Mąż się wyprowadził parę m-cy temu, 2tyg. później złożył pozew bez orzekania;
odpowiedziałam podobnie ale pismo było skonstruowane na winę męża.
Nie będę teraz opowiadać całej mojej historii, może za chwilę....
W skrócie: kompletne oziębienie emocjonalne i fizyczne, moja ucieczka w rozmowy i sms-y z przyjacielem od 20 lat.
Życie obok siebie.... mimo dwójki dzieci brak porozumienia, planów, bliskości...
Egoizm męża, zapatrzenie w siebie...
Częste wyjazdy (służbowe?), wyjścia z domu...
Moje wołanie o zauważenie, o rozmowy o czas...
Poddanie się......
Pierwsza rozprawa już za mną - miała być ostatnią, ponieważ mieliśmy wszystko dogadane (przez adwokatów, bo z sobą nie zamieniliśmy słowa od wakacji),
kolejna za 3 tygodnie; świadkowie, pranie brudów

Pan mąż 10min. przed rozprawą zmienił zdanie i zażądał wyłącznej mojej winy,
niższych alimentów i dużo większej spłaty mieszkania.
Poznałam kogoś (pod koniec wakacji), widzieliśmy się raptem 5 razy; ciężko mówić o związku - raczej o bratniej duszy. Co będzie - zobaczymy, nie spieszymy się...
Bardzo się boję.......