Dodaj do ulubionych

facet w mundurze

03.06.12, 23:55
Czy normalny związek z facetem, który pracuje w tzw. służbach (nie chodzi o służby specjalne) jest w ogóle możliwy? Jakieś wielotygodniowe a czasem kilkumiesięczne "wyjazdy", te "służby", które mogą wypaść w każdej chwili i trwać dobę lub dwie.
Mam wiele symptomów, że mój mąż spotyka się z inną kobietą. W zasadzie miałam je od dawna, ale nie przyjmowałam tego do wiadomości. Ignorowałam, Ale ostatnio trudno mi udawać przed samą sobą, że nic się nie dzieje. Zadzwoniła do mnie 2 miesiące temu koleżanka ze studiów, która mieszka w Krakowie (ja w innym mieście), z pytaniem, czy też jestem w Krakowie i czemu do niej nie zadzwoniłam. Gdy spytałam, czemu uważa, że jestem w Krakowie, powiedziała, że widziała z samochodu mojego męża jak wchodził do restauracji, więc pomyślała, że przyjechaliśmy razem. Ponieważ mój mąż wtedy pojechał na jakieś szkolenie ale nie do Krakowa, pomyślałam, że koleżanka się pomyliła. Gdy mąż wrócił, spytałam, gdzie był, odpowiedział, że w Warszawie. Co miałam zrobić, uwierzyłam. Ale jakiś czas później oddawałam do pralni jego marynarkę, sprawdziłam, czy czegoś nie ma w kieszeniach i znalazłam 2 bilety kolejowe do Krakowa. Mąż coś tłumaczył, że przecież był służbowo w Krakowie i że mi mówił. Często wyjeżdża. Tym razem jednak sprawdziłam w pamięci komórki datę telefonu od koleżanki z Krakowa - była taka jak na biletach. Czemu mnie okłamał? Mam ostatnio kilka takich jego wpadek. Nie szukam ich. Same mi wpadają w ręce.
Rozmawiałam z nim, spytałam wprost, czy koś ma, odpowiadał w stylu: zwariowałaś, przecież wiesz, że chce być z tobą i dziećmi. Nie bardzo go widzę w roli zalotnika. Jest raczej oschły, nie okazuje uczuć, z rozrywek to najbardziej lubi restaurowanie jakichś starych samochodów. Więc nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Pomyślałam jedno - że charakter jego pracy sprawia, że w zasadzie zawsze może powiedzieć, że gdzieś jedzie służbowo albo musi być w pracy 24 h., Nie jestem tego w stanie kontrolować. W dodatku nie chcę wyjść na jakąś chorą zazdrośnicę (nigdy nią nie byłam). Ale męczy mnie ta sytuacja. Mogę mu postawić warunek, żeby zmienił pracę na taką, że jest na stałe w domu. Ale z drugiej strony co to za związek, gdy trzeba faceta "pilnować"?
Obserwuj wątek
    • heksa_2 Re: facet w mundurze 04.06.12, 00:10
      Możesz sie albo nato godzić, albo nie. Jesli sie nie godzisz, to weź detektywa i po sprawie.
    • zmeczona100 Re: facet w mundurze 04.06.12, 00:17
      Facet w mundurze? Wyrazy współczucia...
      • jakkamien Re: facet w mundurze 04.06.12, 00:36
        A dlaczego? Tylko stereotypy, czy jakies doświadczenie? Z ciekowości pytam, bo nie znam zadnego mundurowego.
        • zmeczona100 Re: facet w mundurze 09.06.12, 16:16
          Żadne stereotypy, niestety.
          Teraz np. wałkuję temat z młodą dziewczyną (lat prawie 30), którą postanowił wymienić na bardziej bezproblemowy model taki jeden w mundurze. Troje dzieci: 3 i 5 lat, no i najmłodsze 7 miesięcy. Postanowił sobie, że da babie nauczkę i od ostatniego porodu nie płaci ani grosza na utrzymanie dzieci i ich matki. A to dlatego, że żadne z tych dzieci nie było planowane.
          Dziewczynę i dzieci utrzymuje więc jej rodzina; teraz wreszcie dojrzała do tego, by jej życie znormalniało.
          • mama_myszkina Re: facet w mundurze 09.06.12, 16:53
            A co ma do tego, że jest mundurowym? tongue_out
            • zmeczona100 Re: facet w mundurze 09.06.12, 17:10
              Popatrz na badania opinii społecznej smile Że jaki to niby musi być wyjątkowy facet w mundurze, jakie ma wysokie morale i tego typu bajania smile
              • mama_myszkina Re: facet w mundurze 11.06.12, 19:02
                zmeczona100 napisała:

                > Popatrz na badania opinii społecznej smile Że jaki to niby musi być wyjątkowy face
                > t w mundurze, jakie ma wysokie morale i tego typu bajania smile

                Dalej nie rozumiem, co Twój wpis ma do tego, że facet jest mundurowym. krawcy też krzywdzą swoje żony, podobnie jak chirurdzy i profesorowie uniwersyteccy.

                Nie wiem, skąd wytrzasnęłaś te badania opinii publicznej, może podaj źródło, bo ja znam zgoła inne.
    • mayenna Re: facet w mundurze 04.06.12, 07:22
      Jesli wziąć pod uwagę jego deklarację to chce być z tobą.
      Porozmawiaj z nim. Powiedz o biletach, koleżance.Zobaczysz jak zareaguje, co powie.
    • braktalentu Re: facet w mundurze 04.06.12, 07:58
      "zwariowałaś, przecież wiesz, że chce być z tobą i dziećmi. "

      To nie jest odpowiedź na pytanie "czy kogoś masz". To jest odpowiedź na pytanie "z kim chcesz być"

      Rozważyłabym nie to czy mąż powinien zmienić pracę, ale:
      - czy jestem gotowa na rezygnację z wyłączności seksualnej w moim związku (ja nie jestem-smile),
      - czy zaufam ponownie mężczyźnie/przyjacielowi, który mnie okłamał
      - jakie zachowanie i postępowanie mojego męża wpłynie pozytywnie na nasz związek, a jakie destrukcyjnie (tu warto jasno sformułować swoje oczekiwania, żeby móc je jasno przekazać drugiej stronie)
      - jak ewentualnie może wyglądać moje życie bez męża (czyli co mam do stracenia, a co do zyskania).

      Rodzaj wykonywanej pracy niewiele ma tu do rzeczy.

      Gdyby chodziło o mnie to po deklaracji "chcę być z Tobą i dziećmi" przedstawiłabym warunki na jakich to "bycie" może przebiegać. Poinformowałabym, że nie godzę się na skoki w bok, nie akceptuję kłamstwa i potrzebuję czasu na podjęcie jakichkolwiek decyzji. Twoje następujące zachowania . postępowanie mogą drogi mężu wpłynąć pozytywnie na moją decyzję o ewentualnej walce o nasz związek.
      • malwa200 Re: facet w mundurze 04.06.12, 10:18
        zadzwoń do tej krakowskiej koleżanki i zapytaj ją wprost, co ją łaczy z Twoim mężem
    • malgolkab Re: facet w mundurze 04.06.12, 10:46
      mundu-rowa napisał(a):

      > Pomyślałam jedno - że charakter jego pracy sprawia, że w zasadzie zawsze mo
      > że powiedzieć, że gdzieś jedzie służbowo albo musi być w pracy 24 h., Nie jeste
      > m tego w stanie kontrolować. W dodatku nie chcę wyjść na jakąś chorą zazdrośnic
      > ę (nigdy nią nie byłam). Ale męczy mnie ta sytuacja. Mogę mu postawić warunek,
      > żeby zmienił pracę na taką, że jest na stałe w domu. Ale z drugiej strony co to
      > za związek, gdy trzeba faceta "pilnować"?
      Beznadziejny związek... mąż nie powinien Cię zdradzać nie dlatego, że pracowałby na miejscu i nie miałby okazji. I co - dałabyś mu pół godziny na dojazd z pracy do domu?
      Jeśli jestes pewna, że był w Krakowie (a chyba jesteś), a Tobie powiedział, że był w Warszawie to na bank coś kręci, więc raczej Cię zdradza. Twój wybór czy to zaakceptujesz czy nie...
    • ewela1_1 Re: facet w mundurze 04.06.12, 10:55
      Mało który facet zapytany wprost o zdradę się do niej przyzna...Gdy ja np. pytałam swojego eksa, czy ma kogoś(smsy i mms w telefonie) odpowiedź brzmiała "poj...ebało Cię?" big_grin. Teraz nie mogę uwierzyć w to, ze sama jeszcze wypierałam prawdę, ale ja wtedy miałam depresję i było mi już obojętne ...

      Okłamał Cię, skoro jestes pewna,ze wtedy był w Krakowie, a powiedział, ze w Warszawie to coś/kogoś ukrywa. Do Ciebie należy co z tym zrobisz. Może wynajmij detektywa?, bedziesz miała czarno na białym...
      -------------
      "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa
    • mundu-rowa Re: facet w mundurze 04.06.12, 12:12
      Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Też myślę, że coś się dzieje, dlatego się zaniepokoiłam i znalazłam to forum.
      - koleżanka z Krakowa jest poza podejrzeniami (powiedzmy, że ona nie lubi facetów w mundurachwink
      - nie będę wynajmować detektywa, bo myślę, że sama sobie umiem poradzić, jak już się zdecyduję, ale trochę się boję tego, co zobaczę i konsekwencji, jakie ewentualnie będę musiała wyciągnąć, stąd moje obawy.
      • mayenna Re: facet w mundurze 04.06.12, 12:26
        Przecież nawet jeśli on zdradza to nie musisz wyciągać żadnych konsekwencji.Poza tym pobyt w Krakowie nie musi oznaczać zdrady. Jesli potrzebujesz to wyjaśnić to wyjaśnij, a nad resztą zastanowisz się jak będziesz znała fakty.

        • malgolkab Re: facet w mundurze 04.06.12, 12:38
          pewnie, że pobyt w Krakowie nie musi oznaczać zdrady, jednak facet uparcie twierdził, że był w Warszawie, a potem odwracał kota ogonem. Dla mnie byłoby to podpadające
          • kobieta306 Re: facet w mundurze 04.06.12, 12:41
            malgolkab napisała:

            > pewnie, że pobyt w Krakowie nie musi oznaczać zdrady, jednak facet uparcie twie
            > rdził, że był w Warszawie, a potem odwracał kota ogonem. Dla mnie byłoby to pod
            > padające

            otóz właśnie to. Gdyby miał czyste sumienie, to byłby tam gdzie mówi, że był. A ten ewidentnie kręci. Ale oczywiście możesz się dawać nabierać dla tzw. "dobra rodziny" i udawać, że się przejęzyczył, albo, że miał tam tajna misję i mu premier zabronił mówić.
          • mayenna Re: facet w mundurze 04.06.12, 13:00
            malgolkab napisała:

            > pewnie, że pobyt w Krakowie nie musi oznaczać zdrady, jednak facet uparcie twie
            > rdził, że był w Warszawie, a potem odwracał kota ogonem. Dla mnie byłoby to pod
            > padające
            Bo to jest podpadające, ale ludzie kłamią z wielu powodów.
            Porozmawiałabym pokazując dowody, tak żeby się nie wykręcił.
            • malgolkab Re: facet w mundurze 04.06.12, 13:09
              Przecież napisała, że w końcu zaczął twierdzić, że przeciez jej mówił wcześniej, że jedzie służbowo właśnie tam.
              W myśl zasady, jak cię nawet złapią za rękę - krzycz, że nie Twojasmile
              • mayenna Re: facet w mundurze 04.06.12, 13:52
                Może pojechał służbowo? Może zapomniał/pomylił się.Może ukrywa coś związanego z pracą?
        • mundu-rowa Re: facet w mundurze 04.06.12, 12:53
          Jasne, że pobyt w krakowie nie musi oznaczać zdrady. Ale ukrywanie tego pobytu (i dwa bilety) to kłamstwo. Nie kłamie się bez powodu. Poza tym - jak napisałam w pierwszym poście - wpadło mi w ręce nieoczekiwanie kilka dziwnych spraw świadczących, ze cos jest nie tak.
          Nie jestem jakąś przesadną purytanką. Znam dobrze mężczyzn - mam 4 braci, jestem żoną oficera, pracuję w firmie, gdzie z 90% pracowników to mężczyźni. Nasłuchałam się męskich rozmów, opowiadań itp. Wiem, co się w tzw. męskim świecie dzieje, jakimi torami biegną myśli, jakie są sytuacje itp. Dlatego myślę, że przymknęłabym oko na jakiś jednorazowy skok w bok (oczywiście nie bez pokazania żółtej kartki) i myślę, że nie miałabym z tym większego problemu, by dalej być żoną swojego męża. Gorzej by było, gdyby się okazało, że to jakaś trwała sprawa lub częste skoki na przygodne panienki. Wtedy byłaby tzw. krótka piłka.


          • malgolkab Re: facet w mundurze 04.06.12, 12:56
            zauważ, że ci mężczyźni zdradzają z kobietami (w większości przynajmniejsmile, więc to wcale nie jest "męski świat"
            • mundu-rowa Re: facet w mundurze 04.06.12, 13:03
              No jasne, że z kobietami (najczęściejsmile)
          • heksa_2 Re: facet w mundurze 04.06.12, 13:03
            Musisz rozważyć, czy twoja skłonnośc do tolerancji jest bardzo rozciagliwa.
            • mundu-rowa Re: facet w mundurze 04.06.12, 13:17
              heksa_2 napisała:

              > Musisz rozważyć, czy twoja skłonnośc do tolerancji jest bardzo rozciagliwa.

              Moja skłonność do tolerancji jest spora, ale na pewno ma swoją granicę smile
              • heksa_2 Re: facet w mundurze 04.06.12, 14:04
                To jeszcze musisz się zastanowić, czy masz ochotę przez resztę życia sprawdzać, śledzić, kontrolować. Jeśli jesteś w stanie zaakceptować kłamstwo i zdrady, to good for You. Jeśli nie, to właśnie zaczęłaś grać w podchody. On będzie się uktywał, ty będziesz śledzić i kontrolować, on będzie zaprzeczał, ty będziesz szukać dowodów, gdy go nakryjesz, on będzie ci wmawiał, że źle widzisz, ty zagrozisz odejście, on będzie chciał być z tobą i najwazniejsza będzie dla niego rodzina, ty mu wybaczysz i będzie miło aż do następnych podejrzeń. Jeśli jesteś gotowa na taką wyniszczającą grę, to graj. Jeśli nie, to nie baw się w słowa. On zawsze zaprzeczy. Weź detektywa, będziesz miała czarno na białym. Wtedy będziesz mogła podjąć świadomą decyzję, co z tym począć.
                • mundu-rowa Re: facet w mundurze 04.06.12, 14:13
                  W nic nie zamierzam grać. Nie znasz mnie. Nie będzie jakichś długich podchodów (przez resztę życiasmile). Po prostu poskrobie w tym, co mam. I zobaczę, co tam jest. Jeśli to jest coś więcej niż jednorazowy seks na imprezie czy coś w tym rodzaju, to u mnie, jak wspomniałam, jest krótka piłka. Po co mi jakiś detektyw, podchody itp. Dostanie termin wyprowadzki, pozew do podpisu i sprawa załatwiona.
                  • mayenna Re: facet w mundurze 04.06.12, 14:47
                    Pozwu nie musi podpisywać i dopóki jesteście małżeństwem ma prawo mieszkać tam gdzie ty.

                    No i co to za jednorazowy seks na który jedzie się do Krakowa i to pociągiem?. Jeśli ma romans to takie zachowanie wskazuje na celowe działanie.Dlatego doradzam spokój i rozwagę.
                    • mundu-rowa Re: facet w mundurze 04.06.12, 15:10
                      mayenna napisała:

                      > Pozwu nie musi podpisywać i dopóki jesteście małżeństwem ma prawo mieszkać tam
                      > gdzie ty.
                      >
                      Pewnie, że teoretycznie nie musi i że ma prawosmile Ale o to akurat jestem spokojna. Naprawdę ma 4 braci i znam mentalność mężczyzn. Mój mąż zna mnie i wie, że są sytuacje, gdy stawianie oporu nie ma sensu. Więc z pewnością byłoby tak, że na formalność rozwodową pojechalibyśmy z uzgodnionym stanowiskiem - korzystnym dla ale bez upodlenia drugiej strony. Czyli jakąś szansę na zagospodarowanie się w nowych warunkach by dostał.. W końcu to ojciec naszych dzieci


                      > No i co to za jednorazowy seks na który jedzie się do Krakowa i to pociągiem?.
                      > Jeśli ma romans to takie zachowanie wskazuje na celowe działanie.Dlatego doradz
                      > am spokój i rozwagę.

                      To mnie własnie trochę zaniepokoiło
    • kobieta306 Re: facet w mundurze 04.06.12, 12:38
      skoro był w Krakowie, a mówi, że w Warszawie to kłamie, a zatem nie ma czystego sumienia.
    • kobieta306 Re: facet w mundurze 04.06.12, 12:45
      Nie bardzo go widzę w roli zalo
      > tnika. Jest raczej oschły, nie okazuje uczuć, z rozrywek to najbardziej lubi re
      > staurowanie jakichś starych samochodów. Więc nie wiem, co o tym wszystkim myśle
      > ć.


      mam taka jedną koleżannkę, która notorycznie jest z żonatymi i wszyscy ci panowie wygladają jak by do trzech zliczyc nie umieli, rodzinne pozornie typy, takie ciapciusie, więc pozory mylą wink
      • esteraj Re: facet w mundurze 04.06.12, 13:40
        kobieta306 napisała:

        > Nie bardzo go widzę w roli zalo
        > > tnika. Jest raczej oschły, nie okazuje uczuć, z rozrywek to najbardziej l
        > ubi re
        > > staurowanie jakichś starych samochodów. Więc nie wiem, co o tym wszystkim
        > myśle
        > > ć.
        >
        >
        > mam taka jedną koleżannkę, która notorycznie jest z żonatymi i wszyscy ci panow
        > ie wygladają jak by do trzech zliczyc nie umieli, rodzinne pozornie typy, takie
        > ciapciusie, więc pozory mylą wink

        Potwierdzam. Mój mąż był zajadłym przeciwnikiem zdrady, żaden z niego flirciarz, rodzinny i bardzo zamknięty w sobie, a jednak... Ukrywał swój romans dobre pół roku i w życiu nawet by mi przez myśl nie przeszło, że on...? jak?... kiedy?... z kim? to niemożliwe!???
        • mayenna Re: facet w mundurze 04.06.12, 13:49
          Na portalach randkowych jest mnóstwo mundurowych. Nie ukrywają, że mają żony i interesuje ich tylko niezobowiązujący romans.
          • gazeta_mi_placi Re: facet w mundurze 11.06.12, 20:07
            A to świnie sad
    • baabcia Re: facet w mundurze 04.06.12, 18:01
      wydaje się, że wiesz czego chcesz
      i to najważniejsze
      chyba nie masz zamiaru pilnować chłopa

      chyba dobrze by było zapytać męzą, czy widzi, że jest jakoś kiepsko i co on na to
      jeśli mu nie wystarcza dom i Ty i Twoja tolerancja dla takiej pracy ( nie musi Ci odpowiadać, wystarczy że tolerujesz!!!) to niech postara się w kulturalny sposób zakończyć związek i koniec;

      myślę, że to najlepszy sposób

      będzie miał zamiar zainteresować się zoną - pomysli o rózach i tym co straci jesli sie nie opamięta
      potem jak piszesz krótka piłka i bez dyskusji
    • unema Re: facet w mundurze 04.06.12, 20:03
      No cóż , z opisu raczej wynika, że znasz już odpowiedź na pytanie czy Cię zdradza.
      Teraz pewno trochę czasu minie zanim się oswoisz z tą odpowiedzią, i to wcale nie znaczy że musi być ta "krótka piłka" od razu, ale jak czegoś nie zrobisz to tak jakbyś mu dała zielone światło że może dalej kręcić, kombinować i mataczyć, i oczywiście będzie to robił, bo czemu nie?
      To kilka miesięcy pracy u mundurowego kojarzy mi się z misjami. Misje to niestety specyficzne miejsce, i jeżeli Twój mąż na takie jeździł, a piszesz że nie jest typem podrywacza to tam bym zaczęła szukać właścicielki drugiego biletu do Krakowa.
      O ile chcesz szukać.
      Czasami prawda nie jest dla nas najważniejsza, czasami ważniejszy jest spokój. Wszystko zależy jak się w tym wszystkim czujesz. Czego chcesz i na ile możesz się zgodzić.
      A na pytanie czy NORMALNY związek z mundurowym jest możliwy odpowiem pytaniem: Co to w zasadzie znaczy normalny związek? Dla Ciebie. Jak odpowiesz sobie na to pytanie to będziesz wiedziała co robić dalej z małżeństwem.
      • mundu-rowa Re: facet w mundurze 04.06.12, 21:17
        nie wiem, czy mnie właścicielka drugiego biletu specjalnie interesuje. Zaczęłyby się porównania, pytania itp. Po co mi to?
        Czego chcę, to dobrze wiem. Jak to był niezobowiązujący skok w bok, to poważną rozmową i żółtą kartką się pewnie skończy. Jesli się okaże, że to coś poważniejszego czy długotrwałego, to będzie termin na spakowanie ciuchów i tyle. Ja zbyt wiele tzw. męskich opowieści się nasłuchałam, żeby zrobić inaczej.
        A co znaczy normalny związek? No, na pewno ani nie pilnowanie męża, ani nie zgadzanie się na jakąś trzecią osobę. Małżeństwo to coś w rodzaju umowy. I jak to z umowami - każdą można zerwać. Nic na siłę. Byłoby to zapewne smutne, ale żyć trzeba dalej. Przecież to nie koniec świata. Człowiek nie żyje po to, by za wszelką cenę być z kimś. Szkoda by mi było czasu.
        Dziękuję za wszystkie wypowiedzi. Dyskusja pomogła mi uzmysłowić sobie pewne sprawy.
        • roma113 Re: facet w mundurze 04.06.12, 22:22
          Powodzenia, mundurowa. Życzę ci, żeby się to okazało tylko tym skokiem w bok, bo zawsze to lepsze wyjście.
          Napisz przy okazji, jak to się skończyło. Mam nadzieję, że nie będziesz musiała wzywać braci do pomocy smile Swoją drogą, gdyby każda kobieta miała 4 braci gotowych za nią stanąć murem, to byłoby o wiele łatwiej wiele problemów rozwiązać.
          I w ogóle popisz tu czasem, bo fajna jesteś, podoba mi się twoje podejście. Nie każda kobieta tak umie, a szkoda
          • mayenna Re: facet w mundurze 04.06.12, 22:49
            roma113 napisała:

            podoba mi się twoje podejście. Nie
            > każda kobieta tak umie, a szkoda

            Mnie się też podoba, ale w praktyce ta krótka piłka może być trudna do przeprowadzenia.Rozwód to nie jest taka prosta kwestia, ale mam nadzieję, że to był towarzysz podróży, a nie towarzyszka i bez podtekstówsmile
            • mundu-rowa Re: facet w mundurze 05.06.12, 00:45
              Roma, dzięki, oczywiście napiszę i będę tu zerkać. Fajne forum.
              Mayenna, krótka piłka, jeśli okaże się konieczna (a coś czuję, że tak), zadziała bez problemów. Mam dobrych bodygardów, którzy nie pozwolą mi krzywdy zrobić. Uwierz mi, faceci są racjonalni. Rzadko decydują się na podskakiwanie, gdy widzą, że to im może zaszkodzić. To taki atawizm z czasów jakiniowych wink
              Raczej nie odważy się nade mną znęcać. Ha, ha, już widzę mojego męża, jak podjeżdża pod dom, wysiada z samochodu, a moi bracia mu walizki pakują do bagażnika i czule się z nim żegnają. Gwarantuje ci, że jeszcze im pomoże te walizki nosić smile A na rozwód - jak będzie taka potrzeba - sobie w szóstkę pojedziemy. O, nie, nie przewiduję żadnych komplikacji. I nie chodzi o jakąś przemoc - wystarczy pokazanie determinacji.
              • mayenna Re: facet w mundurze 05.06.12, 09:09
                Nie miałam na myśli przemocy.
                Mnie chodzi raczej o to co ty możesz przeżywać. Mnie się wydawało, ze przejdę przez rozwód bez strat własnych bo przecież w małżeństwie było żle. Okazało się ze mam depresję, że dzieci tez to odreagowują, że cierpią, że odzwyczajenie się od rutyny małżeńskiej wywołuje ból.
                A tez myślałam, ze trudno i żyje się dalej. Da się przez to przejść, ale jak jest szansa żeby uniknąć rozwodu to warto ją wykorzystać.
                W planach to wszystko wyglada bezproblemowo, ale wierz mi, w życiu tak nie jest. O tym do czego zdolny jest twój mąz dowiesz się dopiero jak wniesiesz o rozwód.
                • mundu-rowa Re: facet w mundurze 05.06.12, 10:46
                  No jasne, że to nie będzie proste. 10 lat życia to nie tzw. pikuś. Ale ja jakoś potrafię odkreślać przeszłość, patrzeć do przodu, nie roztkliwiać się nad sobą. Mam kilka koleżanek po rozwodzie i przyznam, że trochę mnie denerwuje to ich drapanie ran: a czemu tak się stało? Co źle zrobiłam? Dlaczego wybrał tamtą? Co się ze mną teraz stanie? itp. Zawsze je próbuje do pionu ustawić, ale widzę, że potem znowu w ten swój marazm wpadają. A że na dzieciach się odbija? No pewnie jakoś się odbija, ale nie przesadzałabym. Moi rodzice się rozwiedli, gdy miałam 6 lat, ale nie czuję się tym jakoś specjalnie pokiereszowana. Może w tamtych czasach nie było tylu artykułów "wpływ rozwodu na dzieci", może matki nie miały czasu? Moja została z piątka dzieci i nie pamiętam, żeby chodziła załamana. Patrząc na te moje koleżanki dochodzę do wniosku, że często właśnie to ich jęczenie, użalanie się jest większym problemem dla dzieci niż rozwód. No i one (te koleżanki) głównie zajmują się obserwowanie, jaki wpływ na dzieci miał ich rozwód, więc trudno się dziwić, że ten wpływ widzą ogromny wink
                  • wojciech.dembinski Re: facet w mundurze 17.07.12, 13:17
                    Podoba mi się Twoje podejście: krótko, rzeczowo, zdecydowanie. To odmiana od powszechnego w dzisiejszej kulturze roztkliwiania się nad sobą i swoimi emocjami, które widziałem nawet u facetów. Ból i smutek po rozwodzie to wszystko emocje, które są w życiu potrzebne, trzeba przez nie przejść z godnością. Traktować je jak element życia, tak jak śmierć czy chorobę, a nie pretekst do użalania się nad sobą przez kolejne dwa lata.
                    • mundu-rowa Re: facet w mundurze 17.07.12, 16:33
                      Tak już mam. To chyba trochę po mamie, która tak obiektywnie rzecz biorąc nie miała łatwego życia, ale umiała jakoś pogodnie przez życie iść, liczyć głównie na siebie i nam (swoim dzieciom) też tak kazała (gdy miałam 12 czy 13 lat, to starszy brat mnie posadził na krześle i powiedział, że albo od dziś to ja a nie on gotuję obiady, albo nie jemy). A może też przez to, że z czwórką braci się wychowałam - to była niezła szkoła zdecydowania i nieużalania się nad sobą - bo po co się użalać, jeśli nikt się tym nie przejmuje? smile
                      Ale to nie jest tak, że wszystko po mnie spływa jak deszcz po dachu - czasem też muszę sobie pochlipać
        • unema Re: facet w mundurze 05.06.12, 10:42
          Twardo stoisz na nogach. To chyba dobrze. Piszę chyba, bo czasami okazuję się że najtwardsi cierpią najmocniej.
          Może jakoś się wszystko wyjaśni i ułoży. I tego Ci życzę, bo rozwód to zawsze jakaś trauma. Nawet jeżeli małżeństwo było kiepskie.
          Dodam tylko że gdyby do niego doszło to lepiej mieć dowody na to co mąż robił, nawet jak ich nie wykorzystasz w sądzie, to potrafią być niezłym argumentem przetargowym przy rozmowach około rozwodowych. I tylko dlatego warto wiedzieć kto korzystał z drugiego biletu. Nie po to żeby się porównywać.
          Trzymaj się i napisz czasem jak się potoczyły twoje losy.
        • malgolkab Re: facet w mundurze 05.06.12, 11:33
          Obawiam się, że to nie jednorazowy skok w bok pod wpływem chwili na imprezie, bo jednak wyjazd trzeba było zaplanować, sprzedać bajkę o wyjeździe służbowym, kupić bilety itd. Choć oczywiście tak to może tylko wyglądać, a prawda może być inna.
          Co do innych spraw, moje podejście jest podobne do Twojego i dlatego mój rozwód był właściwie formalnością, 1 rozprawa, wspólne stanowisko, wszystko sprawnie i z kulturą (mimo, że ostatni okres małżeńswta do kulturalnych nie należałsmile
          • kobieta306 Re: facet w mundurze 05.06.12, 11:59
            facet w mundurze ma tylko jedna zaletę - nie zejdzie ze swoimi zarobkami do podziemia jak Staszek z budowy, co w kopercie dostaje.
            • malgolkab Re: facet w mundurze 05.06.12, 12:23
              kobieta306 napisała:

              > facet w mundurze ma tylko jedna zaletę - nie zejdzie ze swoimi zarobkami do pod
              > ziemia jak Staszek z budowy, co w kopercie dostaje.
              to fakt. Znam dobrze 3 mundurowych (oficerów) i niestety wszyscy mają kogoś na boku (i to nie raz) i nawet się ztym nie kryją (żony udają, że nie wiedzą). Na pewno nie wszyscy tacy są, ale ten rodzaj pracy wiele "ułatwia" w tych kwestiach...
              • gazeta_mi_placi Re: facet w mundurze 12.06.12, 09:06
                A skąd to wiesz? Chwalą się Tobie? Czy pracujesz na recepcji w hotelu na godziny?
                • malgolkab Re: facet w mundurze 12.06.12, 15:05
                  gazeta_mi_placi napisała:

                  > A skąd to wiesz? Chwalą się Tobie? Czy pracujesz na recepcji w hotelu na godzin
                  > y?
                  opowiadają o tym normalnie w gronie znajomych, nie kryją się też w miejscach publicznych z innymi paniami
                  • gazeta_mi_placi Re: facet w mundurze 12.06.12, 17:02
                    No to nieciekawe masz towarzystwo...
                    • malgolkab Re: facet w mundurze 12.06.12, 18:00
                      a gdzie ja napisałam, że to moje towarzystwo? nie każdy kogo znam i od czasu do czasu (głównie przypadkowo) spotykam zalicza się do "towarzystwa". Z 2 strony - ich życie seksualne to problem ich, ich małżonek i tych "drugich" pań, a jak widać wszystkim od lat to pasuje....
    • bez_przekazu Re: facet w mundurze 05.06.12, 18:48
      ha ha! zawsze wolimy widziec mezow takimi,jakimi chcemy, by byli.
      coz wiecej moge powiedziec... chyba tylko to,ze musisz do wszystkiego sama dojrzec. i nie oceniac, w stylu,ze jak oschly to nie zdradzi itp. bo to bzury,zycze sily i konsekwencjismile
    • marcepanna Re: facet w mundurze 09.06.12, 16:02
      Napisz jak się to skończyło i do czego się dogrzebałaś. To arcyciekawe.
    • zmeczona100 Re: facet w mundurze 09.06.12, 16:17
      Oj, ludziska smile Toż to troll smile
    • czlowiek-na-torze Re: facet w mundurze 09.06.12, 20:40
      Za mundurem panny sznurem!
    • mundu-rowa relacja 17.07.12, 12:21
      No i minął więcej niż miesiąc. Nie leżałam do góry brzuchem. Najpierw zrobiłam lekki wywiad wśród wspólnych znajomych. Faceci w przeciwieństwie do kobiet są solidarni (nawet to u nich lubię), ale udało mi się ustalić, że jest jakaś laska mieszkająca obecnie w Krakowie. No więc któregoś wieczoru wysłałam dzieci do rodziców, przygotowałam elegancją kolację we dwoje. Mój mąż w pierwszej chwili był spłoszony, że to jakaś rocznica, o której zapomniał. Gdy spytał, jaka to okazja, powiedziałam, że być może kolacja pożegnalna smile No i przy deserze powiedziałam, co wiem (trochę blefując). Picie wina trwało długo. Powiedział, że już kilka lat z przerwami spotyka się z tamtą kobietą. Nie wnikałam, kim ona jest (trochę się wcześniej sama dowiedziałam), ale postawiłam krótkie pytanie: jakie widzi rozwiązanie. Odparł, że bardzo jest ze mną związany, ale że nie umie tamtej sprawy skończyć, żebym mu dała czas, że moglibyśmy wrócić do tej rozmowy za kilka miesięcy. No to oczywiście mu dałam czas do następnego dnia. On spał w pokoju gościnnym a ja płakałam cicho w sypialni. Następnego dnia nadal coś kręcił o kilku miesiącach, więc przedstawiłam moje propozycje:
      - rozwód bez orzekania o winie, bez szarpania się, w zgodzie i zgoda na przyszłość
      - dzieci ze mną, ale on ma obowiązek (i mam nadzieję przyjemność) organizować im minimum 1 weekend w miesiącu i 1 miesiąc wakacji
      - alimenty po 2 tys na dziecko
      - wyprowadza się, znosimy współwłasność domu, w którym mieszkamy (ja zostaję właścicielem) i mieszkania w Poznaniu (on staje się właścicielem)
      - wszystkie oszczędności dzielimy na trzy części: - 1/3 dla niego. 1/3 dla mnie, 1/3 dla dzieci
      - może zabrać sobie z domu wszystkie rzeczy osobiste, jakieś pamiątki swoje czy związane z jego rodziną, część wyposażenia.
      Próbował się targować, zwłaszcza o dom. Odpuściłam tylko trochę z tych alimentów, bo mi się go szkoda zrobiło no i obiecałam, że będzie mógł u mnie części do tych swoich wraków trzymać. Zwlekał z wyprowadzką, ale poprosiłam braci, by przyjechali mu "pomóc", więc poszło mu łatwiej, spakował, co chciał. Zdziwiłam się, że wziął takie rzeczy jak np. mikser (nawet nie sądziłam, że wie, że coś takiego istnieje). Przedtem miałam wieczorami próby odkręcenia sytuacji. Różne brania mnie pod włos, wspomnienia itp. Bywały momenty, że z trudem trzymałam się swojej linii. Myślę, że gdyby złożył deklarację, że zrywa tamtą znajomość, to bym się mogła złamać i przejść do negocjacji . Ale nawet o tym nie wspomniał.
      Dziś mamy złożone w sądzie papiery i wspólne ustalenie, że na rozprawie trzymamy się tego, co postanowiliśmy. Mam nadzieję, że nie wywinie mi jakiegoś numeru.
      Przeżyłam to wszystko gorzej niż myślałam i nadal trudno mi złapać równowagę. No ale chyba nie było wyjścia. Przecież nie zmuszę nikogo, żeby chciał być ze mną, a życia w trojkę nie bardzo sobie wyobrażam.


      -
      • esteraj Re: relacja 17.07.12, 12:42
        Dzielna z Ciebie kobieta.
        Rozstania nigdy nie są proste, a Ty dałaś radę, choć na pewno było Ci ciężko.
        Życzę powodzenia.
        • to.ja.kas Re: relacja 17.07.12, 13:00
          Podziwiam Cię za konsekwencje. I jakoś spokojna jestem o Twoja przyszłość.

          Co do panów w mundurze, ja znam wielu i sa różni, tak jak różni sa lekarze czy hydraulicy.
          Trzymam kciuki.
          • mundu-rowa Re: relacja 17.07.12, 13:51
            to.ja.kas napisała:
            > Co do panów w mundurze, ja znam wielu i sa różni, tak jak różni sa lekarze czy
            > hydraulicy.
            > Trzymam kciuki.

            Dzięki. Przyda się to trzymanie.
            Jasne, że panowie w mundurze są w zasadzie tacy sami jak inni. Mnie chodziło raczej o charakter ich pracy - czyli nie o jakieś specyficzne usposobienie tej grupy, lecz o specyficzny charakter ich pracy. Inaczej wygląda życie z mężczyzną, który po południu w zasadzie zawsze wraca z pracy do domu, a inaczej z gościem, który czasem pracuje 24 h, wciąż gdzieś jeździ służbowo, czasem na dłużej itp. Ma to swoje plusy i minusy, po prostu jest inne

            • maciekqbn Re: relacja 17.07.12, 15:18
              to nie jest specyfika tylko służb mundurowych. W wielu firmach bardzo często trzeba zostawać po godzinach, czasem pracować w weekendy, są delegacje kilkudniowe albo i dłuższe. Jeszcze jak firma dobra, to dodatkowo za to płaci w wielu przypadkach jednak jest to w ramach standardowej umowy o pracę i normalnych obowiązków służbowych - masz zrobić swoja robotę a jak się nie podoba to możesz się zwolnić.

              Mundurowi maja przynajmniej to wszystko ładnie uregulowane (wolne po służbie, za służby w niedziele i święta zwrot wolnego + dodatek pieniężny) i przewidywalne.

              Jeśli już tak mówimy o "inności" w kontekście związków, to najgorzej chyba mają rodziny marynarskie.
      • heksa_2 Re: relacja 17.07.12, 15:17
        Chapeau bas!
      • 5pa.ulina Re: relacja 17.07.12, 16:50
        mundu-rowa napisał(a): Bywały momenty, że z trudem trzymałam się s
        > wojej linii. Myślę, że gdyby złożył deklarację, że zrywa tamtą znajomość, to by
        > m się mogła złamać i przejść do negocjacji .

        Odpuściłabyś, gdyby tak powiedział?
        • mundu-rowa Re: relacja 17.07.12, 17:34
          Dobre pytanie. Nie wiem, co bym zrobiła. Pewnie bym się zawahała. I nie byłoby tak prosto. Jak kiedyś napisałam, myślę, że dobrze znam i rozumiem świat mężczyzn, wiem, że ich sposób myślenia o związku i w ogóle o życiu jest często inny niż świat kobiet. Dlatego mam dużo tolerancji i zrozumienia, ale też (dzięki tej wiedzy) nie dam się łatwo w tzw. maliny wpuścić i zbyć byle czym. I mój mąż to wie. Nie wyobrażam sobie związku ze wzajemnym śledzeniem, więc musiałby mnie przekonać, że mówi prawdę i jakoś (nie wiem jak) odzyskać zaufanie.
      • unema Re: relacja 17.07.12, 18:25
        Jakbym czytała o sobie sprzed kilku miesięcy. O trójkątach, mężczyznach którzy kochają i nie potrafią wybrać, mundurach, smutku i determinacji.
        Zadziwiające.
        Czasami będzie ciężko, wiesz? Ale dasz radę. Jest w Tobie tyle spokoju i rozwagi, że na pewno dasz radę.
        Przykro mi, że to się nie okazało pomyłką czy jakimiś drobnym skokiem w bok. Przyznaję, że jakoś podświadomie na to liczyłam czytając kiedyś Twój wątek.
        I też uważam, że nie miałaś wyjścia, jeżeli romans trwa kilka lat i mąż sam z siebie nie zdecydował się go zakończyć, to nie ma sensu dawać mu kilku miesięcy.
        Krótka piłka.
        Trzymaj się. Przeżyjesz wszystko. Gorzej albo lepiej ale przeżyjesz. Żony mundurowych, marynarzy i inne żyjące częściowo samodzielnie ze względu na specyfikę pracy męża kobiety nie mają chociaż jednego lęku rozwodowego. Nam się nie da wcisnąć "kitu", że sobie nie poradzimy same smile.






        • mundu-rowa Re: relacja 18.07.12, 14:11
          unema napisała:

          > Jakbym czytała o sobie sprzed kilku miesięcy.

          Cóż, widocznie nasze losy, chociaż nam wydaja się szczególne, w rzeczywistości są banalne, powtarzalne.
          Dzięki smile
    • obrazo-burca Re: facet w mundurze 17.07.12, 12:49
      > Czy normalny związek z facetem, który pracuje w tzw. służbach (nie chodzi o słu
      > żby specjalne) jest w ogóle możliwy?

      Mnie ubawiła pewność, że nie pracuje w służbach specjalnych big_grin
      • mundu-rowa Re: facet w mundurze 17.07.12, 13:53
        obrazo-burca napisał:
        > Mnie ubawiła pewność, że nie pracuje w służbach specjalnych big_grin

        ? Ale co w tym zabawnego? Aha, że może pracuje w służbach specjalnych, tylko ja o tym nie wiem? Raczej nie pracuje, ale w sumie to nie ma większego znaczenia.
        • obrazo-burca Re: facet w mundurze 17.07.12, 14:57
          Nie ma znaczenia, nie ma.
          Ale jakby pracował w służbach specjalnych to też byś nie wiedziała.
          • mundu-rowa Re: facet w mundurze 17.07.12, 15:36
            Widzę, że się filmów sensacyjnych naoglądałeś smile
            Ale niech będzie, że bym nie wiedziała wink
            • mam1977 Re: facet w mundurze 18.07.12, 16:08
              poczytaj forum kochanki zawodowych żołnierzy
              • mundu-rowa Re: facet w mundurze 18.07.12, 18:25
                ?? Ja? A po co miałabym to czytać?
              • shakiram Re: facet w mundurze 25.08.12, 15:10
                Witam, ja mam faceta marynarza i niedługo sie pobieramy. Czy ja się łudzę czy jest możliwe że mnie nie zdradza? Co ja bym wiedziała gdyby przeleciał jakąś na drugim końcu świata... niby kocha ale jak to mówią "okazja czyni złodzieja"
                • kobieta306 Re: facet w mundurze 25.08.12, 15:20
                  powodzenia wink
                • maciekqbn Re: facet w mundurze 25.08.12, 23:16
                  shakiram napisał(a):

                  > Witam, ja mam faceta marynarza i niedługo sie pobieramy. Czy ja się łudzę czy j
                  > est możliwe że mnie nie zdradza? Co ja bym wiedziała gdyby przeleciał jakąś na
                  > drugim końcu świata... niby kocha ale jak to mówią "okazja czyni złodzieja"

                  Znam wielu marynarzy (kilkunastu dość dobrze). Z tego 3 (słownie: trzech), którzy są bardzo zasadniczy i z całą pewnością nie zdradzają (w każdym razie mam podstawy by im wierzyć), pozostali nawet specjalnie nie kryją swoich przygód w portach. Może masz szczęście i trafisz na takiego zasadniczego, czego Ci życzę.
                  • maciekqbn Re: facet w mundurze 25.08.12, 23:18
                    Przy okazji, marynarzowe w większości też nie są święte wink
    • zjm1111 Re: facet w mundurze 22.07.12, 21:49
      Byłam żoną policjanta przez 8 lat...
      jego zdradę wyczułam, dziwnie się zachowywał i jakoś tak przypadkiem ciągle coś wychodziło...
      zawsze mi mówił co się dzieje u niego w pracy, kto z kim romansuje itd, ale jakoś zawsze myślałam, że mnie to nie spotka, że on jest inny...
      jeśli msz ochotę porozmawiać napisz na gazetowego...
    • zofiulina1971 Re: facet w mundurze 25.08.12, 23:24
      To prawda smile Dawno temu byłam sąsiadką marynarzowej.

      Mawia się, że udany seks to taki, po którym nawet sąsiedzi wychodzą zapalić. Ja akurat nigdy nie paliłam, ale to powiedzenie w sam raz tu pasuje smile
      • zofiulina1971 Re: Kurczę, drzewko mi nie wskoczyło :-( 25.08.12, 23:26
        Kurczę, drzewko mi nie wskoczyło sad To miała być odpowiedź dla Maćka sad
    • mundu-rowa relacja 2 30.09.12, 14:59
      Obiecała, że napiszę, jak się moja sprawa skończyła, więc piszę.
      Minęły 4 miesiące i jestem już po rozwodzie. Sprawa trwała 15-20 minut. Oboje zgodnie zeznawaliśmy. Świadkiem był mój brat. Uzyskałam prawie takie warunki, o jakich pisałam na forum. Mąż (były mąż - nie mogę się przyzwyczaić) zgodził się zrzec na moją rzecz współwłasności domu. Uzyskałam alimenty po 1500 zł na dziecko. Oszczędności podzieliśmy na pół. Trochę problemów miałam przed samym ślubem. Mąż próbował skłonić mnie do przełożenia sprawy o pół roku. Ale byłam twarda smile Miałam wsparcie rodziny i przyjaciół. Teraz się przyzwyczajam do życia jako osoba "wolna".
      • unema Re: relacja 2 30.09.12, 20:06
        Dzięki, że napisałaś jak się skończyło. Przykro mi że tak. Lubię jak się kończy jak w filmie b.o.czyli żyli długo i szczęśliwie.
        Powodzenia i rozsmakowywania się w tej odzyskanej wolności życzęsmile
    • tygrys19834 Re: facet w mundurze 30.09.12, 15:34
      Nie chcę Cię martwić, ale mój "jeszcze" mąż też jest mundurowym. Emocje potrafi tłumić jak nikt inny. Zawsze był cichociemny i nigdy z niczego się nie zwierzał. Gdybym nie zobaczyła smsów do jego kochanki i zwrotnych w jego komórce nigdy nie pomyślałabym, że mnie zdradza i że jest zdolny do tego by pisać takie rzeczy. Nawet kiedy mówił mi, że ją kocha jego twarz była pusta jak u lalki. Niektórzy faceci tak mają i nic na to nie poradzisz. Jedyne emocje jakie teraz u niego obserwuję to strach o dziecko. Nie zamierzam krzywdzić dziecka i nie będę ograniczać mu spotkań z córką, ale sama nie chcę go już nigdy więcej widzieć.
      • mundu-rowa Re: facet w mundurze 30.09.12, 19:13
        Ale czemu nie chcesz mnie martwić? Ja już swoje zmartwienia przeżyłam, gdy okazało się, że mój były mąż miał od dawna stałą laskę w innym mieście i nawet uwite wspólne "gniazdko". Dlatego się rozwiodłam. W życiu by mi do głowy nie przyszło, żeby ojcu uniemożliwiać kontakty z dzieckiem Przeciwnie - chciałabym żeby jak najczęściej się z nimi kontaktował. Ma je zabierać z domu, żeby te nasze dwa domy jakoś oddzielić, żeby było jasne, gdzie jest mój dom, a gdzie jego. I życzę mu wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia
    • gazeta_mi_placi Re: facet w mundurze 30.09.12, 16:14
      Za mundurem panny sznurem.
    • potwor_z_piccadilly Re: Przesyłka pomyłkowa 30.09.12, 22:25
      To długie miało trafić na inne forum.

      A na to forum.
      "za mundurem panny sznurem"
      W zasadzie tak.
      Tylko ten cholerne otoki co to mózgi uciskają.
      • nutka_odwagi Re: Przesyłka pomyłkowa 07.10.12, 09:23
        Wiesz mundur_owa, podziwiam Cię , za tempo w jakim przeprowadziłaś całą operację i jeszcze zazdroszczę tego zaplecza w postaci 4 braci.
        I jeszcze tego ,ze twój były już mąż okazał sie favetem z klasą , zostawił Ci dom i dał nie najgorsze alimenty.
        Wszystko bez walki , użerania się , udowadniania...
        Brawo!
        • mundu-rowa Re: Przesyłka pomyłkowa 07.10.12, 15:34
          Dziękuje za słowa uznania smile
          Jak napisałam wcześniej, dobrze znam facetów, bo wychowałam się z 4 braćmi i wśród ich kolegów. Dlatego nie bardzo wierzę w takie samoistne zachowanie się z klasą smile
          Facetowi nie można pokazać słabości. No to starałam się nie pokazywać. Byłam twarda i konsekwentna. Nie spodziewał się chyba tego. I chyba do końca wydawało mu się, że to tak na niby. A potem już było za późno. I nie dałam się rozmiękczyć - chociaż próbował to robić.
          Ja myślę, że on tak się zachował, jak zachował, bo pewnie ma jakąś cichą nadzieję, że mimo tego rozwodu uda mu się to jakoś odkręcić smile Naiwny
          Poza tym boi się moich braci smile))) Wiem że gdyby nie oni, to byloby mi trudniej.
          No i nie przesadzajmy z tą jego klasą. Wziął mniej więcej połowę naszego "majątku". Myślę, że nawet więcej, bo ja nie byłam wprowadzona tak o końca w nasz sprawy finansowe. Poza tym uważałam, że nawet te pieniądze ujawnione powinny być podzielone na 3 części - 1/3 moja, 1/3 jego, 1/3 dzieci . Odpuściłam trochę, podzieliliśmy kasę na pół
    • mundu-rowa Relacja 3 08.12.12, 00:38
      Nie spodziewałam się, że będzie ciąg dalszy. A jednak. Minęły 2 miesiące od rozwodu. Byłam w dołku a nawet w dole. Po rozwodzie, który mnie mobilizował, wszystko puściło. Czułam się jak jedna wielka porażka. I własnie wtedy, gdy tkwiłam w tym wielkim dole mój eks-mąż przywiózł którejś niedzieli dzieci i jakąś dziwną miał minę. Pytam, co mu jest. A on na to, że żałuje tego rozwodu, że mu się w nowej sytuacji nie bardzo podoba i (teraz uwaga!) - ZDECYDOWAŁ SIĘ NA POWRÓT. Nogi mi się ugięły, ale starałam się nie dać nic po sobie poznać. Pytam, co ma na myśli, a on na to, że poważnie myśli o zakończeniu tamtego związku (kilkuletniego), że się rozczarował, więc postanowił wrócić "do domu". Zatkało mnie, ale spokojnie wypytuję dalej.
      - Chcesz powiedzieć, że się z nią rozstałeś?
      - No tak do końca to jeszcze nie, ale myślę, że w ciągu 2-3 miesięcy bym się z tym uporał
      - Ale dlaczego chcesz wrócić?
      - Bo stwierdziłem, że ten mój związek nie ma sensu. Męczę się w nim tylko.
      - Jak to sobie wyobrażasz?
      - Zwyczajnie, zakończę tamtą sprawę, przywiozę swoje rzeczy i będę tu mieszkał jak przed rozwodem
      - Aha, tak zwyczajnie, jak przed rozwodem?
      - No tak. Jestem już bardzo zmęczony tą sytuacją.
      - I kiedy by to nastąpiło?
      - Nie wiem. Musimy to ustalić. Potrzebuję ze dwa miesiące na wyprostowanie wszystkich spraw.
      - A co ze mną?
      - Jak to co z tobą?
      - Nie pomyślałeś, że może ja nie chcę, żebyś wrócił?
      - Przecież ci powiedziałem, że tamtą sprawę definitywnie skończę. Daj mi trochę czasu. To nie jest takie proste. Myślisz, że mi łatwo?

      No i wtedy nie wytrzymałam. Gdybym miała psa, to bym go poszczuła. Kazałam mu się wynosić. Zrobił dziwną minę i pojechał. Z drogi jeszcze zadzwonił z informacją, że od tej pory odpowiedzialność za nasz związek spada na mnie. Że on wykazał dobrą wolę i chce naprawić to co popsuliśmy (tak, tak "popsuliśmy"), więc żebym nie przeginała, bo jego oferta może nie być bezterminowa.
      Muszę przyznać, że to mnie postawiło na nogi. Więc postanowiłam się tym z wami podzielić

      • prega ... 08.12.12, 07:54
        Tak jak powiedział w lipcu przy pożegnalnej kolacji po paru miesiącach
        wrócił do tematu. A rozwód? Pewnie da się odkręcić.....
        Ale pewnie rzeczywiście tak mysli.

        Kiedyś napisałaś parafrazując; nigdy nie okazuj słabość facetowi
        Super trafne i bardzo pojemne. Słabość wyrażana nadmiarem słów,
        ganieniem, gdzie fiut sam wie że zrobił źle.
        itd.

        Masz super wertykalną postawę życiową, co powoduje że dla facetów
        pokroju męża stajesz się super mamą, ciepłą przystanią. Ale tak trzymaj.
        Racja jest po Twojej stronie. To nie Ty sie masz zmieniać tylko świat ma się
        dostosować do Ciebie.

        trzymaj się ciepło smile
      • altz Re: Relacja 3 08.12.12, 08:16
        > Z drogi jeszcze zadzwonił z informacją, że od tej pory odpowiedzialność
        > za nasz związek spada na mnie.
        Niezły tekst, trzeba przyznać, że facet ma tupet. smile I te miesiące na rozwiązanie sytuacji. smile
        Chyba katolik, bo bardzo wierzący we wszystko. wink

        W sumie Mundurowa też jest niezła, jak będzie chciała żeby były mąż wrócił, to wyśle braci po niego. big_grin
      • mayenna Re: Relacja 3 08.12.12, 08:39
        Dialog jak z komedii romantycznejsmile Rozbawiłaś mnie do łez.
        Mężczyźni często nie rozumieją związków przyczynowo - skutkowych. Nie umieją zanalizować, ze ich działanie lub jego brak przynosi konkretny efekt.
      • zegnaj_kotku Re: Relacja 3 08.12.12, 08:59
        Zobacz ale on jest stały w deklaracjach - jeszcze przed rozwodem też chciał kilku miesięcy na zakończenie tamtej sprawy wink
        Trzymaj się. Taki zimny prysznic to czasem dobrze zrobi bo człowieka postawi na nogi.
      • heksa_2 Re: Relacja 3 08.12.12, 11:06
        Ciekawe. Dostałam podobną propozycję od exa. I także z terminem ważności.
        • karolivia Re: Relacja 3 08.12.12, 12:10
          No to uważaj, bo to zazwyczaj takie wstępne badania marketingowe rynku, dlatego z terminem ważności. Mąż mojej koleżanki przyczołgał się do niej z kwiatami po jakimś czasie po rozwodzie. Opowiadał jak to zrozumiał wszystko, że jest miłością jego życia i takie tam podobne rzeczy. Koleżanka w kiepskim stanie, nie do końca pozbierana emocjonalnie, nie taka "twarda" jak mundurowa. Jakoś udało jej się wytłumaczyć, żeby poczekała chwile z decyzją, popatrzyła co będzie się dalej działo. Na szczęście,bo 2 miesiące później eks mąż ...wziął ślub z inną kobietą wink ( i to z jakąś trzecią, nie z tą do której odszedł przed rozwodem)
          Oferty z krótkim terminem ważności zazwyczaj nie są najlepsze.
          Na zasadzie nie ta to inna, jakoś się ułoży, i gdzie mi będzie jako facetowi wygodniej i milej, czyli gdzie będą ode mnie mniej wymagać.




      • tilda77 Niesamowita historia 08.12.12, 17:32
        przeczytałam caly wątek do deski.

        Jestem dla mnie wzorem siły i dojrzałości. Dzięki wielkie za te relacje. Bardzo dziś potrzebowałam takiej szprycy tego co normalne i właściwe.

        Pozdrawiam Cie bardzo bardzo serdecznie!
        Ps. Btw - pytanie z Twojego pierwszego posta: związek z mundurowym jest możliwy, fajny i może trwać wiele lat. W takim niemal juz 50-letnim zwiazku z mundurową jest mój osobisty tata smile
        • altz Re: Niesamowita historia 08.12.12, 17:37
          tilda77 napisała:
          > Jestem dla mnie wzorem siły i dojrzałości. Dzięki wielkie za te relacje. Bardzo
          > dziś potrzebowałam takiej szprycy tego co normalne i właściwe. tilda77 napisała:
          Jeszcze musisz sobie załatwić 4 braci, bo bez tego ani rusz.
          • tilda77 Re: Niesamowita historia 08.12.12, 17:45
            Pewnie troche tak. To sie wysokopoziomowo nazywa grupa wsparcia albo jeszcze wyzej: significant others.

            Jedni maja braci, inni przyjaciol, fajnych sasiadow, sensownych innych czlonkow rodziny, wsparcie w relacjach poza zwiazkiem, just like that.
        • mundu-rowa Re: Niesamowita historia 09.12.12, 18:08
          tilda77 napisała:
          > Jestem dla mnie wzorem siły i dojrzałości.

          O, bardzo mi miłosmile
          Ale to nie jest tak do końca, że łatwo przez to przeszłam. Traktuje to (rozwód) jako dużą porażkę. Nie sądziłam, że mnie to spotka. Nie było mi tak łatwo. A że nie okazuję słabości - taka jestem. To nie znaczy, że kilku nocy nie przepłakałam
          Sprawa "powrotu" w sumie mi pomogła. Bo mogłam mieć rożne wątpliwości, bo miłość, bo dzieci, bo ileś wspólnych lat. Ale przecież mój mąż się do tej rozmowy z pewnością przygotował. I co wymyślił? No więc wymyślił, że jest zmęczony, że potrzebuje mieć blisko miejsce na swoje stare samochody, że dzieci, że dom, że przyzwyczajenie, ale w całej tej przemowie nie zająknął się nawet, że chce wrócić DO MNIE. A wręcz się zdziwił, że ja mogę mieć jakieś "ale" i zagroził, że oferta nie jest bezterminowa. Naprawdę mi pomógł. Mam nadzieje, że dzięki temu mam mniej emocji, że łatwiej mi będzie przejść z nim na kontakty na poziomie były mąż, ojciec mich dzieci. I to będzie lepsze dla wszystkich
          • karolivia Re: Niesamowita historia 09.12.12, 22:01
            Moim wzorem też jesteśsmile, odkąd przeczytałam cały ten wątek.
            Nie wiem czy się Twój eks mąż przygotował, czy nie do rozmowy, ale nie zdziwiłabym się gdyby wcale nie zakończył tamtego związku, skoro nie rzuciłaś mu się z radością na szyję.
            I tak jak napisałam wcześniej, to raczej nie była oferta na poważnie, tylko takie wybadanie "rynku".
            Nie daj się wkręcić w te emocje od nowa.



            • mundu-rowa Re: Niesamowita historia 09.12.12, 23:03
              Kobieto, ale przed czym Ty mnie ostrzegasz? smile W co mam się nie dać wkręcić?
              Przecież ja nawet przez chwile tego na poważnie nie wzięłam. I nie miałby szans nawet wtedy, gdyby mi przyniósł kwiaty i powiedział, że chce wrócić do mnie. No bez przesady. Nie wierzę w takie powroty po dwóch miesiącach, gdy już 2 lata albo dłużej miał faktycznie druga rodzinę. Napisałam na samym początku tego wątku, że umiałabym pewnie przymknąć oko na jakiś krótki skok w bok. Ale w tej sytuacji to już po zawodach. Kompletnie mnie to nie rusza. Ale gdyby powiedział i jakoś pokazał, że chce wrócić do mnie, byłby w innej sytuacji. Współczułabym mu, czy coś w tym rodzaju. A tak mam jasność. I mogę z spokojnie sobie układać stosunki z nim na nowych zasadach.
              Czytam tu niektóre wątki i często nie mogę zrozumieć niektórych kobiet. Żyły z jakimiś toksykami, były nieszczęśliwe, dawały z siebie wszystko, poświęcały się, a gdy mąż odszedł, powiedział, że ich nie chce, to nadal żyją jego życiem, rozpamiętują, analizują, szukają winy w sobie, rozpatrują na wszystkie strony, co powiedział, co zrobił, a czy mu się układa, czy nie itp. Co to jest? Jak tak można żyć? Jak można zacząć od nowa, skoro wciąż myślami się siedzi w tym, co się skończyło? To jak ten partyzant, który przez 10 lat po zakończeniu wojny się ukrywał i myślał, że nadal walczy. Ale on nie wiedział, że wojna się skończyła. A one wiedzą, że jest po rozwodzie, że coś się skończyło. Zdecydowały się na to. Zamiast odetchnąć z ulgą, to się same dręczą. Ale czego chcą? Powrotu do tego, co spowodowało rozwód? Odnoszę wrażenie, ze to takie męczenie się dla zasady, masochizm. A wszystko ze strachu przed życiem na własne konto. Mąż ją olewał, opier..ał, gnoił, dołował, żył z inną, a one nadal za tym tęsknią? Nie potrafią bez tego żyć. Zaklęty krąg. To jakaś dziecinada. O co chodzi?
              Któraś z forumowiczek napisała w innym wątku, że wreszcie czuje się wolna od eks-męża, bo doprowadziła do sytuacji, że go w ogóle nie ogląda, kontaktuje się przez maile, otwiera furtkę dzieciom, gdy on je spod domu odbiera. I to ma być uniezależnienie? To jest właśnie skrajne uzależnienie. Uniezależnienie jest wtedy, gdy mogę spokojnie z kimś rozmawiać, nie bać się swoich reakcji, nie nienawidzić, nie analizować każdego gestu.
              Mój mąż nie był toksykiem. Ale w momencie podjęcia decyzji o rozwodzie byłam wolna od takich zależności. Jasne, że było mi przykro, płakałam, miałam doła, ale to był smutek nie z tego powodu, że mąż odszedł i już nigdy nie będzie ze mną, że jest z kimś innym, sypia z inną kobietą, że za nim tęsknię np. fizycznie. Było mi smutno, że jakiś plan na życie się skończył. Ale wiedziałam, że trzeba zacząć realizować nowy. Nawet mi przez myśl nie przeszło, że on by nagle sobie wrócił. I co miałabym z nim spać, robić mu śniadanie? Brrrr. Ja mu nawet mogę obiad zrobić, ale już jako eks mężowi. Nie. Ja już inny plan realizuję. On w nim oczywiście jest, ale już nie jako mąż, lecz jako eks-mąż i ojciec moich dzieci. Ten jego obecny „powrót” w takim a nie innym stylu mi w tym pomógł.
              Więc spokojnie – może być oferta z ograniczonym terminem ważności. Może to być badanie rynku. Mnie to naprawdę kompletnie nie rusza. I spokojnie mogę sobie z eks-mężem rozmawiać, pozwoliłam mu te jego gruchoty u mnie trzymać. Ale nie wpadam w panikę na jego widok, nie zastanawiam się, czy zerwał z swoja partnerką, czy nie, czy ma taki zamiar, czy tylko tak mówi. Minęła mi ochota na seks z nim. Przecież to by było jakieś szaleństwo. Jak bym mogła tak żyć? Nie wyobrażam sobie. Trzeba sobie powiedzieć, ze coś się skończyło, a nie zachowywać jak dziecko, które nie chce iść do przedszkola, bo nie wie, co je tam czeka.
              • kobieta306 Re: Niesamowita historia 09.12.12, 23:41
                mundu-rowa napisał(a):
                > Któraś z forumowiczek napisała w innym wątku, że wreszcie czuje się wolna od ek
                > s-męża, bo doprowadziła do sytuacji, że go w ogóle nie ogląda, kontaktuje się p
                > rzez maile, otwiera furtkę dzieciom, gdy on je spod domu odbiera. I to ma być u
                > niezależnienie? To jest właśnie skrajne uzależnienie.

                to ja pisałam ale nie w kontekście bycia wolnym, tylko tak zwyczajnie teraz wyglądają moje relacje z byłym mężem.
                Nie rozumiem o co chodzi.
                • mundu-rowa Re: Niesamowita historia 10.12.12, 00:56
                  A to bardzo Cię przepraszam. Widocznie coś źle zapamiętałam albo mi się "zlało" kilka postów. Odszczekuję zatem i sorry jeszcze raz.

                  Czyli przykład był zły, a chciałam tylko powiedzieć, że sytuacja, w której człowiekowi się wydaje, że jak się od problemu odizolował, to problemu nie ma, jest złudzeniem i oszukiwaniem samego siebie. Jeśli człowiek musi się przed problem chować, to znaczy, że nadal ma duży problem.




                  • kobieta306 Re: Niesamowita historia 10.12.12, 09:17
                    tak, w tym kontekście masz rację. Ale szczerze powiem, że nie kojarzę aby ktoś z forum tak zareagował, by chowac głowę w piasek. Choć pewnie w praktyce wiele osób działa tak, jak to opisujesz.
              • roma113 Re: Niesamowita historia 10.12.12, 01:56
                mundu-rowa napisał(a): Trzeba sobie powiedzieć, ze coś się skończyło, a nie zachowywać jak
                > dziecko, które nie chce iść do przedszkola, bo nie wie, co je tam czeka.

                Pewnie to jest rzeczywiście strach przed nieznanym. Ale nie każdy jest na tyle silny, żeby sobie z tym tak od ręki poradzić. Ja się uważam za osobę silną i niezależną, ale też trochę głupstw narobiłam i trochę czasu minęło, zanim któregoś dnia zauważyłam, że jestem psychicznie wolna. Moim zdaniem im mąż w związku bardziej dominujący (a czasem toksyczny), tym kobiecie trudniej po rozwodzie wyjść na prostą. Dziewczyny często wychodzą za mąż w młodym wieku, nie mają większych doświadczeń w związkach z facetami. Nikt ich tego nie uczy, najczęściej czerpią wzorce z domu, a z tym jak wiadomo rożnie bywa. I często tak jest, że po ślubie zaraz dziecko, często drugie a nawet trzecie. Młoda żona chce sprostać wyzwaniu, bierze wszystko na siebie, i chociaż dobrze sobie radzi z domem, całą logistyką miedzy przedszkolem, szkołą, lekcjami, problemami, lekarzem, zajęciami dodatkowymi itp. to nawet nie zauważa, że jej jako osoby jest w tym coraz mniej. Spotkałam kiedyś koleżankę ze studiów. Nie widziałyśmy się z 10 lat. Ledwo poznałam, że to ta super laska, wesoła, z pomysłami. Postarzała się nie o 10 lecz o 20 lat i o 25 kg, zaniedbana, fatalnie ubrana, widać, że u kosmetyczki nie była od dnia ślubu, oczy podkrążone. Gdyby nie to, że spotkałam ją, jak wsiadała do drogiego samochodu, pomyślałabym, że jest kompletnie bez kasy. Nie chciała pójść na kawę, bo "mąż został sam z dziećmi, a ja miałam zaraz wrócić, więc będzie zły". No i okazało się, ze ma 2 dzieci, dobrze im się finansowo wiedzie, ale mąż tyran, w dodatku faktycznie mieszka z inną kobietą. Nie myśli o rozwodzie, bo wszyscy wokół jej mówią, że powinna przeczekać aż mu przejdzie, a w dodatku "jak ja sobie sama poradzę".
                No to weź jej powiedz Mundurowa, że powinna być twarda, jak ona od 10 lat słyszy, że jest nikim, że jest gruba, brzydka i w ogóle do dupy

                • taki_drugi Re: Niesamowita historia 10.12.12, 08:33
                  > No to weź jej powiedz Mundurowa, że powinna być twarda, jak ona od 10 lat słysz
                  > y, że jest nikim, że jest gruba, brzydka i w ogóle do dupy

                  Bo jest. Sama to napisałaś na początku posta.
                  • roma113 Re: Niesamowita historia 10.12.12, 11:31
                    No jest. Własnie o tym piszę. Że dziewczyny nie potrafią budować związków na partnerskich zasadach i nawet nie zauważają kiedy jest już po nich. I w dodatku ten model przekazują dalej, następnemu pokoleniu.
                    • mayenna Re: Niesamowita historia 10.12.12, 12:04
                      W czasach gdy wychodziłam za mąż nie do pomylenia było wspólne mieszkanie. Eks mamusi pomagał w domu, remonty robił, po zakupy latał.Nie było przesłanek, że mnie tak nie pomoże. Ale ja też zrobiłam błąd: rozumiałam, że on zmęczony, ze rodzinie też trzeba pomóc, a własna rodzina była zawsze na końcu.Jak się obejrzałam to trochę za późno było na wymianę bo to wszak ślubny mąż i mnie kochasmile
                • 5pa.ulina Re: Niesamowita historia 10.12.12, 14:08
                  roma113 napisała:

                  > Dziewczyny często wychodzą za mąż w młodym wieku, nie mają więks
                  > zych doświadczeń w związkach z facetami. Nikt ich tego nie uczy, najczęściej cz
                  > erpią wzorce z domu, a z tym jak wiadomo rożnie bywa. I często tak jest, że po
                  > ślubie zaraz dziecko, często drugie a nawet trzecie. Młoda żona chce sprostać w
                  > yzwaniu, bierze wszystko na siebie, i chociaż dobrze sobie radzi z domem, całą
                  > logistyką miedzy przedszkolem, szkołą, lekcjami, problemami, lekarzem, zajęciam
                  > i dodatkowymi itp. to nawet nie zauważa, że jej jako osoby jest w tym coraz mni
                  > ej.

                  Jakbym o sobie czytała. Tak było. A ja byłam przekonana, że tak własnie trzeba. I że to jest oczywiste. Pamiętam, jak po pierwszym dziecku, gdy już się trochę ogarnęłam z tych pieluch, chciałam trochę o siebie zadbać, pójść na fitnes, do kosmetyczki, zaprosić znajomych, pojechać gdzieś itp., to się okazało, że nie ma na to czasu, że nie ma pieniędzy, że chyba mi odbiło, poskakać sobie mogę w domu, kto dzieckiem się zajmie itp. Dałam sobie wejść na głowę, wmówić różne rzeczy, straciłam grono przyjaciół, musiałam "uzgadniać" każdy wydatek i tłumaczyć się, czemu tak drogo (potem się okazało, że w tym czasie mój mąż był bywalcem restauracji i luksusowych hoteli). Po 8 latach usłyszałam, że wyglądam fatalnie, marnie zarabiam i jestem jakaś zahukana, mało interesująca, wstyd się ze mną pokazać, a kobiety w moim wieku są eleganckie, uśmiechnięte, robią kariery itp.
                  Trudno się potem z tego wykaraskać
              • zegnaj_kotku Re: Niesamowita historia 10.12.12, 12:39
                mundu-rowa napisał(a):


                > Mój mąż nie był toksykiem. Ale w momencie podjęcia decyzji o rozwodzie byłam wo
                > lna od takich zależności. Jasne, że było mi przykro, płakałam, miałam doła, ale
                > to był smutek nie z tego powodu, że mąż odszedł i już nigdy nie będzie ze mną,
                > że jest z kimś innym, sypia z inną kobietą, że za nim tęsknię np. fizycznie.
                > Było mi smutno, że jakiś plan na życie się skończył. Ale wiedziałam, że trzeba
                > zacząć realizować nowy. Nawet mi przez myśl nie przeszło, że on by nagle sobi
                > e wrócił. I co miałabym z nim spać, robić mu śniadanie? Brrrr. Ja mu nawet mog
                > ę obiad zrobić, ale już jako eks mężowi. Nie. Ja już inny plan realizuję. On w
                > nim oczywiście jest, ale już nie jako mąż, lecz jako eks-mąż i ojciec moich dzi
                > eci. .
                O to ładnie napisane. Ja niestety w chwili podjęcia decyzji nie byłam wolna od takich zależności. Teraz coraz bardziej się uwalniam i mam nadzieję, że się uwolnię...
                Zwłaszcza, że się już rozwiodłam, na pierwszej rozprawie bez ekscesów i perturbacji.
                Więc czas realizować nowy plan na życie.
                Ale nie wiem czy tkwiąc na forum rozwodowym można się całkowicie odciąć od "takich zależności"...
      • krokodil123 Re: Relacja 3 08.12.12, 20:17
        mundu-rowa, jeszcze nie przeczytałam dzisiejszych komentarzy, może już ktoś napisał to samo.
        Mój też wyprawiał podobne cyrki (...ochh....ahhhh....czy się zastanawiasz jak ja się czuję tam....jak mi ciężko...)
        Ja zawsze byłam przekonana że takiego jak mojego (latawca) jak z powrotem puszcie to on i tak będzie nadal kręcił z drugą a przez wolny czas szukał następnych.
        Będzie maił jeszcze lepiej na zasadzie u mnie zje obiad i seks, a u niej ciasteczko i ponarzeka starym zwyczajem jaka ta była żona wredna jeszcze mu żyć nie daje i jest "zmuszony" ją oglądać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka