Dodaj do ulubionych

trudne początki

22.11.12, 02:15
Witam,

jestem tu nowa, ale zanim zdecydowałam się napisać cokolwiek na forum, przeczytałam masę historii - również na innych forach (co trochę tłumaczy porę o której zamieszczam post).
Jestem już wszystkim naprawdę bardzo zmęczona, zwłaszcza, że czuję, iż jestem z całym tym bałaganem sama. Mam zaledwie 22 lata i masę przeżyć - już na wstępie proszę, nie obrzucajcie mnie mięsem krytykując mój wiek, czy chociażby błędy przeszłości, o których zapewne wspomnę - szukam wsparcia, dobrych rad... Mam kilka pytań.

Do rzeczy...
Rozwodzę się po dwóch latach małżeństwa, ale może zacznę od początku. Nie znaliśmy się długo, licealny partner, niby nic wielkiego. Zaszłam w ciążę - miało być pięknie, kolorowo. Mieliśmy być szczęśliwi... Kupiliśmy mieszkanie (kredyt), a pod koniec ciąży wzięliśmy ślub (teraz naprawdę nie rozumiem po co mi on był). Niby on mówił, że dla Niego małżeństwo to papier (och, głupia ja!), ale ja wierzyłam... Zamieszkaliśmy razem, urodził się Syn. Miało być dobrze - było zupełnie inaczej. Od czasu narodzin było tylko gorzej. Nie potrafiliśmy się porozumieć, nie potrafiliśmy nawet rozmawiać. Coraz bardziej oddalaliśmy się od siebie - miałam wtedy 20 lat. Kiedy moje koleżanki szły na studia, ja poświęciłam wszystko by być dobrą matką, dobrą żoną. On ciągle pracował, był nieobecny. Po pół roku czuliśmy, że to nie to. Rozważaliśmy wtedy separację, ale wtedy miał jeszcze znaczenie wpływ otoczenia pt. "dla dobra dziecka musicie się 'dotrzeć'". Minął rok, pierwsze urodziny Syna pamiętam jakby to było wczoraj - ta sztuczna atmosfera, udawanie, odgrywanie ról przed rodziną. I wtedy coś pękło - i u mnie, i u Niego. Poszłam na studia (zaoczne), a On jeszcze bardziej poświęcił się pracy. Widzieliśmy, że się nie kochamy i chyba nigdy się nie kochaliśmy, że nasze drogi się zwyczajnie rozchodzą - nie chcieliśmy nic z tym zrobić, może przez chwilę chcieliśmy coś naprawić - ale to minęło, szybciej niż pojawiła się ta myśl. Przyszła zima, a kłótnie były nie do zniesienia - pamiętam jak którejś nocy uciekałam z Dzieckiem do moich rodziców, bo nie mogłam zostać w domu. Pamiętam każdą kłótnię, awanturę - zniszczone meble, czy przedmioty. (...)
Od półtora roku między nami nic nie ma - nie spaliśmy już nawet w jednym łóżku. Od pół roku On nie mieszka ze mną i synem. Nie nienawidzimy się, nie czujemy do siebie wzajemnej urazy - po prostu się skończyło, nie czujemy nic - kontakt ogranicza się do spraw związanych z Dzieckiem.

Teraz o rozwodzie - choć wiem, że mi nie będzie łatwo (nie pracuję, finansowo wspierają mnie rodzice, czuję się naprawdę samotna), to pragnę go bardziej niż czegokolwiek innego. Chcę uwolnić się od wszelkich "formalności" i zacząć życie na nowo.
On także chce rozwodu - ba, to nawet On składa pozew (rozwód bez orzeczenia o winie).
Spisaliśmy porozumienie o sposobie wychowywania Dziecka, ustaliliśmy wysokość alimentów, praktycznie podzieliliśmy "majątek".

Wiem, że każda sprawa jest indywidualna, ale może chcecie podzielić się swoim doświadczeniem.
Wiecie może jak długo czeka się na pierwszą sprawę rozwodową od momentu złożenia pozwu?
Czy sąd może udzielić rozwodu na pierwszej rozprawie?
Czy jest ryzyko, że sąd skieruje moją sprawę do mediacji itp.?
Czy sąd może mieć wątpliwości co do rozpadu naszego "małżeństwa"?

Mam jeszcze jedno pytanie... co robiłyście z nazwiskiem po rozwodzie? Niby nic wielkiego, ale... nie chciałabym by kiedyś mój Syn źle się czuł przez te zawirowania z nazwiskami. sad

PS. Przepraszam, jeśli mój wątek wydaje się być oschły lub chaotyczny - po prostu jestem wypłukana z sił, męczy mnie ten rozwód - marzę by mieć to już za sobą... Poza tym nie bardzo wiedziałam jak to wszystko opisać. crying
Obserwuj wątek
    • angelina_186 Re: trudne początki 22.11.12, 08:39
      Rachelka...
      Po pierwsze uwierz, że wszystkie tu mamy podobne problemy, a mimo to każdy przypadek jest inny i indywidualny.

      Jesteś o tyle w dobrej sytuacji, że we dwoje już tego nie chcecie ciągnąć podjeliście tą decyzje wspólnie i czeka Cię droga rozwodowa. Nie kochacie się... nie mieszkacie razem czyli pierwsze najgorsze rzeczy rozstania za Tobą.

      Chciałabym trochę opisać Ci swoją sytuację, gdyż uważam, że mam gorszy dylemat!
      Mieszkam z mężem i córką ( 11 lat związku, 6 lat po ślubie) po mimo tego, że mój partner nie należy do najlepszych!
      Łączy nas związek opierający się chyba nie na miłości a bardziej chorobliwej zazdrości i przyzwyczajenia, ale również kredyty (których nie jest mało).
      Opisując swoją sytuację w wątku zielonejkoniczyny (poczytaj) uzyskałam naprawdę parę słów krytyki...ale uwierz, że to trochę pomogło.
      Moim problemem jest współuzależnienie od męża. Jest dla mnie jak narkotyk- choć nie chce go to i tak mnie do niego ciągnie (to jest nie do opisania beznadziejne)
      Kiedy usłyszał o rozwodzie o tym, że podjęłam decyzje o rozwodzie...chorobliwie zaczął szukać ratunku! Za nic nie chce się rozwieść, płacze, krzyczy, błaga, przeprasza, przysięga zmiany... i tu jak zwykle odezwała się moja litość. W sobotę miałam się wyprowadzić.... i znów mam straszny mętlik w głowie. To rozstanie będzie ciężkie jak cholera.

      Więc uwierz wolała bym być na drodze rozwodowej... niż na tym etapie co ja jestem sad

      Nie mam doświadczenia w rozwodach, ale znam kilka osób, gdzie rozwód był szybki w przypadku gdy dwoje ludzi stwierdzają to samo i bez zająknięcia twierdzą o braku miłości, przywiązania i takie tam blablabla


      Myślę, że w twoim przypadku nie będzie się to długo ciągnęło oboje chcecie tego samego....
      Życzę Ci wytrwałości i spokoju ducha, a ułożysz sobie życie ( i może spotkasz tą właściwą drugą połówkę)
      • nandita_7 Re: trudne początki 22.11.12, 09:24

        Wiem, że każda sprawa jest indywidualna, ale może chcecie podzielić się swoim doświadczeniem.
        Wiecie może jak długo czeka się na pierwszą sprawę rozwodową od momentu złożenia pozwu?
        Czy sąd może udzielić rozwodu na pierwszej rozprawie?
        Rachelko, nie przepraszaj, to normalne, że w takiej sytuacji człowiek jest roztrzęsiony. Ludzi tu się nie bój (he he, sama jestem tu od niedawna i jeszcze pisząc czasem wolę ugryźć się z język niż dostać się pod forumowy pręgierz). Fajni ludzie tu są.
        Co do Twoich pytań - spróbuję odpowiedzieć, ale może i bardziej doświadczone koleżanki wypowiedzą się?

        > Czy sąd może udzielić rozwodu na pierwszej rozprawie?
        Tak, jeśli mąż podtrzyma swój pozew, a ty - swoją zgodę na rozwód (pozew dostałaś z sądu? Odpowiedź wysłałaś?), zwłaszcza, że macie dogadane wszystkie sprawy (opieka nad dzieckiem, alimenty i majątek) i z tego co rozumiem, jesteście w tych kwestiach zgodni.

        > Czy jest ryzyko, że sąd skieruje moją sprawę do mediacji itp.?
        Teoretycznie chyba zawsze jest, gdy dziecko małe, ale skoro twój mąż dośc dawna nie mieszka z wami, ta okoliczność powinna pomóc w uzyskaniu szybkiego rozwodu.

        Czy sąd może mieć wątpliwości co do rozpadu naszego "małżeństwa"?
        > biorąc pod uwagę wasz wiek i przyczyny zawarcia związku małżeńskiego, nie powinien.

        Co do nazwiska, syn nosi Twoje czy Twojego męża? Rozumiem, ze wolałabyś mieć nazwisko takie, jak Twój syn? W takim razie chyba nie robisz nic.

        Zaraz, dziewczyny! Czy jeśli po rozwodzie chce się zachować nazwisko męża, trzeba to zgłaszać do USC albo gdziekolwiek indziej?
        • nowel1 Re: trudne początki 22.11.12, 11:59
          nandita_7 napisała:


          > Zaraz, dziewczyny! Czy jeśli po rozwodzie chce się zachować nazwisko męża, trze
          > ba to zgłaszać do USC albo gdziekolwiek indziej?

          Nie. Nie wymaga to żadnych działań.
          Jeśli chcesz wrócić do poprzedniego - wtedy i owszem.
    • cozzycie_80 Re: trudne początki 22.11.12, 10:42
      Witaj,
      nie masz się czego obawiać, wiek nie ma tu żadnego znaczenia. Każdej z Nas mogło się to przytrafić kiedy miałyśmy 20 lat wink
      Doświadczenia tragiczne, ale najważniejsze żebyś wyciągnęła z tego wnioski i postępowała mądrze w przyszłości.
      Ja mam koleżankę ze studiów, która przeżyła dokładnie to samo co Ty. Teraz ma 9-letnią córkę i wspaniałą rodzinę.
      Jeżeli chodzi o Twoje pytania, to po pierwsze, my przy składaniu wniosku dowiedzieliśmy się, że to wszystko zależy jak wiele jest spraw rozwodowych. Od ilości złożonych wniosków. Jedni czekają 3 miesiące, a drudzy i więcej. My złożyliśmy wniosek pod koniec marca a już 20 kwietnia mieliśmy pierwszą sprawę.
      Pierwszą i ostatnią, byliśmy bardzo zgodni, mieliśmy wszystko dogadane więc dostaliśmy rozwód na pierwszej rozprawie. Mamy dziecko, 5 lat. Pytała czy chodzimy do psychologa i czy tatuś bierze udział w życiu dziecka.
      Dostaliśmy mimo, ze mój były (który NIGDY w życiu nie kłamię) powiedział, ze spaliśmy ze sobą ostatni raz miesiąc temu (godziliśmy się wink.
      Ryzyko zawsze jest, ale skoro jesteście zgodni, to nie sądzę. Jeżeli chodzi o wątpliwości sądu, to tak samo jak w poprzedniej odpowiedzi. Jeżeli żadne z Was nie zrobi jakiejś sceny płaczu, że kocha i takie tam, to dlaczego miałby mieć wątpliwości.
      Ja nic nie robiłam z nazwiskiem, zostawiłam to po mężu. Ani mnie ono ziębi, ani parzy. Nie miałam żadnych dylematów z tym związanych.
      I nigdzie nie trzeba zgłaszać, że zostawia się nazwisko po byłym.
      • rachelka7 Re: trudne początki 22.11.12, 11:15
        Dziękuję – nie myślałam, że zostanę tak ciepło przyjęta. smile

        Angelina: Wierzę i wiem, że moja sytuacja nie jest najgorsza – wiem, ale i tak po prostu nie mam nawet z kim o tym wszystkim rozmawiać. sad

        Zanim napisałam, jak już wspomniałam, przeczytałam sporo wątków – m.in. trafiłam na Twoją historię. Rozumiem – chociaż trochę – Twoją sytuację. Nie wiem, czy potrafię pomóc, ale mogę coś opowiedzieć. Moja kuzynka przez lata była katowana przez męża (małżeństwem byli 15 lat, parą 20) – oczywiście nikt tego wtedy nie wiedział, ona nic nie mówiła a przy wszelkich możliwych spotkaniach wyglądali na idealne małżeństwo. Jedyne, co budziło niepokój rodziny to wrażenie, że Ona nie ma swojego zdania – że wszelkie decyzje podejmował on i jego ‘mamusia’. Prawda była jednak zupełnie inna. Ona, podobnie jak Ty nie potrafiła długo powiedzieć stop, nawet gdy zdradził ją ze swoją sąsiadką. Chciała wybaczyć. I pewnie wybaczyłaby gdyby nie fakt, że to on postanowił ją zostawić robiąc idiotyczne sceny pod blokiem i puszczając plotki, że ta sąsiadka jest w ciąży. (swoją drogą, gdy ją zdradzał – dalej ją katował). Z tego wszystkiego pomógł wyciągnąć się jej psycholog – to chyba był najlepszy krok. Ich układ był naprawdę chory, a ona żałuje teraz, że nie odpuściła wcześniej. Sama mówi, że mogła zastosować metodę odrywania plastra – jeden zdecydowany ruch i później tylko zapominasz.

        Poza tym, na początku, jak chciałam zakończyć swój związek nie wyobrażałam sobie życia bez niego, że sobie nie dam rady, że zostanę sama, że zostanę z niczym (jak mówiłam mamy kredyt). Teraz też mam jeszcze problem z docenianiem siebie – bo kto kiedyś zechce mnie z dzieckiem, często wydaję mi się, że nie mam nic do zaoferowania… Nadal nie potrafię wyobrazić sobie przyszłości.
        I najgorsze jest to, że my byliśmy naprawdę krótko parą przed ślubem a już wtedy było źle – teraz wydaje mi się, że po prostu chyba „lubiłam” te kłótnie, ciągłe walki o coś, ciągłe obietnice zmian…

        Dziękuję za słowa otuchy. Tobie, Angelino, życzę przede wszystkim siły – ona jest Ci chyba najbardziej potrzebna.

        Nandita: Widzę właśnie, że na pewno bardzo mili ludzie tu są. smile Cieszę się, że w końcu odważyłam się przyłączyć do forum – kiedyś i ja będę mogła podzielić się swoim doświadczeniem. smile

        Dziękuję za Twoje odpowiedzi. Owszem, po tylu dyskusjach, jesteśmy w tych wszystkich kwestiach zgodni… I chyba nic już nie może nas zaskoczyć.
        Zarówno ja, jak i Syn, nosimy nazwisko Męża. Po prostu nie wiem jak to rozwiązać „na przyszłość”. Chciałabym mieć nazwisko takie jak syn, ale nie wyobrażam sobie zostać przy nim nadal gdy np. z kimś się zwiążę na stałe…
        Rozważałam powrót do panieńskiego (z tego co wiem, mam bez najmniejszego problemu, taką możliwość do 3 miesięcy od orzeczenia rozwodu, inaczej zostaje się przy obecnym nazwisku – które i tak kiedyś można zmienić). Ale co wtedy z Malcem? Niby mogłabym mu zmienić na nazwisko dwuczłonowe… Po prostu nie wiem – to nie jest takie „widzi mi się” – boję się, że Brzdąc będzie miał przez to jakieś nieprzyjemności w przedszkolu, szkole (na innych forach czytałam o przypadkach, że dzieci dokuczają tym, które mają inne nazwisko niż mama…wink sad

        Swoją drogą boję się trochę jak to wszystko odbije się na moim synku – ma już 26 miesięcy i nadal nie mówi, często obwiniam siebie o to... Ale wtedy przypominam sobie, że jak kłóciliśmy się, to Maluch budził się w nocy z płaczem.
        • cozzycie_80 Re: trudne początki 22.11.12, 11:24
          Ale tak naprawdę czy to będzie aż tak przeszkadzać komuś z kim zwiążesz się na poważnie? Przecież to tylko nazwisko, a w końcu ten ktoś chyba będzie sobie zdawał sprawę z tego, że jesteś rozwódką itd.
          Nic się nie martw o przyszłość, teraz najważniejsze żebyś Ty odzyskała spokój i równowagę a wtedy Maluszek też to poczuję.
          • rachelka7 Re: trudne początki 22.11.12, 11:28
            Raz jeszcze Ci dziękuję smile Dla mnie to też tylko nazwisko i szczerze mówiąc nie wiem czy chcę bawić się po raz kolejny w wymianę wszystkich dokumentów itd. Zobaczymy co czas pokaże - póki co, dążę do najszybszego zamknięcia sprawy. smile
            • yoma Re: trudne początki 22.11.12, 19:43
              Nie pamiętam, czy to już opowiadałam - kto zna, niech nie czyta smile

              Miałam kiedyś świetną panią weterynarz. Dowiedziałam się o niej pocztą pantoflową, a poczta pantoflowa jak to poczta pantoflowa, przekręciła nazwisko. Kiedy sobie zdałam sprawę, że przekręcam, zaczęłam strasznie przepraszać, a pani weterynarz:
              - A nie ma sprawy, to jest nazwisko mojego byłego męża, niech pani z nim robi co chce...

              smile
        • natalia-ok6 Re: trudne początki 22.11.12, 11:41
          rachelka7 napisał(a):

          > Dziękuję – nie myślałam, że zostanę tak ciepło przyjęta. smile

          Spokojnie,zostałas ciepło przyjeta bo jestes teraz biedna i nieszczęsliwa,masz gorzej od innych. Poczytaj watek kobiety 000,własnie wygrała i juz po niej "pojechali".
          • cozzycie_80 Re: trudne początki 22.11.12, 11:46
            Rachelko7, nie zostałaś miło przyjęta dlatego, że jesteś biedna i nieszczęśliwa, jak to napisała Natalia, może za chwilę pojawi się jakiś przykry komentarz.
            To nie chodzi o to w jakiej kto jest sytuacji, to jest forum i są tu różni ludzie. Więc musisz być gotowa też na negatywne opinie.
            Ja jak napisałam swój pierwszy wątek, to też spotkałam się z różnymi opiniami. Niektórzy pocieszali, niektórzy krytykowali.
            Tak to już jest na forum...smile
            • rachelka7 Re: trudne początki 22.11.12, 11:53
              Wiem, wiem - liczę się z tym. Tak czy inaczej po prostu myślałam, że albo zostanę od razu skrytykowana, albo po prostu nikt mnie nie zauważy. smile
        • yoma Re: trudne początki 22.11.12, 19:41
          > na moim synku – ma
          > już 26 miesięcy i nadal nie mówi, często obwiniam siebie o to...

          O ile wiem, to się zdarza. Jeszcze nie czas się przejmować. Natomiast na pewno lepiej jest się rozwieść, kiedy dziecko ma dwa lata, niż pięć czy siedem. Po prostu tak małe dziecko nic nie będzie pamiętać.

          Co do niemówienia, przypomniał mi się stary dowcip:
          Dzieciak miał siedem lat, nie mówił, lekarze rozkładali ręce. NAgle któregoś dnia ni stąd, ni zowąd pod koniec obiadu:
          - A gdzie budyń?
          Rodzice pospadali z krzeseł. - Synku, to ty mówisz, dlaczego do tej pory nie mówiłeś???
          - Bo zawsze był budyń...

          Może spróbuj nie dać budyniu smile

          Co do rozwodu, sprawy dogadane, dziecko małe, więzi ustały, macie sporą szansę na rozwód na pierwszej rozprawie.
      • rachelka7 Re: trudne początki 22.11.12, 11:24
        Cozzycie: Przepraszam, że ja tak o tym wieku – ale często zostaję nazwana „gów*iarą, która nie ma pojęcia o życiu” - fakt, mieszkam w małej miejscowości.
        Pomimo, że mój syn ma 2 lata, od jakiegoś czasu chodzę z nim do psychologa…
        Mam nadzieję, że moje życie ułoży się równie pozytywnie co Twojej koleżanki.

        Dziękuję, że opowiedziałaś mi swoją historię – czyli jest szansa, że się z tym wszystkim „uwinę” dość szybko – zwłaszcza, że na pewno żadne z nas nie będzie robić scen. smile
        Czyli nie mieliście żadnego spotkania pojednawczego? Pozew, rozprawa i koniec?

        Może to głupie pytanie, ale nie wiecie może, ile czasu czeka się średnio na pierwszą rozprawę w Stolicy?
        • cozzycie_80 Re: trudne początki 22.11.12, 11:31
          Myślę, że sam fakt Twoich doświadczeń już pokazuje, że jednak coś o tym życiu wiesz wink
          Teraz tylko ważne abyś postępowała mądrze. I przede wszystkim myśląc o swoim dziecku i sobie.
          Nie mieliśmy żadnej sprawy pojednawczej. Jedna rozprawa i koniec.
          Dla pocieszenia powiem Ci, że ja miałam 26 lat jak zaszłam w ciąże i związałam się z człowiekiem, z którym byłam bardzo krótko i niestety skończyło się rozwodem. Więc, to nie kwestia wieku wink
          Szkoda, że mieszkasz tak daleko, bo mogłybyśmy pomagać sobie w realu smile Ale są tu też fajne babki ze stolicy, może któraś Cię wesprze wink
          • rachelka7 Re: trudne początki 22.11.12, 11:41
            Myślę, że dopiero uczę się "samodzielnie" myśleć - ale wszystko jeszcze przede mną. smile Najważniejszy jest dla mnie mój Skarb i zrobię wszystko, by był szczęśliwy. smile

            Może to nie pocieszenie, ale przynajmniej wiem, że swoich czynów nie mogę dłużej usprawiedliwiać wiekiem. wink Po prostu jednak liczy się doświadczenie. smile Całe szczęście, że mimo wszystko niczego nie żałuję - no ok, sam ślub był zbędny - ale i tak mam wspaniałego Syna. smile

            Raz jeszcze dziękuję za ciepłe słowa - nie spodziewałam się tego, naprawdę. smile
    • rachelka7 Re: trudne początki 22.11.12, 18:13
      Przepraszam, że tak podbijam temat, ale może któraś z Was chciałaby powiedzieć kilka słów w temacie - odpowiedzieć na moje pytania, proszę.

      Nie wiecie może, ile czasu czeka się średnio na pierwszą rozprawę w Stolicy?
      • zegnaj_kotku Re: trudne początki 22.11.12, 18:24
        > Nie wiecie może, ile czasu czeka się średnio na pierwszą rozprawę w Stolicy?

        ja czekałam 3,5 miesiaca,
        po ok 2 miesiacach pozwany otrzymał informację z sądu o złozeniu pozwu i miał 2 tygodnie na ew. odpowedź,
        po kolejnym miesiacu otrzymalismy wezwania na sprawę
    • zielona.wrona Re: trudne początki 22.11.12, 18:25
      Rachelko, pomimo, ze jestes jeszcze taka mloda, jestes madrzejsza, niz wiele doroslejszych tu pan. Stac Cie na powiedzenie: "nie kochamy sie", drogi sie rozeszly i trzeba sprawe zalatwic z honorem. Bez udawadniania komukolwiek jak to jest winny, alebo jaki jest "gad". Stac Cie na umowienie sprawyi opieki nadz dzieckiem z Twoim mezem. Nie obrzucasz nikogo wyziskami.
      Rachelko, czlowiek popelnia w zyciu bledy. madrze jest, uczyc sie i wyciagac prawidlowe wnioski. Nie wazne ile sie czeka na rozwod. Wszystko kiedys mija, nawet najdluzszy czas. Wez swoje zycie we ^wlasne rece, wychowaj synka i miej szczesliwe i madre zycie. Glupia nie jestes.
      Pozdrawiam!!

      PS. Dziecko 26 miesiecy ma prawo jeszcze nie mowic.
      • nandita_7 Re: trudne początki 23.11.12, 10:13
        Rachel, zajrzyj do skrzynki mejlowej. smile
        • nandita_7 Re: trudne początki 23.11.12, 10:13
          Nie zajrzyj, cholera. Najpierw ją uaktywnij, pliz!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka