Dodaj do ulubionych

2013r. - 13 lat małżeństwa - rozwód...

21.11.13, 10:37
Mąż się wyprowadził parę m-cy temu, 2tyg. później złożył pozew bez orzekania;
odpowiedziałam podobnie ale pismo było skonstruowane na winę męża.
Nie będę teraz opowiadać całej mojej historii, może za chwilę....
W skrócie: kompletne oziębienie emocjonalne i fizyczne, moja ucieczka w rozmowy i sms-y z przyjacielem od 20 lat.
Życie obok siebie.... mimo dwójki dzieci brak porozumienia, planów, bliskości...
Egoizm męża, zapatrzenie w siebie...
Częste wyjazdy (służbowe?), wyjścia z domu...
Moje wołanie o zauważenie, o rozmowy o czas...

Poddanie się......


Pierwsza rozprawa już za mną - miała być ostatnią, ponieważ mieliśmy wszystko dogadane (przez adwokatów, bo z sobą nie zamieniliśmy słowa od wakacji),
kolejna za 3 tygodnie; świadkowie, pranie brudów uncertain
Pan mąż 10min. przed rozprawą zmienił zdanie i zażądał wyłącznej mojej winy,
niższych alimentów i dużo większej spłaty mieszkania.

Poznałam kogoś (pod koniec wakacji), widzieliśmy się raptem 5 razy; ciężko mówić o związku - raczej o bratniej duszy. Co będzie - zobaczymy, nie spieszymy się...

Bardzo się boję.......



Obserwuj wątek
    • tricolour A gdzie ta wyłączna wina męża... 21.11.13, 11:10
      ... skoro odpowiedzią na: "kompletne oziębienie emocjonalne i fizyczne" była "moja ucieczka w rozmowy i sms-y z przyjacielem od 20 lat"?

      Zażądałaś wyłącznej winy męża więc jedyną możliwą jego odpowiedzią (poza przyznaniem się do winy) jest wniosek o Twoją wyłączną winę i właśnie pranie brudów - Twój mąż nie zmienił zdania, on się tylko broni narzędziami, jakie mu pozostały.

      Dlaczego wszystko ustaliliście, a Ty łamiesz ustalenia i żądasz wyłącznej winy? Rozwód nie kończy się na pierwszej sprawie z Twojego powodu.

      Wszczęłaś wojnę...
      • przebudzenie1976 Re: A gdzie ta wyłączna wina męża... 21.11.13, 11:29
        To nie ja złamałam ustalenia lecz maż....

        Ponadto...
        Zaszłam w ciążę, maż wielokrotnie namawiał mnie na aborcję...
        Odsunął sie ode mnie i emocjonalnie i fizycznie,
        nie spaliśmy już z sobą.
        Od tego czasu przestaliśmy z sobą sypiać, żyć jak małżeństwo.

        A rozmowy z przyjacielem... no cóż, były zawsze(od 20 lat) i maż o nich wiedział bo nie ukrywałam tego, chodzi o to, ze pan maż (tak sądzę) przygruchał sobie kogoś a te moje smsy i rozmowy postanowił wykorzystać jako powód/argument mojej rzekomej zdrady.....
        • tricolour Bardzo prawdopodobne, że przygruchał... 21.11.13, 11:36
          ... ale generalnie nie pozostajesz mu dłużna, prawda?

          Z tą ciążą, to dramat. Rozmawialiście wcześniej, przed ślubem, na tematy dzieciowe? Kłamał, że chce?
          • przebudzenie1976 Re: Bardzo prawdopodobne, że przygruchał... 21.11.13, 11:43
            ....w sensie?
          • przebudzenie1976 Re: Bardzo prawdopodobne, że przygruchał... 21.11.13, 11:44
            Mamy dwójkę dzieci: pierwsze planowane, drugie z wpadki...
            • tricolour W małżeństwie z WPADKI? 21.11.13, 11:47
              Wpadka to może być pozamałżeńska. Albo małżeńska jeśli jedno wyraźnie nie chce i daje temu wyraz, a tu nagle hop.
              • przebudzenie1976 Re: W małżeństwie z WPADKI? 21.11.13, 11:49
                No i tak było u nas...
                Decyzji o posiadaniu rodzeństwa dla starszaka nie było;
                odstawiłam pigułki bo bardzo bolała mnie głowa...
                Uważaliśmy...
                Do czasu....
                • chalsia Re: W małżeństwie z WPADKI? 21.11.13, 12:02
                  > odstawiłam pigułki bo bardzo bolała mnie głowa...

                  he he , zawsze myślałam, ze migrena to świetna metoda antykoncepcyjna, a tu taki zonk

                  a na serio, są inne, PRAWIE RÓWNIE SKUTECZNE metody antykoncepcji, np, IUD
                  ja bym się na miejscu faceta czuła wmanewrowana w niechciane dziecko
                  aczkolwiek on tez nie bez winy, skoro wystarczało mu "uważanie"
                  • przebudzenie1976 Re: W małżeństwie z WPADKI? 21.11.13, 12:05
                    "uważanie" - czyt. prezerwatywa... smile
                    Raz zrobiliśmy to bez, rano, bezmyślnie...
                    Jakie wmanewrowanie...?
                  • martishia7 Re: W małżeństwie z WPADKI? 21.11.13, 12:14
                    > ja bym się na miejscu faceta czuła wmanewrowana w niechciane dziecko

                    Słucham?? Państwo uprawiali seks bez zabezpieczenia, czego były świadome obie strony, ale pan "może czuć się wmanewrowany w dziecko"? Sorry. Mógł sobie iść sobie ciachnąć nasieniowody.
                    • przebudzenie1976 Re: W małżeństwie z WPADKI? 21.11.13, 12:16
                      ...tym bardziej, że o odstawieniu przeze mnie pigułek zadecydowaliśmy wspólnie.
                      • chalsia Re: W małżeństwie z WPADKI? 21.11.13, 13:15
                        > ...tym bardziej, że o odstawieniu przeze mnie pigułek zadecydowaliśmy wspólnie.

                        wobec nowych informacji cofam swoją opinię o wmanewrowaniu Pana w dziecko
                      • tricolour A jak zadecydowaliście wspólnie... 21.11.13, 13:29
                        ... skoro tylko jedno łyka?

                        Co w zamian za chemiczną antykoncepcję? Prezerwatywa tylko? No ale jak prezerwatywa skoro bez prezerwatywy?

                        To są ważne pytania jeśli powodem niechęci do Ciebie jest rzeczywiście drugie dziecko.
                        • przebudzenie1976 Re: A jak zadecydowaliście wspólnie... 21.11.13, 13:34
                          Kochaliśmy się z prezerwatywą ale zdarzało się także bez bo... mój pan mąż twierdził, że tak woli... tak było przez przeszło rok.
                          Jesteśmy dorośli - sama sobie dziecka nie zmajstrowałam...
                          Jeśli mowa tu o winie czy też konsekwencjach, to ponosimy je oboje - a zostawił mnie pan maz z wszystkim samą...
                          • tricolour No to ja już nie rozumiem... 21.11.13, 13:51
                            ... mąż mówił wyraźnie, że nie chce drugiego dziecka? Pisałaś, że było raz bez prezerwatywy, a teraz, że rok. To jak - raz w roku się kochaliście?

                            Weź Ty napisz jakoś raz, a porządnie, bo zdania ładne klecić umiesz, ale tekst zupełnie pogmatwany.
                            • przebudzenie1976 Re: No to ja już nie rozumiem... 21.11.13, 13:53
                              ...z prezerwatywa przeważnie ale i zdarzało sie bez - i tak przez około rok.
                              Co tu jest niezrozumiałego wink
                              Może ja piszę chaotycznie, przepraszam smile
                              • tricolour To jest niezrozumiałe: 21.11.13, 13:56
                                "Raz zrobiliśmy to bez, rano, bezmyślnie... "

                                vs

                                "z prezerwatywa przeważnie ale i zdarzało sie bez - i tak przez około rok"

                                Bo "raz", to nie "przez około rok"
                                • przebudzenie1976 Re: To jest niezrozumiałe: 21.11.13, 13:57
                                  czytaj proszę ze zrozumieniem......
                                  • tricolour Czytam tak, jak czytam... 21.11.13, 14:01
                                    ... i ze zrozumieniem właściwym mojej osobie. Jeżeli czytam inaczej niż Twoje intencje, to byłoby dojrzalej formułować zdania na tyle precyzyjnie, by czytelnikowi nie zostawiać pola do niekorzystnych interpretacji, a potem prostować, dojaśniać i poprawiać.

                                    Wdaje mi się, że tak jest łatwiej.
                              • xciekawax Przebudzenie... 21.11.13, 15:33
                                Jestes nowa wiec z litosci Cie poinformuje: rozmawiac z Tricolor to jak rozmawiac z Trollem. Wiekszosc tu ludzi po prostu ignoruje jego wypowiedzi, chyba ze ktos chce sobie sie posprzeczac, bo cokolwiek bys zrobila to i tak jest twoja wina. Jest to pan z tych co widza swiat tak wasko jak kon wozowy z klapkami na oczach. W dodatku wszelkie zlo swiata jest wina kobiet i mu nie wytlumaczysz ze moze byc inaczej.
                                • tricolour Dziękuję Ci bardzo... 21.11.13, 15:44
                                  ... że piszesz o mnie z wielkiej litery. Widzę, że sporo znaczę dla Ciebie. W przeciwieństwie do naszej nowej koleżanki, która nie dostąpiła takiego zaszczytu. A może to zwykłe Twoje prostactwo, co?

                                  No, to by się nawet zgadzało z tym prostactwem skoro nie piszesz do mnie tylko o mnie i to w wątku nie poświęconym mnie. Dużo łatwiej i przyjemniej wylać na kogoś swoje nieprzerobione żale niż zając się realnym problemem ludzkim.
                                • amsterdamska_mgla Re: Przebudzenie... 21.11.13, 16:14
                                  Xciekawax, może nie warto ostrzegać nowej forumki, bo jak widać, pan hejter tak ją przećwiczył i przesłuchał, że teraz pytania adwokata i sądu na kolejnych rozprawach będą jak bułka z masłem big_grin
                                  Nie padło jeszcze pytanie o rozmiar członka męża i czy brał żonę od przodu czy od tyłu czy może jeszcze inaczej.

                                  Autorko wątku, nie wchodź głębiej w te maliny, i tak polegniesz wink Xciekawax ma 100% racji.
                                  • tricolour Masz 100% racji... 21.11.13, 16:31
                                    ... polegnie i nie będzie rozwodu z orzekaniem winy.

                                    A tak może nie poczyta, nie zastanowi się, nie przemyśli tych argumentów za winą, np tej "starej praktyki" zgadzania się na bez winy, ale z parciem na winę, będącej źródłem konfliktu gdy wszystko było ustalone - i będzie wojna na kilka lat.

                                    To byś chętnie, gołąbku pokoju, poczytała...
                                  • xciekawax Re: Przebudzenie... 21.11.13, 17:10
                                    > Nie padło jeszcze pytanie o rozmiar członka męża i czy brał żonę od przodu czy
                                    > od tyłu czy może jeszcze inaczej.

                                    hahahaha, a przy tym doda ze to bardzo istotne pytania, bo jezeli bral od przodu to jej wina, bo mogla dac od tylu i vice versa, lol

                                    • tricolour No wiesz.... 21.11.13, 18:01
                                      ... Mgła jest świeżo po rozwodzie więc normalne, że ma cudze kutasy w głowie z racji tego, że gdzie indziej jeszcze mieć nie może.

                                      Ale Ty, stara wyjadaczka?
                                      • amsterdamska_mgla Re: No wiesz.... 21.11.13, 23:50
                                        Oł je? tongue_out Tri, świat nie jest taki straszny, jak tego doświadczasz, mili ludzie mają mnóstwo sposobności do zawierania i utrzymywania miłych relacji, znalezienie towarzyszki/rzysza na trochę czy dłużej nie jest zadaniem niewykonalnym.
                                        Ale może rzeczywiście moja trudność polega na tym, że nie rozglądam się "za kutasami" jak słodko piszesz. Akurat umówiłam się na randkę do teatru smile życz mi miłego wieczoru proszę. Nawet tak strasznym kobietom jak ja, przyjmującym od ojca swoich dzieci alimenty na owe, należy się chyba odrobinka przyjemności, czyż nie?
                                  • przebudzenie1976 Re: Przebudzenie... 22.11.13, 09:26
                                    ...dam radę ale dziękuję wink
                                    • luciva Re: Przebudzenie... 22.11.13, 09:41
                                      Hm, ja tez od razu zrozumiałam o co chodzi i nie wiem, po co to dukanie każdego słowka i rozbieranie na części pierwsze.
                                      Tekstami na temat ciąży się nie przejmuj, jak facet całą odpowiedzialność zwala na kobietę, to sorry, żaden mężczyzna z niego.
                                      Ja się rozwodziłam z orzekaniem winy, trwało to półtora roku, kosztowało dokładnie tyle samo, ile rozwód bez orzekania o winie, nie wiem czemu wciąż czytam teksty, że to tak drogo. Adwokat bierze kasę od sprawy, rozwodu, a nie czasu trwania. w dodatku miałam dwóch adwokatów, jeden w większym miescie około 2000, potem drugi w mniejszym 1200zł, jakies pięć lat temu.
                                      Najlepiej zapytaj adwokata jak to z tymi płatnościami jest.
                                      Co do samego orzekania, wszytsko zależy od sądu, ludzi, świadków, strony przeciwnej, jak będzie chciał zrobić Ci kuku, to będzie przedłużał, wymyślał, składał wnioski dowodowe, itd.
                                      Niestety musze Cię zmartwić, to że z kimś się spotkałaś, że miałaś przyjaciela - może zadziałać na Twoją niekorzyść.
                                      Kwestia ciąży, wpadki jako przyczyne rozpadu uznaj za śmieszną, wszak celem małżeństwa są dzieci (tak ogólnie) - wiec z punktu widzenia prawa - śmiech na sali.
                                      • przebudzenie1976 Re: Przebudzenie... 22.11.13, 11:01
                                        ...nie chodzi o samą ciążę lecz o to jak mój mąż zaczął się zachowywać.
                                        Wpadł w szał, wrzeszczał, że mam usunąć, nie chciał tego dziecka i całą odpowiedzialność zrzucił na mnie...
                                        Zostawił mnie samą, odtrącił i fizycznie i emocjonalnie....
                                        żyliśmy obok przez ponad 2 lata...

                                        Słyszałam słowa typu: masz czego chciałaś,. inne maja gorzej, przestań zrzędzić.

                                        Wiecznie go nie było....
                                      • chalsia Re: Przebudzenie... 23.11.13, 00:49
                                        Adwokat bierze kasę od sprawy, rozwodu, a nie czasu trwa
                                        > nia.

                                        to zależy - jedni biorą, tak jak napisałaś - i wtedy adwokatowi zależy na szybkim załatwieniu sprawy, bo mu się otwiera szansa na kolejny zarobek przy nowym kliencie
                                        ale są też i tacy, którzy biorą od stawiennictwa na sprawach i wtedy im więcej spraw, tym więcej zarabiają
                                • przebudzenie1976 Re: Przebudzenie... 22.11.13, 09:24
                                  Dziękuję za instrukcję smile
                    • chalsia Re: W małżeństwie z WPADKI? 21.11.13, 13:14
                      Sorry. Mógł sobie iść so
                      > bie ciachnąć nasieniowody.

                      nie, nie mógł w PL
                      • login.kochanie Re: W małżeństwie z WPADKI? 21.11.13, 15:31
                        mógł, są miejsca, gdzie to się robi w pl, trzeba się tylko zainteresować
                        • chalsia Re: W małżeństwie z WPADKI? 21.11.13, 23:16
                          > mógł, są miejsca, gdzie to się robi w pl, trzeba się tylko zainteresować

                          o ile wiem podwiązywanie nasieniowodów jest w PL zabronione - podobnie jak aborcja na życzenie
                          • chalsia Re: W małżeństwie z WPADKI? 21.11.13, 23:23
                            > o ile wiem podwiązywanie nasieniowodów jest w PL zabronione

                            w celach antykoncepcyjnych

                            a że podziemie jest, to wiadomo
                      • martishia7 Re: W małżeństwie z WPADKI? 21.11.13, 15:56
                        Owszem, można. www.wazektomia.com/
                        Pan profesor, jak widać, w kryminale nie siedzi.
                    • tricolour Łeb sobie też mógł ciachnąć... 21.11.13, 13:20
                      ... albo żonie - efekt podobny.
            • samiec_omega Re: Bardzo prawdopodobne, że przygruchał... 22.11.13, 00:30
              przebudzenie1976 napisał(a):

              Jest :

              > Mamy dwójkę dzieci: pierwsze planowane, drugie z wpadki...

              Powinno być: " Mamy dwójkę dzieci: pierwsze planowane, drugie nie planowane "
              • przebudzenie1976 Re: Bardzo prawdopodobne, że przygruchał... 22.11.13, 09:28
                ...racja, mój błąd wink

                Mamy dwójkę wspaniałych dzieci;
                pierwsze planowane, drugie nie... smile
        • yoma Re: A gdzie ta wyłączna wina męża... 21.11.13, 11:43
          No i macie obopólną winę jak w banku (prorok, czy co?) Proponuję, żeby się wasi adwokaci dogadali, że bez orzekania.
          • przebudzenie1976 Re: A gdzie ta wyłączna wina męża... 21.11.13, 11:48
            Gdzie?
            Odsunął mnie od siebie całkowicie, ukarał, ze nie usunęłam dziecka.
            Wiecznie byłam sama, samiutka - żyliśmy obok...
            Ile można???

            Facet po 40-stce i przez 3 lata nie potrzebuje seksu....
            • yoma Re: A gdzie ta wyłączna wina męża... 21.11.13, 12:45
              Ty byłaś samiutka i masz jeszcze inne argumenty, on ma na ciebie haka w postaci przyjaciela. Ja ci osobiście wierzę w szczerość i niewinność kontaktów z przyjacielem, ale w sądzie, jak słusznie pisze niżej Zofiulina, z przyjaciela zrobi się autobus Arabów. Taki lajf.

              Temuż radzę odstąpienie od orzekania o winie, unikniecie szarpania brudów, a efekt ten sam.
              • przebudzenie1976 Re: A gdzie ta wyłączna wina męża... 21.11.13, 12:50
                Tyle, że my mieliśmy już ugodę ale pan mąż 5 min. przed pierwszą rozprawą zmienił front...
                ...stąd moja odpowiedź na jego: on żąda mojej a ja jego winy....
                Wiem, że mogło to się zakończyć na jednej rozprawie, ale...
                Czuję się okropnie, mam dom, pracę dwójkę ślicznych chłopców...
                ...i bałagan w życiu sad
                • yoma Re: A gdzie ta wyłączna wina męża... 21.11.13, 13:06
                  No, a to?

                  > odpowiedziałam podobnie ale pismo było skonstruowane na winę męża.

                  Wlazłaś chłopu na tzw. ambit i się wkurzył. Słuchaj, to nie jest czas na przerzucanie się "a bo on", "a bo ty". Powiedz swojemu adwokatowi, żeby się skontaktował z jego adwokatem, żeby ten swojemu klientowi przedstawił propozycję nieorzekania o winie i zobaczymy. Inaczej będzie dłuuuga wojna na wyniszczenie, ja prorok ci to mówię smile
                  • przebudzenie1976 Re: A gdzie ta wyłączna wina męża... 21.11.13, 13:13
                    Ale tak mówi prawo: jeśli maż zmienił bez orzekania na winę to ja mam 14 dni na ustosunkowanie się, również na jego winę... Niestety.
                    Nie wiem czy pokazać meżowi, że chcę bez orzekania bo pomyśli,że mam coś do ukrycia...
                    • yoma Re: A gdzie ta wyłączna wina męża... 21.11.13, 13:46
                      > bo pomyśli,

                      Jak chcesz. Trzy lata jak w pysk dał, jak nie pięć.
                • tricolour Albo mijasz się z prawdą... 21.11.13, 13:11
                  ... albo piszesz nieprecyzyjnie.

                  Wszak odpowiedziałaś na pozew sugerując winę męża. To on odpowiedział (w obronie) Twoją wyłączną winą, bo inaczej już nie może.

                  To jak w końcu jest?
                  • przebudzenie1976 Re: Albo mijasz się z prawdą... 21.11.13, 13:16
                    On złożył pozew bez orzekania (ale napisany na moją winę),
                    ja odpowiedziałam, że przystaję na pozew bez orzekania (ale pozew przygotowany był na winę);
                    5 min.przed rozprawa maż zmienił stanowisko, że żąda wyłącznej mojej winy.
                    Dostałam 14 dni na ustosunkowanie sie i odpowiedziałam, że żądam wyłącznej winy męża.


                    Zagmatwałam ? wink
                    • tricolour No pewnie, że zagmatwałaś... 21.11.13, 13:22
                      ... co to znaczy: "przystaję na pozew bez orzekania (ale pozew przygotowany był na winę)"

                      To przystajesz, czy knujesz?
                      • przebudzenie1976 Re: No pewnie, że zagmatwałaś... 21.11.13, 13:23
                        Zrobiłam dokładnie jak mój maż - za poradą adwokata...
                        Zero knucia i drugiego dna...
                        • tricolour Hehehe... za poradą adwokata... 21.11.13, 13:26
                          ... no to masz czego chciałaś.

                          Bo adwokatowi zależy na kasie, bo adwokat jest w pracy. Twój los jest mu najzupełniej obojętny, a najlepiej by było, byście się żarli latami. I płacili.

                          Tylko po co było uzgadniać?
                          • przebudzenie1976 Re: Hehehe... za poradą adwokata... 21.11.13, 13:36
                            ...z ugody wycofał się mój pan mąż nie ja!

                            A skoro mąż pisze o mojej winie (mimo pozwu bez orzekania);
                            to ja muszę pisać na jego winę bo inaczej staję się wyłącznie winną...
                            • yoma Re: Hehehe... za poradą adwokata... 21.11.13, 13:45
                              Czy ty możesz mi, u licha, wyjaśnić, to to za pojęcie prawne "pozew bez orzekania napisany na winę"?

                              Chyba że na winie. Wrzucić w pozew wszystkie brudy, co się tylko nawinie tongue_out
                              • przebudzenie1976 Re: Hehehe... za poradą adwokata... 21.11.13, 13:50
                                To jest nic innego jak pozew bez orzekania ale zawarte sa w nim argumenty, iż winnym rozpadu małżeństwa jest mżą/żona. Stara praktyka wink
                                • tricolour Nie praktyka, ale manipulacja... 21.11.13, 13:54
                                  ... więc masz, co chciałaś.

                                  Zresztą pokłosie tej "starej praktyki", to Twoje pisanie na forum: równe zdania, a każde lekko odchylone od drugiego. Piszesz prawdę, ale to prawda gównianej jakości. Nie fałsz - tylko prawda gównianej jakości.
                                  • przebudzenie1976 Re: Nie praktyka, ale manipulacja... 21.11.13, 13:56
                                    Dziękuję za konstruktywna poradę - tego szukałam...
                                • chalsia Re: Hehehe... za poradą adwokata... 21.11.13, 13:58

                                  > To jest nic innego jak pozew bez orzekania ale zawarte sa w nim argumenty, iż w
                                  > innym rozpadu małżeństwa jest mżą/żona. Stara praktyka wink

                                  ok już kumam - chyba ??
                                  on złożył pozew bez orzekania, ale argumenty w pozwie były, że to w sumie Twoja wina
                                  Ty w odpowiedzi na pozew napisałaś, że zgadzasz się na rozwód bez orzekania o winie ale nie zgodziłaś się z podanymi przez niego powodami i podałaś własne (obwiniające jego)

                                  a on wtedy - pisemnie (jako pismo procesowe) czy ustnie (na rozprawie) zmienił zdanie i zachciał rozwodu z orzeczeniem wyłącznym Twojej winy

                                  tak było? czy inaczej?
                                  • przebudzenie1976 DOKŁADNIE TAK :) 22.11.13, 09:29
                                    ...dziękuję za wybawienie z opresji wink
                                  • kruku33 Re: Hehehe... za poradą adwokata... 23.11.13, 08:46
                                    ufff. sytuacja wcale nie taka nieprawdopodobna.
                                    zlozylem bez winy, przyszla odpowiedz na zgode bez winy, ale z "argumentami" na 3 A4. W przeciwienstwie do autorki - po prostu to olałem. Sprawa 20 minut, sedzia zapytal tylko jak odnosze sie do odpowiedzi. Powiedzialem, ze czesc to prawda, czesc jest wyrwana z kontekstu, a czesc to kompletne bzdury. Sklad o nic wiecej nie pytal, zreszta nie bylo takiej potrzeby, jak eks malzonka stanela na mownicy i zaczela plesc pierdoly, to sad juz wiedzial co zrobic.

                                    @1976 - zastanow sie jednak nad proba kontaktu i nieorzekaniem. Jesli chcesz sie bawic w orzekanie winy jednak, przygotuj sie, jak to napisal tri, na wojne.
                                    • przebudzenie1976 Re: Hehehe... za poradą adwokata... 25.11.13, 09:47
                                      Jestem po rozmowie z moim adwokatem, zależy mi na ugodzie - zaproponujemy kompromis...
                                      Czekam....
                                      ...do rozprawy niecałe 3 tygodnie (12.12) uncertain
        • zofiulina1971 Re: A gdzie ta wyłączna wina męża... 21.11.13, 12:37
          A rozmowy z przyjacielem... no cóż, były zawsze(od 20 lat) i maż o nich wiedział bo nie ukrywałam tego, chodzi o to, ze pan maż (tak sądzę) przygruchał sobie kogoś a te moje smsy i rozmowy postanowił wykorzystać jako powód/argument mojej rzekomej zdrady.....

          Przebudzenie, póki jesteś mężatką, musisz być świętsza od papieża, pamiętaj.

          Cwany adwokat i z niewinnego spotkania z koleżankami będzie umiał zrobić orgię.

          • przebudzenie1976 Re: A gdzie ta wyłączna wina męża... 21.11.13, 12:41
            Rozpad małżeństwa nastąpił dawno... o wiele dawniej niż był złożony pozew i mąż się wyprowadził. Powodem rozpadu nie były/ nie są moje smsy czy też rozmowy...
            Nie zniszczyłam czegoś czego już nie było.....
            • krokodil123 Re: A gdzie ta wyłączna wina męża... 21.11.13, 16:03
              Rozpad małżeństwa nastąpił dawno... o wiele dawniej niż był złożony pozew i mąż
              > się wyprowadził. Powodem rozpadu nie były/ nie są moje smsy czy też rozmowy...
              > Nie zniszczyłam czegoś czego już nie było.....


              No to jak tak było, to nie ma co żałować.
              Na miejscu autorki ja bym się daaawno to tego rozwodu przygotowała psychicznie i jeszcze jakoś tam zamiast tracić czas na rozmowy z kolegami.
              A rozumiem że i te rozmowy to nie w toku....jak wzmocnić moje małżeństwo i jak odzyskać miłość męża aaaa.....jakoś inaczej były prowadzone, ale....to nie moja sprawa.
        • samiec_omega Re: A gdzie ta wyłączna wina męża... 22.11.13, 00:45
          przebudzenie1976 napisał(a):

          > Zaszłam w ciążę, maż wielokrotnie namawiał mnie na aborcję...


          Jeśli to prawda co piszesz, to byłaś żoną wyjątkowego s...syna. Problemem nie jest , gdy mężatka zaciąży. Problemy ( te prawdziwe ) się zaczynają , gdy kobieta nie może mieć dzieci.


          > A rozmowy z przyjacielem... no cóż, były zawsze(od 20 lat) i maż o nich wiedzia
          > ł bo nie ukrywałam tego

          Mnie to przerasta. Dobranoc.

          Warto pogadać z psychologiem ( ale dobrym i skutecznym ).
          • przebudzenie1976 Re: A gdzie ta wyłączna wina męża... 22.11.13, 09:32
            ...ależ te rozmowy były bez drugiego dna, to mój stary kumpel.
            Nic ponadto...
            ...mąż odwrócił w pozwie kota do góry nogami, ot co....
            • tricolour Nie ma żadnych "starych kumpli"... 22.11.13, 11:57
              ... tak jak nie ma żadnych "starych dup".

              Trzeba nie mieć za grosz wyobraźni, by w domu, obok męża, trzymać przyjaciela do zwierzania się ze swoich małżeńskich spraw. To jest skrajny brak lojalności.
              • przebudzenie1976 Re: Nie ma żadnych "starych kumpli"... 22.11.13, 12:00
                I tu jesteś w wielkim błędzie...
                Widać mało wiesz o życiu i widzisz wszystko przez jeden (nie muszę wymieniać jaki) pryzmat.
                To smutne......
                • tricolour Ale to Ty się rozwodzisz, prawda? 22.11.13, 12:11
                  Jak to jest, że taki znawca życia, jak Ty, taki wielopryzmatowy, taki oblatany, musi latać po sądach i boi się prania brudów?

                  Jak to jest, że to Tobie zarzucają posiadanie przyjaciela? Wybrałaś sobie na męża faceta też mało znającego się na życiu i patrzącego przez jeden, smutny, pryzmat? Czy to był świadomy wybór skoro "świadoma praw i obowiązków..."

                  Co jest bardziej smutne?
                  • przebudzenie1976 Re: Ale to Ty się rozwodzisz, prawda? 22.11.13, 12:15
                    Otóż nie boję się "latania po sądach" lecz nerwów, ogromnych kosztów i straconego czasu -
                    to takie przyziemne ale prawdziwe i jedyne...
                    Nie jestem żadnym znawcą życia bowiem człowiek uczy się przez cały czas będąc na tym ziemskim padole...
                    Odnośnie mojego (jeszcze) męża - nie znałam człowieka... teraz to wiem uncertain
                    • tricolour To może przyjmij do wiadomości... 22.11.13, 12:18
                      ... że posiadanie przyjaciela, to konkurencja dla faceta, z którym żyjesz.

                      Oczywiście możesz wiedzieć lepiej, tak jak Ci teraz się wydaje, że wiesz. Może są też tacy, którym przyjaciel powiewa. Może, ale to nie z nimi się rozwodzisz.
                      • przebudzenie1976 Re: To może przyjmij do wiadomości... 22.11.13, 12:23
                        ...to dlaczego pan maż przez całe 13 lat małżeństwa nawet słowa nie wspomniał, że mu się nie podoba iż mam kontakt z przyjacielem...
                        w małżeństwie chyba się rozmawia, prawda?
                        • krokodil123 Re: To może przyjmij do wiadomości... 22.11.13, 13:43
                          Wczoraj się pytałam a dlaczego ty jak ileś czasu nie sypialiście razem, mąż be, nie rozmawialiście, totalny brak komunikacji.....było źle i musiałaś mieć długoletniego przyjaciela do rozmów i zwierzania NIE przygotowałaś się to rozwodu?
                          • przebudzenie1976 Re: To może przyjmij do wiadomości... 22.11.13, 13:46
                            Sama przechodziłam rozwód rodziców...
                            Sądziłam w swojej naiwności, że to wszystko minie, że sie poukłada, że znowu będzie dobrze...
                            Ot - głupie myślenie jak widać.
                            Nie spodziewałam sie tego choć wszystko wskazywało, iż koniec jest tylko kwestią czasu...
                            • krokodil123 Re: To może przyjmij do wiadomości... 22.11.13, 13:54
                              Sądziłabym tak jeżeli to było miesiąc, dwa, trzy....ale całe lata....

                              Sama piszesz że czułaś się źle i nie byłaś zadowolona, może pomyśl że ten rozwód jest swojego rodzaju zbawienie dla ciebie.

                              Zaakceptuj że tak się to wszystko musiało skończyć, mąż miał kochanki (tak zrozumiałam) nie chciał dziecka (może z jej powodu), nie sypialiście, nic was nie łączyło... Nie było nić do naprawienia czy poukładania, bo u was nie było nic na miejscu.

                              A twoje spowiedzi z znajomym -jeżeli mój mąż robi to nawet miesiąc czy 3 z jakaś tam kobieta to traktowałabym to jako zdrada.
                              Chyba się na męża żaliłaś temu facetowi-prawda, pisałaś epitety i obelgi.
                              No to jak byś się czuła w odwrotną sytuacje.
                              Ja mojego wysłałabym wraz z mailami, rozmowami, skarpetkami i brudnymi gaciami do tej pani (koleżanki) to jak się fajne rozmawia niech też razem zamieszkają i już.
                              • przebudzenie1976 Re: To może przyjmij do wiadomości... 25.11.13, 09:50
                                ...otóż nie...
                                ...nie żaliłam się, nie wypłakiwałam, mój przyjaciel wiedział raptem 10% tego, co działo sie przez ostatnie 2,5 roku w moim życiu. Nawet jemu wstydziłam sie mówić wszystko uncertain

                                Zwyczajnie rozmawialiśmy, o dzieciach, rodzinie, pracy, pasjach, o pierdołach.
                                Może brzmi to niewiarygodnie ale taka jest prawda...
                                Potrzebowałam zwykłej rozmowy, ot co....
                        • tricolour Nie wiem dlaczego Twój mąz nie wspomniał... 22.11.13, 15:26
                          ... to Ty, jako żona, raczej powinnaś to wiedzieć bez pytania obcych osób.

                          W każdym razie zwracam uwagę, że taki przyjaciel jest dla niektórych facetów (np. dla mnie) absolutnie nie do przyjęcia. Zresztą - jak można przeczytać - dla kobiet też.

                          I takie odnoszę wrażenie, że ten przyjaciel miał dla Ciebie większą emocjonalnie rangę niż mąż.
                          • przebudzenie1976 Re: Nie wiem dlaczego Twój mąz nie wspomniał... 25.11.13, 09:53
                            ...nie, nie miał większej rangi.
                            Po prostu był - od zawsze.

                            ...i mam wrażenie, że mojemu mężowi zwyczajnie ten argument podpasował, by wnioskować moja winę. Trudno, zadziało się już i tego nie cofnę...
                            Nie chcę wojny, postaram się iśc na ugodę (czekam na informację od adwokata)...
    • przebudzenie1976 Re: 2013r. - 13 lat małżeństwa - rozwód... 21.11.13, 11:54
      Brak współżycia, odmowa współżycia, spanie w oddzielnych pokojach, całkowity chłód emocjonalny, brak zaangażowania w spr.rodziny, ciągłe wyjazdy (2-3 dniowe), wyjścia wieczorne, ciche dni... To mało, dziewczyny?
      • chalsia Re: 2013r. - 13 lat małżeństwa - rozwód... 21.11.13, 12:04
        nie, nie mało
        ale nie dziwne, skoro poczuł się wmanewrowany w niechciane dziecko
        jak dla mnie - obopólna wina

        z punktu widzenia procesowego - niech się wasi adwokaci dogadają, że obie strony zgadzają się na rozwód bez orzekania o winie i będzie szybko po bólu
        inaczej - szykuj się na lata prania brudów z niewiadomym efektem końcowym (czyja i w jakim zakresie będzie wina)
        • attiya Re: 2013r. - 13 lat małżeństwa - rozwód... 24.11.13, 12:13
          pani sobie sama dziecka nie zrobiła, pan też mógł się zabezpieczyc, rozum w końcu chyba ma/miał
    • przebudzenie1976 Re: 2013r. - 13 lat małżeństwa - rozwód... 21.11.13, 12:47
      Konieczne jest istnienie związku przyczynowego między zachowaniem mojego małżonka a rozkładem pożycia. Kwestia winy rozkładu pożycia jest, nierozerwalnie związana z okolicznościami, które doprowadziły do zaniku więzi uczuciowych, fizycznych i gospodarczych między nami... Ustalenie winy jest możliwe kiedy ustali się bezspornie, iż mój maż swoim postępowaniem przyczynił się do ustania pożycia.... odsunął mnie, ot co....
      • yoma Re: 2013r. - 13 lat małżeństwa - rozwód... 21.11.13, 13:08
        Słuchaj - chcesz tej wojny na wyniszczenie, twoja sprawa, co będziemy klawiatury strzępić. Good luck.
        • przebudzenie1976 Re: 2013r. - 13 lat małżeństwa - rozwód... 21.11.13, 13:18
          Nie chcę wojny - chcę spokoju ale co mam zrobić?
          Miała być ugoda, pan mąż zmienił na orzekanie...
          • yoma Re: 2013r. - 13 lat małżeństwa - rozwód... 21.11.13, 13:48
            Więc ja na orzekanie kontrorzekanie, ale to nie ja, to pan mąż. Jak chcesz, powiadam. Twój rozwód, twój wybór, twoja sprawa, twoja wola.
      • tricolour Czyli Ty święta jak Matka Boska... 21.11.13, 13:19
        ... a on Judasz. Tylko po kiego czekałaś z rozwodem z wyłącznej winy męża aż do jego wyprowadzki? Nie mogłaś się uwolnić wcześniej od takiego xuja?

        "... odsunął mnie, ot co...." - takie podsumowanie związku, w którym byłaś współtworzącym podmiotem, mnie akurat daje tyle do myślenia, że za żadne skarby - przynajmniej na razie - nie dojrzysz własnej odpowiedzialności za własne nieudane małżeństwo.
        • przebudzenie1976 Re: Czyli Ty święta jak Matka Boska... 21.11.13, 13:21
          To nie tak...
          Nie chciałam rozwodu, mamy dwoje dzieci w tym jedno malutkie.
          Wyciągałam do męża rękę wiele razy, rozmawiałam, prosiłam,
          ...łudziłam sie, że sie jeszcze ułoży.

          Nie myślałam nawet przez sekundę o rozwodzie!
          • argentusa Re: Czyli Ty święta jak Matka Boska... 21.11.13, 13:34
            ok, ty nie myślałaś. Mąz pomyślał. I rozwód w toku.
            Z tego co piszesz, rozwód jest nieunikniony. Bo rozpad nastąpił. Dawno temu jak wynika z Twojej wypowiedzi.
            Czego ty właściwie oczekujesz? Że ktoś ci powie co zobi mąż, albo co Ty masz zrobić?

            Chcesz orzekania winy, ok. Szykuj się na lata jatki. Wg mnie najmądrzejsze jest skontaktowanie się waszych adwokatów w celu ustalenia linii postępowania ku szybkiemu rozwodowi. i kropka.
            Moim zdaniem tobie nie chodzi o winę, tylko o to, że nie jest tak jak ty chcesz.,
            ar.
            • przebudzenie1976 Re: Czyli Ty święta jak Matka Boska... 21.11.13, 13:41
              Nieprawda...

              Chce spokoju dla dzieci i dla mnie, miał być spokoju już ponad m-c temu ale mężowi się odwidziało i zmienił stanowisko.
              Co mi pozostaje?
              Poddać się?
              Musze udowodnić jego winę skoro on będzie robił to samo w stosunku do mnie...

              Nie wiem czy dobrym pomysłem jest by mój adwokat skontaktował sie z jego adwokatem i uzgodnił, że rozwód bez orzekania lub Z WINĄ OBOJGA TO NAJLEPSZY POMYSŁ...?
              JESZCZE PAN MAŻ POMYŚLI, ŻE MI BARDZO NA TYM ZALEŻY BO MAM COŚ DO UKRYCIA...


              Wybaczcie Ctrl uncertain
              • yoma Re: Czyli Ty święta jak Matka Boska... 21.11.13, 13:51
                Całe forum jednogłośnie, co się rzadko zdarza, radzi ci, co robić. Ale nieee, bo mąąąąż sobie pomyyyśliii.

                Ja się wypisuję. Kto ma zdrowie, niech się bawi.
                • przebudzenie1976 Re: Czyli Ty święta jak Matka Boska... 21.11.13, 13:55
                  Macie rację...
                  Nie oburzajcie się, proszę.

                  Błądzę we mgle, jak większość z Was na początku...
                  Szukam porad..., porozmawiam z moim adwokatem...
                  Dziękuje i bez linczu grupowego poproszę wink
              • krokodil123 Re: Czyli Ty święta jak Matka Boska... 21.11.13, 16:11
                > Chce spokoju dla dzieci i dla mnie, miał być spokoju już ponad m-c temu ale męż
                > owi się odwidziało i zmienił stanowisko.
                > Co mi pozostaje?

                Mąż cie nękał???
                Przecież mieliście oddzielne życia i rozkład pożycia, w spokoju też korespondować z facetami.

                Może ci chodzi żeby było następne X lat tak samo a nie chcesz żadnej zmiany i to dlatego że to życie na które się skarżysz nam i znajomych to tak na prawdę ci odpowiada w jednym czy innym sensie.
              • samiec_omega Re: Czyli Ty święta jak Matka Boska... 22.11.13, 00:20
                przebudzenie1976 napisał(a):



                > Nie wiem czy dobrym pomysłem jest by mój adwokat skontaktował sie z jego adwoka
                > tem i uzgodnił, że rozwód bez orzekania lub Z WINĄ OBOJGA TO NAJLEPSZY POMYSŁ..
                > .?
                > JESZCZE PAN MAŻ POMYŚLI, ŻE MI BARDZO NA TYM ZALEŻY BO MAM COŚ DO UKRYCIA...

                A jakie ma znaczenie co facet sobie pomyśli ? Co stracisz , jeśli papugi sobie pogadają ? Nic , a od cholery można zyskać. Mam kolegę , który był na tyle głupi, że się uwikłał w wojnę- orzekanie o winie + podział majątku. Sami adwokaci : ponad 30.000 PLN i lata zabawy w sądach.
                • przebudzenie1976 Re: Czyli Ty święta jak Matka Boska... 22.11.13, 09:34
                  ...jestem umówiona na dzisiaj z moim adwokatem, spróbujemy przeforsować, to co piszesz smile
    • przebudzenie1976 Re: 2013r. - 13 lat małżeństwa - rozwód... 21.11.13, 13:48
      Dziewczyny - niczego nie oczekuję, może chłodniejszego spojrzenia, porady, pomocy - sama nie wiem...
      Zwyczajnie - życie wywróciło mi sie do góry nogami i to dwa razy uncertain
      • blackglass Re: 2013r. - 13 lat małżeństwa - rozwód... 21.11.13, 14:37
        Kurcze poczułam się jak super inteligent, bo pierwszy post był dla mnie tak jasny jak słoneczkotongue_out niepotrzebne to całe wyjaśnianie/wałkowanie.

        A co Cie się wywróciło?
        Tylko "wałęsających" się portek w domu brak tongue_out
        Praca jest, dzieciaki są, mieszkać masz gdzie ee dobrze jest.

        • przebudzenie1976 Re: 2013r. - 13 lat małżeństwa - rozwód... 22.11.13, 09:35
          .....nabieram dystansu i zaczynam czuć i myśleć jak piszesz smile
          ...nie tęsknię za tymi portkami wink
    • xciekawax Re: 2013r. - 13 lat małżeństwa - rozwód... 21.11.13, 15:57
      Przebudzenie, po piwersze wspolczuje, jest ciezko, ale miej wiare w siebie. To wszystko minie - predzej czy pozniej.

      Po drugie - jezeli szukasz tutaj wsparcia, to niestety Cie zawiode, ale tutaj go raczej nie dostaniesz. Jezeli juz to zostaniesz zdolowana. Najczesciej wypowiadajace sie osoby to sa ludzie pesymistycznie nastawieni (nie tylko do Ciebie, ale ogolnie), ktorzy chca ci dokopac aby poczuc sie jakos wyzsi w swoim zyciu.

      Poszukaj wsparcia w przyjaciolkach - ale tez badz madra - przyjaciolki tez maja przyjaciolki - a pewne informacjie napewno chcesz zachowac tylko dla siebie. Mi pomoglo poznanie paru osob ktore nie znaly mojego ex, a przechodzily przez podobne stany.

      Osoby ktore nawet sugeruja ze to iwylacznie Twoja wina ze zaszliscie w ciaze chociaz maz wiedzial ze odstawilas pigulki i uzywacie prezerwatyw - to dno spoleczne. Nie chce mi sie wierzyc ze jest rok 2013, a sa tu osoby ktore jeszcze maja poglady sredniowieczne. To wlasnie pokazuje ze nadal mieszkamy w meskim swiecie. Dziwie sie tylko kobietom. ale coz, to na inny topik....

      Zgadzam sie tutaj z niektorymi ze powinnas moze dogadac sie przez adwokatow o ugodowe zakonczenie sprawy. Wiem ze to niesprawiedliwe, i wiem ze maz pewnie zasluzyl na ta wine, i moglabys pewnie bawic sie w detektywow, udowadniac, itd... , ale zanim sie na to zdecydujesz - spojrz na to z praktycznego punktu widzenia - zaoszczedzisz sobie czas, pieniadze, energie, newry. Wiem ze teraz trudno sobie to wyobrazic ale moze za rok poznasz kogos wspanialego, i bedziesz sie cieszyc ze te cale pieklo rozwodowe jest za Toba. Bo mysle ze bycie z kims nowym i zajmowanie sie nadal swoim rozwodem powoduje jakis niesmak. Gdy sie rozwodzilam nawet nie wyobrazalam sobie ze bede z kimkolwiek w przyszlosci. A stalo sie tak ze nawet nie zdarzylam sie wybawic a juz poznalam kogos wartosciowego.

      Zadbarj o alimenty dla dzieci. I nie mysl ze maz chce cie "ukarac". jestem pewna ze tak nawet nie mysli. A jezeli ma kogos na boku to tym bardziej bedzie chcial szybko zakonczyc sprawe bez winy.

      Wdzelkie romantyczne znajomosci odloz na bok do zakonczenia sprawy. A to tez nastepny powod dlaczego chcialabys zakonczyc to jak najszybciej - nie chcesz marnowac swojego zycia zyjac w celibacie. W czasie rozwodu ludzie pokazuja swoja najgorsza strone. Strone ktorej pewnie nie widzialas wczesniej.
      • blackglass Re: 2013r. - 13 lat małżeństwa - rozwód... 21.11.13, 19:19
        xciekawax napisała:

        > Osoby ktore nawet sugeruja ze to iwylacznie Twoja wina ze zaszliscie w ciaze ch
        > ociaz maz wiedzial ze odstawilas pigulki i uzywacie prezerwatyw - to dno spolec
        > zne. Nie chce mi sie wierzyc ze jest rok 2013, a sa tu osoby ktore jeszcze maj
        > a poglady sredniowieczne. To wlasnie pokazuje ze nadal mieszkamy w meskim swie
        > cie. Dziwie sie tylko kobietom. ale coz, to na inny topik....


        A tak, jak to ( tego typu posty) czytałam to aż przecierałam oczy ze zdziwiona i nie byłam pewna czy oby na pewno jest XXI wiek i świadomość adekwatna wink
        Zdecydowanie "zaleciało" średniowieczem tongue_out
    • piotrfm123 piaskownica 22.11.13, 10:12
      Sad to nie kozetka u terapeuty. Zamiast listy zalow i potkniec pisanych w emocjach trzeba bylo zastosowac formulke:
      "nie zgadzam sie z wieloma zarzutami przedtstawionymi w pozwie ktore doprowadzily zwiazku jednak potwierdzam calkowite ustanie wiezi malzenskiej."

      Nikogo nie obchodzi czy to X zgubil klucze 5 lat temu i za to cie oknocil albo czy bylo odwrotnie. Wazne jest ze o owych kluczach nie potraficie juz rozmawiac. Nie zrozum tego doslownie. Ale dogrzebywanie sie czy bo ja wiem, ex wychodzil z chalupy milczacy bo malzonka byla oziebla, albo czy malzonka byla oziebla bo chlop milczacy wychodzil to dla mnie jak piaskownica:
      kto komu wzial pierwszy grabki a kto wiaderko?

      Tak jak w przypadku grabek, bez kamer w kazdym pokoju i monitoringu nawet z woda nie rozbierioz jak bylo. I po co ci to? Bierz swoje grabki i zmykaj. Do wyplakiwania sie z poczucia krzywdy to sa kolnierze przyjaciol a nie sedzin czy adwokatow.
      • argentusa Re: piaskownica 22.11.13, 10:37
        Amen.
        Ar.
        ps. jestem jakaś upośledzona cyba. Naprawdę nie rozumiem, jak ktoś z własnej, nieprzymuszonej woli koniecznie chce udowodnić sobie/innym/światu, że to ten drugi jest winny nie ja. Przecież wiadomo ogólnie,ze 100% winy za rozpad nie ma. No po prostu nie ma. Poza skrajnie patologicznymi przypadkami. Ale też wtedy nasuwa się pytanie dlaczego przy pierwszych oznakach tej patologii nie było natychmiastowego odwrotu. Ludzie, sami sobie fundujemy traumy a potem zdziwko,ze poszło coś nie tak.
        Co do nieplanowanych dzieci - doskonale wiem jak to jest, gdy nie można tych dzieci mieć a i tak uważam, że większy interes w zapobieganiu ciąży ma kobieta - bowiem TO ONA ponosi "grubsze" konsekwencje w przypadku wypięcia się mężczyzny. Taki lajf, kobita zachodzi w ciążę, znosi tę ciążę (różnie zresztą), rodzi i rodzicuje w pierwszym okresie. No nie da się zrzucić porodu i ciąży na faceta. Choćby nie wiem jak się chciało. To tyle z punktu widzenia chronienia własnych interesów.
        • przebudzenie1976 Poradzcie zatem... 22.11.13, 11:05
          ...Jak mąż złożył pozew z orzekaniem, ja odpowiedziałam teraz tym samym - będziemy wzajemnie "prać brudy" a skończyć się może winą obojga...
          Więc czy w tej sytuacji mogą wnioskować o rozwód bez lub z obojga winy?
          Jak to wygląda?
          • tricolour Po spalonym moście nie da się przejść... 22.11.13, 11:40
            ... więc tylko Wasz zgodny wniosek może zmienić orzekanie wyłącznej winy.
            • przebudzenie1976 Re: Po spalonym moście nie da się przejść... 22.11.13, 11:43
              ...no to klops bo pan mąż się nie zgodzi bo to właśnie on zmienił z ugody na winę.
              • tricolour Mąż, to jest facet... 22.11.13, 11:51
                ... i może pomyśli o stratach w ludziach i sprzęcie na takiej wojnie, jaką sobie urządzacie. Może warto mu uzmysłowić, że szanse na Twoją wyłączną winę - wobec tego, co tu napisałaś - są wręcz zerowe. Natomiast bardzo prawdopodobne jest orzeczenie winy obojga, co ma żadną wartość prawną.

                On nie chciał dziecka, ale sam je zmajstrował. Ty miałaś przyjaciela do spraw trudnych, a nie powinnaś - co do zasady. Na tym można powojować...
                • przebudzenie1976 Re: Mąż, to jest facet... 22.11.13, 11:59
                  Dokładnie...
                  Tyle, że ten przyjaciel to tylko przyjaciel i to od 23 lat (męża znam 16lat).
                  Znamy się jak łyse konie, znam i mam kontakt z jego mamą - ot, zwyczajnie...
                  Im gorzej było w moim małżeństwie, im samotniej się czułam tym częściej rozmawiałam z tym znajomym bo... tak naprawdę tylko jemu ufałam.
                  To wszystko...
                  • tricolour Już Ci napisałem gdzieś wyżej... 22.11.13, 12:04
                    ... nie ma czegoś takiego jak przyjaciel żony. To jest bomba z opóźnionym zapłonem, czego właśnie doświadczasz. Przyjaciel żony odbierany jest przez faceta jako własne upośledzenie, z którym o tyle nie można sobie poradzić, że zależy ono nie od faceta, ale do tego piedrolonego przyjaciela.

                    Nie wiedziałaś o tym?
                    • przebudzenie1976 Re: Już Ci napisałem gdzieś wyżej... 22.11.13, 12:08
                      A nie pomyślałeś, że skoro by coś miało być na rzeczy z tym przyjacielem to by było dawno?
                      Znamy sie jak łyse kolana, bez drugiego dna, bez chemii, jak rodzeństwo i...
                      ...maż był tego świadom. Mówiłam, nic nie kryłam...
                      Wykorzystał perfidnie ten fakt, odwrócił kota ogonem i użył w sądzie jako argument na moją winę...
                      Dlaczego???
                      Bo sam ma nieczyste sumienie,
                      bo chciał zatuszować swoje poczynania,
                      bo miał/ma kobietę,
                      bo....
                      ....
                      • tricolour Też już wcześniej pisałem i inni, i ja... 22.11.13, 12:14
                        ... że potrafisz tylko "bo on". Jakbyś była przedmiotem we własnym małżeństwie, a wszystko czynne było inicjatywą męża, Ty zaś bierna.
                        • przebudzenie1976 Re: Też już wcześniej pisałem i inni, i ja... 22.11.13, 12:34
                          Nie o to chodzi ale prawdą jest, że pozew jest jego inicjatywą i zmiana z ugody na winę również.
                          • blue_ania37 Re: Też już wcześniej pisałem i inni, i ja... 22.11.13, 13:11
                            Przeczytałam, nie rozumiem skupiania się na tym, że zmienił pozew.
                            Okej niech będzie, że drań i co z tego?
                            Zmieni to coś?
                            Rozumiem twoje emocje, ja miałam 3 pozwy do wyborusmile
                            Z moją winą, ze wspólną winą i bez orzekania.
                            Mowisz, że nie boisz się latania po sadach.
                            Gwarantuję, że nic miłego, kiedy usłyszysz przy obcych ludziach, sędzia, ławnicy że byłaś taka i owaka.
                            Nie rozwalaj na czynniki pierwsze kto złożył pozew.
                            To już się stało, twoja dotychczasowa rodzina jest przeszłością.
                            Ja schyliłam głowę i poprosiłam byłego męża abyśmy się rozstali bez orzekania.
                            Chociaż było ciężko mi to zrobić.
                            resztę załatwią adwokaci.
                            Ty się skup na sobie dzieciach małych, bardziej ważne są alimenty niż kogoś wina.
                            A
                            www.youtube.com/watch?v=TwIZFPGVL4I
          • piotrfm123 Re: Poradzcie zatem... 22.11.13, 11:56
            Nie jestem prawnikiem, ale bez watpienia pozew o rozwod mozna wycofac:
            www.kancelaria.pl/blog/cofniecie-pozwu-rozwodowego/
            I zlozyc ponownie z inna trescia choc nie wiem po jakim czasie. IMHO takie zabawy w klocki nie sa konieczne. W wiekszych miastach dzialaja poradnie rodzinne, wybiez sie i zapytaj jaka jest najsensowniejsza droga kiedy pozwy sa juz zlozone.

            Podczas rozwodow i sporow okolorozwodowych wychodza z ludzi najgorsze instynkty szkodzenia partnerowi ktory nam krzywde uczynil (poobserwuj troche swoje wlasne mysli) a prawie kazda akcja jednej strony rodzi reakcje drugiej. I konczy sie waleniem po lbach, stanami przedzawalowymi, czasem bataliami adwokackimi o kota czy sofe i ogolnie dojsciem do stanu gdzie ojciec/matka naszych dzieci jawi sie jako ostatni s-syn/wiedzma bez serca.
            A z takim przekonaniem trudno ukladac sobie przyszle kontakty kiedy o widzenie dzieci np. chodzi.


        • piotrfm123 @argentusa: potrzeby 22.11.13, 12:11
          argentusa napisała:

          > ps. jestem jakaś upośledzona cyba. Naprawdę nie rozumiem, jak ktoś z własnej, n
          > ieprzymuszonej woli koniecznie chce udowodnić sobie/innym/światu, że to ten dru
          > gi jest winny nie ja.

          Nie jestesmy aniolami. Kazdy jakos sobie przeszlosc chce uporzadkowac, a jesli nasz zwiazek nie trwal paru godzin po ktorych wsiadamu do innych pociagow to pytania o przyczyny rozpadu, dlaczego ex mi to robil sa naturalne. Podobnie jak proby uzyskania potwierdzenia od otoczenia/rodziny naszej subiektywnej oceny sytuacji. Dlatego nie wyobrazam sobie ze po latach gromadzenia zlych uczuc rozstajemy sie z "whatever you say", nie zaprzatajac sobie naszych pieknych umyslow problemami z czasow malzenstwa. Byc moze sa istoty dla ktorych wystarczy miedlenie tego we wlasnej glowie. Czesc zanudza rodzine i przyjaciol (to ja), przypadki bardziej odjechane potrafia zwierzac sie osobom spotkanym w windzie albo wydzwaniac do tesciow i rodzenstwa ex. Ale blisko dna tego piekielka sa ludzie usilujacy uzyskac od sadu karteluszke z napisem "Ty byles OK, a ex to zla kobieta byla".
          Tak ze ja rozumiem niekiedy niepohamowana wrecz potrzebe potwierdzania "ja bylem OK", natomiast samo realizowanie owej potrzeby moze byc strategia przeciwrozumcza z punktu widzenia naszych nie tylko dlugofalowych ale nawet biezacych interesow.
          • argentusa Re: @argentusa: potrzeby 22.11.13, 13:48
            zgoda, nie sformułowałam precyzyjnie.
            Poukładanie sobie tego w głowie i sercu to jedno, ale ja nie rozumiem "zysków" z osiągnięcia orzeczenia winy na papierze, poza nielicznymi wyjątkami. W bieżąco komentowanym wątku szans takowych nie widzę. I dlatego nie rozumiem chęci. (ale autorka już wypowiedziała się, zatem to tylko moje takie niezrozumienie samych działań w kierunku orzeczenia o winie.) Alimenty na eksia to w moim przypadku abstrakcja zatem może tu me ograniczenie.
    • przebudzenie1976 Dzień dobry ponownie... 22.11.13, 10:55
      Przemyślałam Wasze wypowiedzi (wszystkie, bez wyjątku) i...
      DZIĘKUJĘ smile
      ...Jestem umówiona z adwokatem, zobaczymy co się da zrobić w sprawie ugody choć.... nie ufam, że coś z tego będzie bo to niestety pan mąż idzie w zaparte z orzekanie winy uncertain
      • argentusa Re: Dzień dobry ponownie... 22.11.13, 11:39
        Na Twoim miejscu powiedziałabym adwokatowi wyraźnie, że:
        1) Twoja kontra w postaci orzekania o winie jest wynikiem działań jeszcze męża.
        2) że masz świadomość, że taki rozwód będzie się ciągnąć latami
        3) nie masz sobie nic do zarzucenia, ale ochoty na lata jatki tez nie masz
        4) wymyśliłaś, że skoro z jeszcze mężem nie da się pogadać to zlecasz adwokatowi zwrócenie się do adwokata jeszcze męża by na spokojnie spróbowali się za was dogadać na warunkach akceptowanych przez oboje.
        5) a jak adwokaci (albo mąż) nie zechcą to zawsze możesz zaproponować NA SPRAWIE poddanie iisę mediacji na zlecenie sądu.
        Jak małżonek się nie zgodzi sąd będzie miał argument, ze mu wcale nie chodzi o rozwód tylko o dopitolenie tobie. To czasem działa otrzeźwiająco.
        A miedzy nami pisząc: nie wierzę, by Twój małżonek osamotniony był i przez 3 lata celibat zaliczał. Co zgrabnie zasugerowane przez adwokata jego adwokatowi może przyczynić się do radykalnej zmiany nastawienia klienta. I o ile same boki nie są powodem do orzekania wyłącznej winy którejkolwiek ze stron, to już orzeczenie o współwinie jest jak najbardziej możliwe.
        No chyba, że nie napisałaś o jakichś ważnych okolicznościach i to raczej Ty się boisz orzekania twojej winy.
        Ale ja jestem radykalna i sama ciąża wbrew wyraźnemu sprzeciwowi Twojego męża (inna sprawa, że o antykoncepcję też się mógł postarać) mi wygląda na "postawienie pana przed faktem". Ty chciałaś, o n nie - a dziecię i tak jest.
        Ar.
        • coops1 Re: Dzień dobry ponownie... 22.11.13, 12:13
          Powiem tak, jeśli masz jakieś podejrzenia, to lepiej je zweryfikować, zwłaszcza, jak już działą zostały wytyczone. Dobrze jest mieć jakieś dowody. Możesz pomyśleć,np. edetektywi.pl z tego co wiem, zajmują sie tylko takimi sprawami. Jak już jest orzekanie winy, to dobrze jednak sprawę wygrać.
          • fatatalna Re: Dzień dobry ponownie... 04.12.13, 13:19
            Dokłądnie, bez dowodów to można tylko przegrać. Edetektywi rzeczywiście sa na rynku od dawna, więc na pewno mają spore doświadczenie. Można u nich spróbować.
            • zuzi.1 Re: Dzień dobry ponownie... 04.12.13, 13:46
              dokładnie dobry adwokat i twarde dowody od detektywa plus własna uczciwosc

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka