Dodaj do ulubionych

co o tym myśleć?

14.04.14, 11:23
Postanowiłam napisać, bo chyba potrzebuję oceny sytuacji przez kogoś, kto zupełnie nie jest zaangażowany emocjonalnie… 1,5 miesiąca temu pożarłam się z mężem tak, że kazałam mu wypier… ale od razu go przeprosiłam, że to w gniewie itp. On jednak spakował kilka szmat i wyszedł, to był piątek, wrócił w niedzielę po więcej ciuchów, powiedział, że potrzebuje czasu ok 1 miesiąca. Wyniósł się do rodziców. Po niecałym miesiącu wynajął mieszkanie, powiedział mi, że nie chce wracać. Ale na moje pytanie, czy już mnie nie kocha mówił tylko, że nie chce wracać.
Psuło się między nam już od jakiegoś czasu, z niewielkimi przerwami można powiedzieć o kilku-kilkunastu miesiącach, a naprawdę kiepsko było od świąt. Nie będę tu pisać, że on zły niedobry, porzucił żonę z dzieckiem (10 m-cy) , bo tej kaszanie oboje jesteśmy winni.
Zaproponowałam terapię (mówiąc, że jeśli dzięki niej się nie dogadamy, to może przynajmniej łatwiej będzie nam się rozstać), najpierw kategorycznie odmówił, później się wahał, w końcu uznał, że to dobry pomysł.
O rozwodzie póki co nie mówił, ale mówi o przyszłości tak, jakby nie widział szans na to że się zejdziemy.
Do synka przyjeżdża 2-3 razy w tygodniu, rozmawia ze mną w miarę normalnie (o pracy głównie i „co słychać”wink.
Ostatnio zapytał, gdzie na urlop chcę jechać – ja zdziwiona jak to na urlop chcesz razem jechać, on na to, że przecież nie dam mu dziecka na tygodniowy wyjazd, no pewnie nie dam, ale nawet nie zapytał…
Byliśmy też razem na niedzielnym spacerze+obiedzie w knajpce ( mógł przecież wziąć dziecko i iść sam na spacer)
No i teraz ja już sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć, czy mamy szanse nadal być razem… Z jednej strony mówi: nie chcę dawać ci nadziei, z drugiej ok chodźmy na terapię. Nie chcę do ciebie wracać, ale jeźdźmy razem na urlop…
Przepraszam, ze tak się rozpisałam, ale chciałam jak najdokładniej naświetlić sytuację, żeby można ją było w miarę możliwości obiektywnie ocenić
Obserwuj wątek
    • 2traktory Re: co o tym myśleć? 14.04.14, 14:08
      A czego Ty chcesz?
      Zastanów się na czym TOBIE zależy i na tym skup swoją energię. Nie marnuj jej na gdybanie i zastanawianie się, dzielenie włosa na czworo.
      • betttika Re: co o tym myśleć? 14.04.14, 14:13
        ja bym chciała, zebyśmy znowu byli razem. Ale nie chcę być w związku bez miłości, dla tzw. "dobra dziecka". Nie chcę, żeby było tak jak przez ostatnie tygodnie przed jego wyprowadzką, ale wierzę, że można wszystko naprawić i odbudować przy chęci obu stron. Ja się strasznie boję pozytywnie nastawić - że znowu będę cierpieć i przeżywać to samo rozstanie kilka razy. Albo karmić się płonnymi nadziejami miesiacami i to mnie psychicznie wykończy
    • xciekawax Re: co o tym myśleć? 14.04.14, 14:47
      Moze on rowniez nie ma pojecia co z tym wszystkim zrobic? Z jednej strony ma zone i dziecko, a z drugiej strony wam sie nie uklada.

      Byc moze gdy "na odleglosc" ma spokojniejsze zycie to i zapomina o tych agresywnych awanturach. Z drugiej strony boi sie w to wchodzic znowu?

      Moim zdaniem nic na sile. Czas pokaze.

      PS: pierwszy rok po narodzeniu dziecka jest bardzo stresujacy dla obojga rodzicow. W tym czasie powinniscie jak najwiecej zadbac o swoje malzenstwo i o to zeby byc dla siebie podporoa - a nie sie wyzywac jeden na drugim.
      • betttika Re: co o tym myśleć? 14.04.14, 20:48
        Niestety - mleko się rozlało, a ja już nie wiem co mam robić. Nie umiem się ogarnąć. W ciągu dnia zajmuje się dzieckiem, więc jakoś sobie daję radę. Ale jak synek już zaśnie to siedzę i ryczę, nie mogę spać... Nie mogę patrzeć na rodziny z dziećmi, na zakochane pary, o mało nie popłakałam się na zakupach jak zobaczyłam staruszków robiących razem zakupy...
        Jak widzę, jaki jest czuły wobec syna w kontraście do obojętności i oschłości wobec mnie to jest jeszcze gorzej...
        Boję się myśleć, co przyniesie ta terapia, że on powie pani/panie psycholog proszę przetłumaczyć mojej żonie że nic z tego...Spotkania z terapeutą zaczniemy nie wcześniej niż za 2 tygodnie ze względu na jego obowiązki służbowe. ja do tego czasu chyba oszaleję...
        • zmeczona100 Re: co o tym myśleć? 14.04.14, 20:51
          terapia zawsze jest skuteczna- pary albo ze sobą zostają (rzadkość), albo się przekonują, że nie będą w stanie żyć ze sobą satysfakcjonującą do obu stron i się po prostu rozstają.

          Zupełnie nie rozumiem- po co TOBIE ta terapia? Żeby przedłużyć czas beznadziejnego zawieszenia, przeżyć kolejne rozczarowanie czy odwlec w czasie to, co nieuniknione?
          • betttika Re: co o tym myśleć? 14.04.14, 20:58
            Ja mam świadomość, że oboje jesteśmy odpowiedzialni za to, w jakim punkcie się teraz znaleźliśmy. Liczę na to, że z pomocą terapeuty uda nam się wyeliminować takie zachowania, które tej drugiej stronie nie pasowały, skupić się na pozytywach, odkopać miłość, która może jednak jeszcze jest tylko przywalona zwałami wzajemnych żali, pretensji frustracji...
            Skąd zdanie, że pary po terapii rzadko ze sobą zostają? Ja nie znam nikogo, kto by korzytsał z takiej pomocy, masz jakieś doświadczenia w tej materii?
            • zmeczona100 Re: co o tym myśleć? 14.04.14, 21:11
              betttika napisał(a):


              > Skąd zdanie, że pary po terapii rzadko ze sobą zostają?

              Z tego forum. A bywam tu już parę lat.
              raczej niemożliwe, aby wróciła miłość między osoby, z których przynajmniej jedna zawiodła. Poza tym tu nie o powrót chodzi, a o pokochanie od nowa. Skoro tak wiele już wiesz o tej osobie, o zachowaniu, jej stosunku do Ciebie, to nie miałabym podstaw sądzić, że jest szansa na to, by na nowo się pokochać; jest to zdecydowanie łatwiejsze w stosunku do nowych osób- z tymi nie wiążą się żądne przykre przeżycia.
              • betttika Re: co o tym myśleć? 14.04.14, 21:21
                Może jestem naiwna i mało wiem o życiu... ale mi jest bardzo ciężko uwierzyć, że on mnie przestał kochać. Może nie chcę w to uwierzyć nie wiem... Weszliśmy w nowe role (rodziców) i jakoś nie do końca umieliśmy się w nich odnaleźć, stąd frustracje + nawał pracy i w efekcie wyżywanie się na sobie... Ja się oczywiście liczę z tym, że ta terapia może nie przynieść oczekiwanych przeze mnie skutków, ale chcę mieć poczucie, że zrobiłam absolutnie wszystko co można, żeby ten związek uratować.
                Teoretycznie-statystycznie wiem, że mam szanse znaleźć sobie kogoś innego, on jeszcze większą, ale ja nie jestem w stanie myśleć takimi kategoriami. Nie chcę być z kimś innym, nie umiem sobie wyobrazić, ze mogłabym pokochać kogoś innego, bo dla mnie mój mąż jest tym jedynym, moją drugą połówką.
                Poza tym na wprost zadane pytanie czy mnie już nie kocha nie powiedział, ze nie kocha tylko, że nie chce wracać do domu...
                • altz Re: co o tym myśleć? 14.04.14, 21:27
                  Myślenie pozytywne i wiara w drugiego człowieka to jest bardzo dużo, mało kto to ma.
                  Może się z czasem poukłada?

                  Jest cel, jest rola do spełnienia, może być szczęśliwe zakończenie.
                  Jak w piosence wink
                  www.youtube.com/watch?v=o_265c7Ihqc
                • kasia.3030 Re: co o tym myśleć? 15.04.14, 12:01
                  to pewnie stereotyp, ale mysle, ze bardzo szybko okaze sie jak juz ktos napisal, ze kryzys nosi imie zenskie...nie ma po co sie ludzic...nie mowi, ze Cie nie kocha, bo pewnie nie do konca jest pewnien tego nowego jak juz bedzie pewnie to ci powie " sluchaj zostanmy przyjaciolmi, mamy dla kogo, ale ja nareszcie znalazlem milosc swojego zycia" ble ble, przerobilam, az mam ciary...
                  • altz Re: co o tym myśleć? 15.04.14, 17:37
                    kasia.3030 napisał(a):
                    > to pewnie stereotyp, ale mysle, ze bardzo szybko okaze sie jak juz ktos napisal
                    > , ze kryzys nosi imie zenskie...nie ma po co sie ludzic...

                    możliwe, że to kobieta, np. "chęć życia", spokojnego bez "wypier..." i tym podobnych, bez przykrych niespodzianek i ciągłego napięcia.
    • kami_hope Re: co o tym myśleć? 14.04.14, 21:23
      Piszesz: pozarlas sie, szmaty, wypier...
      Hm? Nie wiem jak bylo miedzy Wami. Ale, styl Twojej wypowiedzi cos tam mowi o Tobie. Szacunku to ja nie widze z Twojej strony do meza. Nie bardzo rozumiem po co ta terapia?
      Wydaje mi sie, ze facet sie lamie (jesli w ogole sie lamie) bo martwi o kontakt z dzieckiem. Czy chce wrocic do Ciebie? Hm... Nie wiem. Ja bym nie wrocila do takich klimatow. Jesli i on takich nie lubi, to nie wroci. Zalezy mu na dziecku... I chyba to wszystko.
      • betttika Re: co o tym myśleć? 14.04.14, 21:44
        "Klimaty" były różne i z mojej i z jego strony. Terapia - żeby odbudować związek, w którym ten szacunek będzie (z obu stron).
        Ja mu kontaktów z dzieckiem nie utrudniam - wręcz przeciwnie, zabiegam, żeby jak najczęściej widywał się z synem.
        Dziecko nie jest winne, że rodzice pogubili się w swojej relacji, a potrzebuje nas obojga. Ja mu powiedziałam jeszcze w niedzielę, kiedy się pakował, że niezależnie od tego, jak to się dalej potoczy ja mu nigdy nie będę utrudniać kontaktów z synem.
        • kami_hope Re: co o tym myśleć? 14.04.14, 23:41
          Napisalas w pierwszym poscie, ze potrzebujesz obiektywnej oceny sytuacji osoby niezaangazowanej. To tez, ocenilam na chlodno ta sytuacje.
          Sama napisalas, ze maz wrocic do Ciebie nie chce. Sklonny jest spotkac sie na neutralnym gruncie, ale nie za zamknietymi drzwiami, w tamtym miejscu, itp. On juz wie jak moze byc. Ma dosc. Nie ufa, ze sie cos zmieni.
          Ja zreszta tez nie wierze. A wiesz dlaczego? Bo sytuacje naznaczone przemoca sa efektem zachowan konkretnych ludzi. To konkretna osoba musi praacowac bad sama soba. Moze oczywiscie korzystac z pomocy specjalisty. Type ze to praca indywidualna, a nie zespolowa. Chyba rozumiesz co mam na mysli.
          Zwiazek tworza dwie indywidualnosci. Jesli osoba/y stosuje przemoc to ma problem z sama soba i sama musi we wlasnym zakresie ten problem rozwiazac. Kolejnym etapem dopiero mogla by byc wspolna terapia, gdzie mozna pracowac nad komunikacja.
          • kasia.3030 Re: co o tym myśleć? 15.04.14, 12:05
            a mnie sie wydaje, ze po jednym zdaniu o szmatach nie mozna stwierdzic, kto ma problem z przemoca...
            • betttika Re: co o tym myśleć? 15.04.14, 19:10
              Dziękuję za ten komentarz. Jak można zauważyć opisałam tylko finał kłótni, a nie jej przyczynę i przebieg. Może po tak skróconym opisie można było wyciągnąć tego typu wnioski. Ale myślę, ze były zbyt daleko idące.
              Nie chciałam opisywać tu całej naszej relacji – kto co powiedział/zrobił, a nie powinien albo nie powiedział/nie zrobił a powinien. Nie chcę tutaj roztrząsać jego wad i błędów, bo nie chcę się negatywnie „nakręcać” – nie o to teraz chodzi (cały czas mam również na uwadze to, że oboje jesteśmy odpowiedzialni za obecną sytuację - w jaki stopniu? myślę, ze nie da się tego zmierzyć) Jednakże pomimo różnych „niefajnych” sytuacji ja go kocham i chcę chociaż spróbować odbudować nasz związek.
              Niewykluczone, że się na tej walce o związek srodze zawiodę i będę cierpieć, ale jak nie spróbuję to będę miała wyrzuty sumienia do końca życia.
              Możliwe, że jestem naiwna, ale wydaje mi się, że uświadomienie sobie swoich błędów i chęć wprowadzenia pozytywnych zmian to pierwszy ważny krok do zgody…
              A tak na marginesie: na 99,9% jestem pewna jego wierności.
              • kami_hope Re: co o tym myśleć? 15.04.14, 23:35
                Nikt nie zna Ciebie i Twojego zwiazku lepiej niz Ty sama. Ty wiesz co sie wydarzylo... Wiesz co czujesz do meza.
                Ludzie na forum odnosza sie do tego, co zostalo napisane. Oczywiscie, nie sa to prawdy absolutne, diagnozy itp.
                Komentarze innych moga zainspirowac Cie do myslenia, zwrocic uwage na szczegoly, ktorych byc moze sama nie zauwazylas. Ale ostatecznie, to jest Twoje zycie, Ty podejmujesz decyzje i ponosisz ich konsekwencje.
    • luciva Re: co o tym myśleć? 15.04.14, 10:24
      Ja bym powiedziała, że on kogoś ma, a zgoda na terapię i pitu pitu restauracja, to po to aby przed sądem było, że też chciał ratować - co by nie było jego winy orzekniętej.
      Uważaj, bo może jest cwanym liskiem.
      • pamel-a1000 Re: co o tym myśleć? 15.04.14, 13:56
        terapia bardzo dobrze, z tego co piszesz moim zdaniem moze sie wam udac, tylko potrzebny jest czas, terapeutka moze tez doradzic terapie osobne dla kazdego z was, polecam, bo wyjdziesz po tym silniejsza niezaleznie od tego co bedzie z wami

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka