Dodaj do ulubionych

Co to znaczy kochać?

11.01.13, 19:38
Obserwuj wątek
    • buba2002 Re: Co to znaczy kochać? 11.01.13, 20:46
      Kochać to znaczy znajdować rozkosz w widzeniu, dotykaniu, czuciu wszystkimi zmysłami, z tak bliska, jak tylko można, istoty ukochanej i kochającej. Stendhal
    • heksa_2 Re: Co to znaczy kochać? 11.01.13, 21:24
      Czy miłośc powinna być bezwarunkowa?
      • ninaa Re: Co to znaczy kochać? 11.01.13, 21:50
        Mam w grupie terapeutycznej kobietę, starsza panią która od zawsze chyba funkcjonuje z alkoholikami - mężem i synem... Jej przekonania nie pozwalają jej opuścić ich.. Jest kobietą szlachetną..., do nieba pójdzie zapewne.. Jej miłość jest bezwarunkowa, myślę. Szlachetna niezwykle.
        A moja taka nie jest.
        Ja po tylu latach wiem, że mam skrzywione spojrzenie na miłość, na partnerstwo, na spełnianie się w związku, gdzie każdy ma swoją przestrzeń i prawo do uśmiechu. Z wzajemnym szacunkiem.
        Bezwarunkowa miłość..., powinna mi kazać zostać przy mężu..? Bez zastanowienia się nad własnym samopoczuciem.., nad "jakością" życia dziecka, z łataniem dziur w sercu, z godzeniem się, bo "mimo wszystko kocham".. Nie kocham. Żal mi strasznie, bo nic mu nie zostanie.., świat będzie pusty.., ale nie chcę w tym tkwić. Chcę uciec do przodu. Tylko dlaczego jest w tym takie poczucie winy...???? Na ile mam prawo do szczęścia i samostanowienia ? Do świętego spokoju ?
        Miłość nie może być bezwarunkowa. Miłość to uzupełnianie wzajemne. A bezwarunkowa może jest inna miłość. Nie ta z tego forum..

        • dekarboksylaza Re: Co to znaczy kochać? 27.01.13, 23:03
          A ja odpowiem Wam tak:

          Kochać to tak łatwo powiedzieć
          Kochac to nie pytać o nic
          Bo miłość jest niepokojem
          Nie zna dnia
          Który da się powtórzyć
          Bo miłośc jest niepokojem
          Nie zna dnia
          Który da się powtórzyć

          Nagle świat się mieści w Twoich oczach
          Już nie wiem czy Ciebie znam
          Chwile kolorowe przeźrocza
          Biegna szybko zmienia je czas

          kochac jak to łatwo powiedzieć
          Kochac tylko to więcej nic
          W tym słowie jest kolor nieba
          Ale także rdzawy pył gorzkich dni
          W tym słowie jest kolor nieba
          Ale także rdzawy pył gorzkich dni

          Jeszcze obok Ciebie moje ramie
          A jednak szukamy się
          Może nie pójdziemy już razem
          Słowa z wolna tracą swój sens

          Kochac jak to łatwo powiedzieć
          Kochac to nie pytać o nic
          Bo miłość jest nie wiadomą
          Lecz chce wiedzieć
          Czy wiary starczy mi
          Bo miłość jest nie wiadomą
          Lecz chce wiedzieć
          Czy wiary starczy mi

          Autor: Andrzej Tylczyński

      • triss_merigold6 Re: Co to znaczy kochać? 11.01.13, 21:59
        Tak, do dziecka ale nie do partnera/partnerki.
      • argentusa Re: Co to znaczy kochać? 13.01.13, 21:57
        Do dzieci tak, do siebie - tak.
        A jak te obie mam spełnione to i Obecnego obdarzam mądrą miłością. Taką niespecjalnie wymagającą, bo i do poczucia całkowitego spełnienia jego miłosć mi nie jest niezbędna.
        Ale jest.
        No i miłość to nie pluszowy miś, nie kwiaty itepe.
        To dzisiaj: przytulenie w chwili wzruszenia. Ot tak.

        Ar.
    • heksa_2 Re: Co to znaczy kochać? 11.01.13, 22:16
      Czyli czerpanie przyjemności z doświadczania drugiej osoby oraz ekwiwalentnego dawania i brania.
      • triss_merigold6 Re: Co to znaczy kochać? 11.01.13, 22:19
        Bilans zysków i strat w zaspokajaniu potrzeb własnych i cudzych musi się zgadzać. Jakieś gratyfikacje muszą być, a uczucie musi być karmione.
    • nangaparbat3 Re: Co to znaczy kochać? 11.01.13, 22:26
      Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
      Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
      Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
      A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
      Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
      Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.
      Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
      żeby stanęły w wypełnienia łunie.
      To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
      Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.
      • heksa_2 :-) 11.01.13, 22:34
    • barmanka_prl Re: Co to znaczy kochać? 13.01.13, 18:46
      Pierwsze, co mi przyszło do głowy to melodia. Tak. Nie tekst, ale melodia: "kochać - jak to łatwo powiedzieć. Kochać, tylko to, więcej nic"
      I chyba to tyle... Tego się nie da powiedzieć słowami. To trzeba wyśpiewać.
      Poruszyła mnie w tym wątku wypowiedź Niny. Głęboka i rodząca tak wiele pytań. Nie znam odpowiedzi. Znam tylko melodię. Myślę, że każdy ma swoją...
    • barmanka_prl Tylko dla mężczyzn o mocnych nerwach 13.01.13, 19:07
      Z dedykacją dla mojego Księcia z Bajki wink
      www.youtube.com/watch?v=PMhZp4Kvyjw
      • roserot Re: Tylko dla mężczyzn o mocnych nerwach 14.01.13, 01:13
        Nie wydzwania, nigdy nie ma miłosnego słowotoku, nie obsypuje kwiatami.
        Ale...znosi me humory, fochy, złosliwości, nie odpycha mojej zarycznej fejs.
        A rano pobiegnie po bulki, bo wie że lubię je z konfiturą, przywiezie mi idiotyczny sweterek, bo wiedział, że lubię mieć ciepło w plecki.
        A gdy nad ranem wracam z imprezki i robię machniom z kołderką, by ogrzac sie jego ciepłem, to jeszcze przypełznie bliżej by zamknąc mnie w cieple swych silnych ramion.
        A ja tyle razy jestem straszna, bezwzględna, samolubna, a on zadzwoni z pracy i pyta, gdzie pojedziemy w weekend.
        A i kolację i kąpiel przygotuje, wyczekując mnie w mróz na balkonie.
        A i tak jakoś nieśmiale, gdy nasze ciała się spotkają, wdycha mój zapach pełną piersią, a ten zachwyt i światło jego oczu mówią cuuuudnnniieeee, życie oddałbym za twoj zapach.
        To chyba to?
        • nandita_7 Re: Tylko dla mężczyzn o mocnych nerwach 14.01.13, 13:48
          Cholera. Rose, poryczałam się. Gratuluję. Masz wiele szczęścia. Ja... nigdy tak nie miałam. Owszem, otrzymywałam sporo z tych rzeczy, które dostajesz od swojego mężczyzny ty. Ale nigdy... z miłością, tylko raczej... na zasadzie "zrobię to, to będzie spokój". Od tak dawna słowo "kocham" stało się pustym frazesem używanym fałszywie trzy razy do roku, a poza tym... zero miłości we wzajemnych kontaktach. Od lat - zero przyciągania. Cóż... trudno.
        • argentusa Re: Tylko dla mężczyzn o mocnych nerwach 14.01.13, 19:31
          eeee dorosłyyyyy facet ci się trafił.Gratki smile)))))))
          Tak trzymać. I oby nas więcej tak miało.
          Ar.
          • zmeczona100 Re: Tylko dla mężczyzn o mocnych nerwach 14.01.13, 19:42
            raczej ostatni dinozaur wink))
    • pati790 Re: Co to znaczy kochać? 14.01.13, 20:57
      Kochac to znaczy być gotowym oddać za kogoś życie.
      • roserot Re: Co to znaczy kochać? 14.01.13, 21:38
        Tak, trafiło mi się, jesteśmy ze sobą 27 lat.
        Jednak w tej beczce miodu było i trochę dziegciu, było wszystko co tylko można sobie wyobrazić.
        Poraniliśmy się nawzajem, a mimo, nadal zyć bez siebie nie możemy.
        • argentusa Re: Co to znaczy kochać? 14.01.13, 21:46
          a to przepraszam i dziękuję. Wolę moją wersję:
          Ja żyć bez Ciebie mogę. Ale chcę być z Tobą.
          Żadnego przymusu. Zdecydowanie w cenie jest u mnie wola i decyzja a nie przymus, nawet jeśli wewnętrzny.
          A poza tym, jak mnie zabraknie to co? Jego już nie będzie, bo nie może beze mnie żyć? pomyślałabym, że niepełnowartościowy. W moim rozumieniu świata każdy dojrzały dorosły jest całością i kompletem. I może spokojnie żyć samodzielnie. A, że ma wolę być z kimś? Cudnie. To zupełnie coś innego niz nie mogę bez Ciebie - toto to nastolatkami mi pachnie.
          Ale co kto lubi. Nie mam patentu na życie innych.
          Ar.
          • barmanka_prl Re: Co to znaczy kochać? 14.01.13, 22:00
            argentusa napisała:

            > W moim rozumieniu świata każdy doj
            > rzały dorosły jest całością i kompletem. I może spokojnie żyć samodzielnie. A,
            > że ma wolę być z kimś? Cudnie. To zupełnie coś innego niz nie mogę bez Ciebie -
            > toto to nastolatkami mi pachnie.

            Jedno nie stoi na przeszkodzie drugiemu. Pewnie, że każdy dorosły jest kompletem i całością, w końcu żona/mąż to nie siostra syjamska big_grin Ja to rozumiem tak, że chodzi o poetykę i wyrażenie głębi miłości. "Nie mogę żyć bez ciebie = jest mi bez ciebie źle, smutno, nie widzę bez ciebie pełni światła, tylko jego odbity blask". I takie tam.
      • argentusa Re: Co to znaczy kochać? 14.01.13, 21:40
        a po cholerę? Dobra miłość to nie wymaga takiego poświęcenia.
      • kasper254 Re: Co to znaczy kochać? 14.01.13, 21:41
        1.W epoce konsumpcyjnej, w której jest się towarem najlepszą wydmuszką jest słynny list do Koryntian: "Hymn o miłości". Niektórzy - głównie damy (jak wynika i z tego forum) - mdleją z wrażenia. Czy należy tak kochać, jak się w nim pisze? Ależ skąd. To przeciwieństwo miłości. Można nie kochać i być prawym, dobrym i uczciwym człowiekiem. Nie wiemy też, czy św. Franciszek kochał, ale wiemy, że miał majątek. A gdyby go nie miał, kto o nim pamiętałby? I dlaczego wreszcie - Esteraj - największa jest miłość, ponad wiarę i nadzieję? Byłem u poczciwego, dobrego, zgaszonego 90-latka. Nie mógł oddać stolca. Cóż go trzymało: miłość czy nadzieja? Co było większe?

        2.Już kiedyś o tym opowiadałem.Była salową. Spotkała kryminalistę. Na świat przyszło dziecko. Gdy wyszedł z więzienia, cały czas był na bakier z prawem, bił bliskich, pił, sprzedawał rzeczy na alkohol itd. Rozstali się. Oślepł. Zaopiekował się nim, aż do samej swojej śmierci. Umarł rok po niej. Nie umiał żyć. Gdy ją spotykałem, mówiła cicho zwykłe, proste słowa, nie jak św. Paweł - górnolotne i bez pokrycia. Kochała. Można było obok Niej przejść, jak obok niewidzialnej, bezkształtnej istoty. Tylko takim żarem promieniowała, że aż do dzisiaj to pamiętam. Nie trzeba było ciała.
        • roserot Re: Co to znaczy kochać? 15.01.13, 23:33
          Och, nie łapcie za słowka, "żyć bez siebie", to tylko w skrócie: będziem po grób big_grin.
          I żadne z nas połowki jabłka, czy innej nektaryny. Jesteśmy różni, mamy swoje kąciki we wspólnym świecie. Chociaż różni, to jednak nie ja i ty, ale MY. Ot taki paradoks. Zrozumienie tego zajeło trochę czasu i niepotrzebnej(?) szarpaniny. Jak to dobrze, że miłość romantyczna przeszła niczym szkarlatyna,a dopiero teraz to jest TO.
        • esteraj Drogi Kasprze 16.01.13, 12:41
          Czuję się wywołana do odpowiedzi.
          Nie bardzo rozumiem Twój ironiczny wpis (tak go dobieram), ale postaram się wyjaśnić mój punkt widzenia.

          Dawno temu miłość kojarzyła mi się z zaspokajaniem potrzeb drugiego człowieka i jego oczekiwaniami. Rodzice kochali mnie, gdy byłam grzeczna i posłuszna.
          Potem mój mąż wymuszał ode mnie jakieś zachowania, bo przecież gdybym go kochała, to powinnam tak zrobić albo odpowiednio się zachować.
          Sama zresztą zakochiwałam się w kimś, kto w odpowiedni sposób umiał się mną zachwycić, kto okazywał mi zainteresowanie i potrafił się o mnie zatroszczyć. Jeżeli tylko odbiegał od mojego wyobrażenia i nie spełniał moich oczekiwać, szedł zwyczajnie w odstawkę.

          Zatem miłość była postrzegana przeze mnie dość negatywnie. Ograniczała moją wolność i ja ingerowałam w czyjąś. Nie chciałam takiej miłości.
          Uciekałam na słowa: "Kocham Ciebie, jesteś całym moim światem..."
          Znacznie bardziej ceniłam sobie przyjaźń. Nie była tak zobowiązująca.

          Któregoś dnia wpadła mi w ręce książka "Rozmowy o miłości", gdzie na okładce z tyłu był przytoczony list do Koryntian.
          Zaczęłam zastanawiać się, czy to, co ja nazywam miłością, rzeczywiście nią jest.
          Czy ja potrafię kochać w ten sposób?
          Miłość cierpliwa jest - ups, czy ja jestem cierpliwa względem osoby, którą ponoć kocham? W żadnym razie, przecież powinna zrobić coś lub dostosować się do mnie już, natychmiast.
          Łaskawa jest - aha, na pewno jestem łaskawa, jasne... lepiej obrazić się ale nie zrozumieć...
          Miłość nie zazdrości - nie daj Bóg, żeby ktoś miał lepiej ode mnie.
          nie szuka poklasku, nie unosi się pychą - a jakże, przecież tylko ja mam prawo do racji
          nie dopuszcza się bezwstydu,
          nie szuka swego,
          nie unosi się gniewem,
          nie pamięta złego;
          -same zaprzeczenia, tego co ja czuję

          nie cieszy się z niesprawiedliwości,
          lecz współweseli się z prawdą.
          Wszystko znosi,
          wszystkiemu wierzy,
          we wszystkim pokłada nadzieję,
          wszystko przetrzyma.


          Masz rację Kasper, to brzmi bardzo patetycznie, a na dodatek wydaje się być nierealne... jednak jest możliwe.
          Wystarczy uszanować wolę drugiego człowieka i dać to, co samemu chciałoby się dostać.
          Pokochać siebie i wypełnić się miłością, wówczas nie musimy czegoś chcieć od drugiego człowieka, lecz sami możemy dawać od siebie.

          > I dlaczego wreszcie -
          > Esteraj - największa jest miłość, ponad wiarę i nadzieję?

          Bo miłość jest wszystkim... jest blaskiem, który widziałeś u zwykłej, bezkształtnej kobiety...
          Nadzieja jest oczekiwaniem...
          Wiara, przyjęciem czegoś bez dowodu na to, że to jest, było lub będzie...

          Również uważam, że można nie kochać i być prawym, dobrym, uczciwym człowiekiem.
          Będą to zachowania wyuczone, jeśli nie płyną z wnętrza... tak mi się wydaje.

          Czy św. Paweł mówił słowami górnolotnymi i bez pokrycia? Nie sądzę, choć nie mi to oceniać.
          Uważam jednak, że to , co zawarł w "Hymnie do miłości" jest prawdą i takie uczucie można nazwać prawdziwą miłością.
          • esteraj Re: Drogi Kasprze 16.01.13, 13:20
            Jeszcze dodam coś, w temacie górnolotności.
            Otóż patrząc z perspektywy człowieczeństwa, z perspektywy życia tutaj na ziemi, taka miłość jak w liście do Koryntian wydaje się być nierealna. Jednak gdzieś w głębi czujemy tęsknotę za czymś głębszym, czymś bardziej doskonałym...
            Tutaj warto byłoby się zastanowić nad naszym sensem istnienia, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy.
            Gdy spojrzy się na dziecko, które właśnie przychodzi na świat, jest jak czysta karta. To otaczający go świat kształtuje jego charakter i tym, kim się staje.
            Więc, gdy cofniemy się do początku, nie ma nic trudnego, by prawdziwie kochać.
          • logicman Re: Drogi Kasprze 16.01.13, 19:32
            esteraj napisała:


            > Wystarczy uszanować wolę drugiego człowieka i dać to, co samemu chciałoby się d
            > ostać.
            > Pokochać siebie i wypełnić się miłością, wówczas nie musimy czegoś chcieć od drugiego człowieka, lecz sami możemy dawać od siebie.
            >

            To jest chyba najbardziej trafny opis miłości - miłości człowieka dojrzałego i poukładanego wewnetrznie.
          • luciva Re: Drogi Kasprze 16.01.13, 22:32
            Esteraj, ale nie ma żadnych granic?
            Nie oczekiwać niczego.....nie chcieć niczego......no, ale co gdy ten drugi ma dla nas złe słowa, złe traktowanie? Rani, wyzywa się.....
            • heksa_2 Re: Drogi Kasprze 16.01.13, 22:41
              Brzmi bardzo idealistycznie, ale imho jednak miłość powinna być jakoś ekwiwalentna. Bo tak można kochać malutkie dziecko lub Chrystusa, ale nie dojrzałego partnera. Elementem miłości powinno być też umiejętne branie.
            • esteraj Luciva 17.01.13, 19:25
              luciva napisała:

              > Esteraj, ale nie ma żadnych granic?
              > Nie oczekiwać niczego.....nie chcieć niczego......no, ale co gdy ten drugi ma d
              > la nas złe słowa, złe traktowanie? Rani, wyzywa się....

              Jeśli chodzi o tworzenie związku, ustanawiamy pewne zasady. Każdy ma wolną wolę, wolny wybór i godzi się na te zasady lub nie. Niczego nie narzucamy, a zasady są po to, by były dla nas drogowskazem i nie powstał chaos.
              Gdy ktoś źle nas traktuje, nie mamy obowiązku z nim przebywać.
              To my decydujemy o tym na co jesteśmy w stanie się zgodzić.
              Szanujemy wybór drugiego człowieka. On nie musi nas lubić, nie musi mieć o nas dobrego zdania, ale nie może jednak ingerować w naszą przestrzeń.

              Poza tym, gdy potrafimy kochać siebie, a jest to punkt wyjściowy, to trudno nas zranić.
              Kochać siebie to akceptować siebie, być dla siebie cierpliwym, łaskawym, troskliwym, dobrym...itd.
              Myślę, że w większości miłość opiera się na zrozumieniu.
              Gdy rozumiemy siebie, nasze słabości, niedoskonałość, to łatwiej jest nam zrozumieć drugiego człowieka.
              Często zapominamy o tym, że zdarzało nam się popełniać błędy... czasami ich uniknęliśmy, bo w porę nas uprzedzono o konsekwencjach lub zwyczajnie nam się udało. Zapominamy o ludzkiej niedoskonałości i popadamy w pychę. Nie przyjmujemy, że to, co jest oczywiste dla nas, nie musi być oczywistym dla kogoś innego.

              Inaczej jest, gdy ktoś świadomie podejmuje decyzje i zna konsekwencje swoich wyborów.
              Nie można mieć wtedy za złe, że skutek podjętych działań jest taki, a nie inny.
              • anbale Re: Luciva 17.01.13, 19:34
                Sorry, prawisz jak kaznodzieja telewizyjnysmile
                Ale ładne to, mimo wszystko
                • esteraj Re: Luciva 17.01.13, 20:27
                  anbale napisała:

                  > Sorry, prawisz jak kaznodzieja telewizyjnysmile

                  Dobre wink Pewnie masz rację, bo mnie zwykle bardziej pociągało życie duchowe od ziemskiego wink
        • anbale Re: Co to znaczy kochać? 16.01.13, 13:37
          kasper254 napisał:

          > 2.Już kiedyś o tym opowiadałem.Była salową. Spotkała kryminalistę. Na świat prz
          > yszło dziecko. Gdy wyszedł z więzienia, cały czas był na bakier z prawem, bił b
          > liskich, pił, sprzedawał rzeczy na alkohol itd. Rozstali się. Oślepł. Zaopiekow
          > ał się nim, aż do samej swojej śmierci. Umarł rok po niej. Nie umiał żyć. Gdy j
          > ą spotykałem, mówiła cicho zwykłe, proste słowa, nie jak św. Paweł - górnolotne
          > i bez pokrycia. Kochała. Można było obok Niej przejść, jak obok niewidzialnej,
          > bezkształtnej istoty. Tylko takim żarem promieniowała, że aż do dzisiaj to pam
          > iętam. Nie trzeba było ciała.

          Tak, to są najpiękniejsze miłości. Do alkoholików, kryminalistów i psychopatów.
          Ostatnio jedna 17-latka poświęciła życie na ołtarzu miłości do swego bandziora, musiał wielki żar promienieć nad ich blokiem gdy strzelał jej w skroń. Odeszła cicho i niepostrzeżenie (tak jak lubisz najbardziej), nie potrafiła bez niego żyć i ciało jej było niepotrzebne...O, nawet Ted Bundy po bestialskim zamordowaniu kilkudziesięciu kobiet odnalazł miłość swego życia. Ślub w więzieniu, potem córka, owoc miłości, z ojcem na krześle elektrycznym- wzruszenie ściska za serce...
          Może i "mama Madzi" odnalazła w ostatnich chwilach przed aresztowaniem najpiękniejszą miłość swego życia? Cóż z tego, że pedofil, tacy to dopiero potrafią kochać...
          • zmeczona100 Re: Co to znaczy kochać? 16.01.13, 19:49
            Lubię to!
            • argentusa Re: Co to znaczy kochać? 18.01.13, 11:07
              też lubię smile
    • mola1971 Re: Co to znaczy kochać? 15.01.13, 23:51
      Wiesz co Heksa? Odkąd ten temat zarzuciłaś, to się nad tym zastanawiam, inteligentna bestio tongue_out
      I już chyba wiem smile
      Wczoraj, a właściwie to dziś wróciłam nad ranem z roboty (pracowałam cóś kole 16h, bo musiałam) i gdy wróciłam przywitało mnie... Nie, nie powitanie dzieci, bo już spały. Przywitało mnie przecudne, bezwarunkowe (no, powiedzmy wink) mruczenie kotów, które potem poszły ze mną spać. Tak się za mną stęskniły, że w łóżku mruczały tak, że nie mogłam zasnąć big_grin Ale ich nie pogoniłam smile
      Tak, wg mnie to znaczy kochać smile
      • heksa_2 Re: Co to znaczy kochać? 16.01.13, 18:57
        W kocią miłość niespecjalnie wierzę, choć bardzo lubię moją kotkę.
        Mój przyszły exmąż zawsze powtarzał, że gdybym miała 12 cm, to moja kochana kicia na pewno by mnie zjadła. I chyba w tym wypadku miał rację.
        • mola1971 Re: Co to znaczy kochać? 16.01.13, 20:34
          Gdyby babcia miała wąsy, to byłby dziadek wink To apropos tych 12 cm.
          Koty potrafią kochać tak samo mocno jak psy. Choć na pewno nie każdy kot, no i na kocią miłość (w przeciwieństwie do psiej) trzeba bardzo mocno zapracować.
    • tilda77 Re: Co to znaczy kochać? 16.01.13, 00:15
      To ja dopiszę się na smutno.

      Zawsze sądziłam, ze kochac, to byc gotowym (niezaleznie od tego, czy mamy kosę, czy jest pokój miedzy nami, czy jestesmy ze soba i zgodnie placimy kredyt, czy tez kazde wlasciwie poszlo swoją drogą..) - no więc niezależnie zupelnie od okolicznosci - byc gotowym w takiej bardzo waznej ludzkiej potrzebie nie zostawic bez pomocy. Nie zostawic w chorobie, niedostatku, jakiejs zyciowej zwykłej ludzkiej zapaści.

      I tak do siebie z mężem tymi słowami mówiliśmy: jak bedziesz potrzebowac opieki w potrzebie - bede zawsze dla ciebie.

      Gdy kilka niedziel temu zachorowałam tak, ze nie moglam odkrecic pudelka z lekarstwem usłyszałam: Jedź sobie na obdukcję, ja idę do kościoła.

      Chyba wyraźniej nie dało się powiedzieć: Nie kocham cię.

      I chociaż wiem, ze miedzy nami nie ma czego zbierać, to zabolało bardzo. Bo wydawało mi się, że po tych 16 latach zostanie nam gdzieś tam na dnie jakiś szczątek ludzkich odruchów.



    • anbale Re: Co to znaczy kochać? 16.01.13, 13:07
      Pewien muzyk napisał kiedyś, że gdyby dysponował maszyną czasu, cofnąłby się do momentu poznania swojej żony i chciałby przeżyć wspólne z nią życie jeszcze raz, co do sekundy.
      I tak sobie dzisiaj myślę, jak już trochę się poobijałam, że to chyba o to chodzi z tą miłością.
      • bun.seki Re: Co to znaczy kochać? 16.01.13, 21:18
        "Wystarczy uszanować wolę drugiego człowieka i dać to, co samemu chciałoby się dostać. "
        Niezupełnie się zgadzam. Coż z tego że zaoferuję komuś to, czego ja potrzebuję skoro on może potrzebować ZUPEŁNIE innych rzeczy. Bardziej chyba chodzi o to, by szanować druga osobę, słuchać jej i starać się dać to, czego ONA potrzebuje, co dla niej ważne.
    • ramborambo Re: Co to znaczy kochać? 17.01.13, 14:15
      Kochanie to zaspokajanie altruistycznymi czynami swoich egoistycznych potrzeb. wink
    • der1974 Re: Co to znaczy kochać? 17.01.13, 15:14
      Bezwarunkowo kochać może tylko PIES. Człowiek nie ma prawa kochać nikogo bezwarunkowo, ani siebie, ani tym bardziej własnych dzieci. Dzieci należy kochać mądrze, a nie bezwarunkowo.

      Definicja miłości moim zdaniem najlepsza jest zawarta w "Skrzypku na dachu" kiedy Tewje pyta żony czy go kocha. A ta odpowiada że skoro jest z nim 25 lat, sprząta, pierze, rodzi mu dzieci, to chyba do choley to jest miłość.
      • anbale Re: Co to znaczy kochać? 17.01.13, 16:28
        der1974 napisał:

        > Bezwarunkowo kochać może tylko PIES. Człowiek nie ma prawa kochać nikogo bezwar
        > unkowo, ani siebie, ani tym bardziej własnych dzieci. Dzieci należy kochać mądr
        > ze, a nie bezwarunkowo.
        >
        Bezwarunkowa miłość to mi się kojarzy z uzależnieniem emocjonalnym, albo chorobliwym brakiem asertywności. Emocjonalnie zdrowo funkcjonujący człowiek nie jest w stanie bezwarunkowo kochać, nawet gdyby chciał. Jest granica, może u każdego trochę inna, za którą się odzywa instynkt samozachowawczy i miłość się ulatnia, i chyba całe szczęście

        > Definicja miłości moim zdaniem najlepsza jest zawarta w [b]"Skrzypku na dachu"[
        > /b] kiedy Tewje pyta żony czy go kocha. A ta odpowiada że skoro jest z nim 25 l
        > at, sprząta, pierze, rodzi mu dzieci, to chyba do choley to jest miłość.
        >

        Albo przyzwyczajenie, do cholery smile
      • argentusa Re: Co to znaczy kochać? 18.01.13, 11:09
        otóż nie zgadzam się.
        Kocham a nie piorę, dzieci nie urodzę i wielu inny jeszcze nie..
        A kocham jak nigdy dotąd.
        Ar.
        ps. i wcale nie oznacza,że Tri ma złą definicję miłości. Moja jest inna. i git.
    • heksa_2 Re: Co to znaczy kochać? 17.01.13, 17:27
      Wygląda na to, że każdy interpretuje słowo miłość po swojemu. I jak tu się stworzyć oparty na miłości związek z partnerem, skoro nie ma płaszczyzny porozumienia?
      • nandita_7 Re: Co to znaczy kochać? 18.01.13, 08:48
        Heksa, to samo przyszło mi do głowy. Nie wierzę w miłość bezwarunkową, a na słowa "żyć bez ciebie nie mogę" zapala mi się czerwona lampka." A co do Skrzypka, to niestety często przyzwyczajenie zastępuje miłość. Komuś wydawało się, że kocha, myli stan zakochania i motyle w brzuchu z miłością prawdziwą. Wiąże się trwale z "ukochaną osobą", a gdy oczarowanie i motyle znikają (podobno standardowo taki stan może trwać do 2 lat), okazuje się, że to żadna miłość, no ale skoro już się ludzie ohajtali, to są dalej razem, siłą rozpędu. Razem, ale obok. Bo miłości nigdy tak naprawdę nie było.
        • luciva Re: Co to znaczy kochać? 18.01.13, 11:17
          To jak ją rozpoznać, że ona prawdziwa a nie motyle w brzuchu?
          • nandita_7 Re: Co to znaczy kochać? 18.01.13, 12:04
            Motyle w brzuchu są bardzo wyraźne i łatwo wyczuć, kiedy mijają. Ja wyczułam ten moment wyraźnie. I wtedy poczułam, co zostało. Poczułam, że kocham. Że widzę w człowieku wady, i nie czuję potrzeby zmieniać ich. Przeszywać w zalety. Że moja tolerancja dla pewnych nawyków typu popiół papierosowy na stole wzrosła. Że do pewnego stopnia da się swoje własne nawyki uelastycznić tak, by nie tracić życia i zdrowia na upierdliwe tępienie cudzych. Że lubię mieć własny kawałek życia, ale z największą przyjemnością na powrót wkraczam do tej naszej wspólnej przestrzeni. Że mogłabym żyć bez niego i cudownie, że nie muszę, bo przytulenie się do niego to jak powrót do domu. Cóż, niestety, tak było z mojej strony. Tylko z mojej. Było i minęło. Z trudem, ale jednak. nie da się beznadziejnie kochać bez końca. Teraz... na wszelki wypadek nie liczę już na miłość i nie szukam jej.
            • logicman Re: Co to znaczy kochać? 18.01.13, 14:03
              nandita_7 napisała:

              >Teraz... na wszelki wypadek nie liczę już na miłość i nie szukam jej.

              Tak się zastanawiam jak to jest z tym szukaniem miłości? Czy to nie tak, że miłość sama nas znajduje, dopada zupełnie niespodziewanie i bez udziału naszej aktywności (w sferze świadomej)?
              • nandita_7 Re: Co to znaczy kochać? 18.01.13, 14:16
                Jasne, że tak. Logic. Dlatego nie szukam = staram się nawet nie myśleć, co mnie jeszcze w życiu czeka. Absolutnie nic na siłę. Co będzie, to będzie, a ja staram się uczyć szukać źródła szczęścia w sobie i w tych detalach, o których ktoś w sąsiednim wątku tak ładnie napisał.
                • nandita_7 Re: Co to znaczy kochać? 18.01.13, 14:17
                  PS. masz świetną sygnaturkę!
                  • logicman Re: Co to znaczy kochać? 18.01.13, 14:25
                    smile
      • argentusa Re: Co to znaczy kochać? 18.01.13, 11:11
        Moim zdanie można. O ile spotka się kogoś, z kim ta płaszczyzna jest wspólna.
        Nieliczni mają to szczęście.
        Ar.
        • logicman Re: Co to znaczy kochać? 18.01.13, 19:51
          Tak. Tylko nieliczni mają to szczęście by zaznać prawdziwej, dojrzałej i odwzajemnionej miłości. Dla większości to nieosiągalne marzenie, niestety.
    • zegnaj_kotku Re: Co to znaczy kochać? 18.01.13, 15:17
      Do przeczytania tekst oparty o cytaty pochodzące z pracy Ericha Fromma - O sztuce miłości
      Do mnie przemawia.
      • kasper254 Esteraj 21.01.13, 10:48
        1.Nie wysłałem ironicznego wpisu. Niepotrzebie tak go odczytałaś.
        2.Adresowałem do Ciebie, bo - wg mnie - tak mądrze, ładnie i ciepło piszesz.
        3.To, co jest zawarte w "Liście do Koryntian", w romantyźmie, całym tym cholernym werteryźmie, w tej łkająco-egzaltującej dekadencji, jest niemalże fatalistyczne. Stary człowiek nie da się na to nabrac, ale młody - jak najbardziej. Nieprzypadkowo po cierpieniach młodego Wertera obserwowano wzrost samobójstw (zakazano druku książki w niektórych państwach), a i tu na forum motylki niemalże fruwają, zatruwając powietrze. W "Liście do Koryntian" zawarty jest model/topos,"miłości", ale z miłością nie ma on nic wspólnego. To tylko wyobrażenie miłości, refleks, ułuda.
        4.Niektórzy piszą, że największa jest sprawiedliwość, a inni - że miłość to przede wszystkim odpowiedzialność. U kobiety, którą opisuję, nie widziałem ezetyryzmu romantycznego, ale zwykłą ludzką, szarą, odpowiedzialność. I to było piękne. Ta szarość, zwyczajność, pokora.
        • esteraj Re: Esteraj 21.01.13, 14:16
          Ad.1. Wpis odebrałam jako ironiczny, gdyż napisałeś: (...) najlepszą wydmuszką jest słynny list do Koryntian: "Hymn o miłości". Niektórzy - głównie damy (jak wynika i z tego forum) - mdleją z wrażenia. I jak pamiętam, a czytam większość postów, to tylko ja powoływałam się na list do Koryntian w dyskusji z Tobą.
          Nie ma to jednak wielkiego znaczenia, bo mnie takie rzeczy nie dotykają, a jedynie zmuszają do większego zastanowienia się nad sobą. Jestem wdzięczna za każdą krytykę.

          Ad.2 Polemizowałabym, jednak nie wypada mi poddawać ocenie swoją osobę. Dziękuję za miłe słowa.

          Ad.3. W pełni się z Tobą zgadzam, że okres romantyzmu, gdzie główną ideologią było postawienie natury duchowej ponad materię, przyniósł ze sobą fatalistyczne skutki. Ideologia ta miała też swoją sprecyzowaną interpretację i właściwie ta interpretacja była wszystkiemu winna. Hołdowało się głównie poświęcenie, mistycyzm, irracjonalizm. Powstał kolejny świat przekonań, który popadł w skrajność po oświeceniu.
          Najlepiej byłoby się trzymać drogi środka.
        • esteraj Re: Esteraj 21.01.13, 14:40
          Kurczę, za wcześnie mi się wysłał post sad

          Ad. 3. Na przestrzeni wieków jeszcze nikt nie znalazł idealnego rozwiązania i pojęcia miłości.
          Każdy musi sam doświadczać, poznawać siebie i tworzyć definicje.
          Być może słowa zawarte w liście do Koryntian są tylko wyobrażeniem, jednak nie zgodzę się, że nie mają nic wspólnego z miłością. Zastosowanie się do nich, przynoszą spokój i wypełniają pozytywną energią.

          Ad. 4. Można być sprawiedliwym i odpowiedzialnym. Czy jednak cieszyłoby Ciebie takie zachowanie wymuszone, wyuczone...? Np. Twoja małżonka, która przysięgała trwać przy Tobie nim śmierć Was nie rozłączy, podawałaby kubek gorącej herbaty z miną wielkiej cierpiętnicy?
          Jeśli te odpowiedzialne czyny nie idą w parze z tym, co czujemy, to jest to mimo wszystko puste.
          Według mnie, nie da się zaprzeczyć, że oprócz materii jesteśmy stworzeni jeszcze z czegoś, co nazywamy najprościej duchem (duszą).
          Ten temat może wywołać jednak obszerną polemikę, bo cóż, gdy uznamy nasze emocje i uczucia jako archetyp czy wgrany nam program...
          • kasper254 Re: Esteraj 22.01.13, 11:49
            1.Masz rację, z konsytuacji wynika ironia. Było to niezamierzone. Przepraszam.
            2.Podzielam w pewnej mierze Twój ogląd "Listu...", a głównie to, że daje "spokój"," pozytywną energię" itd. Słowa ciepłe, serdeczne, dotykające ocen i norm moralnych - nawet i patetyczne - są pewnie bardzo potrzebne człowiekowi. Może chcemy się łudzić, pragniemy marzeń..?
            3. Co do Twojego ad4 - to jak typowy młody człowiek mieszasz materię czasu i przestrzeni(bo nie znasz przemijania, nie wiesz, co jest za zakrętem i myślisz, że jeszcze tyle niewiadomych, pięknych, fascynujących rzeczy) , a fizykę oddzielasz od transcendencji. Stary człowiek wie, że już nie ma czasu nie wiedzieć, chociaż wie coraz mniej, a uczucia zawiesza w chwili: tu i teraz.
            Oczywiście, podo0ba mi się Twoje myślenie, pogodzenie, przedstawianie argumentów. Chociaż ja nie wiem, do czego jestem stworzony? Jestem. Trwam. I dlatego wiem, że nie podawałbym nikomu niczego z miną cierpiętnika. To właśnie kwestia dystansu. Wieku. Odpowiedzialności. I jeszcze jednego: niczego nie uznaję, archetyp pozostał na poziomie akademickim. Trudno więc cokolwiek wgrać, jeśli jestem nagi.
            • esteraj Re: Esteraj 23.01.13, 14:39
              kasper254 napisał:
              (...) jak typowy młody człowiek mieszasz materię czasu i
              > przestrzeni(bo nie znasz przemijania, nie wiesz, co jest za zakrętem i myślisz,
              > że jeszcze tyle niewiadomych, pięknych, fascynujących rzeczy) , a fizykę oddzie
              > lasz od transcendencji.

              Młodość jest pojęciem względnym i prawda, którą wyznaję to zmienność wszechrzeczy. A jeśli zmienność to także przemijanie.
              Niczego nie oddzielam i wręcz przeciwnie pojmuję świat holistycznie, gdzie całość jest zawarta w każdej części i wszystko jest zawarte we wszystkim. Każdy "holon", część, zachowuje jednak swoją odrębność i autonomię będąc jednocześnie składową całości.

              Jeśli chodzi o fizykę, to dobrze jest nam znany wzór E=mc2, z którego można wywnioskować, że energia tworzy masę w ruchu. Zatem odnosząc się do tego wzoru na początku istniała czysta energia, a tą energię możemy nazwać Bogiem. Idąc tym tokiem, w każdej materii jest Bóg, a Bóg jest nieskazitelną Jaźnią.

              1 Na początku było Słowo
              a Słowo było u Boga,
              i Bogiem było Słowo.

              2 Ono było na początku u Boga.

              3 Wszystko przez Nie się stało,
              a bez Niego nic się nie stało,
              co się stało.

              4 W Nim było życie.
              a życie było światłością ludzi,

              5 a światłość w ciemności świeci
              i ciemność jej nie ogarnęła.


              Mamy tutaj słowo jako dźwięk lub jako pierwotną wibrację wszechświata, która wprawia pramaterię w ruch. Różne wibracje tworzą różne struktury... Proces ten zachodzi w atomach i galaktykach, w kamieniach i roślinach, w ciałach zwierząt i u człowieka...

              > I jeszcze jednego: niczego nie uznaję, archetyp
              > pozostał na poziomie akademickim. Trudno więc cokolwiek wgrać, jeśli jestem
              > nagi.

              W tym miejscu warto byłoby wspomnieć o jeszcze jednym twórcy, lub też twórcach.
              Kiedy wczytamy się dokładniej w Stary Testament i skonfrontujmy go z wedami indyjskimi i słowiańskimi, dostrzeżemy pewne podobieństwio w opisie stworzenia świata. Tutaj mamy już do czynienia z innymi "bogami". Z założenia tych wierzeń (również i mitów) wynika, iż zostaliśmy stworzeni przez wyższą cywilizację... Jest to podobne do stworzenia androidów czy też sztucznej inteligencji przez człowieka... Potrzebny jest wtedy program a także i pierwowzór, archetyp...

              "Hymn o miłości" odbieram jako wskazówkę do popracowania nad naszymi emocjami, dzięki czemu możemy w stroić się niczym odbiornik na przepływ czystej, nieskazitelnej, boskiej energii.

              > Stary człowiek wie, że już nie ma czasu nie wiedzieć,
              > chociaż wie coraz mniej, a uczucia zawiesza w chwili: tu i teraz.

              Tu i teraz jest jedynym odnośnikiem do tego, na co mamy wpływ.
              Jednak chwila obecna rozciąga się i zawiera w sobie przeszłość i przyszłość. Koncentrując uwagę na TERAZ i działając w chwili obecnej, powinniśmy być świadomi, że nasza bieżąca czynność ma wpływ na każde TERAZ, które nastąpi w przyszłości.

              Kasper, żeby sensownie odpowiedzieć Ci na Twój wpis, musiałabym poruszyć wiele aspektów, a nie jest to forum przeznaczone tematyce filozofii. Poza tym, nie łatwo jest mi też mówić o swoich przekonaniach, bo ciężko jest mi je nawet sprecyzować... Tworzę swoją koncepcję, do której nikogo nie chcę namawiać, a oprócz tego, jest płynna, zmienna...

              Swoją drogą, muszę przyznać, że zaintrygowałeś mnie swoją osobą i jestem bardzo ciekawa, kto kryje się pod nickiem "Kasper254".
            • esteraj Re: Esteraj 24.01.13, 13:13
              Kasper, jak napisałam wyżej, zaintrygowałeś mnie swoją osobą. Użyłam wyszukiwarki forum i znalazłam Twoją skróconą historię życia w wątku "mnie tu nie ma": forum.gazeta.pl/forum/w,24087,60572631,,mnie_tu_nie_ma_.html?v=2

              Cały wątek jest niesamowity. Zarówno wpisy samej autorki nie_alicji, Twoje, i phokary.
              Niezwykle pouczająca lektura. Chyba też i z tego powodu czytam ciągle to forum, bo są tu opisy ludzi, którzy mówią o swoich uczuciach, emocjach i są to spojrzenia z różnej perspektywy.
              Zaczęłam się także zastanawiać, czy Ty Kasprze, po takich doświadczeniach, gdzie pierwsza żona nie podjęła się spełnienia obowiązku utrzymania rodziny, przelotne bicie serca, które nie było romansem, innych zawirowaniach ojcowsko-synowskich, i obecnie będąc w drugim związku małżeńskim, potrafisz jeszcze kochać?
              Czy dopuszczasz możliwość pojawienia się tego wspaniałego uczucia, tej wszechogarniającej wibracji jaką jest miłość? Czy rzeczywiście uważasz, że jest to ułuda, mrzonka, utopia?
              Czy według Ciebie wystarczy być jedynie dobrym, sprawiedliwym i odpowiedzialnym człowiekiem?
              Wiesz, teraz często spotyka się takie uprzejme osoby choćby w markecie czy na stacji benzynowej. Osoby obsługujące są bardzo uśmiechnięte, życzliwe, zawsze życzą "miłego dnia". Pytanie, czy robią to z przekonaniem, czy zachowują się tak, bo odgórnie im tak nakazano?
              System tego świata chce z nas zrobić bezmyślne robociki. Liczy się komercja, tabelki określające wynik i sugestie chociażby reklam mówiące nam o rzeczach, które mają dać nam szczęście...
              Na różne sposoby, stosując na przemian metodę kija i marchewki, manipuluje się ludzką wolnością...
              Jak żyć w takim świecie? Jak pozwolić sobie na tak górnolotne uczucie jakim jest miłość?
              Po ciężkich, trudnych doświadczeniach często je odrzucamy, bo kojarzy nam się z bólem i bezsensownym poświęceniem... Przychodzi obojętność i pozostaje tylko czysto zachowawczy sposób bycia...
              A mimo to, czegoś nam brakuje... Tęsknimy za tym czymś, co wypełniłoby naszą pustkę...
              Dlatego też będę propagować "Hymn o miłości" jako wskazówkę i sposób na zaistnienie w człowieku tego uczucia.
              • nandita_7 Re: Esteraj 24.01.13, 13:47
                Esteraj, masz ładną sygnaturkę.
                Sama zastanawiam się, czy jeszcze będę umiała kochać. Dziękuję za twoje wpisy, dają wiele do myślenia.
              • kasper254 Re: Esteraj 25.01.13, 12:48
                1....tak, ja też czytam to forum i ciągle jestem zachwycony urodą myśli jego uczestników, głębią przemyśleń itd. Ty dodałaś ponadto posmak jeszcze nieokiełznanej młodości, wiary, żarliwości.
                2.Tak dużo dałaś myśli w dwóch postach; gęstych, dusznych, intensywnych mądrością wieków/idei/emocji, że nie sposób odpowiedzieć na nie w jakiś uporządkowany sposób. Więc - tylko wyrywkowo: a/nie umniejszam wagi formy "Listu do Koryntian", zawartości formalnej treści. Nie zgadzam się z tym, że jesli ktoś nie ma miłości, to jest niczym. I tyle. Budowany dalej dom, choćby najbardziej kunsztownymi słowami, jest jakby budowany od dymu z komina. Zbyt dobrze pamiętamy tych, którzy z "miłością" mordowali (np. krzyżowcy), jak i tych, którym motylko w brzuchu zamieniały się w larwy i powodowały wzdęcia.
                Miłośc to nieme uczucie, które m o ż e powodować bardzo dużo krzywd. Jakież to wielkie uczucie, od którego jest krok do nienawiści? W miłości zawiera się i odpowiedzialność i sprawiedliwość. A w tychże nie musi być miłości. b/ argumentując między formą a treścią (Witkacy, Gombrowicz, Ionesco, Beckett, Sartre itd.) gubisz właściwe sensy.
                3. Impotetntyzacja - to także słowo na nasz status społeczny w morzu konsumpcjonizmu. Trzeba umieć być, trwać: dla chwili. Naprawdę myślisz, że hic et nunc to też przyszłość? Może...A może nie. A dla nieboszczyka. Stąd ta forma: non omnis moriar. Prawdziwa?
                • esteraj Re: Esteraj 27.01.13, 21:37
                  kasper254 napisał:
                  > Nie zgadzam się z tym, że jesli ktoś nie ma
                  > miłości, to jest niczym. I tyle. Budowany dalej dom, choćby najbardziej kunsztow
                  > nymi słowami, jest jakby budowany od dymu z komina.

                  Ja również nie twierdzę, że człowiek bez miłości jest niczym... Jest, istnieje i trwa... Odgrywa również swoją rolę w życiu... To jet jego decyzja, kim chce tutaj być i czego doświadczać. Myślę jednak, że pozbawia siebie czegoś, co jest najpiękniejsze w życiu... Staje się jak dom, w którym nikt nie mieszka... pozostaje pustym budynkiem.
                  Zgodzę się, że w miłości zawiera się odpowiedzialność i sprawiedliwość, ale są to tylko części, są to składowe... Pusty budynek stanie się domem dla jednego lub dwóch mieszkańców... czy będzie on tętnił życiem?
                  Pytanie: czy musi być pełen życia, radości, miłości...? Nie. Nie musi. I tak pełni swoją funkcję.

                  Pytasz Kasprze, czy "tu i teraz" to też przyszłość i czy "nie wszystek umrę"? Myślę, a nawet jestem pewna, że tak. Dlaczego? Bo swoją świadomością tworzymy świat przekonań, a te przekonania mają wpływ na rzeczywistość. Nie trzeba być sławnym człowiekiem, ani też bohaterem. Zwykły, prosty człowiek jest także obserwowany przez otoczenie. Jego życie poddaje się ocenie, a jego historia staje się wyborem dla innych, czy w podobny sposób będą chcieli doświadczyć swego istnienia.

                  Miłość jest energią, a człowiek jej przetwornikiem...
                  To od nas zależy jaką nadamy jej formę, czy będzie zazdrosna, czy wywoła motylki w brzuchu, czy w jej imię będziemy zabijać, czy jej się poświęcać...
                  • heksa_2 Re: Esteraj 27.01.13, 22:00
                    Esteraj, pięknie piszesz. Ale nie jestem w stanie uwierzyć, że nie dorabiasz sobie teorii do praktyki. Po prostu nie potrafię.
                    • esteraj Re: Esteraj 28.01.13, 11:51
                      Heksa, nie wiem czy pięknie piszę, może po prostu miłość sama w sobie jest piękna... Każdy, kto ją odczuł na sobie ma w pamięci jej obraz.
                      Nie dorabiam sobie żadnych teorii, bo to, co napisałam, było i jest wiadome także dla innych, którzy o tym mówili.
                      Ponieważ każdy człowiek tworzy tutaj swoją historię, swoją opowieść o życiu, to i ja z nich korzystam. Bazuję na doświadczeniach innych i wdrażam je w swoje życie... tworząc tym samym swoją historię...
                      Swoimi wpisami mogę jedynie podzielić się tym, co myślę, czego doświadczyłam i co czuję...
    • kara_mia Re: Co to znaczy kochać? 24.01.13, 14:12
      Przeczytałam, spodobało mi się, przeczytałam jeszcze raz i cytuję:

      Amor który wypuszcza strzały i w ten sposób mamy dwie osoby które się zakochują –zostają trafieni. Z miłością wszystko wydaje się takie łatwe. Mężczyzna i kobieta patrzą sobie w oczy, w pewnym momencie się zakochują, przebywają w siódmym niebie ... i nagle spadają na ziemię... I tak zaczyna się los. To co przyciąga do siebie mężczyznę i kobietę to potęga, moc losu. To jest największa siła jaka kiedykolwiek istniała. I dopiero dzięki temu przyciąganiu do siebie ludzi powstaje życie i przekazywanie życia.
      Miłość od pierwszego spojrzenia.
      Co dzieje się w duszy, kiedy się zakochujesz?
      - Czy widzisz tą drugą osobę?
      - Nie
      Widzisz obraz. Jesteś pełen nadziei na cudowne chwile.
      - A co się dzieje w głębi duszy, kiedy się zakochujesz?
      - Wtedy masz głęboką nadzieję, że tym razem już na pewno dostaniesz wszystko, czego
      pragnąłeś, jako małe dziecko.

      Miłość od drugiego spojrzenia.
      I to drugie spojrzenie jest czystsze.
      Te trzy magiczne słowa, które można powiedzieć –co to jest?
      - Patrzysz na drugą osobę i mówisz najtrudniejsze słowo ze wszystkich:
      - TAK
      - Tak mówię tobie, dokładnie takim, jakim jesteś.
      Potem jest drugie magiczne słowo:
      - DZIĘKUJĘ
      I wtedy stajemy się otwarci. Możemy powiedzieć trzecie magiczne słowo, bardzo trudne dla wielu, a proste w swoim sensie. Takie słowo to:
      - PROSZĘ
      Bo kiedy mówimy proszę, jesteśmy pokorni. A kiedy jesteśmy pokorni wtedy ta druga osoba da nam chętniej to, czego oczekujemy. Ale jest to coś zwykłego. Te zwykłe rzeczy mają taką właściwość –one trwają.

      Miłość od trzeciego spojrzenia.
      Oboje partnerzy pochodzą z dwóch różnych rodzin.
      I tak jak mężczyzna i kobieta są kompletnie różni od siebie, tak ich rodziny pochodzenia są kompletnie różne.
      teraz tak: kiedy mężczyzna spotyka kobietę, spotykają się też dwa różne sumienia, ponieważ ci ludzie
      pochodzą z dwóch różnych rodzin.
      Więc jeśli mężczyzna spodziewa się od swojej żony, że ona będzie miała takie samo sumienie jak on, że będzie szła za jego sumieniem, to ona wtedy będzie miała nieczyste sumienie. I odwrotnie.
      Dlatego też po tej miłości od pierwszego spojrzenia zaczyna się walka o sumienie. (...)
      - Oboje muszą otworzyć swoje sumienia na uznanie wartości rodzin swoich partnerów.
      I w ten sposób będą rosnąć.
      • nandita_7 Re: Co to znaczy kochać? 24.01.13, 14:24
        Bardzo mądre słowa. Chyba muszę sobie popłakać. Parszywe życie.
        • esteraj Re: Co to znaczy kochać? 24.01.13, 15:47
          nandita_7 napisała:

          > Bardzo mądre słowa. Chyba muszę sobie popłakać. Parszywe życie.

          Nandita, dlaczego uważasz, że życie jest parszywe?
          Może życie nie jest parszywe, tylko nasze spojrzenie na nie jest takie a nie inne...
          • nandita_7 Re: Co to znaczy kochać? 25.01.13, 08:31
            Możliwe. W każdym razie aktualnie dobijają mnie przeciwności lodu. Skumulowały się.
    • bylemrogaczem Re: Co to znaczy kochać? 27.01.13, 12:04
      masz duży problem skoro musisz pytać o to na forum ..................
      • heksa_2 Re: Co to znaczy kochać? 27.01.13, 21:07
        Myślę, że nie tak wielki, jak ty...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka