Dodaj do ulubionych

Bez wyjścia

12.05.05, 08:31
Jestem bez męża, bez pracy,bez kogoś komu mogłabym powiedzieć prawdę..za to z
dzieckiem i ..drugim w drodze..Codziennie przed zaśnięciem modlę się,zeby się
juz nie obudzić.Zaraz mnie obrzucicie błotem, że wyrodna matka i mam dla kogo
żyć..Tak Wam się tylko wydaje..Nie potrafie zyć dla dzieci, nie potrafie
skupić sie na pracy(mimo wszystko cos próbuje robić), chcę mieć kogoś kto
mnie przytuli, kto będzie się cieszył z tego, że rosnie mi brzuch!
Na zewnatrz wszystko wygląda idealnie: prawie nikt nie wie, że nie mieszkam z
mężem, a juz szczególnie rodzina..ja- kobieta sukcesu, zadbana, luksusowe
auto,dziecko mądre, z sukcesami w szkole..wreszcie drugie dziecko w drodze,
no sielanka rodzinna..a co za drzwiami mieszkania? Pustka, rozpacz i łzy..
Nobla temu, kto znajdzie wyjście..
Obserwuj wątek
    • bezecnymen Re: Bez wyjścia 12.05.05, 10:31
      na błoto i kamienie jeszcze przyjdzie czas...byc może
      mogłabys napisać, jak to się stało, że z dnia na dzień zostałaś sama? czy twój
      nick właśnie tego dotyczy?
      • niewierna2 Re: Bez wyjścia 12.05.05, 11:06
        Coś w tym jest..Kobiety juz chyba takie sa,ze wolą zwalic wine na
        siebie..Tak.Kiedys byłam niewierna, dawno temu i potem się
        odwróciło..Teoretycznie mąż nie wiedział o mojej zdradzie, dowiedział się
        dopiero po 3 latach od zakończenia mojego zwiazku "na boku" i to w sytuacji,
        gdy on od 3 lat miał kochanke..Co za zbieg okoliczności.Ja wyszłam, on wszedł.
        A potem tylko błoto, więc to możecie sobie darowac..
        • clio11 Re: Bez wyjścia 12.05.05, 11:11
          No, pieknie, pięknie! A już myslałam, że tylko ja jestem taka oryginalnawink
          Czuję się tak, jakbym czytała o sobie. Czy uchodziliście tez za idealną parę?
          Współczuję Ci, bo wiem, ile przed Tobą. Brrr.
        • bezecnymen Re: Bez wyjścia 12.05.05, 11:24
          jeszcze Cie nie oceniam..więc nadal rzucać niczym nie będę...
          wygląda na to, że oboje z ex macie conieco na sumieniu...i dobrze, że się do
          tego przyznałaś, nie znam ludzi, którzy są w 100% niewinni rozpadu związku, ale
          a wśród nas niezbyt wielu potrafiłoby publicznie przyznać się do zdrady smile
          ale nie o przeszłości teraz powinnaś mysleć tylko o tym...co dalej...
          kroki rozwodowe wszczęte? kto je podjął? jakie zarzuty itp...znając sytuacje
          może coś poradzimy smile
          pozdrawiam
          • niewierna2 Re: Bez wyjścia 12.05.05, 11:34
            Własciwie to zadne z nas nie mówi o rozwodzie, bo ani mi on niepotrzebny ani
            mężowi..Mieszkamy osobno, ale mało kto o tym wie. Gorsze jest to, ze ja nie
            chce byc sama, nie potrafie juz sama spac,boje się,ze nie poradze sobie z
            maleńkim dzieckiem, wogóle sobie juz z niczym nie radze..
            • jarkoni Re: Bez wyjścia 12.05.05, 11:56
              Niewierna, być może zabrzmi to nieco infantylnie i całkiem nie jak podnoszenie
              na duchu, ale: DASZ RADĘ...Człowiek to nieprawdopodobnie mocne stworzenie..
              Ja zresztą też z moją ex latami sprawialiśmy wrażenie idealnego małżeństwa,
              mimo że w domu właściwie powinno się w baranicy chodzić, taki panował chłód..
              I też mieszkamy oddzielnie już ponad 1,5 roku..I do tej pory wielu moich
              znajomych o tym nie wie..A moja księgowa po raz kolejny spytała w tym roku
              dlaczego nie chcę rozliczać rocznego podatku wspólnie z żoną..
              A tak przy okazji: opowiesz jak doszło do tego, że mieszkacie oddzielnie? To ma
              być czasowe czy już na stałe? I co będzie kidy urodzisz? Mąż nie będzie
              pomagał? Rozmawialiście o tym?
              • niewierna2 Re: Bez wyjścia 12.05.05, 12:31
                Zaczęło sie od tego, że odkryłam jego romans..Jak przystało na prawdziwego
                skorpiona chciałam mu pokazac co potrafie..i pokazałam: szybko znalazłam sobie
                faceta, poczułam,że jestem kochana, ale..nie tego chciałam.Nie mogłam znieśc,że
                przeoczyłam moment, w którym ktos inny zajął moje miejsce, nie mogłam sobie
                darować,ze pozwolilam na to..
                a mieszkamy oddzielnie od owej koszmarnej nocy, ktorej nigdy nie zapomne,
                obawiam się, że moje dziecko także, mężowi nie pomogą zapomniec blizny, ktore
                ma na rękach(sam sobie zrobił, a własciwie pomogł mu alkohol)Zamknęłam za nim
                drzwi i juz nigdy nie pozwolilam mu spac w domu.Nie wyobrażam sobie jego
                powrotu i dalszych kłótni, wyzwisk, nerwów..uczucia nie ma, więc dla jakiej
                intencji sie poświęcać? Pozwolić dzieciom oglądac taki wizerunek rodziny?
            • mona31 Re: Bez wyjścia 31.05.05, 13:29
              Witaj, jestem pewna, że sobie poradzisz, jeszcze uśmiechniesz się i zobaczysz
              jaki to skarb takie maleństwo, czasami tak jest, że musimy pocierpieć ale
              napewno jeszcze uśmiechniesz się sama do siebie, proponuję poczytać sobie
              jakieś fajne książki na dobranoc, pozdrawiam i życzę wam zdrowia i dużo
              uśmiechusmile
      • clio11 Re: Bez wyjścia 12.05.05, 11:08
        "na błoto i kamienie jeszcze przyjdzie czas..."
        Mam nadzieję, że to błoto i kamienie nie nastąpią. Niezależnie od tego, jaką
        drogę przeszłaś. Niewierna, mało jest ludzi, którzy NIC nie mają na swoim
        sumieniu. Uwierz mi. Jeszcze mniej jest tych, którzy potrafią z podniesionym
        czołem ponosić konsekwencje swojego postępowania. Tę opcję radziłabym Ci
        wybrać. Nie zmienisz tego, co się stało, więc nie ma sensu się zadręczać. Jeśli
        uważasz, że musisz z kimś pogadać to przedstaw dokładniej swoją sytuację.Ok?
        • niewierna2 Re: Bez wyjścia 12.05.05, 11:29
          To czoło juz mi się zaczyna chylić..Pewnie, ze musze z kimś pogadac, ale nie ma
          szans, zeby to był ktos "rzeczywisty", bo nie jestem w stanie nikomu zaufac,ze
          dochowa tajemnicy i nie rozpowie o moim upadku.. Załosne, nie? Do końca chce
          zachować nieskazitelny wizerunek..
          Sytuacja jest faktycznie bez wyjścia, bo mąż nie wróci, poniewaz mnie nie
          kocha, a dzieckiem sie zajmuje z obowiązku (jak trzeba), jesli się szybko nie
          otrząsne i nie wezme do pracy, to nic mi z tego nie wyjdzie, bo to własna
          działalność i liczy się głównie czas, a tego mam mało, bo do rozwiazania 4
          miesiace. Zamknięte koło.
    • latoja Re: Bez wyjścia 12.05.05, 11:31
      Większość osób piszących na tym forum dotarła do punktu, w którym cały świat
      się rozsypał na kawałeczki i życie stało sie koszmarem.
      Od Ciebie zależy, czy uwierzysz, że dasz sobie radę mimo wszystko.
      Jeśli tylko się nie poddasz , to znajdziesz najlepsze dla siebie rozwiązanie, a
      z czasem powróci radość życia. Poczytaj nasze posty, nie jest łatwo i każdy sam
      wybiera jaką drogą iść ale idziemy.
      • julka1800 Re: a dziecko...? 12.05.05, 11:43
        współczuje Ci, tak jak każdemu kto cierpi, ale jesli za Wami było tyle przejść,
        nie miaszkacie razem to jak to sie stało ze jestes w ciazy?


        nie pisz jesli nie masz ochoty
        • julka1800 Re: i jeszcze 12.05.05, 11:45
          jedna uwaga
          na forum możesz się wyzalic, my Cie przytulimy tak wirtualnie, ale myśle ze
          powinnas wsród swoich poszukać przyjaznej duszy,
          • niewierna2 Re: i jeszcze 12.05.05, 11:55
            Jest facet, do którego się moge przytulić, ale nie chce, bo
            związany "dzieckiem" z kims innym..a smsy z pogrózkami od jego kobiety juz mnie
            nie bawią. Cos nas kiedys łączyło, ale to inna bajka. Nikomu innemu nie
            potrafie zaufac.
        • niewierna2 Re: a dziecko...? 12.05.05, 11:48
          Nie mieszkamy od 2 miesięcy, a dokładnie od koszmarnej awantury, ktorej
          swiadkiem było siedmioletnie dziecko, a ja krew z podłogi zmywałam do 4 rano..
          • clio11 Re: a dziecko...? 12.05.05, 12:43
            To życie Cię nie popieściło zbyt długo...
            Czoła nie chyl, mimo tego, że zawsze znajdą się tacy, którzy chcieliby na nie
            napluć. Uważam, że to, co się wydarzyło w Twoim małżeństwie jednoznacznie
            dowodzi tego, że obojgu Wam było w nim niezbyt dobrze. Powinnaś przyjąć
            sytuację, jaką jest i próbować sobioe radzić. Pamiętaj przy tym, że
            jeśli "umiesz liczyć-licz na siebie", a nigdy się nie zawiedziesz.
    • 100tka Re: Bez wyjścia 12.05.05, 14:17
      Mimo obaw może jednak znajdziesz siły właśnie w oczekiwanym dziecku. Nowe
      życie - nowa nadzieja. Niektórzy mówią, że maluch pojawiajacy się w cięzkim
      okresie zycia kobiety stanowi tylko dodatkowa kompikację... Ale w moim
      przypadku dodał on odwagi i sił aby jednak walczyć o siebie. A przynajmniej
      odzyskać swiadomość swojej wartości i wyjatkowości po wieloletnim spychaniu
      mnie na margines życia przez mojego męża.
    • tricolour Nieskazitelny wizerunek... 12.05.05, 15:55
      ... piękne tylko nieprawdziwe.

      Może skończyć z udawaniem. Udanego życia, szczęśliwego małżeństwa, zadbania,
      luksusu... itp rzeczy, których nie ma.

      Może najwyższy czas zobaczyć kim się jest NAPRAWDĘ.
      • niewierna2 Re: Nieskazitelny wizerunek... 12.05.05, 16:43
        Rozpedziłes sie.. Rzeczy są, a ja udaje przed ludzmi, ze jest mi dobrze, nie
        przed soba! Bo co kogo obchodzi co w srodku..Mam dodatkowo robic z siebie
        szmate na zewnatrz?Po co?Wystarczy, ze tak sie czuje..Mam sie publicznie
        potepiac i pokazywac jak strasznie mnie los dotknął?A dla kogo? No chyba dla
        plotkarzy, bo zrozumienia sie nie spodziewam..a litości nie chce.
        • jarkoni Re: Nieskazitelny wizerunek... 12.05.05, 17:38
          Myślę, że tricolour nie mówił do Ciebie, chyba mówił ogólnie...Ja oszukiwałem
          siebie i świat ładnych parę lat..Że idealne małżeństwo dla znajomych i
          rodziny...Bo normalnie ze sobą rozmawialiśmy? Bez kłótni? Ciekawe, że nikt nie
          zauważył że od ładnych paru lat na wspólnych imprezach ani się nie przutulimy,
          ani żadnego głupiego buziaka nawet....A inne pary, małżeństwa a i owszem...
          Głupie co?
          Niewierna ja też udawałem przed ludźmi, że jest mi dobrze...I wiesz czemu
          żałuję?
          Bo przed sądem być może będę ten beee..Przed nikim się nie wypłakałem nigdy jak
          jest niefajnie w naszym małżeństwie, co oznacza, że nie mam żadnego świadka że
          tak było...Mówię o sprawie rozwodowej...Za to pewnie usłyszę wiele
          niepochlebnych rzeczy o sobie..No cóż...
          • niewierna2 Re: Nieskazitelny wizerunek... 12.05.05, 17:49
            eee...mój mąż az tak sie przed bliskimi znajomymi nie krył..
            zreszta i tak nie dopuszczam mysli o ewentualnym rozwodzie innym niz za
            porozumieniem stron.
            • jarkoni Re: Nieskazitelny wizerunek... 12.05.05, 18:06
              Życzę Ci, żebyś się nie zdziwiła...Też tak myślałem...
              A w pozwie okazało się np,że mąż(ja) znikał z domu na całe dnie a nawet
              tydzień, co oznacza np że nie zajmował się dziećmi i domem..To tylko przykład z
              całej fury kłamstw i półprawd...Oczywiście, że znikałem, bo prawadzę firmę
              eksport i jeżdżę na targi po Europie, o czym wszyscy wiedzieli i wiedzą...Z
              tego żyję i z tego przynoszę pieniążki do domu...
              Obyś się nie dowiedziała, że pocięłaś go w nocy w ataku furii (+ świadkowie, że
              takie ataki miewałaś od lat) i wyrzuciłaś go z domu...Myśl co dalej i co z Tobą
              i dziećmi...
        • tricolour Możesz udawać... 12.05.05, 18:00
          ...że jest Ci dobrze, ale wtedy NIKT Ci nie pomoże. Twoi bliscy, znajomi,
          przyjaciele widzą Cię pewnie jako szczęśliwą mężatkę i nawet do głowy im nie
          przyjdzie, że masz takie problemy.
          To efekt maskarady, którą stosujesz od lat.

          Jeżeli wydaje Ci się, że pomoże Ci ktoś z Netu, to możesz się zwyczajnie
          przeliczyć, bo nie ma tu fachowców od takich zajęć. Nie tylko potrzebujesz
          czyjejś pomocnej dłoni, ale potrzebujesz jeszcze wsparcia przez dłuższy czas i
          ... litości też. Całość Twojego opisu wygląda bardzo przygnębiająco.

          • niewierna2 Re: Możesz udawać... 12.05.05, 18:22
            Wiesz co? Ja nie chce, zeby ktos sie nade mna litował, od zawsze radziłam sobie
            z problemami sama, ewentualnie z pomoca męża i mi trzeba własnie męża, który
            wystarczy, żeby był, bo wtedy mam siłę..Teraz tez się wygrzebię, może nie z
            impetem, bo nie mam "oparcia", a czas ograniczony.. Cos wymysle..Bez sensu, tak
            mi nagadałes,że zaczynam udawać juz przed Wami i..zaraz się zamknę.
            • tricolour I o to też mi chodziło... 12.05.05, 18:24
            • tricolour Przepaszam... 12.05.05, 18:29
              ... ale jakiś mało rozgarnięty informatyk zrobił, że <Enter> wysyła wiadomość...

              Nie chodziło mi o to, żebys się zamykała, tylko o to, byś wzięła się w garść. Z
              marudzenia niewiele wychodzi.
              Jak zwykle w trudnych sytuacjach życiowych proponuje psychologa... który nie
              patyczkuje się z pacjentem, który sam jest sobie winien.
            • jarkoni Re: Możesz udawać... 12.05.05, 18:31
              Bez sensu, tak
              >
              > mi nagadałes,że zaczynam udawać juz przed Wami i..zaraz się zamknę.

              Niewierna,ja nagadałem czy tricolour? Bo się trochę pogubiłem...
            • jarkoni Re: Możesz udawać... 12.05.05, 18:32
              I nie zamykaj się, a wręcz przeciwnie pisz więcej...Masz tu życzliwych ludzi..
              • niewierna2 Re: Możesz udawać... 12.05.05, 18:38
                Własciwie obydwaj..Troche za duzo jak na jedną małą głowę, na dodatek ja jestem
                ciagle na etapie,że jeszcze bedzie dobrze, bo zdarzy się cud..Nie myśle o
                rozwodzie i kto komu co zabierze..To jest chore, najpierw jedno drugiemu
                oddałoby rękę, a potem chetnie by ja urwało? To jeszcze nie to..na razie jedyna
                osoba, ktorej źle zycze jest ta druga, która weszła z butami w moje
                małżeństwo..gdyby nie jej obecność wszystko by się dało poskładać!!
                • jarkoni Re: Możesz udawać... 12.05.05, 19:56
                  Mówisz o kobiecie, którą poznał mąż?? A ten którego Ty poznałaś wybielasz? On
                  był tylko kochany misio? Czy on przypadkiem też nie wlazł z butami?
                  Brutalne może ale prawdziwe..
                  Tyle tylko, że Ty cierpisz podwójnie...Nie wiem czy warto..
                  Po ostatniej akcji Twojego męża nie chciałbym już chyba z nim nawet gadać...
                  Tak jak kiedyś absurdalnie moja żona rzuciła się na mnie z pięściami w
                  obecności córki...Nie zapomnę jej tego nigdy...Powód był absurdalny,a była
                  chyba 6 rano...Od tamtego momentu wiedziałem, że to koniec...Uświadom to sobie
                  też..Szczególnie, że bardziej drastyczną scenę przeżyłaś...
                  • niewierna2 Re: Możesz udawać... 12.05.05, 21:04
                    Wcale nie wybielam, ale jest róznica, bo ja potrafiłam z niego zrezygnować w
                    imię wyzszych wartości(rodzina), a on nie zrezygnował..
                    Z całą resztą masz rację, ale jeszcze za wczesnie, żeby to do mnie dotarło.
                • scriptus Re: Możesz udawać... 13.05.05, 12:11
                  niewierna2 napisała:

                  > Własciwie obydwaj..Troche za duzo jak na jedną małą głowę, na dodatek ja
                  jestem
                  >
                  > ciagle na etapie,że jeszcze bedzie dobrze, bo zdarzy się cud..Nie myśle o
                  > rozwodzie i kto komu co zabierze..To jest chore, najpierw jedno drugiemu
                  > oddałoby rękę, a potem chetnie by ja urwało? To jeszcze nie to..na razie
                  jedyna


                  Ja tez jestem na etapie, ze moze zdarzy sie cud. Wlasciwie bardziej tego
                  pragne, niz w to wierze.
                  Kiedy tak nieraz rano zrobie kawusie, sniadanko, po nocy w osobnych lozkach,
                  spojrze na swoja sliczna dziewczynke, przejdzie mi przez mysl, jak by to bylo
                  fajnie przytulic, jak tylko na mnie szczeknie, w godzinke juz mam bardzo
                  waznego klienta po przekatnej przez Polske. A potem, wieczorem, w hotelu
                  tesknie jak pies.... Nastepnego dnia wracam, jak mysle o tych -30 oC w domu,
                  jade 50 km-h... na kazdej stacji wypijam kawe... pewnie by mi sie samochod
                  zaraz zepsul, i to solidnie, gdyby do mnie ukochane potomstwo nie wydzwanialo,
                  tata, gdzie jestes,kiedy bedziesz...

                  wiem, skrajna glupota, przypadek psychiatryczny, w cywilizowanych krajach
                  kurator i przymusowe leczenie...
                  • scriptus Re: Możesz udawać... 13.05.05, 12:14
                    Zatem, moge napisac, ze doskonale rozumiem, co czujesz, choc moja historia jest
                    zupelnie inna, u nas nie bylo zadnej zdrady...
    • bezecnymen cóż... 13.05.05, 08:00
      mam wrażenie, że oboje z ex nie bardzo przejmowaliście się swoim związkiem...
      jakieś skoki na boki, przygody, w końcu rozstanie....
      problem w tym, że owoce takiego życia zbierasz głównie Ty
      można by zacytować: sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało, ale to nie ma juz
      znaczenia...skoro, jak twierdzisz, najbardziej brakuje Ci mężczyzny, to po
      prostu musisz go znaleźć.....
      powodzenia
      • niewierna2 Re: cóż... 13.05.05, 08:15
        Widzę,że już mnie skatalogowałeś...Dzięki za pomoc. Na przeszłość może się
        nauczę, żeby trzymać głęboko w sobie to co czuję..tak jest łatwiej, a na
        zewnatrz niech wygląda jak wygląda. Miłej zabawy.
        • nie_ma_nic Re: cóż... 13.05.05, 09:04
          Niewierna, im wcześniej zdasz sobie sprawę z zasady "Umiesz liczyc? Licz na
          siebie!" tym łatwiej sie pozbierasz. i proszę Cie: nie pisz juz ze potrzebujesz
          męza by normalnie funkcjonowac, bo mi ręce opadają.....myślałam ze na swiecie
          nie ma innych tak mocno uzależnionych kobiet, oh... kochana jak ja Cie
          doskonale rozumiem..nawet nie wiesz....
          ale czas, czas, który płynie, pomaga zrozumiec wiele i zacząc wszystko od
          początku, daj sobie czas...po prostu...
          • clio11 Wszystko byłoby jak dawniej? 13.05.05, 11:03
            Gdyby nie ta "trzecia"? Mąż kochałby Ciebie, Ty-męża. Razem dalej wiedlibyśćie
            sielskie, szczęśliwe zycie rodzinne? A potem zapomnicie o wszystkim i
            będzie "cacy"? Ty naprawdę w to wierzysz?
            Czy przypadkiem nie próbujesz kogoś innego obarczyć niepowodzeniami Waszego
            związku?
        • bezecnymen katalog 13.05.05, 18:54
          nie ma tu nic do rzeczy...a może uważasz że zdrada to zupełnie nieznaczące
          wydarzenie???to może wyjasnisz, dlaczego to zrobiłaś?...wiem, że to sie robi
          wtedy, gdy sie nie otrzymuje w domu, albo gdy nie w tej postaci czy formie,
          której sie pragnie....on to też zrobił...czy rozmawialiście wcześniej o swoich
          wzajemnych potrzebach?
      • julka1800 nie rozumiem 13.05.05, 11:33
        skoro wiesz ze to obecność mężczyzny/meża obok daje Ci sile do życia, a jego
        brak powoduje ze całośc jest bez sensu, to dlaczego nie cenilaś jego obecności
        w czasie gdy był u twojego boku, tylko szukałaś czegoś na boku /i znalazlas/,
        dlaczego nie cenilas tego, bo jak piszesz to Ty pierwsza zlamalaś przysięgę.

        I tak sobie myślę, ze po czesci .. jestes sama sobie winna

        Inną już rzeczą jest to ze wspołczuje Tobie, dziecku i temu jeszcze ktore ma
        się narodzić, bo nie wygląda to wszystko różowo
    • dobrydzien Re: Bez wyjścia 13.05.05, 11:38
      Podstawowe pytanie czy kochasz męża ? Jeśli ma byc przy Tobie bo nie możesz zyć
      bez faceta to wybacz jest to skrajny egoizm.
      Jesli pozbędziesz się Tej rywalki jak długo znów będziecie "wpaniałą rodzinką"
      pomysl o dzieciach..

      pozdrawiam
      • india8 Re: Bez wyjścia 13.05.05, 12:04
        ech, kobitki, gdyby to wszystko było takie czarno-białe, gdyby kierunki tego
        naszego chciejstwa były jakąś grubszą krechą malowane, to byłoby dużo łatwiej

        dziewczyna nie dość,że w ciąży (więc wg wszelkich statystyk przez samą ciążę
        jest już skołowana) to jeszcze ze świadomością, że narozrabiała (i myslę, że
        nie trzeba Jej tego powtarzać), a na dodatek chcecie, żeby się określiła czy
        chce akurat tego onego męża czy faceta w ogóle

        myślę że to nie skrajny egoizm tylko próba pozbierania do kupy siebie i swoich
        uczuć, a przy takiej ilości bodźców z zewnątrz (i wewnątrzsmile kobita ma prawo do
        dezorientacji

        wygadaj się, dziewczyno
        może gdzieś wyjedź daleko od szosy, coby rozpierzchnięte myśli trochę poukładać

        i jeszcze jedno - tutejsze opinie to nie klasyfikacja, kwalifikacja,
        szufladkowanie, nagana, czy cokolwiek - nikt Cię nie ocenia - to raczej próby
        zwerbalizowania tego, co sama sugerujesz

        tak myślę

        trzymaj się smile
        (i przepraszam, że na początku pisałam o Tobie w trzeciej osobie)
        • nie_ma_nic Re: Bez wyjścia 13.05.05, 12:18
          India, super-mądra z Ciebie babkasmile
    • organika Re: Bez wyjścia 13.05.05, 16:50
      Mam takie małe pytanko. Piszesz:

      >Jest facet, do którego się moge przytulić, ale nie chce, bo
      związany "dzieckiem" z kims innym..a smsy z pogrózkami od jego kobiety juz mnie
      nie bawią. Cos nas kiedys łączyło, ale to inna bajka.

      A potem dodajesz, że jedyna osoba, której źle zyczysz, to ta, która " weszła z
      butami w twoje życie".

      Jakoś mi się to gryzie.
      Czy to znaczy, że kiedy ty komuś - użyję tego zwrotu, który napisałaś, chociaż
      go nie lubię - " właziłaś z butami w zycie" , to było OK ale kiedy tobie ktoś
      to robi, to już tak ok nie jest?
      Ty jesteś w porządku bo zdradzałaś ale " opamiętałaś sie" ( nie odeszłaś i nie
      wydało się) ale mąż już w porządku nie jest, bo nie oszukiwał tylko odszedł?
      Dla mnie w tej sytuacji jego postawa jest właśnie bardziej " w porządku".
      Nie widzisz, że stosujesz inną miarkę do swojego a inną do cudzego postępowania?
      To się nazywa filozofia Kalego.
      • niewierna2 Re: Bez wyjścia 13.05.05, 23:36
        Miałam sie juz nie odzywać..ale nie wytrzymałam..
        Mysle, ze w tej całej sytuacji, to ja byłam bardziej uczciwa niz mój mąż, bo
        zrezygnowałam ze swojego romansu, a męzowi powiedziałam o tym dobrowolnie po 3
        latach, kiedy odkryłam jego 3-letni związek, zktorym krył się prawie doskonale
        i wcale nie zamierzał zrezygnować. I poprawka- nie odszedł, tylko ja zamknęłam
        mu drzwi. Co nadal nie zmienia faktu, że nie zrezygnował..
        Miarka wbrew pozorom jest ta sama, oboje zrobiliśmy źle, ale tylko ja chce to
        naprawić!
    • bursztynowe Re: Bez wyjścia 13.05.05, 21:36
      Niewierna...
      Powiedz szczerze, naprawdę szczerze... czego od nas oczekujesz???
      Co chcesz usłyszeć/przeczytać? O co Ci NAPRAWDĘ chodzi?
      Mamy Ci pochwalić? Powiedzieć 'jest super' i poklepać po plecach?


      Bo czytając ten wątek i komentarze naprawdę życzliwych Ci ludzi, a później Twoją
      reakcję nieco się pogubiłem..
      Mówisz, że nie chcesz litości, ale sama się nad sobą użalasz.

      Mówisz, że jesteś w trudnej sytuacji... To Tobie się tak wydaje. Poczytaj inne
      wątki na tym forum to przekonasz się, że dramaty ludzkie są daleko większe niż
      pomysły scenarzystów sitcomów... A Ty nie jesteś ani pierwsza, ani ostatnia... A
      obrażając się na świat, na Bogu ducha winnych ludzi nic nie zwojujesz...

      Więc czego od nas oczekujesz?
      • niewierna2 Re: Bez wyjścia 13.05.05, 23:41
        Bardzo dobre pytanie..ale ja nie znam odpowiedzi.
        Uzalam sie nad soba to fakt, ale tylko Wy o tym wiecie, jestem zmęczona
        udawaniem, że jest mi dobrze, a w końcu potrzebuję kogoś w kim będę miała
        oparcie.Tyle mi wystarczy.
        Gdybym tak naprawde wiedziała czego chcę, to pewnie bym nie szukała pomocy na
        forum..Zresztą :patrz tytułsmile
        • tricolour Oczekiwania. 14.05.05, 01:35
          Najprwadopodobniej znajdą się osoby, które będą chciały Cię na forum przutulić
          i pogłaskać. Będą też tekie, które dadzą po nosie za to co napisałaś.
          I ta różnorodność jest najcenniejsza, bo masz możliwość spojrzenia na sprawy z
          pewnego dystansu.

          Więc się nie obrażaj.

          smile))
      • znowu.od.zera Re: Bez wyjścia 14.05.05, 20:18
        bursztynowe napisał:

        > Niewierna...
        > Powiedz szczerze, naprawdę szczerze... czego od nas oczekujesz???
        > Co chcesz usłyszeć/przeczytać? O co Ci NAPRAWDĘ chodzi?

        Przeczytalam caly watek i zatrzymalam sie na tej wypowiedzi.
        Bo pierwsze co mi przyszlo do glowy to pytanie: a co jestescie w stanie
        zaoferowac? Oprocz wysluchania/przeczytania?

        Nie poganiajcie. Nie kazdy jest taki sam.
        Po prostu czasem dobrze wypluc co tam w srodku siedzi
        i potem to przeczytac.

        A tak w ogole to dobry wieczor.

        Ciesze sie ze znalazlam to Forum smile)
        • anja_pl Re: Bez wyjścia 14.05.05, 20:20
          witaj znowu.od.zera big_grin
        • tricolour Możemy zaoferować... 15.05.05, 01:55
          ... np chłodne oko, odwagę w formułowaniu niepopularnych opinii, chęć spierania
          się o sprawy ważne.
          A także gadanie o potrzebie seksu(sic!), prognozy pogody i inne rzeczy
          smieszne, a niekoniecznie niezbędne.

          Witaj.
          • bezecnymen Re: Możemy zaoferować... 15.05.05, 06:41
            Tri gadający o sexie??? może być ciekawie smile
            witaj znowu.od.zera smile
            • jarkoni Re: Możemy zaoferować... 15.05.05, 07:11
              ooooo wspólniku, też już nie śpisz?? Dziwnie świtowa i niecodzienna ta
              niedziela...A miałem spać do południa smile)
              • bezecnymen iżby 15.05.05, 09:36
                spać do południa... trzeba mieć z kim, a tak...średnia przyjemność uncertain
            • tricolour Zastanawiam się... 15.05.05, 09:33
              ... nad alfabetem.

              tongue_out - to język pięknie wywalony w stronę rozmówcy. A która literka odpowiada za
              kutasika?

              No i ... dzień dobry. wink)
              • bezecnymen Re: Zastanawiam się... 15.05.05, 09:40
                taki sobie chyba będzie ten dzionek...u mnie pochmurno i jakby ponuro...
                a propos alfabetu...a dlaczego akurat chcesz ozdobę krakowskiego stroju w moją
                stronę wysuwać? byłżeby to zamach na moją cielesność?
                hmmmmmmm może tak?
                ==()
                • niewierna2 Re: Zastanawiam się... 15.05.05, 11:45
                  Witam w niedziele. Ciesze się,ze Wam dopisuje humor, bo mi przynajmniej pogoda..
          • niewierna2 Re: Możemy zaoferować... 15.05.05, 11:47
            A ja zawsze myślałam,że życie składa się w 60% z rzeczy nieważnych..
            • akacjax Re: Możemy !!! 15.05.05, 15:42
              Życie składa się z ...drobiazgów.
              Poza tym to, co jeden widzi tak, drugi widzi inaczej. To jak z karafką La
              Fontaine. Jeden załamanie światłą widzi w jednym, inny w innym kolorze."Racja
              nadrzędna-to widzieć wszystkie kolory."

              Mieszkasz w większym mieście? Tam na pewno są Ośrodki Interwencji Kryzysowej. A
              Ty jesteś w kryzysie, może tam spotkasz kogoś, kto ułatwi zobaczenie światła w
              Twoim tunelu?

              W pierwszej kolejności wg mnie-musisz uznać stan faktyczny. Nie trzeba się
              publicznie obnażać, ale ukrywanie prawdy jest i trudne, i bolesne, i kłopotliwe.
              Znajomi sami się zweryfikują, na takich, którzy wesprą i takich, którzy nic nie
              warci. Masz przed sobą nowe wyzwanie, nie łatwe wg mnie, ale pewnie na Twoją
              miarę!
              I nie ma co rozpamietywać przeszłości-wyciagnij wnioski i patrz do przodu smile
              • niewierna2 Re: Możemy !!! 16.05.05, 08:00
                Tak się głupio składa, że mieszkam w raczej malym miescie, gdzie żadne osrodki
                nie funkcjonują. Na weryfikacje przyjaciól tez nie bardzo mam ochotę, bo skoro
                wolę opowiedzieć o wszystkim Wam niz komukolwiek w realu juz o czymś świadczy..
                Znów zamknięte koło..
        • bursztynowe Re: Bez wyjścia 15.05.05, 18:53
          Własnie tak.... chęć wygadania się - to nieoceniona funkcja... nierzadko też
          potrzeba porady... i myślę, że wspólnym siłami taką funkcję ninijesze forum pełni...
          Ale wracając do mojego postu o to odniosłem wrażenie, że niewierna tak naprawdę
          umieściła anons, tylko zapomniała podać adres i telefon. Anons dosyć jednoznaczny...

          Problem w tym, że to jej nie pomoże, co najwyżej ktoś znowu ją zrani...
          • bursztynowe Re: Bez wyjścia 15.05.05, 18:55
            Powyższy wpis miał być odpowiedzią do
            znowu.od.zera 14.05.2005 20:18
            ale coś widać sknociłem... sorry
          • niewierna2 Re: Bez wyjścia 16.05.05, 07:56
            I tu sie pomyliłeś..
            Sam fakt, że opisuję swój problem, że się przed wami wyżalam jak mi samej źle,
            nie oznacza od razu,że czekam na zgłoszenia chętnych do łóżka!
            Wierz mi, że gdyby chodziło tylko o to, to kilku amatorów znalazłabym sobie na
            miejscu..Tu chodzi o coś więcej- mi trzeba uczucia, które kiedys miałam
            i ..zmarnowałam.
            • bezecnymen no i... 16.05.05, 08:18
              widzisz moja droga niewierna...
              chciałoby się przerobić inwokację wstawiając inne słowo zamiast Litwy...
              ale nie o to chodzi by płakać nad rozlanym mlekiem
              ja bym jednak tą weryfikację przeprowadził odnośnie przyjaciół... warto
              wiedzieć na kogo nie mozna liczyć
              i jeszcze
              uczucia nie pojawiają się na zamówienie, potrafią zaskoczyćsmileoj potrafią big_grin
              ale dobrze, że wiesz czego potrzebujesz, to juz coś...inni nawet tego nie wiedzą
              • niewierna2 Re: no i... 16.05.05, 08:23
                Ja i bez tego wiem na kogo moge liczyc, a na kogo nie..Mam sie odsunąć od
                reszty? Po co?
                A co do drugiego wątku..to nie masz pojęcia jak czekam na to "zaskoczenie"!!!
                • bezecnymen Re: no i... 16.05.05, 08:35
                  nic na siłę
                  może dziś, może jutro
                  nooooooo
                  przy sporym pechu może dopiero w przyszłym tygodniu
                  pozdrawiam
                  PS. ja też bywam niecierpliwy..a od rozwodu minęło 6 lat...
                  • niewierna2 Re: no i... 16.05.05, 08:43
                    Połowa była optymistyczna, ale dalej juz mi sie nie spodobało..
                    Ja nie chcę tyle czekać! Cierpliwośc nie jest moja mocna strona, więc istnieje
                    zagrożenie, że znów popełnie jakis błąd..Czarna wizja.
                    • bezecnymen Ok 16.05.05, 08:49
                      masz tydzień czasu na zakochanie się z wzajemnością...
                      może być?
                      • niewierna2 Re: Ok 16.05.05, 08:53
                        Tak! Ściśle określony czas bardzo mnie motywuje...smileZaraz sobie znajdę kolejny
                        chodzący problem..smile
                        A może dam sobie trochę więcej czasu i wreszcie sam do mnie przyjdzie??
                        P.S. Pytanie retorycznie, nie musisz czuc obowiązku odpowiadania.
                        • bezecnymen Re: Ok 16.05.05, 09:07
                          nie czuję obowiązku smile z zasady jestem nieobowiązkowybig_grin
                          a teraz twój post mi się spodobał wielce...tak trzymać smile
                • akacjax Re: no i... 16.05.05, 08:42
                  Ukrywasz prawdę-już to jest ciężarem. Bo tym sposobem być może usiłujesz
                  wybielić to co się stało.
                  Potrzebujesz pomocy fachowca, bo zagnębiasz się, a to nie o to teraz chodzi.
                  Poszukaj w necie, gdzie masz najbliższe ośrodki pomocy. Poza tym rozmawiaj o
                  tym z bliskimi, na pewno znajdzie sie ktoś, kto wysłucha, powie, dasz radę!
                  A takie słowa usłyszane, są jednak więcej warte od przeczytanych!
                  • niewierna2 Re: no i... 16.05.05, 08:48
                    Nie masz pojecia jak bardzo chciałabym porozmawiać z kimś bliskim..ale jedyna
                    naprawde bliska mi osoba zmarła całkiem niedawno i to na drugi dzień po tym,
                    jak powiedziałam,że moje małżeństwo się sypie..
                    Wierz mi, że po takim doświadczeniu zastanowisz sie zanim się odezwiesz..
                    • akacjax Re: no i... 16.05.05, 09:06
                      Wiem dobrze jak to jest, ale im dalej w las, tym więcej drzew...
                      Oczywiście, nic na siłę.Na początek sama sobie odpowiedz, co w tej chwili jest
                      najwiekszym Twoim problemem, zrób sobie taką listę. Potem schowaj ją do jutra i
                      nazajutrz zobacz, czy nie zmieniłabyś kolejności, jeżeli tak, to zmień i
                      schowaj do nastepnego dnia.
                      A poza tym powoli wykonuj te zwykłe domowe czynności i obiecaj sobie, że jak
                      ktoś zadzwoni, czy zapyta, co sie dzieje-nie odpowiesz-wszystko ok, dziękuje
                      dobrze itp. Tylko powiesz-mam chwilowe kłopoty.
                      Czy u Ciebie też jest ciepły dzień i świeci słońce?
                    • tricolour Zastanów się... 16.05.05, 09:54
                      ... czy chcesz sobie pomóc, czy nie. Czy chcesz poważnych zmian w życiu i
                      wzięcia całej odpowiedzialności, czy Cię na to nie stać.

                      Jak chcesz, to znajdziesz właściwe osoby, które Ci pomogą.
                      • akacjax Wydaje mi się 16.05.05, 10:21
                        że teraz trudno odpowiedzieć jej na to pytanie. Bo to znaczyłoby, że juz
                        ogarnęła sytuację, a tak na moje oko to zagubiła się totalnie.
                      • niewierna2 Re: Zastanów się... 16.05.05, 21:33
                        To jest zdecydowanie prościej napisać niz wykonać..
                        • bursztynowe Re: Zastanów się... 17.05.05, 14:39
                          No to czego od nas oczekujesz?

                          To co mogłaś dostac na forum - już dostałaś?
                          czy skorzystasz? wątpię...

                          Nie wiem dlaczego, ale cały czas wyczuwam w Tobie nieszczerość, wręcz próbę
                          manipulacji... A przynajmniej naprawdę duży deficyt dojrzałości...

                          Życzę Ci żeby Ci się poukładało, ale to jest wyłącznie Twoje zadanie i nikt inny
                          nie może brac odpowiedzialności za Twoje życie. Dopóki tego nie zrozumiesz,
                          będzie tylko gorzej - nie tylko Tobie ale i innym, którzy się z Tobą stykają.
                          • niewierna2 Re: Zastanów się... 17.05.05, 21:14
                            Jestes kolejna osoba, która odsyłam do tytułu..zakładając ten wątek nie
                            sądziłam,że ktokolwiek jest w stanie znależć złoty środek na moje problemy,
                            więc odpowiedź jest prosta: nie oczekuję niczego specjalnego, a forum traktuje
                            jako możliwość wygadania się.. Nie zarzucaj mi nieszczerości czy próby
                            manipulacji, bo po pierwsze nikt mnie tu nie zna , a po drugie to niby kim i po
                            co miałabym manipulować? Pewnie wywnioskowałeś to z chaotyczność moich mysli
                            wynika z natłoku spraw, problemow, stresu, obawy i sama nie wiem czego jeszcze..
                            A co do niedojrzałości to wierz mi, że każdego dnia dorastam..do tej pory
                            miałam oparcie, albo tak mi sie wydawalo, a teraz musze liczyc tylko na siebie.
                            Chwilowo staram sie zyć z dnia na dzień, nie wybiegam w przyszłość dalej niz do
                            przyszłego tygodnia, bo po prostu nic dalej nie dostrzegam..Może w przyszłym
                            tygodniu bedzie lepiej?
                            • bursztynowe Re: Zastanów się... 17.05.05, 21:38
                              No, zaczynasz gadać z sensem.
                              Chcesz sie wygadać, ok, każdy tego potrzebuje. Skoro robisz to publicznie, w
                              formie ogólnodostępnego forum, to licz się z tym ze opinie na Twoj temat będą
                              niekoniecznie zgodne z tym co chciałabys usłyszeć. Obrażanie się jest z gruntu
                              absurdalne.

                              Licz na siebie, przede wszystkim. Tak powinno być w każdym zdrowym związku. Nie
                              można bluszczyć się albo we wszystkim opierac się na partnerze. Być może ten
                              trudny dla Ciebie okres będzie swego rodzaju lekcją - bo dla mnie pod wieloma
                              względami był.

                              I z perspektywy czasu wiem, że najważniejsze to nie dac się ponieść rozpaczy,
                              żalowi, depresji. Że trzeba sobie jak najszybciej uświadomić, że czas przynosi
                              zmiany i kiedyś będzie lepiej skoro teraz jest gorzej.

                              Pozdrawiam
                              • akacjax Re: Zastanów się... 17.05.05, 22:22
                                bursztynowe napisał:

                                >
                                > Licz na siebie, przede wszystkim. Tak powinno być w każdym zdrowym związku.
                                Nie
                                > można bluszczyć się albo we wszystkim opierac się na partnerze.

                                Piękne słowa do matki. Tylko ona ma dziecko, tylko ona jest w ciąży.
                                A on-no, brzuch zostawił i wyszedłsad
                                • niewierna2 Re: Zastanów się... 17.05.05, 22:28
                                  Dzieki, juz myślałam,że nikt mnie nie rozumie..
                                  • bursztynowe Akacjax 31.05.05, 12:02
                                    1. brzuch się nie zrobił sam
                                    2. "seks może się skończyć ciążą" (podręcznik do przyrody, klasa VI) zaskoczona?
                                    3. skoro jest ciążą, to gdzie dawca nasienia? lepiej mu nie zwracać głowy? bo
                                    się zdenerwuje? albo jego żonka dostanie palpitacji?

                                    a takie słowo jak ODPOWIEDZIALNOŚĆ zna? to niech sprawdzi w słowniku i przyswoi...

                                    ech...
    • akacjax Co słychać? 31.05.05, 07:57
      Jakieś zmiany? Napisz coś.
    • plathess I jak krew ma nie zalać, jak?! 31.05.05, 13:52
      Nie zarzucajcie mi że nie czytam płaczów i lametnów tych....
      O co jej chodzi? Każdy kto nie jest łgawym psem, powie: o kasę.
      Sama nie raz pisze o tym, że się boi, jak sama sobie poradzi, był mąż to była i
      kaska.
      Alimenty już takie błogo wyskokie nie będą (o ile facet nie jest skończonym idiotą).
      Poszła w tango i oczekuje współczucia!
      Dobra, on też się na boku międlił. ALE czy brud jednego usprawidliwa brud drugiego?
      A nie był to skok w bok (a i to niewyabaczale!).
      Utrzymuje radośnie, że dziecko mężowskie. Zgodnie z prawem i owszem. Postarałbym
      się jednak na jego miejscu o rzetelne DNA.
      A potem ZAPOMNIAŁ o niej.
      Wydałbym 1000 zł na adwokata, jeśliby alimenty miały byc niższe choćby o 50 zł.
      Plułbym na widok takiej żony.
      Krew we mnie buzuje jak czytam takie....

      Miejcie inne zdanie, ja mam takie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka