Dodaj do ulubionych

Kiedyś tu byłam

26.01.21, 00:49
Dzień dobry,
Kiedyś tu byłam pod innym nickiem, opisywałam swoje perypetie rozwodowe, później zajęłam się swoim życiem. Wróciłam na chwilkę, ponieważ wspomnienia o przeszłym życiu wywołał u mnie eks.
Co mu się porobiło - nie wiem. Skutecznie odcięłam wszelkie próby kontaktu, aż zastałam go pod moim nowym domem. Chce.....zacząć na nowo. Aż mi dreszcze po plecach przeszły i oczy z orbit. Po 6 latach braku kontaktu i przemyśleń doszedł do wniosku, że warto znowu spróbować.
I tak chciałam tylko napisać z perspektywy tych 6 lat, że dopiero teraz do mnie dotarło, że dałam radę, moje życie mozolnie sobie odbudowałam i zbudowałam i nawet nie zauważyłam, że jestem z życia i siebie zadowolona.
Więc nie bójcie się, że po rozwodzie, obojętnie, z czyjej inicjatywy i z jakiej przyczyny już nigdy nie dojdziecie do siebie. Te trudne emocje i sprawy miną i tylko widok eksa lub eksy może spowodować nieprzyjemne wspomnienia, a życie może być jeszcze udane. Bez fajerwerków, ale spokojne i bezpieczne.
ps. Eksa pod domem zostawiłam. Zdumienie z jego pojawienia się i propozycji mnie nadal mnie trzyma. Rozwód był z jego wyłącznej winy, alimenty, chociaż mi należne sobie odpuściłam dosyć szybko - do znalezienia nowej pracy w nowym miejscu. Jakoś mnie mierził ten comiesięczny wpływ na konto, chociaż oczywiście, zawsze milej mieć więcej. Ale rezygnacja była tylko mobilizacją.
Wszystkiego dobrego wszystkim udręczonym.
Obserwuj wątek
    • cosmopszczolka2013 Re: Kiedyś tu byłam 02.03.21, 00:12
      Kiedyś też tu byłam. W początkowej fazie forum. W weekend zajrzałam na forum po kilku latach. Miałam jakiś gorszy dzień. Chciałam zobaczyć, co słychać, o czym teraz forumowicze piszą, może ktoś ze "starych" znajomych jest, itd, itp. I mam wrażenie, że "forum" zwolniło tempo-mało nowych wątków i aktualizacji odpowiedzi lub odpowiadanie na "stare". I to mnie zaskoczyło, bo w okresie pandemii wydawałoby się, że ludzie jeszcze bardziej ze sobą nie mogą wytrzymać, więcej czasu spędzają w necie, itd.
      Pozdrawiam
      • stasi1 Re: Kiedyś tu byłam 05.11.21, 16:25
        Bo i życie wyniosło się gdzieś indziej. Tutaj zostali tylko starzy ludzie.
        • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 05.11.21, 18:53
          stasi1 szkoda, że ci "starzy" z forum nie wracają, by podzielić się wiadomościami....co dalej się z nimi dzieje, jak potoczyły się ich losy. my "nowi" moglibyśmy się wiele nauczyć i wyciągnąć wnioski.
          • stasi1 Re: Kiedyś tu byłam 06.11.21, 10:05
            Cóż marzenie wszyscy czują taką potrzebę wywalili się i poszli w swoją drogę zostają ci którzy prawie nie mają co robić z życiem niestety. A ty jesteś aktywna przynajmniej w tym wątku . ja to wchodzę raz na 2 miesiące
            • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.11.21, 10:45
              stasi1 tak to z ludźmi jest, nabiorą garściami i pójdą...dobrze, jak im czyjeś mądre rady pomogły....ale, mogliby chociaż okazać odrobinę wdzięczności za otrzymaną pomoc. dla mnie cenne byłyby spostrzeżenia "starych" bywalców forum, co zmieniło się w ich życiu. co dziś poradzili by innym, którzy są na życiowym zakręcie.
              odzywam się wtedy, gdy kogoś mi szkoda, kto chce ze mną rozmawiać....przystanąć na chwilę, zanim podejmie decyzję, która bardzo dużo zmieni w życiu i niekoniecznie na plus.
              pandemia wirusowa, pandemia rozwodowa, a gdzie w tym wszystkim nasza odpowiedzialność za tych, którym coś obiecaliśmy. postawa egoizmu i hedonizmu ma być lekiem na nasze frustracje? a co z tymi, którzy nam zaufali? co z bezbronnymi dziećmi?...co z naszym sumieniem, co z nami.
              wszystko potężnym kopem się odbije, tylko lekkoduch jeszcze o tym nie wie.
              pozdrawiam cię stasi1 smile


              • stasi1 Re: Kiedyś tu byłam 06.11.21, 16:15
                Może są zbyt nieszczęśliwi aby o tym pamiętać? Że warto podsumować to co się zaczeło
    • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 10.04.21, 14:44
      Fajnie było przeczytać Twój post. Może da siłę do działania tym, którzy są właśnie na na rozdrożu smile. Ja też mam za sobą wieloletnie, nieudane małżeństwo i ciężkie przejścia, wiele lat zbierałam się do rozwodu i dziś z perspektywy czasu, uważam, że to była najlepsza z możliwych decyzji. Jestem spełniona prywatnie i zawodowo i mam się naprawdę nieźle. Mojemu ex życie się zbyt dobrze nie ułożyło. Stracił dobrą pracę, odsunęli się koledzy, kochanka go rzuciła. Gdyby po tylu latach stanął przede mną I wspomniał o dawaniu sobie kolejnej szansy, to zabiłabym go pustym śmiechem.
      Nie warto tkwić w nieudanym małżeństwie, trzeba zawalczyć o siebie i wziąć się z życiem za bary.
      • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 10.04.21, 20:41
        Nie wiem, jak się żyje po rozwodzie, choć swego czasu byłam bliska rozwodu, a pozew został wycofany na sali rozpraw.
        Człowiek w życiu wszystko zniesie....nie zniesie tylko jajka.
        Życie w pojedynkę jest jak najbardziej możliwe, spokojne, satysfakcjonujące pod warunkiem, że się nie ma potrzeb związanych z mężczyzną u boku.
        Czy można kochać jednego mężczyznę całe życie? Można.
        Czy może się odrodzić na nowo małżeństwo? Może.
        Czy da się żyć z winowajcą, który okazał szczerą skruchę? Da się, i to życie może być nawet lepsze....
        Dlaczego sama mam się brać z życiem za bary, gdyby eks chciał naprawić, co zepsuł?
        Swego czasu doszłam do wniosku, że nie chcę sama dźwigać toreb z zakupami, nie chcę sama spać w łóżku, sama robić sobie dobrze, temperować rozpalone ciało....nie chcę sama jechać do lekarza, pić herbaty w samotności, oglądać wieczorem filmu w pojedynkę czy rozmawiać tylko z psiapsiółkami.
        Nie chcę sama żyć sprawami dzieci, sama bawić się z wnukami, sama podziwiać piękne krajobrazy.
        Człowiek zniesie wszystko, tylko czy warto?
        Jestem pełna podziwu i szacunku dla kobiet, które dobrze radzą sobie po rozwodzie, kobiet, które decydują się na życie w pojedynkę i są szczęśliwe.
        Ja, zdecydowałam się ratować swoje niedoskonałe małżeństwo. Z perspektywy czasu, nie żałuję....fakt, że do wspólnego życia trzeba dwojga.
        Im więcej lat, tym większa chęć do współpracy, więcej zrozumienia i czułości w oczach.
        Pozdrawiam Was: rito03, cosmopszczołko2013 i kobieto na nowo
        • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 11.04.21, 00:57
          Lzyoporanku, cieszę się że Ci się udało, a właściwie Wam. Jest tak jak piszesz, do tego trzeba dwojga i jeszcze musi być co ratować. Bo jak kładziesz na szale minusy i plusy i na jednej masz tylko złe rzeczy, a na drugiej nie ma nic poza marzeniami i wyobrażeniami o wsparciu, szacunku i wzajemnej milosci, to lepiej się rozstać. Czym innym jest ratowanie niedoskonałego małżeństwa ( też jestem zwolenniczką naprawienia i prób ratowania, w pierwszej kolejności, nawet jeśli nie jest to łatwe), a czym innym naprawienie błędu jaki się popełniło i uciekanie z toksyczne relacji. W tej drugiej sytuacji, samotność jest znacznie lepsza od tego co było " we dwoje". Oczywiście, na ogół gdy opadnie cały kurz, robi się miejsce w życiu, aby tę pustkę i samotność ktoś wypełnił ....
          Trzymam kciuki za Ciebie ( Łzyoporanku)i inne kobiety, za te którym się udało uratować małżeństwo i za te, które zaczynają on nowa budować swoje życie.
          • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 11.04.21, 08:25
            rito....ja to wszystko wiem, wiem o czym piszecie....
            nigdy nie byłam desperatką uwieszoną na mężu, przez wiele lat to ja dźwigałam na swych barkach "nasze wspólne życie"
            równie dobrze mogłabym zrzucić balast w postaci męża i samodzielnie funkcjonować....
            chodzi mi o to, że mężowie mogą się zmienić, że po latach możliwy jest powrót do siebie na lepszych warunkach.
            oczywiście wszystko zależy od postawy męża, który ranił, rujnował....ale przewartościował na nowo priorytety.
            dużo zależy od tego, czego same chcemy....
            mieliśmy w naszym małżeństwie pięcioletnią przerwę, był czas, gdy targały człowiekiem wszystkie znane ludziom uczucia, od nienawiści po tęsknotę.
            w tym wszystkim dzieci....
            jest takie porzekadło, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ja dodam od siebie, swoje własne....że można zawrócić kijem wodę w rwącej rzece.
            raz jeszcze gorąco Was kobietki pozdrawiam, jesteście silne, odważne, mądre.
        • bulzemba Re: Kiedyś tu byłam 12.05.21, 09:40
          Istota sukcesu: obie strony muszą chcieć.

          Ja straciłam zaufanie do swojego eks. Na dodatek: facet przypomina sobie o byłej gdy mu się pod tyłkiem pali. To żałosne!
    • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 12.04.21, 22:44
      Ja niestety jestem w trakcie rozstania. Jest mi cholernie ciężko. Mamy dwoje dzieci. Dużo, bardzo dużo wydarzyło sie w naszym malzenstwie ale mimo to wierzyłam ze bedziemy razem zawsze. W ciągu dnia, ze wzgkedu na dzieci zbieram siły i ide do przodu, w nocy płacze do poduszki i zastanawiam się jak to będzie bez niego. Czasami myśle ze będzie dobrze, ze dam sobie radę ale są takie chwile ze w to wszystko po prostu nie wierze, ze to się nie dzieje naprawdę. Burzyliśmy i ratowaliśmy nasze malzenstwo wielokrotnie, ale jesteśmy już zbyt zmęczeni i podjęliśmy decyzje o rozwodzie. Nie wiem jak to wszystko sobie poukłada? Jak psychicznie się podnieść? Jak żyć?
      • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 06:46
        Rozczarowana, życzę Ci dùżo siły i wiary w to, że dasz radę. Jeśli dobrze przemyslalaś sprawę rozstania, to zadbaj o siebie i o dzieci. Znajdź wsparcie i pomoc, żebyś mogła liczyć na kogoś, gdy nadejdą jeszcze gorsze dni. Rozwód, to ciężkie przeżycie, więc warto abyś nie była z tym sama. Chyba, że jest jeszcze co ratować ... (?).
        Trzymam kciuki!
        • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 08:46
          Nie wiem czy jest co ratować. Ratowaliśmy już tyle razy, ze przestałam w to wierzyć. On zreszta tez. Potrzebuje stabilizacji psychicznej, spokoju. Mamy inne priorytety, inne wartości. Przestaliśmy ze sobą rozmawiać, schodzimy sobie z drogi. Pojawiła się obojętność. Już nawet nie pytam o której wróci. W ciągu najbliższych tygodni zamierza się wyprowadzić. Na ta chwile nie jest tak złe. Jakoś sobie radzę. Chyba już się z tym zaczynam godzić. Szkoda tylko dzieci ale myśle ze jak będziemy mieszkać osobno to dzieci będą miały z nim lepszy kontakt.
          • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 08:56
            Doskonale wiem o czym piszesz- spokój i stabilizacja psychiczna- bez tego nie da się normalnie funkcjonować. Zadbaj o siebie. A mysleliście o terapii dla par? Czasem warto spróbować, jeśli uważasz że jest sens...
            • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 10:08
              Po jednej z akcji która zafundował zadeklarował ze pójdziemy na terapie. Ale później się wycofał i powiedział ze nigdzie nie pójdzie bo będzie trzeba wrócić do przykrych spraw i to skończy się kłótnia. Powiedział ze woli wziąć rozwód niż iść na terapie.
              • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 11:07
                Do terapii par, trzeba chęci obu stron. Jeśli Twój mąż nie chce, nie zmusisz go. Zawalcz w takim razie o siebie, o swój spokój wewnętrzny.
                • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 11:12
                  Tak zamierzam. Na początek po prostu skupiam się na tym żeby zaakceptować zaistniała sytuacje, żeby pogodzić się z tym co sie wydarzyło. Nie skupiam się na tym co będzie I co było ale na tym co tu i teraz. Rozpamiętywanie w mojej sytuacji to ból i rozpacz, a tego nie chce. Zaczęłam studia, we wrześniu wracam do pracy. Jakoś to będzie.
                • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 11:17
                  Sile dają mi dzieci. Młodszy bardzo jest za mną ale straszy teraz zachłysnął się tata którego nigdy nie było i oddalił się ode mnie. Woli spędzać czas z tata. Oczywiście cieszę się bo on potrzebuje i zawsze potrzebował taty. Tylko nie chciałabym żeby dziecko musiało wybierać. Chciałabym żeby czuł ze ma i mamę i tatę i ze oboje bardzo go kochamy.
                  • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 14:08
                    To najgorsze co można zrobić dziecku podczas rozstania- rozgrywać nim sprawy z drugim rodzicem. Bez względu na no tak potoczą się Wasze sprawy, ważne, żeby dzieci wiedziały, że oboje bardzo je kochacie. Wiem, że wiele kobiet ( ale i mężczyźni się tacy trafiają) podczas rozwodu manipuluje dziećmi i nastawia przeciwko drugiemu rodzicowi. Dobrze, że zdajesz sobie sprawę jak ważne dla dzieci jest, to aby miały oboje rodziców. Nawet jeśli jeden z nich będzie tylko " weekendowym tatą".
                    Zgadzam się z Łzyoporanku, że próbować zawalczyć o rodzinę, o małżeństwo zawsze warto.
                    Ale jeśli się nie uda, zawalcz o siebie. Trzymam mocno kciuki!
                    • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 15:05
                      Teraz walczę już o siebie. Moje malzenstwo jest właściwie skończone. Nie chce tak żyć. Sama i samotna w malzenstwie. Tak naprawdę w moim życiu fizycznie za wiele się nie zmieni. Tylko świadomość będzie inna. Muszę jakoś to wszystko przeboleć, poukladac i stanąć na nogi. Jakoś odeprzeć ten ból po stracie... nie mam wyjścia. Tak naprawdę nie mam wyjścia wiec muszę wziąć się w garść. Życie jest tylko jedno.
                    • bulzemba Re: Kiedyś tu byłam 12.05.21, 09:58
                      Nie zawsze warto walczyć o rodzinę czy raczej "rodzinę". Wspólne mieszkanie i brak formalnego rozwodu to za mało.
    • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 12.04.21, 22:54
      Nie mam żadnego wsparcia w rodzinie, właściwie jestem sama. Mam przyjaciółkę której mogę się wygadać i tyle. Mój mąż całkowicie oddał się pracy, nie miał czasu dla rodziny. Ja bywałam sfrustrowana bo 24h spędzałam z dziećmi i nie miałam chwili dla siebie. Nawet w łazience nie miałam chwili dla siebie bo jeden dobijał się do drzwi a drugi płakał w pokoju obok. Kocham swoje dzieci nad życie ale chciałabym chociaż kąpiel w ciągu dnia wziąć w spokoju. Mój mąż w ogóle nie zajmował się dziećmi.Nawet jak szlam do lekarza prosiłam koleżankę żeby została z dziećmi bo mojego już prawie eks męża opieka nad dziećmi przerastała. Teraz kiedy podjęliśmy decyzje o rozwodzie postanowił być przede wszystkim ojcem. Tylko narazie dla starszego, bo młodszy jest za mały i nie potrafi się nim zająć. Ma 2,5 roku. Nagle zapałał uczuciem do dzieci i chęcią przebywania z nimi. Ale ja się cieszę bo chociaż z tego rozwodu skorzystają dzieci i w końcu będą miały „tatę”.
      • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 09:32
        rozczarowana...przepraszam, że jeszcze ja się wtrącę. Był taki okres w moim małżeństwie, że przez pięć długich lat, tylko żyliśmy pod jednym dachem, natomiast ustała między nami więź ekonomiczna, emocjonalna i fizyczna...mijaliśmy się jak najcięższego kalibru wrogowie..pretensje i wyzwiska, sytuacja nie do uratowania....
        Ja złożyłam pozew, w oczekiwaniu na termin rozprawy, próbowałam każdego dnia swoimi sposobami walczyć o nas.
        Na ogół były to rozmowy, które wcześniej sobie starannie przemyślałam, wybierałam taki czas, gdy byliśmy sami, przypominałam mu te piękne chwile, które razem przeżywaliśmy, za co go kocham.....oraz nakreśliłam mu taką wizję, co będzie jak nas nie będzie, co z dziećmi, jak może potoczyć się nasze życie po rozwodzie....
        Rozczarowana, dobrym tatą po rozwodzie Twój mąż może być tylko chwilę, dopóki nie pozna innej kobiety.
        Skoro teraz dostrzegł, jak ważną rolę odgrywa on, jako tata w życiu dzieci.....może uda się naprawić i wszystko inne między Wami.
        Nam zajęło dwa lata na poskładanie wszystkiego od nowa, ale ja bałam się wypuścić mego męża, bo znałam go na tyle, że wiedziałam, ze rozwód byłby raz na zawsze, nie byłoby drogi powrotu.
        Nie należy się poddawać....nie należy zapominać, że takie słowa jak: przepraszam, wybacz mi, kocham cie, jesteś dla mnie bardzo ważny...mają swoją moc, zwłaszcza jak idą za tym czyny.
        Oczywiście zrobisz jak zechcesz, ja tylko podzieliłam się swoimi przemyśleniami, co ja robiłam.
        • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 10:06
          My ratujemy ten związek już zbyt długo. Były takie rozmowy i było dobrze. Chwile. Mój mąż nie widzi nic poza praca. Na wszystko ma czas tylko nie dla rodziny. Ja czuje się w tym malzenstwie sama i samotna. Nie liczy się z moimi potrzebami. Wiele razy w życiu tańczył na granicy, bardzo, bardzo wiele mu wybaczyłam. On moje prośby o czas traktuje jako szykanie dziury w całym. Powiedział ze ma dość i odchodzi. Pobawił się w rodzine i tyle. Powiedział ze ma dość bo nie ma spokoju w domu, a spokój zakłócanie mu ja prosząc o odrobine uwagi dla mnie i dla dzieci. Nie da się tak żyć. Ciagle obok. Jemu po prostu będzie lepiej bo będzie mieszkał sam, dzieci od czasu do czasu i święty spokój. Nie jest tak ze widze samo zło, pamiętam tez dobre chwile i to ile dał mi dobrego, ale uwierz mi po akcjach które miały miejsce dawno powinnam odejsc. Ale byłam z nim. W najtrudniejszych chwilach. Teraz żałuje ze nie odeszłam wcześniej. Rozmawiamy, ale on stoi przy swoim. Powiedziałam ze jak się wyprowadzi to będzie definitywny koniec ale napisał ze koniec już nastąpił. Także raczej już nie ma o czym rozmawiac. A ja? Z jednej strony czuje ból a z drugiej ogromna ulgę. Może dlatego ze żal który miałam ciagle we mnie jest. Może nie byłam idealna żona, taka jaka chciałby mieć ale postawiłam na rodzine, nie pije, nie szlajam się, dbam o dom. I nie mam żadnego wsparcia, nie mogę nawet wieczorem powiedzieć ze miałam ciężki dzien bo zamiast powiedzieć rozumiem, odpocznij słyszę ze miałem ciężej. To już naprawdę nie ma sensu. Tutaj nie ma czego ratować.
          • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 12:36
            rozczarowana, ja również nie miałam w nikim wsparcia, znalazłam siłę w sobie...to i dobrze, bo nikt się nie wtrącał, robiłam co uważałam za słuszne.
            miej teraz świadomość, że po rozwodzie twój mąż może poznać inną kobietę, może założyć nową rodzinę, może spłodzić kolejne dzieci, a Wasze...pójdą w odstawkę, lub będziesz mogła liczyć tylko na alimenty.
            Ta druga niekoniecznie będzie łaskawym okiem patrzeć na odwiedziny, kontakty Twego byłego męża z Waszymi dziećmi.
            Mówić można różne bolesne rzeczy, a myśleć swoje.....
            Może więcej czynów świadczących o próbie naprawy, niż słów bez pokrycia... Między Wami nie ma rozmowy, nie ma zajrzenia w głąb waszego wspólnego życia....odbijacie tylko piłeczkę frustracji, żalu i bólu.
            Ja jestem sceptycznie nastawiona do terapii, mój również nie chciał słuchać o czymś takim.....Wy sami, na osobności otwórzcie przed sobą swoje serca.....przynajmniej Ty to zrób, może doczekasz się odpowiedzi?, może i on się otworzy.....dajcie sobie troszkę czasu jeszcze.
            Jak jesteś w stanie wyobrazić sobie inną u jego boku, jego ojcowanie z doskoku, to pewnie nie ma co ratować Waszego małżeństwa.
            Jeżeli jest inaczej...walcz, znajdź sposób, bądź odważna...skocz na bandżi, nawet jak się boisz. Warto.
            • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 13:58
              Przede wszystkim będę żyła jak chcę. Zacznę myśleć o sobie. Dla mnie nie ma szans na odbudowę czegokolwiek. On się nie zmieni, a ja nie chce całe życie na 3 planie. Chce mieć w kimś oparcie, chce poczuć się kobieta, kimś ważnym dla kogoś. I nie chodzi o szukanie kogoś, wchodzenie w kolejny związek. Chce się tak czuć sama dla siebie. Ciagle na coś liczę, na jakiś gest, miłe słowo, zainteresowanie. Nie chce ciagle czekać na coś czego nie dostanę, bo wszystko inne jest ważne. Chociaż zostanę sama będę miała jasna sytuacje. Jestem sama dla siebie i już. Bez zbędnych oczekiwań, bez czekania, bez proszenia, bez nadziei.
              • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 14:25
                rozczarowana....życzę Ci dużo siły i mądrości.
                tak na marginesie dorzucę, że rozwód daje wolność przede wszystkim mężczyźnie, natomiast na kobietę spada więcej obowiązków, szczególnie jak są dzieci.
                książąt z bajki również brakuje....
                świat oszalał, jest i będzie coraz ciężej.....
                ale czasami rzeczywiście, spokój ważniejszy od szamotaniny.
                • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 15:01
                  Tak. Tutaj chodzi głównie o spokój i równowagę psychiczna. Dla mnie dzieci są najważniejsze. Za chwile podrosną i tez będzie łatwiej. To forum nie ukrywam, pomaga mi, bo wiem, ze nie jestem sama, ze nie tylko ja muszę przez to przejść. Ciężko jest mi na sercu, bo czuje ze przegrałam. Z drugiej strony marze o odrobinie spokoju, o tym, żeby nie myśleć, nie oczekiwać, nie prosić i nie żebrać o uczucia. Wole być sama, ale w głowie i sercu mieć porządek. Nie da się tak żyć. Razem ale osobno. To był jego wybór. Jego drabina priorytetów została tak ułożona, ze ja jestem gdzieś na dole. I cokolwiek bym nie robiła i jak się starała zawsze coś jest nie tak. Ja się poddaje. Świadomie się poddaje. Zaczynam od nowa.
                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 15:31
                    rozczarowana...jeszcze tylko ten post i zamilknę...
                    Piszesz, że będziesz żyć tak, jak będziesz chciała, ale to nieprawda, bo Twoją wolność jeszcze długo będą ograniczać dzieci, wszak jesteś i będziesz dobrą matką, i ich szczęście będzie dla Ciebie priorytetem.
                    Nawet jak zechcesz pójść na randkę, będziesz musiała znaleźć kogoś, kto je przypilnuje.
                    Kłopoty z dziećmi w wieku dojrzewania, też raczej będziesz musiała wziąć na siebie, bo raczej nie wierzę w wielkie zainteresowanie byłego męża.
                    Za to, po rozwodzie zobaczysz jak twój mąż "rozkwitnie"....szybko pojawi się inna, no i nawet z weekendowym tatą może być różnie, dzieci będą tęsknić i wyglądać, a tata zajęty nowym życiem, może nie mieć czasu.
                    Piszesz, że ciągle go o coś prosisz, i nic z tego nie wynika......a może Ty na przekór spróbuj dawać, nie oczekując w zamian radykalnych zmian.
                    Daj i poczekaj, daj uśmiech, życzliwość, docenianie, przytulanie, dużo osiągnąć można w nocy....bo i seks i rozmowy.
                    Jak to nie przyniesie rezultatów......pisz pozew. Pamiętaj, że zmiany nie zachodzą w człowieku natychmiast.
              • cosmopszczolka2013 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 16:19
                Rozczarowana domyślam się, że jest Ci teraz ciężko. Ogromna liczba małżeństw przeżywa głębokie kryzysy właśnie wtedy gdy dzieci są małe. Zmęczenie kobiety obowiązkami domowymi i brak zrozumienia u faceta, jego ucieczka w pracę, poczucie samotności w kobiecie - no klasyk. Dlatego podzielam, to co napisała Izyoporanku. Podziwiam jaką stoczyła walkę. Uważam, że póki mąż nie ma na boku innej kobiety warto podjąć walkę o związek. Bo jeśli ma, to choćbyś się zapłakała, to go nie zatrzymasz.
                • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 17:47
                  Nie wiem czy ma czy nie ma. Tak naprawdę nic już nie wiem. Ja dałam mu wybór, on podjął decyzje. Nie będę na sile go zatrzymywać, błagać kolejny raz, prosić i szukać winy w sobie. Takich walk i rozmów były setki. Dwa tygodnie sielanki, a później znowu to samo. I tak przez 10 lat z różnymi jego wyskokami (zdrada, alkohol, agresja, próby samobójcze, udawana depresja, choroba, której nie było, ucieczki z domu, zazdrość ). Nie jestem w stanie już tak żyć. Nie mogę mu zaufac w żadnej kwestii bo kłamie w najdrobniejszych sprawach. Chce zaczac normalnie żyć. A nie bac się ci tym razem. Nie mówię ze jest całkiem zły, dał mi tez wiele dobrego, starał sie zapewnić mi wszystko ale tak się w tym zafiksowal ze zapomniał o tym co naprawdę jest w życiu wazne.
                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 18:28
                    miałam się już nie wypowiadać....ale
                    rozczarowana, już wcześniej miałam Ci zamiar powiedzieć, że po tym co napisałaś, to Twój mąż już nabrał wiatru w żagle....
                    to, że po rozwodzie będzie lepszym tatą, to zwykła manipulacja, bo każdy rodzic, który kocha i jest odpowiedzialny za rodzinę wie, co jest dla dzieci i jego rodziny dobre, na pewno nie rozwód, zwłaszcza, ze nie miał Ci wiele do zarzucenia.
                    rzuciłaś nam trochę więcej światła na problemy z którymi się borykacie....
                    czasami trzeba taką osobą potrząsnąć.....czy rozwód nim potrząśnie? obawiam się, że nie, bo podjął już decyzję.
                    zanim dojdzie do rozprawy, spróbuj postępować tak, jak Ci poradziłam....niech się jeszcze nie wyprowadza, a Ty na spokojnie z nim rozmawiaj, dawaj, nie oczekując za wiele w zamian....otwórzcie się na siebie aż do bólu....może on uchwyci wyciągniętą rękę, może przewartościuje swoje życie.
                    rozwieść się zawsze zdążycie.
                    • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 18:34
                      Co do wyprowadzki to podjął już decyzje. Ja osobiście posłucham Twojej rady, będę otwarta i do bólu dobra, ale szanse ze to zauważy są znikome. Nie widział moich starań przez tyle lat wiec dlaczego miałby zobaczyć teraz? lzyoporanku wypowiadaj się. Ja bardzo lubię czytać co piszesz zwłaszcza ze są to same mądre rzeczy. Obawiam się jednak ze przepaść między nami jest tak ogromna ze nie damy rady jej przeskoczyć. Wczoraj powiedział mi ze jest mu bardzo ciężko, ze boi się samotności i codzienności, ale decyzje już podjął i jej nie zmieni. Czasem myśle ze ktoś się pojawił albo zwyczajnie zdaje sobie sprawę ze nie podoła życiu z rodzina. Może dotarło do niego ze nie jest stworzony do bycia ojcem i mężem. Nie wiem.
                      • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 18:49
                        rozczarowana, nie bądź do bólu dobra, bądź z nim do bólu szczera.....
                        powiedz mu, co przez te wszystkie lata czułaś, że wciąż Ci na nim zależy mimo tylu zranień, że wciąż go kochasz...
                        przedstaw mu "różne scenariusze" jakie mogą się na Was i Waszych dzieciach sprawdzić po rozwodzie ( napisałam Ci)...
                        niewykluczone, że ma kogoś na boku, bo już wcześniej zdradził....
                        to, że boi się samotności i codzienności, to również manipulacja, bo raczej boi się, czy nowy związek wypali czy nie...woli zgrywać biednego misia.
                        dlatego wycisz emocje, choć będzie Ci bardzo trudno....i wszystko na spokojnie, choćby Cię wewnątrz nie wiem jak nosiło.
                        silą nie zatrzymasz....ale spróbuj, by te dni do wyprowadzki upłynęły w życzliwej atmosferze, możesz wiele zdziałać przykładem i roztropną mową.
                        • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 19:08
                          Tak, masz racje i tak sobie postanowiłam. Chce rozstać się w zgodzie. Poza tym wracając do Twoich wcześniejszych rad, ze mam być do bólu szczera. Uwierz mi ze nie raz byłam i nie raz mówiłam mu co czuje, jak zostałam zraniona, ze mu wybaczyłam, ze czuje się samotna, ze mi go brakuje, ze dzieci go potrzebują, ze tęsknie, ze chce żeby został itd ale on odebrał to jako moja niewdzięczność
                          i szukanie problemu. Mówił ze pracuje i rozwija się dla nas, żeby niczego nam nie brakowało, a ja powinnam być wdzięczna i go szanować. Teraz kiedy jest taka sytuacja kiedy płacze i jestem smutna jest złe, ale kiedy staram się nie pokazywać tego, bawię się z dziećmi, jestem zadowolona to tez złe. Nie wiem jak się zachowywać żeby było dobrze. Jestem już bardzo bardzo zmęczona psychicznie, marze tylko o tym żeby odpocząć.
                          • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 19:39
                            rozczarowana, tu wcale nie chodzi, żeby rozstawać się w zgodzie, bo już porzucenie rodziny jest zwykłym skurwysyństwem, sorry.
                            im bliżej jego wyprowadzki, tym bardziej będzie szukał czegoś, co doprowadzi do tego, że wybuchniesz, a on będzie miał pretekst, żeby się wyprowadzić, bo tak, będzie mu głupio...nie daj się sprowokować.
                            obawiam się, że obojętnie jakbyś się nie zachowywała, to nic tu już nie pomoże, bo on konsekwentnie dąży do realizacji swoich celów.
                            nie przykładaj ręki ani do jego wyprowadzki, ani do rozwodu....niech to weźmie na siebie....poczekaj na rozwój wydarzeń.
                            jestem jakoś dziwnie przekonana, że po jego wyprowadzce, życzliwi ci doniosą, że jest kochanka na boku....
                            chciałabym się mylić!!!
                            mimo wszystko postaraj się zachowywać tak, jak Ci poradziłam.
                            • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 19:52
                              Bardzo Ci dziękuje za to ze tu jestes. To forum dla mnie to duza pomoc psychiczna. Wiem ze tutaj nic już nie da się zrobic. Wszystko go drażni. Ewidentnie szuka pretekstu. Bardzo już bym chciała żeby się wyprowadził, jestem już tak bardzo zmęczona. Chciałabym już zacząć układać sobie wszystko w głowie i życiu. Nigdy nie interesował się rodzina, nigdy nie miał czasu dla nas, ale winy szuka we mnie. Nawet po tych wyskokach zganiał wszystko na mnie. Całe złotego świata to ja. Nie wiem jak długo dam radę, nie wiem czy jestem w stanie jeszcze rozmawiac z nim bez zalu. Jest mi cholernie smutno i czuje się głęboko rozczarowana.
                              • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 20:30
                                to jak on się zachowuje jest typowe dla osoby, która nie jest szczera, prowadzi podwójne życie i dąży do odejścia od rodziny.
                                przerzucanie winy na Ciebie, to jest usprawiedliwianie jego podłości....tak działa pokrętne myślenie ludzi nieuczciwych.
                                nic nie usprawiedliwia tego, czego się dopuszcza....
                                postaraj się na spokojnie w rozmowach z nim wyrzucać swój ból i żal.
                                niech Twój rozsądek będzie dla niego widoczny, niech widzi kogo traci....jesteś wartościową, mądrą i odważną kobietą.
                                wiem, ze sobie poradzisz.
                                radziłabym Ci poczekać na rozwój wydarzeń, może coś do niego dotrze, zrozumie...
                                a jeśli nie, będziesz miała jasną sytuację i spokojne sumienie, że zrobiłaś wszystko na co Cię było stać.
                                • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 08:57
                                  Oczywiście czekam na rozwój wydarzeń jednak szansy żadnej nie widzę. Tak naprawdę nic innego mi nie pozostaje jak czekać. Odkąd pamietam zawsze zrzucał winę na mnie, nawet jak coś odwalił, przepraszał ale do przepraszam zawsze dokładał ale ty.....Nigdy nie angażowałam go do dzieci bo pozwoliłam mu żeby się rozwijał, ale kiedy ten samorozwój doprowadził go do kariery bardzo się zmienił. Zdobył stanowisko a zatracił wartości. Robił rzeczy o które nigdy przedtem go nie podejrzewałam. Dawniej ufałam mu bezgranicznie, ale to zaufanie już tyle razy zostało zachwiane ze nie wiem czy jeszcze dam radę je odzyskać. Czasem sobie myśle ze szkoda, ze mogło być zupełnie inaczej, ale jednocześnie czuje ulgę ze podjął decyzje o wyprowadzce. Jestem już tak bardzo zmęczona ze nie mam siły płakać. Przeszłam naprawdę dużo, chyba tak dużo ze ta sytuacja nie wydaje się być aż tak bardzo straszna. Może przez to wszystko łatwiej mi się pogodzić z jego odejściem bo wraz z nim odejdzie ten żal, poczucie niskiej wartości i beznadziejności. Może wraz z nim odejdzie ta ciągła niepewność, a nadejdzie stabilne, normalne życie choć pewnie trudniejsze bo skromniejsze. Tylko że spokój psychiczny jest bezcenny.
                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 10:40
                                    rozczarowana..jesteś teraz tą sytuacją zmęczona.
                                    z perspektywy czasu, zaczniesz inaczej na to wszystko patrzeć...
                                    żal nie odejdzie wraz z odejściem męża....
                                    może on także doceni co stracił....może, ale jak jest inna, nie spodziewaj się pomyślnego zakończenia kryzysu.
                                    błąd, jaki kobiety popełniają najczęściej to taki, że nie angażują mężów w życie rodzinne, w opiekę nad dziećmi i pozwalają na zbyt wiele swobody.....a misiowi korona nie spadłaby z głowy, jakby po pracy wypoczywał razem z rodziną.
                                    wysil się jeszcze na konstruktywne rozmowy, powiedz mu to, co jeszcze chciałabyś, żeby wiedział, dopóki masz takie możliwości.
                                    swego czasu popełniłam taki sam błąd jak Ty, dając wiele swobody....w rezultacie wiódł beztroskie życie ze swoimi znajomymi, ja matka polka w domu...
                                    teraz jestem egoistką, nie ukrywam tego, jestem zadbaną babcią, chcę wreszcie odzyskać choć część zmarnowanej młodości.
                                    mąż pomaga we wszystkim.... doceniam ,wspieram, ale także wymagam, i swoimi sposobami zdobyłam duży wpływ na swego mężczyznę, nie wykorzystuję jednak tego, najważniejsze ,że odzyskałam nas, a obcy nie sycą się moim "chlebem"
                                    wyszłam z beznadziejności, niskiego poczucia własnej wartości, choć w pracy byłam cenionym fachowcem, to w domu smutna, zrozpaczona kobieta.
                                    na razie nie masz siły, ale to minie, wtedy zobaczysz co zrobisz...
                                    zobaczysz, co on zrobi i stosownie do tego będziesz działać smile
                                    • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 13:10
                                      Lzyoporanku, jestem pod wrażeniem Twojej mądrości życiowej ... Pewnie nie w każdym przypadku się uda, a nawet więcej, nie zawsze warto, ale myślę, że trzeba spróbować naprawić, uzdrowić.
                                      Zwróciłam uwagę, że tu na forum, podobnie jak w realnym życiu, gdy pojawiają się problemy w związku, większość rad, to " kopnij go w d.pę, wystaw walizki, odejdź"...
                                      Ja też jestem z tych, które uważają że najpierw warto spróbować naprawić, szczerze rozmawiać, zawalczyć o miłość, jeśli jest, lub jeśli była.
                                      A dopiero gdy nie ma perspektyw, trzeba zawalczyć o siebie, swój spokój, zdrowie psychiczne.
                                      Z przyjemnością czytam, że Tobie się udało i że dzięki Twojej mądrości życiowej i wytrwałości, odbudowaliscie a nawet umocniliście Wasze małżeństwo. Wszystkiego dobrego!
                                      • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 14:17
                                        Lzyoporanku Twoje słowa dodają mi otuchy niewątpliwie i nawet kiedy emocje we mnie buzują przypominam sobie Twoje słowa i je uspokajam. Staram się stosować się do Twoich rad chociaż nie widzę już szans na odbudowanie tej relacji. Naprawdę przeżyłam bardzo dużo, bardzo dużo wybaczyłam, ale mimo to ciagle czuje ze robię za mało, zbyt mało, żeby zostać docenioną. Oczywiście on nowi ze się starał całe życie, bo ciężko pracował żeby nam niczego nie brakowało, ale rodzina to nie comiesięczny przelew na konto. To coś więcej, on mimo wielu rozmów nigdy tego nie zrozumiał. Czasami udawał ze rozumie, wtedy było dobrze kilka dni. Pytanie zasadnicze, czy warto walczyć o coś, co już gaśnie? Czy warto ciągnąć coś, co powodowało tyle leku i strachu (nie raz uciekałam z domu). Owszem, przestał pic, ale strach pozostał. Podświadomości nie oszukasz. Ona cały czas daje o sobie znać. Czy jest sens budować co z kimś od nowa, kiedy zaufania brak? Czy można w ogóle zaufać komuś kto tak wiele razy tańczył na granicy? Ile może znieść jeden człowiek? W tych najtrudniejszych chwilach byłam manipulowana, kiedy przegiął wzbudzał poczucie winy, litość - wymyślał choroby, wieszał się. Udawał, ze to robi. A słowa, które zostały wypowiedziane, aż wstyd zacytować- czy je da się wymazać? Można tak po prostu zapomnieć? Próbowałam, naprawdę próbowałam. Starałam się. Pytam sama siebie czy teraz, kiedy decyzja jest już właściwie podjęta warto walczyć ryzykując poczucie stabilizacji psychicznej czy lepiej pozwolić odejść i żyć bez stresu i w spokoju? Co jest lepsze dla nas? Ci jest lepsze dla dzieci?
                                        • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 15:40
                                          rozczarowana, nikt nie podejmie za Ciebie decyzji.
                                          jak ci się w miarę dobrze ułoży po rozstaniu z mężem, na pewno nie będziesz żałować, tyle, że takiej pewności nie masz.
                                          musisz liczyć się z życiem w pojedynkę, masz dzieci, z dziećmi związane kłopoty...trudno będzie samotnej matce.
                                          dzieci na pewno będą tęsknić za ojcem, czy on się wywiąże z roli ojca, gdy nie robi tego teraz? a przecież będzie budował swoje nowe życie!!!
                                          w rozbitej rodzinie najbardziej są poranione dzieci. Ty oczekujesz teraz najbardziej spokoju, dzieci taty, jego uwagi, najlepiej Was obojga.
                                          widziałam, co przeżywały moje dzieci....
                                          Twój mąż wygląda na osobę niedojrzałą, mój też taki na początku był, pochodził z rodziny dysfunkcyjnej.
                                          żal mi było rezygnować z niego, bo w głębi, to dobry człowiek i tak jak Twój - był ogromnie pogubiony.
                                          zastanawiałam się, czy znajdę kogoś lepszego? kogoś, kto pokocha mnie i będzie przynajmniej lubił moje dzieci?
                                          zresztą..kochałam go, podobał mi się, zdecydowałam, że nie poddam się tak łatwo.
                                          dziś, nie daje mi powodów do obaw. czy mu ufam? po tak burzliwym życiu, zaufanie odeszło raz na zawsze.
                                          ufam, ale z tyłu głowy zawsze gdzieś kołacze się myśl, jak kiedyś było....
                                          czy daje się z tym żyć? tak, bo zauważyłam, że mąż również boi się stracić to co ma, co wspólnie wypracowaliśmy.
                                          dziś jest lepszym dziadkiem dla wnucząt, niż ojcem dla swoich dzieci.....po prostu dojrzał, a ja w tym mu pomogłam.
                                          już od wielu lat żyje nam się dobrze, nadrabiamy dziś stracony czas...szkoda, że nasze dzieci nie mają z dzieciństwa takich dobrych wspomnień, tyle dobrych rzeczy nas ominęło....widzę również swoje błędy.
                                          nie żałuję tej walki, wybaczyłam, nie widzę męża z inną bo jest ze mną, korzystam w pełni z mego "chleba".
                                          rozczarowana....co Ty postanowisz, nie wiem.
                                          teraz jesteś zmęczona, ale kiedy opadną emocje.....nie będziesz żałować, że nie próbowałaś?
                                          ja w głębi serca, zawsze wiedziałam czego chcę, do tego dążyłam, nikomu nie pozwoliłam wybić sobie z głowy moich pomysłów...wszak to było, to jest moje życie.
                                          • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 19:21
                                            Wiem, ze dzieci ucierpią, ale będą tez cierpiały w domu, w którym jest ciągły konflikt. Taki obraz rodziny wyniosą z domu. Nie da się ratować czegoś za wszelka cenę zwłaszcza jak jest się w tym małzeństwie tak skrajnie nieszczęśliwym. Nigdy nie chciałam, żeby moje malzenstwo tak się skończyło. Ratowałem je wielokrotnie kosztem honoru, poniżenia i wszystkiego. Każdy mówił ze jestem głupia bo dawno powinnam kopnąć go w zad, ale ja trwałam przy nim. Teraz żałuje, ze nie odeszłam wcześniej. Bardzo żałuje bo dziś miałabym już poukładane życie. Jestem słaba, mam obniżona samoocenę, czuje się źle.Nie mam odrobiny czasu dla siebie. Bywało incydenty kiedy tak znęcał się psychicznie ze miałam ochotę się zabić, ale cały czas myślałam o dzieciach. Nie chciałam żyć bo czułam się tak skrajnie sponiewierana. Później przeprosiny, miłe gesty, a za chwile powtórka. Nie mówię ze jest całkiem zły bo widzę w nim tez dużo dobrego. Dwie twarze. Nie da się żyć z kimś takim bo nigdy nie wiem która twarzą na mnie spojrzy. Potrzebuje spokoju, potrzebuje odrobiny radości, potrzebuje zadbać o siebie. Wiem ze nie będzie mi łatwo. Wiem ze czeka mnie wiele trudności, ale jestem niemal pewna se to jedyne dobre rozwiązanie. Jedyne słuszne.
                                            • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 19:59
                                              rozczarowana....dużo z tego co opisujesz, te uczucia, są mi znane. łącznie z myśleniem o odebraniu sobie życia. dziś, kiedy o tym myślę, myślę jaka byłam głupia...należało dużo wcześniej uderzyć "pięścią w stół", ale do wszystkiego trzeba było widocznie dojrzeć.
                                              nasza dyskusja na forum, przyniosła tyle dobrego, że pomogła Ci podjąć decyzję smile
                                              nie każde małżeństwo da się uratować, czasami wszystko zabrnie tak daleko, że nie da się wskrzesić uczuć, szacunku.
                                              gdy ja rozpoczynałam walkę, nie wiedziałam czy zakończy się sukcesem, nic na początku nie wskazywało na jakiekolwiek powodzenie....
                                              ktoś z boku mógłby powiedzieć, że reanimuję trupa mego małżeństwa, dlatego ważne jest, by słuchać samego siebie.
                                              dziś oboje z mężem wiemy, że nie może być powtórki z rozrywki, bo kolejnej szansy nie będzie, wydaje mi się, że dużo więcej widzimy i cenimy, to co mamy.
                                              w międzyczasie dużo się wydarzyło, co jeszcze bardziej utwierdziło mnie, że było warto.
                                              życie nauczyło mnie pokory, ale także dodało mi pewności siebie, odwagi i odporności na manipulację.
                                              nie ma u mnie desperacji, nie ma nic za wszelką cenę, często wiele spraw odpuszczam, ale chciałam uratować nas, nawet nie ze względu na dzieci, ale dlatego, że kochałam, że było mi go żal.....nas było żal, bo przecież obiecałam na dobre i na złe.
                                              pozdrawiam Cię rito smile a Ty rozczarowana trzymaj się, dasz radę.
                                              • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 21:15
                                                lzyoporanku Twoja mądrość podparta doświadczeniem życiowym jest naprawdę imponująca. Bardzo bym chciała żeby moje malzenstwo doszło do takiego etapu jak Twoje, chciałabym uderzyć pięścią w stół, ale niestety wiem jak to się skończy. Do tego trzeba chęci dwojga ludzi. Mój mąż musiałby zrozumieć swój błąd, musiałby przewartościować swoje życie, musiałby stać się członkiem tej rodziny a nie tylko stać z boku. On tego nie chce. Myśle, ze jemu tak jest po prostu wygodnie. Chce być sam, chce mieć luz, odzyskać wolność, on chce swobody. Nic nie będzie musiał. Teraz przy rozstaniu jest kochającym tatusiem, tylko ten słomiany zapał szybko minie. Daje mu nieograniczone kontakty z dziecmi, bo żaden sąd nie będzie decydował kiedy tata może widzieć się z dziećmi, ale mimo to zapowiedział ze jak weekendy to tylko raz w miesiącu bo on nie ma czasu. Mimo tego, ze daje mu pełna swobodę w kontaktach z dziećmi bo uważam ze ma do tego pełne prawo, to on z pewnością i tak nie będzie z tego korzystał z taka częstotliwością jakbym chciała. Coz...jego wybór. Obym się myliła. Dzieci potrzebują ojca tak samo jak potrzebują matki. Przychodzi wieczór i robi się trochę smutniej, ale dam radę. Dam radę.
                                                • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 21:48
                                                  bardzo mądre podejście, jeśli chodzi o kontakty ojca z dziećmi...
                                                  nie wyręczaj go w niczym, nie ustawiaj dzieci, nie tłumacz za niego, sam niech poniesie ciężar swoich decyzji.
                                                  czasami puszczenie wolno, to jedyne wyjście....
                                                  po raz pierwszy tak na poważnie rozstajecie się, może dotrze do niego, co naprawdę w życiu ważne.
                                                  jeżeli już jest kochanka, długo Twój mąż się nie ocknie....to, że kiedyś tak się stanie, to pewne, tylko, że dla ciebie może nie mieć już żadnego znaczenia, będziesz na całkiem innym etapie.
                                                  prawda jest taka, ze to on przegrał, nie Ty.....bo mądrość sobie zawsze poradzi, a głupota marnie skończy, to tylko kwestia czasu.
                                                  niejeden już odchodził w podskokach, potem chętnie by wrócił, ale nie zawsze jest to możliwe.
                                                  zobaczysz co przyniesie przyszłość, przyjdą różne trudności - będziesz je rozwiązywać. nie bój się.
                                                  zabezpiecz alimenty, może najpierw separacja...załatwcie to prawnie, żebyś się czuła bezpiecznie i nie martwiła się o pieniądze.
                                                  porada prawnicza wskazana, nie znam się na tym.
                                                  trzymaj się kochana smile...czuję się zaszczycona, że mogłam wymienić się poglądami, doświadczeniem z tak sympatyczną i mądrą kobietą smile
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 22:30
                                                    lzyoporanku jestes niesamowita osoba. Twoje słowa dają mi mega siłę. Prawdopodobnie kochanki jeszcze nie ma ale prawda może być zupełnie inna. Jeśli chodzi o pieniądze to w tej kwestii jestesmy dogadani. On nie robi żadnego problemu, tym bardziej ze jestem na wychowawczym i oboje ustaliliśmy ze ze względu na pandemie wracam do pracy po wakacjach. Chodzi o dzieci. Przyznam ze żałuje ze wcześniej do pracy nie wróciłam, ale pandemia pokrzyżowała moje plany. Podjęliśmy decyzje o tym bo mówił ze nas na to stać i nie ma sensu puszczać dziecka do przedszkola. Poza tym zdalne nauczanie starszego dziecka itd Zostawia nam wszystko tj. Mieszkanie i samochód. Będzie wysyłał alimenty i dopóki nie wrócę do pracy opłacał mieszkanie. To ze mam zostać w domu to była nasza wspólna decyzja. Co do rozwodu mówi ze narazie nie potrzebuje rozwodu bo nie zamierza się z nikim wiązać ale jeśli ja potrzebuje to mi wszystko podpisze. Ustaliliśmy tez ze bez względu na wszystko rozwodzimy się bez orzekania o winie i w miarę dobrych stosunkach. Ze we wszystkim się dogadamy. Teraz jest w trakcie szukania sobie nowego lokum. Bardzo już chciałabym wrócić do pracy bo ciąży mi ta sytuacja ale jest ktoś na moje miejsce i muszę czekać do września. Na urlop wychowawczy szlam nie przypuszczając nawet ze może dojść do takiej sytuacji. Złe się z tym czuje. Jednak odchodzi mi problem walki i prania brudów w sądzie w razie czego. Gdybym chciała mogłabym udowodnić jego winę, bo dowody mam i to dość mocne jednak nie widze sensu. Wole zachować poprawne relacje chociażby ze względu na dzieci. Chce żeby widziały ze można żyć osobno ale zgadzać się. Takie pranie brudów sprawiłoby ze znienawidzilibyśmy się a tego nie chce. Mimo wszystko liczę na dobre relacje. Tyle dobrze ze w kwestiach tak przyziemnych jak pieniądze, mieszkanie i opieka nad dziećmi potrafimy się dogadać i nie utrudniamy sobie. Oby tak zostało. Myśle ze poczekam jakiś czas od jego wyprowadzki, jeśli tak będzie dobrze, a jemu nadal rozwód nie będzie potrzebny to mimo wszystko wystąpię o separacje.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 08:03
                                                    bardzo mądre podejście....
                                                    to, że jemu teraz nie jest potrzebny rozwód, szybko może się zmienić!!!
                                                    dlatego ważne jest nie ustne ustalenie, co do alimentów czy mieszkania i innych spraw, tylko zabezpieczone prawnie.
                                                    pamiętaj, że sytuacja może ulec zmianie...
                                                    ja zdecydowanie byłabym za separacją.
                                                    wiesz, a ja jednak sadzę, że ma kogoś, bo nikt tak jak on "ochoczo", wręcz w podskokach nie wyprowadza się z domu!!!!
                                                    na razie idzie Ci na takie ustępstwa "bierz co chcesz", bo nie wie, czy mu nowy związek, na razie dobrze ukrywany, wypali.
                                                    dla mnie taka postawa jest mocno podejrzana, niezły manipulant.
                                                    bądź czujna.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 09:09
                                                    Możliwie. Ma tez dwóch kolegow, przyjaciół którzy tak dobrze mu doradzają bo im życie nie wyszło. Jeden z nich nawet nie ma kontaktują dzieckiem chociaż dziecko już prawie dorosłe. Wazne ze maja kasę. Od 2 miesięcy szuka kawalerki dla siebie. Mimo wszystko myśle ze nikogo nie ma chociaż facet z jego temperamentem długo sam nie wytrzyma. Tak naprawdę to jego wybór. Jak już się wyprowadzi i minie trochę czasu to dam mu wybór albo separacja albo rozwód. Obawiam się tylko tego ze jak zatęskni to znowu będzie manipulował albo ze jest chory albo ze złe się czuje albo ze coś...Dla mnie jego wyprowadzka będzie oznaczała koniec. Nie można tak ciagle pojawiać się i znikać. Ja tez mam swoje uczucia. Tez muszę kiedyś odpocząć. Nie wiem jak to wszystko się potoczy ale niech los i on zdecydują. Ja już dostosują się do każdej sytuacji. Już mi nie zależy jakoś specjalnie mocno. Chyba już się coś we mnie wypaliło.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 09:27
                                                    masz rację, nie można żyć w takim zawieszeniu, bo i tak w końcu odszedłby na stałe, z prostej przyczyny, on nie kocha
                                                    poza tym wie, że przyjmiesz go z otwartymi ramionami, jak dotąd.....pora to zmienić.
                                                    z tego, co o nim napisałaś, co udało mi się wychwycić między wierszami, że to klasyczny przykład zachowania faceta, który od dawna prowadzi podwójne życie....na razie tego nie widzisz, zmanipulowana i zmęczona jego "jazdami"...to również typowe zachowanie, no bo przecież z jakiegoś powodu wyprowadził się z domu, głupio by było wyprowadzać się bez przyczyny!!!
                                                    bądź na tyle mądra, że zabezpiecz finansowo siebie i dzieci, spodziewaj się zmiany sytuacji....
                                                    pora, żeby dojrzał, jak przyczyną nie jest zdrada. stawiaj granice, dawno powinnaś to zrobić, bo do reszty zmarnujesz swoje życie.
                                                    nie spisuj jednak wszystkiego dziś na straty, bo to oddzielne mieszkanie, może wiele zmienić w jego podejściu do rodziny.
                                                    dlatego wnosiłabym o separację.
                                                    sama musisz ułożyć sobie w głowie uczucia, dać sobie czas na konkretne kroki.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 09:40
                                                    Najbardziej wykańcza mnie ta huśtawka, dzisiaj myśle ze to najlepsze wyjście, ze już nie chce tak żyć, ze już nie chce z nim żyć, a jutro pojawiają się w głowie dobre wspomnienia i tęsknie. Nie potrafię już nawet odpowiedzieć sobie na pytanie czy go ciagle kocham. Wydaje mi się ze tak, ale boje się ze to forma jakiegoś uzależnienia, przyzwyczajenia...staram się za dużo nie rozmyślać. Staram się robić swoje i myśleć o tym co muszę zrobić. Mam 36 lat, dwoje dzieci, pisze prace magisterska, muszę wrócić do pracy. Przyziemne sprawy. Na nich zamierzam się skupić chociaż fakt, czasem jest naprawdę trudno. To zawieszenie mnie wykańcza, chciałabym żeby wyprowadził się już teraz. Chciałabym odpocząć od jego widoku, od tych dogryzań, od miny męczennika. Zapowiedział ze to jeszcze kwestia 2 miesięcy. Z drugiej strony ob wszystko utrzymuje, nie mam prawa naciskać na to żeby już opuścił mieszkanie. Tak wiec żyjemy sobie jak dwoje obcych ludzi w jednym domu. Dziecko czuje, pyta. A ja już nie wiem co mam temu dziecku powiedzieć.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 09:45
                                                    dzieciom mów prawdę, stosownie do ich wieku.
                                                    poza tym niech tata również weźmie w tym udział.
                                                    nie bierz przykrych spraw tylko na siebie, nie Ty jesteś winna.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 09:42
                                                    i jeszcze jedno, błąd, że to Ty będziesz dostosowywać się do każdej sytuacji, i że to on ma zadecydować co dalej z Wami.
                                                    między innymi twoja uległość pozwalała mu na tak wiele!!!
                                                    szanuj swoje uczucia i stawiaj granice, więcej tym osiągniesz. mąż również zacznie Cię szanować.
                                                    to, że z Tobą sypiał do końca, nie oznacza, że nie robił tego z inną.
                                                    a ta swoboda po co mu potrzebna?
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 10:21
                                                    Tak. Dużo racji w tym co piszesz. Ta swoboda? Po prostu tak jest wygodniej, łatwiej. On ma swój świat, swoje sprawy. Dzieci i ja jesteśmy pewnie utrudnieniem, bo zabieramy mu ta swobodę. No nic, trzeba w końcu iść do przodu. Przetrwać jakoś to wspólne mieszkanie w spokoju i czekać na ta stabilizację psychiczna. Muszę stanąć na nogi i żyć. I cieszyć się z tego życia bo nigdy nie umiałam się cieszyć. Od zawsze, praktycznie od urodzenia mam ciagle pod górkę, ale może dzięki temu dzisiaj jestem trochę silniejsza niż bym była bez tych doświadczeń.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 10:42
                                                    trochę naiwnie myślisz, co do tego, dlaczego on potrzebuje swobody.
                                                    no ale, kto jak nie żona, zna męża najlepiej?
                                                    bądź jednak czujna...
                                                    na pewno staniesz na nogi, na pewno sobie poradzisz....
                                                    proszę, nie bierz wszystkiego na swoje barki, angażuj także męża, szczególnie, jeśli chodzi o dzieci....może on odnajdzie się w roli taty i weźmie odpowiedzialność za ich los.
                                                    może to być wstępem do scalenia rodziny.
                                                    człowiek może się zmienić, nie byłabym ze swoim mężem, gdyby ten się nie zmienił.
                                                    teoretycznie wszystko może się jeszcze dobrze skończyć, dlatego działaj mądrze.
                                                    podejmuj takie decyzje, żeby się czuć szczęśliwa, na miarę możliwości...wtedy będziesz miała siły i motywację do życia, a masz dla kogo, są dzieci.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 10:54
                                                    Jesteś dla mnie bardzo dużym wsparciem. Twoje słowa działają jak balsam. Teraz muszę myśleć przede wszystko o sobie i o dzieciach. Żyć z dnia na dzień. Nie chce walczyć, bo moja walka to będzie bycie na jego zasadach, jak zawsze zreszta. On do moich się nie dostosuje. W głębi serca mam nadzieje, ze jak zamieszka sam to może coś do niego dotrze, z drugiej strony wtedy może być już za późno. Od kilku lat tańczy na granicy, a linia jest już naprawdę bardzo cienka. To kwestia bardzo krótkiego czasu aż wszystko we mnie zgaśnie, jeśli już nie zgasło. Chyba tego się boje najbardziej, ze już nic w nas nie ma. Czasem nawet jak pomyśle ze może ktoś się pojawić to nie czuje jakieś wielkiej zazdrości. Chyba już po prostu to w sobie oswajam. Jeszcze miesiąc temu dostawałabym szału na sama myśl ze może ktoś być. Targają mną różne, bardzo sprzeczne emocje.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 12:00
                                                    rozczarowana, osobiście nie wierzę, że po wyprowadzce, osobnym zamieszkaniu, da się posklejać życie rodzinne.
                                                    uważam, że taka szansa może( znowu teoretycznie) być wtedy, jak zaczniesz stawiać granice, być dla niego mniej dostępną.
                                                    dzieci tak, Ty - nie.
                                                    masz pracę, wyjdziesz do ludzi, zadbaj o siebie, stwórz siebie taką, jaką zawsze chciałabyś być smile
                                                    wiesz, że ja tak właśnie zaczynałam walkę o swoje małżeństwo?....zmieniłam fryzurę, kolor włosów, ubrania, zaczęłam stosować na co dzień delikatny makijaż....podobałam się sobie, to dodawało mi sił i pewności smile
                                                    nie zrezygnowałam z tego po dziś dzień!!!
                                                    sukienki w kolanko, koszulki nocne na ramiączkach zakrywające tylko pośladki....taki powrót do młodości, której nie wykorzystałam.
                                                    oczywiście wszystko w dobrym guście, co przystoi kobiecie po sześćdziesiątce smile
                                                    wciąż mam marzenia, w myślach czuję się młodo.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 12:05
                                                    Aj jak mi by się przydała taka mama, której nigdy nie miałam 😉
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 21:24
                                                    Próbowałam dzisiaj z mężem. Skopał mnie słownie. Powiedzialam co czuje, ale jego niechęć do mnie graniczy z nienawiścią. Nie mam już siły. Poddaje się.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 22:08
                                                    bardzo dobrze zrobiłaś, że próbowałaś z nim rozmawiać.
                                                    Twój mąż dobrze wie, ze zachowuje się nie w porządku, stąd taka agresja.
                                                    być może idzie coś nie po jego myśli...
                                                    na tym etapie, w jakim się znajdujecie, niewiele możesz zrobić, ale dopóki się nie wyprowadzi, możesz próbować powiedzieć mu to, co chcesz, żeby wiedział.
                                                    pisałam Ci, że im bliżej jego wyprowadzki, tym więcej szukania pretekstów, że "on musi się wyprowadzić".... musi czymś zagłuszyć sumienie! tak to działa.
                                                    ten, kto krzywdzi, sam w swoich oczach staje się ofiarą!
                                                    zachowaj spokój, choć będzie to bardzo trudne.
                                                    nie poddawaj się w tym sensie, że nie daj się sprowokować, nie przykładaj ręki do jego wyprowadzki, niech to będzie jego decyzja i nie bój się jego "słownych kopniaków", przecież wiele razy tak się zachowywał
                                                    poczekaj na rozwój wydarzeń....
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 22:17
                                                    jeszcze bardzo ważne, staraj się normalnie zachowywać, rozmawiaj z nim łagodnie i życzliwie, tak, osiągniesz dużo więcej niż krzykiem, czy podniesionym głosem.
                                                    trzymaj się
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 22:45
                                                    jeżeli każda próba rozmowy ma się kończyć wielką kłótnią, czy awanturą....odpuść, zejdź mu z drogi.
                                                    staraj się także wybierać stosowne pory na rozmowy, tak, żeby jak najmniej uczestniczyły w nich dzieci....
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 22:48
                                                    Tak właśnie robię. Jestem spokojna, opanowana, życzliwa, wyciągam dłoń. Nawet powiedziałam mu, ze nadal go kocham i zawsze kochałam. Ze czułam się sama i samotna ... właściwie wszystko to, co chciałam mu powiedzieć. Zaczął od ataku, później ironizował, wyśmiewał, gardził. Powiedział nawet, ze po rozwodzie nie chce mieć ze mną żadnych kontaktów. Nie rozumiem za co on aż tak mnie nienawidzi. Nigdy go nie zdradzilam, nie szlajalam się, nie piłam, pozwalam mu sie rozwijać kosztem rodziny, trwalam przy nim. On zarzuca mi wszystko to, co tak naprawdę robi sam: egoizm, zakłamanie, brak szacunku. Ta rozmowa przekonała mnie ze tutaj nic już zrobić nie można, ale jednocześnie cieszę się ze powiedziałam to co chciałam i ze jestem spokojna. Dzięki Tobie lzyoporanku. On odejdzie, ale będzie miał świadomość ze nie ja przyczyniłam się do tego, jak odejdzie to niech chociaż z poczuciem winy. Ja zrobiłam i robię co mogę i przynajmniej nie zarzucę sobie ze nie zrobiłam nic. Karma wraca zawsze i przyjdzie taki dzien, ze zostanie sam i zrozumie co stracił. Nie zycze mu złe, nigdy, przenigdy, ale wiem ze tak predzej czy później się stanie. Kiedy odejdą jego pseudoprzyjaciele, kiedy kariera dobiegnie końca, kiedy odzyska wartości. Nawet jego rodzina odwróciła się już od niego. Jego rodzeństwo nie chce go znać. Maja do niego żal, ze tak się zmienił, ze zaniedbał rodzine, ze nie widzi niczego poza czubkiem własnego nosa.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 16.04.21, 07:09
                                                    dzielna i mądra z Ciebie kobieta.
                                                    kiedy postępujesz właśnie tak, sama czujesz, że zachowujesz godność i szacunek.
                                                    w dalszym ciągu twierdzę, że on nie odchodzi do samotnego życia w pustej kawalerce, czy szlajania się tylko z kumplami. on ma upatrzoną gałąź/kochankę, to stąd u niego taka determinacja.
                                                    łzy rodziny nic tu nie pomogą, taki człowiek jest ślepy i działa w amoku.
                                                    proszę, bądź czujna, jeśli chodzi o alimenty i wszystko inne, zabezpiecz się prawnie, dopóki jest w tej sprawie ugodowy, bo wszystko może się zmienić.
                                                    nie stawiaj mu ultimatum, że jak się wyprowadzi, to wszystko między Wami skończone, zostaw "otwartą furtkę" do ewentualnego powrotu.
                                                    bo powroty zdarzają się.
                                                    zachowaj spokój, chodzi również o dzieci, żeby nie przezywały większej traumy.
                                                    pomyśl o sobie, rób sobie jakieś plany, w myślach ustawiaj sobie "nowe" życie, na razie bez męża, potem, kto wie? jak się sprawy potoczą....
                                                    sama po tym co przeszłaś, potrzebujesz dystansu, nawet do siebie i swoich uczuć.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 16.04.21, 09:46
                                                    Staram się jakoś poukładać każdy dzień, staram się tez funkcjonować z myślą, ze już go „nie ma”. Wczoraj zarzucił mi ze nie płacze w poduszkę, ze nie ubolewam i żyje jakby nic się nie stało, a on biedny cierpi. Jak bawię się z dziscmi, tańczę z nimi to mówi: ooo widze ze jestes szczęśliwa. Ze szybko poukładam sobie życie, ze pewnie jeszcze wyjdę za mąz ze jeszcze chwile mam wytrzymać bo za chwile już go nie będzie itd. Wiesz, tak naprawdę chciałabym już żeby się wyprowadził, wczoraj dotarło do mnie ile w nim jest podłości. Zaczynaja otwierać mi się oczy. Byłam ślepa. Kłamie na każdym kroku, już kilka razy złapałam go na kłamstwie ale przemilczałam bo nie ma sensu się szarpać. Zaczyna do mnie docierać ze ten związek nie ma już zupełnie sensu bo ja nie jestem w stanie zaufac mu już w żadnej kwestii. To smutne, bo kiedyś bylismy naprawdę szczęśliwi.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 16.04.21, 10:36
                                                    zrozpaczona, zrozum, że z jego strony to tylko gra....
                                                    obojętnie jakbyś się nie zachowywała, i tak robiłby Ci wymówki, to zwykła manipulacja, bo w środku zaciera ręce, realizując swój plan.
                                                    na razie trzyma wszystko w ukryciu, zdaje sobie sprawę, ze rodzina napiętnowałaby go za romans w trakcie małżeństwa, gdy mieszka pod jednym dachem z żoną i dziećmi.
                                                    ale za jakiś czas, wszystko wyjdzie....
                                                    przestał kochać i szanować, nie musiał się za specjalnie wysilać, bo ciągle wybaczałaś i cierpliwie czekałaś....
                                                    nie obwiniaj się za to, jesteś dobrym i odpowiedzialnym człowiekiem.
                                                    on okazał się egoistą.
                                                    wiesz ile małżeństw, zaczynało całkiem dobrze, i na początku byli naprawdę szczęśliwi, tylko zapomnieli, że o wzajemną miłość, o partnera, trzeba dbać.
                                                    nierównomiernie rozłożony podział obowiązków w rodzinie, kończy się prawie zawsze katastrofą, Ty, biorąc na swoje barki znacznie więcej, pomogłaś zbudować jego egoizm.
                                                    powtarzam, nic nie usprawiedliwia jego podłości.
                                                    postaraj się odbudować siebie i wewnętrznie, i zewnętrznie, to ważne, by polubić samą siebie.
                                                    poczekaj....uporządkuj, a potem mądrze działaj....na swoją korzyść, na korzyść dzieci.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 16.04.21, 11:05
                                                    dorzucę jeszcze, że podoba mi się Twoja postawa, mimo, że sytuacja napięta, potrafisz bawić się z dziećmi, nawet tańczyć smile
                                                    to tak, jakbyś bez słów pokazała mu "...popatrz, co tracisz. masz takie fajne dzieci, możesz cieszyć się z bycia tatą, możesz cieszyć się rodziną".
                                                    wytrzymaj ten trudny czas, jeszcze będzie dobrze, z nim czy bez niego.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 23.04.21, 22:17
                                                    Hej, ogonie jest względny spokój. On szuka mieszkania a ja akceptuje jego decyzje. Dzisiaj powiedział mi ze podobam mu się jako kobieta i ze ciągnie go do mnie ale dla nas lepiej będzie jeśli jak najszybciej się wyprowadzi, ze zawsze mogę na niego liczyć i jak będzie mógł to mi pomoże. Mam wrazenie ze podjął decyzje i nie chce się wycofać bo to byłoby przyznanie się do błędu. Najwazniejsze dla mnie jest to ze nie ma kłótni i awantur, ze nastał szacunek i cisza. Spędzam dużo czasu z dziscmi, skupiam się na tym co tu i teraz i na tym co mam do zrobienia dzisiaj. Nie jest mi łatwo ale nie jest tez mega ciężko. Czuje się silna. Dam radę bez względu na wszystko bo mam dwoje wspaniałych dzieci które choc potrafią dać w kość dają tez ogrom radości. Będzie dobrze. Jeszcze zaświeci słońce.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 24.04.21, 13:19
                                                    podjął decyzję, to widać. ma swój cel. jaki? nie wiadomo, ale najprawdopodobniej chce ułożyć sobie życie na nowo.
                                                    jest ktoś, kim się zauroczył bądź jest już znacznie dłużej w tej relacji.
                                                    mąż nie odchodzi donikąd, nie odchodzi, by wieść samotne życie w wynajętej kawalerce!!!!
                                                    bronisz go jeszcze stwierdzeniem, że "....nie chce się wycofać, bo to byłoby przyznanie się do błędu..."
                                                    a ile to trzeba wyciągnąć rękę do zgody jakby mu zależało? mógłby także powiedzieć, że zostaje ze względu na dzieci......gdyby mu zależało.
                                                    dopóki jest taki "hojny" zabezpiecz dzieci i siebie finansowo, bo zobaczysz jak szybko zmieni zdanie w kwestii pieniędzy i pomagania.
                                                    nowa niunia będzie miała wymagania a on nie zechce, żeby posypał się jego nowy związek.
                                                    naiwnie myślisz, bo jak widać, niezły manipulant z Twego męża.
                                                    ale szybko się nauczysz odróżniać prawdę od fałszu.....dasz radę, nie masz wyjścia.
                                                    może kiedyś doceni to, co stracił, może....ale nie licz, że będzie to szybko.
                                                    bo już teraz powinien się puknąć w łeb, porzucając rodzinę i jeszcze twierdząc, że to dla Waszego dobra.
                                                    trzymaj się....niech idzie.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 24.04.21, 13:32
                                                    dodam jeszcze, że nie widzę tego dobrze....
                                                    sorry rozczarowana, ale rozczarujesz się jeszcze bardziej co do jego postępowania.
                                                    nie zatrzymasz na siłę, nie da się kochać za dwoje.....bo to już robiłaś, podając mu siebie na tacy, a no wziął i stwierdził, że zawsze będziesz czekać, jak wierny pies.
                                                    jeżeli będziesz stawiać granice, zacznie Cię szanować!!! przynajmniej tyle.
                                                    pamiętaj, że to co niedostępne, to nęci i kręci.....
                                                    zacznij cenić siebie, polub siebie, boś wartościowa kobieta.....podkreślam, dasz radę, tylko zacznij samodzielnie myśleć.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 24.04.21, 18:13
                                                    rozczarowana....jeszcze na odchodne próbuje połechtać Twoje ego twierdząc, że podobasz mu się i ciągnie go do Ciebie.
                                                    a skoro tak, dlaczego porzuca?....jesteś przecież normalną, nietoksyczną kobietą, dobrą żoną i matką.
                                                    nie widzisz, że to manipulacja, a nawet zawoalowana kpina?
                                                    kto porzuca żonę, której pragnie? jaki mąż zostawia kobietę/żonę, która rozpala w nim żądzę?
                                                    są dzieci, które jego potrzebują. czy Ty myślisz, że on nie zdaje sobie z tego sprawy? przecież głupcem nie jest....kiedyś był inny, miał wartości, jak sama pisałaś.
                                                    rozczarowana, polubiłam Cię i naprawdę życzę Ci samych mądrych decyzji.
                                                    jak wybrał, tak będzie miał i nie powstrzymasz go w tym amoku....dobrze, że zachowujesz spokój i opanowanie, bo szkoda zdrowia i szkoda dzieci, dlaczego miałyby dodatkowo cierpieć....
                                                    trzymaj się smile
                                                    czy kiedyś zaświeci to słońce? tego nie wiem, ale na pewno jeszcze będziesz cieszyć się życiem, dziećmi i zwyczajnymi drobiazgami.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 25.04.21, 21:34
                                                    Tak. Dziękuje za wsparcie które jest naprawdę w tym momencie bezcenne. Mam wrażenie, ze zaczyna zmieniać zdanie. Dzisiaj powiedział ze nie jest pewny czy dobrze robi i ze nigdy nie przestał mnie kochać. Ale jednocześnie szuka tego mieszkania. Już sama niewiele wiem. Po prostu daje czasowi czas. Niech życie płynie swoim torem. Co ma być to będzie ale jeśli już się wyprowadzi to powrotów nie będzie. Nie jestem z kamienia i nie można wciąż pojawiać się i znikać. Doszedł mi kolejny kłopot niestety. Wyczułam dzisiaj guza u siebie. Na kości ogonowej. Troszkę mnie to zaniepokoiło. Mam wrazenie ze tych guzków jest kilka. Ciagle coś sie dzieje. Chciałabym już zwyczajnie odpocząć, chciałabym już się nie stresować. A tu ciagle coś wyskakuje. Jak nie jedno to drugie. I tak w kolko.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 25.04.21, 22:11
                                                    rozczarowana, chciałabym wierzyć, że się mylę w ocenie Twego męża.
                                                    naprawdę, dziwne to jego zachowanie, on nie jest wobec Ciebie w porządku.
                                                    mądrze robisz, że zostawiasz go samego z jego decyzjami, nie przykładaj ręki do tej wyprowadzki, nie daj się sprowokować....w tym na razie tkwi Twoja siła i godność.
                                                    jeszcze raz proszę, stawiaj mu granice, pokaż, że do "starego" życia nie ma powrotu, inaczej nie uda Wam się.
                                                    nie martw się na zapas tymi guzkami, zrób badania, idź do lekarza - zdrowie na pierwszym miejscu, masz dzieci.
                                                    tak się złożyło, że wiele zwaliło się na głowę, ale każdego dnia postanów, że coś dobrego dla siebie zrobisz, bo musisz być silna z wielu powodów.
                                                    zachowaj spokój, chociaż to trudne...poczekaj.
                                                    niech on się wstydzi tego co robi swojej rodzinie, dopóki jego sumienie nie zostało przytępione do reszty.....niech sam się pakuje, sam odchodzi, jeżeli tak postanowił.
                                                    proszę, bądź czujna....jesteś w dużej mierze przez niego zmanipulowana, niestety, tak to z boku wygląda.
                                                    nie jest łatwo wyciągać właściwe wnioski i podejmować mądre decyzje, jak się żyje przez wiele lat w takim matrixie.
                                                    ja również tak żyłam, ale doszłam do ściany i zrozumiałam, że już tak nie chcę, że muszę coś zmienić.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 26.04.21, 06:55
                                                    Najgorsze dla mnie jest to, ze cały czas go kocham. Jestem nieszczęśliwa i z jednej strony chciałabym żeby sobie poszedł, z drugiej cholernie tęsknie za kimś kim był kiedyś. Wczoraj miałam
                                                    kryzys, przepłakałam caly wieczór. Dzisiaj trochę lepiej. Jestem totalnie rozchwiana emocjonalnie, ale cały czas zachowuje pełen spokój. Nie chce dać mu żadnego powodu. W takich momentach żałuje ze nie mam obok swojej mamy, która by mnie wsparła. Niestety nigdy jej nie miałam. Ona tez poszła zła droga. Nigdy nie chciałam być taka jak ona (nie jestem) chciałam mieć kochająca szczęśliwa rodzine której nie mialam. Myśle czasem ze jestem do niczego bo nie umiem dzieciom zapewnić pełnej rodziny. Kocham moje dzieci nad życie.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 26.04.21, 07:58
                                                    ponieważ tak bardzo chciałaś mieć szczęśliwą rodzinę, popełniłaś ten sam błąd co ja na początku....oddałam się bez reszty mężowi, wybaczałam, sama pilnowałam, żeby to się jakoś trzymało....rozpaczałam, tęskniłam...byłam sama prawie ze wszystkim.
                                                    moje łzy nie robiły na mężu żadnego wrażenia, dzień, dwa było dobrze a potem wracał do koleżków i hulaszczego trybu życia.
                                                    naprawdę głupotą było znosić takie traktowanie, szkoda młodości, pięknych lat, szkoda dzieci.
                                                    weź się w garść, nie pomożesz Waszemu małżeństwu jak wciąż będziesz żyć pod jego dyktando, a nawet myśleć jak on chce, żebyś myślała....na razie tak robisz!!!!
                                                    stawiaj twarde granice, stawiaj warunki....a jednocześnie dbaj o siebie, wzmocnij się, zmień coś w wyglądzie, zrób coś, co doda Ci siły do dalszej waki.
                                                    nie poddawaj się, nie możesz....bo przegrasz!!!!
                                                    i bądź czujna.....
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 26.04.21, 08:11
                                                    i pamiętaj, że my kobiety jesteśmy przebiegłe, przewrotne i również niezłe manipulatorki....jak chcemy takie być!!!
                                                    bądź taka dla dobra swojej rodziny!!!! użyj swojej mocy!!!! przemyśl strategię działania i tego się trzymaj....
                                                    przygotowuj się starannie do rozmów z mężem, co chcesz nimi osiągnąć....
                                                    pamiętaj, że mądrym postępowaniem można złamać kark najgorszemu wrogowi....
                                                    to dotrzyj swoim sposobem do własnego męża, w końcu najlepiej go znasz.
                                                    powodzenia, nie poddawaj się.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 09:12
                                                    Wczorajsza rozmowa pokazała mi ze to bez sensu. On kupuje mieszkanie bo chce mieć alternatywę, ale ratować malzenstwo możemy. Tyle tylko ze to ratowanie miałoby wyjść ode mnie. Ja mam się starać, bo on już nie wierzy ze nam się uda. Żałosne. Mam dość. Czasami mam ochote wybuchnąć, wywalić go, walnąc w łeb ale jestem spokojna. Kosztuje mnie to tyle nerwów i samodyscypliny ze już powoli wysiadam psychicznie. Pół nocy nie spałam i chyba to ja muszę powiedziec ze to koniec. To ja powinnam odejsc ze względu na siebie. Wykończę się. To egoista, skrajny egoista. Ja już się poddaje. Nie mam siły.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 12:49
                                                    nie da się uratować małżeństwa w pojedynkę.
                                                    skoro ratowanie miałoby wyjść od Ciebie, zapytaj, jak on to sobie wyobraża.
                                                    może pora "wywalić" wszystko co Cię boli i postawić warunki????
                                                    po raz pierwszy pokazać mu swoją siłę, zdecydowanie?
                                                    osobiście uważam, że on już dawno zdecydował się rozpocząć życie z kimś innym....to wszystko jest zasłoną dymną, jeszcze trochę a wmówi Ci, że to wszystko Twoja wina.
                                                    wytrzymaj, nie mów, że to koniec, bo będziesz tego żałować, jak ochłoniesz.....
                                                    poza tym zdajesz sobie sprawę z jego "gry" i manipulacji.....tym bardziej spokojnie poczekaj....niech gra dalej.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 14:53
                                                    rozczarowana...wiem, ze trudno znosić coś takiego, jak emocje buzują i jak człowiek popada w skrajności w swoim rozumowaniu.
                                                    tyle lat dzielnie się trzymałaś, więc teraz nie zmarnuj niczego falstartem.....pozwól, niech to samo wybrzmi do końca, żebyś sobie kiedyś nie wyrzucała, że nie zrobiłaś wszystkiego, by ratować swoje małżeństwo.
                                                    dużo w międzyczasie może się wydarzyć, jak w tym tytule....między ustami a pucharu brzegiem wiele się może wydarzyć.
                                                    będziesz miała pełniejszy obraz męża.
                                                    masz nad nim taką przewagę, że pozwalasz mu, by własnymi rękami, nie Twoimi....rozwalił Wasze małżeństwo, skoro tak wybrał!!!!
                                                    uwierz mi, że jak się wyprowadzi będziesz tak samo nocami płakać.....więc póki z Wami jest, możesz jakoś na niego wpłynąć.
                                                    sama musisz podejmować decyzje, bo tak naprawdę tylko Ty wiesz, czego naprawdę chcesz.....
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 15:41
                                                    Lzyoporanku problem w tym, ze ja już nie wiem czego chce. Z jednej strony chce żeby był, z drugiej chciałabym żeby sobie poszedł. Z jednej strony kocham go z drugiej nienawidzę. Byłam z nim w najgorszym momentach, w biedzie, w chorobie, wtedy kiedy wszyscy się od niego odwrócili. Byłam, kiedy mnie zdradził, kiedy podniósł na mnie rękę i wtedy kiedy płakał nocami bo był pewien ze nas straci przez swoje zachowanie. Byłam z nim kiedy zdobywał szczyty, a kiedy już zdobył odwraca się plecami i odchodzi. Zastanawiam się czasami po co to wszystko? Po ci całe to cierpienie które odeszłam? W imie czego? Tyle poniżenia, tyle pracy nad sobą. Przeszłam naprawdę wiele, cierpiałam do tego stopnia ze nie potrafiłam myśleć o niczym innym tylko o tym jak bardzo cierpię. Ale zawalczyła o siebie i o nas. Teraz pytam siebie sama po co? Trzeba było wcześniej rzucić wszystko w cholerę i dzisiaj byłabym już na innym etapie. Chciałabym żeby to wszystko już się skończyło. Chciałabym odpocząć.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 17:41
                                                    rozczarowana, ale wszystko wskazuje, że to się niedługo skończy.
                                                    ja, przechodziłam to samo, co Ty....znane mi są dobrze te uczucia i stany emocjonalne.
                                                    masz rację, nic na siłę.
                                                    jesteś na końcowym etapie "dochodzenia do ściany"...teraz, trzeba podjąć decyzję, co dalej....
                                                    tak do końca nie wiesz, co siedzi w Twoim mężu, jakie uczucia, jakie deficyty emocjonalne....można co innego mówić, a co innego myśleć.
                                                    może to jego wołanie o pomoc????
                                                    dlatego pozwól mu podjąć ostateczną decyzję.
                                                    gdyby się to przeciągało w czasie, zacznij wreszcie stawiać warunki, być może on czegoś takiego potrzebuje....żebyś nim potrząsnęła!!! pokazała swoją siłę!!!!
                                                    nie bądź ofiarą, bądź żoną, która wymaga!!!!
                                                    pytasz w imię czego to wszystko?.....otóż w imię odpowiedzialności za rodzinę, za dzieci, za miłość, którą żywisz do niego, za Waszą wspólną starość, za przyszłość.
                                                    teraz jesteś samotna, ale popróbujesz smaku samotności bardziej. teraz jesteś zmęczona, ale będziesz bardziej.....poczekaj, poobserwuj, wyciąg wnioski.
                                                    masz się czym zająć....zadbaj o siebie, zrób coś dobrego dla siebie, zadbaj o sprawy finansowe, popytaj prawnika, wiedz na czym stoisz, nie bądź bierna...działaj!!!!

                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 18:14
                                                    Mam kryzys. Znowu targają mną różne, sprzeczne emocje. Znowu nie potrafię na niczym się skupić. Znowu pojawił się żal którego nie potrafię stłamsić. Całe życie mam pod górkę. Sama nie wiem już czego ja chce i czy chce jego. Czasem sobie myśle ze chciałabym być sama, odchować dzieci, a kiedyś w dalekiej przyszłości spotkam kogoś kto by mnie szanował i akceptował taka jaka jestem. Kto by mnie wspierał, był ze mną bez względu na wszystko. Nie wiem czy chce jeszcze być z kimś kto tak bardzo mnie skrzywdził, z kimś kto bawi się moimi uczuciami bez żadnych skrupułów. Czy jest sens na nowo budować z kimś coś, komu nigdy już do końca się nie zaufa? A moje dzieci? Jaki maja wzór rodziców? Narazie poczekam, zagryzam zeby i czekam. Byleby tylko szybko się to wszystko rozwiązało.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 19:20
                                                    rozumiem przez co przechodzisz....
                                                    nikt nie powie Ci co masz dokładnie zrobić, sama musisz zdecydować...
                                                    teraz skupiasz się przede wszystkim na samych negatywnych wydarzeniach z Waszego małżeństwa, ale wraz z upływem czasu, zaczniesz dostrzegać także swoje błędy, możesz wtedy żałować, że poddałaś się.
                                                    skupiłaś się na emocjach, a to przysłania trzeźwe myślenie.
                                                    nikt poza mną nie wypowiada się w Twojej sprawie, zapewne byłyby i takie głosy....po co się męczyć, kopnij go w zad....
                                                    wiśta wio, łatwo powiedzieć.....ale komu śpieszno do podejmowania szybkich i drastycznych decyzji, ten często źle na tym wychodzi.
                                                    piszesz, że masz nadzieję, że znajdziesz kogoś, kto cię będzie akceptował i szanował....zdajesz sobie sprawę, że to trochę takie pobożne życzenia, które mogą nigdy się nie spełnić?
                                                    zrób teraz wszystko na co Cię stać.....
                                                    być może Wasze małżeństwo jest nie do uratowania, ale Ty, gdy opadnie kurz, nie będziesz miała sobie nic do zarzucenia.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 19:33
                                                    poza tym, Ty jak widać podjęłaś już decyzję...nie słuchasz co do Ciebie mówię, nie docierają do Ciebie rady, bo jesteś skupiona tylko na własnej krzywdzie.
                                                    nie szukasz sposobów, nie szukasz rozwiązań.
                                                    nie zaciskaj zębów, tylko go wygoń. tak, to sarkazm.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 22:24
                                                    Lzyoporanku być może masz racje ze skupiam się na swojej krzywdzie, ale robię co mogę. Trudno jest mi w tej sytuacji zaufac mu na nowo. To trochę jak ze stłuczoną filiżanka. Posklejasz ale ślady zostaną. Nie da się ratować małżeństwa kiedy jedna ze stron sie stara a druga pozostaje bierna chociaż tyle razy zraniła, upodliła, okłamała. Bardzo bym chciała mieć szczęśliwa rodzine, ale nie jestem w stanie jej stworzyć, nie sama. Być może poddaje się bo jestem już zbyt zmęczona, może rozstanie da mi szanse na spokój psychiczny którego tak bardzo mi brakuje. Teraz kiedy mam tyle na głowie potrzebuje skupienia, a nie potrafię się skupić. Na niczym. Mam wrazenie ze serce mi pęknie, a głowę za chwile rozsadzi. Ten ból życiowej porażki jest nie do zniesienia. Udaje przed całym swiatem i nawet przed sobą sama ze nie jest tak złe, ze wcale nie cierpię ale to nieprawda. Zaczyna brakować mi energii na podstawowe sprawy. Boje się ze pewnego dnia zwariuje. Kochałam go i nadal kocham. Pamietam kiedy sie poznaliśmy, nie potrafiliśmy żyć bez siebie. On każdego dnia robił kilkadziesiąt km tylko po to żeby mnie zobaczyć, a ja z niecierpliwością czekałam na niego. Spędzaliśmy razem każda wolna chwile. Wspólne plany, marzenia i wiara w miłość aż po grób. Po drodze mnóstwo kłopotów i problemów które przetrwaliśmy. A teraz wszystko pęka jak bańka mydlana. Czuje się rozgoryczona, rozżalona i cholernie rozczarowana. W jednym dniu czuje ze nie dam sobie rady, w innym ze wszystko będzie dobrze, poradzę sobie. Nigdy nie wiem z jakim nastawieniem obudzę się rano. Czasem wspominam dobre chwile, innym razem wraca ten cały koszmar kiedy mnie zawodził. Któryś raz z kolei. Czuje jak więdnę. Zaczynam się bac o siebie o swoje zdrowie. Coraz częściej mam przeczucie ze coś złego się wydarzy, ze zachoruje i co wtedy będzie z dziećmi? Ta myśl nie daje mi spokoju. Chciałabym gdzieś wyjechać, odpocząć od tego wszytskiego. Chociaż na chwike.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 22:31
                                                    Muszę walczyć przede wszystkim o siebie i o dzieci. Dla nich zbieram resztki sił. Są wszystkim co mam. Kocham je nad życie. Są moja siła napędowa. A mąż egoista? Niech robi co chce. Na pewno nie wyprowadzi mnie z równowagi, na pewno nie dam się pokonać. Pewnego dnia zatęskni, wiem to, ale będzie za późno. To jego strata. Kiedyś zrozumie ze rodzina jest najważniejsza, ze stracił wszystko. Kiedyś jeszcze zapłacze nad swoim losem. Bo karma wraca....zawsze. Oczywiście zycze mu jak najlepiej ale wiem ze zawsze to co dajemy innym do nas wraca.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 28.04.21, 06:53
                                                    przestań z tą karmą, co Ci po tym, jak wszystko się rozpadnie.....myślisz, że on nie ułoży sobie życia i będzie za Tobą wzdychał?
                                                    mąż, mojej znajomej zatęsknił za nią po 30 latach, jak zabrakło mu ejakulatu, by strzelać w piczkę kochanki...sorry.
                                                    nie musisz ukrywać przed dobrymi znajomymi, że jest Ci źle.....wygadaj się do kogoś, kto jest naprawdę Twoim przyjacielem, będzie Ci lżej....
                                                    może rzeczywiście rozstanie dobrze Wam zrobi, ale często jest to droga bez powrotu, tylko w jedną stronę.
                                                    skoro była między Wami miłość, ona może być nadal, trzeba ją tylko umiejętnie odnaleźć, a na to trzeba czasu.
                                                    nie trać energii na rozpaczanie, tylko na działanie, a to dodaje powera.
                                                    rozczarowana, a może postaraj się w nadchodzący weekend być ZACZAROWANA....weźcie dzieciaki, wsiadajcie w samochód, zróbcie piknik gdzieś w jakimś uroczym miejscu...spróbuj zachować się tak, jak dawniej, odłóż to co boli.
                                                    ubierz się w coś, co podkreśli Twoją kobiecość, zaszalej na przekór wszystkiemu smile smile smile
                                                    same dzieci Ci nie wystarczą, choć je bardzo kochasz, życie nie wymaga aż takich ofiar, trzeba umiejętnie wszystko równoważyć!!!!
                                                    wszystko musi być na swoim miejscu, w tym czas tylko dla Ciebie, na Twoje potrzeby również.....a bardzo szybko się przekonasz, że je masz.
                                                    otwórz mężowi klatkę, niech frunie.....a Ty miej spokój, pozbieraj się, ale za nim to nastąpi, wprowadź w domu rewolucję, zmień, co chcesz zmienić, wyjdź z roli ofiary.....spróbuj się z mężem "pobawić" w lepszy dom!!!!! może trochę tak dla jaj, żeby zobaczył co może stracić.
                                                    może nie zechce odchodzić? może uchwyci wyciągniętą rękę?

                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 28.04.21, 08:41
                                                    mam takie wrażenie, że trochę odpowiada Ci rola cierpiętnicy, ale sama widzisz, że z tego powodu sypie się zdrowie i zaczynasz mieć napady paniki.
                                                    poza tym, kto chce być z cierpiętnicą? kobietą, która tylko prosi, upomina, zrzędzi i płacze.
                                                    może na początku stałaś się bardziej matką niż żoną, może stąd jego odsunięcie od dzieci?
                                                    tak czy owak, wzięłaś na siebie dużo więcej niż Twój mąż, oczywiście w imię miłości, a to, pozwoliło Twemu mężowi myśleć, że jest lepszy, że stać go na więcej nie tylko w pracy, ale także w życiu osobistym ( lepsza żona), bo ta, którą ma, jest zwykła i szara.
                                                    często my sami robimy sobie źle, a potem jak się ockniemy, trudno to odkręcić, ba, często jest to niemożliwe.
                                                    ale jak nie spróbujesz, nie będziesz wiedziała.....
                                                    nie bronię Twego męża, bo nic nie usprawiedliwia przemocy czy zdrady, ale pamiętaj, że Ty również przyczyniłaś się do tego kryzysu, może nawet nieświadomie, sama piszesz, że nie miałaś normalnego dzieciństwa, ani wzoru ze strony matki.
                                                    może sama pójdź do dobrego psychiatry lub innego specjalisty?
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 28.04.21, 17:50
                                                    Może masz racje, może to moja wina. Kupił już mieszkanie także to kwestia miesiąca może dwóch jak się wyprowadzi. Tego małżeństwa nie da się już uratować. To koniec. Muszę się z tym pogodzić. Nie mam siły i chęci żeby walczyć. Owszem, będę jak do tej pory spokojna i cierpliwa, ale prosić nie będę, bo zawsze to ja prosiłam, a on czuł się bezkarny. Zawsze to ja ratowałem. Teraz on musi zrozumieć, musi się zmienic. Ja dojdę do siebie, znowu będę cieszyć się życiem ale potrzebuje czasu. To nie jest kwestia tych ostatnich 3 miesięcy ale całych 10 lat. Jutro ide zrobić badania. Muszę zadbac o swoje zdrowie przede wszystkim. Jeśli nie dla siebie to dla dzieci. Jakiś się pozbieram. Nie pierwszy raz. Boje się tylko jak logistycznie sobie poradzę. Czy będę potrafila żyć sama. Czy ogarnę wszystko. Pewnie tak ale boje się. Naprawdę się boje.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 28.04.21, 19:26
                                                    rozczarowana, nie powiedziałam, że to Twoja wina, tylko, że również przyłożyłaś rękę do tego kryzysu, pozwalając na takie traktowanie siebie.
                                                    widzisz, ja popełniłam ten sam błąd, tyle, że u mnie nie okazało się za późno na ratowanie.
                                                    rzucasz coraz więcej światła na Wasze relacje, na jego zachowanie....w takiej sytuacji, robiłabym dokładnie co Ty....jak ci tak źle ze mną i z dziećmi, to idź mężu i szukaj szczęścia. puściłabym wolno, nie przykładając do tego ręki.
                                                    dalej uważam, że za tą wyprowadzką stoi kochanka.
                                                    nikt nie chce być sam, będzie Ci trudno pod wieloma względami, ale nie pozostawił Ci wyboru, nie masz wyjścia, jak tylko to wszystko ogarnąć.
                                                    pomoże rodzina i przyjaciele, także odpowiednie instytucje jak się zwrócisz o pomoc.
                                                    nie płacz, nie bój się....jak przez 10 lat dawałaś radę sama prowadzić dom, teraz też sobie poradzisz...
                                                    poza tym on też ma ojcowskie obowiązki!!!! nie tylko alimenty, ale pomoc w wychowywaniu dzieci.
                                                    dzieci potrzebują obojga rodziców.
                                                    chociaż jego wizyty w domu będą Cię ranić, zwłaszcza jak się dowiesz, że ma inną...ale najważniejsze jest dobro dzieci,
                                                    zobaczysz jak to będzie po jego wyprowadzce, nie ma teraz co gdybać....
                                                    jesteś silna, mądra, dobra, wrażliwa.....jestem przekonana, że sobie poradzisz.
                                                    był taki czas w moim życiu, że leczyłam się kilka lat u psychiatry z powodu nerwicy, pomogło mi to bardzo, bo wyciszyło emocje i mogłam normalnie funkcjonować.
                                                    może Tobie przydałby się jakiś dobry specjalista? oczywiście guzkami zajmij się natychmiast....myślę, że będzie dobrze smile
                                                    bądź czujna, on będzie się starał Tobą, Twoimi uczuciami manipulować....nie pozwól, swoje wiedz.

                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 29.04.21, 10:23
                                                    Hej byłam dzisiaj na badaniach. Czekam na wyniki. Jest mi strasznie ciężko w ostatnich dniach, ale muszę się zebrać, wziąć w garść. Wstać, posprzątać, jakoś zaczac funkcjonować. Jestem wrakiem człowieka. Mam mnóstwo rzeczy do zrobienia, a trudno mi sie zebrać. O psychologu myślałam, ale ciagle odkładam to na później. Poza tym mieszkań w małej miejscowości gdzie wszyscy się znają wiec musiałabym dojeżdżać do innego miasta. Sile dają mi dzieci, bez nich już bym się poddała, a tak muszę wstać posprzątać ugotować zrobić zakupy i nie mam czasu na depresje. Jakoś to będzie. Żeby tylko zdrowie było.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 29.04.21, 11:42
                                                    rozczarowana, jesteś wyczerpana emocjonalnie i fizycznie i masz depresję, choć piszesz, że nie masz na nią czasu....
                                                    uważam, że przydałoby Ci się wsparcie farmakologiczne od dobrego specjalisty, żeby uspokoić emocje i mieć siły do normalnego życia.
                                                    poproś o pomoc w opiece nad dziećmi kogoś z rodziny, męża....a sama zadbaj o siebie.
                                                    nie zgrywaj bohaterki, nie bierz znowu wszystkiego na swoje barki, bo padniesz na twarz, posłuchaj starszej smile smile smile
                                                    i co z tego, że mieszkasz w małej miejscowości?.....żyjesz kobieto swoim życiem i nie przejmujesz się ewentualnymi plotkami, mnie motywowałoby to bardziej do działania!!!!
                                                    podkreślam, nie bój się swoich decyzji, miej własne zdanie i realizuj marzenia.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 29.04.21, 22:26
                                                    Wyniki mam Ok na szczęście. A zdrowie najwazniejsze. Dzisiaj postanowiłam wziąć się w garść. Pojecahalam na zakupy, jutro wstanę wysprzatam dom a później zabiorę dzieci na wycieczkę. Każdego dnia będę robiła listę rzeczy które muszę zrobić następnego dnia. Nie mogę cały czas żyć porażkami i zadręczać się. Postaram się tez zadbac o siebie, wewnętrznie i zewnętrznie. Jakoś muszę ogarnąć to swoje życie. Będę przede wszystkim matka dla swoich dzieci. Nie będę zabiegać ani prosić się. Nie będę tez szukała kontaktu na sile. To bez sensu. Częściej będę zostawiała dzieci z ojcem. Niech sie uczy. Głęboko wierze ze pewnego dnia spojrzę w lustro i powiem ze jestem szczęśliwa. Jeszcze nie teraz ale w końcu to powiem.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 07:48
                                                    rozczarowana, a jednak trochę słuchałaś, co do Ciebie mówię smile smile smile
                                                    rób tak, jak postanowiłaś, bo to dobry plan na najbliższą przyszłość.
                                                    masz dobry plan na siebie....
                                                    takie odcięcie się od męża, może nim potrząsnąć, ale odcięcie w kontekście " Ty i on"..... w żadnym wypadku "on i dzieci".
                                                    postaraj się, by mąż miał jak najczęstszy kontakt z dziećmi, Ty w tym czasie możesz wiele dla siebie zrobić...pójść na zakupy, do fryzjera, spotkać się ze znajomymi, pójść do lekarza.
                                                    pamiętaj, że takie jego przebywanie z dziećmi może w nim pobudzić chęć bycia
                                                    ojcem, sama pisałaś, że takiej więzi z nimi nie ma.
                                                    jeżeli darzy Cię jeszcze jakimś uczuciem, to poprzez dzieci możecie scalić na nowo rodzinę.
                                                    nie wyręczaj go w tłumaczeniu dzieciom, dlaczego tatuś odszedł, co robi jak go nie ma.....niech tatuś dzieciom sam tłumaczy, niech sam nawiązuje z nimi relacje, dzieci przekonają się same jaki naprawdę jest tatuś....
                                                    jak głęboko wierzysz, że jeszcze będziesz szczęśliwa, to również krok po kroku działaj w tym kierunku, bo szczęście jednak lubi jak się mu pomaga.....bo szczęście rozczarowana, to wynik naszego podejścia do życia, naszego myślenia i działania przede wszystkim.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 08:10
                                                    Jestes bardzo mądra kobieta i nawet nie wiesz jak Twoje słowa mi pomagają i dodają otuchy. Wsparcie i taka siła napędowa są mi teraz bardzo potrzebne. Dzisiaj wstałam z innym nastawieniem. Wzięłam chłodny prysznic, zabieram dzieci na wycieczkę, podprzatam generalnie dom. Muszę zaczac żyć i być jak najbardziej samodzielna. Wczoraj zostawiłam godz dziscmi i pojechałam na zakupy. Wiem ze dzisiaj jedzie kupić mieszkanie, ale nie będę się tym przejmowała. Cały czas mówi ze w wakacje się wyprowadzi. Niech robi jak uważa. Ja mam swój plan i obrany tor, a co los przyniesie to przyniesie. Najwazniejsze jest zdrowie to fizyczne i psychiczne. Reszta jakoś się poukłada.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 09:06
                                                    chciałabym się jeszcze odnieść do relacji Twego męża z dziećmi.....niech sam o te relacje zadba i sam ponosi konsekwencje, Ty powinnaś wkroczyć wtedy, gdyby zaczął nimi manipulować lub działa by się jakaś inna krzywda emocjonalna.
                                                    jakież to żenujące, że mąż i ojciec kupuje dla siebie mieszkanie, opuszcza to, za co jest odpowiedzialny!!!!
                                                    skoro twierdzi, że wyprowadzi się w wakacje, masz naprawdę duże pole do działania!!!! masz dwa miesiące, żeby robić różne eksperymenty....
                                                    ponieważ mieszka jeszcze z Wami, pobaw się z nim w dom, jaki zawsze chciałaś mieć, dawaj mu zadania do wykonania....niech zrobi to czy tamto, niech coś naprawi, weźmie dzieci na zakupy...pochwal go, jak będzie współpracował, ale się nie
                                                    przymilaj.
                                                    podziałaj na niego inaczej.....rób dyskretny makijaż jak będziesz wychodzić z domu, ubieraj się kobieco, ubieraj się ładnie nawet w domu, tylko, żeby się to nie rzucało w oczy, bo efekt będzie odwrotny i śmieszny.
                                                    chociaż nie sypiacie razem, to zakładaj ładne koszulki, niby niechcąco możesz się przeparadować przed pójściem spać, po domu, niech widzi.
                                                    umawiaj się z koleżankami, ładnie ubieraj na te spotkania.
                                                    jak za jego wyprowadzką stoi kochanka, nic to nie podziała, bo tamta jest w jego głowie.
                                                    ale spróbuj zawalczyć, możecie odnaleźć siebie i stworzyć Wasze małżeństwo na nowo.....
                                                    ja się tak czułam, jakbym po raz drugi wyszła za mąż, za tego samego człowieka, ale innego w czynach i podejściu do życia.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 09:17
                                                    Ty, zachowaj dystans, musisz mu pokazać, ze jego zachowanie nie jest normalne i bardzo Cię rani.
                                                    bądź życzliwa i uprzejma, ale na odległość!!!!
                                                    baw się z nim w dom/rodzinę, ale jednocześnie bądź nieosiągalna....niech widzi, co może stracić.
                                                  • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 16:09
                                                    Łzyoporanku, śledzę ten wątek i dostrzegam jaki kawał dobrej terapeutycznej pracy tu wkładasz. Tylko tyle chciałam napisać. Wydajesz się bardzo mądrą życiowo kobietą. Rozczarowana otrzymała odcienie cenne wskazówki i ogromne wsparcie.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 16:48
                                                    dziękuję rito smile....nie zamierzałam tak długo tu być, ale szkoda mi rozczarowanej.
                                                    ogólnie szkoda kobiet i mężczyzn, którzy szybko, pod wpływem kryzysu rezygnują z własnego małżeństwa.
                                                    żeby naprawić związek, trzeba beczkę soli zjeść, potrzeba czasu, wysiłku i nie poddawania się....trzeba również wybiegać myślami w przyszłość i widzieć siebie w tej przyszłości, widzieć siebie po rozwodzie....że jak są dzieci to będą i wnuki, będzie zawsze jakiś kontakt, który może być bardzo bolesny emocjonalnie zwłaszcza, jak to życie nie ułoży się.
                                                    człowiek jak ma więcej lat, zaczyna inaczej myśleć i patrzeć na rodzinę, a często nie ma już powrotu do tego, co się straciło.
                                                  • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 19:26
                                                    Rozczarowana faktycznie bardzo potrzebuje wsparcia. Wiadomo nikt nie przeżyje za Nią życia i nie podejmie kluczowych decyzji, ale dobrze że może liczyć na takie mądre rady. Najpierw trzeba zrobić wszystko żeby ratowac małżeństwo, rodzinę. Nie ma gwarancji że się uda. To, czy warto stoczyć tę walkę, wie tylko Rozczarowana. Mam nadzieję, że da znać jak się sprawy potoczą.... I trzymam kciuki za szczęście z mężem, czy bez niego.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 22:31
                                                    Tak, lzyoporanku daje mi bardzo duże wsparcie. Bardzo tego potrzebuje. Dzięki jej mądrości jest mi łatwiej bo wiem ze muszę spokojnie podejść do sprawy. Dzisiaj zamiast płakać w poduszkę zabrałam dzieci na wycieczkę, posprzątałam dom, ogarnelam sprawy takie jak zakupy czy zatankowanie auta. Nie proszę się obsadami pomoc. Pokazuje ze jestem samodzielna i ze sobie poradzę. Jednocześnie rozmawiam spokojnie i nawet kiedy on się denerwuje, uspokajam go delikatnym tonem. Nie ma we mnie agresji słownej ani żadnej innej. On zdecyduje, a jeśli odejdzie to on będzie miał na sumieniu te rodzine nie ja. Zaczynam żyć w taki sposób żeby widział ze sobie radzę, ze jestem silna, ze podołam. Nie będę zgrywala męczennicy ani porzuconej skrzywdzonej ofiary. A jeśli będę miała ochote popłakać bo takie momenty tez przyjdą będę robiła to w ukryciu. Bez względu na to czy kogoś ma czy nie on będzie odpowiadał za rozpad tej rodziny. Ja próbowałam. Bez względu na to jak się potoczą moje i jego losy chce stać się pewna siebie, świadoma kobieta.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 01.05.21, 09:04
                                                    jesteś bardzo dzielna, obrałaś mądry front działania jeżeli chodzi o rozmowy z nim, że robisz to w tonie łagodnym.
                                                    wiedz, że jemu kłótnie byłyby całkiem na rękę, mniej zżerałoby go sumienie, w tym spokoju jest Twoja siła.
                                                    na tym etapie sumienie jeszcze nie do końca jest przytłumione, on także wie, że robi źle.
                                                    oczywiście, że nie zgrywaj męczennicy ani porzuconej ofiary, ale nie bierz wszystkiego na swoje barki, angażuj go w opiekę nad dziećmi i wszystko co jest z tym związane, osiągniesz tym dużo więcej....przeczytaj co Ci w tej sprawie napisałam wcześniej.
                                                    nie strzelaj focha, bo to strzał w kolano.....jak się od niego już teraz całkiem odetniesz,
                                                    nie będziesz miała szansy na ratowanie, dwa miesiące, to dużo czasu na podejmowanie różnych eksperymentów, wiele w tym czasie może się zmienić.
                                                    nie poddawaj się, nie teraz, dopiero jak odejdzie i pozamykacie sprawy finansowe, możesz powiedzieć sobie, że zrobiłam wszystko, co możliwe.
                                                    nie widzę także powodu, dlaczego masz przy nim nie zapłakać, jak nie wytrzymasz psychicznie? zachowuj się przez ten czas normalnie, napisałam Ci, pobaw się z nim w dom, jaki chciałabyś mieć z wyznaczaniem mężowi granic i obowiązków.....inaczej jak sprawdzisz, czy to podziała czy nie???
                                                    gdyby to się nie sprawdzało, wtedy daj spokój, nic na siłę, odsuń się.
                                                    chcesz, żeby widział, że sobie radzisz, a ja Ci powiem tak....nie zgrywaj bohaterki, owszem, nie rozpaczaj, ale nie pokazuj, że jak odejdzie to wszystko będzie ok.
                                                    dobrze wiesz, że nie będzie...
                                                    wiesz, na co najczęściej łapią cudzych mężów kochanki?....udają bezbronne, nieszczęśliwe kobiety, którym trzeba pomagać i pocieszać, więc miś pociesza i pomaga i angażuje się coraz bardziej, a potem pierwszy seks i już z górki....
                                                    a Ty, chcesz pokazać, jak to porzucenie rodziny Cię nie rusza? nie zgrywaj żony, którą łatwiej zostawić, bo jest silna i wszystko zniesie.
                                                    pokaż mu, zachowując się normalnie, że Twoje życie będzie się toczyć dalej, z nim czy bez niego, ale na ten czas jest Ci bardzo smutno.
                                                    jeszcze zdążysz być świadomą i pewną siebie kobietą!!! już nią jesteś rozczarowana, już smile smile......a teraz naprawdę zrób wszystko co możesz, żeby Was uratować.
                                                    bo do mieszkania, które kupi/kupił możecie się wprowadzić z rodziną, możecie wynająć, to żaden problem.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 01.05.21, 12:06
                                                    jeżeli mąż nie ma na boku innej, jest duża szansa, że pokazanie siebie w tej "nowej" odsłonie, wiele może zmienić.
                                                    może w Waszym małżeństwie brakowało mu tego, byś wyznaczała mu granice, zdecydowanie egzekwowała zachowania/uczucia, jakimi mąż powinien darzyć żonę, żeby mógł być tym rycerzem na białym koniu, który dzień po dniu zdobywa ukochaną.
                                                    jeżeli nie ma nikogo, to warto jeszcze nie składać broni i próbować coś zmienić.
                                                    a skoro on zdecydował się odejść na razie donikąd....
                                                    to również wskazywałoby, że nie do końca jest tak, jak nam sprawę przedstawiasz, że kryzys ma głębsze podłoże i w dużej mierze nieświadomie, przyczyniłaś się do tego.
                                                    ja jednak nadal twierdzę, że Twój mąż ma kogoś na boku
                                                    kochanką męża może być koleżanka z pracy bądź jakaś Wasza wspólna, bliższa lub dalsza znajoma, często jest właśnie tak, że taka osoba, to żony koleżanka, a z jej mężem kochanka.
                                                    mógł też kogoś poznać przez internet, nie wychodząc z domu można z kimś flirtować, a nawet uprawiać wirtualny seks.
                                                    mógł się z nią nawet spotkać raz czy dwa w realu, a teraz stwierdził, że chciałby systematycznie konsumować romans, stąd pomysł na wyprowadzkę, mieszkanie niby samemu, a spotykanie się z kochanką bez żadnych przeszkód.
                                                    w domu z Tobą miał wszystko....kochającą i dbającą o dzieci i dom - żonę.
                                                    miał wysprzątane, ugotowane i czas na rozwój zawodowy.
                                                    dlaczego zatem chce uciekać???
                                                    warto to wziąć pod uwagę, nie będziesz wtedy tak zdruzgotana jak wyjdzie sprawa z ukrycia, bo kiedyś wyjdzie.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 01.05.21, 12:58
                                                    rozczarowana, a może zapytaj męża wprost, dlaczego chce się wyprowadzić...
                                                    stwórz odpowiedni klimat do przeprowadzenia takiej rozmowy, kiedy dzieci pójdą spać, usiądź obok niego, popatrz w oczy, weź za rękę...i przeprowadźcie szczerą do bólu rozmowę.
                                                    jak zobaczysz, że ściemnia i nic konstruktywnego z niej nie wynika, odpuść.
                                                    a może zdziwisz się, bo mąż się otworzy, może to być to, co pomoże odnaleźć się Wam na nowo.
                                                    gdyby się otworzył szczerze, słuchaj uważnie i popatrz na Wasze małżeństwo jego oczami.
                                                    masz jeszcze trochę czasu, by mądrze zadziałać.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 01.05.21, 19:37
                                                    przyszła mi go głowy jeszcze taka myśl...
                                                    Wasze małżeństwo jest burzliwe prawie od samego początku, problem może tkwi w tym, że oboje pochodzicie z rodzin dysfunkcyjnych..
                                                    Ciebie w młodym wieku porzuciła mama, być może w rodzinie Twego męża ojciec nadużywał alkoholu i dopuszczał się przemocy..
                                                    "usprawiedliwiałoby" to poniekąd trudny charakter męża...trzeba podejść do tego świadomie i próbować terapii.
                                                    rozczarowana, odpoczywaj, ale także na spokojnie porozmyślaj....co dalej.
                                                    na razie to tylko chcesz być silną, niezależną i optymistycznie nastawioną kobietą, trochę przypomina to podskakiwanie zająca w kapuście....
                                                    przyjdzie Ci się zmierzyć wkrótce z wieloma problemami, miej tego świadomość, sił ma Ci wystarczyć na długi czas.
                                                    dasz radę, ale w huśtawce emocjonalnej będziesz nie raz....
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 01.05.21, 20:08
                                                    Dzisiaj porozmawiałam z nim, nie jest do końca przekonany. Mówi ze mnie kocha i ze pociagam go jako kobieta ale ma dość tego ze nie potrafimy się dogadać i zrozumieć. Widać ze jestvw rozterce emocjonalnej ale powiedział ze jeszcze to przemyśli i pogadamy na ten temat. Poprosiłam go dzisiaj żeby zastanowił się bo mamy dużo do stracenia. Duży wpływ na niego maja jego znajomi którzy w większości są po rozwodach i prowadzą hulaszcze życie. Ja jednak zrobię co w mojej mocy żeby ta rodzine uratować, żebym mogła kiedyś spojrzeć w lustro i powiedzieć: zrobiłam wszystko, maksymalnie wszystko. Czy mi się uda? Nie wiem. Nie wiem co tak naprawdę w nim siedzi. Jedyne co wiem to to, ze bardzo żałuje wszystkich złych rzeczy które zrobił. Jego żal i poczucie winy są autentyczne. Ale on potrafi manipulować, potrafi tak zagrać żeby wyszło tak jak sobie to zaplanował. Chyba powinnam bardziej skupić się na sobie, jak wcześniej pisałaś, zadbać o siebie, swoją kobiecości. Poczuje się lepiej i pewniej. Może jeszcze będzie dobrze.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 01.05.21, 20:09
                                                    Powiedział mi jeszcze ze to co nam najlepiej wyszło w życiu to dzieci i ze w kwestii seksu zawsze było najlepiej na świecie. Ze w tej sprawie było wręcz idealnie.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 01.05.21, 21:05
                                                    jest motywacja, żeby się starać uratować Wasze małżeństwo...
                                                    zadbaj o siebie, poczuj się silna i pewna tego, co chcesz zrobić..
                                                    zacznij stawiać granice i wymagać, a to można robić różnymi sposobami i łagodnie!!!
                                                    skoro jest otwarty na dalsze rozmowy, przygotowuj się do nich starannie, co chcesz nimi osiągnąć...
                                                    nie wierz wszystkiemu, co mówi, zwłaszcza, że kłamał i manipulował...
                                                    skoro najlepiej w życiu udały Wam się dzieci, dlaczego nie zajmował się nimi jak należy? nie nawiązał więzi emocjonalnej?
                                                    można mieć udany seks i bzykać inną na boku, nie bądź naiwna..
                                                    zresztą w tej sytuacji powinnaś być czujna.
                                                    spróbuj tak układać Wasze życie rodzinne, by jak najwięcej czasu spędzał z rodziną, nie z kumplami, którzy mają na niego zły wpływ...
                                                    więcej wyjeżdżajcie, pikniki, wycieczki, atrakcje dla dzieci...a przy okazji patrzenie sobie w oczy, flirtowanie z własnym mężem...tak, tak...przytulanie, dotyk.
                                                    no i co najważniejsze, to przepracowanie kryzysu, czyli podjęcie szeregu działań, które mają naprawić to, co było destrukcyjne.
                                                    przed Wami dużo wysiłku, cierpliwości, nie poddawania się, Wasz związek trzeba odbudować na nowo, nie możecie powielać starych błędów.
                                                    napisałam tak trochę na wyrost, żeby Ci uświadomić, jaka ciężka praca przed Wami.
                                                    bądź Ty w najbliższym czasie siłą napędową, przejmij inicjatywę i nagradzaj męża za podejmowanie wysiłku.
                                                    powiedział, że nie możecie się dogadać i porozumieć, a mąż nie chce iść na terapię....postaraj się najpierw Ty rozmawiać z nim o swoich potrzebach, uczuciach i pytaj co sądzi o tym czy tamtym, uważnie go słuchaj, daj mu się wykazać, doceniaj to, co robi dobrze....no niech będzie tym rycerzem bez którego nie możesz sobie poradzić smile smile smile
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 02.05.21, 06:27
                                                    rozczarowana, o tym powinnaś pamiętać każdego dnia:
                                                    1. jeżeli wiesz, że przegięłaś i sprawiłaś mężowi przykrość - przeproś, tak samo Ty, powiedz mu, jak Cię zranił....tzw. "ciche dni" męczą psychicznie, odbierają radość i odgradzają murem małżonków;
                                                    2 upewnij się, że rozumiesz męża, co do ciebie mówi, jego intencje;
                                                    3. ustalcie mniej więcej równy podział domowych obowiązków i tego się trzymajcie;
                                                    4. priorytetem jest odciągnięcie męża od złego towarzystwa, nie odetniesz go całkowicie bo to niemożliwe, z zakazami i tak poniesiesz klęskę, więc staraj się organizować czas rodzinie:
                                                    - na waszych wspólnych wyjazdach, wycieczkach zyskają dzieciaki, Wy także zbliżycie się do siebie, on do dzieci;
                                                    - postarajcie się choć raz w miesiącu podrzucić komuś dzieci, a sami zróbcie wypad do ulubionej knajpki, restauracji czy do kina;
                                                    - róbcie w weekend wspólnie zakupy, a po zakupach pizza, lody....dzieci będą miały radochę, Wy również.
                                                    - wieczorami jakieś gry z dziećmi, potem wspólne obejrzenie filmu ?
                                                    5. wywal z domu wyciągnięte dresy, sprane ubrania....staraj się każdego dnia wyglądać kobieco, zadbane włosy, fryzjer, sukienki, fajne spodnie z bluzeczką czy tuniką;
                                                    6. pamiętaj o okazywaniu sobie drobnych czułości w ciągu dnia.... popatrzenie w oczy, przytulenie, dotyk ręki, a dopełnieniem niech będzie seks, kładźcie się spać razem, żeby jeszcze chwilę porozmawiać i być w dobrej formie na igraszki...
                                                    7. pamiętaj, że podstawą udanego związku jest dobra wymiana myśli, tego w Waszym związku mężowi brakuje
                                                    8. doceniaj to co mąż robi, daj mu się wykazać przy dzieciach, chwal jak jest za co.....niech się czuje potrzebny i wartościowy....to jest power do starania się, wzięcia odpowiedzialności za rodzinę.
                                                    nam, budowanie związku od nowa zajęło 2 lata.....nie możesz się poddawać, ale konsekwentnie dążyć do celu, mąż w którymś momencie zacznie z Tobą współpracować, jak zobaczy, że Ty się zmieniłaś, zacznie mu zależeć....długa droga przed Wami, ale macie szansę, wykorzystaj to.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 02.05.21, 10:20
                                                    jeszcze w jednej kwestii chcę doprecyzować wypowiedź...
                                                    tak ustalajcie wieczorne zajęcia, żeby nie rozmijać się w łóżku, to znaczy, że jak mąż chce troszkę dłużej posiedzieć przed telewizorem, czy przygotować się do pracy, poczekaj na niego...poczytaj w tym czasie, weź kąpiel, zrelaksuj się.
                                                    zbyt późna pora, rozbudzanie partnera, nie sprzyja intymności...
                                                    kładąc się razem, można krótko podsumować dzień, powiedzieć sobie coś miłego, jest czas na grę wstępną.
                                                    w ciągu trwania Waszego związku, ile razy powiedziałaś mężowi, że było Ci z nim cudownie, wyraziłaś radość ze zbliżenia? oczywiście zgodnie z prawdą...
                                                    ile razy rozmawialiście o swoich potrzebach intymnych?
                                                    trzeba przełamywać wstyd w tej kwestii, rozwijać się, znać potrzeby małżonka
                                                    wspominam o tym, gdyż mąż swego czasu zdradził Cię.
                                                    dobra komunikacja, dobra wymiana myśli w małżeństwie, to podstawa!!!!
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 02.05.21, 15:32
                                                    A wiec, wspólny czas kiedy on nigdy czasu nie ma trudniejszy zorganizować. Jeśli chodzi o zdradę to nie było zdrady fizycznej, tylko emocjonalna. Ile w tym prawdy nie wiem, ale przysięgał na dzieci. Jeśli chodzi o seks i rozmowy, nigdy nie mieliśmy z tym problemu. Często o tym rozmawialiśmy i w tej Kwestii zawsze byliśmy zgodni i Oboje wyrażaliśmy radość ze zbliżenia. Teksty typu jestes cudowny, wspaniały przerobione smile Zdrada emocjonalna pojawiła się wtedy kiedy pojawiło się drugie dziecko, synek miał wtedy pół roku. Moja uwaga całkowicie skupiła się na dzieciach, wtedy tez bardzo oddaliliśmy się od siebie bo ja byłam z dziećmi 24h a jego nigdy nie było bo praca, bo spotkania, bo koledzy. Wszelkie próby organizowania nam czasu nie przynoszą skutku bo on ma tak zajęty kalendarz, ze nie ma czasu na nic. Chyba zacznę umawiać się z nim wg grafiku. Mój mąż nigdy nie zajmowal sie dziećmi bo twierdził ze nie ma drygu, ze się boi,ze nie ma czasu, ze dla niego najwazniejsze jest to żeby dzieci wszystko miały. Wczoraj rozmawialismy do 1 w nocy. Z jednej strony chce byś z nami z drugiej się boi bo uważa ze nam trudno jest się dogadać. Ze zawsze myślał o nas i teraz jest czas żeby pomyślał o sobie, ze zawsze pracował dla nas. Jednocześnie nie potrafi zrozumieć ze ja będąc z dziećmi sama 24h tęskniłam za nim, ze potrzebowałam jego wsparcia, ze czasem bywałam zmęczona bo nie pamietam kiedy mogłam wziąć prysznic w spokoju i bez stresu ze dziecko się nie obudzi. Teraz jest trochę lżej bo młodszy ma dwa lata, ale przez te dwa lata nie miałam jednego dnia wolnego, chociaż dwóch godzin tylko dla siebie. Bywałam zmęczona, sflustriwana. Poprosiłam żeby spróbował postawić się w mojej sytuacji, ze ja potrafię postawić się w jego i zrozumieć. Mówi ze nie wierzy w nas, ze będzie egoista i będzie myslal o sobie, ze teraz on jest najważniejszy. Czy z kimś takim można cokolwiek budować? Naprawdę się staram, rozmawiam, jestem spokojna i wyciszona, ale powoli tracę sily. Ile nożna tkwić w takiej niepewności, w próżni właściwie. Nie mogę sama tego poukladac bo tak się nie da. On pomimo tego ze tyle razy mnie skrzywdził ma pozostać bierny, a ja mam skakać jak gejsza wokół pana? Wychodzi na to ze tak to widzi. A jak zupa będzie za słona spakuje walizeczki i pojedzie w sina dal? Nie wiem czego ten człowiek chce od zycia. Naprawdę nie wiem.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 02.05.21, 18:26
                                                    jak on myślał o Was, skoro nie miał czasu dla ciebie i dzieci?
                                                    teraz to on ma być najważniejszy???? a nie był???? no nie!!!! przez cały czas wszystko kręciło się wokół jego pracy i jego życia towarzyskiego, nawet Ty byłaś uzależniona, bo jakby co, brałaś wszystko na siebie, nie mogłaś na takiego człowieka liczyć.
                                                    dobrze to rozumiem....
                                                    on nie ma drygu do dzieci? a kto się rodzi z drygiem? teraz, gdy dzieci podrosły również się boi?
                                                    rozczarowana, to jest najwyższa pora, by postawić granice i wymagania!!!!!
                                                    jeżeli nie chce zmian, niech idzie.
                                                    niczego nie naprawicie jak nie będziecie spędzać ze sobą czasu!!!! powiedz mu to.
                                                    uważam, że z jego strony to tylko gra i manipulacja, jemu na dobru rodziny przestało zależeć!!!!
                                                    w dalszym ciągu podtrzymuję, że kogoś ma....
                                                    spróbowałabym jeszcze podjąć z nim kilka rozmów, jak nie będzie przełomu, no cóż....idź człowieku i szukaj szczęścia, droga wolna.
                                                    bądź czujna, nie pozwól sobie i dzieciom zrobić krzywdy....
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 02.05.21, 22:13
                                                    mówiłaś mężowi, że dla dzieci nie są ważne pieniądze, tylko jego obecność w ich życiu?
                                                    czy on nie widzi, że praca niszczy jego rodzinę? jak macie się dogadywać, skoro prawie nigdy go nie ma? naprawdę nie może wygospodarować więcej czasu na obecność w domu?
                                                    a może tak zmienić pracę? na taką, która nie wymaga tak długiego bycia poza domem?
                                                    czy Wasze małżeństwo nie jest wart takiej decyzji?
                                                    dlaczego nie interweniowałaś wcześniej?
                                                    podczas rozmów z nim, weź to pod uwagę....zobaczysz jak zareaguje.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 03.05.21, 09:10
                                                    kochana rozczarowana...warto na tym etapie bardzo poważnie porozmawiać i postawić warunki.
                                                    Ty już nic tym nie stracisz, jedynie możesz zyskać!!!! Jeżeli macie być razem, ratować rodzinę, mąż musi zacząć uczestniczyć w jej życiu.
                                                    żadnemu małżeństwu nie wyszło na dobre, gdy jednego z małżonków po całych dniach nie ma w domu....ten nieobecny żyje praktycznie swoim życiem!!!
                                                    z czasem w tym jego życiu nie ma już miejsca na żonę, dzieci.....na tym miejscu jest już ktoś inny....może to być tylko praca, inna kobieta, koledzy, wygodnictwo,rozrywkowy tryb życia.
                                                    takie oddanie się pracy, oddalenie od rodziny, niszczy wartości jakimi człowiek kierował się na początku.
                                                    tak naprawdę, to Twój mąż usprawiedliwia swoje oddalenie tym, że on to wszystko robił dla Was....to nieprawda, początkowo może tak, potem taki tryb życia zaczął mu się podobać....praktycznie zajmował się tylko sobą.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 03.05.21, 10:32
                                                    jeszcze jedna dość istotna sprawa, jak stawiać warunki czy wymagania, żeby nie były w formie rozkazu czy szantażu:
                                                    byłoby bardzo źle, gdybyś mu powiedziała np......zmień pracę, inaczej nic z tego nie będzie.
                                                    zrobisz dobrze, jak powiesz...uważam, że jeżeli nie zmienisz pracy lub nie wygospodarujesz czasu dla rodziny, nie uratujemy nas. jak mamy się dogadywać, jak ciebie praktycznie nie ma?
                                                    jak mu będzie zależało, zacznie brać pod uwagę taką możliwość...
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 04.05.21, 07:52
                                                    Hej, stosuje się do Twoich rad, jestem spokojna, miła, wypełniam swoje obowiązki i staram się żeby atmosfera była w porządku. Wczoraj wspólnie obejrzeliśmy TV, a wieczorem mąż przyszedł do mnie kiedy już spałam i przytulił się. Czuje, ze zaczyna się łamać. Zobaczymy jak będzie. Oby pod wpływem swoich kolegów nie obrał znowu złej drogi. Wczoraj wstał zrobił śniadanie, a nawet ugotował obiad. Albo przyjął taka sama taktykę jak ja albo cis chce zmienic. Nie wiem. Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 04.05.21, 09:20
                                                    może z jego strony to jest także wołanie o pomoc? żeby coś w Waszym życiu zmienić?
                                                    napisałam Ci, o czym powinnaś pamiętać każdego dnia!!! i tak ma być już zawsze!!!
                                                    musisz mądrze separować go od kolegów i to tak, żeby się nie zorientował....organizuj dla Was wspólny czas i zajęcia, na razie, na ile to się da.
                                                    może jednak trzeba pomyśleć o zmianie pracy? lub dąż do tego, żeby nie spędzał w niej aż tyle czasu. żeby po pracy zamiast spotkań z kolegami, wracał do domu.
                                                    koledzy przestaną odgrywać główną rolę w życiu męża, jeżeli w domu będzie w porządku, oprócz oczywiście obowiązków, będzie także relaks i wspólnie spędzony miło czas, niekoniecznie tylko w domu.
                                                    rozumiem, że pochwaliłaś za ugotowany obiad i przytuliłaś/dałaś buziaka za śniadanie smile smile smile
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 04.05.21, 10:10
                                                    napisałaś, że mieszkacie w małej miejscowości, zakupy spożywcze też pewnie robisz w sklepie na miejscu, zmień to.....
                                                    na co dzień kupuj tylko chleb....róbcie wspólnie z mężem zakupy np w weekend, w pobliskim mieście, zabierajcie dzieci, wiele się nauczą, chodzi o to, by spędzać razem czas, żeby to sprawiało Wam przyjemność. taka mała wycieczka pełna śmiechu, dotknięcia ręki męża w samochodzie, przytulenie subtelne w kolejce, popatrzenie w oczy.
                                                    to tak na początek...
                                                    pomyśl, jak podejść męża, by chciał wziąć udział w tej zmianie.
                                                    nie żałuj pieniędzy na ratowanie związku, bo jest on bezcenny.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 04.05.21, 15:52
                                                    Tak, postaram się to wszystko tak zorganizować żeby było dobrze. I tak już przejawia jakiekolwiek chęci. Boje się tylko ze pójdzie do ludzi, którzy znowu namaca mu w głowie, ze znowu się odwróci. Chciałabym żeby było dobrze, żebyśmy mogli na nowo zbudować swój dom. Narazie to są ruiny. Dzisiaj zorganizowałam sobie tak dzien żeby nie myśleć i nie analizować bo to mi nie pomaga. Staram się tez zapomnieć o tym co było złe bo całkowicie mnie to rozstraja emocjonalnie. Najgorsze jest to ze cały czas nie wiek co on zamierza, nie wiem na czym stoję. On sam pewnie nie wie czego chce. Poczekam, będę cierpliwa. W sumie nic innego mi nie pozostało. Muszę skupić się na tym co tu i teraz. Czas pokaże co będzie.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 04.05.21, 16:18
                                                    bądź cierpliwa i wdrażaj to, co Ci napisałam ( mam nadzieję, że uważnie czytasz)
                                                    on ulegnie kumplom jeszcze nie raz ( jak myślisz, dlaczego u nas trwała naprawa aż dwa lata?), ale dzięki Twojej konsekwencji i mądremu postępowaniu zobaczysz, jak będzie emocjonalnie i fizycznie wracał do Ciebie, do dzieci, do domu.
                                                    pamiętaj, że budować na nowo, to nie wchodzić w dawne schematy, nie wracać do tego co było....
                                                    co teraz może kryć się za postępowaniem Twego męża???
                                                    - być może to tylko gra, od niechcenia pobawi się w naprawianie związku, by któregoś dnia powiedzieć, że starał się, ale się nie udało.
                                                    - nie wiadomo na ile emocjonalnie zaangażowany jest w to swoje życie, które prowadzi poza domem.
                                                    - być może jest inna kobieta, może ta sama, z którą niby zdradził Cię emocjonalnie....może to trwa nadal, a on się waha, co ma wybrać.
                                                    - może być tak, że praca, którą wykonuje frustruje go, nie może o tym porozmawiać z Tobą.
                                                    - może być tak, ze czuje się jak bankomat dostarczający tylko środków swojej rodzinie, czuje się wypalony.
                                                    - może być zupełnie inna przyczyna Waszego kryzysu.
                                                    szkoda, że nic wcześniej z tym nie zrobiłaś, byłaby większa szansa na uratowanie małżeństwa.
                                                    to on zdecydował i może być trudno już cokolwiek naprawić.
                                                    poczekaj zatem, odbudowuj siebie, niezależnie jaki sprawa przybierze obrót, sił potrzebujesz i to dużo.





                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 04.05.21, 22:31
                                                    Hmmm...No widać progres jeśli chodzi o jego stosunek do mnie. Myśle ze nikogo nie ma, bo gdyby miał chowałby telefon i nie pozwoliłby mi go dotknąć. Komputera tez nie ukrywa.Być może, a nawet na pewno czuł się jak bankomat, bo wysyłał kasę i na tym się kończyły relacje rodzinne, tylko ze on sam tak zdecydował, on sam nigdy nie miał czasu, nie potrzebował. Być może teraz zaczyna rozumieć. Nie wiem. Staram się bardzo żeby poczuł się dobrze, żeby lubił tutaj wracać. Staram się żeby był spokój i nawet jak zrani mnie jakimś słowem zaciskam zeby i nie robię afery. Ewentualnie mówię ze te słowa mnie zraniły, ale nie odrzucam piłeczki i nie prowokuje kłótni. Strasznie złe mi z ta sytuacja, a jednocześnie myśle sobie, ze jeśli przetrwamy wyjdziemy z tego doświadczenia inni. Ja sama widze, ze się zmieniłam, ze przestawiłam myślenie, ze zaczęłam wymagać od siebie, ze nie robię z igły widły. Chyba trochę wyluzowałam. Być może on poczuł się osaczony bo bywałam zbyt podejrzliwa, a może chciałby spróbować innego życia. Nie wiem. Być może to we mnie był problem bo nie umiałam mu wybaczyć.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 06:42
                                                    jeżeli Cię zrani, nie zaciskaj zębów, tylko mu powiedz, że czujesz się zraniona, że boli cię jego zachowanie, inaczej nic się w Waszym życiu nie zmieni, dalej będzie kwitła przemoc. afery nie wszczynaj, po prostu mu to powiedz.
                                                    jeżeli nie rozwiązujemy problemów na bieżąco, nawarstwiają się i spokój jest tylko pozorny.
                                                    najlepiej, jak się da, oczyszczać atmosferę od razu.....
                                                    nad drobnymi potknięciami męża przechodź do porządku dziennego, każdy się potyka, Ty także....
                                                    miałaś prawo być podejrzliwa po tej zdradzie, więc powiedz mu, żeby swoim zachowaniem nie dawał Ci powodów do zazdrości.
                                                    z kryzysu nie wychodzi się szybko, trzeba być cierpliwym, nie poddawać się, a na pewno jeszcze będziesz szczęśliwą i spełnioną kobietą.
                                                    do niego na pewno coś dociera, bo to od niego wyszła inicjatywa zmiany, tylko nie w takim kierunku jak trzeba.
                                                    sama widzisz co na niego działa, jakie Twoje zachowania czy mowa powodują, że mąż się otwiera i staje się inny, lepszy.
                                                    słowa: wybacz mi, przepraszam, jesteś dla mnie ważny, kocham cię, dziękuję, cieszę się i inne podobne, powinny być często używane w relacjach między małżonkami.
                                                    wiem jak się czujesz....zawieszona, niepewna, w huśtawce, ale to minie.
                                                    zachowuj się tak, jakbyś chciała, żeby Twój dom wyglądał....żebyś w tych zmianach, które wprowadzasz, sama dobrze się czuła.
                                                    przepraszam, że zadawałam Ci takie niewygodne pytania, ale to dla Twego dobra, żebyś mogła przemyśleć, podejść do problemu kompleksowo.
                                                    nie możesz się poddać, to dopiero maleńki początek....poza tym kochasz męża. jest potrzebny nie tylko Tobie, ale także dzieciom.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 10:55
                                                    Tak, nie mogę się poddać ale zabija mnie ta ciągła niepewność co będzie. Chciałabym żeby wszystko było tak jak kiedyś. Z natury jestem dość niecierpliwa i nie lubię spraw długo procesowych a to będzie bardzo długi proces. Tylko nie mam wyjścia. Muszę skupić się na każdym dniu, robić swoje. Bardzo bym chciała żeby mój mąż kiedyś to docenił, żeby był taki jak kiedyś.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 12:14
                                                    możemy sobie podać ręce z niecierpliwością, jestem tak samo kąpana w ukropie...
                                                    na kryzys pracowaliście latami, wyjście z niego musi potrwać.
                                                    nie popełnij falstartu, możesz wszystko zepsuć....a dopiero co, zaczęliście naprawiać.
                                                    no właśnie, ciesz się z każdego dnia, który można zaliczyć do udanych, dzięki tym zmianom.
                                                    mąż zanim przyłączy się, zaakceptuje, będzie się przyglądał, analizował i wyciągał wnioski....musi widzieć konsekwentną, pewną siebie żonę smile
                                                    nie można powiedzieć, że to się uda, ale jak nie spróbujesz - nie uratujesz!!!!
                                                    poza tym dokąd się śpieszysz??? do rozwodu????
                                                    nie wiadomo, na ile kryzys zmienił wewnętrznie Twego męża, do pewnych rzeczy może nie być powrotu, ale Ty również się zmieniłaś!!!! np. nie jesteś naiwna, bardziej świadoma swoich potrzeb, dojrzalsza.
                                                    mąż na pewno doceni i będzie mu zależało, żeby nie stracić tego co ma.
                                                    jeszcze zobrazuję dość poważny problem, otóż....
                                                    zacznie się teraz takie przeciąganie liny, z jednej strony będą oddziaływać na Twego męża jego koledzy, z drugiej - Ty.
                                                    musisz być "lepsza/silniejsza" od kolegów, czyli mądrzejsza....
                                                    nie zakażesz mu kontaktów, bo nie posłucha....weź go swoimi pomysłami wkręć w życie rodziny i nawet się nie zorientuje, że to jest Twoje świadome działanie!!!
                                                    potem sam wyciągnie właściwe wnioski, ale Wy będziecie już spokojnie płynąć po otwartym morzu.
                                                    sama widzisz, że musi upłynąć jakiś czas....
                                                    pamiętaj, żeby bez słów "czarować" swego męża...ładna koszulka nocna, romantyczna/twarzowa fryzurka, ciekawy kolor włosów, seksowna, ale nie wyzywająca sukienka itd. nawet na zakupy ładnie się ubieraj....pomyśl nad własnym stylem.
                                                    zrób to nawet dla siebie, od razu pewniej się poczujesz smile
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 12:51
                                                    poza tym Twój mąż zadeklarował wyprowadzkę w wakacje, to już niedługo, wytrzymaj jeszcze.
                                                    oczywiście mówię to żartem, choć może stać się faktem.
                                                    ale nie śpiesz się z podejmowaniem trudnych i ważnych decyzji, które mogą mieć wpływ na dalsze Twoje i dzieci, życie.
                                                    masz co robić każdego dnia....wzmacniaj siły.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 14:10
                                                    To prawda co piszesz. To bardzo mądre i budujące słowa. Nawet nie wiesz jak mi pomagają. Zbieram siły. Każdego dnia. Robię wszystko żeby nie zwariować. Wypełniam sobie czas. Jednocześnie staram się pomagać tez jemu w różnych sprawach. Czasami wyręczał go w czymś mówiąc ze pewnie jest zmęczony. Staram się jak mogę, ale mam wrazenie ze on stał sie taki oschły i zimny, czasami jego słowa zadają mi ból. I mam wrazenie ze robi to z premedytacja. Tylko ze ja nie daje się wyprowadzić z równowagi. Jednocześnie przejawia chęci, zrobi śniadanie, przyjdzie i spędza czas ze mną a nawet zaczął spać znowu ze mną w jednym łóżku. Ja boje się ze to na chwile, ze da mi nadzieje i pójdzie. Mam wrazenie ze się zabezpiecza. Wcześniej mieliśmy wspólne konto, teraz robi mi zdefiniowane przelewy i odciął od swojego konta. Z jednej strony tak, z drugiej tak. Z jednej przejawia zachowania które wskazuje ze chce o nas zadbac, z drugiej wszystko zmienia. Naprawdę walczę, ale nie opuszcza mnie lęk przed tym, ze to wszystko jest złudne i bez sensu. Nie wiem czy wróci mój dawny mąż, ten opiekuńczy, troskliwy i wrażliwy. Kiedyś taki był.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 16:37
                                                    zmartwiłaś mnie, bo to co on robi, zmierza w niedobrym kierunku...
                                                    może to wszystko już za daleko zaszło....sądzę, że właściwe wnioski wyciągasz i wnikliwie obserwujesz...
                                                    jesteś żoną!!! zapytaj dlaczego z kontem robi takie rzeczy!!!! koniecznie!!! szczerze.....
                                                    nie zwlekaj, osobiście zabolałoby mnie bardzo, to co zrobił.
                                                    gdzie uczciwość małżeńska?
                                                    jak się dobrze rozejrzysz, to i drugi telefon do kontaktów z kochanką znajdziesz....
                                                    rób co robisz do tej pory, bądź dalej dobrą żoną, nawet przez łzy....
                                                    niech to samo wybrzmi do końca, zobaczysz....
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 18:57
                                                    Zapytałam. Oszczędzanie nigdy nam nie wychodziło. Zawsze było trzeba kupić to czy tamto. Odkąd przelewa mi pieniądze, reszte odkłada na osobne konto bo zbierał na wkład na mieszkanie. Ma tam już kilkadziesiąt tysięcy. I zbiera nadal. Powiedział ze jego marzeniem zawsze był dom i odkłada pieniądze bo być może kiedyś się uda. Rzeczywiście jak mieliśmy wspólne konto to pieniądze jakoś się rozchodziły, a to wyjazd, a to nowe buty, a to coś......teraz opłaca wszystko, daje mi, sobie zostawia i reszte odkłada. Dzisiaj wspomniał o tym domu a to dobry znak bo ostatnio mówił ze absolutnie nie. Dzisiaj powiedział ze zawsze to było jego marzenie i chciałby zaufac mi na tyle żebyśmy mogli razem ten dom zbudować. O wyprowadzce przestał mówić. Zaczął spać ze mną, ma nawet czas na wspólna kawę, ostatnio przywiózł moje ulubione ciasto. Po pracy wstąpił do piekarni. Niby nic ale pomyślał. Powiedział tez ze widzi moja zmianę, ze stałam się bardziej samodzielna, ze zawsze wszytsko było na jego głowie. Otworzył się a to już sukces. Ale tak jak powiedziałam wcześniej boje się. Cały czas się boje ze zawróci.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 19:38
                                                    Uważam, że powinnaś mieć dostęp do wszystkiego!!!!
                                                    powinnaś znać odłożoną sumę pieniędzy...
                                                    w razie czego powinnaś być wskazana w banku jako osoba, która może wybrać lokatę, np. na wypadek jakiegoś nieszczęśliwego zdarzenia.
                                                    bardzo się cieszę, że idzie niby to wszystko w pozytywną stronę.
                                                    stać go robić Ci drobne przyjemności, właściwie z tego składa się radość życia....
                                                    tym bardziej Ty nie odstępuj od zmian, które chcesz wprowadzić.....jak widzisz, on także to dostrzega.
                                                    cieszę się smile smile smile
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 22:54
                                                    Tak, powinnam mieć dostęp do wszystkiego, ale teraz kiedy coś ruszyło nie chciałabym kłócić się o pieniądze wiec odłożę ta rozmowę na potem. Tym bardziej ze wiem ze w tej sprawie największa role odegrał jego pseudo przyjaciel. W ogóle on jest źródłem wszystkich naszych niepowodzeń. Zanim mój mąż go poznał był zupełnie innym człowiekiem. Odkąd zaprzyjaźnili się ja odeszłam na bok, zaczęły się problemy, konflikty, alkohol. Nagle stałam się zła, zbyt wymagająca itd. Mam ogromny żal do tego człowieka bo sam sobie życia nie ułożył i próbuje rozwalić życie innym. A mój mąż zrobił sobie z niego bożka. Mi wybierał przyjaciół, a sam wchodzi w dziwne relacje które wysysają energię z naszej rodziny. Ja zerwałam mnóstwo kontaktów bo jemu coś się nie podobało, ale ja nie mogę złego słowa powiedzieć na jego znajomych. Ot, tak wlasnie. Dlatego zamierzam odnowić kontakty z ludźmi których straciłam, zamierzam spotykać się z nimi i sama decydować kogo wpuszczam do swojego życia. Tez mam do tego prawo. Czasem sobie myśle ze to nasze malzenstwo jest bardzo ale to bardzo burzliwe. Z jednej strony pozwalał mi się rozwijać, dawał mi narzędzia, a z drugiej ograniczał, chociaż nie, ja sama się ograniczyłam, bo robiłam tak jak on zagrał. Nie podobali mu się moi znajomi to przestałam się z nimi widywać. Przestałam robić wiele rzeczy bo wiedziałam ze on tego nie lubi albo to wyśmiewa. Tak naprawdę nie żyje i nie tobie wielu rzeczy tak jakbym chciała. Nawet muzyki słucham takiej jak on lubi, filmy oglądam takie jak on lubi, jem to co on lubi, a wszystko po to żeby mnie zauważył, żeby był ze mnie dumny. Chociaż raz. Tymczasem on uważa ze robił wszystko odkąd się znamy dla mnie, ze go nie doceniałam, ze czuł się złe . Teraz coś ruszyło. Nie wiem co będzie i co przyniesie jutro, ale bez względu na wszystko muszę pomyśleć o sobie, o tym cofnął mnie jest dobre, co mi przyniesie radość. Chce czuć się dobrze. Zawsze miałam niska samoocenę, bałam się cokolwiek robić, bo ciagle czułam ze robię coś za mało dobrze. Nawet wtedy kiedy dawałam z siebie 100%. Szybko się zniechęcałem bo wydawało mi sie ze nie dam rady, ze będą lepsi, ze się nie nadaje. Dużo mi uciekło, dużo mogłabym w życiu osiągnąć, ale zaprzepaściłam wiele. Niestety. Dopiero teraz zaczynam wierzyc w siebie, zaczynam dostrzegać to czego nie widziałam przez te wszystkie lata.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 06:52
                                                    nie będziesz walczyć otwarcie przeciwko jego kolegom, nic to nie da, a mąż będzie uważał, że go bierzesz pod pantofel...
                                                    jak pisałam niejednokrotnie, musisz być mądrzejsza od jego kumpli i w sposób zakamuflowany odciągać męża od nich.
                                                    nic się nie stanie jak wyrazisz od czasu do czasu swoją opinię na temat jego kolegów.
                                                    do rozmowy o pieniądzach kiedyś wróć, przecież nie będziesz ruszać pieniędzy, które odkładacie na dom, ale jakby mężowi coś się stało, to co???? choćby dlatego....
                                                    masz rację, spotykaj się ze znajomymi, którzy są ważni dla Ciebie, dodadzą Ci energii, a w razie czego, będziesz mogła na nich liczyć.....gdyby mąż odszedł, nie miałabyś wokół siebie nikogo.
                                                    Twoje małżeństwo nie było burzliwe, mąż Cię zdominował od początku, natomiast Ty w imię miłości, dla dobra rodziny....zgodziłaś się....bo bardzo chciałaś mieć pełną, szczęśliwą rodzinę.
                                                    pisałam już, zacznij budować dom taki, jaki byś chciała mieć, ku temu mają być zmiany, które wprowadzasz.
                                                    a męża trzeba doceniać, chwalić....oczywiście jak na to zasługuje, nawet najdrobniejsze przejawy jego chęci w budowanie Waszych relacji na nowo.
                                                    skoro tak Ci powiedział, to pewnie tak się czuł.
                                                    ja również w swoim życiu wiele zaprzepaściłam, ale potem udało mi się nadrobić, oczywiście nie wszystko, do tej pory żałuję smutnego dzieciństwa naszych dzieci, natomiast w pracy rozwinęłam się bardzo i odnosiłam sukcesy.
                                                    nie porównuj się z innymi ludźmi, każdy ma inną sytuację....poza tym dla każdego może być ważne co innego....dla Ciebie szczęście rodzinne, dla kogoś prestiż i uznanie w pracy.
                                                    Ty w swoim życiu masz czuć się dobrze....
                                                    rozczarowana, jesteś wyjątkowa smile samo to, że zrobiłaś taką kompleksową analizę Waszego małżeństwa, dostrzegłaś mankamenty, świadczy o Twojej inteligencji, samokrytycyzmie, mądrości i umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach.
                                                    wiesz co masz robić....działaj i ciesz się każdą chwilą.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 11:54
                                                    Ciagle się staram, ale dzisiaj znowu powiedział ze rozważa wyprowadzkę. A mi za każdym razem kiedy to słyszę jakby ktoś wbił nóż w plecy. Powiedział tez ze musimy porozmawiać ale on nie ma teraz do tego głowy ani czasu. Już teraz mam dość tej gry z jego strony a co będzie później? Czasem mam ochote się poddać. Ta ciągła niepewność w której mnie trzyma to jest jakaś porażka. Strasznie mnie to wszystko meczy.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 12:47
                                                    niczego nie odwołuję, co na temat Twego męża napisałam....moje podejrzenia. chce
                                                    porozmawiać???....groźnie to zabrzmiało.
                                                    wytrzymałaś tyle lat w tej huśtawce, w samotnym radzeniu sobie ze wszystkim, a nie wytrzymasz najbliższych tygodni??? przestań....
                                                    podejrzewam, że Twoje łagodne postępowanie i to, że nie pozwalasz wyprowadzić się z równowagi, wytrąciło jego z równowagi, nie tego się spodziewał.....
                                                    jesteś pod tym względem górą....niezależnie co Ci wyzna.....
                                                    chciałby w atmosferze kłótni wynieść się z domu...tak jest łatwiej, dla niego oczywiście!!!!
                                                    myślisz, że jak się wyprowadzi to nie będziesz się męczyć???....dopiero dotrze do Ciebie emocjonalny ból, a jeszcze jak dotrze do ciebie, co ukrywał....
                                                    poczekaj....bądź czujna.
                                                    baw się z nim w dom jak do tej pory....a może wszystko będzie dobrze? skąd wiesz?.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 13:19
                                                    dziewczyno...jeszcze zdążysz wywalić mu w twarz, co czujesz...
                                                    jeszcze zdążysz odciąć się od niego...
                                                    jeszcze zdążysz dać mu siarczysty policzek....
                                                    jeszcze zdążysz pokazać, że radzisz sobie bez niego.....
                                                    ale co, jak Ty się poddasz za wcześnie i wszystko zmarnujesz? utwierdzisz go tylko w przekonaniu, że te zmiany u Ciebie to tylko powierzchowna sprawa?
                                                    skąd wiesz, czy te ostatnie tygodnie nie zaważą, że on wybierze rodzinę???
                                                    nie chwiej się jak wierzba na wietrze...dopiero mówisz o nim dobrze, już za chwilę źle.
                                                    dopiero będziesz beczeć w samotności, na razie ciesz się tym co masz....
                                                    skąd wiesz, że los Waszego małżeństwa jest przesądzony?
                                                    będziesz cierpliwsza, więcej się dowiesz....mądrze zadziałasz.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 13:28
                                                    Masz racje, ale właśnie ta huśtawka emocjonalna mnie dobija. Czuje ze jestem na skraju przepaści. Radzę sobie, trzymam emocje na wodzy, ale czasem ogarnia mnie jakaś przerażająca samotność, lek. Chciałabym już wiedzieć na czym stoję, jaka decyzje podjął. I tutaj wychodzi moja niecierpliwość. Chciałabym poczuc się kochana, chciałabym żeby okazał mi miłość, żeby był. Na niczym nie potrafię się skupić. Ide kupić sobie jakieś witaminy. Muszę się wzmocnić. Muszę się ogarnąć. Dzięki ze jestes.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 14:27
                                                    żyj na razie nadzieją!!!!
                                                    pewnie, że jest Ci przykro i smutno, bo to on chce odejść...musiałaś przeoczyć dużo wcześniej wysyłane przez niego sygnały.....
                                                    przyznaję, że Cię nie rozumiem w tym pośpiechu....
                                                    nie możesz się na niczym skupić...baw się z dziećmi, oglądaj filmy, zgotuj coś smacznego, przejrzyj garderobę, zaplanuj w co się będziesz ubierać w najbliższym czasie, zadzwoń do kogoś, po prostu sobie posiedź z twarzą ku słońcu.
                                                    rozczarowana...2 lata zajęło nam, mnie i mężowi docieranie się na nowo, wiesz jak trudno wyjść z dawnych kolein??? wciąż mąż w nie wpadał....myślisz, że towarzystwo z którym się wcześniej zadawał...odpuszczało???.
                                                    dziś, niektórzy zagorzali imprezowicze już nie żyją, pozostali patrzą z daleko i boją się bliżej podejść.....i oto mi chodziło.
                                                    wiele rzeczy zrozumiał mój mąż i sam trzyma odpowiedni dystans od nieodpowiednich ludzi.....boi się stracić co ma.
                                                    a Ty chcesz już??? jeszcze prawie nic nie zrobiliście poza pójściem do łóżka i zrobienie sobie kilku przyjemności....ale to zdecydowanie za mało na uratowanie małżeństwa.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 14:56
                                                    Tak, wiem. Muszę nauczyć się cierpliwości. Przede wszystkim. Tylko czasem wkurza mnie to ze tyle razy mnie skrzywdził, a to ja muszę robić wszystko by został, to ja muszę walczyć, to ja muszę zagryzać żeby chociaż czasami chciałabym wykrzyczeć mu jakim jest dupkiem. Irytuje mnie to, ale tak wiem, muszę mądrze do tego podejść, muszę działać dyskretnie, spokojnie, bo inaczej ucieknie teraz, bo nie będzie już szansy na odbudowanie czegokolwiek. Muszę sie ogarnąć. Po prostu muszę. Czasami tez szwankuje moja wyobraźnia, jest dość rozwinięta. Nie ułatwia mi to niczego. Ale cóż...muszę z tym walczyć. Nie mam wyjścia.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 15:17
                                                    rozczarowana, przede wszystkim wcale nie musisz mnie słuchać!!!!
                                                    każde małżeństwo i problemy w nim są inne...znowu patrzysz tylko na siebie i pamiętasz, że Cię skrzywdził zapominając, że nieświadomie, ale przyczyniłaś się również do tego kryzysu.
                                                    widzę w Tobie taką dziewczynkę, która idealizuje życie i chociaż twierdzi, że ma dość rozwiniętą wyobraźnie...to praktycznie zachowuje się naiwnie i niedojrzale.
                                                    rób to, co dyktuje Ci Twój rozum i intuicja.....chcesz to mu wykrzycz już teraz jakim jest dupkiem,
                                                    zrób to, co Twoim zdaniem powinnaś zrobić, i poczujesz się lepiej....tylko czy na długo???
                                                    zastanawiam się, czy nie zaprzestać pisania, żeby nie mącić Ci w głowie, żebyś samodzielnie podejmowała tak ważne decyzje.
                                                    konsekwencje będziesz zbierać Ty, może warto posłuchać tylko siebie?
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 15:46
                                                    rozczarowana, może to Ty masz rację, że nie warto zabiegać o człowieka, który tylko krzywdzi?
                                                    nie chcę, żebyś coś robiła pod moje dyktando...
                                                    posłuchaj siebie!!!! możesz potem mieć żal, że postępowałaś wbrew sobie i źle się to skończyło.
                                                    ja chciałam Ci otworzyć oczy na to, z czym możesz się spotkać ze strony męża, co może się kryć za takim postępowaniem.
                                                    to jest forum publiczne, za mało wiemy o sobie, a ujawnianie wszystkich szczegółów jest niemądre.
                                                    chciałabyś już być kochana, pożądana, na to trzeba poczekać i włożyć trochę pracy....bo przecież rozwaliliście to, co było między Wami na początku.
                                                    jak długo zamierzałaś w tym trwać, w tym poczuciu krzywdy, gdyby on też z tym nic nie robił, tylko zachowywałby się jak dotąd?
                                                    problem w tym, że jemu bardziej zaczęło to przeszkadzać, i to on chce zmian....niejako ubiegł Cię w tej decyzji.
                                                    Ty chciałaś, ale nic konkretnego nie zrobiłaś, by to zmienić....nie miej sobie za złe, bo to co robi w niczym go nie usprawiedliwia.
                                                    powinien dążyć do naprawy relacji, a nie uciekać jak tchórz.

                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 15:59
                                                    Lzyoporanku masz racje dużo jest we mnie naiwnej dziewczynki. Ciagke wierze, idealizuje świat. Chciałabym żeby zawsze było kolorowo. Nie mącisz mi w głowie, Ty masz racje. Nawet jeśli odejdzie nie zarzucę sobie ze ostatnie miesiące spędziliśmy na kłótniach, bójkach i ciągłych pretensjach. Kładąc się spać wieczorem czuje się dużo lepiej wiedząc ze w ciągu dnia zrobiłam wszystko żeby atmosfera była w porządku, ze walczyłam o to małżeństwo. To lepsze niż wyrzuty sumienia bo powiedziało się za dużo, bo pozwoliło się zawładnąć negatywnym emocjom. Jeśli mnie teraz zapytasz czego chce to wiem co odpowiedzieć z pełna swiadouoscia. Chce tej rodziny. Chce żeby przetrwała. Czasami tylko opadłam z sił, bo brakuje mi poczucia bezpieczeńtwa, tego, żeby przyszedł powiedział tak, ratujmy to. Ta niepewność jest strasznie męcząca, bo nie wiem co będzie jutro. Chciałabym mieć jasna sytuacje ale on albo nie potrafi mi odpowiedzieć co zamierza, albo nie chce albo zwyczajnie nie ma czasu o tym myśleć bo praca. I tak w kółko. Chyba dzisiaj wieczorem wezmę długa, ciepła kąpiel, a później zrobię sobie domowe SPA. Nie wiem tylko kiedy usiądę do tych wszystkich papierkowych, zaległych spraw bo ciagle to odkładam i odkładam bo albo dzieci albo głowa przepełniona zupełnie czymś innym. Gdzieś w środku głęboko wierze, mimo wszystko, ze napisze tutaj pewnego dnia na forum, ze jestem szczęśliwa, ze się udało.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 16:31
                                                    no jednak masz się na czym skupić, masz zaległe sprawy papierkowe.
                                                    potem może być tak, że jeszcze bardziej nie będziesz w stanie tego zrobić, więc zrób to teraz.
                                                    gdy ja rozpoczynałam walkę o swoje małżeństwo, tak samo robiłam to w ciemno, nie wiedziałam, czy mi się uda.
                                                    uruchomiłam swoje myślenie, intuicję, doświadczenie innych, zdobywałam sama doświadczenie na cito, wyciągałam wnioski.
                                                    zależało mi, więc się starałam i pokonywałam wszelkie bariery np. strachu, wstydu.
                                                    dziś mogę powiedzieć, że jestem mistrzynią damsko - męskich relacji, musiałam się tego nauczyć i to stosować w dobrej wierze, dla dobra swojej rodziny....dziś już z tego nie korzystam, bo nie muszę.
                                                    to znowu ja...wrażliwa, ciepła, zakochana, ale także nie dająca się wyprowadzić w pole - kobieta.
                                                    mężowi ze mną było wygodnie, to ja nie chciałam takiego życia!!!! nigdy się na nie nie zgodzę i on to wie.
                                                    nie jest ze mną z musu, on chce być i czasami chyba nawet się boi, że mogę sobie pójść...ale ja nigdzie się nie wybieram smile lubię każdego wieczoru zasypiać na jego ramieniu.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 17:28
                                                    Zazdroszczę Ci siły i tego ze to wszystko juz za Tobą, ze dzisiaj jesteś szczęśliwa i pewna siebie kobieta. Chce ta sile czerpać z Twojego doświadczenia, chce spróbować jakoś to wszystko poukładać. Tak, muszę ogarnąć te sprawy papierkowe bo z każdym dniem zbierają się nowe. Nie mogę nic zawalić. Muszę wziąć się do kupy, poskładać. Nie ma wyjścia 😉
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 18:46
                                                    praktycznie podzieliłam się z Tobą wszystkim
                                                    teraz sama podejmuj decyzje i nie bój się ich wdrażać w życie...
                                                    siła bierze się, jak zaczynasz walczyć, niezależnie jakiego rodzaju jest to problem..
                                                    nikt tak jak Ty sama nie znasz własnego męża.
                                                    nikt tak jak Ty sama nie zna Waszego problemu.
                                                    można nie wstrzelić się z pomocą komuś, i ten ktoś poniesie klęskę.
                                                    nie chcę, żebyś źle wybrała, źle oceniła sytuację pod wpływem moich sugestii....
                                                    uważam, że dasz radę, masz plan na siebie, masz masę obowiązków z dziećmi każdego dnia, masz nad czym myśleć...jak dotrzeć do męża, co zrobić, żeby jemu także chciało się naprawiać Wasz związek.
                                                    niecierpliwość niewskazana....
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 18:54
                                                    wkradł się błąd....miało być...nikt tak jak Ty sama ,znasz własnego męża.
                                                    nikt tak jak Ty sama, nie zna Waszego problemu.
                                                  • nida21 Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 20:37
                                                    Witaj Rozczarowana!
                                                    Śledzę od początku Twoje wpisy i dyskusję ze łzami o poranku. Widzę,że masz mętlik w głowie, bo nie słuchasz swojej intuicji. Kiedy mąż oświadcza, że się wyprowadza to
                                                    znaczy, że nie chce niczego naprawiać. Poprostu chce się uwolnić od małżeństwa. 5.05 opisałaś o godz. 22.54 siebie, jak się zmieniałaś /na gorsze/ pod jego wpływem. On właściwie wychował sobie żonę, posłuszną i przewidywalną. Dlatego manipulował i manipuluje Tobą do tej pory. Rozdaje Ci nagrody i kary. Czuje się Twoim panem i władcą. Jesteś na każde jego skinienie i właściwie na kolanach, żeby ratować małżeństwo, bo takie sugestie padają z forum. Jednej się to udało, ale nie jest to zawsze możliwe. Twój mąż zdecydował. A czego ma żałować? Niedzielnych obiadków?. Jako mężczyzna jest spełniony, bo ma dzieci i będzie się z nimi widywał kiedy zechce. Mówisz, ze go kochasz. Ty kochasz tylko jego wyobrażenie, to co było się nie wróci, to tak jak ze śmiercią bliskiej osoby. Trzeba nauczyć się żyć od nowa. Wolność, którą miał w małżeństwie teraz mu nie wystarcza, chce całkowitej. Kolega nie jest nic winny. To Twój mąż tak zdecydował, bo takie życie go kręci. Teraz sex. Jeżeli tak go pociągasz i jest mu z Tobą dobrze, to kłamie. Udany sex spaja małżeństwo, nawet po kłótni ludzie się godzą w łóżku. Teraz jest sex, bo akurat jesteś pod ręką, ale nie wypływa to z miłości do Ciebie.
                                                    Uważaj, żeby nie zajść w ciążę i nie zgadzaj się na dziecko na zgodę. Dzieci nie scalają małżeństwa. Dla dobra dzieci nie można się poświęcać, bo dzieci wyczuwają smutek, nieporozumienia i stresy. Lepiej uporządkować sprawy klarownie rozwodem, żeby wszelkie zasady były jasne.
                                                    Zona nie powinna być przewidywalna, na skinienie męża i zawsze dostępna, bez wymagań i cierpiąca dla dobra rodziny. Taką żoną mąż się znudzi, bo mężczyżni lubią wyzwania.
                                                    Dobrze, że pamiętasz, że byłaś inną osobą /5.05 22.54/ i jak najszybciej wróć do tych ludzi ktorych ceniłaś, ulubionej muzyki, filmów itp. Cieszę się, że zaczynasz wierzyć w siebie to nie jest takie trudne. Wszelkie pochwały traktuj jakby Ci się zawsze należały. On i tak robi swoje, a chwalenie Cię nic go nie kosztuje, a zadowala jego ego. Piszesz o sprawach papierkowych od ogarnięcia. Jeżeli nie macie rozdzielności majątkowej, to wygląda na to ,że on zaczyna ukrywać swoje dochody poprzez wydzielanie pieniędzy, brak wglądu do jego konta, kupno mieszkania. Zapytaj, tak z ciekawości, bo jak mówi zbiera na wasz do, ile tam ma, zobaczysz jaka bedzie odpowiedż. Tylko tyle , nie ma co wchodzić w dyskusję. Ciekawa jestem, czy wiesz ile on zarabia. Przejrzyj jego dokumenty, bo może się okazać, ze wziął pożyczkę, o której Ty nie wiesz, a kiedyś może się tak zdarzyć, że Ty będziesz ją spłacać. Jeżeli podsunie Ci jakieś dokumenty do podpisania, nie podpisuj od razu przeczytaj, albo pokaż prawnikowi. I tak w sprawach ukrywania majątku, żeby nie był do podziału przy rozwodzie poradż się prawnika. Nie daj się oszukiwać. Kieruj sie intuicją , nie bujaj w obłokach, miej oczy szeroko otwarte. Wybaczyłaś wiele, ale jesteś już zmęczona i masz dość. Po rozwodzie życie się nie kończy, a szczęście zależy od nas samych, a nie od mężczyzny. Jesteś młoda,
                                                    wyjdż na świeże powietrze, odetchnij pełną piersią i powiedz hej! zaczynam nowe życie. A mężowi zlecaj dużo obowiązków i opieki nad dziećmi, a Ty bądż od teraz jak zaczarowana.




                                                    i od obowiązków.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 21:48
                                                    jak śledzisz nido tak uważne ten wątek, to czytaj każdą wypowiedź.
                                                    bo wszystko co tu niby wyhaczyłaś...już padło
                                                    wcale nie to, żebym się obrażała smile i nie roszczę sobie jakiejś palmy pierwszeństwa.
                                                    na kolanach nikt nikomu nie każe ratować małżeństwa, jak to wkładasz mi w usta...

                                                  • nida21 Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 22:26
                                                    Pozdrawiam
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 23:02
                                                    nida21 oczywiście Ty tez masz sporo racji. Nie da się niczego zbudować na sile i być może tak jak piszesz on podjął już decyzje, może chce się uwolnić, ale ja zmieniłam nastawienie. To znaczy ze funkcjonuje w taki sposób żeby nie dać się negatywnym emocjom, żeby nie żałować wykrzyczanych słów, żeby moc spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie: zwyciężyłam, bo nie dałam się agresji ani słownej ani żadnej innej. Wole tutaj wygadać się niż wchodzić w kłótnie i wzajemne obwinianie się. Spokój, o ten właśnie spokój chodzi lzyoporanku, bo spokój i mądrość zawsze zwycięża. Bez względu na to jaka decyzje podejmie. Albo zostanie i przyjmie moje warunki albo odejdzie, ale bez możliwości zarzucenia mi ze się nie starałam, ze odpuściłam, ze go wyrzuciłam. Było między nami wiele kłótni, nie spałam, miałam pretensje do siebie bo reagowałam zbyt mocno, nie do końca tak jakbym chciała. Dzisiaj zasypiam z myślą ze nie skrzywdziłam go, nie zranilam, nie powiedziałam nic co mogliby go zabolec. I każdego dnia wygrywam bo mam wewnętrzny spokój. To czego ja teraz chce nie ma znaczenia, ale to kim jestem dla siebie samej ma ogromne znaczenie. Bo w końcu jestem taka jaka zawsze chciałam byc. Oczywiście targają mną różne sprzeczne emocje, co widać po moich wypowiedziach, ale to zupełnie normalne. I mogłabym być na przemian miła i serdeczna dla niego, a jednocześnie w chwilach kiedy wzbiera mnie złość mogłabym nawrzucać mu jakim jest dupkiem. Lzyoporanku pomaga mi hamować to, czego mogłabym później zalowac. Nida21 Ty tez masz sporo racji, bo być może powinnam wykopać go, zaczac myśleć o sobie, ułożyć sobie życie na nowo. Byc może on pozostanie już tym manipulantem do końca życia, ale....czuje ze powinnam dać mu szanse. Szanse na to, żeby zauważył ze najważniejsza jest rodzina, a gdzieś w środku cały czas wierze, ze zrozumie. A jeśli nie...to będzie jego wybór z którym ja predzej czy później się pogodzę. A sobie nie będę mogła zarzucić ze nie walczyłam. Walczę, każdego dnia... tylko coraz częściej mam poczucie ze w tym wszystkim walczę głównie o siebie. O to żeby być świadoma i pewna siebie kobieta, o spokój wewnętrzny, o radość z każdego dnia, o mozliwosc bycia sobą dla siebie, nie dla niego. Jeśli on doceni to, zaakceptuje mnie, na nowo pokocha to dobrze, a jeśli nie...będę miała już jakaś sile, jakiś kapitał do tego żeby zbudować swój świat na nowo.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 07.05.21, 06:23
                                                    bardzo podoba mi się credo założyciela tego forum:
                                                    " Należy rozwieść się nie wtedy jak znajdzie się pierwszy powód do rozwodu, ale rozwieść się gdy upadnie OSTATNI powód do bycia razem".
                                                    kochana rozczarowana, po tym jak odpowiedziałaś nidzie21, jestem spokojna i pewna, że sobie poradzisz.
                                                    praktycznie na oczach tego forum widać jak rodzi się nowa, asertywna kobieta, świadoma swoich potrzeb.....to Ty rozczarowana.
                                                    kiedyś usłyszałam, że pierwszy wybór jest najtrafniejszy, dotyczy to także współmałżonka.....rozczarowana i jej mąż pobrali się z miłości.
                                                    niepielęgnowana miłość ulatuje, ale to nie znaczy, że nie można jej wskrzesić na nowo.
                                                    czy się uda? zależy to od bardzo wielu czynników....
                                                    jestem także zwolenniczką powiedzenia "....nie spróbujesz, nie będziesz wiedział/ła".
                                                    a ze sklejonego dzbanka, woda jest równie smaczna, właściciele dzbanka, ze względu na jego wartość, będą uważać na rysy, żeby nie doprowadzić do całkowitego zniszczenia.
                                                    tylko człowiek lekkomyślny pozbywa się cennych rzeczy.
                                                    ja tyle w tym temacie....
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 07.05.21, 08:10
                                                    Lzyoporanku właśnie dlatego, ze to miłość zawarte z miłości, autentycznej, na tamten czas pięknej staram się jakoś to posklejać. Dlatego ze nie padło z jego ust nigdy, nie kocham cię. Wręcz przeciwnie, mówi ze nigdy nie przestał mnie kochać. Czy to prawda wie tylko on, ale ja pomimo tylu doświadczeń, złych i dobrych wiem, ze ta miłość we mnie ciagle jest. Małżeństwo jako instytucja tez jest dla mnie ważne, przysięga, która składałam chociaż iście wierząca (chociaż w Boga wierze) i praktykująca nie jestem. Chodzi o to, ze ja ze swojej strony mogę zrobić wszystko, żeby to uratować, ale jeśli się nie da nie będę mogła sobie nic zarzucić. Może wtedy łatwiej będzie mi iść przez życie i zbudować swój świat na nowo bez wyrzutów sumienia ze oddałam swoje życie walkowerem. Rzeczywiście może nie jest idealnym
                                                    mężem, bo popełnił wiele błędów, tylko nikt nie mówił ze będzie łatwo. Każdy borykanie z różnymi problemami.Ja tez ideałem nie byłam być może po narodzinach dzieci odsunęłam go od siebie, być może czuł się samotny, być może nie czuł się częścią naszej rodziny bo ciagle pracował, a kiedy wracał do domu widział zmęczona i niezadowolona żonę, być może, a nawet na pewno jego perspektywa jest inna. Może nie zbudowałam takiego domu jaki chciałby mieć, może często reagowałam zbyt nerwowo na jego wyjścia, może nie czuł się kochany. Nie wiem co tak naprawdę w nim siedzi. Przestał mówić o wyprowadzce, zaczął spędzać z nami trochę więcej czasu. Powoli jakby coś ruszyło. Na dzisiaj nie wiem co będzie, nie wiem czy pójdzie czy zostanie. Czas pokaże. Ale ja swoim narzekaniem, skrzywiona mina, pretensjami nie pomogę minę tym, żeby nie mógł powiedzieć odszedłem bo Ty byłaś taka. Jeśli odejdzie będzie musiał sam przed sobą przyznać odszedłem bo chciałem, bo ja tak zadecydowałem, bo....Ja w rozpad tego małżeństwa już więcej ręki nie przyłożę. A może kiedyś przyjdzie taki moment, kiedy za kilkadziesiąt lat będziemy siedzieli obok siebie i on powie: „dziękuje ze się wtedy nie podałaś, wtedy kiedy ja straciłem wiarę”. Tak wiem, wielu ludzi powie ze jestem walnięta, ze naiwna, ze głupia, ale ja naprawdę w to wierze, bo to był dobry, wrażliwy, pełen miłości człowiek. I wiem ze ta jego cześć wciąż się w nim tli, a ja albo to rozpalę albo nie.Tak czy siak, trzymajcie kciuki, przede wszystkim żebym wygrała siebie, żeby energia i siły mnie nie opuściły. Bez względu na wszystko.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 07.05.21, 12:32
                                                    trzymam kciuki bardzo mocno i pewnie nie tylko ja, jest więcej kobiet, które dobrze Ci życzą.
                                                    rozmowy, które prowadziłyśmy, pomogły Ci spojrzeć głębiej/trochę oczami męża na własne małżeństwo i dokonać gruntownej analizy....choćby dlatego, warto było smile
                                                    teraz rozumiesz, dlaczego nie warto niczego przyśpieszać...znowu użyję słynnego powiedzenia/tytułu powieści zresztą....między ustami a pucharu brzegiem wiele się może wydarzyć....niby czasu niewiele i odległość bliska, a tak wiele może zmienić, czasami wszystko.
                                                    nie pomagaj mu w odejściu, niech sam się zmierzy z sumieniem, niech ta sprawa wybrzmi do końca, jeżeli będzie miała swój koniec. mam nadzieję, że nie smile
                                                    nie jesteś walnięta ani naiwna, ani głupia....jesteś odważna i wiesz czego chcesz, a do tego doszłaś sama, bez naszego udziału, myśmy Cię tylko wspierali....
                                                    może niecodziennie, ale zajrzę czasami do tego tematu, Ty, jeszcze nie raz będziesz w dołku, to normalne, ale nie poddawaj się...
                                                    czasami napisz, jak będziemy mogli, pomożemy, wysłuchamy....masz tu przyjaciół.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 07.05.21, 23:10
                                                    Dziękuje bo to ze mogę się tutaj wygadać wiele mi daje. Mam wrażenie, ze coś drgnęło i idzie do przodu. Mąż chyba zaczął doceniać mój spokój i spokój jaki zapanował w domu. Ja dzisiaj poszłam sobie do sklepu, kupiłam kwiaty, doniczki i pięknie udekorowałam taras. Zajęło mi to trochę czasu, wyciszyło i sprawiło dużo radości. Byłam dwa razy na długim spacerze z dzieciakami, ubrałam sukienkę, a rzadko nosiłam sukienki. Teraz zamierzam częściej. Mój starszy synek zapytał, mamo a dla kogo ty sie tak ładnie ubrałas? Postanowiłam zaczac myśleć również o sobie, zadbac o siebie, dać sobie czas. Jak mogę uszczęśliwić innych nie będąc szczęśliwa sama ze sobą? Tak wiec, do startu gotowa start. Zaczynam żyć 😉
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 08.05.21, 07:19
                                                    rozczarowana, tak trzymaj, właśnie tak smile a gorsze dni są również wplecione w życie, mądrze trzeba sobie z nimi radzić.
                                                  • bulzemba Re: Kiedyś tu byłam 12.05.21, 13:02
                                                    łzy o poranku napisała

                                                    "Tylko człowiek lekkomyślny pozbywa się cennych rzeczy..."

                                                    A jak oceniasz człowieka który wpuszcza do domu wściekłego psa lub jadowitą żmiję?
                                                    Znajoma wpuściła z powrotem męża a ten rozwalił jej pracę. Miłość nie jest dana raz na zawsze, o miłość trzeba dbać. Część ludzi uważa że jak im jest fajnie to znaczy że jest ok. A to że żona marudzi? Bo głupia. Mi jest dobrze! Znam wielu facetów którzy do rozwodu nie dopuszczali, stawali się słodcy ale jak stwierdzali że "baba się w końcu opamiętała" kazali jej odpokutować każdą minutę "poniżenia". Koniec końców dochodziło do rozwodów z przytupem, brudnych i na ostro.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 12.05.21, 16:06
                                                    bulzemba nie łap mnie za słowa, każde małżeństwo jest inne i problemy inne, nie ma schematów, kto tak myśli jest w błędzie.
                                                    Miłość nie jest dana raz na zawsze, oczywiście, że tak, trzeba o nią dbać, jak o wszystko zresztą....stąd kryzysy.
                                                    Nad związkiem w kryzysie trzeba włożyć mnóstwo pracy, kto chce, idzie na skróty i rozwodzi się.
                                                    Nikt tu nie krytykuje rozwodzących się, znamy takich w swoim otoczeniu i ich życie, życie ich dzieci...można również wyciągnąć wnioski.
                                                    A nawet jak ktoś dał szansę małżonkowi, a ten się nie sprawdził, nie docenił gestu, zawsze można zrobić porządek, powiedzieć....basta.
                                                    Chodzi o to, że ludzie szybko odpuszczają, szukają nie wiadomo czego, nie doceniają tego co mają i nie liczą się z własnymi dziećmi.
                                                    rozczarowana chciała ratować swoje małżeństwo, bo wciąż kocha męża. czy im się uda...nie wiadomo.
                                                    jeżeli nie spróbuje walczyć, nie przekona się, mają dzieci....
                                                    samotne macierzyństwo jest bardzo ciężkie, a samotna matka też ma swoje potrzeby, nie jest łatwo ponownie znaleźć odpowiedniego partnera, by założyć ponownie rodzinę...czasami jest to samotność do końca życia i bynajmniej nie z własnego wyboru.
                                                    jeżeli małżeństwo funkcjonuje w miarę normalnie i nie ma w nim patologii, uważam, że warto o nie walczyć.
                                                  • bulzemba Re: Kiedyś tu byłam 12.05.21, 16:59
                                                    Problem w tym, że zbyt długie dawanie ostatniej szansy można się zemścić. A lepiej być samemu niż z wrogiem. Brak rozwodu nie gwarantuje braku samotności.
                                                  • bulzemba Re: Kiedyś tu byłam 12.05.21, 17:02
                                                    A facet który odkrywa że ma dzieci widząc pozew o rozwód niekoniecznie musi być super tatą gdy żona odpuści rozwód. On po prostu gra w tej chwili na jej uczuciach.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 12.05.21, 17:48
                                                    mówimy tu o dawaniu szansy małżeństwu a nie przeciąganie kryzysu/agonii w nieskończoność.
                                                    tak, lepiej być samemu niż z człowiekiem, który nie rokuje, że się zmieni....ale jak to wiedzieć??? trzeba zawalczyć różnymi metodami, bo z uzależnień można wyjść.
                                                    można być samotnym w małżeństwie, jak się na tę samotność człowiek sam pisze....zawsze należy dążyć, by to zmienić.
                                                    w małżeństwie ważniejsza, nawet od wielkiej miłości, jest dobra komunikacja, czyli wymiana myśli!!!! to podstawa trwałości, głębszych relacji międzyludzkich.
                                                    mężczyźni z reguły lepiej sobie radzą po rozwodzie....szybko znajdzie sobie nową niunię, która nakarmi, upierze i cipkę nastawi, żeby sobie ulżył...
                                                    potem odciągnie takiego weekendowego tatę od dzieci, może taki rozwiedziony tata spłodzi kolejne dzieci....i pierwsza rodzina idzie całkiem w odstawkę.....jakiż cholerny to ból, dla kobiety, która sama zostaje ze wszystkim, a były mężuś ma się całkiem dobrze i czasami rzuci jakiś ochłap, co jeszcze bardziej zdołuje emocjonalnie i lepiej, gdyby wcale go nie było.
                                                    pisałam już o tym, że z byłym mężem trzeba będzie się długo spotykać, bo dzieci, bo wspólne wnuki, a może to bardzo boleć!!!
                                                    uważam, że lepiej zapobiegać, niż leczyć....bo przecież tego męża za coś się pokochało, coś dwoje ludzi połączyło, dlaczego tego nie odnaleźć??? przynajmniej próbować!!!
                                                  • bulzemba Re: Kiedyś tu byłam 12.05.21, 19:25
                                                    Znam byłe żony których mężowie lumpy zebrali sie po rozwodzie i wyszli na ludzi. Nie. Te kobiety nie widzą pana w garniturze z którym mogły by być w fajnym związku. One nadal widzą lumpa w starych gaciach. Owszem, oni wygrali ale one jeszcze więcej. Bo ICH mąż sam z siebie DLA TEJ kobiety nie chciał być fajnym mężem. A z niewolnika nie masz robotnika.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 12.05.21, 20:32
                                                    warto próbować ratować małżeństwo, gdyż zaspakaja ono wiele naszych potrzeb.
                                                    nie wszystkie małżeństwa są do uratowania, to fakt...
                                                    poruszyłaś dość istotny problem, że były mąż może się zmienić dla innej kobiety...
                                                    dlaczego zatem nie spróbować zawalczyć, by mąż nie był taki w małżeństwie?
                                                    dlaczego inna ma jeść chleb, który powinien należeć do żony? do dzieci?
                                                    tu nie ma, kto wygrał, kto przegrał....rezygnując z walki o związek, pozwalasz, by inni wzięli to, co należy się Tobie...
                                                    poza tym jak się postarasz, nie dopuścisz do tego, by mieć lumpa, tylko, że trzeba się tym zająć w odpowiednim czasie i formie.
                                                    trzeba wspólnie robić zakupy, wtedy sama podpowiesz mu, jakie gacie ma wybrać.
                                                    ja wybieram swemu takie, żeby mi się podobały, jak będzie je zdejmował do bzykania.
                                                    prawie wszystko można wypracować w związku, trzeba tylko włożyć trochę wysiłku....potem to zaprocentuje.
                                                    bulzemba, kto chce niech się rozwodzi, nikt nikomu nie broni.
                                                    ja pisałam do rozczarowanej, bo chciałam ją wesprzeć w ratowaniu jej małżeństwa, ona chce ratować.
                                                  • jatoja2021 Re: Kiedyś tu byłam 18.06.21, 10:36
                                                    To ja rozczarowana. Nie mogłam odzyskać poprzedniego hasła wiec założyłam nowe. Mąż zrezygnował z wyprowadzki, ale ma ciagle huśtawki. Dzisiaj jest miły, organizuje wieczór jutro ma pretensje. Ogólnie mocno zapracowany, załatany i zabiegany. Wiecznie zmęczony. Ja zmieniłam swoje podejście, jestem miła, grzeczna, nie reaguje na zaczepki jednocześnie żyje swoim życiem. Chodzę na 2h wieczorne spacery, załatwiłam sobie powrót do pracy (od września zaczynam) i z ta perspektywa jest mi już nieco łatwiej. Mąż stwierdził ze niestety nie będzie brał urlopu w tym roku i nici z wakacji, ale ja zorganizowałam sobie je sama z dziećmi i za dwa dni wyjeżdżamy na ponad miesiąc nad morze. Będzie chciał to dojedzie, nie to nie. Zamierzam żyć, a nie zadręczać się humorami wiecznie zmęczonego i niezadowolonego męża. Daje mu rok, jeśli nie zmieni swojego podejścia do życia i rodziny to wniosę pozew o rozwód. Na czas żeby sobie wszystko uporządkować i na nowo stać się lepszym człowiekiem. Jeśli z tej szansy nie skorzysta to uciekam. Do tego czasu nie dam wyprowadzić się z równowagi, zamierzam również wychodzić do ludzi, zająć się swoją pasja, żyć tak jak ja chce a nie jak jemu się będzie podobało. Nie jestem jeszcze stara, mogę zaczac od nowa. A te wielkie pieniądze które zarabia kosztem rodziny niech odkłada ale straconego czasu nie kupi nigdy, nawet z milionami na koncie. Parcie na kasę zabiera człowiekowi wszystkie wartości. Ja nie potrzebuje wielkiego domu ani wypasionego auta. Tyle żeby było z czego żyć, skromnie ale z szacunkiem do siebie i innych.Ja żyje zgodnie ze sobą, a co on zrobi, postanowi, czy się zmieni czy pójdzie w długa to jest jego sprawa. Każdy jest kowalem swego losu i panem swojego życia. Nie zamierzam się dłużej dusić. Pokaże mu ze nie jest niezastąpiony, ze doskonale dam sobie radę bez niego. Może kiedyś się obudzi i przejrzy na oczy, ze szczęście jest tuż obok. Jeśli nie to trudno. Ja próbowałam.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 18.06.21, 12:38
                                                    przede wszystkim cieszę się, że się odezwałaś smile poza tym jesteś dużo pewniejszą siebie kobietą, która wie czego chce.....a to podstawa zmian na lepsze, tak w małżeństwie jak i dla siebie samej. To zaprocentuje na pewno.
                                                    błędem jest natomiast ustalanie granic ...jak się przez rok nie zmieni mąż, uciekam. to tak, jakbyś miała bezczynnie czekać tylko na jego przemianę....z góry Ci powiem, że takim podejściem nic nie osiągniesz.
                                                    owszem, dobrze zająć się sobą, wzmocnić się....ale jest spore ryzyko oddalenia się od siebie. angażuj go w życie rodziny, jako ojca i jako męża!!!
                                                    z kryzysu wychodzi się miesiącami a nawet latami....nie jest łatwo na nowo ustalić priorytety.
                                                    uważam, że jeżeli Ty odpuścisz...on zrobi to samo, bo jest człowiekiem dużo słabszym od Ciebie i obracającym się w destrukcyjnym towarzystwie.
                                                    rozczarowana jesteście pokoleniem młodych niecierpliwych......kończysz swoją wypowiedź " Ja próbowałam"...i co? w 4 tygodnie chciałaś naprawić to, co psuliście latami?
                                                    zrobisz jak zechcesz, bo jesteś na tyle silna, że nie potrzebujesz naszych rad....ale ostrzegam, że po latach możesz żałować, że tak szybko się poddałaś.
                                                    jest takie mądre powiedzenie, że człowiek zmieni drugiego człowieka odpowiednim zachowaniem.....więc zajęcie się tylko sobą, odseparowanie, bierne czekanie na czyjąś zmianę.....to droga, która prowadzi do oddalenia. rozwijaj się, ale pokazuj mężowi, że Ci na nim zależy!!!!
                                                  • jatoja2021 Re: Kiedyś tu byłam 18.06.21, 14:38
                                                    Lzyoporanku ale ja zamierzam pokazywać ze mi zależy, robię to. Zamierzam tez zaistnieć w jego życiu na nowo, ale jeśli moje starania nie przyniosą rezultatu i za rok okaże się ze nadal jest takim zadufanym w sobie dupkiem to odpuszczę. On musi zobaczyć, zechcieć sie zmienic, dać coś z siebie. Ma czas. Ja będę dobra żona, ale nie mogę całe życie czekać aż on wyrazi chęć współpracy. Tu nie chodzi o to żebym tylko ja trzymała ta rodzine, musimy robić to razem. Jeśli nigdy do tego nie dojrzeje? Jeśli całe życie będzie żył tylko dla siebie i swoimi pseudowartosciami? Muszę tez myśleć o sobie. Będę się starała i dążyła do tego żeby zobaczył ze jest o co i o kogo sie starać ale nie w nieskończoność. Życie jest jedno. Mam nadzieje ze wiesz co mam na myśli.
                                                  • jatoja2021 Re: Kiedyś tu byłam 18.06.21, 14:42
                                                    Ja tez chce czuć się ważna.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 18.06.21, 14:51
                                                    ustosunkuję się do niektórych Twoich wypowiedzi....
                                                    ...co wybierze mąż, to jego sprawa - no nie do końca jest tak, że jego los nie będzie Cię obchodził. macie dzieci i nie wiesz, czy sama podołasz ich wychowaniu a przyjdą różne trudności.
                                                    ...pokażę mu, że jest niezastąpiony - skoro tak, to po co on ma się starać? poza tym będziesz się nosem podpierać i grać bohaterkę? będziesz cierpieć i udawać przed światem, że sobie radzisz? pewnie, że sobie poradzisz, tylko jakim kosztem?
                                                    ....może mąż się kiedyś obudzi i przejrzy na oczy - prędzej inna zajmie Twoje miejsce i ustali priorytety, ale korzystne dla niej, nie Ciebie i Waszych dzieci.
                                                    ....zobaczy, że szczęście jest tuż obok - czasami najbliższa osoba pod wpływem zewnętrznych "doradców" nie jest w stanie zobaczyć skarbu, który ma, trzeba jej to uświadomić, żeby nie było za późno.
                                                    ....żyć z szacunkiem do siebie i innych - jeżeli Ty okazywać będziesz szacunek, masz prawo wymagać tego samego od męża i konsekwencja w tym zakresie da pożądane efekty, mąż również się zmieni ( wiem na własnym przykładzie).
                                                    ...jestem jeszcze młoda, ułożę sobie życie - ułożysz albo i nie, bo nie każdy facet ułoży sobie właściwe relacje z Twoimi dziećmi, jeszcze daleka droga, zanim będziesz miała więcej wolnego czasu, w tym również na randki. trzeba się liczyć z byciem samotnym rodzicem, z zaspakajaniem w samotności swoich potrzeb seksualnych.
                                                    .....nie zamierzam się dłużej dusić - a kto Ci każe, żyj pełnią życia i wciągaj w nie swego męża.
                                                    ....nie potrzebuję milionów - więc rozmawiajcie dużo ze sobą, pokaż alternatywne rozwiązanie, że czas spędzony z rodziną może być bardziej fascynujący, niż zarabianie pieniędzy, których razem nie wydajecie. miej szalone ( ale bezpieczne) pomysły, zaskakuj, wyręczaj się nim w załatwianiu różnych spraw....doceniaj i chwal ( oczywiście bez przesady)....szalej, ale z nim, na co dzień, w sypialni, w spędzaniu wolnego czasu.
                                                    nie pozbawiaj siebie ani jego przyjemności z seksu, bo seks godzi, łagodzi napięcia i łatwiej się rozmawia na różne tematy.
                                                    trzeba być cierpliwym....
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 18.06.21, 15:32
                                                    miało być...pokażę mu, że nie jest niezastąpiony - no właśnie, po co on miałby się starać, jak jesteś samowystarczalna?
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 19.06.21, 08:12
                                                    rozczarowana, nie wiem, czy Twój samotny ponad miesięczny wyjazd z dziećmi nad morze bez męża, to dobry pomysł....
                                                    po pierwsze, figę odpoczniesz bo stale dzieci i opieka nad nimi, po drugie i tak będziesz myśleć co on robi, gdy jest sam, i mieć żal, dlaczego nie przyjeżdża i nie odwiedza Ciebie nad tym morzem....tak też może być.
                                                    być może mąż nie może z powodu nawału pracy wziąć urlopu, może w grę wchodzi pracoholizm lub kochanka, z którą chce się regularnie spotykać.
                                                    dlaczego tak się uczepiłam tej opcji?....bo jesteście w kryzysie i już Cię zdradził, czy tylko emocjonalnie?...nie wiadomo. może to być wciąż ta sama kobieta.
                                                    załóżmy jednak, że kochanki nie ma....to miesiące letnie, długie dni sprzyjają spędzaniu czasu z rodziną po pracy.....mielibyście czas na wspólne krótkie wypady, restauracje, pikniki, ogniska..... a tak, zostawiasz mu mnóstwo czasu na kolegów po pracy, którzy jak sama mówisz, nie są dobrym towarzystwem dla męża.
                                                    wydaje mi się, że sama sobie strzelasz w kolano.
                                                    ale, co ja tam wiem, stara baba jestem....może naprawdę głupio myślę....rozczarowana, działaj po swojemu!!!
                                                  • jatoja2021 Re: Kiedyś tu byłam 19.06.21, 10:30
                                                    Lzyoporanku poddaje się. Nie mam siły. A myślisz ze jak mąż pojedzie ze mną to zajmie się dziećmi. Dzisiaj poszłam po bułki do sklepu, byłam pół godziny i mam karczemna awanturę ze za długo musiał siedzieć z dziećmi. Wkurzony, mówi ze ma mnie dość itd Ja już nie chce. Z tym człowiekiem nie da się żyć, nie da się ulepić jak Teojego męża. Podobno zdradził emocjonalnie tylko, jaka jest prawda nigdy sie nie dowiem, ale już o tym nie myśle bo myślenie o tym niszczyło mnie bardzo. Chce? Niech idzie. Ja już mam dość.
                                                  • jatoja2021 Re: Kiedyś tu byłam 19.06.21, 11:10
                                                    Dzisiaj mu powiedziałam ze kocham go ale są sprawy na które się nie godzę, na chamstwo, na uciekanie. Powiedziałam ze musi się zmienic, ze musi zaczac cieszyć się życiem, a nie ciagle chodzić zły i z negatywnym nastawieniem do wszystkich i wszystkiego. Mój wyjazd jest potrzebny, bo każdy mój wyjazd sprawiał ze myslal, ze analizował, tęsknił. Oboje potrzebujemy tego. Ja tez potrzebuje się wyciszyć, odciąć od tego jego ciągłego gadania ze cały świat jest do dupy tylko on jest zajebisty. Niech los zdecyduje, co dalej. Tutaj jest o co walczyć ale obawiam się ze nie ma z kim. Co zrobię to złe, gdzieś wyjde to za długo. Ile można tak żyć? Ile można ciagle się niepokoić i każdego dnia zastanawiać co dzisiaj zrobię lub powiem nie tak? Ile razy mam prosić o rozmowę, spokojna bo każda kończy się jego ucieczka i buntem? Ile można tak funkcjonować?
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 19.06.21, 11:34
                                                    rozczarowana, bardzo dobrze zrobiłaś, że rozmawiasz z nim szczerze....bądź szczera do bólu. sygnalizuj swoje potrzeby!!! pamiętaj także, że Twój mąż ma również jakieś oczekiwania, niech o nich mówi....zachęcaj.
                                                    nie obrażajcie się na siebie, tylko próbujcie rozmawiać...te rozmowy z czasem będą miały spokojniejszy przebieg.
                                                    może być tak, że jego podenerwowanie i negatywne nastawienie wynika z presji w pracy, mobbingu....inna opcja to ta, że może miotać się, którą wybrać, żonę czy kochankę - stąd frustracja i wieczne niezadowolenie.
                                                    to jest takie gdybanie, bo przyczyna może leżeć całkiem gdzie indziej...
                                                    skoro uważasz, że Twój wyjazd dobrze Wam zrobi....jedź, nabierz dystansu.
                                                    mówisz, że mój mąż był/jest inny.....to Ci odpowiem, że na początku myślałam tak jak Ty, że z tym człowiekiem życia nie będzie, bo się nie nadaje do związku.
                                                    sytuacja zaczęła się zmieniać, bo ja byłam nieugięta w swoich dążeniach, chciałam jak Ty, inaczej żyć.
                                                    zobaczysz, jak to będzie się dalej rozwijać.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 19.06.21, 12:50
                                                    dorzucę jeszcze, że teraz jest Ci ciężko, jesteś rozczarowana mężem, jego zachowaniem, brakiem spektakularnych zmian....i najłatwiej powiedzieć, jak chce, to niech sobie idzie.
                                                    żeby mąż zaczął współpracować z tobą, musi najpierw zmienić myślenie, przewartościować priorytety, a na to trzeba czasu...to się nie dzieje od razu, po jednej rozmowie.
                                                    gdyby mąż odszedł...wierz mi, wcale nie będzie lżej, bo rozwód to porażka, która boli bardzo mocno. z czasem zaciera się to, co było złe, a pamięta się bardziej to, co było dobre i za tym człowiek może tęsknić....macie dzieci, więc jakiś kontakt będziecie ze sobą mieć.
                                                    owszem, nic na siłę, ale poddawanie się po miesiącu podjętych prób ratowania związku świadczy, że chcesz już efektów....a nie tak łatwo wyjść z kolein, w których jesteście od długiego czasu.
                                                    napisałaś, niech los zdecyduje co dalej.....no ja nie chciałabym biernie czekać aż ktoś inny zadecyduje w końcu o losie mego małżeństwa, o moim życiu.
                                                    nikt nie ma prawa decydować ani odbierać tego, co należy do ciebie...ani rodzice, ani osoby trzecie, a skoro tak, to wykorzystaj wszystkie możliwości, by ocalić rodzinę.
                                                    a jak już wykorzystasz te możliwości, wtedy możesz mu powiedzieć...jak ci źle z żoną i z własnymi dziećmi, idź i szukaj szczęścia. jak nie szanujesz tego co masz, syć się swoją głupotą.

                                                    t
                                                  • jatoja2021 Re: Kiedyś tu byłam 21.06.21, 12:01
                                                    Lzyoporanku wyjechałam. Już po 3 dniach dostaje smsy jak dziwnie mu beze mnie. Przyjedzie. Otworzył się. Mówi ze ma problemy w pracy, ze psychicznie go to wykancza. Ze to nie jest tak ze beze mnie jest mu lżej, pokusił się nawet o czule słówka. Widzi ze kłótnia ze mną jest już niemożliwa bo wszystko załatwiam spokojem. Tak czułam, ze jak wyjadę to może coś do niego dotrze. Zobaczymy co dalej. Ja odpoczywam, skupiam się na sobie, robię to co lubię tym bardziej ze w tym roku wracam do pracy i będę miała czasu niewiele. Cieszę się z każdego dnia i z tego co mam. Staram się nie rozmyślać o tym co było lub jest złe. Myśle ze trochę tego właśnie mu brakowało, spokojnej zrownoważonej żony. Powoli ale zaczyna dostrzegać ze się zmieniłam. Nie sprawdzam go, nie kontroluje. Nawet nie mam już takiej potrzeby. Zaczyna mi być dobrze samej ze sobą, bo nie zadręczam się czymś na co wpływu nie mam. Przede wszystkim zaczęłam wierzyć w siebie, a nawet zaczęłam siebie lubić. Myśle ze to podstawa, nie można budować niczego nie lubiąc siebie i mając ciagle pretensje. Tylko osoba szczęśliwa, w pełni żyjąca w zgodzie ze sobą może uszczęśliwić innych. Tak myśle, w dużej mierze dzięki Tobie. Dziękuje.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 21.06.21, 13:08
                                                    Cieszę się, że to piszesz i tak myślisz smile
                                                    sama dostrzegasz, że trzeba Wam czasu, że te przemiany, które w Tobie zachodzą, Twoje "nowe" zachowanie....trafiają w czułe miejsce. powinno Cię zmotywować do większej cierpliwości i konsekwencji w działaniu.
                                                    dobrze by było porozmawiać o jego pracy...teraz, gdy Ty również zaczniesz pracować, on może zwolnić nieco tempa. powiedz mu, że jego stres w pracy przekłada się na Wasze relacje, że coś z tym trzeba zrobić....nic na siłę, stopniowo pokazywać alternatywne rozwiązania, minimalizować wszystko, co ma negatywny wpływ na życie rodziny. podchodzić do problemów z rozeznaniem i wspólnie!!!
                                                    Jak polubisz siebie i spodobasz się sobie...dostaniesz powera do dalszych pozytywnych działań....no bo kto Ci się oprze smile smile smile....mąż poczuje, że może stracić wyjątkową kobietę, która jest jego żoną.
                                                    jemu także zacznie zależeć i być może podejmie współpracę nad Waszym związkiem.
                                                    przyjemnego odpoczynku, mądrych decyzji Ci życzę.
                                                  • jatoja2021 Re: Kiedyś tu byłam 21.06.21, 16:40
                                                    Lzyoporanku dziękuje za dotychczasowe wsparcie. Narazie odpoczywam i korzystam z dobrego czasu. Patrzę na świat z optymizmem, będę pisała o dalszych moich losach.
                                                  • jatoja2021 Re: Kiedyś tu byłam 24.06.21, 14:16
                                                    Lzyoporanku No zaskoczę Cię, mój wyjazd wszystko zmienił. Mój mąż przyjeżdża tyle km co drugi dzień, mówi ze tęskni, ze chciałby żeby było dobrze. Dzwoni, pisze, otworzył się. Myśli nawet o wspólnym nowym domu. Zmieniło się o 180 stopni. Tak naprawdę często mówił o wyprowadzce ale nigdy tak naprawdę nie mieszkaliśmy osobno. Teraz kiedy został sam najwidoczniej zrozumiał co może stracić. Poczuł się niepewnie bo co jakiś czas pyta czy tęsknie, czy jest mi dobrze samej i czuje obawę w jego głosie ze powiem ze tak, ze odpoczywam. Czas pokaże co będzie, ale widzę, ze jest postęp, ze zaczyna się starać, ze zabiega. Jest Ok.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 24.06.21, 15:22
                                                    rozczarowana...tylko nie wymiękaj i nie wracajcie do starych nawyków....nie dawajcie się ponosić tylko emocjom.
                                                    dużo rozmawiajcie, o swoich wzajemnych oczekiwaniach...cały czas miej wytyczony cel, do niego dąż oczywiście z rozeznaniem.
                                                    mąż jak widać zauważa przemianę, więc idź do przodu....być może potrzebuje kobiety, która wie czego chce, którą można stracić.
                                                    wracaj do spraw, które nie dają Ci spokoju, które Was od siebie oddalają...to trzeba przepracować.
                                                    na razie to widzę bardziej emocje i tego się trochę obawiam...ale, jak są motyle w brzuchu, więcej można osiągnąć.
                                                    a motyle mogą być całe życie, jak się będziecie starać....
                                                    mój mąż powiedział mi niedawno, że jestem ładniejsza niż kiedyś...hehehe....po trzydziestu paru latach bycia razem.
                                                    kiedyś nosiłam spódnice i sukienki po kostki, dziś długość lekko poza kolanko smile....chciałabym choć jeszcze jakiś czas zachować resztki młodości, gdyż czasu straconego nie odrobię. dlatego Ty pamiętaj, żeby mądrze żyć pełnią życia z tym, którego wybrałaś, który należy do Ciebie....to Twój chleb, chleb Twoich dzieci i nie ma miejsca na wtrącanie się osób trzecich.
                                                  • bulzemba Re: Kiedyś tu byłam 24.06.21, 16:19
                                                    Czy ja dobrze rozumiem że w tym przypadku posłużono się metodą kija i marchewki? I mąż pojął dopiero straszenie kijem (sytuację gdy żona nie ma go na głowie i odkrywa że jest bardzo przyjemnie).
                                                  • jatoja2021 Re: Kiedyś tu byłam 24.06.21, 19:44
                                                    Bulzemba nie wiem czy to kwestia kija czy marchewki, ale wiem ze jeśli da się coś naprawić to warto próbować. Mimo wszystko. Może oboje zboczyliśmy z drogi i warto wrócić na odpowiednia ścieżkę? Może tyle w życiu przeszliśmy i wybaczyliśmy sobie wzajemnie, ze warto postawić wszystko na jedna kartę. Myśle, ze skoro jest tęsknota to znaczy ze nie ma obojętności, a jeśli jej nie ma jest szansa żeby odzyskać to, co straciliśmy. Chyba oboje w tym wszystkim zawiniliśmy, oboje przestaliśmy na siebie patrzeć pozytywnie. Widzieliśmy samo zło. Może czasem trzeba na chwile odpuścić, uciec, żeby móc zatęsknić, spojrzeć na siebie z innej perspektywy? Musimy tez wzajemnie się rozumieć, obrać jeden cel. Jeśli każde z nas widzi ze zmiana jest potrzebna i dąży do niej dlaczego nie dać szansy? Cieszę się, ze przyznał się, ze przeprosił, ze się stara. Ja tez potrafię powiedzieć przepraszam. Święta nie byłam, nikt nie jest. Cieszę się ze poszłam za radą lzyoporanku i choc nie raz miałam ochote rzucić wszystko w ch..... nie poddałam się. To ze mój związek na nowo sie rodzi to jedno, ale zyskałam znacznie więcej. Siebie. Pewnosc. I to, żeby nie reagować emocjami od razu, ale żeby zachować spokój. Tego nauczyłam się niedawno. Nie wiem co będzie, ale czuje się dobrze. Tu i teraz.
                                                  • bulzemba Re: Kiedyś tu byłam 25.06.21, 06:11
                                                    Jeśli sądzisz że dacie radę: życzę powodzenia. A tobie wiele siły.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 25.06.21, 06:42
                                                    kochany buluzemba...jak nie dadzą rady, trudno.....rozstaną się.
                                                    a może będzie tak, że będą jeszcze żyli długo i szczęśliwie, jak w bajce....choć to nie bajka.
                                                    kto powiedział, że życie należy do łatwych a małżeństwo to wieczna sielanka?
                                                    są w nim wzloty i upadki, a jak przetrwają ten kryzys, to docenią co mają.....każde z nich zanim zrobi jakiś krok w niewłaściwą stronę.....dobrze przemyśli, czy warto burzyć.
                                                  • jatoja2021 Re: Kiedyś tu byłam 25.06.21, 08:34
                                                    Jednego jestem pewna. Zmieniłam się ja i dąży do zmiany on. To nie są emocje, kilka razy już udowodnił ze mu zależy. Teraz spędza każda wolna chwile ze mną. Czasem przyjeżdża tyle km tylko na chwile żeby pobyć ze mną i dalej gna do pracy. Zmienił wizje naszego małżeństwa, zaczął dostrzegać dobre strony. Zaczął się starać. Jeśli nie dałabym szansy temu małżeństwu kiedyś mogłabym żałować, bo pomimo wad to dobry człowiek. Wierze ze jeszcze będzie dobrze i ze będziemy szczęśliwi a jeśli nie to chociaż próbowałam, do końca. Najwazniejsze ze nie przestaliśmy się kochac, ze nie ma obojętności bo bałam się ze jest. Zawsze trzeba walczyć do końca. Dla mnie najważniejsza jest rodzina. I głęboko wierze, ze kiedyś tak jak lzyoporanku będę mogła powiedzieć sobie ze wygralam, wygrałam rodzine.
                                                  • bulzemba Re: Kiedyś tu byłam 25.06.21, 08:36
                                                    Gdzieś tu był cytat że rozstanie nie zawsze następuje w momencie pojawienia się pierwszych przyczyn by się rozstać. Ale w momencie gdy już nie ma ani jednego powodu by razem być.


                                                    Jak widać oni jeszcze te powody (by być razem) widzą.
                                                  • jatoja2021 Re: Kiedyś tu byłam 25.06.21, 09:53
                                                    Tak bulzemba tych powodów jest bardzo wiele. Przeżyliśmy razem bardzo wiele, są dzieci, jest rodzina, ale najważniejszy powód jest taki, ze ciagle jest miłość, ze ciagle nam zależy. Gdyby uczucia zgasły nie byłoby czego ratować.
                                                  • jatoja2021 Re: Kiedyś tu byłam 30.06.21, 23:52
                                                    Mijają dni, jest coraz lepiej. Nie ma spięć o pierdoły, starają się obie strony, pojawiło się zrozumienie. Myśle lzyoporanku ze powinnam Ci podziękować bo dałaś mi sile do tego żeby się nie poddać i zawalczyć. Ja wyciszylam się, jestem innym człowiekiem przede wszystkim dla siebie samej. Zaczęłam dobrze czuć się sama ze sobą. Mam większe pokłady cierpliwosci, a i mój mąż się wyciszył. Lubi spędzać z nami czas, ma plany względem naszej rodziny, stał się czulszy i milszy. Ja stałam się bardziej niezależna to znaczy robię rzeczy których do tej pory nie robiłam i to on mnie mobilizuje do tego. Napędza. Wiem, ze jeszcze wiele czasu musi upłynąć, wiele lat, ale narazie cieszę się tym co tu i teraz. Nie myśle już wstecz ani naprzód chociaż staram się żyć ze swiadomoscia ze różnie może w życiu być i na wiele powinnam być gotowa. Nie ma większego bólu niż utrata zaufania do najbliższej osoby, nie da się tez tego zaufania odzyskać w kilka dni ani nawet miesięcy, ale zawsze można próbować bo każdy zasługuje na druga szanse. Na pewno nigdy już nie powiem ze ufam bezgranicznie, bo ta granica została przekroczona, ale doświadczenie o które jestem bogatsza na pewno wiele mnie nauczyło.Pozwoliło mi tez spojrzeć inaczej na życie, na siebie, na ludzi. Zmieniły mi się priorytety. W całej tej cholernie trudnej sytuacji, kiedy moje malzenstwo właściwie było nad przepaścią zadalam sobie jedno jedyne pytanie, które zadecydowało o tym ze jestem tu gdzie jestem: czy jest jeszcze chociaż cień szansy ze moge być z tym człowiekiem szczęśliwa? Odpowiedziałam wówczas ze tak, jest taka szansa i ja ja widze. Czy będę kiedyś tego żałować? Nie wiem. Ale równie dobrze mogłabym żałować gdybym nie spróbowała. Na ta chwile jest dobrze, bo odzyskałam siebie, swoje „ja”. Do tej pory żyłam tak jak chcieli inni, tak, jak wypada. Dzisiaj żyje tak jak ja chce. Przede wszystkim zgodnie ze sobą, z własnym sumieniem.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 01.07.21, 07:12
                                                    I tak trzymaj rozczarowana, tak trzymaj....
                                                    czuć Twoją siłę smile zawsze taka bądź...choć silne kobiety również płaczą, ale ocierają łzy, podnoszą głowę i....podążają dalej za marzeniami, lepszym życiem dla siebie i swoich bliskich.
                                                    ucz się męża na nowo, odkrywaj....tak jak sama jesteś innym człowiekiem. priorytetem jest dobra komunikacja między Wami, nie dopuszczajcie do cichych dni - problemy i niedomówienia rozwiązujcie na bieżąco, to podstawa udanego każdego związku.
                                                    nie poddawaj się, na pewno przyjdą jeszcze różne trudności, które zachwieją obecną sielanką między Wami.....ale staraj się, by wszystko szybko wróciło do równowagi.
                                                    to jest możliwe rozczarowana...możliwe całkiem dobre życie smile smile smile
    • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 11:04
      Nie wierze w takie rzeczy.
    • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 11:05
      Miłość jest albo jej nie ma. Żadne czary mary nie pomogą.
    • musse12345 Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 10:32
      bardzo przydatny temat
      • malwa200 Re: Kiedyś tu byłam 07.05.21, 11:31
        Broń Boże jakichkolwiek wróżek. płacić za klamstwo. bez sensu
    • szef_jak_szpieg Re: Kiedyś tu byłam 26.05.21, 22:04
      tyle osób się teraz rozwodzi.. wiedzieliście że w Luksemburgu jest 85% rozwodów, czyli niemal każdy się rozwiedzie... a tacy cywilizowani..
      • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 11.06.21, 07:32
        Rozczarowana, ciekawa jestem jak Twoje sprawy się toczą...
        • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 12.06.21, 11:22
          Hej, niby jesteśmy razem, ale to już nie jest to. Żyjemy razem, ale jakby osobno. Mam wrazenie ze tylko ja się staram utrzymac ta rodzine, a on stracił wszelka nadzieje. To trochę takie wegetowanie, mam wrazenie ze przedłużanie tego, co nieuniknione. Chociaż nie wiem jakby sie starała zawsze coś będzie nie tak. Nie wiem jak dalej potoczą się nasze losy, ale czuje ze predzej czy później wszystko szlag trafi. Niestety. Do tanga trzeba dwojga, tutaj tańczy jedno.
          • bulzemba Re: Kiedyś tu byłam 12.06.21, 11:42
            Są kobiety które są w stanie zaakceptować taki zombie związek.


            Bo wolą same jeść ten chleb niż oddać go innej.
            • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 12.06.21, 13:07
              bulzemba, przestań się mnie czepiać. myślisz, że swoim sarkazmem pokażesz jaka jesteś szczęśliwa po rozwodzie? gdybyś była, nie szukałabyś na forum sprzymierzeńców i nie uprawdywała się w oczach innych, że zrobiłaś dobrze i jesteś po tej słusznej stronie. mam wrażenie, że chcesz aby każde małżeństwo, podzieliło los twego małżeństwa.....obszczekujesz wszystkich, którzy tak łatwo nie chcą się poddać.....a jest o co walczyć...o rodzinę!!!
              ja jem swój chleb i nie żałuję walki, którą stoczyłam. poza tym wolę ptaszka mego męża niż żelowego ch...ja z sex shopu. ot i cala moja filozofia.....
              odpuść mnie sobie, bo będę bardziej niemiła.
              • bulzemba Re: Kiedyś tu byłam 12.06.21, 13:48
                Brawo. Twoja klasa wypłynęła z żelem.

                • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 12.06.21, 14:29
                  bulzemba, Tobie można, a mnie nie??? ja Ci się nie wcinam w Twoje wypowiedzi, nie poprawiam innych, jak rozmawiałam to tylko z rozczarowaną a co pisały jej inne kobiety, nie obchodziło mnie....pod warunkiem, że nie nawiązywały uszczypliwymi komentarzami do moich wypowiedzi....ja się nikomu nie wcinam, a jeżeli już, to najwyżej pochwalę lub powiem, że mam takie samo zdanie. Ty robisz inaczej i to od bardzo długiego czasu....
                  poza tym klasa jest taka, jaki poziom dyktuje dyskutant, Ty ze mną zaczęłaś....Ty nie miałaś nade mną litości.
                  poza tym wolę być bez klasy, niż z klasą w samotności cierpieć.
                  powiem Ci jeszcze, że bez klasy rozpoczynałam walkę o swoje małżeństwo.....a skończyłam z klasą, i z klasą podchodzę do tych, którzy szanują uczucia innych...
                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 12.06.21, 14:44
                    c.d. bulzemba, dlaczego po wypowiedzi rozczarowanej nie nawiązałaś do niej, tylko do mnie?...przecież to nie miało żadnego związku!!! jej trzeba było odpowiedzieć, coś poradzić od siebie, podzielić się swoim doświadczeniem...a Ty? skierowałaś swoją frustrację na mnie....
          • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 12.06.21, 12:54
            rozczarowana, zmień taktykę....zajmij się bardziej sobą, stawiaj granice, wymagaj...stawaj się coraz silniejsza. naprawdę stań się sobą, kobietą, która dobrze wie czego chce!!! a chcesz być kochana, szanowana, bo jesteś człowiekiem wartościowym. poza tym nie zarzucisz sobie, ze nie próbowałaś ratować małżeństwa. zabezpieczaj się jak możesz, bądź czujna, jak chce, niech sobie idzie....puść wolno.
            • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 12.06.21, 16:20
              rozczarowana....chcę jeszcze dorzucić, że na pewno nie udało Wam się wyskoczyć ze starych kolein....za mało czasu i człowiek popełnia jeszcze te same błędy....
              mąż powinien poczuć Twoją siłę, że nie chcesz tak....chcesz czuć jego zaangażowanie w bycie mężem i ojcem.
              wprowadzaj zmiany...może któregoś dnia przyłączy się mąż, może to będzie to, czego mu trzeba.....weź go do galopu, niech swoje siły pożytkuje nie na spotkaniach poza domem, a w domu...z dziećmi, z Tobą.
              nic to nie da....niech idzie, to może spowodować.....że odejść nie zechce, bo zacznie mu zależeć na kobiecie, która jest silna i wie czego chce........rozczarowana, właśnie taka bądź.
              ta siła, to konsekwentne postępowanie, dążenie do celu, ale z wyczuciem.
              • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.06.21, 08:19
                rozczarowana....siedzisz mi w głowie po tym co napisałaś. trochę się dziwię, że z jednej strony zależy Ci na małżeństwie, a tak szybko się poddajesz negatywnym uczuciom i emocjom.
                najwidoczniej Ty musisz na razie być tą stroną, która włoży więcej wysiłku!
                toteż nadawaj ton życia rodzinie...planuj, wciągaj męża, miej nawet głupie, szalone pomysły na spędzanie wolnego czasu, na zajęcia z dziećmi itd. spróbuj żyć tak, jakbyś chciała...żeby mąż zaczął inaczej myśleć, musisz Ty się zmienić, i to zmienić na trwałe.
                jak jedno będzie się oglądać na drugiego, jaki wniosek?.....że Wam tak naprawdę nie zależy, albo jesteście oboje egoistami bądź niewłaściwie oceniacie swój wkład w kryzys.
                skoro terapia nie wchodzi w grę...spróbuj Ty rozczarowana przejąć inicjatywę mądrze....pisałam już niejednokrotnie, nie będę się powtarzać.
                zawsze zdążycie się rozwieść, ale ze starymi nawykami jak wskoczysz kiedyś w nowy związek ( jeżeli takowy będzie)...to podobnie się skończy jak Twoje obecne małżeństwo...bo nie znajdziesz idealnego mężczyzny, mało tego, będzie miał swój własny bagaż po przejściach.
                Uważam, że za krótko trwa Wasze staranie się o naprawę małżeństwa...jeżeli w ogóle podjęliście kroki zmierzające do naprawy. Ty, chcesz się już wycofać, widzisz wszystko w czarnych barwach.
                jak nie ma kochanki na boku, szanse są duże na odbudowę związku.
          • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 12.06.21, 15:18
            Pewnie nie ma dwóch identycznych historii, ale życzę Ci żeby udało się scalić Waszą rodzinę ( np. jak łzyoporanku). Mam w bliskim gronie osoby którym się też udało, a papiery rozwodowe były już złożone, tylko tam pomogła terapia par z której zdecydowali się skorzystać. To było kilka lat temu, ale dopiero niedawno poznałam tę historię. Nie miałam pojęcia, że borykali się z takimi problemami w małżeństwie... Tylko tam nie było przemocy, tylko wypalenie i fascynacja kimś kto z boku próbował " życzliwie podpowiadać". Naprawili to. Ale to oczywiscie nie zawsze jest możliwe. A co z wyprowadzką, przestał o niej mówić?
            • bulzemba Re: Kiedyś tu byłam 12.06.21, 15:46
              Znam parę która już była w sądzie i kobieta z (ona wnosiła) zrezygnowała. Facet po prostu zrozumiał, że ta pani nie da się w nieskończoność robić w szmaty. Spokorniał. Nabrał do niej szacunku.

              Ale.

              Są razem ale nie wyglądają na szczęśliwych ludzi. Nie tylko jako para. Po prostu widać, że to sfrustrowani ludzie. A żona nie ufa mężowi za grosz. Jak to mówią - nie buduje z nim niczego.
          • bulzemba Re: Kiedyś tu byłam 16.06.21, 11:16
            Rozczarowana! Uważam że powinnaś iść do psychologa popracować nad swoją pewnością siebie. By mieć siłę. Przede wszystkim DLA SIEBIE. Jeśli mąż nie chce współpracować i iść na terapię dla par nie zmusisz go, natomiast warto żebyś ty się wzmocniła.

            Efektem Twojego wzmocnienia wcale nie musi być rozwód. Może znajdziesz wtedy energię na pociągnięcie waszego wspólnego wózka na tyle by mąż się ocknął.

            Życzę ci powodzenia.
    • czawiel87 Re: Kiedyś tu byłam 25.06.21, 23:52
      wow
    • kariatyda89 Re: Kiedyś tu byłam 02.07.21, 07:11
      Inspirujący wpis smile Moja mama miała podobne przeżycia i dzisiaj jest dla mnie bohaterką smile Nie jest łatwo rozpocząć nowe życie - odcięcie przeszłości grubą kreską to duże wyzwanie. Ja na razie odcięłam się od poprzedniej pracy. To było toksyczne miejsce, przez 7 lat byłam praktycznie wykorzystywana przez swoje dobre serducho. Przypadkowo kiedyś trafiłam na ten ebook: www.silnapsychika.pl/produkt/asertywnosc/ Nauczyłam się tej asertywności, ale w pracy się to nie podobało, dlatego atmosfera zaczęła gęstnieć. Więc odeszłam smile Teraz wiem, że to była świetna decyzja, jestem wolna, szczęśliwa, pewna siebie. Gratuluję i Tobie i mi dobrych decyzji smile
      • jatoja2021 Re: Kiedyś tu byłam 02.07.21, 10:30
        Trzeba mieć odwagę zmienić swoje życie, polepszyć, a do tego potrzebni są inni ludzie którzy nie rzadko bywają inspiracja 🙂
        • cosmopszczolka2013 Re: Kiedyś tu byłam 24.10.21, 23:46
          Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej historii i wsparcia, którego udzieliła Ci lzyoporanku. Myślę, że wpis posłuży wielu osobom, które mają problemy w związku. Daj znać co u Ciebie.....
          • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 27.10.21, 23:44
            Hej, to ja. Niestety mojego małżeństwa nie dało się uratować i mimo prób poddaliśmy się. Starałam się być dobra żona, ale mój mąż nie okazywał szczególnego zainteresowania rodzina. Znowu skupił się na pracy, zarabianiu kasy. Ciagle zmęczony, zły. Stałam się dla niego przezroczysta Znowu pojawiły się złe emocje, byłam sfrustrowana jego brakiem zainteresowania. Dotarło do mnie ze żyje tak żeby jemu się przypodobać, że stałam się zupełnie inna osoba. Nie czuje się z tym dobrze. Przy nim nie mogę być sobą bo to oznacza ze jestem głupia. Wiec muszę grać, udawać, myśleć tak jak on. Coś we mnie pękło, kiedy poprosilam żeby zajął się dzieckiem 20 min wiec po 20 minutach powiedział ze on wychodzi. Poprosiłam żeby chwile jeszcze zajął się dzieckiem bo się przedłużyło (Studia online) na co odpowiedział mi ze miało być 20 minut a minęły 42 minuty. Pomyślałam ze pracuje, studiuje, zajmuje się domem, ogarniam dzieci, a kiedy muszę coś załatwić dla siebie w tym przypadku studia, lekarz (nie kosmetyczka) nie mogę liczyć na jego wsparcie. A przecież obcowanie z dzieckiem powinno być dla niego przyjemnością, a on wylicza czas co do minuty. Coś wtedy zgasło we mnie, bezpowrotnie. On wylicza czas moim dzieciom!!! Naszym dzieciom!!!!Narazie mieszkamy razem, ale za dwa tygodnie się wyprowadza, a ja układam powoli życie na nowo. Skupiam się na zadaniach, żeby coś robić, nie myśleć. W przeciągu roku schudłam 11 kg. Jestem psychicznie zniszczona. Każdego dnia zbieram się dla dzieci i mimo wszystko wierze ze kiedyś wyjdzie słońce. Mam żal, mam żal ze tyle przeszliśmy, tyle razy mu wybaczyłam, a on nie ma szacunku do mnie. Uważa ze nie mam problemów i obowiązków, ze szukam ich na sile. On pracuje fakt. Dużo, ale ja tez pracuje, uczę się, ogarniam dom, dzieci (szkoła, przedszkole, lekarz, fryzjer, psycholog, dentysta- wszystko sama). Jeszcze organizuje dodatkowe zajęcia bo chce żeby się rozwijały. Dzieci ostatnio ciagle chore. I martwię się teraz jeszcze o ta moja prace, żeby jej nie stracić, bo z chorym dzieckiem zawsze ja zostaje. Kocham moje dzieciaczki nad życie, dla nich mam sile, dla nich będę walczyć. Staram się, ale w środku czuje się pusta, czuje się jak Panna Nikt, jak ktoś komu odebrano godność. Myśle, ze problem tkwi w tym, ze ze wszystkich sił starałam się sama siebie przekonać ze mu wybaczyłam zdradę, agresje, brak czasu, egoizm. Myśle ze nie wybaczyłam dlatego miotam się, zabija mnie to od środka, dławi. Dla niego najważniejsza jest kariera i kasa kasa kasa, a ja? Dojrzałam do tego, ze wole jeść chleb z margaryna, ale być szczęśliwa. Chce być sobą jak dawniej, cieszyć się z małych rzeczy, robić to co lubię, chce odzyskać spokój wewnętrzny, chce na chwile się zatrzymać i uwierzyć znowu w siebie. To co nas łączy to toksyczny związek, absolutnie toksyczny. Jeśli zostanę całkowicie się zatracę. Nie liczę już na jego zmianę, na cud. Wiem, ze to jedyna słuszna decyzja. Szkoda mi dzieci, ale one i tak maja z nim słaby kontakt. Poza tym wiem ze nasze relacje, obojętne i zimne tez wpływają negatywnie na ich rozwój. One potrzebują spokojnej, szczęśliwej mamy, a w takiej atmosferze szczęśliwa nigdy nie będę. I tak już przepłaciłam zdrowiem całe to cholerne małżeństwo. Przepraszam, ale chyba musiałam się wygadać.
            • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 28.10.21, 07:21
              witaj rozczarowana.....dobrze, ze się wygadałaś.
              być może jego wyprowadzka dobrze podziała na Twego męża, może się ocknie, może zrozumie, może będzie tęsknił?.....choć ja osobiście niw wierzę w naprawę "na odległość".
              piszesz, że "...przepłaciłaś zdrowiem to cholerne małżeństwo"....no tak, przepłaciłaś....ale pamiętaj, że na kryzys "pracowaliście" oboje.
              Ty 'naprawiałaś" swoje małżeństwo 4 miesiące.....ja 3 lata.
              jeżeli się w tym związku dusisz, nie jesteś sobą, tracisz zdrowie.....żyj w pojedynkę.
              A z tym "....jeszcze zaświeci dla mnie słońce " to trochę takie pobożne życzenia, które niekoniecznie muszą się sprawdzić.
              Nie będzie Ci łatwo na co dzień, ale na pewno spokojniej, bez emocjonalnej szarpaniny. Ale czy na pewno???? Idą trudne czasy pod każdym względem.....trzymaj się rozczarowana, ja Ci tylko życzę, żebyś nie wpadła z deszczu pod rynnę.
              • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 28.10.21, 08:35
                dodam jeszcze, że największym problemem w tym momencie...są Twoje emocje, których nie ogarnęłaś i przydało by się wsparcie dobrego psychiatry lub psychoterapeuty.
                jesteś tylko rozżalona, rozczarowana, że mąż nie podjął współpracy i "padła" Twoja wizja szczęśliwego związku. nie uporałaś się z przeszłością, czyli zdradą......uważasz, że rozstanie będzie lekiem na całe zło. tylko, ze to tak nie działa.
                nie jest łatwo wydostać się z głębokich kolein, do których oboje z mężem wpadliście....trzeba czasu i mądrego działania. Wy, podjęliście decyzję o rozstaniu, więc o czym tu się rozpisywać?
                poza tym ja na tym forum z moimi poglądami jestem w mniejszości....
                • cosmopszczolka2013 Re: Kiedyś tu byłam 30.10.21, 00:44
                  Lzyoporanku jesteś w mniejszości, bo niewiele kobiet jest w stanie wytrzymać takie ciśnienie i fochy mężów. Jeden facet doceni zabiegi żony i też zacznie naprawiać związek, drugi to oleje i będzie dalej uważał, że to on jest stworzony do "wyższych" celów, a kobieta niech ogarnia dom, dzieci, pranie, gotowania i jeszcze ładnie pachnie w łóżku po całym dniu obowiązków. Z pewnością Twoje poglądy i słowa, które pisałaś do Rozczarowanej dały do myślenia nie jednej kobiecie i wzięły może je pod uwagę. Sama czytałam z ogromnym zainteresowaniem, i myślałam sobie o kurcze warto skorzystać z Twoich rad w relacjach damsko-męskich. Super, że Tobie się udało, ale wielu parom niestety nie. Mówisz, że tyle a tyle czasu Ci to zajęło. Ale z drugiej strony, gdyby Twój mąż nie był chętny do tej współpracy, to umówmy się, guzik byś zrobiła. Pewnie masz anielską cierpliwość. I to Ci pomogło. Ja na przykład jej nie mam. Szkoda, że Rozczarowana znowu ma problemy. Miałam nadzieję, że jej się uda. Doskonale czuję jej rozterki - przeciążenie domem, dziećmi i w nagrodę foch męża, bo on ma pracę i przepracowanywink Za tym "przepracowaniem", to już nie jedna kochanka się kryła. Taka prawda.
            • cosmopszczolka2013 Re: Kiedyś tu byłam 30.10.21, 00:51
              Rozczarowana, smutno, że tak sprawy obrót przybrały. Byłam bardzo ciekaw, co u Ciebie, jak dajesz radę. Powiedz, a co z tym mieszkaniem. Mąż kupił go? Gdzie się wyprowadza?
              • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 30.10.21, 07:27
                cosmopszczółko....nie nalezę do anielskich, ani cierpliwych kobiet...raczej odwrotnie. działam szybko i zdecydowanie, jak powiem za dużo....przepraszam. ale wolę przeprosić niż ranić i rozwalać to, na czym mi zależy. mąż długo nie chciał podjąć współpracy w naprawie naszego małżeństwa, dlatego trwało to z małymi kroczkami 3 lata. chcę powiedzieć, że mimo kryzysu ja realizowałam siebie, wzmacniałam się, szukałam pomocy u specjalistów i byłam konsekwentna w dążeniu do celu.
                dużo dawałam, ale także wymagałam, między innymi - szacunku. chociaż otrzymywałam z początku niewiele, potem mąż zaczął "dawać" z siebie coraz więcej.....on wiedział, że nie odpuszczę.....i tak mi już pozostało. zależało mi, to szukałam sposobów, by ocalić moją rodzinę i to ja na początku byłam siłą napędową.
                oczywiście, gdyby mąż nie chciał, nie zrozumiał, nic by z tego nie wyszło......
                rozczarowaną targają bardzo silne emocje pod wpływem których podejmuje decyzję o rozstaniu.....uważam, ze ma z boku doradców, którym tak naprawdę na niej nie zależy...komu dziś na kim zależy?...w dobie kryzysu gospodarczego, wyścigu szczurów w pracy i upolitycznionej pandemii. trudno w takich czasach ratować małżeństwo....o ono jest podstawą siły, bezpieczeństwa i troski o dzieci, które się spłodziło.
                ja nie chciałabym, by postawiono mi pomnik za to, że podpierałam się w pojedynkę nosem, żeby moim dzieciom nie zabrakło chleba....a mąż dawałby ochłapy w postaci alimentów i budował sobie gniazdko z inną, która będzie wydzielać okruchy czasu i pieniędzy dla moich dzieci. to są także jego dzieci.
                ratując małżeństwo, wybiegłam myślami daleko wprzód....
                nie wszystkim się uda, ale jak nie spróbujesz własnej siły i mądrości...nigdy nie dowiesz się, czy ją w ogóle masz.
                • cosmopszczolka2013 Re: Kiedyś tu byłam 30.10.21, 12:06
                  Bardzo mądre i dojrzałe, to co piszesz. Dla mnie najtrudniejsze jest to, jak nauczyć męża szacunku. Ja w domu też zasuwam przy dzieciach, pracuję, a on ciągle w sprzeczkach do mnie Ty i ty..., co bym nie zrobiła.Ciężka huśtawka, bo to moje drugie małżeństwo, a jego pierwsze. Wychodzi z niego brak obycia w związku, nie umie dbać o drugą osobę i o jej emocje. Ja już raz przechodziłam przez rozstanie, zdradę i rozpad związku. Potem jak zakochałam się w obecnym mężu wiedziałam już, że rodzina jest najważniejsza, i dbanie o związek. Błąd jaki zrobiłam na początku drugiego małżeństwa, i do dziś zresztą, to to, że za dużo brałam na siebie. Chciałam go "oszczędzić", żeby nie zrażał się obowiązkami domowymi, że jak rodzina i urodziły się dzieci, to dużo obowiązków. Do robotnych zresztą też nie należy. Wszystko idzie mu ślamazarnie. Więc już wolałam sama i szybciej, bo krew mnie zalewała. Do pieca dołożył jeszcze teść, który był zawsze dyrektorem i od sprzątania i gotowania miał teściową. Teść wykpił mnie kiedyś przy mężu, jak powiedziałam, że mąż umyje okna. Teść powiedział, że on to sobie nawet herbaty nie umiał i nie musiał gotować. Wkurza mnie jak mąż postępuje wzorem swojego ojca. Ja niestety nie jestem taka jak teściowa i chcę od męża, aby sprzątał w domu, ogrodzie Na tym polu dochodzi między nami do kłótni. Wydaje mi się, że jesteśmy dojrzali na rożnych poziomach i rozmijamy się w emocjach. Jesteśmy też nie równo pracowici. Chciałabym mieć Twój spokój wewnętrzny i dojrzałość zyoporanku.
                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 30.10.21, 14:52
                    Hej, mam takie szczęście, ze zawsze jak napisze na tym forum mój mąż się budzi ze snu zimowego. Wczoraj zabrał mnie na obiad i długo rozmawialismy. Otworzył się jak nigdy. Postanowiliśmy, ze nim podejmiemy jakieś kroki skorzystamy z pomocy psychologa. Powiedział ze bardzo zależy mu na rodzinie i na mnie. W przyszłym tygodniu mamy pierwsza wizytę. Uznaliśmy ze nie możemy się ciagle miotać, klocic, chować żal. Podejmiemy próbę.
                    • cosmopszczolka2013 Re: Kiedyś tu byłam 30.10.21, 16:51
                      Trzyma kciuki, żebyś wytrwała i znalazła w sobie siłę. To już duży krok Twojego męża. Może Wam się uda....
                    • m_incubo Re: Kiedyś tu byłam 31.10.21, 12:02
                      Cóż... Może zawczasu zmień nicka na rozczarowana2022.
                      Mąż jaki jest, to sama wiesz i widzisz, ale największą krzywdę robisz sobie sama.
                      Stawiam dolary przeciwko orzechom, że "otworzył się" i zdecydował na psychologa, bo miał jakąś niemiłą rozmowę z kochanką, być może dostał ultimatum.
                      Na twoim miejscu bałabym się chorób wenerycznych, ale chyba tobie niespecjalnie to spędza sen z powiek.
                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 30.10.21, 18:11
                    cosmopszczólko...mało które małżeństwo jest dobrane pod względem przeżywania emocji czy podobnych charakterów, mało tego...wnosimy do swoich związków niekoniecznie dobre wzorce z domów rodzinnych.
                    błędem jest branie więcej więcej na siebie obowiązków, ale z tego powoli można się wycofać...małymi kroczkami.
                    mój mąż był bardzo związany i uzależniony emocjonalnie od własnego ojca i też na początku godziłam się na pierwszeństwo rodzica nad małżeństwem, ale po wielu szczerych rozmowach, mąż zrozumiał, że na pierwszym miejscu jest nasz związek i zaspakajanie potrzeb małżonka....jeżeli to nie jest nagła sprawa, rodzice mogą poczekać.
                    zadbaj o dobrą komunikację w Waszym małżeństwie...nie wstydź się trudnych tematów, mów o swoich odczuciach i...uważnie jego słuchaj.
                    szacunku do siebie można nauczyć, jeżeli sama będziesz okazywać szacunek i nie będziesz pozwalać na słowa, które Cię ranią.
                    możesz używać takiej informacji zwrotnej..."nie mów tak do mnie, bo to mnie boli', "nie chcę, żebyś krzyczał, mów spokojnie", " nie tylko Ty się starasz, ja także mam wiele obowiązków", "jest mi smutno, kiedy mówisz do mnie w ten sposób"....bądź w tym konsekwentna.
                    poza tym chwal i doceniaj to, co mąż robi dobrze...motywuj uśmiechem, przytuleniem i okazywaniem zadowolenia, jak jest za co. pewnych jego potknięć/wad, nie da się całkowicie wyeliminować...trzeba je zaakceptować, ale Ty też nie jesteś doskonała i może być coś, co twego męża drażni. po tylu latach uważam, że najważniejsza w związku jest szczera wymiana myśli, wspólne rozwiązywanie problemów i pokora. nie bądź niezastąpiona we wszystkim, co dzieje się w domu...pozwól wykazać się mężowi nawet wtedy, gdy wychodzi mu to ślamazarnie...niech czuje się ważny i doceniony. to mężczyznę motywuje do troski o rodzinę, zaczyna widzieć jej potrzeby.
                    a o związek trzeba dbać cały czas.....nic nie stoi w miejscu, mało tego, coraz większa presja wywierana jest przez otoczenie.
                    • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 30.10.21, 18:21
                      rozczarowana....dobra żona, to mądra żona, która nie burzy domu własnymi rękami.
                    • cosmopszczolka2013 Re: Kiedyś tu byłam 30.10.21, 19:09
                      Wielokrotnie mu mówiłam co mnie boli, czego potrzebuje w związku. A on siedzi i słucha tego jak świnia grzmotu. Nic się nie odzywa, tylko patrzy w podłogę. Jakbym do ściany mówiła. Pamiętam, jak na początku związku nawet musiałam się wykłócić, żeby mi kwiaty kupował. Uważał, że jemu nie potrzebne (było takie phi, po co ci kwiatki), to po co ma mi kupować. Wielokrotnie mu mówiłam, że nie lubię jak gburowato do mnie mówi, że potrzebuje ciepła i wsparcia. I co słyszę w zamian, że kołki na głowie mu ciosam, i że nie będzie mnie słuchał, on wie lepiej. Jak mnie zrani słownie, to tłumaczy się, że mu się "wyrwało". To ile razy, może się wyrywać?!. I ja mam się na to zawsze godzić. Dziś mu powiedziałam, że nie godzę się na obwinianie mnie wszystkim, że sam jest awanturnik. Mega burza.
                      • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 30.10.21, 19:55
                        cosmopszczółko....Twój mąż ma problemy z okazywaniem uczuć, uważa, że łagodna rozmowa z żoną jest niemęska, być może naśladuje wzorce wyniesione z domu lub "pobiera" nauki od kolegów, z którymi się spotyka.
                        dlaczego wykłócasz się, żeby kupował Ci kwiaty jak możesz niby śmiechem/żartem powiedzieć, że....byłoby ci bardzo miło, gdybyś od niego dostała kwiaty.
                        a Ty, robisz mu takie miłe niespodzianki???? w końcu od kogoś Twój mąż musi się tego nauczyć smile
                        poza tym to jego "tak mi się wyrwało" potraktuj jak słowo " przepraszam "....na ten czas, on nie potrafi inaczej, może się nawet wstydzi, gdyż nie jest przyzwyczajony.
                        jeżeli często mu się wyrywa, daj mu odczuć, że nie będziesz tolerować takiego zachowania....np. potraktuj go przez chwilę chłodno, pokaż swój smutek, nie podejmuj od razu rozmowy, nie oddawaj też tym samym.....ale on ma wiedzieć, dlaczego został "ukarany". niech to jednak nie prowadzi do tzw. "cichych dni" bo to samobójstwo dla małżeństwa.
                        Ty najlepiej znasz męża, próbuj znaleźć na niego sposób...
                        • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 30.10.21, 20:49
                          cosmopszczólko....przykład z mojego życia, dawno temu....
                          pojechaliśmy z mężem do sklepu budowlanego, mieliśmy wybrać kafelki do łazienki.
                          mąż ośmieszył mnie przed sprzedawcą, zrobiło mi się bardzo przykro, że łza się nawet zakręciła w oku....odwróciłam się i wyszłam ze sklepu, udałam się do samochodu...po chwili wyszedł ze sklepu mąż, oczywiście niczego nie kupił.
                          wsiedliśmy do samochodu i na milcząco wróciliśmy do domu, nie padło słowo przepraszam. cały dzień był skiepszczony, bo na rozmowę z nim zdecydowałam się dopiero wieczorem, ale rozmowa była zdawkowa.
                          gdy położyliśmy się spać, zachowywałam się jak zwykle..położyłam głowę na jego ramieniu, nie odsunął się, objął mnie, ale było smutno między nami.
                          był to jednak gest na "zgodę"
                          i chociaż cały dzień i noc było do bani, to warto było, bo już nigdy publicznie mnie nie zranił.
                          w następnym dniu znowu pojechaliśmy po kafelki.....tyle, że do innego sklepu, może mężowi było wstyd spotkać tego samego sprzedawcę?...ale to był ostatni raz, gdy mąż mnie tak potraktował.
                          • cosmopszczolka2013 Re: Kiedyś tu byłam 31.10.21, 10:47
                            Kochana bardzo Ci dziękuję, Twoje rady są bardzo cenne dla mnie, takie życiowe z przykładami, nie jakieś tam bla bla. Problem w tym, że on przeprasza, chyba tak aby uspokoić swoje sumienie, mówi, że już nie będzie i się postara, a przychodzi weekend i z byle powody wybuchnie,od razu jedzie z grubej rury. Wie, że nie lubię i bardzo mnie rani, kiedy mówi, że np. jestem najgorszą rzeczą jaka mu się przytrafiła. Prosiłam, aby tak nie mówił. Bo zasuwam przy dzieciach, w domu, pracy, wszystko ogarniałam, nawet budowę domu, ja musiałam gadać z robotnikami. Bez mnie to by "zginął". Więc jak mi zasunie z takim epitetem, to rani mnie do żywego. I nie mija jakiś miesiąc, zaczyna się od jakiej utarczki o bałagan albo podniesiony jego głos, a w efekcie końcowym słyszę, że to ja naskakuję na niego i że jestem taka a siaka, i kończy się na mega awanturze z ranieniem się włącznie. W kłótni on się nakręca, nie odpuszcza pola, wtedy ja nie pozostaje dłużna. Jestem już tym mega zmęczona.
                            • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 31.10.21, 11:25
                              cospopszczólko....twój mąż na terapię na pewno nie zechce pójść, znając jego zachowanie i podejście do życia, czy bycia w związku.
                              mój też nie chciał, i co? miałam się poddać?... ja szukałam pomocy na zewnątrz, jak się zachowywać i jak rozmawiać z mężem w czasie ostrego kryzysu, ale.....najważniejsze jest dostosowanie wiedzy do własnych możliwości.
                              szukaj na niego/męża sposobu, który okaże się skuteczny....nie poddawaj się, a na pewno będzie lepiej.
                              dużą rolę odgrywa jego ojciec, a Twój teść, który jak widać nie ma szacunku do kobiet...czego zatem miał nauczyć swego syna? być może mąż obraca się w takim środowisku, które głosi pogląd, że "babę trzeba trzymać krótko, bo inaczej weźmie cię pod pantofel"
                              poza tym mąż może swoją gburowatością odreagowywać swoją nieumiejętność radzenia sobie w życiu.
                              staraj się dawać mu pole do popisu, niech czuje, że jest w Waszym związku ważny....jego małe sukcesy dodadzą mu skrzydeł do działania.
                              nie wierz do końca słowom, które wypowiada we wzburzeniu....często myśli zupełnie inaczej, a chce "ukryć" przyczynę, dlaczego tak mówi.
                              ale....nie można usprawiedliwiać takiego zachowania, ani tolerować.....dlatego szukaj sposobu, ale mądrze.
                              taraj się być rozsądniejsza i wyciszaj kłótnie....potem, gdy emocje opadną wróć do problemu na spokojnie
                              • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 31.10.21, 11:43
                                jeszcze może być jedna przyczyna takiego zachowania Twego męża....może być zazdrosny o Twoją przeszłość, o mężczyznę z którym żyłaś, może czuć się niepewnie, zwłaszcza, jak dajesz mu podstawy, nie zdając sobie z tego sprawy.
                                może niechcący porównujesz go ze swoim byłym.....
                                w każdym razie narasta frustracja, rodzi się napięcie i jeżeli tego nie naprawicie....położy się to cieniem na intymne relacje, oddalenie....a przecież budujecie dom, jesteście małżeństwem, rodziną.
                                chcecie oboje cieszyć się sobą, życiem.....działaj więc i na razie nie oczekuj za dużo, to przyjdzie z czasem.
                                • cosmopszczolka2013 Re: Kiedyś tu byłam 13.11.21, 19:28
                                  Jesteś bardzo mądrą kobietą. Wiem, że z mężczyznami trzeba bardzo dyplomatycznie, uśmiechać się i robić swoje. Moja mama też tak mi powtarza. Też mi powtarzała, abym wreszcie zaczęła odpoczywać a jemu dała się wykazywać. Ale ja jestem niestety wybuchowa i za miękka, łatwo mnie zranić. Łatwo daję się wyprowadzić z równowagi. To chyba już bagaż doświadczeń i zmęczenie obowiązkami nadszarpnął moje nerwy. Kiedyś nie było cichych dni, teraz już są. To ja mam się "naprawiać" i nie czepiać jego i jego rodziny, a on w każdej kłótni dokładnie powtarza te same swoje błędy. Nie raz już go prosiłam aby nie ranił mnie takimi słowami. Zaczyna się od pietruszki a kończy, że tnie mi po kostkach równo, że człowiekowi chce się tylko spakować.
                                • cosmopszczolka2013 Re: Kiedyś tu byłam 13.11.21, 20:04
                                  Powodów do zazdrości nigdy mu nie dawałam. Zdawałam sobie sprawę, że może być to trudne dla niego, dlatego od samego początku wyczyściłam do zera i odcięłam przeszłość. Żadnych kontaktów z Byłym, zero jakiś rozmów, nigdy nie powiedziałam mężowi tekstu typu :a mój Były to to, albo tamto. Byłam mega lojalna, tak jakbyśmy startowali od zera. A mój mąż w "podziękowaniu" (w kłótni zawsze sięga po najboleśniejsze dla mnie teksty skierowane przeciwko mnie), powiedział mi: "widocznie (Były) dobrze zrobił, że cię zostawił". Dla przypomnienia, nasz związek się z byłym mężem rozpadł, bo on znalazł sobie inną i okłamywał mnie przez jakiś czas. Mój obecny mąż nigdy nie był z kimś w dłuższym związku i teraz to pokutuje. Nadajemy na dwóch poziomach doświadczeń i emocji. Dlatego "starzy" forumowicze powinni wracać i pisać o swoich losach. Niech "nowi" czytają i myślą!
                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.11.21, 21:03
                                    cosmopszczółko....Twoja mama dobrze Ci radzi, daj mu się wykazać. ja również jestem impulsywna, wyrzucam z siebie szybko emocje, ale równie szybko staram się naprawiać relacje. skup się z mężem na Waszym związku i nie sięgaj do jego rodziny, jak go to drażni. on, jak widać jest mocno pod wpływem swego ojca. jak naprawicie relacje między sobą...mąż sam przestanie być podporządkowany swojej rodzinie. u mnie na początku, a właściwie przez kilka lat, też tak było. ale jak się między sobą dotarliśmy, jego rodzice przestali odgrywać znaczącą rolę......dziś ja, my.....potem rodzice. stawiaj twarde granice....Ty dajesz, ale też masz prawo oczekiwać.
                                    mało kto dobiera się w parę idealnie, to także nie wróży udanego związku....udany, trwały związek to "nauczenie się" małżonka, wzajemne wychowywanie....osiąganie kompromisów. trzeba zaakceptować jego niedociągnięcia i pracować nad poprawą jakości wymiany myśli. jesteście małżeństwem na "dotarciu", macie jak widać różne oczekiwania....ale jak będziesz konsekwentna, dopniesz celu.
                                    sądzę, ze "przytyki" Twego obecnego męża "...dobrze zrobił, ze cię zostawił" wynikają z tego, że sam się musi dowartościować, bo sobie nie radzi z własną nieporadnością i uzależnieniem od rodziny/ojca. być może w jego rodzinie nie szanowano kobiet. mój teść używał przemocy fizycznej w stosunku do teściowej, mąż na początku próbował tego samego.....nie umiał inaczej, musiałam mu pokazać, że można!!!
                                    .............................................................................................................................................
                                    kiedy dziś patrzę jak bawi się z wnuczętami, nosi torby z zakupami, dba o moje potrzeby, chce dla mnie wyglądać ładnie....myślę sobie, czy spotkałabym innego, bardziej idealnego, dopasowanego??? już teraz wiem, że to co stworzyliśmy jest trwałe. widzę to w jego oczach, on mnie wciąż pożąda, mnie - kobietę po sześćdziesiątce. a mnie się wciąż podoba moje niedoskonałe w tym wieku ciało....trzeba przełamywać bariery, które są przede wszystkim w naszej głowie, trzeba chcieć cieszyć się życiem mimo problemów, które nas dotykają.
                                    • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 26.04.22, 19:27
                                      lzyoporanku muszę Ci to napisać. Moje malzenstwo przetrwało, mało tego, jesteśmy sobie tak bliscy jak nigdy dotąd. Powróciło zaufanie, bliskość, serdeczność. Spędzany ze sobą mnóstwo czasu. Dużo rozmawiamy. Traktujemy się z szacunkiem i miloscia. Tak, tak właśnie się stało. Jesteśmy rodzina o której zawsze marzyliśmy. Mój mąż bardzo się zmienił, chetnie wraca do domu, tęskni, zajmuje się dziećmi dzięki czemu mam czas dla siebie. Jest czuły, kochający. Podjęliśmy ważna decyzje, żeby zaczac wszystko od nowa. Budujemy dom o którym zawsze marzyliśmy w miejscu które kochamy. Dbamy o siebie, wspieramy się. Gdyby ktoś wiedział jak blisko bylismy rozwodu dzisiaj nie uwierzyłby. Moja choroba sprawiła ze poznałam go jeszcze bardziej, ze zbliżyliśmy się do siebie. Powróciła moja pewnosc siebie, organizacja, chęć do życia. Tak, jestem szczęśliwa. W końcu naprawdę jestem.
                                      • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 26.04.22, 19:39
                                        rozczarowana2021.....bardzo się cieszę, bardzo......to najlepsza wiadomość, gdy małżeństwo przetrwa kryzys. wyobrażam sobie także radość dzieci, gdy tata spędza z nimi czas, a mama jest uśmiechnięta. warto walczyć o rodzinę i czerpać garściami dobrodziejstwa, które daje właśnie rodzina, małżeństwo. pamiętaj także, że o związek trzeba dbać...zawsze. powodzenia Wam życzę i mam nadzieję, że nie zmarnujecie tej szansy. trzymaj się kochana.
                                        • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 26.04.22, 20:54
                                          Lzyoporanku dziękuje za wsparcie ❤️
                                      • bulzemba Re: Kiedyś tu byłam 27.04.22, 18:05
                                        Gratulacje.


                                        Chociaż widziałam parę spektakularnych wtop po "ostatniej szansie". Mam nadzieję że Twój mąż na to zasługuje.
                                        • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 21.05.22, 00:07
                                          Zasługuje. Bardzo się zmienił. Ja zreszta tez. Jest tak jak być powinno, przede wszystkim szanujemy się, rozmawiamy, spędzamy wspólnie czas, a co najważniejsze wspieramy. Owszem, są spektakularne wtopy, ale ryzyko jest zawsze, bo nawet do siebie nie można mieć 100% zaufania. Dzisiaj jestem naprawdę szczęśliwa, bo udało się uratować moje malzenstwo i zmienic je na lepsze, ale przede wszystkim jestem szczęśliwa, bo odzyskałam siebie. Pewnosc, wiarę, ze bez względu na wszystko dam sobie radę, spokój bo pozbyłam się żalu, stałam się bardziej samodzielna, potrafię bronić swojego zdania, znalazłam czas dla siebie, dążę do realizacji marzeń. Nie jestem już ta biedna, wystraszona dziewczyna sprzed lat. Moja choroba również była powodem mojego podejścia do pewnych spraw, ale na szczęście znowu jestem sobą. I nie boje się życia. A bliskim i sobie zawsze należy dać szanse….Jeśli jej nie wykorzysta trudno, jeśli tak możesz wygrać całe życie. Ja spojrzałam na wszystko z innej perspektywy. Wcześniej nie myślałam racjonalnie, kierowałam się emocjami, płakałam, ale nie robiłam nic, żeby sobie pomóc.Przyszedł jednak moment kiedy nie było wyjścia. I oto jestem. Nowa ja. Nowa żona, nowa matka, nowa kobieta. Szczęśliwa.
                                          • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 21.05.22, 07:19
                                            tak trzymaj rozczarowana smile naprawdę dużo zależy od nas samych. nie można się poddawać, a problemy trzeba mądrze rozwiązywać, choć na początku będą "wpadki" i żadnego światełka w tunelu.....ale kto wytrwały, dopnie celu. małżeństwo można psuć latami, miesiącami, więc nie da go się naprawić od razu, jak za pstryknięciem palca. jak popatrzeć co dzieje się wokół, jakich czasów doczekaliśmy...to głupi jest człowiek, który nie walczy o swoją rodzinę, porzuca ją...a to w rodzinie zaspakajane są prawie wszystkie jego potrzeby....bezpieczeństwa, stabilizacji, intymności, miłości, prawdziwej radości z bycia rodzicem. o małżeństwo trzeba dbać całe życie i nie można dopuścić do zaniku komunikacji, bo to podstawa....trzeba widzieć, trzeba chcieć i odłożyć na bok egoizm. przytulam i życzę wszystkiego dobrego....Nowa ja, bo już nie rozczarowana smile
                                          • madame32 Re: Kiedyś tu byłam 06.10.24, 17:38
                                            Cześć, Rozczarowana!
                                            Czy Twój trud włożony w poprawę Waszej relacji dalej owocuje? Czy dalej udaje Wam się pokonywać cięższe chwile? Jesteś szczęśliwa?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka