Jestem z Wami już długo, najpierw czytałam potem napisałam o sobie, dlatego spójrzcie proszę na sytuację opisaną przeze mnie poniżej i powiedzcie jak to widzicie.
W skrócie:
brat eksa ożenił się ok 4 lat temu, 2 lata temu urodziło mu się dziecko.
Kilka dni temu spotkałam jego żonę na spacerze, więc zapytałam jak mały, jak w pracy i nagle ona wybuchnęła płaczem, że on jej ubliża, że na porządku dziennym jest nazywana szmatą, że ma spierdalać i wypierdalać, że gdyby nie mała to dawno by ją z tego domu wypierdolił. Była u mamy z tym problemem ale matka się go boi.
Ona nie wie co ma robić i pyta mnie czy tak samo miałam z eksem, czy napluł mi kiedyś w twarz.
Powiedziałam jej, że nie miałam tak samo, ale nasza rodzina była dysfunkcyjna stąd się rozeszliśmy, zresztą szczerze mówiąc nie miałam ochoty opowiadać się jej co robił eks a czego nie robił. Zapytała mnie o radę i jej ode mnie nie dostała, otarła łzy i chyba się obraziła, że nie podzielam jej bólu i że powinnam z jej mężem pogadać bo jest chrzestnym moich dzieci. Tyle, że ja nie zamierzam angażować się w ich problemy, dopiero co sama stanęłam na nogi, długo czasu zajęło mi: 1. znalezienie odwagi 2. odejście od eksa 3. nauczenie się siebie od nowa. Jeszcze zdarza mi się przepracowywać pewne uczucia ale generalnie jestem na prostej

Czy Waszym zdaniem powinnam pogadać ze szwagrem czy nie?