Dodaj do ulubionych

co o tym myslicie?

13.07.05, 10:22
pisałam, że juz prawie, prawie, wychodzę na prostą, jeszcze "tylko" sprawy
finansowe. i mój post właśnie w sprawie tego "tylko". powiem króciótko: musze
oddać mężowi pieniądze za część mieszkania. mój partner o tym wiedział od
początku i mówił, jak to on zwykł mówić :"nie ma sprawy", "damy radę". teraz
trzeba wreszcie zamknąć temat i tu zaczyna się górka. w naszym (moim i męża
mieszkaniu) ma mieszkać moja mama. mieszkanie ma być przepisane na nią (dała
nam spora częśc gotówki na lokum). aby mąż przepisał na nią swoją część,
muszę mu zwrócić kasę - jego część (mieszkanie jest w akcie not. naszą
wspólną własnością). rozmawiam z partnerem, a on po długiej i nerwowej
wymianie zdań (jak to przy rozmowie o pieniądzach), że nie będzie sponsorował
mojej mamie mieszkania. ja to rozumiem, ale on nie ma sponsorować nic mojej
mamie, tylko ja mam oddać długi mężowi! dla mnie to kwestia konsekwencji
decyzji, poniesienie odpowiedzialnośc za druga osobę, a on tego nie rozumie!
i teraz ja się zastanawiam, czy brać kredyt/pozyczkę aby spłacić męża. a za
chwilę łapię się za głowę z własnej głupoty - przecież mieliśmy być RAZEM,
RAZEM dzielić smutki i radości, ponosić konsekwencje. a teraz wychodzi na to,
że z problemami finansowymi zostaje sama, bo "on nie będzie płacił za
mieszkanie mojej matki"!
co ja mam o tym myśleć? załamkasad zawsze, jak jest mowa o pieniądzach, jest z
tego mega problemsad
Obserwuj wątek
    • anybody1 Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 10:39
      hm... może ja się mylę, ale rozliczenie z byłym mężem to jest Twoja sprawa. ja
      nie chciałabym żeby mój partner spłacał moje zobowiązania wobec byłego męża.
      chyba że Ty mu pomgasza w spłacaniu jego żony?
      poza tym zastanów się, czy chcesz się ładować w takie zobowiązania wobec niego.
      nie wolisz pozostać niezależna? przez pieniądze rozpadło się wiele udanych
      związków.
      zresztą inaczej będzie jeśli weźmiesz kredyt i on będzie Ci go pomagał spłacić,
      niż kiedy zażądasz od niego całej kwoty.
      tak uważam.
      • phokara Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 10:54
        Kobieto, napisz ciut wiecej - jak postawilas sprawe. Bo jesli tak, jak to rozumie Anybody, to
        rzeczywiscie trudno sie nowemu amantowi dziwic. To w koncu nie byl jego maz. Moze jakimis
        lagodniejszymi slowami trzeba z nim dyskutowac
        jesli rzecz jednak wyglada tak, ze koles chce sie kompletnie odciac od tematu uwazajac, ze to
        TYLKO Twoj problem i radz se babo sama...
        ... to gratuluje wyboru partnera. Fajny facet i perspektywiczny. sorry.
        • bursztynowe Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:07
          Facet przejawia instynkt samozachowawczy, albo wykazuje coś odwrotnego do
          zachowania powszechnie określanego mianem "frajerstwa". Jaką ma gwarancję,
          że "inwestycja cudze środki trwałe" będzie "opłacalna". W grucie rzeczy autorka
          tematu prosi lubego o prezent rzędu kilkudziesięciu (jak sądzę) tysięcy
          peelenów. Ciekawe, czy gdyby jej facet zwróciłby się do niej o coś podobnego,
          jak by na to zareagowała ("wiesz kochanie, chciałbym poszaleć w kasynie,
          dałabyś mi tak z 80 tysięcy... przecież jesteśmy na dobre i na złe... co??? ty
          mnie juz nie kochasz.... buuu")


          Tiaa....




          Phokara: facet nie jest po to by dostarczac kasę na pomysły kobiety
          • mindsailor Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:12
            dla mnie to nie frajerstwo, jeśli pomagam osobie, którą kocham nad zycie i
            której deklaruję gwiazdki z nieba. ale jesli związek traktujesz w kategoriach
            opłaca się - nie opłaca, to współczujęsad ja zawsze chciałam budować związek na
            zasadzie nasze, a nie ile masz ty, ile ja i czy to się opłacasad
            on nie dostarcza mi kasy na moje zachcianki. jeśli tak to zrozumiałaś, to błąd.
            rozwód to nie moja zachcianka, to konsekwencja naszego bycia razem
            • bursztynowe Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:21
              kiedyś też uważałem tak jak Ty (takie naiwne bzdety o wiecznej miłości itepe)
              inwestowałem w czyjś dom nie żądając nic w zamian, wierząc naiwnie, że taka
              jest moja powinność, bo małżeństow, bo odpowiedzialność, bo miłość

              teraz jestem po rozwodzie, dochody z 6 lat szlag trafił, eksia nazywa mnie
              złodziejem, a teściunio na wieść, że małżeństwo córci się sypie wiął mnie na
              strone (przez 8 lat niewiele do mnie się odzywał) i mówi "dawaj pieniądze"


              money money money

              A eksia tak samo ja Ty teraz zarzekała się że kocha nad życie i inne takie...

              Psycholog nazwałby Twoją argumentację albo niedojrzałością albo szantażem
              emocjonalnym

              Pozdrawiam Twojego faceta, niech mu się wiedzie
              • mindsailor Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:42
                raczej niedojrzała. ja nie szantażuję emocjonalnie.
                może i masz rację, przydałoby mi się więcej realności
                a pozdrowienia mężczyźnie przekażęsmile
          • phokara Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:24
            > Phokara: facet nie jest po to by dostarczac kase˛ na pomys?y kobiety

            Pewnie. To kobieta jest po to by dostarczac kase na pomysly faceta. Jesli jest oczywiscie
            frajerka (jak ja).
            Facetowi Mindsailor jednak sie nie dziwie. Choc tak ostre postawienie sprawy (chyba, ze opis
            przesadzony) powoduje, ze nabieram dziwnych podejrzen wobec calego tego ukladu.
            pozdrawiam
            • bursztynowe Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:26
              jeszcze Cię nie znam, ale już Cię lubię
              a może nawet kocham nad życie...
              • phokara Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:38
                Zuch chlopak! I madrala.
                Milosc do mnie jest bowiem bardzo oplacalna. Ex wie cos na ten temat.

                Niestety jako brutalnie szczera istota napisze, ze chwilowo moj status majatkowy sie pogorszy,
                bo bede splacac exia z pobudek honorowych.
                Wiec? Jak to tam bedzie z ta ajlawka?

                ps.
                nick mnie zmylil. Myslalam, zes kobieta o bursztynowych wlosach czy oczach. W wersji
                poprawnej - stawiam na odcien trunku. Browar czy whisky?
                • scrivo Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:43
                  phokara napisała:


                  > ps.
                  > nick mnie zmylil. Myslalam, zes kobieta o bursztynowych wlosach czy oczach. W w
                  > ersji
                  > poprawnej - stawiam na odcien trunku. Browar czy whisky?
                  stawiam na browar jako że piwo rodzaj nijaki, jako i bursztynowe.
                  szczęśliwie w polszczyźnie ta odmiana przez rodzaje pozwala czasem zidentyfikować przynależność.
                  • phokara Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:47
                    Scrivo,
                    faceci tez bywaja przewrotni (zwlaszcza po piwie)
                    Ja ubostwiam te ceche, wiec zostawilam na nia "poprawke".

                    Odmieniac umiem przez rodzaje i przypadki. Ale jak sama wiesz - te ostatnie bywaja dosc
                    niesforne w sensie zyciowym. pozdr.
              • mindsailor przepraszam, 13.07.05, 11:44
                też myślałam, że jesteś kobietą. od bursztynowych oczusmile))
                • bursztynowe Re: przepraszam, 13.07.05, 12:42
                  no widziecie, jak pozory mylą....

                  ajlawjuję cię forewerandewer, bo zaradnaś niewiasta i chętnie się pobluszczę na
                  Tobie...
                  • bursztynowe Re: przepraszam, 13.07.05, 12:45
                    a poza tym, czy chłop, nawet taki wstrętny i wredny jak ja, nie może mieć
                    pięknych, uwodzicielskich i do tego bursztynowych oczu????? ha???

                    toż to jakiś seksizm, albo inny szowinizm
                    • phokara Re: przepraszam, 13.07.05, 12:57
                      Jesli w istocie jestes wstretny i wredny to jest calkiem prawdopodobne, ze masz cudne galy.
                      cos za cos.
                      Nikt nie jest doskonaly. Z wyjatkiem mnie.
                      • bursztynowe Re: przepraszam, 13.07.05, 13:02
                        Oceniając po oczach to łajdak ze mnie ostatni. A do tego uśmiech Toma
                        Cruise'a...

                        To jak będzie?
                        • phokara Re: przepraszam, 13.07.05, 13:11
                          > To jak be˛dzie?

                          to za ile?
                  • mindsailor ale ja nie potrzebuję 13.07.05, 12:48
                    żadnego bluszczasad dziekismile
                  • phokara Re: przepraszam, 13.07.05, 12:53
                    Uwilbiam bluszcze
                    wiec nie odpuszcze
                    lecz bluszcze na balkonie
                    od inszych pnaczy - stronie.

                    ... a przynajmniej sie ucze.
                    • bursztynowe Re: przepraszam, 13.07.05, 13:08
                      nie dość, że idealna, ideowa, to do tego rymuje.... biorę w ciemno
                      • bursztynowe Re: przepraszam, 13.07.05, 13:09
                        będziesz mogła serenady wyśpiewywać od mym balkonem...

                        a rzucę ci chusteczkę....
                        • phokara Re: przepraszam, 13.07.05, 13:28
                          ... ale haftowana?

                          robi sie organicznie-hardcorowo z lekka.
                      • phokara Re: przepraszam, 13.07.05, 13:19
                        Mozesz w jasno. Nie strasze.
                        Tylko juz sie, cholera, kolejka do mnie zrobila. Poczekasz cierpliwie na inszej podporze?
                        • bursztynowe Re: przepraszam, 13.07.05, 13:22
                          a nie ma kolejki dla tych co mogą bez kolejki?
                          • phokara Re: przepraszam, 13.07.05, 13:34
                            Bez kolejki obslugujemy tylko niepelnosprawnych.
                            wiec moze nie bedziesz musial czekac.
                        • scrivo Re: przepraszam, 13.07.05, 13:29

                          Pho, wygląda na to że on nie tyle bierze w ciemno ile pozwala się łaskawie brać. masz chęć stać pod tym balkonem w kolejce?
                          • bursztynowe Re: przepraszam, 13.07.05, 13:33
                            jest ławeczka, można przysiąść, nawet kawę podają

                            dobrą i aromatyczną
                            • scrivo Re: przepraszam, 13.07.05, 13:36
                              jak kolejka to tylko społeczna, z zapisami i staczami zamiennymi. a wszyscy w łapach trzymają kartki na przydział stosownych ilości.
                              • bursztynowe Re: przepraszam, 13.07.05, 13:39
                                a jaka jest "stosowna ilość" phokary?
                                • phokara Re: przepraszam, 13.07.05, 13:43
                                  zalezy do czego stosowna.
                                  troche niestosowne pytanie.
                          • phokara Re: przepraszam, 13.07.05, 13:40
                            Scri,
                            Naprawde myslisz, ze on ma kolejki pod balkonem?

                            Wiesz, ze w bluszczach kryje sie wiele robactwa. Usmiech Toma (jesli to ma!) mnie nie bierze.
                            W kazdym razie nie w ciemno.
                            • bursztynowe Re: przepraszam, 13.07.05, 13:42
                              a czar i urok osobisty podkreślony AXE? (taka mieszanka musi działać, wrrrr)
                            • scrivo Re: przepraszam, 13.07.05, 14:13
                              może dzis taki fircyk w zalotach i mały megaloman z niego wyłazi?
                              rozkokosił sie nieco pod wpływem twojego czaru i już.
                              ale poza tym niełupio pisuje tu i tam, poczytaj.
                              w końcu ty też lubisz tak się poprzekomarzać, co?

                              zaś co do bluszczy, to dekoracja niewątpliwa lecz jakie obciążenie nawet dla solidnych murów...
                              no, najlepiej wyglądają porankiem więc w ciemno i pociemku nie ma co podziwiaćbig_grin
        • mindsailor Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:18
          właśnie nie wiem. niby nie odcina sie od tematu, nie jest tak, że ja mam zostać
          z długami, a on ma to w nosie. po prostu nie spłaci mojego męża i ja to
          rozumiem. nie wymagam tego od niego. tylko chciałabym wiedzieć, że będzie mi
          wsparciem, że ja sama nie zostanę z długami po uszysad a on tylko "spokojnie,
          nie martw się", a mnie juz nerwy zżerają, spać nie mogęsad
          phokaro, ja dyskutuję z nim róznymi słowami i na różne sposoby staram się
          powiedzieć, co czuję. tylko czasem mam wrażenie, że odbieramy na innych falach,
          że coś, co dla mnie jest oczywiste, dla niego niekoniecznie. a może bardziej
          realnie podchodzi do życia, bardziej rozumowo?
          • phokara Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:29
            Ok - to mam jasnosc w temacie.
            Ciesz sie, ze trafilas na inteligentnego goscia. I przestan histeryzowac.
            nakrecasz sie bez sensu
            pa
            • mindsailor Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:39
              chyba taksad ja teraz w takim roztrzęsieniu siedzę - rozwód, zmiana pracy,
              rodzina ze mną nie rozmawia
      • mindsailor Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:14
        właśnie tak chyba zrobię. spłacę długi swoimi pieniędzmi (kredyt) i nie będę
        stawiać nowego związku pod pręgieżem pieniędzy.
        tymbardziej, że to nie mała sumasad
    • bursztynowe Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 10:50
      Zależy jaki macie model finansów, czy wspólne (jedno konto na które spływają
      wynagrodzenia itp) czy też oddzielne.
      Myślę, że reakcja partnera byłaby zupełnie inna gdyby to mieszkanie było
      przeznaczone na wasze potrzeby. Stąd też trudno mi się dziwić jego reakcji, a
      Twoja argumentacja jest nieco naciągana ("nie chodzi o sponsorowanie matki,
      tylko o spłatę długu wobec eksia"). To typowe odwracanie kota ogonem.

      Pozdrawiam,
      • mindsailor Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:07
        dlaczego odwracanie kota oganem? przecież nikt nie ma kupować mojej matce
        mieszkania, tylko musze oddać poieniądze mężowi
        mamy osobne konta, osobną kasę, osobne finanse
      • scrivo Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:08
        zaledwie uwolniłaś się od finansowego, między innymi, związku z jednym panem, a chcesz wejść w drugi? nieporozumienia finansowe,a conajmniej nieprzejrzystość tych układów,to pierwszy kroczek by narobić zamętu w udanym dotąd układzie.
        pomoc w spłacie kredytu, niekoniecznie od pierwszej raty, to zupełnie inna forma finansowego wspóldziałania niż wyciągnięcie od partnera kasy na początku.
        mam dość podobną sytuację obecnie więc świetnie cię rozumiem.
        i dlatego proszę, nie pakuj się w uzależnienie kiedy jeszcze twoje sprawy osobiste nie stoją mocno na nogach.
        powodzenia i dużo zdrowego rozsądku
        • mindsailor Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:20
          tylko chciałabym czuć, że jest ze mną, że moje problemy, to też i jego
          problemy, że nie zostane sama z tym wszystkim.
          ale może masz rację - panikuje za dużo, emocje mnie ponoszą. rozregulowana
          jestem starszniesad((
        • anybody1 Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:24
          dokładnie tak
    • zuzka323 Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:14
      ja myśle sobie tak:
      - logiczne, że facet nie chce spłacać twoich zobowiązań (też pewnie byś nie
      chciała spłacać jego)
      - prawdą też jest ze faceci duzo mówi, deklarują a jak przychodzi do konkretów
      to nogi za pas, albo amnezja ich dopadasad
      • scrivo Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:39
        bez generalizowania ale większość to niestety specjaliści od gruszek na wierzbie.
        dlatego powściagliwość w ufności i niezależność wielce wskazane.
      • mindsailor Re: co o tym myslicie? 13.07.05, 11:43
        ad 1. nie chcę tego, nie o to chodzi, że wyciągnę rękę i "daj".
        ad 2. to prawdasad
        -
    • mindsailor wiecie co, 13.07.05, 11:54
      ja nie wiem, jak to działa, ale czuję się jak po sesji terapeutycznejsmile
      potraficie mnie doskonale wyprostowaćsmile i dać obraz problemu widziany z
      zewnątrz, obiektywny, napewno bardziej niż opinie znajomych.
      Dziękujęsmile
      podnoście mnie tak zawsze, plisssssmile
      • zuzka323 Re: wiecie co, 13.07.05, 11:58
        wydaje mi się ze znajomi nie są obiektywni, chcą dobrze ale zwykle użalają się,
        litują, mądrzą...a tutaj mamy podobne problemy i doswiadczenia....
        ...tak sobie wykombinowałam.smile))
        • mindsailor Re: wiecie co, 13.07.05, 12:07
          chcą dobrze, znają nas i dlatego nie potrafią obiektywnie spojrzeć na sprawę,
          prawdasmile
          • bursztynowe Re: wiecie co, 13.07.05, 12:47
            wszystkie jesteście wariatkami?

            hmmm, coż za smokrytyka
            • mindsailor Re: wiecie co, 13.07.05, 12:49
              nie, MY wszyscywink Ty teżtongue_out
              • bursztynowe Re: wiecie co, 13.07.05, 12:58
                ja też jestem wariatką?
                kurcze....

                PS no tak, klasyczna projekcja ("przypisywanie swoich cech innym osobom"
                Słownik Małego Psychologa)
                • mindsailor Re: wiecie co, 13.07.05, 13:05
                  wariatami, a nie wariatkami!!!! czytać się waść nauczwink))
                  • bursztynowe Re: wiecie co, 13.07.05, 13:12
                    znaczy wariantami czy wariancjami? bo już się pogubiłem
                    • mindsailor Re: wiecie co, 13.07.05, 13:18
                      oj Tomie Cruisie... może być, że wariancjami. zawsze to lepsze niż medianywink
              • phokara Re: wiecie co, 13.07.05, 13:00
                On nie. On jest bluszczem.
                • mindsailor i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:07
                  znałam kiedys takiego, który był podobny do Cruise'asad((
                  • anja_pl Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:09
                    nie podoba mi się Tom Cruise smile
                    • mindsailor Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:12
                      mi też niesmile
                    • phokara Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:13
                      Mi tez nie. Ale ten usmiech ma tu znaczenie kluczowe, jak zrozumialam.
                      • bursztynowe Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:14
                        moge sie nie uśmiechać....

                        8-|

                        lepiej?
                      • anybody1 Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:16
                        jak uśmiech to tylko bruce'a willis'a smile)
                      • bursztynowe Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:17
                        No tak, wylistowałem wszystkie swoje zalety a one jeszcze grymaszą...
                        i bądz tu mądry (wariant)...
                  • bursztynowe Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:13
                    no właśnie, łajdak, isn't he?
                    • mindsailor Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:16
                      nieeee, tamten nie był łajdakiem, choć chyba bardzo chciał byćwink nie wychodziło
                      muwink
                      • bursztynowe Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:18
                        to już nic nie rozumiem...
                        jak ładny i interesujący, to z definicji łajdak.. i vice Wersal
                        • mindsailor Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:19
                          ale on nie był ani ładny, ani interesujący i chciał byc bardzo łajdakiem!!!!
                          buuu, aż mi sie go szkoda zrobiłosad
                          • bursztynowe Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:24
                            to rzeczywiście nieszczęście...
                            i mówisz zlitowałaś się nad biedulkiem...
                            i co i co???
                            • mindsailor Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:28
                              nie zlitowałamcrying mimo moich olbrzymich pokładów empatii i współczucia dla
                              drugiego człowieka, nie dałam rady. chyba za bardzo chciał byc tym TC, także
                              uważajwink
                              • bursztynowe Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:41
                                ale nie jestem TC, po prostu za wysoki jestem... buuu.. z łajdactwa nici....
                                mam tylko uśmiech TC buuu.... i bursztynowe... buuu...

                                nikt mnie nie kocha... buu....
                        • phokara Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:23
                          Ja osobiscie jestem niedefiniowalna.
                          wiec mozesz sobie ten Wersal wepchac pod wersalke.
                          • bursztynowe Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 13:27
                            no to w takim razie "i nawzajem"

                            albo może

                            tête à tête
                            • phokara Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 14:00
                              Hmmmm.
                              Musze sie oddalic w sprawach biznesowych (ide zarabiac na komfortowe zycie bluszcza)

                              Baaaaaaaaardzo sie ciesze, ze Cie poznalam. Ciesze sie usmiechem, przy ktorym Tom C.
                              wysiada.
                              Pouzupelniaj tymczasem przeoczone watki. Ankieta rozpoznawcza musi byc kompletna, jesli
                              mamy przejsc do etapu tete a tete.

                              I przemysl, czy jestes bluszczem zdolnym sie wspiac na wysoki poziom mego cietego ozora i
                              niedefiniowalnego czaru.
                              Jesli tak, na pewno sie jeszcze na tym forum spotkamy i pobuszujemy radosnie w Ogrodach
                              Wersalu. Bo wersalki nie mam.
                              A moze?

                              • bursztynowe Re: i ma usmiech Toma Cruise'a;) 13.07.05, 14:34
                                Czar z samej swej natury jest zaiste niedefiniowalny...
                                A co do brakujących wątków... niedopowiedzenia też mają swój czar... dosłowność
                                zabija poezję
    • tricolour Trochę sie pogubiłem... 13.07.05, 14:17
      Twój facet nie chce płacic za mieszkanie, które miałas z eksem, tak?

      I ja mu sie nie dziwię, bowiem Twoje długi wobec eksa, to konsekwencje byłego
      małżenstwa, a nie obecnego związku.
      Twój nowy partner może, ale NIE MUSI partycypować w Twoich długach.

      Chyba, że cos źle zrozumiałem.
      • mindsailor juz nic, już nic:))) 13.07.05, 14:40
        trochę zagmatwałam sprawęsad
        juz poukładałam sobie w głowiesmile wiem, że nie musi i ja od niego tego nie
        wymagam.
        • akacjax Re: juz nic, już nic:))) 13.07.05, 23:59
          Tylko wytłumacz mi-wykupujesz mieszkanie od byłego, a ma tam mieszkać Twoja
          mama-przecież to będzie wtedy Twoje mieszkanie-ma być mamy tylko? To jak z jej
          udziałem?
          A może ja coś nie kumamsmile
          • mindsailor Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 06:57
            oddam mężowi pieniądze za jego część i przepiszę swoją część mamie. ona chce to
            mieszkanie, bo, jak sama mówi, dała na nie duzo pieniędzy.
            nie wytłumaczyłam tych "technicznych" szczegółówsmile
            • akacjax Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 10:13
              Przepiszesz swoja część, czyli po wykupieniu całość mamie. Czy ona teraz jest
              właścicielką części?
              A może mama powinna mieć tylko część, a to, co było męża powinnaś zostawić
              sobie. Bo wygląda na to, że chcesz zrobić mamie darowiznę.
              Moze to nie ważne, a może gnębi Cię też to, że mama przyjeła taka postawę-chce,
              bo tam się jej należy-czyli nie dawała Tobie.
              • mindsailor Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 10:48
                Akacjo,
                to bardzo skomlikowana sprawa z tym mieszkaniem. Moja mam jest przeciwna mojemu
                obecnemu związkowi, robiła awantury mi, Jemu, obrażała nas, dręczyła mnie odkąd
                się to wsyztko zaczęło. Dwa m-ce temu postanowiłam zerwać z nią więzi - nie
                dzwonię, nie jeżdżę , nie odwiedzam, nie kontaktuję się. Dość już obrażania
                mnie, dręczenia, maltretowania. Nie mogłam tego dłużej znieść. Teraz mniej się
                denerwuję, odzyskałam chyba więcej pewności siebie, jestem napewno mniej
                wybuchowa i nerwowa. Więc zaczęła się sprawa z mieszkaniem. Mama stwierdzila,
                że skoro już nic nie może mi naknocić, chociaz będzie mnie dręczyć finansowo
                (tak to odbieram - wg niej oczywiście niesłusznie).
                Mama dała sporą część gotówki na to mieszkanie, my dodatkowo wzięliśmy kredyt,
                który od początku spłacam ja. I ona stwierdziła "chcę tam mieszkać, bo mi się
                to mieszkanie podoba". Ok, niech mieszka. nie mam ochoty ani jej widzieć, ani
                słyszeć jej malkontenctwa, ani żali do całego świata, ani nic. Chcę mieć z nią
                święty spokój. dość już nam napsułasad Stąd moja desperacja w poszukiwaniu
                rozwiązania, ską wziąźć kasę dla mężą, oddać mu jego część, mieszkanie zapisać
                mamie i koniecsmile
                Ona mnie cały czas negatywnie nastawiała do Niego, cały czas wysłuchiwałam,
                jaki to ch.., padalec, i inne, nie będę cytować, bo zrobi sie rynsztokowosad A
                że z mamą byłysmy zawsze silnie związne, zawsze miała na mnie silny wpływ. I to
                ona zaczęła, że skoro jesteśmy razem, On powienien oddać kasę mężowi, bo "niech
                będzie odpowiedzialny", "niech coś poświęci". Najpierw wmawiała mi, że on nie
                weźmnie rozwodu, że się mną bawi, że ona zna takie typy itd. Teraz jak widzi,
                że i tak jesteśmy razem, ostatnim punktem zaczepienia jest mieszkania i
                pieniądze.
                Ale już wiem, co robić. I tak spłacam kredyt, więc napisałam pismo do banku,
                czy można, mimo, że akt notarialny będzie na moją mamę, wnieść zapis do tego
                aktu, ze ja będę spałacać kredyt do końca. Zamiast zadłużać się w banku na nowy
                kredyt, wole spłacać ten, który juz jest. A mama odda pieniądze mężowi, te,
                które musiałaby przeznaczyć na spłatę kredytu. Tylko ciekawe, co bank na to?
                Czekam na ich odpowoedźsmile
                • zuzka323 Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 10:57
                  hmm... tak sobie myśle mindsailor, że cholernie skomplikowane te twoje życiesad((
                  moje problemy to pestkasmile)
                  • mindsailor Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 11:24
                    to prawdasad
                    jedno jest pocieszające - wybrałam takiego mężczyznę, który jest przy mnie w
                    najgorszych momentach mojego zycia. Gdy wszyscy kopią, on głaszcze po głowie,
                    gdy nie ma gdzie uciec i się schowac - on jest zawszesmile Czasem nam ciężko -
                    sypie się psychicznie (teraz i tak jest super, bywało naprawdę tragicznie,
                    szczególnie po powrocie od mamy, kiedy wracałam skatowana psychicznie, a on
                    znosił moje depresje, zwątpienia i wulkany emocji), ale wiem, że będzie dobrze.
                    Skoro juz tyle za nami i gorzej być nie może...smile
                • phokara Re: juz nic, juz˙ nic:))) 14.07.05, 11:16
                  Mindsailor,
                  bardzo, ale to baaaaardzo nie podoba mi sie sposob w jaki piszesz tu o swojej matce. I na
                  Twoim miejscu zastanowilabym sie powaznie czemu ma ona taki strosunek do Twojego nowego
                  zwiazku (biorac nawet poprawke, na fakt, ze rozwalilas malzenstwo - z tym sie raczej w koncu
                  pogodzi).
                  I na Twoim miejscu nie zrywalabym tak pochopnie kontaktu z matka, bo masz ja jedna, a
                  facetow mozesz miec jeszcze multum. A poniewaz nie dopatrzylam sie w powyzszym opisie
                  znamion patologii rodzinnej (bo "miala zawsze na mnie duzy wplyw" sie do takowych nie zalicza)
                  - dedukuje, ze aktualne reakcje tej kobiety sa podyktowane glownie troska o Ciebie. Nawet jesli
                  skrajnie odmiennie je interpretujesz. Sprawa z mieszkaniem ... Ja to widze tak, ze kobieta chce
                  mieszkanie dla siebie i na siebie, bo "beztroskie poczynania" corki sklonily ja do tego. Nie widze
                  w tym dreczenie finansowego. Moze mama kiedys odda Ci to mieszkanie, zebys miala dach nad
                  glowa, gdy Ci znowu cos sie posypie... Wiec moze bedziesz splacac teraz swoje (w
                  perspektywie) mieszkanie.

                  Sorry, za szczerosc. Ale mam wrazenie, ze jestes tak kompletnie zakrecona ostatnimi
                  wydarzeniami, ze tracisz zdolnosc jakiegikolwiek rozsadnego myslenia. W pewnych stanach
                  emocjonalnych po prostu czlowiek zamyka sie na wiele spraw. Staje sie slepy i gluchy.
                  Ale kiedys sie budzi ze spiaczki. Fajnie, zeby sie obudzil wsrod bliskich - bo im (bez wzgledu na
                  Twoja skrajna dzisiejsza ocene) NAPRAWDE na nas zalezy.

                  pozdrawiam
                  to pisala ta, co nigdy sie nie sluchala rodzicow, ale przynajmniej wiedziala, ze jej dobrze zycza.
                  • tricolour Zgadzam się z Phokarą. 14.07.05, 11:29
                    A od siebie dodam, że manipulacje kredytami, by cos komus udowodnić, są
                    najgorszym pomysłem, jaki może przyjść do głowy.
                    To, co napisane w umowie kredytowej obowiązuje do ostatniego grosza, który
                    wpłacisz za... wiele lat. Do tego czasu może tyle sie wydarzyć, że nawet sobie
                    tego nie wyobrażasz.

                    Pytanie, Mindsilor: jakie masz podstawy do myślenia, że potraisz spłacać kredyt
                    latami, skoro masz podstawowe problemy życiowe. Nieudane związki, skłócona z
                    matką, wspaecie jedynie na forum - takie są Twoje realia.
                    Może lepiej unormować sprawy osobite, by nie ciążyły, a dopiero potem zaciagać
                    nowe, długoletnie zobowiązania?
                    • mindsailor Re: Zgadzam się z Phokarą. 14.07.05, 12:05
                      ależ ja nie zaciągam nowych zobowiązań. mam stare i będę je spłacać!
                      nie mam nieudanych związków, tylko popsute małżeństwo i nowy, bardzo udany
                      związek, który się rozwija. i forum nie jest moim jedynym wsparciem, nie wiem,
                      skąd ten pomysł???
                      sprawy osobiste właśnie prostujęsmile
                      • tricolour Takie miałem ogóle wrażenia: 14.07.05, 12:21
                        Napisałaś: "rozmawiam z partnerem, a on po długiej i nerwowej
                        wymianie zdań (jak to przy rozmowie o pieniądzach), że nie będzie sponsorował
                        mojej mamie mieszkania".

                        Pomysł żeby nowy facet płacił za Twoje stare zobowiązania jest dziwny, bo niby
                        dlaczego? Załozyłas wątek raptem wczoraj więc sprawa jest bardzo świeża, a nie
                        wierzę, że można zmienić swoje myślenie w ciagu paru godzin.

                        W dzieleniu sie swoimi problemami z innymi ludźmi nie widze niczego złego -
                        wręcz przeciwnie. Korzystamy z doświadczeń innych i sami oszczedzamy sobie
                        rozterek. Kiedy jednak ważne sprawy poruszane są na forum Netowym, wśród obych
                        ludzi, to znaczy, że w naszym otoczeniu nie ma odpowienich przyjacół, którzy
                        moga nam pomagać. A to nie jest dobrze.

                        I te dwie przesłanki spowodowały, że napisałem poprzedni post. Jeżeli się myle,
                        to dobrze. To są te nielicze przypadki, kiedy cieszę się, że się mylę.

                        smile)))))
                        Pozdrawiam słonecznie.
                        • phokara Re: To nie tak Tri... 14.07.05, 12:37
                          Kiedy jednak waz˙ne sprawy poruszane sa˛ na forum Netowym, ws´ród obych
                          > ludzi, to znaczy, z˙e w naszym otoczeniu nie ma odpowienich przyjacó?, którzy
                          > moga nam pomagac´. A to nie jest dobrze.

                          W moim otoczeniu jest mnostwo odpowiednich przyjaciol, ktorzy mi pomagaja. Ale czasem nie
                          mam ochoty i sily tlumaczyc im pewnych rzeczy, ktorych po prostu nie doswiadczyli. No i
                          dochodzi do tego jeszcze taki absurd, ze ja sie martwie, ze oni sie o mnie martwia, wiec martwie
                          sie jeszcze wiecej... i tak powstaje bledne kolo, nie wiem czy jasno sie wyrazam.

                          Ludzie z forum nigdy nie beda dla mnie tym czym sa dla mnie moi przyjaciele. Ale moi
                          przyjaciele tez nigdy nie beda dla mnie tym, czym jest dla mnie to forum i Wy (bezimienni).
                          rozumiesz?
                          • tricolour Rozumiem... 14.07.05, 13:15
                            ... tez tak mam.
                            Z ta jednak różnicą, że do omawiania waznych spraw mam kobietę-partnera. Bowiem
                            ważne sprawy z reguły dotyczą nas obojga - vide unieważnienie małżenstwa.

                            Dlatego napisałem, jak napisałem. Moge też się zwyczjnie mylić lub nie
                            dostrzegać innego punktu widzenia, bo czasami bywam slepy...

                            Rozumiesz, słońce strasznie napie.... znaczy świeci mocno.

                            smile)))
                            • phokara Re: Rozumiem... 14.07.05, 13:39
                              Tri,
                              wiedzialam, ze zrozumiesz.
                              Bo zasadnicza roznica miedzy nami polega tylko na tym, ze Ty juz masz kogos, a ja juz go nie
                              mam. Stad "wazne sprawy" musze omawiac albo sama albo z "opakowaniem zastepczym".
                              Mam nadzieje, ze chwilowym. Bo tez wyznaje zasade, ze to sie zalatwia w cztery (zakochane)
                              oczy i to jest priorytet. Wiec jak juz znajde (i jesli znajde) ta brakujaca pare, znikne z tego forum
                              (albo prawie)... Taka mam przynajmniej nadzieje.

                              acha, jeszcze jedno... Krotki komentarz do tych slow:

                              Moge tez˙ sie˛ zwyczjnie mylic´ lub nie > dostrzegac´ innego punktu widzenia, bo czasami
                              bywam slepy...

                              Wiesz, z wieloma osobami na tym forum darles koty, jak sie zdazylam zorientowac. Ba, nawet
                              zostalam ostrzezona, coby nie wdawac sie z Toba w dyskusje... Na szczescie ja odwazna
                              jestem. Bo mysle, ze fajny z Ciebie facet - nawet jesli masz troche wredny charakter. Lepszy
                              taki niz zaden. Cenie ludzi wyrazistych i milo mi bylo zalapac sie chociaz na koncowke Twojej
                              bytnosci na forum. Mysle, ze dobre zycie bedzie miala z Toba ta nowa kobieta.

                              Dosc tych slodyczy - caluje LODOWATO vel zostawiam Cie na lodzie (uff, ten upal...)
                              pa
                        • mindsailor Re: Takie miałem ogóle wrażenia: 14.07.05, 12:38
                          za szybko czasem pisze i wynaturzają się niektóre rzeczy. albo nie mam czasu,
                          albo chcę jak najszybciej napisać, co mi leży na watrobie i pisze czasem tak
                          skrótowo, że nie wiadomo, o co chodzisad moja winasad
                          Pisałam o tym pomyśle, ską się wziął - mama. Gadanie w kółko o jednym i tym
                          samym przez pół roku działa jak pranie mózgu, wierz mi. Zakodowało mi się
                          gdzieś w podświadomości, to co mówiła mama. I czasem wydaje mi się, że wariuję,
                          i wolę zapytać szersze grono, np. FR, co myslą na dany temat.
                          nie brakuje mi przyjaciół do szczerych rozmów, mam na kogo liczyć. a poruszam
                          tu ważne tematy, bo na nieważne szkoda czasu.
                          ps. tylko nie słonecznie - słońca ci u mnie dostatekwink
                          Pozdrawiam
                      • phokara Re: Zgadzam sie˛ z Phokara˛. 14.07.05, 12:28
                        Ok. Jest cholerny upal, wiec oklad z lodu na glowe dobrze Ci zrobi. Pozwolisz, ze skomentuje
                        jedno zdanie, ktore mi akurat wolno skomentowac.

                        > nie mam nieudanych zwia˛zków, tylko popsute ma?z˙en´stwo i nowy, bardzo udany
                        > zwia˛zek, który sie˛ rozwija.

                        Popsute malzenstwo nalezy do nieudanych zwiazkow. Tak czy nie?
                        Skad wiesz, ze nowy zwiazek jest bardzo udany? Po czym to stwierdzasz pomijajac aktualny
                        stan lewitowania nad ziemia i niepohamowanego buzowania hormonow? Od razu uprzedze - nie
                        musisz mi tu pisac, ze sprawdzilas sile tego zwiazku, bo przechodzicie razem przez pieklo
                        rowodow i caly swiat jest przeciwko Wam, a to jest sprawdzian owej "udanosci" zwiazku. A g...o
                        prawda.
                        Czemuz ja sie tak okrutnie wymundrzam? Bo ja to wszystko przerobilam. Znam swietnie ow
                        "abstrakcyjny" stan, w ktorym sie znajdujesz. I wiem, ze odrzucisz wszystkie moje sugestie w
                        sposob naturalny. Wyparcie z organizmu. Pewnie - w nim nie ma juz miejsca na nic - tylko na
                        rozpaczliwe (ale i fascynujace) budowanie nowego zwiazku. I ja to rozumiem - to uczucie
                        silniejsze od Ciebie, od niego... od wszystkiego. Tego nie przeskoczysz. Ok.

                        Ja tylko sugeruje niesmialo odrobinke - dystansu. Choc troszke, ile dasz rade. Bo strasznie
                        kategorycznie piszesz tu o pewnych sprawach. Zbyt kategorycznie.

                        Z moim ex tez mialam stworzyc "nowy, udany zwiazek, ktory bedzie sie rozwijal do konca
                        zycia". I co? I pstro.
                        I jedyne co moge kategorycznie napisac, to fakt, ze dystans bardzo pomaga. A cala reszta jest
                        jedna wielka niewiadoma.
                        • akacjax a ja inaczej to odebrałam 14.07.05, 12:32
                          Dla mnie zabrzmiało:nie związki nieudane(liczba mnoga), ale jeden związek!
                          Przynajmniej na dzień dzisiejszy.
                        • mindsailor Re: Zgadzam sie˛ z Phokara˛. 14.07.05, 12:42
                          nieudany jeden związek - małżeństwo, spieprzone z mojej winy w dodatkusad
                          co do nowego związku, nigdy nie będe miała pewności. a kubeł lodu na łep mi sie
                          przydasmile
                          poaz tym masz rację, mogłabym napisać to wszystko, co Ty wypisałaśsmile
                  • mindsailor Re: juz nic, juz˙ nic:))) 14.07.05, 11:50
                    Phokara,
                    tak jest z punktu widzenia mojej matki. Ona mówi dokładnie tak samo. Wiem, że
                    mnie kocha, wiem, że zrobi dla mnie wszystko. Tylko ja juz dłużej nie moglam
                    znieść tego terroru psychicznego, byłam udręczona (jej zdaniem wcale nie i to
                    miało służyć dla mojego dobra). Skończyło się tak, że poroniłam dziecko (może
                    stres???), miałam silną depresję, byłam strzępem nerwów. Ja zgadzam się z tym
                    wszystkim,co piszesz, ale ja już naprawdę dłużej nie mogłam!!! Wiem też, że ja
                    się z nią poogodzę, jak emocje opadną. Ale nie teraz - nie mam siłysad
                • scriptus Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 11:25
                  Oj tak... wszyscy jestesmy wariatami... i Ty tez, i Ja
                  Dokladnie tak samo bym postapil w tej sytuacji, jak Ty ;-(

                  to jest przerazajace
                  • mindsailor Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 11:52
                    masz rację.
                    nigdy nie myślałam, że czeka mnie cos takiegosad(( najgorszemu wrogowi nie życze
                    podobnych przezyćsad
                    • akacjax Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 12:29
                      Rodziców mamy kochać, ale nie wolno nam pozwalać by nami manipulowali. Muszą
                      sie odpępowić. Jeżeli chcą być dobrymi, to niech bedą otwarci na wspieranie
                      dziecka, a nie dogryzanie. gadka nawet typu: a nie mówiłam-jest dobijająca.
                      Nie daj się dziewczyno!
                      Obawiam się, że zbyt skomplikowane to rozwiązanie z mieszkaniem. I nie wiem,
                      czy najlepsze.
                      Wytłumacz mi dlaczego chcesz być taka dobra i dać matce co najmniej pół
                      mieszkania. Czy rozmawiałaś ze swoim ex? Czy radziłaś się prawników?
                      Czy on tam mieszka? Rozumiem, że jakos uzgodniłas czas spłaty. A pomysł, że
                      mama ma dać jemu, zamiast na kredyt uważam za niepewny(w świetle świata
                      dzisiejszego). Ja bym się bała by nie zapłacić dwa razy.
                      • anybody1 Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 12:38
                        no właśnie... skoro twoja mama wyłozyła gotówke na Wasze wspólne mieszkanie, to
                        Twój były chyba też powinien jakoś się z nia rozliczyć?? czy ja czegoś nie
                        rozumiem??
                        • mindsailor Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 12:45
                          mój mąż dał na mieszkanie pewną sumę pieniędzy. małą. moja mama dała nam na
                          połowę mieszkania, na resztę mamy kredyt.
                          tłumaczyłam mężowi, że oddam mu jego część, tyle, ile włożył. bo reszta jest
                          mojej mamy. ale on na to, że moja mama zrobiła nam prezent i te pieniądze,
                          które dała dzielimy na pół. dla mnie to też robienie w balona mojej mamy, ale
                          on sie uparł i tylesad powiedział, że z moją mamą nie będzie się rozliczał, bo
                          ja jestem współwłaścicielką mieszkania, a nie ona.
                          -
                          • akacjax Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 12:53
                            Piszesz: dała nam- w sądzie byłoby ważne jak-notarialnie itd. gdyby trzeba było
                            udowodnić, że jemu ta ćwiartka sie należy.
                            Powinien dostać to, co wniósł, nie wiem jak z powyższą ćwiartka(a mamchce mu ja
                            dać?)
                            Na taki problem(ustalenie ile mu się należy trzeba chyba sądu.
                            Nie daj się wmanewrować, bo to, że z Twojej winy padło małżeństwo nie znaczy,
                            że inni są ponad prawem.
                            • mindsailor Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 12:56
                              ja już nie mam ochoty walczyć co, kto, komu i ilesad mam tego dość. chcę aby mi
                              juz wszyscy dali spokój!!!
                              • akacjax Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 13:09
                                Nie walcz, ale nie daj się wykorzystać. Zapłać ile uważasz, niech on dochodzi.
                                A potem dopiero dogaduj sie z mamą. I nie spiesz się z przepisywaniem
                                mieszkania.
                                Trzymaj się mimo tych kłopotów dzielnie!
                                • anja_pl Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 13:16
                                  zgadzam się całkowicie z akacjąx:
                                  daj mu to co włożył, chce więcej niech przez sąd do tego dochodzi,
                                  nie przepisuj całego mieszkania na Mamę, bo de facto Ty za nie ciagle płacisz,

                                  a co się stało z dotychczasowym mieszkaniem Mamy?
                                  • mindsailor Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 13:40
                                    nie chodzi o wykorzystywanie. jak pójdziemy do sądu i tak sąd przyzna rację
                                    jemu - mieszkanie jest naszą współwłasnością. nie mam dowodów (kto by o tym
                                    myślał), że przed ślubem mama dała nam pieniądze, więc sąd pewnie podzieli na
                                    półsad
                                    mama ma teraz swoje mieszkanie, malutkie, 50 km od 3miasta, w małej
                                    miejscowości. i chce sie przenieść tu, do 3miasta.
                                    co do rozliczeń męża z moją mamą, tez uważam, że on robi w konia moją mamę, bo
                                    przecież nie my razem się dorabialiśmy(gdyby tak było, byłoby ok). i juz
                                    pisałam, że mój mąż stwierdził, że mieszkanie ma ze mną, a nie z moją mamą. w
                                    sumie, to mu chyba głupio byłoby z nią rozmawiaćsad
                                    i widzicie, ja tu się nad nim lituję, że biedny, pokrzywdzony. a on kurka nie
                                    ma skrupułów jeśli chodzi o pieniądzesad
                                    • akacjax Re: juz nic, już nic:))) 14.07.05, 20:05
                                      Takie sprawy nie są szybkie. Jeżeli jemu zależy niech zakłada sprawę o podział
                                      majątku, da Ci to czas. Myślę, że przydałaby się mądra porada prawna, jak znam
                                      życie od wszystkich przepisów są furtki.
                                      W sumie jeżeli mama chce to mieszkanie(zakładam, że dała na połowę), może
                                      sprzeda swoje i rozliczy się z Tobą, Ty z bankiem, a potem zostaje sprawa męża.
                                      Szukaj furtkismile
                                      • mindsailor Re: juz nic, już nic:))) 15.07.05, 08:04
                                        mama sprzeda swoje i przeprowadzi sie do "mojego". ona ze mną nie ma sie co
                                        rozliczac, bo ja ze swoich własnych pieniędzy na mieszkanie nie dałam nicsad
                                        szukałam wczoraj "furtki" w banku i rozmawiałam z mężemsmile umówiłam się jeszcze
                                        na jutro ze znajomym prawnikiem.
                                        gdyby to były moje, a nie mamy pieniądze, nie byłoby kłopotu -oddaje mężowi,
                                        przepisuję mieszkanie na mamę i finito. ale niestetysad
                                        mąż uważa, że dzielimy na pół minus kredyt, tak jak jest w akcie własności.
                                        uważa, że mamy pieniądze to prezent dla nas, więc dzielimy po równo.
                                        • tricolour Zaczynacie cos kręcić... 15.07.05, 10:46
                                          ... tak, by skomplikowac sprawę.

                                          Jeżeli mama dała pieniądze, a trzymała je w banku, to jest slad po wypłacie
                                          znacznej kwoty.
                                          Jeżeli mąż uprze się, że pieniądze (te od mamy) są jego, to niech udowodni przed
                                          sądem, że je miał, że miał możliwość zarobku. Jeżeli nie udowodni, a mama zezna,
                                          że pieniądze pochodza od niej, to nawet bez dowodów, szala przechyla sie na
                                          Waszą stronę...

                                          Jeżeli chcesz porządku w finansach, to nie szukaj furtki (bo to się zemści),
                                          tylko szukaj sposobu, na udowodnienie PRAWDY!!!!
                                          Twój mąż wie, skąd była kasa. Jak sie odpowiednio przygotujesz, to sam odda
                                          mamine pieniądze. Warunkiem tego jest podążanie za prawdą, bo tego najbardziej
                                          boją sie nieuczciwi ludzie.
                                          Na koncu możesz go oskarżyć o próbę wyłudzenia kasy...

                                          Pozdrawiam.
                                          • mindsailor Tri... 15.07.05, 12:05
                                            pisząc "furtka" mam na myśli jak najbardziej legalne działaniasmile)) nie chcę
                                            nikogo oszukać, ale sama też nie chciałabym, byc zrobiona w przysłowiowego
                                            konia.
                                            mąż wie, skąd były pieniądze, przecież nie jest głupi i niedorozwinięty. tylko
                                            wg niego sprawiedliwie jest, jak podzielimy na pół, wg aktu notarialnego, a nie
                                            wg rzeczywistych wkładów w mieszkanie. prawda jest taka, że moja mama dała na
                                            połowę mieszkania, on dał na ułamek, reszta z kredytu. i cały problem w tym, że
                                            nie wiem, czy kłócić się z nim w sądzie o kasę, czy poza sądem. i czy w ogóle
                                            się z nim kłócić - myślałam, że unikniemy tego tematusad
                                            a tak w ogóle jak to jest: skoro wiadomo, że nie zarobił tych pieniędzy, nie
                                            dostał ich, że są to pieniądze mojej mamy,jak sąd dzieli majątek? po udziałach?
                                            i kto ma udowodnić prawdę - on czy ja?
                                        • akacjax Pół to nie całość 15.07.05, 14:48
                                          Może dobry prawnik znajdzie wyjście. A co mama na to? Czy mówi, że dawała
                                          Tobie, czy Wam? Jeżeli Tobie, to niech i ona ruszy głową.
                                          Mieszkanie nabyte w trakcie trwania(o ile nie zapisano notarialnie i w US
                                          darowizn)jest wspólne. Czyli mężowi dasz połowę, niezależnie ile kto wniósł
                                          pieniędzy.(Chyba, że prawnik wymyśli jak udowodnić darowiznę tylko dla Ciebie).

                                          Rozumiem, że mama cofa darowiznę i chce byś oddała jej kasę w postaci
                                          mieszkania.Ale na mój gust ona może mieć tam tylko połowę w ostateczności-na
                                          tyle dała(ale już zabiera, be). Druga połowa, za którą zapłacisz ex(w
                                          najgorszym wypadku)-można na pewno w ratach...będzie Twoja. Jeżeli masz zamiar
                                          dać ją mamie, niech da Ci na tą drugą połowę, wtedy będziesz mieć kasę dla ex.
                                          • hela74 Re: Pół to nie całość 15.07.05, 19:20
                                            " Mieszkanie nabyte w trakcie trwania(o ile nie zapisano notarialnie i w US
                                            > darowizn)jest wspólne. Czyli mężowi dasz połowę, niezależnie ile kto wniósł
                                            > pieniędzy.(Chyba, że prawnik wymyśli jak udowodnić darowiznę tylko dla
                                            Ciebie)."
                                            Szczera prawda-miałam podobną sytuację i konsultowałam ją z prawnikiem, który
                                            poinformował mnie, że szanse udowodnienia faktu darowizny pieniedzy przez moich
                                            rodziców są praktycznie żadne, jeżeli nie spisano tego notarialnie sad. Moje
                                            twierdzenie i moich rodziców jest przed Sądem niewiele warte, bo mąż może
                                            twierdzić wtedy, coś innego, że na przykłlad jego rodzice też dali połowę...
                                            Liczy sie tylko papier (akt notarialny!) niestety! Dlatego może źle myślę, ale
                                            ja dając mojemu dziecku kiedys cokolwiek, będę zapisywać notarialnie.
                                            • mindsailor Re: Pół to nie całość 16.07.05, 16:17
                                              miałam iść do prawnika, ale to i tak na nic, a po drugie nie chcę się już
                                              szarpać z mężęm. mieszkanie zostało nabyte przed ślubem, nie było oczywiście
                                              żadnych dokumentów, stwierdzających co, kto i ile dał. w akcie notaraialnym
                                              jestem ja i mąż. ale tak jak mówię, nie ma to znaczenia, bo znalazłam
                                              rozwiązaniesmile oby tylko mąż i mama się zgodzili. bo i jedno i drugie robi pod
                                              górkęsad(
                                              teraz dopiero przestaję się dziwić wszelkim intercyzom, dokumentom podpisywanym
                                              u notariusza, liczeniem i zapisywaniem, co moje, co twoje. i coraz mniej dziwię
                                              się obecnemu, że jakos niewyraźnie na mnie patrzy, kiedy wspominam o wspólnym
                                              mieszkaniu. ale z tym tematem tez pewnie długo nie dojdziemy do ładusad
                                              miłego weekendu wszystkimsmile)
                                          • mindsailor Re: Pół to nie całość 16.07.05, 16:11
                                            dawała mi, ale ona nic nie zrobi, bo uważa, że to mój poroblem i ona chce tylko
                                            mieszkanie - reszta jej nie interesujuesad
                                            ale już chyba mam wyjście: mama odda mężowi, tyle ile on chce, ja będę spłacać
                                            mamy kredyt. dopóki będzie kredyt, mieszkanie będzie w połowie moje - muszę być
                                            właścicielem zapisanym w hipotece, aby bank miał wobec kogo wystawiać
                                            roszczenia w razie np. niespłaty kredytu.
                                            w poniedziałek dowiem sie co mąż na to. i co mama.
                                            we wtorek druga rozprawa, mam nadzieje, że ostatniasmile
                                            • akacjax Re: Pół to nie całość 16.07.05, 16:53
                                              Jest też takie wyjście: dawała Tobie-dasz jej Twoją połowę, pozostała
                                              pozostanie męża...on będzie w hipotece figurował-kredyt na Was oboje, czy tylko
                                              na Ciebie?
                                              Postanowiłaś oddać mamie to, co Ci dała, nie ma dowodów, że dała, więc....
                                              (jakieś złośliwości mnie ogarniają, ale ja nie lubię prezentów, rodzice dali mi
                                              mieszkanie, mam nadzieję, że mimo rozpadu związku nie przyjdzie im do głowy
                                              odbierać darowiznę-notarialnąsmile
                                              Jeżeli mama odbiera darowiznę, bo Twój związek sie rozpadł to jednak dawała
                                              Wam, nie Tobie, a teraz to trudno się przyznać...

                                              Trzymam za Ciebie! Pamiętaj, choć jesteś winna rozpadu małżeństwa, to nie
                                              znaczy, że straciłaś wszelkie prawa.
                                              • akacjax A w sumie: 16.07.05, 16:58
                                                Mieszkanie nie jest spłacone, czyli nie jest w całości Wasze! Ex nie może
                                                domagać się połowy jeżeli nie uczestniczy w dalszym płaceniu. I tak nie można
                                                dowieść kto dał na połowę.
                                                Czyli do podziału nie całość, ale 1/2 z części spłaconej, chyba, że on będzie
                                                uczestniczył w dalszej spłacie kredytu!
                                                Nie daj się!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka