Dodaj do ulubionych

Długa opowieść i krótkie pytanie ..

29.10.12, 11:13
Witajcie,
Nie przywitam się w żaden oryginalny sposób: czytam Was od dawna, do napisania postu zbieram się nie krócej. No i przyszedł tez czas już na mnie, żeby przyjść do Was z moją historia i z moimi pytaniami.

Pozór. To jest chyba słowo klucz mojej rodziny, małżeństwa i większości dorosłego życia. Pozornie jesteśmy fajną parą (naście lat razem od czasów liceum). Pozornie – fajne z nas małżeństwo i świetni rodzice. Pozornie – mamy słodkie, wesołe dzieciaki (2 i 5 lat).

I tyle, póki nie zamkną się drzwi.

Za drzwiami jest obojętność, brak szacunku, brak zaangażowania w MY, koncentracja na „ja – moje lęki, kompleksy, moja niedojrzałość” zerowa komunikacja, obwinianie mnie o wszystko, o absurdy, ataki będące odpowiedzią na wyimaginowany atak w jego stronę, za drzwiami jest oczekiwanie, że dzieci w trudnych sytuacjach będą funkcjonować na komendę, bez emocji, za drzwiami jest proste zero-jedynkowe postrzeganie świata, bezrefleksyjna pogarda dla wszystkiego, co „miękkie”, co nie jest dyscypliną, porządkiem, wszelkie odstępstwo od mainstreamu – fanaberią.

Za drzwiami jest obrażanie się, wielodniowe milczenie, bierna agresja mieszana z krzykami, oskarżeniami. Za drzwiami nigdy nie ma słowa „przepraszam, okej, pogadajmy”. Póki chciałam rozmawiać - były szyderstwa i na moje próby normalnej rozmowy, takiej po ludzku, jak z człowiekiem – zawsze jedna odpowiedź:, „O co ci chodzi? Ja skończyłem ten temat.”

Wspólnego świata nie ma już dawno. Wyrośliśmy w inna kulturę, inną świadomość, inne postrzeganie rzeczywistości, kompletnie różne wartości, nie mamy czego razem oglądać, posłuchać, przeczytać. Dom pustawy, zaproszeni goście – zawsze źle widziani. My – do nikogo nie zapraszani, a jeśli już to na urodziny znajomych córki. I tak zawsze chodze sama – on „nigdzie nie będzie do nikogo chodził” + foch.

Ale nic to. Od biedy tak się da żyć. Można się wyłączyć, odciąć, spać w oddzielnym pokoju, unikac konfrontacji, komunikować się tylko tam, gdzie trzeba, można nauczyć się mijac w domu, można nauczyć się żyć w odniesieniu do dzieci wyłącznie i tworzyć ten dom tylko z nimi i tylko dla nich. Każde z nas z osobna.

I wszystko byłoby cacy, gdyby tata dzieciaków nie bił. A bije. Nie że codziennie, nawet nie ze jakos często. Po prostu gdy się nie dają sterować zero-jedynkowo. Bije lub bardzo bardzo krzyczy, gdy okazuje się, że nie da się skontrolować zachowania któregoś z dzieci. Nie dlatego, że są niegrzeczne, nasze dzieci są ultra-grzeczne, ale są dziećmi. Czasem sobie z czymś nie radzą, czasem są zmęczone, czasem mają jazdy – ale nie trzeba być psychologiem rozwojowym, by to tak normalnie po ludzku wiedzieć i rozumieć.

No i tu się bardzo różnimy, bo to, co ja mowie – to fanaberia, a on stosuje prosta dyscyplinę: dziecko ma się _natychmiast_ uspokoić. I nie brudzic, nie rozsypywac jedzenia, wykonywać polecenia „posprzątaj!” (do dwulatka) oraz odpowiadać na wywrzeszczane w twarz pytanie, „O co ten ryk?! O co ten ryk?! O co ten ryk?!”

Toteż, gdy dzieci nie są w stanie wykonać czegoś _natychmiast_ są doprowadzane do pionu klapsem, ściskaniem za ramię i wrzaskiem.

Kiedyś bił mniej, kiedyś to jeszcze od biedy mogliśmy sobie toczyć dyskusje czy klaps jest ok, czy nie i kto był bity i wyrósł na ludzi.

Ale kilka razy uderzył tak, że zostawały siniaki. Czasem ślad całej ręki. No ale nie że tłukł. Tylko raz przywalił, żeby się _natychmiast_ uspokoiło. No a tu te siniaki, no..

I wtedy we mnie pękło. Przestałam tłumaczyć, prosić, rozmawiać, przekonywać, pisać długie maile, wysyłać linki do mądrych tekstów, podsuwać książki. Przestałam go chronić. I zaczęłam moje pozorne działania:

- powiedziałam jego siostrze, poprosiłam o pomoc – nie uwierzyła. Z reszta „nic po dzieciach nie widać, a na pewno by cos było widać, bo by się taty bały, a one się nie boją”
- poszłam do fundacji wspierającej ofiary przemocy – dowiedziałam się, ze mam przy dzieciach nie podważać jego autorytetu i namówić męża na terapię (ha ha ha ha hawink)
- poszłam do prawniczki i dowiedziałam się punkt po punkcie jak przygotować się do rozwodu i podzielić majątek
- zaczęłam zbierać faktury na wydatki na dzieci.

Wiem wszystko w najdrobniejszych szczegółach, mam całą wiedzę.

I tu się zacięłam - stałam się buforem miedzy nim, a dziećmi. Gdy młode robią jazdę, zagarniam je i melioruje sama. Nie dopuszczam go do nich. Żeby tylko ich nie dotknął. Jak wrzeszczy – odkrzykuje krótko, żeby wyszedł.

I w zeszłym tygodniu nie zdążyłam. Młody rzucał się w wannie (ma zaburzenia SI, kontakt z woda = zwykle równa się awantura na początku kąpieli). Mąż dopadł go i chwycił za ramię po swojemu z rykiem ze _natychmiast_ ma się uspokoić (mówimy o 2latku). Chwyciłam męża za gardło i odepchnęłam na kaloryfer. Cały się trząsł. Przez ułamek sekundy myślałam ze koniec, ze mnie zabije. On tylko wyszedł trzaskając drzwiami tak, ze pękła framuga. Młody wrzeszczy, młoda ryczy, woda się leje, cyrk.

Jestescie w szoku? Potepiacie mnie? Pytacie: co tu jeszcze robisz w jednym domu z katem?

Pomiedzy każdym takim incydentem (zalozmy, ze srodnio jeden na miesiąc, dwa na poltora miesiąca) mąż jest ojcem roku. Ba! Jest ojcem tysiąclecia! Jest cierpliwy, cieply, poswiecajacy czas i uwagę. Jest z tych, co klada się na dywanie i obsypani książeczkami, klockami, zabawkami zajmują się jednocześnie dwojka dzieci przez kilka godzin sprawiając, ze sa najszczęśliwsze na swiecie. Młode sa w niego zapatrzone. Syn po dwóch minutach, gdy nie ma taty – pyta o niego bez przerwy.

Mąż zrobi jesc, nakarmi, wyprawi do szkoły/żłobka, wykąpie, utuli do snu, pojdzie na rower, do lasu, na grzyby, poogląda gwiazdy, będzie podrzucał pod sufit, wlaczy bajke i zapomni, ale potem nadrobi wspólny czas na tym dywanie.

Do czasu az się wkurwi. Wtedy wrzask i grożenie biciem albo usiłowanie bicia, obled w oczach i kompletne zatracenie granic. A w tym wszystkim absolutne przekonanie, że DOBRZE ROBI. Że to jest jego metoda wychowania, że nie pozwoli rozpuścić dzieci i one mają chodzić jak w zegarku. Dzieciaki mamy bardzo grzeczne, naprawdę i bardzo bardzo wrażliwe. Do męża nie dociera, że odpowiadając na sytuacje trudne agresją, straszeniem, wrzaskiem, brakiem szacunku wychowa zalęknionych frustratów, a nie poukładane, fajne, zdrowe dzieciaki z sensownym poczuciem wartości.

Moje działania pozorne skończyły się na zdobyciu wiedzy o tym, jak się rozwieść i na chronieniu dzieciaków w sytuacjach zapalnych.

O samym rozwodzie z mężem nie zamieniłam ani słowa. Mam poczucie, że stoję przed ścianą. Bo co ja mu powiem? Ze odchodzę? Nie mam dokad. Poza tym jemu już od dawna nie zależy na niczym poza spokojem. Związku – nie ma. Czym mu więc zagrożę? Bo co z tego ze się postawie? Wzruszy ramionami i wyminie mnie w pol zdania parskając. Wielokrotnie słyszałam, ze jak mi się nie podoba, to mogę odejść. Nie mam gdzie, jeszcze z dzieciakami? Mogę zostać tez w domu - -tylko mam placic kredyt i utrzymać dom. A, no i on się nigdzie nie wyprowadza. Wracam do punktu wyjścia.

OK. rzucam wszystko i wyprowadzam się – choćby do mysiej dziury, ale odcinam dzieci i siebie od niego. Gnieciemy się w metrażu, na jaki mnie jakoś stać. Jaki osiągam skutek? Autentyczne cierpienie młodych, które tesknia za tatą, nawet gdy wyjdzie na sekundę na papierosa. Co im mowie? Ze tata jest złym człowiekiem? Nie jest. Ze nie mogę mieszkac z tata, bo go nie kocham i on nie kocha mnie? Ale one go kochają BARDZO.

Patrzac na ich wtulona w siebie trojke, gdy czytają razem, bawia się, jedza, klada spac, wariują razem, rysuja, kąpią się – myslę co robić, co robić??

Co robić?
Obserwuj wątek
    • monika3411 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 11:32
      Co robić? Uciekać przed przemocą. Szukać pomocy.
      • taki_drugi Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 11:42
        Bzdura. I to kompletna. Typowa dla oceny sytuacji zza biurka.

        Autorka ewidentnie ma DWA problemy. Pierwszy jest taki, że jej się małzeństwo znudziło, bo przeciez mąz nie rozmawia, nie chodzi w gości, gości sam nie przyjmuje, a poza tym żyje we własnym świecie. To właśnie z takich powodów co druga chce teraz rozwodu.

        Drugi problem to bicie dzieci. Ale tu widzę wiele niekonsekwencji. Najpierw obraz okrutnego ojca, bijącego, ściskającego, krzyczącego i szarpiącego, a później że on tak tylko raz w miesiącu, jak się zdenerwuje, a poza tym jest cudownym ojcem.

        Żaden z tych problemów nie musi być powodem rozwodu! Trzeba tylko by obydwie strony się dogadały. I ja wiem, że to nie jest albo nie będzie łatwe, ale na rozwód zawsze jest czas.
        • anbale Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 11:51
          taki_drugi napisał(a):

          > Bzdura. I to kompletna. Typowa dla oceny sytuacji zza biurka.
          >
          > Autorka ewidentnie ma DWA problemy. Pierwszy jest taki, że jej się małzeństwo z
          > nudziło, bo przeciez mąz nie rozmawia, nie chodzi w gości, gości sam nie przyjm
          > uje, a poza tym żyje we własnym świecie. To właśnie z takich powodów co druga c
          > hce teraz rozwodu.
          >

          Chciałbyś żyć z kobietą, która z tobą nie rozmawia, nigdzie nie wychodzi, z ludźmi się nie kontaktuje i żyje we własnym świecie? Czułbyś się szczęśliwy i widziałbyś w ogóle sens związku z kimś, kto w sumie w tym związku "nie uczestniczy"?
          • taki_drugi Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:04
            Proponuję byś postudiowała odrobinę psychikę mężczyzn. Mężczyźni nie gadają całymi dniami, nie mają potrzeby opowiadania jakie w mieście spodnie widzieli, czy te spodnie będą na niego pasowały, czy może nie i czy kolor jest odpowiedni. Facet widzi spodnie i albo mu się podobają i kupuje albo nie. Koniec i kropka. Tak samo jest w domu. Faceci milczą bo lubią święty spokój. Robią to świadomie. Nie na złość wam - kobietom. Po prostu tacy jesteśmy i większość z was tutaj doskonale to wie, bo rozwodziło się z dokładnie takiego powodu, bo milczał, bo burczał, bo nie wychodził. Z kolei my rozwodzimy się z wami, bo bez przerwy gadacie, wciąż czegoś chcecie, rozbieracie drobiazgi na części pierwsze, zastanawiacie się i wymyślacie tysiące hipotez na bzdurne tematy.
            • anbale Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:13
              Proponuje abyś postiudował odrobinę psychiki kobiet i pochylił się na ich potrzebami. Bo mężczyznom się wydaje, ze kobieta to taki drugi facet, tylko z bimbałami, a potem boleją, że kobiety są niezainteresowane związkiem z nimi, nie są ciekawą opcją na życie
              A jeżeli nie chcesz bez przerwy gadać o spodniach na mieście i snuć hipotez na bzdurne tematy, to nie wiąż się z idiotkami.
              • taki_drugi Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:18
                anbale napisała:

                > Proponuje abyś postiudował odrobinę psychiki kobiet i pochylił się na ich potrz
                > ebami. Bo mężczyznom się wydaje, ze kobieta to taki drugi facet

                A kobietom się wydaje, że facet to taka druga kobieta.
            • rozwiode_sie Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 12.12.12, 12:24
              Mój też nie gadał całymi dniami... niczym się ze mną nie dzielił, ani tym jakie spodnie widział na mieście ani tym, że mu źle w małżeństwie, ani tym, że znalazł sobie kochankę, z którą zamierza ułożyć sobie życie.... Cichaczem, dyskretnie jednego dnia zwiał z mojego życia. I jestem przekonana, że milczał żeby mieć 'święty spokój'....
              Powyższy wpis to kompletna bzdura, wymysły jakiegoś niedojrzałego chłopaczka. Dorośli ludzie ze sobą rozmawiają, dzielą się emocjami w sprawach drobnych i ważnych. Bez komunikacji kończy się tak jak u mnie. Jak nie umiesz gościu wyrażać swoich uczuć, rozmawiać to może czas popracować nad tą "psychiką".
          • malgolkab Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 09:33
            anbale napisała:


            > Chciałbyś żyć z kobietą, która z tobą nie rozmawia, nigdzie nie wychodzi, z lud
            > źmi się nie kontaktuje i żyje we własnym świecie? Czułbyś się szczęśliwy i widz
            > iałbyś w ogóle sens związku z kimś, kto w sumie w tym związku "nie uczestniczy"
            > ?
            To jeszcze zależy czy ktoś zawsze taki był czy zmienił się nagle z rozrywkowego imprezowicza w domatora? Czy zawsze był samotnikiem czy nagle odciął się od szerokiego grona znajomych, z którymi wcześniej utrzymywał bliskie kontakty?
        • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 11:59
          Pełna zgoda.

          dlatego jestem tu, a nie na sali sądowej.

          >> Trzeba tylko by obydwie strony się dogadały.

          Genialne. Podpisuję się obiema rękami. Tylko JAK? Ja dotarlam do ściany. Mąż jakieś 2 lata temu zakończył ze mną kontakt. Just like this. On robi dobrze i zakończył rozmowę na ten temat. Ja mogę się dostosować albo odejść. Takie mam opcje z jego strony.
          Koniec rozmowy.

          >>Najpierw obraz okrutnego ojca, bijącego, ściskającego, krzyczącego i szarpiącego, a później że on tak tylko raz w miesiącu, jak się zdenerwuje, a poza tym jest cudownym ojcem.

          Dokładnie tak. Dlatego jestem w tym punkcie, w którym jestem.

          >>Pierwszy jest taki, że jej się małzeństwo znudziło,

          A tu sie nie zgodze: napisałam, że od biedy tak, jak jest teraz - da sie zyc bez rozwodu.
        • fotm Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 18.12.12, 11:42
          Jakiej niekonsekwencji przepraszam? Mylisz chyba obraz typowego przemocowca (z jego sinusoidami zachowań i miodowymi okresami, kiedy to udowadnia sobie i wszystkim wokół, że jest najlepszym i najłagodniejszym człowiekiem na świecie), z typowym wyobrażeniem podpitego, awanturującego się codziennie konkubenta. Może nie miałeś z czymś takim do czynienia. Problem autorki niedługo zacznie polegać na tym, że okresy miodowe skracają się w tempie błyskawicy, a agresja rośnie i zaraz może się o tym bardzo nieprzyjemnie przekonać.
    • taki_drugi Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 11:49
      Na twoim miejscu dałbym jemu i sobie jeszcze szansę, np. poprzez mediacje rodzinne. Powiedz mu, że to jedyne wyjście by uchronić wasze małżeństwo od rozwodu.
      • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:03
        "Moge sie rozwieźć, mam to gdzieś. Na żadne mediacje nie wyrażam zgody".

        Po moich niudanych próbach mediator pisał i dzwonil do męża - fajny, sensowny, bardzo doswiadczony facet. Zapraszał, przekonywał, usłyszał krótkie: "nie mam o czym z panem rozmawiac."

        smile taki_drugi - podoba mi sie Twoje podejście, serio i dziekuje za spojrzenie troche pod prad. Byc moze zobaczysz cos, czego ja nie widze. Na razie jednak - stoje pod sciana.

        • taki_drugi Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:09
          Nie chcę cię załamywać, ale po tym co wyżej napisałaś to wcale już nie mam ochoty iść pod prąd. Bo faceci się boją rozwodu. Nawet jeśli go podświadomie sami chcą, to jednak jest w nich jakaś obawa, że ułożóne do tej pory życie i m się rozwali. Ale jeśli ty mu mówisz już o rozwodzie, a jemu to wisi to wniosek jest prosty. Nie kocha cię. Co oczywiście nie znaczy, że cię nie szanuje, nie jest mu z tobą dobrze i się do ciebie nie przyzwyczaił. Ale to wszystko to przywiązanie. Nie ma tu miłości.
          • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:14
            >>Nie ma tu miłości.

            Ta wiedza też jest mi już dostepna. Wprawdzie nie zostało to nigdy wyrazone wprost, ale fakty mowia same za siebie. Z tym szacunkiem tez bym nie szalała. Ale to raczej jest mniej personalne. M. ogolnie nie szanuje nikogo. Z mojego punktu widzenia od dawna nie ma co zbierac. Z jego - byc moze tez. Nie wiem, bo nie rozmawia ze mna.
    • anbale Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:03
      Jeśli jesteście ze sobą tak długo i udało mu się zatrzymać Ciebie przy sobie od czasów liceum, to chyba nie zawsze był taki jak piszesz, musiał być fajnym facetem.
      Dlaczego się zmienił? Co się stało po drodze?
      Z tego co piszesz wydaje się, że on ma jakiś problem ze sobą, te dzikie napady agresji są skutkiem czegoś głębszego, coś się w nim dzieje.
      Moim zdaniem sytuacja jest trudna i mógłby Ci pomóc jakiś fachowiec- terapeuta z prawdziwego zdarzenia. Tu na forum jedni Ci napiszą "odejdź", drudzy "ratuj"- ale raczej amatorsko nie rozwiążesz tego...
      • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:07
        Ma problem.

        Powinien skorzystac z pomocy.

        Nie skorzysta. On nie ma problemu. Wszyscy psychologowie, terapeuci, mediatorzy to oszołomy. Głupie baby, pokreceni faceci. On nie potrzebuje zadnej pomocy. To moja paranoja.

        No i koniec rozmowy.

        Jest fajnym facetem, ale ma problem. Mnie zajelo sporo lat dojsce do punktu, w ktorym wiem, pi razy drzwi na czym ten problem polega oraz ze nie mam na to absolutnie zadnego wplywu.

        Niestety w tak zwanym miedzy czasie zaprosilismy do naszej rodziny dwoje dzieci. I decyzje nie podejmuja sie juz tak łatwo.
        • noname2002 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:36
          A problem jest związany z jakimś nałogiem? Bo tak jakoś brzmi to izolowanie się od Ciebie i innych ludzi i to zaprzeczanie, że ma problem.
          • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:47
            Hej,

            nie nie. Gdyby był nałóg, to bym szybciej zorientowała się o co kaman. Problem zwiazany jest raczej, no cóż .. z niedojrzałością. Nieumiejętnością komunikacji, nieradzeniem sobie z sytuacjami trudnymi (a raczej radzeniem sobie przez agresję czynną lub bierną) nierozwiązanym konfliktem z matką (podobno nienawiśc do niej przekłada na mnie i stąd ta ściana - usłyszałam kiedys na swojej terapii). Można to globalnie nazwać "pakiet deficytów", który M dostał od rodziców w posagu.

            Rozumiem trochę te siły, które go blokują, nie miałam a celu nigdy zrobienie z niego Jacka Santorskiego. Odpusciłam wszystko. Tylko bicia dzieci, ktore on uwaza za słuszny model wychowawczy nie odpuszcze.
    • inna_nowa_ja Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:13
      opisałaś swojego męża jako super tatę i kata. Jeżeli on wpada w jakieś mniej lub bardziej niekontrolowane furie natychmiast powinien pójść do lekarza, może sam nie zdaje sobie sprawy z tego jak się zachowuje, może wyłącza mu się poczytalność, nie wiem, próbowałaś po takim wybuchu jego agresji rozmawiać z nim? Może nagraj go i mu pokaż jak z człowieka zmienia się w rozwścieczone zwierze.
      Nie fundowałabym dzieciom takiego ojca, teraz póki sa małe są zdezorientowane ale za chwile w wieku lat nastu po prostu uciekną z takiego domu. Dla mnie są to zachowania totalnie skrajne i takich ludzi się obawiam, są nieprzewidywalni i takich ludzi się boję. Gdyby chodziło o moje dzieci jeżeli rozmowy, próby zaniechania powyższych zachowań nie powiodły się, odeszłabym z dziećmi.

      • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:17
        >>natychmiast powinien pójść do lekarza,

        Nie pójdzie, bo nie robi nic zlego. To ja jestem wariatką i mam paranoje.

        >>Może nagraj go i mu pokaż jak z człowieka zmienia się w rozwścieczone zwierze.

        Nagrałam - wyśmiał mnie.
        • anbale Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:24
          No jeśli on sam nie chce sobie pomóc, nie czuje nawet potrzeby szukania pomocy- to Ty mu nie pomożesz na pewno, i tą jedną opcję możesz już wykasować...
          A rozmawiałaś już z nim na poważnie o rozwodzie, czy tylko były to mgliste pogróżki?
          • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:52
            Jakis czas temu rozmawiałam. A raczej ja mówiłam. Usłyszałam tylko, ze moge robic co chce. On na zadna teraoie nie pojdzie, on nie ma o czym rozmawiac, on nie widzi problemu. Jak chce - moge odejsc.

            Ja wiem, ze moge odejsc.

            Wiem, ze moge wzywac policje (nagranie bedzie trudne, bo wybuchy sa nagle, szybkie i nieregularne).

            On sie policji nie boi, moge sobie wzywac. On nie robi nic złego. To ja jestem wariatka, to ja chce zniego na sile zrobic przemocowca, bo sie naczytałam bzdur w internecie.

            To tak pokrotce jego wersja.

            Echh..
            • mayenna Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 13:24
              W takiej sytuacji postawiłabym sprawę odrobinę inaczej: albo on coś zrobi z agresją, albo poniesie konsekwencje bicia dzieci.Ty go w tym bici kryjesz. jesteś świadkiem przemocy i nic z tym nie robisz. A możesz mu założyć niebieską kartę na policji.Do każdej awantury z trzaskaniem, biciem i krzykami można wezwać patrol.Możesz dziecku zrobić obdukcję i badania psychologa dziecięcego. On nie ma prawa bić dzieci, a ty przestań mu w tym pomagać.

              Możesz tez odejść bo gniecenie się w małym mieszkaniu na pewno jest lepsze niż takie metody wychowawcze, jakie stosuje twój mąż.Nie ma już małżeństwa, jest kiepski, niestabilny, bijący ojciec, więc nie ma co szukać wymówek i usprawiedliwień, tylko zrobić rachunek sumienia i podjąć jakieś decyzje.

              Zasłaniasz się tu tym, ze dzieci go kochają. A rozmawiasz z nimi o tych awanturach? o swoich uczuciach do ich ojca? O tym co ty i one czujecie? Wychowasz dzieci z deficytami emocjonalnymi jeśli nadal nie zrobisz czegoś z dysfunkcyjną rodziną jaką im dajesz.
        • blue_ania37 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:25
          Ja nie wiem czy tu jest co zbierać, ale to moje subiektywne zdanie.
          On z tobą nie gada, ty doszłaś do ściany.
          Czy jesteście jeszcze raz w stanie sobie zaufać, wybaczyć, uwierzyć , zacząć od początku, wyzbyć się nagromadzonej złości?
          Dopóki ludzie rozmawiają jest szansa na porozumienie, tutaj tego nie widzę.
          Tylko złość, żal i wypalenie.
          A
          • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:58
            Nie, Ania, nie ma. Już napisałam gdzieś wyżej. Nie ma czego zbierać. Dzieci żal, okrutnie żal, bo gdy jest dobrze - to one maja z tata raj i zyja w jakies no strasznie silnej symbiozei z nim. Gdy jest zle - no .. szkoda słów.

            "Mamusiu ty mi chcesz zrobic zdjecia tych siniakow od taty?"

            Że niby taka zabawa we wspolne robienie soie zdjec po kąpieli.

            No ale to było raz. Okej dwa. Bo odcisnal jej swoja dlon na przedramieniu w wakacje. Dwa incydenty w ciagu ostatnich 4 miesiecy. To to jest przemoc? Czy nie jest? Nikt mi nie wierzy, wszyscy mowia: namow go na terapie.
            Dupa.





            • blue_ania37 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 13:16
              Ja nie wiem czy ty żyjesz z przemocowcem czy nie, na pewno jest niedojrzały.
              Nie będę ci mówić że powinnaś się rozwieść, nie powiem że dzieci wychodzą z rozwodów zwycięsko bo tak nie jest.
              Wiem, że u mojego męża też się zaczęło wyskokami w stosunku do mnie i syna na początku rzadko, było przepraszanie i że się zdenerwował i że faktycznie głupi jest.
              Końcówka była gorsza bo stanów dobrych już nie było, a ja wszelkie razy i krzyki brałam na siebie aby chronić syna.
              Patrząc z odległości prawie półtora roku nie umiem znaleźć odpowiedzi dlaczego tak długo się łudziłam.
              A
              • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 13:40
                U mnie przeprosin nie ma. Bo on nie robi niczego złego.

                Ja też nie wiem z kim zyję. Nie wiem, czy to jest kwestia skali (bicie liczone na palcach jednej reki), czy tego, ze ile razy by nie bił, to moja nieskuteczność działania wynika wylacznie ze wspołuzaleznienia, a nie rozwagi, by na szybko nie gnoić dzieciakom życia.

                Ja sie nie łudze. Szukam mniejszego zła, zastanawiajac sie, czy da sie tak jeszcze pare lat pozyć, że ja te młodziaki bede jakoś chronić, ze starym bede sie mijac, a dzieci nie wyjda z tej układani pokiereszowane psychicznie..
                • mayenna Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 14:00
                  Kiereszujesz dzieci teraz bo nie mają wzorca dobrej, kochanej się rodziny, żyją w pozorach takowej. Dzieci są wychowywane metodami niszczącymi ich psychikę i poczucie bezpieczeństwa. Niszczysz im poczucie własnej wartości. One nie widza jak się powinno kochać i okazywać miłość bo tego w ich domu i rodzinie nie ma.
                  Ojciec nie jest dobrym rodzicem bo dziecku da jeść i do przedszkola zaprowadzi. Tak to można psa wychowywać, a nie człowieka.
                  • blue_ania37 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 14:07
                    Podpisuję się pod Mayennąsmile
                    A
                  • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 14:27
                    Mayenna

                    prawda i nie prawda. Bo nie w tej skali. Pisałam w pierwszym poście, ze repertuar zachowan taty w stosunku do dzieci zawiera całą gamę genialnych form. A te przemocowe to incydenty. Nie usprawiedliwiam i nie chce łagodzic tego, co robi. Ale patrze na skale.

                    • mayenna Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 15:53
                      Tilda, byłaś na terapii i nadal nie umiesz postawić granicy. To nie o skalę chodzi a o akceptację pewnych zachowań i usprawiedliwianie ich. Ja kryłam męża alkoholika - ty kryjesz przemocowca. Robisz to z pewnych powodów: ekonomii, tego co ludzie powiedzą, wzorców wyniesionych z domu i rozumiem to, ale nie zmienia to faktu, ze on robi coś bardzo złego a ty nie reagujesz tak, jak powinna reagować normalnie osoba.Namawiam cię na powiedzenie głośno i wyraźnie że jego zachowanie jest nieakceptowalne i konsekwentne zareagowanie na nie, nawet jeśli to oznacza rozwód. Próbowałaś rozmawiać, negocjować, ratować i nic nie dotarło więc chyba pora ratować siebie i dzieci.
                    • mayenna Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 16:22
                      tilda77 napisała:

                      repertu
                      > ar zachowan taty w stosunku do dzieci zawiera całą gamę genialnych form. A te p
                      > rzemocowe to incydenty. Nie usprawiedliwiam i nie chce łagodzic tego, co robi.
                      > Ale patrze na skale.

                      Gama genialnych form zachowań jako ojca nic nie da skoro on bije i nie widzi w tym problemu.On nie nawiązał z tobą więzi, nie rozmawia z tobą, to powiedz mi jak on stworzy relację z dziećmi? Do tego dochodzi to bicie. Ile razy w miesiącu musiałby być agresywny, zeby to był dla ciebie problem?
                      • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 16:37
                        Nie wiem, mayenna. Dlatego jestem tu, a nie w sądzie. Nie wiem sad

                        Bardzo nie chce skrzywdzić młodych, bardzo. Wiem, ze rozstanie z tata to byłby dla nich w tej chwili koniec swiata, sprzedaż obecnego lokum, szukanie nowego, wyprowadzka, byc moze mieszkanie kątem gdzies w miedzyczasie - taka sieczka, dla maluchow, dla ktorych stalosc ich swiata, bezpieczenstwo, przewidywalnosc i obecnosc taty i mamy to jedyne co maja na swiecie. Nie wiem, jak długo taki proces moze trwac, miesiace? Rok? I ten szyderczy usmiech tatusia, ktory bedzie patrzyl na to zamieszanie, na opor dzieci, na ich sprzeciw przed wyprowadzka (to starsza), przed rozstaniem rodzicow i jego szedercza postawa w stylu: "Chcialas cyrku, idiotko? Masz co narobilas".

                        Ktos napisal wyzej, ze dzieci nie wychodza z rozwodow zwyciesko. Moje, na tyle, na ile je znam zaplaca wielka cene, bo to im rozwali wszystko, co maja.

                        Przy niedojrzalosci meza nie spodziewam sie tez wiele, nie spodziewam sie, ze stanie na wysokosci zadania i za wszelka cene ochroni mlode.

                        Strasznie chcialabym moc pojsc z dzieciakami do kogos, kto mi powie, kto je mądrze pozna, nie wiem, "przebada" (nie umiem znalezc innego slowa), pozna to, co dzieje sie w naszej rodzinie i zaproponuje cos obiektywnego, wywazonego, bez emocji, jest ktos taki w swiecie rozpadajacych sie rodzin?
                        • mayenna Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 17:13
                          tilda77 napisała:


                          > Bardzo nie chce skrzywdzić młodych, bardzo. Wiem, ze rozstanie z tata to byłby
                          > dla nich w tej chwili koniec swiata, sprzedaż obecnego lokum, szukanie nowego,
                          > wyprowadzka
                          > Strasznie chcialabym moc pojsc z dzieciakami do kogos, kto mi powie, kto je mąd
                          > rze pozna, nie wiem, "przebada" (nie umiem znalezc innego slowa), pozna to, co
                          > dzieje sie w naszej rodzinie i zaproponuje cos obiektywnego, wywazonego, bez em
                          > ocji, jest ktos taki w swiecie rozpadajacych sie rodzin?


                          Chciałabyś, zeby twoje dzieci stworzyły takie rodziny w jakiej je wychowujesz?

                          Chcesz, żeby ktoś przebadał twoje dzieci i powiedział ci, że ze względu na ich dobro masz się rozwieść? Dobrze rozumiem?
                          Tilda, jesteś osobna osobą i dzieci też. Masz prawo do spokoju, szczęścia i nietykalności - twoje dzieci też. W tej chwili nie ma żadnego szczęśliwego domu i kochającej się rodziny - sama o tym napisałaś. Więc czemu tak uparcie się trzymasz tych pozorów, które sama tworzysz?
                          Moim zdaniem wcale nie musisz się rozwodzić. Zacznij po prostu reagować na zachowanie męża, jego bicie tak, jakbyś reagowała, gdyby to twojemu dziecku robiła obca osoba. Pamiętaj tylko, ze odpychanie go i szarpanie za gardło to nie są dobre metody. Twoje dzieci cię obserwują i kiedys mogą powielić twoje lub jego zachowania.
                          • blue_ania37 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 17:41
                            Ja powoli zapominam, bo u mnie minęło półtora roku.
                            Ale pamiętam:
                            cholerny ból brzucha bo wrócił do domu a ja nie wiem w jakim jest nastroju,
                            ogromną bojaźń bo dziecko rozsypało zabawki, kiedy zamykała się brama garażowa,
                            straszną samotność kiedy dziecko już zasypiało, a ja posprzątałam te zabawki,
                            straszny strach kiedy mówił że to koniec, mieszkałam u jego domu i więcej zarabiał.
                            Nie chciałam rozwodu, nie znałam tego pojęcia, moi znajomi się nie rozwodzili, ani rodzice.
                            chciałam się dogadać...
                            Dziś już nie, raczej staram się chronić dziecko przed jego krzykiem agresją.
                            Nie żałuję, życie nie polega na krzykach i "olewaniu" życia rodzinnego.
                            Zycie rodzinne nie epolega na mówieniu o pogodzie i wymienianiu wiadomości o kupnie sera.
                            Ale to dziś wiem wtedy się bałam.
                            A
                        • sebalda Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 20:53
                          dl
                          > a maluchow, dla ktorych stalosc ich swiata, bezpieczenstwo, przewidywalnosc i o
                          > becnosc taty i mamy to jedyne co maja na swiecie

                          O jakim piszesz bezpieczeństwie i przewidywalności, skoro wyżej napisałaś, że ojciec w jednej chwili zamienia się z czułego i kochanego w krzyczącego bez powodu potwora, ktory też potrafi uderzyć i szarpnąć??? To jest przewidywalność? Właśnie to jest dla nich najgorsze. U nas to wyglądało tak, że ojciec ugotował pyszny obiad, a gdy z jakiegoś powodu dziecko nie przybiegło zawołane odpowiednio szybko (wspólny, niedzielny obiad to świętość), to nagle był albo krzyk, albo foch. Gdy bardzo szybko nauczyly się, że trzeba rzucać natychmiast wszystko i przybiec, trafiały się inne przewinienia. Cokolwiek, byle spuścić powietrze, byle się wyładować. Nic nie było mniej pewne niż jego humory.
                          Taka huśtawka bywa dużo gorsza niż brak takiego tatusia na co dzień. Za kilka lat zobaczysz, z jaką radością dzieci będą witały każdy wyjazd służbowy tatusia. Albo jak będą sztywniały na dźwięk podjeżdżającego pod dom samochodu ojca.
                          NIestabilny i agresywny momentami ojciec plus lodówka emocjonalna między rodzicami to mieszanka bardzo, bardzo niezdrowa dla normalnego rozwoju dziecka. Szkoda, że mimo wiedzy i pozornego zrozumienia nie umiesz dostrzec podstawowych zagrożeń. Ja byłam taka jak Ty, też byłam buforem, też broniłam dzieci jak lwica. I dzieci też były aż nienormalnie grzeczne, żadne nie miało możliwości przeżycia buntu nastolatka. Jak to się odbije na ich życiu? Myślenie o tym bardzo mnie bolisad
                          • blue_ania37 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 20:58
                            A ja dopuszczam buntsmile nastolatkasmile mało tego ja tego chcęsmile bo to będzie odzwierciedlenie mojego sensu życiasmile
                            A
                        • nangaparbat3 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 21:53
                          tilda77 napisała:

                          > Nie wiem, mayenna. Dlatego jestem tu, a nie w sądzie. Nie wiem sad

                          To Ci powiem. Bo wiem: przez dziewięć lat malżeństwa mąż dwa razy mnie uderzyl i raz potrząsnąl. Nie zostawil nigdy najmniejszego sladu. Wypada raz na trzy lata - Twoja corka ma pięć. Obrywa raz na dwa miesiące (?).
                          Po raz pierwszy zasnelam naprawdę spokojnie, jak sie wyprowadził. (Po raz trzeci i ostatni uderzyl mnie trzy lata przed wyprowadzeniem się)
                          >
                          > Bardzo nie chce skrzywdzić młodych, bardzo. Wiem, ze rozstanie z tata to byłby
                          > dla nich w tej chwili koniec swiata, sprzedaż obecnego lokum, szukanie nowego,
                          > wyprowadzka, byc moze mieszkanie kątem gdzies w miedzyczasie - taka sieczka, dl
                          > a maluchow, dla ktorych stalosc ich swiata, bezpieczenstwo, przewidywalnosc i o
                          > becnosc taty i mamy to jedyne co maja na swiecie. Nie wiem, jak długo taki proc
                          > es moze trwac, miesiace? Rok? I ten szyderczy usmiech tatusia, ktory bedzie pat
                          > rzyl na to zamieszanie, na opor dzieci, na ich sprzeciw przed wyprowadzka (to s
                          > tarsza), przed rozstaniem rodzicow i jego szedercza postawa w stylu: "Chcialas
                          > cyrku, idiotko? Masz co narobilas".
                          >
                          > Ktos napisal wyzej, ze dzieci nie wychodza z rozwodow zwyciesko. Moje, na tyle,
                          > na ile je znam zaplaca wielka cene, bo to im rozwali wszystko, co maja.
                          >
                          > Przy niedojrzalosci meza nie spodziewam sie tez wiele, nie spodziewam sie, ze s
                          > tanie na wysokosci zadania i za wszelka cene ochroni mlode.
                          >
                          > Strasznie chcialabym moc pojsc z dzieciakami do kogos, kto mi powie, kto je mąd
                          > rze pozna, nie wiem, "przebada" (nie umiem znalezc innego slowa), pozna to, co
                          > dzieje sie w naszej rodzinie i zaproponuje cos obiektywnego, wywazonego, bez em
                          > ocji, jest ktos taki w swiecie rozpadajacych sie rodzin?
                    • nangaparbat3 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 21:46
                      A jednak dzieci nie wiedzą, kiedy znow wpadnie w niekontrolowany gniew. Każda, nawet pozornie najlepsza chwila z ojcem jest tym zatruta, to strasznie zaburza.
            • monika3411 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 13:17
              tilda77 napisała:
              bo gdy jest dobrze - to one maja z tata raj i zyja w jakies no
              > strasznie silnej symbiozei z nim. Gdy jest zle - no .. szkoda słów.
              >
              > "Mamusiu ty mi chcesz zrobic zdjecia tych siniakow od taty?"
              >
              > Że niby taka zabawa we wspolne robienie soie zdjec po kąpieli.
              >
              > No ale to było raz. Okej dwa. Bo odcisnal jej swoja dlon na przedramieniu w wak
              > acje. Dwa incydenty w ciagu ostatnich 4 miesiecy. To to jest przemoc? Czy nie j
              > est? Nikt mi nie wierzy, wszyscy mowia: namow go na terapie.

              Tak, to JEST przemoc!
              I trzeba przed nią ratować dzieci i Ciebie!
            • 68marta Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 13:24
              Na co zamierzasz czekać?Az będzie gorzej? Na razie bicie zdarza się raz na kilka miesięcy.Nie wiesz jak będzie,moze za chwilę będzie częściej" podnosił rękę" /ciebie tez uderzył?/.Jezeli jest chory, powinien zacząć sie leczyć.
            • mayenna Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 13:28
              Tilda, przecież ty wiesz,że on stosuje przemoc. A co będzie jak nie zdążysz, a jemu się ręka omsknie i stanie się jakiś nieszczęście?
            • mayenna Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 13:33
              Tilda, czemu nie powiedziałaś dziecku prawdy? Nie rozumiem tego kompletnie. On robi żle a ty nie umiesz powiedzieć: to jest zle i nie pozwolę na to.
              Dziecku trzeba mówić, żę nikt nie ma prawa go bić i dotykać bez jego zgody. Przecież uczysz dziecko w ten sposób, że ojciec ma prawo je bić i to ono jest winne bo nie było grzeczne.
    • heksa_2 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 12:33
      Od 1 sierpnia 2010 roku na mocy art. 961 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego w Polsce obowiązuje całkowity zakaz stosowania kar cielesnych. Oznacza to, że nie ma możliwości powołania się na wykonywanie władzy rodzicielskiej lub sprawowania opieki na innej podstawie jako uzasadnienia dla naruszenia nietykalności cielesnej dziecka.

      Więc może nagrywaj i każdorazowo wzywaj policję?
    • mayenna Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 13:50
      Jeszcze jedno: jeśli myślisz, że bez komunikacji, rozmowy, chęci tworzenia rodziny da się coś zrobić to pożegnaj te złudzenia bo nie da się. On nie chce i wyraźnie o mówi. Czas spojrzeć prawdzie w oczy i zdecydować co to dla ciebie oznacza.Nie zmienisz go i nie ma cudownej recepty na odmianę jeśli człowiek nie chce tego. On nie dojrzeje jeśli sam tego nie zechce, nie popracuje nad sobą.
      Dlatego widzę dwa wyjścia: jeszcze dajesz mu czas, ale konsekwentnie działa jak on bije dzieci.A drugie to wszczęcie procedury rozwodowej i podziału majątku.
      Przecież ty już tak naprawdę nie masz nic do stracenia. Tej rodziny już nie ma a może być tylko gorzej dla dzieci jak się będą wychowywać w takiej atmosferze i z przemocowym wychowaniem.
      • ninaa Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 14:45
        A ja myślę, że Ty szukasz usprawiedliwienia. Szukasz argumentów u innych, bo Twoje własne są mało wyraźne.., przyzwyczaiłaś się. Już tak nie szokują. A to o czym piszesz, to powód do zrobienia piekielnej rewolucji.
        Przyzwyczajenie jest rzeczą straszną i powoduje, że nasze lampki kontrolne świecą coraz bardziej blado.. a nie na ostro czerwono, powodując natychmiastowe wycofanie i załączenie syreny alarmowej.
        Powiem tak - dla każdego coś innego...
        Bicie...? Mnie tu poraża fakt, że masz pewną niewiadomą - nie wiesz kiedy i które dziecię oberwie... Nie wykańcza Cię ta świadomość (a raczej brak) ?
        Człowiek obok powinien być przewidywalny w granicach określonych przez normy psychologiczne, a jego wzburzenie i zdenerwowanie powinno mieć także swoje granice i limity - takie, które nie ranią nikogo wokół.
        Moim zdaniem dla dzieci to ogromna krzywda. Zgadzam się z Mayenną. Co za rodzinę chcesz ratować ??
        Rozsądku życzę
        Nin
      • sebalda Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 14:48
        Mój mąż nigdy nie bił dzieci. Tylko krzyczał i zabraniał im tłumaczyć się w imię zasady: dzieci mają się słuchać, nie będzie mi tu gówniarz pyskował, ma tak być i koniec.
        Dzieci ultragrzeczne, nigdy żadnych problemów wychowawczych, do tego wszechstronnie uzdolnione, szczególnie wrażliwa, nad wiek dojrzała córka. Od małego pisała wiersze. W szóstej klasie pani od polskiego urządziła w szkole jej wieczór poetyckismile Zaprosiliśmy dziadków i siostrę męża. Po uroczystości siostra podeszła i niby żartem zapytała: czy wy ją bijecie? Bardzo to nas rozśmieszyło. Jej wiersze (pisała w wieku 12 lat) były poważne, ponure, egzystencjalne. Żadne tam kwiatki na łące i motylki. Bóg, sens istnienia, bezsens też. Taka dojrzała 13-latka.
        Staraliśmy się kłócić w nocy, jak dzieci już spały. Myślałam, że nie słyszą. Córka słyszała. Powiedziała mi kilka lat temu, a dziś ma 21 latsad
        Mąż dzieci kocha nad życie, jest oddany rodzinie bez reszty. Aż za, szczerze mówiąc. Tak się na nas skupia, że aż dusi. Takie oddanie i takie dobre ojcostwo przeplatane atakami i awanturami robią dzieciom wodę z mózgu, sieczkę w głowie. Nic dobrego z tego nie wynika.
        Dzieci kochają tatusia? Wszystkie dzieci kochają rodziców, to nic dziwnego, szczególnie małe dzieci. Będziesz mówiła dzieciom: tatuś jest nerwowy, ma stresującą pracę, nie chciał cię uderzyć. Jaki dajesz dziecku komunikat?
        Zawsze stawała w obronie dzieci. Ale czy to wystarczyło? Szczerze wątpięsad
        • sebalda Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 15:26
          W ostatnim zdaniu powinno być: stawałaM.
          Polecam gorąco bardzo mądrą książkę Alice Miller: Dramat udanego dziecka. Lektura obowiązkowa dla każdego. Dla rodziców przede wszystkim, ale też dla ludzi, którzy wspominają swoje dzieciństwo jako dobre, tyle że są nieprzystosowani do życia, cierpią na choroby afektywne dwubiegunowe lub "tylko" na depresję.
          Bezproblemowym dzieciom jest najtrudniejsad
        • anbale Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 17:00
          Nie potraktuj tego jako poparcia metod przemocowych w wychowaniu dzieci, ale czasem mi się wydaje, że takie różne turbulencje w domu rodzinnymh, nie przekraczające granic patologii, bywają ludziom potrzebne do wyrobienia sobie hartu ducha, rozeznania proporcji co jest wielką a co małą katastrofą. Z takich pełnych idealnej miłości, sterylnie bezkonfliktowych domów wylatują czasem w świat wydelikaceni ludzie, przewracający się na pierwszej napotkanej przeszkodzie.
          Wiele lat temu mój kuzyn, z takiej właśnie idealnej rodziny bez żadnych skaz i zarysowań, popełnił samobójstwo, bo oblał jeden ważny egzamin. Ta w sumie banalna klęska sprawiła, że jego świat się zawalił, aż trudno uwierzyć, ale nigdy wcześniej nikt na niego chyba nawet nie fuknął...
          • mayenna Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 17:34
            Anbale, trudno rozebrać na części przyczyny samobójstwa.
            Ne popieram wychowania bezstresowego, ale można asertywnie wyznaczyć granice, zarówno dzieciom jak i mężowi.
            • mayenna Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 17:44
              A przede wszystkim trzeba rozmawiać ze sobą o wszystkim, o uczuciach, konfliktach i wszystkim innym. Tu pan nie raczy rozmawiać, to jak z nim żyć?

            • anbale Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 20:13
              mayenna napisała:

              > Anbale, trudno rozebrać na części przyczyny samobójstwa.

              Jak ktoś pozostawia list, to można wysnuć parę wniosków...

              > Ne popieram wychowania bezstresowego, ale można asertywnie wyznaczyć granice, z
              > arówno dzieciom jak i mężowi.

              Chodziło mi tylko o to, żeby nie hodować jakiegoś wielkiego poczucia winy, bo się tam kiedyś na dziecko niesprawiedliwie nakrzyczało albo potraktowało nieelegancko, ale ogólnie to jeszcze ho ho ho do patologii. Tu też działa ta wyświechtana nieco maksyma, że co nie zabija, to wzmacnia, dzieci też muszą jakoś przejść przez dżunglę życia i nikt nie będzie ich oszczędzał.
              A zachowania patologiczne i wyznaczanie granic to już inny temat.
              • sebalda Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 20:35
                Kiedy zarzucałam mężowi, że źle traktuje dzieci, on zawsze miał argument: Ty też krzyczysz na dzieci. Ale różnica byla taka, że ja krzyczałam, a potem dzieci miały szanse się wytłumaczyć, gdy przekroczyłam granice i krzyczałam niewspółmiernie do przewinienia, przychodziłam i przepraszałam. Gdy były starsze, zdarzało się, że ja krzyczałam na nie, a one na mnie (w granicach rozsądku), znaczy kłóciliśmy się, a te kłótnie z reguły miały moc oczyszczającą. Ale one zawsze wiedziały, że mają prawo bronić swoich racji. Awantury z ojcem zawsze byly jednostronne: on wrzeszczał, a one miały milczeć. Gdy próbowały się wytłumaczyć, były zakrzykiwane i do pretensji o coś dochodziły pretensje, że pyskują, choć przecież nie pyskowały, tylko nieśmiały próbowały się przebić przez krzyk ojca (czasami niesprawiedliwy, bo on nie wiedział o okolicznościach zajścia). Jak się czuje człowiek, ktoremu nie pozwala się bronić? Jak boli bezsilność i poczucie niesprawiedliwości? Czy dziecko nie ma godności?
                Wychowanie w poszanowaniu godności dziecka nie ma nic wspólnego z wychowaniem bezstresowym. Dziecko nieszanowane i musztrowane prędzej czy później wyrobi w sobie mechanizmy obronne, nie ma innego wyjścia. Te mechanizmy obronne jedni nazwą zahartowaniem, inni złamaniem kręgosłupa. To idealna pożywka dla stworzenia chorobliwego narcyza, sfrustrowanego przemocowca, człowieka oziębłego, wreszcie osoby zagrożenej depresją. Z takich wyrastają tzw. ludzie sukcesu, pytanie jednak, jakim kosztem?
                • blue_ania37 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 20:50
                  Nie Lubię Wassmile musze sobie przypominaćsmile
                  moje 2 letnie dziecko było karcone zamknięciem w kotłowni (ciemnej),
                  3 latek miał zabierane na tydzień wszystkie klocki i jeszcze tydzień nie oglądania bajek,
                  za rozsypane klocki,
                  dziecko widziało bicie psa, o co do dziś nie znajduje odpowiedzi,
                  dziecko wie że matka to baba do roboty i musiszsad minęło 1,5 roku i obiecuje że zrobiłam wszystko aby je chronić bo tyś baba.
                  Nie zamienię żadnego spokojnego dnia na dzien z panem tatąsmile
                  A
                  • anbale Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 21:00
                    To była patologia, jakiś sadyzm
                    Czemu ciągle tym żyjesz? Po co sobie to przypominasz? Czy próbowałaś coś robić, aby jakoś się pozbyć tych nachalnych wspomnień?
                    Mnie to wygląda na zespół stresu pourazowego. Spróbuj coś z tym zrobić, z tego co się orientuje jesteś trochę oblatana w temacie.
                    • blue_ania37 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 21:12
                      Jeśli to było do mnie....
                      To ja tym kompletnie nie zyję...to było moje życie więc pamiętam.
                      Nie stawiam się na świeczniku, to ja to sobie zrobiłam.
                      A
                      • anbale Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 21:22
                        Nie twierdzę, że stawiasz się na świeczniku, albo, że tym oddychasz- tylko mam wrażenie, że Cię to dręczy. Jak jakiś czający się cień albo czarna chmura, co przelatuje po Twoim niebie.
                        Nie lepiej się tego pozbyć raz na zawsze?
                        I nie obwiniać siebie?
                        Są na to sposoby, ale to oczywiście Twoja wola
                    • nowel1 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 21:37
                      Anbale, to że się PAMIĘTA nie jest tożsame z "zespołem stresu pourazowego" wink
                      • anbale Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 21:44
                        Ale ja już któryś post Blue_ Ani z rzędu otwieram, i widzę te wspomnienia.
                        Jednak to jej osobista sprawa, nie mnie oceniać...
                      • blue_ania37 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 21:49
                        Nie dręczy, zrobiłam dużo aby ..nie dręczyło....
                        ale pamiętam, to złe? to było moje życie.
                        Nie stawiam się na świeczniku

                        A
                        • tilda77 Skala i paranoja 30.10.12, 11:39
                          Dziewczyny - do tej części dyskusji (za którą bardzo Wam dziękuję i dziękuję za zaangażowanie, bardzo BARDZO)
                          tylko jedno małe zdanie, że moich i blue_ani doświadczeń nie da się porównać. Kilkukrotnie pisałam wyżej, że bardzo trudno jest ocenić moją sytuację zero-jedynkowo, wlasnie ze względu na jej nieoczywisty charakter. Nie doświadczyłam nawet jednej setnej zła, o którym pisze wyżej Ania.

                          Żyję z mężem, który mnie nie kocha i wszelkie jego zachowania wobec mnie (obojetnosc, fochy, obwinianie mnie o dziwactwa, na przyklad o to, ze zaspal, mimo, ze od 2 lat spimy w osobnych pokojach) wynikają chyba z tego jednego prostego faktu. Ale jednocześnie ten sam facet jesli wziąć pod uwagę jakąś średnią zaangazowania ojców w zycie dzieci - on w swoim byciu z dziećmi wyrabia 150% tej normy i ilościowo i jakościowo.

                          I raz na kilka tygodni ten sam facet ma napad furii, gdy nie jest w stanie okiełznać rozedrganych dziecięcych emocji.
                          Co więcej, ten sam facet w podobnych sytuacjach potrafi przytulić, wysłuchać, przeczekać, rozbawić, uspokoić, wyjaśnić - okazać więcej cierliwości niż ja (gdy na przykład ja pieklę się o założenie rajtuz przez starszą w zimny dzień i ona oczywiście buntuje się trzska drzwiami i ryczy, to ja pieklę się i wykrzykuję różne zdania, że zimno, że nerki, że zdrowie, że coś tam, , że nigdzie nie wyjdzie, a tata ma wiecej cierpliwości, żeby przyjść, przytulić, wysłuchać, wytłumaczyć).

                          NO kurcze, nie wiem, jak Wam to wyjaśnić, to naprawde jakby były dwie osoby w jednej: raz ciepły kochany, fantastyczny, a raz niedojrzały wariat, którego z równowagi wytrąca zwykle dzieciece zachowanie na przyklad bawienie sie ryżem na talerzu. W takiej sytuacji gdy nie pomaga proszenie, czy choćby hukniecie, ale bez tracenia szacunku do dziecka - tata jebie młode po całosci, tak że młode kuli się w sobie i sparaliżowane tylko dziabie widelcem w talerzu, co jeszcze bardziej rozwściecza tate.

                          Paranoja.

                          Wyobrażam sobie sytuacje, w ktorej wyprowadzam sie i tłumacze starszej: nie mozemy mieszkac razem z tatusiem, bo zbił twojego brata w sierpniu i ciebie w czerwcu i wtedy gdy wylalas syrop nakrzyczal tak, ze bardzo plakalas.

                          Marzy mi sie taki urząd. Ktory takiemu tacie zabiera prawojazdy, zwalnia go z pracy, blokuje konto, poki taki tata nie zrobi sam ze soba porzadku w terapii.

                          On nic nie traci nie zmieniajac sie. Wiec nie ma zadnej motywacji do zmiany.

                          Ma tez pewnie poczucie, ze poza tymi incydentami jest tak fajnym tatą i ma tak fajną więź z młodymi, ze wszelkie ROD-K'i mogą mu co najwyżej podskoczyć. A ta więź jest, muszę to uczciwie przyznać JEST.
                          • taki_drugi Re: Skala i paranoja 30.10.12, 11:43
                            tilda77 napisała:

                            > Wyobrażam sobie sytuacje, w ktorej wyprowadzam sie i tłumacze starszej: nie moz
                            > emy mieszkac razem z tatusiem, bo zbił twojego brata w sierpniu i ciebie w czer
                            > wcu i wtedy gdy wylalas syrop nakrzyczal tak, ze bardzo plakalas.

                            W takim przypadku masz pewne jak w banku, że dziecko obwini za całą sytuację siebie. Bo płakało, a gdyby nie płakało to mama z tatą wciąż by byli razem.
                            • tilda77 Re: Skala i paranoja 30.10.12, 11:45
                              No właśnie..
                              • mola1971 Re: Skala i paranoja 30.10.12, 15:25
                                Małym dzieciom takich rzeczy się nie tłumaczy. Do małych dzieci docierają proste komunikaty - od dziś tata i mama nie mieszkają razem, ale nadal są waszymi rodzicami i bardzo was kochają. Koniec, kropka. Małe dziecko nie musi znać szczegółów powodów rozstania rodziców. Gdyby jednak dociekało - wystarczy krótki komunikat, że czasem tak bywa, że ludzie przestają się kochać i się wtedy rozstają, ale nadal bardzo kochają swoje dzieci.
                                • blue_ania37 Re: Skala i paranoja 30.10.12, 15:30
                                  Zdecydowanie chodziło mi o to co napisała Mola.
                                  Każdy wie że lepiej jesli dziecko ma mamę i tatę codziennie, ale zdecydowanie dla dziecka mniejszą traumą jest rozwód rodziców niż patrzenie na wrzaski, krzyki afery, zaryczaną mamę, brak pozytywnych emocji pomiędzy rodzicami.
                                  Ja również usprawiedliwiałam duzo rzeczy w imię dziecka dziś tego ogromnie żałuję.Niepotrzebne to było nie znałby krzyków, wrzasków złych słów które swietnie ZAPAMIĘTAŁ, moje dziecko jest szczęśliwsze samo ze mną niż z rodziną w której ojciec się drze.
                                  A
                          • zabelina Re: Skala i paranoja 30.10.12, 11:54
                            Tilda,
                            niebezpieczne jest dla dzieci to, że one poprzez fakt, że bardzo kochają ojca i mają z nim bardzo dobry kontakt, zaczną traktować te jego wybuchy i agresywne zachowania za normalne zachowanie dobrego rodzica. Taki wzorzec wyniosa z domu i taki przeniosą na swoje przyszłe życie rodzinne.
                            Rozwiązania tej sytuacji nie szukaj na forach tylko u psychologa, który pomoże Tobie w odpowiedni sposób w takich sytuacjach reagować i wyznaczać granice. Jego zachowania możesz zmienić tylko przez zmianę swoich zachowań. A dzieci muszą słyszeć jasny komunikat, że to jego agresywne zachowanie jest złe.
    • nangaparbat3 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 29.10.12, 22:26
      Niestety mozna sie obawiać, że "ojciec tysiaclecia", ktory tylko od czasu do czasu szarpie dwulatka, i tylko raz czy dwa zostawil since na ciele pieciolatka, to gorsze niż staly świr wylącznie wrzeszczący i bijacy. Sytuacja jaka jest robi dzieciom calkowicie wode z mozgu. Dowiadują się, ze wspaniala, ukochana osoba, ich ideal, moze tez wrzeszczec i tłuc, że za miłość placi sie ulegloscia i bólem, za chwile bezpieczeństwa innymi - budzacymi grozę. Świetne warunki zeby wychowac zaburzone dzieci.
      Stosowanie przemocy wobec tak małych dzieci hamuje rozwoj mozgu, to juz wiadomo na pewno.
      Proponuje lekturę "Chlopca wychowanego jak pies" Perry'ego i wszystkie ksiązki Alice Miller. Czytaj sobie w domu, nie podkladaj mezowi, ale nie ukrywam - moze zajrzy. Jak zajrzy, moze jednak wybierze sie na terapię.
      acha - nie zrzędź, nie przynudzaj, nie praw moralów. To nic nie daje. Jeśli bedzie okazja (jakas chwila bliskości, zaufania) pogadaj z nim o jego dzieciństwie, pewnie ojciec go tlukl - wiesz coś o tym? Jeśli cos o tym powie, po prostu sluchaj. Znowu - bez moralow.
      Jedyne wyjscie to jakos podprowadzic go de decyzji o terapii - zeby sam zechcial. Inaczej ani rozwod nie pomoże, ani nic.
      • noname2002 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 10:52
        Proponuje lekturę "Chlopca wychowanego jak pies" Perry'ego i wszystkie ksiązki
        > Alice Miller. Czytaj sobie w domu, nie podkladaj mezowi, ale nie ukrywam - moz
        > e zajrzy.
        I film "Pręgi" do tego- pokazuje jak można zniszczyć dziecko biciem i jak się taką przemoc powiela.
        • taki_drugi Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 11:03
          A ja proponuję obejrzeć sobie "Milczenie owiec" i przekonać się co z takiego bitego dziecka wyrośnie w przyszłości. Hannibal Lecter.

          Kobietki, opanujcie się i przestańcie dorabiać swoje wyobrażenia, przeczytane książki czy obejrzane filmy do codziennych problemów, bo za chwilę wyjdą wam absurdy. Zresztą już wychodzą.
          • sebalda Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 11:27
            > Kobietki, opanujcie się i przestańcie dorabiać swoje wyobrażenia, przeczytane k
            > siążki czy obejrzane filmy do codziennych problemów, bo za chwilę wyjdą wam abs
            > urdy. Zresztą już wychodzą.
            Bardzo wielu bitych w dzieciństwie mężczyzn uznaje, że to im bardzo dobrze zrobiło. Ojciec mnie lał, a ja wyrosłem na porządnego człowieka. Często człowieka sukcesu, pracowitego (lub pracoholika), stanowczego, sumiennego. Co jest pod tą przykrywką, nawet on sam nie wie. Wyparł całkowicie uczucie bólu, bezsilności, upokorzenia. Bicie małego bezbronnego dziecka to ma być coś dobrego???
            Uczucia wyparte zawsze prędzej czy później wracają, w takiej lub innej formie.
            Dlaczego tylu psychologów głosi tezy o zgubnym wpływie bicia w dzieciństwie na psychikę człowieka? Dlaczego trzeba ustanawiać ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie? Dlaczego pojawiają sie ustawy zabraniające kar cielesnych z klapsem włącznie, skoro to nic złego? Banda oszołomów to wymyśliła?
            Niektóre dzieci za często karcone gubią się w nadmiarze zakazów i nakazów i na złość robią się jeszcze bardziej krnąbrne. Gdy takie dziecko kolejny raz będzie bite, zacznie w odruchu obronnym się śmiać w twarz takiemu ojcu. Co wtedy pozostanie temu tatusiowi? Uderzyć mocniej, potem jeszcze mocniej, wreszcie sięgnąć po pas, w zapamiętaniu może się zdarzyć uszkodzenie dziecka, czasami nawet trwałe uszkodzenie. I to ma być drobiazg, o którym nie warto mówić, nie można przesadzać?
            Stanowcza reakcja na bicie, wrzaski nad bezbronnym dzieckiem jest jedną z tych rzeczy, z którą nie można przesadzić, bo to jest rzecz z gruntu zła i szkodliwa!
            • taki_drugi Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 11:35
              Ustawy zabraniające kar cielesnych są typowym zagraniem polityków pod publikę. W praktyce nikt tego nie przestrzega ani tym bardziej nie egzekwuje. Matki wydzierają się na dzieci tak jak się ywdzierały, wystarczy przejść się pod domami na jakimś osiedlu, gdzie są otwarte okna i posłuchać, jakie "epitety" pod adresem dzieciaków lecą z ust kochających mamusiek. To samo dotyczy klapsów. W ostartnim czasie widziałem kilka razy kobiety w supermarketach, które przylały w dupę dzieciakowi za to, że ściągnął coś z półki.

              No, ale jak się facet wydrze, albo da klapsa, to się znęca. A jak matka, to wychowuje.
          • zabelina Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 11:30
            taki_drugi napisał(a):

            >> Kobietki, opanujcie się i przestańcie dorabiać swoje wyobrażenia, przeczytane k
            > siążki czy obejrzane filmy do codziennych problemów, bo za chwilę wyjdą wam abs
            > urdy. Zresztą już wychodzą.

            Ale jakie absurdy konkretnie? Bo to co napisałeś do nie wiadomo do czego odnieść.
            Uważasz, że bicie dziecka jest normalnym zachowaniem kochającego rodzica?
            • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 11:44
              jeśli dobrze rozumiem to, co pisze taki_drugi, to jemu chodzi o niezatracanie poczucia proporcji w mojej historii i jej odbioru w tym wątku.

              Wiele osob, ktore doswiadczyly przemocy dzis takie historie interpretuja zero-jedynkowo: przemoc jest zla, nalezy sie od przemocowca odciac.

              A poniewaz to jest moje zycie, to pomiedzy tymi dwoma biegunami ja musze zobaczyc wiele innych zmiennych, dla mnie to jest proces, jakies kontinuum, milion wartosci do rozwazenia.

              Blue-Ania podała zdanie klucz: dzieci nie wychodzą z rozwodów zwycięsko.

              Wyżej w poście o skali i paranoi napisałam troche wiecej o tych obszrach pomiedzy przemoca i nieprzemoca.

              • zabelina Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 12:01
                tilda77 napisała:

                > jeśli dobrze rozumiem to, co pisze taki_drugi, to jemu chodzi o niezatracanie p
                > oczucia proporcji w mojej historii i jej odbioru w tym wątku.
                >

                To co napisałaś powyżej mocno mnie zastanowiło. Wyglada na to, że standardowo tłumaczysz wszystkich w około, nawet jesli o to nie proszą. Według mnie napisane przez Ciebie zdanie powinno dac Ci do myslenia.
                A wracając do Twojego męża - to Ty wiesz najlepiej czy jego zachowania wykraczaja poza normę czy nie. Prawdopodobnie tak, bo inaczej tutaj byś nie pisała. Więc nie szukaj usprawiedliwień dla agresywnego zachowania, bo takie usprawiedliwienia nie istnieją. Agresja to agresja, bicie to bicie - po prostu zło.
                Osobiście nie namawiam Cię na rozwód, bo być może Twoje małżęństwo jest do uratowania. Czas jednak na zmiany, a zmiany można spowodować tylko zaczynając od siebie.
              • sebalda Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 12:01
                Czy mąż nie widzi absolutnie nic złego w tym, że bije i szarpie dzieci? Jeśli potrafi być wyrozumialy i cierpliwy, jeśli jest takim dobrym ojcem, jak jednocześnie może nie uznawać, że ostry krzyk, szarpanie, bicie małego dziecka jest czymś delikatnie mówiąc nieodpowiednim? To się jedno z drugim bardzo kłóci, on nie może nie zdawać sobie sprawy z tego, że w takich razach przegina, że ponoszą go złe emocje. Uważam, że on to wie, ale jesteście ze sobą na takim etapie, że on na 100% tego przed Tobą nie przyzna.
                Mój mąż też uważa, że dzieci powinny być posłuszne, nie mają prawa odzywać się nieproszone (nawet, gdy są karcone niesłusznie lub niesprawiedliwie), jest zwolennikiem dyscypliny, ale gdy czasami przegina, gdy widzi, że emocje go poniosły, przyznaje, że jest zbyt wybuchowy. Dzięki temu udało mi się go kiedyś wysłać na warsztaty radzenia sobie ze złością. To nie było tak piętnujące jak wizyta u psychologa, bo przecież on tego nie potrzebuje. Ale na tych warsztatach byli ludzie, ktorzy mają problemy w małżeństwie, także rodzice, ktorzy nie radzą sobie ze złością wobec dzieci czy nawet małżeństwa, ktore mieszkają z teściami i są z nimi skonfliktowane. Duże spektrum problemów nieradzenia sobie ze złością. Mąż tam się świetnie odnalazł i był pełen entuzjazmu po tych warsztatach. Ponieważ jest silnie uzależniony od porcji gniewu, jest też już w pewnym wieku, takie jednorazowe warsztaty pomogły tylko na krótko, ale może może w przypadku Twojego męża coś by mu się w głowie otworzyło, może odniosłoby bardziej długofalowy skutek.
                Poszukaj może czegoś takiego, może w jakiejś lepszej chwili udałoby Ci się go namówić. Może sama idź na takie warsztaty, a potem chwal je często i jego namów?
                • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 12:27
                  > Czy mąż nie widzi absolutnie nic złego w tym, że bije i szarpie dzieci? Jeśli p
                  > otrafi być wyrozumialy i cierpliwy, jeśli jest takim dobrym ojcem, jak jednocze
                  > śnie może nie uznawać, że ostry krzyk, szarpanie, bicie małego dziecka jest czy
                  > mś delikatnie mówiąc nieodpowiednim? To się jedno z drugim bardzo kłóci, on nie
                  > może nie zdawać sobie sprawy z tego, że w takich razach przegina, że ponoszą g
                  > o złe emocje. Uważam, że on to wie, ale jesteście ze sobą na takim etapie, że o
                  > n na 100% tego przed Tobą nie przyzna.


                  Mąż ma 100%entowe przekonanie o słuszności TAKICH metod wychowawczych. Bo jego zdaniem to są po prostu jego jak najsłuszniejsze metody wychowawcze.
                  Koniec dyskusji (a nim), mowi o tym otwarcie nie tylko mnie, ale kazdej osobie, ktora z nim na ten temat rozmawia.

                  > Poszukaj może czegoś takiego, może w jakiejś lepszej chwili udałoby Ci się go n
                  > amówić. Może sama idź na takie warsztaty, a potem chwal je często i jego namów?

                  Nie ma lepszych chwil. Warsztaty, terapia, samorozwójm cokolwie - wszystkie tego rodzaju formuły są bardzo głęboko pogardzane przez mojego męża.
                  • sebalda Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 12:55
                    Tildo, piszesz bardzo składnie i dobrze, jesteś osobą inteligentną, nie wyobrażam sobie, żebyś wyszła za mąż za głupca i tępaka. Zbyt wiele się o tym wszędzie mówi, by uznawać, że można bezkarnie wrzeszczeć na dzieci i bić je tak, że mają ślady. I za co? Za to, że są dziećmi??? Piszesz, że jego ataki są gwałtowne, przecież to nie jest metoda wychowawcza, tylko brak panowania nad sobą. Jak można twierdzić, że w tym szaleństwie jest metoda???
                    Piszesz, że nie ma lepszych chwili, bliskości, jest chłód, dystans, oddalenie. Czy nie szkoda Ci życia? Masz je tylko jedno. Naprawdę uważasz, że dzieci tego nie czują? Pewnie nie rozumieją jeszcze, ale na pewno czują. Specjalnie pisałam o moich z pozoru nadzwyczajnych dzieciach, ktore jednak swoje przeżyły i dopiero wchodząc w dorosłość przyznały się do wielu swoich zranień z dzieciństwa.
                    Pomyśl, co się będzie działo, gdy dzieci będą większe, gdy pójdą do szkoły. Jak będą dyscyplinowane, by się świetnie uczyć, jakim to okupią stresem. Jak się będą czuły w domach kolegów i koleżanek, gdzie zobaczą prawdziwe, normalne, ciepłe stosunki między małżonkami.
                    Dlaczego rozumny człowiek aż z takimi uprzedzeniami podchodzi do wszelkich terapii??? Cała psychologia jest bzdurą? Dziwne to wszystko.
                    Napisz może na forum Życie rodzinne, tam na pewno uzyskasz też odpowiedź psycholożki, fachowca, to jest forum eksperckie.
              • mola1971 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 15:17
                tilda77 napisała:
                > Blue-Ania podała zdanie klucz: dzieci nie wychodzą z rozwodów zwycięsko.

                To nie jest żaden klucz tylko wygodna wymówka dla Ciebie, alibi, które usprawiedliwia Twoją bierność. Nie robisz nic, bo dzieci nie wyjdą zwycięsko z rozwodu.
                A jak myślisz, czy wyjdą zwycięsko wychowane w domu, w którym osoba, która jest im najbliższa i która powinna je chronić, bije je? Jeśli nie wiesz, to Ci powiem - nie, nie wyjdą. Wyjdą pokiereszowane psychicznie i emocjonalnie.
                Rozwód nigdy nie jest dobry dla dzieci (i chyba o to chodziło Ani), ale czasem jest mniejszym złem dla nich. W przypadku przemocy zawsze jest mniejszym złem.

                Biegiem kobieto do dobrego psychologa. Ze sobą, żeby było jasne. Jak się sama wzmocnisz, to może wreszcie przestaniesz racjonalizować zło i nazwiesz je po imieniu. A wtedy być może też coś do Twojego męża dotrze (w co nie wierzę, ale ponoć cuda się zdarzają), a jak nie, to będziesz na tyle silna by mu powiedzieć żegnaj.
      • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 11:53
        Nanga - nie mam i nigdy nie miałam tendencji do zrzędzenia. Zwykle sytuacje problemowe rozstrzygałam od razu a najczesciej knczyly sie one wspolnym smiechem z tego, Generalnie mam tendencje do rozladowywania stresu smiechem.

        Morały - no tak inicjowałam wiele rozmow na zasadzie: co mozemy zrobic, zeby nasze dzieci mialy fajne dziecnstwo, jak mozemy je wspierac, jak pomagac w sytuacjach dla nas tez trudnych bez utraty szacunku dla dzieciakow. Mniej było tu moralizowania, bardziej: skupmy sie na czyms wspolnie.

        Mąż odmowil wspolpracy, odmowil dialogu, jego izolowanie sie ode mnie w polaczeniu z ofensywnym sposobem komunikowania sie doprowadziły do tego, ze sie docielam. Wiec od jakichs 2 lat nie ma chwil bliskosci, a juz z pewnoscia nie ma zaufania.

        O jego dziecinstwie wiem bardzo duzo, rozmawialismy o tym wielokrotnie. To, ze mam te wiedze nie ma wplywu na nic.

        No, to tak pokrotce chcialam nakreslic Ci jakies obszary brzegowe, w jakich sie poruszam. smile
    • heksa_2 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 13:52
      Wydaje mi się, że sama sobie nie zdajesz sprawy, że jesteś ofiarą przemocy. Jesteś całkowicie pozbawiona decyzyjności, a to też przemoc. Twoje zachowania, choć widać, żeś osobą inteligentną i wrażliwą, są typowymi zachowaniami osoby współuzależnionej od przemocowca. Szukanie wymówek, tłumaczenie i branie na siebie odpowiedzialności za męża, bycie buforem, wyuczona bezradność - zachowania typowe. Jesteś w procesie gotowania żaby. Nie rozumiem, co to znaczy, że mąż nie podejmuje z Tobą żadnej rozmowy i ty się na to godzisz? Przecież to też jest przemoc. Obudź się kobieto i nie nawijaj nam makaronu, że on jest w pozostałych momentach przemiłym tatusiem. Nie słyszałaś nic o miodowych miesiącach w cyklu przemocowym? To na tym właśnie polega, milutki, słodki miś na zmianę z bestią. Dr. Jekyll i Mr. Hyde. Co z ciebie za matka, jeśli się na to godzisz?
      Może to ci pomoże?
      artelis.pl/artykuly/11/wyuczona-bezradnosc-przyczyny-i-konsekwencje
      artelis.pl/artykuly/10620/agresja-i-gniew
      • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 14:07
        >>Nie rozumiem, co to znaczy, że mąż nie podejmuje z Tobą żadnej rozmowy i ty się na to godzisz?

        No nie podejmuje. Mówi, że on nie widzi powodu, żeby rozmawiać na ten temat bo nie ma nic do powiedzienia i skonczył. I wychodzi. Ewentualnie zamyka sie w pokoju.

        No rozumiesz, że ja ide za nim i mowie: "Prosze cie, porozmawiajmy po ludzku przez chwile, jak ludzie, ustalmy cos." i słysze, ze on zakonczyl rozmowe.

        I koniec.

        Ja tez nie rozumiem, jak mozna ta robic, ale tak sie dzieje.
        • heksa_2 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 14:11
          Podziwiam Cię, że żyjesz w takim związku, i że jesteś to sobie w stanie zracjonalizować. Nie masz nic do powiedzenia na temat WŁASNEGO życia? Masz kilka żyć?
          • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 14:15
            Wiesz, no zasadniczo to.. tak. Mam swoje - to dorosłe i to z dziećmi: są w nim dzieciaki, znajomi, przyjaciele, moja rodzina (rodzice, rodzeństwo), moja praca.

            To jest moje zycie.

            • blue_ania37 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 14:58
              Tilda77smile
              Czytam jak o sobiesmile, tylko że ja jestem półtora roku dalej.
              Coś Ci napiszę.
              Mój mąż nie zawoził dziecka do przedszkola nie zajmował się sprawami żywieniowo ubraniowymi, ale UWIELBIAŁ np z młodym budować z klocków lego, oglądać filmy, chodzic do kina, kupował mu dużo zabawek wypasionych zabawek.
              I to był taki miły widoczek tatuś i dziecko, do momentu kiedy...dziecko np wylało sok, rozdeptało ciasto, wlazło w klocki, pytało się o coś wiele razy i nagle cudowny tata zamieniał się NAGLE bez ostrzeżenia w potwora wrzeszczącego, przeklinającego z pianą na ustach, to a propo cudownego tatusia.
              Ja zawsze słyszałam że mam porabaną rozmowę, znajomych itp....NIKT nie przychodził.
              Racjonalizowałam każde jego zachowanie bo ciężki miał dzień, bo faktycznie mogłam to przestawić bo faktycznie mogłam OD RAZU rzucić się do wytarcia tej plamy co dziecko zrobiło a nie np odstawiać jeszcze talerze lub co gorsza nei zauważyć tej plamy.
              Racjonalizowałam każde zachowanie wobec mnie, doszłam do perfekcji w wyszukiwaniu w sobie wad, i złych zachowań, wmówiłam sobie że może ja nie powinnam z nim wogóle rozmawiać bo przecież jestem nudna i ciągle się "czepiam" więc on ma rację że nie chce ze mną rozmawiać.
              Wszyscy psychologowie to debile.
              Doszłam do tego, że jak wymienił zamki w domu i nie mogłam wejść to też próbowałam to racjonalizować, tłumaczyć i usprawiedliwiać ale wtedy znalazłam to forum i już mi na to nie pozwolono.
              A
              • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 16:19
                Anula,

                kurcze.. nie wiem, co zrobić z Twoją historią, z Twoim doświadczeniem, bo z iluś tam złych rzeczy, których doświadczyłaś Ty mnie i Tobie pokrywa się agresja wobec dzieciaków.

                Ja nie racjonalizuję jego zachwań. Po prostu po latach starań i walenia głową w ścianę, prób wypracowania normalnej ludzkiej komunikacji podjelam decyzje ze wysiadam z tego tramwaju. Ze wychodzę z sytuacji, ktorej nie moge zmienic i odcinam sie.

                • blue_ania37 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 16:28
                  Tilda blądsmile nie tylko agresja wobec dzieci.
                  Twój mąż z TOBĄ nie rozmawia, fochuje itp...
                  A jak u Ciebie z Twoją samooceną? Nie czujesz się TY samotna w tym związku niezrozumiała itp.
                  Możesz w pracy opowiedzieć, coś fajnego o życiu WASZEJ rodziny?
                  Rozmawiasz szczerze ze swoją rodziną o tym jak żyjecie?
                  Jak dzielicie się obowiązkami?,pieniędzmi? wiele pytań.
                  A
                • sebalda Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 16:28
                  Ze wychodzę z sytuacji, ktorej nie moge zmienic i odci
                  > nam sie.
                  Kobieto, weź się ogarnij. Tak to sobie możesz mówić i robić, jak jesteś bezdzietną mężatką, ale to Ty odpowiadasz za swoje dzieci. One się nie odetną emocjonalnie. Nigdy. Dzieci mają silną więź emocjonalną z ojcem, bo są dziećmi. Ale Ty jesteś dorosła i Ty świetnie wiesz, że to je okaleczy na całe życie, tylko jakoś nie możesz zdobyć się na odwagę, by to zmienić. Ja Cię rozumiem, jak mało kto, choć sama z tej przemocy zdałam sobie sprawę dopiero, jak jedno dziecko było prawie dorosłe, a drugie nastolatkiem. Mleko się wylało, uznałam, że teraz to już i tak nie ma się do czego śpieszyć. A zbyt długie trwanie w tego typu związku kompletnie mnie ubezwłasnowolniło.
                  I też myślałam, że terapia mi niepotrzebna, bo już wszystko wiem. Wiem, a nic nie robię. Zatem terapia jest jednak potrzebna. Terapia dla współuzależnionych. Bo przemoc też współuzależniasad
                • nangaparbat3 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 22:03
                  tilda77 napisała:

                  > Ja nie racjonalizuję jego zachwań. Po prostu po latach starań i walenia głową w
                  > ścianę, prób wypracowania normalnej ludzkiej komunikacji podjelam decyzje ze w
                  > ysiadam z tego tramwaju. Ze wychodzę z sytuacji, ktorej nie moge zmienic i odci
                  > nam sie.
                  To nic nie daje. U mnie tak było przez ostatni rok malżeństwa. Corka powiedziala potem, że kiedy tak było, chciała uciec z domu. Ojciec nigdy na nią nie krzyczal, nigdy nie chwytal za ramię, nie uderzyl.
      • yo-anna84 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 17:21
        Dokładając swoje trzy grosze dodam tylko, że:
        1. nawet po rozwodzie ze swoją żoną ten rzekomo fantastyczny ojciec skoro jest taki fantastyczny pozostanie takim świetnym ojcem i zadba o należycie spędzony czas ze swoimi dziećmi.
        2. autorko wątku - grasz w grę "Tak/ Wiem, ale.... "a to jest bardzo groźny objaw współuzależnienia od przemocowca; dni "miodowego miesiąca", podczas których tatuś jest cudownym ojcem mydlą ci niedopuszczalne sceny, kiedy to ojciec w perfidny sposób wyżywa się na istotach najbardziej bezbronnych; dalszy scenariusz prowadzi ku jednemu - dzieci będą coraz bardziej rozedrgane emocjonalnie a On będzie wiedział, że coraz więcej mu uchodzi bezkarnie; nie tłumacz czegoś co prowadzi do budowania niewłaściwych wzorców w domu, utwierdzania dzieci w tym, że każdy człowiek może je bić bezkarnie, bo skoro to robi ich ukochany tata, to tym bardziej obcy, w przyszłości mąż, żona, pracodawca...
        3. nie czekaj tylko działaj zdecydowanie, bo przyjdzie moment, że obudzisz się za późno, wówczas kiedy będziesz się bała zostawić dziecko samo z ojcem...
        A ktoś tu wyżej pytał - co zrobisz kiedy ojciec posunie się o krok za daleko, nie zapanuje nad siłą ciosu?? Jeden fałszywy ruch i możesz do końca życia bać się spojrzeć kalekiemu dziecku w oczy!!
        Nie mam pojęcia jak musi czuć się źle dziecko, które rośnie we własnym domu w strachu o kolejny atak furii ojca, chcesz żyć jako osoba dorosła z kimś, kogo ciosu za plecami musisz spodziewać się zawsze z każdej strony? Twoja sprawa! Ale nie funduj swoim dzieciom takiej huśtawki nastroju, bo one na to nie zasłużyły...
        A po rozwodzie - cóż dobry ojciec zawsze trafi do dziecka, ale masz pewność, że gdy będzie źle dzieci mogą schronić się w bezpiecznym domu, bez agresji!

        Y.
        • sonia_30 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 21:44
          > A ktoś tu wyżej pytał - co zrobisz kiedy ojciec posunie się o krok za daleko, n
          > ie zapanuje nad siłą ciosu??

          Ano właśnie też się zastanawiam co wtedy... Czy to już będzie ten moment kiedy miarka się przebierze, czy też da się to jakoś uzasadnić.
    • nicol.lublin Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 16:00
      a czy gdyby nie bił dzieci, to chciałabyś z tym człowiekiem spędzić resztę życia?

      p.s. ja myślę, że rozwód tu niewiele rozwiąże (pewnie nastąpi, ale jeszcze nie teraz). bo ojciec po rozwodzie nadal będzie dziećmi się opiekował, nieprawdaż?
      więc ja bym zaczęła od reagowania. najpierw od słownego wytłumaczenia dzieciom, że nikt nie ma prawa bić nikogo. że bicie jest złe. reagować słownie na zachowanie męża na które nie dajesz zgody. nie masz prawa go szarpać ani dusić, bo inaczej jaki przekaz dajesz dzieciom? w przypadku ostrej akcji (w stylu siniaki) wzywasz policję i robisz obdukcję.
      a do rozwodu dorośniesz.
      rada z terapią dla ciebie jest bardzo dobra. żebyś nauczyła się obiektywnie widzieć swój świat. i adekwatnie reagować.
      • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 16:07
        Hmm ..

        pewnie do czasu osiagniecia przez nich jakiegos wieku, gdy mozna tak normalnie na rozum cos wytlumaczyc zylabym z nim pod jednym dachem toczas to swoje wlasne osobne zycie.

        Tak sobie to jakis czas temu wymyslilam biorac pod uwage to, jak bardzo młode są za tatą i jak silna maja wiez.

        Na kazde tego rodzaju zachowanie meza reaguje, zeby nie bylo, glosno i dobitnie, no ale zwykle to juz jest po incydencie.

        Ostatnia sytuacja wygladala tak, ze gdybym go nie odepchnela, trzymalby malego za te reke dalej, zadne slowa w stylu: pusc go natychmiast! nie dzialaja w takich chwilach.

        Terapia - pewnie tak. Choc troche z poczuciem, ze "ja wszystko juz wiem, przegadalam juz wszystko i o wszystkim juz rozmawialam, co wiecej moge uslyszec o sobie samej..?"
        • blue_ania37 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 16:24
          Nigdy nie ma wieku odpowiedniego żeby rozumowo dzieciom wytłumaczyć że mama i tata się rozwodzą.
          I co z tego że reagujesz po? coś to zmienia? występuje rzadziej, dzieci słyszą od taty przepraszam? cokolwiek się dzieje?
          Ja wiem, że ty sama musisz dojśc do własnych wniosków.
          Nie chciałabym za żadne skarby być z kims kto dwa lata śpi w pokoju obok, kto nie chce rozmawiać, kto fochuje, wmawia dziwactwa.
          Kto pokazuję że można się drzeć i bić.
          Faktycznie, dzieci mają świetny obraz rodzinysmile
          Tilda myślsmile
          A
          • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 16:30
            dobra, plan jest taki:

            - sms do terapeutki, ktora 4 lata temu wyciagnela mnie za uszy z poteznej dupy - poszedl. Umowie sie z nia przynajmniej na konsultacje
            - spotkanie z pedagogiem ze szkoly starszej - genialna, fajna facetka, ktora w dodatku zna cala moja rodzine i meza od jakichs 30 lat - zainicjowane. Moze szkola jakos mnie wspomoze w takiej oficjalnej rozmowie z ojcem.
            - jakkolwiek by mnie nie spuszczal na drzewo dzielnicowy - pojde i pogadam.
            - na koniec - wysle mailowe zaproszenie mezowi do rozmowy (heh, prawniczka polecila komunikowac sie mailami i zbierach duopschrony).. echh

            • blue_ania37 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 16:39
              Plan do przyjęcia tylko jedno pytanie?
              Czy agresja twojego męża może obrócić się przeciwko Tobie?
              Bo jeśli on z tych "nerwowych" to może dostać spazmów jak dostanie zaproszenie do szkoły na policję i mail od Ciebie.
              A
              • tilda77 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 16:49
                Na szczescie nie, on by sie nie znizył, to byłoby poniżej jego godnosci oraz wymagałoby konfrontacji z dzika strona mojej natury.

                Jest jeszcze taka opcja, ze on ma na ten aspekt naszego zwiazku (pardon) wysrane. Bedzie psioczył, ze robie mu koło piora, ze robie z niego przemocowca, ze sie uwzielam, ze naczytalam sie idiotek w internecie, ze mu szargam opinie w szkole corki, ze jak smiem i jakim prawem, ze wara mi do niego, ale takie psioczenie. Ale zieewwww .. to juz byyyłooo ...

                Totez - nie, mysle ze mnie nie walnie. Musiałby zejsc z piedestału ;p
                • nangaparbat3 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 30.10.12, 22:10
                  To dobrze, ze zaczełaś cos robić.
                  Wiesz, taki cudowny ojciec, ktory tylko od czasu do czasu tlucze, to straszna opcja - kochasz oprawcę, idealizujesz go, czujesz się winna, kiedy bije, bo przecież ten ideal nie moze postępować źle. Balabym się, że corka zwiąże sie z przemocowcem.
                  Wciąż polecam książki, o których wspomnialam.
                  • tilda77 Nanga.. 30.10.12, 23:39
                    Nawiazujac do Twoich postów wyżej - dlaczego sie rozwiadłaś? Co powiedziałaś w sądzie? Co powiedzialas corce? W jakim byla wieku, gdy sie rozstaliscie? Jesli to nie sa jakies zbyt intymne pytania - napiszesz?

                    Czy sadzisz / sadzicie, ze moge jakos zapytac starsza corke jak ona sie czuje w domu? niby ma 5 lat, ale jest z poczatku roku, wiec za chwile 6, kumata z niej dziewczynka. Jak ja podpytac, jednoczesnie nie wzbudzajac w niej niepokoju?

                    Jakis czas temu (dokladnie w czerwcu) miala badania robione przez psychologa takie ogolnorozwojowe przed pojsciem do szkoly i w diagnozie rodzinnej wyszlo jej, ze najwiekszym problemem dla niej jest obecnosc brata (mialo to wynikac z tego, ze nie narysowala go na rysunku pt. Moja rodzina.)

                    Nie mam pomysłu, jak rozmawiac z kilkulatkiem o problemach jej rodzicow tak, zeby nie wzbudzic w niej strachu.

                    W jej przedszkolu bylo kilkoro dzieci rozwiedzionych rodzicow i ona kiedys strasznie mnie wypytywala dlaczego dorosli sie rozstaja i czy my z tata na pewno nigdy sie nie rozejdziemy, czy zawsze bedziemy sie kochac?

                    Po tej ostatniej sytuacji w lazience tez pierwsze co powiedziala, to "mamo, czy ty jeszcze kochasz tate?"

                    • noname2002 Re: Nanga.. 31.10.12, 07:45
                      > Czy sadzisz / sadzicie, ze moge jakos zapytac starsza corke jak ona sie czuje w
                      > domu? niby ma 5 lat, ale jest z poczatku roku, wiec za chwile 6, kumata z nie
                      > j dziewczynka. Jak ja podpytac, jednoczesnie nie wzbudzajac w niej niepokoju?

                      Nie możesz przerzucać decydowania na dziecko, to TY musisz zdecydować czy zostajesz z mężem czy się rozstajecie.
                      Mój syn miał 5 lat jak się rozstaliśmy z mężem, ja mu powiedziałam prawdę, że się rozwodzimy, bo nie potrafimy ze sobą żyć.
                      Cały czas piszesz o dzieciach, a czego chcesz Ty sama?
                      • tilda77 Noname 31.10.12, 08:44
                        >>> Nie możesz przerzucać decydowania na dziecko, to TY musisz zdecydować czy zostajesz z mężem czy się rozstajecie.

                        Pełna zgoda. W moim pytaniu jednak nawiazalam do tego, co napisala Nangaparbat o swojej corce, ktora po jakims czasie powiedziała jej jak zle czula sie w domu, w ktorym rodzice mijali sie przez długi czas.

                        Dla mnie taka wiedza od mojej córki byłaby cenna, ale mysle, ze gdy zapytam wprost - to wiadomo, ona zacznie zaraz przezywac i martwic sie.
                        • blue_ania37 Re: Noname 31.10.12, 09:54
                          Ona ma 5 lat!
                          Ona nie jest od mówienia.
                          Żadne dziecko nie powie, że chce bez taty czy mamy, szczególnie w tym wieku.
                          To Ty musisz wiedzieć co się dzieje z dziećmi jak tata je bije i krzyczy.
                          Pozatym nie wierzę, że one się tak "resetują", że w jednej chwili umieją kochac go bardzo i spontanicznie się bawić po czym zanikać jak tata się drze.
                          To musi zostawiać jakiś slad w ich kontaktach.
                          A
                        • nowel1 Re: Noname 31.10.12, 10:28
                          tilda77 napisała:


                          > Dla mnie taka wiedza od mojej córki byłaby cenna, ale mysle, ze gdy zapytam wpr
                          > ost - to wiadomo, ona zacznie zaraz przezywac i martwic sie.

                          Nie możesz na tym etapie oczekiwać od dziecka takich opinii.
                          Ja dowiedziałam się 2 lata po rozwodzie od dorosłego już syna, że jest na nas zły, że się wcześniej nie rozwiedliśmy.
                          Będąc w środku tego wszystkiego nie potrafił czy też nie chciał tego zwerbalizować. Dziecko ma inną perspektywę niż dorosły, nawet duże dziecko. Rodzina pochodzenia jest wszystkim, co zna.
                        • noname2002 Re: Noname 31.10.12, 16:42
                          Ponawiam pytanie-czego chcesz dla siebie? czy gdyby nie było dzieci byłabyś nadal z mężem?
                          • tilda77 Re: Noname 31.10.12, 16:50
                            Tak, sorki, ucieklo mi to.

                            Nie, nie bylibysmy razem. Co wiecej byłam w podobnym punkcie naszego zwiazku jeszcze przed pojawieniem sie dzieci, wowczas bylam jednak zbyt niedojrzala i zbyt mocno zalezna od meza, zeby dorosle wziac zycie w swoje rece i odejsc.

                            Walczylam wiec o nas jak wariatka i w wywalczonych lepszych okresach bylo na tyle dobrze, ze swiadomie zdecydowalismy sie na dziecko, potem drugie. Z dzisiejszej naprawde dlugiej perspektywy wielu lat razem widze, ze te "lepsze" momenty to naprawde były momenty ja wiem? roku, półtora. Z de facto reszta naszego malzenstwa wygladala bardzo zle. Przez lata ludzilam sie, ze to minie, Dzis juz wiem, ze nie, ze tu nie ma co zbierac.
                            • tilda77 No i.. 31.10.12, 16:53
                              Czego chce dla siebie?

                              Moim najwiekszym zyciowym marzeniem i najwazniejsza potrzeba w zyciu jest bliskosc.
                              W tej chwili te potrzebe zaspokaja mi bliskosc dzieci, rodzicow, kilkorga przyjaciol.

                              Gdzies z tylu glowy marze o tym, ze gdy wreszcie sie rozwiode i poukladam sprawy - pojawi sie tez _NORMALNA_ i prawdziwa bliskosc w nowym zwiazku. Ale dotad zakladalam, ze to bedzie najwczesniej za 10 lat..
                    • mayenna Re: Nanga.. 31.10.12, 08:39
                      Tilda, nie rozumiem tej obawy wzbudzenie w dziecku strachu. Czego ona ma się bać? Rozwodu rodziców?
                      Moim zdaniem dziecko widzi, że rodzice nie sypiają ze sobą, że między nimi jest chłód i dziwna sytuacja. Porozmawiaj z nią o tym jak się czuje. Tak normalnie, bez kręcenia. Powiedz o tym co ty czujesz.Uczciwość i szczerość są chyba najlepsze w takich przypadkach.
                      Moja córka miała 3 lata i nie bardzo rozumiała czemu się rozwiedliśmy, ale powoli zaakceptowała sytuację.
                    • nangaparbat3 Re: Nanga.. 31.10.12, 21:25
                      tilda77 napisała:

                      > Nawiazujac do Twoich postów wyżej - dlaczego sie rozwiadłaś?

                      Bo:
                      - mąż sie ode mnie odciąl
                      - zanikła bliskość
                      - cały czas było miedzy nami napiecie, w ogole przestalismy rozmawiać z sobą normalnie (nie klocilismy sie prawie w ogole, żadnych awantur - może bylyby lepsze niż to wieczne napiecie)
                      - zrozumialam, ze strasznie duzo energii marnuję na przetrwanie w tym ukladzie
                      - doszlam do wniosku, że lepiej rozstac sie, kiedy miedzy nami bylo jeszcze troche dobrych uczuc, na tyle, by jakoś ulozyć relacje po nowemu; chcialam ocalic te resztki dobrego jako kapital na przyszłość osobno, a przecież ze wspolnym dzieckiem;
                      - widzialam rozwod mojej przyjaciołki - zgliszcza; chcialam ratować, co sie da, a nie widzialam nadziei, by zrobic to zyjąc pod jednym dachem.

                      Co powiedziałaś w
                      > sądzie?
                      Maz wystapił o rozwod, ja się zgodziłam. Bylismy dogadani, Wysoki Sąd nas nie wypytywal, bardzo kulturalna i madra pani nas rozwodziła.

                      Co powiedzialas corce? W jakim byla wieku, gdy sie rozstaliscie?

                      Corce mielismy powiedzieć razem, ale wyszlo, że ja musiałam, tyle ze maż siedział obok. Powiedziałam: tatus bedzie teraz mieszkal u dziadkow. Uslyszeliśmy: Spodziewalam sie czegoś takiego.
                      Miala 8 i 1/12.
                      Nie widzialam, żeby plakala.
                      Mając 15 zachorowala na depresję.
                      Moja mama uważa, że to przez nasz rozwod, ale byly mąż też zachorował na depresję majac 15 lat, a jego rodzice do dziś są razem.
                      > Czy sadzisz / sadzicie, ze moge jakos zapytac starsza corke jak ona sie czuje w
                      > domu? niby ma 5 lat, ale jest z poczatku roku, wiec za chwile 6, kumata z nie
                      > j dziewczynka. Jak ja podpytac, jednoczesnie nie wzbudzajac w niej niepokoju?
                      Obawiam się, ze sie nie da - ja bym nie umiała. Tak jak ktos napisal - rozwod to decyzja doroslych, dzieci absolutnie nie powinno dawać sie nawet cienia podejrzeń, że mialy z nia coś wspolnego.
                      Córce zawsze mowiliśmy, ze to wspolna decyzja, bo nie możemy się z sobą dogadać.


                      > Jakis czas temu (dokladnie w czerwcu) miala badania robione przez psychologa ta
                      > kie ogolnorozwojowe przed pojsciem do szkoly i w diagnozie rodzinnej wyszlo jej
                      > , ze najwiekszym problemem dla niej jest obecnosc brata (mialo to wynikac z teg
                      > o, ze nie narysowala go na rysunku pt. Moja rodzina.)

                      Moze tak byc. Może też wyobrazać sobie, ze gdyby nie brat, ojciec byłby spokojny.
                      >
                      > Nie mam pomysłu, jak rozmawiac z kilkulatkiem o problemach jej rodzicow tak, ze
                      > by nie wzbudzic w niej strachu.
                      Nie rozmawiac.
                      Jak robi dzieciom cos złego, nie wahac się interweniować - tak jak to robisz. Ale nie rozmawiać (chyba że same zechcą), nie mowic źle o ojcu.

                      > W jej przedszkolu bylo kilkoro dzieci rozwiedzionych rodzicow i ona kiedys stra
                      > sznie mnie wypytywala dlaczego dorosli sie rozstaja i czy my z tata na pewno ni
                      > gdy sie nie rozejdziemy, czy zawsze bedziemy sie kochac?
                      Coz, moja corka wie, że w jakiś sposob, nieznaczny, platoniczny i niezobowiazujacy kocham wciaz jej ojca.

                      > Po tej ostatniej sytuacji w lazience tez pierwsze co powiedziala, to "mamo, czy
                      > ty jeszcze kochasz tate?"
                      A kochasz?
                      Mozna kochac i nie akceptować postępowania, i nie byc razem.
                      • tilda77 Re: Nanga.. 31.10.12, 22:33
                        Dziękuję Ci!
                        Hmm nasze historie sa zblizone do pewnego stopnia.
                        Te dwa zdania:
                        > - cały czas było miedzy nami napiecie, w ogole przestalismy rozmawiać z sobą normalnie (nie klocilismy sie prawie w ogole, żadnych awantur - może bylyby lepsze niż to wieczne napiecie)
                        > - zrozumialam, ze strasznie duzo energii marnuję na przetrwanie w tym ukladzie

                        trafiają w punkt!

                        Ale na tym koniec. Ja męża nie kocham, nie mam resztki dobrego, miedzy nami nei ma kapitału na nic. Ostatnią rzeczą, ktora jestem w stanie wyobrazic sobie, to moj mąż bioracy wspolodpowiedzialnosc za nasze rozstanie i ustalajacy ze mna cokolwiek, a zwlaszcza rozmawiajacy o tym wspolnie z corka.

                        NO way..
                        • anbale Re: Nanga.. 31.10.12, 23:04
                          Można z tego wywnioskować, że właściwie Twoja sytuacja życiowa nie jest dla Ciebie jakoś szczególnie uciążliwa, przystosowałaś się, raczej niczego nie będziesz zmieniać- tylko chcesz żeby mąż nie rzucał się na dzieci, tak?
                          • tilda77 Re: Nanga.. 31.10.12, 23:11
                            smile

                            Tak: bo dzieciakom nie robi sie rewolucji w zyciu.

                            Nie: bo lada chwila przyjdzie czas, gdy starsza corka zacznie pytac: mamo, tato, dlaczego ze soba nie rozmawiacie + wszystkie nastepstwa mieszkanai w tak posranym domu

                            Nie: bo czasem, gdy mam gorszy dzien mysle, ze juz nie dam rady ja - personalnie, ze juz tak dluzej nie moge i jest mi w tym strasznie strasznie zle. Ale ten stan potrafie szybko wyprzec z glowy.
                            • anbale Re: Nanga.. 31.10.12, 23:19
                              Mam wrażenie, że jesteś zawieszona między wygodnictwem, asekuranctwem a niezgodą na swoją sytuację rodzinną, emocjonalną- i wierzę, że jest to bardzo niewygodna pozycja.
                              Chyba musisz zacząć do zrobienia porządku ze sobą. W jakiś sposób dojść do tego, czego naprawdę chcesz, na czym naprawdę Ci zależy...Z tego co piszesz mąż jest raczej niereformowalny i chyba w jego temacie nie ma nic więcej do dodania, nie dotrzesz do niego.
                              Musisz ze sobą dojść do ładu.
                              • tilda77 Re: Nanga.. 31.10.12, 23:26
                                smile

                                >>wygodnictwem, asekuranctwem

                                zawsze mnie zastanawiało, że niedostatecznie szybki proces zmiany przez część ludzi zawsze jest interpretowany jako "wygodnictwo i asekuranctwo". Jakby nie było już żadnych innych wartości.

                                To tak na marginesie wątku, bo przecież masz oczywiście prawo do swojej oceny mojej historii.
                                • anbale Re: Nanga.. 31.10.12, 23:46

                                  > zawsze mnie zastanawiało, że niedostatecznie szybki proces zmiany przez część l
                                  > udzi zawsze jest interpretowany jako "wygodnictwo i asekuranctwo". Jakby nie by
                                  > ło już żadnych innych wartości.
                                  >
                                  Większość z nas, a może nawet wszyscy kierujemy się wygodnictwem i asekuranctwem, czasem nawet nieświadomie. To jest biologicznie uwarunkowane, związane z instynktem przetrwania, nie ma się czego wstydzićsmile
                                  Boimy się zmian, wolimy znosić znane zło niż iść w nieznane. To chyba banał.
                                  Tylko pytanie, ile jest się w stanie znieść i czy środowisko w którym się egzystuje jest dla nas przyjazne, bo nieprzyjazne wpędza w choroby, skraca życie, odbiera siły- żeby chronić potomstwo musisz chronić siebie. Dlatego warto się rozeznać, co naprawdę dzieje się w Tobie i czego naprawdę chcesz-dla siebie.
                        • nangaparbat3 Re: Nanga.. 01.11.12, 08:32
                          Strasznie trudna sytuacja, bo rozwod z dziećmi a bez resztek szacunku i sympatii oznacza koszmarne przepychanki - najczesciej. Wcale się nie dziwie, że sie wahasz, bo tu zachodzi obawa ze rozwód nie bedzie droga do spokojnego samodzielnego zycia, ale do uzerania się i wojen z eksem.
                          Wersja optymistyczna: facet sie zakochuje i Ty wtedy wspaniałomyślnie zwracasz mu wolność, dla jego szczescia. Nie ma nadziei na takie cos?
                          Acha - takie niekontrolowane napady wscieklosci mogą miec podloze neurologiczne, wtedy często sie z wiekiem nasilają.
                          • tilda77 Re: Nanga.. 01.11.12, 09:07
                            Taak, rozmaite zakochania pana męża przerabialiśmy przez jakies cztery lata naszego malzenstwa, wtedy, gdy jeszcze nie mialam zasobow emocjonalnych, zeby pojsc swoja droga. Jego model zakochania to: romans na boku, zero zmian w domu - słowem: swiety spokoj.

                            Bedzie sporo przepychanek: przede wszystkim wszystkim o dom, o alimenty, o dzieci mniej. Przepychanki o dzieci byłyby ponizej jego godnosci. ale on tez nie zrobi nic, zeby dzieciom było łatwiej. im bedzie bardzo trudno, a on bedzie patrzyl z satysfakcja: "patrz do czego doprowadzilas, idiotko".

                            To, czego w tej chwili boje sie najbardziej, gdy wyobrazam sobie cały proces to czas, w ktorym:
                            - wreszcie zdecyduje sie na rozmowe z nim
                            - zaczniemy szarpanie o podzial majatku
                            - zalozmy, ze zgodzi sie na sprzedaz domu - to bedzie trwalo
                            - kupowanie nowego lokum i jego remont.

                            Realnie moze to trwac rok, moze nawet dwa lata. W tym czasie mąż zrobi nam piekło z zycia idac we wszystkim pod prąd, a jednoczesnie jeszcze mieszkajac pod wspolnym dachem.
                • krokodil123 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 31.10.12, 07:25
                  Nie pisałam jeszcze w temacie, ale też jestem pewna że agresja męża obróci się przeciwko tobie. Ja to przećwiczyłam.
                  Nawet nie myślałam wtedy o rozwodzie. Miałam dosyć i podjęłam twardą decyzję że już nie pozwolę na żadne złe traktowanie które mi się nie podoba. Powiedziałam głośno nie, powiedziałam że nie pozwolę i nie zgadzam się na podniesienie ręki na dzieci ("ale to takie ....lekkie pacnięcie a nie bicie"). Na traktowanie mnie jako śmiecia.
                  Nie tłumaczyłam mu jak dziecku (jest dorosły i moim mężem a nie dzieckiem) dlaczego ja tak reaguję a nie inaczej, nie usprawiedliwiam go, nie chodziłam za nim i nie prosiłam porozmawiajmy..........
                  Reagowałam krótko, jasno, stanowczo, natychmiast i przy dzieciom. Ważne jest reagować w miarę asertywne bez wciągania się w dyskusje i stare żale co jest bardo trudne ale można się nauczyć.
                  Efekt? Tak jak i przy koleżanek-to on sam podał o rozwód. Nie podobała mu się już "taka" żona, czytaj wredna, bez gram "kobiecości" w sobie i podważająca jego "autorytetu" na każdy krok.
                  • rita_miko Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 01.11.12, 13:44
                    Ja cię tilda rozumiem. Chcę ci jednak zwrócić uwagę na to, że dzieci rosna a wraz z tym rośnie ilość sytuacji, które będą wywoływać agresję. Ty nie jesteś w stanie tego przewidzieć. To raz.
                    Dwa - w tej sytaucji nie ma dobrego rozwiązania. Zostanie z furiatem czy rozwód - obie niosą ze sobą mnóstwo złych rzeczy.
    • marta_51 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 01.11.12, 19:07
      Tildo, szczerze Ci wspolczuje, wspaniala dziewczyno. Przerabialam to przed wielu laty i do dzis pamietam ten strach. Bo ja musialam jeszcze bac sie o zycie, w obcym kraju, z 4-letnim synkiem, kompletnie sama. Decyzje podjelam po tym, jak mnie pobil tak, ze cala zalalam sie krwia na oczach wyrwanego ze snu dziecka. Nigdy nie zapomne slow malego: "ja nie dam bic mojej mamusi".
      Odzyskalam godnosc i wiare we wlasna wartosci, kiedy juz uwolnilam sie z tego koszmarnego zwiazku. O tyle mialam latwiej, ze tu, w Niemczech, moglam od zaraz wynajac niedrogie mieszkanie. Synkowi mowilam prawde: ze nie moge zyc w takim zwiazku, nie moge pozwolic sie tak traktowac, ze dla mnie byl bardzo niedobrym mezem, ale on ma prawo tate kochac i wydywac go, kiedy tylko zechce. Mysle, ze im dzieci mlodsze, tym lepiej znosza rozwod.
      I chyba nie zawsze wychodza pokiereszowane. Moj dorosly juz syn powiedzial, ze jest mi wdzieczny za te decyzje i dziwi sie, jak moglam z jego ojcem wytrzymac cale 5 lat. "Ale mi tate znalazlas" - dodal z zartobliwym wyrzutem. "Fakt, niespecjalnie sie popisalam, jednak dzieki niemu jestes na tym swiecie" - odparlam. Miedzy nimi relacje byly dobre, dopuki synek byl maly, pozniej zepsuly sie, bo ojciec-despota oczekiwal bezwzglednego posluszenstwa. Dzis wogole nie utrzymuja kontaktow, co dobrze rozumiem, choc mi smutno.
      • blue_ania37 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 01.11.12, 19:41
        Nawet nie wiesz Marto 51 ile mi dałaś siły i optymizmu w ten dziwny dzieńsmile
        A
        • marta_51 Re: Długa opowieść i krótkie pytanie .. 03.11.12, 09:06
          Cieszy mnie to, blue-aniu, bardzo. Wiem z Twoich postow, ze przyzywasz trudny czas. To minie, wszystko sie pouklada, dziecko rosnie tak szybko...Dzielisz taki los z wieloma kobietami, niestety.
          Dasz sobie rade, milosc do dziecka i odpowiedzialnosc za jego przyszlosc to niewyczerpane zrodlo poteznej sily.
      • tilda77 Ja też bardzo dziękuję Wam wszystkim 02.11.12, 19:59
        Dziękuję.

        Wątek i Wasze głosy dały mi kopa do działania.

        No i a'propos tego, co sama wyżej napisałam o powrocie na terapię - na razie bez terapii - wystarczyla godzinna konsultacja z terapeutką sprzed czterech lat i tam, gdzie dotąd widziałam najgrubszą ścianę zobaczyłam przestrzeń. Uff .. wielka ulga i potężny impuls do działania i mówienia swoim głosem.

        smile
        • marta_51 Re: Ja też bardzo dziękuję Wam wszystkim 03.11.12, 08:59
          Tildo, Niemcy maja takie przyslowie: "Besser Ende mit Schrecken als Schrecken ohne Ende" - w wolnym tlumaczeniu - lepszy straszny koniec niz strach bez konca. Ta swiadomosc pomogla mi kiedys zmobilizowac sie do zakonczenia niszczacego zwiazku. Kiedy juz do tej decyzji dojrzalam, bylam tak zdetermonowana, ze nic nie moglo mnie powstrzymac, zadne grozby. Ty chyba wlasnie dojrzewasz, zycze Ci duzo sily, bo czeka Cie walka - o wlasna godnosc, o przyszlosc dzieci. I nie bylabym taka pewna, ze nie podniesie na Ciebie reki, jesli potrafi byc taki brutalny wobec malutkich dzieci. W decydujacych chwilach unikaj lepiej bycia z nim sam na sam. Mam nadzieje, ze masz oparcie w rodzinie i mozesz liczyc na ich pomoc.
        • heksa_2 Re: Ja też bardzo dziękuję Wam wszystkim 03.11.12, 22:54
          Jeśli nie czytałaś, to może Cię zainteresuje? Imho bardzo wyczerpujące i rzetelne podsumowanie problemu:
          psychotekst.com/artykuly.php?nr=298
        • zuzi.1 Re: Ja też bardzo dziękuję Wam wszystkim 04.11.12, 22:48
          Wydaje mi się, ze Twój mąz oprócz tego, że moze byc przemocowcem, może byc tez cholerykiem... Cholerycy w napadach złości mają problemy nad zapanowaniem nad własnymi emocjami. Ja bym spróbowała z nim na nowo powrócic do normalności, po dobroci. Tj. porozmawiałabym o tym co czuję gdy się tak zachowuje, co czują dzieci, o strachu, o tym, że krzywdzi dzieci, że kiedys dzieci moga miec problemy emocjonalne itp. Pokazałabym mu kilka wątków na ten temat w sieci, poprosiłabym, że przeczytał. Dałabym mu do przeczytania kilka wartościowych książek na temat wychowania, wpływu przemocy na życie dzieci i dorosłych, konsekwencji stosowania przemocy, problemów w życiu dorosłych ludzi wyrosłych w przemocowych domach. Powinnas spróbowac po dobroci, gdy już razem doszliscie do muru, widac, że facet kompletnie zamknął się w sobie i siedzi w tej swojej skorupie i nic nie robi, na przekór Tobie i wszystkim dookoła... W takim przypadku wydaje mi się, że moze pomóc pełne odkrycie się , swoich kart, tego co przemyslałas, wyraźne powiedzenie, że chciałabys Wam dac jeszcze jedną szansę na normalnosc itp. Poza tym, przekonałabym go, żeby zaczął przyjmowac codziennie wit. B6 i magnez w tabletkach, co wpłynie na obniżenie poziomu jego stresu i łatwiej mu będzie zapanowac nad sobą. Skoro nie chce nawet słyszec o terapii musisz spróbowac sama go trochę zmienic, małymi kroczkami i raczej po dobroci niz wymagając i karząc go za niewłasciwe zachowania. Pokazuj i tłumacz mu na spokojnie jak się zachowuje, co czują wówczas dzieci, co czujesz Ty itd. małymi kroczkami. Wowczas moze będzie szansa na to, że facet się trochę odblokuje i zacznie choc trochę współpracowac. Powiedz mu, że Ci na nim zalezy, że chcesz aby i on sam czuł się dobrze w Twoim i dzieci towarzystwie itd. Moza za jakis czas okarze się b. laskawy w kwestii pojscia na terapię. Jeżeli po np. 6 m-cach Twoich staran mąż Cię kompletnie oleje, nie będzie chciał współpracowac i pracowac nad sobą, wówczas mysle, że nie ma sensu tego na siłę kontynuowac, dla tzw. "dobra dzieci", jestes za młoda, aby zamknac się w takim zyciu, szkoda zycia...

          I najważniejsze, powiedz mu, że na razie z uwagi na jego ataki gniewu i przemocowe zachowania musisz chronic dzieci przed jego przemocą i zamierzasz ograniczyc z koniecznosci jego obowiązki przy dzieciach i będziesz je prze kilka m-cy wypełniała samodzielnie, dla dobra dzieci, do czasu, aż nauczy się panowac nad swoimi negatywnymi emocjami.

          Czy mąż robił sobie jakies wszechstronne badania, może ma jakies problemy zdrowotne, które wpływają na takie jego zachowania?

          I jeszcze jedno, poniewaz napisałas, ze wiesz jak wyglądało jego dziecinstwo w domu rodzinnym, jakie panowały miedzy jego rodzicami układy, napisz prosze o tym. Ciekawi mnie podłoże w jakim wyrastały osoby o przemocowych skłonnosciach.
          • zuzi.1 Re: Ja też bardzo dziękuję Wam wszystkim 04.11.12, 22:52
            miało byc oczywiscie: okaże się
          • tilda77 :) 05.11.12, 01:24
            Zuzi,

            Dziękismile Wiesz, wszystko już było. Opisany przez Ciebie zestaw zachowań (niekiedy takich trochę z pogranicza "matkująych" w moim odbiorze) pojawiał się u nas w domu wielokrotnie na przestrzeni nastu lat bycia razem.

            Wszystkie argumenty przytoczone przez Ciebie są bardzo oczywiście słuszne i ładnie wyglądają tak spisane razem. Ale, tak jak pisałam, wszystko już było.

            Co do jego rodziny, hmm tak w jednym zdaniu to porządna, polska, katolicka rodzina smile
            • zuzi.1 Re: :) 05.11.12, 09:01
              Hmm, w takim razie niewiele już z tym związkiem można chyba zrobic...
              Mi porządna, polska, katolocka rodzina kojarzy się z zahamowaniami, ograniczonym spojrzeniem na świat, z moherowymi beretami, z problemami z zyciem seksualnym, z chłodem emocjonalnym, z udawaniem...znam takie rodziny, na zewnątrz wydawałoby się normalne i porządne, ale patrzac tak od wewnątrz, to jakaś utajona masakra emocjonalna...Jeżeli z takiej rodziny pochodzi Twój mąz, to nie dziwię się jego problemom emocjonalnym.
              • anbale Re: :) 05.11.12, 09:53
                O rany, to jaka rodzina jest w porządku? Porządna, katolicka- patologia. Niekatolicka, rozwiedziona- też patologia...Czasem mam wrażenie, że z rodzinami to jak z politykami w trakcie kampanii wyborczej- zawsze coś się na nich znajdzie...
                A tak serio to osobowość człowieka często nie ma nic wspólnego z rodziną, z jakiej pochodzi.
                Taki już ma charakter, rodzina też na nim połamała zęby; albo w przypadku większych zaburzeń- ma jakieś uszkodzenia neurologiczne.
                • tilda77 Re: :) 05.11.12, 10:16
                  Zgadzam się.

                  Aczkolwiek w tym przypadku akurat Zuzi trafiła w sedno.
                  • anbale Re: :) 05.11.12, 10:29
                    Rzadko się zdarza, żeby wzorce rodzinne "cytowało" się w swoim życiu 1:1.
                    Klimat emocjonalny, formy ekspresji emocjonalnej raczej wynosi się z rodzinnego domu, ale wiele zachowań jest też formą buntu, negacji wobec wzorców rodzinnych bo np. "moja matka tak zawsze robiła, a ja już nie mogłam tego znieść".
                    Jak ktoś ma się ochotę przyjrzeć roli rodziny, to musi to być naprawdę baaardzo dociekliwa obserwacjasmile ale na pewno wiele wnosząca.
    • biedronka7112 Ja też mam jedno pytanie 05.11.12, 11:07
      Dlaczego nigdy nie poszłaś z dziećmi na obdukcję, gdy zostawały ślady po uderzeniach i przez to pozwalałaś je w ten sposób traktować?

      I już nie pytanie, tylko raczej pierwsze, co mi się rzuciło w oczy przy czytaniu Twojego posta: zareagowałaś na agresję agresją.

      On by nie zabił dziecka krzykiem ani chwytaniem za ramię.
      Ty byś już go mogła chwytem za gardło zabić.

      Dodatkowo dawanie dzieciom przykładu rozwiązywania problemów przez agresję to chyba niezbyt szczęśliwy sposób na naukę ich, jak powinno wyglądać życie w rodzinie.

      Ja tu widzę dwie dorosłe i niedojrzałe osoby.
      A nie tylko jedną.
    • ann.k @Tilda, masz jakiś adres mailowy? 12.12.12, 08:43
      Hej. Przeczytalam Twój wątek, dużo tu mądrych odpowiedzi, a problem w wielu aspektach podobny do mojego. Mogłabym napisać do Ciebie na priv? Jak nie chcesz tu podawać, możesz napisać do mnie na maila gazetowego.
      • tilda77 Re: @Tilda, masz jakiś adres mailowy? 12.12.12, 09:53
        Hej,

        eghm: tilda77@gazeta.pl

        wink)
        • ca.melia Re: @Tilda, masz jakiś adres mailowy? 12.12.12, 14:19
          przeczytałam i nie rozumiem

          nie rozumiem Ciebie.

          Nie kochasz męża, on nie kocha Ciebie. Bije MAŁE dzieci a Ty na siłę szukasz usprawiedliwienia całej sytuacji i utwierdzenia siebie samej w przekonaniu, że właściwie wszystko jest OK.
          Nie jest. Nic dodać , nic ująć. Żyj z nim dalej, bo "jest czasem super ojcem", żyj i czekaj aż pewnego dnia pan Super Tata w nieopanowanym napadzie agresji dorwie dzieciaka i zleje go tak, że małe wyląduje w ciężkim stanie w szpitalu. A naprawdę niewiele trzeba - wystarczy pięścią w mały brzuszek.

          Ja zawsze się zastanawiałam, słuchając wiadomości, że małe dziecko ląduje w szpitalu, ponieważ ojciec/konkubent Maluszka pobił, gdzie jest w tym matka i dlaczego na to pozwalała.

          Dzięki Tobie w końcu zrozumiałam o co w tym chodzi. Jesteś taka sama. Smutne.
          • wtrakcie Re: @Tilda, masz jakiś adres mailowy? 12.12.12, 14:30
            ca.melia napisała:

            > przeczytałam i nie rozumiem
            Chyba raczej nie doczytałaś i dlatego nie rozumiesz.

            Pozdrawiam K.
            • alice913 Re: @Tilda, masz jakiś adres mailowy? 14.12.12, 17:55
              Tilda ja Cię rozumiem doskonale.
              Dla jednych wszystko jest czarne albo białe.Dla nas jako matek świat ma kolory a my byśmy chciały dla naszych dzieci wszystkich kolorów tęczy.Ale nie możemy zapominać o nas samych.
              O tym że szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci.
              Tak naprawdę to Ty musisz myśleć o dzieciach,sobie i mężu.
              Ja też stałam pod ścianą a może nawet zostałam pod nią postawiona.
              Długo nie mogłam zrozumieć dlaczego i jak to się stało.
              Nie jestem w stanie zrozumieć jak ktoś dobry może zmieniać się w potwora.Mój partner taki był.Nie kontrolował wybuchów złości a potem był taki dobry że zapominałam o całym źle.
              Do czasu.Znam doskonale słowa: dostosuj się,posłuszeństwo.
              Stwierdzenia w stylu : "matkę ma się tylko jedną a kobiet wiele", 'kim Ty jesteś?-jesteś nikim!","bądż posłuszna a wtedy będzie dobrze", "jak Ci każe skoczyć w ogień to masz to zrobić z uśmiechem".
              A potem: "Albo Ty albo nikt", "masz boskie ciało i mam obsesje na Twoim punkcie", "jesteś miłością mojego życia", "jesteś moja dupeczką", "takie piękno jak Ty musi być zauważone", "jesteś,zdolna,piękna,utalentowana i bardzo mądra"
              Itp.............................dużo tego.Dużo skrajności.
              Dzieci oddać jego rodzicom a mnie zabierać na romantyczne wypady, wyjazdy,upojne noce.
              Pozwalał swoim rodzicom na wszystko a ja nie miałam nic do gadania.Od nich słyszałam tylko: "nie prowokuj go to będzie spokojny", "Ty jesteś nienormalna", "normalne dziecko ma dwa domy-jeden u rodziców,drugi u dziadków".
              Dla ratowania NAS zaciągnęłam go na terapie-nie słuchałam go gdy mówił że to ja jestem chora i trzeba mnie leczyć. Zacisnęłam zęby i walczyłam.
              Na terapii usłyszał o wpływie jego rodziców na nasz związek i otwierały mu się oczy.
              Ja usłyszałam że to on ma problem bo - "syndrom matki i nieodcięta pepowina".
              A mnie kara za wszystko co mnie dotknęło złego z ich strony a od nich nie pozwala się uwolnić.
              Walkę o nas przegrałam-wygrała mamusiasmile jak można być taką egoistką?
              Ja zaczynam rozumieć ,że to nieodpowiedzialny człowiek,nie stabilny emocjonalnie i nie dam się uwikłać w jego i jego rodziny manipulacje mimo że ciagają mnie po sądach,chodzą po sąsiadach,oczerniają,manipulują dziećmi.
              Jestem matką i kobietą-siła przyszła z czasem.STRACH TO ZABÓJCA!!!!
              Nie możesz się bać.
              Może mało pisze o uczuciach dzieci bo je chronię-ale rozmawiam z nimi dużo.
              Odejdź od ściany.Nikt za Ciebie decyzji nie podejmie.
              U mnie była tylko przemoc psychiczna ale gdyby choć raz dotknął dziecko tak jak u Ciebie miało to miejsce nie wachałabym się i tym razem to ja postawiłabym twarde warunki.
              Teraz już wiem ,chcemy być dobre a tracimy na tym.
              Pokaż mu kto ma "jaja". Nie pozwól krzywdzić dzieci.To nie zabawki.
              Żyjemy w chorym systemie.Matki a zwłaszcza samotne maja trudno.Ale nic nie zastąpi dziecku SZCZĘŚLIWEJ I SPOKOJNEJ MATKI.
              Napisz do mnie na priva jeśli chceszsmile
          • hunkis Re: @Tilda, masz jakiś adres mailowy? 18.12.12, 12:31
            W takich historiach zawsze mi staje przed oczami austriacki Fritzl i jego żona lub inne takie głośne przypadki. Niby on krzywdził dzieci, niby ona na nie ręki nie podnosiła więc niewinna (czyżby?). Ale tak naprawdę ona WSPÓŁUCZESTNICZYŁA w tworzeniu atmosfery przemocy i gwałtu w której się dzieci wychowywały. To także DZIĘKI NIEJ dzieci MUSIAŁY tkwić w domu przemocy. Dawała swoją biernością, niechęcią do zmian, dawała zgodę na przemoc wobec dzieci bo CIĄGLE TRWAŁA PRZY MĘŻU-OPRAWCY. Więc to TAKŻE ONA nie dała dzieciom alternatywy, nie pozwoliła żyć inaczej, tuszowała występki męża. I także ona uczyła dzieci, że przemoc w domu to chleb codzienny któremu nie wolno się przeciwstawiać.

            Tildo. Krzywdzisz swoje dzieci nie mniej niż ich ojciec. Skażonego przemocą dzieciństwa nie zwróci im już nikt.
            Idź na terapię bo to co robisz (i czego NIE ROBISZ) i jak oboje z męzem znęcacie się nad dziećmi, skończy się tragicznie. Na pewno tragicznie dla dzieci. Bo was oboje dorosłych - to ewidentnie jara taka zabawa.
            Dorośnij jeśli nie chcesz być kiedyś przez dzieci przeklinana.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka