Dlaczego tak trudno zaakceptować, że niemal kazdy z nas jest po prostu przeciętny, a życie, związek, rozwód są takie jak miliona innych szarych ludzi? Dlaczego w czymś prostym doszukujemy się piękna, którego tam zwyczajnie nie ma? Czytam historie ludzi i wielu jest przekonanych o swojej niezwykłości. Nawet tak podła historia jak rozwód z dziećmi w tle obraca się w piekną bajkę, on przytula ją, ona szlocha. Kurde - gdyby było tak miodzio, to nie byłoby rozwodu. Rozwód jest bagnem i złem i dopisywanie ckliwych historii w moim pojęciu jest dziwne
Gorąco mi więc piszę