derszmeterling
06.07.12, 22:57
Witam,
piszę tu po raz pierwszy, trochę forum podczytywałam, ale ponieważ miałam coraz większy mętlik w głowie spotkałam się z prawnikiem coby jasno wiedzieć na czym stoję i jakie mam mozliwości. I dopiero teraz zgłupiałam. Chodzi o alimenty. Wyliczyłam wstępnie miesięczny koszt utrzymania dziecka, mąz potwierdził gotowość płacenia mi połowy tej kwoty. Pani adwokat zrobiła wielkie oczy jak jej to powiedziałam - twierdzi, że mąz powinien mi płacic całość tej wyliczonej kwoty (czyli cały wyliczony przez mnie miesięczny koszt utrzymania dziecka), że to jest jego koszt bo mój to jest mój czas, zaangazowanie, poświęcenie, potencjalnie mniejsze mozliwości zarobkowe (bo nie moge np. brac nadgodzin, czy mam nizsza pensję jak dziecko jest chore). No ale tak czytam i wszędzie jest mowa, że koszt utrzymania dziecka dzieli sie po połowie. To jak to w końcu jest?
I jeszcze przy okazji kolejne pytanie - jeżeli mąż zarabia 12 tys brutto (ok. 8 netto) to 2 tys alimentów jest do zaakceptowania? Bo dla meża oczywiście nie jest.