w ciemię bita przecież, ma mi do zarzucenia głównie (z czym się w pełni zgadzam) niedecyzyjność, słabość, brak zdecydowania, użalanie się nad sobą, nie posuwa się jednak do tego, by zarzucić mi przemoc. Jestem gotowa przyjąć wiele krytyki, z częścią się zgodzić, znam swoje słabości i ograniczenia, ale zarzucanie mi przemocy jest tak kuriozalne, że aż śmieszne.
                Oczywiście teraz broniąc się, potwierdzam tezy niektórych o swoim przemocowym charakterze, trudno. Nie mam jednak ochoty przemilczać takiego zarzutu, aż tak słaba nie jestem. Jeśli komuś daje satysfakcję zarzucanie przemocowego charakteru ofierze przemocy, droga wolna, na tyle się już wzmocniłam, że naprawdę już mnie to nie rusza.
                • yoma Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 11:31
                  Rozumiem, że teraz zafiksujesz się na "złe forum Rozwód zarzuca mi przemoc, więc ja się na złość złemu forum Rozwód nie rozwiodę"?

                  Słuchaj, rozwódź się albo nie, to twoja i tylko twoja sprawa, naprawdę. Tylko proszę, nie zakładaj znowu za tydzień wątku "zły mąż nie opuścił klapy od sedesu i nakrzyczał na mnie, chyba się rozwiodę".
                  • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 11:43
                    Nie było to dla mnie łatwe, długo się wahałam, wiedziałam, że zbiorę gromy, ale tak mi niekomfortowo z zarzutem, że to ja stosuję przemocowe zagrania, że wkleiłam tutaj post córki, żeby pokazać, że nie tylko ja tak postrzegam męża. Nie jest zatem tak, że ja podła i wredna, złośliwa jędza doprowadzam męża do ostateczności i dlatego on tak traktuje mnie i dzieci. Opinia córki wydała mi się miarodajna. A mimo to nadal na tym forum to mnie zarzuca sie przemocowość. Nie rozumiem tego, nie akceptuję, nie godzę się na taki zarzut.
                    Czuję się trochę jak zgwałcona, ktorej wmawia się, że miała za krótką spódniczkę i sama się prosiła. To mocne porównanie, oczywiście aż tak nie dotykają mnie tutejsze zarzuty, ale analogia wydaje mi się dobra.
                    • yoma Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 11:47
                      Dobra, no. Mąż choleryk, a ty jędza. Oboje jesteście dobrzy. Już, zadowolona?
                      • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 12:03
                        yoma napisała:

                        > Dobra, no. Mąż choleryk, a ty jędza. Oboje jesteście dobrzy. Już, zadowolona?

                        Nie, nie i jeszcze raz nie!!! Właśnie takie myślenie spowodowało, że przez 22 lata znosiłam wszystkie wyzwiska, szantaże, groźby, kontrolowanie mnie, zarzuty zdrady, zazdrość (ty musisz mieć kogoś, dlatego jesteś taka!) i tysiące podobnych zachowań. Dlatego nabierałam się na miesiące miodowe, które następowały z coraz większą częstotliwością, bo i ataki się zdarzały coraz częściej. Dziesiątki lasek na różnych forach opisuję dokładnie takie same schematy, ja sobie sama nie wymyśliłam tej przemocy, nie miałam pojęcia, że to jest to.
                        Jakie są granicy znoszenia upokorzeń i wyzwisk ze strony choleryka?
                        • puzzle33 Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 12:19
                          herta_m napisała:

                          > Jakie są granicy znoszenia upokorzeń i wyzwisk ze strony choleryka?
                          To sprawa indywidualna, ważne natomiast jest, jakie są Twoje.
                          • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 12:32
                            Ja to wiem, już wiem, ale jak Joma pisze, że ja jędza, a mąż choleryk, to wygląda na to, że jesteśmy burzliwym związkiem i to nie jest wcale takie straszne. I właśnie takie rozumowanie utrzymywało mnie w przekonaniu, że może przesadzam, że może nie jest tak źle, że wszystkie małżeństwa się kłócą. Nie spotkałam się wcześniej z informacjami na temat schematów przemocowych, ale gdy na forum eksperckim napisałam kiedyś o kontrolowaniu przez ojca gg córki i inne uczestniczki forum wyciągały ode mnie informacje na temat innych zachowań męża, jednoznacznie poleciły mi książkę o przemocy psychicznej. I wszystkie elementy układanki naglę wskoczyły na swoje miejsca. Mogłam się przeglądać w tych schematach jak w lustrze. Nastąpiła iluminacja. Na przypadkowej wizycie u psycholożki diagnozującej dysgrafię syna zagadnęłam o opinię na temat moich układów rodzinnych, terapeutka natychmiast zaleciła mi terapię dla ofiar przemocy, a powiedziałam w skrócie tylko o trzech zachowaniach mojego męża. No kurcze, naprawdę nie ja to sobie wszystko wymyśliłam.
                            • puzzle33 Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 12:52
                              herta_m napisała:

                              > terap
                              > eutka natychmiast zaleciła mi terapię dla ofiar przemocy
                              Skorzystałaś? Wybacz; nie śledzę nazbyt uważnie wszystkich wątków, podobnie traktuję bardzo rozbudowane posty <wstydzi się>
                              • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 13:36
                                > > terap
                                > > eutka natychmiast zaleciła mi terapię dla ofiar przemocy
                                > Skorzystałaś?

                                Skorzystałam, w fundacji, za darmo, terapeutka nie negowała tego, że się załapuję na taką terapię w ramach przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Nie zadawała mi pytań, zmierzających do tego, że czerpię satysfakcję z pozycji ofiary, nie pytała, czy moje zachowania nie są może też przemocowe, nie naprowadzała mnie nawet na centymetr w kierunku takim, jaki tutaj się sugeruje. Zmierzała do tego, że mam się wzmocnić, co robiłam i robię. Stąd też moje całkowite zaskoczenie postawą niektórych osób tutaj, ktore dopatrują się z moim postępowaniu zachowań przemocowych.
                                Przypomniałam sobie informacje zawarte na stronie niebieskiej linii o fazie narastającego napięcia i tam jest też odpowiedź na to, dlaczego czasami zdarza mi się może całkowicie bezwiednie "sprowokować" męża. Chodzi o ostanie zdanie.
                                Faza narastania napięcia
                                W tej fazie partner jest napięty i stale poirytowany. Każdy drobiazg wywołuje jego złość, często robi awanturę, zaczyna więcej pić, przyjmować narkotyki lub inne substancje zmieniające świadomość. Może poniżać partnerkę, poprawiając swoje samopoczucie. Prowokuje kłótnie i staje się coraz bardziej niebezpieczny. Sprawia wrażenie, że nie panuje nad swoim gniewem. Kobieta stara się jakoś opanować sytuację - uspokaja go, spełnia wszystkie zachcianki, wywiązuje się ze wszystkich obowiązków. Często przeprasza sprawcę. Ciągle zastanawia się nad tym, co może zrobić, aby poprawić mu humor, uczynić go szczęśliwym i powstrzymać przed wyrządzeniem krzywdy. Niektóre kobiety w tej fazie mają różne dolegliwości fizyczne, jak bóle żołądka, bóle głowy, bezsenność, utratę apetytu. Inne wpadają w apatię, tracą energię do życia, lub stają się niespokojne i pobudliwe nerwowo. Jest to wynik narastania napięcia, które po pewnym czasie staje się nie do zniesienia. Zdarza się, że kobieta wywołuje w końcu awanturę, żeby "mieć to już za sobą".


                                • krecia_3 Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 13:45
                                  Wszystko w Twoich rękachsmile
                                • nowel1 Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 13:53
                                  Dużo wiesz.
                                  Dużo widzisz.
                                  Czas na działanie.
                                  • puzzle33 Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 14:08
                                    nowel1 napisała:

                                    > Czas na działanie.
                                    ... albo uładzenie się z sytuacjąsmile
                                    • blue_ania37 Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 14:41
                                      Herto!
                                      Czytam i czytam...
                                      Rozumiem, że Jesteś wzmocniona ( i bardzo dobrze ), ale myślę, że Ty i mąż powiedzieliście i zrobiliście już wszystko.
                                      Analizowanie każdego punktu życia nic nie da ani nie zmieni...
                                      Myślenie ludzi jest proste...i to Ci doradzają..jest żle wiesz o tym więc działaj.
                                      Nie da...się ciągle tylko stać w miejscu.
                                      Trzeba podjąć jakąs decyzję, albo to albo to..
                                      Widać, że masz bardzo niską samoocenę, bo słowa Jomy na mnie działały by wzmacniająco i by otwierały mi oczy szeroko..ale ja jestem kilka stopni przed Tobą.
                                      Nie bój się działania...ono daję siłę.
                                      Wyobrażasz sobie, że może nadejść dzień, że nie będziesz musiała już NIC analizować?
                                      Życzę Ci tego z całego serducha.
                                      Ania
                                      • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 15:16
                                        Aniu, po pierwsze wiele uwag Yomy jest bardzo celnych, naprawdę biorę je sobie do serca, podziwiam też jej poczucie humoru, celność, ciętość, samej mi tego brakuje, a już szczególnie zwięzłoścismile Ale jeśli Yoma pisze, że nie wiadomo, kto tu jest przemocowcem, to wybacz, ale nie mogę być wobec tego obojętna, to mnie naprawdę ruszyło, jest to też o tyle przykre, że właściwie działa tak samo jak słowa przemocowca: bo ty mnie sprowokowałaś!!! Przecież to znasz. A to idzie właściwie jeszcze dalej, nie oznacza, że ja prowokuję, ale że to ja jestem stroną przemocową. Wmawianie ofierze przemocy, że sama jest przemocowa, jest już o jedną uwagę za daleko. Od tylu lat słyszę, że on niewinny, a tylko ja prowokuję, że taka sugestia wywołuje u mnie wielki sprzeciw.
                                        Piszesz o mojej niskiej samoocenie. To też jest jeden z problemów, takie pomieszanie u mnie, są rzeczy, z których jestem dumna, które w sobie doceniam, które lubię, są też rzeczy, które mnie stale ciągną w dół. Bardzo to stresujące. ALe te rzeczy rozkładają się bardzo symetrycznie: życie poza związkiem jest udane, dobre, w związku do bani. Oczywiście to powinno jednoznacznie kierowac mnie ku rozwodowi.
                                        I tak, najbardziej marzę o tym, żeby przestać analizować, przestać nieustanie rozmawiać z nim w myślach i przekonywać go o swoich racjach, o tym, jak mnie rani, jak niesprawiedliwie mnie traktuje. To rodzaj obsesji, ale jak czytam to forum też wiem, że nie jestem jedyna. Bardzo się martwię, że nawet po rozwodzie przez jakiś czas będę to jeszcze robila. Ale na pewno przyjdzie dzień, że to się skończy. Oby jak najszybciej.
                                        • blue_ania37 Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 15:31
                                          Od tylu lat słyszę, że on niewinny, a tylko ja prowokuję,
                                          > że taka sugestia wywołuje u mnie wielki sprzeciw.

                                          I będziesz jeszcze długo mysłała, że coś jest twoją winą, jest to proces rozciągnięty na lata.
                                          Ale uwierz mi że z każdym dniem może być lepiejsmile

                                          życie poza związkiem jest udane,
                                          > dobre, w związku do bani. Oczywiście to powinno jednoznacznie kierowac mnie ku
                                          > rozwodowi.

                                          Nie ma takiego pojęcia, kiedyś myślałam dokładnie jak Ty, a tego nie da się rozdzielić, nerwowych poranków, przykrych wieczorów.
                                          Naprawdę zawsze masz dobry humor w pracy? Bo ja przychodziłam zestresowana i nie raz się zastanawiałam czy ktoś widzi moje smutne oczy.
                                          Umiał mnie rozwalić telefonem lub smesem w trakcie dnia.
                                          Do domu wracałam nerwowa co to będzie, czy wszystko kupiłam itp..życie domowe, schodzenie z drogi..to też było moje życie..nie tylko bycie w związku.
                                          A teraz zapominam o tym. Mam nerwy,stresy walczę z czasem żeby ramno szybko ogarnąć, ale mam niesamowity spokój w sobie i to jest warte wszystkiego.

                                          > I tak, najbardziej marzę o tym, żeby przestać analizować, przestać nieustanie r
                                          > ozmawiać z nim w myślach i przekonywać go o swoich racjach, o tym, jak mnie ran
                                          > i, jak niesprawiedliwie mnie traktuje.

                                          Znam problem analizowania, ja jeszcze przekonywałam męża, że ni ejestem zła, nawet niekiedy się zgadzałsmile jaka ja bywałam wówczas szczęśliwasmile
                                          Dziś....nigdy więcej analizowania jakiś kubków, talerzy, czy garnki są dwa czy trzy, kupionego chleba, jak on w danej chwili a jak ja.
                                          Nigdy więcej analizowania, bo to faktycznie masz rację, obsesja...która ma do siebie jakby z definicji, że zdrowa nie jest.
                                          Działaj, będzie dobrze, ale działaj.
                                          Nie dogaduj się bo sie nie dogadasz.
                                          Skoro macie problem z dogadaniem się w sprawie klapki od ekspresu, jak ty to sobie wyobrażasz? Że dojdziecie do konstruktywnych wniosków w sprawie rozwodu? Nigdy!
                                          Ale po to wymyślono adwokatów i sądysmile
                                          Do wniosków wy jako wy dojdziecie po 5 latach...po rozwodzie.
                                          Ania
                                          • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 16:01
                                            Oczywiście Aniu masz rację, że nie da się oddzielić życia w związku i poza związkiem, bo trauma życia w związku wpływa na całokształt, i tak, zdarzało się, że w pracy musialam wychodzić do kibla, żeby się wyryczeć, bo zadzwonił z pretensjami albo w drodze do pracy poruszyliśmy drażliwy temat i znowu się na mnie wydzierał, tak, że przyjeżdżałam cała roztrzęsiona. Od jakiegoś czasu nie wozi mnie do pracy i tysiąc razy bardziej wole jechać z trzema przesiadkami niż narażać się na ataki. Nawet zimą, nawet w mrozy.
                                            Natomiast bez bagażu stresu z powodu męża reszta naprawdę mi się układa, nie mogę na nic narzekać, nawet poważne niedobory finansowe nie stresują tak bardzo, jestem przyzwyczajona do oszczędnego trybu życia. Bardzo dużo rekompensują mi dzieciaki. Nie ma dnia, żeby nie budziły we mnie radość, dumy, poczucia spełnienia. No i jeszcze jest pies, najsłodszy, najmilszy, najukochańszysmile
                                            • blue_ania37 Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 17:27
                                              Wiec prosto, co dalej?
                                              Przecież wiesz, ze gdyby miało sie coś zmienić to by sie zmieniło.
                                              Jakich użyć słów, żebyś wzięła sprawy we własne ręce i w końcu podjęła decyzje?
                                              Obojętnie jaka ale decyzje?
                                              Ania
                                        • yoma Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 18:16
                                          > wiele uwag Yomy jest bardzo celnych [etc.]

                                          Dziękuję smile

                                          > Od tylu lat słyszę, że on niewinny, a tylko ja prowokuję,
                                          > że taka sugestia wywołuje u mnie wielki sprzeciw.

                                          OK, widocznie jesteś na tym punkcie przewrażliwiona - żartowałam co prawda, albo półżartowałam, ale postaram się nie sugerować i przepraszam.

                                          > Wmawianie ofierze przemocy, że sama jest przemocowa,

                                          Widzisz, podejrzewam, że i tu masz problem. Jakieś forum ci zaproponowało łatwą diagnozę "mąż przemocowiec" i uczepiłaś się jej jak pijany płotu. Przez 24 lat przemocy nie było, zaczęła się z 25. rokiem po lekturze forum i wizycie u pani terapeutki.

                                          A ty też święta nie jesteś. Bardzo, ale to bardzo rzadko jest tak, żeby w związku jedna osoba była absolutnie be, a druga święta. Życie nie jest zerojedynkowe.

                                          > Ale na pewno przyjdzie dzień, że to się
                                          > skończy. Oby jak najszybciej.

                                          No i znowu.
                                          Albo przychodzisz na forum i mówisz: chcę rozwodu jak najszybciej, chcę porady: jak rozmawiać o tym z mężem, co powinnam ująć w pozwie, kiedy mam wpłacić 600 zł, czy mogę przeprowadzić podział majątku jednocześnie z rozwodem - konkrety - i wtedy zapewniam, że kupa ludzi chętnie ci pomoże.

                                          Ale ty przychodzisz i mówisz: mąż rzucił koszulę na podłogę, może by się tak rozwieść, ale nieee, bo to za dużo wysiłku, mąż zrobił dziką awanturę o ekspres, może by się tak rozwieść, ale nieee, bo to za dużo czasu, mąż się obraził za pogrzeb kuzyna, może by się tak rozwieść, ale nieeee, bo w ogóle to on jest przemocowiec, Yoma mnie kopie, a ja taka biedna.

                                          Ktoś ci tu już napisał, że świętą cierpliwość trzeba mieć do ciebie. Mąż pewnie by się pod tym podpisał.

                                          I wiesz co? Dolara przeciw orzechom, że nic nie zrobisz. Bo z kim ty będziesz taka nieszczęśliwa jak nie z tym mężem i nie na tym forum?
                                          • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 21:19
                                            Myślałam, że jeśli się z kimś poważnie rozmawia, to bierze się pod uwage wszystkie jego wypowiedzi, najwyraźniej jednak łatwiej się trzymac jednej wersji, jak się kogoś juz raz podsumuje, to nie warto zadać sobie trudu zrozumienia czy czytania wszystkiego w miare uważnie. Fakt, piszę strasznie dużo, ale to nadal nie wyjaśnia, dlaczego pewne moje wypowiedzi pomija się zupełnie. Otóż jeszcze raz, nie wiem ktory, napiszę: postanowiłam się rozwieść, podjęłam taką DECYZJĘ, teraz chcę się do niej dobrze przygotować, chcę też przetrwać jakoś okres do sfinalizowania wszystkiego. Pisałam o tym już wiele razy, ale wciąż wmawia mi sie tutaj, że nie moge się zdecydować. Nie wiem, skąd taki upór, ale trudno, jakoś dam sobie i z tym radę.
                                            Musze kończyć, choć mam jeszcze kilka spraw, ale zaraz zacznie się drugi odcinek duńskiego serialu The killing, polecam, świetny kryminał, dawno nie widziałam równie dobregosmile
                                          • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 23:11
                                            > Widzisz, podejrzewam, że i tu masz problem. Jakieś forum ci zaproponowało łatwą
                                            > diagnozę "mąż przemocowiec" i uczepiłaś się jej jak pijany płotu. Przez 24 lat
                                            > przemocy nie było, zaczęła się z 25. rokiem po lekturze forum i wizycie u pani
                                            > terapeutki.

                                            Yoma, gdyby tylko forum zdiagnozowało, może bym nie uwierzyła. Jedna pani terapeutka też mogła się pomylić, jak czytam zwierzenia wielu kobiet, u ktorych mechanizmy przemocowe są IDENTYCZNE jak u mnie, to też zbieg okoliczności??? Książki, info na Niebieskiej linii, opinia drugiej, doświadocznej w tych sprawach terapeutki, a co najważniejsze, to, co sądzi na ten temat naoczny, wieloletni świadek, córka to mało? Chodzisz po tych forach i nie wiesz, jak wiele i jak długo kobiety nie dopuszczają do siebie myśli o przemocy, obwiniają się po części same??? Tylko ja tak miałam, że przez szereg lat nie uświadamialam sobie schematów przemocy w moi związku? To, że piszę poprawnie gramatycznie, że umiem argumentować, ogólnie wygadana jestem nie świadczy o tym, że jestem pozbierana i rozgarnięta i powinnam byla 24 lata temu rozpoznać przemoc? Ile kobiet z tu mnie osądzających może powiedzieć, że błyskawicznie rozpoznały przemoc? Skąd są zatem na forum rozwodowym, dlaczego wiązały się z przemocowcami? Jak długo musialy to przepracowywać? Ja jedna taka głupia byłam?
                                            > A ty też święta nie jesteś. Bardzo, ale to bardzo rzadko jest tak, żeby w związ
                                            > ku jedna osoba była absolutnie be, a druga święta.
                                            Święta nie jestem, ale nawet w maleńkim ułamku nie zasługuję swoim postępowaniem na to, co serwuje mi mąż. Nie i jeszcze raz nie! Udowadniałam dziesiątki razy, że jak wchodził w okres miodowego miesiąca, a ja wierzyłam w jego poprawę, zapominałam wszystkie razy, byłam dobrą i oddaną żoną. Zawsze go wspierałam, a były powody, bo nigdy, słownie nigdy nie był zadowolony, ani z pracy, ani z przyjaciół, zawsze z kimś skonfliktowany, zawsze w pretensjach. Do tego jest klasycznym hipochondrykiem. Po latach nękania i znęcania się nade mną już nie mam ani tej dobroci, ani cierpliwości. I idę o zakład, że tylko naprawdę święta (a przy tym nienormalna, nienormalnie masochistyczna) kobieta tę cierpliwość by miała.
                                            • scindapsus Re: Tak chyba na koniec już 23.02.12, 08:35
                                              > Święta nie jestem, ale nawet w maleńkim ułamku nie zasługuję swoim postępowanie
                                              > m na to, co serwuje mi mąż. Nie i jeszcze raz nie! Udowadniałam dziesiątki razy
                                              > , że jak wchodził w okres miodowego miesiąca, a ja wierzyłam w jego poprawę, za
                                              > pominałam wszystkie razy, byłam dobrą i oddaną żoną. Zawsze go wspierałam, a by
                                              > ły powody, bo nigdy, słownie nigdy nie był zadowolony, ani z pracy, ani z przyj
                                              > aciół, zawsze z kimś skonfliktowany, zawsze w pretensjach. Do tego jest klasycz
                                              > nym hipochondrykiem. Po latach nękania i znęcania się nade mną już nie mam ani
                                              > tej dobroci, ani cierpliwości. I idę o zakład, że tylko naprawdę święta (a przy
                                              > tym nienormalna, nienormalnie masochistyczna) kobieta tę cierpliwość by miała.
                                              >


                                              i w związku z tym szukasz pretekstu aby co?
                                              Bo rozwód nie teraz tylko kiedyś tam na świętego nigdy
                                              A teraz co postanowiłas?
                                              Gość się nie zmieni
                                              Co w związku z tym?
                                              Nadal będziesz grac w grę-tak ale
                                              i rzucac się na osoby które otwierająCi oczy?
                                              Yoma i inni to nie są Twoi wrogowie.
                                              Wrog siedzi w Twojej głowie
                • mama_myszkina Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 18:12
                  herta_m napisała:

                  > Jestem na tym forum od niedawna, wcześniej swój problem przedstawiłam i uzyskał
                  > am informacje potrzebne do zdiagnozowania go na innym forum,

                  Wybacz, ale 'diagnozowanie' na forum ma niewiele wspólnego z jakimkolwiek procesem opartym o przeslanki merytoryczne. Diagnozy dokonuje fachowiec na podstawie obserwacji itp.
                  • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 23:16
                    mama_myszkina napisała:



                    >
                    > Wybacz, ale 'diagnozowanie' na forum ma niewiele wspólnego z jakimkolwiek proce
                    > sem opartym o przeslanki merytoryczne. Diagnozy dokonuje fachowiec na podstawi
                    > e obserwacji itp.

                    Wiem, że nie sposób przebrnąć przez wszystkie moje posty, ale pisałam kilka razy, że rozmawiałam z jedną psycholożką, potem przeszłam kilkumiesięczną terapię w ramach przeciwdziałania przemocy, przeczytałam wiele książek na ten temat i informacji na stornach temu problemowi poświęconych, wszystkie wzorce zachowań mojego męża odpowiadają rysom typowego przemocowca. Czego jeszcze brakuje? Na podstawie obserwacji? Znaczy jak? Zapraszam fachowca do swojego domu, on mieszka u nas powiedzmy miesiąc i wtedy na podstawie obserwacji dokonuje rozpoznania?
                    • yoma Re: Tak chyba na koniec już 23.02.12, 13:43
                      > rozmawiałam z jedną psycholożką, potem przeszłam kilkumiesięczną terapię
                      > w ramach przeciwdziałania przemocy, przeczytałam wiele książek na ten temat i i
                      > nformacji na stornach temu problemowi poświęconych, wszystkie wzorce zachowań m
                      > ojego męża odpowiadają rysom typowego przemocowca.

                      No i proszę, jak psycholog może paskudnie zaszkodzić.

                      A ty nie wiesz, że jak kto podatny przeczyta encyklopedię zdrowia, to zaczyna widzieć i siebie i bliskich wszystkie choroby świata? Albo przeczyta Kępińskiego i stwierdza u siebie czy innych schizofrenię?

                      Podano ci łatwy schemat "mąż przemocowiec" i się go trzymasz jak tego płotu. Choćby ci ten mąż zaczął płatki róż pod stopy sypać, to stwierdziłabyś, że przemocowiec, bo róże kłują, a poza tym są różowe, a to oznacza fałszywą miłość. Nieprzemocowiec sypałby czerwone, a w ogóle pani psycholog powiedziała, że przemoc jest, to jest. Gdyby powiedziała, że problemy małżeńskie biorą się z tego, że mąż malował się w dzieciństwie na zielono w żółte kropki, to byłby żółtokropkowiec. .

                      Aż się ciśnie "co ty, kurde, wiesz o przemocy..."
                      • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 23.02.12, 14:07
                        Yoma, czy jest coś, co pozwoliloby Ci przyznać, że mój mąż jest przemocowcem? Czy nawet jeśli ja jestem upierdliwa (choć się za taką nie mam, ale jak ktoś mi wmawia coś, co jest dla mnie niesprawiedliwe, to się bronię, taka mam dziwną przypadłość), czepliwa, to uprawnia mojego męża do tych zachowań, ktore tutaj opisałam, a ktore są tylko wycinkiem tego, co się dzieje?
                        Terapeutki były dwie, doświadczone forumki same mi to uprzytomniły, potem potwierdzily, wiem w końcu, co czuję w związku z jego zachowaniami, co jeszcze ma się stać, bym miala prawo twierdzić, że to przemocowiec. Na jakiej podstawie twierdzisz, że nie jest, skoro piszesz, co wiem o przemocy?
                        Byłam u prawnika z papierami, dziewczyna była stażystką, powiedziala, że nie wie, jak do tego podejść, bo jeszcze się o tym nie uczyła. Znaczy była kompetnentna czy nie? Wymyśliłam ją sobie?
                        Jestem męcząca tutaj, ale dlatego, że jestem zasypywana bezpodstawnymi i bezsensownymi czasami zarzutami, uważam, że mam prawo je dementować. Jakby Ci jakaś laska napisała, nie wiedzieć skąd, że wychowałaś wyrachowanego i samolubnego syna, to jakbyś sie czuła? A jedna tak mi napisałatongue_out Ja wiem, Ty byś się śmiała, ale ja nie jestem taka jak Ty. A na punkcie przemocy i wmawiania mi jej jestem już naprawdę wyjątkowo przeczulona. I dopóki będzie mi stawiany taki zarzut, dopóty będę się przed nim bronić. Taka karma (karawink)
                        • yoma Re: Tak chyba na koniec już 23.02.12, 14:49
                          Dobrze, no dobrze, masz męża przemocowca, miej i się ciesz. Jesteś toczka w toczkę jak Jasamale, chociaż lepiej wykształcona i bardziej kulturalna. Te same klapki na oczach, ten sam cały świat przeciw mnie, ten sam beton i impregnacja. A idź, zbieraj ten chrust na swój stos i się użalaj, że cię nikt na nim palić nie chce.
                          • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 23.02.12, 16:19
                            Cały świat nie jest przeciwko mnie. Dlaczego tak piszesz? Dlaczego niektórzy używają tak daleko idących uogólnień. Sandrad pisze, że chcę zmieniać ludzi i nie pozwalam im być sobątongue_out, Ty że wszyscy. Przeciwko mnie jest mój mąż. Krzywdząco ocenia mnie Sandrad. To są ci wszyscy. Reszta osób, ktore znam w realu i w necie rozumie mnie albo dość dobrze, albo częściowo dobrze. Rozumie, nie w sensie akceptuje, ale czyta moje wypowiedzi ze zrozumieniem. Zatem nie wszyscy. A pisanie o mnie beton i impregnacja jest śmieszne, bo tyle razy ile tutaj przyznałam rację, nawet jak mi z tym było trudno, to chyba rzadko się zdarza. Tobie nie zarzucam ataku, a wręcz przeciwnie, co już pisałam, czasami masz dużo racji.
                            Yoma, czy uważasz, że jestem osobą przemocową? Czy uważasz, że mój mąż nie jest? Czy uważasz, że wszystko sobie wymyśliłam? Czy uważasz, że byłabym osobą bardziej wiarygodną, gdybym przyznała Ci rację i teraz nagle napisała, że nie ulegam przemocy, choć tak nie uważam? Czy wklejony przeze mnie post córki był zakłamany i manipulował? Jakich chcesz dowodów na to, że podlegam przemocy? Co by Cię przekonało?
                            Tak, tak zaraz napiszesz, że znowu marudzę, ale to dla mnie jednak ważne.
                            • woda_woda Re: Tak chyba na koniec już 23.02.12, 16:28
                              herta_m napisała:

                              > Tak, tak zaraz napiszesz, że znowu marudzę, ale to dla mnie jednak ważne.

                              To, co dla ciebie jest ważne to to, aby znaleźć ludzi, którzy zechcą wspólnie z tobą rozpamiętywać twoje małżeństwo.
                              Jeśli znajdziesz jeszcze takich jeleni, będziesz wygrana. Ale nie sądzę.

                              Myślę, że ludzie powiedzieli już to, co powiedzieć mieli, osądzili sprawę zgodnie z swoim sumieniem a co ty z tym zrobisz i co jest dla ciebie ważne, to już twój problem.
                              • nowel1 Re: Tak chyba na koniec już 23.02.12, 16:53
                                woda_woda napisała:

                                >
                                > To, co dla ciebie jest ważne to to, aby znaleźć ludzi, którzy zechcą wspólnie z
                                > tobą rozpamiętywać twoje małżeństwo.

                                Zgadzam się. A to już w tej chwili do niczego nie prowadzi. Widać, że jest źle; widać, że szansa porozumienia w Twoim małżeństwie jest znikoma. Jakie ma znaczenie, czy przekonasz tę czy inną osobę do tego, że to Twój mąż jest w 100 % odpowiedzialny za tę sytuację?
                                Znasz opinię tych, co Cię poklepują po plecach i rozumieją, znasz też zdanie tych, co są krytyczni wobec Twojego tutejszego wizerunku. Teraz rób swoje.
                                • woda_woda Ja hertę rozumiem, ale jej nie popieram. 23.02.12, 17:09
                                  nowel1 napisała:


                                  > Znasz opinię tych, co Cię poklepują po plecach i rozumieją, znasz też zdanie ty
                                  > ch, co są krytyczni wobec Twojego tutejszego wizerunku. Teraz rób swoje.

                                  Prawdopodobnie i jako dziecko, i jako osoba dorosła nie żyła swoim życiem, tylko życiem oczekiwanym przez innych.
                                  Teraz chce pożyć życiem własnym. OK, ale musi zrobić to SAMA.
                                  Ale nie zrobi tego sama, bo jej się nie chce podjąć wysiłku ( w końcu nie jest dobrze, ale jakoś jest). Więc dalej będzie żyła cudzym życiem uprzykrzając świat i sobie, i innym.
                                  A więc nikt nie jest w stanie jej pomóc, ponieważ ona nie chce pomóc sobie sama - a to jest warunek konieczny.
                                  I tyle smile

                        • kami_hope Re: Tak chyba na koniec już 23.02.12, 16:51
                          Herta, też uważam, że tamte terapie/spotkania z psychologami niewiele Ci pomogły. Ja daleka jestem od podważania kompetencji tych osób, bo ich nie znam. Ale! Sukces terapeutyczny zależy nie tylko od trafnej diagnozy i dostosowanej do niej terapii, przede wszystkim zaś zależy od współpracy pacjenta i jego zaangażowania w „odrabianiu prac domowych”.
                          Ja tu widzę u Ciebie duuużo spraw nie przerobionych. I powtarzam kolejny raz, że zachowanie Twojego męża nie jest głównym Twoim problemem. Ty szukasz nie tam gdzie trzeba…
                          Tu nie chodzi o to, że Ty jesteś "winna" bycia ofiarą przemocy. Chodzi o to, że przez swoją konstrukcję psychiczną i wyuczone schematy postępowania przyciągasz do siebie specyficzne sytuacje. Prosto mówiąc: gdybyś była zdrowa psychicznie, to przyciągałabyś do siebie zdrowych ludzi.
                          To, że wciąż skupiasz się na zachowaniach męża jest wynikiem tych właśnie zaburzeń psychicznych. To ten sam mechanizm, który każe Ci odpierać „ataki” forumowiczów.
                          Przyczyną takiego schematu postępowania są Twoje doświadczenia dzieciństwa.
                          Być może miałaś nieczułego, niedostępnego ojca o którego uczucia i akceptacje musiałaś zabiegać. Jako dziecko nie miałaś wpływu na sytuację rodzinną, więc jako osoba dorosła podświadomie przenosisz „nie załatwione” sprawy aby dzisiaj się z nimi rozprawić. Przez 20+ lat walczysz o te „utracone” w dzieciństwie uczucia. (I ja NIE ROZUMIEM, jak to się stało, że terapia pominęła zupełnie ten punkt?) Podczas gdy NIE JEST MOŻLIWE Herta, aby otrzymać uczucia od osoby, która jest nieczuła. Możesz zabiegać, kolejne 20lat, a miłości utraconej w dzieciństwie NIE PRZYWRÓCISZ.
                          Herta, no masz kurde problem. Ja Ci szczerze współczuję.
                          Ludzie, którzy tutaj piszą mają dużo racji. Wiem, że to co piszą jest Ci nie na rękę. Bo Ty o coś innego tutaj walczysz… o coś, czego tutaj NIE DOSTANIESZ.
                          Spróbuj Herta może poczytać o tzw. „syndromie kobiety kochającej za bardzo” i o „syndromie ofiary”.
                          www.kobieceserca.pl/czytelnia-uzaleznienie_kobiety_od_%20mezczyzny.html.html
                          www.zwiazki.kobiety.net.pl/61,0,Gdy-kochasz-za-bardzo,1203.html
                          www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=515
                        • kami_hope Re: Tak chyba na koniec już 23.02.12, 17:06
                          Herta, też uważam, że tamte terapie/spotkania z psychologami niewiele Ci pomogły. Ja daleka jestem od podważania kompetencji tych osób, bo ich nie znam. Ale! Sukces terapeutyczny zależy nie tylko od trafnej diagnozy i dostosowanej do niej terapii, przede wszystkim zaś zależy od współpracy pacjenta i jego zaangażowania w „odrabianiu prac domowych”.
                          Ja tu widzę u Ciebie duuużo spraw nie przerobionych. I powtarzam kolejny raz, że zachowanie Twojego męża nie jest głównym Twoim problemem. Ty szukasz nie tam gdzie trzeba…
                          Tu nie chodzi o to, że Ty jesteś "winna" bycia ofiarą przemocy. Chodzi o to, że przez swoją konstrukcję psychiczną i wyuczone schematy postępowania przyciągasz do siebie specyficzne sytuacje. Prosto mówiąc: gdybyś była zdrowa psychicznie, to przyciągałabyś do siebie zdrowych ludzi.
                          To, że wciąż skupiasz się na zachowaniach męża jest wynikiem tych właśnie zaburzeń psychicznych. To ten sam mechanizm, który każe Ci odpierać „ataki” forumowiczów.
                          Przyczyną takiego schematu postępowania są Twoje doświadczenia dzieciństwa.
                          Być może miałaś nieczułego, niedostępnego ojca o którego uczucia i akceptacje musiałaś zabiegać. Jako dziecko nie miałaś wpływu na sytuację rodzinną, więc jako osoba dorosła podświadomie przenosisz „nie załatwione” sprawy aby dzisiaj się z nimi rozprawić. Przez 20+ lat walczysz o te „utracone” w dzieciństwie uczucia. (I ja NIE ROZUMIEM, jak to się stało, że terapia pominęła zupełnie ten punkt?) Podczas gdy NIE JEST MOŻLIWE Herta, aby otrzymać uczucia od osoby, która jest nieczuła. Możesz zabiegać, kolejne 20lat, a miłości utraconej w dzieciństwie NIE PRZYWRÓCISZ.
                          Herta, no masz kurde problem. Ja Ci szczerze współczuję.
                          Ludzie, którzy tutaj piszą mają dużo racji. Wiem, że to co piszą jest Ci nie na rękę. Bo Ty o coś innego tutaj walczysz… o coś, czego tutaj NIE DOSTANIESZ.
                          • kami_hope cd. 23.02.12, 17:07
                            Spróbuj Herta może poczytać o tzw. „syndromie kobiety kochającej za bardzo” i o „syndromie ofiary”.
                            www.kobieceserca.pl/czytelnia-uzaleznienie_kobiety_od_%20mezczyzny.html.html
                            www.zwiazki.kobiety.net.pl/61,0,Gdy-kochasz-za-bardzo,1203.html
                            www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=515

                            • herta_m Re: Dziękuję 23.02.12, 21:52
                              Kami, dziękuję Ci za zaangażowanie, za próbę pomocy, bo mimo wszystko tak odbieram Twoje posty. Nie głaskałaś mnie, czasami bolało, ale widzę teraz, że to dla mojego dobra, czasami musi zaboleć, żeby potem było lepiej.
                              Należą Ci się jeszcze moje wyjaśnienia. Ojciec był praktycznie nieobecny w moim życiu, pojawiał się co jakiś czas, przynosił raz w miesiącu pieniądze, był miły, czasami przywiózł coś z delegacji. Miał swoje życie poza nami, mamą i mną, miał liczne kochanki, potem ponownie się ożenił, drugą żonę też zdradzał. Skrzywdził moją mamę, nie tylko zdradami. Nie umiałam mu przebaczyć do końca. Umarł rok po śmierci mamy, miałam 30 lat, nie doczekali drugiego wnuka. Jestem jedynaczką.
                              Męża nie kocham, nie jestem uzależniona od jego miłości. Bardzo długo byłam głęboko przekonana o miłości swojego męża. Chorej, złej, ale miłości. Przestał mi ją wyznawać właściwie od momentu, gdy się zaczęłam od niego uniezależniać, gdy zaczęłam stawiać granice, budować swoje życie poza nim. W przybliżeniu 3 lata temu. Zatem przez 22 lata naszego małżeństwa zapewniał mnie o swojej miłości, oczywiście głównie słowami, niemniej w miesiącach miodowych także czynami. Potrafi być bardzo wylewny, czuły, oddany. Jak ma humor. A potem z minuty na minutę to się zmienia i gdy najmniej się tego spodziewam, trach: ty suko! Bo ośmieliłam się zapytać, czy kupił pojemnik na mocz dla chorej córki. Bywał chorobliwie zazdrosny, urządzał karczemne sceny zazdrości. Byłam przekonana, że to z miłości. Nie musiałam zatem o nią zabiegać. Ona czasami aż dusiła. Gdy urodziłam córkę i zostałam na urlopie wychowawczym, nie miał już powodów do zazdrości o facetów, całą zazdrość o moją miłość przelał na córkę. Robi to do dziś.
                              Nie jestem uzależniona od jego miłości czy potrzeby jego miłości, jedyne, czego pragnę od niego, to szacunek i spokój. Nigdy tego nie dostanę, bo to rzeczy dla niego niedostępne. Jestem natomiast uzależniona od jego agresji, jak żona alkoholika jest uzależniona od nałogu męża. To już wiem.
                              Jeśli chcesz dalej układać tę łamigłówkę, będę wdzięczna, jeśli nie, zrozumiem.
                              Pozdrawiamsmile
                              • kami_hope Re: Dziękuję 23.02.12, 22:36
                                Herta, wybacz, łamigłówki układać dalej nie będę smile. To jest forum wirtualne, nic osobistego. Gadamy tu sobie o czymś, co nam się wydaje, że jest, a nie o czymś co istnieje faktycznie. Czasami czyjeś spostrzeżenia mogą być słuszne, czasami zupełnie „od bani”.
                                Żadne forum nie zastąpi fachowej pomocy, nawet (!) jeśli na forum piszą fachowcy, to i tak mają bardzo ograniczone pole diagnostyczne. Tak więc, nikt taki nie będzie stawiał diagnozy, a ewentualnie „pokusi się” o wnioski. Gdzie ostatecznie i tak będziesz musiała wziąć swoje sprawy w SWOJE własne RĘCE.
                                Cieszę się, że w końcu coś Ci się udało zrobić w swojej sprawie. Trzymam kciuki!
                                Zrobiłaś pierwszy krok, zrób kolejne…
                                Nie poddawaj się kobieto!
                                Zobaczysz, że z każdym krokiem będzie łatwiej, a i Ty będziesz silniejsza też.


                                • blue_ania37 Re: Dziękuję 23.02.12, 22:39
                                  Herta!
                                  Podpisuję się nogamismile pod słowami Kami bierz sprawy we własne ręce i nogi!
                                  Potem...da się żyć...i jest lepiej.
                                  Ania
                • mama_myszkina Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 18:14
                  Poza tym, zrozumiałam, że pjesz do mnie? Wybacz, ale chyba zadziałała zasada 'uderz w stół...'? Bo mój post był odpowiedzią na post kogoś innego i akurat z Twoją osobą miał niewiele wspólnego. Może przestań stawiać siebie w centrum każdej wypowiedzi na forum, a pobyt tu okaże się dużo bardziej przyjemny.... .
                  • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 23:19
                    mama_myszkina napisała:

                    > Poza tym, zrozumiałam, że pjesz do mnie? Wybacz, ale chyba zadziałała zasada 'u
                    > derz w stół...'? Bo mój post był odpowiedzią na post kogoś innego i akurat z Tw
                    > oją osobą miał niewiele wspólnego. Może przestań stawiać siebie w centrum każde
                    > j wypowiedzi na forum, a pobyt tu okaże się dużo bardziej przyjemny.... .

                    ???? A tego to już kompletnie nie rozumiem. Drzewko się posypało, zamieszało się za bardzo? Ta wypowiedź jest skierowana do mnie? Nie, chyba nie. Najwyraźniej coś się pomieszało. Choć początek, pod poprzednim postem do mnie: "poza tym", sugerowałby, że do mnie. Ale czego to dotyczy, której wypowiedzi? Pogubilam się, ale jestem pewna, że nie piłam do Ciebie, chyba jednak się pomyliłaś. Przykro mi.
                    • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 22.02.12, 23:29
                      Aaaa, teraz doszłam, w ktorym miejscu wyglądało jakby odpowiadała na Twój post. Ufff, nie było łatwo, bo nie odpowiadałam. To była taka ogólna refleksja, ale kompletnie niezwiązana z Twoją wypowiedzią. A co do wypowiedzi, jeśli myślisz, że odebrałam ją jako opisywanie mnie, moich zachowań, to zupełnie, ale to zupełnie nie. Zaręczam, że nie odebrałam tego jako odpowiedź na moje wypowiedzi. Naprawdęsmile
                      • mama_myszkina Re: Tak chyba na koniec już 23.02.12, 00:20
                        OK, po prostu napisałas chyba pod moim postem, stąd to zamieszanie wink
                        • blue_ania37 Re: Tak chyba na koniec już 23.02.12, 05:43
                          Herta!
                          Miłoby mi się pisało z Tobą na priv, naprawdę!
                          A wracając do tematu.
                          Ok..już wiesz wszystko przeszłaś terapię itp...
                          Więc już dużo powinnać wiedzieć, i podjąć jakąś decyzję, nie za miesiąc nie za rok ale JUŻ!
                          A
                          • herta_m Re: Tak chyba na koniec już 23.02.12, 12:09
                            Aniu, z przyjemnością z Toba popiszę, bardzo pomagają mi wszystkie Twoje wypowiedzi, bardzo. Ale jeszcze chwilę, teraz i tak poświęcam na pisanie tutaj za dużo czasu, a nie zawsze moge sobie na to pozwolić, mam wyrzuty sumienia. Jak się ogarnę trochę, to do Ciebie napiszę na adres gazetowy.
                            Dziś idę po poradę prawną do Centrum Praw Kobiet. Mam nadzieję, że trafię tam na kompetentnego prawnika, nie tak jak poprzednio.
                            • yoma Re: Tak chyba na koniec już 23.02.12, 13:45
                              Ludzie, weźcie ją...

                              Teraz znowu prawnik okazał się niekompetentny. Jedyną kompetentną osobą na świecie jest pani psycholog, która stwierdziła męża przemocowca...
                          • sandrad2 Re: Tak chyba na koniec już 23.02.12, 14:31
                            Ania! a ty nie masz swoich problemów, czy masz za dużo czasu, za dużo pieniedzy i ci się ogólnie nudzi? nie widzisz, że to osoba-bluszcz? wyssie z ciebie energię i poświęcisz wiele wiele godzin w tygodniu na tasiemcowe maile zajmując się znowu czyimś życiem zamiast swoim. Czy twoje życie jest na tyle poukładane, że masz czas i umiejętności na działalnośc jako charytatywny psycholog on-line?
    • zalosny.jestes Nie czytałem całości, bo przeraża mnie 23.02.12, 08:30
      ilość wątków, więc zastrzegam, że opinię wydają na podstawie własnych przemyśleń wink
      Otóż, moim zdaniem masz ochotę zakończyć związek i szukasz sobie powodów, żeby wewnętrznie sobie to wytłumaczyć jednocześnie przerzucając winę za rozpad na partnera. To standardowa reakcja naszego ego w takich sytuacjach, także nie przejmuj się tylko działaj.
      • kowalka33 Re: Nie czytałem całości, bo przeraża mnie 23.02.12, 09:23
        A ja tam nie znam się na przemocach psychicznych ale pamietam jeden artykuł o tych sprawach, a mianowicie ktoś dowodził że ta skala przemocy i winy wcale nie układa się symetrycznie, tzn to nie jest tak ze jest ofiara i kat , ze te role sa wymienne , ze nawet obrabianie naookoło partnera i obnoszenie sie swoja krzywdą wszedzie to tez przemoc. Ja na twoim miejscu bym się nie rozwodziła , bo i po co po 25 latach....zważywszy że cos mam wrazenie wiaze to się z doliną finansową w twoim przypadku. Gadasz gadasz a nic z tym nie robisz, bo problem jest w tobie. Zajmij sie swoim życiem , znajdz jakieś hobby , znajomych ale nie takich którzy wysłuchują historii o twoim m
        Co do córki i gg-sorry ale po tym co spotkało moich znajomych którzy wierzyli i ufali swojemu dziecku i dla nich przeszukiwanie jego rzeczy było w ich mniemaniu przestępstwem nie jestem juz taka zasadnicza , dla dobra swojego i swojego dziecka nie zarzekam się...
        • herta_m Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 12:06
          Cały czas zastanawiałam się, dlaczego tutaj jestem tak surowo oceniania, nigdzie, ani na innych forach, ani w realu tak się nie dzieje. I chyba już wiem: jedną z typowych cech przemocowca jest nękanie ofiary zarzutami dotyczącymi porządku w domu. Zatem te z pań, które doświadczyły tej formy przemocy, od razu ją wyczuwają, reagują na nią negatywnie. Zatem jeszcze raz wytłumaczę.
          Nie jestem pedantką. Po powrocie do pracy z urlopów wychowawczych prosiłam bezskutecznie męża o pomoc w domu. Potem dojrzałam do tego, że to nie o pomoc powinnam prosić, ale o współudział w odpowiedzialności za dom. Też nie trafiło, zbyt mocno zakorzenione przekonanie, że to sprawa kobiety (sztywny podział ról, też typowy rys przemocowca). Z czasem ustalił się podział, że on gotuje nie tylko w niedzielę, robi zakupy, bo jest zmotoryzowany, odpuszczam zatem naciski, żeby włączył się w porządek w domu. Są jednak drobiazgi, ktore mi przeszkadzają, a od niego nie wymagają właściwie żadnych nakładów pracy. I rzeczywiście, w ostatnim okresie nasiliły się może moje uwagi, bo mam straszne skoki nastroju spowodowane wchodzeniem w okres menopauzy, moja cierpliwość bardzo się skurczyła, rozważania związane z rozwodem, z tym, co on będzie ze soba niósł ze strony mojego męża i ze strony organizacyjnej, też generują we mnie lęki i zwiększają napięcie. Niemniej nie nękam męża długi, mocno, upierdliwie, przemocowo. I z drugiej strony mimo tych wszystkich uwarunkowań sama nie reaguję agresją na jego uwagi, ktorych on mi tez nie szczędzi. Przecież o ile lepiej by się funkcjonowało, gdyby można było pewne rzeczy ustalać normalnie, wszak to są naprawdę niewymagające wysiłku drobiazgi, a dzięki zwracaniu uwagi na prośby drugiej strony można unikać wielu scysji. Ja oczywiście mogę nie otwierać klapki, nie zbierać koszul, ale jeśli mi to przeszkadza, to trzymając to w sobie, będę się czuła jeszcze gorzej, będę jeszcze bardziej nerwowa.
          Oczywiście po podjęciu ostatecznej decyzji teraz właściwie nie muszę już na nic zwracać uwagi, bo wkrótce, mam nadzieję, nie będzie komu. Dzieci na szczęscie moje uwagi traktują bez żadnych uprzedzeń, są normalnesmile
          • sandrad2 Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 12:30
            Wiesz Herto, ty zwyczajnie sprawiasz wrażenia potwornie upierdliwej osoby. Gadasz i gadasz i gadzasz i narzekasz i analizujesz tysięczny raz czy kanapka była prosto czy krzywo położona na talerzu i dlaczego awantura o kanapkę to musi być wina męża żeby było sprawiedliwie. Ja bym nie wytrzymała pod jednym dachem z taka osobą która duuuuuma zamiast działać, sama nie wie kim jest, sama nie wie co ma chcieć. Która ma w nosie całokształt sytuacji domowej bo perwersyjnie grzebie się tylko w szczegółach. Dorosłej, która potrzebuje "pozwolenia" innych by żyć jak tylko jej się podoba. Otoczenie oraz forum musi ci potakiwać i dać ci przyzwolenie na zmiany? Arab z haremem i Spicesetki muszą uznać twoje racje bo inaczej nie odpuścisz im tłumaczenia i spowiadania się ze swojego życia? To chore. Lecz swoją psychikę bo przedstawiasz się tu jako bluszcz, ktory musi być koło kogoś owinięty by widział sens życia. Zabluszczowiłaś swoją rodzinę teraz chcesz zabluszczowić forum i obrażasz się, że częśc forum się temu nie daje.
            • herta_m Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 12:54
              Sandrad2, to Twoja interpretacja. Są też inne, jak to na forum.
              Naprawdę nie ma przymusu czytania tego, co tu piszę. A tym bardziej odpowiadania. Nie oczekuję potakiwania, ale jak to wyjaśniłam w poście pod postem Esteraj, chciałabym byc zrozumiana. Zrozumiana nie w znaczeniu akceptowana. Jedni mają w doopie opinię innych, inni jak już się produkują, to chcą, by czytano ze zrozumieniem ich wypowiedzi. Ja mam tak, że nie widzę sensu w wypowiadaniu się, jeśli widzę, że ktoś nie rozumie mojego przekazu. Po co zatem w ogóle sie wypowiadać?
              • sandrad2 Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 13:23
                Tak samo tobie nikt tu nie każe czytać, pisać, itd. Ale jak się już decydujesz na bytnośc tutaj to się licz z tym, że inni przeczytają, odpowiedzą, podsumują i to niekoniecznie tak jak by ci pasowało. Czy to naprawdę tak trudno TOBIE ZROZUMIEĆ? Że tak działa forum?

                >Jedni mają
                > w doopie opinię innych, inni jak już się produkują, to chcą, by czytano ze zroz
                > umieniem ich wypowiedzi.

                chcesz by cię rozumiano tak jak sobie życzysz. Ktoś kto inaczej(negatywnie dla ciebie) interpretuje twój słowotok jest przez ciebie atakowany.
                do tego, to że TY CHCESZ to nie znaczy, że INNI MUSZĄ.
                i w tym kontekście jawisz się jako upierdliwa i nawet przemocowa.
                upierdliwie dążysz do tego i stosujesz przeróżne figury by zmusić innych do przyjmowania twoich racji. Nie dopuszczasz ze inni sa inni i nie mają ochoty być tacy jak ty. Nie szanujesz ich odrębności, ich prawa do byciem kim chcą. Dlaczego? może dlatego, ze sama nie masz granic będąc bluszczem.

                > Ja mam tak, że nie widzę sensu w wypowiadaniu się, jeś
                > li widzę, że ktoś nie rozumie mojego przekazu.

                kłamiesz. Wiele osób na forum ci dało do zrozumienia, że to co w kółko puiszesz to bicie piany a nie żaden potrzebny i przydatny konkret. mimo to od miesięcy nawijasz i nawijasz i nawijasz..
                kłamiesz po raz n-ty bo od 25 lat twój mąz nie rozumie twojego przekazy, mimo to ty nie korygujesz swoich zachowań tylko łazisz za nim i nawijasz i nawijasz i nawijasz....

                masz zafałszowany obraz siebie. i refleksje tylko takie, które pozwolą ci tego obrazu nie zmieniac.
                • herta_m Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 13:42
                  sandrad2 napisała:

                  > Tak samo tobie nikt tu nie każe czytać, pisać, itd. Ale jak się już decydujesz
                  > na bytnośc tutaj to się licz z tym, że inni przeczytają, odpowiedzą, podsumują
                  > i to niekoniecznie tak jak by ci pasowało. Czy to naprawdę tak trudno TOBIE Z
                  > ROZUMIEĆ? Że tak działa forum?

                  Większą część krytyki przyjęłam, nie zgodzę się jedynie nigdy z tym, że to ja jestem przemocowcem, bo to tak jakbym przyznawała, że to ja gwałcę, a nie jestem gwałcona. Śmieszne.

                  > chcesz by cię rozumiano tak jak sobie życzysz. Ktoś kto inaczej(negatywnie dla
                  > ciebie) interpretuje twój słowotok jest przez ciebie atakowany.
                  Kilka osób na tym forum zauważyło, że w wielu sprawach przynałam rację krytykującym, że przyjęłam wiele negatywnych uwag. Ty tego nie zauważyłaś, rozumiem, bo piszę dużo, trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby to wszystko czytać, mogło Ci umknąć.

                  Nie dopuszczasz ze inni sa inni i nie mają ochoty być
                  > tacy jak ty. Nie szanujesz ich odrębności, ich prawa do byciem kim chcą.
                  ???????????????????????????????????
                  Napisać, że nie szanuję zdania niektórych to poważny zarzut, ale że nie pozwalam komuś być, kim chce??? Nie rozpędziłaś się zanadto? Ponosi Cię wyobraźnia?
                  Ale jasne, powinnam teraz przyklasnąć tym argumentom, bo jak się bronię przed tego rodzaju zarzutami, to nie szanuję, nie przyjmuję krytyki? Znaczy mam przyznać, że mam garb, choć go nie mam, żeby wykazać, że przyjmę każdą krytykę??? O to Ci chodzi?

                  > kłamiesz po raz n-ty bo od 25 lat twój mąz nie rozumie twojego przekazy, mimo t
                  > o ty nie korygujesz swoich zachowań tylko łazisz za nim i nawijasz i nawijasz i
                  > nawijasz....

                  Kolejna, ktora mnie i mojego męża świetnie zna i żyje z nami na co dzień. Zachowania skorygowalam kilka lat temu, nie łażę, nie nawijam. Już dawno przekonałam się, że żadna rozmowa z moim mężem, choćby najbardziej rzeczowa i konstruktywna nic nie wniesie. Juz dawno zaprzestałam prób przekonania go do swoich racji. Dlatego uznałam, że to najwyższy czas, by się rozejść. Gdy czasami próbuję coś przekazać, natychmiast dostaję stek wyzwisk, tak jak kilka dni temu, gdy próbowałam powiedzieć o rozwodzie.
                  Może właśnie dlatego tak się wyżywam na forum, bo z mężem już dawno przestałam probować sie porozumieć. Ileż można.
                  Ale Sandrad oczywiście wie lepiej, zna mnie i mojego męża lepiej niż my sami.
                  • sandrad2 Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 14:12
                    Sama widzisz. Wystarczy ci cokolwiek zarzucić a ty zaczynasz fochy, obrażanie, złoszczenie się, uszczypliwości.
                    Tak, jesteś przemocowa i toksyczna. Nie umniejsza to cech twojego męża, ale nie mówimy tu o nim tylko o tobie. Ty zaś cały czas chcesz być widziana NA TLE. Wiesz, ze na tle męża mozesz wypaść jako lepszy rodzic/małżonek więc się męza trzymasz i nie puszczasz od 25 lat. Tobie ten mąz był i nadal jest potrzebny, byś mogła swoją grę uprawiać.
                    W reakcji na jakiekolwiek zarzuty przypominasz mi moją byłą znajomą - potrzebowała aż do obłędu audytorium i słuchacza na którego będzie zrzucać swoje całodzienne frustracje, to, że w pracy ma "kretynki" że męzczyźni których spotka i ją nie chcą są beznadziejni, itd itp bo przeciez ona wszystko robi dobrze, jest miła, uczynna, atrakcyjna.. Trzymała się na siłę ludzi którzy będą potwierdzać jej atrakcyjność, wczepiała się w tych którzy chcieli jej początkowo pomóc a potem zaczynała wymuszać bycie jej "spowiednikiem". Tylko, że na dłuższą metę była potwornie męcząca dla otoczenie, sfrustrowana, toksyczna i gadać potrafiła codziennie po kilka godzin ciągle o tym samym, o kretynkach w pracy i beznadziejnych facetach ktorzy nie wiadomo czemu jej nie chcą. I nie docierało do niej nic spoza jej ego. Równie upierdliwie tłumaczyła tłumaczyła i tłumaczyła, nie przyjmując żadnych innych argumentów ani nawet powiedzenia wprost "dla mnie to nieciekawy temat", wierciła dziurę w brzuchu każdemu az wyłudziła dla świętego spokoju wypowiedziane "masz rację, faktycznie ty jesteś pokrzywdzona w tym układzie". Wtedy piała zachwyty nad tym rozmówcą, określała "ty jesteś mądra bo mnie rozumiesz, nie tak jak te idiotki w pracy". I tak samo jak u ciebie, było miło dopóki ktoś dziewczyny nie skrytykował. Wtedy się zaczynała jazda i wypominanie "bo ty jestes taka śmaka , myślałam że się przyjaźnimy a ty mnie atakujesz!" Była na tyle sfiksowana za swoim punkcie, że krytyczna uwaga na jej temat, za którą powinna podziękować (bo to by jej życie na plus zmieniło) i przeanalizować, wywoływała u niej furię i agresję. Bo oczekiwała od znajomych jedynie pochwał, nawet kłamstw, utwierdzania w błędzie, głaskania po głowie, rad które jej zaszkodzą ale nie naruszą jej piedestału który sobie w głowie na swój temat stworzyła - kłamstw byle były o niej i byle były hymnem pochwalnym na jej cześć. Nie było pochwały - to stawała się agresywna.
                    Jak ktoś chce żyć w kłamstwie to nikt mu nie zabroni. Ale musisz się liczyć z tym, że inne osoby nie będą miały ochoty towarzyszyć ci w twoim taplaniu się w fałszu. To specyficzna perwersyjna przyjemność, może sprawiac przyjemnosc tylko innemu przemocowcowi. Normalni od tego uciekają gdzie pieprz rośnie.
                    • herta_m Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 14:32
                      Bardzo ciekawe, co piszesz, Sandrad, ale nie do konca prawdziwe.
                      Wiedzialam, że jak się będę broniła, to oczywiście znaczy, że się obrażam, że nie szanuję, że jestem niemiła, ba, agresywna. Jak inni krytykowali mnie konstruktywnie i przyznawałam racje, tego nie zauważyłaś. Jak nie podobają mi się Twoje niesprawiedliwe w moim przekonaniu uwagi, to jestem be. Mam podkulić ogon i się zgodzić z każdym Twoim zdaniem? O to chodzi? Otóż nie, nie zgadzam się, mam do tego prawo.
                      Nie mam problemu z nikim innym oprócz męża. Nie uważam innych za głupich, zasadniczo nie miałam poważnych zatargów z nikim. W przeciwieństwie do mojego męża, dla którego wszyscy są źli, okropni, wszyscy się na niego uwzięli. Znacznie więcej piszę, bo wolę taką formę przekazu, niż gadam. Nie znoszę do kogoś dzwonić i pleplać, chorobliwie. Opowiadam bliskim o swoich problemach, ale też potrafię słuchać innych. Nikt nie wywołuje u mnie furii, agresji, staram się szanować zdanie innych, zdarzało mi się pięknie różnić, bardzo to cenię.
                      Na tym forum pierwszy raz spotykam się z tak agresywnym i krzywdzącym mnie traktowaniem ze strony niektórych osób. I nie rozumiem, dlaczego mam to przyjąć z pokorą i uśmiechem na ustach, skoro to tak bardzo godzi w moje poczucie racji. Strasznie długo dawałam sobie wmawiać, że też jestem winna, że nie tak wyraziłam swoje zdanie, że podniosłam brwi, że prowokuję, że długo myślałam, może faktycznie mogłam coś zrobić, powiedzieć inaczej. Ania wie, co mam na myśli i setki kobiet doświadczających przemocy też wiedzą. Skończyłam z tym definitywnie. Wiem, co czuję, wiem, co mnie boli, wiem, kiedy czuje się niezasłużenie krzywdzona i dziś nie spuszczę głowy, tylko powiem: Nie masz racji.
                      • yoma Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 14:44
                        A wystarczyłoby "uważam, że nie masz racji". Cała reszta niestety potwierdza post Sandrad. Nie będę rozkładać twojej odpowiedzi na czynniki pierwsze, nie chce mi się i ile można.

                        Jedno tylko:

                        > > Wiedzialam, że jak się będę broniła

                        A któż cię napada?
                        • herta_m Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 15:17
                          > A któż cię napada?

                          To, co pisze o mnie Sandrad, odbieram jako napadanie na mnie. Pisanie wprost, że jestem agresywna, przemocowa, że kłamię, odbieram jako atak, nieupoważniony, niesprawiedliwy.
                          Mam prawo czuć się niekomfortowo, gdy ktoś stawia mi skarnie niesprawiedliwe zarzuty, mam prawo powiedzieć, co o tym sądzę.
                          Nie odpowiedziałaś na moje pytanie: co każe Ci twierdzić, że nic nie wiem o przemocy, co każe Ci pisać, że jej nie podlegam? Uważasz, że mój mąż nie jest przemocowcem?
                          A do Sandrad: w realu i we wszystkich moich dotychczasowych kontaktach nie zdarzyło mi się, żeby ktoś mnie tak agresywnie, niesprawiedliwie, krzywdząco potraktował. Piszesz, że uważam, że WSZYSCY przeciwko mnie. Otóż tak nie uważam. Uwagi Kami były czasami przykre, ale w większości spraw przyznałam jej rację, z pokorą przyjełam jej zdanie, myślę, że wiele z niego wyciągnęłam dla siebie. Przede wszystkim to, że ja mam wiedzieć, co czuję, co myślę. Otóż myślę, że oceniasz mnie skrajnie krzywdząco, że pojechałaś, że kompletnie zamykasz oczy na te moje informacje, które nie zgadzają się z obrazem, jaki mi przypisujesz, wybierasz wyłącznie to, co pasuje do Twojej opinii o mnie. I choćbym tutaj wyrwała serce, choćbym udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że nie masz racji, nie przekonam Cię i powiem szczerze, że kompletnie mi na tym nie zależy. Nie jest to dąsanie, a szczerość jedynie.
                          Ciesz się, że tak mnie przejrzałaś, jeśli rozjaśni to Twój dzień, niech Ci będzie. Ja dziękuję za poświęconą mi uwagę.
                          • sandrad2 Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 15:24
                            I ciągle to samo i to samo i to samo. Bo to Herta jest pokrzywdzona i źli ludzie ją niesprawiedliwie oceniają. I żerują na niej biednej poprawiajac sobie dzień kopaniem skrzywdzonego niewinątka. Nie oceniam cię "skrajnie krzywdząco" ani nawet "zwyczajnie krzywdząco". Oceniam cie tak, jak dla mnie się pokazłas w swoich wypowiedziach. Czytam, interpretuję, wyciągam wnioski. A co ty sobie z tym zrobisz to juz twoja sprawa. Zacznij reagować dorośle a nie patologicznie to dostrzeżeżesz inną rzeczywistosc.
                      • sandrad2 Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 14:50
                        Toczka w toczkę tłumaczenie tej znajomej o której było powyżej..."Ja jestem lubiana, ja się z nikim nie kłócę, oni mnie niesprawiedliwie, źle osądzają, to one sa agresywne a nie ja, ..."itd itp
                        Zakłamanie rzeczywistości to się nazywa.

                        Ps.
                        Anią się nie podpieraj i nie wskakuj tak chętnie na jej plecy jak innych chętnych do niesienia zabraknie, bo ona pewnie plecy wystawi do wożenia kolejnych leni życiowych.
                        Naucz się samodzielności a nie wiszenia emocjonalnego na innych. Trzeba ci zmian to idz samodzielnie na porządną terapię a nie szukaj karmicieli pośrednich dla podtrzymania obecnego stanu.
                        • blue_ania37 Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 15:17
                          Moje myślenie było takie, że może dwa porządne indywidualne kopniaki w pu..pomogły by Hercie ruszyć z kopyta.
                          I tak uważam, nie należy już gadać, analizowować, rozwalać na czynniki pierwsze, bo to nic nie da!
                          Wręcz przeciwnie wzmoże tylko strach, niezrozumienie itp..
                          Herta! Uważam, że na forum doszłaś do Ściany, teraz zostaję Ci tylko powiedzenie albo to albo to i wykonać...
                          Tu już nie ma co gadać, każdy człowiek który Ci odpowiada tutaj patrzy ze swojego punktu widzenia, i tego się nie zmieni.
                          To TY i tylko Ty musisz zadecydować...rozwód więc zrób to bez dogadywania się z mężem bo to nic nie da!
                          Życie razem - też może być.
                          W momencie kiedy człowiek złoży już ten pozew przestaję myśleć o przeszłości a zaczyna myśleć przyszłościowo.
                          I tego należy się trzymać.
                          Ania
                        • herta_m Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 15:18
                          I taki szczegół. Może niech Ania sama uzna, z kim chce rozmawiać i dlaczego, nie rób z niej ofiary, co?
                          • sandrad2 Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 15:28
                            Ania była ofiara w związku i na szczęście ma dużą świadomośc siebie. Jak się to mówi nie ma ofiar są tylko ochotnicy. Więc zapewne sama wie do czego ma "wrodzone" zapędy.
                            Ty zaś chcesz usilnie by cię uznać za ofiarę bo doskonale wiesz, że z tego zyskasz profity więc złościsz się gdy publiczność twojego strasznego uciemiężenia nie chce uznać i orderu ofiary ci przypiąć. Bezczelna publiczność, każe działać i cos zmieniac zamiast trwać w napawaniu się wygodną rolą ofiary złego męża.
                            • herta_m Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 15:45
                              Bezczelna publiczność, każe działa
                              > ć i cos zmieniac zamiast trwać w napawaniu się wygodną rolą ofiary złego męża.
                              Kurna, ale ja nie obrażam się za to, że każecie mi działać. Jestem za to wręcz wdzięczna, potrzebuję kopa i wynikiem tego jest moja dzisiejsza wizyta w CPK. Do szału jednak doprowadza mnie wmawianie mi, że jestem agresywna, przemocowa, że nie przyjmuję krytyki.
                              Czy ma Ci przyznać rację, choć uważam, że jej nie masz? Czego to dowiedzie?

                              • sandrad2 Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 16:01
                                No proszę. Więc jednak dopuszczasz, że słowa innych potrafią doprowadzić cię do szału?
                                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,133481504,133632603,Re_Chyba_wreszcie_zrozumialam.html

                                Dopiero co napisałaś:
                                > Nikt nie wywołuje u mnie furii, agresji, staram się szanować zdanie innych, zdarzało mi się > > pięknie różnić, bardzo to cenię.

                                Zakłamywanie manipulacja zakłamywanie manipulacja zakłamywanie manipulacja zacieranie śladów kombinowanie jak dobrze wypasc na obrazku epatowanie się swoim dobrem przywoływanie męża by to swoje dobro innym unaocznić zakłamywanie. Poruszasz się po takim obszarze. Inne najwidoczniej nie sa ci dostępne. Czy kiedykolwiek będą? własciwie wątpię. Po co własciwie idziesz do CPK? Przecież nie chcesz zmian. Później pójdziesz do innego centrum, później do kolejnego, potem do CIK, potem indywidualnie do psychologa, potem do nowego prawnika bo ten to nie był dobry.. znowy sobie z kims pogadasz z "krzywdą" poobnopsisz i tak lata zlecą. Są różne hobby. Ty możesz uprawiac takie. Wolna wola.
                            • blue_ania37 Re: Chyba wreszcie zrozumiałam 23.02.12, 15:58
                              Herta!
                              Coś Ci napiszę....
                              trafiłam tutaj we wrześniu...z panicznym wątkiem...pomocy trudne...mąż wymienił zamki w domu, nie mogłam wjechać na podwórko, i wiele innych problemów...
                              Dostałam dużo wsparcia, i reczowej pomocy, ale też były odpowiedzi, że mam się od niego odczepić bo widocznie ma powody do tego, żeby mnie nienawidzić.
                              Pamiętam wypowiedż Altza, zupełnie dla mnie nieznanego faceta, który napisał,po tym jak napisałam, że idę do prawnika z niebieskiej linii, że nastąpi po tym spotkaniu przełom, jak bardzo wtedy chciałam w to wierzyć!I nie jest prawdą, że spotkałam świetną panią prawnik tam, ale dałam sobie i jej szansę, a przede wszystkim nawet jeśli nie odpowiedziała na wszystkie pytania to przynajmniej pokazała światełko w tunelu. Dla mnie wówczas to było dużo.
                              Pamiętam Errora, który napisał mi jak to Error, długaśną wypowiedź, w której uderzyło mnie jedno co pamiętam do tej pory..., że jestem dla mojego męża psem.
                              I mogłam polemizować z każdym i o wszystko.
                              Ale nie chciałam, bo chciałam pomocy! Bo spotkałam dużo życzliwych uwag, pomocy...
                              Każdy może myśleć co chce...i nie należy każdego przekonywać do swojego zdania.
                              Moja rada...zrób sobie kawę, usiądż..przeczytaj od początku ten wątek ale czytaj go nie emocjonalnie...ale wyciągaj pomoc, życzliwość i jeśli tak jak piszesz podjęłaś decyzję to ją WYKONAJ, już, nie za miesiąc...
                              A
          • zalosny.jestes Napisz jeszcze o ile możesz 23.02.12, 13:17
            jak przedstawiał się schemat finansowania rodziny. Jaki wkład miał facet a jaki Ty.
            Pozdrawiam.
            • herta_m Re: Napisz jeszcze o ile możesz 23.02.12, 13:48
              zalosny.jestes napisał:

              > jak przedstawiał się schemat finansowania rodziny. Jaki wkład miał facet a jaki
              > Ty.
              Mniej więcej pół na pół. Raz z jego minimalną przewagą, raz z moją. Ale tez było kilka okresów, że mąż tracił pracę, wtedy ja utrzymywałam dom. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy go z tego powodu krytykować. Wręcz przeciwnie, wspierałam go, zdarzało się, że pomagalam mu znaleźć kolejną pracę. Zawsze liczyłam się z jego uczuciami i nigdy nie powiedziałam, że to jego wina, że stracił pracę, choć i tak się zdarzało. On niestety z moimi uczuciami nie raczył się specjalnie liczyć i na przykład gdy mi chciał dokuczyć, to potrafił napisać: kończysz się jako kobieta. Niefajnie było to czytaćsad
              • zalosny.jestes Przy podziale pół na pół spraw finansowych 23.02.12, 14:17
                naturalny jest też podział wszystkich innych ról pół na pół.
                Pozdrawiam.
        • herta_m Re: Nie czytałem całości, bo przeraża mnie 23.02.12, 13:05
          Kowalka, jeśli rodzic zauważa coś podejrzanego u dziecka, ale tak naprawdę niebezpiecznego, czyli narkotyki lub bardzo złe towarzystwo, może kontrolowac je. Kontrola 17-letniej córki z tego powodu, że tatusiowi nie podoba się jej chłopak (nie bandzior, nie facet żonaty), to juz inna sprawa. Gdy zrobił to raz, poprosilam, żeby więcej tego nie robił. Za tę prośbę zostałam bardzo zwymyślana. Potem zrobił to drugi raz, wysłał mi nawet wydrukowny fragment, to już było dla mnie za wiele. Dlatego szukalam porady na forum eksperckim z psychologiem.
    • esteraj Re: Zdrada przemocowca 23.02.12, 12:05
      Blu_Ania z Twojej historii o zatrzymaniu przez policję wypływa fajny wniosek. Stałaś się wolna. Ale wolna od czego? Od męża ciągle Ciebie krytykującego, czy od własnych przekonań?
      Bałaś się, że oskarżenia Twojego męża mogą zawierać jakąś cząstkę prawdy, a Ty jak sama się przyznałaś : " (...) chciałam być idealna i chciałam, żeby było jak kiedyś na początku... "

      Po takim zdarzeniu (zatrzymaniu) okazało się, że możesz nie być taka idealna i wcale Ci to nie przeszkadza. Dobrze jest Ci z popełnianiem błędów.
      Dlaczego nie mogłaś pozwolić sobie na takie popełnianie błędów przy Twoim mężu?
      Dlaczego krytyka exa bolała Ciebie, a uwagi policjantów już nie?
      Czy chodzi tylko o sposób przekazu, tzn. mąż był nieprzyjemny i poniżał Ciebie, gdy zwracał Ci uwagę, a policjanci zrobili to w kulturalny sposób?

      To, czego człowiek się boi to odrzucenie i brak akceptacji.
      Co by było, gdybyś tego się nie bała? Nie bała, że mąż nie będzie Ciebie akceptował?
      Czy zmieniłby się Twój stosunek do niego? Jakbyś go traktowała?

      Czy nie pomyślałabyś sobie: "no cóż, nie muszę Ci się podobać, nie muszę być idealna, mam prawo do błędów i nie czyni mnie to gorszym człowiekiem", "jaki problem Ty masz mój drogi mężu, że potrzebujesz kobiety idealnej, jakie słabości w Tobie się kryją?"

      Zastanawiam się Aniu, czy jeszcze krytyka ex męża ma na Ciebie jeszcze jakiś wpływ?

      Na tym przykładzie chciałabym się odnieść do sytuacji Herty.

      Dlaczego Herto zależy Ci na przekonaniu swojego męża, że przy zaglądaniu do ekspresu do kawy nie miałaś złych intencji?
      Dlaczego zależy Ci na tym by mąż zrozumiał Twoje przesłanki?
      Co z tego, że zacznie Ci zwymyślać?
      Dlaczego ma to na Ciebie taki wpływ, skoro przecież Ty lepiej wiesz co czujesz i jakie masz zamiary? Przecież i tak z tym człowiekiem chcesz się rozwieść. Nie zależy Ci na bliskiej z nim więzi.

      To co daje się zauważyć w Twoich wątkach, to ciągłe przekonywanie innych do swoich poglądów. Nie spoczniesz dopóki nie zostaniesz zrozumiana. Nie chodzi Ci o przytaknięcie i zgodzenie się z Twoimi racjami, ale koniecznie chcesz być zrozumiana.
      Cenne jest w Tobie to, że każdą uwagę bierzesz do siebie, analizujesz i w zależności od oceny przyjmujesz ją lub odrzucasz. Ale nie każdy musi mieć tak jak Ty.
      Są ludzie mniej lub bardziej rozgarnięci i już.

      Chcesz przekonać wszystkich, że całej złej sytuacji w Twoim małżeństwie winny jest mąż, jak to zauważył Żałosny. On jest przemocowcem, on jest zły, on jest niewyrozumiały. Niemniej te argumenty można poddać wątpliwości, bo przecież może rzeczywiście Ty coś sobie ubzdurałaś, ktoś może w to nie uwierzyć. Potrzebny jest mocniejszy argument, niepodważalny.
      Gdyby zdradził, to byłoby już to ewidentne. Nikt nie miałby wątpliwości. Zostałabyś zwolniona z odpowiedzialności. Pomyśl, dlaczego jest Ci to potrzebne?
      Czy nie możesz poradzić sobie z braniem na siebie odpowiedzialności, winy?

      Możesz powiedzieć przecież tak: "Wiecie co, popierdzieliło mi się w głowie, nie chce mi się być z człowiekiem, który mnie nie szanuje, ale który fantastycznie gotuje. Może i jestem głupia, może też czasami stosuję jakieś gierki albo przemoc, jak kto woli, ale co mi tam, mnie ta sytuacja nie pasuje i myślcie sobie co chcecie. Ja zaczynam nowy etap w życiu, bo w tym miejscu to szkoda mi czasu."

      • herta_m Re: Zdrada przemocowca 23.02.12, 12:23
        Wiesz co, Esteraj, trafiłaś w sedno. Bardzo dobrze to wszystko oceniłaś, cieszę się, że zauważyłaś moją elastyczność i przyjmowanie pewnych uwag, bo to jedna z moich cech, które w sobie cenię. I to też zaleta terapii grupowej, jaką dla mnie jest forum, że można przyjmować lub odrzucać uwagi, analizować te, ktore trafiają mi do przekonania i bronić się przed zarzutami, do ktorych się nie poczuwam. I to cała prawda o mnie: bardzo zależy mi na tym, by być zrozumianą. Nie poklepaną po pleckach, nie chwaloną, nie usprawiedliwianą, ale rozmumianą właśnie. Ale czy tak nie mają wszyscy? Jaki jest sens pisania czy rozmawiania, gdy czujemy się nierozumiani? Czy nie na tym polega rozmowa, by rozumieć swoje przekazy? Dopiero gdy się je rozumie, można je przyjąć lub odrzucić. Bez zrozumienia (w znaczeniu rozumienia treści, a nie akceptacji) niemożliwe jest porozumienie, jak myślę.
        I tak, największym moim problemem jest nieustanne przejomwanie się tym, co mój mąz o mnie myśli. Rozmawiam z nim w myślach niemal nieustanie, wciąż szukam słów, dzięki którym mogłabym do niego dotrzeć. To rodzaj obsesji. Świetnie to opisuje Patricia Evans w Toksycznych słowach.
        Mam nadzieję, że rozwód raz na zawsze wyzwoli mnie (pewnie nie od razu) z tego uzależnienia, bo to rodzaj uzależnienia i jak bardzo słusznie gdzieś napisała Ania, ofiarom przemocy najbardziej potrzebna jest terapia dla współuzależnionych. Dziś w Centrum Praw Kobiet zapytam o taką.
        • esteraj Re: Zdrada przemocowca 23.02.12, 12:52
          > Jaki jest sens pisania czy rozmawiania, gdy
          > czujemy się nierozumiani? Czy nie na tym polega rozmowa, by rozumieć swoje prze
          > kazy? Dopiero gdy się je rozumie, można je przyjąć lub odrzucić.

          Hm... wiesz Herto, przychodzi mi w tej chwili na myśl Chrystus i jego przebywanie tu na ziemi.
          On przyszedł z innego świata, gdzie wszystko jest możliwe, gdzie istnieją inne prawa fizyki. Nasze wyobrażenie o nim jest w naszych umysłach bardzo ograniczone. Mamy go za kogoś, kto sprawia cuda, bo dla nas te rzeczy są niepojęte. To tak jakbyśmy my, mając w tej chwili taką wiedzę i rozwój techniki, cofnęli się w czasie i dla tamtego społeczeństwa nasze uczynki spotkałyby się z podobnym odbiorem.
          Do czego zmierzam z tym porównaniem?
          Chodzi mi o to, by zwrócić uwagę na to, co Chrystus mógł zrobić, żeby być zrozumianym.
          On robił swoje. Świadczył o sobie przez uczynki. Starał się mówić w przypowieściach, ale i tak nie wszyscy go rozumieli.
          Co mu dało to przekonanie, że nie wszyscy go zrozumieją?
          Był przygotowany na to, co się stanie. Wiedział, że ludzie będą agresywni, że będą chcieli go zamordować. Ta wiedza i to przewidywanie ludzkich zachowań, pozwoliły mu być sobą.
          On nie dopasowywał się do otoczenia. Robił swoje. Kto chciał lub był na tyle mądry, skorzystał z jego nauk, a kto nie, dalej pozostał w swoim świecie.

          Może nie jest ważne, żeby ktoś nas zrozumiał, ale żebyśmy my kogoś rozumieli.
          To bardzo ułatwia życie.
          Pozwala to na zachowanie własnej osobowości. Bycie sobą. A jeśli jest się sobą, to jest się wolnym.

          "Boże przebacz im, bo nie wiedzą co czynią"
          • herta_m Re: Zdrada przemocowca 23.02.12, 12:57
            Ciekawa analogia, ale gdzie mi aspirować do Chrystusa? smile Ja maluczka, ja owieczkabig_grin
            • esteraj Re: Zdrada przemocowca 23.02.12, 13:30
              herta_m napisała:

              > Ciekawa analogia, ale gdzie mi aspirować do Chrystusa? smile Ja maluczka, ja owiec
              > zkabig_grin

              Aspirować do Chrystusa nie, ale brać przykład jak najbardziej wink

              Wiem, że moje porównania czasami są nie z tej ziemi (często naśmiewa się z nich mój mąż), ale jakoś nie potrafię się powstrzymać, gdy mnie coś tak najdzie smile
      • blue_ania37 Re: Zdrada przemocowca 23.02.12, 13:04
        Zdecydowanie bałam się odrzucenia, i braku akceptacji.
        Bałam się, że będzie mnie poniżał, wyzywał, ośmieszał.
        Gdybym miała taką sytuację z policjantami i dostałabym mandat to bałabym się, że zabierze mi za karę samochód, bo "jeżdzić nie umiesz", a ja bym musiała się poniżać, żeby go odzyskać.
        Dziś jak to piszę, to widzę, że to było chore...ale wtedy miałam taką małą wartość siebie, że nie zauważałam nic.
        Bałam się podnieść oczu na jego wysokość, było tam zawsze w jego spojrzeniu pogarda i odrzucenie.
        A człowiek potrzebuję pewności, że jest potrzebny i ważny.
        Czułam się bardzo niedoceniona, pomimo tego, że mój mąż nigdy nic nie ugotował, nie sprzątał, niezałatwiał spraw urzędowych nie robił zakupów nie zajmował się dzieckiem.
        Jedyne co umie to zarabiać pieniądze, które też mi wydzielał wg własnego uznania. umiałam dostać przelew na 1 zł bo miałam na koncie 9 zł, i mówił że nie jesteś już bez pieniędzy bo możesz z bankomatu wyjąc 10 zł.
        Czułam się jak nie potrzebna rzecz.
        Ufff na szczeście to przeszłość...a dziś wiem, że jestem ładną, mądrą, wrażliwą kobietkąsmile i lubię siebie, za mandat teżsmile
        Ania
        • herta_m Re: Zdrada przemocowca 23.02.12, 13:10
          Oprócz tego, o czym pisze Ania, strachu przed tym, że będzie wyzywał i poniżał, ja często bałam sie, że będzie odreagowywał na dzieciach. Byłam buforem, brałam na siebie, dzięki temu one nie ucierpiały bezpośrednio, za to ja dostawałam większe porcje awantur. Uznałam, że to jednak lepsze.
          Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że to przemoc i mam prawo starać sie o rozwód. Przecież zawsze w związku winne są obie stronytongue_out
    • heksa_2 Re: Zdrada przemocowca 23.02.12, 15:01
      Za dużo gadania, za mało działania.
      • herta_m Re: Podziękowania 23.02.12, 22:01
        Chciałam wszystkim podziękować za wszelkie rady i uwagi. Dostałam tu porcję lekcji życiowej w bardzo dużej dawce, powiedziałabym, szokowejwink Terapia szokowa, tak to można nazwać. Muszę się teraz po niej pozbierać, przetrawić, podnieść, dlatego na tym zakończę swoją działalność, oczywiście będę czytać, gdyby ktoś jeszcze chciał napisać, ale nie mam już siły dalej przekonywać. Sensu w tym też nie ma, zatem to by było na tyle.
        Spotkałam dziś wyjątkową osobę, prawniczka okazała się nie tylko wyjątkowo kompetentna, ale też okazała mi tyle zaangażowania, zaoferowała pełną pomoc (mimo że nie leżało to już dalej w jej obowiązkach) i wsparcie, że zasadniczo chyba tutaj już więcej rad nie będę potrzebowała.
        Przy okazji życzę wszystkim dużo dobrego i pozdrawiamsmile
      • herta_m Re: Zdrada przemocowca 23.02.12, 22:22
        Nie mogę się powstrzymać, ale w tym zawiera się wszystko, co czuję w związku z zarzutami Sandrad i innej dziwnej postaci, ktora napisała, że wychowałam wyrachowanego i samolubnego syna. Fragment wklejonego przez Kami artykułu pisma Niebieska linia o syndromie ofiary (świetny nota bene, dzieki Kami):
        "Kwestionowanie prawdziwości opowieści ofiary, która szuka pomocy, zaprzeczanie i pomniejszanie jej doświadczeń, obwinianie aż do odmawiania pomocy ofierze i sugerowanie jej chęci zysku, zarzucające celowe pogrążanie sprawcy, stają się same w sobie kolejnym wydarzeniem traumatycznym, które ofiary relacjonują jako dotkliwsze, niż te doświadczane od sprawcy".
        • wiewiorka811 Re: Zdrada przemocowca 19.07.12, 23:45
          Ci ktorzy nie przezyli tego wszystkiego o czym pisze herta albo sa w stanie twierdzic ze przezyli a obwiniaja ja badz probuja obwiniac o zachowanie meza nie wiedza o czym mowia.Wiem co przezywalas wiem co czulas wiem jaka bylas w tym samotna i bezbronna.Jak to mowia jakbys sie nie odwrocila to zawsze d....a z tylu.Pomylam okna zle bo nie poodkurzane poodkurzalam zle bo dywan nie uprasowany-doslownie nie wiadomo jak reagowac.Nastepnym razem oceniajac kogos w podobnej sytuacji wezcie pod uwage ze sprawa jest nader delikatna.dotyczy najbardziej wrazliwej sfery ludzkiej i rowod to nie cyk myk i po bolu.Pranie mozgu jakie przechodzi sie bedac w tak toksycznym zwiazku robi swoje.Racjonalnie nie da sie postepowac.Niby wiesz jak i co powinienes zrobic ale cos cie blokuje cos ci nie pozwala cos kaze patrzec inaczej ze to moze ty zawinilas....nie trzeba bylo sie wtedy odzywac trzeba bylo to czy tamto zrobic badz tez nie.Przeciez wiedzialam ze on tego nie lubi albo tym sie zdeneruje......ale jestem glupia mial racje ze sie tak zachowal-czesto takie myslenie ma niewiele wspolnego z realna sytuacja i ty to wiesz ale jednoczesnie on pracuje caly czas nad tym zebys ty myslala irracjonalnie i zawsze on byl panem sytuacji....jak sie chce psa uderzyc to kij zawsze sie znajdzie.Co bys nie zrobila to i tak bedzie powod do zadania ci bolu i pokazania gdzie twoje miejsce.
          • blue_ania37 Re: Zdrada przemocowca 20.07.12, 09:47
            Wiewiórko!smile
            Herta od pewnego czasu się tu nie pojawia.
            Temat przemocy, jest mi znany aż nadto, jak większości ludziom wypowiadającym się w tym wątku.
            Konkretnie jakiej pomocy potrzebujesz?
            Ania
            • wiewiorka811 Re: Zdrada przemocowca 20.07.12, 10:51
              Tak sobie chodze od dluzszego czasu po internecie i karmie sie tym co tu znajduje na temat przemocy w domu ze strony kogos kto powinien byc najwiekszym przyjacielem-w moim mniemaniu przynajmniej tak powinno byc.Pomalu dojzewam do dzialania przeciwko temu co mnie spotkalo-juz dosc nawylewalam lez naupokarzalam sie sama nawyzywalam przed lustrem po tym jak on to zrobil-patrzac sobie w twarz czulam ze on ma racje ze tak mnie traktuje.To co pisze to zalenie sie bo juz mnie to nie rusza-przynajmniej tak twierdze bo wiadomo ze psychika tez sie broni wlasnie takim pasywnym podejsciem.Mam dzieci o ktore musze zawalczyc bo to ze tatus jest w stosunku do nich super ekstra a mnie na ich oczach poniza to wcale tym fajnym tatusiem tak naprawde nie jest.Jestem matka i dzieci kochaja mnie bezwarunkowo miloscia szczera-jak mnie poniza chocby przy okazji byl najwspanialszy w zachowaniu wobec moich pociech to moim zdaniem uderza w ich najczulszy punkt-obraza kogos dla nich najwazniejszego na swiecie-Do mnie nalezy obronic je przed takimi bodzcami.Generuje w sobie poklady cale sil bo wiem ze wart-zeby tylko to nie byl slomiany zapal albo zapal do chwili kiedy maz mnie usadzi na wlasciwym miejscu i odechce mi sie znow zycia......
    • wiewiorka811 Re: Zdrada przemocowca 19.07.12, 23:31
      Pisze choc od poruszenia tego tematu minelo bardzo dozo czasu.Przez przypadek sie tu znalazlam szukajac wsparcia wsrod osob majacych cos do powiedzenia na temat przemocy.Przegladalam artykuly porady oceny itd.Czytajac wypowiedzi herty czuje jakbym to ja pisala na temat swojego zwiazku.Pomimo iz moje malzenstwo trwa 6 lat mam identyczny bagaz doswiadczen, podobne postrzeganie siebie swiata i mojego meza.Ja jestem wierzaca wiec rozwodu nigdy do siebie nie dopuszczalam.Tyle ze dzieci rosna patrza na zachowania tatusia nasladowac z pewnoscia zaczna wczesniej czy pozniej i historia za pare lat najprawdopodobniej sie powtorzy a wtedy nie daruje sobie tego.Musze wziac sie w garsc.
      • sebalda Re: Zdrada przemocowca 20.07.12, 12:00
        Wiewiórko, w przypadku przemocy Kościół dopuszcza separację. Dopuszcza także w wyjątkowych sytuacjach uznanie nieważności takiego małżeństwa, nie jest to prosty proces, ale wykonalny. Też wiele lat żyłam w przekonaniu, że nie wolno mi nawet myśleć o odejściu, teraz wiem, że mam do tego pełne prawo, także w oczach Kościoła. A nade wszystko w oczach Boga, bo przecież On nie chce naszego cierpienia. Życie w osobą przemocową sprawia bardzo wiele cierpienie, ale o tym już wiesz.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka