Dodaj do ulubionych

odwiedziny taty u chorego dziecka

26.01.13, 06:51
A ja zapytam tak, jeżeli dziecię zachoruje (z wysoką gorączką) w weekend przypadający tatusiowym np na grypę, przeziębienie, itp. czy tatusiowie je odwiedzają, czy może zamieniacie weekendy? jak to u was wygląda.
Moje dziecię zmógł wirus, leży biedaczka w domku na Nurofenie i jest biedniutka. Już u pediatry we czwartek mówiła, że tatuś do niej przyjedzie w weekend (tak to jego weekend). Zadzwoniła też do niego i poprosiła, żeby do niej przyjechał. W piątek wieczorem tata do Niej oddzwonił i ona pyta go wprost w który dzień weekendu do niej przyjedzie. Usłyszała (tak mówi), że nie przyjedzie bo się zarazi i zarazi ciocię i małą siostrzyczkę. Rozłączyła się i gorzko płakała i taka spłakana zasnęła wtulona we mnie.
A ja się zastanawiam czy interweniować u ojca, czy też nie. Żal mi bardzo dziecka. A i dodam, że mieszkamy w tym samym mieście (odległość ok. 12 km).
Obserwuj wątek
    • raszefka Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 26.01.13, 08:31
      Zamieniamy. Albo jest dodatkowe nocowanie u taty kiedyś w tygodniu. A jak choruje w tygodniu i nadaje się do transportu, to czasem ląduje na trzy dni u niego, bez powrotów do domu.

      Do mojego mieszkania nie wchodzi. Ani ja do niego.
    • zlakobieta.haha Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 26.01.13, 12:58
      Zadzwoniła też do niego i poprosiła, żeby do niej przyjechał
      > . W piątek wieczorem tata do Niej oddzwonił i ona pyta go wprost w który dzień
      > weekendu do niej przyjedzie. Usłyszała (tak mówi), że nie przyjedzie bo się zar
      > azi i zarazi ciocię i małą siostrzyczkę. Rozłączyła się i gorzko płakała i taka
      > spłakana zasnęła wtulona we mnie.
      > A ja się zastanawiam czy interweniować u ojca, czy też nie. Żal mi bardzo dziec
      > ka. A i dodam, że mieszkamy w tym samym mieście (odległość ok. 12 km).


      Skończony palant którego powinno się uśpić - nie ma wytłumaczenia na takie zachowanie.
      Nie da się wytłumaczyć w żaden sposób takiego zachowania.
      Zdecydowanie uśpić!!!
      • ro35 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 26.01.13, 14:35
        zbyt łagodna jesteś,
        ukamienować !!
        • ekscytujacemaleliterki Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 12:07
          uśpić, ukamieniować i zarazić grypą ;D
    • koronka2012 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 26.01.13, 13:44
      szkoda dziecka, ale może warto ustalić z córka zasady? nie będzie cię zaskakiwać.
      ja nie miałabym najmniejszej ochoty na przesiadywanie eksa pod własnym dachem. Po co ci to?
      nie lepiej gdyby mała wiedziała z góry ze jak jest chora, to z ojcem widzi sie jak wyzdrowieje?
      mniej sie rozczaruje.
      • sebalda Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 26.01.13, 16:59
        Rady dobre, ale skąd autorka wątku mogła przewidzieć reakcję byłego? Normalny rodzic nie ucieka od własnego dziecka jak od zarazy, tylko przyjeżdża tym bardziej, wiedząc, że dziecko tęskni i go potrzebuje. Mała dopytywała, bylo więc jasne, że czeka niecierpliwie na ojca, a ten to zwyczajnie olał.
        Znam wiele takich historii. Jak dziecko zdrowe i nie koliduje z innymi planami, to jest ok, ale jak na przykład ląduje w szpitalu i trzeba rzucić wszystko i pobyć przy dziecku, to zawsze znajdzie się milion wymówek. Najśmieszniejsze jest to, że tacy ojcowie czasami potem płaczą, że żona go separuje od dziecka. Udają troskliwych tatusiów. Znam historię, jak ojciec w ogóle nigdy się nie interesował stanem zdrowia dziecka (ciężko chorującego w okresie noworodkowym), stosował przemoc nie tylko psychiczną, kobieta to zgłosiła, odeszła, toczy się postępowanie w jego sprawie, jak córka wylądowała w szpitalu, to nie miał czasu do niej pojechać (to nie byla duża odległość), ale jak zbliżał się termin sprawy o maltretowanie, to nagle zaczął nagabywać byłą żonę i wymuszać dodatkowe widzenia, jednocześnie strasząc, że jak ona się nie zgodzi, to on to poruszy w sądzie, że mu odbiera dziecko, żeby odwrócić kota ogonem i z niej zrobić potwora. Wrrrrrrr....
        A dla autorki rada jak powyżej. Uprzedzić dziecko, że wizyty przesuwamy na czas choroby. Tylko jak wytłumaczyć małemu dziecku, że tatuś nie chce przyjechać? Kłamać, że nie może, że mu coś wypadło? Kobieta zawsze musi kryć dupę facetowi? Ale jak powie prawdę, dziecku będzie bardzo przykro, że własny ojciec jej nie chce. Przykre straszniesad Facet jest ostatnim palantem.
        • koronka2012 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 26.01.13, 17:31
          ustalenie z dzieckiem zasad pt "z tata widujesz sie u niego" ograniczy potencjalne zale z powodu podobnych zachowan. Po prostu dziecko bedzie wiedzialo, ze tata jej w domu odwiedzac nie bedzie. Brak propozycji dziecka=brak przykrej odpowiedzi ojca.

          Rozwodnicy nie sa zazwyczaj przyjaciolmi, zeby wysiadywac u siebie w domach.
          Unikalabym koniecznosci znoszenia obecnosci ojca w swoim domu.
          • edw-ina Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 12:10
            To, co napisałaś jest straszne. Niestety rodzice powinni zachować na tyle dobre relacje, by dziecko nie czuło się jak między młotem a kowadłem. Sorry, czasami trzeba zagryźć zęby dla dobra dziecka. Ja wyrosłam na normalną osobę bez problemów związkowych min. właśnie dlatego, że ojciec nie musiał na mnie czekać przed furtką, a matka mogła spokojnie wejść do domu ojca i np. napić się kawy, jeśli z jakiegoś powodu chciałam zostać chwilę u ojca. Wychodzenie z założenia, że skoro my się już nie kochamy, a nawet nie szczególnie lubimy, więc wara od nas jest krzywdzące dla dziecka i jest przejawem skrajnego egoizmu.
            • jagienka_2 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 12:25
              Edwina, święte słowa. Matka eksa przez całe lata karała swojego byłego męża zakazem widywania dzieci, jedyne co mógł zrobić, to czekać pod szkołą, żeby dać dziecku prezent i to tak, żeby nikt nie widział, bo całe grono pedagogiczne było poinformowane o zakazie zbliżania się ojca do dzieci. Teść, który jest dzisiaj świetnym dziadkiem, nie może wyjść ze zdumienia, że mój syn jeździ do ojca na weekendy czy ferie, że ojciec przychodzi po Młodego do mieszkania, czasem nawet herbatę wypije i to bez cykuty wink
              • edw-ina Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 12:39
                Wtrąciłam się w ten wątek tylko dlatego, że po przeczytaniu słów o tym, by trzymać ex jak najdalej od domu, niemal fizycznie poczułam ból, jaki sprawia się tym dziecku. Ja wciąż świetnie pamiętam, jak było mi ciężko w pierwszych miesiącach po rozstaniu i jak później tęskniłam za widokiem rodziców razem. I chociaż szybko pogodziłam się z ich rozstaniem, to nie wiem, co bym zrobiła, gdybym była jedynym łącznikiem pomiędzy wrogami. Gdybym np. nie mogła poprosić ojca, żeby wpadł i pomógł mi z fizyką, bo mama nie mogła zobaczyć go w domu. Wyobraziłam sobie stres, jaki musiałabym odczuwać na samą myśl, że np. mama przyjechała by mnie odebrać, więc ja muszę wszystko rzucać, bo inaczej będzie siedziała w samochodzie. Do tej pory pamiętam i niesamowicie pozytywnie wspominam chwile, kiedy już po rozwodzie czasami we troje szliśmy do restauracji na obiad. To było takie normalne i potrzebne mi. Dlatego zawsze będę namawiała rodziców do tego, by wznieśli się poza swoje osobiste urazy i nie stawiali własnego dziecka w pozycji torby podróżnej, którą się wystawia przed drzwi.
                • jagienka_2 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 12:56
                  Niekoniecznie trzeba robić coś wbrew sobie, żeby utrzymać dobre relacje z byłym mężem. Czas leczy rany, zacietrzewienie mija i człowiek widzi w eksie przede wszystkim ojca swojego dziecka. Przynajmniej tak jest u mnie, widzę też, jak syn go kocha, jak czeka, tęskni, jak pięknie z nim rozmawia przez telefon... Jak mogłabym nie wpuścić tego faceta za próg, jeśli widzę, że i on się stara być lepszym ojcem niż kiedyś? Wiem, że są różni ojcowie i różne matki, u nas też nie było idealnie i przebyliśmy długą drogę, żeby wreszcie było tak jak jest, czyli całkiem nieźle. A i dziecku o niebo łatwiej odnaleźć się w porozwodowej rzeczywistości...
                • koronka2012 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 20:19
                  edw-ina napisała:

                  > a wciąż świetnie pamiętam, jak było mi ciężko w pierwszych miesiąca
                  > ch po rozstaniu i jak później tęskniłam za widokiem rodziców razem.

                  I wlasnie dlatego unikalam spotkan z eksem - zeby dziecku nie robic zludnych nadziei. To umozliwilo szybsze przyzwyczajenie do sytuacji.

                  > zybko pogodziłam się z ich rozstaniem, to nie wiem, co bym zrobiła, gdybym była
                  > jedynym łącznikiem pomiędzy wrogami.

                  Eks nie jest wrogiem - jest obcym czlowiekiem. Nie mam najmniejszej potrzeby przebywania z nim pod jednym dachem - nie po to sie z nim rozwiodlam.

                  > Gdybym np. nie mogła poprosić ojca, żeby wpadł i pomógł mi z fizyką,

                  Moj eks w niczym by nie pomogl, ergo potrzeba jego wizyt u mnie byla zerowa. Z dzieckiem widywal sie u siebie do upojenia.
                  • edw-ina Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 20:55
                    Mam nadzieję, że nigdy nie powiesz własnemu dziecku, że ex jest dla ciebie obcym człowiekiem. Przenosisz własną z nim relację na dziecko i uważasz, że tak jest ok. To oczywiście twoja sprawa, nikt ci nie zabroni tego. Ale ja sobie nie wyobrażam życia w takim ograniczeniu. I cieszę się, że nie musiałam w takim żyć. Przeraża mnie myśl, że np. ojciec nie mógłby wejść do mojego pokoju, bo pokój jest w domu matki. Że widziałabym dwoje dorosłych ludzi mówiących do siebie równoważnikami zdań. Dzieci zwykle uczymy, że rodzą się z miłości. Jeżeli tej miłości nie starcza by być wobec siebie uprzejmym, to owoc tej miłości może poczuć się kimś naprawdę nieważnym. Smutne.
                    • koronka2012 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 11:03
                      edw-ina napisała:

                      > Mam nadzieję, że nigdy nie powiesz własnemu dziecku, że ex jest dla ciebie obcy
                      > m człowiekiem.

                      mam kłamac? dziecko to wie - i nie ma z tym problemu.

                      > Jeżeli tej miłości nie starcza by być wobec siebie uprzejmym, to owoc tej miłości może poczuć się kimś naprawdę nieważnym. Smutne.

                      To juz twoje osobiste projekcje, nie bede sie kierowac w zyciu wszelkimi wydumanymi czarnymi scenariuszami, ktore komus moga przyjsc do glowy, bylby to czysty idiotyzm. Owoc nie ma problemu z poczuciem własnej wartosci czujac niejako dwutorowa troske i zainteresowanie.

                      BTW - jestem uprzejma - i dla eksa, i dla np. listonosza, ale nie widze powodu, zeby skazywac sie na przebywanie w ich towarzystwie dluzej niz jest to potrzebne.
                      • edw-ina Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 11:06
                        pewnie, skoro jesteś w tym układzie najważniejsza, to nie widzisz żadnych powodów, by pochylić się nad kimś
                        • malgolkab edw-ina 28.01.13, 11:37
                          Czy Twoja mama ułożyła sobie życie po raz 2 - w sensie damsko - męskim?
                          • edw-ina Re: edw-ina 28.01.13, 11:52
                            Tak, oczywiście. Ojciec również. Fakt, że już kolejnych dzieci nie mieli, bo rozstali się mając ok. 45 i 50+ lat, ale oboje stworzyli nowe związki. W przypadku matki związek trwał sporo ponad 10 lat.
                            • malgolkab Re: edw-ina 28.01.13, 12:04
                              Czyli Ty byłaś praktycznie dorosła? (patrząc na wiek Twoich rodziców przy rozstaniu)
                              • edw-ina Re: edw-ina 28.01.13, 12:28
                                nie, byłam późnym dzieckiem. miałam 9 lat
                                • malgolkab Re: edw-ina 28.01.13, 12:51
                                  A jaki byłby problem, żeby tata uczył Cię tej fizyki u siebie? Nie twierdzę, że Wasz model był zły, ale Ty też nie neguj innych rozwiązań. Nie muszę wchodzić na kawę do eksa czy on do mnie, bo jak np. syn chce zostać dłużej u taty czy iść do niego później to do siebie dzwonimy i nie ma problemu. Eks jest zapraszany na wszystkie imprezy przedszkolne etc., ale nie widzę powodu zapraszania go do nas, tym bardziej, że dziecko też tego nie proponuje (oprócz wspomnianych chyba 2 razy przez kilka lat kiedy chciał tacie coś pokazać w pokoju - tata wszedł, zobaczył i po sprawie).
                                  • malgolkab Re: edw-ina 28.01.13, 12:54
                                    Dodam, że moje dziecko nie ma żadnego problemu związanego z naszą sytuacją rodzinną, normalnie o tym opowiada innym osobom, a na rysunku przedstawiającym rodzinę rysuje po prostu więcej osób smile Może wynika to też z faktu, że rozstaliśmy się z eksem jak syn miał 3,5 roku i mimo, że wie, że kiedyś tata z nami mieszkał (bo normalnie o tym się mówi) to nie pamięta praktycznie nic z tego okresu.
                                  • edw-ina Re: edw-ina 28.01.13, 13:22
                                    Taki, że według mnie to rodzic dostosowuje się do dziecka, a nie odwrotnie. Prawda jest taka, że pomijając rodziny w których jest przemoc, alkohol itp., kiedy to same dzieci często chcą się uwolnić od któregoś rodzica, a czasami nawet od obojga, to żadne chyba żadne dziecko nie chce i nie potrzebuje egzystować w podziale, jaki narzucili mu rodzice po rozstaniu. Im jest wygodnie, ale dziecku nie koniecznie. I zamiast odpowiadać co jest złego w uczeniu się fizyki u ojca, wolę napisać co jest fajnego w tym, że można się jej uczyć u siebie. To, że dziecko czuje, że ma oboje rodziców w każdym momencie i w każdym miejscu, a nie tylko w czasie wyznaczonym i w wyznaczonych lokalizacjach. Że może bez konsekwencji poprosić rodzica o pomoc, o bycie blisko i nikt nie będzie mu robił pod górkę. To, że nie musi tak szybko dorośleć i kombinować, jak się w tym układzie znaleźć, tylko może pozostać dzieckiem. Poza tym uczy to budowania relacji międzyludzkich i szacunku. Wreszcie, że dojrzały człowiek potrafi odrzucić to, co złe i nie rokujące i pozostawić to, co wartościowe.
                                    • 3-mamuska Re: edw-ina po prostu mialas szczęście ze... 28.01.13, 13:43
                                      edw-ina napisała:

                                      > Taki, że według mnie to rodzic dostosowuje się do dziecka, a nie odwrotnie. Pra
                                      > wda jest taka, że pomijając rodziny w których jest przemoc, alkohol itp., kiedy
                                      > to same dzieci często chcą się uwolnić od któregoś rodzica, a czasami nawet od
                                      > obojga, to żadne chyba żadne dziecko nie chce i nie potrzebuje egzystować w po
                                      > dziale, jaki narzucili mu rodzice po rozstaniu. Im jest wygodnie, ale dziecku n
                                      > ie koniecznie. I zamiast odpowiadać co jest złego w uczeniu się fizyki u ojca,
                                      > wolę napisać co jest fajnego w tym, że można się jej uczyć u siebie. To, że dzi
                                      > ecko czuje, że ma oboje rodziców w każdym momencie i w każdym miejscu, a nie ty
                                      > lko w czasie wyznaczonym i w wyznaczonych lokalizacjach. Że może bez konsekwenc
                                      > ji poprosić rodzica o pomoc, o bycie blisko i nikt nie będzie mu robił pod górk
                                      > ę. To, że nie musi tak szybko dorośleć i kombinować, jak się w tym układzie zn
                                      > aleźć, tylko może pozostać dzieckiem. Poza tym uczy to budowania relacji między
                                      > ludzkich i szacunku. Wreszcie, że dojrzały człowiek potrafi odrzucić to, co złe
                                      > i nie rokujące i pozostawić to, co wartościowe.

                                      Twoi rodzice to ludzie z klasa i mimo rostania pozostali twoimi rodzicami w dobrych stosunkach i szacunkiem do siebie.

                                      Ja nie rozumiem jak facet który z nami sypil uprawiał sex całował, żył, moze być obcym facetem.
                                      Dla mnie mój mąż nawet po rostaniu nigdy nie bedzie obcy, bo on zna mnie lepiej niż matka siostra czy nawet dziecko.
                                      • edw-ina Re: edw-ina po prostu mialas szczęście ze... 28.01.13, 14:28
                                        Dziękuję. Też tak uważam i jestem im za to bardzo wdzięczna, bo dzięki takiemu podejściu udało się im zminimalizować skutki rozwodu. Dlatego teraz sama staram się namawiać ludzi, by dla własnego dziecka wznieśli się ponad swoje ego.
                                      • koronka2012 Re: edw-ina po prostu mialas szczęście ze... 28.01.13, 15:08
                                        3-mamuska napisała:
                                        > Ja nie rozumiem jak facet który z nami sypil uprawiał sex całował, żył, moze by
                                        > ć obcym facetem.

                                        Nie on jeden ze mną żył, i mnie całowałtongue_out naprawdę sadzisz, że ludzi na wieki łączy seks sprzed parunastu lat? ROFTL

                                        To, że gość mnie znał X lat temu lat temu nie świadczy o tym, że cokolwiek o mnie TERAZ wie. Setka osób zna mnie lepiej i lepiej rozumie.

                                        • argentusa Re: edw-ina po prostu mialas szczęście ze... 28.01.13, 21:04
                                          > Nie on jeden ze mną żył, i mnie całowałtongue_out naprawdę sadzisz, że ludzi na wieki ł
                                          > ączy seks sprzed parunastu lat? ROFTL
                                          hihihih, pomyślałam to samo wink
                                      • argentusa Re: edw-ina po prostu mialas szczęście ze... 28.01.13, 21:06
                                        Dla mnie mój mąż nawet po rostaniu nigdy nie bedzie obcy, bo on zna mnie lepiej niż matka siostra czy nawet dziecko.

                                        uuuu, o co to to nie wink

                                        Lepiej to mnie Obecny zna. Zdecydowanie, pewnie dlatego, że umie wysłuchać...
                                      • dacard Re: edw-ina po prostu mialas szczęście ze... 29.01.13, 13:30
                                        Oj, chyba w złą stronę idziecie...

                                        On mi nigdy nie będzie obcy, bo jest i zawsze bedzie ojcem mojego dziecka. Kropka.

                                        A nie, że kiedyś, cośtam...
                                        • triss_merigold6 Re: edw-ina po prostu mialas szczęście ze... 29.01.13, 14:00
                                          No będzie i na tym opierają się moje obecne relacje z eksem. Idea przyjaźni z byłymi, kumplowania się, spędzania czasu razem etc. wydaje mi się kuriozalna.
                                    • koronka2012 Re: edw-ina 28.01.13, 14:58
                                      edw-ina napisała:

                                      > Taki, że według mnie to rodzic dostosowuje się do dziecka, a nie odwrotnie.

                                      ooo, od kiedy? tzn. odróżnijmy normalne obowiązki rodzicielskie od spełniania każdej fanaberii swoim kosztem.

                                      sorry, life is brutal. Dziecko NIE MA i nie bedzie miec obojga rodzicow pod reka, to skutek rozwodu. Mozna to łagodzić robiąc swoje, ale lokalizacja nie ma z tym nic wspólnego - jedynie zaangażowanie. Kwestie logistyczne są drugorzędne.

                                      Poza tym uczy to budowania relacji między
                                      > ludzkich i szacunku. Wreszcie, że dojrzały człowiek potrafi odrzucić to, co złe
                                      > i nie rokujące i pozostawić to, co wartościowe.

                                      szkoda ze nie uczy szacunku do siebie.... tylko tego, że wiecznie trzeba się poswiecać i zapominac o swoich potrzebach. Konwencja udawania, że deszcz pada jak ci plują w twarz jest ostatnią rzeczą którą chciałabym przekazać dziecku.

                                      zaiste, wartościowa nauka - życie wbrew sobie, w imię tego jak to będzie wyglądało na zewnątrz?
                                      • edw-ina Re: edw-ina 28.01.13, 15:15
                                        a kto powiedział, że wbrew sobie? Istnieją ludzie, którzy realnie potrafią szanować się i darzyć sympatią po rozstaniu. Wiesz, sama odpowiadasz za to, kogo wybierasz na ojca swojego dziecka, jak i on na matkę swojego. Skoro tak się dobraliście, że jesteście sobie obcy, to jest to wasza sprawa. I ja nie zachęcam do kłamstwa, tylko wzniesienia się ponad siebie, a to dwie różne rzeczy. I to tym bardziej uczy szacunku do siebie, bo mówi, że szanuj siebie na tyle, by otaczać się wartościowymi ludźmi.
                                        • koronka2012 Re: edw-ina 28.01.13, 16:14
                                          edw-ina napisała:

                                          > a kto powiedział, że wbrew sobie? Istnieją ludzie, którzy realnie potrafią szan
                                          > ować się i darzyć sympatią po rozstaniu.

                                          Przyjmij do wiadomości, ze to niestety marginalne zjawisko po rozwodzie. Ja im nie bronie, aczkolwiek uwazam, ze ludzie powinni się rozwodzić dopiero jak juz nie ma miedzy nimi choc cienia sympatii czy szacunku - póki są, jest tez szansa na dogadanie sie.

                                          ale ty pisalas, ze rodzice (jak leci) powinni po rozwodzie zacisnac zeby. Wznoszę się ponad siebie, bo normalnie i kulturalnie rozmawiam z kimś, kogo NIE szanuję i kogo z własnej nieprzymuszonej woli nie oglądałabym już nigdy; a to o czym piszesz to dla mnie nie "wzniesienie się" a forma wyparcia. Nie wpuszczam do domu osób których nie trawię.

                                          > I to tym bardziej uczy szacunku do siebie, bo mówi, że szanuj siebie na tyle, by otaczać
                                          > się wartościowymi ludźmi.

                                          To własnie robie - uczę dziecko zeby szanowało siebie, otaczając sie ludzmi wartościowymi, (do których eks nie należy), a nie zmuszało do kontaktów, bo tak wypada. Ergo...?
                                          • edw-ina Re: edw-ina 28.01.13, 16:25
                                            jakbyś tak szanowała siebie to albo: nie wiązałabyś się z kimś, z kim związek nie rokował, albo potrafiła zrozumieć, że niewłaściwą relację należy zakończyć zanim dojdzie do nienawiści.
                                            • koronka2012 Re: edw-ina 28.01.13, 16:59
                                              edw-ina napisała:

                                              > jakbyś tak szanowała siebie to albo: nie wiązałabyś się z kimś, z kim związek n
                                              > ie rokował, albo potrafiła zrozumieć, że niewłaściwą relację należy zakończyć z
                                              > anim dojdzie do nienawiści.

                                              jezu, alez ty głupoty piszesz - nie wiem, z naiwności, braku doświadczenia?
                                              Skąd wiesz, że nie rokował? rokowania to jeszcze nie gwarancje, ze do konca zycia bedzie ok.

                                              A co do nienawiści - to jej nie żywię, mam po prostu eksa najgłębiej gdzieś. Choć
                                              zgodnie z twoją taktyką - przez czas jakiś odwlekałam rozwód zaciskając zęby wbrew sobie. Szybko mi przeszło, na szczęście.
                                              • edw-ina Re: edw-ina 28.01.13, 19:46
                                                nie z naiwności, z braku posiadania ludzi w odwłoku
                                                • argentusa Re: edw-ina 28.01.13, 21:13
                                                  lekko się zagalopowałaś, uogólniając.
                                                  Nie widzę nic złego w tym,że eks nie budzi żadnych emocji, ale też nie oznacza to, że mam ludzi w odwłoku.
                                                  Z tym, że mnie generalnie niewiele obchodzi co obojętni mi ludzie sądzą. Taki rodzaj wolności i akceptacji, że nie jestem pępkiem świata, inni ludzie też nie są.
                                                  Ar.
                                    • argentusa Re: edw-ina 28.01.13, 21:10
                                      Fantastycznie, a co jeśli oboje rodzice nieuzdolnieni fizycznie i na korki do korepetytora/-rki trza biegać?
                                      To jakieś dorabianie teorii do swojej wizji świata.
                                      U mnie średni lubi odrabiać lekcje ze starszym bratem, który NIE MIESZKA z nami, tylko z tatą. pewnie powinnam spacyfikować najstarszego żeby z nami mieszkał, bo średniak lubi z nim odrabiać lekcje. Tylko co wtedy z wolą najstarszego? I jego potrzebami.
                                      Aż tak pacnięta na punkcie dzieci to nie jestem.
                                      Ar.
                                      ps. nie lubię podporządkowywania życia komukolwiek. Dotyczy to zarówno kilkulatków co i pełnoletnich.
                        • koronka2012 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 12:16
                          ale nad kim mam sie niby pochylac, skoro wszystkim taki uklad odpowiada?

                          twoje zycie i odczucia nie sa wyznacznikiem dla innych. Tobie/twoim rodzicom odpowiadaly takie uklady, innym nie musza, ale to nie znaczy, ze inne dzieci maja traume, bo tatus ich w domu nie odwiedzal, a rodzice nie udaja, ze sa najlepszymi przyjaciolmi, ktorzy przypadkowo sie rozwiedli.

                          jestem przeciwniczka FALSZU i hipokryzji. Uwazam taie udawanie za szkodliwe i niezdrowe
                    • argentusa Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 11:38
                      hmmm u nas najstarszy tak się sam wyraził. "Teraz to jesteście dla siebie obcymi ludźmi, chociaż kiedyś byliście sobie bliscy."
                      Wie, że tatę kochałam, to teraz nie kocham i kochać nie będę. Ale u nas dzieci wiedzą, że moje relacje z ich tatą to jedno, a moje relacje z nimi to drugie. U taty też.
                      Co więcej, w obecnej chwili to oni mają dwie dodatkowe osoby, którym na nich zależy. I nikt tu afery nie robi.
                      Ale ludzie są różni, i to, co Ty odczuwasz niekoniecznie musi być znane moim dzieciom. Przerabiałam eksa w odwiedzinach u dzieci i dziękuję bardzo, w życiu na to nie pójdę. Choćby z tego powodu, że i ja i wszyscy domownicy chcemy się czuć w domu swobodnie. Ale przyjmuję, że inni ludzie mogą mieć luuuz na ten temat.
                      Ar.
                    • malgolkab Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 11:42
                      edw-ina napisała:

                      > Mam nadzieję, że nigdy nie powiesz własnemu dziecku, że ex jest dla ciebie obcy
                      > m człowiekiem.
                      A dlaczego nie? Tata jest jego rodziną, a moją nie - ani ja, ani dziecko nie mamy z tym problemu.
                      > Przeraża mnie myśl, że np. ojciec nie mógłby wejść do mojego pokoju, bo pokój j
                      > est w domu matki.
                      A widzisz mój syn może ze 2 razy chciał, żeby tata wszedł coś zobaczyć w jego pokoju czy żebym ja weszła do taty. Jakoś nie ma takiej potrzeby.
                      > Że widziałabym dwoje dorosłych ludzi mówiących do siebie równ
                      > oważnikami zdań.
                      Jako filolog zainteresowałam się tą rozmową za pomocą rónoważników. Możesz podać przykład?
                      >Dzieci zwykle uczymy, że rodzą się z miłości. Jeżeli tej miłoś
                      > ci nie starcza by być wobec siebie uprzejmym, to owoc tej miłości może poczuć s
                      > ię kimś naprawdę nieważnym. Smutne.
                      Tzn. uprzejmym jest się tylko do kogoś z kim łączy/łączyła nas miłość? Dlaczego uważasz, że ludzie po rozwodzie, którzy nie bywają u siebie na kawie, z automatu stają się wobec siebie nieuprzejmi?
                • nandita_7 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 09:30
                  Edw-ino, czy masz aktywną poczte na gazecie? Chciałabym sie z tobą skontaktować, jeśli pozwolisz.
                  • edw-ina Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 10:01
                    jest aktywna, bardzo proszę smile
            • koronka2012 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 20:11
              edw-ina napisała:

              > To, co napisałaś jest straszne. Niestety rodzice powinni zachować na tyle dobre
              > relacje, by dziecko nie czuło się jak między młotem a kowadłem. Sorry, czasami
              > trzeba zagryźć zęby dla dobra dziecka.


              bzdura. Nie zawsze sie da, a zmuszanie sie do tego jest tylko hipokryzja.

              Zagryzc zeby moge na komunii, swietach, slubie itp okazjach, kiedy obecnosc ojca jest niezbedna. Zdarzalo sie ze u siebie w domu bywalismy w jakiejs sprawie - ale nie byla to sytuacja pozadana. Nie musze i nie powinnam sie poswiecac na kazdym kroku. Nie musze stale znosic wizyt osob, ktorych ogladac nie chce.

              I ku twojemu zdziweniu dodam, ze moje dziecko z tymi zasadami swietnie sobie radziło. Moze dlatego, ze nie odstawialismy szopki pt "och, jakimi jestesmy przyjaciolmi", po prostu zachowywalismy sie poprawnie, ale tez zachowujac zdrowy dystans. Udawanie czegos czego nie ma, nikomu nie sluzy.
              • malgolkab Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 11:21
                koronka2012 napisała:


                >
                > I ku twojemu zdziweniu dodam, ze moje dziecko z tymi zasadami swietnie sobie ra
                > dziło. Moze dlatego, ze nie odstawialismy szopki pt "och, jakimi jestesmy przyj
                > aciolmi", po prostu zachowywalismy sie poprawnie, ale tez zachowujac zdrowy dys
                > tans. Udawanie czegos czego nie ma, nikomu nie sluzy.
                Amen. Mam tak samo.
    • malgolkab Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 26.01.13, 17:04
      Mój eks chorego syna odwiedził raz, to było przed rozwodem, ale już kilka miesięcy nie mieszkał w domu - syn miał 3,5 roku i zapalenie węzłów chłonnych - tatuś posiedział pół godziny i powiedział, że musi iśc, bo mamusia (czyli ja) nawet nie zrobiła mu obiadu, a on jest głodny (a ja byłam po nieprzespanych kilku nocach, bo syn miał wysoką goraczkę i bardzo go bolały napuchnięte węzły). Eks nie ma ustalonych spotkań, zazwyczaj widzi syna raz w tygodniu (piątek lub sobota + nocleg), czasem co 2 tygodnie. Chorego nigdy nie zabiera i nie odwiedza, a jak się rozchoruje u niego to go przywozi do mnie (syn ma teraz 7 lat).
    • kamelia17 olśnienie tatusia 26.01.13, 17:30
      Nie ingerowałam pomiędzy Dziecię a ojca. Zamiast tego zapełniłam atrakcyjnie czas, to znaczy starałam się (bo i mnie ścięło).
      A tatusia najwyraźniej olśniło, zadzwonił do Dziecięcia i nieudolnie próbował tłumaczyć, że wczoraj za wcześnie się rozłączyło... Bo on chciał powiedzieć, że przyjedzie w niedzielę po południu!!! Usiłował z nią zrzucić winę, że to ona winna. Ale Młoda jest bystra, powiedziała, że się cieszy, że zmienił zdanie! I Ależ z niej jestem dumna.

      A mnie nie przeszkadza, że on "siedzi" pod moim dachem. Ja jestem sobie w pokoju, oni w pokoju u Młodej i jest dobrze. Czasem zrobię kawę. A Młoda często choruje i szkoda, żeby się z nim nie widywała, mimo wszystko. I kilka razy w roku zdarza się, że podczas Jej choroby, ojciec do Niej przyjeżdża, ja mogę wyjść po zakupy albo do apteki, bo ma darmową opiekę big_grin
      • nowel1 Re: olśnienie tatusia 26.01.13, 18:37
        Podoba mi się Twoje podejście. Dobra mama z Ciebie.
        • jagienka_2 Re: olśnienie tatusia 26.01.13, 19:52
          Dla mnie to zupełnie normalne, że w czasie choroby ojciec odwiedza dziecko w domu. Zazwyczaj wtedy wychodziłam, nawet do kina, żeby nie zwariować od siedzenia w czterech ścianach. Zdarzyło się też, że raz czy dwa razy ojciec siedział z chorym synem u nas, a ja byłam w pracy, bo nie mogłam brać więcej zwolnień.
          • kamelia17 Re: w kinie też byłam 26.01.13, 20:49
            a jakże, podczas wizyty tatusia u chorego Dziecka. Ale tylko raz, bo za długo dla niego było big_grin
            • jagienka_2 Re: w kinie też byłam 26.01.13, 21:01
              Mój eks to chyba janioł, bo ja raz to nawet do większego miasta do kina pojechałam, bo w mojej mieścinie repertuar mi nie odpowiadał. Ale to dopiero po rozwodzie tak mu się porobiło, bo wcześniej nie miałam jak wyjść po chleb, gdy dziecko było chore, a pan tata fruwał po świecie i miał nas głęboko w...
      • 3-mamuska Re: olśnienie tatusia 28.01.13, 13:52
        kamelia17 napisała:

        > Nie ingerowałam pomiędzy Dziecię a ojca. Zamiast tego zapełniłam atrakcyjnie cz
        > as, to znaczy starałam się (bo i mnie ścięło).
        > A tatusia najwyraźniej olśniło, zadzwonił do Dziecięcia i nieudolnie próbował t
        > łumaczyć, że wczoraj za wcześnie się rozłączyło... Bo on chciał powiedzieć, że
        > przyjedzie w niedzielę po południu!!! Usiłował z nią zrzucić winę, że to ona wi
        > nna. Ale Młoda jest bystra, powiedziała, że się cieszy, że zmienił zdanie! I Al
        > eż z niej jestem dumna.
        Tez byłabym dumna.

        > A mnie nie przeszkadza, że on "siedzi" pod moim dachem. Ja jestem sobie w pokoj
        > u, oni w pokoju u Młodej i jest dobrze. Czasem zrobię kawę. A Młoda często chor
        > uje i szkoda, żeby się z nim nie widywała, mimo wszystko. I kilka razy w roku z
        > darza się, że podczas Jej choroby, ojciec do Niej przyjeżdża, ja mogę wyjść po
        > zakupy albo do apteki, bo ma darmową opiekę big_grin
        >

        No i tu jest zdrowe podejście.
        Bo zostając w dobrych stosunkach czy będąc przyjaciółmi to nie udawanie po prostu moze tak być.

        A to ze dzieci wiedza i akceptują nie zawsze oznacza ze tego chcą, po prostu godzą sie z tym co wymyślili dorośli.
    • jeriomina Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 26.01.13, 21:27
      Rozumiem, że nie uważasz "cioci" i jej dziecka za osoby, które mają prawo dbać o swoje zdrowie? Domyślam się, że eks Cię zdradził z "ciocią" i pewnie jest to dla Ciebie trudne ale ja trochę rozumiem tego faceta...
    • altz Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 26.01.13, 23:38
      kamelia17 napisała:
      > Usłyszała (tak mówi), że nie przyjedzie bo się zarazi i zarazi ciocię i małą siostrzyczkę.
      Szkoda dziecka, jeśli ojciec wcześniej obiecywał. Faktycznie tak jest, że dzieci zarażają się nawzajem albo dzieci zarażają dorosłych. Jeśli siostra była w złym stanie, to decyzja, żeby przeczekać kilka dni była rozsądna.
    • bylemrogaczem Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 11:49
      cóż tu można powiedzieć .. jak się nie chce to i wytłumaczenie się zawsze znajdzie .
      • altz Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 14:16
        bylemrogaczem napisał:
        > cóż tu można powiedzieć .. jak się nie chce to i wytłumaczenie się zawsze znajdzie .
        Są sensowne wytłumaczenia, są i przekręty, a jak partner niczego nie słucha i wszystko lekceważy i neguje, to zostaje z czasem rogaczem, bo pani sobie znajduje kogoś bardziej empatycznego.
    • taka-sobie-mysz Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 13:45
      Rozumiem Twoje rozgoryczenie oraz rozpacz dziecka, że nie zobaczy się z tatą, ale z drugiej strony mogę zrozumieć jego punkt widzenia - domyślam się, że "mała siostrzyczka" to jakiś niemowlak, tak? Takie szkraby mają jeszcze słaby system odpornościowy i ja również bym się bała, że przywlokę chorobę do domu i zarażę drugie dziecko.
      • malgolkab Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 17:01
        Aż dziw, że jakoś funkcjonują rodziny, które mają dziecko w wieku (przed)szkolnym, które co jakiś czas choruje i niemowlaka.
        • altz Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 17:35
          malgolkab napisała:
          > Aż dziw, że jakoś funkcjonują rodziny, które mają dziecko w wieku (przed)szkoln
          > ym, które co jakiś czas choruje i niemowlaka.
          Nie znamy konkretnej sytuacji, w takiej sytuacji lepiej ostrożniej oceniać, chociaż jest dobrze dziecku wytłumaczyć, to też fakt. Znam osoby, którym zmarło dziecko, chociaż nie wydawało się, że jest jakieś zagrożenie życia, dlatego nie dziwię ostrożności. Znam też sytuacje, gdy do noworodka do szpitala przyszła rodzina i potem lekarze musieli być bardzo czujni, bo pojawiły się powikłania u wielu dzieci.
          Jeśli mam kogoś odwiedzać i jest tam chore dziecko albo w kiepskiej kondycji starszy człowiek, a mam wątpliwości co do swojego zdrowia, to po prostu tam nie idę. Sam z siebie tak robię. To samo zalecają lekarze.
        • taka-sobie-mysz Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 17:42
          wtedy ludzie nie mają wyboru, przecież nie wyrzucą jednego dziecka na czas choroby z domu. Tutaj jednak byla możliwość zachowania środków ostrożności (w postaci przesunięcia wizyty u chorego dziecka na inny termin).
        • argentusa Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 17:45
          Jest zdecydowana różnica między rodzeństwem pełnym a przyrodnim nie zamieszkującym wspólni - np. inna flora bakteryjna.

          A w tym przypadku się nie dziwię. Wśród moich znajomych w takim przypadku dzieci mają baaaaardzo ograniczony kontakt. BARDZO, włącznie ze odseparowaniem całkowitym (mieszkają u babci/niemowlakiem zajmuje się niania/są przynajmniej w innych częściach domu/ rodzic zajmujący się chorującym dzieckiem rzaaadko ma kontakt z niemowlęciem).
          Ar.
    • triss_merigold6 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 27.01.13, 23:57
      Ale z czym masz problem? Jeśli dziecko ma infekcję wyraźnie wirusową, to wszelkie odwiedziny się ogranicza, żeby nie przekazywać tego dalej. Czy puściłabym osobistego chłopa do domu w którym jest dziecko z wirusem i gorączką? No way, mam półtoraroczne dziecko z którym właśnie wyszłam ze szpitala i najbliższe dwa tygodnie młoda będzie izolowana tak jak tylko to możliwe.
      Przekazujesz własne emocje dziecko, to zbędne i szkodliwe. Jak syn jest chory to informuję eksa i - zależnie od sytuacji - bierze zwolnienie i syna do siebie albo wstrzymuje się z odwiedzinami. Jak eks jest chory/przeziębiony to do mnie do domu nie ma wstępu, nie będę narażać młodszej.
      • paris-texas-warsaw Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 11:55
        Wydaje mi się, że generalnie idea "weekendów" dla taty jest w tym przypadku źle rozumiana (nie wiem, czy to są tylko pojedyncze dni w weekend, czy cały weekend, gdy ojciec ma sprawować opiekę). Wg mnie spotkania w weekend czy w jakikolwiek inny dzień/dni ma umożliwiać zajmowanie się dzieckiem również przez drugiego rodzica. To chyba nie jest czas tylko na kino/basen/teatr. Dla mnie jest oczywiste, że to rodzice musza się dostosować do okoliczności zewnętrznych dziecka (np. choroby - jeśli dziecko musi pozostać w łóżku, to nie można dziecka nigdzie przewozić bez narażenia zdrowia, dodatkowych zajęć w szkole - trzeba być na tych zajęciach, itp.). Wg mnie taka opieka weekendowa to nie tylko przywilej, ale i zwykły obowiązek. Z uwagi na duże obciążenie rodzica, który głównie sprawuje opiekę, ta "weekendowa" opieka powinna się normalnie odbywać (i tak takie weekendy, to bardzo wg mnie ograniczony czas, nie jak z rodzicem, ale jakimś znajomym), żeby ten "główny" rodzic jak chce mógł sobie gdzieś pójść, zrealizować swoje plany (ma mieć taką możliwość, chociaż pewnie przy chorobie dziecka też by je zmienił). Ten ojciec z tego konkretnego wątku wg mnie powinien normalnie zająć się córką w weekend, co wg mnie jest jego obowiązkiem (może nawet sądownie nałożonym) w sposób w jaki wymaga stan dziecka (np. w domu, gdzie dziecko na co dzień mieszka, może przespać się w mieszkaniu dziecka, albo sobie wynająć coś w hotelu, jeśli nie ma takiej możliwości). Co do młodszego dziecka - może zachować dowolną kwarantannę, której sobie życzy - przez tydzień nie pojawiać się w domu, zorganizować opiekę dla drugiego dziecka, na które się zdecydował mając już córkę etc. (ciekawe jak takie sprawy załatwiają lekarze-pediatrzy na co dzień leczący masę chorych dzieciaków...). To już niech ustala we własnym zakresie, ale wg mnie nie powinien uchylać się od obowiązków rodzicielskich i drugie dziecko nic nie ma do tego (wg mnie oprócz naprawdę wyjątkowych sytuacji, ale nie choroby wirusowej starszej córki).
        W ogóle to często czytam tu na forum o przykładach wg mnie wynaturzeń tych tzw. "weekendów tatusia" - tak jakby "weekend tatusia" miał być dostosowany do sytuacji ojców, a nie stanowić continuum w życiu dziecka.
        • malgolkab Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 12:03
          paris-texas-warsaw napisała:

          > Wydaje mi się, że generalnie idea "weekendów" dla taty jest w tym przypadku źle
          > rozumiana (nie wiem, czy to są tylko pojedyncze dni w weekend, czy cały weeken
          > d, gdy ojciec ma sprawować opiekę). Wg mnie spotkania w weekend czy w jakikolwi
          > ek inny dzień/dni ma umożliwiać zajmowanie się dzieckiem również przez drugiego
          > rodzica. To chyba nie jest czas tylko na kino/basen/teatr.

          Niestety dla wielu "weekendowych" rodziców powinno być łatwo, miło i przyjemnie czyli same rozrywki, a z chorym dzieckiem raczej rozrywkowo nie jest.
        • paris-texas-warsaw Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 12:17
          Dodam jeszcze, że taką sytuację mogłabym zrozumieć, gdyby ten "weekendowy" rodzic był np. osobą o obniżonej odporności (np. po przeszczepie, etc.), albo kobietą w ciąży i wtedy realnie nie mógłby ograniczyć ekspozycji na wirusy "dziecka w brzuchu".
          A co do wypowiedzi Triss, że by nie puściła męża do dziecka z poprzedniego związku... Może jakby był porządnym ojcem, to mimo tego "nie puszczenia" zwyczajnie wyszedł by z domu zająć się dzieckiem, bo porządny rodzic nie ogranicza opieki tylko do wybranych dzieci...
          • argentusa Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 12:54
            bo porządny rodzic nie ogranicza opieki
            > tylko do wybranych dzieci...
            co prawda, to prawda.
            Ale ,ja chyba jednak dziwna jestem. Obecny widuje się regularnie i często z potomstwem z poprzedniego związku. Do tego stopnia mi to leży, że jak w zeszłym tygodniu było inaczej (potomstwo na wycieczce było 4 dni) to cholera, mi przeszkadzał w domu... Ja po prostu MUSZĘ kiedyś pobyć sama. Bo się uduszę tą sielanką....
            I tak źle i tak niedobrze wink))))))
            Ar.
          • triss_merigold6 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 13:26
            Nie jesteś po rozwodzie i przenosisz własne schizy na kwestie omawiane tutaj.
            Mój partner nie ma dzieci z poprzedniego związku.
            Mam obowiązek dbania o własne potomstwo przede wszystkim. Nie wpuszczam do małego dziecka nikogo z zewnątrz jeśli jest chory albo w domu ma np. rotawirusa czy grypę.
            Tego ojca rozumiem, młodsze dziecko jest mniej odporne.
        • nowel1 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 13:34
          paris-texas-warsaw napisała:

          > W ogóle to często czytam tu na forum o przykładach wg mnie wynaturzeń tych tzw.
          > "weekendów tatusia" - tak jakby "weekend tatusia" miał być dostosowany do sytu
          > acji ojców, a nie stanowić continuum w życiu dziecka.

          Ja zaś czytałam na tym forum ogromnie oburzone matki, gdy ojciec chciał chore dziecko wziąć na weekend... i spore poparcie ze strony niektórych forumowiczów.
          • argentusa Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 28.01.13, 18:02
            Nowel1,
            różnie się czytało.
            Mnie zastanawia jedno: sporo tu taj ludzi, którzy mają zero-jedynkowe podejście. A przecież nie ma jednej recepty na życie. Każda sytuacja jest inna. Czasem chorego młodego brał tata do siebie, a czasem młody zostawał w domu. A czasem (o zgrozo) najstarszy mieszkający z tatą NIE PRZYJECHAŁ do mnie, bo nie chcieliśmy żeby maluchy pozarażał. Rodzonywink brat! o taka wyrodna matka jestem wink.
            Ar.
    • nangaparbat3 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 31.01.13, 01:39
      Palant.
      Nie dlatego, ze boi sie zarazić mlodsze dziecko, to jest zrozumiałe - dlatego, że nie umie sensownie sklamac. Bo czasem trzeba.
      zresztą - grypa im dłuzej trwa, tym mniej zakaźna. wiec jesli corka zachorowala w czwartek, w niedziele juz nie jest jakos dramatycznie zakaźna (podobno najbardziej zakażamy bezposrednio przed wystąpieniem objawow).
      Wreszcie - jeśli dziecko naprawde źle się czuje, obecność ojca jest bardzo wskazana. A z tym zarażaniem się - lekarze mają codziennie styczność z wieloma chorymi, i jakos tak latwo nie lapią chorób. Poza tym pan tato ma do czynienia z chorymi w pracy, w sklepie, wszedzie gdzie pojdzie i gdzie są ludzie. No i w ostatecznosci mozna uzyc maseczki.
      W każdym razie u nas choroba dziecka oznaczała dodatkowe odwiedziny ojca, celem dopieszczania chorego biedactwa. Po prostu dzwonilam i mowiłam - dziecko chore, zajrzyj, poczuje sie lepiej. I tak bylo.
      • nangaparbat3 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 31.01.13, 01:40
        Acha - szczepcie się przeciw grypie, Panie i Panowie, po prostu.
      • altz Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 31.01.13, 06:27
        nangaparbat3 napisała:
        > A z tym zarażaniem się - lekarze mają codziennie styczność z wieloma chor
        > ymi, i jakos tak latwo nie lapią chorób.
        To ciekawe, bo lekarze mówią zupełnie co innego. wink
        Podobno przez pierwsze 2 lata pracy chorują non stop, potem dużo mniej, a najbardziej chorują lekarze-pediatrzy.
        • nangaparbat3 Re: odwiedziny taty u chorego dziecka 31.01.13, 10:18
          E tam - mam 2 pediatrow w najblizszej rodzinie smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka