el_an
15.08.13, 12:44
Wiele czytałam m.in. na tym forum jakie to sądy rodzinne są stronnicze i stają po stronie kobiety. A właśnie zderzam się z czymś przeciwnym, na razie nie w sądzie jeszcze ale u mojej adwokatki, która mnie ostrzega że tak będzie w sądzie. Okazuje się że jak mąz nie pije i nie bije to w zasadzie ideał. Zdradził? No coż - widocznie miał ku temu powód. Wyzywał, poniżał? No może taki choleryk. Dlaczego to ja mam udowodnić że byłam dobrą żoną, e tam dobrą - idealną po prostu? Jak sobie radziliście z argumentem "zdradziłem, bo od żony nie dostawałem miłości, nie czułem się dla niej ważny i kochany". Czy to nie on powinien udowodnić że tak rzeczywiście było? To dlaczego tkwił w małżeństwie 10 lat? Dlaczego zdradził kiedy byłam w drugiej ciąży - skąd ta ciąża? Z małżeńskiego obowiązku? Naprawdę muszę udowodnić że nie jestem wielbłądem???