Dodaj do ulubionych

syndrom straconego czasu

23.12.13, 11:00
Byliście w związkach, małżeństwach. Czy macie uczucie, że ten czas jest dla Was stracony? Czy to, że się finalnie nie udało przekreśla to co było? Nie fajnie jest usłyszeć, że jednak bliska osoba na odchodne mówi, że straciła naście lat żyjąc z tobą. To juz parę lat jak mnie zabolało, może miała rację a może teraz by powiedziała inaczej bo wiem od niej, że żałuje swojego postępowania.
No ale ta świadomość została, bo przykro by było usłyszeć za naście lat od innej kobiety, że zmarnowało jej się czas, kiedy było się razem lub czekało się na bycie razem. sad
Dla mnie małżeństwo i życie w nim to był mój wybór, nie było lekko, nie układało się ale nie ma mowy o zmarnowanym czasie. Pewnie bym już tego nie powtórzył, ale to było.
Obserwuj wątek
    • sitniczek Re: syndrom straconego czasu 23.12.13, 11:23
      Czy to był stracony czas? Chyba nie, mam wspaniałego, mądrego synka, twardszą du.ę, doświadczenie,mieszkanie po remonciewink ... Czy popełniłabym jeszcze raz to małżeństwo, znając przyszłość? Nie wiem, być może, ale tylko ze względu na synia... Tylko.
    • mia17 Re: syndrom straconego czasu 23.12.13, 11:36
      nie, nie mam poczucia zmarnowanego czasu.
      pobraliśmy się z miłości i było naprawdę dobrze. nie wiem, kiedy i dlaczego się zaczęło psuć - generalnie mój były mąż nie dał mi znać, że coś jest nie tak według niego. uciekła w zdradę zamiast pogadać szczerze i może spróbować ratować.
      nie żałuję tych 10 lat, bo mam wiele dobrych wspomnień. poza tym urodziła się nam córka, a ona nie jest "błędem" smile
      jedyne, czego żałuję to sposób rozstania się - że nie wystarczyło mu odwagi, aby powiedzieć szczerze, co się dzieje. żałuję, że nie znalazł w sobie odwagi, aby najpierw skończyć małżeństwo, a potem zacząć nową znajomość. to boli najbardziej.
    • lampka_witoszowska Re: syndrom straconego czasu 23.12.13, 11:38
      tak, mam bardzo mocne wrażenie straconego czasu - ale moje małżeństwo było trudne i dość szybko wyszło, że nie o to chodzi, żeby każdy był spełniony i szczęśliwy, ale o to, że bycie razem polega na wiecznej rywalizacji (nieuleczalnej, jak czas i nieudane powroty pokazały) - porzygać się od tego można było

      nigdy więcej, kilka lat w tył

      jedyne, czego się nauczyłam, to to, że naprawdę istnieją toksyczni ludzie, nawet jeśli chcą dobrze - i nalezy ich trzymać z daleka od siebie

      można było zrobić dziecko i dać sobie spokój - na jedno by wyszło, a pełnią życia zaczęłabym żyć dużo prędzej - i nei dumałabym nad każdą krytyką pod moim adresem: od sposobu depilacji po sposób leczenia, gotowania, kupowania, spędzania czasu, podejścia do pracy, miejsca zamieszkania, prowadzenia auta...
      odkąd przestał mieć cokolwiek do powiedzenia, jest dobrze

      długo mi zajęło zrozumienie tego prostego faktu
    • foringee Re: syndrom straconego czasu 23.12.13, 11:54
      Wiele osób chce założyć rodzinę, czyli mieć męża (silnie wkodowane) i dzieci, swoją "podstawową komórkę społeczną". Kobiety maja na to mniej czasu bo czas na rozmnażanie dośc szybko się kończy. Jeśli kobieta jest z mężczyzną, który zwleka z małżeństwem mimo jej gotowości, albo odkłada podjęcie decyzji o posiadaniu potomstwa - i kobieta jest z nim w związku czekając wiernie, by pan się wreszcie zdecydował zgodzić zaspokoić także jej potrzeby - a następnie związek się sypie - to owszem, osoba ta może mieć duże poczucie że "straciła" te lata. Bo może już nie zdąży założyć rodziny, miec dzieci itd.
      Z tym, że takie poczucie krzywdy rodzi się z niezaspokojonych w związku potrzeb jednej strony, ale też z indywidualnej decyzji -że jest się latami z kimś kto tych potrzeb jednak nie zaspakaja. Bo przecież mogła po 3 latach stwierdzić, że pan nie rokuje, i wcześniej od niego odejść a nie czekać kilkanaście lat.
      Moja znajoma 30+ związała się z panem. Przez 7 lat pan nie zdecydował się na wyprowadzkę od swojej mamy i na budowanie wspólnoty z partnerką. Symptomy, że tak będzie, były już od początku zwiazku, ona uparcie ich nie dostrezgała. Znajoma chciała mieć rodzinę i dzieci, a tkwiąc przy tym panu i czekajac na jego decyzję zamiast samej decydować- straciła szansę na posiadanie dzieci, straciła tysiąc szans na poznanie innego faceta z którym rodzina mogła się udac. Zostało jej poczucie "zmarnowanego czasu" i żal do samej siebie, że nie rozeznała lepiej pana uczuć.
      • facet699 Re: syndrom straconego czasu 23.12.13, 12:37
        tak foringee w tych przykładach jak najbardziej można mówić o straconym czasie, gdy zegar tyka a marzenie nie spełnione.
        Mnie jednak bardziej chodziło o sytuację kiedy jest związek, dzieci a i tak się sypie. Choćby przez to, że oczekiwania jednej ze stron były inne niż rzeczywistość
      • luciva Re: syndrom straconego czasu 28.12.13, 22:12
        A skąd pewność, że byłoby te tysiąc szans na poznanie innego?
        To trochę takie farmazony, ja jestem sporo sama i jakoś te tysiące szans nie nadarzają się........
        • argentusa Re: syndrom straconego czasu 29.12.13, 14:14
          Luciva,
          bo bywa różnie, ja z kolei mogę powiedzieć, że jak tylko eksio zniknął za horyzontem (do rozwodu daleeeko jeszcze było) to szanse regularnie się pojawiały. I faktycznie było z czego wybrać. Nie wiem dlaczego tak jest. Pewnie dlatego, że w życiu w ogóle bywa różnie.
          Tysiąc szans - fakt farmazon, ale ze dwadzieścia prawdopodobne. Z czego ze 3-4 realne.
          Ar.
    • anderikka Re: syndrom straconego czasu 23.12.13, 15:52
      Ja nawet gdy podjęłam decyzję, że nie chcę już nigdy mieć do czynienia z byłym facetem, nie myślałam o czasie spędzonym z nim jako straconym (wyłączywszy ostatnie tygodnie, ale to nie to samo).
      Poznałam go, byłam z nim, imponował mi, także tym, że jest kilka lat starszy, też tym, czym się zajmuje, więc wiele się nauczyłam (w sensie przenośnym może,ale jednak), poza tym bycie z kimś uczy życia, tak czy inaczej.
      • eluthiena Re: syndrom straconego czasu 23.12.13, 22:35
        wg mnie coś jednak w tym jest, człowiek po to z kimś buduje swoje życie, przeżycia, emocje żeby później z tego czerpać siłe i wsparcie, wspomnienia, człowiek się oddaje drugiemu w całości, odkrywa się, tworzy sie intymny świat - i potem się wszystko wali - nie zawsze ma się siłę i ochotę żeby zaufać komuś innemu i podobnie zbudować intymność. Jest to trudne zwłaszcza w pewnym wieku - stąd poczucie straconego czasu....
        • anderikka Re: syndrom straconego czasu 27.12.13, 09:07
          Wiesz, oczywiście, że "coś w tym jest", bo przecież każdy powinien mieć prawo do uważania swojego życia za takie czy inne, po części czy w całości. Nie wyobrażam sobie, że miałabym komuś powiedzieć, że nigdy czas nie jest stracony itp.
          Tak czy inaczej, pocieszające jest, że często najpierw długo, długo uważamy, że "x", a potem zmieniamy zdanie mimo wszystko smile
          • xciekawax Re: syndrom straconego czasu 12.03.14, 17:47
            Mysle ze w duzym stopniu zalerzy tez od tego jak dlugo tego czasu sie zmarnowalo. Gdybym byla w toksycznym zwiazku "tylko" rok czy dwa - ok - bym to spisala jako doswiadczenie. Ale dluzej to juz tylko mozna bic sie w glowe.
    • to_ja_pisze Re: syndrom straconego czasu 26.12.13, 18:37
      na początku po rozwodzie tak miałam, poczucie wielu straconych lat
      potem straciłam totalnie beznadziejnie kolejną 7-latkę i teraz nad tym czasem ubolewam
    • ann.k Re: syndrom straconego czasu 26.12.13, 19:57
      Dał mi dziecko, więc na pewno nie zmarnował mi "młodych lat". Ale kiedy mnie przestał kochać, powinien był to powiedzieć wprost i wycofać się, a nie trzy lata niszczyć psychicznie, wmawiać, ze nasze problemy to moja wina. A przestał kochać zaraz po tym jak zaszłam, w planowaną, ciążę.
    • amsterdamska_mgla Re: syndrom straconego czasu 27.12.13, 02:49
      Nie żałuję 3/4 związku, mimo że chyba zawsze był trudny. Założyliśmy rodzinę, była miłość, wsparcie, mnóstwo dobrych chwil, pośród sporej ilości nieciekawych. Jest dwoje wspaniałych dziec, jakaś wspólna droga - start życia, szkolenie się, rozwijanie zawodowe - to przeszliśmy razem i to też ma znaczenie. Żałuję ostatniej 1/4, lat, w których łudziłam się, że otrząśnie się z kryzysu, naprostuje, sterapeutyzuje, dojrzeje, kiedy zakochiwałam się na nowo, czułam bezpiecznie i dobrze - a to była już ułuda, bo cud się nie stał. Ten czas uważam za zmarnowany pod kątem moich złudzeń, ale absolutnie na zimno to oceniając - był to czas, kiedy moje młodsze dziecko wyrosło z pieluszek i stało się jako tako logistycznie do ogarnięcia, a ja odchowałam pisklę, odpępowiłam się, rozwinęłam zawodowo i względnie stanęłam na nogi. I nieziemsko ciężej byłoby mi wtedy jako samotnej matce, więc - zszargane nerwy, ale przynajmniej zaplecze było.
      Widać tak "miało być".
      • szszsz13 Re: syndrom straconego czasu 27.12.13, 15:33
        Ten syndrom istnieje. Ja mam jakieś 6 lat do tyłu i to najlepsze lata życia, tak między 27 a 33. Bo pierwszą myśl o rozwodzie miałam po 2 latach od ślubu, to znaczy gdzieś w 27 wiośnie. I wtedy trzeba to było zrobić, ale dziecko było małe i moje uzależnienie emocjonalne wielkie.\
        Z drugiej strony mój obecny dozgonny potrzebował tych lat na rozpad swojego związku, więc tak to sobie teraz głupio tłumaczę, że musieliśmy się pomęczyć, żeby się spotkać w zgranym dla nas dwojga czasie wink Ale tych fajnych lat rozkwitu kobiecości, które mnie ominęły przez udręki rozliczne nic mi nie wróci
    • zalosny.jestes Zabolało bo miało zaboleć. Im wcześniej uodpornisz 29.12.13, 13:14
      się na kobiece manipulacje tym lepiej dla Twojego zdrowia psychicznego. Minus jest taki, że bardzo trudno znaleźć PARTNERKĘ wówczas, bo 99% z nich szuka obiektu dającego się manipulować. Ja dziękuję Bogu za ten 1 %...
    • wrednarzeka Re: syndrom straconego czasu 12.03.14, 13:52
      Czy się ma ten syndrom wystąpi czy nie zależy nie tylko od tego jak wyglądało "dobre" ale przede wszystkim od tego jak wyglądało to "złe".

      W małżeństwie przestało nam się układać po 1/3, ale wcześniej byliśmy ze sobą już parę lat które wspominałam dobrze. Natomiast po piekle które mi urządził gdy mu uświadomiłam że nie chcę z nim być żałuję każdej chwili jaką z nim spędziłam. Bo teraz nie wspominam tego po prostu jako miłych chwil tylko jako preludium do piekła.

      A dziecko? Do końca życia będzie mi wstyd że nie potrafiłam znaleźć na ojca swoich dzieci porządnego człowieka. Uważam, że dziecku też zmarnowałam życie bo do końca życia będzie się musiało z bydlakiem użerać.
      • wrednarzeka Re: syndrom straconego czasu 15.03.14, 10:54
        Poza tym jestem kobietą która uważa, że życie w parze wymaga pewnych kompromisów. Obie strony muszą się rozwijać, czasem trzeba odłożyć na półkę niektóre indywidualne plany aby rodzinie się lepiej wiodło. Skutek tego jest taki, że pozwoliłam mężowi na jego osobisty rozwój (co miało przynieść korzyści dla całej naszej rodziny) natomiast mąż szybko zaczął dyskredytować moje indywidualne cele nie nakierowane na "wspólne" dobro (tak naprawdę dbał tylko o to by moja aktywność przynosiła profity jemu).

        Tak więc straciłam parę lat odmawiając sobie inwestycji w swoją osobę i marnując swoją aktywność na wsparcie dla człowieka który jest w tej chwili moim jawnym wrogiem.

        Skutek tego jest taki że w istocie on w naszym małżeństwie sporo wygrał a ja się cofnęłam budując mu bezpieczną przystań i mając nadzieję, że z czasem on mi pomoże.

        Straciłam kilka lat własnego rozwoju, to jest czas którego nie da się nadrobić. Nigdy nie osiągnę tyle co bym mogła gdybym się głupia z nim nie związała. Owszem, mogę stanąć na nogi itd ale nigdy nie będę miała tyle ile bym mogła nie marnując czasu na cudze marzenia. No i ten związek kosztował mnie bardzo psychicznie. Psychicznie też mogę stanąć na nogi ale przecież mam już psychikę zwichrowaną, zostałam zgnębiona, mojego zaufania nadużył człowiek który miał stanowić dla mnie oparcie.
        • altz Re: syndrom straconego czasu 15.03.14, 11:27
          wrednarzeka napisała:
          > Tak więc straciłam parę lat odmawiając sobie inwestycji w swoją osobę i marnują
          > c swoją aktywność na wsparcie dla człowieka który jest w tej chwili moim jawnym
          > wrogiem.

          Tak to często działa, niestety. Wspiera się człowiek, który potem mówi, że już jest za dobry, żeby dalej być z tym wspierającym. Ludzie się zmieniają, rosną im potrzeby, a nie każdy jest na tyle mądry, żeby widzieć całość i chcieć dobra wszystkich, a nie tylko siebie i dobra własnego. Ale są tacy ludzie, którzy się dogadują na zasadzie, teraz ja potem ty, potem znowu ja i znowu ty.
          • blue_ania37 Re: syndrom straconego czasu 15.03.14, 11:32
            A ja patrzę na ten wątek i mam zupełnie inne myślenie.
            Nie mam poczucia zmarnowanego straconego czasu bo nie wiem jaką bym wybrała drogę.
            Była pisana mi ta droga, aby może dziś wiedzieć o sobie więcej.
            Nie mam odczucia, że inwestowałam a nie zwróciło mi się.
            Tak miało być.
            Dzięki małżeństwu jestem mądrzejsza, wiem bardziej świadomie co chcę i co lubię.
            W ten sposób można uważać, że pierwsza praca była straconym czasem, pierwsza miłość itp...
            Rzeczy dzieją się abyśmy wyciągali z nich wnioski i dzięki temu zyskujemy doświadczenie i świadomość.
            Przynajmniej jak chcemy wyciągnąć wnioski.
            A
            • wrednarzeka Re: syndrom straconego czasu 15.03.14, 15:18
              Pierwszą pracą zawsze się można pochwalić i jest informacją mile widzianą przez potencjalnych pracodawców. Pierwsza miłość bywa miłym wspomnienie. Miałam miłe wspomnienia z małżeństwa które zostały skutecznie zatarte przez ostatnie wydarzenia.

              Gdy popatrzyłam się na siebie po rozwodzie okazało się że w porównaniu do siebie sprzed ślubu zyskałam jedynie dziurę w CV i zdeptanie psychicznie. Całą energię oddałam na NAS których już nie ma. Zrobiłam potworny błąd bo nie dbałam o siebie tylko o dobro rodziny. Gdybym od początku szła samotną ścieżką nie miałabym błędnego założenia że ktokolwiek oprócz mnie zadba o moje własne interesy.
              • blue_ania37 Re: syndrom straconego czasu 15.03.14, 16:13
                Nie wiem, czy każda pierwsza praca jest warta chwalenia i czy rozwija?
                Bo można pracować np przy taśmie i za bardzo się nie rozwijać.
                Pierwsza miłość może też mieć przykre wspomnienia które bledną z upływem czasu, ale jak to się działo, to człowiek też cierpiał.

                Wyciągnij mądre wnioski z rozwodu i zamiast ubolewać nad tym co straciłam skup się co możesz zyskać.
                Masz już jakąś wiedzę czego nie chcesz to jakiś kapitał, na mądrzejsze życie bardziej świadome.
                A
                • maria1110 Re: syndrom straconego czasu 15.03.14, 17:20
                  mądrze napisane smile
                • wrednarzeka Re: syndrom straconego czasu 15.03.14, 21:46
                  > Wyciągnij mądre wnioski z rozwodu i zamiast ubolewać nad tym co straciłam skup
                  > się co możesz zyskać.
                  > Masz już jakąś wiedzę czego nie chcesz to jakiś kapitał, na mądrzejsze życie ba
                  > rdziej świadome.
                  > A

                  Mądre wnioski z rozwodu nie zalepią mi dziury w CV w zawodzie w którym albo startujesz ze świeżym wykształceniem albo musisz się mieć gdzie zaczepić. Moje wykształcenie jest już nieświeże a jedyny potencjalny kontakt się ze mną rozwiódł. Ja straciłam cały swój potencjał.

                  To są sprawy których już nie nadrobię.
                  • blue_ania37 Re: syndrom straconego czasu 15.03.14, 21:50
                    wrednarzeka napisała:

                    > Mądre wnioski z rozwodu nie zalepią mi dziury w CV w zawodzie w którym albo sta
                    > rtujesz ze świeżym wykształceniem albo musisz się mieć gdzie zaczepić. Moje wyk
                    > ształcenie jest już nieświeże a jedyny potencjalny kontakt się ze mną rozwiódł.
                    > Ja straciłam cały swój potencjał.
                    >
                    > To są sprawy których już nie nadrobię.

                    Jesteś zdrowa?
                    Masz gdzie mieszkać?
                    Masz z kim pogadać, wypłakać się?
                    Masz dzieci?

                    Może Twoją mądrością którą wyciągniesz z rozwodu będzie to, że nie należy całego swojego losu zawierzyć jednej osobie, tylko trzeba oprzeć się na sobie.
                    Jeżeli możesz pracować to tylko się ciesz, nawet jeśli to praca poniżej kwalifikacji to daje samodzielność i odpowiedzialność.
                    A
                    • fasolina Re: syndrom straconego czasu 16.03.14, 20:04
                      Wspaniałe słowa. Umiesz liczyć, licz na siebie i nie opieraj swojego życia na drugiej osobie. Rozwijaj się dla siebie, bo Ty tego chcesz, nie patrz na NIEGO i nie obwiniaj bo to Twoja decyzja co robisz ze swoim życiem.
                      Uczę się tego.. jestem na zupełnym starcie.
              • xciekawax Re: syndrom straconego czasu 17.03.14, 17:14
                Prawda jest taka ze nie investowalas w siebie poniewaz myslalas ze jestes mniej warta niz Twoj ex. I nie pisze tego aby wytykac ci bledy bo ja czulam to samo co ty - po ex zostala mi tylko dziura w kieszeni, i zdarta psychika i niska samoocena.

                Ale fakt jest faktem ze sama odlozylas wlasne potrzeby na dalszy plan, a jak mrowka pracowalas aby pan sie rozwijal. To brak wiary w siebie, niska samoocena.

                Kobieta, ktora widzialaby siebie jako rowna partnerowi - nie zrobilaby tego. Mozesz takie kobiety wyzywac od samolubnych - ale one po prostu wiedza ze ich rozwoj jest tak samo wazny jak partnera.

                Dlatego uwazam ze jak nie Twoj ex to bylby jakis inny pan - ktory widzialby ze uwazasz siebie za mniej warta niz ON - a przez to kazdy pan by Ciebie tak potraktowal.

                A zaleglosci zawsze mozesz nadrobic. Ale do tego trzeba odlozyc wszystkie wymowki na bok i po prostu to zrobic.
                smile
                • katja75live Re: syndrom straconego czasu 18.03.14, 19:06
                  bardzo dobrze napisane. Tak samo bylo u mnie. Poswiecilam siebie , swoje potrzeby dla kariery exsa. Minionego czasu nikt mnie nie zwroci, pewne szanse juz mnie przeszly kolo nosa i sie nie powtorza. Jednak caly czas jestem optymiska i mysle, ze duzo stracilam, ale tez jeszcze duuuzo przede mna. Jest trudniej, ale jestem zdrowa i jeszcze wiele moge osiagnac.
                  Powodzenia dla wszystkich co ''stracili'' kawal zycia.
    • xciekawax Re: syndrom straconego czasu 12.03.14, 15:52
      w moim przypadku przez wiele lat myslalam ze zmarnowalam cala dekade. Ale nie obwinialam exa tylko siebie. Byly znaki - zdecydowalam sie w tym siedziec. A czulam ze zmarnowalam czas miedzy innymi dlatego ze:
      1) chcialam wkoncu miec rodzine, a gdy bylam juz gotowa na nia - moj ex zwial. Bylam bardzo szczera co do moich intencji. Moj ex klamal.
      2) moj ex to byla ciagla finansowa studnia bez dna. Przez niego nie mielismy pieniedzy na wakacjie, aby sie wyprowadzic z kawalerki, aby cos fajnego sobie kupic. czyli zycie w biedzie i NIC z tego nie bylo.

      Wiec tak, czulam ze bylam kompletna idiotka wiarzac sie z takim czlowiekiem.

      Teraz juz tak nie mysle. Pogodzilam sie z faktem ze wtedy bylam zaslepiona, naiwna, niedoswiadczona, i z niskim poczuciem wlasnej wartosci dziewczyna. A odeszlam kiedy bylam gotowa odejsc. Zajelo mi to co prawda 12 lat, ale wazne ze odeszlam majac jeszcze szanse na zalozenie rodziny, poznanie kogos, i po prostu uzywanie zycia. Napewno pomogl fakt ze teraz juz nie mieszkam w kawalerce, mam swietna prace, nawet troche oszczednosci i wakacjie w miejscach ktore zawsze chcialam odwiedzic, i jestem szczesliwa. Wiec fakt "nadrabiania" zaleglosci pomogl. A poczucie zmarnowanego czasu... no coz... marnowalam ten czas bo wtedy myslalam ze tylko na to zasluguje. (PS: moj ex z bledu mnie nie wyprowadzal a wrecz przeciwnie, latami niszczyl moja samoocene).
    • kasia3030 Re: syndrom straconego czasu 12.03.14, 17:48
      hej...jestem nowa na forum
      ja jestem w trakcie rozwodu i terapii i dochodze, ze zycie z moim...no wlasnie kim? jeszcze mezem to byl czas stracony, ale tez moje malzenstwo bylo dosc trudne, poza tym ze mam corke to nic poza depresja mi nie zostalo po malzenstwie...przykre to jest 7 lat i nic dobrego nie moge napisac...
      • fasolina Re: syndrom straconego czasu 12.03.14, 17:58
        Ja żałuję i uważam to za czas stracony chociaż wiele mnie to wszystko nauczyło. Jestem w trakcie rozwodu po 3 latach małżeństwa. Mamy rocznego synka. Wyszlam za mąż z rozsądku i przyznaje to sama przed soba. Juz w czasach narzeczenstwa chodziliśmy do psychologa, seksuologa bo nie układało sie (rok po poznaniu) Niestety problemy zw z niedopasowaniem ciągnęły sie do konca. Inne priorytety, inne marzenia, inne spojrzenie na wychowanie, na pieniądze, na seks... Tak do końca.
        Żałuję wiec tego ślubu mimo ze starałam sie dopasować, mimo ze chciałam dziecko, rodzine.
        Wiele mnie to nauczyło to fakt ale niestety żałuję.
    • mika61 Re: syndrom straconego czasu 12.03.14, 17:52
      Mam wrażenie, że to ex chciał udowodnić iż potrafi być z kimś, założyć rodzinę(to jemu tykał zegar). W pewnym sensie zostałam z dzieckiem potraktowana potraktowana jak króliki doświadczalne czy to mu się podoba czy nie. Czasami myślę, że zmarnowałam ten czas, bo mogłam się realizować(poczekać z decyzją o ślubie) a poświęciłam naprawdę wiele dla niego. To co dobre z tego związku to dziecko i gdyby nie ono nie przetrwałabym tego piekła jakie ex mi zgotował. Staram się nie myśleć o tym zmarnowanym czasie, bo tego co sie stało nie zmienię. Gdybym miała ponownie za niego wyjść wiem, że mając świadomość tego co zrobł nie chcę go więcej w moim życiu.
    • korashaz Re: syndrom straconego czasu 16.03.14, 15:12
      Ja tak powiedziałam i tak czuję. Mąż zdradzał mnie od początku trwania małżeństw. Był dla mnie podły wielokrotnie. Dziecko także przestało być dla niego owocem miłości, miał pretensję, że 5 lat temu walczyłam żeby nie odszedł do kochanki itd. Tak właśnie czuję, że popełniłam nie jeden błąd ale ciąg błędów w ciągu 13 lat małżeństwa i nie rozstałam się z nim. Nie pamiętam żeby zrobił dla mnie coś dobrego bo nie zrobił niczego. Co mam powiedzieć?
      • fasolina Re: syndrom straconego czasu 16.03.14, 20:06
        Powiedz, że dobrze się stało i najlepsze przed Tobą!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka