dolcevita76
22.03.12, 17:00
No i stało się. Niestety nie zapanowałam nad emocjami, bo ja zawsze taki raptus byłam i jestem. Najpierw działam pod wpływem emocji, a potem myślę. W niedzielę ex przywiózł mi młodszego syna i z kochanicą podjechał dokładnie pod sam dom. Nie dalej, nie bliżej tylko stanęli na wysokości bramy wjazdowej. Ja akurat (jako baba w spodniach) układałam sobie drewno w drewutni i zobaczyłam ją, to wycofałam się za drewutnie, żeby właśnie mnie nie poniosło. Ex przyprowadził mi dziecko do ogródka, a ja do exa mówię: "dlaczego mi to robisz, dlaczego przyjeżdżasz z nią pod sam dom?" No i zaczęło się. Najpierw mnie chwycił za rękę i powiedział, że jak będę wywijać, to mi grosza nie da i zdechnę z głodu. Powiedziałam jemu, że ma zasądzone alimenty. No i w tych nerwach nie wiem jak znalazłam się przy jej aucie, walnęłam ręką w szybę, otworzyłam drzwi z jej strony i powiedziałam, że jak jeszcze raz tu podjedzie to jej łeb rozwalę i trzasnęłam drzwiami. No niestety jeszcze ją zwyzywałam. Potem poszło parę ciężkich smsów.
Wiem, że zaraz mnie spalicie na stosie, że powiecie, że dobrze, iż mąż zostawił taką wariatkę jak ja. Wiem, ze trzeba było zachować zimną krew. Ale niestety mną jeszcze targają straszne emocje. No i ta myśl, że ona jest przy moich dzieciach.
Wczoraj niewierny przyjechał po dzieci, obrażony na mnie na maxa. Aha, potem wyparł się, tego, że nic o pieniądzach i moim zdychaniu z głodu nie mówił. A ja mogę przysiąc, że tak było.