21.03.05, 14:10
Od kilku miesięcy walczę z myslami. Czy pomyliłam sie 12 lat temu? Jak to
mozliwe, że nie mogę z nim czasami wytrzymać. Przeciez nie pije, nie bije,
zarabia etc. Czuję się okropnie skołowana. Czy powinnam się rozwieść, tak bez
istotnego powodu... Moze to tylko jakas moja fanaberia... Czuję, że powoli
wariujęsad
Obserwuj wątek
    • bezecnymen Re: Bitwa 21.03.05, 14:22
      Czuję, że powoli
      > wariujęsad
      nooo setka..objawy nie powiem wskazują... ale konkretnie możesz nas oświecić,
      co Ci się tak nagle w nim nie podoba? czy może raczej duzo traci w porównaniu z
      kim innym???
      • scrivo Re: Bitwa 21.03.05, 14:31
        i co, chcesz przechodzić przez całe to piekło często wieloletnie, rozwodzić się w imię...czego, lub kogo? jesli nic mu nie brakuje to moze po prostu wam obojgu brakuje czasu dla siebie i tylko dla siebie, by pobyć razem blisko jak dawniej, porozmawiać o sprawach dawno zapomnianych, które sprawiały że kiedyś śmialiscie się szczęśliwie?
        warto o tym pomyslec zanim bedzie za późno.
    • figur_ka Re: Bitwa 21.03.05, 14:38
      też mnie od czasu do czasu taka bitwa z myślami nachodzi. Wtedy bym
      najchętniej odeszła , spakowała się i poszła daleko przed siebie. Czasami
      marzy mi się samotne zycie, na własny rachunek.
      To jest syndrom "zaniedbywanej żony"- niby wszystko w związku jest o'key, ale
      tak naprawdę wiele brakuje...
      • scrivo Re: Bitwa 21.03.05, 15:09
        czy twój partner nie ma aby syndromu "zaniedbywanego męża"?
        zapytaj go.
    • latoja Re: Bitwa 21.03.05, 15:09
      I taki bywa właśnie początek końca zwiazku. Bywa nie zanaczy musi być. W moim
      wypadku mój ex postanowił uatrakcyjnić swoje życie nową partnerką.
      • bezecnymen Re: Bitwa 21.03.05, 15:27
        syndrom zaniedbanego partnera powiadacie...bardzo byc może ale ja bym poczekał
        na konkrety od setki
        • jarkoni Re: Bitwa 21.03.05, 20:59
          setka może trochę konkretów? Ja jako facet bym chciał taką co nie pije i nie
          bije i zarabia...No może jeszcze trochę seksu smile) To co szwankuje u Ciebie?
          Nuda?
    • bursztynowe Re: Bitwa 22.03.05, 00:30
      Wydaje mi się, że Cie rozumiem. Moja znajoma była w takiej własnie sytuacji. Z
      mężem, który generalnie jest dobrym człowiekiem, nie pije, nie bije, nie ubliża.
      Tylko, że oboje żyli obok siebie. Poziom zaangażowania w związek (z jego strony)
      - niemal zerowy. Co się z nimi stało? Nieważne, nie chcę Ci sugerować rozwiązania...

      Jeśli mogę Ci coś doradzić - próbuj rozmawiać, rozmawiać o swoich oczekiwaniach,
      o jego oczekiwaniach, gdzie się rozmijacie, tak byście mogli siebie odnaleźć.
      Może potrzeba zaangażowac w tym celu kogoś z zewnątrz, grunt by to był fachowiec
      i nie zaangażowany emocjonalnie w wasz związek (zatem rodzina odpada). Jeśli
      jest o co walczyć - walczcie! Musicie jednak oboje tego chciec.
      Bo jeśli nie chcecie...
    • 100tka Re: Bitwa 22.03.05, 08:42
      Czy on moze czuc się zaniedbany - watpię. Podobno jestem wzorem gospodyni
      domowej. Ale ja sama już nie wyrabiam - 2 dzieci w bardzo róznym wieku, praca (
      to jedno mnie jeszcze czasami cieszy), dom... On jest ok i pewnie inna kobieta
      chetnie by się zamieniła, ale mało kto jest w stanie uwierzyć, że potrafi
      dokopać jak nikt - tak w białych rekawiczkach. Ponadto czuję się ciągle gdzieś
      w tle, niby nie jest egoistą a jednak zupełnie nie zauważa moich potrzeb...
      Niby pomaga w domu , ale kreuje się na niezaradnego i jestem skazana przy
      grubszych sprawach na bylejakość bądź brac sprawy w swoje ręce...( choćby
      remonty). Potrafi nawalić z bardzo waznymi sprawami - zapomniałem. Sorki nie
      potrafię tago nazawć - ale przy nim czyję się okropnie jak bym była srodkiem
      nie celem jego życia. Może gdyby to było małzeństwo z rozsądku a nie z miłości,
      łatwiej byłoby mi znosić codzienna samotność
      A rozmowy - juz mi się nie chce efekty były krótkotrwałe...
      I znów czuję, że nienadążam za swoimi myślami, płakać mi się chce..
      • madii77 Re: Bitwa 22.03.05, 08:54
        To ja Wam powiem...
        wczoraj spotkało mnie cos strasznego ze strony mojego przyszłego ex...tak jak
        patrzę na nasze życie jest to człowiek, który nie wie co to zdenerwowanie,
        opanowany..jak kamień, nic go nie ruszy...
        Ale wczoraj zrobił coś co wogóle nie powinno się wydarzyć.. (wyszło szydło z
        worka)
        nie jestem teraz w stanie o tym mówić...
        uświadomiło mnie ,że to jednak koniec... a powrotu to nawet nie chcę i nie
        oczekuję.
        choć rozmowa się odbyła..ale to i tak nic nie zmieniło, on ma swoje racje...nie
        uznaje żadnych kompromisów..
        czuje się dzisiaj fatalnie....
      • julka1800 Re: Bitwa 22.03.05, 11:02
        wiesz co 100tka, mam ochote /przepraszam/ potrząsnąć i to mocno Toba i nim zeby
        zabolało i powiedzieć:
        Czego wy ludzie szukacie? Bo chyba sami nie wiecie czego chcecie!?!?

        Macie zdrowie, zdrowe dzieci, prace czyli pieniadze, dach nad glowa, i sorry,
        ale wydaje mi sie ze szukacie dziury w calym.
        Brakuje wam po prostu czasu dla siebie i trzeba go na miare mozliwości
        zorganizować, wtedy porozmawiacie szczerze.
        Szlag mnie trafia jak czytam cos takiego, ludzie przechodza w zyciu rozne
        proby, rak, smierc dziecka, czy wiecie jak wtedy moze chwiac sie malzenstwo, a
        jednak sa i to razem, bo dbają o siebie i swoje potrzeby, nawzajem.
        • 100tka Re: Bitwa 22.03.05, 11:39
          Tak Ci się tylko wydaje, że nie mamy za sobą ciężkich przeżyć. Akurat tych też
          mi nie brakuje. Różnie bywało - tylko widzisz własnie w takich chwilach wyłazi
          nasze zupełnie inne podejscie do troski odrugą osobę. Po jego wypadku i
          operacji starałam się go wspierać. Gdy straciłam dziecko w dosc dramatycznych
          okolicznościach - zostałam z tym sama...
          Jedyny moment kiedy wykazał omnie troskę to było podejrzenie u mnie guza mózgu
          ( na szczęście to mnie ominęło), a tak to zawsze mam być twarda i harda. Czy
          nie mamy dla siebie czasu, nie wiem czasami siedzę sama w jednym pokoju a ona
          podłącza się do komputera lub tonie w gazecie w drugim. Czuję się jak logistyk
          mam o wszystko zadbać i ze wszystkim sobie poradzić.
          Ktoś kiedyś mi powiedział: nie możesz zmienić innych, to zmień siebie. Ale ja
          lubię siebie taką jaką jestem i niby w imię czega zawsze to je mam ustępować?
          sorki ale moj problem nie jest wbrew pozorom wydumany. Naprawdę długo
          dojrzewałam do decyzji aby tu napisac...
          • clio11 Re: Bitwa 22.03.05, 11:52
            "Ktoś kiedyś mi powiedział: nie możesz zmienić innych, to zmień siebie..."

            Dość trafnie ujęte. Tylko, po takiej praktyce przez kilkanaście lat, niezły
            mętlik w głowie mam. Czasem sama nie wiem, czy nie zmieniłam siebie zbyt
            skutecznie...W najmniej oczekiwanych momentach powielam od lat utarte schematy
            zachowań ("bo tak trzeba","bo tak jest prawidłowo, szlachetnie,pozytywnie, bo
            ludzie widzą i ocenią"), by ocknąć się, że nareszcie nie muszę.
          • bezecnymen Re: Bitwa 22.03.05, 16:46
            cóz pozostaje ci wobec tego podjąc kroki stanowcze..zamiast potrząsać sobą,
            potrząśnij nim
            powiedz jasno co ci sie nie podoba w tym ukladzie, jaki jest, co chcesz zmienic
            i co oferujesz w zamian..bo raczej wątpię byś to dostała ot tak..jakby on nie
            zdawał sobie zupełnie sprawy z tego że dzieje sie między wami nie najlepiej....
            • clio11 Re: Bitwa 22.03.05, 17:12
              Bezecny, w końcu potrząsnęłam;zostało to odebrane niemalże jak zamach na
              nieskalanego żadnym grzechem (a swoje dane mi było wiedzieć, niestety).
              Dziś jestem po rozwodzie i wiem, że nie warto podporządkowywać swojego widzenia
              i pojmowania świata nikomu.Kochać to nie znaczy być czyimś niewolnikiem. Za to
              staram się ze wszystkich sił, by mój obecny partner wiedział, że jest dla mnie
              ważny, lecz nie na zasadzie wyłączności i ślepego posłuszeństwa,i wiary w
              nieomylność jego sądów.
              • bezecnymen Re: Bitwa 22.03.05, 18:10
                i baaardzo słuszniesmile

                potrząsnięty partner ma dwa wyjścia...albo przyjmie pozycje marii antoniny
                postawionej za cudze grzechy na szafocie albo zrobi cos co polepszy
                dotychczasowy układ...fakt najczęściej robi to..o ile w ogóle, z cięęęzkim
                sercem, przykro jest rezygnować ze splendorów, nawet jesli korzystało sie z
                nich nielegalnietongue_out
                • rozowykot Re: Bitwa 18.02.06, 01:12
                  gdy dwoje ludzi składa przysięgę małżeńską/bo wkościele/ to po wyjściu
                  stamtąd szybko zapominaja , po co brali ten słub, PODOBNO się kochali, ale
                  miłość wymaga pielęgnacji ,szacunku a nie walki. Zapominamy ze sobą rozmawiać ,
                  kupować sobie kwiatki, robić miłe niespodzianki, troszczymy się o siebie a nie
                  o partnera i w tym egoizmie gubimy milość i słowo HONORU dane z własnej woli
                  przed ołtarzem.
          • julka1800 Re: Bitwa 22.03.05, 16:55
            100tka nie chciałam nikogo urazić ani nie oceniam nikogo.
            Napisałm bo uwazam ze tu potrzeba jakiegoś /przepraszam/ porzadnego ...wstrząsu.

            Czy rozmawiacie jeszcze? Czy mowiłaś mu jak to wygląda z twojej strony? Jasno i
            dokładnie?

            Czy widzisz proby z jego strony chocby najmniejsze?
    • latoja Re: Bitwa 22.03.05, 12:00
      Powraca więc pytanie, co wybrać samotność w związku , czy samotność bez
      partnera?
      • clio11 Re: Bitwa 22.03.05, 12:25
        Każde z tych rozwiązań ma swoje negatywy i pozytywy. Jednakże każde jest
        swoistym dramatem dla obojga (jesli, oczywiście wiedza na czym stoją).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka