Dodaj do ulubionych

jestem załamana

11.11.13, 12:36
Piszę tutaj ,bo czuję się bardzo samotna i już nie wiem jak mam coś zmienić w swoim życiu, mój mąż i ja jesteśmy razem już prawie 20 lat ,on nie jest dla mnie bliskim człowiekiem, wszystko psuło się latami ale jakoś tkwiłam w tym związku ,bo było dziecko, wspólne dorabianie się ,nie bardzo miałabym gdzie pójść, zresztą w domu nie było przemocy i alkoholizmu więc taż nie byłam zdecydowana by taki krok jak rozstanie podjąć, teraz mam 42 lata czyli najlepsze lata już za mną ,męża który jest dla mnie jak obcy, dorosłe dziecko które żyje już własnym życiem ,praktycznie żadnych znajomych bo od wielu lat pracuję w domu , zdrowie mi szwankuje do czego na pewno przyczynia się stres, czuję że zmarnowałam przy nim życie, ciężko jest nam dogadać się, ciągle jakieś dogryzania jest mi przykro, nie mogę spać , seksu już nie ma, proponowałam mu terapię małżeńską ale na to się nie godzi ,twierdzi ,że wina jest moja a ja tak nie uważam wcale czuję się bezsilna jak się z nim dogadać by zrozumiał ,że tak dalej nie może być ??
Obserwuj wątek
    • mayenna Re: jestem załamana 11.11.13, 14:00
      Jak 20 lat się z nim niedogadałaś to nadal pewnie tak zostanie. Oprócz rozwodu masz jeszcze wyjście, które jest bardzo popularne: żyć swoim życiem. Jak się okazuje wiele kobiet tak robi. Zajmij się czymś. Poszukaj pracy, albo klubu zainteresowań, stowarzyszenia kobiet i zacznij robić coś co ci przyniesie zadowolenie.
      On przez 20 lat nie stał ci się bliskim człowiekiem to teraz też nagle się nie zmieni. Ty sie musisz zmienić, żeby być szczęśliwą na tyle ile to jest możliwe w tej sytuacji.
      Albo się rozwiedź, co tez nie gwarantuje szczęścia.
    • anoraak Re: jestem załamana 11.11.13, 19:50
      Kobieto 42 lata to środek życia a nie starość
      Dziecko masz odchowane to skup się na sobie - rozwijaj pasję, zapisz się na sporty
      zbieraj kasę na wyjazdy, odnów stare przyjaźnie

      W każdym razie zacznij od siebie, stań na własnych nogach nie oglądając się na męża jeżeli on nie chce współpracować

      A potem na spokojnie, już bez desperacji czy depresji, zastanów się co dalej z małżeństwem, Ja osobiście nie popieram wcześniej podanego rozwiązania tkwienia w związku dla samego związku ale każdy powinien wybrać swoją drogę
    • yoma Re: jestem załamana 12.11.13, 09:51
      > teraz mam 42 lata czyli najlepsze lata już za mn
      > ą

      Khem, ekhem... smile
      • ligia-1 Re: jestem załamana 12.11.13, 22:52
        Dziękuje ci za Twój post, tylko upewniłam się że muszę wziąć rozwód. Wcale nie masz wszystkiego co najlepsze za sobą. Mam znajomego - od 3 lat wdowca - ma 60 lat i dopiero teraz poznał miłość swojego życia. Z żoną mu się nie układało, Ty tez możesz zacząć żyć od nowa, kogoś poznać albo samotnie odkrywać jak piękne może być życie. Musisz tylko chcieć wyrwać się z tego marazmu. Pokochaj siebie a będzie to największy najwierniejszy i najlepszy romans w Twoim życiu - i z wzajemnością!!!Powodzenia
        • krokodil123 Re: jestem załamana 13.11.13, 07:38
          "...czuję się bezsilna jak się z nim dogadać by zrozumiał ,że tak dalej nie może być ?? "

          Ewagos, piszesz dosyć enigmatycznie i ja nie zrozumiałam, nie domyślam się jak ma być.
          Czy ty sama możesz podać konkrety jak chcesz zmienić swoje życie, co sama robisz w tym kierunku i co oczekujesz od męża.
          Mi też się wydaje że jak 20 lat funkcjonowało tak jak funkcjonowało to dlaczego się ma zmieniać na lepiej dopiero teraz? Brak logiki.
        • luciva Re: jestem załamana 13.11.13, 13:20
          Zupelnie abstrahując od tematu związku i absolutnie nie mając nic do ligii-1 - tak mi się nasunęła relfeksja - zawsze zastanawia mnie, że w takich sytuacjach ludzie rozpoznają miłośc swego zycia. Pan był z zoną ząłóżmy 15 albo więcej lat, było nie ok, poznaje kogoś nowego, sa ze sobą 3 lata (albo i mniej) i mówi, że to miłość jego życia.
          Może po 3 latach z zoną też tak mówił, a po 15 z aktualną panią też powie, że to nie to i było źle?
          • yoma Re: jestem załamana 13.11.13, 16:11
            Może chodzi o to, że po 15 albo więcej lat człowiek jest (teoretycznie) mądrzejszy i doświadczeńszy i nie rzuca deklaracji tak łatwo, jak rzucał mając lat dajmy na to 25?
          • argentusa Re: jestem załamana 13.11.13, 20:28
            A ja rozumie, oczym pisze Ligia.
            Za dobrze rozumiem.
            Byłam w związku wieeele lat. I naprawdę nie wiedziałam, że może być inaczej. Po prostu podobne związki miałam wokół.
            Potem poznałam Obecnego chuopa i naprawdę przez pierwsze 1,5 roku oczęta przecierałam z zadziwienia, że TAK można żyć.
            To, co teraz przeżywam to jest nowa jakość. Zdecydowanie lepsza niż przeszłość. Pewnie, że Obecny ma wady. Ale one to pikuś wobec zalet, które ma i wobec tego, jakim jest człowiekiem na co dzień. A że pieniądza mniej, a jakie to ma znaczenie jak nie przymieramy głodem i na łeb nie leci. A i dzieciaki zadowolone.
            Ar.
            ps. najlepszego Państwu.
            • teuta1 Re: jestem załamana 13.11.13, 23:43
              Mam 42 i uważam, że to bardzo fajny wiek. A samotności nie trzeba się bać, bo inaczej będzie się szukało rozpaczliwie i w pośpiechu. Będzie dobrze, naprawdę.
    • kasz0 on jest zlamas? 16.11.13, 20:31
      ewagos napisała:

      > wszystko psuło się latami

      > twierdzi ,że wina jest moja a ja tak nie uważam wcale czuję

      Mieliscie lata aby to naprawiac. Nie czulas, ze trzeba naprawic "cieknacy kran"? Nie uwazasz, ze masz interes aby to czuc?

      Mezczyznie natura daje 2 lata zapasu hormonow na "tolerowanie" babsztyla. Ten, ktorego wybralas z braku laku wytrzymal 10 razy dluzej. Zapewniam Cie, ze kobiety okolo czterdziestki sa w KWIECIE wieku. Masz potencjal aby swego chlopa opetac. Jesli tylko chcesz. Ale chyba nie chcesz. Co oczywiscie jest jego wina, co mu zwisa i powiewa.

      > jak się z nim dogadać

      Podymaj w ostatnia iskre zaru swego wyuzdania. Mezowi zalujesz?
    • e_duszka2013 Re: jestem załamana 18.11.13, 10:29
      Łatwo radzić: staraj się wysypiać...

      Jak czytam Twój post Autorko, to odnoszę wrazenie, jakby nadawcą byla jakaś staruszka. Zastanawiam sie, czy ten Twój smutek, bezsenność, brak ochoty na sex i brak działania, nie wynikają z depresji. Byłaś u jakiegoś psychologa? Może warto spróbować skorzystać z wizyty.
      Podpisuję sie pod radą, żebyś zajęła się własnym życiem, odnowieniem znajomości, poszukaniem zainteresowań, sportem (wydzielają sie hormony szczęścia), a wtedy i Twoje nastawienie się zmieni a przede wszystkim odmłodniejesz duchowo i nie tylko. Twoje życie w Twoich rękach! Kto wie, może w ślad za tymi zmianami mąż będzie chcial coś zrobić konstruktywnego dla Waszego związku.smile
      Powodzenia!!
      • jaras-3110 Re: jestem załamana 22.11.13, 12:22
        O to właśnie.
        Sport, nowe znajomości, zainteresowania. Popatrz w głob siebie jak będziesz biegać, godzinę czy dwie, zastanów się czego TY chcesz, od śiebie, od zycia. I potem zaczni to robić, nie glądaj się do tyłu, tym zjmą się specjaliści z IPN, patrz do przodu, koncetryj się na tym co dobiero będzie. Jutro zaczyna się dziś.

        Mam 40lat, jestem żonaty od 12lat, mamy dzieci w szkole. Już teraz jesteśmy z żoną na tyle oddaleni od siebie, że wiedziemy dwa osobne życia. Seks tylko w telewizji, no przynajmniej ja, śpimy osobno, urlopy osobno poza 1-2 tygodniami zimą i latem gdzie wyjeżdżamy razem z dziećmi. Jedyna przyjemność endorfinowa od czasu odstawienia czekolady, to bieganie...

        Wiem o czym piszę. Wiem co czujesz. Zacznij biegać, dalej już jakoś pójdzie.
        Głowa do góry!
        J
    • fromme_toyou Re: jestem załamana 18.11.13, 10:41
      Twoja sytuacja nie różni się wcale od przynajmniej 50% małżeństw. Wśród moich znajomych to prawie norma. U mnie było to samo,ale wyrwałam się z tego marazmu. Musisz sobie znaleźć kochanka,zwyczajnie partnera do łóżka.To nie jest żaden problem. Dopiero taki facet uświadomi Ci , że jesteś coś warta. Nie możesz popadać w rozpacz.Twój mąż dopiero wtedy zainteresuje się Tobą, jak go zaczniesz ignorować i bardziej zwracać uwagę na siebie. Zacznij lepiej wyglądać, pobzykaj się na boku, a wróci Ci radość życia. Ja tak zrobiłam i odżyłam. Pozdrawiam. Marta
      • e_duszka2013 Re: jestem załamana 18.11.13, 12:35
        fromme_toyou napisała:

        > Twoja sytuacja nie różni się wcale od przynajmniej 50% małżeństw. Wśród moich
        > Zacznij lepiej wyglądać, pobzykaj się na boku, a wróci Ci radość życia. Ja tak zrobiłam i odżyłam. Pozdrawiam. Marta

        Mam pytanie, a czy Twój związek dzieki temu też odżył?
      • gustavo.fring Re: jestem załamana 18.11.13, 12:48
        Czy takie rady można też dawać mężczyznom, czy już tak nie za bardzo?

        "Żona mi się roztyła, nie ma ochoty na nic, tylko TVN ogląda od rana do nocy".
        "Znajdź sobie młodziutką babę, podymaj na boku, to żonie od razu zacznie zależeć i będzie jej się chciało".

        Tak, czy coś przekręciłem?
      • argentusa Re: jestem załamana 18.11.13, 13:22
        <<< Dopiero taki facet uświadomi Ci , że jesteś coś warta.

        o matko kochana, toż ja nie wiedziałam,ze dopiero FACET ma mi uświadomić co jestem warta.
        Ze też ja żyłam do tej pory w TAAAAKIEJ nieświadomości...
        Tu ani płakać ani śmiać się nie chce.
        A bez faceta nie można tej swiadomości mieć? bo nie kumam....
        • kami_hope Re: jestem załamana 18.11.13, 14:37
          Niestety tak bywa, ze ludzie postrzegaja siebie (lub/i otaczajaca rzeczywistosc) przez pryzmat innych osob, jeszcze gorzej jesli wartosciowanie opiera sie na "sprawnosci" seksualnej. Jedno i drugie dot. tzw. osobowosci niedojrzalej, rownie dobrze moga to byc inne zaburzenia osobobosci, np. os. zalezna, narcystyczna, bordeline typ II, itp. Zaburzenia osobowosci maja jakosc choroby i poniekad sa podlozem chorob.

          A odnoszac sie bezposlednio do postu na ktory odpowiedziala Arg., uwazam ze romans na "podreperowanie" swoich problemow nie jest wlasciwa terapia sad
          • mrysio111 Re: jestem załamana 21.11.13, 09:33
            Ludzie, w szczególności ci w długotrwałych związkach, postrzegają siebie głownie przez pryzmat własnego związku i partnera/partnerki, to jest naturalne. Warto natomiast czasem zdjąć klapki z oczu i wyjrzeć poza własny i związek i krąg najbliższych znajomych. Ciężko jest się rozstac po 20 latach, nawet nieudanego związku, ale na łozu śmierci będziemy załować nie tego. co zrobiliśmy, ale tego, czego nie zrobiliśmy.
            • molly_wither Re: jestem załamana 21.11.13, 15:30
              Jak mozna zalowac czegos o czym nie bedzie sie wiedzialo, ze bylo dla nas dobre?
              Moja matka z perspektywu czasu dobrze zrobila,ze sie nie rozwiodla, bo przynajmniej ma emeryture po zmarlym mezu za ktora moze przezyc.Za swoja by nie przezyla. Dlatego w tym kraju kobietom tak ciezko po kilkudziesieciu latach zwiazku trudno podjac decyzje o rozstaniu.
              mrysio111 napisała:

              > Ludzie, w szczególności ci w długotrwałych związkach, postrzegają siebie głowni
              > e przez pryzmat własnego związku i partnera/partnerki, to jest naturalne. Warto
              > natomiast czasem zdjąć klapki z oczu i wyjrzeć poza własny i związek i krąg na
              > jbliższych znajomych. Ciężko jest się rozstac po 20 latach, nawet nieudanego zw
              > iązku, ale na łozu śmierci będziemy załować nie tego. co zrobiliśmy, ale tego,
              > czego nie zrobiliśmy.
    • ivk_a Re: jestem załamana 18.11.13, 14:29
      Witam!
      Mam 26 a już dzisiaj wiem,że 40 lat to najpiękniejszy okres życia.
      Pomimo tego,że jestem młodsza obserwuję ludzi (szczególnie kobiety) po 40-stce.
      Są to kobiety które tak jak pani mają odchowane dziecko.Pracują,a po pracy mają mnóstwo innych zajęć np zumba,fitnes...
      Dzisiejsza 40-stolatka to kobieta nierzadko modniejsza od 20-stolatki,ciesząca się życiem,korzystająca z niego.

      Co do męża.....proszę nie bać się odważnych decyzji.Widać,że mężowi nie zależy na Waszym związku,a za 10 lat może być za późno.
      Pozdrawiam,tylko myśli pozytywne dają nam siłę!
      • antygona72 Re: jestem załamana 21.11.13, 23:04
        Najfajniejsze w wieku 40 lat to to, że jak idziesz z koleżanką do knajpy to nie rozglądasz się czy jakiś facet cię zauważył i czy aby mu się podobasz, po prostu dobrze się bawisz. Zupełnie nie zawracasz sobie głowy swoim wyglądem na tle innych i dlatego emanujesz pewnością siebie i zadowoleniem ( bo przyszłaś na zasłużone plotki z przyjaciółką a nie na podryw) i efekt jest taki , że faceci lgną jak muchy do miodu a ty możesz swobodnie rozmawiać o wszystkim bo nie paraliżuje cię nieśmiałość oraz kompleksy lat 20 . Po prosty masz to gdzieś smile
        • blue_ania37 Re: jestem załamana 21.11.13, 23:09
          antygona72 napisała:

          > Najfajniejsze w wieku 40 lat to to, że jak idziesz z koleżanką do knajpy to nie
          > rozglądasz się czy jakiś facet cię zauważył i czy aby mu się podobasz, po pros
          > tu dobrze się bawisz. Zupełnie nie zawracasz sobie głowy swoim wyglądem na tle
          > innych i dlatego emanujesz pewnością siebie i zadowoleniem ( bo przyszłaś na za
          > służone plotki z przyjaciółką a nie na podryw) i efekt jest taki , że faceci lg
          > ną jak muchy do miodu a ty możesz swobodnie rozmawiać o wszystkim bo nie parali
          > żuje cię nieśmiałość oraz kompleksy lat 20 . Po prosty masz to gdzieś smile

          Lubię tosmile
          Kończę 40 stkę za 7 dni i się trochę bojęsmile
          Ale masz cholernie dużo racjismile
          A
        • anderikka Re: jestem załamana 22.11.13, 09:27
          antygona72 napisała:

          > Najfajniejsze w wieku 40 lat to to, że (...)
          możesz swobodnie rozmawiać o wszystkim bo nie parali > żuje cię nieśmiałość oraz kompleksy lat 20 . Po prosty masz to gdzieś smile

          A nie przesadziłaś sporo? Naprawdę uważasz, że wszystkie 20-latki (lub większość) mają kompleksy i są sparaliżowane nieśmiałością? Przecież to jakiś absurd!
    • mader1 Re: jestem załamana 20.11.13, 12:18
      42 lata to nie starość. Jesteś w kwiecie wieku. Odchowałaś dziecko, rozumiem, że jeszcze nie musisz niańczyć własnych rodziców. Wyobraź sobie, ze żyjesz do 80-tki ( a to wcale nie tak długo przy dziesiejszych standardach), jak wtedy patrzysz na 42-letnie kobiety smile Niektóre w tym wieku decydują się na dziecko.
      Głowa do góry!
      Zastanów sie, co cię kręci. To wcale nie musi być kosztowne, rozwijanie zainteresowań. Zrób jakąś radykalną zmianę w sobie. Potem... spróbuj jednak pogadać, może przy świecach, winie z mężem, pójść do poradni małżeńskiej, do psychologa, pojechać na warsztaty... pobawić się. Jeżeli dla niektórych nie jest za późno na nowy zwiazek w tym wieku, dlaczego nie potraktować tego, w którym się jest, jak wyzwanie?
      W razie czego pisz na adres gazetowy smile
    • iicek teraz wydaje Ci się, że najlepsze lata za Tobą... 20.11.13, 12:24
      ...ale zapewniam Cię, że jeśli nie zdecydujesz się na zmianę "bo już i tak za późno", to za dwadzieścia lat będziesz sobie pluła w brodę, że nie zrobiłaś tego, kiedy miałaś lat czterdzieści i drugie tyle życia przed sobą....
      nigdy nie jest za późno, żeby wziąć się za szukanie prawdziwego szczęścia; znam kilka osób, które udane związki zaczęły tworzyć dopiero dobrze po czterdziestce - rekordziści (moja ciotka z mężem) w tej chwili zbliżają się do osiemdziesiątki i są w sobie zakochani jak nastolatki...
      trzymam kciuki
    • sarniak Re: jestem załamana 20.11.13, 17:31
      Moja ciotka z bliskiej rodziny zostala wdowa ok.40, miala trojke nastoletnich dzieci. Niedawno (kilka lat temu) poznala nowego faceta na jakims czacie. Teraz dzieci maja juz po 20 kilka lat, a nawet pod 30.

      A ona z nowym facetem jest nierozlaczna, sa zakochani na maksa i nawet niedawno pobrali sie. On tez jest wdowcem, wiec mieli slub koscielnysmile Ona - teraz wiek ok.55 wygladala w kosciele przeuroczo, w ogole widac ze sie kochaja i szanuja. Moi rodzice powiedzieli ze nawet ciotce zmienil sie charakter, jest duzo zywsza, ma lepsze poczucie humoru i nie smeci (w porownaniu kiedy jeszcze byla z pierwszym mezem), nawet spotykaja sie czesto na imprezy itd., a w przeszlosci tego nie bylo.

      Nigdy nic nie wiadomo, bo moze wielka milosc czeka za rogiem smile pozdrawiam!
      • blue_ania37 Re: jestem załamana 20.11.13, 18:22
        Czemu piszecie, że szczęście to poznanie faceta, urodzenie dziecka?
        Pytam poważnie.
        To takie utopijne, że będzie fajna to pozna kogoś i świetnie się ułoży.
        Zamiast życzyć kobiecie ułożenia sobie życia bez względu czy pozna kogoś czy nie.
        Życie nie zaczyna i nie kończy się na portkach i posiadaniu ich w domu.
        Taki dla mnie niefajny wyznacznik.
        Niech ona odnajdzie siebie, swoje zainteresowania swoje chcenia.
        Można być szczęśliwą nie posiadając portków
        • mikado111 Re: jestem załamana 20.11.13, 19:23
          Jedyny rozsądny post na tym forum.

          Statystyki są bezlitosne. Jakieś dziesięć lat temu spośród samotnych kobiet po 35 roku życia zaledwie kilka procent znajdowało stałego partnera. Teraz te wskaźniki są pewnie trochę wyższe, bo ludzie później zakładają rodziny, a poza tym pojawiła się nowa kategoria bogatych, wybotoksowanych 40-latek, na które lecą młodsi, gorzej ustawieni w życiu panowie. Załóżmy, że teraz jest 15%. To też niewiele.

          Trudno jest więc podjąć decyzję o rozwodzie takiej 40-latce. Wie, że najprawdopodobniej zostanie już sama, a żyje w środowisku, dla którego kobieta bez chłopa to zero i nieszczęście.
        • kasz0 first things first 20.11.13, 20:00
          blue_ania37 napisała:

          > Można być szczęśliwą nie posiadając portków

          Dokladnie w ten targiet celuja zakony zenskie.

          Chce Ci sie wchodzic w dyspute czym jest szczescie?

          Jak bardzo musze to tez potrafie sobie wmowic szczescie.
          • blue_ania37 Re: first things first 20.11.13, 20:07
            kasz0 napisała:

            > blue_ania37 napisała:
            >
            > > Można być szczęśliwą nie posiadając portków
            >
            > Dokladnie w ten targiet celuja zakony zenskie.
            >
            > Chce Ci sie wchodzic w dyspute czym jest szczescie?
            >
            > Jak bardzo musze to tez potrafie sobie wmowic szczescie.

            A chcesz mi wmówić że szczeście to tylko wtedy kiedy są portki?
            Uwielbiam swoje samotne wieczory, kiedy moge buszować po necie, słuchac muzyki, oglądać co chcę.
            Nie jest dla mnie spełnieniem marzen o zyciu facet, ale ja a jak się nadarzy to bedzie fajnie, ale nie szukam, nie biegam i jest dobrze.
            • orchidea26 Re: first things first 20.11.13, 20:34
              A jak nie daj Boże prądu zabraknie, to koniec z Internetem, muzyką i filmami wink

              • blue_ania37 Re: first things first 20.11.13, 21:06
                to jogę poćwiczęsmile
                Nie rozumiem naprawdę szczerze.
                Wszyscy co trafiają tu są po związkach które albo sie rozpadły albo są w trakcie.
                Pomimo tego pojmowania życia tylko w kategoriach bycia z kimś lub nie jest idealistyczną bajką.
                Rozwód powinien chociaż nauczyć, że szczęście nie polega na tym, bo były te portki w życiu i jednak nie wyszło.
                Czy jest się szczęśliwym czy nie nie zależy od posiadania pary.
                Mało tego, uważam, że kobiety i faceci którzy mają swoje własne życie są bardziej atrakcyjni.
                A
            • molly_wither Re: first things first 21.11.13, 15:34
              Ale wiesz dobrze Aniu,ze na dluzsza mete nie chodzi o samotne wieczory i swiety spokoj.
              A siedzac sama w domu tez nikogo nie znajdziesz, ale jesli koniecznie nie chcesz to Twoj wybor.

              blue_ania37 napisała:
              > A chcesz mi wmówić że szczeście to tylko wtedy kiedy są portki?
              > Uwielbiam swoje samotne wieczory, kiedy moge buszować po necie, słuchac muzyki,
              > oglądać co chcę.
              > Nie jest dla mnie spełnieniem marzen o zyciu facet, ale ja a jak się nadarzy to
              > bedzie fajnie, ale nie szukam, nie biegam i jest dobrze.
              >
              >
          • argentusa Re: first things first 20.11.13, 20:30
            a ja nie muszę sobie wmawiać.
            Mam to szczęście, że dokładnie wiem, co to znaczy być prawdziwie szczęśliwą bez portek w domu. I to po tym jak uprzejmie spakowałam eksa i złożyłam pozew o rozwód. I zajęłam isę sobą oraz dziećmi (w takiej dokładnie kolejności).
            I Ankę rozumiem, bo po prostu wiem, o czym ona pisze. A że część ludzkości nie jest w stanie tego pojąć? to już inna inszość.
            Ar.
            ps. nie twierdzę, że wszyscy są w stanie być zadowoleni z życia bez portek czy też kiecki w domu. Tyle, że ja wiem, że ja mogę być w pełni zadowolona i mając porteczki w chaupie i ich nie mając. Bezcenne.
        • mader1 Re: jestem załamana 21.11.13, 00:06
          Świetne. Też tak uważam
    • chmuraa Re: jestem załamana 20.11.13, 22:36
      na poprawę humoru...
      smile

      Rozwód po polsku

      Marian Załucki

      Już jestem wolny! Siódmą dobę.
      Rozwód się odbył bez kłótni, bez draki.
      Różnica poglądów na moją osobę.
      Powód - to ja. Jako taki. Owaki!
      Koniec niewoli dla ducha i ciała,
      więc nie - nie na zawsze człowiek się zaprzedał!

      Sąd dał mi rozwód, żona mi dała.
      A Urząd Mieszkaniowy nie dał.
      Można mieć w Polsce własne zdanie,
      lecz trudno o mieszkanie na nie!
      Ale wszystko OK - znaczy: koniom lżej.
      Bo choć dalej razem, za to w innej roli: obcy mężczyzna, obca kobieta,
      "Pani pozwoli...", "Pan pozwoli..." Od dzisiaj śpimy na waleta!

      Nic nas nie łączy - wszystko dzieli z wyjątkiem wspólnej pościeli...
      A więc maleńka dyskusja co do kwestii "Czyj jasiek?" "Czyja poduszka?" -
      i już oddycham pełną swobodą na mej niezawisłej połowie łóżka.

      Rano ocieram słodki sen z powiek: zbudził się inny, wolny człowiek!
      Wynika wprawdzie polemika, która jest czyja połowa ręcznika -
      ale wytworna..., nie psioczę, nie wrzeszczę.
      Niech sobie nie myśli, że kocham ją jeszcze!
      Tak oto tempora mutantur...

      Ja teraz do niej jak do damy: żadnych pogróżek, żadnych awantur!
      No, trudno już się nie kochamy... Przeciwnie: sprzatnę, zniosę śmiecie...
      Jak tu nie pomóc obcej kobiecie?! Czasem z kwiaciarni jakieś zielsko.
      A widząc minę jej zdziwioną, uśmiecham się...
      uwodzicielsko! Niech wie, psiakrew, że nie jest żoną!

      I tak mi fajno, aż zacieram ręce... Nikt mi nie gdera, nie poucza.
      Tam niezależna kobieta w łazience, tu ja - niepodległy przy dziurce od klucza!
      (Nie bez powodu, nie bez chrapki: zawsze lubiłem obce kobitki!)
      Wytężam nieco wzrok, bo krótki... Ładne, cholera, te rozwódki!
      Ponętna kibić - i ramiona... Od razu widać, że nie żona!

      A ona także bywa i jakaś milsza, i troskliwa.
      Raz nawet, widząc me amory, spytała mnie: "Czyś ty nie chory?"
      I tylko z żalem wspominamy, smażąc we dwoje karmenadle,
      lata stracone już na amen w strasznym małżeńskim naszym stadle:
      nic tylko żarliśmy się co dzień, wieczne pretensje i problemy...
      A dziś? Inaczej!... Miło, w zgodzie... Może się nawet pobierzemy?
      • blue_ania37 Re: jestem załamana 20.11.13, 22:42
        umarłamsmile cholernie fajnesmile
        • maksimum Re: jestem załamana 21.11.13, 05:52
          Praca w domu na dluzsza mete,to zalamka.
          2 dni w tygodniu wyjdz z domu i spotykaj sie ze znajomymi i nieznajomymi.Tak po prostu dla poprawienia sobie humoru.Troche to bedzie kosztowac,ale takie jest zycie.
      • antygona72 Re: jestem załamana 21.11.13, 23:18
        chmuraa napisała:

        " na poprawę humoru... smile
        Rozwód po polsku
        Marian Załucki..."


        świetne smile osobiście znam parę małżeństw co po rozwodzie od kilku lat stanowią wzorową parę, a niektórzy dorobili się kolejnych dzieci bo chcieli smile
        >
      • jola.1111 Re: jestem załamana 24.11.13, 18:09
        Ale fajne...
    • heksa_2 Re: jestem załamana 21.11.13, 12:09
      Pojedź do sanatorium wink
      • aga1401 Re: jestem załamana 21.11.13, 12:45
        20 lat małżeństwa....
        Mój mężczyzna który twierdził ,że jestem kobietą jego życia od pierwszej chwili poznania na początku świata poza mną nie widział...Jednak sielanka trwała raptem kilka ,uwaga!!!,miesięcy...i z dnia na dzień wszystko zaczęło się zmieniać..Ciągła huśtawka ...Nie jesteśmy małżeństwem,na szczęście ale rozstanie też nie jest łatwe.Facet potrafi kobiecie powiedzieć to co ona chce usłyszeć .Żyjemy od kłótni do kłótni a najgorsze jest to,że on nie widzi tu swoich błędów ,wymagający jest,owszem ale żeby dać coś od siebie to niemal graniczy z cudem.Ba,to jest cud.Sił brak....
    • olga20001 Re: jestem załamana 21.11.13, 14:10
      To co piszesz, to też po części moja historia. Odeszłam od męża po 20 latach wspólnego "pożycia". Miałam wtedy 40. Teraz mam 45 i wiem, że to najlepsze lata w moim życiu. Odezwij się do mnie to pogadamy. Głowa do góry!
    • bzychnur Re: jestem załamana 21.11.13, 15:16
      trudno cos doradzic, bo nie napisalas od czego zaczely sie problemy. czy byl jakis sensowny powod. terapia malzenska tez nie zawsze moze pomoc... zwlaszcza wtedy, gdy go oszukiwalas, czy zdradzalas czy po prostu przestalas o siebie dbac, myc sie i czesac czy zaczelas sie obzerac albo chlac... mnie tez nikt by nie zaciagnal w takim przypadku na terapie, bo co mialbym leczyc? cudza zdrade czy nielojalnosc? mysle ze w takim przypadku najlepszy dla obu stron jest po prostu rozwod. i tak oboje jestescie samotni, wiec w najgorszym przypadku nie macie nic do stracenia... podzielcie sie dorobkiem zycia i idzcie kazdy swoja droga...
      • molly_wither Re: jestem załamana 21.11.13, 15:27
        Mozna sie dzielic,jesli jest czym. Dorobek zycia u ludzi w wieku 40+ w wiekszosci sprowadza sie do przechodzonego auta albo dwoch i 50metrowego mieszkania wlasnosciowego. Czyli tak naprawde NICZEGO. Wiec jak sie podzieli to NIC na pol to zostaja dwie NEDZE na starosc.
    • molly_wither Re: jestem załamana 21.11.13, 15:34
      Do Ewy: albo teraz, albo nigdy.
      • tornado27 Re: jestem załamana 21.11.13, 18:29
        proponuję zabrac się za jakis sport-polecam bieganie/fitnes itde
        no i kochanka sobie znależć-powaznie mówię smile

        serdeczne pozdrowienia
    • antygona72 Re: jestem załamana 21.11.13, 22:43
      Osobiście uważam, że małżeństwo jest przereklamowane, a facet powinien być dochodzący. Bo takiego np. małżonka to trzeba po pierwsze żywić, po drugie oprać , po trzecie po nim sprzątać. A jak jest dochodzący to i na kolację zaprosi lub sam ugotuje, zadba o swoje bambetle, nie bałagani w domu i jeszcze się cieszy na nasza skromny widok ( w przeciwieństwie czasem do małżonka, który ma nas serdecznie dość). A tak na poważnie, małżeństwo "to nie pluszowy miś ani kwiaty" owszem na początku pijecie sobie z dzióbków, wszystko razem, buzidupci, maślane oczy itp itd. A potem dziecko, nieprzespane noce, kredyty, praca, stres, zmęczenie, teściowa i ma się ochotę wyjść po przysłowiowe papierosy i więcej nie wracać. I tu właśnie wychodzi czy więzi pierwotne były silne czy tylko aparycja małżonka wydała nam się atrakcyjna przy pierwszym spotkaniu. Jeśli były silne to pomimo wszystko, na przekór wzajemnym docinkom nadal rozmawiacie o sprawach ważnych i błahych, śmiejecie się do łez z tych samych rzeczy, a nawet zdarzy się wam pomyśleć to samo. I bywa tak , że nawet po wielu latach patrząc na lekko przechodzone ciało współmałżonka pojawia się nieśmiała myśl jak dobrze, że cie jednak mam. No ale jeśli pierwotne więzi były błahe to (że się tak wyrażę) d..pa zbita i rady nie ma sad
    • anusiaborzobohata-krasienska71 Re: jestem załamana 22.11.13, 06:40
      ja rowniez mam 42 lata i w tym 21 lat malzenstwa tuz przed rocznica powiedzialam mezowi ze chce sie rozwiesc .Przyczyny byly te same jak u Ciebie z tym ze ja poznalam kogos kto otworzyl mi oczy ze 42 lata to nie starosc -zakochalam sie na maxa .Tak krotko sytuacja jest bardzo skomplikowana po obu stronach -jedno co dobre to ze moj nowy partner nie ma zony ale odgleglosc jaka nas dzieli jest masakryczna (14 godzin lotu samolotem ) on w Polsce ja daleko .Sama nie wiem jak sie to potoczy mam mieszene uczucia .Jedno co chce powiedziec to ze nie warto tkwic w zwiazku ,w ktorym jestes niekochana i niepotrzebna .Sprobuj na poczatek uwolnic sie od tego zwiazku znalesc czas na hobby ,na siebie badz egoistka a nowa milosc przyjdzie jesli nie bedziesz jej na sile szukac .
    • sheba555 Re: jestem załamana 22.11.13, 16:00
      jakbym siebie słyszałasad
    • goran69 Re: jestem załamana 22.11.13, 19:12
      "czuję że zmarnowałam przy nim życie" jak ja lubię takie teksty, zawsze ktoś winny.. weź się kobieto ogarnij i zacznij sama kierować swoim życiem, tylko kogo wtedy będziesz obwiniać za swoje niepowodzenia ?
      • molly_wither Re: jestem załamana 23.11.13, 14:22
        Wiecej empatii moze? Nie kazdy jest takim bulterierem, jak ty.

        goran69 napisał:

        > "czuję że zmarnowałam przy nim życie" jak ja lubię takie teksty, zawsze ktoś wi
        > nny.. weź się kobieto ogarnij i zacznij sama kierować swoim życiem, tylko kogo
        > wtedy będziesz obwiniać za swoje niepowodzenia ?
    • suzan46 Re: jestem załamana 22.11.13, 20:51
      Ja przeżyłam w takim toksycznym związku ponad 23 lata...Kochałam męża tak bardzo i nie dopuszczałam do siebie myśli ( choć inni widzieli to doskonale) że uzależnił mnie od siebie, że tak naprawdę nie mam własnego życia, bo żyję tylko tym co On akurat zaplanował, ale z biegiem czasu dochodziło do mnie że jest coś nie tak, że tak nie powinno być...przecież małżeństwo opera się na wzajemnym zrozumieniu, szacunku i zaufaniu no i oczywiście miłości, a u nas nie pozostało nic...poczułam taką pustkę, rozgoryczenie i smutek, bo kiedy ja zajmowałam się dziećmi, domem i całą resztą nie mając już zupełnie czasu dla siebie( bo zajmowanie się czwórką dzieci odbiera siły) odsunął się ode mnie zupełnie i co raz częściej słyszałam że jestem do niczego, że wstydzi się ze mną gdziekolwiek wychodzić...załamałam się...wtedy przyszły mi z pomocą moje dorosłe już dzieci, postawiły do pionu uświadomiły że w każdym wieku jest czas na rozpoczęcie czegoś nowego i nie warto tracić czasu na coś co umarło...nie mamy rozwodu, bo do niczego nie jest mi tak naprawdę potrzebny...wyjechałam daleko, pracuję i mam mnóstwo czasu dla siebie...tak więc powiem krótko, nie trać czasu uwierz w siebie i zacznij żyć tak jak chcesz i wierz mi że po tylu latach niczego już nie uratujesz choć bys nie wiem jak chciała...Ja mam 46 lat i teraz dopiero wiem ile straciłam u boku kogoś kto nie był tego wart...jak to powiedział kiedyś mój syn..mamo podnieś głowę zobacz jak wygląda świat, zacznij w końcu robić coś dla siebie, bo masz jedno życie... głowa do góry i do przodu...powodzeniasmile
      • brak.slow Re: jestem załamana 23.11.13, 00:33
        bardzo niedobrze, ze nie masz rozwodu. mam Ci to tlumaczyc od strony prawno - finansowej?
        • molly_wither Re: jestem załamana 23.11.13, 14:26
          Tak,bo ja to rozumiem,a chetnie bym wysluchala fachowej poradysmile

          brak.slow napisała:

          > bardzo niedobrze, ze nie masz rozwodu. mam Ci to tlumaczyc od strony prawno - f
          > inansowej?
      • molly_wither Re: jestem załamana 23.11.13, 14:25
        Ja natomiast zrozumilam,dlaczego kobiety decyduja sie na wiecej dzieci. Bo kiedy maz zdradzi,nie zdradza cie przynajmniej dzieci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka