Przez kilka miesięcy od rozwodu moje stosunki z byłym mężem wydawały się no powiedzmy poprawne. Mimo iż eks wyprowadził się na drugi koniec Polski, to mieliśmy dosyć dobry kontakt, przede wszystkim dotyczący naszego syna. Poza tym eks stale mówił , że mnie kocha i bardzo chce żebym do niego wróciła, że jest w stanie naprawić wszystko co zepsuł przez lata. Oczywiście ode mnie też równocześnie wymagałby poświeceń

. Czyli powinnam go bezgranicznie znowu pokochać, a przede wszystkim rozłożyć przed nim nogi

(jeśli bym go nie pokochała, to drugie by mu całkowicie wystarczyło). Starałam się naprawdę utrzymywać dobre relacje z nim, to znaczy rozmawiałam kiedy dzwonił, od czasu do czasu nawet kiedy przyjeżdżał w odwiedziny do syna widzieliśmy się. Cały czas jednak mówiłam mu, że nie widzę naszej wspólnej przyszłości, że niemożliwe jest, żebyśmy byli razem. Nie chciałam całkowicie urywać kontaktów, bo wiem jaki jest mój eks: mściwy i zawistny. Niestety pozostały mi po nim kredyty, które spłacam ja, ponieważ z powodu głupoty własnej zaufałam mu kiedyś i wzięłam na jego dziwne interesy. Eks o ile przed rozwodem dosyć regularnie oddawał mi raty, które są naprawdę duże, to po rozwodzie, stwierdził, że choć wie, że są to jego długi, nie będzie mi nic oddawał, bo to dla mnie kara za to że się rozwiedliśmy, a jakąś karę muszę ponieść. Płaci więc tylko zasądzone alimenty, których naprawdę jest niewiele, ale jak już kiedyś gdzieś wspomniałam, nie mam możliwości żeby je podnieść, bo jest, a raczej deklaruje się "bezrobotnym". Złośliwie może mi alimentów również nie płacić, a z Funduszu nie dostałabym nic. Ale mniejsza z tym.
Dzisiaj po kolejnej propozycji łóżkowej, którą dostałam, kiedy powiedziałam, że musi mi wybaczyć, ale nic z tego nie będzie, rozpętało się piekło. Zostałam wyzwana najgorszymi wyzwiskami jakie można sobie tylko wyobrazić, mało tego, powiedział "już teraz zadbam o to by ci było dobrze w życiu - pamiętaj za każdym razem że to ode mnie". Straszy że zniszczy mi i mojej rodzinie życie, nazwał obłudną egoistką i hieną.
Jestem obłudna? bo chcę spokojnego życia? Jeszcze wczoraj deklarował wielką miłość, dzisiaj jest w stanie mnie zniszczyć? Co jest z tymi facetami? Podobno tam gdzie jest spotyka się z innymi i bardzo dobrze. Niech się spotyka. Po co mu więc ja do szczęścia jestem potrzebna? Jaka jest ta męska logika? Pójdę z nim do łóżka, to będę kochana, nie to trzeba mnie zniszczyć? Kurde co za choroba trawi tych chłopów????