herta_m
18.02.12, 16:23
Myślę, że na tym forum większość osób zna pojęcie przemocy psychicznej. Większość zgłębiła ten problem w teorii i praktyce.
Zauważyłam taką tendencję: bezpośrednią przyczyną rozwodu z przemocowcem jest jednak najczęściej jego zdrada. To ten przysłowiowy gwóźdź do trumny. Bez tego wiele osób przez jakiś czas się jeszcze łudzi, że współmałżonek się zmieni, szczególnie kobiety są często naiwne, tym bardziej, że przemocowiec najczęściej oprócz okresów agresji bywa też uroczym człowiekiem. Niemniej gdy po wielu latach godzenia się z sytuacją, usilnych a bezowocnych starań o naprawę małżeństwa, wielu wyrzeczeniach, byciu poniżaną i krytykowaną, znoszeniu najgorszych wyzwisk, na koniec taki osobnik jeszcze zdradzi, ofiara wie, że dłużej tego nie może znosić. To ostateczny bodziec do złożenia papierów rozwodowych.
Moje pytanie brzmi tak: ile/ilu z Was rozwiodło się wyłącznie z powodu przemocy psychicznej małżonka? W ilu przypadkach nie było w ogóle mowy o zdradzie, a chodziło o wyzwolenie się z toksycznego małżeństwa z przemocowcem?