Dodaj do ulubionych

Nie wiem, co dalej

06.01.14, 19:28
Nasza próba bycia razem wychodziła wręcz super, ale jak nagle się posypało, to jest po prostu okropnie… I nie chcę się użalać nad sobą. Piszę już zresztą na spokojnie, bo to było wczoraj rano. Mamy za sobą potworną kłótnię, więc prawie 2 dni nieodzywania się (praktycznie).
Najgorsze jest to, że powiedzieliśmy sobie rzeczy, które nigdy nie powinny były zostać powiedziane.
W skrócie: zaczęło się od tego, że mój facet w piątek „zamknął się w sobie”, tj. po powrocie z pracy był milczący, nie odzywał się - jak to czasem bywało kiedyś (czego zresztą nie znosiłam). Spytałam raz, o co chodzi. Oczywiście „o nic”, postanowiłam więc nie zwracać uwagi. W sobotę wieczorem jeszcze raz spytałam, czy coś jest nie w porządku. Odpowiedź: „Nie, wszystko jest w porządku”.
W niedzielę rano powiedziałam mu, że można chyba chociaż powiedzieć, o co chodzi.
Może i wszystko jakoś by się rozładowało, tyle że byłam już strasznie rozgoryczona i zaczęłam mówić podniesionym głosem. On powiedział mi, że nie powinnam go pouczać, ja: że nie pouczam, tylko proszę o normalne zachowanie. On: on to odbiera jako pouczanie, a osoba, która zrobiła coś takiego (czyli ja jemu w przeszłości) nie ma prawa pouczać tej, której to zrobiła ani podnosić głosu.
Reszta była jak lawina. Usłyszałam, że to ja jestem zimna jak lód. A potem, że zniszczyłam mu rodzinę, nigdy nie wybaczy mi tej podłości z odebraniem ojcostwa, i że „nikt normalny by tego nie wybaczył”, i że nigdy go nie kochałam.
Byłam wtedy tak wściekła i rozgoryczona, że krzyknęłam, że owszem, nigdy. Wtedy powiedział, że dobrze to wiedzieć. Zrobiło się cicho i to był koniec rozmowy.
Wieczorem chciałam mimo wszystko nawiązać kontakt. Spytałam, czy nie powinniśmy spróbować pogadać. Powiedział, że nie widzi sensu. Od tamtej chwili odpuściłam.
Nie wiem, co zrobić i czy w ogóle da się coś zrobić. Jestem w tej chwili normalnie wyprana z wszystkich uczuć, to chyba jakaś reakcja obronna.
I tylko nie rozumiem jednego: po co mojemu facetowi była cała ta próba bycia ze mną, czyli z osobą, którą uważa za ostatnie dno?
Obserwuj wątek
    • mayenna Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 19:44
      Anderrika, kiedy macie spotkanie z terapeutą? Bo to jest dobra sytuacja do omówienia na terapii. Ustalcie z nim schematy zachowań w sytuacjach kryzysowych. Czyli jak ma wyglądać model rozwiązania problemu, nauczcie się tego i trzymajcie w takich sytuacjach.
      Ja bym poczekała aż emocje opadną i porozmawiałabym z nim. Zaczęłabym od tego, że przeprosiłam raz za tamto, więcej tego robić nie zamierzam, ale chcę naprawiać to w przyszłości. Jeśli on nie umie wybaczać to niech decyduje co dalej? Jak ma wyglądać wg niego nasza relacje bo wypominania do śmierci przy każdej okazji nie jestem w stanie znieść. Zobaczysz co on na to.
      Czy ty jesteś DDA? Bo ja mam podobnie: każdą odmienność zachowania wyłapuję i jak nie mam komunikatu czemu tak jest. to wydaje mi się, że to przeciw mnie.
      • anderikka Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 20:12
        Mayenna, psycholog dopiero w sobotę. A akurat w sobotę przedwczoraj, czyli w trakcie tej sytuacji, nie było spotkania, bo na długi weekend wyjechał...
        Myśmy już rozmawiali z nim o sytuacjach kryzysowych. Wiesz, ja właściwie doskonale wiedziałam, że np. nie powinnam była podnosić głosu. Albo mówić tego, co powiedziałam na końcu - ale zastosować to w praktyce okazało się niemożliwe.

        Nie jestem DDA, ale pod Twoim ostatnim zdaniem mogłabym się podpisać.

        Dziękuję Ci za radę, też uważam, że trzeba poczekać, aż emocje trochę opadną. I coś takiego (jak piszesz o niewybaczaniu) pewnie mu powiem, tylko że może on pierwszy powinien zacząć rozmowę, bo ja już od piątku w sumie cztery razy próbowałam pytać, o co chodzi. Poza tym już wolę jakiekolwiek wyrzuty chyba, a tego zamykania się w skorupie po prostu nie zniosę...
        • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 20:38
          witaj w klubie ludzi niecierpiących skorup

          znaczy - on nie może powiedzieć, dlaczego milczy, z jakiegoś konkretnego powodu? bo nei może się przełamać zanim coś albo nie widzi świata poza tematem, który obrabia w skorupie?
          jeśli macie to omówione na terapii, to masz nazwane, dlaczego się zamyka

          jeśli nei macie omówionych powodów zamykania się w skorupie, to pewnie macie omówione, że tego nei trawisz i może zwyczajnie być za trudne dla Ciebie w takiej sytuacji zachowanie spokoju?

          ogólnie - spokojnie, napisz mu list, jeśli chcesz się przebić, a on jest w stanie okazać Ci uwagę
          • altz Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 20:49
            lampka_witoszowska napisała:
            > jeśli nei macie omówionych powodów zamykania się w skorupie, to pewnie macie om
            > ówione, że tego nei trawisz i może zwyczajnie być za trudne dla Ciebie w takiej
            > sytuacji zachowanie spokoju?

            Omówione może być, ale i tak można się zachowywać nieodpowiednio.
            Powiedz kobiecie o swoim problemie, a będziesz miał dwa problemy!
            Jeśli kobieta reaguje nerwowo i nadmiarowo, to nie dziwię się, że facet woli sam cierpieć.
            Nie wiem, jak tu jest, ale pewno coś w tym stylu.
            • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 20:57
              nie wiesz, o czym mówisz

              takie jazdy z milczeniem potrafi robić kobieta zwykle, żeby trzymać w szachu towarzystwo zależne od niej w jakikolwiek sposób - i to jest perwersja czystej wody (nie jestem obiektywna i tu reaguję emocjonalnie jak sto piorunów, moja mama robiła takie sceny, dochodziła w rozpędzie do kilku miesięcy ciszy smile )

              i nie wiesz, jak jes tu nich, to po co swoją historię i tu wtryniać? no, bez sensu

              w terapii nei szuka się winnych tylko sposobu rozwiąznia problemu, mogę ja nei mieć racji, możesz Ty nie mieć - niech tylko oni się dogadają, póki mają szansę i całkiem osobną, własną historię
            • orangeplus Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:29
              Altz, paniom na tym forum nie ma sensu tłumaczyć dlaczego faceci się zamykają. My po prostu już tak mamy. W przeciwieństwie do kobiet i nic tego nie zmieni, nawet najlepszy psycholog. One nigdy nie zrozumieją, że pytania w stylu "kochanie, o czym myślisz" jeszcze bardziej nas wkurw...ają big_grin One nie mają pustej szufladki w głowie, w której my uwielbiamy przesiadywać big_grin
              • mayenna Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:33
                A umiesz powiedzieć, że nie masz ochoty na rozmowy bo potrzebujesz zamknąć sę w sobie?pobyć sam?
                Bo to chodzi o taki komunikat z szacunku właśnie dla tej odmienności.
                • orangeplus Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:35
                  Umiem, ale nigdy nie powiem tego kobiecie, bo od razu strzeli focha - tak jak autorka - że facet ją ignoruje. A my przecież dajemy jasny i prostu przekaz, że wszystko jest ok - mówiąc że nic się stało. I koniec i kropka. Nie musimy i nie umiemy tłumaczyć przez następne pół godziny dlaczego się nic nie stało, bo to oczywiste samo przez się big_grin
                  • argentusa Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:47
                    Kobietą jestem. 100procentową i ZGADZAM się z orange.
                    And... ja uważam,ze po prostu popłynęłaś na emocjach. Ty po prostu nie umiesz zarządzać emocjami a raczej reakcjami, które te emocje wywołują.
                    Dobrze, chuop milczał i co z tego ? Pomilczeć sobie nie może??????
                    Ile razy mozna tłumaczyć?!?: kobita jak ma problem (niekoniecznie związany z chuopem) to gada. Chuop do jaskini idzie (znaczy ucieka w siebie).
                    Naciskani nie ma sensu. i już.
                    A przepraszam za wyrażenie: ale palnięcie,ze chuopa nie kochałaś, w perspektywie chęci budowania wspólnego życia toż to strzał w stopę związku. I NIEDOJRZAŁA reakcja jak cholera.
                    Na miejscu chuopa strzeliłabym drzwiami, poszłą natychmiast do sadu po ustalenie częstych kontaktów z dzieckiem, a ciebie, przepraszam posłałabym do diabła.
                    Oj dzieci, dzieci. Dorośnijcie.
                    Naprawdę zupełnie nie rozumiem o co zrobiłaś halo. O milczenie?
                    Ar.
                    • anderikka Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:52
                      > Naprawdę zupełnie nie rozumiem o co zrobiłaś halo. O milczenie?
                      > Ar.

                      Tak, o milczenie. Dwudobowe prawie. Powtórzę pytanie: ile tego milczenia byś zniosła? Gdzie jest norma?

                      PS. Może jeszcze mnie wyrzuci.
                      • argentusa Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 22:34
                        Nie wiem gdzie jest wasza norma, ale ja po usłyszeniu, ze jest ok., mając na uwadze, że nabroiłam jak cholera ukrywając dziecia, odpuściłabym. I poczekała co z tego wszystkiego z chuopa wyjdzie.A czekać to ja potrafię długooo. (imo: chuop jak milczy to albo: a) coś mieli w sobie, b) nie ma nic do powiedzenia, c) zdystansowany z natury jest).
                        I zajęłabym się SOBĄ oraz dzieciem. Głównie bym się zajęła sobą, rzecz jasna. Może nawet dziecia zostawiła z chuopem na 2-3 dni co już mi się zdarzało zresztą).
                        No i hrabiny nie udawałabym, tylko jak bym coś miała do chuopa to bym komunikowała: na ten przykład: bądź tak uprzejmy i wynieś pieluchy, albo kup mleko albo obierz ziemniaki z łaski swej. Pewnie bym cmoknęła w milczący policzek - ale to ja.
                        Ar.
                        ps mi się wydaje, że Ty chciałabyś aby on ze zdystansowanego człeka oaza zalewającego ciepła i kontaktu się okazał. Obawiam się, ze to niemożliwe. Niestety.
                      • chalsia Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 00:16
                        > Tak, o milczenie. Dwudobowe prawie. Powtórzę pytanie: ile tego milczenia byś zn
                        > iosła? Gdzie jest norma?

                        nie ma odgórnie ustalonej normy
                        tydzień też jest OK
                  • anderikka Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:47
                    A potem z zimy robi się wiosna, i dalej nic się nie stało tak?
                    Nie, no jestem po prostu do głębi poruszona tą szlachetną prostotą męskiej natury wink Rzeknę Ci jak sienkiewiczowska Oleńka, żem niegodna chyba...
                  • mayenna Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 22:07
                    Jesteś pewien że strzeli focha czy to twoje założenia? Bo do mnie słowo mówione dociera. Jak mi ktoś mówi, że jest ok to ja to przyjmuję i nie drążę, szczególnie gdy tez mówi, że nie chce rozmawiać. To żeby przywalić paniom:: on trawił woje urazy, które jej potem wywalił jak podrążyła.Znaczy coś sę jednak działo. I takie tez mam doświadczenia; jak on nic nie mówi ot sie zbiera z rzeczami, które mi będzie trudno przyjąć, z czymś co mi sprawi przykrość - w najlepszym razie.
                    • orangeplus Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 22:14
                      W przypadku autorki reakcja była typowa dla kobiet, które po prostu nie przerobiły tego działu psychologii mężczyzny, który nazywa się pusta szufladka. Jak widać są tutaj panie, które w lot pojęły na czym to polega, choć mogło im to zająć trochę czasu. Czasami po prostu małżeństwo z takiego powodu musi się rozwalić, by kobieta zrozumiała, że coś jest na rzeczy z tym krótkim przekazem jakim jest "Wszystko ok". W drugim związku, gdy znów się z tym spotka, na pewno zrozumie.

                      Mózg faceta działa na nieco innych zasadach. My porozumiewamy się prostymi komunikatami. Kobiety muszą się wygadać.
                      • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 09:04
                        nie ma sensu opierać swojej wiedzy o kobietach i mężczyznach na kilkuminutowym pokazie kabaretowym, skądiną rewelacyjnym

                        pusta szufladka - ok, ale nei jak nad związkiem wiszą czarne chmury i oczekuje się szacunku dla swojej pustej szufladki - wówczas dla przyzwoitości wypada albo zakomunikować temat przemyśleń, bo własna, rodzona żona przeżywa, a jak kochamy i jesteśmy w związku, to niekoniecznie nam zależy, żeby się martwiła i przeżywała - albo żyć sobie całkowicie w pustej szufladce oznajmiając uczciwie, jasno i wyraźni: sorry, kochanie, szufladkę kocham bardziej, od dziś żyję sam w swojej szufladce, powodzenia ci życzę.

                        proste? proste
                        • orangeplus Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 13:27
                          Mylisz się. Zastanów się dlaczego ten filmik jest tak popularny? Ano dlatego że jest prawdziwy. W prosty i nieskomplikowany, tłumaczy zawiłości męskiego i damskiego myślenia. To, że podano go tutaj w formie humorystycznej jest dodatkowym atutem, bo łatwiej przez to dotrzeć do większej publiki.

                          Poza tym, każdy facet ci potwierdzi istnienie w jego głowie "pustej szufladki". Jest to coś czego kobiety nie mają. Ale powtarzam, to nie jest jakaś zaleta czy wada. Tak jest. I trzeba przyjąć to za pewnik.

                          My się po prostu relaksujemy w ten sposób, odpoczywamy. Kobieta po dniu pracy ma z reguły po przyjściu do domu ochotę opowiadać co się wydarzyło, facet wręcz przeciwnie. Ogranicza się do prostego komunikatu i tyle. To wcale nie znaczy że zamyka się z problemem w sobie i go drąży. To nie tak. To świetny sposób na rozładowanie napięcia dnia codziennego. Najlepszym przykładem jest forum. Dlaczego tu są głownie kobiety? Przecież tylu samo facetów jest po rozwodach co kobiet. Bo kobiety lubią rozwiązywać problemy rozmawiając o nich. Faceci już nie zawsze. Owszem, jeśli istnieje w związku problem, to trzeba go rozwiązać, ale jeśli facet mówi że wszystko jest ok, to na cholerę szukać podtekstów i dopytywać czy na pewno jest ok?

                          • altz Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 13:42
                            orangeplus napisał(a):
                            > Bo kobiety lubią rozwiązywać problemy rozmawiając o nich. Faceci już nie zawsze.

                            Czasami to jest taka ucieczka, żeby nie przypominać sobie złych odczuć, a często swojej porażki, często jest to ucieczka.
                            Rozmawiałem wczoraj z facetem, który nie płacił alimentów do rąk żony, ale przez babkę kupował, a teraz przez babkę płaci córce. Komornik ciągle na nim zarabia, nic nie jest rozwiązane prawnie, a córka ma już 19 lat, więc coś by można było odkręcić i nawet powinno się to zrobić. Na moje sugestie, że źle robi, trzeba to zakończyć i generować długów, jest znaczące machnięcie ręką i podniesienie ciśnienia u rozmówcy.
                          • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 16:50
                            po pierwsze primo, uogólniasz - ludzie nei dzielą się na szara masę damską i szarą masę męską

                            głupi chłop i głupia baba nie umieją się porozumiewać, mądrzy - umieją. Głupi - nie umieją zobaczyć potrzeb poza swoimi. Mądrzy - umieją.

                            po drugie primo, filmik jest popularny, bo jest śmieszyny. To KABARET. Kabaret rozśmiesza ludzi. I nie trzeba dorabiać tu zbędnej filozofii.

                            po trzecie primo - misiu. Wiem o istnieniu szufladek. W mojej głowie pusta szufladka tez istnieje. W głowie każdego porządnego jogina też. W głowie człowieka, który umie medytować - też. Nie trzeba wyważać otwartych drzwi - nie trzeba mnie przekonywać co do istnienia czegoś, co istnieje. Trzeba zas się porozumiewać, bo to nie jest wątek o superludziach- mężczyznach, tylko o parze, która chce się dogadać, a nie potrafi na razie. Czaisz różnicę? nie o chłopach. Nie skupiamy się tu na chłopach. Nie ten temat.
                            • orangeplus Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 16:59
                              Jak na joginkę i kobietę z pustą szufladką w głowie zdecydowanie zbyt dużo gadasz big_grin
                              A tak w ogóle to dlaczego wycięto mój post pytający cię ile razy się rozwodziłaś?
                              • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 17:06
                                możliwe, ze zachowujesz się nad wyraz tendencyjnie.

                                jak Elizabeth Taylor, 10 razy. A może 11. Rozumiem, że to ma dla Ciebie przeogromne znaczenie.

                                nie jestem joginką smile Nie znasz się ni cholery na kobietach ani na rozmowach. A szkoda.
                                A ludzie często dużo gadają, jeśli chcą dużo gadać. Dziwne, co? tongue_out
                                • orangeplus Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 17:29
                                  Elizabeth Tylor wychodziła za mąż 8 razy, w tym dwukrotnie za tego samego faceta. Mniej gadaj, więcej czytaj. (ja już ci to chyba kiedyś radziłem, ale pewnie też wycięli) big_grin
                                  • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 20:10
                                    to ją pokonałam w tym rankingu. Więcej myśl o czym rozmawiasz - bo pytałeś o moje rozwody, nie o Elizabeth Taylor - a mniej doradzaj.
                                    o celebrytach, żywych jak i zmarłych, czytać nie zamierzam

                                    big_grin

                                    ps. nie przegadasz mnie - ale próbuj smile lubię nowe maskotki tongue_out
                    • 7mandarynka Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 23:19
                      Wiesz co mi też było ciężko znieść jego milczenie i chłód sad i już sama nie wiem ale z teraz jak na to patrzę to może trzeba było dać pomilczeć .)Wydaje mi się że faceci tak mają że czasem ( właśnie w tych trudnych sytuacjach ) wolą pomilczeć . U mnie wszytsko świeże jeszcze i nie wiem czy by coś to zmieniło gdybym nie naciskała na rozmowy i tłumaczenia , ale napewno naciskanie na to zeby ze mną porozmawiał - nie pomogło ,sad
                • esteraj Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:49
                  mayenna napisała:

                  > Bo to chodzi o taki komunikat z szacunku właśnie dla tej odmienności.

                  Racja, ale Anderikka również mogła powiedzieć o tym, co czuje, kiedy rodzą się w jej głowie różnorakie domysły. Mogła powiedzieć, że czuje się zignorowana, bo podskórnie wyczuwa jakiś problem i chciałaby mu pomóc...
                  Tylko czy rzeczywiście chodziło o pomoc?
                  Czy nie chodziło tutaj o zaspokojenie własnego ego, bo przecież milczenie oznacza odrzucenie i ignorancję...?
                  Kiedy ma się czyste zamiary zazwyczaj takie incydenty nie mają racji bytu.
                  To nie jest oskarżenie Anderikki. Po prostu nasze ego jest, jakie jest...
    • zmeczona100 Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 20:37
      > W skrócie: zaczęło się od tego, że mój facet w piątek „zamknął się w sobi
      > e”, tj. po powrocie z pracy był milczący, nie odzywał się - jak to czasem
      > bywało kiedyś (czego zresztą nie znosiłam). Spytałam raz, o co chodzi. Oczywiś
      > cie „o nic”, postanowiłam więc nie zwracać uwagi. W sobotę wieczore
      > m jeszcze raz spytałam, czy coś jest nie w porządku. Odpowiedź: „Nie, wsz
      > ystko jest w porządku”.
      > W niedzielę rano powiedziałam mu, że można chyba chociaż powiedzieć, o co chodz
      > i.

      Obejrzyj to:

      www.youtube.com/watch?v=qkstyUCyVtU
      Co do reszty- nie będę się powtarzać.
      Ale cuda się zdarzają.
      Ponoć.
    • anderikka Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:23
      Lampko, owszem, dzięki rozmowom z psychologiem jasne jest, że
      1. On zamyka się, bo „obrabia coś w skorupie” (to sformułowanie jest genialne, biorę smile
      więc powinnam dać mu spokój.
      2. Ja nienawidzę zamykania się „ot tak” i uważam, że to zwykły brak szacunku - i że można chociaż powiedzieć osobie, z którą się mieszka „Sorry, mam problem, przetrawię i dam znać”
      List może bym i napisała, ale to byłaby moja piąta próba (wyciągnięcia ręki) pod rząd, a na to na razie nie mam ochoty.

      Zmęczona - kiedyś to widziałam, to jest bardzo fajne. Tyle że ten pan nie mówi o konkretach, a wycofanie się (czy nazwać to siedzeniem w jaskini czy w „pudełku nicości”wink chyba nie powinno trwać zbyt długo?
      Ja stwierdzam, że moja granica wytrzymałości leży między dobą a półtorej doby. Na razie, bo możliwe, że w przyszłości się zmniejszy.
      Co do „cudów” - tak czy inaczej ten ponad miesiąc (do piątku) minął nawet bez żadnej drobnej kłótni, było spokojnie, ciepło, życzliwie i nie wiem, jakich tam jeszcze przymiotników mogłabym użyć. W każdym razie myślałam, że coś się buduje, kruchego może, ale jednak, a tu wszystko się nagle posypało.

      Altz, nie sądzę, że reaguję „nerwowo i nadmiarowo”. A mój facet od psychologa wie, że długotrwałe zamykanie się może być też interpretowane jako rodzaj przemocy (i dlatego Lampka ma rację z tą perwersją).
      • zmeczona100 Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:49
        Anderikka, facet mówi o problemie, kiedy oczekuje pomocy.
        Nie mówi- nie oczekuje pomocy. Co nie oznacza, że problemu nie ma (on).

        Ja jestem mało "żeńska", bo mam identycznie- jak mam problem, to mówię wtedy, gdy oczekuję pomocy- i nie chodzi o wygadanie się, ale o KONKRET.

        W nothing box siedzi się tak długo, jak długo trzeba wink Np., żeby ochłonąć z emocji i wtedy powiedzieć o problemie. Albo na czas znajdowania własnego rozwiązania.

        Ja po prostu udusiłabym się, gdyby mi facet jęczał nad głową- jak Ty to swojemu robiłaś wink

        Inna sprawa, że wtedy daję jasny komunikat, np. "Problem w pracy", "Zaliczyłam mandat" itp. Ale komunikat nie jest zgodą na "Porozmawiajmy" smile

        U mnie jest tak, że czas jest mój, jego i nasz- i tak samo jest z problemami. Kiedy gdzieś czytam czy słyszę, że po to się jest w związku, aby problemy rozwiązywać razem, to aż mną trzęsie wink Inna rzecz- to dobór smile W poprzednim życiu męczyłam się ogromnie, bo miałam na głowie swoje problemy, ale do tego jeszcze wyłącznie na mojej były wspólne problemy i całość pozazawodowych exa. Koszmarrrrr......

        Wam nie wróżę sukcesu z innego powodu- to, co zrobiłaś jest faktycznie niewybaczalne. Tzn. z mojego punktu widzenia. A to ciągnie się przez całe życie- bo pamiętać będzie.
        • anderikka Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:59
          > Ja po prostu udusiłabym się, gdyby mi facet jęczał nad głową- jak Ty to swojemu
          > robiłaś wink

          Zmęczona, czy pytanie raz na dobę jest jęczeniem?

          > Inna sprawa, że wtedy daję jasny komunikat, np. "Problem w pracy", "Zaliczyłam
          > mandat" itp. Ale komunikat nie jest zgodą na "Porozmawiajmy" smile

          Ja nie dostałam żadnego komunikatu, rozumiesz tę różnicę? A o "Porozmawiajmy" to nawet nie ośmieliłabym się pomyśleć smile
          • orangeplus Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 22:03
            Z twoich postów wynika, że ty go męczysz tymi pytaniami od miesięcy. Facet i tak ma anielską cierpliwość, że poszedł na terapię, stara się. To znaczy że nie chce by się to rozwaliło. Ale ty go tymi pytaniami kiedyś wykończysz, tak jak teraz. Facet dostanie szału, wyjdzie z siebie i sobie pójdzie do diabła. big_grin
            • zmeczona100 Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 22:05
              O, to to to.... smile
              • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 09:12
                cóż... jeśli sytuacja pozostanie jaka jest, to Anderrika pójdzie sobie wdiabły, żywo komunikując małżonkowi, dlaczego big_grin

                osobiście komunikuję również wtedy, żeby uzyskać konkretną wskazówkę, żadneog poklepywania cyz rozczulania się nade mną sobie neiżyczę - ale nei widzę sytuacji, że coś trawię, a świat dookoła chodiz na paluszkach, bo szanowna lampka postanowiła nie komunikować się ze światem i jak przemyśli, to rąbnie bombą w otoczenie albo może nei rąbnie, zależy od widzimisię...
                się mówi: ale się wściekłam, potrzebuję czasu. Ablo: ale mi smutno, idę w głąb siebie, nie gadam. I świat kręci się sobie, i nikt mi tyłka nei zawraca pytaniami, bo wiadomo, n aczym stoimy.

                i ile u kobiet jesteście w stanie znieść takiego rycia w skorupce?
                hehe, znając z reguły słaby charakter mężczyzn sytuacja wygląda tak, że jak oni się zamykają, to świecie daj im spokój - ale nie daj Boże, jak kobieta tak samo przestała by kontaktować big_grin
          • zmeczona100 Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 22:04
            > Zmęczona, czy pytanie raz na dobę jest jęczeniem?

            TAK!!!!

            Dostałaś jasny komunikat, że wszystko jest ok. To po jasnącholerę pytasz kolejny raz o to samo? To, poza tym, o czym tu staramy Ci powiedzieć, świadczy, że:
            a/ albo masz sklerozę
            b/ albo nie wierzysz

            Ja nie dostałam żadnego komunikatu, rozumiesz tę różnicę?

            Ja kobieta jednak jestem, więc nie wiem, czy tak akurat mają mężczyźni smile Mój tak ma, ale on nie jest typowy wink
            • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 09:15
              Zmęczona, ale on też dostał jasny komunikat, że wybrał sobie kobietę, która nieokreślonego milczenia nei wytrzymuje

              to albo oboje są ważni, albo tylko on.
              I jego szanowne milczenie.
              • zmeczona100 Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 10:50
                Lampko, z racji tego, że Ogień wybrał sobie Wodę w żadnym razie nie wynika, że aby trwać wspólnie, muszą się obydwoje zmienić w ... parę wodną, aby ze sobą być wink

                Bo toż nie tylko on sobie wybrał, ale i ona sobie wybrała.

                Jeśli wybierałam chuopa, który ma 2m wzrostu i waży 150 kg, to przecież nie będę naciskać, aby schudł o połowę, bo ja "nie mom cym dychać" wink
                • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 11:35
                  ano, ano - niemniej nie tylko jemu trzeba zrozumienia i zrozumienia, i zrozumienia

                  kurczę, przeciez może być milczenie takie... nieobciążające
                  • luciva Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 12:37
                    Ale czy milczenie jest obciążające to już kwestia własnej interpretacji
                    Jeśli facet milczy, pytasz czy coś się stało, on odpowiada, że nic, można zadać pytanie pomocnicze typu - czy ja zrobiłam może coś co Cię uraziło i milczysz, on odpowie, że nie, a Ty dalej bierzesz do siebie i uważasz, że to jakiś ciążący foch - no to tutaj należy raczej skupić się na sobie już i własnym problemie, dlaczego milczenie mnie obciąża, mimo, że on mówi, że jest ok.
                    • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 13:17
                      a, to też fakt

                      o ile on rzeczywiście milczenia nei traktuje i nie traktował jako sposobu na nacisk, walkę czy ukaranie
                    • altz Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 13:31
                      luciva napisała:
                      > Jeśli facet milczy, pytasz czy coś się stało, on odpowiada, że nic, można zadać
                      > pytanie pomocnicze typu - czy ja zrobiłam może coś co Cię uraziło i milczysz,

                      Ja mam pytanie do kobiet. Pytam się, jak w jakimś opisie z demotywatorów:
                      Czy powiedziałem coś, czego nie powinienem powiedzieć?
                      A może nie powiedziałem czegoś, co powinienem powiedzieć?

                      Zazwyczaj rozładowuje atmosferę. smile
                      Jak jest dobre nastawienie, to można porozmawiać, tylko trzeba poczekać, aż emocje opadną, ale jeszcze człowiek się nie zamuruje w emocjach, bo wtedy jest już ciężko.
                      Szczera rozmowa, czasami można sobie nawet wspólnie popłakać, ale ja mięczak jestem i mocno przeżywam. Nie każdy tak ma. wink
                      • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 16:58
                        ano, własnie.
                        Mój ojciec też tak miał - umiał rozmawiać, choć nawet dużo nei mówił -a jak było źle, mówił jedno zdanie, na jaki temat milczy - i milczał. Proste. Zero stresu. A matka robiła piekło milczeniem.
      • chalsia Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 00:28
        > Ja stwierdzam, że moja granica wytrzymałości leży między dobą a półtorej doby.
        > Na razie, bo możliwe, że w przyszłości się zmniejszy.

        a z dzieckiem swoim też tak będziesz postępować jak nie będzie się z Tobą chciało podzielić swoimi sprawami/problemami?
        zapisz się na jakiś trening cierpliwości
        • blue_ania37 Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 06:35
          On się nie zmieni Anderrika tak samo jak ty.
          I to nie znaczy, że ktoś z was jest gorszy, bardziej zły.
          On będzie zamkniętym w sobie facetem, ty będziesz zawsze widziała w tym próbę odrzucenia Ciebie.
          Ja znam też milczącego faceta, tylko, że on robił mi to specjalnie, a twój facet zgodził się na terapię więc nie zakładam, że robi ci to po to by cię zranić.
          Myślę, że wy przeszliście już magiczną granicę po której nie ma małżeństwa.
          Bronicie się przed tym terapią i strachem przed zmianami.
          Ale jeśli nie umiecie zapomnieć i wybaczyć ( a macie prawo bo jesteście tylko ludźmi), to po co się męczyć?
          A
          • kami_hope Re: Nie wiem, co dalej 08.01.14, 20:20
            > Myślę, że wy przeszliście już magiczną granicę po której nie ma małżeństwa.
            > Bronicie się przed tym terapią i strachem przed zmianami.
            > Ale jeśli nie umiecie zapomnieć i wybaczyć ( a macie prawo bo jesteście tylko l
            > udźmi), to po co się męczyć?

            I ja podobnie mysle. Uwazam, ze ten zwiazek nie ma przyszlosci. Jest jakis przymus... czasami to wyglada, jakby ten zwiazek zostal posklejany na potrzeby forum. Anderika lubi pisac, lubi dzielic sie swoim zyciem prywatnym, czasami mam wrazenie ze wrecz ekshibicjonistycznie. Nie rozumie, ze czlowiek moze miec swoje zycie wewnetrzne ot po prostu dla samego siebie i nie chciec sie tym dzielic. Anderika tego nie ma. Dla dobra wszystkich, oboje powinni zaakceptowac swoje odmiennosci i dojrzale ocenic, ze jednak razem im nie po drodze. Zorganizowac sie i porozumiec w kwestiach rodzicielskich, a partnerskie najzwyczajniej odpuscic i zyczyc sobie na wzajem znalezienia drugiej polowki... i szczescia.
            • yoma Re: Nie wiem, co dalej 08.01.14, 20:30
              Nie zgadzam się. Oni są, jeśli się nie mylę, jeszcze bardzo młodzi. Jeszcze przed nimi tona błędów, które można popełnić. Sęk w tym, żeby umieli je sobie wybaczyć i nie popełniać ponownie, czego szczerze życzę.
              • kami_hope Re: Nie wiem, co dalej 08.01.14, 22:52
                Szanuje Twoja opinie. Zgadzam sie, ze sa mlodzi i wcale nie odbieram im prawa do popelniania bledow. I rowniez zycze obojgu jak najlepiej. Niestety zyczenia nawet najlepsze nie zmienia rzeczywistosci. Rzeczywistosc jest taka, ze Ci oboje do siebie nie pasuja. Pomysl... przeciez zwiazki nie rozpadaja sie od tak sobie. Ilez tu ludzi pisalo o milosci do swoich partnerow, nawet po rozstaniu, mowiono ze wciaz kochaja. Krzywdzeni byli, ale kochaja. I im wiecej walki bylo o zwiazek, tym pozniej wiecej frustracji i bolu przy rozstaniu. Nienawisc... Ilu - tu na forum - nienawidzi swoich bylych, albo wrecz calej populacji danej plci?
                Po co na sile? By spelnic oczekiwania innych? By sobie cos udowodnic? Nie wiem... w sumie nie wazne. Fakt, ze niektorzy ludzie lubia komplikowac sobie zycie... i pozniej cierpia. Coz.
                • yoma Re: Nie wiem, co dalej 09.01.14, 09:07
                  Nie wiem, czy nie pasują. Raczej mam wrażenie, że dopiero przerabiają lekcję, temat: Jak To, To Ja Mam Się Liczyć z Odczuciami Drugiej Strony? Jak się nauczą, to będą rokować.
                  • anderikka Re: Nie wiem, co dalej 09.01.14, 09:26
                    Co do niedopasowania (Yoma, pod Twoim wpisem, bo to w jakimś sensie całość): Niedawno ja i mój facet spotkaliśmy się z pewną parą z kręgu jego znajomych, którą znaliśmy dość dobrze kiedyś. Dziewczyna powiedziała mi, że strasznie się ucieszyła, gdy się dowiedziała, że znowu jesteśmy razem, i że po tamtym naszym rozstaniu często mówiła swojemu mężowi, że ja i mój facet na pewno się jeszcze kiedyś zejdziemy, bo idealnie do siebie pasowaliśmy.

                    Nie chodzi mi tu o myślenie życzeniowe, tylko o to, że przeciwieństwa charakterów pod jakimś względem nie oznaczają jeszcze niedobrania pod innymi względami. Ale jak będzie, nie wiem oczywiście.
                    • blue_ania37 Re: Nie wiem, co dalej 09.01.14, 11:12
                      Anderikka!
                      Nie mam żadnych powodów aby życzyć Tobie, Wam żle.
                      Mogę się cieszyć, że jeszcze jedno dziecko ma oboje rodziców razem i tyle i że podejmujecie próby bycia razem.
                      Natomiast w związku z tym, że oceniam to bez emocji i na zimno mam takie zdanie a nie inne.
                      Uważam, że jesteście bardzo mocno osadzeni na swoich pozycjach.
                      Byliscie parą rozstaliście się (jakieś powody były ), poszło tak "grubo", że nie powiedziałaś mu nawet po rozstaniu że będziecie rodzicami.
                      I ta sytuacja trwała długo, bo urodziłaś, nie podałaś o alimenty ani o nic.
                      Mieszkałaś u rodziców, pojawiłaś się na tym forum, że mu powiedziałaś że się wściekł, że nie będziesz chciała alimentów, ale że jak chce to może uczestniczyć w życiu dziecka.
                      Minęła jakaś chwila i wy razem mieszkacie.
                      Postawie Twojego taty się nie dziwię, bo oczywiście woli żeby córka z wnukiem mieszkała z ojcem dziecka niż z dziadkiem.
                      Nie przerabiacie żadnych tematów wg mnie.
                      Każdy stoi na swojej pozycji, on ma do ciebie żal, ty zapomniałaś już jakby że nie powiedziałaś mu o dziecku tylko masz żal o jego milczenie o jego zamknięcie.
                      Wy się już raz rozstaliście i jakieś powody były.
                      Mi chodzi tylko o to, że człowiek ogólnie się nei zmienia.
                      Jak ktoś jest domatorem to nie stanie się duszą towarzystwa.
                      Ja uważam, że pomimo mlodego wieku zrobiliście sobie tyle, że się nie da jakby oddzielić to kreską, i już.
                      Ale jesli macie siły, chęci to próbujcie.
                      Ja nie mam monopolusmile na wiedzę.
                      A
                      • chalsia Re: Nie wiem, co dalej 09.01.14, 12:32
                        > > Mi chodzi tylko o to, że człowiek ogólnie się nei zmienia.

                        nie zmienia się ogólna konstrukcja psychiczna typu eksta- czy introwertyczność
                        ale człowiek potrafi wiele zmienić w sobie - jeśli chce - a zwłaszcza zachowania
                        gdyby było inaczej, to nie byłoby alkoholików abstynentów czy niepalących dawnych palaczy
                        • blue_ania37 Re: Nie wiem, co dalej 09.01.14, 12:43
                          chalsia napisała:

                          > > > Mi chodzi tylko o to, że człowiek ogólnie się nei zmienia.
                          >
                          > nie zmienia się ogólna konstrukcja psychiczna typu eksta- czy introwertyczność
                          > ale człowiek potrafi wiele zmienić w sobie - jeśli chce - a zwłaszcza zachowani
                          > a
                          > gdyby było inaczej, to nie byłoby alkoholików abstynentów czy niepalących dawny
                          > ch palaczy

                          To się nazywa też silna wola.
                          Człowiek może się dostosować, przerobić tematy.
                          Ale nie wierzę w przemianę cech charakteru.
                          Bałaganiarz będzie zawsze miał ku temu ciągoty, a pedant nie będzie miał bałaganu w szafie, oszczędny nei zrobi się utracjuszem.
                          Milczek nie zacznie gadać a uparciuch nie będzie nagle zgadzał się ze zdaniem wszystkich.
                          Może czlowiek zdawać sobie sprawę z tego, że jest np bałaganiarzem i nad tym pracować ale ciągoty zostaną zawsze.
                          A
                          • chalsia Re: Nie wiem, co dalej 09.01.14, 12:47
                            > Człowiek może się dostosować, przerobić tematy.
                            > Ale nie wierzę w przemianę cech charakteru.
                            > Bałaganiarz będzie zawsze miał ku temu ciągoty, a pedant nie będzie miał bałaga
                            > nu w szafie, oszczędny nei zrobi się utracjuszem.
                            > Milczek nie zacznie gadać a uparciuch nie będzie nagle zgadzał się ze zdaniem w
                            > szystkich.
                            > Może czlowiek zdawać sobie sprawę z tego, że jest np bałaganiarzem i nad tym pr
                            > acować ale ciągoty zostaną zawsze.

                            z tym sie zgadzam, jednak powyższe jest IMHO bardzo odległe od zdania " Mi chodzi tylko o to, że człowiek ogólnie się nei zmienia"
                            • blue_ania37 Re: Nie wiem, co dalej 09.01.14, 13:14
                              No bo bałaganiarz będzie bałaganiarzem tylko świadomym i walczacym z tym.
                              W ten sposób człowiek nigdy się nei zmienia.
                              Ten facet z tego wątku i Anderrika też będą mieli takie cechy jakie mają, mogą nad tym pracować ale cechy zostaną.
                              Czy są w stanie przerabiać tematy, mając za sobą żale?
                              Czy da się iść dalej? razem?
                              Jak każdy wybuch powoduję powrót do starych zachowań?
                              Czy terapia tak umie zmienić sposób myślenia?
                              Ja smiem wątpić.
                              A
                              • chalsia Re: Nie wiem, co dalej 09.01.14, 13:26
                                > Jak każdy wybuch powoduję powrót do starych zachowań?
                                > Czy terapia tak umie zmienić sposób myślenia?
                                > Ja smiem wątpić.

                                a ja nie - powtórzę się - gdyby było jak piszesz, to nie byłoby alkoholików abstynentów czy niepalących palaczy
                                • blue_ania37 Re: Nie wiem, co dalej 09.01.14, 14:53
                                  Ale małżeństwa niepijących alkoholików też się rozpadają.
                                  I tam sprawa dotyczy terapii jednej osoby, a przede wszystkim jego silnej woli.
                                  Tu chodzi na terapię para która wzajemnie się poboksowała w życiu.
                                  Oprócz nauki wzajemnej komunikacji, rozumienia drugiej osoby jej reakcji muszą uporać się z żalami które mają wzajemnie.
                                  A oboje mają charakterki takie jakie mają i ja tego nie widzę.
                                  Ale to moje osobiste zdanie.
                                  I życzę żeby się udało.
                                  A
                                  www.youtube.com/watch?v=KMdJL-zpxUo
                      • anderikka Re: Nie wiem, co dalej 10.01.14, 09:42
                        BlueAniu, to jasne, że masz prawo do własnego zdania. Zwłaszcza że (niestety!) prawdą jest to, że u nas było bardzo, bardzo ostro. Ograniczając się tu tylko do mnie: było tyle uraz i wręcz nienawiści, że trudno to wyrazić.
                        Tyle że przy kontaktach / byciu razem tworzą się nowe rzeczy. Dla mnie przeciwwagą (do przeszłości) był np. stosunek mojego faceta do dziecka. Zmierzyć tego nie umiem, ale miało to ogromne znaczenie dla moich myśli, decyzji, uczuć… Do tego zrozumienie własnych błędów oczywiście.
                        Tak czy inaczej mam, tak myślę, dość rozsądku, żeby wiedzieć, że nie wiadomo, jak to będzie.

            • anderikka Re: Nie wiem, co dalej 09.01.14, 08:58
              Piszę, jak umiem.

              Na razie oceniliśmy, że chcemy próbować. Gdy się patrzy z boku, łatwo powiedzieć: "Wam nie po drodze, bo się różnicie".
    • esteraj Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:30
      anderikka napisała:

      > W skrócie: zaczęło się od tego, że mój facet w piątek „zamknął się w sobi
      > e”, tj. po powrocie z pracy był milczący, nie odzywał się - jak to czasem
      > bywało kiedyś (czego zresztą nie znosiłam). Spytałam raz, o co chodzi. Oczywiś
      > cie „o nic”, postanowiłam więc nie zwracać uwagi. W sobotę wieczore
      > m jeszcze raz spytałam, czy coś jest nie w porządku. Odpowiedź: „Nie, wsz
      > ystko jest w porządku”.


      No właśnie, dlaczego kobieta nie może przyjąć ze spokojem stwierdzenia: "Wszystko jest w porządku"?
      Zmęczona, fantastycznie, że przypomniałaś ten wykład o różnicy mózgów.
      Po co szukać dziury w całym?
      Jeśli nawet to nie jest prawda i mężczyzna odpowiada w ten sposób, to czy nie można uszanować jego woli, jego odrębności, chęci wyciszenia...?
      Jest ok., to jest ok. Koniec, kropka.
      Może przyjdzie moment, że partner zechce podzielić się swoim problemem, ale nic na siłę...

      Poza tym:
      > Usłyszałam, że to ja jestem zimna jak lód. A potem, że
      > zniszczyłam mu rodzinę,
      (...) i że nigdy go nie kochałam.
      > Byłam wtedy tak wściekła i rozgoryczona, że krzyknęłam, że owszem, nigdy.

      Ups... Nieciekawa sytuacja.
      Zazwyczaj w złości i emocjach mówi się to, co leży na sumieniu...
      Anderika, chyba czas zajrzeć do swojego wnętrza i odpowiedzieć sobie szczerze na kilka pytań.
      To nic złego, że chcesz być z ojcem swojego dziecka nie ze względu na wielką miłość, ale dla jego dobra, niemniej, nie ma co okłamywać siebie i partnera, że jest inaczej.
      • orangeplus Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:32
        Ale esteraj, kobiety nie znają pojęcia nie myślenia o niczym, bo wy wciąż coś rozkminiacie. O tym że facet mówiąc, że nic się nie stało ma na myśli to, że rzeczywiście wszystko jest ok i nie trzeba go o to milion razy pytać, to psycholog powinien im powiedzieć na pierwszym spotkaniu.
        • anderikka Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:43
          Tak, oczywiście gdyby Twoja dziewczyna / żona przestała się odzywać i na Twoje pytanie w pierwszym, drugim, trzecim dniu odpowiadałaby, że "Wszystko ok", to Ty byś to łyknął bez mrugnięcia okiem, i nawet byś nie zauważył, że już np. dwa tygodnie minęły.
          Nie rozumiesz, że to kwestia czasu?
          A poza tym dlaczego wycofanie się jest w Twojej opinii takie wzniosłe i szlachetne? - kompletnie tego nie rozumiem.
          Esteraj, te wypowiedziane przeze mnie w złości słowa nie są prawdą, więc nie masz racji w tym zdaniu ze stwierdzeniem o dobru dziecka.
          • argentusa Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:51
            rzecz w tym, że facet nie jest DZIEWCZYNĄ.
            Facet, facetem jest.
            I trza to przyjąć. Jak mówi,że ok, to JEST OK. A jak nie jest ok, a mói,ze jest, to jego sprawa, że TY SIĘ NIE PRZEJMUJESZ. Kumasz???? Nie uzależniasz swojego samopoczucia domowego od tego czy facet gada, czy nie gada.
            Proste, jak budowa cepa.
            Trochę mi zajęło zanim tego nie przyswoiłam. Lata całe wink To się mądrzę wink wink wink
            Ar.
            • anderikka Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:56
              argentusa napisała:
              > Trochę mi zajęło zanim tego nie przyswoiłam. Lata całe wink
              > )

              A, tu Cię mam smile
            • zmeczona100 Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:57
              Jest jeszcze jedna prawda objawiona wink Że facet kocha, póki tego nie odwoła wink
          • orangeplus Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:55
            Ewidentnie nie rozumiesz, albo nie chcesz zrozumieć co my ci tutaj próbujemy powiedzieć. A więc czytaj z ruchu moich warg, będę mówił wolno i wyraźnie:

            My, faceci, tak już po prostu mamy. Nie oglądałaś nigdy na FB, albo innych demotywatorach śmiesznych obrazków w stylu: facet leży po seksie z kobietą, patrzy nieprzytomnie w sufit, a kobieta się zastanawia: boże jak mi było dobrze, jemu chyba też, ma taki nieobecny wzrok, mam nadzieję że mu dobrze było, bo mi było, chyba mnie kocha, musi mnie kochać.....
            A facet w tym samym czasie patrzy w sufit i myśli: "Pajęczyna na suficie. Kurwa, gdzieś tu pająki są".

            Rozumiesz aluzję?

            Kobiety mają naturę rozkminiania najdrobniejszych spraw. Tak już mają. To nie jest wada, tak jak nie jest wadą zamykanie się facetów. Po prostu ty jesteś zapewne gadatliwa, a on nie. Tu leży problem. Tutaj szukaj rozwiązania.
            • luciva Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 11:05
              Bardzo dobrze napisane.
              Anderika, właściwie wszystko już zostało powiedziane, wiec głupio się powtarzać.
              Ale.
              Przeczytaj sobie książkę "Mężczyzna od A do Z" nie pamiętam autora, ale Polak, facet.
              Fajnie wyjaśnia naturę męską i różne zachowania.
              Tak szczerze, to typowo jak kobieta szukasz w partnerze żony - co to pogada, pranie zrobi, przemiele wszystkie problemy wzdłuż i wszerz.
              Niestety.
              Od tego są przyjaciółki,.
              Powiedz, po co tak się skupiasz na nim? Jak nie chce gadać, to niech nie gada, nie bierz ztak wszystkiego do siebie. Gadał na tematy typu - wolisz rosół czy pomidorową?
              Jeśli tak, to ok.
              Ja też taka byłam oczekiwałam, że facet zoną będzie rozkmini, 50 raz wyjaśni, wkurzało mnie, że się nie odzywał.
              Jeden mi raz ładnie wyjaśnił: Je..em, to je..em, na c.h.u.y. drążysz? - to taki żart miał być
              A już tak serio - miałam duże tendencje to analizowania, rozkminiania, gadania --a wszystkie tego typu zachowania brałam jako atak na siebie, pewnie mnie już nie lubi, zrobiłam coś nie tak, o co mu chodzi, itd.
              Po pierwsze bez sensu tak zyć jego zżyciem - myślą, zachowaniem, milczeniem.
              Jak coś ma, sam powie. a jak nie powie, jego problem, chyba wie, że duchem świętym nikt nie jest i się nie domyśli.
              Po drugie przeczytałam ww. książkę.
              Po trzecie - spotkałam faceta, chyba o bardzo kobiecym umyśle.
              Świetnie się z nim gadało, dopóki coś nie stawało się przyczyna problemu. Kminił - a jak wtedy powiedziałaś coś tam, to znaczyło że? a może jednak........nie docierało, że np. nie odzywam się nie dlatego, że się obraziłam tylko pracuję (chodziło o gg).
              Czasem coś stawało się zapalnikiem - tam na fb napisałaś w komentarzu, że......... - ja milczałam, i tylko patrzyzłam jak sam się nakręca, jak sam dopowiada wymyślone przyczyny mojego zachowania, jak tłumaczyłam - tak samo się rozkręcał i sam nakręcał, emocje sięgały zenitu, a wyobraźnia cuda mu podpowiadała, jaka to ja jestem i co przeciwko niemu myślę/robię. A to wszystko nie miało NIC wspólnego z rzeczywistością.

              Wtedy zrozumiałam jak to horror, być z kims takim.
              Oszaleć można.
              Zrozumiałam, że : milczy to milczy - nie ma co dorabiać do tego drugiego dna.
              Nie warto myśleć i analizować za dużo, bo można stworzyć problem, którego nie było.
              Nie wszystkie zachowania drugiej strony, których nie akceptujemy i nie lubimy są skierowane przeciwko nam i żeby nam zrobić na złość.
              nie można kogoś poznać, zaakceptować, a potem na siłę żądać żeby się zmienił (ten mój kolega miał np. pretensje, że nie rozmawiamy godzinami przez telefon, i mimo, że kiedyś powiedziałam, ze nie robię tego, nie lubię i nie mam czasu, to potem się na mnie ciągle o to obrażał - czyli -chciał abym była taka, jaką sobie wymyślił, nie widział, że jestem inna, wiec albo to akceptuje i pretensji nie rości, albo niech szuka innej).
              Jeśli decydujesz się z kimś być, nie możesz mieć po jakimś czasie pretensji, że zachowuje się zgodnie ze swoją naturą (nie jest np. wylewny).
        • argentusa Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 21:48
          orange, w życiu nie przypuszczałam, że zgodzę sięz tobą w całej rozciągłości.
          Ar.
    • anbale Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 22:09
      Ja akurat nie zdzierżyłam takiego uporczywego i zaciętego milczenia u eks-męża, zresztą to był jego sposób na "karanie" mnie, środek z arsenału biernej agresji. Wspominam to fatalnie, jako psychiczną torturę i rozumiem Anderikkę...
      Osobiście nie widziałam sensu kontynuowania związku w którym obydwoje się ewidentnie męczymy.
      Teraz jestem z gościem, który też czasem sobie pomilczy, posiedzi w pudełku "nic"- ale zawsze mi odpowie na moje nagabywanie, że to akurat ten moment, gdy tego potrzebuje, jak mu minie to się zgłosi- więc jak ktoś chce, to może, nie trzeba wcale męczyć kobiety.
      • orangeplus Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 22:17
        No więc jak widzisz, faceci tak mają. Pewnie nie wszyscy, ale większość. Gdy partnerzy są dojrzali emocjonalnie potrafią się w "tych" chwilach - lepiej lub gorzej - ale porozumieć. Tylko muszą się tego nauczyć. W przypadku autorki mąż się stara, próbuje się uczuć, chodzi na terapię, chce rozmawiać, ale nie wszystko od razu. To wymaga czasu i na pewno nie pomaga w tym molestowanie w stylu "kochanie, o czym myślisz".
        • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 09:24
          a widzisz, kobiety tak mają. Moż enei wszystkie, ale większośc. Lubią wiedzieć, czy wszystko ok. Jak partnerzy są dojrzali emocjonalnie, to nei mówią: wszyskto ok, po czym nie wywalają gówniarskiej mowy: zniszczyłas mi rodzinę! bo ty nigdy mnie nei kochałaś!
          no, prosze cię...
          ja, nawet po tygodniach milczenia i usłyszeniu takiego komunikatu jedyne co, parsknęłabym śmiechem. Co, daj Boże, zakończyłoby związek z panem skorupką.
          No, bo widzisz - kobiety takie są.
          Nie trawią niejasnych sytuacji, nie lubią sobie życia komplikować. I naprawdę nei mówimy o żadnym rozkminianiu - prsty przekaz. Jedno zdanie z wiarygnodną postawą przy tym, bez napięcia, z dostrzeżeniem drugiego człowieka. Proste.
          • luciva Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 10:51
            Lamko, ale jaka sytuacja była tu niejasna, i co w niej było niejasnego.
            Facet nie miał ochoty gadać, stwierdził, że nic się nie stało.
            Trzeba stwarzać problem, upierać się, że jednak coś się stało?
            Czy można przyjąć, że jednak ludzie różne natury mają?
            Więc co konkretnie jest niejasnego? że facet nie gada> no to niech nie gada, wszak zycie kobiety nie ma polegać na skupianiu się na facecie i jego humorach, czyz nie?
            • anbale Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 11:40
              Myślę, że ludzie po prostu mają różną wrażliwość na takie sytuacje. Jak ktoś np. wyniósł z domu rodzinnego taki kod, że jeśli rodzic ostentacyjnie milczy i ignoruje próby kontaktu; to oznacza, że byłam/byłem bardzo niedobry i coś ze mną jest nie w porządku- to potem reaguje głębokim niepokojem na takie sytuacje.
              Komuś innemu może to kompletnie zwisać i powiewać, bo nic to dla niego nie oznacza.
              Uważam, że jeśli jestem z osobą na której mi zależy, zależy mi na jej dobrym samopoczuciu, to gdy widzę, że źle się czuję z jakimś moim zachowaniem, to mogę choćby w paru słowach wyjaśnić, o co mi biega lub nie biega, i że jak mi przejdzie to pogadamy.
              To naprawdę nie jest wielki wysiłek a uspokaja drugą stronę.
              • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 11:44
                dokładnie tak

                zresztą, uraz to można mieć również, jak milczenie kończyło się zawsze jakąś awanturą nie wiadomo o co
                mądry chłop urazy rozumie - mądra kobieta też - ale żeby zrozumieć cokolwiek, to jednak nazwać trzeba. Nie ma lekcji, jeśli nauczyciel wejdzie i milczy albo zada z podręcznika i się uczcie. A w związku to oboje trochę dla siebie są i nauczycielami, i uczniami. Oboje, na zmianę, a nie tylko jedno.
            • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 11:41
              mają, mają - a tu szczególnie różne mają te natury - tylko nei ma co współczuć facetowi, bo oboje się męczą, a jak mają być razem, to potrzebują wyjścia, które zadowoli ich oboje

              nie zadowoli jego cisza, jej nieczepianie, bo ona nie przemebluje całej głowy, tak samo jak on - z jakiegoś powodu potrzebuje komunikatu

              facet, który sobie a muzom milczy nei wywala potem jakiejśc jazdy o rozbijaniu rodziny i niekochaniu, to jakaś histeria po tym milczeniu wyszła

              mam wrażenie, że jak ona przestanie na jego milczenie zwracać uwgę - co by było najlepsze dla niej i dla niego, to mu przejdzie ochota na to milczenie

              im on bardziej milczy, tym ona radośniej żyje, do koleżanek biega, do mamusi wyjeżdża z dzieckiem albo na Karaiby... to działa. Ale czy jedno albo drugie się zdoła aż tak przełamać, to już ich interes. Bo na razie oboje tracą. A szkoda.
    • tricolour Znaczy, tak... 06.01.14, 22:19
      ... gówno z tego będzie. Z tego związku.

      Jeśli nie potraficie zamknąć raz na zawsze tematu "ty milczysz, a ty mi zabrałaś rodzinę" to szkoda czasu.
    • esteraj Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 22:23
      Anderikka, według mnie Wasz związek będzie miał rację bytu, kiedy przestaniecie patrzeć na siebie jak na wrogów. Wam wydaje się, że zachowujecie się ok. i że się kochacie... Jednak, gdy przychodzi co do czego, to jedno patrzy na drugiego jak na zaborcę i napastnika, czy aby ten drugi nie chce urazić specjalnie, albo za bardzo ingerować w czyjąś przestrzeń...

      Zacznijcie patrzeć i traktować się jak przyjaciele, wierząc, że w każdej sytuacji jedno chce dobra dla drugiego.

      Kiedyś słowo: "kocham" bardzo mnie przerażało. Rodziło jakieś dziwne zależności, bo kiedy się kocha to nie powinno się robić tego czy tamtego (nie powinno się siedzieć w samotności, nie powinno się zwracać uwagi na przeciwną płeć, nie powinno się "dziwnie" uśmiechać albo odzywać, itp.) lub powinno się razem wszędzie chodzić, myśleć podobnie lub inne tego typu rzeczy.
      Ja wolałam, żeby ktoś mnie po prostu lubił. Lubienie oznaczało dla mnie wolność i chęć przebywania z drugim człowiekiem. Nie dlatego, że tak wypada, ale dlatego, że się prawdziwie chce.

      Może zamiast przekonywać się o wzajemnej miłości, zapytajcie siebie z partnerem czy Wy się lubicie...
    • xciekawax Re: Nie wiem, co dalej 06.01.14, 23:55
      Teraz moze zrozumiesz dlaczego nazwalam wasze zamieszkanie razem dzialaniem pochopnym i nieprzemyslanym. (chociaz ty uwazalas ze to jest bardzo przemyslane).

      Jest w was nadal zbyt duzo emocji.

      Dodam jeszcze ze jak zostaniesz w takim zwiazku to padnie ci poczucie wlasnej wartosci, zaakceptujesz swoja "realnosc", i bedziesz tkwila w nieszczesliwym zwiazku. czym dluzej tym gorzej dla Ciebie.

      To ogromne obciazenie byc "singlem", a z dnia na dzien stac sie "boyfiendem" i ojcem! Nie wiem gdzie mialas glowe wprowadzac sie do niego, i nie wiem jak wasz psycholog wam na to pozwolil. Ta sytuacjia byla do przewidzenia.
    • chalsia Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 00:12
      > Reszta była jak lawina. Usłyszałam, że to ja jestem zimna jak lód. A potem, że
      > zniszczyłam mu rodzinę, nigdy nie wybaczy mi tej podłości z odebraniem ojcostwa
      > , i że „nikt normalny by tego nie wybaczył”, i że nigdy go nie koch
      > ałam.
      > Byłam wtedy tak wściekła i rozgoryczona, że krzyknęłam, że owszem, nigdy. Wtedy
      > powiedział, że dobrze to wiedzieć.

      > I tylko nie rozumiem jednego: po co mojemu facetowi była cała ta próba bycia ze
      > mną, czyli z osobą, którą uważa za ostatnie dno?

      nie czytałam całego wątku

      on Cię uważa za ostatnie dno, tak samo jak Ty go NIGDY NIE KOCHAŁAŚ

      obydwoje rzuciliście tekstami, które z prawdą mają niewiele wspólnego, ale miały zranić

      dzieci
    • anderikka Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 08:52
      Zmęczona, nie mam sklerozy smile tylko długie milczenie zaliczam automatycznie do focha. Krótsze zamknięcia się w skorupie mój facet miewał teraz od zamieszkania razem, tolerowałam je bez problemu.

      Orangeplus, nie męczę faceta pytaniami od miesięcy! I teraz też nie „molestowałam” go - pytanie raz na dobę (do kogoś, kto wprawdzie twierdzi, że wszystko ok, ale jego zachowanie wskazuje na coś przeciwnego) to chyba obiektywnie nie jest molestowanie!

      Anbale, właśnie dokładnie o coś takiego mi chodzi - żeby z szacunku dla drugiej osoby chociaż dać sygnał, że coś trawi, chce być sam itp.
      Esteraj: nie wiem, czy patrzymy na siebie jak na wrogów, jednak poza tym to, co napisałaś o zaborcy i napastniku jest w 100 procentach trafione.
      A co do tego, że słowo „kocham” tak Cię przerażało - czy dalej tak masz? Albo to było może po jakichś przykrych przeżyciach, bo dlaczego miłość miałaby przerażać? (a te „zależności” np. dla mnie wcale do „kocham” nie przynależą).

      argentusa napisała:
      > Nie wiem gdzie jest wasza norma, ale ja po usłyszeniu, ze jest ok., mając na uw
      > adze, że nabroiłam jak cholera ukrywając dziecia, odpuściłabym. I poczekała co
      > z tego wszystkiego z chuopa wyjdzie.A czekać to ja potrafię długooo. (imo: chuo
      > p jak milczy to albo: a) coś mieli w sobie, b) nie ma nic do powiedzenia, c) zd
      > ystansowany z natury jest).
      Argentusa, Ty powinnaś humorystyczne poradniki pisać smile
      W takich wypadkach u mojego „chupoa” jest to zawsze głównie „a” połączone z ogólnym i występującym na co dzień „c”.
      Jeszcze przed kłótnią komunikowałam, co trzeba, a on mnie. Przecież w sobotę nawet ze znajomymi się spotkaliśmy (był bardziej milczący, ale nikt nie zauważył, bo 4 dorosłe osoby i 2 małych dzieci to spore zamieszanie). Tyle że w domu przy mnie / w aucie itp. automatycznie ograniczał komunikację do minimum.

      Chalsia - tak, moje słowa były odpowiedzią na jego słowa, że „nikt normalny by nie wybaczył”.
      BlueAnia, Xciekawax - odpowiadam Wam razem: to, jak było przez ten miesiąc, nie potwierdza, że zamieszkanie razem było skazane na porażkę. Co do faceta, który nagle przestał prowadzić życie „singla”: on nigdy nie był typem towarzyskim, jego idealny model życia to była zawsze praca i jeszcze raz praca, prawie do wieczora (jeśli krócej, to trening), i powrót do domu. Pomijam moment, kiedy 2 lata temu coś go opętało, jednak to był wyjątek.

      Dzięki wszystkim za wpisy. Zawsze to inna perspektywa. A wszystko nie znaczy, że nie myślę nad sobą. Zaraz jadę z małym do taty (bo potem do pracy), ale już z nim rozmawiałam przez telefon (bo mój facet przed 7 wychodzi), powiedziałam mu o tej sytuacji, i się nasłuchałam… Ojciec powiedział mi, że zacznie komentarz od tego, że owszem, prawie 30letni mężczyzna mógłby wydusić z siebie krótkie wyjaśnienie, że ma jakis problem i chciałby go w spokoju przetrawić - ale ja mogłam się zdobyć na więcej cierpliwości, zwłaszcza że to mu się zdarza rzadko, do tego przez te dwa dni nie warczał na mnie, nie krzyczał, tylko co widać z relacji próbował się mimo wszystko komunikować, i że ludzie bez wad nie istnieją, a mój facet tę wadę z nawiązką równoważy sowimi zaletami. Ojciec dodał, że co do mojej uwagi o nie kochaniu, to brak mu słów, i jeśli chcę wszystko rozpieprzyć, to oczywiście nikt mi tego nie zabroni. A na koniec powiedział, że powinnam wiedzieć, co mam teraz zrobić, on mi nic radzić nie będzie, bo jeśli sama nie wiem, to „szkoda gadać”.
      No wiec po tych „prysznicach” jadę do pracy i będę myśleć nad sobą sad
      • chalsia Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 09:18
        Ojciec powiedział mi, że zacznie kome
        > ntarz od tego, że owszem, prawie 30letni mężczyzna mógłby wydusić z siebie krót
        > kie wyjaśnienie, że ma jakis problem i chciałby go w spokoju przetrawić - ale
        > ja mogłam się zdobyć na więcej cierpliwości, zwłaszcza że to mu się zdarza rzad
        > ko, do tego przez te dwa dni nie warczał na mnie, nie krzyczał, tylko co widać
        > z relacji próbował się mimo wszystko komunikować, i że ludzie bez wad nie istni
        > eją, a mój facet tę wadę z nawiązką równoważy sowimi zaletami. Ojciec dodał, że
        > co do mojej uwagi o nie kochaniu, to brak mu słów, i jeśli chcę wszystko rozpi
        > eprzyć, to oczywiście nikt mi tego nie zabroni. A na koniec powiedział, że powi
        > nnam wiedzieć, co mam teraz zrobić, on mi nic radzić nie będzie, bo jeśli sama
        > nie wiem, to „szkoda gadać”.

        ojciec Twój powiedział Ci dokładnie to co my tutaj
        masz bardzo mądrego ojca - sluchaj się go smile

        a wiesz, co masz zrobić? no co?
      • triss_merigold6 Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 09:30
        Twój ojciec ma rację.
        Było zamknąć dziób.
        2 dni to nie jest żadne długie milczenie, o ile reaguje na komunikaty "kup mleko, zmień pieluchę, odkurz".
      • argentusa Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 10:04
        Dobry ojciec, mądry ojciec, znaczy goopiej do końca córki nie może mieć, bo przynajmniej 50% masz po nim wink wink wink wink wink.
        Powodzenia, a tej cierpliwości to faktycznie trochę spróbuj potrenować smile
        Powodzenia zyczę!
        Ar.
        • triss_merigold6 Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 10:12
          Po prostu nauczyć się zamykać dziób i nie drążyć, nie dopytywać, nie próbować pomagać jak facet ogranicza komunikację przez 2 dni. Zająć się sobą, dzieckiem, pisaniem rzewnych postów etc. ale nie dociskać biedaka do ściany.
      • zmeczona100 Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 11:23
        > Zmęczona, nie mam sklerozy smile tylko długie milczenie zaliczam automatycznie do
        > focha.

        Jeny, no to nie zaliczaj i będzie po problemie smile
        Jak pisali inni- reaguje prawidłowo na zwykłe sytuacje, to nie szukaj dziury w całym i nie węsz, co jest nie tak.
        • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 11:46
          jedź wtedy na Seszele smile albo nad morze smile albo do Zakopanego!

          odkładaj na takie milczenia pieniądze, ile się da - i w drogę. Każdy spędzi czas jak mu najmilej - on w swoim pudełku, Ty z ludźmi w świecie smile
          • zmeczona100 Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 12:31
            Lampka, toć on nie chciała gadać o TYM; reszta była OK- zobacz, jak spędzali wspólnie czas w okresie tego milczenia.
            Nigdzie nie trzeba wyjeżdżać- wystarczy żyć normalnie, gadać normalnie o normalnych sprawach. Ale nie nagabywać co chwila, bo "on milczy". Milczy na konkretny temat, z konkretnego powodu, a nie tak_w_ogóle.

            Przypuszczam, że niezrozumienie między nami polega na tym, iż Ty to milczenie rozpostarłaś na wszystkie sfery wspólnego życia z chłopem w tym czasie- że on w ogóle nic i na żaden temat i nie reagował na nic. No to to jest zupełnie inny temat, bo wtedy to jest zupełnie co innego.
            • lampka_witoszowska Re: Nie wiem, co dalej 07.01.14, 13:20
              rozpostarłam, milczenie to milczenie

              ale ja nei wykpiłam, ja naprawdę widzę w tym wyjeździe jakies rozwiązanie - ona się nei będzie męczyła, on pomilczy (jeśli to milczenie jest rozpostarte, jak ja odebrałam z wypowiedzi Anderriki)

              i ja rzeczywiście piszę o tym milczeniu takim konkretnym, rozpostartym, taki facet w swojej skorupie pt. "nei wiadomo co on tam robi, może planuje morderstwo albo sobie wspomina seks z byłą, albo co"
    • anderikka Pogodziliśmy się 08.01.14, 09:01
      Wczoraj wieczorem, niedługo po tym gdy przyszedł mój facet (dialog między nami sztuczny, oczywiście minimum), mówię: „Chciałam ci tylko powiedzieć, że te moje słowa o nie kochaniu to nieprawda”. I przytuliłam się do niego, tak jakoś samo wyszło.
      Nie chcę tu robić harlequina, więc napiszę tylko, że reakcja na mój gest była natychmiastowa .
      Chwilę pogadaliśmy, ale wiele się nie dało, bo maluch też domagał się zainteresowania. No to pojechaliśmy wszyscy na kolację, zamiast jeść w domu.

      Tak naprawdę pogadaliśmy na spokojnie dopiero w nocy. Mój facet powiedział mi, że przeżywał problem związany z pracą (to pewna sytuacja, która może się tam zdarzać) i chciał "odczekać” - ale oczywiście nie chciał robić mi przykrości i obiecuje, że postara się w przyszłości co najmniej wyartykułować jakiś komunikat. Powiedział mi też (ale to jeszcze wcześniej), że o niewybaczeniu mówił w złości, a tak naprawdę nie ma już do mnie urazy z powodu tego, co zrobiłam. Był w ogóle tak wylewny - jak na swoje możliwości - że prawie go nie poznawałam, no i to właśnie jest najsłodsze smile dosłownie pierwszy raz w życiu miałam wrażenie, że się otworzył.
      Jeśli ktoś ma do czynienia z takim milczącym i zdystansowanym typem, to pewnie mnie rozumie: to jest tak, jakby zniknęła jakaś zasłona. Wiem, że nie na długo, jednak to coś niesamowicie miłego.
      Jeszcze raz Wam dziękuję za wpisy.

      7mandarynka – nie naciskałam na rozmowę. To odbyło się dokładnie tak, jak napisałam: pytałam (raz na dobę), czy coś jest nie w porządku. Umiem olewać jego krótsze wejścia do skorupy, nie umiem dłuższych.

      Lampka: owszem, na drugi raz pojadę gdzieś, może nie na Seszele, ale wyskoczę z dzieckiem (może bez?) tych kilkaset kilometrów nad morze, bo jest piękne o każdej porze roku, a on niech tam sobie obrabia w skorupie co trzeba smile

      Orangeplus: niby piszesz, że brak pustej szufladki to nie zaleta, ale wada, jednak z Twoich wpisów przebija poczucie, że uważasz „wersję męską”, tj. chowanie uczuć, za lepszą wink

      Luciva, nie wiem, czy ja się skupiam na nim (tak to sformułowałaś). Nie jestem z tych, które próbują z męskich oczu wyczytać pragnienia (choć nic nie mam do takich kobiet). „Mężczyznę od A do Z” mam, dostałam od kogoś z rodziny pod choinkę - więc zajrzę.
      luciva napisała:
      można zadać
      > pytanie pomocnicze typu - czy ja zrobiłam może coś co Cię uraziło i milczysz,
      > on odpowie, że nie, a Ty dalej bierzesz do siebie i uważasz, że to jakiś ciążąc
      > y foch - no to tutaj należy raczej skupić się na sobie już i własnym problemie,
      > dlaczego milczenie mnie obciąża, mimo, że on mówi, że jest ok.
      Obciąża mnie świadomość braku szacunku dla mnie. To jest ta granica, której nie potrafię pokonać, rozumiesz mnie? Dlatego nie uważam, że takie zachowanie jak mojego faceta od piątku było ok. Moim zdaniem wyjaśnienie to minimum - ale przyznaję, że mogłam być bardziej cierpliwa, olać itp. To jest właśnie to, co mówi mój ojciec (i pośrednio większość z Was): że warto to jakoś „przeskoczyć”, jeśli reszta jest ok.
      Ponad dwa lata temu - zwłaszcza teraz po czasie to widzę - te jego „wejścia do jaskini” nakręcały całą spiralę niechęci i wycofania między nami. On się wycofał, ja też, jemu przechodziło, ja trwałam w zaciętości dalej, bo „niech zobaczy, jak to jest”, on się po próbie porozumienia znowu wycofywał, bo może trawił tę niemiłą sytuację, i tak w kółko…

      A że teraz mój facet obiecał mi w analogicznej sytuacji komunikat, ja jemu więcej cierpliwości, więc może przy kolejnej sytuacji spotkamy się gdzieś po drodze i już nie pokłócimy smile
      • lampka_witoszowska Re: Pogodziliśmy się 08.01.14, 09:18
        bardzo, bardzo, bardzo Wam zyczę, żeby było dobrze, pomimo pewnie chwilowych burz nei raz i nie dwa smile
        cieszę się tym obecnym sukcesem smile
        ale fajnie
      • luciva Re: Pogodziliśmy się 08.01.14, 10:05
        Tylko, że to nie jest wcale brak szacunku. To taka natura.
      • triss_merigold6 Re: Pogodziliśmy się 08.01.14, 10:24
        Nie marudź kobieto, to żaden brak szacunku. Facet chciał pomilczeć i pomyśleć (albo pomilczeć bezmyślnie i kojąco), a Ty zrobiłaś scenę.
      • tricolour Re: Pogodziliśmy się 08.01.14, 11:01
        Zgadzam sie z Twoim zdaniem ze milczenie to przemoc. Agresja. W zawoalowanej formie. Facet gdy che miczec powinien powiedziec dlaczego zamyka dziob. I nie byloby problemu. Jednakze on nie umie tego powiedziec a Ty nie umiesz poczekac.
      • yoma Re: Pogodziliśmy się 08.01.14, 11:06
        Anderikka, gratuluję. Także tego, że widać, że obojgu wam zależy. Nieustające powodzenia smile

        Żem sama typ, co dusi w sobie i dusi aż do chwili, kiedy z wrzaskiem pakuje walizkę i trzaska drzwiami, aż tynk leci, wiem jak jest, z obu stron smile Trzymajcie się.
      • chalsia Re: Pogodziliśmy się 08.01.14, 11:07
        . To jest właśnie to, co mówi
        > mój ojciec (i pośrednio większość z Was):

        naucz się widzieć rzeczy jakimi są - w tym wątku nikt Ci tego nie mówił POSREDNIO
        wszyscy (o ile pamiętam) mówili Ci to WPROST - zupełnie tak samo jak Twój ojciec
      • xciekawax Re: Pogodziliśmy się 08.01.14, 15:56
        Klocic sie mozna, czasami nawet jest to wskazane lub zdrowe. Tylko trzeba nauczyc sie klocic tak, aby nie ublizac i zawsze z szacunkiem traktowac partnera. To jest sztuka sama w sobie. U was tego nie ma (przynajmniej na razie), bo od razu w klotni walicie ponizej pasa. To powoduje ze w zyciu codziennym nie ma zaufania miedzy partnerami, nawet jak sobie wszystko wyjasnicie lub "przebaczycie" (bo tak naprawde to nie wiem jak bedziesz mogla zapomniec jego slowa. Nawet jezeli to nieprawda to jaki czlowiek mowi takie raniace slowa swojemu partnerowi? )

        Pokaz mi ludzi jak sie kloca a ja ci powiem czy ci ludzie sa skazani na niepowodzenie w zwiazku.

        Dobre jest to ze wystarczy jedna osoba aby "klotnie" przestawic na odpowiedni tor.
        • anderikka Re: Pogodziliśmy się 08.01.14, 18:35
          Lampko, dziękuję Ci bardzo! smile
          Luciva, Triss: wiem, że to niezamierzone, i już nie marudzę. Ale, tak jak pisze Tricolour, sprowadza się to do zawoalowanej agresji. Zresztą - co widać we wpisach innych osób - cienka jest granica przy interpretacji (tj. czy to zwykłe wycofanie się, czy już rodzaj agresji). Tak czy inaczej mój błąd naprawiłam… A jakby co, to zamierzam pocieszać się słowami Argentusy, bo ona stwierdziła, że tak do końca goopia być nie mogę (i oparła się na naukowych przesłankach smile
          Yoma, dzięki! PS. Ale że aż tynk się sypał, Yoma? No, kto by pomyślał wink
          Chalsia: chodziło mi o to, że na forum o „przeskoczeniu” było mowa pośrednio, tj. nikt dosłownie tak nie powiedział, ale mieliście generalnie na myśli to samo, co mój tato, gdy użył słowa „przeskoczyć”
          Xciekawax, właśnie liczę na to, że się nauczymy…
          • camille1 Re: Pogodziliśmy się 08.01.14, 20:52
            Anderriko, czytając Twoja historię i opis ostatniej awantury mam wrażenie, że "nie ma tego złego...". Ta kłótnia może Was zbliżyć, zmniejszyć "sztuczność" w relacjach.
            Powodzenia

            • anderikka Re: Pogodziliśmy się 09.01.14, 09:03
              Ja od tej kłótni zaczynam sama tak myśleć, zwłaszcza gdy wczoraj mój facet dalej był jak odmieniony.
              Bardzo Ci dziękuję za życzenia powodzenia smile
      • mysik86 Re: Pogodziliśmy się 05.04.14, 12:11
        Zazdroszczę Ci... zazdroszczę wam obojgu... że POTRAFILIŚCIE się pokłócić...

        I tak, jestem facetem ale też mam fochy, obrażam się itp... co prawda nam to przechodzi dość szybko, a wam nie i tym się różnimy. Ja się obrażałem na moją (już eks, ehh...) żonę to się obrażałem 30 minut a potem było OK, ale co to da skoro ona była wciąż obrażona? I tak się ta spirala nakręciła, że teraz się rozwodzimy... Dialogi są BARDZO WAŻNE, u nas tego zabrakło... sad
    • zalosny.jestes Jesteś pewna, że twój mąż jest mężczyzną? 08.01.14, 09:27
      Fochy i "nie bo nie" to domena typowo kobieca...więc?
      • mayenna Re: Jesteś pewna, że twój mąż jest mężczyzną? 08.01.14, 10:09
        zalosny.jestes napisał:

        > Fochy i "nie bo nie" to domena typowo kobieca...więc?
        To musisz poznać mojego eksasmile
        • lampka_witoszowska Re: Jesteś pewna, że twój mąż jest mężczyzną? 08.01.14, 11:21
          wiem, masz na imię Ania jesteś pierwszą żoną niemojego big_grin
      • anderikka Re: Jesteś pewna, że twój mąż jest mężczyzną? 08.01.14, 18:39
        A ty po czym poznajesz, że jesteś mężczyzną?
        • argentusa Re: Jesteś pewna, że twój mąż jest mężczyzną? 08.01.14, 19:17
          Anderikka,
          świeżynka forumowa jesteś, to jeszcze nie wiesz, że ignorujemy zaczepki zakompleksionych i jojczących.
          Męskość to zespół cech. Albo się je ma albo nie ma smile)))))))))
          A w ogóle to fajnie się czyta jak sobie układacie rzeczywistość.
          powodzenia!
          Ar.
          • anderikka Re: Jesteś pewna, że twój mąż jest mężczyzną? 13.01.14, 07:14
            argentusa napisała:

            > Anderikka,
            > świeżynka forumowa jesteś, to jeszcze nie wiesz, że ignorujemy zaczepki zakompl
            > eksionych i jojczących.
            > Męskość to zespół cech. Albo się je ma albo nie ma smile)))))))))
            > A w ogóle to fajnie się czyta jak sobie układacie rzeczywistość.
            > powodzenia!
            > Ar.

            Dopiero teraz zauważyłam Twój wpis.
            Wiesz, generalnie nie mogłam sobie w tej sytuacji darować tego pytania o męskość smile

            Dziękuję smile
            • yoma Re: Jesteś pewna, że twój mąż jest mężczyzną? 13.01.14, 11:18
              Pytanie o męskość było boskie, zwłaszcza w kontekście big_grin
        • yoma Re: Jesteś pewna, że twój mąż jest mężczyzną? 08.01.14, 19:50
          parsk smile

          ładne smile
        • zalosny.jestes Ja? Przede wszystkim, że mam swoje przemyślane 09.01.14, 11:27
          zdanie na wiele spraw, potrafię je uargumentować i nie ulegam presji.
          Duża liczba moich braci samców to chorągiewki, które za cenę dostępu do waginy czy schabowego w niedziele są w stanie zrezygnować ze swojego zdania mimo, iż wiedzą że jest ono ze wszech miar słuszne.
          To moje zdanie i moja (częściowa - w odniesieniu do pytania) definicja męskości - masz prawo mieć inną.
          Pozdrawiam
          • anderikka Re: Ja? Przede wszystkim, że mam swoje przemyślan 10.01.14, 09:44
            Dziękuję za Twoje wyjaśnienia. Również pozdrawiam.
    • cottonka Re: Nie wiem, co dalej 09.01.14, 09:31
      Anderikka, trzymam kciuki za Was. Powiem ci, że mój tez zamyka się w takiej skorupie. Ale ja wiem, że coś go gryzie, choć mówi, że wszystko jest ok. I nie chce gadać a mnie to doprowadza do szału. Jak czasami nie odpuszczę i przyprę do muru okazuje się, że to problemy w pracy. I wtedy, jak to z siebie wyrzuci to naprawdę lepiej się czuje. Czemu ten chłop się nie nauczy, że dobrze jest się wygadać? Gorzej, jak chodzi o mnie, o nas. Kiedyś człowiek się poobrażał, postrzelał focha, ale nie było tego, że zaraz spakuje walizki i sobie odejdzie. A teraz właśnie to jest. I mnie to okropnie dławi gdzieś od środka. Że jak się już raz nie było razem, to zawsze można gdzieś komuś to wywalić ( typu: mam się spakować i odejść, coś jak kształt twojego nigdy ciebie nie kochałam). Wcześniej w kłótniach nigdy tego nie było, nigdy nie było to realne i prawdziwe. Jeny jak to teraz gniecie.
      • luciva Re: Nie wiem, co dalej 09.01.14, 12:24
        Hm, ale może jemu nie jest dobrze się wygadać i nie czuje się lepiej? Wiesz to na pewno?
      • anderikka Re: Nie wiem, co dalej 10.01.14, 10:00
        Myślę, że to nie jest tak, że mężczyźni (ci z natury zamknięci) nie rozumieją, że "dobrze się wygadać". Raczej wolą przerobić emocje we własnej skorupie, i to na nich chyba najlepiej działa. Prawdopodobnie, gdy Ty go przypierałaś do muru, on już miał sprawę przetrawioną smile i stąd Twoje wrażenie. Myślę, że tak właśnie było teraz z moim - potrzebował czasu od piątku do wtorku, i już.
        Co do walizek: można je spakować, można wyjść, ale można i z nimi wrócić następnego dnia, tak więc spoko wink Nie umniejszam Twojego problemu, tylko spróbuj jednak nie bać się na zapas. Ja też próbuję smile
        • cottonka Re: Nie wiem, co dalej 10.01.14, 10:43
          Wiem, bo akurat to mi powiedział, że lepiej. A już nie ważne na jakim "etapie" go złapię. generalnie po nim widać , że coś go gryzie. I to bardzo po nim widać, bo nawet inni się pytają. A jak wiem w czym problem, to zawsze mogę pomóc. Nie wiem czemu, ale ja chłonę jak gąbka czyjeś emocje.
          • kami_hope Re: Nie wiem, co dalej 10.01.14, 21:06
            cottonka napisała:
            >Nie wiem czemu, ale ja chłonę jak gąbka czyjeś emocje.

            Z powodu zaburzonej osobowosci? (moze to byc tzw. osobowosc psychoneurotyczna lub zalezna, niedojrzala, itp.) Co by nie bylo, nie sa to zdrowe reakcje.
          • anderikka Re: Nie wiem, co dalej 13.01.14, 07:19
            Mam w każdym razie nadzieję, że teraz, gdy próbujecie wszystko naprawiać, to jego zamykanie się nie jest zbyt częste.
            Poza tym chyba po każdym widać, że coś go gryzie.
            A z emocjami to rzeczywiście problem, jeśli masz taką naturę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka