ladyinred26
14.07.12, 22:51
Czytam Was od dwóch lat, od kiedy mój mąż wyprowadził się z domu. Jesteśmy po pierwszej sprawie rozwodowej (i zanosi się na jeszcze wiele rozpraw).
Podziwiam wielu z Was i zazdroszczę, tym którzy są szczęśliwi i rozowód pozostawili już daleko za sobą. Ja wciąż tkwie w mega dole psychicznym. Na zewnątrz na pewno tego nie widać - mam dwójkę dzieci i bardzo się staram, żeby być dla nich dobrą mamą (tzn. wiem że jestem dobrą mamą ale czasem tak trudno zmusić się do wesołej zabawy, do żartów, do spacerów). Mam 43 lata i praktycznie w każdej sferze życia muszę wszystko zaczynać od początku. Kilkanaście lat temu, po studiach w malutkim ale własnym mieszkaniu w innym mieście, w pierwszej pracy miałam dużo planów przyszłość, wiele marzeń i nadziei na udane, szczęśliwe życie. I stopniowo było mi coraz lepiej - lepiej zarabiałam, awansowałam w pracy, zmieniałam mieszkanie, miałam grono fajnych znajomych. Minęło te kilkanście lat i wszystko muszę zaczynać od początku - z mężem muszę walczyć żeby dostać cokolwiek ze wspólnego majątku (bo przecież skoro nie pracowałam tylko odpoczywałam w domu z dziećmi, to nic mi się nie należy), w pracy (którą w końcu znalazłam po bardzo długich poszukiwanaich) czuję się tak jakbym była znowu zaraz po studich i polecania wydaje mi osoba 15 lat młodsza. Muszę wyprowadzić się z mieszkania w którego urządzanie włożyłam bardzo dużo serca i czasu i pewnie w nowym nieszkaniu znowu będę zaczynała od spania na materacu jak kiedyś (bo nie będzie mnie stać na urządzenie tego mieszkania). A moje dzieci nigdy już nie będą miały domu z mamą i tatą - i właściwie to chyba najbardziej mnie boli, bo wiem jak bardzo by chciały żebyśmy byli znowu razem. Nie chcę już wiązać się z każdym mężczyzną, bo nie wyobrażam sobie że mogłabym znowu komuś tak bardzo zaufać.
Mojemu mężowi w 100% ufałam, że nie skrzywdzi mnie (ma trudny charakter i równie między nami było ale bardzo go kachałam i nigdy nie przyszło mi na myśl że może być wobec mnie tak bezwzględny i okrutny).
Mam wspaniałe dzieci, są moją wielką radością. Ale czasami mam ochotę cały dzień przeleżeć w łóżku i spać , żeby tylko nie myśleć o tych wszystkich problemach (finansowych, mieszkaniowych, o rozwodzie w czasie którego mąż stara się udowodnic moją winę).
Chciałam się tylko Wam wyżalić, bo właściwie nie ma tu co poradzić. Czytam Was codziennie, staram się szukać tu jakiejś nadziei bo mimo upływających tygodni nic nie zmnienia się na lepsze w moim życiu.