Dodaj do ulubionych

STatystyka psychoterapeutów i psychologów

01.02.14, 12:06
Altz napisał, że jest duża nadreprezentacja idiotów wśród psychologów/psychoterapeutów i że można trafić do idioty, bo można.

No więc zróbmy krótką statystyke na bazie forumowiczów i zobaczymy ilu z nas trafiło na psychologów/psychoterapeutów "idiotów" co to nie pomogli a tylko kasę ciągnęli, a ilu z nas trafiło na terapię, która pomogła (choć też mogła kosztować smile )
I mówimy o procesie terapeutycznym a nie jednorazowym spotkaniu.

Korzystałam z pomocy psychologów/psychoterapeutów wielokrotnie - dla siebie ze 3 razy co najmniej, z czego tylko raz odpłatnie, dla dziecka co najmniej ze 2 razy (oba - nieodpłatnie).

Sumarycznie - minimum 5 razy, z czego tylko raz płatnie, wszystkie oceniam pozytywnie.
Obserwuj wątek
    • argentusa Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 01.02.14, 15:13
      dwie terapie, odpłatne - każda złotówka rzetelnie wydana i opłacona.
      przed wyborem terapeuty - wnikliwie szukałam info na temat rzeczonych.
      Eksio mimo, że od zawsze był sceptyczny, też korzystał - już po naszym rozstaniu, tuż przed formalnym rozwodem - od tego czasu ma więcej szacunku dla tej profesji.
      Z tym, że my wiedzieliśmy że od roboty to my jesteśmy w tych układach i nie oczekiwaliśmy ,ze ktoś za nas coś załatwi. Ocena: pozytywna.
      Moje 2 znajome: podobnie
      Znam też jedną osobę, która po 2 latach terapii mówiła, że to pieniądze wyrzucone w błoto.
    • sitniczek Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 01.02.14, 15:56
      Dołączę się, a co.. Jedno spotkanie, babka mnie zastrzeliła tekstem, że można zacząć naprawiać małżeństwo bez nadziei na poprawę... ze śmiechu aż czkawki dostałam i wyszłam. Minus pani Bogusi F.
      • tricolour Że tak zapytam prowokująco... 01.02.14, 17:32
        ... od stomatologa też byś wyszła po tekście "Proszę otworzyć usta. Tego zęba możemy nie uratować" i nigdy więcej nie skorzystała?
        • sitniczek Re: Że tak zapytam prowokująco... 01.02.14, 20:00
          Chyba nie zrozumiałeś. Pani proponowała naprawianie małżeństwa, w momencie gdy ja wiedziałam już, że nigdy nic z tego nie będzie, po tym paru latach użerania się, setkach obietnic złamanych jeszcze tego samego dnia, z wyzwiskami w środku nocy, wszelkiego rodzaju przemocą. To nie ja chciałam naprawiania, tylko pani. I eksio, który na chwilę się obudził..
          • tricolour A to po co poszłaś do psychologa? 01.02.14, 22:32
            Wydaje mi się, że po pomoc się tam chodzi. Może "pani" za pomoc uważała ratowanie małżeństwa?
            • sitniczek Re: A to po co poszłaś do psychologa? 02.02.14, 10:41
              Parę miesięcy przed rozstaniem prosiłam, błagałam eksia, żeby pójść do jakiegoś terapeuty po pomoc, bo się już wali na łeb wszystko. Nie i nie. No to nie, wołami nie zaciągnę. Po rozstaniu poszłam na to jedno spotkanie namówiona przez eksia. Tak właściwie z ciekawości. Dla mnie i tak wszystko było skończone. Eksio chyba liczył na to, że pani mnie przekona do powrotu i nawróci na dalsze z nim małżeństwo.. Cóż, przeliczył się, bo jak usłyszała, jak i co było między nami to zaliczył niezłą zj....ę. Co powiedziała, to powiedziała. Dla mnie i tak już było po ptokach. Ja ratunku nie widziałam i już właściwie nie chciałam, za dobrze typa poznałam, żeby liczyć na jakąkolwiek zmianę zachowania. Musiałby on przede wszystkim chcieć nad tym, sobą pracować, a uważał i do tej pory zresztą uważa, że jest w porządku, to ja miałam nie wiadomo jakie wymagania.
              • tricolour Czyli nie miałaś celu i potrzeby... 02.02.14, 15:25
                ... skoro piszesz: "poszłam na to jedno spotkanie namówiona przez eksia. Tak właściwie z ciekawości. Dla mnie i tak wszystko było skończone....()...Ja ratunku nie widziałam i już właściwie nie chciałam".

                Czyli mowy nie ma o żadnym minusie dla pani Bogusi, bo nie chciałaś od niej niczego. Ani plusa, ani minusa, ani nic. Nic nie chciałaś więc nic dostałaś.
                • sitniczek Powiem tak.. 03.02.14, 09:07
                  Nawet jakbym szukała pomocy, to nie u niej, gdyż nie lubię religijnych, katolickich wkrętów na siłę robionych, nawracania i propagandy jedynej słusznej panującej nam w Polsce religii. A uzależnienie powodzenia terapii i uratowania małżeństwa od tego, czy się chodzi do kościoła (i wierzy ogólnie) jest wg mnie nieporozumieniem.
                  • tricolour A Ty jesteś wierząca? 03.02.14, 10:44
                    Proszę o odpowiedź. Konkretną: tak, nie.
                    • sitniczek Nie 03.02.14, 11:25
                      Nie.
                      • tricolour Do dobrałaś nieodpowiedniego psychologa... 03.02.14, 11:33
                        ... trudno pracować nad sobą pod okiem kogoś, kto ma sprzeczną z naszą, wizję świata.

                        Nie jest minusem wiara w Boga, nie jest minusem brak wiary w Boga.
                        • sitniczek Re: Do dobrałaś nieodpowiedniego psychologa... 03.02.14, 11:44
                          Ale jasno napisałam, panią wybrał eksio. A ja nie chciałam i tak naprawiania tego gó....a. Żadem nic by nie wskórał, bo nie chciałam być z kimś kto mną pomiata i oko podbija.. Minusem nie jest wiara lub jej brak, tylko wciskanie w nią na siłę, w momencie, gdy pani już wie, jaki mam stosunek do niej.
                          --
                          Tu mi czołg jedzie, a tu zawraca..
                          • sitniczek Re: Do dobrałaś nieodpowiedniego psychologa... 03.02.14, 11:45
                            Wiary, gwoli wyjaśnienia.
                            • kami_hope Re: Do dobrałaś nieodpowiedniego psychologa... 03.02.14, 14:15
                              Duzo agresji w Twoich wypowiedziach. Jesli masz zly dzien, to idz wyluzuj w innym miejscu i nie zachowuj sie napastliwie.
                              A moze to Twoje "normalne" zachowanie?
                              • sitniczek Hę? 03.02.14, 14:38
                                Gdzie Ty widzisz agresję? Na kogo napadam? Wyjaśniam wątpliwości co do moich wypowiedzi zainteresowanym, tyle. Chyba, że napastliwością nazwiesz ew. zwrócenie uwagi, że np.w poprzednim poście napisałam coś, czego ktoś nie doczytał. Ale napastliwością bym tego nie nazwała..
                                • kami_hope Re: Hę? 05.02.14, 01:31
                                  he?
                                • luciva Re: Hę? 16.02.14, 13:55
                                  W tym wszystkim chodziło o to, że bez sensu oceniasz psychologa, do którego nie chciałaś iść i w ogóle nie chciałaś korzystać z takiej pomocy. Jesli byłaś nastawiona na nie, to jak mozna dawać minusa, szłaś tam z negatywnym nastawieniem.
                                  W wątku chyba chodzi o to, żeby ocenić psychologów, przez tych którzy chcieli, szukali, poddali się terapii - i teraz z perspektywy mogą coś powiedzieć.
                                  Ty każdego psychologa oceniłabys na nie, bo byłaś na innym etapie.
        • rar.ely Re: Że tak zapytam prowokująco... 03.02.14, 09:45
          tricolour napisał:

          > ... od stomatologa też byś wyszła po tekście "Proszę otworzyć usta. Tego zęba m
          > ożemy nie uratować" i nigdy więcej nie skorzystała?

          a co ma lekarz wspólnego z psychologiem ?
          psychologia to nie nauka ....
          • kami_hope Re: Że tak zapytam prowokująco... 03.02.14, 14:20
            Moze i tak bylo w poprzednich wiekach. Ludzkosc jednak ewoluuje, a tym samym i poziom swiadomosci.
            Wiadomo, istnieja ludzie lub grupy, ktore wyprzedzaja swiadomoscia epoke lub ktorzy sa opoznieni cywilizacyjnie, pogladowo, itp.
            psychologia.wiedza.diaboli.pl/psychologia-jako-nauka/
    • altz Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 01.02.14, 16:45
      Ja się może również dopiszę. W Polsce co roku odbywa się około 60 tysięcy rozwodów. W wielu z nich wystawia się opinię w ośrodkach RODK. Nie mam danych, ale ośrodków jest tyle, co starych województw, jeśli przyjąć tylko 1-2 opinie dziennie, to stanowi duża ilość. Opinia jest wydawana po 20 minutach rozmowy z każdą osobą, często po generowaniu kłótni po przedstawieniu zarzutów drugiej strony i sprawdzaniu reakcji, na podstawie wycofanych i nie wiarygodnych testów i przez połowę osób bez stosownych uprawnień (brak wpisu na liście biegłych sądowych i sensownych szkoleń). Opinie bywają kopiowane z innych.
      Jak dla mnie to jedna wielka porażka, psycholodzy mają w niej duży udział.
      • argentusa Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 01.02.14, 19:23
        Altz litośći, tobie się pierniczą dwa pojęcia:
        TERAPIA - czytaj pomoc w poradzeniu sobie w trudnosciach życiowych
        DIAGNOSTYKA rodzinna - opinia, którą sąd MOŻE wziąć pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o rozwodzie/separacji i jego warunkach.
        przerobiłam paru terapeutów i NIGDY nie miałam robionych żadnych testów.
        załapałeś w końcu różnicę?
        Ar.
        ps dobra, dobra, wiem,ze to syzyfowa praca. Nie mogłam się powstrzymać. wink
        • altz Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 01.02.14, 20:02
          argentusa napisała:
          > tobie się pierniczą dwa pojęcia:
          > TERAPIA - czytaj pomoc w poradzeniu sobie w trudnosciach życiowych
          > DIAGNOSTYKA rodzinna - opinia, którą sąd MOŻE wziąć pod uwagę przy podejmowaniu
          > decyzji o rozwodzie/separacji i jego warunkach.

          Wybacz, ale zadowala Cię, że złodziej nie kradnie na własnym podwórku? :-o
          Nie można tego rozdzielać, bo to jest jedno szambo.
          Jeśli już, to często pseudodiagnostyka rodzinna smile

          Co do terapii czytam różne dyskusje na ten temat, powiedziałbym, że jest pół na pół ze skłonnością do dojenia pieniędzy i wymyślania bardzo dziwnych i wątpliwych metod.

          Chętnie posłucham opinii. Mógłbym być złośliwy i pokazać palcem, kto na forum chwali terapię zakończoną sukcesem, a tego zupełnie nie widać. big_grin Nie zamierzam pokazywać, niech im będzie. wink
          • tricolour Terapie są też na NFZ... 01.02.14, 22:35
            ... więc nie ma dojenia, tylko odzyskanie wpłaconych składek.
            • altz Re: Terapie są też na NFZ... 02.02.14, 11:03
              tricolour napisał:
              > Terapie są też na NFZ...
              > ...więc nie ma dojenia, tylko odzyskanie wpłaconych składek.

              Ile wtedy trwają? Czy też się zdarzają terapie po dwa lata i dłużej w ramach NFZ?
              • anbale Re: Terapie są też na NFZ... 02.02.14, 12:37
                Tak, zdarzają się terapie wieloletnie w ramach NFZ. Nawet i terapie wyjazdowe bywają w przypadku jakichś ciężkich nerwic.
                To normalne, że w niektórych przypadkach krótka terapia jest bezcelowa. Nie ma efektów, więc po co...Gdyby miała się skończyć na jednym/paru spotkaniach to wtedy byłaby wyrzucona kasa w błoto.
                • amsterdamska_mgla Re: Terapie są też na NFZ... 03.02.14, 23:51
                  Terapie na NFZ są w pełniejszej niż prywatne, opcji. Poradnie o różnych profilach, ośrodki dzienne, ośrodki stacjonarne, PZP, szpitale itp. Terapia na NFZ może być i bardzo często bywa, długoterminowa.
      • rar.ely masz racje altz 03.02.14, 11:14
        jezeli chodzi o osrodki , terapie rodzinne, mediacje to jest delikatnie mowiac "metna woda " ludzie po kursach bez certyfikatow bezrobotni albo malarze pokojowi ktorzy doszli do wniosku ze zima kiedy nie ma zlecen dorobia "pomagajac innym" naprawic malzenstwo emeryci ktorzy chca dorobic "stowke " do emerytury abolwenci szkol psychologi slonca tanca i gotowania na gazie

        generalnie klimaty " wrózbity macieja" i "pana Mirka handlarza samochodami" plus naprawde kursy i szkoly ktore bo pod postacia platnych superwizji i certyfikatów działaja jak piramidy finansowe

        ale zawsze na leczeniu bylo najwiecej "wałkow" cudowne lekarstwa preparaty terapie zaklecia czary rece ktore lecza niszczesliwy czlowiek rozbity i " na zakrecie " jest podtany na takie cudowne terapie i łapie sie brzytwy

        natomiast na dobrym poziomie stoi w polsce stara terapia behawioralna leczaca uzaleznienia albo kompulsje ale tam nie ma zadnych cudów tylko praca grupowa pacjentow i pomoc psychologow ale certyfikowanych ludzi z duzym doswiadczeniem zawodowym i zyciowym plus opieka psychiatryczna jezeli nawet nie pomoga to na pewno nie zaszkodza jest normalnie na NFZ naprawde za darmo jest to poziom który za granica kosztuje duze pieniadze...

        niestety juz ciezko o 2 letnia terapie na NFZ bo wszedzie sa oszczednosci i ciecia kosztow

    • tricolour Ja po terapii... 01.02.14, 17:28
      ... żadnych negatywnych odczuć, a terapeutów było ze czterech. Żona po terapii - takie samo pozytywne odczucie. Naszym wspólnym zdaniem pomoc psychologiczna powinna być elementem edukacji.

      Córka także korzystała i zadowolona.

      PS. Nie podejrzewam, by na nasz trójkolorowy widok durnowaci psychologowie nagle nabierali rozumu i chęci do pracy.
      • rar.ely Re: Ja po terapii... 03.02.14, 09:50
        tricolour napisał:

        > ... żadnych negatywnych odczuć, a terapeutów było ze czterech. Żona po terapii
        > - takie samo pozytywne odczucie. Naszym wspólnym zdaniem pomoc psychologiczna p
        > owinna być elementem edukacji.
        >
        > Córka także korzystała i zadowolona.
        >
        > PS. Nie podejrzewam, by na nasz trójkolorowy widok durnowaci psychologowie nagl
        > e nabierali rozumu i chęci do pracy.


        Pan bedzie zadowolony Pani bedzie zadowolona a dzieciaki hmm... dzieciaki tez beda zadowolone..................doooooogadamy sie bedzie dooooobrze
    • mayenna Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 02.02.14, 10:54
      Ja trafiłam na panią psycholog, która z etyka zawodową była na bakier: weszła w trakcie terapii w związek z pacjentem. Byłam tez świadkiem jak po wódce proponowała pierwszy raz widzianym panom zrobienie loda. Ogólnie miała romans z przełożonym, który ja upokorzył publicznie i już się po tym nie pozbierała emocjonalnie- przynajmniej w czasie, gdy miałam z nią kontakt. Cały czas przyjmowała pacjentów.
      Drugi psycholog - wojskowy - ewidentny problem z alkoholem, prywatnie w dziwnym związku ( drugie małżeństwo), rozmasował na boku, często z pacjentkami.
      Trzecia pani socjoterapeuta: sympatyczna, fachowa, tylko z lekka " nawiedzona". Nie umiem inaczej tego określićsmile
      • anbale Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 02.02.14, 12:32
        Znam jedną terapeutkę od uzależnień, którą w kontaktach prywatnych uważam za niekulturalną, prostacką i roszczeniową, ale słyszałam, że pacjenci z terapii grupowej cenią ją za "konkretność". Czyli jakoś potrafi do nich dotrzećsmile
        Młodego psychologa po studiach, nieco leniwego i niesłownego, takie trochę "dziecko kwiat", można się go obawiać- ale może jeszcze się wyrobi...
        Inni z którymi się zetknęłam raczej na gruncie prywatno- zawodowym byli na ogół ludźmi zaangażowanymi w pracę, często mądrymi i przyjaznymi, wiem, że również cenionymi przez "pacjentów"
    • katja75live Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 02.02.14, 12:44
      Ja kozystalam z terapii dla par z wiadomym skutkiem smile
      No wiec tak, obie terapie uwazam za duuuze porazki, ciagniecie kasy za prawienie oczywistych oczywistosci, drugi terapeuta byl uwazam nawet osoba, ktora nie tylko nie pomogla, ale i zaszkodzila. Gdybym miala wiecej sily i energii, mysle ze moglabym zglosic jego dzialania jako ''niedopuszczalne'' i sprzeczne z zasadami wykonywania zawodu.
      Po tych doswiedczeniach dochodze do wniosku, ze albo sobie ktos sam pomoze, albo nikt mu nie pomoze, dotyczy to zwlaszcza terapii dla par, jak dla mnie wymysl marketingowy na potrzeby zarabiania pieniedzy. Nie znam nikogo, komu taka terapia pomogla (wszyscy sie rozstali).Zdecydowanie odradzalabym kozystanie z usluch psychologow.
    • amsterdamska_mgla Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 02.02.14, 16:19
      Doświadczenia moje, dziecka, przyjaciół 100% zadowolenia, żadnych skuch, żadnych porażek.
      • katja75live Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 02.02.14, 17:13
        A mozesz napisac amsterdamska- mglo, w czym konkretnie Ci pomogl psycholog, albo Twojemu dziecku. Pomogl Ci podjac decyzje o rozwodzie, pomogl po rozwodzie sie pozbierac? Czym konkretnie wyrazala sie ta pomoc, cos Ci zasugerowal czy po prostu wysluchal? Byla to pomoc dluzsza (terapia), czy pare spotkan. I jak pomogla Twojemu dziecku?
        Pytam tez wszystkich ktorym terapie pomogly, bo zupelnie nie moge sobie tego wyobrazic.
        Prosze, jesli mozna o konkrety, przyklady porad, jaka to jest pomoc.
        • tricolour Konkretnie to jest tak, jak... 02.02.14, 20:56
          ... z dentystą. Jeśli masz chory ząb, chcesz go wyleczyć, idziesz do stomatologa z chęcią wyleczenia, postępujesz wedle jego wskazań, to da się wyleczyć.

          Bo pacjent czujący ból zęba nie wie jaki jest tego powód, sam do buzi nie zajrzy i ma się zdać na wiedzę i doświadczenie lekarza. Nie kombinować, nie mędrkować i udawać mądrzejszego, nie dłubać samemu tylko otworzyć dziób i resztę pozostawić lekarzowi, bo od tego on jest.

          Tak samo z każdą inna terapią: pozwolić się zdiagnozować, pozwolić się wyleczyć, postępować wedle wskazań.
          • katja75live Re: Konkretnie to jest tak, jak... 03.02.14, 08:54
            No to wlasnie o to pytam Tricolour, jakie dostales zalecenia, tak konkretnie, podaj chociaz jeden przyklad. Bez zlosliwosci sie pytam, pytam bo na podstawie moich doswiadczen, nie umiem sobie tego wyobrazic.
            • tricolour Na przykład... 03.02.14, 10:57
              ... prowadzić dzienniczek uczuć.

              To bardzo ważna umiejętność nie tylko nazwać swoje uczucia, ale także wiedzieć skąd się biorą, umieć je stopniować, by reakcja (zachowanie) była adekwatna do przyczyny (uczucia).

              Zauważ - z tego wątku - z jaką łatwością ludzie deprecjonują psychologię, terapie. A dlaczego deprecjonują?

              1. Bo albo nie wiedzą co to w ogóle jest więc ze strachu przed nieznanym.
              2. Czują, że jest im to potrzebne, bo z czymś sobie nie radzą, ale wstyd nie pozwała na pomoc sobie.
              3. Są zniechęceni negatywnym doświadczeniem z innych terapii.
              4. Zaśmiewają własne niedobory w stylu: przespałem się z psycholożką.

              Jakby na to nie patrzeć, to wychodzi, że dorośli ludzie - ci deprecjonujący - to albo tchórze albo ignoranci, którzy nie tylko nie wiedzą, ale zdając sobie sprawę z własnej niewiedzy - nie chcą wiedzieć. Tego nie wyleczysz tabletką, to trzeba w sobie zmienić samemu pod okiem.... psychologa.
              • katja75live Re: Na przykład... 03.02.14, 11:11
                Dziekuje za odpowiedz, wlasnie o cos takiego mi chodzilo, moze wypowie sie jeszcze wiecej osob?
                • tricolour I dodam jeszcze... 03.02.14, 11:23
                  ... tak z historii forum.

                  Kobiety często piszą, że namawiały swoich facetów na terapię gdy walił sie związek. A faceci twierdzili, że żadna terapia nie jest im potrzebna. Właśnie takie kategoryczne stwierdzenie wobec faktu, że wali się małżeństwo najlepiej świadczy z jakim lękiem podchodzi się do psychologii. Że jest konieczna pomoc, a w zasadzie alarmowa interwencja, a facet mówi: nic nie jest potrzebne. Sami damy radę... i gówno z tego wychodzi.

                  Nie dość, że padł związek, to na dodatek nie wiadomo dlaczego. Tak się samo wzięło i samo stało. A jest pod ręką, wręcz za darmo, dobre narzędzie poznawcze w postaci terapii. Narzędzie poznania siebie.

                  Dobrze jest wiedzieć dlaczego nie lubię terapeuty, którego na oczy nie widziałem.
                  • chalsia Re: I dodam jeszcze... 03.02.14, 17:54
                    tricolour napisał:

                    > ... tak z historii forum.
                    >
                    > Kobiety często piszą, że namawiały swoich facetów na terapię gdy walił sie zwią
                    > zek. A faceci twierdzili, że żadna terapia nie jest im potrzebna. Właśnie takie
                    > kategoryczne stwierdzenie wobec faktu, że wali się małżeństwo najlepiej świadc
                    > zy z jakim lękiem podchodzi się do psychologii. Że jest konieczna pomoc, a w za
                    > sadzie alarmowa interwencja, a facet mówi: nic nie jest potrzebne. Sami
                    > damy radę... i gówno z tego wychodzi.
                    >
                    > Nie dość, że padł związek, to na dodatek nie wiadomo dlaczego. Tak się samo wzi
                    > ęło i samo stało. A jest pod ręką, wręcz za darmo, dobre narzędzie poznawcze w
                    > postaci terapii. Narzędzie poznania siebie.
                    >
                    > Dobrze jest wiedzieć dlaczego nie lubię terapeuty, którego na oczy nie w
                    > idziałem.

                    trafione w 100%
                • xciekawax Re: Na przykład... 03.02.14, 16:19
                  Chodzilam na terapie 8 miesiecy 3 lata temu, prywatnie, uwazam te pieniadze za najlepsza inwestycjie w siebie - poniewaz nie tylko pomoglo mi to przejsc przez rozwod, pozbierac sie, ale poznalam pewne techniki zachowan, zmienilam swoja mentalnosc, a to przeciez bedzie ze mna na cale zycie.

                  Np: moj wybor partnera byl spowodowany tym w jakiej rodzinie sie wychowalam. Ciagnelo mnie do nienormalnosci bo z tym czulam sie "bezpiecznie". Terapia nie tylko pozwolila mi to zobaczyc ale rowniez zdiagnozowac dlaczego tak czuje/mysle/uwazam itd... Gdy czlowiek zmieni swoja swiadomosc, gdy okryje ta przykrywke ignoracni - to juz nie jest sie tym samym czlowiekiem. przychodzi oswiecenie.

                  To tylko maly przyklad aczkolwiek wazny. Terapia zmienila wiele aspektow mojego zycia. Nigdy nie bralam lekow. Jestem bardzo szczesliwym czlowiekiem. Na terapi nauczylam sie jak rozwiazywac problemy i choc nie zawsze wychodzi mi to wspaniale, to jednak rozwiazuje te problemy juz sama - nie potrzebuje z kazdym zmartwieniem latac do psychologa. Dlatego mysle ze terapia to investycjia w siebie.
                  • chalsia Re: Na przykład... 03.02.14, 17:57
                    Dlatego mysle ze terapia to investycjia w sie
                    > bie.

                    zgadzam się w 100%
              • altz Re: Na przykład... 03.02.14, 18:35
                tricolour napisał:
                > Jakby na to nie patrzeć, to wychodzi, że dorośli ludzie - ci deprecjonujący - t
                > o albo tchórze albo ignoranci, którzy nie tylko nie wiedzą, ale zdając sobie sp
                > rawę z własnej niewiedzy - nie chcą wiedzieć. Tego nie wyleczysz tabletką, to t
                > rzeba w sobie zmienić samemu pod okiem.... psychologa.

                A nie bierzesz pod uwagę, że mają duże doświadczenie i po prostu nie chcą iść do "konowała"?
                Mógłbym podać kilka takich osób i zacytować o nich opinie innych, często nastawionych wcześniej bardzo pozytywnie, a wręcz zdruzgotanych czy zażenowanych poziomem i zachowaniami tych psychologów. Wczoraj dostałem następną negatywną z wątpliwościami czy ten "specjalista" jest normalny. Nie pytałem o opinię, nie zaczynam tego tematu poza forum, zwyczajnie słucham ludzi i dowiaduję się mimochodem.
                • tricolour Nie, nie biorę pod uwagę... 03.02.14, 19:31
                  ... takiego czegoś jak "doświadczenie" zdobyte poprzez unikanie konowała. Przez unikanie można co najwyżej wytrenować nagłe znikanie za rogiem lub chodzenie w czapce-niewidce.

                  Można mieć natomiast negatywne OSOBISTE doświadczenie. Tyle, że nabywanie stałego negatywnego doświadczenia też nie jest bez powodu. Przeczy temu zdrowy rozsądek więc stałe negatywne doświadczenie w kontaktach z psychologami jest wdzięcznym tematem na terapię. U psychologa.

                  Bo wiesz, mam tu małego synka pod ręką. I on tak długo próbuje, aż się nauczy. Jemu unikanie do małej głowy nie przychodzi, wręcz przeciwnie.
                  • altz Re: Nie, nie biorę pod uwagę... 03.02.14, 20:50
                    tricolour napisał:
                    > Można mieć natomiast negatywne OSOBISTE doświadczenie. Tyle, że nabywanie stałe
                    > go negatywnego doświadczenia też nie jest bez powodu. Przeczy temu zdrowy rozsą
                    > dek więc stałe negatywne doświadczenie w kontaktach z psychologami jest wdzięcz
                    > nym tematem na terapię. U psychologa.

                    Ale wiesz, ze nie jesteś powodem do dumy dla psychologa z powodów terapii? smile W każdym razie nie powinieneś być. smile
                    Może Zmęczona zrobiła duże postępy, ale może dzięki sobie przede wszystkim? Może ktoś inny jeszcze? Ogólnie, wyniki tych reklamowanych na forum terapii jakoś nie rzucają na kolana.
                    • tricolour Mnie duma psychologa nie obchodzi... 03.02.14, 20:53
                      ... gość może się nawet powiesić z mego powodu - jego sprawa.

                      Mnie obchodzi moje życie.
                      • altz Re: Mnie duma psychologa nie obchodzi... 03.02.14, 21:16
                        > Mnie duma psychologa nie obchodzi...

                        big_grin
                        Dziękuję za poprawienie nastroju smile
        • amsterdamska_mgla Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 23:54
          Kattja, proces psychoterapii jest tak długi, głęboki i intymny, że nie jestem w stanie tego ująć, streścić, zawrzeć w jakiejś, choćby najdłuższej, opowieści. Właśnie dlatego, że jest to proces zmian, a nie zbiór metod. Jeśli interesuje Cię, jak działa proces, relacja terapeutyczna, zachęcam Cię do lektury powieści psychoterapeuty Yaloma.
      • rar.ely Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 09:24
        amsterdamska_mgla napisała:

        > Doświadczenia moje, dziecka, przyjaciół 100% zadowolenia, żadnych skuch, żadnyc
        > h porażek.

        wow.. leczymy nawet najbardziej opornych smile
        • amsterdamska_mgla Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 23:58
          MiSZCZ ciętej riposty, wow.
    • anderikka Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 07:31
      Nasz psycholog jest osobą, którą mogłabym polecić każdemu z problemami rodzinnymi (i problemami ze sobą). Podobne zdanie ma mój facet, zresztą to on go znalazł.

      Moim zdaniem, jak w każdym zawodzie, może trafić się ktoś zupełnie nie na miejscu, jednak za strasznie niesprawiedliwe dla tej grupy zawodowej uważam stwierdzenia w stylu, że terapie są bez sensu, że jak sobie nie pomożesz, to nikt ci nie pomoże.
      Na pewno dodatkową trudnością jest to, że trzeba dobrać się z psychologiem, to znaczy dobrze jest odbierać "na wspólnych falach". Być może są osoby w ogóle tak negatywnie nastawione, że rzeczywiście nie przełamią się i nic im nie pomoże.
      Jednak chyba nie wypada po jednak własnej nieudanej próbie i nieudanej próbie np. sąsiadki i jeszcze cioci Ziuty podsumowywać sensu istnienia tego zawodu.

      PS. Nie wiem, Chalsia, czy mimo wszystko ten i ów nie podważy Ci metodologii w tym wątku wink
      • kasper254 Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 08:53
        1.Porównywanie czynności wyrywania zęba, czy w ogóle czynności dentystycznych, do wizyt u psychologa czy psychoterapeuty, jest kompletnym nieporozumieniem lub/i niezrozumieniem. Dentysta podejmuje pewne w miarę zalgorytmizowane czynności - z udziałem pacjenta - który wskazuje zazwyczaj do wyrwania chory a nie zdrowy ząb.
        W gabinecie psychologa czy psychoterapeuty dwie strony (tenże i pacjent) działają w warunkach kompletnej niepewności, poruszając się niemalże w ciemności. Nie rozumieją się, nie obchodzą siebie w ogóle (poza stanem konta), a psycholog czy psychoterapeuta prowadzi swoistą grę kombinacyjną, w trakcie której najczęściej ucieka w swój świat, co ma do załatwienia, co zapomniał itd. Realizuje styl bodźcowy, czasem rygorystyczny, a czasem inny, który mu przyjdzie do głowy w zależności od nastroju, łatwowierności pacjenta itd..Wychodzi to najlepiej u seksuologów: myślą może o pierdołach, a może o cipce pacjentki, gdy ona myśli np. że chce pomóc lub może zaczyna ją kochać. W ostateczności zawsze chodzi o kasę, ale może też chodzić o zaspokojenie swoich żądzy. Szereg badań potwierdza dominację "ja" wszystkich fachowców od "duszy". Ten proces nie omija gabinetów psychologicznych czy psychoterapeutycznych. Ba, tu ma wdzięczne pole do popisu.
        2.Jestem pewien, że najlepszą pomoc w leczeniu (poza lekami) daj a życzliwi, kochający ludzie, ci, którzy chcą być ze mną, dla mnie, przy mnie, dla jutra, dla wspólnego świata. Plus: katorżniczy sport: biegi, pływanie itd.
        • katja75live Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 09:00
          No wlasnie, mnie na przyklad bardzo pomogli bliscy mi ludzie, kolezanki w pracy i moja ukochana mama. No moglam na przyklad zamiast do nich, wygadac sie do psychologa, ale to chyba nie o to chodzi. Chyba psycholog powinnien zaproponowac jakas bardziej konkretna pomoc, jakies cwiczenia, zadania no nie wiem, wlasnie tego bym sie chciala dowiedziec...
          Moze sie podzielimy tu na forum ta wiedza''tajemna'' i moze ktos dzieki temu zaoszczedzi pare groszy smile
          • luciva Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 16.02.14, 14:52
            Katja, ale psycholog nie jest po to, aby się wygadać.
            Generalnie mówi się, że psycholog, swoimi pytaniami powinien naprowadzić Cię na właściwe wnioski, nie powinien naprowadzać na gotowe rozwiązania.
            Ale napiszę Ci coś.
            Ja akurat nie byłam na terapii, ale byłam u psychologa parę razy. Dzięki temu, że dał mi konkretną radę, odzyskałam jako taki spokój przy rozstaniu.
            Tak ogólnie - terapie mogą dać Ci pomysł na inne reakcje, inne zachowania - co spowoduje inne reakcje innych ludzi i w efekcie zmianę relacji.
        • anbale Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 09:30
          Nie do końca rozumiem postulat, żeby "bliskim, kochającym" ludziom wrzucać na łeb swoje problemy, obarczać ich swoim jakimś popapraniem, że niby są nam to winni czy jak?
          Nie wyobrażam sobie, żebym od mojego partnera oczekiwała, że skoro jest bliski i kochający, to ma mnie wyleczyć np. z ciężkiej nerwicy lękowej, bo przecież nie będę wydawać kasy bez sensu i tracić czasu, więc ma siąść na tyłku, wysłuchiwać moich jazd i głowić się, jak mi skutecznie pomóc, skoro wdepnął w związek ze mną to jego obowiązek, czy co...? Dla mnie to absurd.
          Jasne, można sobie pogadać, wyżalić się, wysmarkać w kołnierz; ale oczekiwać, że druga strona będzie moim pogotowiem psychologicznym wyciągającym mnie z moich schiz- to dla mnie nie fair, to nie w porządku wobec drugiego człowieka.
          • katja75live Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 09:53
            Anabale,
            Ale ja sie z Toba w 100 % zgadzam, tylko ze pomoc psychologiczna to myslalam, ze troche cos wiecej niz wyzalanie sie i wypluwanie swoich problemow drugiej osobie.
            Jesli chodzi o silne nerwice lekowe, to chyba tutaj jest potrzebny psychiatra i leki, wiec to cos zupelnie innego niz psycholog czy terapeuta. Jesli problem wymaga leczenia farmakologicznego to nie podlega to zadnej dyskusji, ja sie chcialabym dowiedziec, jak konkretnie pomaga psycholog.
            • anbale Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 09:57
              Ojej, pomoc zależy od tego jaki masz problem. Równie dobrze możesz spytać jak pomaga neurolog: to zależy z czym przyjdziesz.
              Nerwice leczy się u psychologa, na psychoterapii, bo to nie jest stricte choroba psychiczna, psychiatra przepisuje ewentualnie tylko jakieś leki stabilizujące nastrój.
              • katja75live Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 10:04
                Wlasnie tego sie probuje dowiedziec, jak Tobie konkretnie pomogl psycholog? Jakie dostalas zalecenia, cwiczenie, rady, co konkretnie uwazasz za najwieksza pomoc?
                Jak bysmy rozmawiali o neurologu to bym dostala nazwy lekow, u psychologa sie powinno dostac jakie rady, zalecenia. Tego sie od wczoraj probuje dowiedziec, ale wszyscy ciagle to samo, ze pomogl, byl fantastyczne i tyle.
                • anbale Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 10:11
                  Ale rady, zalecenia na co? Na moczenie nocne, depresje maniakalną czy arachnofobie?
                  Skonkretyzuj.
                  Ja np. miałam problem z relacją z matką, może kiedyś na ten temat napiszę książkę, to podeślę Ci tytuł smile
                  • katja75live Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 10:36
                    No na Twoj problem, czyli trudne relacje z matka. Co poradzila, zrobila psycholog, ze sie z tym problemem uporalas. Jakies pierwsze z brzegu cwiczenie, rada, cokolwiek. Cos co Tobie pomoglo i zapadlo w pamiec. Cos co poradzila psycholog, a sama na to byc nigdy nie wpadla.
                    Chce sobie to jakos wyobrazic. Po tym co wiem od znajomych, mam wlasne doswiadczenia to dla mnie psycholog to raczej ktos komu mozna sie wygadac, ale to przeciez musi byc cos wiecej.
                    • noname2002 Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 12:40
                      Ale to tak nie działa jak sobie wyobraziłaś. Nie przychodzisz do gabinetu, opowiadasz jaki masz problem a psycholog Ci mówi "zrób to i to" np. rozwiedź się z mężem. Często po prostu nie zdajemy sobie sprawy co naprawdę jest naszym problemem i dlatego nie wystarczy się wygadać bliskiej osobie-bo to jest ulga na krótką chwilę. Ja poszłam na terapię(na NFZ), bo nie radziłam sobie w związkach z mężczyznami(powtarzałam cięgle te same błędy) a okazało się, że jest to tylko część problemu. I nie jest tak jak Kacper sugeruje, że psycholog siedzi i myśli o niebieskich migdałach a pacjent się produkuje. Psycholog wychwytuje z tego co mówisz pewne schematy, pomaga Ci je dostrzec i zmienić swoje zachowanie- co wcale nie jest łatwe, niestety.
                    • anderikka Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 12:53
                      Nasz psycholog pokazał nam (na konkretnych przykładach - z opisów sytuacji naszego związku), gdzie i dlaczego rozmijają się nasze przekazy i dlaczego tak ciężko nam się komunikować. Ćwiczyliśmy kiedyś nawet krok po kroku to, jak powinniśmy prowadzić rozmowy, jak reagować w konkretnych sytuacjach - ze względu właśnie na nasze różne style „interakcji” i różne usposobienia.

                      Teraz chodzimy zasadniczo co 2 tygodnie, już nam to wystarcza. Ale cały czas pracujemy nad sobą, m.in. dlatego, że trzeba się jeszcze nauczyć wprowadzać to w życie. Jednak to, że umiesz spojrzeć na siebie „od góry”, że masz świadomość, co robisz źle, to bardzo dużo - to uważam za największą pomoc.
                      Przyjaciółka czy ciocia to nie to samo, chyba że szuka się tylko okazji do wyżalenia się - OK, jeśli komuś to wystarczy, to super, ale nie zawsze tak się da.
                    • argentusa Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 18:02
                      Ja myslę, że katja trochę nie jest tak jak myslisz. Terapeuta NIE JEST OD DAWANIA RAD. Jeśli je daje to jest to terapeuta do doopy. Co więcej, terapeuta nie może ci dawać rad.
                      Może podrzucić ćwiczenia, zadania, ale one nie są wprost remedium na Twój problem.
                      JAk pisała przedmóczyni, terapeuta wyłapie pewne schematy, reguły czy też bolączki, których sama czasem nie dostrzegasz. Nie dostrzegasz bo masz taki a nie inny wzorzec. (z róznych powodów).
                      Czasem podpowie co MOŻNABY zrobić aby, np. nie wybuchnąć wrzaskiem w kłótni, albo jak zatrzymać się na chwilę zanim cię zaleją emocje tak,że myśleć nie możesz.
                      Mi się wydaje,ze generalnie ludzie myślą,że terapeuta to cudotwórca i jak pójdą paręnaście razy to bez SWOJEJ CIĘŻKIEJ JAK CHOLERA roboty nad sobą będą mieli rozwiązany problem.
                      A to tak nie działa. Czy masz terapeutę czy nie, robotę odwalić musisz SAMA. Bo to twoje życie. i Twoja odpowiedzialność. Bez pomocy terapeuty być może nawet nie dostrzegłabyś,ze problem nie tkwi w tym wstrętnym eksiu tylko w twoim doborze partnerów (czy jaki tam problem mamy). Ale też nie każdemu jest terapia potrzebna i nie każdy umie i CHCE z niej skorzystać.
                      Mnie zawsze jednak śmieszą takie kategorycznie negatywne opinie. Ale też z drugiej strony: no jak komuś terapeuta nie pomógł, to niby dlaczego ma go zachwalać. ale żeby przenosić to na wszyskich przedstawicieli zawodu?. Tak jakby moje doświadczenia miały determinować doświadczenia wszystkich innych ludzi.
                      Ale to takie typowe dla niektórych: kobita zawiodła się na facecie/kilku facetach, to psy wiesza na wszystkich przedstawicielach rodzaju męskiego. Facet przejechał się na związku z babką/2-3 babkami to już wszystkie inne też są be. A nie pomyśli,ze może sam/-a źle dobiera partnerów/-rki. Znamy to???
                      Najlepszego Państwu,
                      Ar.
                      • chalsia Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 18:33
                        > SWOJEJ CIĘŻKIEJ JAK CHOLERA

                        tak, to najczęściej jest ciężka praca
                        pamiętam jak po 50-minutowych sesjach (na szczęscie nie po wszystkich smile ) czułam się tak, jakby walec po mnie przejechał albo jak po całodziennej sesji egzaminacyjnej albo po jakimś bardzo ciężkim wysiłku, po prostu wypompowana
                        wsiadałam do samochodu i musiała minąć chwila dłuższa zanim byłam w stanie jechać
                    • anbale Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 18:28
                      katja75live napisała:

                      > No na Twoj problem, czyli trudne relacje z matka. Co poradzila, zrobila psychol
                      > og, ze sie z tym problemem uporalas. Jakies pierwsze z brzegu cwiczenie, rada,
                      > cokolwiek. Cos co Tobie pomoglo i zapadlo w pamiec. Cos co poradzila psycholog,
                      > a sama na to byc nigdy nie wpadla.

                      Nie potrafię na to jednoznacznie odpowiedzieć. Pomogła pogodzić się z faktem, że jestem wobec wielu kwestii bezsilna. Odczepić się od przeszłości.
                      Ale to nie było jak chłop krowie na rowie, porada, ćwiczenie itp- raczej panel dyskusyjnysmile
                      • tricolour Katja zadaje pytanie w stylu... 03.02.14, 20:01
                        ... "no co zrobił nauczyciel, że znasz tabliczkę mnożenia"?

                        I czeka na odpowiedź w równie prostym stylu. Na przykład: włożył ją do głowy. Albo: wyrył na czole. Tymczasem nauczyciel nic nie zrobił poza pokazaniem, że ona jest. Resztę trzeba było wykuć na pamięć.
                    • noname2002 Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 23:08
                      I jeszcze bym dodała, że psycholog jest na ogół obiektywny a bliskie osoby niekoniecznie- wyobraźmy sobie, że na przykład córka się zwierza matce z nieporozumień z mężem a matka marzy o tym, żeby się córka rozwiodła i spędzała czas tylko z nią.
          • altz Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 18:28
            anbale napisała:
            > Nie do końca rozumiem postulat, żeby "bliskim, kochającym" ludziom wrzucać na ł
            > eb swoje problemy, obarczać ich swoim jakimś popapraniem, że niby są nam to win
            > ni czy jak?
            "popapranie" jest bardzo agresywnym i deprecjonującym słowem, nie rozumiem, skąd ta agresja się wzięła?
            A poza tym, rodzina i przyjaciele są właśnie po to, żeby można było z nimi porozmawiać, wysłuchać ich opinii i być pewnym, że nie uciekną, nie zlekceważą, nie będą agresywni, a czasami obudzą rozsądek jeśli potrzeba, żeby można było poprosić o pomoc w razie potrzeby, nie tylko od święta i do zdjęcia.

            > Nie wyobrażam sobie, żebym od mojego partnera oczekiwała, że skoro jest bliski
            > i kochający, to ma mnie wyleczyć np. z ciężkiej nerwicy lękowej, bo przecież ni
            > e będę wydawać kasy bez sensu i tracić czasu, więc ma siąść na tyłku, wysłuchiw
            > ać moich jazd i głowić się, jak mi skutecznie pomóc, skoro wdepnął w związek ze
            > mną to jego obowiązek, czy co...? Dla mnie to absurd.
            Od leczenia są psychiatrzy, nikt tutaj nie podważa potrzeby leczenia psychiatrycznego. Co dziwne, wiele zachowań, z którymi stara sobie poradzić psychologia, jest natury fizjologicznej, bywają to bardzo często skutki zaburzeń hormonalnych, czy innych poważnych chorób, w tym też nowotworów.
            • anbale Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 18:50
              Akurat słowa "popapranie" nie odbieram jako agresywne i sama bez bicia przyznaję się do własnego popaprania w paru kwestiach. Myślę, że to słowo dobrze oddaje charakter tych moich przypadłości- no ale dobra, może ktoś to określenie odbiera inaczej.
              Psychiatra jest od pomocy farmakologicznej, jeśli nie zdiagnozuje choroby psychicznej- odeśle pacjenta do psychologa, endokrynologa etc. Psychiatra nie zajmuje się np. psychoterapią nerwic, chyba, że ma jakieś tam certyfikaty i go to pasjonuje.
              Mam wielką alergię na wszelkie postawy roszczeniowe. Uważam, że bliscy mogą mnie wspierać, ale nie muszą. Nie są zobowiązani mnie zawsze i wszędzie wysłuchiwać i dawać dobre rady. Mogą po prostu nie ogarniać problemu, nie mieć siły, albo pomysłu. Mogą mieć własne problemy. Troszczę się o moich bliskich m.in w ten sposób, że troszczę się o siebie i staram się rozwiązywać swoje problemy tak, aby nie być dla nich ciężarem fizycznym czy emocjonalnym, żeby na nich nie wisieć i nie zamęczać sobą. Bliscy nie są od tego, żeby ich taplać we własnym błotku, od tego jest psycholog właśnie, czy tam ksiądz w konfesjonale, co kto woli.
              • altz Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 19:13
                anbale napisała:
                > Psychiatra jest od pomocy farmakologicznej, jeśli nie zdiagnozuje choroby psych
                > icznej- odeśle pacjenta do psychologa, endokrynologa etc. Psychiatra nie zajmuj
                > e się np. psychoterapią nerwic, chyba, że ma jakieś tam certyfikaty i go to pas
                > jonuje.
                I mądrze by zrobił, gdyby wysłał. Kolejność powinna jednak być taka, najpierw endokrynolog, potem reszta, w tym może być i psycholog. Ja już słyszałem żal jednej pacjentki, straciła 2 lata życia na terapii, a okazało się, że problem ma podłoże hormonalne i po miesiącu brania leków była radykalna poprawa. Wiele osób narzeka na problemy z tarczycą, większość takich sytuacji jest diagnozowana po wielu latach, a przecież jest brak chęci do życia, siły, może bgć przygnębienie, nic tylko depresja! smile


                > Mam wielką alergię na wszelkie postawy roszczeniowe. Uważam, że bliscy mogą mni
                > e wspierać, ale nie muszą. Nie są zobowiązani mnie zawsze i wszędzie wysłuchiwa
                > ć i dawać dobre rady. Mogą po prostu nie ogarniać problemu, nie mieć siły, albo
                > pomysłu. Mogą mieć własne problemy.
                I wtedy mówią, że nie dadzą rady, mają własne problemy, ale mogą pomóc w tym czy tamtym. Nikt nie oczekuje heroizmu od rodziny, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże, inny wysłucha, jeszcze inny przenocuje i o to chodzi przecież, wsparcie jest bardzo ważne.
                • xciekawax Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 20:44
                  "Ja już słyszałem żal jednej pacjentki, straciła 2 lata życia na terapii, a okazało się, że problem ma podłoże hormonalne i po miesiącu brania leków była radykalna poprawa. Wiele osób narzeka na problemy z tarczycą, większość takich sytuacji jest diagnozowana po wielu latach, a przecież jest brak chęci do życia, siły, może bgć przygnębienie, nic tylko depresja! smile "

                  .... ale to wina psychologa czy pacjientki? Nie wiem jak u tej pani, ale czlowiek powinien chodzic na kontrole lekarska przynajmniej raz w roku. Moze lekarza ma kiczowego? W sumie nie wiadomo czy po 2ch latach pani zrobila postep na terapi i dlatego te leki tak szybko zadzialaly? Ciagle od Ciebie slychac : slyszalem to, slyszalem tamto. A ja slyszalam ze nigdy na ksiezyciu nikt nie wyladowal i ze to sciema.
                  • altz Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 21:23
                    xciekawax napisała:
                    > .... ale to wina psychologa czy pacjientki? Nie wiem jak u tej pani, ale czlowi
                    > ek powinien chodzic na kontrole lekarska przynajmniej raz w roku. Moze lekarza
                    > ma kiczowego? W sumie nie wiadomo czy po 2ch latach pani zrobila postep na te
                    > rapi i dlatego te leki tak szybko zadzialaly? Ciagle od Ciebie slychac : slysza
                    > lem to, slyszalem tamto. A ja slyszalam ze nigdy na ksiezyciu nikt nie wyladow
                    > al i ze to sciema.

                    Weź nie żartuj nawet. smile
                    Pacjentka poszła do psychologa, bo stwierdziła, że ma problem. Nie musi się znać na procedurach, bo nie jest lekarzem. Od tego są odpowiednie służby, jest lekarz rodzinny, a psycholog powinien znać choroby, które mają podobne objawy, jak jego działka. Psycholog dał ciała, nie pacjentka. Pomimo braku sukcesów, nie zmienił postępowania, tylko uparcie drążył. Nie myślał? Nauczył się wszystkiego na pamięć? Nie wiem, ale nie jest to mądre postępowanie.
                    • xciekawax Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 23:27
                      Mozesz tak mowic jezeli albo byles ta pacjientka albo tym psychologiem. "bo ja slyszalem to czy tamto w ogole do mnie nie przemawia... moim zdaniem naciagasz tak ta zaslyszana historie jak Tobie pasuje". A pozatym jest to bardzo zasciankowe wybierac jakas tam historie. Zauwaz ze nie masz ani jednej historii ktora by mowila za dobrodziejstwem Psychochologji. To swiadczy cos o tobie.
                      • altz Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 04.02.14, 18:57
                        xciekawax napisała:
                        > Zauwaz ze nie masz ani jednej historii ktor
                        > a by mowila za dobrodziejstwem Psychochologji. To swiadczy cos o tobie.

                        Świadczy tylko o tym, że nie znam pozytywnych przykładów, gdy na przykład inni znają wiele.
                        Nie pisz "psychologii" dużą literą. smile
            • tricolour Dlaczego rusza Cię tak to "popapranie"? 03.02.14, 19:33
              Napisz, w jaką dźwięczną strunę ono trafiło. Masz okazję...
              • altz Re: Dlaczego rusza Cię tak to "popapranie"? 03.02.14, 21:04
                > Dlaczego rusza Cię tak to "popapranie"?

                Bo mam intuicję językową. Źle mnie się kojarzy z popaprańcem. Wiem, wyszło z użycia jak słowa muszkiet czy snopowiązałka. smile
                Tak samo źle mnie się kojarzy zajebisty, olewać, wypiąć się na kogoś itd. itp.
                • tricolour Co to znaczy "źle" kojarzy? 03.02.14, 21:16
                  "Źle" - to uproszczenie.

                  Bo jeżeli Ci się z czymś kojarzy, to na pewno kojarzy się z czymś konkretnym. Na tym polega skojarzenie - że jedno kojarzy się z drugim. Więc nie możesz powiedzieć, że się źle kojarzy skoro się konkretnie kojarzy. Ja bym powiedział, że się wręcz dobrze kojarzy, ale z czymś...

                  Z czym Ci się kojarzy?
                  • altz Re: Co to znaczy "źle" kojarzy? 03.02.14, 21:31
                    > Co to znaczy "źle" kojarzy?

                    Słownik w rękę i sam poszukaj. Inteligencja zobowiązuje.
                    • tricolour No i widzisz bracie... 03.02.14, 21:43
                      ... rozkładasz się w trzy posty.

                      Aluzja do mojej inteligencji jest formą agresji. Czyli reagujesz agresywnie gdy nie dajesz rady z odpowiedzią. Zamiast się podszkolić, by umieć odpowiedzieć, Ty wolisz pozostać w niewiedzy. A nie radząc sobie z tą niewiedzą, zachować agresywnie gdy ją ktoś obnaży.

                      No - to już wiesz do czego jest psycholog: byś chętniej sięgał do wiedzy niż agresji.
                      • altz Re: No i widzisz bracie... 03.02.14, 22:15
                        tricolour napisał:
                        > Aluzja do mojej inteligencji jest formą agresji.

                        To nie była aluzja, to była prośba o własną pracę. Ja po prostu wiem, że dasz radę, inaczej bym Ci napisał wprost, ale nie chcę pisać i tłumaczyć wulgaryzmów.
                        • tricolour W prośbie jest słowo "proszę"... 03.02.14, 22:26
                          ... to warunek konieczny prośby. Ponadto trzeba napisać jasno o co się prosi. Mowy więc nie ma, byś mnie prosił słowami: "Słownik w rękę i sam poszukaj. Inteligencja zobowiązuje".

                          Słowo "poszukaj" zostało wypowiedziane w trybie rozkazującym. Rozkazałeś, nie prosiłeś. Równoważnik "inteligencja zobowiązuje" jest aluzją ponieważ inteligencja do niczego nie zobowiązuje. Moc zobowiązania ma prawo, umowy, zasady współżycia itp.
                • tricolour Albo inaczej... 03.02.14, 21:37
                  ... psycholog standardowo pyta na początku: jak się pan czuje. Często odpowiadamy, że źle.

                  Tymczasem nie ma złych uczuć. Są nieprzyjemne, bolesne, trudne, ale wszystkie uczucia są dobre, bo wszystkie - nawet te niechciane - nas o czymś informują. Pytanie CO nas informuje i O CZYM.

                  Więc jeżeli popapraniec Ci się źle kojarzy, to po terapii byś powiedział, że Ci się dobrze kojarzy, ale z czymś trudnym - na przykład. Albo bolesnym, albo wstydliwym itp. Byś wiedział, co się w Tobie dzieje.

                  A tak pewnie nie wiesz...
    • rar.ely chyba przebije wszystkich 03.02.14, 09:19
      bo ja z terapeutka po 3 miesiącach wizyt sie przespałem .........
      • katja75live Re: chyba przebije wszystkich 03.02.14, 09:27
        No to faktyczne, widze konkretna...pomoc smile
      • anbale Re: chyba przebije wszystkich 03.02.14, 09:49
        Ach, brawo, brawo, ty to jesteś naprawdę...
        zagiąłeś, że chyba się nie odegniemy
      • tricolour Z kobietą się przespać, to norma.. 03.02.14, 10:42
        ... tym mnie nie zagiąłeś.
      • altz Re: chyba przebije wszystkich 03.02.14, 18:16
        rar.ely napisał:
        > bo ja z terapeutka po 3 miesiącach wizyt sie przespałem .........

        Możliwe, że to przespanie się z pacjentem było najlepszym elementem terapii. smile
        • anbale Re: chyba przebije wszystkich 03.02.14, 18:20
          A może mu się tylko śniło?
          A swoją drogą ciekawe skąd się wziął na tej terapii...
    • rar.ely goraca linia psychologiczna 03.02.14, 09:42
      Witamy w Psychologicznej Goracej linii pomocy

      Jeśli jestes obsesyjno-kompulsywny, naciśnij 1 wielokrotnie.

      Jeśli jestes wspóluzalezniony , poproś kogoś, niech naciśnie 2

      Jeśli masz wiele osobowości, naciśnij 3, 4, 5 i 6.

      Jeśli jestes jesteś paranoikiem-urojeniowym, wiemy kim jesteś i co chcesz. Wystarczy ze zostaniesz na linni ,a my możemy cie namierzyć.

      Jeśli jesteś schizofrenikiem, słuchaj uważnie i głosik powie, jaki numer nacisnać.

      Jeśli jesteś w depresji, to nie ma znaczenia, który numer nacisniesz.


    • xciekawax Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 16:44
      Ja mam tylko pozytywne wspomnienia. Wiele pracy z mojej strony i od strony mojego psychologa.
      Znam pare osob ktorym terapia bardzo pomogla. Znam pare osob ktorym terapia nie zaszkodzila ale tez nie pomogla w wielkim stopniu. W jednym przypadku mysle ze dziewczyna zrezygnowala zbyt szybko - po kilku latach mysli o ponowym powrocie na terapie (wiec chyba widziala ze dalo to rezultaty ale bala sie kontynuowac bo bylo to bolesne). Sama problemu nie rozwiazala, choc wszystkim naokolo sie "wygaduje". Po prostu to nie to samo. Albo chcesz rozwiazac problem i zmierzasz sie z nim, albo boisz sie i przykrywasz go innymi uczuciami/zachowaniami.

      W dodatku smieszy mnie to gdy ludzie boja sie "wydac kase" na psychologa. To jest investycjia w siebie ktora sluzy na cale zycie. To, co odkryjesz w sobie bedzie z Toba na cale zycie. I nie, nie uwazam ze rozmawiajac z Ciocia Lodzia odkryjemy w sobie to samo (za darmo). Jest to jakis absurd.
      Ale uwazam ze terapia najbardziej dziala gdy ludzie sami CHCA zmiany i ciezko nad soba pracuja. To nie jest magia. Nikt ci nie da eliksyru na szczescie. Mysle ze wiele ludzi ktorzy sa rozczarowani terapia - maja wlasnie takie naiwne podejscie.
    • anaiss Re: STatystyka psychoterapeutów i psychologów 03.02.14, 18:49
      Ja akurat mam same dobre doświadczenia z psychoterapeutami, swoją terapeutkę polecałam już kilku osobom, jednak z tym zastrzeżeniem, że wiele zależy od indywidualnego zgrania się. Trafiłam też na jedną terapeutkę, która zwyczajnie mi nie pasowała, nie miałam w stosunku do niej żadnych szczególnych uwag, po prostu nie zaiskrzyło między nami smile

      Myślę, że rozczarowanie terapią może wiązać się także z niewłaściwie dobranym nurtem terapii i stąd później biorą się narzekania, np. na mały udział terapeuty, który prowadzi psychoterapię o orientacji psychoanalitycznej, która z założenia jest terapią długoterminową z większą aktywnością po stronie pacjenta.
      • katja75live Dziekuje wszystkim za odpowiedz 04.02.14, 10:10
        To bardzo ciekawe co piszecie o psychoterapii, jak Wam pomogla, jak zmienila Wasze zycie. Ja jak pisalam wczesniej bylam na terapii dla par dwokrotnie (pierwsza trwala z 8 miesiecy, druga 2 miesiace).
        I zupelnie to do mnie nie przemowilo. A dlaczego? No wiec na tej pierwszej terapii zainicjowanej zreszta przez mojego exs-meza, bylo wszystko ok, o porozumiewaniu sie,komunikacji, pani psychology byla z Nas bardzo zadowolona, z efektow terapii zreszta rowniez a skonczylo sie jak bylo w tym kawale: operacja sie udala, ale pacjent zmarl.
        Bo sie okazalo, ze wymknelismy sie poza standartowe ramy problemow w malozenstwie, z nasza komunikacja bylo wszystko ok, moj exs bardzo dobrze mnie znal, znal moje potrzeby, na wszstkie pytania pani psychology odpowiadal spiewajaco, pani byla bardzo zadowolona z efektow terapii. Tylko w tym wszystkim, nie zauwazyla jednego….ze on mnie juz nie kocha. (moze zmylilo ja to ze sam zaproponowal terapie, I nawet mysle sam chcial jeszcze cos uratowac). Poza tym jak sie zorientowalam pozniej moj exs klamal na terapii, a terapeutka zupelnie tego nie wychwycila (mysle ze powinna).
        Druga terapia to juz byla zupelna farsa 3 miesiace przed rozwodem- mam zal do terapeuty, ze w tej farsie bral udzial I ciagnal ta do niczego prowadzaca terapie tak dlugo, az sie dalo.

        • tricolour Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 10:37
          ... że mąż Cię nie kocha? A co ma terapia do miłości? Uważasz, że miłość bierze się z gabinetu psychologa? Uważasz też, że terapeutka powinna wychwytywać kłamstwa? Jakim sposobem? Za pomocą Ducha Swiętego?

          Przepraszam, ale Ty kompletnie nie rozumiesz o czym piszesz.
          • katja75live Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 10:49
            No chyba nie uwazasz, ze terapia dla par ma sens jak nie ma milosci? Terapia jest dla ludzi ktorzy sie kochaja, chca byc ze soba, ale sie pogubili. Po co w takim razie mi byla ta terapia przez 8 miesiecy? Chyba tyljko po to zeby pani zarobila. Tak jak pisalam nasza komunikacja byla ok, My sie dobrze dogagywalismy, rozumielismy, co niby miala na celu ta terapia w takim razie?
            Mogla zuwazyc, ze klamie gdyby go tylko bardziej dociskala, zadawala dobre pytania, tez jej to powinno dac do myslenia, ze jak zaproponowala nam wspolne wyjscie do restauracji (taki niby element terapii, spedzanie wiecej czasu ze soba) to moj exs nie znalazl na to czasu przez 2 miesiace.
            • argentusa Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 11:16
              ja nie wiem czy to terapuetka powinna zauważyć, czy TY.
              poza tym,
              e terapia dla par ma sens jak nie ma milosci? T
              uważam,ze ma sens. Bowiem ludzie są ze sobą z RÓŻNYCH powodów. Nawet jak miłość się kończy, niektórzy są razem. I nie są to złe związki, o ile obu stronom taki układ odpowiada.
              Zapewniam Cię, ludzie mają różną motywację by być w związkach.
              i podpiszę się: dlaczego oczekiwałaś, że stanie się cud, albo terapeuta będzie wróżbitą? przecież pójście na terapię zakłada dobrowolność i wolę obu stron do rozwiązania problemu. Inna sprawa, że terapia małżeńska/związków niekoniecznie musi prowadzić do trwałości tego związku. Częstokroć właśnie uświadamia ludziom,że lepiej się rozstać. I to też jest sukces w terapii.
              Ar.
              ps. pretensje do eksa, że kłamał i woli nie miał a mimo o brnął dalej. Albo do siebie za oczekiwanie cudu.
            • chalsia Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 11:18

              > No chyba nie uwazasz, ze terapia dla par ma sens jak nie ma milosci? Terapia je
              > st dla ludzi ktorzy sie kochaja, chca byc ze soba, ale sie pogubili

              prawdą jest, że terapia jest dla ludzi, którzy się pogubili
              a to oznacza, że oni mogą NIE WIEDZIEĆ w danym momencie, czy kochają drugą stronę albo czy chcą być ze sobą
              terapia może miec na celu dojście do tego czego się tak naprawdę chce
            • terazkasia Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 12:04
              katja75live napisała:

              > No chyba nie uwazasz, ze terapia dla par ma sens jak nie ma milosci? Terapia je
              > st dla ludzi ktorzy sie kochaja, chca byc ze soba, ale sie pogubili. Po co w ta
              > kim razie mi byla ta terapia przez 8 miesiecy? Chyba tyljko po to zeby pani zar
              > obila. Tak jak pisalam nasza komunikacja byla ok, My sie dobrze dogagywalismy,
              > rozumielismy, co niby miala na celu ta terapia w takim razie?

              Trzeba było terapeutce od razu powiedzieć, że ma sprawdzić, czy ten pan cię kocha, a jeśli nie, to ma tak zrobić, żeby pokochał. Wtedy nie wyrzucałabyś kasy w błoto, bo terapeutka powiedziałaby, że się za to nie bierze - tak by było, gdybyś była uczciwa na początku.
              • katja75live Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 12:29
                Dziekuje za odpowiedz, na prawde mi pomogla. Wszystko przez moja niuczciwosc.
                Milego dnia.
          • katja75live Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 10:55
            Nie uwazam, ze milosc sie bierze z gabinetu psychologa, nie tego oczekiwalam na terapii. Oczekiwalam,ze terapeuta uswiadomi mojemu exs albo mnie, ze taka terapia dla nas jest pozbawiona wszelkiego sensu, a nie ciagnie przez 8 miesiecy jakies niczemu nie sluzace rozmowy.
            • anbale Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 11:03
              No ale dlaczego terapeuta ma zakładać, że przychodzący do niego człowiek kłamie?
              Przecież to wy się zachowaliście absurdalnie- dobrowolnie przyszliście na terapię, łgając i nie zamierzając nic ze sobą zrobić, przyszliście z przekonaniem, że niczemu to nie służy; i jeszcze masz pretensje, że ktoś was potraktował poważnie...Bez sensu.
              • katja75live Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 11:29
                Po pierwsze ja przyszlam na terapie pelna nadziei, ze nam to pomoze, nie lgalam jak mi sugerujesz, moze tylko tak jak pisze Argentusa czekalam na cud.
                Kobieta uwazam z doswiadzceniem w terapii par, powinna pewne rzeczy widziec lepiej niz ja (wiadomo jestem nieobiektywna i bardzo chcialam zeby sie udalo). Powinna mnie byla uswiadomic, ze to co ja chce jest niemozliwe w tym zwiazku. Po co moj exs chcial isc na terapie nie wiem i juz sie nie dowiem, klamal na terapi ponoc, bo sie bal, ze jak powie prawde to juz zupelnie nie bedzie czego zbierac. (co i tak sie ostatecznie okazalo prawda).
                • anbale Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 11:38
                  Jeżeli ktoś kłamał, to terapeutka nie miała właściwego obrazu sytuacji, no bo skąd? Z fusów miała to wywróżyć? Może opierając się na kłamstwach uważała, że coś tam jednak jest możliwe...

                  Przecież jeżeli idziesz do lekarza twierdząc, że coś Cię boli, to on stara się pomóc na ból, a nie koncentruje się na ustalaniu, czy aby mówisz prawdę, bo może wcale nic Cie nie boli...
                  • katja75live Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 11:46
                    Uwazam, ze psychologia to jednak troche inna dziedzina niz medycyna. Mysle ze odrobina dociekliwosci ze strony terapeuty by wystarczyla.
                    • anbale Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 11:57
                      Sorry, ale gdybym była Twoją terapeutką, to pierwsza rzecz jaka by mi się rzuciła w oczy, to to, że zawsze szukasz winy na zewnątrz, w innych smile
                      Poza tym psycholog opiera diagnozę na danych, które otrzymuje od pacjenta, a nie na własnym widzimisie, przynajmniej tak powinno być. Tak jak lekarz.
                      • katja75live Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 12:08
                        Anbale,
                        Dobry lekarz nie opiera sie tylko na faktach o ktorych mowi pacjent, ale tez na wlasnym doswiadczeniu i po czesci intuicji. Jak przychodzi do niego pacjent z bolem biodra , to moze sie okazac ze nie biodro trzeba leczyc, ale na przyklad kregoslup. Kiedys przyszlam do dentysty na nocny dyzur z okropnym bolem zeba, przecietny dentysta od razu by sie wzial za borowanie i leczenie kanalowe. Mialam szczescie bo dentystka po dlugim namysle wyslala mnie z powrotem do domu, bo po przeswietleniu nie widziala zadnej infekcji. Po paru dniach przeszlo (okazaly sie to nerwobole).
                        To nie jest tak , ze sie leczy tylko to z czym przychodzi pacjent, jak mowi ze go bola nerki to sie leczy nerki. Tym sie rozni wlasnie dobry lekarz od zlego i dobry terapeuta od zlego. Po prostu widzi problem, niekoniecznie tam gdzie go pacjenci opisuja.
                        • anbale Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 12:20
                          Tylko Ty tak jakby oczekujesz, że przyjdziesz z bolącym zębem, a lekarz na podstawie doświadczenia odgadnie, że chodzi o piętę...Po prostu to ODGADNIE, chociaż Ty się będziesz upierać, że boli Cię ząb...
                          I owszem, jak przychodzisz z chorymi nerkami, to jesteś leczona na nerki, przecież nie na ucho środkowe. Jak przyszliście ratować małżeństwo na terapii, to terapeutka próbowała wam pomóc je ratować, a czym się powinna Twoim zdaniem zająć? Ustalać czy nie boisz się ciemności?
                        • tricolour Ale Wyście kłamali... 04.02.14, 13:19
                          ... to znaczy ex kłamał, a Ty milczałaś, że kłamie - więc także uczciwa nie byłaś.

                          Więc przychodzi pacjent z bólem biodra, kłamie, że boli go palec, świadek potwierdza, że palec, a lekarz z własnego doświadczenia ma wiedzieć, że biodro i leczyć kręgosłup.

                          No, oczywiste...
                          • katja75live Re: Ale Wyście kłamali... 04.02.14, 13:32
                            To, ze exs klamal dowiedzialam sie duzo, duzo pozniej, gdzies 1,5 roku po zakonczeniu terapii.
                            Ja niczego nie potwierdzalam, wrecz mowilam, ze jest to dla mnie malo wiarygodne co on mowi, poddawalam to w watpliwosc, a terapeutka na to, ze jak mowi ze to jest tak a tak, to powinno mi to wystarczyc i nie ma co drazyc tematu.
                            • chalsia Re: Ale Wyście kłamali... 04.02.14, 14:32
                              > To, ze exs klamal dowiedzialam sie duzo, duzo pozniej, gdzies 1,5 roku po zakon
                              > czeniu terapii.
                              > Ja niczego nie potwierdzalam, wrecz mowilam, ze jest to dla mnie malo wiarygodn
                              > e co on mowi, poddawalam to w watpliwosc, a terapeutka na to, ze jak mowi ze to
                              > jest tak a tak, to powinno mi to wystarczyc i nie ma co drazyc tematu.

                              to pretensje kieruj do eksa a nie do terapeutki
                              ona zakłada, że skoro para zgłasza się na terapię, to działa w dobrej wierze
                              • anaiss Re: Ale Wyście kłamali... 04.02.14, 15:02
                                chalsia napisała:

                                > ona zakłada, że skoro para zgłasza się na terapię, to działa w dobrej wierze

                                tak, to jest bardzo istotne i powinno moim zdaniem działać w drugą stronę, czyli powinniśmy wybierać takiego terapeutę, do którego mamy zaufanie

                                Polecam serdecznie wywiad z Ewą Woydyłło - Osiatyńską, w którym mówi dla kogo jest terapia:

                                www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,102561,5072913.html?as=1
                                i przy okazji książkę, z której ten wywiad pochodzi
                                "Żyj wystarczająco dobrze" Agnieszka Jucewicz, Grzegorz Sroczyński (jest to zbiór 20 rozmów z polskimi psychologami i terapeutami).
                              • katja75live Re: Ale Wyście kłamali... 04.02.14, 15:34
                                "'to pretensje kieruj do eksa a nie do terapeutki
                                ona zakłada, że skoro para zgłasza się na terapię, to działa w dobrej wierze"'

                                No wiec tak: mysle, ze moj exs w tamtym momencie dzialal w dobrej wierze. Jak sam powiedzial wolal sklamac w istotych kwestiach bo niby inaczej nie widzial szansy na powodzenie terapi.
                                Ja mysle, ze gdybym wtedy dowiedziala sie wszystkiego, to by mnie i jemu oszczedzilo pare lat niepewnosci. Pewnie, ze ona nie jest wrozka, ale jakies doswiadczenie powinna miec i widziec pewne sparawy lepiej, ostrzej niz ja. To jest kwestia nawet zadawania dobrych pytan, drazenia tematu jak jest taka potrzeba, a nie wszystko ladnie, pieknie, super sie panstwo dogadujecie.
                                Zgadzam sie z tym, ze z nami miala trudny przypadek i ja nie mam pretensji do niej, ze terapia nic nie dala. Mam pretensje tylko o to, ze bez zadnych podstaw ciagnela to 8 miesiecy, niczego nam ta terapia nie uswiadomila, niczego nie nauczyla, po prostu to chyba nie byl przypadek na terapie.
                                • tricolour A jak ona to ciągnęła? 04.02.14, 16:33
                                  Związała Was i trzymała?

                                  A może sami chodziliście osiem miesięcy, a gdy okazało się, że nie przyniosło to oczekiwanego skutku (nawet nie wiadomo na czym miał polegać oczekiwany skutek) to twierdzisz, że KTOŚ Wam zmarnował czas.

                                  "niczego nam ta terapia nie uswiadomila, niczego nie nauczyła" - to jest klucz: terapia niczego nie uświadamia, nie ucy. Ty cały czas uważasz, że Tobie coś ktoś ma uleczyć, dać, nauczyć bez żadnego wysiłku itp. Guzik prawda. Powiem szczerze: to, czy w ogóle żyjesz mało kogo obchodzi. To TY SAMA masz kierować życiem, Ty sama masz sobie uświadamiać, sama się uczyć, a nie czekać łaskawie, aż Ci ktoś coś uświadomi.
                                  • katja75live Re: A jak ona to ciągnęła? 04.02.14, 16:54
                                    Powiem szcze
                                    > rze: to, czy w ogóle żyjesz mało kogo obchodzi. To TY SAMA masz kierować życiem
                                    > , Ty sama masz sobie uświadamiać, sama się uczyć, a nie czekać łaskawie, aż Ci
                                    > ktoś coś uświadomi.
                                    Sluchaj mysle, ze jak przychodzilam do terapeutki, placilam za wizyte duze pieniadze, to powinna ja obchodzic moja sytuacje, nasze problemy itp.
                                    Widocznie ona wyszla z takiego samego zalozenia jak TY, Nasze zycie, Nasze problemy, Jej biznes. Tyle w temacie bo widze, ze sie nie zrozumiemy.
                                    Jakbym SAMA potrafila sobie cos uswiadomic, SAMA nauczyc, SAMA poprawic sytuacje to zadna terapia by mi byla potrzebna, i na zadna terapie bym nie musiala isc. CZyz nie tak?
                                    • altz Re: A jak ona to ciągnęła? 04.02.14, 18:55
                                      katja75live napisała:
                                      > Sluchaj mysle, ze jak przychodzilam do terapeutki, placilam za wizyte duze pien
                                      > iadze, to powinna ja obchodzic moja sytuacje, nasze problemy itp.

                                      Dobra, a jaki cel postawiłaś pani terapeutce?
                                      W końcu musi być jakieś zadanie? Idzie się do lekarza, żeby coś przestało boleć. Do taksówkarza, żeby nas podwiózł, a do terapeuty cele mogą być różne, na przykład, żebyśmy:
                                      - potrafili się porozumieć,
                                      - potrafili się rozstać,
                                      - zrozumieli czy chcemy być razem,
                                      - zrozumieli motywy naszych zachowań,
                                      i inne.
                                      • tricolour Cel akurat Katja miała jasny... 04.02.14, 19:17
                                        ... "Oczekiwalam,ze terapeuta uswiadomi mojemu exs albo mnie, ze taka terapia dla nas jest pozbawiona wszelkiego sensu".

                                        Oni zwyczajnie chodzili, by się dowiedzieć, że nie powinni chodzić.
                                        • katja75live Re: Cel akurat Katja miała jasny... 04.02.14, 19:27
                                          Ha ha smile
                                      • katja75live Re: A jak ona to ciągnęła? 04.02.14, 19:26
                                        Ja chodzilam tam, zeby uratowac moje malozenstwo, po co chodzil exs nie wiem do dzis.
                                        • xciekawax Re: A jak ona to ciągnęła? 04.02.14, 21:08
                                          a moze bylo tak ze ex cos zystal z tej terapi, Tzn ze zdal sobie sprawe ze sie tylko oklamuje i tak naprawde nie kocha ciebie i nie chce w takim zwiazku zyc. Byc moze w czasie terapi zaczelo byc to dla niego jasne? Nie wiem, tak gdybam.

                                          A terapeutka nie ma za zadanie ratowac Twoje malzenstwo, tylko WY macie je ratowac, ona jedynie moze was nakierowac na wlasciwe tory aby to odbylo sie zdrowo (a nie w toksycznych relacjiach jak np strach przed utrata dzieci, wstyd przed rodzicami, itd...)

                                          Ty bylas ze swoim mezem iles tam lat, codziennie - a nie zauwazylas ze on Cie nie kocha, ale oczekujesz od psycholozki ze ona od razu rozpozna to? troche naiwne, nie?
                                • anderikka Re: Ale Wyście kłamali... 04.02.14, 17:35
                                  katja75live napisała:
                                  Mam pretensje tylko o to, ze bez zadnych podstaw
                                  > ciagnela to 8 miesięcy

                                  Katja, ja trochę nie rozumiem, przecież terapeuta jest osobą, która świadczy jakiegoś rodzaju usługę, a Ty jesteś w tym układzie stroną aktywną - i to Ty decydujesz, czy Ci to coś daje, czy nie i czy przyjdziesz kolejny raz. Ona miała prawo myśleć, że skoro chodzicie, to chcecie chodzić.
                                  • katja75live Re: Ale Wyście kłamali... 04.02.14, 17:52
                                    anderikka napisała:
                                    >
                                    > Katja, ja trochę nie rozumiem, przecież terapeuta jest osobą, która świadczy ja
                                    > kiegoś rodzaju usługę, a Ty jesteś w tym układzie stroną aktywną - i to Ty decy
                                    > dujesz, czy Ci to coś daje, czy nie i czy przyjdziesz kolejny raz. Ona miała pr
                                    > awo myśleć, że skoro chodzicie, to chcecie chodzić.
                                    No wlasnie, tylko ja psycholga nie widze jako zwyklego zakupu uslugi. Jasne, ze ona wlasnie tak myslala, jeszcze do mnie przychodza to jest git, sa zadowoleni. Ale przeciez to jest tak samo jak z wizyta u lekarza. Jak pacjent ciagle wraca bo go boli, to znaczy ze dobrze, przychodzi bo jest zadowlony? Dobry lekarz powinien sie byl postarac aby leczenie nie bylo dluzsze niz konieczne. Nie wiem czy oni nie maja jakiejs etyki, ze jak nie moga pomoc to nie przeciagaja. Druga terapia zreszta byla krotsza, bo nam psycholog powiedzial, ze nic dla Nas nie moze zrobic i nie widzi tu swojej roli (a w sumie tez to mogl przeciagac w nieskonczonos bo bysmy i tak przychodzili).
                                    Ja z perspektywy czasu tez widze, ze powinnam to byla wczesniej zakonczyc, jednak wtedy tego nie widzialam i lapalam sie tej terapii jak tonacy brzytwy.
                                    • luciva Re: Ale Wyście kłamali... 17.02.14, 13:43
                                      To w końcu zakończył tą 8-miesięczną terapię i jaki podał powód?
                        • login.kochanie Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 17:26
                          masz rację, dobry lekarz może też zorientować się, że pacjent kłamie na temat swoich dolegliwości, co czasem zdarza się z różnych względów i w różnych celach,nie wiem dlaczego forumowicze chcą Ci wmówic, że Twój pogląd jest całkowicie pozbawiony racji
                          • katja75live Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 17:44
                            Dobre lekarz powinien sie zorientowac, ze jak mu pacjen mowi, ze go bola nerki to w rzeczywistosci moze byc to bol kregoslupa. Pacjent nie moze sie sam zdjagnozowac, czuje bol jakby w nerkach a to jest bol od kregoslupa.
                            • anbale Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 18:57
                              To jeszcze mi wyjaśnij, jak psycholog ma się zorientować, ze ktoś kogoś nie kocha, skoro się zapiera, że kocha i nawet lata na terapie, żeby ratować związek?
                              Umieram z ciekawości.
                              • login.kochanie Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 22:10
                                chyba wiesz, że o uczuciach nie świadczą deklaracje słowne?
                                • anbale Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 22:38
                                  No tak, parę osób się uparło, że psycholog powinien mieć rentgena w oczach, prześwietlać czaszke, odczytywać wszystkie emocje i nic ich nie przekona...
                                  No to trudno.
                                  • samawsnach Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 23:04
                                    Ależ to właśnie nie chodzi o "rentgen w oczach" i bycie wróżką, ale o obserwację i analizę tego, co się dzieje w czasie procesu terapeutycznego, o to, żeby być czujnym na to co się dzieje i w warstwie werbalnej i pozawerbalnej.
                                    Kilka razy pojawił się tu argument, że skoro Katja znając męża nie zauwazyła czegoś tam, to jak psycholog ma zauważyć. Ano właśnie może zauważyć - przecież nie jest częścią tego układu, czesto lepiej i więcej widzi się patrząc z dystansu, niż będąc "w środku".
                          • tricolour Owszem, pogląd Katji jest pozbawiony racji... 04.02.14, 20:33
                            ... ponieważ jedynym sposobem działania psychologa jest rozmowa. On nie może się "zorientować" gdy ktoś go okłamuje. Bez sensu jest latać na terapię, płacić za nią i okłamywać psychologa, bo to do niczego nie prowadzi. Już lepiej przepić pieniądze, bo choć z tego radość jakaś będzie, a nie wywalenie kasy w błoto.

                            I skoro Katja - żona przecież, znająca fakty z życia, znająca faceta - potrzebowała półtora roku, by się "zorientować" że eks kłamał, to co może psycholog? Chyba tylko wróżkę wynająć...
                            • xciekawax Re: Owszem, pogląd Katji jest pozbawiony racji... 04.02.14, 21:14
                              Kiedys slyszalam anegdote o pacjientce ktora chodzila do dwoch psychologow rownoczesnie smile Jednemu klamala o swoim zyciu bo wstydzila sie powiedziec prawdy, a do drugiego chodzila zeby rozmawiac o tym jak oklamuje tego pierwszego psychologa smile
                            • login.kochanie Re: Owszem, pogląd Katji jest pozbawiony racji... 04.02.14, 22:00
                              przypisywanie sensu wszystkim ludzkim działaniom jet naiwne, a domniemanie, że psycholog nie potrafi "zorientować" się , że ktoś kłamie jest obraźliwe dla psychologów
                • chalsia Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 11:38
                  katja75live napisała:

                  > Po pierwsze ja przyszlam na terapie pelna nadziei, ze nam to pomoze, nie lgalam
                  > jak mi sugerujesz, moze tylko tak jak pisze Argentusa czekalam na cud.
                  > Kobieta uwazam z doswiadzceniem w terapii par, powinna pewne rzeczy widziec lep
                  > iej niz ja (wiadomo jestem nieobiektywna i bardzo chcialam zeby sie udalo). Pow
                  > inna mnie byla uswiadomic, ze to co ja chce jest niemozliwe w tym zwiazku

                  i to pokazuje Twoje (i wielu ludzi) nierealistyczne oczekiwania - pierwsze to takie, że terapia pomoże. Ona może pomóc, ale nie musi. Tak jak w medycynie.
                  Po drugie to nie terapeuta ma powiedzieć, ze to co Ty chcesz jest niemożliwe w tym związku - to właśnie terapia ma spowodować, że Ty sama dojdziesz do takiego wniosku (bądż do przeciwnego).
                  • katja75live Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 11:49
                    No wlasnie, wiec ja jestem takim przypadkiem, ze trapia nie pomogla.
                    Terapia tez nie sprawila, ze ja lub moj exs doszlismy do jakichkolwiek wnioskow. Po terapii bylismy ze soba jeszcze prawie 3 lata...
                    • eicron Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 05.02.14, 21:00
                      katja75live napisała:

                      > No wlasnie, wiec ja jestem takim przypadkiem, ze trapia nie pomogla.
                      > Terapia tez nie sprawila, ze ja lub moj exs doszlismy do jakichkolwiek wnioskow
                      > . Po terapii bylismy ze soba jeszcze prawie 3 lata...

                      No to jakiś efekt ta terapia miała. Może nie taki jak oczekiwałaś, ale zawsze jakiś wink

                      Dla mnie osobiście osoba prowadząca terapię - która w ciągu pierwszych dwóch spotkań nie jest w stanie doprowadzić do określenia realizowalnych i jasnych dla wszystkich uczestników celów, a także w ciągu dwóch miesięcy nie jest w stanie zweryfikować czy ustalenia terapii są realizowane - to taki terapeuta jak z koziego zadka trąba. Strata czasu i pieniędzy.
                  • argentusa Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 12:09
                    > Po drugie to nie terapeuta ma powiedzieć, ze to co Ty chcesz jest niemożliwe w
                    > tym związku - to właśnie terapia ma spowodować, że Ty sama dojdziesz do takiego
                    > wniosku (bądż do przeciwnego).

                    rzekłabym KLUCZOWE. To człek samodzielnie musi sobie uświadomić. i samodzielnie poszukać rozwiązania. Terapeuta po to by nie błądził bez sensu albo nie kręcił się w koło Macieju zapętlony w jakąś tam wizję.
                    W ogóle mam taką refleksję: często oczekujemy,że to inni za nas rozwiążą nasze problemy. Że zrobią coś za nas. Że wezmą odpowiedzialność itp. A to życie jest. Nasze. I nasza robota.
                    Najlepszego.
                    Ar.
                    • samawsnach Re: Czy terapeutka powinna ZAUWAŻYĆ... 04.02.14, 21:24
                      Katja, nie wiem jak było w Waszym przypadku, ale kiepscy terapeuci nie zdarzają się wcale tak rzadko, zwłaszcza, jeśli się nie sprawdzi, albo nie wie się, co sprawdzić.
                      A co do Waszej terapii, to podany przez ciebie przykład z tą restauracją wiele pokazuje i jak najbardziej powinien zostać na spotkaniu omówiony. Nie uważam, żeby twoje oczekiwania były nierealistyczne.
        • luciva Re: Dziekuje wszystkim za odpowiedz 17.02.14, 13:34
          Katja, dobrzy manipulanci potrafią oszukać najlepszych psychologów.
          Pytanie po co eks ciągnął Cię na terapię , skoro Cię nie kochał.
          Pytanie drugie, czemu miała zauważyć to terapeutka, skoro Ty nie zauważyłaś.

          No i pytanie do Ciebie, czym jest miłość. Bo na pewnym etapie związku, to raczej nie motyle i zauroczenie, ale pewien rodzaj decyzji, że tak właśnie z ta osoba chcę być. Może cos takiego było u Twego męża.
    • amsterdamska_mgla Katja 05.02.14, 00:08
      Czytam ten wątek i myślę sobie, że rozumiem Twoje rozgoryczenie i negatywną opinię o tej 8-mio miesięcznej terapii, choć jej nie podzielam. Ale ją rozumiem. Pytałaś kilka dni temu, co mnie pomogło i jak, prosiłaś o przykłady. Podpowiedziałam Ci poczytanie Yaloma. Ale kiedy czytam o Twoim zawodzie, przyszło mi do głowy, że napiszę Ci, jak było u mnie.
      Chodziłam przez rok na terapię małżeńską do jednego z najlepszych terapeutów partnerskich w tym kraju. Znakomity psychiatra i psychoterapeuta, rewelacyjny fachowiec. Uważam terapię za bardzo udaną. Nie przyniosła żadnych efektów w postaci naprawy związku, co więcej, zakończył się on rozwodem (ja wyprosiłam eksa ze swojego życia po jego "rozmyśleniu się" co do zaangażowania w rodzinę, ja złożyłam pozew etc.) I uważam, że ta terapia była znakomita.
      Opiszę Ci, jak to było, oczywiście z grubsza i może pozwoli Ci to jakoś zobrazować sobie, jakie efekty można wyciągnąć z terapii, jeśli nie "uwiesimy się" na terapeucie, a podejmiemy pracę nad sobą.
      Na terapii obserwowałam bacznie PROCES jaki dział się między moim mężem a terapeutą. Widziałam, jak mój mąż wywala złość i agresję na całkiem obcego, bardzo miłego człowieka. Widziałam, jak jest z niego niezadowolony, jednocześnie przez ROK nie robi nic, by terapeutę zmienić, zrezygnować z terapii, nic. Chodziliśmy dalej.
      Widziałam, jak odrzuca wszelkie propozycje, diagnozy, wskazówki terapeuty. Widziałam jak olewa zadania, jakie ten nam dawał, słuchałam, jak kręcił się w kółko w sporach ze mną.
      Jednocześnie obserwowałam, analizowałam i - w przeciwieństwie do mojego męża - omawiałam na bieżąco to wszystko, co działo się we mnie i ze mną w tamtym czasie. Błędy, idiotyzmy, pomyłki, a także starania, dobre rzeczy, wysiłki.
      Po roku zapytałam mojego męża, jaki jest jego cel przychodzenia tutaj. Od kilku miesięcy widziałam, że jest to coraz bardziej jałowe, przyglądałam się temu, analizowałam. Dojrzewałam. Zadałam to pytanie, a wobec beznadziejności jego odpowiedzi, a w zasadzie jej braku, byłam gotowa do następnych kroków. Poprosiłam o wyznaczenie 2 ostatnich spotkań na podsumowanie, podjęłam decyzję o rozwodzie, przygotowałam się do tych kroków i na przestrzeni 2 miesięcy je przeprowadziłam. A zaświadczenie o rocznej terapii przydało mi się w sądzie jako argument za brakiem szans na uratowanie tego małżeństwa wink
      Widzisz, Katja, terapeuta nie powiedział mi, że to nie ma sensu, że mąż mnie nie kocha, że jest gówniarzem itp. Jednocześnie mówił i pokazywał wiele rzeczy, które były materiałem do moich analiz i wniosków.
      Terapia posługuje się podstawowym narzędziem, bez względu na orientację, w jakiej pracuje terapeuta. Jest nim RELACJA TERAPEUTYCZNA.
      W terapii partnerskiej bogactwo tego narzędzia polega na tym, że pojawia się przestrzeń do analizy bycia w relacji.
      Pół roku po terapii, już po naszym rozstaniu, mój mąż powiedział mi, że był nieuczciwy wobec mnie. Że wiedział, że ja idę na terapię kochając go i chcąc naprawiać nasz związek, a on poszedł od razu z nastawieniem, że chce wyjść z małżeństwa i z rodziny.
      I nie wściekłam się na terapeutę, że tego "nie odgadł", nie naprowadził mnie. Myślę, że swoją pracą z nami tak naprawdę on stworzył mi przestrzeń do tego, bym zobaczyła to jak pod mikroskopem sama, doświadczyła, przemieliła i wysnuła wnioski. Gdyby powiedział mi, ze to nie ma sensu, że mąż mnie nie kocha, że jesteśmy kiepską parą, żebym się rozwiodła, byłoby to nic niewarte i pewnie bym nawet tego "nie usłyszała". Pozwolił mi swoim majstersztykiem tego doświadczyć i to był ogromny zysk.
      Terapia była znakomita, jestem tego pewna, z perspektywy pół roku po rozstaniu i pławieniu się w poczuciu szczęścia smile
      • amsterdamska_mgla Re: Katja 05.02.14, 00:14
        PS. Dobra i rzetelna terapia powinna zaczynać się od uzgodnienia CELÓW i kontraktu terapeutycznego.
        • kasper254 Re: Katja 05.02.14, 07:43
          1.Założyc należy, że terapeuta ma kilka spotkań w ciągu jednego dnia i każde z nich jest wyrwanym fragmentem różnych rzeczywistości/doświadczeń/etapów życia i realizacji "planu" spotkania. Wobec niemożliwości ogarnięcia tego wszystkiego, w związku ze zwykłym ludzkim zmęczeniem, ciągnącymi się zwykłymi własnymi problemami, każda "relacja psychoterapeutyczna" jest fikcją. Czy fikcja ma uprawdopodobnić kontrakt, w którym nie można oznaczyć realistycznych celów czy raczej więcej w niej raczej szalbierstwa, legitymowania (nie) możności czy (nie) możliwości? A może to tylko takie pogaduchy, które będą miały większy sens z kimś, kto nas zna, kto nas lubi czy kocha, komu na nas zależy, kto chce naszego dobra, dla kogo jesteśmy ważni?
          2.Jedna z osób, wypowiadających się wyżej, po terapii wie, co to szczęście. To już dużo, bo co nim jest, nie wiedzieli najwięksi myśliciele. Ozłocić tego terapeutę. "Terapeutę - komiwojażera" szczęścia.
          3.I inaczej w uzupełnieniu do 1/: kontrakt to umowa z wynikami i finalnym rozstrzygnięciem, w której nawet z ł a w o l a jednego z partnerów nie niweczy jej sensu. Gdy terapeuta nie może przewidzieć wyników tej umowy, a nie może, bo nie jest prorokiem, całe spotkanie terapeutyczne jest mieleniem słów. A gdy już - po czasie - wyciągniemy "to i owo", to na zasadzie: "co autor chciał powiedzieć", gdy go już nie ma. Dlatego tak okropnie jesteśmy podatni na ułudę, jak na cuda papieskie. Dlatego tak potrzebujemy złudzeń. Chcemy być okłamywani. W pustce wszystko się mieni kolorami tęczy.
          • anderikka Re: Katja 05.02.14, 08:57
            kasper254 napisał:
            > 2.Jedna z osób, wypowiadających się wyżej, po terapii wie, co to szczęście. To
            > już dużo, bo co nim jest, nie wiedzieli najwięksi myśliciele. Ozłocić tego tera
            > peutę. "Terapeutę - komiwojażera" szczęścia.

            Nie wiem, o czyją wypowiedź chodzi, ale dlaczego to takie dziwne, Kasper? Filozofia zadaje pytania, owszem, ale to nie znaczy, że ludzie nie mają prawa przeżywać szczęścia, miłości itp. i uważać, że to znają i umieją zdefiniować. To kwestia sposobu wyrażenia myśli, nic więcej.
            • anbale Re: Katja 05.02.14, 10:13
              Że Kasper dziwi się, że ktoś poznał istotę szczęścia- to dla mnie akurat nic zaskakującego. Dla Kaspra życie to krew, pot i łzy, męka i mordęga, koszmarna matnia. Nie ma miejsca na takie oszukańcze bzdury jak szczęście; wszelkich terapeutów trzeba omijać wielkim kołem, bo jeszcze zaburzą tą wizję świata i ktoś poczuje się w miarę dobrze, co dla Kaspra jest niedopuszczalne...
              Akurat filozofia, kultura i sztuka daje dużo odpowiedzi na pytanie czym jest/może być szczęście.
              Chociażby Kotarbiński, pierwszy lepszy z brzegu. Większość ludzi też ma swoją osobistą definicję, a chyba każdy zwyczajnie je poznał, choćby przez parę chwil.
              • kasper254 Re: Katja 06.02.14, 12:28
                1.Anbale, źle wykorzystałaś czas studiów, albo życie nie umożliwiło Ci dokonania określonych weryfikacji w świecie aksjologii:
                a/ to nie filozofia, kultura czy sztuka dają odpowiedzi na pytanie, czym jest szczęście, ale życie. Jednostkowego człowieka, a nie człowieka w ogóle. T. Kotarbiński natomiast znał się tyle o szczęściu, co wół na gwiazdach. Owszem - rozprawiał o teorii" szczęścia", definicji, kontekstach itd. Podobnie tyle samo wiedzieli np. Sartre, Kante i inni. Czyli niewiele lub co najmniej nic. O szczęście więcej wiedzą ludzie np. z plemion Amazonii czy Dalekiego Wschodu, którzy nie umieją pisać czy czytać, nie umieją rachować, nie znają filozofii, sztuki, kultury,
                b/nie trzeba omijać szerokim łukiem wszystkich terapeutów, ale tych, którzy mamią, że ukażą szczęście lub chociażby jego istotę. Podobnie innych podobnych szalbierzy, kapłanów itd. Natomiast trzeba być blisko tych, którzy nas akceptują - tak, po prostu, nie dla pieniędzy, czasem kochają, są życzliwi...
                2. Wskaż, Anbale, kto poznał istotę szczęścia. Będzie to budujące. Ja jej nie poznałem, aczkolwiek każdy dzień z kochającymi istotami jest dla nie, jak dotknięcie szczęścia. Chciałbym go zatrzymać na dłużej.
                • anbale Re: Katja 06.02.14, 12:56
                  No fakt, w przeciwieństwie do Ciebie nie zajmuje się na co dzień weryfikacją w świecie aksjologii, rozdzieraniem szat nad realiami, roszczeniami, umoralniającymi kazaniami z wszystkowiedzącego piedestału, prychaniem na filozofów, myślicieli czy terapeutów- tylko cieszy mnie jak mam zdrowie i spokój ducha. To mi wystarczy do szczęścia. A że szczęście nie jest stanem permanentnym- obawiam się, że dzieci w przedszkolu już to podejrzewają...
                  Na temat oczekiwania "psychoterapii" ze strony bliskich, kochających nas osób pisałam w innym miejscu, nie będę się powtarzać. Jeśli uważasz, że wujek Zdzisio pomoże Ci się wykaraskać np. z ciężkiej depresji poklepując Cie w plecy na imieninach i obiecując, że wszystko będzie dobrze, to super i powodzenia.
                  Ale daj spokój ludziom, którzy szukają naprawdę profesjonalnej pomocy, bo to jest szalbierstwo i zwykłe znachorstwo.
                • argentusa Re: Katja 06.02.14, 13:09
                  1.Anbale, źle wykorzystałaś czas studiów,
                  a jedynym właściwym do oceny jest Kasper wink
                  To ja już wolę źle wykorzystywać czas na różnych studiach.
                  hmmm, Kacper, tobie się jeszcze nie znudziło takie pojękiwanie życiowe?
                  Podobnie jak Anb wolę być zadowoloną i bywać szczęśliwą. Wg moich własnych kryteriów.
                  Ar.
                • tricolour Kasper, Ty to jesteś materiał na terapię... 06.02.14, 15:46
                  ... to właśnie dlatego tak psioczysz. Ze strachu z jednej strony i z poczucia utraty - z drugiej.
                  • kasper254 Re: Kasper, Ty to jesteś materiał na terapię... 07.02.14, 13:06
                    1.Już raz skorzystałem - gdy byłem słabiutki. Ale moje psycholożki - aby bardziej ciążyć, dla nadania sensu i wartości rozmowy - kreśliły jakieś figury na papierze, zadawały pytania, słuchały. Teraz po latach przypomina mi to słynne sonety krymskie: "słucham /.../ nikt nie woła." Konkret - to były pieniądze. Jak widzisz, Tri, ani ze mnie materiał, ani przedmiot terapii. Co najlepsze było dla mnie - podałem - i to polecałbym innym.
                    2. Nie umniejszam wagi pracy psychologów: gdy ktoś jest samotny, gdy nie ma nikogo, zapłaci po prostu za usługę rozmowy. Sam wiesz, że zazwyczaj w pewnym wieku stajemy się bywalcami teatrów, filharmonii...
                • luciva Re: Katja 17.02.14, 15:14
                  Bo szczęście ma się w sobie albo nie.
                  Albo inaczej - poczucie szczęście, to sposób w jaki patrzymy i reagujemy na zycie, sprawy które nas przytłaczają, itd.
                  Czyli tak naprawdę punkt widzenia.
          • amsterdamska_mgla Re: Katja 05.02.14, 12:44
            Kasper, piszesz zgrabnie i zgrabnie filozujesz, ale i naginasz. Jeśli piszesz o mnie, to nie jestem szczęśliwa dzięki tej terapii czy terapeucie, napawam się poczuciem ulgi, radości i szczęścia po wyjściu ze złego związku. A ta terapia mi w tym pomogła.
            A co do poczucia szczęścia - od jakichś 20 lat mam to poukładane i jestem szczęśliwa. I nawet w najtrudniejszych momentach ostatnich okołorozwodowych lat umiałam odczuwać szczęście. Bo ono nie ma tylko jednego źródła. I po prostu dlatego, że umieć być szczęśliwym to sztuka. Ja wiem, że ją posiadłam.
      • katja75live Re: Katja 05.02.14, 10:38
        Dziekuje amsterdamska-mgla, za opis Twojej terapii.
        Mysle, ze u nas bylo bardzo podobnie, ja kochalam exs, chcialam naprawiac malozenstwo, a on przyszedl tam by sie dowiedziec ze najlepiej by bylo jakbysmy sie rozstali.
        Tylko On bardzo wspolpracowal z terapeutka, zawsze mily, zawsze mowil , to co ona chciala uslyszec. Moja terapia nie doprowadzila mnie do decyzji, ze powinnam sie rozstac, bo tego dalej nie chcialam. Wiesz jak rozmawialam z kolezanka o przebiegu terapii, to ona sie wlasnie dziwila, ze ta terapeutka byla bardzo malo dociekliwa, ze to co opowiada moj exs sie przyslowiowej kupy nie trzyma itp. Ja mysle jednak dalej ze jakbym trafila na dobrego terapeute, to by exs bardziej przycisnal, nie zadowalal sie jego odpowiedziami, inaczej ta terapie poprowadzil. Pierwsze spotkanie mialam z innym terapeuta (i byla bardzo duza roznica, on od poczatku postawil mojego exs pod przyslowiowa sciana), mysle ze przy nim bym sama doszla do jakis wnioskow, lub moj exs i nie ciagnelibysmy tego jeszcze 3-lata.
        Mysle, ze wsrod terapeutow sa tez po prostu lepsi i gorsi jak w kazdym zawodzie.
        • tricolour Mgła Ci pięknie napisała... 05.02.14, 11:03
          ... i to jeden z sensowniejszych postów na tym forum (że też jej się chciało) wręcz na przyszpilenie na samą górę. A Ty w kółko to samo: że są terapeuci lepsi i gorsi - czyli w domyśle Ty miałaś gorszego i stąd porażka.

          Zupełnie zauważasz, że dla Mgły sukcesem jej terapii jest osobisty rozwój bez względu na stan cywilny. Dla Ciebie zaś sukcesem byłoby - jak to brutalnie nazwać - utrzymanie portek w domu.

          Mgła (także inni "pacjenci") pisząc o terapii siebie stawia na pierwszym miejscu i ona jest podmiotem. Ty pisząc o terapii stawiasz siebie na trzecim planie, bo na pierwszym jest zły terapeuta, na drugim kłamiący mąż. Mgła jest podmiotem terapii, Ty przedmiotem w obcych i niedobrych rękach.

          Twoja porażka jest konsekwencją miejsca, które dla siebie wybrałaś.
          • chalsia Re: Mgła Ci pięknie napisała... 05.02.14, 11:36
            zgadzam się, że Mgła świetnie opisała swoją terapię i podziwiam, że chciało jej się i potrafiła to tak dobrze ubrać w słowa
            i świetne podsumowanie do postu Mgły napisał Tri

            a ja się cieszę, że w końcu jest jakiś wątek bez wylewania pomyj smile
            • anderikka Re: Mgła Ci pięknie napisała... 05.02.14, 11:53
              chalsia napisała:
              > a ja się cieszę, że w końcu jest jakiś wątek bez wylewania pomyj smile

              wink
              Ps. Może to pozytywne działanie wiosny? smile
            • katja75live Re: Mgła Ci pięknie napisała... 05.02.14, 12:27
              a ja się cieszę, że w końcu jest jakiś wątek bez wylewania pomyj smile

              No ja widze raczej ze sie wylewa pomyje na mnie, za to tylko ze mam inne zdanie od Was

              I jeszcze co do utrzymania portek w domu:
              Nie to Nie byloby sukcesem dla mnie, choc wtedy bardzo exs kochalam.
              Sama doszlam do Tego,ze tego zwiazku nie da sie utrzymac pare lat pozniej, bez pomocy terapeuty.
              Prosze juz wszystkich o nie wpisywanie sie wiecej na tym watku. Zrozumialam Wasze zdanie i to,ze mam inne nie znaczy, ze jeszcze pare osob ma mnie tu zwyzywac od lgarzy, idiotow itp. co to nie rozumieja idei terapii. Juz dziekuje za uwage, juz WIEm, ze to MOJa, Moja Wylaczna wina, ze z terapii bylam niezadowolona.
              • amsterdamska_mgla Re: Mgła Ci pięknie napisała... 05.02.14, 12:50
                Tri, dziękuję.
                Chlasia, też mam w sobie tę radość smile
                Katjo, ochłoń, nie denerwuj się i pomyśl. Kilka osób może tu po Tobie pojechało, niestety, taki forumowy lajf. Ale kilka innych starało Ci się na różne sposoby coś pokazać, wytłumaczyć, dojaśnić, pomóc.
                Od Ciebie zależy, z jakim poczuciem i wspomnieniem opuścisz ten wątek.
                Tak czy siak - powodzenia.
                • katja75live Re: Mgła Ci pięknie napisała... 05.02.14, 12:55
                  No ja wlasnie tej radosci w sobie nie mam, co Wy.
                  Tym co mi cos probowali wytlumaczyc, przedstawic swoj punkt widzenia w tym Tobie bardzo dziekuje. Jedank ten jak to mowisz forumowy lajf nie dla mnie. Czesto tu przychodzilam, aby poczytac madrych ludzi jednak teraz to ja sie 3 razy zastanowie zanim cos napisze od siebie, ten sposob komunikacji (to jest warczenie i wywyzszanie sie) to jednak nie dla mnie.
                  • anderikka Re: Mgła Ci pięknie napisała... 05.02.14, 13:33
                    katja75live napisała:
                    Czesto > tu przychodzilam, aby poczytac madrych ludzi jednak teraz to ja sie 3 razy zast
                    > anowie zanim cos napisze od siebie, ten sposob komunikacji (to jest warczenie i
                    > wywyzszanie sie) to jednak nie dla mnie.

                    Katja, wyluzuj trochę, dla pocieszenia możesz po skorzystaniu z wyszukiwarki zobaczyć, ile mi się dostawało wink Tak czy inaczej przy krytyce masz okazję, żeby coś przemyśleć, przy zgodności cudzych poglądów z Twoimi nigdy by tego nie było smile
                  • altz Re: Mgła Ci pięknie napisała... 05.02.14, 16:46
                    katja75live napisała:
                    > No ja wlasnie tej radosci w sobie nie mam, co Wy.

                    Nie przesadzaj z tą radością. Jeśli ktoś jest taki radosny, to nie jest aż tak złośliwy i czepliwy, nie używa słów przyjętych za obraźliwe w stosunku do konkretnych osób. big_grin
                    Bodajże w "Ostatnim Kuszeniu" Łazarz zmartwychwstał, ale nie zupełnie do końca i potem był taki półżywy i półmartwy. big_grin
              • chalsia Re: Mgła Ci pięknie napisała... 05.02.14, 12:58
                > No ja widze raczej ze sie wylewa pomyje na mnie, za to tylko ze mam inne zdanie
                > od Was

                to Ty chyba nie rozumiesz powiedzenia "wylewanie pomyj"
                zapewniam Cię, że Cię to w tym wątku nie spotkało (bo w ogóle tego nie ma w tym wątku)
              • chalsia Re: Mgła Ci pięknie napisała... 05.02.14, 13:00
                > Prosze juz wszystkich o nie wpisywanie sie wiecej na tym watku.

                ????????
                jak możesz prosić o nie wpisywanie się w nie Twoim wątku?
      • fanny Re: Katja 07.02.14, 06:25
        Amsterdamska mgla podzielila sie swoimi doswiadczeniami z terapii, wiec pozwol, ze i ja cos dorzuce ze swojej. Pewnie byloby lepiej, gdyby to moj maz zrelacjonowal, ale i ja sprobuje.

        Bylam z mezem na terapii prawie 8 lat, tylko przez kilka tygodni.
        Podobnie jak u Ciebie, moj maz klamal na spotkaniach, ja tez o tym nie wiedzialam a terapueuta tez nie wyczul. W ogole jak zapadla decyzja o terapii, maz byl juz praktycznie emocjonalnie gotowy zeby wyjsc z naszego zwiazku, tyle ze nawet sam przed soba sie do tego nie potrafil przyznac. Wolal zachowac w sobie (i we mnie) swoj pozytywny obraz, wiec chcial terapii, jako dowodu, ze mu przeciez zalezy na naprawie naszej relacji, co nie bylo w 100% prawdziwe.
        I dla mojego meza okazalo sie wazne nie to, co w czasie terapii mowil, lecz to czego nie mowil. A nie mowil, bo sie wstydzil. Bo takie to bylo absurdalne. A okazywalo sie absurdalne dopiero jak trzeba bylo wypowiedziec na glos przy swiadku.
        Zorientowal sie, ze jego zyciowe i zwiazkowe poczucie niespelnienia ma tak naprawde inne niz ja przyczyny, ktore tkwia w nim samym. Ja bylam w jego glowie takim chlopcem do bicia, bo latwiej zrzucic odpowiedzialnosc na partnera za niezaspokajanie roznych potrzeb niz przyjac wlasna odpowiedzialnosc, ze te potrzeby pozostaja niezaspokojone, bo o ich zaspokojenie samemu sie nie zadbalo - poprzez identyfikacje ich, wyarykulowanie a potem dzialanie na rzecz ich realizacji. Podobnie jak amsterdamska mgla mezowi, moj maz przygladal sie mnie w procesie terapeutycznym, temu ze mi zalezy, ze chce i byc moze potrafie, ale nie mam szansy, bo mi jej nie daje. I zorientowal sie, ze chce te szanse sobie i mnie dac, ze mnie kocha i chce ze mna byc. I wtedy poprosil o rezygnacje z chodzenia do tej baby wink

        Dlugo uwazalam, ze terapia kompletnie nic mi nie dala i byla strata czasu i kasy, bo M. klamal i mnie i terapeucie. Ale po czasie przyszla refleksja, ze to wlasnie ta "nieudana" i gwaltownie przerwana terapia uratowala nasze malzenstwo. I to w lepszej wersji, bo wykonalismy obydwoje ogromna prace nad soba i naszym zwiazkiem juz poza gabinetem, ktora paradoksalnie rozpoczela sie od jego nieszczerosci w terapii.

        Chalsia napisala > Po drugie to nie terapeuta ma powiedzieć, ze to co Ty chcesz jest niemożliwe w tym związku - to właśnie terapia ma spowodować, że Ty sama dojdziesz do takiego wniosku (bądż do przeciwnego).

        U nas wlasnie tak bylo - moj maz doszedl do wniosku, ze to czego chce, jest jak najbardziej do zrealizowania w naszym zwiazku.
        Nadal jestesmy razem, w duzo dojrzalszym niz przed kryzysem zwiazku, a forum odwiedzam, zeby sie uczyc na cudzych bledach smile

        f.
        • fanny Re: Katja 07.02.14, 06:27
          lol, bylam na terapii 8 lat temu, oczywiscie a nie 8 lat!

          f.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka