Dodaj do ulubionych

Jeszcze przed rozwodem

01.01.14, 22:41
Moje drogie ja dopiero zaczynam drogę przez mękę sad Narazie moim najlepszym przyjacielem jest łóżko i poduszka sad Nie bardzo rozumiem wszystko co się dzieje wokół mnie . Maż po 15 latach znajomości i 10 latach po ślubie poszedł sobie do innej ( oczywiście wypiera się tego ) ale fakty mówią za siebie . Mamy ( niestety mamy wolałabym mieć ) dwie córki . Tak jak większość z was zastanawiam się czy jest coś po rozwodzie ... jak to ogarnąć , jak się pozbierać - i nie pomagają słowa przyjaciół dasz sobie radę , trzeba żyć dalej .... bo one wracają do swoich domów , do rodzin a ja zostaję sama samotna ... powiedzcie jak to jest możliwe ( bo mam wrażenie po waszych niektórych postach ) że jesteście szczęśliwe , bo ja nie wierzę że moża być znowu szczęśliwą po czymś takim . Udało się wam zaufać jakiemuś facetowi ? Stworzyć nowy związek ? A co z dziećmi?
Obserwuj wątek
    • amsterdamska_mgla Re: Jeszcze przed rozwodem 01.01.14, 23:01
      Może na nowy związek to za wcześnie wink ale rozumiem, że masz takie myśli, też miewałam. Skup się na razie na tym, co aktualne - pozew, plan wychowawczy, Twój i dzieci byt, rozwiązania logistyczne i tak dalej. Tego jest huk.
      Wszystko się poukłada, idź powoli krok po kroku, wiem co czujesz, rozwiodłam się w tym roku, po 10 latach małżeństwa, 13 latach związku, mamy dwójkę dzieci.
      Jest różnie, bywa trudno, ale....jest mi dobrze. Czego i Tobie życzę.
    • 7mandarynka Re: Jeszcze przed rozwodem 01.01.14, 23:36
      Oj staram się , staram chociaż nie jest to łatwe. W kwestiach finansowych nie mam problemu zawsze byłam niezależną kobietą ( i dlatego mąż mnie zostawił ) . Pozostaje poradzić sobie w kwestii emocji a to już nie jest takie proste sad
      • lampka_witoszowska Re: Jeszcze przed rozwodem 01.01.14, 23:45
        w kwestii emocji to jeśli zastanawiasz się, czy będziesz jeszcze kiedyś z kimś, to oznacza, że mąż nie jest jedynym, z jakim widzisz swoje życie, czyli bez przesady, kilka zmian przed Tobą, ale sprawy emocji to już dawno u Was chyba padły. A to oznacza, że złamane serce zostało Ci oszczędzone. Nadwyrężone zaufanie - owszem, ale nei złamane serce.

        A że nie będzie połowa ludzkości odpowiadała za czyny Twojego byłego, to nie ma się co martwić możliwością zaufania następnemu. Chyba, że jego przewiny przerzucisz na wszystkich mężczyzn - ale to na szczęście Twoja decyzja, a nie obiektywizm, więc nie musisz tak widzieć wszystkich mężczyzn smile

        Czyli - nie będzie tak źle. Dasz radę. Bo dlaczego masz nie dać? mogło być gorzej.

        ps. ale wiem, że to wstrętny czas w życiu. Tylko chcę Ci powiedzieć - że minie. Naprawdę.
    • seneka76 Re: Jeszcze przed rozwodem 01.01.14, 23:41
      Witam,
      oj tak, dłuuuga droga przed Tobą. Szczególnie, że małżeństwo rozpadło się przez zdradę, a nie z powodu np. niezgodności charakteru.
      Uwierz mi, że po takim obdarciu z godności, kobiecości można się pozbierać, ale nie będzie to za tydzień, miesiąc. Teraz musisz skupić się na sobie, dzieciach i wyjść z tego wszystkiego obronną ręką (oczywiście na ile się da).
      Minie miesiąc, dwa, rok i zobaczysz, że bez eksa da się żyć, dzieci rosną, Ty pracujesz, czas mija. Teraz nie staraj się na siłę z kimś spotykać, bo raczej nic z tego nie wyjdzie. Rany są zbyt świeże, w sercu masz jeszcze męża, jesteś poraniona psychicznie.
      Już wcześniej pisałam komuś, że mnie bardzo pomogła podnieść się siostra, bo była moją "chusteczką, wolnym słuchaczem, wsparciem". Jak już piąty raz "przegadałam" sprawę z nią, to wszystko wydawało mi się mniejsze, lżejsze, takie do przejścia.
      Ze zdradą to jest jak z żałobą. Trzeba ją przepłakać, "przetrawić", a potem powoli wracać do życia, bo na pewno jeszcze wiele dobrych chwil przed Tobą.
    • 7mandarynka Re: Jeszcze przed rozwodem 02.01.14, 01:01
      Dziękuję wszystkim za słowa otuchy smile tak jakoś lżej na duchu kiedy wiem że nie tylko ja jestem w takiej sytuacji ( choć wiem że nie powinnam się pocieszać cudzym nieszczęściem )
      Co do kwestii nowych związków - wiem że za wcześnie - w tej chwili zupełnie nie to mi w głowie . Ale chyba najbardziej boję się w tym wszystkim samotności . Niby mam wokół siebie mnóstwo ludzi i wielu przyjaciół - i to takich prawdziwych - na dobre i złe . Jednak kiedy wieczorem wracam do domu - dzieci idą spać i nastaje cisza . Nie ma nikogo, z kim mogłabym się podzielić minionym dniem . Tym co było dobre i tym co było złe . Nie ma z kim się śmiać i z kim płakać . Mam 32 lata i mam wrażenie że moje życie się skończyło.
      • xciekawax Re: Jeszcze przed rozwodem 02.01.14, 21:13
        mandarynka, strach przed samotnoscia jest bardzo normalny. Zaakceptuj to ze na razie sie boisz. Jest to ok. Ale tez z czasem mozesz polubiec, ba, nawet pokochac zycie w pojedynke.

        Jak tylko sie rozwiodlam to balam sie samotnosci. Nie mialam dzieci wiec o tyle bylo lepiej ze duzo wychodzilam ze znajomymi po pracy - piwo, kina, teatry - cokolwiek - aby tylko w domu nie siedziec.
        Po pewnym czasie lubilam przychodzic do pustego mieszkanka, rozlozyc sie, poczytac ksiazke, pomalowac paznokcie, czy poogladac cos w TV. Jestem strasznym introvertykiem wiec potrafie sama z soba spedzac czas - a strach odszedl bo okazalo sie ze strach ma tylko wielkie oczy.

        I nie mysl ze ten stan samotnosci bedzie do konca zycia. Statystycznie patrzac - nie bedzie smile

        W dodatku kobiety "po przejsciach" maja bardzo duzo madrosci w oczach i luzniej podchodza do pewnych spraw - wiec w sumie wychodzi to na dobre.
      • seneka76 Re: Jeszcze przed rozwodem 02.01.14, 22:01
        Powiem szczerze, że mnie też wydawało się, że życie mi się skończyło. Porzucona kobieta przed 40-tką z dwójką dzieci. No nic gorszego nie mogło mi się przytrafić. A teraz uważam, że po rozwodzie życie mi się zaczęło. Poważnie>
        Spokojnie, trzeba czasu, abyś przeszła przez to wszystko, pogodziła się z istniejącą sytuacją i zobaczysz, że wrócisz do świata żywych. A wtedy będzie jeszcze czas na nową miłość.

        Bardzo serdcznie Cię pozdrawiam.
        • 7mandarynka Re: Jeszcze przed rozwodem 02.01.14, 22:11
          smile Obyście miały rację . Bo narazie wszystko w czarnych barwach widzę . Najgorzej że całe to moje depresyjne zachowanie odbija się na dzieciach sad i ja to wiem ale nie potrafię się wziąć w garść sad tzn trzy dni zaciskam zęby i jest ok a następnego dnia wybucham jak wulkan . masakra ale pewnie jest jak mówicie czas , czas i jeszcze raz czas . Tylko że ja straszny choleryk jestem i mało cierpliwa i chciałabym wszystko już smile
          • amsterdamska_mgla Re: Jeszcze przed rozwodem 02.01.14, 22:32
            Spróbuj może skorzystać z psychoterapii? Jeśli masz możliwość.
            Podziel sobie wszystko na małe kroki. Czym musisz się zająć, co zorganizować. Na początku taka lista przeraża, ale potem widać, że składa się właśnie z małych cegiełek - i że da się ogarnąć to wszystko. Odpuść rzeczy, na które nie masz wpływu albo na które nie jest czas teraz - właśnie typu: czy i kiedy poznasz kogoś bliskiego sercu. To nie ma TERAZ znaczenia. Teraz musisz się ogarnąć, zająć dziećmi, sensownie rozwieść i nauczyć się funkcjonować w trybie samotnej matki. A to zajmie Ci minimum parę miesięcy. Masz co robić. I koniecznie, koniecznie ćwicz proszenie o pomoc. Emocjonalną i organizacyjną.
          • mia17 Re: Jeszcze przed rozwodem 02.01.14, 22:33
            każdy by chciał wszystko już. nie tylko choleryk.
            u mnie za parę dni minie rok odkąd dowiedziałam się o zdradzie eks męża. od rozwodu minęło 8 miesięcy. mogę Ci napisać, że ten rok był koszmarny. przepłakany, pełen rozpaczy, nerwów, zmartwienia, lęku, obaw, zmian.
            ale mogę też napisać, że po tych 12 miesiącach zaczęłam widzieć wiele rzeczy inaczej. zaczęłam rozumieć to, czego wcześniej nie rozumiałam i widzieć rzeczy, których wcześniej nie widziałam.
            pomału, bardzo pomału zaczynam sobie to wszystko układać w głowie.
            to wymaga czasu. czasu, który trzeba sobie dać. na emocje trzeba sobie pozwolić, przeżyć je choćby 100 razy - aby się ułożyły.
            życzę Ci dużo siły i wiary, że będzie dobrze pomimo tego, że teraz wszystko wygląda źle.
    • malgolkab Re: Jeszcze przed rozwodem 02.01.14, 23:06
      7mandarynka napisał(a):

      > Udało się wam
      > zaufać jakiemuś facetowi ? Stworzyć nowy związek ? A co z dziećmi?
      Tak, udało mi się - mężowi nr 2 i jak na razie nigdy nie żałowałam. Syn (z pierwszego małżeństwa) nie sprawia żadnych problemów wychowawczych, w szkole też się nie skarżą. Nie ma też i nie miał żadnych problemów z tym, że ma mamę, która ma męża i tatę, który ma dziewczynę.
      • eluthiena Re: Jeszcze przed rozwodem 02.01.14, 23:31
        Pozdrawiam wszystkie mamy samotne lub samotne przez chwilę w minionym roku. Oby w nowym roku już nie czuły się samotne. Życzę tego także sobiewink
        Mandarynka tez uważam, że skoro już myślisz o nowym związku - to nie jest tak źle. Zaloguj sie na sympatie - może nie po to żeby od razu z kims romansować, ale żeby sie zorientować że jacyś tam wolni mężczyżni chodzą po tym świecie i niektórzy mogą okazać sie całkiem fajni. Mi to pomogło, choc na dłuższą metę nie znajduję motywacji żeby w mojej obecnej sytuacji przez rozwodem rozwijać jakąś nową znajomość. Pomaga sam fakt, ze na mężu świat się nie kończy - tym bardziej w wieku 32 lat -jak mam ciut więcejwink
        Ciekawi mnie, czy mąż się przypadkiem jednak nie opamieta i nie będzie próbował wrócić. Skoro jestes taka niezależna i zaradna to pewnie miał przy tobie wygodne życie - kto wie jaka jest ta jego nowa. I to by był dopiero zgryz jakby mu się odmieniło. Ściskam ciepło
        • seneka76 Re: Jeszcze przed rozwodem 02.01.14, 23:50
          oj, tak, nocy przepłakanych będziesz miała jeszcze niestety wiele. Płacz ile masz sił, bo wtedy wylewasz złe emocje z siebie.
          Tylko pani psycholog kiedyś mi powiedziała, że jak płaczę, to raczej nie na oczach dzieci (w tych najgorszych chwilach to moje były maluchami przedszkolno-wczesnoszkolnymi), bo one nie do końca rozumieją całą sytuację i mogą się obwiniać, że mama płacze. Poza tym, moje starsze dziecko mnie pocieszało, było wsparciem ("mamuś nie płacz, będzie dobrze"), ale pani psycholog otworzyła mi oczy, że role trochę się odwróciły, bo przecież rodzice póki co mają wspierać dzieci (potem na starość to powinno się zmienić, ale nie teraz). Rozumiesz, co chcę powiedzieć - płacz ile masz sił, ale nie przy dzieciach, jak chcesz nakrzyczeć, to lepiej zrób awanturę sąsiadce, niż dzieciom, które i tak mają teraz ciężko.

          I pamiętaj - jak mówi stare porzekadło - czas leczy rany. Rodzice mojej koleżanki z liceum, zapraszają się na wspólne obiadki. Co prawda minęły lata (około 20tu), żeby się do tego wszystkiego zdystansowali, ale jak widać jest to możliwe, czego nam wszystkim serdecznie życzę.
          • 7mandarynka Re: Jeszcze przed rozwodem 04.01.14, 01:34
            Tak , wiem że nie powinnam przy dzieciach tych emocji pokazywać ale czasami to poprostu nie wychodzi sad To wszystko póki co jest poza mną . Tłumaczę sobie musisz być silna dla dzieci ale przychodzi taki moment że nie daje rady sad

            PS hehe smile dobre obiadki z moim byłym . Nie wyobrażam sobie tego teraz zupełnie .
            • marlenp Re: Jeszcze przed rozwodem 04.01.14, 11:06
              Mandarynko łączę się z Tobą w problemie... Z małą różnicą że... to tak: rok temu odkryłam zdradę męża wirtualną wprawdzie, ale zdrada kłamstwa długoterminowe. Dałam szansę niekoniecznie do tego przekonana i... minął rok - rozczarowałam się. Tzn. nie widzę dla nas wspólnej przyszłości. Jestem zaniepokojona najbliższymi wydarzeniami, wiem że nie będzie lekko ale... KOCHANA w życiu mamy to, na co się godzimy! Czas leczy rany. Ja czułam się bardzo zraniona ale teraz rany zaleczone, zaufania brak, sensu wspólnego życia nie ma. Trzymam kciuki oby ten czas mijał szybko! Bądź dzielna!!
              • 7mandarynka Re: Jeszcze przed rozwodem 04.01.14, 17:30
                No właśnie trudno odbudować zaufanie po takim czymś . Wiesz co taka wirtualan ( emocjonalan) zdrada jest chyba jeszcze trudniejsza do wybaczenia niż jednorazowy sex z laską z dyskoteki . Bynajmniej dla mnie . u mnie tez tak się zaczęło - sms , rozmowy na fb potem kawy w kawiarni a co stało się dalej - nie wiem sad az wkońcu się spakował i wyszedł bo stwierdził że mnie nie kocha sad do takich przemyśleń doszli razem i gdyby to był tylko sex , jednorazowa przygoda - dałabym radę ale kiedy wiem że zamiast porozmawiać ze mną wolał iść się wygadać do niej to już trudniejsze. Bo przecież ja go nie rozumiałam - w domu tylko obowiązki były , trzeba było iść do pracy , posprzątać , dzieci zawieść czy odebrać. A u niej zrozumienie bo przecież ty taki jesteś pracowity , fajny czego ta żona od ciebie chce .
                • miacasa Re: Jeszcze przed rozwodem 04.01.14, 17:35
                  Bo przecież ja go nie rozumiałam - w domu tylko obowiąz
                  > ki były , trzeba było iść do pracy , posprzątać , dzieci zawieść czy odebrać. A
                  > u niej zrozumienie bo przecież ty taki jesteś pracowity , fajny czego ta żona
                  > od ciebie chce .

                  Żałosne jest to, że to taki banał, taki schemat, na który i mój mąż się złapał. W domu kredyt, problemy z pracą, finansami, dziecko z zaburzeniami do tego noworodek i żona w połogu - nic tylko odciąć się od tego. A u koleżanki cisza, spokój, zachwyt i uwielbienie.
                  • 7mandarynka Re: Jeszcze przed rozwodem 04.01.14, 20:23
                    Moim zdaniem to choroba cywilizacyjna sad
                    • olciazg Re: Jeszcze przed rozwodem 04.01.14, 21:37
                      Mandarynka przezywam dokładnie to samo, tyle, ze miedzy nami już od dawna się nie ukladalo. I znalazł sobie, stara kolezanke, tez zaczelo się od fb a teraz ciesza się sobą. I niech mu będzie dobrze. Tez zamienil mnie- mlodsza, pracujaca, ogarniajaca od początku związku wszystko, bo jego praca to wieczna kilkutygodniowa nieobecność, wychowujaca dziecko na starsza, bezrobotna tongue_out niby wiem, ze będzie ok, nie mam nad sobą już jego bata, bo to baaardzo dominujący człowiek, nieakceptujący sprzeciwu, wszystko było zle, dziecko zle ubrane, kurze zle starte, kotelty zle usmażone, pranie zle roziweszone, czemu auto brudne, czemu te rzeczy leza tu nie tam, i przede wszystkim dlaczego ja zarabiam tak mało...pieniądze to jest jego druga polowka. I niech sobie radzi. I wiem, ze będzie dobrze, nie wykluczam innego związku, flirtuje ile wlezie, tancze z innymi ( z nim nigdy, bo on nietanczacy, także kilka lat w klubach przesiedziałam przy stoliku tongue_out), dostrzegam innych i widze, ze inni faceci mnie tez dostrzegają smile) Będzie dobrze, przybij pione, niech się ciągną tongue_outP

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka