pisałam, że juz prawie, prawie, wychodzę na prostą, jeszcze "tylko" sprawy
finansowe. i mój post właśnie w sprawie tego "tylko". powiem króciótko: musze
oddać mężowi pieniądze za część mieszkania. mój partner o tym wiedział od
początku i mówił, jak to on zwykł mówić :"nie ma sprawy", "damy radę". teraz
trzeba wreszcie zamknąć temat i tu zaczyna się górka. w naszym (moim i męża
mieszkaniu) ma mieszkać moja mama. mieszkanie ma być przepisane na nią (dała
nam spora częśc gotówki na lokum). aby mąż przepisał na nią swoją część,
muszę mu zwrócić kasę - jego część (mieszkanie jest w akcie not. naszą
wspólną własnością). rozmawiam z partnerem, a on po długiej i nerwowej
wymianie zdań (jak to przy rozmowie o pieniądzach), że nie będzie sponsorował
mojej mamie mieszkania. ja to rozumiem, ale on nie ma sponsorować nic mojej
mamie, tylko ja mam oddać długi mężowi! dla mnie to kwestia konsekwencji
decyzji, poniesienie odpowiedzialnośc za druga osobę, a on tego nie rozumie!
i teraz ja się zastanawiam, czy brać kredyt/pozyczkę aby spłacić męża. a za
chwilę łapię się za głowę z własnej głupoty - przecież mieliśmy być RAZEM,
RAZEM dzielić smutki i radości, ponosić konsekwencje. a teraz wychodzi na to,
że z problemami finansowymi zostaje sama, bo "on nie będzie płacił za
mieszkanie mojej matki"!
co ja mam o tym myśleć? załamka

zawsze, jak jest mowa o pieniądzach, jest z
tego mega problem